25 września 2018
Strona główna Tagi Polityka

Tag: polityka

RONALD REAGAN – POLITYK Z MISJĄ

Wybór cytatów - Kornelia Chojecka źródło cytatów: „Ronald Reagan. Duchowa biografia” Paul Kengor, prof. nauk politycznych na 100-lecie urodzin 40-tego prezydenta USA „Moje własne przekonanie co...

Pierwszy węgierski raport o imigrantach. Węgrzy są przeciw!

Ten artykuł jest pierwszym węgierskim raportem opartym na odpowiedziach na pytania o kwestie związane z migracjami. Badanie przeprowadził Instytut Badawczy i Archiwum Przemian Ustroju Węgier (RETÖRKI) na reprezentatywnej grupie 1100 osób 10-20 listopada 2015.


Pierwszy węgierski raport o imigrantach. Węgrzy są przeciw!

prof. János Simon

 

fot.Wikimedia Commons

 

Ten artykuł jest pierwszym węgierskim raportem opartym na odpowiedziach na pytania o kwestie związane z migracjami. Badanie przeprowadził Instytut Badawczy i Archiwum Przemian Ustroju Węgier (RETÖRKI) na reprezentatywnej grupie 1100 osób 10-20 listopada 2015.

 

Węgrzy martwią się o przyszłość Unii Europejskiej. Wielu polityków wciąż dyskutuje o znaczeniu obecnej migracji, podczas gdy 96% Węgrów ma wyraźną opinię, że "migracja jest poważnym problemem". 87% respondentów uważa, że UE nie radzi sobie dobrze z problemem imigrantów, a dwie trzecie sądzi, że złe zarządzanie migracjami może oznaczać koniec Unii Europejskiej. 63% respondentów zgadza się z troską wyrażoną przez premiera Węgier, że "Europa została zdradzona i jeśli nie będziemy jej bronić, zostanie nam odebrana". Dlatego warto zauważyć, że z jednej strony według 82% pytanych "państwa narodowe muszą być wzmocnione", z drugiej strony "państwa wyszehradzkie muszą połączyć siły by dać przeciwwagę dla nacisku Zachodu” (75%).

 

 fot.Wikimedia Commons

 

Oczywiście doświadczenia historyczne Węgrów odgrywają znaczną rolę w kształtowaniu zdolności do spojrzenia na sytuację. 75% respondentów uważa, że uchodźcy polityczni i migranci ekonomiczni powinni być traktowani w całkiem inny sposób. Co ciekawe, według 58% ankietowanych muzułmanie powinni być traktowani inaczej niż chrześcijanie.

Jedynie w kwestii strachu o utratę pracy widzimy wyraźniejszy podział wśród ankietowanych. Według 54% imigranci "zabierają im pracę", 46% nie zgadza się z takim stanowiskiem. Nie jest zatem niespodzianką, że tylko 16% respondentów zgadza się ze zdaniem "musimy ich przyjąć".

 

Kto jest za to odpowiedzialny?

Zapytaliśmy również, kto jest odpowiedzialny za napływ imigrantów. 72% pytanych uważa, ze Stany Zjednoczone ponoszą dużą część odpowiedzialności. 60% twierdzi, że "cała migracja jest zbrodnią światowych potęg". Znakomita większość (88%) uważa, że migracje podnoszą zagrożenie terrorystyczne, a według 79% respondentów podnoszą również poziom przestępczości.

fot.Wikimedia Commons

Mur zbudowany dla ochrony zielonej granicy ma silne poparcie. Tylko 6% pytanych nie chciało wyrazić opinii na jego temat. Aż 79% odpowiadających ocenia, że "potrzebujemy muru" przeciw imigrantom. Jedynie 21% odpowiadających nie zgadza się z tą opinią.

Można zatem stwierdzić, że aktualnie dla Węgrów migracja jest jedną z najważniejszych spraw, co do których są w większości zgodni. Jednym z powodów, dla których niemal dwie trzecie obywateli popiera partie rządzące (Fidesz-KDNP) jest właśnie fakt, że w sprawach uznawanych za najważniejsze (takich jak migracje) większość ludzi zgadza się z rządem. Podczas gdy poglądy lewicowej opozycji są sprzeczne z opinią większości...



 

Czy zgadzasz się, że migracje...

Tak, zgadzam się

Nie, nie zgadzam się

Łącznie

100%

Odmowa odpowiedzi %

1. Migracje są znaczącym problemem

96

4

100

3

2. Migracje zwiększają zagrożenie terroryzmem

88

12

100

6

3. UE nie radzi sobie dobrze z migracjami

87

13

100

8

4. W Europie siła narodów powinna być zwiększona

82

19

100

11

5. Mur jest potrzebny przeciw imigrantom

79

21

100

6

6. Migracja powoduje wzrost przestępczości

79

21

100

8

7. Państwa wyszehradzkie muszą połączyć siły, by dać przeciwwagę dla nacisku Zachodu

75

25

100

12

8. Uchodźcy i imigranci ekonomiczni powinni być traktowani w różny sposób

75

25

100

6

9. Złe zarządzanie imigracją może oznaczać koniec Unii Europejskiej

73

27

100

13

10. USA ponosi dużą odpowiedzialność za migracje

72

28

100

20

11. Europa została zdradzona i jeśli nie będziemy jej bronić, zostanie nam odebrana

63

37

100

12

12. Cała migracja jest zbrodnią potęg światowych

60

40

100

22

13. Imigranci zabierają nam pracę

54

46

100

8

14. Musimy przyjąć imigrantów

16

84

100

10

 

 

Oceń w skali od 1 do 5 jak bardzo jesteś zadowolony z tego jak poniższe kraje radzą sobie z problemem imigrantów (odpowiedzi w %)

 

 

1

wcale

2

3

4

5

w pełni

%

brak odpowiedzi

1. Węgry

7

7

29

33

24

100

5

2. Austria

19

22

36

18

5

100

9

3. Niemcy

32

26

22

13

6

100

6

4. Serbia

25

32

34

7

3

100

9

5. Chorwacja

26

30

33

8

2

100

9

6. UE

38

26

26

8

2

100

8

7. Grecja

43

22

26

7

2

100

8

8. USA

51

27

17

3

2

100

15

 

 

Prof. János Simon jest węgierskim politologiem i historykiem z Instytutu Badawczego i Archiwum Przemian Ustroju Węgier (RETÖRKI) w Budapeszcie.

ŻYDOWSKI PROJEKT DLA POLSKI

Zasadniczo spodziewam się dwu reakcji na powyższy tytuł – jedni skojarzą go z tzw. „Judeopolonią” i zatrą ręce z zadowolenia, że przywalę „Żydkom”, inni z oburzeniem pomyślą o mnie jako o prymitywnym antysemicie i będą życzyć mi rychłego spotkania z prokuratorem. Rozczaruję jednych i drugich. To, co chcę napisać, nie wypływa ani z anty-, ani z filosemityzmu. Wypływa z głębokiej troski o mój naród, który dziś pogrążony jest w morzu przeogromnej głupoty. By rozświetlić nieco ten mrok, odwołam się do historii Żydów – narodu, którego dzieje naznaczone są zarówno napadami zbiorowego amoku, jak i okresami mądrości, sprawiedliwości, dobrobytu i chwały. Poznajmy więc żydowski projekt, jak podnieść się z upadku i niewoli.

Dziś nawet wrogowie Żydów nie mogą im odmówić sprytu, konsekwencji w dążeniu do narodowych celów, wysokiego stopnia organizacji i dumy narodowej. Nie zawsze jednak tak było. Oto kilka opisów stanu tego narodu, które zabrzmią nam niestety bardzo swojsko:

Wół zna swego właściciela, a osioł żłób swego pana, lecz Izrael nie ma rozeznania, mój lud niczego nie rozumie. Izaj. 1:3

W co jeszcze można was bić, gdy nadal trwacie w odstępstwie? Cała głowa chora i całe serce słabe. Od stóp do głów nic na nim zdrowego: tylko guzy i sińce, i świeże rany; nie opatrzone ani nie przewiązane, ani nie zmiękczone oliwą. Wasz kraj pustynią, wasze miasta ogniem spalone, plony waszej ziemi obcy na waszych oczach pożerają; spustoszenie jak po zniszczeniu Sodomy. Izaj. 1:5-7

Gdy przychodzicie, aby zjawić się przed moim obliczem, któż tego żądał od was, abyście wydeptywali moje dziedzińce? Nie składajcie już ofiary daremnej, kadzenie, nowie i sabaty mi obrzydły, zwoływanie uroczystych zebrań - nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Waszych nowiów i świąt nienawidzi moja dusza, stały mi się ciężarem, zmęczyłem się znosząc je. A gdy wyciągacie swoje ręce, zakrywam moje oczy przed wami, choćbyście pomnożyli wasze modlitwy, nie wysłucham was, bo na waszych rękach pełno krwi. Izaj. 1:12-15

Jakąż nierządnicą stało się to miasto wierne, niegdyś pełne praworządności, sprawiedliwość w nim mieszkała, a teraz mordercy! Twoje srebro obróciło się w żużel, twoje wino zmieszane z wodą. Twoi przewodnicy są buntownikami i wspólnikami złodziei, wszyscy lubią łapówki i gonią za darami, nie wymierzają sprawiedliwości sierocie, a sprawa wdów nie dochodzi przed nich. Izaj. 1:21-23

Biada przekornym synom, mówi Pan, którzy wykonują plan, lecz nie mój, i zawierają przymierze, lecz nie w moim duchu, aby dodawać grzech do grzechu. Wyruszają hen do Egiptu, nie radząc się moich ust, aby oddać się pod opiekę faraona i szukać schronienia w cieniu Egiptu. Lecz opieka faraona narazi was na wstyd, a szukanie schronienia w cieniu Egiptu na hańbę. Izaj. 30:1-3


Nie zamierzam jednak rozpisywać się o polskiej głupocie, krótkowzroczności, pustej religijności, demoralizacji czy szukaniu ratunku u obcych. To każdy widzi. Zwróćmy się ku poszukiwaniu dróg wyjścia.

Żydzi opisani przez Izajasza nie zmądrzeli. Ich państwo uległo zagładzie, a oni poszli w niewolę. Jednak mamy okazję przyjrzeć się temu narodowi klika pokoleń później, w nowej rzeczywistości. Jak wykorzystali czas „smuty”? Czego nauczyli się i co poprawili?

Nie mogę zacytować tu całej Księgi Estery, ale gorąco zachęcam Państwa do przeczytania tych kilku stron w Biblii przed dalszą lekturą artykułu (w Biblii Tysiąclecia księga ta obarczona jest dodatkami greckimi uznanymi za natchnione przez sobór trydencki w 1546 r. Będę posługiwał się wersją oryginalną).

Żydzi nauczyli się żyć w niewoli. Dorobili się nowych majątków, zajmowali stanowiska, wychowywali dzieci i wnuki. Można powiedzieć, że żyło im się dostatnio i spokojnie. Okazało się jednak, że tylko we własnym państwie naród może być prawdziwie bezpieczny. Polacy boleśnie przekonali się o tej prawdzie podczas zaborów, ale niestety ta mądrość została znowu zagubiona i dziś powszechnym staje się przekonanie, że własne państwo jest nam niepotrzebne i równie dobrze, a może i lepiej, będzie nam się żyło pod obcymi rządami.

Spokojna egzystencja Żydów pod obcym panowaniem została brutalnie przerwana jednego dnia, gdy w wyniku intrygi jednego z wysokich urzędników król zgodził się na zagładę wszystkich Żydów w swoim państwie w jednym, ustalonym dniu w najbliższej przyszłości.

Żydzi jednak nie pozostali bierni. Już wcześniej przygotowali się na funkcjonowanie w roli mniejszości. Rozwinęli spryt oraz umiejętność zjednywania sobie przychylności decydentów, rozumieli, że trzeba umieć się maskować, że nie zawsze należy „od razu wykładać wszystkie karty na stół”, zbudowali własny system pozyskiwania z wyprzedzeniem strategicznych informacji (wywiad). Dzięki temu Żydówka została królową, a jej kuzyn ważną osobistością na dworze. Deficyt tych umiejętności jest szczególnie obecny w „mniejszości polskiej” naszego społeczeństwa.

Z Księgi Estery wypływają poważne wnioski na temat związku kondycji państwa z kondycją moralną narodu i jakością życia rodzinnego. Naród o niskim poziomie moralnym produkuje elity słabe, bezideowe i sprzedajne. Z kolei zdeprawowane elity jeszcze bardziej deprawują naród, tworząc ujemne sprzężenie zwrotne. Poziom moralny narodu rozstrzyga się w jego rodzinach – atak na instytucję małżeństwa, na pozycję mężczyzny jako głowy rodziny, promowanie niewierności małżeńskiej oraz braku dyscypliny w wychowaniu dzieci – to najlepsza broń do zniszczenia narodu. Z tego wszystkiego starożytni zdawali sobie doskonale sprawę. Co więc powiedzieć o współczesnych „wykształciuchach”?

Żydzi przekonali się dobitnie, że świat w obecnym kształcie nie jest sielankowy, że wiara w „pokojowe współistnienie”, rozbrojenie oraz powszechną miłość i braterstwo między narodami to idylliczne mrzonki. Narody mogą się wspierać, gdy mają wspólne interesy, a najlepszym gwarantem pokoju jest gotowość do wojny. Będąc mniejszością w obcym państwie, Żydzi kultywowali umiejętności militarne i posiadali osobistą broń. W stanie śmiertelnego zagrożenia to nie wojsko czy policja króla miały być dla nich gwarancją przetrwania, a broń osobista. Przez stulecia, nawet pod zaborami, Polacy pamiętali o tej ważnej prawidłowości. Nasze dzieci od małego zaznajamiane były z bronią i sztuką walki wręcz. Dzięki temu nawet bez państwa byliśmy gotowi organizować powstańcze armie i odnosić sukcesy militarne. Nie tak dawno to zamojscy chłopi pokonali „niezwyciężonych Niemców”, gdy ci postanowili poddać ich eksterminacji i przesiedleniu. Dziś jednak panuje w naszym narodzie chory pacyfizm, zniewieścienie i irracjonalny lęk przed bronią palną. To wspaniały prezent dla naszych wrogów.

Na uwagę zasługuje wewnętrzna organizacja i umiejętność zbiorowego, skoordynowanego działania narodu żydowskiego. Pomimo braku telefonów, telewizji i Internetu szybko przekazywali sobie informacje, podejmowali skoordynowane działania (np. post) i zwoływali zgromadzenia. W porównaniu z ich umiejętnościami w tym zakresie protesty przeciw ACTA to drobnostka. Rozumieli też wagę zbiorowych celów i byli gotowi poświęcać dla nich osobiste interesy.

Żydzi byli przygotowani do obrony, a wzmocnieni politycznym sprytem swoich przywódców budzili postrach u tych, którzy ich nienawidzili. Nie działali chaotycznie, ale czekali na właściwy moment. O ile krócej mogłyby trwać nasze zabory, gdybyśmy posiedli tę sztukę – zamiast składać daninę krwi w powstaniach wywoływanych dla obcych interesów i w czasie dogodnym dla zaborców, uderzyć we właściwej chwili (np. podczas wojny krymskiej w 1854 r.) i w sposób dobrze zorganizowany.

Żydzi nie szukali jak dawniej pomocy w Egipcie, a „załatwili” sobie jedynie u króla wolną rękę w rozprawieniu się ze swoimi wrogami.

Mianowicie Żydzi zebrali się po miastach, gdzie byli, we wszystkich prowincjach króla Achaszwerosza, aby podnieść rękę na tych, którzy pragnęli ich zguby. I ani jeden im się nie opierał, gdyż strach przed nimi padł na wszystkie ludy. I wszyscy książęta prowincji i satrapowie, namiestnicy i wszyscy sprawujący władzę w imieniu króla popierali Żydów, gdyż padł na nich strach przed Mordochajem. Mordochaj bowiem wiele znaczył w pałacu królewskim, a wieść o nim dotarła do wszystkich prowincji, gdyż znaczenie tego męża, Mordochaja, ciągle rosło. I zabili Żydzi wszystkich swoich wrogów mieczem, drogą zabójstwa i zagłady, i robili z tymi, którzy ich nienawidzili, co chcieli. W samym zamku w Suzie wymordowali Żydzi i wygubili pięciuset mężów. (…) Pozostali zaś Żydzi po prowincjach królewskich zebrali się, aby stanąć w obronie swojego życia i zapewnić sobie spokój od swoich wrogów, zabili więc spośród tych, którzy ich nienawidzili, siedemdziesiąt pięć tysięcy, lecz na ich mienie swej ręki nie podnieśli. Estery 9:2-6,16

Sposób traktowania wrogów wydaje się nam dziś niehumanitarny. Wytresowano nas do wiary w „dobroć tego świata”. Żydzi jednak wiedzieli, że walka trwa naprawdę, nie na żarty. Jeśli ktoś chce nas skrzywdzić czy zabić, to nie wyperswadujemy mu tego zamiaru dobrym słowem czy czarującym uśmiechem. Musimy skutecznie uniemożliwić naszym wrogom złe zamiary - oni nas albo my ich. W tamtych realiach oznaczało to eliminację fizyczną. Ale i dla nas w „cywilizowanym” XXI wieku wypływają stąd praktyczne wnioski. Nasi wrogowie nie szanują reguł demokracji, przyzwoitości czy uczciwości. My, stosując się do nich, niechybnie przegramy. Tę prawidłowość dobrze sobie przyswoił (także na swoich błędach w pierwszej kadencji) premier Orbán. W latach 1998-2002 był premierem i przegrał z oszustami, którzy kłamstwo, grabież i zawłaszczanie państwa uczynili istotą swej polityki. Gdy ponownie doszedł do władzy, nie cacka się już ze szkodnikami, czym wzbudza skowyt domorosłych i zagranicznych wrogów prawości. Podobną determinację i świadomość zagrożeń widzieliśmy u Marszałka Piłsudskiego. W III RP patrioci doszli do władzy stosunkowo szybko – już w grudniu 1991r. Spisek postkomunistycznych kombinatorów szybko pozbawił ich jednak złudzeń. Gdy w 2005 roku bracia Kaczyńscy ponownie przejęli stery państwa, nie skorzystali z mądrości Marszałka i znowu dali się ograć wrogom. „Kto ma miękkie serce, ten musi mieć twardą d..ę” – tragicznie doświadczamy jako naród tej prawdy…

Ostatnia myśl z Księgi Estery, jaką chcę Państwa pożegnać, to żydowska umiejętność świętowania zwycięstw i kultywowania historii.

Zobowiązując ich, aby rokrocznie święcili czternasty dzień miesiąca Adar i piętnasty dzień tegożmiesiąca, jako dni, w których Żydzi zyskali spokój od wrogów swoich, i jako miesiąc, w którym troska zamieniła im się w radość, a żałoba w dzień pomyślny, aby uczynili je dniami ucztowania i radości, i wzajemnego przesyłania sobie darów żywnościowych i obdarowywania ubogich. I Żydzi przyjęli to, co wtedy zapoczątkowali i co im napisał Mordochaj, jako zwyczaj:
Że Haman, syn Hammedaty, potomek Agaga, gnębiciel wszystkich Żydów, zamyślając wytępić wszystkich Żydów, rzucił "pur", to znaczy los, aby ich zniszczyć i wytępić.
Lecz gdy rzecz doszła do króla, ten nakazał, a jednocześnie dał pisemne zarządzenie, że jego wrogi zamysł, jaki powziął przeciwko Żydom, ma spaść na jego własną głowę, wobec czego powiesili jego samego i jego synów na szubienicy.
Dlatego te dni nazwali "purim", według nazwy "pur". A z powodu wszystkich słów tego listu oraz z powodu tego, co widzieli i co ich spotkało, Żydzi zobowiązali się i przyjęli to zarówno na siebie, jak i na swoje potomstwo i na tych wszystkich, którzy by się do nich przyłączyli, jako zwyczaj, którego się nie przekracza, że będą rokrocznie święcić te dwa dni zgodnie z przepisami i w oznaczonym czasie. A te dni mają być wspominane i obchodzone jako święta po wszystkie pokolenia, we wszystkich rodzinach, we wszystkich prowincjach i we wszystkich miastach. A te Święta "Purim" nie mają zaniknąć wśród Żydów i pamięć o nich nie ma ustać u ich potomstwa. Estery 9:21-28


My nie umiemy pielęgnować pamięci o naszych zwycięstwach, których mamy całkiem pokaźną kolekcję. Nie świętujemy wyzwolenia Wiednia czy zajęcia Moskwy. Nie potrafimy nawet godnie uczcić nie tak przecież odległego rozgromienia sowieckiej dziczy na przedpolach Warszawy (zamiast tego cackamy się z pomnikiem armii sowieckiej w centrum stolicy, stawiamy pomniki najeźdźcom, a nasi hierarchowie inicjują akcję palenia zniczy dla krasnoarmiejców!). Jak naród wychowywany w takiej amnezji historycznej i pomieszaniu wartości ma przejmować tradycje patriotyczne przeszłych pokoleń?

Żydzi obchodzą święto swego zwycięstwa sprzed dwu i pół tysiąca lat! To dla nich nie tylko wesoła uroczystość. To corocznie powtarzana lekcja patriotyzmu i politycznego realizmu. To ludowy epos przekazywany w rodzinach z pokolenia w pokolenie. Taki naród można niewolić, pokonywać, eksterminować, ale on się odrodzi. Historia Żydów jest tego niezaprzeczalnym dowodem.

Choć cytowałem obszernie biblijną księgę Estery, to ani razu nie odwołałem się do Boga. Co ciekawe, ta księga nigdzie nie wspomina o Bogu! Można by rzec, że Bóg opisał w niej organizację narodu za pomocą języka socjologicznego. Nasze życie ma wymiar nadprzyrodzony i naturalny. My, Polacy, często ulegamy pokusie zbyt szybkiego odwoływania się do wymiaru nadprzyrodzonego. Gdy mamy problem, to pierwszą i niestety często jedyną naszą reakcją jest „zamówienie mszy”. Niemiłosiernie zaniedbujemy jednocześnie porządek naturalny. Jeśli nauczymy się właściwie organizować nasze zbiorowe życie w porządku naturalnym (biorąc przykład z mistrzów w tej konkurencji) i mądrze rozpoznamy sygnały nadprzyrodzone, może i nam będzie dane cieszyć się naszym polskim „purim”…

Paweł Chojecki


Chrześcijanin a polityka. Pastorze jak żyć 5

Z pastorem Pawłem Chojeckim z Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie rozmawia grupa młodzieżowa KNP. W odcinku znajdziecie odpowiedzi m.in. na pytania: Czy chrześcijanin może/musi angażować się w politykę? Dlaczego zaangażowanie polityczne jest negatywnie postrzegane przez polskich protestantów? Czy Jezus angażował się w politykę?

{youtube}_itjGWM-ETQ{/youtube}

Zapraszamy do dyskusji na facebooku miesięcznika "idź Pod Prąd": https://www.facebook.com/idzpodprad


OD REWOLUCJI DO WOLNOŚCI

Majdan pokazał, że reżim można pokonać. W normalnej sytuacji władza dysponuje tysiącami powiązań i setkami tysięcy posłusznych urzędników, którymi krępuje życie zwykłych ludzi. Są oni w zasadzie bezbronni wobec systemu – jedynym rozwiązaniem jest oszustwo, ale ono jest bronią obosieczną: ratuje przed łupiestwem władzy, ale usidla duszę. Inaczej jest w sytuacji rewolucji. Tu władza ma tak naprawdę do dyspozycji tylko kilka tysięcy milicjantów (zakładając, że wojsko odmówi wojny z narodem, co nie zawsze jest prawdą, jak wiemy z naszej haniebnej historii LWP).


Sytuacja na Ukrainie początkowo rozwijała się według rosyjskiego scenariusza. Sprowokowanie ludzi do masowych protestów (21.11.2013), eskalacja przemocy, by podgrzać nastroje (30.11.2013), cierpliwe czekanie na zmęczenie protestujących i społeczeństwa, na koniec likwidacja opozycji pod parasolem igrzysk w Soczi i kolejne lata spokojnej eksploatacji skopanego narodu. Wydaje się jednak, że determinacja oraz zdolności organizacyjne ludzi na Majdanie przerosły wstępne założenia zbrodniczych strategów. Majdan uzbroił się i zorganizował, a pętaki z tamtejszego ZOMO nadają się tylko do pacyfikacji pokojowych manifestacji. W regularnej bitwie, nawet wyposażeni w ostrą amunicję, dostają baty. Tu poradziłoby sobie dopiero wojsko, a to jak na razie prezentuje wysoki poziom moralny i patriotyczny. Janukowycz znalazł się w pułapce. Jest już oficjalnym zbrodniarzem z krwią ponad setki ofiar na rękach, a nie pokonał rewolucji. Dziś proponuje ugodę – wybory, zmianę konstytucji i rząd jedności narodowej. Ale Ukraińcy znają polską historię i wiedzą, jak się kończą „pakty z diabłem”, które nam wymarzli katoliccy hierarchowie ręka w rękę z farbowanymi opozycjonistami. Nie są na tyle głupi, by ze swojego Jaruzelskiego i Kiszczaka zrobić „Człowieków honoru”. Nie ma też już Jana Pawła II, który przyjąłby Janukowycza na prywatnej audiencji w podzięce „za przywrócenie pokoju w obliczu krwawej wojny domowej”. Majdan zażąda głowy zdrajcy i nic innego już go nie usatysfakcjonuje.

 

Putin ma zapewne plan B. Jeśli nie udało się utrzymać przy władzy skompromitowanego satrapy mogącego liczyć tylko na jego pomoc, trzeba zdestabilizować cały kraj. W obliczu chaosu i tysięcy ofiar sam Zachód poprosi cara o zaprowadzenie porządku. Tu się okaże przygotowanie Ukraińców do wolności. Co innego obronić Majdan przed bandą płatnych pachołków, a co innego kontrolować całe państwo i nastroje społeczne. Może się okazać, że bohaterstwo i cnota skończą się na Majdanie. Warto zaznaczyć, że choć Zachodowi może się opłacać osłabienie Moskwy przez wyrwanie spod jej dominacji Ukrainy, to już niekoniecznie powstanie silnego i niezależnego państwa ukraińskiego. Widać to chociażby po tym, jak zareagowano na niepodległościowe reformy Wiktora Orbána na Węgrzech. Silną Ukrainą nikt nie jest zainteresowany, czy więc potrafią ją zbudować sami Ukraińcy?

 

W tym miejscu warto postawić pytanie, co polscy politycy chcą ugrać przy ogniskach Majdanu. Deklarowanym celem PiS jest osłabienie wpływu Rosji. Pięknie ujął to prezydent Lech Kaczyński: „dziś Gruzja, jutro Ukraina, a potem być może i Polska”. Gdy jednak 25.01. zobaczyłem na Majdanie triadę nieudaczników i kunktatorów: Lipińskiego, Hofmana i Czarneckiego, wiedziałem, że szykuje się coś śmierdzącego. Dziś już wiemy, o co chodzi. Oto autorka „Resortowych dzieci” tak opisuje wspólny oberek Kaczyńskiego i Tuska:

„Wczorajszy dzień zostanie zapamiętany na długo: jednoznaczne stanowisko premiera Donalda Tuska i prezesa PiS‑u Jarosława Kaczyńskiego w sprawie Ukrainy pokazało, że są momenty w polityce, gdy rząd i opozycja mówią jednym głosem. (…) trzeba przede wszystkim pokazywać jedność w sprawie Ukrainy najważniejszych polskich politycznych przywódców.” Dorota Kania, „Przede wszystkim Ukraina”, Gazeta Polska Codziennie, wyr. Red.

 

Czy Tusk już nie jest zdrajcą narodu i pachołkiem Moskwy?! W oka mgnieniu stał się „największym polskim politycznym przywódcą”??

Sprawa jest więc jasna. Dla Ukraińców wolność, Majdan, usunięcie dyktatora i wpływu Moskwy, a u nas nowy okrągły stół i nowe „Człowieki honoru”. Upadły naród, upadłe autorytety, upadli przywódcy… A jaki koniec?

Jezus: Czy może ślepy ślepego prowadzić? Czy obaj nie wpadną do dołu?
Łuk. 6:39

**

Na rosyjskim forum pewien Rosjanin mieszkający w Kijowie od 7 lat tak ciekawie tłumaczy: „4 lata żyjemy z Janukowyczem. Wygrał wybory o włos przez masowe oszustwa we wschodnich regionach. Nałożył na siebie ogromne uprawnienia, zmienił konstytucje, zaciągnął kredytów na 35 mld dol. Swojego przeciwnika w wyborach wsadził do wiezienia (Tymoszenko). Przez 4 lata Ukraina zubożała. Niemożliwe jest normalne prowadzenie działalności gospodarczej, płacenie podatków. Medycyna, edukacja, media popadły w ruinę. Na koncie jego syna pojawiło się kilka miliardów dolarów. Sam Janukowycz stał się trzecim prezydentem pod względem kosztów utrzymania po Obamie i Putinie. Jego dzień kosztuje nas 2.000.000 dolarów. Sześć miesięcy później powiedział, że wszystkie problemy Ukrainy znikną, jeśli zawiąże stowarzyszenie z UE. Dzień przed podpisaniem umowy stowarzyszeniowej powiedział, że zmienił zdanie, bez podania przyczyny. Zdesperowani ludzie, nie wiedząc, co robić, przypuścili szturm na dzielnicę rządową. Walka się rozpoczęła. Na Ukrainie powstały wszystkie obszary z wyjątkiem Doniecka i Krymu. Nie ma podziału na Ukrainie. To jest nonsens i bzdura. Janukowycz się przestraszył, zdymisjonował rząd i uchylił przepisy represyjne. Rozejm trwał prawie miesiąc. Przez ten miesiąc, obiecał coś zrobić, prowadzić rozmowy z opozycją. Jednak był to miesiąc przygotowań do operacji oczyszczenia Majdanu. Przedwczoraj zaplanowano spotkanie Rady Najwyższej w sprawie nowej konstytucji ograniczającej uprawnienia prezydenta oraz głosowanie w sprawie kandydata na nowego premiera. Działacze Majdanu postanowili zorganizować rajd w Parlamencie, aby przypomnieć politykom o ich zobowiązaniach. Tylko na Placu Niepodległości snajper zastrzelił kilkadziesiąt osób. Janukowycz jest mordercą i tyranem, nie interesuje go nic oprócz zachowania władzy. Nie wierzcie rosyjskim mediom, nawet liberalnym. Janukowycz - chory człowiek z gangsterską przeszłością - chce utopić kraj we krwi. To by się nie stało, gdyby nie Putin, który poparł Janukowycza i namawiał go do rozproszenia Majdanu okrutnymi metodami. Należy pamiętać, że Berkut to sowiecki OMON, Putin się z niego wywodzi (KGB). Odpowiedzialność za to, co dzieje się w Kijowie, leży po stronie Rosjan nastawionych szowinistycznie do swojego mocarstwa. Rosja, która zbudowała jeden z najbardziej odrażających reżimów politycznych w historii, która wspierała i wspiera na świecie wszystkie 'bestie', począwszy do Łukaszenki, a kończąc na Assadzie, w pierwszej kolejności ponosi winę za to, co się dzieje. Tutaj, w Kijowie, wstydzę się tego, że jestem Rosjaninem. Jestem pewien, że za kilka lat, kiedy w Rosji skończy się ropa, zmarnują pieniądze i okaże się, że Putin nie wie, jak zarządzać, zrobi to samo. Regiony będą się separować i republiki autonomiczne będą powstawać. A Putin stanie na czele miliona policji, pół miliona FSB i miliona członków "Wielkiej Rosji" i utopi Rosję we krwi, jak robi to teraz Janukowycz. Bo inaczej nie będzie mógł. Wtedy wszyscy w Rosji dokładnie zrozumieją, co się tutaj dzieje, gdy teraz mogą cieszyć się igrzyskami olimpijskimi i podróżami do egzotycznych miejsc - nie myśląc o tym." Maras Kiełek, bezdekretu.blogspot.com

 
fot. Stock photo
 

WIELKA UCIECZKA PRZED ŻYCIEM NIJAK

1. Będę czynił wszystko, aby państwo polskie było silne, aby potrafiło ochronić słabszych, aby traktowało równo wszystkich obywateli, aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo – tak mówił o swoich pragnieniach i staraniach w 2009 roku śp. Pan Prezydent Lech Kaczyński.
Od tych pragnień tragicznie zmarłego Prezydenta jesteśmy coraz dalsi. Niestety państwo polskie jest słabe, nie potrafi albo nie chce chronić słabszych, nie traktuje równo wszystkich obywateli, a uczciwość bardzo często przegrywa z cynizmem i draństwem.
Dlatego kto może, ten z tego państwa ucieka.

2. Wiadomość z dzisiejszej „Rzepy”.
Ponad 70 proc. naszych emigrantów nie ma 40 lat. Demografowie: krwawimy ludźmi, to wielka strata.
Z 2 mln Polaków, którzy są za granicą, ponad 1,4 mln ma 39 lat lub mniej. W tym jest 226 tys. dzieci do 15. roku życia – wynika z najnowszych danych GUS. Urząd pierwszy raz, na podstawie spisu powszechnego z 2011 r., podał informację o wieku naszych emigrantów. – Te dane zatrważają. Krwawimy ludźmi – mówi „Rz" prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. Ekonomiści wyliczają, że brak młodych to niższy wzrost gospodarczy, mniejsza konsumpcja, mniejszy potencjał rozwojowy, wyższe wydatki socjalne. – To także mniej przełomowych idei, pomysłów, kreatywnych przedsiębiorców i innowatorów – dodaje Łukasz Hardt, ekonomista z UW.
Z danych GUS wynika, że najliczniejszą grupą emigrantów są osoby w wieku 25–34 lata. Jest ich 726 tys. Urodzili się w latach 1977–1986, a na świat przyszło wtedy 6,85 mln dzieci. Oznacza to, że wyjechało 10,6 proc. wszystkich urodzonych wtedy osób. – To bardzo niepokojące. Ci ludzie są w najlepszym wieku, by zakładać rodziny i mieć dzieci. Nie znają socjalizmu, to miała być nasza nadzieja. Tracąc ich, ponosimy olbrzymią stratę – mówi „Rz" prof. Irena Kotowska, demograf z SGH i szefowa zespołu ekspertów, który przygotował prezydentowi program prorodzinny.
GUS wskazał też po raz pierwszy, skąd wyjeżdżają Polacy. Okazuje się, że głównie ze ściany wschodniej. Na przykład Podkarpacie i Podlasie opuściło prawie 10 proc. ludności. – To wielki ubytek dla tych regionów, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że wyjeżdżają tzw. liderzy zmian – ocenia prof. Iglicka.

3. Pisząc kilka dni temu „Piosenkę współczesnego polskiego emigranta”, jeszcze nie znałem tych wstrząsających danych, ale diagnoza zawarta w rymach, ułożonych do melodii „Piosenki gruzińskiej” Okudżawy, była trafna. Młodzi Polacy uciekają, bo doprawdy już nie wiedzą, nie umieją na ziemi tej żyć... Co dziesiąty młody człowiek szuka już nie szczęścia, ale w ogóle życia za granicą.
I nawet już nie pyta – jak żyć, bo dobrze wie, że nijak.
Praca, jeśli ją nawet znajdziesz po wielkich trudach, to na umowie śmieciowej. Ochrona żadna. Poznałem ostatnio całą serię spraw o wypadki przy pracy. Kazano chłopakowi bez zabezpieczenia wejść na wysokie rusztowanie. Spadł i zabił się, ale wszyscy pracownicy zgodnie zeznali, że szef nie kazał mu tam wchodzić (jakby zeznali co innego, straciliby pracę). Postępowanie umorzone, rodzina bez żadnego odszkodowania. Inny pracował bez kasku na wagonie, dostał łyżką koparki, pół głowy mu urwało – pracownicy zgodnie zeznali, ze sam tam wszedł, gdzie nie powinien – sprawa umorzona, odszkodowania dla dzieci brak. Jeszcze innemu kazano trzymać jakieś deski podczas pracy na torowisku, drezyna zmiażdżyła mu stopę – nikt nie winien, sprawa umorzona, odszkodowania brak.
Człowiek ginie, policja i prokuratura nawet oględzin miejsca wypadku nie robią, bo za ciemno było.

4. Tak się pracuje na cudzym, a na własnym? Proszę bardzo, zakładaj firmę, na przykład transportową. Kup samochód na kredyt, zacznij zarabiać. Urząd skarbowy ustali, ze kupowałeś mafijne paliwo. Mafii nic nie zrobią, a ciebie z torbami puszczą.
Rolnikiem zostałeś, masz ziemię, trochę inwentarza, ktoś najedzie z tyłu na twój traktor, gdy wracałeś po orce z pola – wpakują cię do więzienia, bo lusterko miałeś za krzywe.
Albo na ziemię ci kopalnia wchodzi, nawet się nie pyta, z sądu dostaje postanowienie i włazi na twój grunt jak na własny. Znam dziesiątki takich spraw.
Próbujesz handlu, zakładasz jakiś sklepik – jedenasty supermarket ci w mieście postawili – i leżysz, bo nie wytrzymasz konkurencji z wielką siecią, która w dodatku podatków w Polsce nie płaci.

5. A co potrafi zrobić z ludźmi tak zwany wymiar sprawiedliwości, to już przekracza wszelkie ludzkie pojęcie. Bogu ducha winnych ludzi skazują bez żadnych dowodów, tak jak Grzegorza Wiechę spod Kielc czy Ptaszyńskiego z Białegostoku, bez żadnych, ale to żadnych dowodów. Majątek rozwiedzionych małżonków tak podzielą, że żona utrzymująca dzieci zostaje puszczona z torbami i jeszcze męża trutnia musi spłacać.
Gdzie się nie ruszysz, tam cię kopią. Nie znasz dnia ani godziny, gdzie i od kogo oberwiesz, a od państwa najpierwej.
I dlatego młodzi ludzie uciekają, nie pytając nawet - jak żyć, panie premierze, bo dobrze wiedzą, że nijak.


ALTERNATYWA DLA NIEMIEC

Nowa partia w Niemczech. Wielkie Niemcy wpatrzone w małą Szwajcarię.

14.04.2013 r. na kongresie założycielskim w Berlinie przedstawiono program wyborczy nowej partii, której współzałożycielem i rzecznikiem prasowym jest prof. makroekonomii Bernd Lucke z Uniwersytetu w Hamburgu. Podstawowym punktem programowym Alternatywy dla Niemiec (AfD) jest postulat kontrolowanej likwidacji strefy euro poprzez powrót do walut narodowych, najpierw państw południowej Europy, które najbardziej ucierpiały wskutek wprowadzenia euro (wzrost zadłużenia i bezrobocia), a następnie wystąpienie z niej Niemiec (przywrócenie DM nie powinno być tematem tabu). Stąd żądanie zmiany traktatów europejskich, tak aby umożliwić każdemu państwu wyjście ze strefy euro i samodzielne demokratyczne zdecydowanie o swej walucie. Dopuszcza się również tworzenie mniejszych i bardziej stabilnych (niż euro) unii walutowych.

Jeden z założycieli, obecnie przewodniczący rady naukowej nowej partii, prof. ekonomii J. Starbatty, zgłaszał w 1998 r. oraz 2001 r. do Trybunału Konstytucyjnego zażalenia przeciw wprowadzeniu euro i EMS. Całkowicie zrozumiałe z punktu widzenia niemieckiego podatnika wydaje się żądanie, aby koszty tzw. polityki ratunkowej były pokrywane nie z płaconych przez niego podatków, lecz przez banki, fundusze czy prywatnych dużych inwestorów, czyli te podmioty finansowe, które teraz czerpią korzyści z tej polityki. W kryzysie zadłużeniowym banki (lub ich wierzyciele) muszą same pokrywać własne straty. Żądanie natychmiastowego zakazu skupu papierów dłużnych państw zadłużonych przez EBC jest tak logiczne, jak to, że inflacja nie może pożerać oszczędności obywateli. Państwom zadłużonym bez szansy na spłatę swych zobowiązań, jak Grecja, długi powinny zostać anulowane. Powrót do walut narodowych jest podstawowym lekarstwem na przywrócenie gospodarek państw Europy południowej do normalnego funkcjonowania. Postulat ten został przez lewicowych i europoprawnych komentatorów do tego stopnia wyolbrzymiony, że Alternatywa dla Niemiec nazywana jest niekiedy partią jednego postulatu. Nie jest to oczywiście prawdą.

W kwestii polityki międzynarodowej partia opowiada się za Europą suwerennych państw ze wspólnym rynkiem, niczym nieograniczonym budżetem parlamentów narodowych oraz ich całkowitą niezależnością ustawodawczą, zdecydowanie odrzuca scentralizowane państwo europejskie, postuluje reformę UE w celu likwidacji brukselskiej biurokracji, popiera transparentność rządów oraz ich większą wrażliwość na sprawy obywatelskie.

Osobnym ważnym punktem o fundamentalnym znaczeniu jest państwo prawa i demokracja. Działania rządu niemieckiego są ograniczone przez prawa człowieka, konstytucję oraz traktaty europejskie. Praktycznym wyrazem wzmocnienia demokratycznych praw obywatelskich ma być wprowadzenie referendów i inicjatyw na wzór szwajcarski. Szczególnie dotyczy to sytuacji zrzekania się ważnych praw na rzecz UE. Więcej demokracji bezpośredniej potrzeba też partiom w ich wewnętrznym funkcjonowaniu. W kwestii finansów publicznych partia zwraca uwagę na zbyt wysokie zadłużenie Niemiec i konieczność jego ograniczenia, a w kwestii podatków - ich uproszczenie, tak aby każdy obywatel rozumiał, dlaczego i w jakiej wysokości jest opodatkowany. Kryzys euro zagraża wszystkim formom zabezpieczeń emerytalnych. Dlatego wysokość rent ma być gwarantowana, a nie zależna od stanu kasy. Republika Federalna ma za mało dzieci. Z tego powodu ubezpieczenia emerytalne i zdrowotne stoją na glinianych nogach. Dlatego Afd opowiada się za ochroną rodziny jako inwestycją na przyszłość.

Nie jest to idealna partia wolnościowa, skoro B. Lucke opowiada się za likwidacją rajów podatkowych, ale jest to z pewnością ciekawa alternatywa dla obecnych rządów niewidzących odwrotu od wspólnej waluty.


Z SIECI

Zapraszanie do Lednicy wroga krzyża, człowieka rechoczącego nad trumnami ofiar Smoleńska, jest pospolitym draństwem. (B. Komorowskiego na zlot katolickiej młodzieży – przyp. red.) Aleksander Ścios , Twitter

Oto dramatyczny przykład mizerii "naszych" - nawet lider "obrońców Krzyża" okazał się prowokatorem z ramienia P-kta! Paweł Chojecki, Twitter

T. Mazowiecki twierdzi, że "nazywanie katastrofy zamachem" niszczy demokrację. Ale czy nazywanie zamachu katastrofą jest zupełnie nieszkodliwe? Paweł Chojecki, Twitter

***

„Sprawa jest prosta: Solorz zarabia, bo jak można zarobić, to na wszystkim zarabia, ale decyzja ma charakter polityczny. Dlaczego?

Idzie odwilż spowodowana wymianą politycznej ekipy wynajętej do ochrony interesów bezpieczniackich elit. By wymiana była sprawna i dała wyjść z kryzysu, muszą być ofiary - Tusk (błędy i wypaczenia) oraz symulacrum wolności, czyli odwilż, czyli Republika, że niby teraz będzie wolność. Idzie odnowa.

Musimy z tego skorzystać, wstawić nogę w uchylone drzwi, by już ich nie mogli zamknąć.

Według planu, gdy nowe kierownictwo - Schetyna - decydent wynajęty przez oligarchię i Gowin - twarz dla prawicy, która mózgu nie ma, bo w mózgu jest pamięć - oraz jak się da zwerbować Rokita - potrzebna "nowa" twarz, a bezmózgi przecież nie pamiętają, co było wczoraj i przyjemnie jest mieć poczucie, że teraz już będzie dobrze - już się umocni pod patronatem Komoruskiego, czyli Rosja przypieczętuje wypchnięcie Niemiec z Polski, wtedy dojdzie do selekcji i ci, co się przystosują w Republice pozostaną, a inni - nieprzystosowani, co nie zrozumieli - znikną.
Nasze zadanie - by to się nie udało.”

  Józef Darski, naszeblogi.pl
 
Moja muzyka trafia m.in. do ludzi, którzy nie mają jeszcze utrwalonych poglądów, ponieważ wpadli w machinę, która nazywa się "entertainment" i ciężko im się z niej wydostać. Kiedy człowiek wplątany jest w chomiczy kołowrotek pogoni za gadżetami, pieniędzmi, zbytkiem, czego świadkami jesteśmy, wówczas wyjaławia się go z uczuć. Z poczucia prawdziwych wartości. Zabiera mu się tożsamość poprzez instrumentalizację życia. Wmówiono tym biednym ludziom, że pochodzą od zwierząt, i oni teraz pędzą – jak te zwierzęta.    Raper Piotr Kowalczyk Medium, onet.pl

Na temat wydarzeń z przełomu lat 80-90 kłamią wszystkie podręczniki szkolne wydane w III RP. Kłamstwo to było utwierdzane przez ośrodki propagandy medialnej, rządy i instytucje państwowe. To zaś oznacza, że przez dwie dekady wyhodowano pokolenia historycznych analfabetów, którzy nie tylko nie mają pojęcia, czym był komunizm i PRL, ale nie znają genezy obecnej państwowości.

Obawiam się, że dla naprawienia tego stanu nie wystarczą krótkie informacje. Procesodkłamywania historii to zadanie na dziesięciolecia, bo łatwiej jest wpoić sto fałszywych informacji niż odbudować jedną prawdę. W taki proces musieliby zaangażować się nie tylko rzetelni historycy (których deficyt dziś odczuwamy), ale przede wszystkim uczciwe media, rodzice i nauczyciele. Ponieważ jednym i drugim brakuje sumiennej wiedzy, koło się zamyka.

Czytając dzisiejsze publikacje "naszych" mediów i wypowiedzi niektórych polityków opozycji, uświadamiam sobie, jak wielka jest skala zafałszowania i jak ogromna praca czeka przyszłe pokolenia. Aleksander Ścios, bezdekretu.blogspot.com, 4.06.2013

Ale w zasadzie chodzi mi o coś zupełnie innego. O głęboko wdrukowaną w ludziach potrzebę kultu jednostki, o przeświadczenie, że jacyś „starsi i mądrzejsi” muszą im zawsze przewodzić, a oni mogą tylko - symbolicznie rzecz biorąc - parzyć im herbatę. Chodzi mi o to wyuczone, wdrukowane poczucie bezradności i niemocy, o którym pisałam.

***
 

Michalkiewicz, podobnie jak Janusz Korwin Mikke, jest antykomunistyczny w gębie, ale tak jakoś dziwnie się składa, że skutki aktywności publicystycznej i politycznej jednego i drugiego wzmacniają imperialną ofensywę Putina. Ich aktywność publiczna powiększa dezinformację, która w warunkach monopolu medialnego jest głównym środkiem podboju kraju i uderza w polskich polityków przeszkadzających najbardziej powiększaniu wpływów Kremla.

O ile podłączenie JKM pod rosyjską agenturę wpływu staje się oczywiste dla coraz większej liczby osób, o tyle Michalkiewicza obchodzi się z dużą wyrozumiałością. A przecież to, o czym Pan pisze, co jest tylko małą cząstką podobnych "nieścisłości" pozostałych jego tekstów nie pozostawia wątpliwości, że świadomie posługuje się kłamstwem i świadomie dezinformuje, mówiąc wprost, łże jak pies!

W dodatku porusza się na granicy antysemityzmu, dostarczając razwiedce materiał, dający przerobić się w obraz "ciemnego Polaka prawicowca" na użytek zachodniej opinii publicznej, by ta przypadkiem swoich sympatii nie przeniosła z "postępowców" na "faszystów". Spełnia zatem rolę jakościowo podobną do tzw. "pogromu kieleckiego", oczywiście w innej skali. Janko Walski, naszeblogi.pl

„…gwarantem jej interesów (Moskwy – przyp. red.) jest ośrodek prezydencki. Dlatego jakiekolwiek roszady na scenie politycznej, bez rozbicia tego ośrodka, będą zaledwie kosmetyką i nie zagrożą interesom Kremla. Obecny proces wymiany Tuska na mniej zużyty model jest również nadzorowany i inspirowany przez Belweder.” Aleksander Ścios, bezdekretu.blogspot.com


CZY WARTO ROZMAWIAĆ?

To pytanie wysuwa się dziś na czoło wszystkich gazet, tych prawicowych i tych lewicowych, a także takich, które w ogóle nie nadają się do określenia. Osobiście uważam, że warto rozmawiać, ale zależy z kim i o czym. Proste?  Proste.

Już ze 2 lata temu doszłam do wniosku, że nie warto tracić cennego czasu na przekonywanie kogokolwiek o czymkolwiek, bo nic dobrego z tego nie wynika. Dlatego nie trafiają mi do przekonania słowa o. Rydzyka, który zaleca pukanie do drzwi najbliższych sąsiadów w celu przekonywania ich do swoich racji. Z tego samego powodu podobne apele prof. J. Roberta Nowaka, którego skądinąd bardzo cenię i szanuję za jego trud i ofiarność w służbie narodu, również mnie nie przekonują. Po zamachu smoleńskim próbowałam przez cały rok obudzić wszystkich śpiących, ale niestety na nic się to nie zdało. Bo o ileż łatwiej żyć ze świadomością, że nad wszystkim czuwa wybrany demokratycznie rząd, niż oskarżać go o morderstwo czy też współudział w zbrodni. Większość ludzi nie chce wierzyć w to, co ich przeraża i zaburza ich spokój.

W tym przekonaniu utwierdził mnie Pan Paweł Chojecki, redaktor miesięcznika „idź Pod Prąd”, swoim artykułem (to jest nauczanie na YT) „Dyskusja z diabłem i Gazetą Wyborczą”.

Zwrócił w nim uwagę na szczególny aspekt, że rozmowy z ludźmi, którzy wierzą tylko w to, w co chcą wierzyć, są złem samym w sobie. Stanowią truciznę, która działa niedostrzegalnie i zdradziecko. Na własny użytek opracowałam prosty test - sprowadzający się do jednego pytania. Czy wierzysz, że Smoleńsk jest wynikiem zbrodniczego zamachu, czy tylko dziełem przypadku? Odpowiedzi najczęściej sprowadzały się do wyrażania agresywnego oburzenia w rodzaju: „Jak można wierzyć w takie bzdury?” albo „Jak może człowiek inteligentny i wykształcony dopuszczać taką ewentualność? To po prostu nie wypada”.

Niezwykle rzadko spotykałam się z przychylnym zainteresowaniem i propozycją ponownego spotkania w celu przedyskutowania problemu. Ostatnio zaobserwowałam zjawisko masowego odcinania się od wersji zamachu. W szczególności dotyczy to polityków i dziennikarzy, do niedawna prezentujących przeciwstawne poglądy. Sądzę, że zauważyli oni, iż obecnie na wszelki wypadek warto zajmować stanowisko bardziej kompromisowe. I że wystarczy choć raz wystąpić w programie Tomasza Lisa, wypowiedzieć się oględnie, że właściwie brak twardych dowodów w sprawie Smoleńska, że trzeba jeszcze poczekać na zakończenie śledztwa i już efekt takich ogólnikowych wypowiedzi jest widoczny. Tacy politycy i dziennikarze zaczynają „istnieć” w przestrzeni publicznej, są zapraszani do programów TVP, do dyskusji z przedstawicielami nowej i starej, ale wciąż jarej lewicy.

Po raz pierwszy zapaliło mi się  ostrzegawcze światełko, gdy na rynku wydawniczym ukazała się nowa gazeta Do Rzeczy. W pierwszym numerze znani mi dziennikarze ogłosili triumfalnie: „Wracamy”. Skąd niby wracali? Ani z emigracji, ani z więzienia. To pewne. Należeli do czołówki porządnego tygodnika Braci Karnowskich W sieci – od niedawna Sieci, który nagle opuścili i założyli własny pt. Do Rzeczy. Pisałam o tym niedawno w artykule „Bohaterowie są zmęczeni” (iPP, kwiecień 2013).

Gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. Dziś już dobrze wiemy, czyje pieniądze i czyje nazwiska kryją się za błyskawicznym wejściem nowej gazety na rynek.

Obecnie cała prawicowa opozycja zajmuje się równie błyskawicznym powstaniem nowego kanału na Multipleksie, a mianowicie TV Republika.

Opinię na temat tego fenomenu przedstawia rzeczowo i klarownie jeden z czołowych publicystów tygodnika Nasza Polska Robert Wit Wyrostkiewicz w swoim felietonie „Od Rywina do TV Republika” (Nasza Polska, nr 20).

Poniżej cytuję w całości niektóre z jego wypowiedzi.

Na początek stawia pytanie: „Czy to możliwe, że naczelnym nowej prawicowej telewizji Republika jest były mason; redaktor naczelny przymila się do portalu Tomasza Lisa, a prezes związany jest z Polsatem Zygmunta Solorza? Kim jest ten tajemniczy prezes?

Otóż jest nim niejaki Piotr Barełkowski. To nazwisko chyba nikomu nic nie mówi. Za to Sakiewicz, Wildstein, Gargas… owszem.

To jednak Barełkowski będzie grał pierwsze skrzypce w stacji konkurencyjnej dla Telewizji Trwam. To on jest „szarą eminencją” rządu Sakiewicza. Czy dobre kontakty prezesa z Zygmuntem Solorzem oraz Bogusławem Chrabotą (nowy naczelny Rzeczpospolitej) pomogą w przejęciu widzów związanych z mediami  o. Rydzyka? I jaką rolę ma do odegrania nowa telewizja związana z Gazetą Polską i Polsatem?

6 maja Telewizja Republika stała się faktem, rozpoczynając emisję na satelicie.

„Powstała telewizja, jakiej jeszcze u nas nie było, nastawiona na autentyczną debatę wolną od cenzury” – ogłosił niedawno Tomasz Sakiewicz. Jednym z pierwszych działań redaktora naczelnego Gazety Polskiej było udzielenie wywiadu portalowi internetowemu Tomasza Lisa Na Temat.pl. W ten sposób uwiarygodnił on ten lewicowy portal i jednocześnie zatracił wyrazistość swoich prawicowych poglądów (komentarz Piotra Jaroszyńskiego w Naszym Dzienniku).

Tego samego zdania jest dr Hanna Karp, wykładowca Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Przychylność ze strony Polsatu i KRRiT świadczy o tym, że TV Republika ma na celu skanalizowanie środowisk prawicowych i przejęcie nad nimi niewidzialnej kontroli.

Wit Wyrostkiewicz kontynuuje sprawę Republiki, przeprowadzając wywiad z Anną T. Pietraszek, filmowcem i wiceprezesem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy („Trwam czy Republika?” – Nasza Polska, nr 22). Pani A. Pietraszek wskazuje na różnicę między TV Trwam i TV Republika. Media o. Rydzyka – prasa, radio i telewizja mają charakter religijny. A prawo do informowania o świecie przysługuje dziś w Polsce mediom „czerwonym” i „różowym”; może więc dać spokój tym jedynym mediom „czarnym”, czyli katolickim, jedynym na cały nasz kraj i dla Polonii w świecie?

Pora na ostateczną konkluzję mojego felietonu „Czy warto rozmawiać?”.

Tu trzeba zwrócić uwagę na dwuznaczność słowa „warto”.

Dla większości dziennikarzy „warto” oznacza pozycję w świecie mediów oficjalnych i związane z nimi niemałe zarobki. A więc im warto rozmawiać z przedstawicielami rządzących partii politycznych albo z ich narzędziami, w rodzaju Tomasza Lisa.

Dla mnie i mam nadzieję wielu innych ludzi słowo „warto” pochodzi od wartości - takich jak suwerenność, wolność słowa, odwaga i wszystkie inne niemodne dziś pojęcia, określane jako imponderabilia.

Odpowiadając więc na ogólnikowe pytanie „Czy warto rozmawiać?” – wypowiem się enigmatycznie: warto, tylko czasami… wstyd.

Ale słowo „wstyd” jest w XXI wieku tak archaiczne, że niektórzy będą już musieli sięgnąć  do starych encyklopedii, żeby zrozumieć, co ten wyraz oznacza.

Trzymam kciuki za tych nielicznych dziennikarzy, publicystów i wykładowców, którzy nie muszą się wstydzić.


O POLICJANTACH, PLANIE 6-LETNIM I MINISTRZE ROSTOWSKIM

W miejscowości, w której mieszkam, jakiś czas temu aresztowano policjantów pod zarzutem, że to niby brali od kierowców łapówki. Jak tam było, nie wiem, i jak sprawa się skończy, też nie  wiem. Radziłbym jednak policjantom, żeby powołali się na przykład Beaty Sawickiej, która mimo że wzięła całą torbę forsy w ramach korumpowania się, to nie jest winna ani trochę. Ale może to nie najlepsza rada, bo sądy nie działają zgodnie z prawem, ale na rozkaz. Jaki rozkaz dostaną, taki wydadzą wyrok. Nie wiem tylko, czy również w ramach rozkazu dostają uzasadnienie wyroku, ale chyba tak jest, o czym może świadczyć to, co nagadał ten sędzia z resortowej rodziny, który orzekał w sprawie słynnego już chirurga. Ale czort z nimi wszystkimi. Wracajmy do policjantów.

Jak wspomniałem, policjantów aresztowano pod zarzutem korupcji. A czego się panowie komendanci główny, wojewódzcy, powiatowi, szef MSW itp. spodziewali? Gdy kończyłem szkołę średnią, do policji przyjmowali tylko po znajomości i nieważne było, czy mały i garbaty, aby miał plecy. Nie sądzę, żeby od tamtego czasu coś się zmieniło. Skoro ktoś w nieuczciwy sposób został zatrudniony, to co tu się dziwić, że w nieuczciwy sposób postępuje. Raz uczestniczył w szwindlu, jakim było przyjęcie go do pracy (te wszystkie rzucania piłką lekarską i rozmowy z panią psycholog, podczas których pani psycholog włazi pod stół i szczeka), to dlaczego ma nie uczestniczyć w drugim, trzecim i czwartym szwindlu, tym razem w pracy? To po pierwsze, a po drugie ryba psuje się od głowy.

Skoro była grupa przestępcza w Komendzie Głównej Policji, co to zdaje się przetargi ustawiała, to dlaczego policjant z małego miasteczka ma sobie odmawiać paru stów? Co więcej, taki policjant jeden z drugim może i brał łapówki, ale nie zdradził Polski, czego nie można powiedzieć o tych politykach, których mordy ciągle zmuszeni jesteśmy oglądać w telewizorze, i nikt tych dziadów nie tropi, nie wsadza do pierdla i nie wiesza. A zdrada państwa to chyba poważniejsza sprawa niż korupcja w policji w małym miasteczku.

A teraz z innej beczki. Doktor Łukasz Kamiński, obecnie prezes IPN, zajmował się oporem społecznym w Polsce w latach 1944-48. W swojej pracy doktorskiej zaproponował bardzo szeroką definicję oporu społecznego. Najogólniej można powiedzieć, że za opór społeczny w państwie totalitarnym uznał takie dziania, które obiektywnie lub subiektywnie szkodziły władzy. Według niego formami oporu były więc wówczas i strajk, i antykomunistyczny napis w toalecie, i obijanie się w fabryce, itd. Dla ścisłości zaznaczę, że nie uznał za formy oporu zjawisk kryminalnych. Ale czy łapówka w III RP to zjawisko kryminalne? Raczej norma postępowania, wystarczy popatrzeć na rządzących.

Biorąc pod uwagę tendencję władz do trzymania nas coraz krócej za twarze, tresurę, indoktrynację dzieci w szkole, zgony „bez udziału osób trzecich”, obowiązywanie w sferze publicznej tylko jednej, europejskiej ideologii itd., można powiedzieć, że jeśli nie żyjemy w państwie totalitarnym, to zbliżamy się do tego ideału. I jeśli uwaga ta jest słuszna, to stawia ona w zupełnie innym świetle policjantów biorących łapówki. Oczywiście pod warunkiem, że policjanci nie wymuszali łapówek, tylko brali, że tak napiszę, z inicjatywy wręczających w zamian za odstąpienie od czynności.

Oto bowiem działania i tych dających, i tych biorących jawią się jako forma oporu społecznego. Pamiętajmy, że minister finansów zaplanował sobie ogromne korzyści z karania kierowców mandatami. Sabotowanie wykonania planu ministra Rostowskiego jest podobne do sabotowania wykonania planu sześcioletniego za komuny. Po drugie, policjanci pozwolili uniknąć kierowcy pewnie dotkliwszej kary (bo inaczej po co by kierowca dawał łapówkę), np. mandatu i kolejnych punktów karnych, których pewna ilość powoduje utratę prawa jazdy. Zaznaczmy też, że obok karania np. za spowodowanie wypadku, wymuszenie pierwszeństwa, wyprzedzanie na pasach, przepisy nakazują karać kierowcę za brak gaśnicy, zapiętych pasów, ubezpieczenia czy jazdę bez świateł w dzień. Posiadacz samochodu pewnie by takich obowiązków nakładanych na kierowcę potrafił wymienić więcej.

Wychodzi na to, że wspomniani policjanci to nie straszni przestępcy, ale tacy mniej więcej ludzie w mundurach, jak ci żandarmi niemieccy ze starych filmów, którzy w pociągach jadących z prowincji do Warszawy brali pieniądze od podróżnych w zamian za przymykanie oka na przewożone kiełbasy, balerony i inne fragmenty świni. Bez tego przemytu, możliwego pewnie dzięki łapówkom, w Warszawie byłoby mniej żywności, a więc byłoby gorzej, a nie lepiej. A co więcej, bez łapówek dawanym carskim paru więcej powstańców styczniowych powędrowałoby na Syberię. A jak już pisałem, nadchodzą takie czasy, że miejsce uczciwych ludzi będzie albo w lesie, albo w więzieniu, więc oby więcej takich funkcjonariuszy państwa, którzy za parę stów odstąpią od czynności służbowych, czy jak to tam się u nich nazywa. Niestety, takie czasy.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut