14.9 C
Lublin, PL
24 czerwca 2018
Strona główna Tagi Ewolucjonizm

Tag: ewolucjonizm

Naukowiec z USA: Miliony lat to bzdura!

Nie ma naukowych dowodów na tzw. miliony lat. Ewolucjonizm to mit! Nie da się pogodzić Biblii z teorią ewolucji - mówił prof. Terry Mortenson...

Lista wykładów prof. Terry’ego Mortensona z konferencji kreacjonistycznej w Lublinie

W dniach 9-11 marca 2018 w Patriotycznym Centrum Kultury „Idź Pod Prąd” w Lublinie odbyła się konferencja kreacjonistyczna "Odkrywanie prawdy o pochodzeniu" z udziałem prof....

Homologia – oznaka bezmyślnego doboru czy inteligentnego projektu?

Marta Cuberbiller W przyrodzie powszechne są powtarzające się wzorce i podobieństwa. Księżyc krąży wokół Ziemi, Ziemia wokół Słońca, Słońce wokół środka Galaktyki. Ludzkie odciski palców...

Do czego służy wyrostek robaczkowy

Marta Cuberbiller Przez długi czas biologowie ewolucyjni uważali wyrostek robaczkowy za absolutnie nieprzydatną część ludzkiego organizmu. Ewolucjoniści wskazywali, że 7% osób w krajach rozwiniętych cierpi...

Mityczna seria ewolucji konia

Marta Cuberbiller Przykład ewolucji konia występuje w każdym podręczniku biologii jako najlepiej udokumentowany i zbadany przypadek ewoluowania jednego schematu budowy ciała w inny. Sława tego...

Kreacjoniści vs. ewolucjoniści – wrażenia po debacie

Czy było warto? Czy było obiektywnie? Czy organizować kolejne? Dyskutanci i widzowie dzielą się wrażeniami po debatach "Skąd się tu wzięliśmy? Przez przypadek czy w wyniku projektu?", które odbyły się na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, 28 i 29 maja 2015 r.


{youtube}eE8uU2JJBsI{/youtube}

 

Czy było warto? Czy było obiektywnie? Czy organizować kolejne?
Dyskutanci i widzowie dzielą się wrażeniami po debatach "Skąd się tu wzięliśmy? Przez przypadek czy w wyniku projektu?", które odbyły się na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie, 28 i 29 maja 2015 r.

Nagrania z debat wkrótce na naszym kanale

Zapraszamy na facebooka: http://facebook.com/idzpodprad

Wesprzyj Telewizję Antysystemową: http://idzpodprad.pl/wsparcie

DWA NAJNOWSZE POTWIERDZENIA JEDYNIE SŁUSZNEJ TEORII EWOLUCJI

Zmysłowy ruch kobiecych bioder potwierdza teorię ewolucji [1]

Teoria ewolucji to nie tylko wspaniała teoria tłumacząca pochodzenie różnych form życia. To także wspaniałe źródło rozumienia wszystkich sfer działalności człowieka. Mamy do czynienia z procesem zwanym darwinizacją kultury. Jeśli ktoś myśli, że w świecie ożywionym istnieje coś, czego ewolucjonizm nie potrafi wyjaśnić, to się głęboko myli. Wszystko jest podporządkowane zasadzie "survival of the fittest", czyli przetrwaniu najstosowniejszego. Wszystko, a więc tym bardziej seks. Jeśli jakieś indywiduum nie lubi seksu, to z dużym prawdopodobieństwem nie przekaże tej nieciekawej i nieprzyjemnej cechy przyszłemu pokoleniu. Geny, które rządzą naszym zachowaniem, zmuszają na przykład kobiety, by robiły wszystko, aby podobać się mężczyznom. Jeśli bowiem tego nie robią, jeśli im na tym nie zależy, to z dużym prawdopodobieństwem..., już wyżej pisałem, jak skończą.
Zaczynamy po takim wstępie rozumieć, dlaczego kobiety tak długo rano malują się w łazience, oglądając się ze wszystkich stron w lustrach, dlaczego godzinami potrafią chodzić po sklepach odzieżowych i siedzieć w zakładach fryzjerskich, a nawet dlaczego chodzą tak,jak chodzą, poruszając biodrami, że aż... mężczyznom podnosi się ciśnienie...
Ale przecież nie zawsze kobiety są płodne. Szansa na jej zapłodnienie istnieje tylko przez kilka dni w miesiącu. Proste zastosowanie ewolucyjnego sposobu myślenia pozwala przewidzieć, że kobiety chodzą bardziej prowokująco w okresie płodnym niż w niepłodnym. Bo po co miałyby się tak bardzo starać w okresie niepłodnym? Jest więc pomysł, jak empirycznie po raz kolejny potwierdzić słuszność ewolucjonizmu, który – oczywiście – ma tysiące potwierdzeń w najrozmaitszych dziedzinach, ale zawsze przydałoby się jeszcze jedno.
Na takie badania zawsze znajdą się pieniądze. Naukowcy z kanadyjskiego Uniwersytetu Queen’s w Ontario przeprowadzili eksperyment z udziałem 40 zadowolonych z tego mężczyzn w roli widzów. Przed nimi przechodziły w sposób naturalny, jak to zawsze robią przed mężczyznami, różne młode kobiety. A mężczyzn w tym miłym eksperymencie pytano, chód których kobiet był dla nich najbardziej podniecający. Eksperyment, niestety, trzeba było powtórzyć, bo wynik był niezadowalający, niezgodny z oczekiwaniami: kobiety chodziły w sposób najbardziej podniecający mężczyzn właśnie, gdy nie były płodne. Jednak drugi podobny eksperyment przyniósł identyczny kłopotliwy wynik.
Ale czy na tej podstawie można zwątpić w teorię ewolucji? W żadnym wypadku! Teoria ewolucji wychodziła zwycięsko nie z takich opałów! Meghan Provost, która kierowała zespołem naukowców (szczęśliwych, oczywiście, bo to popatrzeć sobie można na młode dziewczyny, a i pieniądze za to dali), łatwo wynik badań wyjaśniła: "Jednym z wytłumaczeń [jednym z wytłumaczeń – czyli wytłumaczeń jest wiele, nie ma co się martwić!] wyników badań może być to, że kobiety w szczytowym okresie płodności starają się ukryć swoją seksualność, by nie przyciągnąć potencjalnych gwałcicieli lub nieodpowiednich partnerów". Proste, prawda? I przekonujące, jak wszystkie wyjaśnienia ewolucjonistyczne. Nie­odpo­wiedni partner nie daje dobrej gwarancji opieki nad matką i dzieckiem, dlatego kobiety słusznie unikają zbliżeń z takimi osobnikami. Z wypowiedzi pani Provost wynika, że gwałciciel byłby co prawda odpowiednim partnerem, ale on jednak również nie wchodzi w grę, bo najczęściej po gwałcie, niestety, ucieka, jeśli ma jeszcze trochę sił, więc jego też trzeba unikać.
Gdyby się okazało, że kobiety najbardziej podniecająco ruszają biodrami, gdy są płodne, byłoby to wspaniałe potwierdzenie teorii ewolucji. Ponieważ okazało się, że najbardziej podniecająco ruszają biodrami, gdy są niepłodne, jest to jeszcze wspanialsze potwierdzenie tej samej teorii. Jak pisze Dawkins w Bogu urojonym, Darwin rozerwał kotarę, przez szparę w której dotychczas patrzyliśmy na świat (i, dodajmy, młode kobiety).
Ja widzę tu jeszcze jedno potwierdzenie teorii ewolucji. Wynik badań uczonych kanadyjskich tłumaczy doskonale, dlaczego mężczyźni nie oglądają się za kobietą, która jest nieumalowana, ubrana tak szczelnie, że nic nie widać, i jeszcze na dodatek beznadziejnie człapie nogami. Mężczyźni nie wiedzą, dlaczego taka kobieta im się nie podoba, ale my uzbrojeni w ewolucjonizm wiemy: taka kobieta najprawdopodobniej jest płodna, a więc niezwykle niebezpieczna dla mężczyzn, którzy nie chcą płacić alimentów (a który mężczyzna chce je płacić?).
Od 150 lat dysponujemy teorią, która daje nam pełne rozumienie rzeczywistości.

Kolejne potwierdzenie słuszności ewolucjonizmu
[2]

"The Sydney Morning Herald" doniósł 14 grudnia 2007 roku o wyroku na pewnym angielskim turyście, który blisko 2 lata temu zabił swojego znajomego. Obaj panowie mocno trunkowali całą noc i kłócili się, kto ma rację – ewolucjoniści czy kreacjoniści. Następnego dnia spór ten wybuchł między nimi ponownie i skończył się tym razem śmiercią jednego z nich. Sąd skazał  żyjącego uczestnika sporu na maksymalnie 5 lat więzienia z zastrzeżeniem, że nie może on z niego wyjść przed upływem 3 lat.
Ta smutna historia ma jednak radosną cechę, jest mianowicie kolejnym po­twier­dzeniem słuszności darwinowskiej teorii ewolucji. Ewolucjonizm, jak wiemy, ma tysiące potwierdzeń w rozmaitych dziedzinach, ale zawsze cieszy możliwość znalezienia następnego. Nie wiemy z tekstu dokładnie, kto zabił – ewolucjonista czy kreacjonista. Ale tylko zastanówmy się. Jeśli zabójcą był kreacjonista, potwierdza to przekonanie ks. abpa Życińskiego, że kreacjonizm jest przejawem patologii myślenia. Patologie chodzą parami, więc nic dziwnego, że zwolennik pseudonauki ma jednocześnie mordercze skłonności. Ale najprawdopodobniej to kreacjonista był ofiarą. Wskazuje na to niski wyrok. Możemy domniemywać, że zdaniem sędziego wysłanie kreacjonisty na tamten świat cechuje się znikomą szkodliwością czynu – i dlatego orzekł tylko 3 lata więzienia. Przecież niemożliwe, by za zabójstwo oświeconego ewolucjonisty można było dostać 3 lata więzienia! W tym przypadku również ujawnia się wyższość ewolucjonizmu nad kreacjonizmem. Nie tylko dlatego, że kreacjonistów jest teraz mniej niż wcześniej, ale także ponieważ potwierdza to ewolucjonistyczną regułę, że mniej przystosowani mają mniejszą szansę przeżycia i wydania potomstwa.
Jak na to nie patrzeć, ewolucjonizm góruje nad kreacjonizmem.

Przypisy:
1"Seksowny ruch kobiecych bioder może mylić...", tłum. Adam Przegaliński, źródło: BBC czwartek, 08.11.07; http://tiny.pl/j9gx.
2 http://tiny.pl/4rpj


Pedagogika w nauczaniu teorii ewolucji

W 1999 roku Szkolna Rada Edukacji stanu Kansas podjęła decyzję o usunięciu teorii makroewolucji ze stanowych testów egzaminacyjnych i dała lokalnym zarządom, prowadzącym nadzór nad szkołami, prawo do decydowania, czy makroewolucja będzie przedmiotem wykładanym w szkołach okręgowych. Ewolucjoniści dysponują serwerem pocztowym, zwanym EvolDir.1 Ponad 90 procent zamieszczonych tam ogłoszeń to oferty pracy. Decyzja Szkolnej Rady Edukacji stanu Kansas wywołała na EvolDir falę szyderczych komentarzy. Sam przesłałem wiadomość następującej treści:

Szanowni członkowie EvolDir,
Decyzja Szkolnej Rady Edukacji stanu Kansas jest prawdziwym darem dla nauczycieli biologii ewolucyjnej. Wreszcie zaczęliśmy rozmawiać o uwzględnieniu wszystkich uczniów na lekcjach biologii w szkołach średnich, zamiast ograniczać dyskusję wyłącznie do zagadnienia ewolucji naturalistycznej.

W społeczeństwie USA niemal 50 procent to kreacjoniści młodej Ziemi. Ogromna większość osób będących zwolennikami teorii ewolucji przez dziedziczenie wierzy, że procesem tym kieruje Bóg i że prawdziwa jest jedna z wersji "teorii projektu". W innych krajach istnieją dość liczne mniejszości, które żywią podobne poglądy. Czy naprawdę naszym celem może być uniemożliwianie uczniom z takimi poglądami uczciwego uczestnictwa w dyskusji na temat ewolucji na lekcjach biologii? Czy rzeczywiście wierzymy w to, że uczniowie zostaną przekonani do teorii ewolucji, gdy będziemy ich powstrzymywać od mówienia o ich własnych niepokojach dotyczących ewolucji?

Mamy już pełną kontrolę nad treścią teorii ewolucji w podręcznikach biologii dla szkół średnich. Nauczyciele zakazują uczniom na zajęciach uczciwej dyskusji na temat ewolucji. Co więcej, grono pedagogiczne jest do tego zachęcane przez National Academy of Sciences, National Center of Science Education (nasze ciało nadzorcze) i American Civil Liberties Union.2
W rezultacie studenci prawdopodobnie uważają teorię ewolucji za najnudniejszy temat na zajęciach z biologii. A przecież część zajęć poświęcona teorii ewolucji mogłaby być najbardziej pasjonująca, przyjemna i inspirująca.

"Nauczanie" kreacjonizmu czy teorii projektu jest całkowicie niepotrzebne i być może nielegalne w Stanach Zjednoczonych. Uczniowie będą poruszać wszystkie kwestie związane z teorią ewolucji, jeśli zostaną do tego zaproszeni, a nie zgaszeni. W Sta­nach Zjednoczonych i prawdopodobnie gdzie indziej w takich dyskusjach nie ma niczego bezprawnego. Uczniowie nigdy nie zapomną części zajęć dotyczących teorii ewolucji i będą pamiętać o niej przez lata, a być może nawet przez całe życie.

Moja wypowiedź uzyskała niewielkie poparcie na stronie EvolDir. Ukazało się natomiast kilka negatywnych komentarzy, pewne przesłano mi tylko prywatnie. Wielu ewolucjonistów było przerażonych moją propozycją, chociaż część wyrażała poparcie.

Eugene Garver wysunął w niniejszym tomie [Darwinism, Design and Public Education] argument na rzecz niezapoznawania uczniów z teorią ID czy kreacjonizmem na zajęciach z teorii ewolucji. Być może prowadził on zajęcia dotyczące tej materii i odkrył, że powstrzymywanie większości studentów od udziału w nich jest dobrym podejściem. Jeśli miałbym prowadzić zajęcia zgodnie z jego wyobrażeniami, natychmiast bym zrezygnował. Bez udziału uczniów, bez brania pod uwagę ich własnych poglądów i przyjmowania dotkliwej (choć dyktowanej osobistymi przekonaniami) krytyki, nauczanie jest pozbawione sensu. Przekazywanie wiedzy jest nudne. W takim wypadku lepiej dać uczniom książki.

Nauczałem teorii ewolucji wszędzie, począwszy od gimnazjum (przez dwa lata), liceum (dziewięć liceów w północnej części stanu Nowy Jork), a skończywszy na poziomie uczelni wyższej, studiów po­dyplomowych czy letnim uniwersytecie dla dorosłych. W każdym przypadku uczniowie świetnie się bawili, podzielając i krytykując poglądy lub świadectwa dotyczące teorii ewolucji. Nawet w ramach 400-godzinnego kursu cotygodniowe sekcje, liczące nie więcej niż 20 godzin, dają studentom okazję do poważnych dyskusji. Sądzę, że dużo uczymy się na temat biologii ewolucyjnej, od teorii Darwina do kon­cepcji współczesnych, i mamy z tego wiele radości. Każdy, kto prezentuje odmienny punkt widzenia, jest mile widziany. Celem nie jest napełnienie uczniowskiej mózgownicy tym wszystkim, co obecnie uważa się na temat biologii ewolucyjnej, ale to, by zainteresować ucznia problematyką ewolucyjną na całe życie. Pozwolę sobie przedstawić złożoność zajęć w liceum.

Zajęcia z biologii w małym liceum zaczynają się od części poświęconej teorii ewolucji. Nauczyciel postępuje wedle rad Garvera. Uczniowie będący Świadkami Jehowy wiedzą znacznie więcej na temat ewolucji niż ich rówieśnicy i są pewni, że ona nie miała miejsca. Świadkowie zaczynają myśleć nad ewolucją w bardzo wczesnym wieku. Na zajęciach są już gotowi, by o niej rozmawiać. Dokładnie tak, jak podejrzewali, nauczyciel stara się im zamknąć usta. Twierdzi, że najpierw muszą się nauczyć teorii ewolucji w tej postaci, jaką się wykłada w podręczniku, zatwierdzonym przez naukowców i National Academy of Sciences. Mogą wierzyć w cokolwiek chcą, ale muszą zapoznać się z ogólnie przyjętą wiedzą. A ogólnie przyjętą wiedzą są pewne, ale nudne informacje o biologii ewolucyjnej, przedstawiane w podręczniku. Następne zajęcia biologii tracą to radosne podniecenie, któremu sprzyja wolna dyskusja na temat ewolucji. Na jaw wychodzi niesprawiedliwość.

Przypatrzmy się innemu podejściu. Nauczyciel sądzi, że teoria ewolucji należy do ważnych tematów - według niego wszyscy uczniowie powinni być nią zainteresowani. Wszystkie prezentowane stanowiska są przedmiotem dyskusji i krytyki. Świadkowie Jehowy przedstawiają swoje argumenty przeciwko teorii ewolucji. Do dyskusji przyłączają się ewolucjoniści, którzy wierzą, że Bóg kieruje procesem ewolucji, uczniowie opowiadający się za naturalizmem oraz osoby żywiące inne poglądy. Wtedy nauczyciel mówi: "Jak dotąd toczona przez was dyskusja przebiega prawidłowo. Teraz udajcie się do pracowni komputerowej i wyszukajcie w Internecie więcej informacji na temat ewolucji, by odpowiednio przygotować się do jutrzejszych zajęć" - poświęconych tematowi doboru naturalnego, pojęcia gatunku, rozmieszczenia geograficznego, losowego rozprzestrzeniania się genów lub jakiemukolwiek innemu tematowi, który zaproponuje nauczyciel. Uczniowie są zachwyceni, ponieważ zostają wysłuchani i potraktowani poważnie. Uczniowie będący zwolennikami kreacjonizmu mogą iść do domu i powiedzieć mamie i tacie: "Szkoda, że nie widzieliście, jak dziś dołożyłem ewolucjonistom". Żadni rodzice nie będą rozczarowani, jeśli ich dzieci będą stwarzać innym i sobie okazję do rozmowy i uczestnictwa.

Dopuszczając wszystkich uczniów do udziału w dyskusjach, sprawiamy, że analizowanie teorii ewolucji na zajęciach w liceum przestaje być czynnością niebezpieczną. Przez ponad 30 lat niejeden rodzic miał zastrzeżenia do tego podejścia. Jednak zajęcia są fascynujące, a uczniowie i nauczyciele liceów przesyłają wyrazy wdzięczności.

Rozważanie sposobów zapobiegania uczestnictwu młodzieży w pewnych zajęciach, przy równoczesnym faworyzowaniu innych, jest dogłębnie niesprawiedliwe. Wiele stanów sugeruje trzymanie kreacjonistów z dala od dyskusji na lekcjach biologii. Wyżej wspomniana broszuraNational Academy of Sciences daje wskazówki, jak to robić. Ale postrzeganie połowy lub więcej swoich uczniów jako "wrogów" jest upiorne.

Kreacjoniści będą musieli bardziej stanowczo głosić swoje poglądy. Podtrzymuję swoje poparcie dla tych, którzy chcieliby, aby ich głos został wysłuchany na zajęciach biologii. Będę popierał starania mające na celu ograniczenie nauczania biologii ewolucyjnej dopóty, dopóki ewolucjoniści nie zachęcą uczniów do udziału w dyskusjach. Pomysł American Civil Liberties Union, by współpracować z biologami ewolucyjnymi w celu ograniczenia wolności słowa większości licealistów w tym kraju, jest groteskowy.

William B. Provine

Przypisy:

    1. Karol Darwin, O pochodzeniu człowieka, przeł. Stanisław Panek, Państwowe Wydaw­ nictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1959. http://life.biology.mcmaster.ca/~brian/evoldir.html.
    2. Por. "Teaching About Evolution and the Nature of Science", http://www.nap.edu/read ingroom/books/evolution98/; http://fp.bio.utk.edu/darwin/NAS_guidebook/provine_1.html.

PODOBIEŃSTWA ORGANIZMÓW ŻYWYCH – rezultat wspólnoty pochodzenia czy stworzenia?

Systematyka zwierząt, zwana jest inaczej taksonomią zwierząt lub zootaksonomią. Dziedzina ta stała się obecnie działem biologii ewolucyjnej, gdyż ewolucjoniści uznali, że podobieństwa międzygatunkowe świadczą o wspólnocie pochodzenia.

Podstawowym celem taksonomii zwierząt jest opisanie i nazwanie wszystkich żyjących i wymarłych gatunków zwierząt. Zadanie to zostało po raz pierwszy postawione w okresie stworzenia przez Boga pierwszego człowieka, Adama. Jak bowiem sprawozdaje Biblia, Bóg po stworzeniu zwierząt przyprowadził je do Adama i polecił mu je wszystkie nazwać,1 nie dając jednocześnie żadnych wskazówek, jak ma zrealizować to polecenie.2 Ponieważ jednak Adam poradził sobie z tym zadaniem doskonale, nasuwa się wniosek, że widocznie zdolność do nazywania i klasyfikowania należy do natury człowieka.

Dlaczego Bóg zlecił Adamowi nazywanie zwierząt? Przecież mógł zrobić to sam, podobnie jak w przypadku gwiazd.3 Można podać przynajmniej trzy tego powody. Po pierwsze, nazywanie zwierząt było czasowo bliskie stworzeniu Ewy, towarzyszki życia Adama. Bóg, zlecając Adamowi nazywanie zwierząt tworzących pary, chciał uświadomić mu jego samotność.4 Po drugie, Bóg poddał panowaniu pierwszego człowieka wszystkie zwierzęta i nazywanie ich było tego wyrazem.5 Po trzecie, poznawanie i nazywanie zwierząt pozwalało Adamowi zgłębiać naturę Boga.6 Bóg bowiem między innymi w stworzonych przez siebie zwierzętach objawił człowiekowi siebie jako stwórcę.7

Zoologia systematyczna, oprócz opisywania i nazywania poszczególnych gatunków zwierząt, stawia sobie dodatkowy cel - uporządkowanie tych gatunków, tworząc układ, czyli klasyfikację, która grupuje gatunki w większe jednostki. Biorąc pod uwagę podobieństwa między organizmami, np. morfologiczne, anatomiczne, behawioralne czy biochemiczne, systematyka porządkuje organizmy w grupy taksonomiczne, zwane taksonami. Taksony te są różnej rangi i uporządkowane w sposób hierarchiczny od taksonu o najniższej randze, czyli gatunku, poprzez wyższe taksony takie jak rodzaj, rodzina, rząd, klasa, typ, aż do najwyższego rangą , czyli królestwa. Klasyfikacja proponowana przez współczesnych taksonomów jest nie tylko hierarchiczna, ale i rozłączna. Gatunek nie może bowiem należeć równocześnie np. do dwóch rodzin. Ten typ klasyfikacji porządkuje organizmy w ciągi grup wewnątrz grup i nazZwa się go zagnieżdżoną hierarchią.

Od czasów Darwina większość biologów ewolucyjnych uznała, że tworzona przez systematyków hierarchiczna klasyfikacja zwierząt odzwierciedla nie tylko ich podobieństwo, ale także pokrewieństwo. Inaczej mówiąc, pod wpływem teorii ewolucji uznano, że podobieństwa, na których oparto klasyfikację zwierząt, wynikają ze wspólnego ich pochodzenia, czyli są odbiciem genealogicznych powiązań między nimi. Z kolei takie podejście do systemu klasyfikacyjnego zwierząt zmusiło taksonomów do przyjęcia dodatkowego założenia, a mianowicie, iż całemu światu zwierząt można przyporządkować tylko jeden taki model.

Omawiany wyżej schemat klasyfikacyjny zwierząt biologowie ewolucyjni przedstawiają także w formie drzewa genealogicznego. Zgodnie z teorią ewolucji, wszystkie żyjące współcześnie zwierzęta są wynikiem rozgałęziania się drzewa życia, tzn. powstawania jego nowych gałęzi. Innymi słowy, powstawanie nowych gałęzi na tym modelu obrazuje wyodrębnianie się nowych gatunków. Tak więc pierwotny gatunek przekształcił się w dwa potomne gatunki, tym samym tworząc nowe gałęzie na ewolucyjnym drzewie. Z kolei nowa gałąź mogła być źródłem innych gałęzi. Zakłada się, że każda nowa cecha, która powstała w danej gałęzi, przeszła na wszystkie jej odgałęzienia. I tak dla przykładu, jeśli cecha czworonożności powstała u pewnej grupy gadów, to - zgodnie ze wspomnianym założeniem - cechę tę powinni posiadać wszyscy ich potomkowie.8

Model zagnieżdżonej hierarchii jest akceptowany również przez niektórych biologów kreacjonistycznych, mimo iż odrzucają oni założenie o pochodzeniu wszystkich żywych organizmów od wspólnego przodka.9 Co więcej, pokazują oni, że opierając się na zasadzie podobieństwa, model ten można zastosować nie tylko do klasyfikacji istot żywych stworzonych przez Boga, ale nawet do grupowania przedmiotów wytworzonych przez człowieka, nie mających oczywiście także wspólnego przodka.10 Weźmy pod uwagę przedmioty zaliczane do wyposażenia domu. Człowiek zaprojektował i wyprodukował wiele typów łyżeczek. I chociaż są one wykonywane z różnych materiałów (np. ze stali, aluminium czy srebra), chociaż mają różne kształty i wygrawerowane rozmaite ornamenty, to wszystkie one klasyfikowane są jako łyżeczki. Analogiczna sytuacja jest w przypadku łyżek, noży i widelców, które łącznie możemy zaliczyć do szerszej grupy, a mianowicie do sztućców, a te z kolei z grupą naczyń (talerze, kieliszki, filiżanki) można połączyć w zastawę stołową. Ta ostatnia grupa wraz z meblami i urządzeniami typu lodówka, pralka itp. składają się na wyposażenie domu. Przytoczona klasyfikacja przedmiotów uwzględniała ich funkcje. Jednakże analogiczne klasyfikacje wspomnianych przedmiotów można również zrobić ze względu na materiał, z którego zostały wykonane, rozmiar, ciężar, kolor czy kraj produkcji. Tak więc jednej grupie przedmiotów wytworzonych przez człowieka odpowiada cała seria zagnieżdżonych hierarchii.11

Kiedy ostatnio biologowie zaczęli używać programów komputerowych do tworzenia drzew ewolucyjnych, okazało się, że dla jednej grupy organizmów można także tworzyć wiele alternatywnych zagnieżdżonych hierarchii i konieczne są różne założenia, aby zdecydować, która z nich jest prawdziwa. Dlatego też kreacjonistyczni biologowie wyciągają wniosek, że istoty żywe, analogicznie jak przedmioty wytworzone przez człowieka, mogą być klasyfikowane w serię zagnieżdżonych hierarchii.12 Kreacjoniści dodatkowo twierdzą, że niezależnie od tego, którą z tych hierarchii uzna się za prawdziwą, organizmy ją tworzące posiadają oprócz podobieństw traktowanych przez ewolucjonistów jako argument na rzecz ich wspólnego pochodzenia również takie podobieństwa, które temu przeczą. Tym samym podważają one schemat klasyfikacyjny rozumiany jako jedyna w swoim rodzaju, unikatowa zagnieżdżona hierarchia. Tego typu podobieństwa obserwuje się między innymi u nietoperzy owocożernych (Megachiroptera) i owadożernych (Microchiroptera). Chociaż obie te grupy zwierząt posiadają skrzydła o tej samej budowie, to jednak u nietoperzy owocożernych występuje skomplikowany wzór połączeń nerwowych w mózgu, charakterystyczny dla zwierząt naczelnych (np. małp człekokształtnych), którego nie ma u nietoperzy owadożernych.13 Jeśli prawdziwe jest założenie, uznawane przez większość biologów, że obie grupy nietoperzy pochodzą od wspólnego przodka, to w takim razie wspomniany wyżej wzór połączeń nerwowych musiał rozwinąć się niezależnie od mózgu naczelnych. Aby wyjaśnić pochodzenie skomplikowanych połączeń nerwowych u meganietoperzy, pewna grupa biologów uważa, iż te zwierzęta należą do fruwających naczelnych. Jednak takie stanowisko zmusza do przyjęcia tezy, że u Megachiroptera i Microchiroptera skrzydła rozwinęły się niezależnie.

W związku z powyższym pojawiła się wśród kreacjonistycznych biologów hipoteza przedstawiająca schemat klasyfikacyjny organizmów w postaci skomplikowanej sieci, w której indywidualne cechy organizmów mogą być rozłożone w podobny sposób jak płytki w kolorowej mozaice. Zdaniem tych autorów proponowany przez nich model potwierdza dodatkowo istnienie gatunków zwierząt o cechach mozaikowych, czyli takich które łączą cechy charakterystyczne dla rożnych grup zwierząt.14 Zalicza się do nich np. wymarły gatunek zwany Archaeopteryx oraz żyjącego obecnie dziobaka. Pierwszy z nich łączył cechy charakterystyczne gadów - zęby, pazury, niezrośnięty kręgosłup i długi kostny ogon - oraz cechy ptaków - skrzydła, pióra oraz widełki obojczykowe. Natomiast dziobak mimo szeregu anatomicznych i fizjologicznych cech gadzich, podobnie jak ssaki, pokryty jest włosem, a młode ich odżywiają się początkowo mlekiem matki. Jak wiadomo, ewolucjoniści uznają oba te zwierzęta odpowiednio za ewolucyjne formy przejściowe między gadami i ptakami oraz gadami i ssakami. Ponieważ jednak struktury i funkcje mozaikowe są w tych zwierzętach w pełni rozwinięte i wysoko skomplikowane, kreacjoniści traktują je jako potwierdzenie mozaikowego modelu życia.15

Również badania z zakresu genetyki świadczą o tym, że proponowany przez ewolucjonistów model klasyfikacyjny w formie zagnieżdżonej hierarchii nie odpowiada rzeczywistości. Chodzi tu o odkrycie podobnych genów w organizmach ewolucyjnie od siebie odległych. Przykładem są archebakterie Archaea i bakterie właściwe. Ewolucjoniści starają się w jakiś sposób wytłumaczyć ten fakt. Jedni z nich sugerują, że między organizmami umiejscowionymi na różnych gałęziach drzewa filogenetycznego dochodziło na pierwszych stadiach ewolucji do wymiany genów, zwanej poziomym transferem genów. Inni biologowie dla wyjaśnienia tego zjawiska proponują model klasyfikacyjny nie w formie drzewa, lecz pierścienia.16 Kreacjoniści uważają natomiast, że organizmy te zostały już stworzone z tą wspólnotą genów.

Istnieją trzy możliwe nieewolucyjne przyczyny występowania podobieństw między różnymi grupami organizmów. Pierwsza z nich mogłaby mieć na celu zwrócenie uwagi człowieka na to, że Bóg jest jedynym wspólnym stwórcą wszystkich organizmów. Gdyby różne grupy organizmów posiadały ze sobą mało wspólnego, człowiek mógłby mylnie wyciągnąć wniosek, że miały one różnych stwórców.

Po drugie, podobieństwa struktur w organizmach wynikają z podobieństwa funkcji, jaką pełnią. Przykładowo, podobne białka wykonują podobną pracę u ludzi i drożdży. Istnieją także zgodności strukturalne białek uczestniczących np. w oddychaniu, czyli białek surowicy krwi, hemoglobiny i układu cytochromowego. Takie podobieństwa między organizmami warunkują ich współdziałanie między sobą i środowiskiem.

Po trzecie, podobieństwa mogą wynikać ze stworzenia przez Boga pewnych struktur w układach żywych według wspólnego projektu. Ilustracją tego jest działalność człowieka, który bardzo często używa tych samych elementów konstrukcyjnych w różnych obiektach. I tak podobne silniki instalowane są w takich urządzeniach, jak np. pralki, suszarki, zmywarki i odkurzacze. Podobne zjawisko występuje w przypadku organizmów. Przykładem tego jest układ kości ręki człowieka, na który składa się jedna kość w części ramieniowej, dwie w przedramieniu, grupa kości w nadgarstku oraz kości palców. Podobna zasadnicza struktura kości obserwowana jest również u płazów, gadów, ptaków i innych ssaków. Przy czym w zależności od tego, czy służy ona do chwytania, chodzenia, grzebania, pływania lub latania, ma miejsce modyfikacja tego modelu . Badania pokazują, że gdyby zmienić zasadniczo jego strukturę, nie spełniałby on swojego zadania.17

Podsumowując, należy powiedzieć, że rozwój badań taksonomicznych i związane z nimi analizy podobieństw i różnic między różnymi gatunkami dostarczają coraz więcej danych przemawiających na rzecz modelu kreacjonistycznego.

* Na podstawie artykułu Paula GARNERA, "Similarities and relationships", The Journal of the Biblical Society. Origins 2006, vol. 43, s. 19-21.

Joanna Michalska

Przypisy:

  1. Por. Rodz. 2:19
  2. Por. T.C., WOOD, M.J., MURRAY, Understanding the Pattern of Life: Origins and Organization of the Species, Broadman and Holman, Nashville, Tennessee 2003, s. 5-10.
  3. Por. Ps. 147:4 ; Izaj. 40:26
  4. Por. Rodz. 1:18-20
  5. Por. Rodz. 1:28
  6. Por. Rzym. 1:20
  7. Por. WOOD, MURRAY, Understanding the Pattern..., s. 8.
  8. Por. D.J. FUTUYMA, Science on Trial: The Case for Evolution, Sinauer Associates, Sunderland, Massachusetts 1995, s. 53.
  9. Por. K.P. WISE, "The origin of life's major groups", W: J.P. MORELAND (ed.), The Creation Hypothesis: Scientific Evidence for an Intelligent Designer, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1994, s. 211-234.
  10. Por. WISE, "The origin of life'...", s. 220.
  11. Por. A.M. SHAPIRO, "Book review", Creation/Evolution 1994, vol. 35 s. 34-37.
  12. Por. K.P. WISE, "Is life singularly nested or not?", w: R.E. WALSH (ed.), Proceedings of the Fourth International Conference on Creationism, Creation Science Fellowship, Pittsburgh, Pensylvania 1998, s. 619-631.
  13. Por. J.D. PETTIGREW, "Flying primates? Megabats have the advanced pathway from eye to midbrain", Science 1986, vol. 231, s. 1304-1306.
  14. Por. M. ZU, X. YU, P. JANVIER, " A primitive fossil fish sheds light on the origin of bony fishes", Nature 1999, vol. 397, s. 607-610. ; K.P. WISE, "Towards a creationist understanding of transitional forms", Creation Ex Nihilo Technical Journal 1995, vol. 9, no 2, s. 216-222.
  15. Por. WISE, "The origin of life's...", s. 227.
  16. Por. M.C. RIVERA, J.A. LAKE, "The ring of life provides evidence for a genome fusion origin of eukaryotes", Nature 2004, vol. 431, s. 152-155.
  17. Por. C. BROWN, "The pentadactyl plan", Creation Research Society Quarterly 1983, vol. 20, no 1, s. 3-7.

Choroba Darwina

Charles Robert Darwin, według dziewiętnastowiecznego polskiego i słusznie dziś zarzuconego zwyczaju tłumaczenia imion 1 - Karol Darwin, urodził się 12 lutego 1809 roku w Downe, dwadzieścia kilometrów na południowy wschód od Londynu. Gdy miał osiem lat, zmarła mu matka i życia uczyły go siostry. W Autobiografii napisanej, gdy miał 67 lat, wspomniał, że w ogóle matki nie pamięta. Za młodu lubił strzelanie do ptaków. Później interesował się owadami, motylami itp. Około osiemnastego roku życia zaczął zbierać muszle jaja, pieczątki, monety itd. Uważał później, że pasja kolekcjonowania "miała wyraźnie wrodzony charakter". Trzy lata później przyglądał się, jak jego starszy brat dokonuje eksperymentów chemicznych i bardzo go to interesowało. Zbierając minerały, interesował się przede wszystkim ich nazwami, nie usiłując ich klasyfikować.

W wieku szesnastu lat uważano go za zwykłego chłopca, stojącego intelektualnie raczej poniżej średniej - jak skromnie zapisał w Autobiografii. Nie odnosił sukcesów w dziedzinach wymagających racjonalnego myślenia, jak metafizyka czy matematyka. Przejawiał niewielką inicjatywę, by rozumieć ogólne zasady. 2 Temat ewolucji w rodzinie Darwinów był znany długo przedtem, zanim Karol przyszedł na świat. Dziadek Karola, Erazm Darwin, w latach 1794-1796 wydał książkę Zoonomia. Odrzucił w niej mechanistyczną interpretację człowieka, popularyzowaną w tamtych czasach przez takich myślicieli jak hrabia de Buffon (1707-1788) czy Julian Offray de la Mettrie (1709-1751). Zwłaszcza tytuł książki napisanej przez tego ostatniego - Człowiek maszyna - wiele mówił o pojmowaniu istoty człowieka przez materialistów oświeceniowych.

Babcia Karola, czyli żona Erazma, zmarła na nieznaną chorobę i strach przed nią dręczył ich potomków. Sam Erazm korespondował ze swoim synem, Robertem, ojcem Karola, na temat prawdopodobieństwa dziedziczenia chorób. Robert pojął za żonę Zuzannę ze znanej rodziny Wedgwoodów. Członkowie tej rodziny byli raczej sceptycznie usposobieni do religii. Jednym z nielicznych wyjątków była Emma Wedgwood, która została żoną Karola. Matka Karola miała brata i Emma była jego córką. Dla Karola była więc bliską krewną, siostrą cioteczną. Niewykluczone, że to właśnie było przyczyną śmierci kilkorga dzieci Karola i Emmy, a pośrednio wpłynęło w istotny sposób na pojawienie się darwinowskiej teorii ewolucji. 3 Wcześniej Karol był zakochany w Fanny Owen, ale poślubiła ona Roberta Biddulpha, gdy Karol uczestniczył w znanej wyprawie na statku "Beagle".

Ojciec Karola, Robert, był mężczyzną olbrzymiej postury. Przy wzroście blisko 190 cm ważył 175 kg. Sam Karol opisał go jako najpotężniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek widział. Jak twierdziła Emma, żona Karola, jego ojciec nie rozumiał syna i nie lubił go. Utrzymywał w rodzinie surową dyscyplinę, a Karol uważał go za światłego człowieka. Właśnie to połączenie - osobowej wspaniałości i surowego charakteru - miało doprowadzić Karola, zdaniem niektórych komentatorów, w tym lekarzy, do choroby psychosomatycznej. Według jednego z tych lekarzy, Douglasa Hubble'a,

choroba Karola Darwina wyrosła z tłumienia i nierozpoznawania bolesnych emocji. Takim emocjom zawsze towarzyszy strach, gwałt lub nienawiść [...]. U Karola Darwina emocje te pochodziły z jego związku z ojcem.

Diagnoza ta ukazała się najpierw w brytyjskim czasopiśmie medycznym, Lancet, a w Autobiografii Darwina umieściła ją jego wnuczka, Nora Barlow, która zdecydowała się wydać nieokrojony tekst. 4 Do podobnego wniosku, jak Hubble, doszli trzej inni lekarze, wymienieni w tej książce: Walter Alvarez, Rankine Good i E.J. Kempf. Do zdrowotnych problemów Darwina należały zawroty głowy, zmęczenie psychiczne, bóle mięśni, bóle żołądka i nieprawidłowości skórne. 5

Dr Ralph Colp, psychiatra, zauważył, 6 że chociaż Karol Darwin cierpiał na palpitacje serca, zanim w grudniu 1831 roku wyruszył z Plymouth na wyprawę statkiem "Beagle", w trakcie samej wyprawy i po powrocie do Anglii w październiku 1836 roku, to jednak stan ten jeszcze się pogorszył w 1836 roku, kiedy rozpoczął spisywać w tajemnicy swoje ewolucjonistyczne poglądy. W następnym roku, między 1837 i 1838, palpitacje i rozstrój żołądka - choroby mające psychologiczne źródło - zaczęły się powtarzać z trudną do wytrzymania regularnością. Zdaniem Colpa prawdopodobnie główną przyczyną intensywnego charakteru choroby była ta tajna praca na temat ewolucji. Uważa on też, że początki tej choroby mogły być wywołane przez stres psychiczny związany z rozważaniami na ten sam temat. Choć Darwin wówczas jeszcze mógł wierzyć w odległego od spraw świata Boga, to musiał zdawać sobie sprawę, że konsekwencje światopoglądowe idei ewolucjonistycznych nie mogły przypaść do gustu nie tylko znanym mu uczonym, będącym także duchownymi (np. Sedgwickowi, Foxowi i Henslowowi), ale nawet jego własnej żonie.

Colp uważa więc, że Darwin cierpiał na chorobę psychiczną i to ona miała spowodować, że stał się kaleką, samotnikiem w wieku trzydziestu lat. Darwin mianowicie miał uświadamiać sobie, jak wielkie zamieszanie i spustoszenie wywoła jego teoria w świecie intelektualnym. 7 Co ciekawe, choroba miała się zacząć od myśli na temat teorii ewolucji, a stan zdrowia polepszył się, gdy już teoria ewolucji została zaakceptowana i Darwin przestał nad nią pracować. 8

Analogicznego spostrzeżenia dokonał Irving Stone, że nie tylko Darwin, ale także Joseph Hooker i Thomas Huxley byli hipochondrykami. Wszyscy oni uważali, że ich praca jest najważniejszą sprawą w ich życiu. Wskutek nadmiernej pracy podatni byli na realne i wyimaginowane choroby, a lekarstwem mogło być oderwanie się od pracy, np. w postaci wycieczki, albo zmiana tempa życia. 9

W liście do New York Timesa z 4 sierpnia 1991 roku dr Colp podał dalsze szczegóły na temat zdrowia Darwina. Po śmierci matki w 1817 roku, gdy miał zaledwie osiem lat, jego siostry nauczyły go, by nie wyrażał słowami uczuć żalu i zmartwienia. To wtedy zaczął je wyrażać objawami fizycznymi: bólami żołądka i zmianami skórnymi, kołataniem serca, zawrotami i bólem głowy. W dorosłym życiu przecierpiał trzy okresy szczególnego wzrostu choroby: w latach 1840-1841, 1848-1849 i 1863-1865. Był wówczas niemal niezdolny do pracy i bał się, że umrze. Zdaniem Colpa przyczyn należy szukać w połączeniu stresów psychologicznych: zamartwianie się narodzinami, opieką i zdrowiem jego dziesięciorga dzieci, trudności w udowodnieniu teorii ewolucji, obawa przed krytyką za antyreligijne implikacje tej teorii, a także żal po utracie ojca.

Ślady choroby Darwina można zauważyć i dzisiaj, zwiedzając jego dom. W rogu pokoju, w którym uczony pisał swoje dzieła, za zasłoną znajdował się porcelanowy pojemnik na wymioty. Darwin często podczas pisania zmuszony był do szybkiego przerywania pracy i zwracania całej zawartości żołądka. Zdaniem Johna Darntona, który zwiedził dom twórcy ewolucjonizmu, 10 Darwin w ten sposób płacił osobistą cenę za to, że wyciągał logiczne wnioski, postępując wedle wskazań naukowych, niezależnie od tego, gdzie one go prowadziły. A prowadziły go one - według Darntona - do tego, że stał się narzędziem pozwalającym obalić pusty dogmat religii Zachodu.

Ten ostatni pogląd domaga się korekty. To nie było tak, że Darwin zaczął rygorystycznie stosować się do obiektywnej metody naukowej, w rezultacie czego "pusty dogmat religii Zachodu" stanął pod znakiem zapytania. Darwin - owszem - stosował się do metody naukowej, ale do tej, którą sam stworzył. To Darwin dopiero zaczął konsekwentnie stosować się do - jak ją nazywają filozofowie - zasady naturalizmu metodologicznego, czyli zakazu odwoływania się w wyjaśnieniach naukowych do przyczyn nadnaturalnych, do czegoś więcej jak tylko zjawisk i praw przyrody. Obalanie religii było więc nie skutkiem stosowania metody naukowej, ale jej założeniem. Darwin na samym początku przyjął postawę wykluczania Boga z jakichkolwiek wyjaśnień tego, co obserwujemy w świecie. Jeśli Bóg istnieje i działa lub działał w świecie, takie założenie musi prowadzić do istotnego zniekształcenia prawdy. Niestety, to arbitralne założenie rozpowszechniło się i dziś jest traktowane jako element definiujący naukę.

John Darnton nie za dobrze uświadamia sobie różnicę między założeniem i konsekwencją. Nie ma wątpliwości - pisze autor cytowanego artykułu - że Darwin zdawał sobie sprawę z olbrzymich światopoglądowych implikacji swego dzieła. W O powstawaniu gatunków nie atakował bezpośrednio idei Boga, ale jego teoria ewolucji drogą doboru naturalnego nie pozostawiała żadnego miejsca dla biblijnego stwórcy.

Z upływem lat ateistyczne przekonania Darwina stawały się coraz mocniejsze. Odwiedzającym go gościom ten znany już i szanowany na całym świecie myśliciel przedstawiał się chętnie jako niewierzący, a przynajmniej jako agnostyk. W autobiografii napisanej, gdy miał 73 lata, porównał dążenia religijne do zwykłego zachowania instynktownego, podobnego do obawy małpy przed wężami.

Janet Browne, autorka biografii Darwina, 11 przedstawiła go jako stalowy intelekt, akceptujący z odwagą myśl o wszechświecie bez Boga. Nie bał się spoglądać głęboko w pustą przestrzeń. Jeśli bowiem zwierzęta i rośliny są wynikiem nieosobowych, niezmiennych sił, to świat przyrody nie ma żadnego celu i moralności. My wszyscy, psy i rzepy przyczepiające się do ich ogonów, gołębie i chwasty, jesteśmy tym samym w oczach przyrody, równie ważni i równie zbędni.

Ponieważ całkiem często duchowni różnych wyznań, zwłaszcza katoliccy, wmawiają niezorientowanym, że między darwinizmem i religią nie ma konfliktu, przyjrzyjmy się paru cytatom z jednej tylko publikacji zmarłego parę lat temu czołowego biologa ewolucyjnego, Ernsta Mayra. Cytaty pochodzą z artykułu "Wpływ Darwina na myśl współczesną", Świat Nauki, wrzesień 2000, Nr 9 (109), s. 59-63:

"Przełomowe znaczenie zasady doboru naturalnego polega na tym, że pozwala ona zrezygnować z odwoływania się do 'przyczyn celowych' - czyli jakichś teleologicznych sił prowadzących do określonego z góry celu" (s. 60);
"[?] w połowie XIX wieku praktycznie wszyscy wielcy uczeni byli chrześcijanami. Uznawali, że świat został stworzony przez Boga, który - jak twierdzili teologowie przyrody - ustanowił mądre prawa, dzięki którym wszystkie organizmy są doskonale dostosowane do środowiska" (s. 61);
"Darwinizm odrzuca wszelkie zjawiska nadprzyrodzone. Teoria ewolucji drogą doboru naturalnego tłumaczy przystosowania i zróżnicowanie świata w sposób czysto materialny. Nie wymaga to Boga jako stwórcy ani projektanta [?]" (s. 61);
"Każdy aspekt 'cudownego projektu' [?] można wytłumaczyć doborem naturalnym" (s. 61);
"Eliminacja Boga z nauki utorowała drogę czysto racjonalnym wyjaśnieniom wszelkich zjawisk przyrodniczych" (s. 61);
"Dobór naturalny w odniesieniu do grup społecznych wystarcza, by wyjaśnić powstanie i utrzymywanie się altruistycznych systemów etycznych [?]" (s. 63).

Deistyfikacja
Jezuita George Coyne, dyrektor Obserwatorium Watykańskiego, znany jest z gwałtownej obrony darwinizmu i wypowiadania teologicznie ryzykownych twierdzeń. Niedawno na pytanie "czy potrzebujemy Boga do wyjaśnienia pochodzenia życia?" odparł:

"Odpowiadam krótko i węzłowato - nie". 12 Coyne należy do tych myślicieli, którzy uważają, że między nauką i religią nie może istnieć konflikt, gdyż obie te dziedziny dotyczą rozłącznych sfer. Nauka mówi o związkach przyczynowo-skutkowych zachodzących w materialnym świecie, religia zaś - o świecie nadprzyrodzonym, o sensie i celu życia, ewentualnie o aktywności Boga w sferze pozaempirycznej. Jeśli chodzi o to ostatnie, to niektórzy filozofowie mówią o podtrzymywaniu przez Boga istnienia świata.

Poglądy takie są niezwykle bliskie deizmowi. Deizm to pogląd przypisujący Bogu aktywność jedynie "na początku". Bóg według deistów miał się potem, po stworzeniu świata, ostatecznie wycofać z ingerowania w bieg wydarzeń. Ponieważ deizm jest uznawany przez główne wyznania chrześcijańskie za herezję, Coyne i jemu podobni nie przyznają się do niego. Mówią, dla zatarcia niedobrego wrażenia, o stałym działaniu Boga, tyle że w dziedzinie nieempirycznej, np. o stałym podtrzymywaniu istnienia świata. Głoszą więc w praktyce deizm przy jednoczesnej mistyfikacji, że go nie głoszą. Proponuję połączyć oba te słowa - "deizm" i "mistyfikacja" - i utworzyć nowe: "deistyfikacja" oraz "deistyfikatorzy", aby adekwatnie odnosić się do tego, z czym mamy do czynienia.

Pismo Święte, jak wiemy, obfituje w opisy ingerencji Boga w bieg zdarzeń. Niektóre z nich deistyfikatorzy pozbawiają dosłownego sensu. Tak traktują opis stworzenia świata w ciągu 6 dni i wszystko to, co jest opisane w pierwszych 11 rozdziałach Księgi Rodzaju. Nie wiem jak Coyne, ale niektórzy o zbliżonych do niego poglądach podobnie zaczynają już traktować nowotestamentowe opisy działalności Jezusa. Przemienił wodę w wino w Kanie Galilejskiej? Chodził po wodzie? Rozmnożył żywność dla potrzebujących tłumów? Wskrzesił umarłego? I - w końcu - zmartwychwstał?

Jeśli jacyś deistyfikatorzy nie mają jeszcze odwagi, by zakwestionować dosłowność wszystkich tych opisów, zwłaszcza ostatniego, to są niekonsekwentni. Jeśli bowiem Bóg mógł działać w I wieku naszej ery, to dlaczego tak zdecydowanie mamy zaprzeczać Jego aktywności w innych okresach historycznych? Dlatego, że takie jest założenie współczesnej nauki? Jeśli przyjrzymy się historii nauki, to dostrzec możemy wiele jej założeń, które później upadły. Dwutysiącletnia tradycja chrześcijaństwa mówi, że za niektóre wydarzenia odpowiada bezpośrednio sam Bóg (należy tu m.in. stworzenie świata, życia, jego różnych form i w końcu człowieka), a za inne - stworzona przyroda razem z obowiązującymi w niej prawami. Od 150 lat w nauce obowiązuje tradycja inna - że Bóg nie odpowiada bezpośrednio, jako tzw. przyczyna pierwszorzędna, za żadne empirycznie wykrywalne wydarzenie. Za wszystkie bezpośrednio odpowiada przyroda i jej prawa. Mamy więc do czynienia ze zderzeniem dwóch tradycji.

Jeśli deistyfikatorzy opowiadają się za tą drugą, to trzeba mieć świadomość tego, co robią. Odrzucają mianowicie tradycyjnie rozumiane chrześcijaństwo.

Przypisy:

  1. Polskim koszmarnym zwyczajem XIX wieku było nie tylko spolszczanie imion, ale i nazwisk: Waszyngton, Marks, Szekspir, Szopen itd. Ciekawe, że ci dzisiejsi tradycjonaliści, którzy krzyczą, że należy spolszczać imiona współcześnie żyjących osób, nie robią tego także i w odniesieniu do nazwisk. Mielibyśmy Busza, Blera, Szyraka, a nieco wcześniej Degola, Żyskara Destenia, Czerczila, Taczer i inne dziwolągi.
  2. Por. Geoffrey WEST, Charles Darwin: A Portrait, Yale University Press, New Haven 1938, s. 335.
  3. O roli, jaką w kształtowaniu się światopoglądu Karola Darwina odegrała śmierć jego ukochanej córeczki, Annie, por. w "Meandry 1" (Idź pod prąd maj 2005, nr 5 (10), s. 8-9).
  4. Charles DARWIN, The Autobiography of Charles Darwin, 1809-1882, Appendix and Notes by Granddaughter Nora Barlow, W.W. Norton & Company, New York 1958.
  5. Por. John BOWLBY, Charles Darwin: A New Life, W.W. Norton, New York 1991.
  6. Por. Ralph COLP, To Be an Invalid: The Illness of Charles Darwin, University of Chicago Press, Chicago 1977, s. 9-11, 14.
  7. Tamże, s. 20.
  8. Por. Richard MILNER, "Darwin's shrink: a noted Darwin historian proves the naturalist's inner life", Natural History November 2005, http://www.findarticles.com/p/articles/mi_m1134/is_9_114/ai_n15792476
  9. Por. Irving STONE, The Origin: A Biographical Novel of Charles Darwin, Doubleday&Company Inc., New York 1980, s. 614 (za: Larry AZAR, Evolution and Other Fairy Tales, AuthorHouse, Bloomington, Indiana 2005, s. 472).
  10. Por. John DARNTON, "Darwin paid for the fury he unleashed. How a believer became an iconoclast", San Francisco Chronicle September 25, 2005; http://sfgate.com/cgi-bin/article.cgi?f=/c/a/2005/09/25/INGAUERQK01.DTL&hw=darwin&sn=001&sc=1000
  11. Charles Darwin: Voyaging, Knopf 1995 oraz Charles Darwin: The Power of Place, Knopf, 2002.
  12. Wg Stephen BARR, "On the Square. Observation & Contentions", http://www.firstthings.com/ June 2, 2006 (http://creationism.org.pl/groups/ptkrmember/nauka-religia/document.2006-06-02.6585640674)

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut