Strona główna Tagi Młodzież

Tag: młodzież

SERWIS INFORMACYJNY, 24 października 2018 r.

PiS wprowadza kolejny podatek Wczoraj Sejm uchwalił ustawę o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych. Fundusz ma być finansowany z dodatkowej składki od zatrudnionych, stanowiącej 0,15...

OD REDAKCJI

Zbliżają się wakacje, a wraz z nimi nowa fala emigracji, którą prof. Krystyna Iglicka nazwała „krwawieniem ludźmi”. Tandem Tusk/Komo-rowski kontynuuje dzieło okrągłego stołu i wejścia do UE – niszczą Polską gospodarkę, zmuszając kolejne rzesze młodych Polaków do wyjazdu „za chlebem”.

Co możemy w tej sprawie zrobić? Nie poprawimy szybko sytuacji ekonomicznej, ale możemy wzmacniać pozaekonomiczne czynniki wiążące Polaków z krajem nad Wisłą. Możemy budować u siebie nawzajem poczucie dumy narodowej – poznawać chlubne karty historii, odkłamywać lewacką propagandę deprecjonowania polskości, wykonywać sumiennie swoje powinności i żyć zgodnie z deklarowanymi wartościami. Możemy wzmacniać wzajemne więzi, łączyć się w grupy wsparcia, pomagać mniej zaradnym i tworzyć przyjazny klimat więzi społecznych. Tu jest ogromne pole do aktywności dla kościołów chrześcijańskich – jeśli my nie damy narodowi wzoru, to skąd ma on przyjść?


Warto też skończyć z mitem wyższego wykształcenia. Oto zasłyszana niedawno rozmowa dwojga pracowników hipermarketu: „Co skończyłaś? Polonistykę, a Ty? Politologię…” Jeśli ponad połowa młodych Polaków kończy studia, to jaką one mogą przedstawiać wartość? Musimy naszym dzieciom pomóc rozpoznać, czy studia to nie jest dla nich  strata czasu, czy nie powinni wcześniej wejść w samodzielne życie i rozpocząć żmudną drogę do materialnej niezależności. Trzeba przywrócić szacunek do zawodów rzemieślniczych i do rolników. To w tych obszarach buduje się znaczna część naszej ekonomicznej przyszłości.

Nade wszystko musimy pomóc młodemu pokoleniu przeciwstawić się kulturze braku wartości czy ograniczeniu się do sfery materialnej. Na tym kierunku rozgrywa się główny konflikt w walce o przetrwanie naszej cywilizacji – człowiek bez wartości, bez Boga, żyjący tylko „tu i teraz” to wymarzony obiekt obróbki medialnej dla koncernów oraz politycznych szalbierzy. Niestety hierarchowie kościelni wydają się mało zainteresowani ratowaniem młodych Polaków. Co więcej, zamiast dawać im „pokarm o właściwej porze” (Mat. 24:45), sączą im zgubną truciznę. Bo jak inaczej nazwać zachowanie człowieka obdarzonego przez młodzież ogromnym autorytetem i powołującego się na Jana Pawła II, który daje młodzieży za wzór Bronisława Komorowskiego? Na ks. Janie Górze i dominikanach, którzy zaprosili tę personę do Lednicy, nie pozostawia suchej nitki Aleksander Ścios:

„Po złożeniu homagium przez Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, podpisaniu orędzia z wysłannikiem płk. Putina, publikacji „przesłania” Komorowskiego w śpiewniku uczestników Orszaku Trzech Króli, mamy kolejny akt politycznego serwilizmu. Akt szczególnie niegodziwy i podstępny, bo odnoszący się do młodzieży zgromadzonej na modlitewnym spotkaniu na polach Lednicy.

Zapraszając Komorowskiego na XVII Spotkanie Młodych Lednica 2000, ojcowie dominikanie poczynili wyrazisty gest polityczny pod adresem środowiska Belwederu. Ta decyzja nie znajduje innego uzasadnienia i nie wolno doszukiwać się w niej sensu religijnego czy patriotycznego. Komorowskiego nie zaproszono ze względu na jego życiową postawę lub przymioty osobiste. Nie wpuszczono go dlatego, że swoim życiem zasłużył na miano „ojca narodu” czy „męża stanu”. Ta wizyta leżała w interesie obu stron i tylko w kontekście interesu należy ją oceniać.

Ten, kto podjął decyzję, wykorzystał cynicznie nie tylko tradycję spotkań lednickich, ale potraktował instrumentalnie polską młodzież i świadectwo wiary dawane przez młodych Polaków. (…) W takim działaniu wolno się dopatrywać szczególnie groźnej intencji. Ludzie, którzy chcieliby uczynić z Komorowskiego „wzór ojcostwa” i „konserwatyzmu”, wydają się liczyć na to, że zapomnimy, kim naprawdę jest ten człowiek, jakim wartościom politycznym hołdował, z kim przestawał, co mówił i robił w swojej karierze.

W narzuconej Polakom optyce mamy nie pamiętać, że lokator Belwederu przez lata wspierał „czerwoną generalicję” i środowisko wojskowej bezpieki, stając się najzagorzalszym obrońcą i politycznym patronem ludzi WSI. Mamy zapomnieć jego pełne pogardy słowa na temat przeciwników politycznych i nie pamiętać o nienawiści, jaką żywił wobec prezydenta Kaczyńskiego. Mamy wymazać z pamięci obraz roześmianej twarzy Komorowskiego, gdy nasz prezydent wracał w trumnie z nieludzkiej ziemi.

Mamy nie rozumieć, skąd brała się radość kremlowskich satrapów po wyborze tego człowieka i nie dostrzegać jego rozlicznych kontaktów z ludźmi służącymi Moskwie. Mamy zapomnieć, że jego serdecznym przyjacielem i alter ego jest poseł na P. i to, czego nie mógł zrobić i powiedzieć lokator Belwederu, zawsze wykonywał jego kamrat. Bo i to mamy zapomnieć, że za sprawą Komorowskiego rozpętano walkę z krzyżem upamiętniającym ofiary Smoleńska, że pod jego siedzibą drwiono ze zmarłych, bito i lżono modlących się ludzi. Zapomnieć mamy tym szybciej, że w tym samym czasie polski Episkopat słał do Komorowskiego zadziwiające homagium, a opluwanych i bitych przez motłoch Polaków nazwano „fanatyczną sektą” i ludźmi „zadymionymi PiS-em”.

Jeśli ojciec Góra i podobni mu ludzie Kościoła chcą młodym Polakom stawiać „na wzór” postać Komorowskiego – niech mają dość odwagi, by zmierzyć się z prawdą o tej postaci.” CENA STRACHU, bezdekretu.blogspot.com

Mądra młodzież nie da się nabrać na fałszywe nuty. Potrzebuje autentyzmu i szczerości. Warto zapytać, dlaczego tak wielu młodych ludzi porzuca wiarę i z niechęcią odnosi się do kościoła? Czy czasem przykład nie przyszedł z góry? Czy młodzi nie zaobserwowali letniości i obłudy w wierze swoich rodziców? Czy służąc do mszy, nie poznali prawdziwego oblicza kapłana, który krótko potem zmienia się w „rozmodlonego świętego”? Już apostoł Paweł ostrzegał, skąd bierze się agresywny ateizm:

Ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz?
Który mówisz, żeby nie cudzołożono, cudzołożysz? Który wstręt czujesz do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa?
Który się chlubisz zakonem, przez przekraczanie zakonu bezcześcisz Boga?
Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu. Rzym. 2:21-24

WIELKA UCIECZKA PRZED ŻYCIEM NIJAK

1. Będę czynił wszystko, aby państwo polskie było silne, aby potrafiło ochronić słabszych, aby traktowało równo wszystkich obywateli, aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo – tak mówił o swoich pragnieniach i staraniach w 2009 roku śp. Pan Prezydent Lech Kaczyński.
Od tych pragnień tragicznie zmarłego Prezydenta jesteśmy coraz dalsi. Niestety państwo polskie jest słabe, nie potrafi albo nie chce chronić słabszych, nie traktuje równo wszystkich obywateli, a uczciwość bardzo często przegrywa z cynizmem i draństwem.
Dlatego kto może, ten z tego państwa ucieka.

2. Wiadomość z dzisiejszej „Rzepy”.
Ponad 70 proc. naszych emigrantów nie ma 40 lat. Demografowie: krwawimy ludźmi, to wielka strata.
Z 2 mln Polaków, którzy są za granicą, ponad 1,4 mln ma 39 lat lub mniej. W tym jest 226 tys. dzieci do 15. roku życia – wynika z najnowszych danych GUS. Urząd pierwszy raz, na podstawie spisu powszechnego z 2011 r., podał informację o wieku naszych emigrantów. – Te dane zatrważają. Krwawimy ludźmi – mówi „Rz" prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. Ekonomiści wyliczają, że brak młodych to niższy wzrost gospodarczy, mniejsza konsumpcja, mniejszy potencjał rozwojowy, wyższe wydatki socjalne. – To także mniej przełomowych idei, pomysłów, kreatywnych przedsiębiorców i innowatorów – dodaje Łukasz Hardt, ekonomista z UW.
Z danych GUS wynika, że najliczniejszą grupą emigrantów są osoby w wieku 25–34 lata. Jest ich 726 tys. Urodzili się w latach 1977–1986, a na świat przyszło wtedy 6,85 mln dzieci. Oznacza to, że wyjechało 10,6 proc. wszystkich urodzonych wtedy osób. – To bardzo niepokojące. Ci ludzie są w najlepszym wieku, by zakładać rodziny i mieć dzieci. Nie znają socjalizmu, to miała być nasza nadzieja. Tracąc ich, ponosimy olbrzymią stratę – mówi „Rz" prof. Irena Kotowska, demograf z SGH i szefowa zespołu ekspertów, który przygotował prezydentowi program prorodzinny.
GUS wskazał też po raz pierwszy, skąd wyjeżdżają Polacy. Okazuje się, że głównie ze ściany wschodniej. Na przykład Podkarpacie i Podlasie opuściło prawie 10 proc. ludności. – To wielki ubytek dla tych regionów, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że wyjeżdżają tzw. liderzy zmian – ocenia prof. Iglicka.

3. Pisząc kilka dni temu „Piosenkę współczesnego polskiego emigranta”, jeszcze nie znałem tych wstrząsających danych, ale diagnoza zawarta w rymach, ułożonych do melodii „Piosenki gruzińskiej” Okudżawy, była trafna. Młodzi Polacy uciekają, bo doprawdy już nie wiedzą, nie umieją na ziemi tej żyć... Co dziesiąty młody człowiek szuka już nie szczęścia, ale w ogóle życia za granicą.
I nawet już nie pyta – jak żyć, bo dobrze wie, że nijak.
Praca, jeśli ją nawet znajdziesz po wielkich trudach, to na umowie śmieciowej. Ochrona żadna. Poznałem ostatnio całą serię spraw o wypadki przy pracy. Kazano chłopakowi bez zabezpieczenia wejść na wysokie rusztowanie. Spadł i zabił się, ale wszyscy pracownicy zgodnie zeznali, że szef nie kazał mu tam wchodzić (jakby zeznali co innego, straciliby pracę). Postępowanie umorzone, rodzina bez żadnego odszkodowania. Inny pracował bez kasku na wagonie, dostał łyżką koparki, pół głowy mu urwało – pracownicy zgodnie zeznali, ze sam tam wszedł, gdzie nie powinien – sprawa umorzona, odszkodowania dla dzieci brak. Jeszcze innemu kazano trzymać jakieś deski podczas pracy na torowisku, drezyna zmiażdżyła mu stopę – nikt nie winien, sprawa umorzona, odszkodowania brak.
Człowiek ginie, policja i prokuratura nawet oględzin miejsca wypadku nie robią, bo za ciemno było.

4. Tak się pracuje na cudzym, a na własnym? Proszę bardzo, zakładaj firmę, na przykład transportową. Kup samochód na kredyt, zacznij zarabiać. Urząd skarbowy ustali, ze kupowałeś mafijne paliwo. Mafii nic nie zrobią, a ciebie z torbami puszczą.
Rolnikiem zostałeś, masz ziemię, trochę inwentarza, ktoś najedzie z tyłu na twój traktor, gdy wracałeś po orce z pola – wpakują cię do więzienia, bo lusterko miałeś za krzywe.
Albo na ziemię ci kopalnia wchodzi, nawet się nie pyta, z sądu dostaje postanowienie i włazi na twój grunt jak na własny. Znam dziesiątki takich spraw.
Próbujesz handlu, zakładasz jakiś sklepik – jedenasty supermarket ci w mieście postawili – i leżysz, bo nie wytrzymasz konkurencji z wielką siecią, która w dodatku podatków w Polsce nie płaci.

5. A co potrafi zrobić z ludźmi tak zwany wymiar sprawiedliwości, to już przekracza wszelkie ludzkie pojęcie. Bogu ducha winnych ludzi skazują bez żadnych dowodów, tak jak Grzegorza Wiechę spod Kielc czy Ptaszyńskiego z Białegostoku, bez żadnych, ale to żadnych dowodów. Majątek rozwiedzionych małżonków tak podzielą, że żona utrzymująca dzieci zostaje puszczona z torbami i jeszcze męża trutnia musi spłacać.
Gdzie się nie ruszysz, tam cię kopią. Nie znasz dnia ani godziny, gdzie i od kogo oberwiesz, a od państwa najpierwej.
I dlatego młodzi ludzie uciekają, nie pytając nawet - jak żyć, panie premierze, bo dobrze wiedzą, że nijak.


UPADEK EDUKACJI

TYM RAZEM PISZĘ JAKO FACHOWIEC

Mam przed sobą zbiór zadań do matematyki dla klasy V-VI szkoły podstawowej. Autorzy: Tadeusz Korczyc i Jerzy Nowakowski. Wydawnictwo WSiP 1985. Z tego podręcznika uczyły się moje dzieci. Chodziły do zwykłej, dzielnicowej, mocno skomunizowanej szkoły imienia WP, razem z dziećmi dozorców i lokalnego marginesu. Ani moje dzieci, ani dzieci dozorców, które przychodziły czasami do mnie na matematykę, nie miały z tymi zadaniami żadnych poważnych problemów.

Daję zadanie z tego zbioru tegorocznym maturzystom, których douczam w ramach kursu przygotowawczego. Jest to zdanie 37.11 ze strony 182. Podaję dokładne dane, żeby każdy „niewierny” mógł sobie osobiście sprawdzić.

Oto zadanie: <Doświadczenie polega na trzykrotnym rzucie monetą. Czy zdarzenie „wypadnie przynajmniej jeden orzeł” jest tak samo prawdopodobne jak zdarzenie „wypadną dokładnie dwie reszki”?>.

Kiedy dziesiąta z kolei osoba deklaruje, że nie ma bladego pojęcia, jak to rozwiązać, pokazuję okładkę książki. Ogólne niedowierzanie. „Jak to – to zadania dla szkoły podstawowej? Chyba jesteśmy idiotami” - samokrytycznie stwierdza jeden z kursantów.
„Przez uprzejmość nie zaprzeczę” – odpowiadam zgodnie zresztą z najgłębszym przekonaniem.

W tym samym zbiorze są zadania dotyczące wektorów na płaszczyźnie i w przestrzeni, elementy statystyki, nierówności z wartością bezwzględną. Większość tych zadań zdecydowanie przerasta obecne możliwości maturzysty wybierającego maturę na poziomie podstawowym. Jak to się stało, że w ciągu ostatnich 20 lat przeciętny maturzysta osiągnął poziom niższy od ucznia V klasy szkoły podstawowej w PRL?

1. Pierwsza przyczyna to celowe obniżenie poziomu. Przez 20 lat nie było obowiązkowej matury z matematyki, a program liceum był konsekwentnie kastrowany. Kiedy zaczynałam uczyć w szkole, w programie była analiza matematyczna: granice ciągów i funkcji, szeregi, badanie funkcji, całki. Badanie funkcji było przerabiane w II klasie. Doskonale radziły sobie z nim nawet klasy ogólne. W klasach matematycznych badało się również funkcje wykładnicze i logarytmiczne. Ktoś mnie przekonywał, że w klasach ogólnych badało się tylko wielomiany i funkcje wymierne i że badanie funkcji jest nad wyraz algorytmiczne (czyli można się go nauczyć na zasadzie recepty na piernik). Zgodziłabym się z nim, gdyby nie fakt, że te same funkcje wymierne sprawiają teraz poważny kłopot studentom I roku politechnik i SGH.

Z programu i wymagań egzaminacyjnych w liceum kolejno wypadły: szeregi, w tym szereg geometryczny zbieżny, oczywiście całki, potem pochodna i badanie funkcji. Z programu rachunku prawdopodobieństwa wypadł schemat Bernoulliego, prawdopodobieństwo warunkowe, wzór Bayesa, rozkład zmiennej losowej, wartość oczekiwana i wariancja. Zadania z prawdopodobieństwa całkowitego zaleca się obecnie rozwiązywać „ drzewkiem” – czyli jak w V klasie szkoły podstawowej moich dzieci. W trygonometrii zlikwidowano nierówności trygonometryczne i wzory redukcyjne.

Jakiś mędrek powie: po co znajomość wzorów, które są przecież w tablicach i w Internecie?

Odpowiem. Zawsze na pierwszym roku studiów, w kursie algebry, wprowadzano liczby zespolone i było to traktowane jako rozgrzewka, jako najłatwiejszy dział do opanowania. Obecnie z liczbami zespolonymi jest koszmar. Studenci nie potrafią operować postacią trygonometryczną liczby zespolonej, bo nie operują wzorami redukcyjnymi i ogólnie rzecz biorąc trygonometrycznymi.

Poza tym jeżeli ktoś nie wyprowadzał tych wzorów i ich nie „uwewnętrznił”, źle rozpoznaje ich strukturę. Dam przykład: sin2Φ = 2sinΦcosΦ (jak wiadomo, jest to przecież w tablicach i w Internecie). Uczeń ma według tego wzoru rozwinąć sin10Φ= 2sin5Φcos5Φ, ale zamiast tego nagminnie pisze sin10Φ= 10sinΦcosΦ, co jest bzdurą. Źle rozpoznał wzór, bo go nie używa z namysłem – ufa tablicom.

2. Nadużycie kalkulatorów i komputerów. Na ten sam kurs uczęszcza uczeń szkoły amerykańskiej. Otrzymują w szkole ogromne kalkulatory obliczające wszystko i rysujące wykresy funkcji punkt po punkcie. Ma za zadanie narysować wykres funkcji kwadratowej po sprowadzeniu jej do postaci kanonicznej. Upiera się, że użyje swego kalkulatora. Wpatruje się w napięciu, ze zmarszczonym jak pies rasy mops czołem w pojawiającą się wolniutko na ekranie banalną parabolę. Pomijając fakt, że regulamin matur nie dopuszcza używania podczas egzaminu takiego sprzętu, użycie go do tak trywialnego problemu to strzelanie z armaty do wróbla. Młody człowiek ze swoim liczydłem przypomina mi inkasenta elektrowni albo kontrolera parkometrów, a w najlepszym wypadku panienkę sprzedającą buraki, która liczy na kasie 2+2=4. Ten chłopak jest na prostej drodze do wykonywania właśnie takiego zawodu. „A co będzie, gdy to liczydło ci się zepsuje?” – pytam. Kupię sobie nowy” - odpowiada butnie.

Oczywiście nie jest tak, że nie doceniam znaczenia kalkulatora czy komputera. Pewne obliczenia bez tych urządzeń byłyby niemożliwe. Dzięki kalkulatorom statystyka przestała być dla studentów koszmarem rachunkowym. Za to stała się koszmarem intelektualnym. Kto nie wierzy, niech porozmawia z I rokiem SGH.

3. Wprowadzenie gimnazjów i koncepcja „programu spiralnego”. W założeniu ma się wracać kilka razy do tego samego tematu, ale na wyższym poziomie. W praktyce nie przerabia się go wcale. Trygonometria w trójkącie prostokątnym powinna być wprowadzona w gimnazjum. Nauczyciele mówią jednak: „Będziecie to mieli w liceum” i nie podejmują tematu. W liceum nauczyciele mówią: „Mieliście to w gimnazjum” i zaczynają nauczanie od środka. Rezultaty jak widać.

4. Demokratyzacja oświaty sprowadza się według decydentów do zamiany jakości w ilość. Sama słyszałam przewodniczącego CKE, który wyjaśniał nauczycielom, że aby poprawić wyniki nauczania (w stosunku do UE), należy obniżyć poziom wymagań.

Za czasów PRL nasi uczniowie wyjeżdżający do Europy czy do Stanów uważani byli za geniuszy. Teraz zrównali w dół. Tyle, że w krajach europejskich obok oświaty dla plebsu przeznaczonego do sprzedawania buraków i obsługi stacji benzynowych istnieją elitarne szkoły na bardzo wysokim poziomie. W Stanach też obserwuje się pozorny paradoks, że przy bardzo niskim poziomie przeciętnego ucznia poziom uczelni jest wysoki. To kwestia specjalizacji. Kto nie interesuje się nauką, może poprzestać na tym niskim poziomie szkoły publicznej, zdawać maturę z pielęgnacji niemowląt i szukać sobie z powodzeniem miejsca w społeczeństwie. Nauka jako awans społeczny była to specjalność ZSRR i demoludów. Teraz w Stanach tak naukę traktuje „żółta rasa”. Dlatego w laboratoriach naukowych dominują Chińczycy.

Na koniec uwaga do fantastów, którzy ekscytują się perspektywami e-learningu.

To bardzo wygodna proteza nauczania dla młodzieży z oddalonych ośrodków, której nie stać na stancję i utrzymanie w mieście.

Nauczanie to interakcja z mistrzem. Nauczanie przez komputer tak się ma do prawdziwej edukacji, jak seks-telefon do miłości. Pewien przypadkowy w naszej bacówce gość usiłował mnie kiedyś przekonać, że pornografia (w Internecie) daje takie bogactwo bodźców, jakich nigdy nie da realny stosunek. Na jego usprawiedliwienie przyjęłam, że był mocno znieczulony. Został wyśmiany przez moje – dorosłe już - dzieci, co go bardzo zabolało.

Podobnie traktuję argumenty na temat wizualizacji wszelkich zagadnień fizykalnych, obrazu tropikalnych mórz i rozwiązań wszelkich zadań matematycznych obecnych w sieci.

Moim uczniom zabroniłam korzystania ze stron samopomocowych, gdyż nie mam czasu ani ochoty prostować znajdujących się tam bredni. A co do traktowania Internetu jako mistrza, proponuję wklepać w wyszukiwarkę hasło „prawdziwe zdjęcia duchów” i potem uwierzyć w to, co zobaczycie, i posługiwać się tym w dyskusjach.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY