Tej jesieni jestem pod głębokim wrażeniem lektury książki Samuela Fryderyka Lauterbacha “Mała Wschowska Kronika Zarazy” w przekładzie Aleksandra Wileckiego, wydanej z okazji 300-lecia wybuchu epidemii dżumy we Wschowie. Zbiegło się to z 400-leciem cmentarza ewangelickiego, który jest jedną z najstarszych w Europie nekropolii. Zbudowany został według włoskiego wzorca Campo Santo (Świętego Pola) poza murami miasta, w przeciwieństwie do wcześniejszej tradycji lokowania cmentarzy w obrębie murów kościelnych. Oprócz kwestii higienicznych decydujące znaczenie miała teologia reformacji, która odrzucała pogląd, że zmarli będą bezpieczniejsi w miejscu poświęconym, jakim był kościół, czy też będąc pod opieką świętych patronów (czyżby działali tylko w pobliżu?). Biblijni chrześcijanie mają życie wieczne zapewnione przez Boga już tu na ziemi na podstawie wiary w Zbawiciela Jezusa Chrystusa i nikt nie może im tego zabrać.

 

W dniach 10-11.09.2009r. we Wschowie odbyła się konferencja naukowa poświęcona tym rocznicom.

 

Książka jest niezwykłą relacją świadka epidemii, a zarazem luterańskiego pastora S. F. Lauterbacha, który w latach 1709-1728 pełnił swą funkcję przy kościele Żłóbka Chrystusowego. Choć jej autor widział często kilkadziesiąt zgonów dziennie, nie znalazłam na żadnej stronie tego dzieła choćby śladu złorzeczenia Bogu. Przeciwnie, od początku zauważa, że nieszczęście kieruje myśli ku Najwyższemu – “bez tego niewielu przybiegłoby do Pana”. Rozumie zamysł Boga, który dopuścił do dżumy – “aby ludzie stali się pobożni i nauczyli się modlić”. Modlili się wytrwale przez 9 miesięcy (tyle trwała zaraza). Dlaczego Bóg nie wysłuchał ich od razu? Znający Boga Lauterbach odpowiada: “gdyby wysłuchał od razu, tym szybciej przestaliby się modlić i tym zimniejsza byłaby ich modlitwa”.
Podział księgi na dwie części: 1. Gniewna ręka Boga, która karze i 2. Łaskawa ręka Boga, która ochrania – odzwierciedla strukturę ojcowskiej miłości Boga. Miłość twarda – dyscyplinuje, miłość czuła – leczy, ociera łzy i ostatecznie ratuje. Dzisiejszy świat ciągle nie rozumie pierwszego aspektu miłości, a raczej go odrzuca, kojarząc miłość tylko z czułością i łagodnością. A przecież wystarczy być rodzicem, by wiedzieć, że ciężka ręka jest konieczna do kształtowania w dziecku dobrego charakteru.
Bóg doprowadza epidemię do punktu kulminacyjnego, w którym człowiek “niczym Abraham składający na ołtarzu Izaaka musi mieć nadzieję, gdy nie sposób jej posiadać”. Następuje przesilenie. Pastor Lauterbach pisze o radości i wdzięczności ocalonych, której “nie da się opisać”. Na koniec konkluduje: “najbardziej szlachetne i Bogu najmilsze, co człowiek ślubować może, jest to, jeśli sobie na dobre postanowi, że od zaraz wystrzegać się będzie wszystkiego, co stanowi zmartwienie dla duszy i codziennie będzie się w duchu pokory odradzać”. Smutek przychodzi naturalnie wraz z wiekiem i doświadczeniem, radości trzeba się nauczyć.

Zobacz też:  O co chodziło w REFORMACJI? Zapraszamy w ten czwartek!

 

Błogosławiony lud, który umie się radować i chodzi w światłości oblicza twego Panie. Z imienia twego raduje się każdy dzień… Ps. 89:16,17a

 

Wśród ocalonych przez Boga od zarazy byli pasterze: pasterz duchowy – autor książki wraz z całą rodziną, a także wszyscy (!) członkowie Rady Miasta, również nazwani przez Lauterbacha pasterzami, którzy w tamtym strasznym czasie wiernie zarządzali miastem. Sam Bóg wystawił im wspaniałe świadectwo!

 

Jaka różnica z naszymi współczesnymi pasterzami ludu, zarówno politycznymi, jak i duchowymi! Polecam gorąco tę podróż w czasie ku szlachetnym wzorcom.

 

Listy w kamieniu
Po wschowskich chrześcijanach pozostały nie tylko pisma, ale też wspomniany cmentarz ze 170 epitafiami. Są to jakby listy do nas, wykute w kamieniu, bogato ilustrowane. Epitafium Samuela Fryderyka Lauterbacha jest metaforą jego życia. Przedstawia wędrowca z Biblią w ręku w czterech sytuacjach. Najpierw z workiem na plecach przemierza kraj. Pod ilustracją widnieje podpis: “Pod Twym przewodnictwem nie zbłądzę”. Następnie wędrowiec opuszcza swój ziemski dom – “Ziemio, żegnaj”. Idzie wśród burz i niepogody – “Przez niewygody, surowość i smutek”. W końcu odrzucając na ziemię worek – wszystkie dobra doczesne, osiąga cel – niebiańskie miasto, Jeruzalem – “Witaj, niebo”.

 

Inne epitafium przedstawia piec, w którym wytapia się złoto, biblijny obraz kształtowania naszego charakteru:
Tygiel wytapia srebro, a piec złoto, lecz Pan bada serca. Przyp. 17:3
Bóg przez całe życie kształtuje nas, byśmy stawali się coraz bardziej podobni do Jezusa, usuwając zanieczyszczenia grzechu. Dzieje się to najczęściej w piecu ciężkich doświadczeń.

 

Moje ulubione epitafium należy do dwudziestoletniej dziewczyny, którą ilustruje zamknięta muszla zawierająca w środku drogocenną perłę – ciało i ukryty w nim bezcenny duch. Śmierć otwiera muszlę i uwalnia perłę, a ręka Boga nanizuje perły na sznur, tworząc wspaniały niebiański naszyjnik. Niezwykle piękna i biblijna metafora utrwalona w kamieniu.
Ozdobą waszą niech nie będzie to, co zewnętrzne, trefienie włosów, złote klejnoty lub strojne szaty, lecz ukryty wewnętrzny człowiek z niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha, który jedynie ma wartość przed Bogiem.
1P 3:3-4

 

Cmentarz we Wschowie pociąga atmosferą wieczności, tchnie optymizmem. Każdy odwiedzający to zauważa. Ta wspólnota chrześcijan, choć umarła fizycznie, nadal jest żywa w epitafiach, nadal przyciąga ludzi i mówi o Bogu, który daje życie wieczne tym, którzy zaufali Jezusowi.
Uważam zaś za rzecz słuszną, dopóki jestem w tym ciele, pobudzać was przez przypominanie, wiedząc o tym, iż rychło trzeba mi będzie rozstać się z życiem, jak mi to zresztą Pan nasz, Jezus Chrystus, objawił. Dołożę też starań, abyście także po moim odejściu stale to mieli w pamięci. 2P 1:13-15

 

październik 2009