Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto, lecz dziś Warszawa broniąca honoru Polski jest u szczytu swej wielkości i sławy.

Pozycja Stefana Starzyńskiego na początku lat trzydziestych nie była mała, ale z pewnością nie należał do grona najbardziej znanych i najważniejszych osób w Polsce. Dlatego można powiedzieć, że wygrał on swój los na loterii w roku 1934 i wskoczył do czołówki ówczesnej elity. W roku tym prezydent komisaryczny m.st. Warszawy Marian Zyndram-Kościałkowski, który reprezentował sanację, został powołany na szefa resortu spraw wewnętrznych. Zarówno powołanie komisarycznego prezydenta, jak i później Starzyńskiego było czystym zabiegiem politycznym mającym na celu oczyścić zarządy miejskie z ludzi opozycji.[1] Zyndram-Kościałkowski sprawował prezydenturę zaledwie przez cztery miesiące, więc nie wpisał się znacząco w historię stolicy. Spełniał swoje zadanie czyściciela w Radzie Miejskiej, kończąc w ten sposób ponad siedmioletnie rządy endecji w mieście pod przywództwem prezydenta inż. Zygmunta Słomińskiego.

Starzyński w pierwszych miesiącach swojego urzędowania kontynuował politykę personalną wobec wrogów sanacji, co należało zrobić, aby uzdrowić funkcjonowanie dotychczas skorumpowanej władzy miejskiej.[2] Rozpoczynając prezydenturę, 2 sierpnia 1934 roku w swoim pierwszym wywiadzie Starzyński zarysował swój plan rozwoju miasta: Uregulowania spraw finansowych nigdy nie uważałem i nie uważam za cel sam w sobie. Jest to droga jedynie, środek niezbędny do osiągnięcia celów istotnych. Nie mam zamiaru zasklepić się tylko w zagadnieniach finansowych. Będę chciał być prezydentem miasta jako całości, we wszystkich przejawach jego życia, a będę się starał również być – niech Pan to zaznaczy – i prezydentem przedmieść, tak dotychczas upośledzonych. Nawiązał również do hasła swojego poprzednika „zwrócenia Warszawy twarzą do Wisły”, które skrupulatnie realizował.[3]

Niezwykle korzystnym czynnikiem, jaki się zbiegł z otrzymaniem przez Starzyńskiego prezydentury, było wychodzenie gospodarki polskiej z wielkiego kryzysu, co zdecydowanie zwiększyło możliwości finansowe i w rezultacie pozwoliło konstruować plany inwestycyjne. Jednocześnie rozpoczęte przez Kościałkowskiego zwalnianie urzędników opozycji obniżyło znacznie koszty świadczeń dla pracowników miejskich. Należy podkreślić, że stolica pod rządami endecji była bardzo zbiurokratyzowana – miasto zatrudniało 24 tysiące stałych pracowników i 3 tysiące pracujących dorywczo.

Objęcie urzędu przez Starzyńskiego – po krótkiej obecności na tym stanowisku Kościałkowskiego – zostało niezbyt dobrze przyjęte przez mieszkańców stolicy, słusznie wnioskujących, że jest to kolejna zagrywka polityczna. Sam Starzyński, rozpoczynając swoją warszawską przygodę, miał tego w pełni świadomość, co podkreślają jego współpracownicy. Dlatego z właściwą sobie energią już od samego początku sprawowania prezydentury rozpoczął działania mające na celu obalić mur otaczającej go wrogości i niechęci społeczeństwa Warszawy. Chętnie udzielał wywiadów prasowych, występował publicznie czy spotykał się z przedstawicielami różnych środowisk w celu nawiązania dobrych kontaktów.

Obejmując ratusz, Starzyński jasno przedstawiał swoje cele, których osiągnięcie uważał za priorytetowe. Filary jego polityki pokrywały się w dużej mierze z jego talentami i doświadczeniem, jakie nabył na niższych szczeblach kariery.

Przede wszystkim zależało mu na zapewnieniu właściwych podstaw finansowych i organizacyjnych dla władz miejskich, co było kontynuacją działań rozpoczętych przez jego poprzednika. Kolejnym celem było zracjonalizowanie gospodarki rzeczowej Zarządu Miejskiego, ze szczególną troską o do tej pory zaniedbywane dzielnice peryferyjne, wskutek czego miał powstać zintegrowany organizm miejski. Wiązała się z tym chęć stałego usprawniania usług Zarządu Miasta, czyli tego wszystkiego, co miało wpływ na jakość codziennego życia mieszkańców.

Starzyński doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że opinie mieszkańców wynikają z ich codziennych doświadczeń. W tych opiniach odbija się jakość miejskich usług, czyli komunikacji, pracy elektrowni i gazowni, a także poczucie bezpieczeństwa i porządku na ulicach czy przejrzyste rozliczanie się z dochodów i wydatków miasta. Jeżeli te wszystkie czynniki sprawnie będą funkcjonować, to ludzie docenią pracę władz.

Starzyński pragnął stworzyć z Warszawy nowoczesną aglomerację miejską. Swoje dążenia w dość szybkim tempie wprowadzał w życie, poczynając od modernizacji tras wylotowych ze stolicy (Puławska, Marymoncka, Grochowska, Wał Miedzeszyński). Ponadto w akcję tworzenia wielkomiejskiego charakteru miasta wchodziło brukowanie i modernizacja innych ulic – przedłużono na północ przez Ogród Saski ulicę Marszałkowską, zrealizowano fragment zamierzonej alei Północ- Południe czy też połączono plac Krasińskich z Żoliborzem przez wiadukt nad torami. Ponadto powstało kilkanaście budynków szkolnych, a na Pradze ukończono budowę szpitala. Wybudowano również Muzeum Narodowe, halę targową na Żoliborzu, dokonano restauracji dawnego Arsenału i pałacu Blanka. Wybudowano Wisłostradę na odcinku Wybrzeża Kościuszkowskiego oraz pomiędzy Zamkiem a ulicą Krasińskiego na Żoliborzu.

Jednym z haseł, jakie bardzo przypadły do gustu opinii publicznej, a zostały wypowiedziane na początku kadencji Starzyńskiego, było: „Warszawa w kwiatach i zieleni”. Co prawda nie była to nowa inicjatywa prezydenta, a jedynie kontynuacja myśli jego poprzednika Kościałkowskiego, który wykupił dla miasta Lasek Bielański i Las Kabacki, jednak to Starzyńskiemu należy przypisać finalizację akcji darowizny terenów prywatnych na rzecz miasta w latach 1935-37. Otóż wielkość darowizn wyniosła 657 tys. m2 przy zakupach terenów w tym samym czasie na poziomie 600 tys. m2.

Dużym sukcesem prezydenta Starzyńskiego było wygranie przez władze miejskie procesu przeciwko francuskiemu Towarzystwu Elektryczności w Warszawie i uznanie przez sąd koncesji obcego kontrahenta za wygasłą. Tym samym Elektrownia Warszawska została przekazana miastu. W rzeczy samej działania Towarzystwa Elektrycznego słusznie określano jako „wyjątkowo wspaniały okaz oszustwa bilansowego”. Stwierdzono, że wkład towarzystwa w elektrownię wynosił 15 milionów, natomiast z kraju wywieziono kapitał wartości przeszło 185 milionów plus 23 miliony, jakie towarzystwo otrzymało w ramach rekompensaty strat wojennych.

Zobacz też:  ZMARTWYCHWSTANIE - śledztwo

Pomimo szeroko zakrojonych działań budowlanych i inwestycji Starzyński w swej polityce stanowczo nie zgadzał się z koncepcją angażowania się miasta w budownictwo mieszkaniowe. Uważał, że miasto ma co prawda obowiązek przygotowania terenów pod budowę, natomiast samo nie powinno prowadzić budowy, gdyż to doprowadziłoby do bankructwa.

Pomimo upływającego czasu Starzyński nie zaniedbywał troski o dobry pijar wokół swoich działań. I tak 28 marca 1936 r. prezydent otworzył wystawę zatytułowaną „Warszawa przyszłości”, wzbudziła ona ogromne zainteresowanie (ponad 4 tys. widzów dziennie). Jeszcze większy rozgłos zdobyła otwarta w październiku 1938 r. wystawa „Warszawa wczoraj, dziś i jutro”, na której pokazano imponujące zamierzenia inwestycyjne, takie jak budowa metra czy parku sportowego na Siekierkach.

W grudniu 1938 roku odbyły się wybory do warszawskiej Rady Miasta, w konsekwencji których do stuosobowej rady weszło 39 radnych z list wyborczych NGKS,[4] czyli niemal dwukrotnie więcej niż piłsudczycy zdobyli w 1927 roku. Oczywiście na wybory miała wpływ zmieniająca się sytuacja polityczna, nie ulega jednak wątpliwości, że wielu mieszkańców w ten sposób wyraziło uznanie dla prezydenta Starzyńskiego.

Wraz z wybuchem II wojny światowej rozpoczyna się heroiczny wątek w życiu Starzyńskiego, który okazał się niezłomny i pozostał na swym posterunku do samego końca. Jeszcze przed agresją niemiecką Warszawa została przygotowana do warunków wojennych. Spodziewając się bardzo trudnej sytuacji, zgromadzono zapasy umożliwiające pracę elektrowni i gazowni. Rozpoczęto budowę schronów i kopanie licznych okopów. Powołano Miejskie Zakłady Aprowizacyjne i przygotowano placówki obrony przeciwlotniczej, których komendantem został wiceprezydent Julian Kulski.
Niemieckie naloty na stolicę zaskoczyły całkowicie władze państwowe, które nie miały przygotowanego jakiegokolwiek planu działania na taką okoliczność. Postawione w trudnej sytuacji władze miejskie musiały polegać na własnych siłach – na polecenie Starzyńskiego powołano Pogotowie Techniczne.

Rząd Polski opuści stolicę 6 września, a w jego ślad poszły również instytucje centralne. Z głośników radioodbiorników rozbrzmiewało wezwanie płk. Romana Umiastkowskiego, aby mężczyźni opuszczali miasto. Wobec powyższych wytycznych Starzyński oświadczył, że im się nie podporządkuje i pozostanie w Warszawie. Z powodu nieobecności wcześniej ewakuowanej policji w stolicy szerzył się chaos, dlatego postanowiono utworzyć Straż Obywatelską pod komendą Janusza Regulskiego. Starzyński natomiast podporządkował sobie administrację państwową, a 8 września został mianowany Komisarzem Cywilnym Obrony Warszawy. Tego samego dnia podjęto decyzję o utworzeniu robotniczych batalionów obrony stolicy, a wkrótce ochotniczych batalionów pracy.[5] W czasie kampanii wrześniowej Starzyński był bardzo zaabsorbowany działaniami jako Komisarz Cywilny, w związku z tym 16 września podjął decyzję o przekazaniu urzędu prezydenta dotychczasowemu wiceprezydentowi Janowi Pohoskiemu. Jednocześnie został powołany Komitet Obywatelski, w którym znaleźli się przedstawiciele opozycji, Starzyński natomiast stał na czele Komitetu.

Najlepszym źródłem informacji o sytuacji na froncie były codzienne przemówienia radiowe Starzyńskiego, z których ostatnie wygłosił 23 września, mówiąc wówczas. „Chciałem, aby Warszawa była wielka… Dziś Warszawa, broniąc honoru Polski, jest u szczytu swej wielkości”. Osamotniona Warszawa nie mogła już oprzeć się niemieckiej nawałnicy, w związku z czym zapadła decyzja o kapitulacji. Sam Starzyński pomimo licznych próśb, by opuścił stolicę czy też się ukrył, odrzucał te opcje i działał jawnie. Wydawał dyspozycje umożliwiające działania konspiracyjne Służbie Zwycięstwu Polski, przekazując jej pieniądze, blankiety dowodów osobistych i polecając dokonanie odpowiednich zmian w aktach ewidencji ludności. Ponadto wziął udział w rozmowach kapitulacyjnych i ponownie przejął urząd prezydenta Warszawy, na którym przez krótki okres, bo do 27 października, był tolerowany przez hitlerowców. Jednak tego dnia Stefan Starzyński został aresztowany w swoim gabinecie, a informacje o jego dalszych losach i okolicznościach śmierci długo były przedmiotem badań historyków.[6]

Michał Farfos

Przypisy:

[1] Przed powołaniem Zyndrama-Kościałkowskiego na prezydenta miasta 3 marca została wymieniona niemal cała kadra Rady Miasta składająca się głównie z endeków; pretekstem dla rządu było nieuchwalenie budżetu.
[2] Rządy endecji w Warszawie zbiegły się z wielkim kryzysem. To skutkowało topnieniem finansów miejskich. W połączeniu z wadliwą strukturą i złą działalnością organów władz miejskich, którym brakowało myślenia długofalowego, sprawiło, że Warszawa bardzo straciła na znaczeniu.
[3] Artykuł ukazał się w „Kurierze Porannym”, przysparzając nowemu prezydentowi niemało sympatii.
[4] Narodowy Gospodarczy Komitet Samorządowy
[5] Inicjatorami powstania RBOS byli socjaliści, którzy jednak bez poparcia Starzyńskiego nie przepchnęliby tej decyzji.
[6] W dawnych publikacjach istniała opinia, jakoby Starzyński został wywieziony do Niemiec i umarł w nieznanych okolicznościach w obozie koncentracyjnym. Dzisiejsze badania negują ten pogląd i stwierdzają, że prezydent został zabity przez nazistów w Warszawie.

Artykuł ukazał się w magazynie “Idź Pod Prąd” nr 145-147 2016r.