25 kwietnia 2019

Z wizytą u Agaty i Mariana Kowalskich

Reportaż Telewizji Idź Pod Prąd. W wizytą w domu kandydata na Prezydenta RP: Agata i Marian Kowalscy.

Telewizja Idź Pod Prąd 2015


 {youtube}D6VPpvtZaS4{/youtube}

 

Reportaż Telewizji Idź Pod Prąd. W wizytą w domu kandydata na Prezydenta RP: Agata i Marian Kowalscy.

Telewizja Idź Pod Prąd 2015

PO CO DZIŚ BUDOWAĆ ARKĘ?

PO CO DZIŚ BUDOWAĆ ARKĘ?

Z Kenem Hamem, twórcą Muzeum Kreacjonizmu w Kentucky i budowniczym arki, rozmawia Paweł Chojecki.

 

Ken Ham, budowniczy arki, przegląda miesięcznik idź Pod Prąd

 

Paweł Chojecki:  Jaki był Pana główny cel przy tworzeniu Muzeum Kreacjonizmu?

Ken Ham:  W Australii byłem nauczycielem przyrody w szkole państwowej. Odkryłem, że wszyscy moi uczniowie uważali, że nie można ufać Biblii właśnie ze względu na to, czego są uczeni o ewolucji. Myśleli, że ewolucja jest faktem.

Ponieważ istnieją tylko ewolucjonistyczne muzea, zdecydowaliśmy się ponieść ciężar budowy muzeum kreacjonistycznego, byśmy mogli powiedzieć młodym ludziom prawdę. Ale to nie wszystko. Kiedy zacząłem przemawiać w kościołach, dowiedziałem się, że większość chrześcijan uważa, iż można wierzyć w ewolucję i w miliardy lat wieku Ziemi. Nie rozumieli, jak ważna jest wiara w dosłowność Księgi Rodzaju, że na niej opierają się wszystkie nasze doktryny i treść Ewangelii. Nie rozumieli, że jeśli przyjąć, iż śmierć, choroby oraz zabijanie, które widać w zapisie kopalnym, działy się miliony lat przed człowiekiem, to jest to atak na charakter Boga. Mamy wtedy rozlew krwi przed upadkiem, a Biblia mówi, że bez przelania krwi nie ma odpuszczenia grzechów. Uznaliśmy więc, że powinno powstać takie muzeum, które przemawiałoby zarówno do chrześcijan, jak i ludzi niewierzących. (...) Celem tego projektu jest więc z jednej strony wyposażyć wierzących w odpowiedzi, z drugiej zaś strony postawić niewierzących wobec kwestii prawdziwości Słowa Bożego. Biblijna historia jest prawdziwa, więc prawdziwa jest także Ewangelia oparta na tej historii.

Czy zechciałby Pan skomentować twierdzenie, że współczesne nauki przyrodnicze ze swoim naturalistycznym założeniem wstępnym są rodzajem religii?

Jedną z rzeczy, którą pomagamy ludziom zrozumieć, jest to, że słowa „nauka” używa się w taki sposób, aby urabiać ludzi. Ma tu miejsce zjawisko zwane „przynętą z zamianą”. Na przykład w amerykańskich i australijskich podręcznikach, kiedy mówi się o nauce, choćby w kontekście technologii wizualnych czy samolotów, używa się słowa „nauka”. Potem jednak to samo słowo „nauka” jest używane, kiedy mowa o ewolucji od cząsteczki do człowieka. W ten sposób próbuje się wmówić młodemu pokoleniu, że jeśli nie wierzy w ewolucję od cząsteczki do człowieka, to odrzuca również współczesną technologię. A to po prostu nieprawda. Musimy wyjaśniać ludziom, że są dwa rodzaje nauki. Pierwszy to nauka obserwacyjna. Opiera się na tym, co odbieramy naszymi pięcioma zmysłami i umożliwia postęp technologiczny. Drugi rodzaj to nauka historyczna, czyli wiedza i przekonania na temat przeszłości. Pochodzenie gatunków to zupełnie inny rodzaj wiedzy niż wiedza związana z technologią budownictwa. Musimy więc wyjaśniać tę różnicę.  Kiedy w podręcznikach szkolnych definiuje się naukę i twierdzi, że wszystko można wyjaśnić procesami naturalnymi, kto o tym decyduje? Ci sami ludzie, którzy twierdzą, że powstanie życia to efekt procesów naturalnych. Rzeczywiście, to jest religia. W tym sensie ewolucja od cząsteczki do człowieka to religia.

Słyszymy często głosy niewierzących, że kreacjonizm jest antynaukowy, ale my nie tylko nie jesteśmy przeciw nauce, my ją bardzo lubimy. Mamy kilku doktorów nauk przyrodniczych w naszej organizacji. Sam byłem nauczycielem przyrody i jednocześnie kreacjonistą. Kocham nauki przyrodnicze. Ludzie ci patrzą jednak na to, że odrzucamy ich naturalistyczny pogląd na pochodzenie gatunków i dlatego twierdzą, że jesteśmy antynaukowi. My na to: „Nie, my tylko nie zgadzamy się z waszymi twierdzeniami w dziedzinie nauki historycznej”. A nauka obserwacyjna? Każdy może jej użyć do rozwijania technologii. Ważne jest więc nauczanie we właściwy sposób.

 

Ekipa idź Pod Prąd z Kenem Hamem podczas megakonferencji „Answers in Genesis” w Kentucky

na zdj. Kornelia Chojecka, Eunika Chojecka, Paweł Chojecki, Ken Ham, Maciej Stadnicki, Tomasz Mróz

 

Jesteście w trakcie budowy pełnowymiarowej drewnianej arki Noego. Jakich owoców spodziewa się Pan po tym przedsięwzięciu?

Budujemy arkę, ponieważ wielu ludzi uważa dzisiaj, że Boże Słowo jest nieprawdziwe i nigdy nie było potopu. Uważam, że oprócz krzyża, arka jest największym symbolem idei zbawienia. Bóg osądził zło człowieka w czasach Noego, który zbudował arkę – to obraz tego, co zrobił Jezus. W arce były jedne drzwi, i jak każdy z rodziny Noego musiał przez nie wejść, aby się uratować, tak i my. Jezus powiedział o sobie, że jest drzwiami.

Słyszę dziś pytania, jak to było możliwe, że Noe pomieścił tyle zwierząt w arce. Ludzie mówią, że to nie mogło się wydarzyć i że nie ma dowodów na potop. Przecież, mówią, jeśli potop był rzeczywiście, to powinno znajdować się miliardy martwych zwierząt po całym świecie. I tak właśnie jest: zapis kopalny to cmentarzysko potopu. Budujemy arkę Noego w oryginalnym rozmiarze i będzie to największa drewniana konstrukcja na świecie: 153 metry długości, 25 metrów szerokości, wysoka na 15 metrów. Przeprowadziliśmy badania, z których wynika, że arkę odwiedzi ponad dwa miliony ludzi rocznie, zarówno chrześcijan, jak i niewierzących. Kiedy ci ludzie będą przechodzić przez 132 pomieszczenia wystawowe w arce, będą konfrontowani z prawdami Słowa Bożego, że opisane w nim wydarzenia, takie jak potop, rzeczywiście miały miejsce. Jezus używa Noego jako znaku dla ludzi: „Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego”. Arka będzie więc znakiem dla świata, atrakcją na skalę światową - pokazującą prawdę Słowa Bożego

i stawiającą ludzi wobec ewangelii, obrazującą, że aby być uratowanym, trzeba przejść przez drzwi. A ponieważ arka Noego i potop są znane na całym świecie, o potopie są wszędzie legendy, miejsce to przyciągnie ludzi z każdego zakątka świata. Ludzi fascynuje ten temat, a my użyjemy go, aby pokazać, że Bóg zamierza osądzić świat ponownie, tym razem przez ogień, ale jest arka zbawienia, Jezus Chrystus, i do tej arki ludzie muszą przyjść.

Będziemy modlić się o te owoce. Dziękuję za poświęcony czas.

 

Zachęcamy do obejrzenia całości wywiadu na youtube.com/idzpodprad

Wesprzyj ten projekt - szczegóły na  arkencounter.com

 

 

 

 

 

 

idź Pod Prąd nr 132-134, lipiec-wrzesień 2015

 


Jonny Daniels on #IPPTV: We have to stand up against these pro-Russian trolls.

Eunika Chojecka: Thank you for being with us. And we’re having a special guest. The founder and the president of From the Depths Foundation,...

z Andrzejem Turczynem rozmawia Tymoteusz Chojecki

 

Jaki cel przyświeca działaniu ROMB?

 

W naszym kraju zdeprecjonowane zostały pojęcia odpowiedzialności i wolności oraz wiedza o broni. Przez dziesięciolecia wtłaczano Polakom do głowy, że człowiek z bronią to dobry milicjant, a cywil z bronią to zagrożenie dla porządku i bezpieczeństwa. Jako Polacy wciąż tkwimy w takim systemie myślenia. W Polsce dopiero od marca 2011 roku istnieją racjonalne zasady dostępu do broni palnej. Ruch Obywatelski Miłośników Broni to społeczna organizacja, która powstała w 2011 roku. Powołanie do życia naszego stowarzyszenia ściśle związane było z uchwaleniem przez Sejm zmian w ustawie o broni i amunicji. ROMB to organizacja, która dąży do zwalczania złych stereotypów dotyczących posiadacza broni. Chcemy, aby istniały w Polsce przejrzyste i racjonalne zasady dostępu do broni palnej. Aktualnie podstawowe zadanie to przełamanie policyjnego bezprawia w stosowaniu przepisów prawa o broni i amunicji. Trzeba było spędzić półtora roku w sądach różnych instancji, aby zmusić Komendę Główną Policji do tego, by zechciała czytać przepis tak, jak jest napisany. Od zwycięstwa w sądach w 2013 r. musimy borykać się z ciągłymi zakusami unicestwienia zmian z 2011 roku. Od 2011 roku przepisy wyłączają to, co nazywamy uznaniowością. Komenda Główna Policji tę uznaniowość chce posiadać za wszelką cenę. Początkowo przez wulgaryzację prawa, a teraz przez dążenie do zmian przepisów. Wreszcie za cel stawiamy sobie uświadamianie i przekonywanie społeczeństwa do tego, że broń w rękach praworządnego i zdrowego psychicznie Polaka nie stanowi zagrożenia dla porządku i bezpieczeństwa. Prowadzimy akcję „Broń dla ochrony miru domowego”. Jest to w pewnym sensie akcja edukacyjna. Za cel stawiamy sobie dążenie do standardów europejskich. W Polsce mamy 1 egzemplarz broni palnej na 100 mieszkańców, a średnia europejska to ponad 30 egzemplarzy broni na 100 mieszkańców.

 

Czy jest szansa, by ROMB odgrywał w Polsce podobną rolę, jak NRA w USA?

 

Mam wrażenie, że nigdy ich nie dogonimy. Chciałbym jednak, aby ROMB pojawił się w powszechnej świadomości społecznej, to krok pierwszy. Chciałbym, aby ROMB był stowarzyszeniem powszechnym. Można być członkiem ROMB bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Chciałbym, aby ROMB był jak NRA „wyborcą”. W Ameryce wskazanie przez NRA polityka palcem powoduje poważne konsekwencje. To jest potrzebne także w Polsce i do tego dążymy. To jest potrzebne nie tylko sprawie broni palnej, ale i polskiej demokracji. Aktualnie politycy nas lekceważą, ale to jednak nie musi być sytuacja trwała. Mamy wielki deficyt społecznego wpływu na to, co robią politycy. Mam nadzieję, że za jakiś czas polski ROMB, jak amerykańskie NRA, będzie mógł mówić, kto jest politykiem dobrym, a kto złym.

 

Czego się Pan spodziewa po trwającej obecnie akcji billboardowej?

 

Około rok temu przygotowałem projekt zmiany w ustawie o broni i amunicji. Celem było wprowadzenie kategorii pozwolenia na broń dla ochrony miru domowego. Projekt rozesłany został do posłów i senatorów. Widzę jednak, że trzeba wywołać społeczną dyskusję. Taki cel ma ta akcja przynieść. Chcemy przez billboardy i hasła na nich zamieszczone sprowokować do dyskusji społecznej. Dotychczas medialna dyskusja o broni zdominowana była przez kilka osób, które opowiadały nieustannie te same głupoty. Czas to przerwać i przejść do dyskusji merytorycznej.

 

Czy liberalizacja dostępu do broni palnej umożliwi Polakom budowanie lepszej przyszłości? Przecież stosunkowo duże nasycenie bronią mają kraje arabskie czy afrykańskie, a nie widać tam zmian w dobrym kierunku. Na przykład takie kraje, jak Irak, Angola, Libia, RPA mają jedne z najwyższych wskaźników posiadania broni na świecie.

 

Broń jako sposób na umożliwienie Polakom lepszej przyszłości? Hm… tak bym nie powiedział. Posiadanie broni może spowodować kilka skutków, które w jakiś sposób mogą wpływać na lepszą przyszłość Polaków. Broń to wzmożona odpowiedzialność. Obcowanie z bronią powoduje wzrost indywidualnej odpowiedzialności. To jest zjawisko stwierdzone przez naukowców. Polacy zaś to społeczeństwo rozprzężone. Powiedziałbym nawet, że w jakiejś części zdemoralizowane. Uzyskanie prawa do posiadania broni przez tę część Polaków, która nie uległa jeszcze procesowi społecznej destrukcji, może spowodować powstrzymanie procesu rozkładu społecznego. Broń w rękach praworządnego i zdrowego psychicznie człowieka to podniesienie poziomu bezpieczeństwa. ROMB postuluje rozszerzenie prawa do posiadania broni tylko dla takich obywateli. To kolejny skutek, który może wpływać na lepszą przyszłość Polaków. Bezpieczeństwo indywidualne i zewnętrzne to stan konieczny dla rozwoju kraju. Drugiej Szwajcarii nie zbudujemy, ale nie możemy pomijać milczeniem tego, jakie skutki dla bezpieczeństwa Szwajcarii przynosi posiadanie broni przez Szwajcarów. Społeczeństwo słabe prowokuje, społeczeństwo silne odstrasza. Si vis pacem, para bellum - to prawda znana od wieków i jej działanie trzeba w Polsce przypomnieć. To, czy Polacy będą mieli łatwiejszy dostęp do broni palnej, czy nie, nie zmieni tego, że ta zasada działa. Albo wyciągniemy z niej należyte wnioski, albo jej działanie będzie miało dla nas zgubne skutki. Wskazane w pytaniu kraje w żaden sposób nie mogą być porównywane do nas. Tam broń trafia do każdego: bandyty, terrorysty, praworządnego. ROMB nie postuluje powszechnego dostępu do broni palnej. Uważamy, że broń powinna być dostępna wyłącznie dla praworządnego i zdrowego psychicznie człowieka. Posiadaniu broni muszą towarzyszyć wartości, wartości z cywilizacji nazywanej dotychczas judeochrześcijańską.

 

 

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze "idź Pod Prąd".

Magazyn znaleźć można w kioskach RUCH, Garmond i EMPiK.

 

 

 

 

 

 

 

idź Pod Prąd, luty 2015


Jonny Daniels w Idź Pod Prąd: Musimy sprzeciwić się prorosyjskim trollom!

Eunika Chojecka: Jest pan polskim Żydem, człowiekiem w Polsce szczególnym, założycielem i prezesem Fundacji From The Depths. Był pan spadochroniarzem w armii izraelskiej, doradcą...

GENESIS 3D: Kinowy film o stworzeniu! Ralph Strean, reżyser/Film about creation! Director for IPP...

Wywiad z Ralphem Streanem, reżyserem i producentem filmu GENESIS 3D, pełnometrażowego obrazu przedstawiającego biblijną relację ze stworzenia. Strean to chrześcijański filmowiec, który pracował m.in. w Disney i EA Games. Dzisiaj współpracuje z Creation Today Erika Hovinda, założył chrześcijańskie studio filmowe Sevenfold Films. Wesprzyj telewizję Idź Pod Prąd: http://idzpodprad.pl/wsparcie


{youtube}zPcs1XAvn_0{/youtube}

 

Wywiad z Ralphem Streanem, reżyserem i producentem filmu GENESIS 3D, pełnometrażowego obrazu przedstawiającego biblijną relację ze stworzenia. Strean to chrześcijański filmowiec, który pracował m.in. w Disney i EA Games. Dzisiaj współpracuje z Creation Today Erika Hovinda, założył chrześcijańskie studio filmowe Sevenfold Films. Wesprzyj telewizję Idź Pod Prąd: http://idzpodprad.pl/wsparcie
Polub nas na Facebooku: http://facebook.com/idzpodprad
www.facebook.com/knplublin

Wejdź na:
genesismovie.com
creationtoday.org

 

Interview with Ralph Strean, director and producer of GENESIS 3D Movie, full length film presenting the biblical account of creation. Strean is a Christian filmmaker who worked e.g. for Disney and EA Games. Today he works with Eric Hovind's Creation Today and founded Sevenfold Films, a Christian film studio .

Support Go Against the Tide TV: http://idzpodprad.pl/wsparcie
Like us on Facebook: http://facebook.com/idzpodprad
www.facebook.com/knplublin

Visit:
genesismovie.com
creationtoday.org

BYŁ MISTRZEM PUENTY I ABSURDU

Iwona Gacparska, w rozmowie z Marzeną Chojecką

Marzena Chojecka: Jak Pani się czuje w roli organizatora wystawy kogoś tak dla Pani bliskiego?


Iwona Gacparska: No cóż...to nieustanna podróż wstecz, taka fala wspomnień. Towarzyszą mi skrajnewręcz emocje, zwłaszcza przy doborze prac męża. Gdy je przeglądam, wracają wspomnienia, a co za tym idzie i uśmiech, i łzy, i nostalgia, i radość. Taka mieszanka wybuchowa - jak to w życiu. Ale jestem szczęśliwa i dumna, bo organizowanie takiej wystawy to nie lada wyzwanie.  Sprostałam zadaniu. To w tej chwili „polecenie odgórne” - od męża , z Tamtej Strony. A odgórnych poleceń  nie lekceważy się i trzeba je wykonać najlepiej na świecie.  Mam poczucie spełnienia i ogromnej satysfakcji. Dziękuję przy okazji wszystkim osobom, które przyczyniły się do realizacji moich zamierzeń i wsparły mnie w moich działaniach. Przede wszystkim największe podziękowania należą się grafikowi, który opracował całą wystawę, folder, plakat, zaproszenie. To pan Marcin Ozga. Dziękuję mu bardzo za pomoc, ogromne zaangażowanie, kreatywność. Bez niego tej wystawy po prostu by nie było.

Czego dotyczyć będzie wystawa? Czy będzie to przegląd całej twórczości Męża?


Ta wystawa to niewielki fragment twórczości mojego męża. To rysunek satyryczny- w bieli i czerni, w piórku i tuszu, jak przystało na klasyka gatunku. Tematem jest to, co nas otacza na co dzień – absurdy szarej rzeczywistości, urzędnicza machina z nieludzką twarzą, problemy artystów i polityczny trud. Takie nasze polskie „piekiełko”. A wszystko z dosadnością, dobrym dowcipem i trafną puentą, bo właśnie w tym mój mąż był mistrzem. Niekwestionowanym.

Co najbardziej motywowało Pani Męża do twórczości?

Motywacją była rzeczywistość, ludzie, którzy ją tworzą, my sami. Gdy przeglądamy rysunki męża, to tak naprawdę widzimy samych siebie – własne wybory, bezsensowność wielu urzędniczych poczynań, bolączki i słabości otaczającego nas świata. A wszystko po to, by uświadomić, że to my sami kreujemy naszą polską rzeczywistość, tylko od nas samych zależy, w jakim świecie będziemy żyć. Mój Mąż - poprzez satyryczną kreskę - zmuszał do myślenia, do zastanowienia się, do uświadomienia  sobie, w jakim świecie żyjemy. Wzbudzał śmiech, choć nierzadko był to śmiech przez łzy.

Co było największą pasją w jego życiu?


Jego pasją była historia - szczególnie ta najnowsza. I teatr. Mąż był przecież karykaturzystą i rysownikiem, ale także, a może przede  wszystkim, scenografem, plakacistą, przyjacielem aktorów. Sama jestem aktorką, więc w domu wciąż rozmawialiśmy o sztuce. To była taka odskocznia od otaczającego, nieżyczliwego artystom świata. W tej materii mąż spełniał się na całego! Uwielbiał scenę, magię teatru, dobry kabaret w klasycznym wydaniu, podziwiał aktorski kunszt kolegów. Hmmm..., mnie nazywał swoją Meryl Streep.

Jakim był człowiekiem?

Był szalonym artystą, pełnym pomysłów i planów. Uwielbiał ludzi, z którymi chętnie i często się spotykał. Rozmowy z nimi sprawiały mu ogromną przyjemność, bo to właśnie z tych rozmów wyłuskiwał to, co najpiękniejsze i najbardziej wartościowe. Do wielu osób zwracał się: mój przyjacielu – moja przyjaciółko. Życie brał garściami. Był radosnym człowiekiem, duszą towarzystwa. Ale najpiękniejszą jego cechą była dobroć serca, ogromna miłość do rodziny, szacunek do prawdy i hołdowanie wartościom chrześcijańskim. To był priorytet. Niepodważalny. I do tych właśnie rzeczy podchodził bezkompromisowo.

Co Pani najbardziej pomogło przetrwać ten trudny czas choroby i śmierci Męża?


Modlitwa i przyjaciele. Wiara nie pozwalała mi upaść na duchu, nadzieja dawała światło na każdy kolejny dzień. To był niewyobrażalnie ciężki czas – czas, w którym cieszyłam się każdą sekundą spędzoną z mężem, każdym ułamkiem codzienności. Moment przechodzenia męża na Drugą Stronę to dla mnie ogromna trauma, każdy dzień choroby to ból i cierpienie ciała i duszy. Mimo to ufałam, modliłam się, rozmawiałam z Bogiem, choć nie zadawałam pytań. Pytania przyszły po śmierci męża i pozostały bez odpowiedzi. To wszystko uważam dziś za Boży Plan, a skoro Boży, to pewnie najlepszy. Ufam i wierzę, że miało to widocznie najgłębszy sens. Choć tak po ludzku ciężko to zrozumieć. Szczególnie wieczorami, gdy cisza bardzo dokucza i nie ma już męża obok mnie.

Jakie są Pani plany na przyszłość w związku z upamiętnianiem twórczości Męża?


Obrałam sobie chyba najlepszą drogę na najbliższy rok, a może i dłużej. To propagowanie twórczości męża w całej okazałości. Wyjazdy z wystawą, spotkania z ludźmi, prezentowanie jego myśli, poglądów, prac. W lutym odbędzie się w Teatrze Polskim w Szczecinie benefis poświęcony mojemu mężowi, potem wystawa w szczecińskim Liceum Plastycznym, które ukończył, dalej Międzynarodowy Dzień Teatru i w czerwcu coś wyjątkowego – kolejna wystawa plenerowa, ale tym razem w innym miejscu.  Trzymam to jeszcze w sekrecie. To taka niespodzianka, na później. Ważne, bym pokazała wszechstronność twórczości męża, jego piękno, ale i trafny humor, inteligentny dowcip, taki skłaniający do przemyśleń....

Dziękuję za rozmowę.

Zaproszenie

Iwona Gacparska
i Prezydent Miasta Szczecin
Piotr Krzystek

mają zaszczyt zaprosić
na jubileuszową wystawę
rysunku satyrycznego

KRESKĄ GACPARSKIEGO

Otwarcie wystawy odbędzie się:
13 września 2013r., godz. 17.00
Szczecin, Jasne Błonia (okolica fontanny)

Wernisaż wystawy:
13 września 2013r., godz. 18.00
Retauracja Szczecin, ul. Felczaka 9

Podczas wernisażu wystąpi
zespół AFTER BLUES
oraz aktorzy scen szczecińskich


Arkadiusz Gacparski - plakacista, karykaturzysta, rysownik.

W ciągu 30 lat pracy artystycznej stworzył osobliwą galerię, stając się kronikarzem najistotniejszych wydarzeń regionu i Polski. Jego rysunki to niepowtarzalny talent, oryginalna kreska, trafna puenta absurdu.

Od młodzieńczych lat wzorował się na kresce Szymona Kobylińskiego, którego zawsze uważał za swojego Mistrza. Jednak z lat młodości najmilej wspominał „audiencję” u Eryka Lipińskiego - założyciela Muzeum Karykatury i Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury. Eryk Lipiński powiedział mu tak: „Jesteś młody. Teraz wskoczyłeś do tego naszego tramwaju. Będziesz się przesuwał powoli do przodu i jestem pewien, że znajdziesz w nim miejsce siedzące”.

Znalazł i pozostawił po sobie tak wiele...


Homolobby vs chrześcijanie w USA/Dr. Mohler: Homosexual lobby vs Christians in the US

Wywiad z prof. R. Albertem Mohlerem - rektorem The Southern Baptist Theological Seminary - największego, ewangelikalnego seminarium na świecie.

Interview with Dr. R. Albert Mohler - president of The Southern Baptist Theological Seminary, the largest evangelical seminary in the world.


 {youtube}JtjAAp7sWf0{/youtube}

 

Wywiad z prof. R. Albertem Mohlerem - rektorem The Southern Baptist Theological Seminary - największego, ewangelikalnego seminarium na świecie.

Interview with Dr. R. Albert Mohler - president of The Southern Baptist Theological Seminary, the largest evangelical seminary in the world.

Chrześcijanin a broń: P. Chojecki w Radiu Centrum, #jestemchrzescijaninem

Czy chrześcijanin to znaczy pacyfista? Pastor Paweł Chojecki z Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie (knp.lublin.pl) został zaproszony do studia Radia Centrum, aby opowiedzieć o akcji KNP na Facebooku: #jestemchrzescijaninem: facebook.com/IamAChristianPL


{youtube}mDgr3Ff7tg4{/youtube}

 

Czy chrześcijanin to znaczy pacyfista? Pastor Paweł Chojecki z Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie (knp.lublin.pl) został zaproszony do studia Radia Centrum, aby opowiedzieć o akcji KNP na Facebooku: #jestemchrzescijaninem: facebook.com/IamAChristianPL

W hołdzie ofiarom Roseburga oraz wszystkim, którzy zostali zabici za wierność Jezusowi.
Akcja zapoczątkowana w USA przez kandydata na prezydenta Dr. Bena Carsona.
Włącz się do akcji #jestemchrzescijaninem. Prześlij swoje zdjęcie!

Honoring the victims from Roseburg and everyone who was killed for being faithful to Jesus. #IamAChristian
A campaign launched in the USA by Republican presidential candidate Dr Ben Carson.
Join us: facebook.com/IamAChristianPL Send a photo!

NIE CHCĘ BYĆ GŁUPCEM

 Kiedy Benjamin Carson był w piątej klasie, uchodził w szkole za „bałwana”. Koledzy i nauczyciele zakładali z góry, że Ben z całego sprawdzianu na ani jedno pytanie nie odpowie dobrze.Miał tak gwałtowne usposobienie, że atakował inne dzieci przy najmniejszej prowokacji, a nawet swoją matkę. „Było bardzo prawdopodobne, że szybko skończę w więzieniu, domu poprawczym albo w grobie” - wspomina.

Ale Benjamin Carson zmienił bieg swojego życia. Ukończył szkołę z wyróżnieniem, poszedł na Uniwersytet Yale i do szkoły medycznej. W wieku 32 lat został ordynatorem Oddziału Neurochirurgii Dziecięcej w Centrum Dziecięcym Johna Hopkinsa w Baltimore. Jest znany na całym świecie jako pionier w swojej dziedzinie. Operując z powodzeniem w 1987 roku Patrika i Benjamina Binderów, syjamskie bliźnięta złączone główkami, dokonał czegoś, co nie udało się żadnemu z poprzedników.

Poprzez swoje książki i wykłady dr Carson chętnie dzieli się historią swojego sukcesu z młodymi ludźmi. Mówi: „Macie możliwość kontrolować swoje przeznaczenie, jeśli zechcecie włożyć odpowiednią ilość czasu i wysiłku”. „Myśl z rozmachem” – to inne jego słowa, które powtarza młodym ludziom.

Spotkaliśmy się w małej sali konferencyjnej w jego biurze w szpitalu Johna Hopkinsa:

Joel A. Freeman: Kiedy po raz pierwszy uświadomiłeś sobie, że chcesz robić to, co robisz teraz?

Dr Ben Carson: Pamiętam chwilę, kiedy po raz pierwszy zapragnąłem być lekarzem. To było w kościele, słuchałem nauczania o lekarzu misjonarzu. Pomimo że ten człowiek był w niebezpieczeństwie, wciąż z wielką troską opiekował się ludźmi. Wydało mi się wtedy, że leczenie może być także moim powołaniem. Zmieniałem tylko specjalizację. Od lekarza misyjnego, przez psychiatrę, do neurochirurga. Kiedy zostałem neurochirurgiem, pomodliłem się mniej więcej tak: „Panie, czuję, że chcesz, abym docierał do ludzi. Wiesz, że neurochirurdzy spędzają większość czasu w laboratoriach i nie mają wiele kontaktu ze społeczeństwem. Ty możesz mi pomóc mieć wiele kontaktów z innymi. Wiem, że możesz zrobić to wszystko, pomimo że jestem neurochirurgiem. Oddaję to w Twoje ręce”. I oczywiście Bóg dał mi o wiele większy zasięg, niż mógłbym mieć jako misjonarz.

Ile wtedy miałeś lat, gdy słuchałeś tego przełomowego dla ciebie kazania?

Miałem osiem lat. Od tamtej chwili zacząłem myśleć o medycynie. Nigdy tak naprawdę nie rozważałem innej możliwości. Nawet w okresie, kiedy byłem okropnym studentem, ciągle wiedziałem, że będę lekarzem. W jakiś magiczny sposób miałem zostać lekarzem.

Odwiedzałeś bibliotekę? Czytałeś książki na ten temat? Czy jakieś książki wpłynęły na ciebie w tym wczesnym okresie?

Kiedy byłem słabym uczniem, mama wyłączała telewizor i kazała mi czytać. Jedną z pierwszych książek, jakie przeczytałem, było „Up From Slavery” - autobiografia Bookera T. Washingtona, który, mimo że urodził się niewolnikiem, nauczył się czytać. Czytał wszystkie książki, jakie mógł zdobyć, i w końcu został doradcą prezydentów. Zacząłem więc czytać książki o zwierzętach, o nauce. Zaciekawiła mnie sama idea nauki, matematyki i technologii. W szkole wyższej zaangażowałem się w organizację targów naukowych, zacząłem pracować w laboratorium. Zwróciłem się zdecydowanie w tę stronę. Ale miałem też inne zainteresowania. Grałem w szkolnym zespole - całkiem nieźle grałem na rogu barytonowym. Wygrałem stypendium w Interlaken - prestiżowy obóz muzyczny. Byłbym pierwszym uczniem naszej szkoły, który tam pojechał. Dzień po ogłoszeniu wyników kierownik zespołu przyszedł do mnie i powiedział (pomimo że dla niego też byłby to powód do dumy): „Nie przyjmuj tego.Kiedyś będziesz wielkim lekarzem. Nie chciałbym, byś osłabił swoją wizję przez to stypendium”. Uważam, że wszystko, co do tamtej pory przeczytałem, stworzyło we mnie mentalność, której potrzebowałem, by podjąć tę decyzję. Zrozumiałem, że osobą, która ma najwięcej do powiedzenia o tobie i twojej przyszłości, jesteś ty. Nie możemy za nasze decyzje obwiniać innych ludzi ani zrzucać odpowiedzialności na okoliczności zewnętrzne. Jesteś tylko ty i to, co wybierzesz.

W jaki sposób regenerujesz siły, jak znajdujesz czas na odpoczynek w swoim szaleńczym, gorączkowym harmonogramie?

Regeneracja przychodzi z umiejętnością relaksu. Zaczyna się w drodze do domu. Jak wiesz, mieszkamy na wsi. To bardzo odprężające - jazda wśród pastwisk, widok koni i wszystkiego po drodze. Nie przynoszę pracy do domu. Przychodzę do domu i odpoczywam. Gram w bilard z żoną, oglądam wiadomości, patrzę, co się dzieje. I oczywiście co dzień przed snem czytam Biblię.

Czy w twoim życiu zaszły jakieś niewyjaśnialne zdarzenia, czy możesz nam coś o tym opowiedzieć?

Jest wiele niewyjaśnionych zdarzeń w moim życiu... kiedy spojrzę na swoją karierę. Miałem wiele jedynych w swoim rodzaju przeżyć, jedno wyjątkowe zdarzenie następowało za drugim. To bardzo szybko sprawiło, że stałem się znany. Szczerze mówiąc, nie sądzę, że jestem dużo lepszy od innych neurochirurgów. Wygląda to tak, jakby karty zostały ułożone na moją korzyść. Wyniknęły różne niesłychanie wyjątkowe sprawy i trudne przypadki, a ja byłem we właściwym miejscu o właściwym czasie. Doświadczyłem pomocy ze strony dobrych ludzi i organizacji. Czuję, że może to wszystko stało się, by dać mi możliwość robienia wspanialszych rzeczy niż te, które mógłbym kiedykolwiek osiągnąć w sali operacyjnej - zmieniać życie ludzi.
W tym roku przemawiałem na dwunastu ceremoniach ukończenia studiów. Siedem z nich odbyło się w szkołach medycznych. Mam możliwość wpływania na życie wielu ludzi -  także na poziomie szkół podstawowych i średnich - przez nasze programy stypendialne, czytelnie i częste publiczne wykłady. Mam mnóstwo okazji, by wywierać pozytywny wpływ na społeczeństwo. Myślę, że wszystkie te rzeczy musiały się wydarzyć, abym zyskał wiarygodność, żeby móc robić inne rzeczy, działać jeszcze więcej.

Joel A. Freeman: Opisz siebie w najwyżej pięciu słowach.

Dr Carson: Nadzwyczaj wdzięczny Bogu.

Jaką rolę pełni wdzięczność w twoim życiu?

Dla mnie wdzięczność oznacza, że każdego dnia, każdej godziny zamiast narzekać, zamiast mówić, jaki jestem biedny, i zamiast myśleć o problemach, jakie mogę napotkać - jestem wdzięczny. Po prostu mówię sobie: „Co z tego, że mam dziurawą oponę, przynajmniej mam samochód. (śmiech) Co z tego, że jestem głodny, jeśli wiem, że jest miejsce, gdzie mogę pójść i zjeść? Naprawdę, nie ma znaczenia, jaki problem napotykam, bo zawsze mogłoby być znacznie gorzej. To jest postawa, jaką daje wdzięczność. Daje mentalność „szklanki do połowy pełnej”. To utrzymuje umysł w pozytywnym nastawieniu. A kiedy masz pozytywne nastawienie, możesz je przekazywać innym.

Kiedyś powiedziałeś mi, że masz najwspanialszą pracę na świecie, która utrzymuje cię w równowadze i daje ci właściwą perspektywę.

Jest jedna wspaniała rzecz w byciu doktorem (szczególnie neurochirurgiem dziecięcym). Kiedy wychodzę z gabinetu na obchód, rozmawiam z ludźmi, którzy przeżywają niewyobrażalne problemy, widzę, jaki to ma wpływ na ich rodziny, patrzę z ich perspektywy i uświadamiam sobie, że ja nie mam żadnych problemów. W porównaniu z tymi ludźmi naprawdę nie mam żadnych problemów. To uderzyło mnie już wtedy, gdy byłem stażystą w szpitalu Johna Hopkinsa. Wychodziłem na oddział i widziałem przeróżnych ludzi - księcia, koronowanego króla jakiegoś kraju, prezesa dużej organizacji, dyrektora popularnej firmy - umierających na jakąś złośliwą chorobę i zdających sobie sprawę, że oddaliby pieniądze i wszystkie tytuły w zamian za zdrowie. Kiedy jesteś skonfrontowany z bólem w życiu innych ludzi, naprawdę uświadamiasz sobie, jak niesamowicie jesteś szczęśliwy, szczególnie kiedy masz dobre zdrowie.

Jakie było najtrudniejsze pytanie, które ci zadano? Jak odpowiedziałeś wtedy i jak odpowiedziałbyś, gdyby zadano ci je teraz?

Ludzie zadają mi mnóstwo pytań. Jednym z najtrudniejszych jest pytanie o mój pogląd na aborcję. Teraz nie jest poprawne politycznie być przeciw aborcji, bo każdy chce mieć swoje prawa, włączając w to prawo kobiety do zakończenia życia dziecka. To trudne pytanie, bo ludzie mają tendencję do trwania przy swojej opinii. Na pytanie o aborcję tak odpowiadam: „Czy ono żyje? Weź endoskop, zajrzyj do macicy w 20 tygodniu ciąży i zobaczysz maleńkie stworzenie, ruszające się - reagujące na bodźce, mające oczy, usta, małe paluszki, jego serce bije, dzieje sie mnóstwo rzeczy. Powiedz mi, że to nie jest żywy organizm”. Wielu ludzi mówi: „Zgadzam się z tobą. Też uważam, że to jest złe i nigdy nie wykonałabym aborcji, ale nie uważam, że mam prawo narzucać swoje przekonania innym ludziom”. To może być odpowiedź, ale wyobraźcie sobie, że abolicjoniści myśleliby w ten sposób w XVIII i XIX wieku. Wyobraźcie sobie, że mówiliby: „Nie będę posiadał niewolników, uważam, że niewolnictwo jest złe, ale jeśli ty chcesz mieć niewolników... to w porządku”. Jeśli abolicjoniści mieliby taką postawę, gdzie byśmy teraz byli? Musimy mierzyć się z tymi wielkimi moralnymi problemami, a aborcja jest ważnym problemem dla naszego pokolenia. Nie można po prostu schować głowy w piasek.

Jak godzisz życie rodzinne z wszystkimi innymi zajęciami?

Teraz moje życie rodzinne dużo łatwiej ułożyć, bo dzieci są już dorosłe. (śmiech) Zanim dorosły, zabierałem je ze sobą, bo często byłem w drodze. Zabierałem matkę, dzieciaki i żonę, podróżowaliśmy całą grupą, to było moje wymaganie. Kiedy gdzieś wyjeżdżałem, cała rodzina podróżowała ze mną. Mieli karty frequent-flyer każdej linii lotniczej, odwiedzili mnóstwo miejsc i to jest wspaniałe. W zeszłym roku byłem na dwunastu ceremoniach ukończenia studiów. Moja żona była ze mną na każdej z nich. Wciąż spędzamy wiele czasu razem. To po prostu musi być priorytetem. Moja rodzina jest dla mnie priorytetem. Zawsze mówię, że jeśli jest wola, to jest i sposób. Jeśli chcesz z kimś być, to znajdziesz drogę, by to zrobić. (śmiech) Młodzi ludzie mogą się odnosić do czasu, kiedy pierwszy raz się zakochują. Ciągle próbują, kombinują, jak mogą być razem: „Jak pozmieniać nasze plany, żebyśmy się mogli spotkać?”. W dobrze funkcjonującej rodzinie to powinno być stałym pragnieniem.

Dorastałeś w mieszkaniu socjalnym, w domu jednorodzinnym. Wszystko, co cię otaczało, pchało cię do porażki, a jednak byłeś w stanie osiągnąć sukces. Powiedz coś o „mentalności ofiary”. Czy kiedykolwiek czułeś się ofiarą, a jeśli tak, jak udało ci się z tego wyjść?

Moja matka miała chyba najgorsze życie, jakie można sobie wyobrazić - była jednym z 24 dzieci, wyszła za mąż w wieku trzynastu lat, potem dowiedziała się, że jej mąż jest bigamistą i została sama z dwójką małych dzieci do wychowania. Ale nigdy nie użalała się nad sobą. Zawsze mówiła: „Dam radę... mogę coś z tym zrobić”. Nigdy nie wykształciła w sobie mentalności ofiary, dlatego też nigdy nie pozwoliła nam wykształcić jej w sobie. Jeśli kiedykolwiek przychodziliśmy z jakąś wymówką, zawsze miała tę samą odpowiedź: „Masz mózg? Jeśli tak, to mogłeś wymyślić jakieś wyjście!”. (śmiech) Nie ma większego znaczenia, co robi ktoś inny. Kiedy dorastasz z taką matką, trudno stać się ofiarą. Myślę, że to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie dla nas zrobiła. Bo jeśli uważasz się za ofiarę, to nią jesteś.

Rozmawiałem z innymi odnoszącymi sukcesy Afroamerykanami, którzy czuli, że nie pasują do „stereotypu czarnego”, czymkolwiek on jest, i zastanawiam się, jak pozostałeś poza głównym nurtem jako działaczi jakie naciski odczuwałeś ze strony innych Afroamerykanów?

Dr Carson: Nie czułem żadnej presji, mówiąc szczerze. W 2006 dostałem Medal Spingarna odNAACP (Krajowe Stowarzyszenie Postępu Ludzi Kolorowych) - najwyższe wyróżnienie, jakie przyznają. Niedawno otrzymałem Ford Freedom Award od Muzeum Historii Afroamerykanów w Detroit i Ford Motor Company. Nie uważam się też za aktywistę, w sensie bycia rasowym aktywistą. Szczerze mówiąc, zaszedłem już dużo dalej. Jestem neurochirurgiem, operuję ludzi z całego świata. Kiedy otwieram czaszkę i patrzę na mózg, nie umiem określić, czy to jest mózg czarnego, białego, Azjaty, Latynosa. Są takie same. To czyni cię osobą, jaką jesteś. Nie sprawy rasowe. To zbyteczne. To nic nie znaczy. Doszedłem do tego wniosku dawno temu. Nie znaczy to, że nie widzę grup ludzi, którzy są w wyjątkowo trudnej sytuacji i próbują coś z tym zrobić. To jest właśnie powód, dla którego tak ciężko pracujemy, by otwierać czytelnie szczególnie w śródmiejskich szkołach - zobaczyliśmy, że 70-80% ludzi rezygnujących ze szkoły średniej staje się funkcjonalnymi analfabetami. Jeśli moglibyśmy to zjawisko zdusić w zalążku i zaszczepić zainteresowanie czytaniem już u dzieci w przedszkolu, pierwszej, drugiej, trzeciej klasie, będziemy widzieć pozytywne efekty. Ale robiłbym to niezależnie od tego, czy ludzie w centrach miast byliby czarni, biali, żółci czy w kropki. To nie ma znaczenia, bo to jest coś, co powinniśmy zrobić, do czego jesteśmy powołani.

Co powiedziałbyś młodym ludziom czytającym ten wywiad o obrazie siebie, poczuciu własnej godności, powierzchowności i sukcesie?

Powiedziałbym, że jest niesłychanie ważne, by dowiedzieć się, kim jesteś. By to zrobić, musisz spędzać czas, używając najcenniejszego daru, jaki masz. To jest twój mózg. To znaczy - rozmawiać z inteligentnymi ludźmi, otwierać oczy, obserwować, oglądać to, co się dzieje wokół ciebie. Już jako dziecko zauważyłem, że ludzie, których podziwialiśmy, którzy mieli łańcuchy, fajne samochody z dużymi białymi na bokach oponami i tak dalej, byli handlarzami narkotyków. Wspaniale wyglądali, kupowali nam słodycze i uwielbialiśmy, kiedy przychodzili - ale zauważyłem, że żaden z nich nie dożył starości. To była straszna rzeczywistość. Dlatego mówię młodym ludziom: „Patrz na ludzi, obserwuj, co robią, czy są szczęśliwi, czy są spełnieni. I takich ludzi naśladuj. Spójrz na wszystkie zmagania tak zwanych gwiazd, ich nieszczęśliwe życie. Mogą wierzyć, że żyją w sposób, jaki wszyscy chcą naśladować, ale tak nie jest. Nie, jeśli zatrzymasz się i chwilę o tym pomyślisz. Spójrz na ludzi, którzy przemieniają społeczeństwo. Patrz na ich życie i potem zdecyduj, do którego chcesz się upodobnić”.

Jesteś fachowcem, z wieloma umiejętnościami i zdolnościami. Czego prawdopodobnie nigdy nie nauczysz się robić dobrze?

Teraz będę musiał dobrze pomyśleć… (śmiech) Nie jest to bilard… (śmiech) Myślę, że niemal wszystkiego można się nauczyć, jeśli się ćwiczy. Ale bez ćwiczeń pewnie nigdy nie będę wybitnym golfistą. (śmiech)

Czego nauczyły cię porażki?

Zdobyłem wiele pożytecznej wiedzy dzięki porażkom. Porażki są dla nas wielkim darem. Thomas Edison powiedział, że zna 999 przepisów na niedziałającą żarówkę. I oczywiście mamy środek czyszczący Formula 409, bo pierwsze 408 przepisów nie działało. Trzeba wyciągać naukę ze wszystkiego, co się nam przydarza. Tak zmieniałem metody postępowania na sali operacyjnej. Wiele technik, jakie opracowałem, wyrosło z porażek. Kiedy zdarza się coś niepomyślnego, natychmiastowym pytaniem powinno być: „Dlaczego tak się stało?” i „Czy mogłem coś zrobić inaczej?” To się stosuje w każdym aspekcie życia.  Kiedy weźmiesz ślub, musisz szybko zadać sobie pytanie: „Dlaczego między nami jest tak dużo konfliktów? Gdzie tu jest wspólnota?”. Po jakimś czasie mówisz: „Kiedy zrobię to, mój małżonek się wścieka. (śmiech) Może przestanę to robić?”. Dobry Pan dał nam mózg, żebyśmy mogli to wszystko analizować i zmieniać nasze zachowanie.

Wspomniałeś, że przeczytałeś książkę Bookera T. Washingtona w krytycznym momencie swojego życia. Jaka książka, którą kiedykolwiek czytałeś, jest dla ciebie najważniejsza i jak wpłynęła na twoje  życie?

To łatwe. Biblia, szczególnie Księga Przysłów. Od tego zaczynam każdy dzień i na tym każdy dzień kończę. Jest tam tak niesłychanie dużo mądrości. Jako nastolatek przeżyłem dogłębną zmianę, kiedy zacząłem czytać w Księdze Przysłów opis głupca. Wyglądał zupełnie tak jak ja i wtedy zdecydowałem, że nie chcę być głupcem. Skończę prowadzić życie głupca. Jedną z cech głupca podanych w Księdze Przysłów jest to, iż myśli, że wie wszystko i nikogo nie słucha. I pamiętam, jak powiedziałem sobie w młodym wieku: „Wiesz co? Będę słuchał. Naprawdę będę słuchał mojej matki. Będę słuchał tego, co mówi”. Czytanie Biblii zdecydowało o tym, jakie prowadzę życie i stale wpływa na mnie, na co dzień.

Co daje ci nadzieję na przyszłość, kiedy rzeczy zdają się iść w złym kierunku, na przykład w trakcie operacji czy też ogólnie na świecie?

Czymś, co daje mi najwięcej nadziei, jest ludzki mózg, świadomość, że możemy uczyć się na podstawie teraźniejszości i przeszłości i możemy rzutować to na przyszłość. Łączę to z przekonaniem, że Bóg ma wszystko pod kontrolą. Jest powiedziane w Liście do Rzymian, że jeśli Bóg jest z nami, któż może być przeciw nam? Więc nie zamartwiam się o różne rzeczy, bo wiem, że On ma wszystko pod kontrolą. Może zapanować nad każdą sytuacją, a ja nie. Ale wiem też, że Bóg mnie kocha i to wspaniałe uczucie wiedzieć, że najpotężniejsza osoba we Wszechświecie kocha cię i troszczy się o ciebie w każdej chwili, każdego dnia. To daje wielką pewność.

Czy angażujesz się w lokalny kościół w swojej okolicy? Jak istotne, według ciebie, jest to dla rodziny?

Tak, jestem zaangażowany w kościół lokalny. To dla mnie bardzo ważne, bo dyskutujemy o wszelkich istotnych sprawach i trudnych problemach, z którymi się stykamy. Dyskusje, jakie prowadzimy w kościele, dostarczają mi wiele pomysłów do moich przemówień. (śmiech) Nie chciałbym z tego rezygnować. To jest wspaniałe. Czy mógłbym przetrwać bez tego? Pewnie tak, ale nie chciałbym. Zawsze wyczekuję na społeczność z tak samo myślącymi ludźmi.

Ostatnie pytanie. Jaka jest twoja definicja sukcesu?

Bóg dał każdemu przynajmniej jeden talent. Sukcesem jest wzięcie tego talentu, jaki Bóg nam dał, i użycie go do podnoszenia innych ludzi. To nie ma żadnego związku z domami, samochodami, kontami bankowymi i klejnotami. Kiedy wszystko będzie powiedziane i wykonane, wszystkie te drugoplanowe sprawy nie będą miały żadnego znaczenia. Znaczenie będzie miał pozytywny wpływ, jaki miałeś na ludzi wokół ciebie. Czy twoje życie coś znaczyło, czy było tylko zmarnowaniem czasu i energii innych? Ważne jest, by posuwać się naprzód z odpowiednią perspektywą. Jeśli masz małą głowę, to prawdopodobnie nie osiągniesz nic wielkiego. Jeśli masz dużą głowę, to upadek twój będzie wielki. Ale jeśli widzisz siebie jako narzędzie w Bożych rękach, osiągniesz o wiele więcej, niż możesz sobie wyobrazić.

Wywiad przeprowadzony przez dr. Joela Freemana (współpraca: Nelson Anderson i Darryl Colbert, Cindy Zuby). Ukazał się w magazynie „Everyday Matters”.

Joel A. Freeman - amerykański pastor, który w latach 90. odwiedził Polskę, był m.in. w Lublinie. Kilka jego książek zostało wydanych w języku polskim („Zoologia biblijna”, „Bóg gra nie fair!”, „Moje sumienie - jak z nim nie oszaleć”).

Tłumaczenie: Cezary Kłosowicz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Idź Pod Prąd 10-11 (135-136) 2015

 


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut