Konserwatyści promują petycję do Trumpa

Los Polski według amerykańskich konserwatystów

Jeden z najbardziej wpływowych konserwatywnych i antykomunistycznych think tanków z USA – John Birch Society znów pisze o Telewizji Idź Pod Prąd! W gazecie...

Polak, protestant: Stefan Starzyński cz. 1

Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy. „Wygląd zewnętrzny Starzyńskiego był dość...

RONALD REAGAN – POLITYK Z MISJĄ

Wybór cytatów - Kornelia Chojecka źródło cytatów: „Ronald Reagan. Duchowa biografia” Paul Kengor, prof. nauk politycznych na 100-lecie urodzin 40-tego prezydenta USA „Moje własne przekonanie co...

O co chodziło w REFORMACJI? Zapraszamy w ten czwartek!

W czwartek 26 października o godz. 19:30 zapraszamy Was na spotkanie O CO CHODZIŁO W REFORMACJI? Patriotyczne Centrum Kultury IPP w Lublinie, ul. Chopina 4a (wejście...

Polak, protestant: Stefan Starzyński cz. 2

Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy. Pozycja Stefana Starzyńskiego na początku...

ANODA – wzór na czasy spokojne i czasy nienormalne

Bardzo lubiany wśród rówieśników, przez dziewczyny podziwiany. Odważny, bojowy, odpowiedzialny, szlachetny. Najdzielniejszy wśród dzielnych. Pełen wigoru, dowcipu, bardzo bezpośredni – to cały Janek -...

ZMARTWYCHWSTANIE – śledztwo

Jak było ze zmartwychwstaniem?
„To wszystko jedna wielka ściema. Po co się w to zagłębiać? Można z góry założyć, że kwestia jest kompletnie nieżyciowa lub tak niepewna, że nie ma co czasu tracić na… śledztwo w tej sprawie”.

Podobnie myślał młody Amerykanin Josh, student prawa, który już jako nastolatek uznał chrześcijaństwo za zbiór sloganów i nienaukową teorię dla słabych.


Jak było ze zmartwychwstaniem?
„To wszystko jedna wielka ściema. Po co się w to zagłębiać? Można z góry założyć, że kwestia jest kompletnie nieżyciowa lub tak niepewna, że nie ma co czasu tracić na… śledztwo w tej sprawie”.

Podobnie myślał młody Amerykanin Josh, student prawa, który już jako nastolatek uznał chrześcijaństwo za zbiór sloganów i nienaukową teorię dla słabych.

Miał świetne wyniki na uczelni i był aktywnym organizatorem życia studenckiego, starostą roku etc. Zauważył na uczelni grupę studentów i wykładowców, którzy wydawali się niezwykle szczęśliwi i bardzo w porządku wobec siebie nawzajem – postanowił się z nimi spotkać. Okazało się, że są chrześcijanami i razem studiują Biblię. Znudzony zagadnął jedną ładną dziewczynę: „Powiedz, co przemieniło wasze życie? Dlaczego ono tak różni się od życia innych studentów i profesorów?”­­. Studentka spojrzała na niego i powiedziała dwa słowa, których nie spodziewał się usłyszeć: „Jezus Chrystus”. On na to: „O, nie! Nie wciskaj mi tych śmieci. Mam dość religii. Mam dosyć kościoła i Biblii”. Dziewczyna odparła: „Nie powiedziałam: religia. Powiedziałam: Jezus Chrystus”. Josh nie rozumiał.

Nowi znajomi rzucili mu wyzwanie – żeby naukowo zbadał twierdzenia, że Jezus jest Bogiem, umarł na krzyżu za grzechy ludzkości i zmartwychwstał. Myślał, że to żart, nie sądził, że w ogóle istnieje jakikolwiek materiał dowodowy, który można zbadać. Jednak przyjął wyzwanie, żeby obalić wszystkie te twierdzenia i wykazać fikcyjność chrześcijaństwa. Jednym z głównych zagadnień, które zaczął badać, było zmartwychwstanie. Rozpoczął analizę źródeł historycznych, prawnych i literackich. Jeździł po Stanach i Europie, zbierając materiały, buszując po archiwach, bibliotekach, przepytując naukowców.


Co takiego zbadał i jakie były wyniki jego analiz?
Warto szczególnie skupić się na temacie zmartwychwstania, bo w gruncie rzeczy jest to wydarzenie, od którego prawdziwości zależy całe chrześcijaństwo. Jeśli nie miało miejsca, chrześcijaństwo to zwyczajna fikcja, jeśli jednak rzeczywiście Jezus zmartwychwstał, fakt ten uwiarygodnia chrześcijaństwo („Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” 1 Kor. 15:13-14). Prześledziliśmy główne tezy, które Josh chciał obalić, a także te, w których upatrywał rozwiązania „problemu”.

 

Historyczność Jezusa

Josh na warsztat wziął przede wszystkim źródła pozabiblijne. Ku swemu zaskoczeniu odkrył, że współcześni historycy nie podważają faktu, że Jezus był postacią historyczną. Do naszych czasów zachowało się wiele wzmianek o Jezusie w źródłach powszechnie uznanych za źródła historyczne. O Jezusie pisał Józef Flawiusz (37 r. n.e. – po 94 r.), historyk żydowski. Pisał o nim w swoich „Rocznikach” także Tacyt (ok. 55–120), jeden z najsłynniejszych historyków rzymskich. W „Żywotach cezarów” Swetoniusza znajduje się wzmianka o wyrzuceniu z Rzymu Żydów, „którzy ciągle wywoływali rozruchy, podburzeni przez niejakiego Chrestosa”.

Z uwagi na to, że Nowy Testament jest najobszerniejszym źródłem informacji na temat zmartwychwstania, dociekliwy student poddał go trzem podstawowym testom historiografii: bibliograficznemu, świadectw wewnętrznych i świadectw zewnętrznych.

 

Test bibliograficzny
Test opiera się na sprawdzeniu, na ile rzetelne są kopie danego dokumentu, jeśli nie dysponujemy oryginałem, oraz jaki jest okres dzielący najstarszą posiadaną kopię od oryginału. Nowy Testament przeszedł ten test celująco. Zachowała się ogromna liczba kopii-rękopisów. Nowego Testamentu, bo aż 24 633. (Drugie miejsce pod tym względem w całej historii zajmuje „Iliada” Homera – z jedynie 643 manuskryptami przetrwałymi do naszych czasów).

W końcu XIX wieku odnaleziono wczesne rękopisy papirusowe, które wypełniły lukę między znanymi do tej pory a tymi z czasów Jezusa. Odnaleziono manuskrypt Johna Rylanda z 130 r. n.e., papirus Chestera Beatty’ego z 155 r. n.e. i II papirus Bodmera z 200 r. n.e. (Dla porównania „Historia” Tukidydesa z 460-400 p.n.e. jest znana z 8 manuskryptów datowanych na ok. 900 r. n.e., czyli prawie 1300 lat po jej napisaniu. „Wojna galijska” Cezara datowana jest na 58-50 r. p.n.e., posiada dziesięć kopii powstałych 1000 lat po jego śmierci.)

 

Czy można zaufać biblijnym relacjom? Test świadectw wewnętrznych

Test świadectw wewnętrznych odpowiada na pytanie, czy pisemny zapis, który dzisiaj posiadamy, jest wiarygodny i do jakiego stopnia. W tej dziedzinie krytycy stosują ciągle zasadę Arystotelesa, która polega na tym, że należy wierzyć dokumentowi dopóty, dopóki jego autor nie zacznie zaprzeczać lub przeinaczać fakty znane z innych źródeł. Nowotestamentowe zapisy dotyczące życia i nauczania Jezusa są utrwalone albo przez ludzi, którzy byli naocznymi świadkami, albo przekazywali relację takowych.
Dodatkowo za historyczną rzetelnością nowotestamentowych opisów życia Jezusa przemawia fakt, że gdy ludzie, którzy napisali Nowy Testament, uzasadniali wiarygodność Ewangelii, odwoływalisię do powszechnej znajomości faktów towarzyszących zmartwychwstaniu. "Zna te sprawy król, do którego śmiało mówię. Jestem przekonany, że nic z nich nie jest mu obce. Nie działo się to bowiem w jakimś zapadłym kącie”. Dz. 26:22-26

 

Co na to historia, geografia i archeologia? Test świadectw zewnętrznych

Josh zbadał zgodność Nowego Testamentu ze znanymi faktami naukowymi – historycznymi, geograficznymi, archeologicznymi etc. - aby sprawdzić, czy inne materiały historyczne potwierdzają zawartość dokumentu.

Josh natknął się na dzieła starożytne, których autorami lub bohaterami są… znajomi apostołów! Z niedowierzaniem stwierdził, że dwaj przyjaciele apostoła Jana odnoszą się do jego zapisu ewangelii. Pierwszego z nich – Papiasza z Hierapolis - teolog i apologeta Ireneusz z Lyonu nazywa uczniem Jana i słuchaczem apostołów. Drugim z przyjaciół apostoła Jana, również jego uczniem był Polikarp ze Smyrny – pisze o nim jego wychowanek, wspomniany Ireneusz z Lyonu w swoim „Adversus haereses” ok. 180 r.
Amerykanin odkrył także, że znaleziska archeologiczne poświadczają rzetelność Łukasza. Trudno tu wymienić wszystkie odkrycia archeologiczne, ale jedną historię warto wspomnieć. William Ramsay (ur. w 1851 r.), uznawany za jednego z największych archeologów wszech czasów, zorganizował wyprawę do Azji Mniejszej i Palestyny, której celem było wykazanie, że Biblia to wytwór „ambitnych mnichów”, a nie pisarzy natchnionych przez Boga. Poszukiwania zmusiły go do przestudiowania pism Łukasza. Zaobserwował, że ewangelista z drobiazgową dokładnością przedstawiał detale historyczne, np. wymienił w swej księdze 32 kraje, 54 miasta, 9 wysp i wielu władców. Archeolog skonfrontował te wzmianki z rzeczywistością i nie znalazł w nich ani jednej nieścisłości. W efekcie powstała książka, w której prof. Ramsay dowodził, że materiał archeologiczny potwierdza wiarygodność Nowego Testamentu. Późniejsze badania potwierdziły tylko jego wnioski.

 

Zmartwychwstanie – fakty

 

Śmierć Jezusa
I wreszcie dochodzimy do kluczowej sprawy, którą obalić miał zamiar Josh.

Czy Jezus rzeczywiście powstał z martwych?
Na wstępie zadał pytanie, czy chrześcijaństwo ma możliwą do przyjęcia bazę historyczną i czy istnieje wystarczający materiał dowodowy upoważniający do wiary w zmartwychwstanie. Amerykanin spędził na studiowaniu tego tematu tysiące godzin. Już na półmetku stwierdził, że „zmartwychwstanie Jezusa jest albo najgorszą, najbardziej okrutną i bezlitosną bujdą wciskaną kiedykolwiek ludziom, albo jest najważniejszym faktem w historii”.

Rozpatrzył ciąg wydarzeń dotyczących zmartwychwstania: Jezus z Nazaretu, Żyd, który twierdził, że jest przepowiedzianym w Pismach żydowskich Chrystusem, został aresztowany, osądzony jako przestępca polityczny i ukrzyżowany. Trzy dni po jego śmierci i pogrzebie pewne kobiety, które przyszły do grobowca, stwierdziły, że grób jest pusty. Uczniowie Jezusa utrzymywali, że Bóg wskrzesił go z martwych i że Chrystus ukazał się im kilkakrotnie przed wstąpieniem do nieba. Chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się następnie w Imperium Rzymskim i do dzisiaj wywiera znaczący wpływ na świat.

Student zbadał najpierw okoliczności poprzedzające rzeczone zmartwychwstanie. Stwierdził, że Jezus był niemałym problemem zarówno dla Rzymian, jak i Żydów (motywy polityczny, ekonomiczny, religijny). Skupił się także na badaniu samego procesu ukrzyżowania. Byłato poniżająca kara stosowana wobec buntowników, zazwyczaj politycznych. Po ogłoszeniu wyroku przez sąd skazańca biczowano. Po biczowaniu zwyczajem było wyśmiewanie skazańca. Tak postąpili z Jezusem rzymscy żołnierze. Człowiek skazany na ukrzyżowanie musiał nieść poprzeczną belkę krzyża od więzienia do miejsca egzekucji. Po dotarciu na miejsce skazaniec był przybijany gwoździami lub przywiązywany sznurami do krzyża. Agonia trwała wiele godzin. Śmierć następowała z powodu uduszenia lub niewydolności wieńcowej. Dr Truman Davis, doktor medycyny, opisuje, co się dzieje z ludzkim ciałem po krótkim czasie wiszenia na krzyżu: „W miarę męczenia się ramion fale mocnych skurczów przechodzą przez mięśnie, powodując głęboki, niesłabnący ból. Przy powieszeniu na rękach sparaliżowane są mięśnie klatki piersiowej i mięśnie międzyżebrowe. Powietrze może być wciągnięte do płuc, lecz nie może nastąpić wydech. Po pewnym czasie następuje zapaść ortostatyczna wywołana niedostatecznym dopływem krwi do mózgu i serca. Jedynym sposobem uniknięcia tego przez skazanego jest podniesienie się na piętach, aby krew mogła choć trochę krążyć w górnych częściach ciała” (McDowell, „Sprawa zmartwychwstania”).

Celem łamania goleni było przyspieszenie śmierci skazańca – w wyniku tego nie mógł się podeprzeć i zaczerpnąć powietrza. Jak twierdzi Nowy Testament, Jezusowi nie połamano goleni: „Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni” Jan 19:33. W ten sposób wypełniła się przepowiednia ze Starego Testamentu (II Mojż. 12:46; IV Mojż. 9:12; PS. 34:20).

Strażnik stwierdził śmierć Jezusa, a dla pewności przebił jego bok włócznią. Z rany wypłynęła „krew i woda” Jan 19:34. Truman Davis, doktor medycyny, twierdzi, że był to wyciek wodnistego płynu z jamy osierdzia otaczającego serce. Według niego jest to dowód, że „Chrystus nie umarł przez uduszenie, lecz na niewydolność serca spowodowaną szokiem i uciskiem na serce wywołanym przez płyn w osierdziu” (McDowell, „Sprawa zmartwychwstania”).

Piłat zgodził się na zdjęcie Chrystusa z krzyża dopiero wtedy, gdy czterej wykonawcy egzekucji potwierdzili jego śmierć. Wydał ciało po kilkukrotnym upewnieniu się, że Jezus nie żyje.

 

Josh przebadał także „techniczne” aspekty pochówku Chrystusa.

 

Grób w skale
Według Nowego Testamentu ciało Jezusa zostało złożone w prywatnym grobie Józefa z Arymatei. Grobowiec był wykuty w litej skale (Mt. 27:60), dostęp do niego był wyłącznie przez niskie frontowe wejście, które zasunięte było dużym kamieniem.

 

Żydowski pogrzeb
Pogrzeb Jezusa odbył się według żydowskich zwyczajów. Jezus został zdjęty z krzyża i owinięty płótnem. Żydzi ściśle stosowali się do przepisu zabraniającego, by ciało pozostawało przez noc na krzyżu.

Ciało było natychmiast przenoszone na miejsce pogrzebu, następnie było myte, namaszczane, ubierane w szaty pogrzebowe, następnie zaszywane przez kobiety. Żadne węzły nie były dozwolone. Nikt nie mógł być pochowany w mniej niż trzech oddzielnych okryciach. Rozpoczynając od stóp, owijano ciało lnianym płótnem. Między zwoje wkładano mirrę zmieszaną z aloesem. Osobnym płótnem zawijano głowę. Jan Chryzostom w IV w. po Chrystusie pisał: „Mirra, którą się posłużono, była substancją przylegającą do ciała tak mocno, że płótna pogrzebowe były trudne do usunięcia”.

 

Ogromny kamień
Marek pisze, że kamień, którym zakryto wejście do grobowca Jezusa, był bardzo wielki. Josh sprawdził, że kamień potrzebny do zasłonięcia wejścia wielkości 4,5-5 stóp ważyłby od 1,5 do 2 ton. Amerykanin dotarł do tekstu ewangelii Marka w rękopisie Bezy (Kodeks Bezy z ok. 400 r. n.e.), znajdującym się w Cambridge Library w Anglii, w którym fragment Mk 16:4 jest uzupełniony stwierdzeniem ujętym w nawiasie: „Gdy Go tam złożono, (Józef) zatoczył przed grób kamień, którego nie mogło odsunąć dwudziestu ludzi”. Grób zamykano, staczając kamień po pochyłości w dół. Aby kamień odsunąć, należało go wytoczyć w górę.

 

Rzymska straż

Zarówno Rzymianie, jak i Żydzi chcieli pozbyć się problemu Jezusa raz na zawsze. Żydzi przypomnieli sobie, że Jezus zapowiadał swoje zmartwychwstanie po trzech dniach od śmierci, poprosili więc Piłata o zabezpieczenie grobu Jezusa. „Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili: Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: Po trzech dniach powstanę. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze. Rzekł im Piłat: Macie straż, idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie. Oni poszli i zabezpieczyli grób, opieczętowując kamień i stawiając straż”. Mt. 27:62-66

Czym była rzymska straż? Oddział wartowniczy rzymskich legionów był solidnie wyszkolony,  zdyscyplinowany i dobrze uzbrojony. Taki oddział składał się z 4–16 ludzi. Zazwyczaj postępowali oni następująco: czterech ludzi ustawiało się przed tym, czego mieli pilnować. Pozostała dwunastka układała się do snu w półkolu przed nimi – głowami do środka. Zmieniali się co 4 godziny.

 

Rzymska pieczęć

Mateusz napisał, że rzymscy żołnierze wysłani przez Piłata do pilnowania grobu Jezusa „zabezpieczyli grób, opieczętowując kamień”. Taka pieczęć mogła być założona jedynie w obecności rzymskiej straży, która pozostawała na posterunku, było to potwierdzenie autentyczności – publicznym świadectwem, że ciało Jezusa znajduje się w grobowcu. Stwierdzała również fakt, że jego ciało jest chronione mocą i autorytetem Imperium Rzymskiego.

W następnym numerze cz. 2.

 
EUNIKA CHOJECKA
PIOTR BUGNO
 

Skąd kobiety i niedźwiedź na jednym zdjęciu?

Nadesłana przez jednego z naszych Czytelników intrygująca fotografia przedstawia kilkadziesiąt jednakowo ubranych kobiet wraz z niedźwiedziem. Ktoś, kto nie słyszał o niedźwiedziu Wojtku, który został żołnierzem Wojska Polskiego, mógłby pomyśleć, że to fotomontaż.

Do spotkania kobiet z niezwykłym misiem doszło w jesieni 1943r. Zadziwiające okazuje się również podobieństwo dat w ich historii. W 1941 roku w Persji przyszedł na świat niedźwiedź, który w przyszłości miał się zasłużyć m.in. w bitwie o Monte Cassino. W tym samym roku w ZSRR za zgodą władz sowieckich powstała Pomocnicza Służba Kobiet pod patronatem generała Andersa. Rok później niedźwiedź został kupiony przez żołnierzy z 22 Kompanii 2 Korpusu Polskiego od irańskiego chłopca i już w jesieni wraz z wojskiem trafił do Palestyny. W tym samym czasie nastąpiła ewakuacja PSK z Rosji do Persji, zakończona w sierpniu 1942r. Zdjęcie zostało zrobione w Palestynie, w październiku 1943 roku. Jednostka dzielnych kobiet to najprawdopodobniej 318 Kompania Zaopatrzenia. (Nie jest wykluczone, że są tu też ujęte osoby wchodzące w skład 316 i 317 Kompanii Transportu.) Jednak to nie koniec ich wspólnych losów.

Zgodnie z opowieściami żołnierzy niedźwiedź Wojtek brał udział w walkach pod Monte Cassino, gdzie pomagał w noszeniu ciężkich skrzyń z amunicją artyleryjską. Podobno nigdy żadnej nie upuścił. Od tego momentu niedźwiedź z pociskiem w łapach stał się symbolem 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Taka odznaka zdobiła samochody wojskowe, proporczyki i mundury żołnierzy.

Pod Monte Cassino ramię w ramię z bohaterskim misiem walczyły żołnierki z 318 Kompanii, które nie tylko zaopatrywały walczących, ale opiekowały się również rannymi.

Tadeusz Czerkawski zapisał: Nagle zza namiotów wynurzył się Wojtek. Zatrzymał się przy nas, stanął na tylnych łapach, chciał się bawić. Daliśmy mu puszki z gęstym mlecznym kremem, które rozrywał pazurami i wyjadał zawartość. Miś się najadł, pobaraszkował z nami, oblizał nam twarze i ręce, po czym oddalił się w rejon 3. baterii i wlazł do namiotu porucznika Franciszka Łukowskiego. Ułożył się na polowym łóżku porucznika i zasnął.

Jeździł z żołnierzami na ciężarówkach oparty przednimi łapami o budkę szofera. Arabowie, zwłaszcza dzieci, wiali na ten widok, ile wlazło - wspominał Stanisławski.

Niestety, po wojnie zarówno Wojtek, jak i całe PSK trafili do Wielkiej Brytanii, gdzie pod koniec lat 40. zakończyli swój żołnierski los. W 1946 roku rząd brytyjski powziął decyzję o rozwiązaniu Polskich Sił Zbrojnych, w tym Pomocniczej Służby Kobiet. Po demobilizacji 22 Kompanii niedźwiedź trafił do zoo w Edynburgu. O jego śmierci w 1963r. poinformowały brytyjskie media.

Dziewczęta w beretach i kombinezonach łączyły uśmiech młodości z sumiennością i gorliwością.
Tadeusz Radwański, żołnierz PSZ

Niedźwiedź Wojtek i 318 kompaniaZ archiwum rodzinnego Elżbiety Szulc z domu Wardak

 

NA ZDJĘCIU:
W pierwszej linii stoją miś Wojtek i jego opiekun Piotr Prendys. Ręka tego żołnierza zasłania stojącą tam Mamę mojej żony, śp. ochotniczkę Celinę Norbertę Wardak, z domu Gruszecką (ur. w Brześciu nad Bugiem w 1911r.; zm. w Kłodzku w 1983r.). Śp. Celina ma na swojej lewej ręce, jak zawsze, zegarek! Zdzisław M. Szulc W tym samym rzędzie co p. Celina stoi, jako 6. postać na lewo, Irena Świertok-Sawka, ochotniczka oddziału PSK, która wspomina, że niedźwiedź Wojtek uwielbiał kąpiele: Przyprowadzano go do naszego obozu. Pędził prosto do namiotu, w którym miałyśmy prysznic.

Przekazujemy prośbę naszego Czytelnika z USA, by rozpropagować to zdjęcie i postarać się zidentyfikować pozostałe bohaterki. Kontakt za pośrednictwem naszej redakcji.

Źródła:
http://www.psz.pl.pl/psk.htm
http://wyborcza.pl/1,76842,7830554,O_niedzwiedziu__ktory_zostal_zolnierzem.html?as=2&startsz=x
http://www.wojtekthebear.com/html/middleeast.html


Zychowicz na rocznicę powstania warszawskiego

Program Fundacji Twój Ruch: Śniadanie z Twoim Ruchem. Z Red. P. Zychowiczem dyskutujemy o powstaniu warszawskim, akcji "Burza", o serialu "Czas Honoru" i niedzielnym patriotyzmie.


Już wkrótce następny odcinek programu z Prof. Andrzejem Zybertowiczem - porozmawiamy m.in. o tym, jak zachęcić młodych do szukania wyższych wartości.

 

{youtube}hRsUY1U9HBA{/youtube}

 

Zachęcamy do komentowania!
Zapraszamy na stronę Fundacji: twojruch.net
oraz fanpage: facebook.com/twojruch [Polub to;)]

 

Sponsor programu: miesięcznik "idź Pod Prąd" idzpodprad.pl
(fanpage: facebook.com/idzpodprad)

Realizacja:
Eunika Chojecka
Łukasz Mądrzejewski
Paweł Soja
Monika Dąbrowska
Cezary Kłosowicz

ZDRAJCA I BOHATER

Paskudny zdrajca - Radziwiłł i niezłomny bohater - Kordecki. A pomiędzy nimi przeżywający przemianę, w trakcie której przechodzi od jednego do drugiego - Kmicic. Taką wizję wojny ze Szwecją wtłoczył nam w głowy Henryk Sienkiewicz. Ale czy tak było naprawdę?

 

Zdrada Radziwiłła

W „Potopie” mamy zakreśloną mniej więcej taką sytuację: Radziwiłł w krytycznym momencie, kiedy ważą się losy ojczyzny, wbija w nią nóż, aby wykroić dla siebie kawałek „czerwonego sukna” Rzeczpospolitej. Zaskakuje nagle swoich podkomendnych decyzją o podporządkowaniu się królowi Karolowi Gustawowi, a sprzeciwiających się dowódców każe uwięzić.

Co na to historia?

W 1654 r. na Litwę wkraczają silne armie rosyjskie. Radziwiłł - niedawno mianowany hetmanem wielkim - broni się przed wielokrotnie liczniejszym wrogiem. Zadanie ma utrudnione, król ciągle próbuje osłabić jego pozycję, na hetmana polnego mianuje skłóconego z Radziwiłłem Wincentego Gosiewskiego.

Po wspaniałym zwycięstwie pod Szkłowem przychodzi klęska pod Szepielewiczami. Rosjanie zajmują połowę obszaru Litwy. Wiosną 1655 r. kontynuują ofensywę. Zajęte tereny systematycznie grabią, rozpoczynają również deportacje ludności w głąb Rosji.

W lipcu do Polski wkraczają Szwedzi, armia polska (w tym młody Jan Sobieski) kapituluje pod Ujściem, Wielkopolska poddaje się Karolowi Gustawowi. Jan Kazimierz błaga o pomoc cesarza, oferując mu w zamian nawet koronę polską. Odwołuje z Litwy chorągwie koronne.

W takiej sytuacji Janusz Radziwiłł wraz ze swoim bratem oraz biskupem wileńskim rozpoczynają własne negocjacje ze Szwedami. Chcą zastrzec udział Litwy w rozmowach pokojowych Polski i Szwecji i dopiero potem rozstrzygnięcie kwestii wzajemnych stosunków między trzema państwami,  postulują również możliwość zawarcia unii polsko-litewsko-szwedzkiej.

Rosjanie po wygranej bitwie zajmują Wilno, palą miasto, mordując niemal połowę mieszkańców.

Na pozostałą część Litwy wkraczają od północy Szwedzi. Wystosowują do szlachty litewskiej odezwę, w której obiecują zachowanie przywilejów (Jan Kazimierz dążył do ich ograniczenia, by wzmocnić swoją władzę) i obronę przed Moskwą.

Janusz Radziwiłł i kilkuset przedstawicieli szlachty litewskiej podpisują pierwsze  porozumienie ze Szwedami w tym samym dniu, w którym Jan Kazimierz opuszcza bezbronną Warszawę. Szwedzi zobowiązują się odbić zajęte przez Moskwę tereny i nie naruszać praw, wolności i zwyczajów Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Król Polski, przegrywając kolejne bitwy, wycofuje się do Krakowa, z którego w końcu ucieka na Śląsk. Szwedzi zajmują Kraków.

Radziwiłł w tym czasie kontynuuje trudne negocjacje. Pogarszająca się sytuacja w Koronie zdecydowanie osłabia jego pozycję w rokowaniach. Po dwóch miesiącach - 20 października - w Kiejdanach podpisuje akt odłączający Litwę od Korony i oddający ją pod władanie króla Szwecji. Obok niego podpisy złożyło ponad 1100 dostojników i szlachty litewskiej, w tym biskup żmudzki oraz kanonik wileński w imieniu biskupa i duchowieństwa wileńskiego.

Następnego dnia w Krakowie poddaje się Karolowi Gustawowi siedem województw koronnych. Kilka dni później Aleksander Koniecpolski i hetman wielki koronny Stanisław Rewera Potocki.

 

Car wobec sukcesów szwedzkich wstrzymuje ofensywę rosyjską na Litwie.

Janusz Radziwiłł umiera w ostatni dzień 1655 r.

 

Bohaterstwo Kordeckiego

Czcimy więc, jako ulegli poddani, Jego Królewską Mość Szwecji, Pana naszego najłaskawszego, nie odważamy się też podnieść zaczepnego oręża przeciw wojsku Jego Królewskiej Mości. To nie jest cytat z umowy kiejdańskiej ani aktu kapitulacji pod Ujściem. To cytat z listu przeora Kordeckiego do gen. Mullera.

A tak rozpoczął zakonnik swój list:

Niechaj się dowie szanowna i szlachetna Dostojność Wasza, że nasz stan zakonny nie posiada prawa wybierania królów, lecz czci tych, których szlachta królestwa wybrała. Ponieważ Jego Królewską Mość, Króla Szwecji, całe królestwo uznaje i na swego pana wybrało, przeto i my z naszem miejscem świętem, które do tego czasu tak opieki, jak i najwyższego poszanowania doznawało ze strony królów polskich, pokornie poddaliśmy się Jego Królewskiej Mości Szwecji.

28 października Kordecki poddał się królowi Szwecji. W zamian za deklarowaną wierność dostał od feldmarszałka Wittenberga gwarancję bezpieczeństwa klasztoru.

Generał Muller chce wprowadzić swoją załogę do twierdzy. Liczy zapewne, że zostanie wpuszczony ze swoimi wojskami. Może chodzić o bogactwa zgromadzone w klasztorze, ale też, a może przede wszystkim, nie chciano pozostawić nieobsadzonej twierdzy na terenie rozpoczynającego się powstania.

Jednak zakonnicy zamykają bramy. Przeor w cytowanym wyżej liście poddaje w wątpliwość decyzję o wejściu wojsk szwedzkich do klasztoru. Uzasadnia, że Karol Gustaw nakazał zająć Częstochowę, a klasztor od niedawna jest od Częstochowy odrębny i posiada własną nazwę: Jasna Góra. Muller rozpoczyna oblężenie.

Nie wyglądało ono tak spektakularnie, jak u Sienkiewicza. Pisarz swoje opisy walk oparł na propagandowym dziele samego Kordeckiego „Nowa Gigantomachia”, ponadto silnie wyolbrzymił zaciekłość i siłę szwedzkich ataków i cudowność obrony.

W rzeczywistości Szwedzi nie mieli wystarczających sił, żeby zdobyć dobrze przygotowaną nowoczesną twierdzę. Kilka lekkich armat (tak naprawdę nie było żadnej kolubryny) nie mogło zagrozić murom klasztoru. Nawet kilka cięższych dział, które dotarły pod Jasną Górę z posiłkami, to było za mało. Artyleria klasztorna miała sporą przewagę nad atakującymi. Muller zdawał sobie z tego sprawę i często przerywał walki negocjacjami.

W klasztorze wcale też nie było „cudownego” obrazu. Ikona - podobnie jak król - uciekła na Śląsk, a ściślej - została tam wysłana przez przeora. Na Jasnej Górze pozostała tylko kopia.

Pod koniec grudnia Muller dostaje rozkaz udania się do Prus i zwija oblężenie.

Ciekawe jest porównanie dwóch wersji cytowanego na początku listu. W „Nowej Gigantomachii” Kordecki przytacza jego tekst. Jednak pomija fragmenty o poddaniu się władcy szwedzkiemu. Jego wersja jest też pisana w dużo bardziej śmiały sposób [http://eurofresh.se/manuskrypty/kordecki/].

 

Przełom

Z lektury „Potopu” można też wynieść przekonanie, że nieudane oblężenie było przełomem w wojnie. Gdy Kmicic jedzie do Częstochowy, widzi w całym kraju zdradę, tchórzostwo, w najlepszym razie - poddanie się losowi. Gdy odchodzi spod Jasnej Góry, nagle zewsząd dochodzą wieści o walkach, o sprzeciwianiu się Szwedom, zdobywaniu kolejnych miast. Przykład Jasnej Góry daje impuls dla całego narodu.

Faktem jest, że w tym czasie sytuacja się odwróciła, ale nie zaczęło się od Jasnej Góry. Już dużo wcześniej Żegocki i Opaliński prowadzili partyzantkę w Wielkopolsce. 8 października zdobyli Kościan - co dało zachętę dla wielu innych grup oporu. W Małopolsce oswobodzono Biecz i Pilzno. Ludzie dotknięci konfiskatami, grabieżami i brutalnością szwedzkich wojsk zwrócili się przeciwko nim. Często ci sami, którzy wcześniej otwierali bramy miast przed oddziałami Karola Gustawa.

Z militarnego punktu widzenia z pewnością ważniejsza od oporu Jasnej Góry była choćby ofensywa porucznika Wojniłłowicza, który wyzwolił Krosno (7 grudnia), Nowy Sącz (13 grudnia), Bochnię, Wieliczkę, Wiśnicz i podszedł pod Kraków. Jednak o bitwie pod Krosnem nie uczą nawet w krośnieńskich szkołach.

Na odwrócenie sytuacji miały wpływ też inne czynniki.

Na froncie z Rosją walki zostały praktycznie zawieszone. Będący od roku w sojuszu z Polską Tatarzy zmuszają Chmielnickiego  do udzielenia pomocy zbrojnej Rzeczypospolitej oraz do zerwania związków z Rosją. Chan wysyła pisma do Jana Kazimierza, w których zapewnia go o swojej pomocy dla Polski oraz żąda od wojsk koronnych, by porzuciły służbę szwedzką i z powrotem poddały się władzy swego prawowitego króla.

Kiedy z trzech frontów wojny pozostał jeden, kiedy Polacy poczuli do Szwedów większą niechęć niż przedtem mieli do swojego króla, Jan Kazimierz postanawia wrócić do kraju.

W świetle tych faktów ocena postaci nie wypada już tak jednoznacznie.  Zarówno Radziwiłł, jak i Kordecki poddali się królowi Szwecji. Przeor co prawda walczył potem ze Szwedami, ale trzeba pamiętać, że działał w zupełnie innych warunkach niż hetman litewski. Można usprawiedliwiać zakonnika, że poddanie się Karolowi Gustawowi było działaniem taktycznym.  Że działał na zwłokę, nie chciał narażać klasztoru i ludzi, których miał pod opieką. Podobnych argumentów można jednak użyć do obrony Janusza Radziwiłła.

Na kartach „Potopu” Henryk Sienkiewicz wkłada w jego usta takie słowa:

Gdybym ja teraz wojnę zaciekłą rozniecił i nie zawarłszy układu zginął, tedyby kamień na kamieniu z tego kraju nie pozostał.

 

 

Źródła:

Konrad Bobiatyński, Od Smoleńska do Wilna. Wojna Rzeczypospolitej z Moskwą 1654-1655, Zabrze 2004;

Ryszard Henryk Bochenek, Twierdza Jasna Góra, Warszawa 1997;

Andrzej Borcz, Działania wojenne na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej w latach „potopu” 1655-1657, Przemyśl 1999;

Mieczysław Brzyski, Szwedzi w Małopolsce w latach 1655-57, praca dyplomowa pod kier. prof. dr Adama Przybosia, Kraków 1972;

Paweł Jasienica, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Warszawa 1985;

Adam Kersten, Sienkiewicz - „Potop” - Historia, Warszawa 1966;

Adam Kersten, Szwedzi pod Jasną Górą, Warszawa1975;

Augustyn Kordecki, Nowa Gigantomachia: Pamiętnik oblężenia Częstochowy roku 1655;

Jacek Wijaczka, Potop szwedzki w świadomości historycznej Polaków, „Czasy Nowożytne” - tom 23, s. 27-46, Warszawa 2010;

 

 

 

 

 

 

 

idź Pod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut