26.8 C
Lublin, PL
18 sierpnia 2018

RÓŻNE SPOSOBY UMIERANIA

My nie niszczymy naszych wrogów;  my ich zmieniamy.

George Orwell – „Rok 1984”

 

Dziewiętnaście dni po śmierci Faniniego, 10 września 1550 roku w Piacenzy powieszony został Dominik Cabianca. Pochodził z miejscowości Bassano i był z zawodu kuśnierzem. Zaciągnął się do armii cesarza Karola V walczącej z protestanckim Związkiem Szmalklandzkim i wrócił z wojny jako protestant. Zaczął głosić swoją wiarę po miastach i wsiach. Nie krył się z tym i inkwizycja łatwo go ujęła. Mimo tortur niczego nie odwołał. Jako zatwardziały został skazany na śmierć, ale była ona stosunkowo lekka. Zwłoki spalono oczywiście na stosie.[1]

Los Pomponiusza de Algerio, studenta uniwersytetu w Padwie, dowodzi, że rzymska centrala traktowała heretyków surowiej. Prawdopodobnie „zaraził” go kalwinizmem wykładający prawo Mateusz Gribaldi. Profesor widząc, że inkwizycja interesuje się nim, w roku 1552 uciekł do Genewy. Studenta aresztowano w roku 1555. Podczas przesłuchań przyznał się, że nie wierzy w transsubstancjację i czyściec oraz nie uznaje kultu świętych. Jego sprawą osobiście zainteresował się papież Paweł IV, który jeszcze jako kardynał Carafa tworzył inkwizycję rzymską. Zażądał od Republiki Weneckiej, na terenie której de Algerio przebywał, wydania go. Po kilku miesiącach Rada Dziesięciu zgodziła się na ekstradycję. Podczas procesu przed rzymskim trybunałem de Algerio nie wyparł się swych poglądów i został skazany na śmierć. 19 sierpnia 1556 roku na Piazza Navona wrzucono go do kotła wypełnionego mieszaniną paku, oleju i terpentyny i podpalono. Konał przez około piętnaście minut i ku zdumieniu świadków egzekucji nie wydał nawet jęku.[2]

Bartłomiej Bartocci z Citta de Castello próbował w sposób bardziej przebiegły uniknąć śmierci. Wyznawcą kalwinizmu stał się około 1555 roku. Przez pewien czas krył się z tym, ale zachorował i w obliczu śmierci odmówił przyjęcia ostatniego namaszczenia. Gdy wyzdrowiał, został wezwany przez biskupa Vitellego, aby wyjaśnić swe zachowanie. Uciekł do Sienny, potem do Wenecji i w końcu do Genewy.[3] Biskup Vitelli był członkiem Kongregacji Świętego Oficjum nadzorującej inkwizycję.[4] Z pewnością bardzo zależało mu na wykryciu i wytępieniu herezji i dobrze znał sposoby osiągnięcia tego celu. W Genewie Bartocci założył rodzinę i dorobił się znacznego majątku, handlując jedwabiem. Był też znajomym Teodora Bezy, który po śmierci Kalwina przejął kierownictwo gminy genewskiej. Można z tego wnioskować, że nie interesy były treścią jego życia. W roku 1567 wyruszył do Italii. Twierdził później, że podróż miała wyłącznie cel handlowy. Inkwizycja uznała jednak, że Bartocci zamierzał szerzyć w państwach włoskich kalwinizm.[5] Najprawdopodobniej miała rację.

Genueńczycy na „prośbę” Świętego Oficjum zatrzymali go, ale przez pewien czas nie przekazywali do Rzymu, ponieważ Genewa i Berno zagroziły im zerwaniem stosunków handlowych. Dopiero gdy papież zagroził im ekskomuniką, zrobili to, czego sobie życzył.[6] Ponieważ Bartocci nie wyparł się swojej wiary, został uznany za zatwardziałego heretyka ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Człowiek ginący na stosie za swoją wiarę robił wielkie wrażenie na oglądającej jego śmierć publiczności i inkwizycja starała się unikać takich egzekucji. Skazanym zajmowało się Arcybractwo Świętego Jana Chrzciciela. Składało się ono z kaznodziejów i teologów, którzy starali się skłonić go, by się pokajał. Niekiedy mógł w ten sposób ocalić życie, a zawsze zamienić śmierć w płomieniach na jakąś lżejszą. W tym wypadku Arcybractwo poniosło porażkę. Jego kronikarz stwierdził, że Bartocci nie zwracał uwagi na namowy teologów i uczonych i w coraz większym trwając uporze, został przyprowadzony na plac przed mostem Świętego Anioła, gdzie na nowo usiłowano nań wpłynąć; ale gdy nie przyniosło to żadnego skutku, został żywcem spalony w obecności całego niemal ludu rzymskiego. Stało się to 25 maja 1569 roku.[7]

Można zauważyć pewną różnicę w podejściu do zatwardziałych heretyków w lokalnych ekspozyturach inkwizycji rzymskiej i jej centrali. Faniniemu i Cabiance pozwolono umrzeć bez wielkich cierpień. W Rzymie ktoś, kto nie okazał skruchy, zawsze ginął w płomieniach. Najczęściej skazańcy szli na jakiś układ z Arcybractwem Świętego Jana. W XVI wieku, gdy głównym celem rzymskiego trybunału byli włoscy protestanci, wydał on wyroki śmierci na około 130 osób. Na stosach spłonęło około 20 z nich.

Wyroki śmierci i egzekucje były tylko częścią działań inkwizycji przeciwko zwolennikom reformacji we Włoszech. Stosunkowo najlepiej zbadano dzieje trybunału w Wenecji. Wiadomo, że w drugiej połowie XVI wieku prowadził on przynajmniej 1560 postępowań i dochodzeń.[8] Z pewnością zdecydowana większość z nich była skierowana przeciwko protestantom. Z zachowanych akt wynika, że w Republice Weneckiej wykonano w tym czasie do 19 wyroków śmierci na heretykach. Wszystkich utopiono w morzu. W Bolonii w tym samym okresie stracono ich przynajmniej 24. Czasem palono żywcem. Czasem najpierw wieszano. W pozostałych państewkach włoskich udokumentowano najwyżej po kilka takich egzekucji.Ponieważ znaczna część archiwów trybunałów została zniszczona, historycy szacują łączną liczbę ofiar inkwizycji rzymskiej w Italii na 1200 osób. W jej skład wchodził też trybunał w Awinionie, który sądził francuskich hugenotów. Wydał on ponad 800 wyroków śmierci.[9]

cdn. 

Przypisy:

[1] http://www.treccani.it/enciclopedia/domenico-cabianca_(Dizionario_Biografico)/

[2] https://it.wikipedia.org/wiki/Pomponio_Algieri

[3] https://it.wikipedia.org/wiki/Bartolomeo_Bartocci

[4]https://it.wikipedia.org/wiki/Vitellozzo_Vitelli_(cardinale)

[5] https://it.wikipedia.org/wiki/Bartolomeo_Bartocci

[6] Philippus Camerarius, „Prawdziwa i wierna relacja o uwięzieniu w Rzymie” (wstęp L. Szczuckiego), PIW, Warszawa 1984, str.59.

[7] Philippus Camerarius, op. cit., str.108–110.

[8] Philippus Camerarius, op. cit., str.111.

[9] https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_os%C3%B3b_straconych_na_podstawie_wyrok%C3%B3w_inkwizycji_rzymskiej


RÓŻNE SPOSOBY UMIERANIA

My nie niszczymy naszych wrogów;  my ich zmieniamy.

George Orwell – „Rok 1984”

 

Dziewiętnaście dni po śmierci Faniniego, 10 września 1550 roku w Piacenzy powieszony został Dominik Cabianca. Pochodził z miejscowości Bassano i był z zawodu kuśnierzem. Zaciągnął się do armii cesarza Karola V walczącej z protestanckim Związkiem Szmalklandzkim i wrócił z wojny jako protestant. Zaczął głosić swoją wiarę po miastach i wsiach. Nie krył się z tym i inkwizycja łatwo go ujęła. Mimo tortur niczego nie odwołał. Jako zatwardziały został skazany na śmierć, ale była ona stosunkowo lekka. Zwłoki spalono oczywiście na stosie.[1]

Los Pomponiusza de Algerio, studenta uniwersytetu w Padwie, dowodzi, że rzymska centrala traktowała heretyków surowiej. Prawdopodobnie „zaraził” go kalwinizmem wykładający prawo Mateusz Gribaldi. Profesor widząc, że inkwizycja interesuje się nim, w roku 1552 uciekł do Genewy. Studenta aresztowano w roku 1555. Podczas przesłuchań przyznał się, że nie wierzy w transsubstancjację i czyściec oraz nie uznaje kultu świętych. Jego sprawą osobiście zainteresował się papież Paweł IV, który jeszcze jako kardynał Carafa tworzył inkwizycję rzymską. Zażądał od Republiki Weneckiej, na terenie której de Algerio przebywał, wydania go. Po kilku miesiącach Rada Dziesięciu zgodziła się na ekstradycję. Podczas procesu przed rzymskim trybunałem de Algerio nie wyparł się swych poglądów i został skazany na śmierć. 19 sierpnia 1556 roku na Piazza Navona wrzucono go do kotła wypełnionego mieszaniną paku, oleju i terpentyny i podpalono. Konał przez około piętnaście minut i ku zdumieniu świadków egzekucji nie wydał nawet jęku.[2]

Bartłomiej Bartocci z Citta de Castello próbował w sposób bardziej przebiegły uniknąć śmierci. Wyznawcą kalwinizmu stał się około 1555 roku. Przez pewien czas krył się z tym, ale zachorował i w obliczu śmierci odmówił przyjęcia ostatniego namaszczenia. Gdy wyzdrowiał, został wezwany przez biskupa Vitellego, aby wyjaśnić swe zachowanie. Uciekł do Sienny, potem do Wenecji i w końcu do Genewy.[3] Biskup Vitelli był członkiem Kongregacji Świętego Oficjum nadzorującej inkwizycję.[4] Z pewnością bardzo zależało mu na wykryciu i wytępieniu herezji i dobrze znał sposoby osiągnięcia tego celu. W Genewie Bartocci założył rodzinę i dorobił się znacznego majątku, handlując jedwabiem. Był też znajomym Teodora Bezy, który po śmierci Kalwina przejął kierownictwo gminy genewskiej. Można z tego wnioskować, że nie interesy były treścią jego życia. W roku 1567 wyruszył do Italii. Twierdził później, że podróż miała wyłącznie cel handlowy. Inkwizycja uznała jednak, że Bartocci zamierzał szerzyć w państwach włoskich kalwinizm.[5] Najprawdopodobniej miała rację.

Genueńczycy na „prośbę” Świętego Oficjum zatrzymali go, ale przez pewien czas nie przekazywali do Rzymu, ponieważ Genewa i Berno zagroziły im zerwaniem stosunków handlowych. Dopiero gdy papież zagroził im ekskomuniką, zrobili to, czego sobie życzył.[6] Ponieważ Bartocci nie wyparł się swojej wiary, został uznany za zatwardziałego heretyka ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Człowiek ginący na stosie za swoją wiarę robił wielkie wrażenie na oglądającej jego śmierć publiczności i inkwizycja starała się unikać takich egzekucji. Skazanym zajmowało się Arcybractwo Świętego Jana Chrzciciela. Składało się ono z kaznodziejów i teologów, którzy starali się skłonić go, by się pokajał. Niekiedy mógł w ten sposób ocalić życie, a zawsze zamienić śmierć w płomieniach na jakąś lżejszą. W tym wypadku Arcybractwo poniosło porażkę. Jego kronikarz stwierdził, że Bartocci nie zwracał uwagi na namowy teologów i uczonych i w coraz większym trwając uporze, został przyprowadzony na plac przed mostem Świętego Anioła, gdzie na nowo usiłowano nań wpłynąć; ale gdy nie przyniosło to żadnego skutku, został żywcem spalony w obecności całego niemal ludu rzymskiego. Stało się to 25 maja 1569 roku.[7]

Można zauważyć pewną różnicę w podejściu do zatwardziałych heretyków w lokalnych ekspozyturach inkwizycji rzymskiej i jej centrali. Faniniemu i Cabiance pozwolono umrzeć bez wielkich cierpień. W Rzymie ktoś, kto nie okazał skruchy, zawsze ginął w płomieniach. Najczęściej skazańcy szli na jakiś układ z Arcybractwem Świętego Jana. W XVI wieku, gdy głównym celem rzymskiego trybunału byli włoscy protestanci, wydał on wyroki śmierci na około 130 osób. Na stosach spłonęło około 20 z nich.

Wyroki śmierci i egzekucje były tylko częścią działań inkwizycji przeciwko zwolennikom reformacji we Włoszech. Stosunkowo najlepiej zbadano dzieje trybunału w Wenecji. Wiadomo, że w drugiej połowie XVI wieku prowadził on przynajmniej 1560 postępowań i dochodzeń.[8] Z pewnością zdecydowana większość z nich była skierowana przeciwko protestantom. Z zachowanych akt wynika, że w Republice Weneckiej wykonano w tym czasie do 19 wyroków śmierci na heretykach. Wszystkich utopiono w morzu. W Bolonii w tym samym okresie stracono ich przynajmniej 24. Czasem palono żywcem. Czasem najpierw wieszano. W pozostałych państewkach włoskich udokumentowano najwyżej po kilka takich egzekucji.Ponieważ znaczna część archiwów trybunałów została zniszczona, historycy szacują łączną liczbę ofiar inkwizycji rzymskiej w Italii na 1200 osób. W jej skład wchodził też trybunał w Awinionie, który sądził francuskich hugenotów. Wydał on ponad 800 wyroków śmierci.[9]

cdn. 

Przypisy:

[1] http://www.treccani.it/enciclopedia/domenico-cabianca_(Dizionario_Biografico)/

[2] https://it.wikipedia.org/wiki/Pomponio_Algieri

[3] https://it.wikipedia.org/wiki/Bartolomeo_Bartocci

[4]https://it.wikipedia.org/wiki/Vitellozzo_Vitelli_(cardinale)

[5] https://it.wikipedia.org/wiki/Bartolomeo_Bartocci

[6] Philippus Camerarius, „Prawdziwa i wierna relacja o uwięzieniu w Rzymie” (wstęp L. Szczuckiego), PIW, Warszawa 1984, str.59.

[7] Philippus Camerarius, op. cit., str.108–110.

[8] Philippus Camerarius, op. cit., str.111.

[9] https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_os%C3%B3b_straconych_na_podstawie_wyrok%C3%B3w_inkwizycji_rzymskiej


WYBITNY ORGANIZATOR KOŚCIOŁÓW

Powrót Jana Łaskiego do rodzinnego kraju polscy kalwiniści powitali z nadzieją. Największym ich problemem były spory rozsadzające kościół, który próbowali utworzyć. Wynikały one i z niewiedzy, i z nadmiernych ambicji duchownych oraz ich szlacheckich patronów. Wyprowadzić polski kalwinizm z tego kryzysu mógł tylko ktoś, kto miałby głęboką znajomość Pisma Świętego, ale także duży autorytet. Na tyle duży, żeby panowie bracia nie poczytywali sobie posłuszeństwa wobec jego nakazów i napomnień za ujmę na honorze. Z tej właśnie przyczyny zapraszano Kalwina do Polski. Genewski reformator nie miał oczywiście na to czasu i chyba także ochoty. Zwracał uwagę swym polskim zwolennikom, że mogą to zadanie powierzyć rodakowi. Macie bardzo uczonego męża, Jana Łaskiego, którego erudycja, prawość i inne cnoty są znane nie tylko wam, ale i innym narodom.[1]Można było o nim powiedzieć, że nie dorównywał wielkim reformatorom ani siłą porywającą słowa, ani bystrością argumentowania, ani głębokością wiedzy.[2] Jednak z pewnością był wybitnym organizatorem kościołów i odegrał w dziejach reformacji rolę poważną.

Przez wiele lat działał na zachodzie Europy, ale ewangelizacja ojczyzny leżała mu na sercu. Obejmując urząd w jakimś zborze, zastrzegał zawsze, że opuści go, jeśli król polski wezwie go do kraju. Nie tylko czekał na to wezwanie, ale starał się, by ono nastąpiło. Po śmierci Zygmunta Starego przywiózł jego synowi list od Edwarda VI. Król Anglii wzywał w nim króla polskiego, by pomógł Janowi Łaskiemu w tworzeniu polskiego kościoła narodowego. Sam Łaski napisał w tej sprawie do Zygmunta Augusta jeszcze trzy listy, na które nie dostał odpowiedzi.[3] Można było się spodziewać, że również na wezwanie współwyznawców przybędzie szybko i będzie pracował ze wszystkich sił. Tak też się stało.

Jan Łaski pochodził ze znakomitej rodziny. Wielu członków polskiej elity było jego krewnymi lub przynajmniej znajomymi. Jego wuj był prymasem, a on sam jako katolicki kapłan mógł zrobić wielką karierę. Nawet najwięksi wrogowie nie kwestionowali też jego osobistej prawości. Najważniejsze było jednak to, że dał się poznać jako wybitny duszpasterz.

We Fryzji Wschodniej sprzyjająca reformacji hrabina Anna Oldenburska powierzyła Łaskiemu w roku 1543 urząd efora wszystkich kościołów tego państwa i proboszcza parafii w Emden. Poleciła też uporządkowanie życia kościelnego. Było to bardzo trudne zadanie. Jej mąż, hrabia Enno, pozwalał głosić Słowo Boże każdemu. Można było spotkać wśród Fryzów zwolenników właściwie wszystkich reformatorów – Lutra, Zwingliego, Karlstadta, Simonsa, Jorisa…  Na terenie hrabstwa pozostali też franciszkanie popierani przez brata hrabiego Enno.

Ta wolność religijna spowodowała sporo kłopotów. Franciszkanie namówili do napadu na hrabstwo katolickiego księcia Geldrii, Karola Egmonta, a zwolennicy różnych nurtów reformacji coraz bardziej się kłócili o istotę sakramentów.[4] Hrabina Anna sprawująca regencję po śmierci męża musiała niepokoić się rozwojem sytuacji. Jak można się domyślać, wolałaby, żeby któreś z wyznań zdobyło zdecydowaną przewagę.

Dotąd żaden z reformacyjnych kaznodziejów nie zauważył, że w dawnych czasach katolicyzm we Fryzji był dość szczególnego rodzaju. Wierni wybierali tam proboszczów, a wybrani laicy czuwali nad moralnością parafian i brali udział w synodach. Przypominało to sposób organizacji kościoła, o jakim pisał Kalwin. Łaski uznał, że warto uszanować miejscowe tradycje. Najpierw wprowadził dostosowaną do nich prezbiterialną organizację kościoła w parafii w Emden, a potem we wszystkich podlegających mu kościołach fryzyjskich. Początkowo każdy duszpasterz miał do pomocy 4 prezbiterów, potem ich liczba wzrosła do 12.[5]

Ustrój kościoła Łaski wykorzystał do wprowadzenia dyscypliny wśród jego członków. Dążył w sposób konsekwentny i często bezwzględny do wykorzenienia pijaństwa, obżarstwa, lichwy, oszustw, w szczególności fałszowania towarów, oszczerstw, życia w luksusie czy pracy w dni świąteczne. Prezbiterzy mieli być szczególnie zaangażowani w to zadanie. Zapewnił im też wsparcie władzy świeckiej.[6] Przy całym swoim rygoryzmie Łaski szanował godność wiernych. Nie pozwalał na wyzywanie i lżenie ich, a w tych czasach była to zwykła „praktyka duszpasterska”. Zadbał też o opiekę nad biednymi i szkoły dla dzieci.[7]

Fryzowie mieli okazję słuchać wielu reformacyjnych kaznodziejów, ale żaden z nich tak nie zmienił rzeczywistości, w której żyli, jak Łaski. Kalwinizm w tym regionie zwyciężył właściwie bez stosowania przymusu. Franciszkanom zabroniono sprawowania obrzędów, pozbawiając w ten sposób dochodów, ale pozostawiono klasztory. Łaski dyskutował z działającym we Fryzji przywódcą anabaptystów Menno Simonsem. Nie przyjął biblijnej zasady, że chrzcić należy tylko tych, którzy uwierzyli w Jezusa, ale mennonitów nie prześladowano.[8] Wygnano jedynie zwolenników „proroka” Jorisa głoszącego między innymi poligamię. Gdy hrabina Anna wydała to zarządzenie, Łaski zaczął indywidualnie badać przekonania „sekciarzy”. Części wydał świadectwa prawowierności, umożliwiając pozostanie w kraju. Tych, których nie przekonał, kierował do swoich przyjaciół, licząc zapewne, że im się uda.[9] W niedalekiej przyszłości z Fryzji kalwinizm rozszerzył się na całe Niderlandy.[10]

W roku 1547 cesarz Karol V zwyciężył wojska protestanckie pod Mühlbergiem, a w roku 1549 hrabina Anna zwolniła Łaskiego z funkcji efora kościoła i poprosiła o opuszczenie kraju. Wydawało się, że reformacja w Rzeszy zostanie zduszona. Jednak w tym samym czasie otworzyło się dla niej pole w Anglii. Kilkadziesiąt lat wcześniej Henryk VIII ogłosił się „głową kościoła” w swoim państwie. Dopóki żył, anglikanizm niewiele różnił się od katolicyzmu, a każdy, kto chciałby wprowadzić w nim jakieś zmiany, ryzykował głową. Król też umarł w roku 1547 i niemal natychmiast anglikańscy biskupi stali się skłonni do adaptowania dorobku reformatorów z kontynentu i udzielania im gościny. Liczni protestanci z Niemiec, Francji, Włoch i Niderlandów skorzystali z tego schronienia. W 1550 roku było ich już około 3 tysięcy. Potrzebowali kościoła i to właśnie Łaski otrzymał zadanie zorganizowania go. Można się domyślać, że biskup Cranmer, który polecił go królowi Edwardowi VI, chciał wykorzystać doświadczenia zebrane przez zbór cudzoziemski przy reformie anglikanizmu.[11]

Najtrudniej było w tym zborze osiągnąć jedność wiary. Uchodźcy wywodzili się przecież z różnych wyznań. Łaski opracował Confessio Londoniensis, wyznanie wiary pomijające najbardziej drażliwą sprawę, naturę sakramentów. Każdy, kto chciał do niego przystąpić, musiał zdać egzamin ze znajomości doktryny i podpisać Confessio.[12]Jeśli okazało się potem, że się z nim nie zgadza, nie było litości. Spalono na stosie Georga van Parrisa, który okazał się arianinem.[13] Tego, że dyscyplina kościelna kończy się na wykluczeniu ze wspólnoty, Łaski jakoś w Biblii nie zauważył…

To, co działo się w zborze cudzoziemskim, musiało szokować anglikańskich biskupów. Prowadzący nabożeństwa nie mieli żadnych szat liturgicznych. Nie było obrazów, rzeźb ani organów. Wierni przyjmowali komunię, siedząc przy wspólnym stole. Wszystkie funkcje zborowe obsadzano w drodze wyborów. Wszyscy byli równi. Zmarłych chowano obok siebie, nie bacząc na ich pochodzenie.[14] Stosunki szybko stały się napięte, ale Łaski zdołał utrzymać niezależność zboru aż do czasu, gdy rządy objęła wyznająca katolicyzm królowa Maria nazwana potem Krwawą. Trzeba było znów uciekać…

W grudniu 1556 roku do Polski przybył człowiek, który jak się mogło wydawać, potrafi pokonać każdy problem związany z tworzeniem kościoła.

cdn.    

Przypisy:

[1] Oskar Bartel, „Jan Łaski”, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 1999, str.134.

[2] Aleksander Brückner, „Różnowiercy polscy”, Księgarnia Naukowa, Warszawa 1905, str.32

[3 Stanisław Helsztyński, “Reformator Sarmacji”, LSW, Warszawa 1981, str. 128–129.

[4] Oskar Bartel, op. cit., str.137–139.

[5] Oskar Bartel, op. cit., str.145–146.

[6] Oskar Bartel, op. cit., str.154.

[7] Oskar Bartel, op. cit., str.145.

[8] Oskar Bartel, op. cit., str.142–143.

[9] Oskar Bartel, op. cit., str.141.

[10] http://www.jalb.de/7560-0-0-42.html

[11] Stanisław Helsztyński, op. cit., str. 132 – 133.

[12] Oskar Bartel, op. cit., str.169 – 170.

[13] https://en.wikipedia.org/wiki/Stranger_churches

[14] Oskar Bartel, op. cit., str.170 – 172.

 

 

 

 

 

 

idźPod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015


WYBITNY ORGANIZATOR KOŚCIOŁÓW

Powrót Jana Łaskiego do rodzinnego kraju polscy kalwiniści powitali z nadzieją. Największym ich problemem były spory rozsadzające kościół, który próbowali utworzyć. Wynikały one i z niewiedzy, i z nadmiernych ambicji duchownych oraz ich szlacheckich patronów. Wyprowadzić polski kalwinizm z tego kryzysu mógł tylko ktoś, kto miałby głęboką znajomość Pisma Świętego, ale także duży autorytet. Na tyle duży, żeby panowie bracia nie poczytywali sobie posłuszeństwa wobec jego nakazów i napomnień za ujmę na honorze. Z tej właśnie przyczyny zapraszano Kalwina do Polski. Genewski reformator nie miał oczywiście na to czasu i chyba także ochoty. Zwracał uwagę swym polskim zwolennikom, że mogą to zadanie powierzyć rodakowi. Macie bardzo uczonego męża, Jana Łaskiego, którego erudycja, prawość i inne cnoty są znane nie tylko wam, ale i innym narodom.[1]Można było o nim powiedzieć, że nie dorównywał wielkim reformatorom ani siłą porywającą słowa, ani bystrością argumentowania, ani głębokością wiedzy.[2] Jednak z pewnością był wybitnym organizatorem kościołów i odegrał w dziejach reformacji rolę poważną.

Przez wiele lat działał na zachodzie Europy, ale ewangelizacja ojczyzny leżała mu na sercu. Obejmując urząd w jakimś zborze, zastrzegał zawsze, że opuści go, jeśli król polski wezwie go do kraju. Nie tylko czekał na to wezwanie, ale starał się, by ono nastąpiło. Po śmierci Zygmunta Starego przywiózł jego synowi list od Edwarda VI. Król Anglii wzywał w nim króla polskiego, by pomógł Janowi Łaskiemu w tworzeniu polskiego kościoła narodowego. Sam Łaski napisał w tej sprawie do Zygmunta Augusta jeszcze trzy listy, na które nie dostał odpowiedzi.[3] Można było się spodziewać, że również na wezwanie współwyznawców przybędzie szybko i będzie pracował ze wszystkich sił. Tak też się stało.

Jan Łaski pochodził ze znakomitej rodziny. Wielu członków polskiej elity było jego krewnymi lub przynajmniej znajomymi. Jego wuj był prymasem, a on sam jako katolicki kapłan mógł zrobić wielką karierę. Nawet najwięksi wrogowie nie kwestionowali też jego osobistej prawości. Najważniejsze było jednak to, że dał się poznać jako wybitny duszpasterz.

We Fryzji Wschodniej sprzyjająca reformacji hrabina Anna Oldenburska powierzyła Łaskiemu w roku 1543 urząd efora wszystkich kościołów tego państwa i proboszcza parafii w Emden. Poleciła też uporządkowanie życia kościelnego. Było to bardzo trudne zadanie. Jej mąż, hrabia Enno, pozwalał głosić Słowo Boże każdemu. Można było spotkać wśród Fryzów zwolenników właściwie wszystkich reformatorów – Lutra, Zwingliego, Karlstadta, Simonsa, Jorisa…  Na terenie hrabstwa pozostali też franciszkanie popierani przez brata hrabiego Enno.

Ta wolność religijna spowodowała sporo kłopotów. Franciszkanie namówili do napadu na hrabstwo katolickiego księcia Geldrii, Karola Egmonta, a zwolennicy różnych nurtów reformacji coraz bardziej się kłócili o istotę sakramentów.[4] Hrabina Anna sprawująca regencję po śmierci męża musiała niepokoić się rozwojem sytuacji. Jak można się domyślać, wolałaby, żeby któreś z wyznań zdobyło zdecydowaną przewagę.

Dotąd żaden z reformacyjnych kaznodziejów nie zauważył, że w dawnych czasach katolicyzm we Fryzji był dość szczególnego rodzaju. Wierni wybierali tam proboszczów, a wybrani laicy czuwali nad moralnością parafian i brali udział w synodach. Przypominało to sposób organizacji kościoła, o jakim pisał Kalwin. Łaski uznał, że warto uszanować miejscowe tradycje. Najpierw wprowadził dostosowaną do nich prezbiterialną organizację kościoła w parafii w Emden, a potem we wszystkich podlegających mu kościołach fryzyjskich. Początkowo każdy duszpasterz miał do pomocy 4 prezbiterów, potem ich liczba wzrosła do 12.[5]

Ustrój kościoła Łaski wykorzystał do wprowadzenia dyscypliny wśród jego członków. Dążył w sposób konsekwentny i często bezwzględny do wykorzenienia pijaństwa, obżarstwa, lichwy, oszustw, w szczególności fałszowania towarów, oszczerstw, życia w luksusie czy pracy w dni świąteczne. Prezbiterzy mieli być szczególnie zaangażowani w to zadanie. Zapewnił im też wsparcie władzy świeckiej.[6] Przy całym swoim rygoryzmie Łaski szanował godność wiernych. Nie pozwalał na wyzywanie i lżenie ich, a w tych czasach była to zwykła „praktyka duszpasterska”. Zadbał też o opiekę nad biednymi i szkoły dla dzieci.[7]

Fryzowie mieli okazję słuchać wielu reformacyjnych kaznodziejów, ale żaden z nich tak nie zmienił rzeczywistości, w której żyli, jak Łaski. Kalwinizm w tym regionie zwyciężył właściwie bez stosowania przymusu. Franciszkanom zabroniono sprawowania obrzędów, pozbawiając w ten sposób dochodów, ale pozostawiono klasztory. Łaski dyskutował z działającym we Fryzji przywódcą anabaptystów Menno Simonsem. Nie przyjął biblijnej zasady, że chrzcić należy tylko tych, którzy uwierzyli w Jezusa, ale mennonitów nie prześladowano.[8] Wygnano jedynie zwolenników „proroka” Jorisa głoszącego między innymi poligamię. Gdy hrabina Anna wydała to zarządzenie, Łaski zaczął indywidualnie badać przekonania „sekciarzy”. Części wydał świadectwa prawowierności, umożliwiając pozostanie w kraju. Tych, których nie przekonał, kierował do swoich przyjaciół, licząc zapewne, że im się uda.[9] W niedalekiej przyszłości z Fryzji kalwinizm rozszerzył się na całe Niderlandy.[10]

W roku 1547 cesarz Karol V zwyciężył wojska protestanckie pod Mühlbergiem, a w roku 1549 hrabina Anna zwolniła Łaskiego z funkcji efora kościoła i poprosiła o opuszczenie kraju. Wydawało się, że reformacja w Rzeszy zostanie zduszona. Jednak w tym samym czasie otworzyło się dla niej pole w Anglii. Kilkadziesiąt lat wcześniej Henryk VIII ogłosił się „głową kościoła” w swoim państwie. Dopóki żył, anglikanizm niewiele różnił się od katolicyzmu, a każdy, kto chciałby wprowadzić w nim jakieś zmiany, ryzykował głową. Król też umarł w roku 1547 i niemal natychmiast anglikańscy biskupi stali się skłonni do adaptowania dorobku reformatorów z kontynentu i udzielania im gościny. Liczni protestanci z Niemiec, Francji, Włoch i Niderlandów skorzystali z tego schronienia. W 1550 roku było ich już około 3 tysięcy. Potrzebowali kościoła i to właśnie Łaski otrzymał zadanie zorganizowania go. Można się domyślać, że biskup Cranmer, który polecił go królowi Edwardowi VI, chciał wykorzystać doświadczenia zebrane przez zbór cudzoziemski przy reformie anglikanizmu.[11]

Najtrudniej było w tym zborze osiągnąć jedność wiary. Uchodźcy wywodzili się przecież z różnych wyznań. Łaski opracował Confessio Londoniensis, wyznanie wiary pomijające najbardziej drażliwą sprawę, naturę sakramentów. Każdy, kto chciał do niego przystąpić, musiał zdać egzamin ze znajomości doktryny i podpisać Confessio.[12]Jeśli okazało się potem, że się z nim nie zgadza, nie było litości. Spalono na stosie Georga van Parrisa, który okazał się arianinem.[13] Tego, że dyscyplina kościelna kończy się na wykluczeniu ze wspólnoty, Łaski jakoś w Biblii nie zauważył…

To, co działo się w zborze cudzoziemskim, musiało szokować anglikańskich biskupów. Prowadzący nabożeństwa nie mieli żadnych szat liturgicznych. Nie było obrazów, rzeźb ani organów. Wierni przyjmowali komunię, siedząc przy wspólnym stole. Wszystkie funkcje zborowe obsadzano w drodze wyborów. Wszyscy byli równi. Zmarłych chowano obok siebie, nie bacząc na ich pochodzenie.[14] Stosunki szybko stały się napięte, ale Łaski zdołał utrzymać niezależność zboru aż do czasu, gdy rządy objęła wyznająca katolicyzm królowa Maria nazwana potem Krwawą. Trzeba było znów uciekać…

W grudniu 1556 roku do Polski przybył człowiek, który jak się mogło wydawać, potrafi pokonać każdy problem związany z tworzeniem kościoła.

cdn.    

Przypisy:

[1] Oskar Bartel, „Jan Łaski”, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 1999, str.134.

[2] Aleksander Brückner, „Różnowiercy polscy”, Księgarnia Naukowa, Warszawa 1905, str.32

[3 Stanisław Helsztyński, “Reformator Sarmacji”, LSW, Warszawa 1981, str. 128–129.

[4] Oskar Bartel, op. cit., str.137–139.

[5] Oskar Bartel, op. cit., str.145–146.

[6] Oskar Bartel, op. cit., str.154.

[7] Oskar Bartel, op. cit., str.145.

[8] Oskar Bartel, op. cit., str.142–143.

[9] Oskar Bartel, op. cit., str.141.

[10] http://www.jalb.de/7560-0-0-42.html

[11] Stanisław Helsztyński, op. cit., str. 132 – 133.

[12] Oskar Bartel, op. cit., str.169 – 170.

[13] https://en.wikipedia.org/wiki/Stranger_churches

[14] Oskar Bartel, op. cit., str.170 – 172.

 

 

 

 

 

 

idź Pod Prąd nr 132/134, lipiec/sierpień/wrzesień 2015


SPRAWA FANINIEGO – SĘDZIOWIE MYŚLI – z dziejów inkwizycji cz. 87

My nie niszczymy naszych wrogów;  my ich zmieniamy.
George Orwell – „Rok 1984”

 

Włosi mają opinię narodu „miękkiego”. Uważa się ich za ludzi, którym tak bardzo zależy na miłym i przyjemnym życiu i tak absorbuje ich wymyślanie sposobów na osiągnięcie tego celu, że nie są zdolni do twardej walki o jakąś poważną sprawę. Sukcesy inkwizycji rzymskiej w zwalczaniu włoskich protestantów w XVI wieku, o których dotąd pisałem, zdają się potwierdzać tę opinię. Jednak należy pamiętać, że w każdym narodzie zdecydowana większość heretyków trafiających w ręce instytucji wyspecjalizowanej w ich zwalczaniu zachowywała się podobnie. Ludzi gotowych naprawdę poświęcić życie dla tego, w co wierzą, nie spotyka się zbyt często w naszych czasach i w przeszłości też nie było ich wielu, ale zdarzali się także Włosi, których nie dało się skłonić do wyparcia się swojej wiary.

Fanino Fanini urodził się w Faenzy w rodzinie bogatego piekarza. Fanino to zdrobnienie od imienia Stefanino, czyli po polsku Szczepan. Nie wiadomo dokładnie, jak zapoznał się z naukami reformacyjnymi, ale z pewnością w roku 1547 głosił je już z dużym rozmachem. Został wtedy po raz pierwszy aresztowany. Rodzina namówiła go, by wyparł się swoich poglądów. W ten sposób uratował życie.[1]

Inkwizytor Aleksander de Lugo nakazał mu opuścić granice Państwa Kościelnego, do którego należała Faenza, i wyraził nadzieję, że „zdolny jest zmienić się”. Fanini rzeczywiście zmienił się, ale nie w sposób, który miał na myśli de Lugo. Wstydząc się, że wyparł się swej wiary, postanowił głosić ją w całym regionie Romanii obejmującym znaczną część północnych Włoch. Z pisma inkwizytora Rawenny Jana Antoniego Delfini wynika, że z pomocą przynajmniej kilku współpracowników swój plan realizował. Jego naukę znamy z protokołów przesłuchań siedmiu klarysek z klasztoru w Bagnacavallo, które go słuchały. Mówił im, że dogmat o przeistoczeniu nie ma podstaw w Piśmie Świętym, podobnie jak sakrament kapłaństwa, różaniec, posty i wstawiennictwo świętych. Mszę wymyślono dla zysku, a stygmaty Franciszka z Asyżu nie pochodziły od Jezusa Chrystusa. W roku 1549 właśnie w Bagnacavallo aresztowano go po raz drugi.[2]

Od tego momentu stał się przedmiotem sporu między księciem Ferrary, Herkulesem d’Este, a kardynałem Farnese. Książę, broniąc swojego prestiżu, stał na stanowisku, że Fanini, który popełnił swoje „przestępstwa” na terenie jego księstwa, powinien stanąć przed jego sądem. Natomiast kardynał, najwidoczniej obawiając się, że może on ujść z życiem, starał się o jego ekstradycję do Rzymu. Gdy książę zapewnił, że heretyk będzie traktowany w sposób rygorystyczny, zawarto kompromis. Proces odbył się w Ferrarze przed zaimprowizowanym trybunałem składającym się z trzech sędziów książęcych, miejscowego inkwizytora, jednego dominikanina, jednego franciszkanina i członka miejscowej kurii biskupiej. 25 września 1549 roku Fanini został skazany na karę śmierci jako relapso, czyli człowiek, który powtórnie popadł w herezję. Wyrok można było uznać za „humanitarny”. Miał zostać powieszony, a tylko jego zwłoki spalone na stosie. To, co nastąpiło potem, jest dowodem, że kardynał Farnese umiał przewidywać. Przez jedenaście miesięcy władca Ferrary nie zarządzał egzekucji. Za skazańcem wstawiała się żona księcia Renata, znana wówczas poetka Olimpia Morata, jej przyjaciółka Lavinia della Rovere i jej ojciec hrabia Kamil Orsini, sławny w tym czasie żołnierz. Poddany tej presji książę wystąpił do papieża z prośbą o zgodę na ułaskawienie.[3]

Wszystkie te znakomite osoby broniły syna piekarza, bo podzielały w jakimś stopniu jego poglądy. Księżna Renata, córka króla Francji Ludwika XII, stała się zwolenniczką reformacji jeszcze jako dziewczynka pod wpływem swojej guwernantki. Jako żona księcia d’Este stała się główną protektorką kalwinizmu we Włoszech. Przez pewien czas sam Kalwin ukrywał się na jej dworze. Posyłała też pieniądze włoskim protestantom, którzy uciekli do Genewy, finansowała pracę Antoniego Bruccioli, który przełożył Biblię na język włoski. Wszystko to robiła właściwie jawnie i bardzo gniewała tym swojego męża.[4] To pod jej wpływem przyjął kalwinizm Fulwio Morato i jego córka Olimpia.[5] Większą zagadką są przekonania hrabiego Orsini. Z jednej strony należał do kręgu skupionego wokół księżnej Renaty, a z drugiej służył w armii papieskiej. Inkwizycja podejrzewała go o nieprawowierność, ale proces wszczęła dopiero po śmierci. Gdyby uznano go za  heretyka, ciało zostałoby wydobyte z grobu i spalone. Nie doszło do tego.[6]

Zdarzało się, że inkwizycja darowała życie relapso, ale w tym wypadku Paweł III nie zgodził się na to. Skazany nie tylko upadł po raz drugi, lecz także był w widoczny sposób zatwardziały. Swojej siostrze, która namawiała go do ratowania życia, miał powiedzieć, że raz już zgrzeszył dla rodziny, ale więcej tego nie zrobi. Jego towarzysz z celi zapytał go, czy nie martwi się o swoje dzieci. Fanini powiedział mu, że zatroszczy się o nie Jezus Chrystus, a to najlepszy opiekun, jakiego można sobie wyobrazić. Trzymano go w celi, w której poziom wody niekiedy dochodził do okienka, ale nie tracił ducha. Książę, korzystając z tego, że papież umarł, odwlekał jeszcze egzekucję. Zarządził ją dopiero pod naciskiem jego następcy, Juliusza III. Faniniego powieszono w nocy. Niektórzy współwięźniowie, obserwując przez te miesiące spokój i odwagę heretyka, przyjęli jego wiarę. Można się było obawiać, że postawa podczas egzekucji podobnie wpłynie na ludzi, którzy będą się jej przyglądać. Księdzu, który podał mu krucyfiks, powiedział, że nie potrzebuje kawałka drewna, żeby pamiętać o Jezusie, który jest w jego sercu. Ciało spalono już za dnia, a popioły wrzucono do rzeki. Stało się to 22 sierpnia 1550 roku.[7]

Usunięcie ulicznego kaznodziei stanowiło dowód, że Herkules d’Este na coś się wreszcie zdecydował. Jego żona miała się o tym przekonać. Została odizolowana na zamku. Nie mogła widywać się z dziećmi. Synowie przekonali się do katolicyzmu, a córki wysłano do klasztoru. W roku 1554, mając przed sobą perspektywę procesu i śmierci, wyrzekła się swych przekonań, wyspowiadała i zaczęła uczęszczać na msze.

Kalwin, próbując nawiązać z nią kontakt, wysłał do Ferrary Ambrożego Cavalli. Nie był to najlepszy pomysł. Cavalli był kiedyś augustianinem. Poznawszy naukę Kalwina, zaczął ją głosić podczas kazań. Aresztowano go w Wenecji w roku 1545. Uratował życie, wyrzekając się swoich poglądów. Później przez kilka lat przebywał na dworze Renaty. Gdy gorliwość jej męża wzrosła, schronił się w Genewie. Po powrocie do Ferrary został szybko rozpoznany i aresztowany. Tym razem książę nie miał nic przeciwko przekazaniu go trybunałowi inkwizycyjnemu w Rzymie. Podczas procesu Cavalli nie wyparł się drugi raz tego, w co wierzył. 15 czerwca 1556 roku został powieszony na Campo de’ Fiori. Ciało spalono oczywiście na stosie.[8]

Księżna Renata po śmierci męża w 1559 roku wróciła do Francji. W Ferrarze nie byłaby bezpieczna. Jej syn, który objął władzę nad księstwem, uważał, że powinna być spalona na stosie.[9]
cdn.                                                          

 

Przypisy:

[1] http://it.wikipedia.org/wiki/Fanino_Fanini
[2] http://www.treccani.it/enciclopedia/fanino-fanini_%28Dizionario-Biografico%29/
[3] http://it.cathopedia.org/wiki/Fanino_Fanini
[4] Richard Hanula, „Trail and Triumph:Stories from Church History”, Canon Press 1999, s. 158 – 159.
[5] http://it.wikipedia.org/wiki/Renata_di_Francia
[6] http://www.treccani.it/enciclopedia/camillo-orsini_%28Dizionario_Biografico%29/
[7] http://www.passaggio.org/wp-content/uploads/2013/08/La-biografia-di-Fanino-Fanini.pdf
[8] http://it.wikipedia.org/wiki/Ambrogio_Cavalli
[9] Richard Hanula, op. cit., s. 159 – 160.

 

 

 

 

 

 

iPod Prąd, nr 5-6 (130-131), maj-czerwiec 2015


PORZĄDKI NA GÓRZE

My nie niszczymy naszych wrogów; my ich zmieniamy.

George Orwell – „Rok 1984”

 

Wielu, a może nawet większość mieszkańców szesnastowiecznej Europy musiało uważać rozłam wywołany przez reformację za wielkie nieszczęście. Stał się on przyczyną wojen, skłócił wiele rodzin, a ludzie nie mogli już mówić sobie, że skoro wierzą tak, jak wszyscy, to z pewnością wierzą dobrze. Nic dziwnego, że powszechnie oczekiwano soboru, który rozstrzygnąłby sporne kwestie i przezwyciężył podziały. Domagało się go wielu panujących w tych czasach monarchów. Szczególnie natarczywy był najpotężniejszy, cesarz Karol V. Wydaje się, że w pierwszych 20 latach po tym, jak Luter ogłosił swoje odkrycie, istniała możliwość osiągnięcia kompromisu. On i jego zwolennicy dopiero zaczynali rozumieć, jakie konsekwencje wynikają z prawdy, że grzesznik jest zbawiony wyłącznie przez wiarę. Z drugiej strony wielu katolickim hierarchom luteranizm wydawał się do przyjęcia. Dopiero kalwinizm, w którym pozycja duchownych była znacznie słabsza, wzbudził odrazę u niemal wszystkich. Jednak ani Hadrian VI, ani Klemens VII nie zwołali soboru. Zarówno jeden, jak i drugi zdawali sobie sprawę, że mógłby on doprowadzić do zjednoczenia katolików i protestantów, ale z pewnością ograniczy władzę papieża.[1]

Również kolejny papież, Paweł III, nie spieszył się z tą sprawą. Aby sobór nie stał się zagrożeniem dla jego pozycji, musiały być spełnione dwa warunki. Po pierwsze, nie mogli w nim wziąć udziału protestanci. Mogłoby się wydawać, że osiągnąć ten cel jest łatwo. Na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych w wyznaniach reformowanych zwolenników kompromisu z katolicyzmem było już bardzo niewielu. Jednak w tym czasie Karol V chciał pokonać ich militarnie, a następnie zmusić do powrotu do jedynego prawdziwego Kościoła. Ten plan wcale Pawłowi III nie odpowiadał. Najprawdopodobniej spodziewał się, że wymuszony powrót protestantów do katolicyzmu spowoduje ewolucję tej religii w kierunku, który mu nie odpowiadał. Nie chciał też, by i tak najpotężniejszy władca swoich czasów podporządkował sobie całe Niemcy, dlatego papież na różne sposoby starał się krzyżować mu szyki.[2] Drugim warunkiem bezpiecznego przebiegu soboru była neutralizacja tych hierarchów, którzy dążyli do zaszczepienia jakiejś części idei reformacyjnych w katolicyzmie. To zadanie papież powierzył stworzonej przez siebie nowej inkwizycji. Na jej czele postawił kardynała Carafę, który kiedyś powiedział: Gdyby mój własny ojciec był heretykiem, zgromadziłbym drewno na stos dla niego.[3] Jego osoba gwarantowała, że choć instytucji tej może brakować sił, środków i doświadczenia, to nie zabraknie zapału w pełnieniu obowiązków. Na wyniki nie trzeba było długo czekać.

W tym czasie popularna była we Włoszech głoszonaprzez hiszpańskiego arystokratę Juana de Valdesa nauka zwana ewangelicyzmem. Valdes twierdził, że człowiek osiąga zbawienie tylko przez wiarę, a wspólnotę z Bogiem można nawiązać poprzez mistyczną kontemplację i indywidualne spełnianie nakazów Jezusa. Sakramenty i przynależność wyznaniową uważał za sprawy drugorzędne.[4] Święte Oficjum poświęciło tej herezji sporo uwagi, ponieważ była w tym czasie dość popularna wśród włoskich intelektualistów, a także duchownych i to niekiedy wysoko postawionych.

Piotr Antoni di Capua został arcybiskupem Otranto dzięki poparciu Pawła III. Miał też uczestniczyć w charakterze eksperta w soborze trydenckim. W grudniu 1545 roku ujawniono, że jest zwolennikiem ewangelicyzmu, a jego sekretarz Guido Gianetti wyznaje luteranizm. Zapewne tylko poparcie Habsburgów uratowało go przed wyrokiem.[5]

Wyznawcą ewangelicyzmu był również Wiktor Soranzo. Uczestniczył on również w soborze trydenckim, a w 1547 roku został mianowany biskupem diecezji Bergamo. Objąwszy ten urząd, zaczął zwalczać kult obrazów i relikwii. Starał się o to, by Biblia i książki o treści duchowej, często protestanckie, trafiały do wszystkich zainteresowanych, w tym także prostych ludzi. Namawiał też księży do zawierania tajnych małżeństw, licząc na to, że będą się wtedy lepiej prowadzić. Zdemaskowano go i aresztowano w roku 1551. Podczas procesu wyraził skruchę i został łagodnie ukarany. Zdaje się, że kardynał Carafa uważał to za rażącą niesprawiedliwość i gdy został papieżem, proces biskupa Soranzo wznowiono. Ten jednak bardzo rozsądnie znalazł się w tym czasie na terenie Republiki Weneckiej, która nie zgodziła się na ekstradycję, a on zmarł tam śmiercią naturalną.[6]

Nie tylko zwolennicy ewangelicyzmu zakłócali przebieg soboru trydenckiego. Podczas jego czwartej sesji w kwietniu 1546 roku biskup Chioggi, Jakub Nacchianti, gwałtownie zaprotestował przeciwko stwierdzeniu, że tradycja kościelna jest źródłem objawienia równie autorytatywnym co Pismo Święte. Dość szybko zmienił stanowisko, ale ponieważ pachniało ono protestantyzmem, rozpoczęto przeciwko niemu śledztwo inkwizycyjne. Zakończyło się ono pełnym oczyszczeniem biskupa z podejrzeń.[7] W tym czasie w katolicyzmie nie wymagano jeszcze czczenia kościelnej tradycji na równi z Biblią. Choć w praktyce od dawna kierowano się głownie tradycją, brakowało stosownego dogmatu. Wprowadził go właśnie sobór trydencki. Nacchianti bronił dotychczasowego stanu rzeczy. Mimo całej swojej uczoności nie rozumiał, jaka jest potrzeba chwili. Przyjmując, że wola Boga objawiona jest tylko w Biblii, trzeba było przyznać rację protestantom, a to nie wchodziło w grę. Oznaczałoby to koniec całej organizacji. Gdy okazało się, że Nacchianti chce jej pomyślności, pozwolono mu uczestniczyć nadal w soborze.

Sprawę biskupa Capodistry (dziś Koper w Słowenii) Piotra Pawła Vergerio inkwizycja musiała uważać za swoją porażkę. Uczestniczył w negocjacjach z protestantami i był wobec nich bardzo ustępliwy, jakby uznawał ich rację. Już w 1544 roku przesłuchał go trybunał inkwizycyjny w Wenecji. Został oczyszczony z zarzutów, ale nie dopuszczono go do udziału w soborze. To, co napisał później, spowodowało, że w 1549 roku wezwano go do stawienia się w Rzymie. Uciekł wtedy do Szwajcarii. Resztę życia poświęcił na krzewienie luteranizmu w Europie, w tym także w Polsce.[8]

Kardynał Carafa chciał, by nowa inkwizycja papieska traktowała jednakowo wszystkich podejrzanych, bez względu na stanowisko, jakie zajmują. Tego ideału nie osiągnięto. Biskupi oskarżani o herezję nie byli traktowani surowo. Nie skazywano ich na śmierć. Można też podejrzewać, że zwykle wiedzieli, jakie są plany inkwizycji względem nich. Sprawa wyglądała inaczej, gdy heretyk był zwykłym księdzem lub osobą świecką.

cdn. 

 

Przypisy:

[1] Paul Johnson, „Historia chrześcijaństwa”, Wydawnictwo ATEXT, Gdańsk 1993, str. 384 – 385.
[2] Leopold von Ranke, „Dzieje papiestwa w XVI – XIX wieku” t. I, PIW, Warszawa 1974, str. 227 – 228.
[3] Paul Johnson, op. cit., str. 385.
[4] Philippus Camerarius, „Prawdziwa i wierna relacja o uwięzieniu w Rzymie” (wstęp L. Szczuckiego), PIW, Warszawa 1984, str. 21 – 22.
[5] http://it.wikipedia.org/wiki/Pietro_Antonio_Di_Capua
[6] http://www.ereticopedia.org/vittore-soranzo
[7] http://it.wikipedia.org/wiki/Jacopo_Nacchianti
[8] http://it.wikipedia.org/wiki/Pietro_Paolo_Vergerio

 

 

 

 

 

 

iPod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015

 


PALĄCA POTRZEBA REFORMY – SĘDZIOWIE MYŚLI – z dziejów inkwizycji cz. 83

My nie niszczymy naszych wrogów; my ich zmieniamy.
George Orwell – „Rok 1984”

 

Gdy w początkach XVI wieku zaczęła się reformacja, okazało się, że katolicyzm jest niezdolny do przeciwstawienia się jej. Zepsucie religii było zbyt wielkie. Jej kapłanom brakowało autorytetu i woli działania, a jej instytucje były sparaliżowane. Dotyczyło to także inkwizycji. W czasie wystąpienia Lutra była w Niemczech bardzo słaba, a po kompromitacji, jaką zakończył się w roku 1514 proces wytoczony przez inkwizytora Hoogstratena filozofowi Janowi Reuchelinowi, na jakiś czas straciła ochotę na oskarżanie kogokolwiek, a zwłaszcza wykładowców uniwersyteckich.[1]

 

W Szwajcarii, konfederacji zbuntowanych przeciwko niemieckiemu cesarzowi kantonów, której formalnie nie uznawano, ale którą nierozsądnie było atakować, zorganizowanie inkwizycji nie mogło się udać. Działalność takich ludzi, jak Ulrych Zwingli czy Konrad Grebel, ograniczały tylko zarządzenia władz świeckich i siły zbrojne przeciwników.

 

Inkwizycja francuska również nie działała zbyt sprawnie. Co prawda Wilhelm Farel i Jan Kalwin uciekli przed nią w końcu do Szwajcarii, ale zanim to nastąpiło, mieli dużo czasu na ukształtowanie i ugruntowanie swoich poglądów. W roku 1536 inkwizytor Tuluzy Arnold de Badet został odwołany za osłanianie protestantów. Jego następca, Ludwik de Rochette, za tę samą „zbrodnię” został spalony z wyroku lokalnego parlamentu dwa lata później.[2] W roku 1561 Wielki Inkwizytor Francji, kardynał Odet de Coligny de Châtillon, przeszedł na kalwinizm.[3] Te fakty rzucają pewne światło na przyczyny niewydolności tej instytucji.

 

Jedynie w stanowiących wtedy część hiszpańskiego imperium Niderlandach reakcja na postępy reformacji była w miarę szybka i zdecydowana. 1 lipca 1523 roku spaleni zostali w Brukseli dwaj pierwsi zwolennicy Lutra, augustianie Henryk Voes i Jan Esch.[4] Już po kilku latach okazało się, że takich spraw jest zbyt dużo i przejęły je sądy państwowe.[5] W końcu i to nie pomogło…

 

Można by się spodziewać, że przynajmniej pod okiem papieża inkwizycja była realnym zagrożeniem dla zwolenników reformy chrześcijaństwa, ale od czasów, gdy inkwizycja papieska skutecznie zwalczała w Italii katarów i spirytualnych franciszkanów, a z mniejszym powodzeniem waldensów, sporo się zmieniło. Początkiem „wyrodnienia” tej instytucji było chyba upoważnienie przez papieża prowincjałów zakonów dominikanów i franciszkanów do mianowania inkwizytorów. Od tej pory urząd ten zaczął się stawać z wolna wyłącznie stopniem zakonnej kariery, a sprawujący go zakonnik coraz rzadziej czuł się zobowiązany do robienia czegokolwiek. Można podejrzewać, że zazwyczaj czuł się częścią lokalnego „układu” władzy i nie chciał swymi poczynaniami mącić spokoju innym jego członkom.

 

Oczywiście odbywały się procesy czarownic i nierzadko je palono. Taki był skutek powszechnego wtedy przekonania o potędze czarów. Poza tym ofiary miały zwykle bardzo niską pozycję społeczną. Prześladowano też wciąż istniejących waldensów, ale na ogół niezbyt gorliwie. Najczęściej dochodziło do zawarcia niepisanego porozumienia. Waldensi płacili dziesięciny i uczestniczyli w obowiązkowych katolickich obrzędach, a inkwizytorzy, pamiętając, że doprowadzeni do ostateczności heretycy podejmowali próby zabicia swoich prześladowców i niekiedy im się to udawało, nie sprawdzali, w co tak naprawdę wierzą i co robią w ukryciu. Z rzadka wyruszały w Alpy ekspedycje, których celem była całkowita likwidacja tej herezji. Zarządzał je papież, a prowadzili przysłani przez niego ludzie. Miejscowi inkwizytorzy często starali się wykręcić od udziału w nich.[6]

 

W XVI wieku na terenie dzisiejszych Włoch inkwizytorów było znacznie więcej niż w XIII czy XIV wieku, ale dla ludzi, którzy głosili poglądy sprzeczne z doktryną katolicką, stanowili znacznie mniejsze zagrożenie. Pod koniec XV wieku znaczne wpływy w republice Florencji zdobył dominikanin Hieronim Savonarola. Pełnymi pasji kazaniami piętnującymi powszechne zepsucie zdobył najpierw uwielbienie tłumów, a potem władzę, odsuwając od niej ród Medyceuszów. Próbował poprawić ludzi, zakazując im gier hazardowych, wyścigów konnych, tańców, śpiewania pieśni, czytania książek o treści innej niż religijna… W końcu zaczął się domagać usunięcia Aleksandra VI, rzeczywiście jednego z najbardziej odrażających papieży. Gdy ten go wyklął, Savonarola odwzajemnił się tym samym. W końcu został stracony z wyroku rady miejskiej wspomaganej przez papieskich legatów.[7] Florencka inkwizycja nie odegrała w tej sprawie najmniejszej roli.

 

Ludzkie postawy i obyczaje w wieku XVI były trochę inne od tych w wieku XIII czy XIV, ale Hiszpanie potrafili stworzyć inkwizycję, która w nowych czasach dawała sobie radę. Tworzące ją Trybunały były zarządzane centralnie. Każdy z nich miał licznych jawnych świeckich współpracowników, dysponował siecią donosicieli i tajnym więzieniem. W razie potrzeby inkwizytorów wspierało królewskie wojsko. Mieszkańcy Italii mieli okazję zapoznać się bliżej z tym systemem. Sycylia i Neapol w początkach XVI wieku znajdowały się pod władzą Ferdynanda Aragońskiego. Pierwsze powstanie przeciwko Hiszpanom wybuchło na Sycylii w roku 1511, a drugie w 1526. Jedną z głównych przyczyn obydwu była nienawiść do inkwizycji. W Neapolu na wieść o planach zorganizowania Świętego Trybunału na wzór hiszpański wybuchły tak gwałtowne protesty, że odstąpiono od tego.[8] Najwyraźniej ten sposób obrony katolicyzmu nie przypadł Włochom do gustu. Wielu z nich nie przypadała do gustu sama religia.

 

Nauka Lutra dość szybko dotarła do Italii i wielu jej mieszkańców skłaniało się do niej. Jednak władze większości istniejących tam państewek najczęściej były w ten czy inny sposób zależne od dwóch władców stojących zdecydowanie po stronie katolicyzmu: króla Hiszpanii lub króla Francji. Być może tylko z tego powodu nie zdecydowały się na wprowadzenie reformacji „na sposób niemiecki”.[9]

 

Przez dłuższy czas zdławienie ruchu reformacyjnego we Włoszech nie było możliwe przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, instytucja papiestwa potrzebowała czasu, by podnieść się po klęsce, którą papież Klemens VII poniósł w roku 1527 w wojnie z cesarzem Karolem V. Po drugie, część katolickiej hierarchii była w rozterce. Dobrym przykładem jest kardynał Contarini. Nie miał on wątpliwości, że zbawienie można osiągnąć wyłącznie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, a nie przez swoje dzieła. Odkrył to w Biblii już w roku 1511, czyli przed Lutrem. Stwierdził jasno, że fundament luterańskiej budowli jest prawdziwy, nie wolno nam jej krytykować, musimy uznać ją za właściwą. Podobnie myślących było z pewnością więcej.

 

Jeszcze w roku 1541 toczyły się w Ratyzbonie rozmowy między katolikami a protestantami.[10] Dopiero później uznano, że dalsza wymiana argumentów prowadzi donikąd, a spór można rozstrzygnąć tylko siłą.
cdn.    

 

Przypisy:

1 http://pl.wikipedia.org/wiki/Jakob_van_Hoogstraten
2 http://pl.wikipedia.org/wiki/Louis_de_Rochette
3 http://www2.fiu.edu/~mirandas/bios1533-iii.htm#Coligny
4 http://pl.wikipedia.org/wiki/Luteranizm
5 http://pl.wikipedia.org/wiki/Inkwizycja
6 http://pl.wikipedia.org/wiki/Inkwizycja
7 Roman Konik, „W obronie Świętej Inkwizycji”, Te Deum, Warszawa 2002, str.102 – 112.
8 Henry Kamen, „Inkwizycja hiszpańska”, PIW, Warszawa 2005, str.
9 Philippus Camerarius, „Prawdziwa i wierna relacja o uwięzieniu w Rzymie”, PIW, Warszawa 1984, str.19.
10 Paul Johnson, „Historia chrześcijaństwa”, ATEXT, Gdańsk 1993, str.365 – 367.

 

idź Pod Prąd, październik 2014


O DYSCYPLINĘ WŚRÓD KSIĘŻY – SĘDZIOWIE MYŚLI – Z DZIEJÓW INKWIZYCJI cz. 80

My nie niszczymy naszych wrogów; my ich zmieniamy.
George Orwell – „Rok 1984”

Podjęta przez inkwizycję hiszpańską próba wykorzenienia niepożądanych zachowań i poglądów ludzi nazywających się „starymi chrześcijanami” nie przyniosła zbyt wielkich rezultatów. Do samego końca istnienia Świętych Trybunałów trafiali przed nie ludzie, którzy w swych powiedzonkach i przekleństwach bluźnili Bogu. Nie malała też liczba „mędrkujących” na tematy religijne.


My nie niszczymy naszych wrogów; my ich zmieniamy.
George Orwell – „Rok 1984”

 

Podjęta przez inkwizycję hiszpańską próba wykorzenienia niepożądanych zachowań i poglądów ludzi nazywających się „starymi chrześcijanami” nie przyniosła zbyt wielkich rezultatów. Do samego końca istnienia Świętych Trybunałów trafiali przed nie ludzie, którzy w swych powiedzonkach i przekleństwach bluźnili Bogu. Nie malała też liczba „mędrkujących” na tematy religijne. Najczęściej głoszoną przez nich „herezją” był pogląd, że współżycie seksualne osób wolnych i korzystanie z usług prostytutek nie jest grzechem. (1) W naszych czasach jest on dość powszechny. W Hiszpanii walczyli z nim już inkwizytorzy i przegrali. Prawdopodobnie ubocznym skutkiem ich wysiłków był wzrost poziomu wiedzy religijnej Hiszpanów „czystej krwi”. Zgodnie z inkwizycyjną procedurą zawsze sprawdzano orientację oskarżonych w sprawach duchowych i ludzie zaczęli się uczyć. Z zachowanych protokołów przesłuchań wynika, że z upływem czasu coraz więcej podejrzanych, także pochodzących z ludu, umiało odmówić podstawowe modlitwy, wyliczyć prawdy wiary, wiedziało, ile jest sakramentów itp. (2) Znajomość formułek niewiele zmieniała w praktyce życia. Hiszpanie nadal otaczali czcią różnych religijnych szarlatanów, których słowa i czyny przeczyły nie tylko Biblii, ale i nauce katolickiej. Proszono ich o błogosławieństwo przed wyruszeniem na wojnę, a figurki i medaliki przez nich dotknięte znacznie zyskiwały w cenie.

 

Oczywiście trudno jest narzucić człowiekowi siłą jakieś przekonania. Zwłaszcza, gdy tej siły brakuje. Inkwizycja była według dzisiejszychstandardów wręcz mikroskopijna. Miała siedziby w głównych miastach i działała głównie w nich. W ciągu ponad trzech wieków istnienia tej instytucji w mniej więcej 90% miejscowości w Hiszpanii jej funkcjonariusze nie pojawili się ani razu. (3) Aby zbadać wiarę starych chrześcijan, inkwizytorzy powinni krążyć po całym kraju. Teoretycznie wizytacje były ich obowiązkiem, ale z reguły wykręcali się od niego, jak mogli. (4)

 

W XVI wieku podróż była większym wysiłkiem niż dzisiaj, ale ważniejszym motywem była chyba obawa przed przejawami wrogości. Odkąd okazało się, że inkwizycja zajmuje się nie tylko Żydami i Maurami, sympatia starych chrześcijan do niej się zmniejszyła. Niebezpieczeństwo, że chłopi użyją siekier lub wideł nie było duże. Chociaż jeśli oskarżano o herezję jakąś osobę, którą uznawali za „świętą”, mogło dojść i do tego. Chyba najczęstszą reakcją na przybycie inkwizytorów był bierny opór. Księża, którym też nie było to w smak, pouczali, by nie mówić nic o sobie ani o sprawach dotyczących Świętego Oficjum. (5) Jeżeli parafianie posłuchali, wizytacja kończyła się bez przykrych następstw.

 

Jednak ludzie są gadatliwi, czasami z różnych powodów donoszą i niekiedy jakiegoś heretyka udawało się podczas wizytacji znaleźć. Zwykle był to człowiek, który powiedział coś, co uznano za bluźnierstwo. Inkwizytorzy najczęściej wychodzili z założenia, że motywem była raczej zwykła tępota niż chęć znieważenia. (6) Sporządzali protokół. Nakładali pokutę i wypuszczali. Nie palono nawet recydywistów. Oni i autorzy szczególnie wymyślnych bluźnierstw występowali przed parafią w symbolicznym kneblem na ustach. Karano ich grzywną, banicją, a po soborze trydenckim niekiedy nawet galerami. (7) Przyczyną tej pobłażliwości było chyba wynikające z poczucia narodowej wspólnoty przekonanie, że starych chrześcijan nie można traktować jak Żydów czy Maurów.

 

Z niepowodzeń w wychowaniu starych chrześcijan nie robiono dramatu. W katolicyzmie świeccy nie mieli i nie mają wiele do powiedzenia. Przywódcami są kapłani, ich przekonania i postępki mają dużo większe znaczenie dla pomyślności religii. Inkwizycja poświęcała im należytą uwagę. Interweniowała, gdy podczas kazania padło jakieś szczególnie rażące stwierdzenie. Tak się stało, gdy ksiądz Diego Diaz, któremu najwyraźniej trudno było się pogodzić z anektowaniem Portugalii przez Hiszpanię, stwierdził, że Jezus nie umarł za Kastylijczyków. Podobnie postąpiono, gdy pewien ksiądz z Katalonii stwierdził, że wolałby być w piekle z Francuzem niż w niebie z Kastylijczykiem. Tam również nie lubiano Kastylijczyków. W sprawie ojca Cortesa polityka nie miała żadnego znaczenia. Stwierdzenie, że chwała Najświętszej Panny przewyższa chwałę Najświętszego Sakramentu było po prostu zbyt wielkim błędem teologicznym. Zapewne ksiądz Tuy, który powiedział parafianom, że w hostii tak naprawdę nie ma Boga, nie wiedział, że Jan Kalwin nauczał bardzo podobnie, ale nie można było pozwolić, by robił to nadal. (8)

 

Może to dziwić, ale inkwizycja hiszpańska z wielką podejrzliwością odnosiła się do jezuitów. Sam Ignacy Loyola był podejrzewany o iluminizm i spędził kilka miesięcy w inkwizycyjnym więzienia. Jego Ćwiczenia duchowne trafiły w Hiszpanii na indeks ksiąg zakazanych, a utworzonemu przez Loyolę zakonowi postawiono wiele zarzutów. Szczególną podejrzliwość budziło to, że jezuitami mogli być ludzie o nieczystej krwi, a także nałożony na nich obowiązek denuncjowania heretyków wyłącznie przełożonym. (9) W tym czasie inkwizycja składała się głownie z dominikanów, ale z czasem jezuici zaczęli ich z niej wypierać…

 

Innym bardzo ważnym zadaniem inkwizycji było trzymanie na wodzy skłonności seksualnych księży. To, że łamali zakaz chodzenia do karczmy, trzymali w domach kochanki, nie miało większego znaczenia. Największym problemem było napastowanie przez nich kobiet, a niekiedy także mężczyzn, przychodzących do spowiedzi. Zdarzało się, że przed Święte Trybunały trafiali kapłani, którym zarzucano dziesiątki tak zwanych solicytacji. Na przykład roku 1578 ojca Domingo Revisto oskarżało 49 kobiet, a podobnych spraw było więcej. Początkowo wyroki w nich były łagodne, ale z czasem za niegodne sprawowanie sakramentu pokuty zaczęto zsyłać na galery. (10) Surowości w takich sprawach domagał się Rzym i miał poważne powody. Napastowane kobiety miały zwykle mężów, a trudno było dotknąć ich bardziej niż w ten sposób. Wrogość do kapłana, który uwiódł czy zgwałcił żonę, mogła się łatwo przerodzić we wrogość do religii, której on służył. Podobnie jak w Hiszpanii musiało być w innych krajach i być może to tłumaczy, dlaczego reformacja tak łatwo znajdowała zwolenników. W tych czasach spowiedź sprawowano inaczej. Mogła się odbywać w domu wiernego lub na plebani i nie było przegrody między kapłanem a penitentem. Dopiero na soborze trydenckim ustalono sztywne reguły sprawowania tego sakramentu i przede wszystkim wprowadzono konfesjonały. Musiało jednak minąć sporo czasu, zanim te nakazy zrealizowano. (11)

 

Postępowania przeciwko księżom inkwizycja prowadziła dyskretnie i powściągliwie. Jej wybitny teoretyk Francisco Peña ujął to z właściwą sobie ścisłością. Nie należy być nazbyt gorliwym w prześladowaniu księży i zakonników, ponieważ proces duchownego zawsze daje się zinterpretować jako proces całego kleru. Inkwizytor powinien pamiętać o tym, że ludzie świeccy nie znoszą przywilejów duchowieństwa i nic nie cieszy ich w równym stopniu, jak grzechy księży i wymierzana im kara. (12)

 

cdn.    

 
Przypisy:

1. Leszek Biały, „Dzieje inkwizycji hiszpańskiej”, KAW, Kraków 1989, str.233

2. Henry Kamen, „Inkwizycja hiszpańska”, str.242.

3. Henry Kamen, op. cit., str.260.

4. Leszek Biały, op. cit., str.80.

5. Henry Kamen, op. cit., str.259.

6. Henry Kamen, op. cit., str.241.

7. Leszek Biały, op. cit., str.232.

8. Henry Kamen, op. cit., str.244.

9. Henry Kamen, op. cit., str.151 i 227.

10. Leszek Biały, op. cit., str.267.

11. Leszek Biały, op. cit., str.266.

12. Leszek Biały, op. cit., str.131

 

PRZECIW „STARYM CHRZEŚCIJANOM” – SĘDZIOWIE MYŚLI – Z DZIEJÓW INKWIZYCJI cz. 79

My nie niszczymy naszych wrogów; my ich zmieniamy.
George Orwell – „Rok 1984”

Kiedy zaczęto tworzyć w Hiszpanii Święte Trybunały, ich głównym zadaniem było wykrywanie i karanie ochrzczonych Żydów praktykujących skrycie judaizm. Surowe represje i wypędzenie w roku 1492 Żydów pozostających przy swojej wierze sprawiły, że już po kilkudziesięciu latach judaizowanie stało się rzadkością. Problem powrócił po roku 1580, gdy Hiszpania anektowała Portugalię. Ten kraj miał swoich conversos i swoją inkwizycję, która jednak zdaniem hiszpańskich inkwizytorów sprawdzała prawowierność niezbyt dokładnie. Procesy i egzekucje judaizantes nie osiągnęły nasilenia z lat 1482 – 1530, ale trwały przez cały XVII wiek i zdarzały się jeszcze w XVIII. [1]


 

Reformacja nie zdobyła wśród Hiszpanów wielu zwolenników, ale inkwizycja potraktowała to zagrożenie dla katolicyzmu z całą powagą i tępiła wyjątkowo zajadle. Pod koniec XVI wieku można było uznać, że także ten problem załatwiła. Pozostawało tylko prowadzenie różnych działań wobec protestantów, którzy czasowo przebywali na hiszpańskim terytorium, bo o tym, by pozwolono heretykowi zamieszkać na nim na stałe, nie mogło być oczywiście mowy.


Zmuszając mieszkających na Półwyspie Iberyjskim muzułmanów do zmiany wiary, inkwizycja hiszpańska podjęła ostatnią w swoich dziejach tak wielką operację w interesie katolicyzmu i hiszpańskiej korony. Zakończyło ją w początkach XVII wieku wygnanie Maurów z rozkazu króla Filipa II. W ten sposób państwo zostało „oczyszczone”. Na jego terenie pozostali niemal wyłącznie ci, którzy nazywali się „starymi chrześcijanami” i byli dumni ze swojej „czystej”, czyli pozbawionej domieszki żydowskiej, krwi. Byli to ludzie, którzy w przytłaczającej większości uważali, że inkwizycja broni ich przed spiskami Żydów i innych „obcych”. Aprobowali i często czynnie wspierali jej działania, a ona w początkowym okresie swego istnienia rzadko ich represjonowała. Jednak w miarę, jak ubywało „obcych”, coraz częściej zajmowała się „swoimi”.


Inkwizycja musiała wykrywać heretyków, ponieważ konfiskowanie ich majątków było jednym z głównych źródeł jej finansowania, ale nie tylko względy materialne tu się liczyły i chyba nie były najważniejsze. Jej funkcjonariusze mieli dość okazji, by przyjrzeć się, jacy naprawdę są ci „starzy chrześcijanie” i uznali, że ich postawy i zachowania daleko odbiegają od tych, które powinny cechować dobrych katolików. Szczególnie dotyczyło to chłopów stanowiących wtedy około 80% ludności kraju.


Podobnie jak wśród conversos zdarzali się wśród nich ateiści i ludzie uważający wszystkie religie za tak samo dobre. Takich „mędrkujących” nie było oczywiście wielu. Przytłaczająca większość uważała się za katolików, ale bardziej inteligentni i gorliwi księża oceniali, że mniej więcej jeden na dziesięciu wie o swojej wierze to, co wiedzieć powinien, a to, w co wierzyli pozostali, nazywali diabelska magią. [2] Inkwizytorzy wizytujący wiejskie parafie raportowali, że wielu z nich nie potrafi się przeżegnać ani odmówić Zdrowaś Mario i nigdy w życiu się nie spowiadało. Trudno się było spodziewać, że pracujący wśród nich księża są w stanie coś zmienić. Najczęściej posyłano na wieś takich, którzy wiedzą i podejściem do spraw duchowych niewiele różnili się od swych parafian. Wielu członków hiszpańskiej elity uważało, że wysyłanie misjonarzy do Ameryki, by „nawracali” tam Indian, nie ma większego sensu. Przecież dość pogan jest na miejscu. [3] Inkwizycja w sobie właściwy sposób zaczęła motywować „starych chrześcijan”, a w szczególności wieśniaków, do zmiany, a biskupi przyjęli to zaangażowanie z zadowoleniem.


Hiszpańscy chłopi dość swobodnie traktowali katolickie obrzędy, nauki i przepisy. Na niedzielną mszę przychodzili, jeśli mieli ochotę. Podobnie traktowali nakazane posty. Podczas procesji zwyczajowo składali dziewczętom nieprzyzwoite propozycje. Zdarzali się wśród nich tacy, którzy reagowali niewybrednymi komentarzami na kazania o dziewictwie Marii. Do nauki o przeistoczeniu podchodzili w sposób „zdroworozsądkowy”, nie wierząc, że Bóg jest w hostii, a wyznawanie grzechów kapłanowi uznawali za poniżające. [4]


Zaczęto uczyć lud szacunku dla sacrum. Aldona de Vargas stanęła przed Świętym Trybunałem, ponieważ na wzmiankę o Najświętszej Dziewicy uśmiechnęła się w sposób, który donosiciel uznał za znaczący. Alonso de Jaen, który oddał mocz na mur świątyni, postanowił nie czekać, aż ktoś powiadomi o tym inkwizycję i doniósł na siebie sam. [5] Najwidoczniej uważał, że dzięki temu zostanie ukarany łagodniej i chyba miał rację.


Trybunały zwracały też uwagę na słowa. Hiszpanie często zaklinali się na różne części ciała(!)Boga, używali też takich zwrotów, jak: „Choćby mi sam Pan Bóg kazał, nie zrobię tego” czy „Wyrzekam się zbawienia”. [6] Procesy miały im uświadomić niestosowność takiego gadania. Zdarzały się też „słowne przestępstwa” popełniane z rozmysłem. Francisco Dalmau przed mszą wyszedł na ambonę i dopóki nie zjawił się ksiądz, bawił zgromadzonych swoim uciesznym „kazaniem”. Lorenzo Sanchez stwierdził, że duchowni to nasi słudzy i właśnie dlatego płacimy im dziesięciny. Nie uszło mu to na sucho, chociaż był notariuszem inkwizycyjnym. [7] Zwykle kara w sprawach o tak zwane opinie nie była zbyt surowa. Najczęściej oskarżony musiał publicznie wyrzec się jej, płacił niewielką grzywnę, dostawał chłostę lub skazywany był na krótkie wygnanie z miejsca zamieszkania. [8] Niekiedy jednak nawet w takim przypadku inkwizycja mogła złamać życie. Benito Penas był wytwórcą pługów, którego aresztowano za wygłoszenie opinii, że Chrystus wcale nie umarł na krzyżu. Uznano go za niepoczytalnego i zwolniono, ale musiał zapłacić za doprowadzenie do siedziby trybunał 30 dukatów. Z licytacji jego warsztatu i narzędzi inkwizycja uzyskała „tylko” 20. [9]


W sprawach o profanację wyroki zależały od tego, co bezczeszczono. Gdy pijani chłopi spod Guadalajary wyrwali z ziemi przydrożny krzyż i urządzili sobie z nim „procesję”, musieli tylko powtórzyć ją boso w pokutnych strojach w odwrotnym kierunku i wkopać krzyż na miejsce. Benito Ferrer, który wyrwał z rąk księdza hostię i podeptał ją, spłonął za to na stosie. [10]


Chyba najważniejszym zadaniem, które postawiła sobie inkwizycja w swoich działaniach wobec „starych chrześcijan”, była zmiana ich postaw w dziedzinie seksu. Ogólnie Hiszpanie nie uważali, że współżycie seksualne osób stanu wolnego jest grzechem. Nie widzieli też niczego niestosownego w tym, że narzeczeni zamieszkiwali razem przed ślubem. Nie oczekiwano zmiany zachowań. Chodziło o to, by nikt otwarcie nie głosił poglądu, że „zwyczajne cudzołóstwo” nie jest grzechem. Karano za to świeckich i duchownych. [11]


Hiszpańska inkwizycja przez cały czas swego istnienia sądziła też sprawy o bigamię, uznając ją za przejaw heretyckiego rozumienia małżeństwa. Początkowo bigamista musiał tylko publicznie potępić swój występek, płacił niewielką grzywnę i dostawał 100 batów. Pod koniec XVI wieku mężczyzn skazywano zwykle na 3 – 5 lat galer i 200 batów, a kobiety na banicję. Ktoś, kto przyznawał, że świadomie naruszył sakrament, traktowany był łagodniej. Uznawano, że podsądny przynajmniej w teorii zgadza się z nauką o nierozerwalności małżeństwa. Sądy królewskie nie wdawały się w takie subtelności i zwykle skazywały w takich wypadkach na 10 lat galer i konfiskatę połowy majątku. [12]

cdn.

 

Przypisy:
 
1 John Edwards, „Inkwizycja hiszpańska”, Fakty, Warszawa 2002, str. 135–136.
2 Henry Kamen, „Inkwizycja hiszpańska”, PIW, Warszawa 2005, str.13–14.
3 Henry Kamen, op. cit., str.235–237.
4 Henry Kamen, op. cit., str.241.
5 Henry Kamen, op. cit., str.167.
6 Leszek Biały, „Dzieje inkwizycji hiszpańskiej”, KAW Kraków 1989, str.231.
7 Henry Kamen, op. cit., str.241.
8 Leszek Biały, op. cit., str.233.
9 Leszek Biały, op. cit., str.101
10 Leszek Biały, op. cit., str.234.
11 Henry Kamen, op. cit., str.244–245.
12 Leszek Biały, op. cit., str.237.
 

Sędziowie myśli cz.76 – Cenzura inkwizycyjna

SĘDZIOWIE MYŚLI – Z DZIEJÓW INKWIZYCJI

My nie niszczymy naszych wrogów; my ich zmieniamy.

George Orwell – „Rok 1984”

CENZURA INKWIZYCYJNA

Wydając w roku 1455 Biblię, Jan Gutenberg udowodnił, jak wielkie są możliwości jego metody druku z wykorzystaniem wymiennej czcionki. W całej Europie zaczęły powstawać drukarnie. Ludzi, którzy umieli czytać, było już dość sporo. Nie brakowało też takich, którzy chcieli korzystać z tego nowego sposobu docierania do umysłów, widząc jego wielką zaletę. Raz napisany tekst mógł być stosunkowo szybko powielany właściwie dowolną ilość razy. Należało potem tylko zadbać o to, by trafił we właściwe ręce…


Trzeba przyznać, że ówczesne władze duchowne i świeckie szybko zrozumiały, jak ogromny przełom w społecznej komunikacji stanowi drukarstwo i ile może im sprawić problemów. Już w roku 1515 papież Leon X ogłosił, że żadna książka w „chrześcijańskim świecie” nie powinna zostać wydrukowana bez zgody lokalnego biskupa.i Niektórzy władcy świeccy już wcześniej podjęli próby zapewnienia sobie kontroli nad wydawnictwami.

W praktyce okazało się to bardzo trudne i Luter potrafił wykorzystać okazję, pisząc broszury i książki wydawane w nakładach, które nawet w naszych czasach należałoby uznać za spore. Podobnie postępowali Zwingli, Farel, Kalwin, Bullinger… Bez słowa drukowanego trudno sobie wyobrazić sukces reformacji.

Władcy Hiszpanii należeli do tych monarchów, którzy wcześnie zadbali o to, by idee szerzone drukiem nie wzburzały umysłów poddanych. Edykt wprowadzający cenzurę prewencyjną wydany 2 lipca 1502 roku przez Ferdynanda Aragońskiego i Izabelę Kastylijską nakładał obowiązek uzyskania zezwolenia na drukowanie książek i sprowadzanie ich zza granicy u odpowiedniego biskupa lub przewodniczącego sądu. Miał jednak poważną lukę. Obowiązywał jedynie na terenie królestw Kastylii i Leon. Drukarz lub księgarz, który nie uzyskał takiej licencji, przeniósłszy się do Aragonii, Katalonii, Walencji lub Nawarry, mógł drukować i sprzedawać, co tylko chciał. Również następcy Ferdynanda nie czuli się na siłach, by rozszerzyć to prawo na inne królestwa, nad którymi panowali.ii Obowiązywały w nich różne prawa, zwyczaje i języki, a ich mieszkańcy bardzo cenili sobie te odrębności. Narzucanie im praw obowiązujących w dominującej Kastylii budziło sprzeciw i niezadowolenie. Sprawa cenzury nie wydawała się na tyle ważna, by podsycać separatyzm. Drukarni i księgarni było w Hiszpanii stosunkowo niewiele. Królowie mimo wszystko nie uważali ich za poważne zagrożenie.

Inkwizycja hiszpańska wyciągnęła jednak pewne wnioski z tego, co działo się w Niemczech. Jej funkcjonariusze zauważyli, że protestantyzm dociera do ludzi i upowszechnia się najbardziej dzięki książkom, które – będąc niemymi nauczycielami – przemawiają i pouczają wszędzie i o każdej porze, w tym również tych, do których nie zdołała dotrzeć siła wymowy.iii Doceniano to wielkie zagrożenie dla religiikatolickiej i starano się mu zapobiec.

Już w 1521 roku Adrian z Utrechtu pełniący wtedy funkcję Inkwizytora Generalnego zakazał Hiszpanom posiadania, przywożenia i rozpowszechniania książek luterańskich.iv Święte Trybunały zaczęły też przejmować cenzurę książek wydawanych w kraju, choć formalnie nie były do tego uprawnione.v Najwidoczniej nie były dobrego zdania o cenzorach królewskich i diecezjalnych. Z czasem zadbano, by wierni wiedzieli, jakich konkretnie książek mają się wystrzegać i odpowiednie edykty inkwizycji odczytywano podczas nabożeństw. Trudno było zapamiętać wszystkie tytuły. Jednym ze skutków rozpowszechnienia się druku było to, że ilość książek szybko rosła. Od 1540 roku zaczęto publikować listy tych zakazanych.vi Najczęściej kopiowano po prostu wykazy sporządzane przez inkwizycję działającą w również podlegających władzy hiszpańskiego króla Niderlandach, na które protestancka propaganda oddziaływała silniej. Rozlepiano je tam na murach domów i nazywano plakatami. To niderlandzkie słowo przyjęło się potem w wielu językach. Wreszcie w roku 1551 ogłoszono pierwszy hiszpański indeks ksiąg zakazanych. On również był „importowany” z Niderlandów. Hiszpańscy inkwizytorzy skorzystali z owoców pracy swych kolegów z uniwersytetu w Louvain, nie dbając o to, że powiadamiają Hiszpanów o istnieniu wielu dzieł, które jeszcze do ich kraju nie dotarły.

Katolik, zapoznawszy się z listami czy indeksem, miał obowiązek w określonym terminie oddać zakazaną literaturę, jeśli ją posiadał, urzędnikom inkwizycji. Były dwie kategorie – książki zakazane całkowicie i częściowo. Te pierwsze niszczono, a drugie poddawano „oczyszczeniu”. Zamazywano szkodliwe fragmenty farbą drukarską lub wyrwano całe kartki. Jak wiele czynności urzędowych, „oczyszczanie” mogło trwać miesiące, a nawet lata. W końcu jednak zwracano książkę właścicielowi. Za posiadanie „nieczystej” karano ekskomuniką i grzywną. W przypadku recydywy winny stawał przed Świętym Trybunałem. Oczywiście ten, kto zauważył nieprawomyślne druki u kogoś innego, również miał obowiązek donieść o tym, gdzie trzeba i mógł być ukarany, jeśli tego nie zrobił. Funkcjonariusze inkwizycji, szukając zakazanych książek, kontrolowali przywożone do Hiszpanii towary, a także drukarnie, księgarnie i biblioteki.vii

Mimo wszystko wyegzekwowanie zakazu kontaktu z niemymi heretykami nie było proste. Książkę łatwo schować. Można też zmienić okładkę i stronę tytułową… Poza tym szybko ich przybywało i inkwizytorzy nie nadążali z wydawaniem zakazów. Niekiedy też zmieniali po jakimś czasie zdanie. Przyłapani księgarzy i czytelnicy twierdzili, że indeksy są tak obszerne, że po prostu nie zauważyli na nich swoich książek i często przyjmowano takie tłumaczenia. Dla wszystkich było jednak był oczywiste, że zakazana jest Biblia. W roku 1552 przeprowadzono wielką akcję poszukiwania nielegalnych egzemplarzy Starego i Nowego Testamentu. W Sewilli odebrano ludziom 450 sztuk, w Saragossie 218, w Walencji 20, znaleziono też jakieś w Salamance. Przekłady na języki narodowe dokonane przez katolików były ścigane tak samo, jak protestanckie.viii Nawet dewocyjne książkizawierające tłumaczenie biblijnych fragmentów trafiały na indeks. Pierwszy hiszpański przekład Pisma Świętego inkwizycja zaaprobowała w 1783 roku.ix

Zwolennicy reformacji w Sewilli i Valladolid posługiwali się Nowym Testamentem w przekładzie Juana Pereza de Pinedy, byłego zakonnika, który uciekł do Genewy. Julian Hernandez przemycał drukowane tam egzemplarze w beczkach na wino. Spłonął za to na stosie.x

Po wykryciu tych wspólnot zaostrzono prawo. Od 1558 roku za rozpowszechnianie w Kastylii niedozwolonych książek wprowadzono karę śmierci, ale nawet wtedy nie ograniczono swobody druku w innych hiszpańskich królestwach.xi

Inkwizycja hiszpańska raczej nie wyrządziła wielkiej szkody kulturze i nauce, choć intelektualiści skarżyli się na nią. Nigdy nie zakazała ona dzieł Galileusza. Ponieważ papieski nuncjusz uraził inkwizytorów, nakazując im rozpowszechnienie wyroku rzymskiego sądu w sprawie astronoma, nie pytając ich o zdanie, wydali o jego dziełach opinię pozytywną.xii W Don Kichocie Cervantesa usunięto jedno zdanie. Dzieła naukowe pisane po łacinie były dostępne w zasadzie bez ograniczeń. Wydawano w Hiszpanii książki Keplera, podając na nich tylko informację, że jest on heretykiem. Przykładów „liberalizmu” cenzury inkwizycyjnej można podać więcej. Nie ulega natomiast wątpliwości, że skutecznie zniechęciła ona Hiszpanów do Biblii. Lorenzo Villanueva, żyjący w XVIII wieku funkcjonariusz inkwizycji, przyznawał, że ludzie, którzy dawniej szukali Biblii, teraz spoglądają na nią z odrazą; wielu się nią nie interesuje, a jeszcze liczniejsi nie wiedzą nawet, że istnieje.xiii

cdn. Piotr Setkowicz

i Leszek Biały, „Dzieje inkwizycji hiszpańskiej”, KAW, Kraków 1989, str.242 – 243.

ii Henry Kamen, „Inkwizycja hiszpańska”, PIW, Warszawa 2005, str. 101 – 103.

iii Leszek Biały, op. cit., str.250.

iv Leszek Biały, op. cit., str.243.

v Henry Kamen, op. cit., str.101.

vi Henry Kamen, op. cit., str.102.

vii Leszek Biały, op. cit., str.244 – 245.

viii Henry Kamen, op. cit., str.106.

ix Leszek Biały, op. cit., str.250.

xi Henry Kamen, op. cit., str.102 – 103.

xii Leszek Biały, op. cit., str.254 – 255

xiii Leszek Biały, op. cit., str.250.

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut