23 stycznia 2019
Strona główna Tagi Filozofia

Tag: filozofia

Teraz lewacy dobierają się ewolucjonistom do skóry

Poniżej omówienie ciekawego artykułu ewolucjonisty Colina Wrighta, jak to ewolucjonizm zaczyna zjadać sam siebie. Omówienie to jest autorstwa prof. Kazimierza Jodkowskiego z Uniwersytetu w...

Intelektualna ekwilibrystyka arcybiskupa

Mieczysław Pajewski Jak pisałem w majowym numerze Idź Pod Prąd, problem zła istniejącego w świecie, a zwłaszcza osobista tragedia – śmierć ukochanej córki, doprowadziła Darwina...

Czy ważny jest wiek Ziemi?

Marta Cuberbiller Kreacjoniści z grubsza dzielą się na dwa niechętnie do siebie się odnoszące obozy: kreacjonistów młodej i starej Ziemi. Ale spór między nimi nie...

Jak ewolucjoniści bronią „faktu” ewolucji

Marta Cuberbiller Wszyscy jesteśmy bombardowani twierdzeniem, że ewolucja to fakt. Słyszymy to w szkole, na uniwersytecie, w środkach masowego przekazu. Mówią o tym nawet duchowni...

80. rocznica procesu Scopesa (“małpiego procesu”), cz. 1

Mieczysław Pajewski W lipcu 2005 roku minęła 80 rocznica bardzo ważnego wydarzenia w sporach o pochodzenie. Uczestnicy tego wydarzenia nazwali je „małpim procesem” i tak...

Czy naukowiec może być kreacjonistą?

 

Kazimierz Jodkowski
fragmenty wystąpienia

Prof. dr hab. Kazimierz Jodkowski
jest Kierownikiem Zakładu Logiki i Metodologii Nauk w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jest również opiekunem naukowym Zielonogórskiej Grupy Lokalnej „Nauka a Religia”.
www.nauka-a-religia.uz.zgora.pl/index.php/grupa-lokalna

 

Fragmenty wystąpienia wygłoszonego we Wrocławiu (26.11.2014r.) w ramach Inicjatywy Akademickiej „Fides et Ratio”, edycja III - „Jaki początek? (II)”.

 

Pytanie to może się wydawać banalne. Są przecież kreacjoniści, którzy mają bardzo dobre wykształcenie przyrodnicze – ukończyli dobre uczelnie i mają stopnie doktorskie. Niedawno dyskutowaliśmy w Zielonej Górze o fizyku, który ma publikacje w Nature, Science i innych czołowych czasopismach, a jednak jest kreacjonistą. Nazywa się Robert Gentry. Wydaje się więc, że skoro są tacy kreacjoniści, to tytułowe pytanie jest banalne. Skoro są, to mogą być. A jednak chcę powiedzieć, że nie mogą, że naukowiec nie może być kreacjonistą. […]

 

Powszechnie uważa się, że nauki przyrodnicze, w dzisiejszym rozumieniu, powstały w XVII w. (epoka Galileusza i Newtona). Otóż ja chcę państwa przekonać, że jest to nieprawda. Dzisiejsze rozumienie nauk empirycznych, zwłaszcza nauk przyrodniczych, pochodzi od Darwina, jest zasługą Darwina.

 

Newton nie miał żadnych oporów, żeby przywoływać interwencje Boże w wypadku, kiedy jego obraz świata napotykał na jakieś problemy. […] Stabilność Wszechświata Newton wyjaśniał, odwołując się do interwencji Bożych, interwencji empirycznych w świecie. Dzisiaj coś takiego, ten sposób rozumowania, jest niemożliwe. A jest niemożliwe właśnie dzięki Darwinowi.  


Darwin powszechnie uchodzi za twórcę teorii ewolucji - i oczywiście słusznie. Darwin był wielkim uczonym, a teoria ewolucji jest jego wielkim osiągnięciem. Utrzymuje się ona już od ponad półtora wieku. Warto jednak zauważyć, że nie utrzymuje się w takiej postaci, w jakiej Darwin ją sformułował, bo o wielu rzeczach Darwin nie wiedział (zwłaszcza o genetyce).  Koncepcje Darwina wspomaga się, uzupełnia, mówi się raczej nie o darwinizmie, a o neodarwinizmie, żeby zaznaczyć te modyfikacje czy zmiany. Oczywiście podstawowy mechanizm - zmienność plus dobór naturalny - nadal się zachowuje, ale mówi się także o innych mechanizmach oprócz tych.

 

Natomiast jest jeden wkład Darwina do nauki światowej, o którym właściwie rzadko kiedy się myśli i rzadko kiedy się mówi, który nie uległ zmianie przez te półtora wieku, a nawet rozszerzył się z biologii, gdzie był pierwotnie zastosowany, na całość nauk empirycznych.  Jest to tzw. naturalizm. […] Darwin wprowadził zasadę naturalizmu. Zasada ta mówi, że nauka w wyjaśnianiu świata może odwoływać się jedynie do przyczyn z tego świata, a nie do przyczyn spoza niego, przyczyn nadprzyrodzonych. Jakiekolwiek interwencje ze sfery nadprzyrodzonej są wykluczone w nauce. […]

 

W Zielonej Górze zauważyliśmy, że Darwin wprowadził coś nowego w porównaniu chociażby z Newtonem. Wprowadził coś, co nazwaliśmy epistemicznym układem odniesienia. Można to wytłumaczyć przez analogię do pracy geografa. Geograf, zanim zacznie rysować na mapie rzeki, miasta i inne obiekty, najpierw musi ustalić układ odniesienia, skalę, podziałkę. Dopiero kiedy to zrobi, może się zająć właściwą geografią. Podobnie uczony.

 

Dawniej w filozofii nauki panował przesąd (wśród neopozytywistów), że fakty są pewne (zresztą takie jest też potoczne rozumienie). […] Rozwój filozofii nauki pokazał, że nie ma „nagich faktów”, jak to się mówi, ale że fakty są uteoretyzowane, zakładają one coś wcześniejszego. W związku z tym fakty nie są pewne i same nie mogą obalić teorii naukowej. Podobnie jest z nauką. Tak jak dawniej panował przesąd, że fakty są obiektywne i nie zakładają niczego wcześniejszego, apriorycznego, tak samo dzisiaj się sądzi, że nauka jest czymś obiektywnym.

 

Otóż jest to nieprawda. Uczony, zanim zacznie uprawiać naukę, musi założyć wstępnie, jak to będzie robił. Na przykład czy dopuszcza w swoich analizach fakt, że niektóre zdarzenia, niektóre zjawiska są rezultatem przyczyn nadprzyrodzonych, czy też nie dopuszcza. Otóż dzisiejsza nauka akceptuje postawę Darwina. To, co Darwin wprowadził w biologii, rozszerzyło się na wszystkie nauki empiryczne. Nauka nie może w wyjaśnianiu zjawisk odwoływać się do przyczyn nadprzyrodzonych.  Jest to wstępne założenie, oczywiście aprioryczne. Tego założenia nie da się naukowo uzasadnić, bo mielibyśmy petitio principii. […]

 

Dlaczego zatem mówię, że naukowiec nie może być kreacjonistą, chociaż są naukowcy z tytułami czy ze stopniami naukowymi, którzy są kreacjonistami? Mówię tak właśnie dlatego, że współczesna nauka jest rozumiana po darwinowsku - nie tak, jak chciał Newton (czy inni do czasów Darwina). Żadne zdarzenie empiryczne nie może być skutkiem działania przyczyny nadprzyrodzonej, gdyż epistemiczny układ odniesienia nauki - naturalizm - wyklucza coś takiego.

 

Kreacjoniści najczęściej nie zdają sobie sprawy z tego, że nie proponują alternatywnej teorii wobec ewolucjonizmu. Oni proponują alternatywne rozumienie nauki - inny epistemiczny układ odniesienia. Jeżeli naukę rozumiemy tak, jak dzisiaj się ją rozumie w większości wypadków, to naukowiec nie może być kreacjonistą, chyba że uznamy, że dzisiejsze rozumienie nauki, pochodzące od Darwina, jest zbyt wąskie, aprioryczne (musi być aprioryczne, bo każde takie założenie jest aprioryczne) i że niepotrzebnie wyklucza pewne możliwości. […]


(Zredagowały Agata Machała i Małgorzata Gazda)

Izaak Newton - pomnik w Trinity College, Cabridge fot. Neil McIntosh/Flickr.com/CC BY

Karol Darwin - pomnik w Muzeum Historii Naturalnej, Londyn fot. CGP Grey/Flickr.com/CC BY

 

idź Pod Prąd, kwiecień 2015


Jak odpowiadać głupiemu??

W BIBLII JEST WIELE ŁATWO ZROZUMIAŁYCH PRAWD. NA PRZYKŁAD W EWANGELII ŚW. MATEUSZA ZNAJDUJEMY SŁOWA JEZUSA: „KAŻDE KRÓLESTWO, WEWNĘTRZNIE SKŁÓCONE, PUSTOSZEJE” (MAT. 12:25). WEWNĘTRZNA NIEZGODA MA NISZCZĄCY CHARAKTER. BARDZO WYRAŹNIE WIDAĆ TO W PRZEDSTAWIANYCH W TRAKCIE DYSKUSJI ARGUMENTACH. JEŚLI JAKIŚ ARGUMENT JEST WEWNĘTRZNIE SPRZECZNY, TO DLA NIKOGO NIE ULEGA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST BŁĘDNY.
 
W czasie dyskusji z ewolucjonistami często przychodzi nam się ścierać z głupcami. Biblia mówi, jak z nimi dyskutować, ale... jej recepty na pierwszy rzut oka są wewnętrznie sprzeczne. Przyjrzyjmy się im:


Nie odpowiadaj głupiemu według jego głupoty,
byś nie stał się jemu podobnym:
Głupiemu odpowiadaj według jego głupoty,
by nie pomyślał, że mądry (Prz. 26:4-5)


Inaczej niż to jest z Księgą Rodzaju, Księga Przysłów zawiera hebrajską poezję, która przekazuje treści przy pomocy paralelizmów. [1] Może to polegać na porównywaniu spraw podobnych, spraw przeciwnych, części z całością itd. Oba cytowane wyżej wiersze należy porównać ze sobą, aby zrozumieć złożoną prawdę, jaką Bóg nam przy ich pomocy przekazuje. Ta złożona prawda ma bardzo praktyczny charakter, gdyż często mamy do czynienia z zadufanymi w sobie głupcami.


Wypowiadając się na temat Prz. 26:4-5, dr Jason Lisle ostrzega, że nie wolno nam przyjmować głupich założeń, gdy toczymy spór z głupim. Pisze on tak:
„W wierszu 4 dowiadujemy się, że nie wolno akceptować głupoty niewierzącego, bo staniemy się do niego podobnymi. Ale wiersz 5 poucza nas, że mamy pokazać, gdzie zaprowadziłaby jego głupota, gdyby była prawdziwa. [...] Jasne jest, że nie przyjmujemy jego standardów (w. 4), ale gdybyśmy hipotetycznie to robili, to doszlibyśmy do absurdalnego wniosku; głupi więc nie może myśleć, że jest mądry (w. 5)”. [2]


Ktoś mógłby sądzić, że w obu wierszach używa się tego samego czasownika „odpowiadaj”, w rezultacie czego oba wiersze sobie zaprzeczają. Tak jednak nie jest. Złudzenie jest skutkiem tego, że czytamy polskie tłumaczenie, a nie hebrajski oryginał. Chociaż wspomniany czasownik użyty w obu wierszach pochodzi od hebrajskiego czasownika „anah”, to wiersze te używają dwu odmiennych form tego czasownika, co skutkuje odmiennymi znaczeniami. W rezultacie oba wiersze nie zaprzeczają sobie, ale się uzupełniają.


Czasownik użyty w wierszu 4 (ta’an) jest niedokonany, opisuje sytuację, kiedy głupiemu się nie odpowiedziało. Ale czasownik użyty w wierszu 5 (eneh) jest w trybie rozkazującym, nakazując czytelnikowi podjęcie działania. Wiersz 4 ma charakter opisowy - mówi nam, jak głupi się zachowuje, jeśli jego głupocie nie stawiamy oporu. Ale wiersz 5 jest nakazem - nakazuje nam sprzeciwienie się głupiemu, bo w przeciwnym wypadku będzie myślał, że jest mądry. Dlatego w cytowanym fragmencie Księgi Przysłów chodzi o to, że jeśli nie odpowiadamy głupiemu, to sami będziemy wyglądali na głupich. Ale gdy obalamy twierdzenia głupiego (a powinniśmy to robić), to zobaczy on, że nie jest tak mądry, jak myśli.


Realizacja tego, o czym mówi Księga Przysłów 26:5, jest właśnie tym, co jako kreacjoniści robimy.

 

(James J.S. Johnson, J.D., Th.D., “How Do We Answer Fools?”, Acts & Facts, October 2014, vol. 43, no. 10, s. 20.)

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

Przypisy:
[1] Patrz James J.S. Johnson, „Genesis is History, Not Poetry: Exposing Hidden Assumptions about What Hebrew Poetry Is and Is Not”, Acts & Facts 2011, vol. 40, no. 6, s. 8-9.
[2] Jason Lisle, The Ultimate Proof of Creation, Master Books, Green Forest, AR 2009, s. 71, 74.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


Kiedy nauka jest wrogiem wiary?

Żyjemy w epoce, w której naczelnym autorytetem poznawczym dla większości ludzi nie jest religia, ale nauka. Przekonywani jesteśmy do tego na każdym kroku – w szkole i na uniwersytecie, w prasie, radiu i telewizji, a nawet przez wielu duchownych, którzy wyobrażają sobie, że ratują religię, dopasowując ją do stale zmieniających się orzeczeń nauki.


Ale co to jest nauka? Dla większości ludzi, nawet tych wykształconych, przypomina ona powietrze. Wszyscy wiemy, że powietrze istnieje, ale do niedawna nie znano nawet jego składu. Nawet absolwenci wydziałów przyrodniczych oraz politechnik, którzy praktycznie znają tę czy inną dziedzinę nauki, wierzą w mnóstwo mitów i przesądów na temat jej natury. Linus Pauling, który dwukrotnie zdobył Nagrodę Nobla (raz z chemii, a drugi raz nagrodę pokojową), tak zdefiniował naukę: „Nauka to poszukiwanie prawdy, to wysiłek zrozumienia świata”. Pauling, jak zresztą większość przyrodników, wyobrażał sobie uprawianie nauki jako bezstronne, obiektywne poszukiwanie prawdy metodami empirycznymi.

 

Jeżeli Bóg stworzył świat, to czy bezstronne, obiektywne badania tego stworzonego świata może podważyć wiarę w Boga? Czy nauka i religia mogą być skonfliktowane?

 

Ciekawie na temat związków religii i nauki wypowiadał się Albert Einstein:

Chociaż domeny religii i nauki same w sobie są wyraźnie od siebie oddzielone, istnieje mimo to między nimi mocny dwustronny związek i zależność. Chociaż religia może wyznaczać pewne cele, to uczy się od nauki, jakie środki przyczynią się do ich osiągania.
Naukę mogą tworzyć tylko ci, którzy przesiąkli dążeniem do prawdy i chęcią zrozumienia świata. Ale dążenia te wypływają z religii. Należy do tego także wiara w racjonalność reguł obowiązujących w istniejącym świecie, w racjonalność, czyli w możliwość ich uchwycenia przez rozum. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie uczonego z prawdziwego zdarzenia bez takiej głębokiej wiary. Ten stan rzeczy można przedstawić następująco: nauka bez religii jest kulawa, religia bez nauki jest ślepa. [1]


Einstein uważał więc, że nauka od religii przejęła cel - dążenie do prawdy i chęć zrozumienia świata - a także przekonanie, że świat jest racjonalny i poznawalny rozumowo. Einstein rozumiał  przez to, że świat jest matematyczny. Ale to nauka wypowiada ostateczne słowa na temat świata, religia może się tego uczyć od nauki. Religia w tym ujęciu, choć ważna dla nauki, jest jej podporządkowana treściowo. Stąd się biorą przekonania następców Einsteina, że „ilekroć zaistnieje konflikt pomiędzy dosłowną interpretacją jakiegoś tekstu biblijnego a prawdą dotyczącą przyrody, udowodnioną przy pomocy wiarygodnych argumentów, chrześcijanin powinien poddać tekst biblijny reinterpretacji metaforycznej”. [2] Wybitny polski filozof i teolog, ks. prof. Michał Heller, tak ujmuje całą relację nauki i wiary, głosząc potrzebę modyfikowania teologii stosownie do osiągnięć nauki. [3] 

 

Dlaczego więc tak często słyszymy o konflikcie nauki i religii? Czy konflikt ten jest wymyślony, czy realny? Jeśli religia jest podporządkowana nauce, to konflikt taki może być tylko tymczasowy, do chwili gdy zmodyfikuje się teologię zgodnie z orzeczeniami nauki. [4]

 

Pogląd, że nauka i religia są niezgodne, rozpowszechnił się dopiero w XIX wieku. [5]  Wcześniej zakładano, że jeśli uczeni i teologowie różnią się w jakiejś sprawie, to wskutek błędu popełnionego przez jedną ze stron i starano się ten błąd usunąć. Popularna była koncepcja dwu ksiąg – Biblii i Przyrody – które miały tego samego Autora. A jeśli tak, to z natury rzeczy nauka i religia nie mogły się trwale różnić. XIX wiek zmienił to widzenie.

 

W Polsce istnieją cztery ośrodki zajmujące się badaniem relacji nauka-religia. Trzy z nich związane są z uczelniami katolickimi (UKSW w Warszawie, KUL-em w Lublinie i Uniwersytetem Papieskim oraz Centrum Kopernika w Krakowie). Dominują w nich koncepcje dwu ksiąg lub podporządkowania religii i teologii nauce. Czwarty ośrodek, zorganizowany przez prof. Kazimierza Jodkowskiego, istnieje na Uniwersytecie Zielonogórskim. Pracujący tam filozofowie nauki wypowiadają opinię, że konflikt nauka-religia jest rzeczywisty i nieusuwalny, choć czasami jakiś fragment tego konfliktu może zanikać, by po jakimś czasie pojawić się ponownie. Zdaniem Jodkowskiego bowiem w XIX wieku, głównie za sprawą Karola Darwina, nastąpiła zmiana wrozumieniu nauki. Wcześniej naukę rozumiano tak, jak scharakteryzował ją Linus Pauling – jako bezstronne, obiektywne i uczciwe poszukiwanie prawdy. Takie rozumienie nauki nie wykluczało tego, że niektóre zdarzenia lub struktury znajdowane w świecie były skutkiem działania Istoty Nadprzyrodzonej, lub mówiąc językiem teologicznym, że niektóre zdarzenia były cudami. I rzeczywiście, uczeni niekiedy postulowali w swoich wyjaśnieniach aktywność Boga. Newton na przykład uważał, że Bóg czuwa nad tym, by gwiazdy pod wpływem sił grawitacji nie zlały się w jedno gorejące ciało i od czasu do czasu odpowiednio w świecie interweniuje. Biologowie, widząc złożoność i różnorodność świata ożywionego, jego powstanie przypisywali Stwórcy. Darwin takie rozumienie nauki przekreślił: „przypuszczenie, że każdy gatunek powstał tylko na jednym, pierwotnym obszarze, urzeka swą prostotą. Kto odrzuca to przypuszczenie, odrzuca także vera causa zwykłego powstania i następnego rozpowszechnienia gatunków, a odwołuje się do cudu”. [6]  Łaciński zwrot vera causa, użyty przez Darwina, znaczy „prawdziwa przyczyna”. Darwin więc uważał, że rzekome akty stwórcze Boga nie były prawdziwymi przyczynami. Zamiast stworzenia miało miejsce jego zdaniem „zwykłe powstanie i rozpowszechnianie gatunków”.

 

Darwin skutecznie narzucił to swoje rozumienie biologii innym biologom. Z czasem rozszerzyło się ono także na inne działy nauki. Dziś olbrzymia większość uczonych przyjmuje perspektywę Darwinowską. Zakaz odwoływania się w nauce do aktywności stwórczej Boga i ograniczanie się do przyczyn istniejących wewnątrz przyrody nosi nazwę naturalizmu (natura=przyroda). Ale naturalizm nie jest jedynym możliwym sposobem uprawiania nauki. Wystarczy wspomnieć, że przed Darwinem uczeni nie byli naturalistami. Dziś jedynie kilkuprocentowa mniejszość uczonych ma odwagę odrzucać naturalizm i uprawiać naukę, opierając się na innym założeniu. Naturaliści wyniki badań dopasowują do założenia naturalizmu. Kreacjoniści wyniki badań (bardzo często te same, bo dlaczego miałyby być inne?) dopasowują do innego założenia – nadnaturalizmu. Kreacjoniści chrześcijańscy to ogólne założenie konkretyzują: wyniki badań powinny być uzgodnione z Pismem Świętym, które posiada najwyższy autorytet.

 

Jodkowski założenie naturalizmu i nadnaturalizmu oraz każde inne założenie, bez którego nauka nie może funkcjonować, nazwał epistemicznym układem odniesienia. [7] Nie jest możliwe bezzałożeniowe uprawianie nauki. Jakieś założenie uczony musi wstępnie przyjąć. To, jakie przyjmie, zależy od jego światopoglądu oraz od wpływu środowiska, w którym pracuje.

 

Dopiero ujawnienie istnienia epistemicznych układów odniesienia pozwala zrozumieć, dlaczego ewolucjoniści (i szerzej: naturalistyczni uczeni) są tak wrogo nastawieni do religii. Dopiero wtedy staje się zrozumiała maksyma Williama Provine’a: „Ewolucjonizm jest najskuteczniejszym narzędziem do produkowania ateizmu, jakie kiedykolwiek wymyślono” [8] oraz opinia Richarda Dawkinsa: „dopiero Darwin sprawił, że ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie”. [9]

 

Mieczysław Pajewski
[email protected]
www.creationism.org.pl/Members/miepaj

Przypisy:

1 Albert Einstein, The World as I See It, Philosophical Library, New York 1949, s. 27-28.
2 Ernan McMullin, Ewolucja i stworzenie, Ośrodek Badań Interdyscyplinarnych przy Wydziale Filozofii Papieskiej Akademii Teologicznej, Kraków 1990, s. 2.
3 Por. Michał Heller, Nowa fizyka i nowa teologia, Biblos, Tarnów 1992.
4 Więcej na ten temat patrz w: Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 35, Wyd. UMCS, Lublin 1998, s. 40-45, http://tiny.pl/qjjdm. Omawianą postawę religii wobec nauki Jodkowski nazywa „kapitulancką”.
5 Głównie za sprawą dwu książek: John William Draper, History of the Conflict Between Religion and Science (1874), http://tiny.pl/qhc1f;

Andrew Dickson White, A History of the Warfare of Science with Theology in Christendom (1896), http://tiny.pl/qhc56. Książki te miały wiele wydań, a ich autorzy wielu naśladowców.
6 Karol Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt, DeAgostini - Altaya, Warszawa 2001, s. 422, http://tiny.pl/qhcl5
7 Por. „Epistemiczne układy odniesienia i «warunek Jodkowskiego»”, w: Anna Latawiec, Grzegorz Bugajak (red.), Filozoficzne i naukowo-przyrodnicze elementy obrazu świata 7, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2008, s. 108-123, http://tiny.pl/hnds2; „Konflikt nauka-religia a teoria inteligentnego projektu”, w: Kazimierz Jodkowski (red.), Teoria inteligentnego projektu – nowe rozumienie naukowości?, Biblioteka Filozoficznych Aspektów Genezy t. 2, Wydawnictwo Megas, Warszawa 2007, s.160-166 [145-180], http://tiny.pl/hkdqr; „Zasadnicza nierozstrzygalność sporu ewolucjonizmkreacjonizm”, Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria 2012, R. 21, nr 3 (83), s. 215-221 [201-222], http://tiny.pl/qh1cj; „Nienaukowy fundament nauki”, w: Zbigniew Pietrzak (red.), Granice nauki, Lectiones & Acroases Philosophicae 2013, vol. VI, nr 1, s. 93 - 107 [59-108], http://tiny.pl/qh1dl.
8 Cyt. za: Kazimierz Jodkowski, „Naturalizm ewolucjonizmu a wiara religijna. Przypadek Darwina”, Przegląd Religioznawczy 1999, nr 1 (191), s. 34 [17-34], http://tiny.pl/bpl7.
9 Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz, czyli jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1997, s. 28.

 

FILOZOFOWIE…

W kwietniu miałem nieprzyjemność przysłuchiwać się dyskusji panelowej filozofów "IV Spór kreacjonizmu z ewolucjonizmem w świetle nauki współczesnej" podczas konferencji naukowej "Ewolucjonizm czy kreacjonizm" na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jej uczestnikami byli:
prof. dr hab. Józef ZON (KUL) - Ewolucjonizm czy kreacjonizm? Kiedy 'czy' a kiedy 'oraz'?
prof. dr hab. Kazimierz JODKOWSKI (Uniwersytet Zielonogórski) - Fikcja teistycznego ewolucjonizmu
ks. prof. dr hab. Piotr LENARTOWICZ (WSF-P Ignatianum), dr Jolanta KOSZTEYN (Instytut Oceanologii PAN) - Ewolucja a niepodzielność i substancjalność form żywych
prof. Kenneth KEMP (St. Paul University, USA) - Evolution and Creation: Complements, not Contraries (Ewolucja i kreacja: dopełnienie a nie przeciwieństwo)


Temat panelu niezmiernie ciekawy, uczestnicy z najwyższej półki (szczególnie ostrzyłem sobie zęby na temat: "Fikcja teistycznego ewolucjonizmu"), a efekt... totalna nuda (nieco lepszy poziom zademonstrowała jedynie Koszteyn). Już sama forma prezentacji części referatów - od niechcenia, monotonnym głosem, czytanie z ekranu tyłem do słuchaczy - pozostawiała wiele do życzenia. Czułem się jak w państwowej służbie zdrowia - państwo płaci lekarzowi, to co ja go obchodzę? Zawartość merytoryczna też nie zwalała z nóg. Trochę goręcej zrobiło się jedynie na linii Jodkowski - Kemp, gdy pierwszy zawyrokował, że teistycznego ewolucjonizmu po prostu nie ma, gdyż teizm to wiara w celowe ingerencje Boga, a ewolucjonizm to założenie przypadkowości zachodzących zjawisk. Tu Kemp dał przykład ruletki, która choć działa na zasadzie zdarzeń losowych, przynosi stały zysk właścicielowi kasyna (3%). Na moją uwagę, że to przecież inteligentny projekt - ktoś ją zaprojektował ze ściśle określonym celem (a ewolucjonizm zakłada brak takiego celu), profesor Kemp nie odpowiedział, zapewne z powodu bariery językowej. Z braku czasu dalszą dyskusję niestety przerwano.

Ciekawym aspektem argumentowania naszych filozofów było powoływanie się na wypowiedzi JP2, ale do uzasadnienia ... przeciwstawnych tez. Jodkowski zacytował papieża mówiącego o celowości zjawisk: "Tym wszystkim wskazówkom istnienia Boga Stwórcy niektórzy przeciwstawiają moc przypadku lub mechanizmów właściwych materii. Mówienie o przypadku w kosmosie, który jest tak bardzo złożony w swoich elementach i tak cudownie celowy w swoim [dynamizmie] życia, oznaczałoby rezygnację z poszukiwania wyjaśnienia tego, co w tym świecie dostrzegamy. Byłoby to uznanie skutków bez przyczyny. Byłaby to abdykacja naszej ludzkiej inteligencji, wyrzekającej się poszukiwań i dążenia do rozwiązywania problemów". Piękna wypowiedź! Problem w tym (co wykorzystał Kemp), że ten sam człowiek powiedział również: "Dzisiaj, niemal pół wieku po ukazaniu się encykliki Piusa XII "Humani Generis", nowe dowody prowadzą do tego, że teoria ewolucji jawi się czymś więcej niż tylko hipotezą..." Próżno kardynał Schonborn dwoi się i troi, by udowodnić, ze papieżowi nie chodziło o to, o co chodziło, że on wcale nie uznaje ewolucjonizmu. W świat poszło medialne przesłanie: "Papież mówi, że pochodzimy od małpy"; "Papież zawarł pokój z Darwinem". Cóż to z autorytet, który nie chce albo nie umie wyrażać się jednoznacznie, z którego słów każdy może wywnioskować, co zechce?

Smutno zabrzmiała też odpowiedź Jodkowskiego na pytanie studentki KULawej teologii: "Jakie jest osobiste zdanie Pana Profesora w kontrowersji stworzenie/ewolucja?". Profesor z Zielonej Góry (który też swego czasu długo wykładał na UMCS w Lublinie) odparł: "Mam w pamięci czasy, gdy w PRL-u oficerowie SB ciągle wypytywali mnie o moje "osobiste zdanie". Ja na takie pytanie nie odpowiadam." Czy ta trauma wywarła niezatarte piętno w sercu Profesora, czy też uważa on, że dalej żyjemy w cieniu PRL-u, niestety nie dane nam było się dowiedzieć. Jeśli jednak filozof nie odpowiada na tak podstawowe pytanie, to do czego jest potrzebny?

Stanisław Michalkiewicz o filozofach: "...już tylko niewielu z nich stara się udzielać odpowiedzi na egzystencjalne pytania.
Nic więc dziwnego, że inni ludzie zaczynają traktować ich z lekceważeniem, a nawet pogardą. Rozterek każdy może naprodukować sobie sam, ile tylko dusza zapragnie i do tego żadnych filozofów mu nie potrzeba.
Jeśli jednak filozofowie nie potrafią dostarczyć pewności, jeśli nie potrafią być przewodnikami wśród rozterek, to nie są nikomu do niczego potrzebni. W tej sytuacji nawet postulat włączenia filozofii do programu nauczania w szkołach średnich jawi się jedynie jako z lekka tylko zakamuflowany sposób wzięcia na utrzymanie podatników kolejnych filutów."

michalkiewicz.pl

SKĄD WIEMY TO, CO WIEMY?

Każdy z nas posiada sporą wiedzę. Wiemy, jak się nazywamy. Wiemy, gdzie mieszkamy. Wiemy, ile jest dwa dodać dwa. Wiemy, która z partii politycznych jest najlepsza dla naszego kraju... Hmm. Wydaje się, że niektórzy wiedzą coś, co niezgodne jest z wiedzą innych. Na przykład wielu wie, że ewolucjonizm jest poprawnym wyjaśnieniem historii życia. Ale wielu innych wie, że poprawnym wyjaśnieniem jest stworzenie. Jak to możliwe, by różni ludzie wiedzieli coś innego? Co to znaczy "wiedzieć coś"?

Być może zgodzilibyśmy się, że wiedzieć coś to być osobiście przekonanym do tego, że jest to prawda. Proszę zwrócić uwagę na element osobowy: to, że coś wiemy, nie powoduje, że jest to prawdą; znaczy to tylko, że my uważamy to za prawdę. Fakt, że niektórzy wiedzą coś, co jest niezgodne z tym, co wiedzą inni, znaczy, że wiedza niektórych osób jest fałszywa!
Niezależnie od prawdziwości czy fałszywości, jak dochodzimy do wiedzy? Istnieją naprawdę tylko dwa sposoby: osobiste doświadczenie albo wiedza uzyskana od kogoś innego.

Osobiste doświadczenie
Każdy z nas ma sporą wiedzę, jaką sami osiągnęliśmy. Pozwolę sobie dać kilka swoich przykładów:

  • Uderzenie w palec u nogi jest bolesne. Wiedzę na ten temat uzyskujemy bardzo wcześnie w życiu.
  • Przejechanie skrzyżowania na czerwonym świetle będzie kosztować cię mandat. Faktycznie doświadczyłem tego dwukrotnie, zanim naprawdę zdobyłem wiedzę na ten temat.
  • Przyjęcie Chrystusa daje zyski w życiu. Zdaje się, że to mój były pastor pokazał mi, iż jednym z zysków jest to, że mamy kontakty z lepszymi ludźmi! Co ważniejsze, mamy zysk z tego, że nasze modlitwy są wysłuchiwane.
  • Przepuszczanie elektryczności przez wodę produkuje wodór i tlen w stanie gazowym. Być może na lekcji w szkole wykonywaliście ten klasyczny eksperyment przy pomocy baterii, przewodów i probówki.

Ktoś nam powiedział
Jeśli coś wiesz i nie doświadczyłeś tego sam, to ktoś ci powiedział. Oto kilka przykładów:

  • Słowo "chmura" piszemy przez "ch" i "u zwykłe". W większości przypadków edukacja polega na tym, że ktoś coś nam mówi, słownie lub przy pomocy druku.
  • Granica szybkości na autostradzie wynosi 90 km/h. Jeśli nie dowiemy się tego z postawionego znaku, to policjant uprzejmie wyjaśni ci to zarówno słownie, jak i przy pomocy druku.
  • Przyjęcie Chrystusa daje mi życie wieczne. Nie doświadczyłem jeszcze pełnej prawdy tego, ale Bóg mi powiedział w Biblii, że tak jest.
  • Wodór jest najmniejszym pierwiastkiem. Tobie i mnie brakuje wyposażenia i wiedzy, by określić prawdziwość tego naukowego faktu, a więc musieliśmy się tego dowiedzieć z podręcznika.

Czy możesz zaufać swoim oczom?
Ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy bardziej skłonni wierzyć temu, co poznaliśmy w osobistym doświadczeniu niż temu, co nam ktoś powiedział. Ale czy zawsze możemy wierzyć temu, co mówi nam osobiste doświadczenie? Czy cokolwiek mogłoby poddać w wątpliwość treść świadectwa naszych zmysłów? Wyobraźmy sobie, że spacerujemy po zatłoczonym chodniku, który graniczy z dużym parkiem. Daleko w parku widzimy, jak latający spodek obniża wysokość i ląduje. Czy zaczęlibyśmy od razu wykrzykiwać do innych o swoim odkryciu? Myślę, że ja najpierw rozejrzałbym się wokół, by sprawdzić, czy każdy inny doświadcza tego samego. Ale w przypadku, gdyby lądował helikopter, nie byłoby żadnego powodu, by wątpić w to, co powiedziały mi moje oczy.Ogólną zasadą jest, że spodziewamy się ujrzeć coś powszechnego, a nie coś niezwykłego. Rzeczywiście, nasze zmysły mogą nawet nas okłamywać, ponieważ spodziewamy się zobaczyć coś innego. Dobry przykład tego znajdujemy w życiu Jezusa, kiedy zawołał on "'Ojcze, uwielbij imię Twoje'. Wtem rozległ się głos z nieba: 'I uwielbiłem, i znowu uwielbię'. Stojący tam tłum, gdy to usłyszał, rzekł: 'Zagrzmiało!' Inni powiedzieli: 'Anioł przemówił do niego'" (Jana 12:28-29).

Komu wierzysz?
A co z wiedzą, którą ktoś nam przekazał? Pamiętajmy, że zdefiniowaliśmy "wiedzieć" jako "być osobiście przekonanym do prawdziwości czegoś". Ale nie wszystko, co nam ktoś mówi, jest prawdą. Czyż nie? Co powoduje, że jesteś bardziej skłonny wierzyć pewnym ludziom, a nie innym? Oto krótka lista par osób, które nam przekazują wiedzę:

  • osoby przypadkowo poznane i najlepsi przyjaciele
  • profesorowie filozofii i profesorowie nauk empirycznych
  • dziennikarze prasowi i dziennikarze telewizyjni
  • duchowni i Bóg (Biblia)

Co wpływa na to, że łatwo mógłbyś uwierzyć każdej z wyżej wymienionych osób, kiedy mówi ci, że coś jest prawdą? Czy wierzyłbyś bardziej jednej z wymienionych osób w każdej parze? Ważnym czynnikiem jest czas, odkąd znasz kogoś. Prawdopodobnie bardziej uwierzysz swemu najlepszemu przyjacielowi niż osobie przypadkowo napotkanej. Jednak w moim przypadku byłby to problem, ponieważ w dzieciństwie moim najlepszym przyjacielem był notoryczny kłamczuch. Bardzo miły chłopak, ale miał problem z mówieniem prawdy.

A co powiecie na temat owych dwu profesorów? Jeśli profesor nauk empirycznych mówi ci coś na temat nauki, a profesor filozofii coś przeciwnego, to najprawdopodobniej uwierzysz przyrodnikowi, czyż nie? Mamy więc tu inny czynnik: fachowość osoby wypowiadającej się.

A jeśli dwie równie fachowe osoby mówią ci coś przeciwnego, co wtedy? Jest to dylemat, z którym często muszę sobie radzić w kwestiach dotyczących kontrowersji stworzenie-ewolucja.
Oczywiście, jestem przyrodnikiem, ale z pewnością nie znam całej nauki! Moją specjalnością jest genetyka i nigdy nie miałem wykładów z geologii. Jak oceniam niezgodne twierdzenia geologów ewolucjonistycznych i geologów kreacjonistycznych? Czasami muszę wybierać na podstawie raczej filozoficznej niż naukowej: zdecydowałem się wierzyć raczej chrześcijaninowi niż ateiście. Nie jest to tak nieracjonalne, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka. Wszyscy żyjemy opierając się na pewnym zbiorze założeń, co jest prawdą, i ten zbiór założeń wpływa na nasze decyzje w wielu sprawach. Osoba utrzymująca fałszywą filozofię nieuchronnie będzie wyprowadzała fałszywe wnioski w ważnych sprawach.

Para dziennikarzy na naszej liście prowadzi nas do pytania, jak słowo drukowane wpływa na naszą gotowość do uwierzenia weń? Wydaje się, że jesteśmy bardziej gotowi uwierzyć w coś, co jest wydrukowane, niż w coś, co jest tylko wygłoszone. A więc dziennikarz prasowy może uzyskać większą wiarygodność niż dziennikarz telewizyjny.

Czy więc wydrukowanie czegoś znaczy, że prawdziwość tego jest bardziej prawdopodobna? Czasami tak, czasami nie. Czasami tylko pieniądze są powodem publikacji. Potrzebujemy więc zdrowego sceptycyzmu wobec tego, co słyszymy i co czytamy.

Nauka - sposób poznawania
Nauka jest bardzo ważnym sposobem poznawania rzeczy. Część tej wiedzy naukowej może pochodzić z osobistego doświadczenia, ale większość pochodzi od kogoś innego. Nawet wiedza, jaką uczony posiada, pochodzi głównie z drugiej ręki: czasopism, książek, konferencji itd.

Chociaż osiągnięcia naukowe wydają się dzisiaj bardzo nowoczesne, to ten sposób uprawiania nauki rozpoczął się w wieku XVII. Chociaż niewiele się o tym wspomina i chociaż trudno w to uwierzyć, większość twórców nowoczesnej nauki wierzyła w osobowego Boga, który stworzył Wszechświat. Ich wiara, że rzeczywistość jest wynikiem inteligentnego projektu, przyczyniła się do zaufania, iż mogą ją badać i odkrywać prawdy jej dotyczące.

Ponieważ nauka jest tak ważną drogą do wiedzy i ponieważ nauka jest tak bezpośrednio związana z problematyką pochodzenia, należy coś na jej temat zrozumieć. Z grubsza mówiąc, nauka rozwija się przez wysuwanie i testowanie hipotez. Uczeni dokonują obserwacji i wówczas próbują je wyjaśnić. Wyjaśnienia te zwie się hipotezami. Hipoteza jest próbnym wyjaśnieniem obserwacji, "uczonym zgadywaniem".

Wysuwanie hipotez jest tylko pierwszym krokiem; dużo trudniejszy jest drugi krok: testowanie hipotez. Uczony musi zaprojektować eksperyment, który wskaże, czy hipoteza jest poprawna. Przyjrzyjmy się rzeczywistemu przykładowi.

Europejskie węgorze rozmnażają się na Morzu Sargassowym, które jest częścią Oceanu Atlantyckiego. Migrują one do strumieni słodkiej wody, gdzie spędzają większość swego życia. Jak odkrywają one te strumienie, znajdując się w oceanach? Niektórzy uczeni wysuwali hipotezę, że węgorze są w stanie wyczuć chemiczne składniki słodkiej wody. Zaprojektowali eksperyment, by stestować tę hipotezę (aparatura jest widoczna na rysunku). Każda butla zawierała odmienny rodzaj wody: z kranu, destylowaną, słoną i słodką (ze strumienia). Małe węgorze umieszczono w małym pojemniku z lewej, z którego mogły płynąć rurkami do jednego z pojemników, zawierających konkretny rodzaj wody. Węgorze nie ujawniały preferencji wody z kranu nad słoną, ale większość z nich wpływała do pojemnika zawierającego naturalną słodką wodę. Wyniki te poparły hipotezę, że węgorze są w stanie wykryć chemiczną naturę słodkiej wody.

Czy badanie pochodzenia ma naukowy charakter?
Istnieją setki (a może tysiące?) uczonych badających pochodzenie: pochodzenie Wszechświata, pochodzenie Ziemi, pochodzenie życia i pochodzenie gatunków. Oczywiście, badanie pochodzenia ma naukowy charakter! A może nie? No tak, to zależy, co rozumiemy przez naukę. Jeśli rozumiemy przez to ten rodzaj nauki, jak badanie węgorzy, to odpowiedź brzmi "nie".

Nieżyjący już dr Richard Bliss, wielki nauczyciel, wyjaśnił to rozróżnienie lepiej niż ktokolwiek inny, gdy ukuł zwrot "nauka operacyjna" przeciwstawiony "nauce o początkach". Naukę operacyjną uprawia się, gdy uczeni próbują się dowiedzieć, jak coś funkcjonuje, jak działa. Zbierają oni obserwacje, stawiają hipotezy i testują te hipotezy przy pomocy eksperymentów. Uczeni, którzy badają pochodzenie, mogą także zbierać obserwacje, na przykład badać gwiazdy lub kolekcjonować skamieniałości. Mogą także stawiać przypuszczenia, jak te obserwacje są powiązane z pochodzeniem. Ale z nielicznymi wyjątkami nie mogą zaprojektować eksperymentu, który określiłby, co się zdarzyło w prehistorycznej przeszłości. Z tym samym problemem styka się uczony pracujący przy wykrywaniu przestępstw. Może on gromadzić poszlaki: odciski palców, ślady krwi, włókna itd. Korzystając z tego świadectwa, można sugerować, co miało miejsce wcześniej, ale nie istnieje żaden eksperyment, który mógłby rozstrzygnąć słuszność lub niesłuszność tej sugestii.

A więc chociaż uczeni mogą dostarczyć nam wartościowych informacji na temat zdarzeń, które zaszły dawno temu, nie mogą udzielić odpowiedzi równie ostatecznych jak te, które dotyczą zjawisk i zdarzeń zachodzących obecnie. Z powodu tej niepewności możemy oczekiwać, że filozofia uczonego (konserwatywno-chrześcijańska, liberalno-chrześcijańska, ortodoksyjno-żydowska, żydowsko-reformowana, muzułmańska, hinduska, ateistyczna) będzie wpływać na jego wnioski. Komu uwierzysz?

Lane P. Lester, Ph.D., How Do We Know What We Know?, Creation Research Society Quarterly 1995, vol. 32, No. 2.
Za zgodą redakcji przedruk z "Na Początku" listopad 1997, nr 11B (96), s. [352-359]


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut