Strona główna Tagi Historia

Tag: historia

ANODA – wzór na czasy spokojne i czasy nienormalne

Bardzo lubiany wśród rówieśników, przez dziewczyny podziwiany. Odważny, bojowy, odpowiedzialny, szlachetny. Najdzielniejszy wśród dzielnych. Pełen wigoru, dowcipu, bardzo bezpośredni – to cały Janek -...

Los Polski według amerykańskich konserwatystów

Jeden z najbardziej wpływowych konserwatywnych i antykomunistycznych think tanków z USA – John Birch Society znów pisze o Telewizji Idź Pod Prąd! W gazecie...

“Polska organizacja Idź Pod Prąd” – wpływowy THINK TANK z USA...

Jeden z najbardziej wpływowych konserwatywnych i antykomunistycznych think tanków z USA - John Birch Society opublikował wzruszający artykuł o wielkiej, wolnej Polsce, o Polakach...

Polsko-rosyjskie materiały do nauki historii

Polska i Rosja przygotowują wspólne pomoce dydaktyczne do nauki historii. Jak przekazało polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych: – Polska jest otwarta na konstruktywny dialog historyczny, czego świadectwem...

Manipulacje Grzegorza Brauna w filmie „Eugenika. W imię postępu”

Archiwum: Idź Pod Prąd 2016, nr 145-147 (sierpień-październik), s. 5-6. Radosław Kopeć Film Grzegorza Brauna „Eugenika. W imię postępu” jest kompilacją wypowiedzi ekspertów (historyków, genetyków, filozofów,...

O metodach datowania radioaktywnego

METODY DATOWANIA WIEKU ZIEMI NA PODSTAWIE ZJAWISK PROMIENIOTWÓRCZYCH UCHODZĄ W NAUCE ZA PODSTAWOWE. NIEKTÓRZY UCZENI WROGO NASTAWIENI DO CHRZEŚCIJAŃSTWA UŻYWAJĄ TYCH METOD DO PODWAŻANIA WIARY CHRZEŚCIJAN. PONIEWAŻ METODY TE WSKAZUJĄ NA WIĘKSZY NIŻ PODANY W BIBLII WIEK ZIEMI, MY CHRZEŚCIJANIE MAMY UZNAĆ, ŻE BIBLIA JEST BŁĘDNA, A OPIS STWORZENIA Z KSIĘGI RODZAJU W NAJLEPSZYM PRZYPADKU NALEŻY TRAKTOWAĆ METAFORYCZNIE. ALE CZY METODOM RADIODATOWANIA MOŻNA ZAUFAĆ?
 
Naturalną promieniotwórczość odkryto w 1896 roku. Zasługę przypisuje się francuskiemu fizykowi Henriemu Becquerelowi. Amerykański pionier radiochemii, Bertram Borden Boltwood, zauważył, że stosunek ołowiu do uranu był w starszych skałach większy niż w młodych skałach i skorzystał z sugestii Ernesta Rutherforda, by na tej podstawie wyznaczać wiek tych skał. Boltwood mianowicie uznał - poprawnie, jak dzisiaj wiadomo - że ołów jest końcowym produktem rozpadu uranu i że znając tempo rozpadu uranu oraz stosunek ołowiu do uranu, można wyznaczać wiek skał. Podobną metodę, ale w odniesieniu do materii organicznej oraz przy użyciu C14, zaczął stosować Willard Libby w połowie lat 40. XX wieku. Libby zwrócił uwagę, że powszechny w materii ożywionej węgiel może zawierać obok zwykłego niepromieniotwórczego węgla C12 także izotop promieniotwórczy C14. Za badania przy użyciu C14 Libby otrzymał Nagrodę Nobla w 1960 roku.


Dlaczego istnieje zjawisko naturalnej promieniotwórczości? Jak wiadomo, każdy atom składa się z protonów i neutronów (tzw. nukleonów) skupionych w środku atomu, w jego jądrze, wokół którego krążą elektrony. Jądro atomu ma średnicę od 1,75 fermiego (w skrócie fm) w przypadku atomu wodoru do 15 fermich w przypadku atomu uranu. Fermi to jednostka stosowana do odległości wewnątrz jądra atomowego i wynosi 10^-15 metra (inaczej: jedną bilionową milimetra). Jądro zawiera w przybliżeniu 99,94% całej masy atomu.


Najmniejszy atom wodoru ma rozmiary 1,06 angstrema. Angstrem to jednostka stosowana do odległości między atomami i wynosi 10^-10 metra (czyli jedną dziesięciomilionową milimetra). Łatwo zauważyć, że jeden angstrem to 100 tysięcy fermich. Atom uranu ma średnicę ponad trzykrotnie większą niż atom wodoru. Elektrony najbardziej zbliżone do jądra znajdują się mniej więcej 100 000 razy dalej od środka jądra niż najbardziej od tego środka oddalone zewnętrzne nukleony.


Jak bardzo puste są atomy, może nam uświadomić następujące porównanie. Gdyby jądro atomu wodoru było wielkości złotówki, to orbita jedynego elektronu, jaki w nim krąży, znajdowałaby się w odległości ok. jednego kilometra. Do 1911 roku sądzono, że atomy stanowią zwartą materię o dodatnim ładunku, w której, jak rodzynki w cieście, tkwią niewielkie obdarzone ładunkiem ujemnym elektrony. Ten model atomu, zwany żartobliwie modelem ciasta z rodzynkami, wprowadził w 1897 roku fizyk brytyjski Joseph J. Thomson. Ale w 1911 roku Ernest Rutherford przeprowadził eksperyment, w którym na bardzo cienką folię złota wystrzeliwał cząstki alfa (dzisiaj wiemy, że są to jądra helu składające się z dwóch protonów i dwóch neutronów). Olbrzymia większość cząstek alfa przechodziła przez folię złota bez najmniejszych kłopotów, co świadczyło, że objętość atomów stanowi w większości pustka.


Chemiczne własności atomów wyznaczone są przez liczbę protonów w jądrze i odpowiadającą im liczbę elektronów. Ale jądra atomów mogą zawierać (z wyjątkiem atomu wodoru nawet muszą zawierać) także neutrony, i to w różnych ilościach. W ten sposób mamy do czynienia z izotopami, odmianami tego samego pierwiastka różniącymi się tylko liczbą neutronów w jądrze. Właśnie te neutrony decydują o stabilności bądź niestabilności jąder atomów. Okazuje się, że prawie każdy pierwiastek od wodoru (liczba protonów Z=1) do bizmutu (Z=83) ma przynajmniej jeden stabilny izotop (z wyjątkiem technetu i prometu). Wszystkie pierwiastki powyżej bizmutu na tablicy Mendelejewa są niestabilne, czyli stale uwalniają energię, rozpadają się.


Rozpad typu alfa występuje tylko w cięższych nuklidach promieniotwórczych, czyli tzw. radionuklidach, o łącznej liczbie protonów i neutronów równej lub większej niż 146 (radionuklid to każde jądro niestabilne radioaktywnie). Dla emisji alfa energia rozpadu manifestuje się jako energia kinetyczna wyrzucanej cząstki alfa. Właśnie ten typ rozpadu promieniotwórczego tworzy radioaureole w minerałach tkwiących w skałach. [1] Każdy radionuklid wyrzuca cząstki alfa o określonej energii charakterystycznej tylko dla siebie. Cząstki alfa, przemieszczając się w minerałach, niszczą ich krystaliczną strukturę, pozostawiając na swej drodze sygnaturę w postaci serii odbarwionych kręgów koncentrycznych - właśnie radioaureol - charakterystycznych dla danego radionuklidu produkującego cząstki alfa. Ciekawe, że te radioaureole są najlepszym pośrednim świadectwem obserwacyjnym popierającym wielomilionowe okresy rozpadu promieniotwórczego, o ile mierzy się je przy założeniu współczesnego tempa rozpadu. Radioaureole powstają z maleńkich punktowych inkluzji uranu U238 albo jakiegoś innego radioizotopu występującego naturalnie w krysztale.


Radioaureole wywołane obecnością, jak się wydaje, pierwotnego polonu [2] Po218 (pierwotnego, czyli takiego, który nie powstał z rozpadu uranu) stały się przedmiotem burzliwej dyskusji między kreacjonistami i antykreacjonistami. Ponieważ półokres rozpadu Po218 wynosi tylko 3 minuty, Robert V. Gentry wywnioskował, że musiał on być stworzony momentalnie razem ze skałą, gdyż roztopiona skała stygnie przez tysiące lat. [3]


Do również ciekawych wniosków prowadzi porównanie tempa samorzutnego rozpowszechniania się helu He4, wytwarzanego w kryształachprzez powiązane łańcuchy rozpadu, oraz zawartości He4 w atmosferze. Wygląda na to, że rozpad ten trwał zaledwie kilka tysięcy lat. [4]


Obie te sprawy zasługują na bliższe przyjrzenie się im w przyszłości.


Oprócz rozpadu alfa istnieje jeszcze kilka innych rodzajów rozpadu radionuklidów. Jeśli znana jest wyjściowa liczba radionuklidów w czasie kształtowania się badanej próbki skały, ta sama liczba w obecnym czasie oraz tempo rozpadu, to można wyliczyć wiek próbki.


Świecko zorientowani uczeni wierzą, że rozpad promieniotwórczy trwa od powstania świata przyrody ponad 13 miliardów lat temu i że przez cały ten czas tempo rozpadu dla różnych radioizotopów pozostawało stałe w czasie. Jest to uniformitarystyczne widzenie przyrody. Uniformitaryzm stanowi kamień węgielny świeckiego światopoglądu i stanowi źródło przekonania o starej Ziemi i starym Wszechświecie. Postawa ta została dobrze

 

opisana w Piśmie Świętym:
„...przyjdą w ostatnich dniach szydercy pełni szyderstwa, którzy będą postępowali według własnych żądz i będą mówili: «Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem ojcowie zasnęli, wszystko jednakowo trwa od początku świata»” (2 Pt. 3:3-4).


Uniformitarystyczne ujęcie cierpi na szereg poważnych problemów, jeśli chodzi o radiodatowanie. Niedawne wyniki eksperymentów pokazują, że tempo rozpadu radioizotopów może się znacznie różnić od aktualnie przyjmowanych wartości - procesy te przy obecności pewnych czynników środowiskowych mogą przebiegać nawet miliard razy szybciej. [5] Szczególnie interesujące jest, że tempo rozpadu alfa toru Th228 zwiększa się 10000 razy w warunkach, w których powstają fale o wysokim ciśnieniu. [6] Warunki takie mogły łatwo powstać w trakcie Potopu Noego. Można się tylko zastanawiać, jak przebiegają procesy rozpadu jądrowego wewnątrz gwiazd lub w dużych egzoplanetach.


Istnieją też inne poważne problemy związane z obecnie stosowaną metodą datowania radioaktywnego, na przykład założenie, że badane próbki stanowiły przez miliony lat układ zamknięty. Przez miliony lat? Czy jakikolwiek układ może przez miliony lat być wolny od wpływu środowiska?


Biblia jasno stwierdza, że Ziemia jest względnie młoda, liczy sobie nieco ponad 6 tysięcy lat. Argumenty na rzecz tego stwierdzenia przedstawiano przez setki lat. Poprawnie stosowana nauka nie zaprzecza temu stanowisku. Fragmenty Biblii - takie jak Psalm 18:7-8, Księga Habakuka 3:8-10 oraz Księga Powtórzonego Prawa 32:22 - wydają się sugerować, że rozpad promieniotwórczy mógł nie być częścią oryginalnego stworzenia. Prawdopodobnie promieniotwórczość pojawiła się po raz pierwszy jako reakcja na grzech człowieka, początkowo, w okresie przedpotopowym, w głębinach Ziemi, a wypchnięta została na powierzchnię wskutek aktywności tektonicznej w okresie Potopu.


Biblia mówi, że Upadek pierwszych rodziców przyniósł katastrofalne skutki nie tylko dla nich osobiście, ale także dla całego świata przyrody.


(Vernon R. Cupps, Ph.D., “Clocks in Rocks? Radioactive Dating Part 1”, Acts & Facts, October 2014, vol. 43, no. 10, s. 8-11.)
 
[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller
 
Przypisy:
[1] Por. Andrew Snelling, „Radiohalos”, w: Larry Vardiman, Andrew Snelling, and Eugene Chaffin (eds.), Radioisotopes and the Age of the Earth, vol. I, Institute for Creation Research, Dallas, TX 2000, s. 381-468.
[2] Polon został odkryty przez Marię Curie-Skłodowską i nazwany tak od łacińskiejnazwy Polski - Polonia.
[3] Robert V. Gentry, „Giant Radioactive Halos. Indicator of Unknown Alpha-Radioactivity”, Science, August 1970, vol. 169, no. 3946, s. 670-673,http://tiny.pl/qvsvs; tenże, “Spectacle Haloes”, Nature, October 1975, vol. 258, no. 5532, s. 269-270; tenże, “Radioactive Halos”, Annual Review of Nuclear Science, October 1973, vol. 23, no. 1, s. 347-362, http://tiny.pl/qvsbh; tenże, “Radiohalos in a Radiochronological and Cosmological Perspective”, Science, October 1974, vol. 184, no. 4132, s. 62-66, http://tiny.pl/qvsbq; tenże, Creation Tiny Mystery, Earth Science Associates 1992, http://tiny.pl/qvsbm.
[4] Por. D. Russell Humphreys, „Young Helium Diffusion Age of Zircons Supports Accelerated Nuclear Decay”, w: Larry Vardiman, Andrew Snelling, and Eugene Chaffin (eds.), Radioisotopes and the Age of the Earth, vol. II, Institute for Creation Research, Dallas, TX 2005.
[5] F. Bosch et al., „Observation of Bound-State Beta-Decay of Fully Ionized Re187: Re187-Os187 Cosmochronometry”, Physical Review Letters 1996, vol. 77, no. 26, s. 5190-5193, http://tiny.pl/qvsb8; J.H. Jenkins, D.W. Mundy, and E. Fischbach, “Analysis of environmental influences in nuclear half-life measurements exhibiting time-dependent decay rates”, Nuclear Instruments and Methods in Physics Research Section A: Accelerators, Spectrometers, Detectors and Associated Equipment 2010, vol. 620, no. 2-3, s. 332-342.
[6] F. Cardone et al., “Piezonuclear decay of thorium”, Physics Letters A, 2009, vol. 373, no. 3795, s. 1956-1958.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


Zychowicz na rocznicę powstania warszawskiego

Program Fundacji Twój Ruch: Śniadanie z Twoim Ruchem. Z Red. P. Zychowiczem dyskutujemy o powstaniu warszawskim, akcji "Burza", o serialu "Czas Honoru" i niedzielnym patriotyzmie.


Już wkrótce następny odcinek programu z Prof. Andrzejem Zybertowiczem - porozmawiamy m.in. o tym, jak zachęcić młodych do szukania wyższych wartości.

 

{youtube}hRsUY1U9HBA{/youtube}

 

Zachęcamy do komentowania!
Zapraszamy na stronę Fundacji: twojruch.net
oraz fanpage: facebook.com/twojruch [Polub to;)]

 

Sponsor programu: miesięcznik "idź Pod Prąd" idzpodprad.pl
(fanpage: facebook.com/idzpodprad)

Realizacja:
Eunika Chojecka
Łukasz Mądrzejewski
Paweł Soja
Monika Dąbrowska
Cezary Kłosowicz

Skąd kobiety i niedźwiedź na jednym zdjęciu?

Nadesłana przez jednego z naszych Czytelników intrygująca fotografia przedstawia kilkadziesiąt jednakowo ubranych kobiet wraz z niedźwiedziem. Ktoś, kto nie słyszał o niedźwiedziu Wojtku, który został żołnierzem Wojska Polskiego, mógłby pomyśleć, że to fotomontaż.

Do spotkania kobiet z niezwykłym misiem doszło w jesieni 1943r. Zadziwiające okazuje się również podobieństwo dat w ich historii. W 1941 roku w Persji przyszedł na świat niedźwiedź, który w przyszłości miał się zasłużyć m.in. w bitwie o Monte Cassino. W tym samym roku w ZSRR za zgodą władz sowieckich powstała Pomocnicza Służba Kobiet pod patronatem generała Andersa. Rok później niedźwiedź został kupiony przez żołnierzy z 22 Kompanii 2 Korpusu Polskiego od irańskiego chłopca i już w jesieni wraz z wojskiem trafił do Palestyny. W tym samym czasie nastąpiła ewakuacja PSK z Rosji do Persji, zakończona w sierpniu 1942r. Zdjęcie zostało zrobione w Palestynie, w październiku 1943 roku. Jednostka dzielnych kobiet to najprawdopodobniej 318 Kompania Zaopatrzenia. (Nie jest wykluczone, że są tu też ujęte osoby wchodzące w skład 316 i 317 Kompanii Transportu.) Jednak to nie koniec ich wspólnych losów.

Zgodnie z opowieściami żołnierzy niedźwiedź Wojtek brał udział w walkach pod Monte Cassino, gdzie pomagał w noszeniu ciężkich skrzyń z amunicją artyleryjską. Podobno nigdy żadnej nie upuścił. Od tego momentu niedźwiedź z pociskiem w łapach stał się symbolem 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Taka odznaka zdobiła samochody wojskowe, proporczyki i mundury żołnierzy.

Pod Monte Cassino ramię w ramię z bohaterskim misiem walczyły żołnierki z 318 Kompanii, które nie tylko zaopatrywały walczących, ale opiekowały się również rannymi.

Tadeusz Czerkawski zapisał: Nagle zza namiotów wynurzył się Wojtek. Zatrzymał się przy nas, stanął na tylnych łapach, chciał się bawić. Daliśmy mu puszki z gęstym mlecznym kremem, które rozrywał pazurami i wyjadał zawartość. Miś się najadł, pobaraszkował z nami, oblizał nam twarze i ręce, po czym oddalił się w rejon 3. baterii i wlazł do namiotu porucznika Franciszka Łukowskiego. Ułożył się na polowym łóżku porucznika i zasnął.

Jeździł z żołnierzami na ciężarówkach oparty przednimi łapami o budkę szofera. Arabowie, zwłaszcza dzieci, wiali na ten widok, ile wlazło - wspominał Stanisławski.

Niestety, po wojnie zarówno Wojtek, jak i całe PSK trafili do Wielkiej Brytanii, gdzie pod koniec lat 40. zakończyli swój żołnierski los. W 1946 roku rząd brytyjski powziął decyzję o rozwiązaniu Polskich Sił Zbrojnych, w tym Pomocniczej Służby Kobiet. Po demobilizacji 22 Kompanii niedźwiedź trafił do zoo w Edynburgu. O jego śmierci w 1963r. poinformowały brytyjskie media.

Dziewczęta w beretach i kombinezonach łączyły uśmiech młodości z sumiennością i gorliwością.
Tadeusz Radwański, żołnierz PSZ

Niedźwiedź Wojtek i 318 kompaniaZ archiwum rodzinnego Elżbiety Szulc z domu Wardak

 

NA ZDJĘCIU:
W pierwszej linii stoją miś Wojtek i jego opiekun Piotr Prendys. Ręka tego żołnierza zasłania stojącą tam Mamę mojej żony, śp. ochotniczkę Celinę Norbertę Wardak, z domu Gruszecką (ur. w Brześciu nad Bugiem w 1911r.; zm. w Kłodzku w 1983r.). Śp. Celina ma na swojej lewej ręce, jak zawsze, zegarek! Zdzisław M. Szulc W tym samym rzędzie co p. Celina stoi, jako 6. postać na lewo, Irena Świertok-Sawka, ochotniczka oddziału PSK, która wspomina, że niedźwiedź Wojtek uwielbiał kąpiele: Przyprowadzano go do naszego obozu. Pędził prosto do namiotu, w którym miałyśmy prysznic.

Przekazujemy prośbę naszego Czytelnika z USA, by rozpropagować to zdjęcie i postarać się zidentyfikować pozostałe bohaterki. Kontakt za pośrednictwem naszej redakcji.

Źródła:
http://www.psz.pl.pl/psk.htm
http://wyborcza.pl/1,76842,7830554,O_niedzwiedziu__ktory_zostal_zolnierzem.html?as=2&startsz=x
http://www.wojtekthebear.com/html/middleeast.html


ZMARTWYCHWSTANIE – śledztwo

Jak było ze zmartwychwstaniem?
„To wszystko jedna wielka ściema. Po co się w to zagłębiać? Można z góry założyć, że kwestia jest kompletnie nieżyciowa lub tak niepewna, że nie ma co czasu tracić na… śledztwo w tej sprawie”.

Podobnie myślał młody Amerykanin Josh, student prawa, który już jako nastolatek uznał chrześcijaństwo za zbiór sloganów i nienaukową teorię dla słabych.


Jak było ze zmartwychwstaniem?
„To wszystko jedna wielka ściema. Po co się w to zagłębiać? Można z góry założyć, że kwestia jest kompletnie nieżyciowa lub tak niepewna, że nie ma co czasu tracić na… śledztwo w tej sprawie”.

Podobnie myślał młody Amerykanin Josh, student prawa, który już jako nastolatek uznał chrześcijaństwo za zbiór sloganów i nienaukową teorię dla słabych.

Miał świetne wyniki na uczelni i był aktywnym organizatorem życia studenckiego, starostą roku etc. Zauważył na uczelni grupę studentów i wykładowców, którzy wydawali się niezwykle szczęśliwi i bardzo w porządku wobec siebie nawzajem – postanowił się z nimi spotkać. Okazało się, że są chrześcijanami i razem studiują Biblię. Znudzony zagadnął jedną ładną dziewczynę: „Powiedz, co przemieniło wasze życie? Dlaczego ono tak różni się od życia innych studentów i profesorów?”­­. Studentka spojrzała na niego i powiedziała dwa słowa, których nie spodziewał się usłyszeć: „Jezus Chrystus”. On na to: „O, nie! Nie wciskaj mi tych śmieci. Mam dość religii. Mam dosyć kościoła i Biblii”. Dziewczyna odparła: „Nie powiedziałam: religia. Powiedziałam: Jezus Chrystus”. Josh nie rozumiał.

Nowi znajomi rzucili mu wyzwanie – żeby naukowo zbadał twierdzenia, że Jezus jest Bogiem, umarł na krzyżu za grzechy ludzkości i zmartwychwstał. Myślał, że to żart, nie sądził, że w ogóle istnieje jakikolwiek materiał dowodowy, który można zbadać. Jednak przyjął wyzwanie, żeby obalić wszystkie te twierdzenia i wykazać fikcyjność chrześcijaństwa. Jednym z głównych zagadnień, które zaczął badać, było zmartwychwstanie. Rozpoczął analizę źródeł historycznych, prawnych i literackich. Jeździł po Stanach i Europie, zbierając materiały, buszując po archiwach, bibliotekach, przepytując naukowców.


Co takiego zbadał i jakie były wyniki jego analiz?
Warto szczególnie skupić się na temacie zmartwychwstania, bo w gruncie rzeczy jest to wydarzenie, od którego prawdziwości zależy całe chrześcijaństwo. Jeśli nie miało miejsca, chrześcijaństwo to zwyczajna fikcja, jeśli jednak rzeczywiście Jezus zmartwychwstał, fakt ten uwiarygodnia chrześcijaństwo („Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara” 1 Kor. 15:13-14). Prześledziliśmy główne tezy, które Josh chciał obalić, a także te, w których upatrywał rozwiązania „problemu”.

 

Historyczność Jezusa

Josh na warsztat wziął przede wszystkim źródła pozabiblijne. Ku swemu zaskoczeniu odkrył, że współcześni historycy nie podważają faktu, że Jezus był postacią historyczną. Do naszych czasów zachowało się wiele wzmianek o Jezusie w źródłach powszechnie uznanych za źródła historyczne. O Jezusie pisał Józef Flawiusz (37 r. n.e. – po 94 r.), historyk żydowski. Pisał o nim w swoich „Rocznikach” także Tacyt (ok. 55–120), jeden z najsłynniejszych historyków rzymskich. W „Żywotach cezarów” Swetoniusza znajduje się wzmianka o wyrzuceniu z Rzymu Żydów, „którzy ciągle wywoływali rozruchy, podburzeni przez niejakiego Chrestosa”.

Z uwagi na to, że Nowy Testament jest najobszerniejszym źródłem informacji na temat zmartwychwstania, dociekliwy student poddał go trzem podstawowym testom historiografii: bibliograficznemu, świadectw wewnętrznych i świadectw zewnętrznych.

 

Test bibliograficzny
Test opiera się na sprawdzeniu, na ile rzetelne są kopie danego dokumentu, jeśli nie dysponujemy oryginałem, oraz jaki jest okres dzielący najstarszą posiadaną kopię od oryginału. Nowy Testament przeszedł ten test celująco. Zachowała się ogromna liczba kopii-rękopisów. Nowego Testamentu, bo aż 24 633. (Drugie miejsce pod tym względem w całej historii zajmuje „Iliada” Homera – z jedynie 643 manuskryptami przetrwałymi do naszych czasów).

W końcu XIX wieku odnaleziono wczesne rękopisy papirusowe, które wypełniły lukę między znanymi do tej pory a tymi z czasów Jezusa. Odnaleziono manuskrypt Johna Rylanda z 130 r. n.e., papirus Chestera Beatty’ego z 155 r. n.e. i II papirus Bodmera z 200 r. n.e. (Dla porównania „Historia” Tukidydesa z 460-400 p.n.e. jest znana z 8 manuskryptów datowanych na ok. 900 r. n.e., czyli prawie 1300 lat po jej napisaniu. „Wojna galijska” Cezara datowana jest na 58-50 r. p.n.e., posiada dziesięć kopii powstałych 1000 lat po jego śmierci.)

 

Czy można zaufać biblijnym relacjom? Test świadectw wewnętrznych

Test świadectw wewnętrznych odpowiada na pytanie, czy pisemny zapis, który dzisiaj posiadamy, jest wiarygodny i do jakiego stopnia. W tej dziedzinie krytycy stosują ciągle zasadę Arystotelesa, która polega na tym, że należy wierzyć dokumentowi dopóty, dopóki jego autor nie zacznie zaprzeczać lub przeinaczać fakty znane z innych źródeł. Nowotestamentowe zapisy dotyczące życia i nauczania Jezusa są utrwalone albo przez ludzi, którzy byli naocznymi świadkami, albo przekazywali relację takowych.
Dodatkowo za historyczną rzetelnością nowotestamentowych opisów życia Jezusa przemawia fakt, że gdy ludzie, którzy napisali Nowy Testament, uzasadniali wiarygodność Ewangelii, odwoływalisię do powszechnej znajomości faktów towarzyszących zmartwychwstaniu. "Zna te sprawy król, do którego śmiało mówię. Jestem przekonany, że nic z nich nie jest mu obce. Nie działo się to bowiem w jakimś zapadłym kącie”. Dz. 26:22-26

 

Co na to historia, geografia i archeologia? Test świadectw zewnętrznych

Josh zbadał zgodność Nowego Testamentu ze znanymi faktami naukowymi – historycznymi, geograficznymi, archeologicznymi etc. - aby sprawdzić, czy inne materiały historyczne potwierdzają zawartość dokumentu.

Josh natknął się na dzieła starożytne, których autorami lub bohaterami są… znajomi apostołów! Z niedowierzaniem stwierdził, że dwaj przyjaciele apostoła Jana odnoszą się do jego zapisu ewangelii. Pierwszego z nich – Papiasza z Hierapolis - teolog i apologeta Ireneusz z Lyonu nazywa uczniem Jana i słuchaczem apostołów. Drugim z przyjaciół apostoła Jana, również jego uczniem był Polikarp ze Smyrny – pisze o nim jego wychowanek, wspomniany Ireneusz z Lyonu w swoim „Adversus haereses” ok. 180 r.
Amerykanin odkrył także, że znaleziska archeologiczne poświadczają rzetelność Łukasza. Trudno tu wymienić wszystkie odkrycia archeologiczne, ale jedną historię warto wspomnieć. William Ramsay (ur. w 1851 r.), uznawany za jednego z największych archeologów wszech czasów, zorganizował wyprawę do Azji Mniejszej i Palestyny, której celem było wykazanie, że Biblia to wytwór „ambitnych mnichów”, a nie pisarzy natchnionych przez Boga. Poszukiwania zmusiły go do przestudiowania pism Łukasza. Zaobserwował, że ewangelista z drobiazgową dokładnością przedstawiał detale historyczne, np. wymienił w swej księdze 32 kraje, 54 miasta, 9 wysp i wielu władców. Archeolog skonfrontował te wzmianki z rzeczywistością i nie znalazł w nich ani jednej nieścisłości. W efekcie powstała książka, w której prof. Ramsay dowodził, że materiał archeologiczny potwierdza wiarygodność Nowego Testamentu. Późniejsze badania potwierdziły tylko jego wnioski.

 

Zmartwychwstanie – fakty

 

Śmierć Jezusa
I wreszcie dochodzimy do kluczowej sprawy, którą obalić miał zamiar Josh.

Czy Jezus rzeczywiście powstał z martwych?
Na wstępie zadał pytanie, czy chrześcijaństwo ma możliwą do przyjęcia bazę historyczną i czy istnieje wystarczający materiał dowodowy upoważniający do wiary w zmartwychwstanie. Amerykanin spędził na studiowaniu tego tematu tysiące godzin. Już na półmetku stwierdził, że „zmartwychwstanie Jezusa jest albo najgorszą, najbardziej okrutną i bezlitosną bujdą wciskaną kiedykolwiek ludziom, albo jest najważniejszym faktem w historii”.

Rozpatrzył ciąg wydarzeń dotyczących zmartwychwstania: Jezus z Nazaretu, Żyd, który twierdził, że jest przepowiedzianym w Pismach żydowskich Chrystusem, został aresztowany, osądzony jako przestępca polityczny i ukrzyżowany. Trzy dni po jego śmierci i pogrzebie pewne kobiety, które przyszły do grobowca, stwierdziły, że grób jest pusty. Uczniowie Jezusa utrzymywali, że Bóg wskrzesił go z martwych i że Chrystus ukazał się im kilkakrotnie przed wstąpieniem do nieba. Chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się następnie w Imperium Rzymskim i do dzisiaj wywiera znaczący wpływ na świat.

Student zbadał najpierw okoliczności poprzedzające rzeczone zmartwychwstanie. Stwierdził, że Jezus był niemałym problemem zarówno dla Rzymian, jak i Żydów (motywy polityczny, ekonomiczny, religijny). Skupił się także na badaniu samego procesu ukrzyżowania. Byłato poniżająca kara stosowana wobec buntowników, zazwyczaj politycznych. Po ogłoszeniu wyroku przez sąd skazańca biczowano. Po biczowaniu zwyczajem było wyśmiewanie skazańca. Tak postąpili z Jezusem rzymscy żołnierze. Człowiek skazany na ukrzyżowanie musiał nieść poprzeczną belkę krzyża od więzienia do miejsca egzekucji. Po dotarciu na miejsce skazaniec był przybijany gwoździami lub przywiązywany sznurami do krzyża. Agonia trwała wiele godzin. Śmierć następowała z powodu uduszenia lub niewydolności wieńcowej. Dr Truman Davis, doktor medycyny, opisuje, co się dzieje z ludzkim ciałem po krótkim czasie wiszenia na krzyżu: „W miarę męczenia się ramion fale mocnych skurczów przechodzą przez mięśnie, powodując głęboki, niesłabnący ból. Przy powieszeniu na rękach sparaliżowane są mięśnie klatki piersiowej i mięśnie międzyżebrowe. Powietrze może być wciągnięte do płuc, lecz nie może nastąpić wydech. Po pewnym czasie następuje zapaść ortostatyczna wywołana niedostatecznym dopływem krwi do mózgu i serca. Jedynym sposobem uniknięcia tego przez skazanego jest podniesienie się na piętach, aby krew mogła choć trochę krążyć w górnych częściach ciała” (McDowell, „Sprawa zmartwychwstania”).

Celem łamania goleni było przyspieszenie śmierci skazańca – w wyniku tego nie mógł się podeprzeć i zaczerpnąć powietrza. Jak twierdzi Nowy Testament, Jezusowi nie połamano goleni: „Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni” Jan 19:33. W ten sposób wypełniła się przepowiednia ze Starego Testamentu (II Mojż. 12:46; IV Mojż. 9:12; PS. 34:20).

Strażnik stwierdził śmierć Jezusa, a dla pewności przebił jego bok włócznią. Z rany wypłynęła „krew i woda” Jan 19:34. Truman Davis, doktor medycyny, twierdzi, że był to wyciek wodnistego płynu z jamy osierdzia otaczającego serce. Według niego jest to dowód, że „Chrystus nie umarł przez uduszenie, lecz na niewydolność serca spowodowaną szokiem i uciskiem na serce wywołanym przez płyn w osierdziu” (McDowell, „Sprawa zmartwychwstania”).

Piłat zgodził się na zdjęcie Chrystusa z krzyża dopiero wtedy, gdy czterej wykonawcy egzekucji potwierdzili jego śmierć. Wydał ciało po kilkukrotnym upewnieniu się, że Jezus nie żyje.

 

Josh przebadał także „techniczne” aspekty pochówku Chrystusa.

 

Grób w skale
Według Nowego Testamentu ciało Jezusa zostało złożone w prywatnym grobie Józefa z Arymatei. Grobowiec był wykuty w litej skale (Mt. 27:60), dostęp do niego był wyłącznie przez niskie frontowe wejście, które zasunięte było dużym kamieniem.

 

Żydowski pogrzeb
Pogrzeb Jezusa odbył się według żydowskich zwyczajów. Jezus został zdjęty z krzyża i owinięty płótnem. Żydzi ściśle stosowali się do przepisu zabraniającego, by ciało pozostawało przez noc na krzyżu.

Ciało było natychmiast przenoszone na miejsce pogrzebu, następnie było myte, namaszczane, ubierane w szaty pogrzebowe, następnie zaszywane przez kobiety. Żadne węzły nie były dozwolone. Nikt nie mógł być pochowany w mniej niż trzech oddzielnych okryciach. Rozpoczynając od stóp, owijano ciało lnianym płótnem. Między zwoje wkładano mirrę zmieszaną z aloesem. Osobnym płótnem zawijano głowę. Jan Chryzostom w IV w. po Chrystusie pisał: „Mirra, którą się posłużono, była substancją przylegającą do ciała tak mocno, że płótna pogrzebowe były trudne do usunięcia”.

 

Ogromny kamień
Marek pisze, że kamień, którym zakryto wejście do grobowca Jezusa, był bardzo wielki. Josh sprawdził, że kamień potrzebny do zasłonięcia wejścia wielkości 4,5-5 stóp ważyłby od 1,5 do 2 ton. Amerykanin dotarł do tekstu ewangelii Marka w rękopisie Bezy (Kodeks Bezy z ok. 400 r. n.e.), znajdującym się w Cambridge Library w Anglii, w którym fragment Mk 16:4 jest uzupełniony stwierdzeniem ujętym w nawiasie: „Gdy Go tam złożono, (Józef) zatoczył przed grób kamień, którego nie mogło odsunąć dwudziestu ludzi”. Grób zamykano, staczając kamień po pochyłości w dół. Aby kamień odsunąć, należało go wytoczyć w górę.

 

Rzymska straż

Zarówno Rzymianie, jak i Żydzi chcieli pozbyć się problemu Jezusa raz na zawsze. Żydzi przypomnieli sobie, że Jezus zapowiadał swoje zmartwychwstanie po trzech dniach od śmierci, poprosili więc Piłata o zabezpieczenie grobu Jezusa. „Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili: Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: Po trzech dniach powstanę. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze. Rzekł im Piłat: Macie straż, idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie. Oni poszli i zabezpieczyli grób, opieczętowując kamień i stawiając straż”. Mt. 27:62-66

Czym była rzymska straż? Oddział wartowniczy rzymskich legionów był solidnie wyszkolony,  zdyscyplinowany i dobrze uzbrojony. Taki oddział składał się z 4–16 ludzi. Zazwyczaj postępowali oni następująco: czterech ludzi ustawiało się przed tym, czego mieli pilnować. Pozostała dwunastka układała się do snu w półkolu przed nimi – głowami do środka. Zmieniali się co 4 godziny.

 

Rzymska pieczęć

Mateusz napisał, że rzymscy żołnierze wysłani przez Piłata do pilnowania grobu Jezusa „zabezpieczyli grób, opieczętowując kamień”. Taka pieczęć mogła być założona jedynie w obecności rzymskiej straży, która pozostawała na posterunku, było to potwierdzenie autentyczności – publicznym świadectwem, że ciało Jezusa znajduje się w grobowcu. Stwierdzała również fakt, że jego ciało jest chronione mocą i autorytetem Imperium Rzymskiego.

W następnym numerze cz. 2.

 
EUNIKA CHOJECKA
PIOTR BUGNO
 

Księga rodzaju a historia

- Nie wiem, czy się z tobą zgadzam - powiedział mój przyjaciel.
- Ale to nie ze mną się nie zgadzasz - odpowiedziałam. - Nie zgadzasz się ze św. Pawłem. - Wówczas nie przedstawiałam swojej własnej opinii, ale wyjaśniałam, czego apostoł Paweł naucza w 1 Liście do Koryntian.
- No to dobrze, nie zgadzam się ze św. Pawłem.
W ten sposób do czegoś doszliśmy. Wśród chrześcijan jedną rzeczą jest niezgadzanie się, jak interpretować to, co mówi Biblia, a zupełnie inną rzeczą lekceważenie tego, co Biblia mówi. Ale mój przyjaciel nie widział tu żadnego problemu. Jego zdaniem chrześcijanin nie jest związany tym, co mówi Pismo Święte. Zostało ono napisane dawno temu przez ludzi przedstawiających swoje własne najlepsze rozumienie spraw pod kierunkiem Ducha Świętego. Podobnie dzisiaj przedstawiamy nasze najlepsze rozumienie spraw pod kierunkiem Ducha Świętego. To, co Biblia mówi, niejednokrotnie pomaga, ale nie jest to ostateczne słowo w żadnej sprawie.

No i co? Czy chrześcijanie są związani tym, czego naucza Pismo Święte? Ponieważ większość kreacjonistów mocno opiera się na naukach pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju, pytanie to ma wielkie znaczenie dla kontrowersji kreacjonizm-ewolucjonizm. Czy Biblia jest wytworem starożytnych ludzi przedstawiających swoje najlepsze opinie, a wówczas możemy swobodnie odrzucać wszystko to, co uznamy za fałszywe? Czy też jest to Słowo Boże, a więc nie może być fałszywe, bo sam Bóg byłby kłamcą?

Jest to jednak tylko pierwszy krok. Jeśli dojdziemy do wniosku, że Pismo Święte jest faktycznie Słowem Bożym, to nadal musimy rozstrzygnąć, jak je interpretować. Weźmy chociaż te kluczowe pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju: w jakim stopniu mówią nam one o świecie? Czy opowieści o stworzeniu oraz Adamie i Ewie mówią nam o czymś, co faktycznie zaszło w historii, czy są tylko "językiem obrazowym", wymyślonym po to, by nauczyć nas pewnych prawd duchowych?

Wśród chrześcijan ewangelicznych są to kluczowe kwestie, dzielące kreacjonistów i teistycznych ewolucjonistów. Jeśli Księga Rodzaju dostarcza nam rzetelnej informacji na temat świata, to informację tę należy wziąć pod uwagę przy formułowaniu teorii naukowych. Jest to pogląd akceptowany przez kreacjonistów. Jeśli zamiast tego opowieści Księgi Rodzaju są pewnego rodzaju parabolą, zamierzoną jedynie do przekazania duchowego posłania, to nie stanowią one żadnego ograniczenia dla głoszonych przez nas teorii naukowych. Jak długo uważamy, że Bóg w jakiś sposób stoi za nimi, możemy głosić wszelkie idee naukowe, jakie uznajemy za dogodne, bez popadania w konflikt z Pismem Świętym.

Oto zagadnienia do rozważenia w tym artykule: Po pierwsze, czy Pismo Święte jest prawdziwe we wszystkich dziedzinach i na zawsze? Po drugie, jeśli jest ono prawdziwe, to jak je interpretować, zwłaszcza pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju.

Najbardziej sporna sprawa
Odpowiedzcie szybko, jaka sprawa wywołuje największą kontrowersję wśród dzisiejszych ewangelicznych teologów? Odpowiedź brzmi: sprawa Pisma Świętego. Najgorętsze dyskusje w naszych czasach koncentrują się na pytaniu: w jakim sensie Biblia jest prawdziwa?
Odpowiedzi, jakich chrześcijanie ewangeliczni udzielają na to pytanie, można podzielić na trzy kategorie:
1. Biblia jest omylną księgą napisaną przez omylnych ludzi. Jest ona jedyna w swoim rodzaju jedynie w tym sensie, że Bóg jej używa pomimo jej błędów, wzywając ludzi do wiary.
2. Biblia jest prawdziwa i obdarzona autorytetem, ale tylko w sprawach wiary i moralności. Przekazuje ona duchowe przesłanie przy pomocy opowieści, które same niekoniecznie są prawdziwe czy dokładne.
3. Biblia jest prawdziwa na każdym poziomie, zarówno w sprawach wiary, jak i historii, geografii, psychologii, itd.

Kategoria nr 1: mylić się jest rzeczą ludzką
Rozważmy kategorię nr 1. Faktycznie pogląd ten nie jest w ogóle z wielu praktycznych powodów ewangeliczny, ale neoortodoksyjny. Jednak coraz więcej chrześcijan, uważających się za chrześcijan ewangelicznych, podpisuje się pod nim. Odrzucają oni tym samym nie tylko historyczną dokładność Biblii, ale czują się też swobodni w odrzucaniu pewnych zasad doktrynalnych lub moralnych, o ile uznają je za "bezowocne".

Mój przyjaciel jest tego przykładem. Był on przewodniczącym oddziału InterVarsity na naszym miejscowym uniwersytecie, a jednak uważał, że wolno mu odrzucić wszystko w Piśmie Świętym, co było uderzająco "przestarzałe" bądź sprzeczne z jego własnym doświadczeniem. Duch mnie prowadzi - podkreślał - i to tylko się liczy.

Problem z takim poglądem polega na tym, że gdy już zdecydujemy się, że Pismo Święte myli się w niektórych swoich naukach, to w zasadzie nie ma sposobu zatrzymania się. Jeśli autorzy biblijni mylili się w jednej dziedzinie, to skąd możemy wiedzieć, że nie mylili się w innych - nawet w tych, w których akceptujemy ich nauczanie? W wyniku tego otrzymujemy czysty subiektywizm: każdy przyjmuje to, co wydaje się mu być sympatyczne, i odrzuca całą resztę.

Jeden może przyjmować wszystkie główne nauki Pisma Świętego i w ten sposób doktrynalnie podpadać pod kategorię chrześcijanina ewangelicznego. Drugi może odrzucać wszystko z wyjątkiem mętnych idei na temat Boga jako miłości. Istota polega na tym, że nie ma zasady, która kierowałaby nami w wyborze, które części Biblii przyjąć, a które odrzucić.
O ile, oczywiście, nie realizujemy zasady pochodzącej spoza biblijnego źródła. Wiele chrześcijańskich feministek na przykład odrzuca to wszystko w Piśmie Świętym, co niezgodne jest z feminizmem. Podobnie wielu chrześcijan odrzuca wszystko, co niezgodne jest z ewolucjonizmem. Postawa taka osiągnęła swój skrajny wyraz w XIX wieku w postaci hipotezy Grafa-Wellhausena, która doprowadziła niektórych teologów do odrzucenia lub poprzestawiania dużej części Biblii, aby dostosować ją do wcześniejszej koncepcji, jak religie ewoluują od prostych do złożonych. [1] W liberalnych seminariach nadal naucza się podstawowych celów teorii Grafa-Wellhausena.

Jasne jest, że jeśli przyjmiemy jakąś zasadę kierowniczą spoza Biblii, to nie możemy już więcej mieć pretensji do posiadania biblijnych poglądów. Zamiast tego udzielamy pierwszeństwa nad Biblią jakiemuś innemu zbiorowi idei: te idee właśnie uważamy za ostateczną prawdę, a to, co Biblia mówi, należy tak zinterpretować, aby pasowało do tej prawdy.

Milczący Bóg
Nie rozumiemy w pełni jakiejś idei, dopóki nie dowiemy się, skąd ona pochodzi. Skąd się wziął pomysł, że Biblia jest omylna i jest dziełem omylnych ludzi? Na pewno nie z badań samego Pisma Świętego, bowiem twierdzi ono, że jest Słowem Samego Boga. Niemal każda strona głosi: "Tak mówi Pan". A jeśli tak jest, to nie może zawierać fałszu, gdyż Bóg byłby kłamcą.

Innymi słowy, gdyby to, co czytamy w Biblii, było objawione przez Boga, to musiałaby ona być prawdą. Kluczem jest idea objawienia. Historycznie rzecz biorąc, uczeni zaczęli zaprzeczać prawdziwości Pisma Świętego wtedy, gdy zaprzeczyli, że jest ono objawione.

Częściowo z powodu sukcesów nauki, wielu uczonych XVII i XIX stulecia przyjęło filozofię naturalizmu: przyroda jest wszystkim, co istnieje; nie ma niczego poza nią, niczego nadnaturalnego. Ale idea objawienia jest wyraźnie nadnaturalistyczna. Biblia twierdzi, że Sam Bóg może przemawiać do Człowieka. Bóg może włamać się do sfery naturalnej i coś nam powiedzieć - nie tylko dać jakieś mistyczne doświadczenie; wszystkie religie dają mistyczne doświadczenia - ale dostarczyć nam faktycznej informacji o Sobie Samym i świecie, jaki stworzył.

Ci, którzy odrzucają to, co nadnaturalne, muszą też odrzucić objawienie. Zamiast przyjąć twierdzenie Biblii, że jest Słowem Boga, naturaliści muszą postrzegać ją jako dzieło samego człowieka. A jeśli jest ona rezultatem ludzkiej intuicji i ludzkiego tylko wysiłku, to nie ma podstaw, by nadawać jej jakiś szczególny rodzaj prawdy. Tak jak przekonanie, że Biblia pochodzi od Boga, znaczy, że musi ona być całkowicie prawdziwa, tak przekonanie, że pochodzi ona od człowieka, znaczy, że musi zawierać błędy. Musi obejmować ograniczone i błędne poglądy przyjmowane w czasie jej pisania.

Pomysł, że Biblia pełna jest błędów, nie wypływa przede wszystkim z faktów jej zaprzeczających. Pomysł ten powstał, zanim nauka czy archeologia rozwinęły się do tego stopnia, by pozwolić na testowanie jakichś konkretnych twierdzeń Biblii na temat świata przyrodniczego i historii. Idea omylności Pisma Świętego wyłoniła się zamiast tego z filozoficznego zaangażowania po stronie naturalizmu. Jeśli przyjmiemy, że przyroda jest wszystkim, co istnieje, to wówczas każde twierdzenie o nadnaturalnym wydarzeniu musi być fałszywe. A Biblia przepełniona jest takimi twierdzeniami - a więc musi być fałszywa i nienaukowa.

W rzeczywistości jeśli zaczniemy uwzględniać fakty, to argument na rzecz wiarygodności Biblii faktycznie stał się silniejszy po powstaniu współczesnej nauki. Odkrycia archeologów stale potwierdzały biblijne ujęcie historii, ku wielkiemu zakłopotaniu krytyków. A obecnie, gdy rozwija się naukowy kreacjonizm, widzimy wyraźniej, że fakty naukowe popierają biblijne ujęcie, także jeśli chodzi o jej twierdzenia dotyczące świata przyrody.

Gdy sobie uświadomimy, skąd się bierze sceptycyzm wobec Biblii, to stanie się on dużo mniej przekonujący. To nie fakty wymuszają na nas sceptycyzm - jest on wynikiem wyboru przyjęcia naturalistycznego założenia. Ponieważ sam naturalizm nie jest przekonującą filozofią [2] i ponieważ pociąga za sobą porzucenie nie tylko objawienia, ale także każdej innej wielkiej doktryny biblijnej (doktryny stworzenia, wcielenia i zbawienia są w równie wielkim stopniu nadnaturalne), to nie ma powodu, by akceptować naturalizm czy któryś z jego destrukcyjnych rezultatów.

Nie znaczy to, że każda trudność między Biblią a nauką została rozwiązana. Niektóre trudności pozostaną tak długo, jak długo nasza wiedza będzie niekompletna - to znaczy zawsze. Ale Biblię popiera duży zespół faktów, na przekór krytykom, którzy niegdyś tak ufnie ogłaszali ją mitem i legendą. W rezultacie mamy dobre podstawy, by przyjmować podstawową wiarygodność zapisu biblijnego. A jeśli jest on wiarygodny w dziedzinach, które możemy przetestować przy pomocy nauk przyrodniczych i archeologii, to mamy dobre podstawy, by ufać mu w dziedzinach, których przetestować nie potrafimy, gdy mówi nam o rzeczywistości transcendentnej.

Kategoria nr 2: naczynie gliniane
Apostoł Paweł mówi, że my, chrześcijanie, świecimy światłem prawdy Bożej jak latarnia przenoszona w glinianym naczyniu (2Kor. 4:7). Naczynie jest kruche, ale światło nadal z niego świeci. Niektórzy chrześcijanie wierzą, że Biblia jest podobna do glinianego naczynia. Pełna jest błędów, jeśli chodzi o zdarzenia historyczne, ale w sprawach religijnych światło prawdy Bożej nadal z niej prześwieca.

Pogląd ten jest atrakcyjny, gdyż wydaje się dawać chrześcijanom szansę posiadania ciastka i jednocześnie zjedzenia go. Możemy przystosować się do świata świeckiego w każdej sprawie, która wymagałaby od nas konfliktu z nauką, a jednocześnie utrzymać duchowe przesłanie Biblii.

Kłopot związany z tym poglądem polega na tym, że oparty on jest na ścisłej dychotomii między tym, co historyczne, i tym, co duchowe. Dychotomia ta jest obca Pismu Świętemu. Jak wie każdy, nawet wyposażony w niewielką znajomość innych religii, jedną z najbardziej charakterystycznych cech Biblii jest nierozerwalny związek prawdy duchowej z faktem historycznym. Ani buddyzm, ani konfucjanizm na przykład nie wiążą prawdziwości swego religijnego nauczania z twierdzeniami o dawnych wydarzeniach. Biblia jest wyjątkowa, jeśli chodzi o jej aspekt, iż Bóg działał w historii. Zdarzenia te nie są jedynie przypadkami, bez których możemy się obyć, ale stanowią rdzeń samego zbawczego posłania.

Największym przykładem jest zmartwychwstanie. Apostoł Paweł argumentuje, że gdyby zmartwychwstania naprawdę nie było, gdyby grób nie był pusty, wówczas wszystko, co mówimy o Chrystusie, byłoby nonsensem. Moglibyśmy korzystać z każdej przyjemności tego życia - jeść, pić i żenić się - ponieważ grób jest końcem wszystkiego (1Kor. 15:12-24). Ci, którzy argumentują, że zmartwychwstanie wydarzyło się jedynie w duchowym sensie, nie pojęli mocy rozumowania św. Pawła. Duchowe zmartwychwstanie nie wystarcza do naszego zbawienia. Jesteśmy fizycznymi, historycznymi istotami i umieramy fizyczną śmiercią, która czyni pośmiewiskiem wszystko, czego dokonujemy w naszym życiu - potrzebujemy fizycznego, historycznego zmartwychwstania. Wszystko inne jest tylko religijną "mową-trawą".

Postawę, jaką Paweł ujawnia wobec zmartwychwstania, Biblia przyjmuje wobec całej historii. Stworzenie, wyjście z Egiptu, czyny Boga w historii Izraelitów, wcielenie, cudy wczesnego kościoła - albo miało to miejsce, albo nie. A jeśli nie, to bezowocne jest mówienie, że teksty te mają "religijne znaczenie". Zdarzenie, którego nie było, nie może posiadać żadnego religijnego znaczenia.

W Biblii historia i religia są tak szeroko wzajemnie powiązane, że po prostu nie można ich od siebie oddzielić. [3] Strategia rozdzielania historii od nauki duchowej w Biblii nie ma biblijnego charakteru. Jest ona bardziej zbliżona do platonizmu - filozofii, że królestwo fizyczne jest mniej rzeczywiste, mniej ważne niż duchowe. Ten rodzaj dualizmu trapił świat chrześcijański od czasów Ojców Kościoła. Wydobywa się on dzisiaj na powierzchnię w twierdzeniach tych, którzy podkreślają, że Biblia jest fałszywa w sprawach faktu, a prawdziwa jedynie w sprawach wiary.

Co motywuje niektórych chrześcijan, by przyjmować strategię tak obcą perspektywie biblijnej? Gdyby fakty historyczne i archeologiczne wykazały rozstrzygająco, że Biblia się myli, to może miałoby jakiś sens oddzielanie jej historycznych twierdzeń od nauk religijnych. Ale - jak już wspominaliśmy - fakty niczego takiego nie wykazują. Dzisiaj nawet ci, którzy nie są biblijnie zaangażowani, zgadzają się, że w zasadzie jest ona dokładna w sprawach historii i geografii. Żadne odkrycie archeologiczne nie zaprzecza ujęciu biblijnemu, aż do patriarchów i wcześniej.

Przeciwnie, archeologia wykazała, że materiał biblijny jest nadzwyczaj prawdziwy w odniesieniu do okresu, w którym został napisany, dokładny w swoim opisie geografii, zwyczajów prawnych, relacji politycznych, praktyk kulturalnych itd. [4] Oczywiście nie każdy szczegół można archeologicznie potwierdzić, ale wiarygodność Biblii w dziedzinach, w których ją przetestowano, daje podstawy, by wierzyć, że jest wiarygodna ogólnie. Oczekiwanie, iż okaże się ona prawdziwa we wszystkich dziedzinach, nawet w tych, które nie zostały jeszcze przebadane, nie jest ślepą wiarą, ale rozsądnym wnioskiem wyprowadzonym z posiadanego świadectwa empirycznego.

Przeciwne wnioskowanie jest również poprawne - gdy przyjmujemy, że Biblia jest historycznie niedokładna, to nie mamy żadnego powodu, by przyjmować jej prawdziwość w innych dziedzinach. Błąd w jednej części Biblii stwarza możliwość istnienia błędów w innych jej częściach. Tak właśnie rozumujemy na co dzień. W sądzie na przykład jakakolwiek rozbieżność wystarczy, by rzucić wątpliwość na wiarygodność świadka, unieważniając tym samym jego zeznania. Obrońca, stawiając krzyżowe pytania, stara się za wszelką cenę doprowadzić do sprzecznych zeznań świadka. Gdy mu się uda, nawet jeśli rozbieżność występuje na terenie bezpośrednio nieistotnym dla sprawy, to wykazał, że świadek kłamie lub nie ma dobrego rozeznania i tym samym podważył jego wiarygodność.

W ten sam sposób przez stulecia wrogo nastawieni krytycy poszukiwali sprzeczności w Biblii na temat historii i nauki po to, aby podważyć wiarygodność tego, co Pismo Święte mówi na temat teologii i etyki. Obecnie niektórzy chrześcijanie ewangeliczni podjęli ten sztandar, nie uświadamiając sobie konsekwencji tego kroku. Wypadałoby, aby ci, którzy twierdzą, iż wierzą w religijne przesłanie Biblii, najpierw przemyśleli wszystkie konsekwencje swoich twierdzeń, zanim odrzucą prawdziwość "drobnych" historycznych szczegółów Pisma Świętego. Klasyczne stanowisko Kościoła głosi, że Pismo Święte jest Słowem Bożym i dlatego jest prawdziwe w każdej dziedzinie. [5] Głównym poparciem dla tego stanowiska jest właśnie nauczanie samego Pisma Świętego. Jeśli mamy być biblijni, to musimy określić, co Biblia mówi nie tylko na temat innych rzeczy, ale także na temat samej siebie. Stary Testament przepełniony jest zwrotami w rodzaju: "Pan mówi do ciebie, Izraelu", Słuchajcie Słowa Pana", "Słowo Pana przyszło do Jeremiasza", "Tak mówi Pan". A Nowy Testament zarejestrował postawę samego Jezusa wobec Pisma Świętego. Przyjmował on historyczność Adama i Ewy (Mat. 19:4-5), Jonasza i wielkiej ryby (Mat. 12:40), potopu za dni Noego (Mat. 24:38-39), cudu manny na pustyni (Jan. 6:49) oraz trzech i pół roku głodu za dni Eliasza (Łuk. 4:25). Ani Chrystus, ani apostołowie nie wysunęli ani jednej sugestii, że Pismo Święte jest historycznie lub naukowo niedokładne.

Kategoria nr 3: Pismo Święte o Piśmie Świętym
Pismo Święte twierdzi o sobie, że jest objawieniem, a to wymaga, by było prawdziwe we wszystkim, czego naucza. Jeśli bowiem zawiera błąd, to należy je traktować jak każdą inną książkę. Bez wątpienia każda książka zawiera jakąś prawdę; gdy ją czytamy, przesiewamy i wybieramy to, co uważamy za prawdę w świetle naszego własnego rozumu i doświadczenia. Ale w tym przypadku nasz własny rozum i nasze doświadczenie stają się ostateczną instancją odwoławczą.

Jeśli my sami mamy osądzać, co jest prawdą, a co fałszem w Biblii, to nie możemy dalej uznawać jej własnego twierdzenia, że jest objawieniem. Objawienie bowiem znaczy, że źródło prawdy leży poza ludzkim rozumem i doświadczeniem: że Sam Bóg dał nam ponadczasową, uniwersalną Prawdę, której nie moglibyśmy osiągnąć wskutek naszych ograniczeń. Objawienie należy traktować jako całość - albo jest całe prawdziwe, albo nie jest w ogóle objawieniem, lecz tylko jeszcze jednym zbiorem myśli, które należy oceniać i krytykować jak każde inne. Jeśli jednak to ja czy ktoś inny decyduje, czy zaakceptować jakąś część Pisma Świętego, to ostatecznie my sami jesteśmy źródłem prawdy, a nie Bóg. A wówczas możemy równie dobrze przestać mówić o Bożym Objawieniu i przyjąć, że wszyscy mamy nasze własne indywidualne i dla nas sensowne "prawdy", ale nikt nie ma dostępu do uniwersalnej Prawdy, jaką tylko Bóg może dać.

Kreacjoniści przyjmują, że biblijne objawienie od Boga jest prawdziwe we wszystkich dziedzinach. Jednak jest to tylko pierwszy krok. Nadal stoimy przed zadaniem, jak je zinterpretować. Ci, którzy akceptują Pismo Święte jako objawienie Boże, mogą mimo to nie zgadzać się, jak rozumieć pewne fragmenty. Ponieważ interesujemy się tu przede wszystkim pierwszymi rozdziałami Księgi Rodzaju, przyjrzyjmy się niektórym sposobom interpretowania tej konkretnej księgi przez ewangelicznych chrześcijan.
Cdn.

Nancy Percey

Źródło: Archiwum "Na początku...", Zeszyt 8, Warszawa 1998. Księga Rodzaju a historia, Na Początku... 1997, nr 7b(89), s. 170-181. (Did It Really Happen? - Genesis and History, Bible-Science Newsletter, March 1987, vol.25, No.3, s.6-9; za zgodą Autora )

Przypisy:

  1. E.H. Andrews, God, Science, and Evolution, Creation-Life Publishers, San Diego 1980.
  2. Gleason Archer, Alleged Errors and Discrepancies in the Original Manuscripts of the Bible, w: Norman L. Geisler (ed.), Inerrancy, Zondervan, Grand Rapids 1979.
  3. R.K. Harrison, Historical and Literary Criticism of the Old Testament, w: Frank E. Gaebelein (gen. ed.), The Expositor's Bible Commentary, vol. 1, Zondervan, Grand Rapids 1979.
  4. Walter C. Kaiser, Jr., Legitimate Hermeneutics, w: Geisler (ed.), Inerrancy...
  5. Henry M. Morris, The Genesis Record, Baker Book House, Grand Rapids 1976.

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut