Strona główna Przegląd prasy kreacjonistycznej

Przegląd prasy kreacjonistycznej

Do czego służy wyrostek robaczkowy

Marta Cuberbiller Przez długi czas biologowie ewolucyjni uważali wyrostek robaczkowy za absolutnie nieprzydatną część ludzkiego organizmu. Ewolucjoniści wskazywali, że 7% osób w krajach rozwiniętych cierpi...

Znajdowanie Adama i Ewy w naszym DNA (cz. I)

Marta Cuberbiller Biblia wyraźnie naucza, że pochodzimy od tylko dwojga ludzi - Adama i Ewy (Ks. Rodzaju 1:26-28). Jednak dzisiejsi uczeni zaprzeczają tej biblijnej doktrynie....

KREACJONIZM A TEORIA INTELIGENTNEGO PROJEKTU

"Acts & Facts" to miesięcznik wydawany w ponad 100 tysiącach egzemplarzy przez Institute for Creation Research w El Cajon, Kalifornia. W lipcowym numerze z tego roku dyrektor Instytutu dr John D. Morris omówił stosunek klasycznego kreacjonizmu, którego jest zwolennikiem, do modnej w ostatnich latach teorii inteligentnego projektu. Przypomniał na wstępie, że już w czasach Darwina popularne było pojęcie inteligentnego projektu. Używał go Sir Richard Paley, argumentując, że projekt wymaga projektanta. To Paley sformułował znany argument o zegarku znalezionym na wrzosowisku. Skoro jest to funkcjonujące urządzenie zbudowane z wielu współpracujących części i każda z tych części pełni jakąś cząstkową funkcję przyczyniającą się do realizacji funkcji całego zegarka, to nie może on być rezultatem działania pozbawionych myśli naturalnych przyczyn. Projekt widoczny w zegarku wymaga istnienia jakiegoś umysłu, inteligentnego projektanta, zegarmistrza. Paley uważał, że skoro tak łatwo uznajemy istnienie inteligentnego projektanta zegarka, to tym bardziej powinniśmy uznać istnienie inteligentnego projektanta przyrody ożywionej, gdyż organizmy żywe - rośliny i zwierzęta, nie mówiąc o człowieku - są dużo bardziej skomplikowane niż względnie prosty mechanizm zegarka. Paley sformułował ten argument kilka lat przed narodzinami Darwina, ale Darwin doskonale znał publikacje Paleya i przez wiele lat znajdował się pod ich urokiem. Ostatecznie jednak odrzucił je, uznając, że proces doboru naturalnego może bez udziału inteligencji stworzyć to, co nazywamy projektem. Niedostrzegalne drobne zmiany, przyczyniające się jednak do sukcesu organizmu w przetrwaniu i wydaniu potomstwa, miały się kumulować, tworząc widoczny dzisiaj projekt (dokładniej, na co zwrócił uwagę Richard Dawkins: pozór projektu). Dawkins nawiązał do Darwina i do Paleya w swojej głośnej książce "Ślepy zegarmistrz". Przekonywał w niej, że dzięki Darwinowi ateista dzisiaj nie musi się martwić argumentami typu Paleya, Darwin bowiem wyjaśnił, jak mogła powstać cała przyroda ożywiona bez najmniejszej ingerencji Boga. Dawkins jest znanym ateistą, ale jego książki mają niewątpliwie charakter religijny, propagują bowiem religię czy światopogląd naturalistyczny: rzeczywistość ma charakter materialny, nie istnieją żadne bóstwa, a skoro nie istnieją, to i nie mogą w świecie działać.

Istnieje oczywista różnica między naturalistami a kreacjonistami. Ci pierwsi uważają dzisiaj, że projekt jest skutkiem pojawiania się przypadkowych mutacji, z których dobór naturalny odsiewa te korzystne i usuwa niekorzystne. Kreacjoniści, których widzenie świata jest ukształtowane przez Biblię, twierdzą jednak, że widoczny w przyrodzie projekt jest skutkiem celowego działania rozumnego Stwórcy, o którym czytamy w Piśmie Świętym. Kreacjoniści twierdzą tak o projekcie od dawna, od setek lat, ale dzisiaj pojęcie inteligentnego projektu zostało przejęte w latach 90-tych przez tzw. Ruch Inteligentnego Projektu, Ruch ID. Należą do niego uczeni z różnych dziedzin nauki i wyznający rozmaite światopoglądy. Są wśród nich agnostycy, zwolennicy New Age, chrześcijanie, a nawet ewolucjoniści (tyle że niedarwinowscy). Zwolennicy teorii inteligentnego projektu twierdzą, że przypadkowe mutacje i dobór naturalny są w stanie utworzyć jedynie niewielkie zmiany w organizmach żywych, że widoczny w tych ostatnich projekt leży poza zasięgiem tych czysto przyrodniczych procesów. Uważają też, że wyjaśnianie przyrody tylko przy pomocy przyczyn naturalnych jest czymś w rodzaju religii bez Boga.

     Publikacje przedstawicieli teorii inteligentnego projektu mają ściśle świecki charakter: nie odwołują się nigdy do świętych ksiąg jakiejkolwiek religii i nigdy nie utożsamiają inteligentnego projektanta z Bogiem religii. Na temat tożsamości inteligentnegoprojektanta nie wypowiadają się, gdyż ustalenie tej tożsamości wymaga wyjścia poza rozważania naukowe. Niektórzy z nich, posiłkując się filozofią lub teologią, ujawniają, kogo rozumieją pod nazwą "inteligentny projektant", ale ich odpowiedzi są różne. Może to być Bóg, ale także jakaś inteligentna siła przenikająca Wszechświat, obce cywilizacje kosmiczne, a nawet podróżnicy w czasie. Trzeba jednak pamiętać, że gdy takie odpowiedzi słyszymy, to nie są one wygłaszane na terenie teorii inteligentnego projektu. Ta ostatnia wg zgodnej opinii jej zwolenników jest zbyt słaba, by ustalić tożsamość inteligentnego projektanta.

Zwolennicy teorii inteligentnego projektu (ID) uważają, że ich koncepcja lepiej odpowiada znanym faktom przyrodniczym i jako taka powinna być w jakimś stopniu obecna w szkołach. Trzeba jednak pamiętać, że główny ośrodek Ruchu Inteligentnego Projektu, tzw. Discovery Institute w Seattle, w stanie Oregon, nie zaleca wprowadzania do szkół publicznych nauczania tej teorii. Jednak niektóre rady szkolne w Ameryce próbowały umieścić w podręcznikach wzmiankę o istnieniu tej teorii. Spotkało się to z olbrzymią kampanią propagandową mass mediów amerykańskich, opanowanych tak jak w Polsce przez siły lewicowe, laickie i ateistyczne. Kampania ta miała głównie charakter dezinformujący - oskarżano teorię ID o ukryte propagowanie biblijnego kreacjonizmu, a nawet o utożsamianie inteligentnego projektanta z Bogiem. W dzisiejszych czasach siła mediów jest decydująca i zakazano w podręcznikach szkolnych nawet wymieniania teorii inteligentnego projektu. Wolność edukacyjna w Ameryce polega na tym, że uczniowie mogą uczyć się tylko o teorii ewolucji w jej darwinowskim (naturalistycznym) wydaniu.

Dr John D. Morris uważa, że teoria inteligentnego projektu ma wiele zalet, głównie to, że podkreśla pozanaukowy (światopoglądowo-filozoficzny, religijny) charakter współczesnego darwinowskiego ewolucjonizmu. Ma jednak też duże wady, których tradycyjny kreacjonizm jest pozbawiony. Podstawową wadą jest obywanie się bez nauczania biblijnego. Biblia odpowiada na ważne pytania dotyczące życia człowieka, sensu życia, celu życia. Na te same pytania odpowiada naturalizm, tylko inaczej. Ale teoria inteligentnego projektu w tych sprawach milczy. Nie oddaje ona też należnego Bogu hołdu za Jego dzieło, nie próbując zidentyfikować inteligentnego projektanta, o którym mówi. Kreacjonizm nie tylko demaskuje religijny charakter współczesnego ateistycznego ewolucjonizmu, jak to robi teoria inteligentnego projektu, nie tylko jest zainteresowany jak ta teoria w uprawianiu dobrej nauki, ale także troszczy się o właściwe zrozumienie relacji między przyrodą i jej Stwórcą, między człowiekiem i jego Zbawcą. Wszyscy kreacjoniści wierzą w istnienie inteligentnego projektu w przyrodzie, ale nie wszyscy zwolennicy teorii ID wierzą w Boga. Niektórzy nawet Jego istnienie odrzucają - istnieje na przykład ateistyczna quasi-religijna sekta raelian, utożsamiająca inteligentnego projektanta z jakąś cywilizacją kosmiczną. Ruch ID, ściśle rzecz biorąc, nie ma chrześcijańskiego charakteru, dlatego biblijni kreacjoniści, choć popierają wiele twierdzeń tego ruchu, nie mogą się do niego organizacyjnie przyłączyć.

(John D. Morris, "Intelligent Design: Strenghts, Weaknesses, and the Differences", Acts & Facts July 2007, vol. 36, No. 7, s. 1-2)

 

OD REDAKCJI
Stanowisko kreacjonistów reprezentowanych przez dr. Johna D. Morrisa smuci nas i dziwi. To, co dr Morris wytyka jako wadę ID ("obywanie się bez nauczania biblijnego"), uznajemy za ogromną zaletę całkowicie zgodną z wolą Boga Biblii. Naukowcy Ruchu Inteligentnego Projektu potwierdzają jeden z celów stworzenia - objawienie światu cech Projektanta:

Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, Rzym. 1:19-20
Zgoda, że zwolennicy ID nie realizują tego celu do końca - zatrzymują się tylko na fakcie istnienia Projektanta i na Jego wielkiej inteligencji. W drodze do Jego dalszego zidentyfikowania pozostawiają człowieka samego. Ale przecież nauki przyrodnicze nie mają za zadanie opisywanie Boga!

Kolejny argument za wspieraniem przez chrześcijan wysiłków naukowców ID wypływa z naszego kontekstu kulturowego. Upadek cywilizacji osiągnął już tak niski poziom, że w kręgach naukowych wszelka wzmianka o Bogu skazuje badacza na miano oszołoma i ostracyzm środowiska (przykład Profesora Macieja Giertycha). W Biblii wzywani jesteśmy do roztropności:

Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice. Mat. 10:16

W środowisku postępowych wilków tylko pochwalić należy podejście, które wytrąca im ich główny oręż w walce z biblijnym chrześcijaństwem. Walczą z nami za pomocą tępego cepa: wzmianka o Bogu = przesąd, zabobon, legenda bez najmniejszego związku z podejściem naukowym. Jeśli więc bez używania pojęcia Boga i Biblii uda się na gruncie tylko naturalistycznie pojmowanej nauki wskazać na konieczność istnienia Stwórcy (przed czym właśnie drżą nasi prawdziwi wrogowie), to skaczmy z radości!!! Wspomagajmy takie działania i wysiłki - co oczywiście nie oznacza, że jako chrześcijanie nie mamy iść dalej i nie wskazywać na wszystkie cnoty i dzieła naszego Boga.

Prosimy o praktyczną refleksję - w jakim środowisku łatwiej głosić ewangelię Boga Stwórcy i Zbawiciela: w przekonanym głęboko o naturalistycznym pochodzeniu świata, życia i człowieka czy w przekonanym o istnieniu nieznanego Projektanta?

Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Mar. 9:40 (BT)


DLACZEGO WSZECHŚWIAT POWOLI ZMIERZA DO UPADKU?

Procesy gnicia, psucia się, korozji i im podobne są często przedmiotem naszych obserwacji. Także, niestety, procesy starzenia się, szczególnie dotkliwe dla kobiet (a również dla niektórych mężczyzn). Pewną pociechą może być fakt, że nawet Wszechświat jako całość powoli zmierza do upadku. Ale prawo fizyczne, które tym rządzi, umożliwia jednocześnie działanie rozmaitych maszyn, a nawet samego życia. Jest to drugie prawo termodynamiki, znane także jako prawo wzrostu entropii. Odpowiada ono za przepływ ciepła od ciał gorących do zimnych.

Tempo rozpraszania się ciepła we Wszechświecie jest wysokie. Uczeni obliczyli, że gdyby było tylko nieco niższe, układy galaktyczne więziłyby promieniowanie i w rezultacie gwiazdy nie mogłyby się ukształtować. Wszechświat wypełniałyby bezgwiezdne galaktyki. Z drugiej strony, gdyby tempo rozpraszania się ciepła było nieco większe, to w ogóle żadne galaktyki by nie powstały. Okazuje się więc, że do istnienia Ziemi akurat takie prawo termodynamiki jest niezbędne.

Ale nie tylko do istnienia samej planety, także do istnienia życia na niej. Drugie prawo termodynamiki wpływa na warunki klimatyczne, reakcje chemiczne i tektonikę płyt kontynentalnych. Umożliwia ono takie podstawowe funkcje życiowe, jak oddychanie i trawienie, a nawet zwijanie się cząsteczek białka. Innymi słowy, bez stałego i niezmiennego działania drugiego prawa termodynamiki życie biologiczne by nie istniało.

Gdy jednak zaczniemy stosować to prawo do całego Wszechświata, pojawiają się niewesołe konsekwencje. Już w latach 1851-1852 brytyjski fizyk William Thomson, znany jako lord Kelvin, zauważył, że powszechne rozpraszanie energii mechanicznej nieuchronnie doprowadzi do całkowitego wyrównania temperatur, zaniku ruchu wywoływanego przepływem ciepła i wyczerpania się energii potencjalnej - czyli do stanu śmierci. Nieuchronnie nas oczekująca, jak się ją nazywa, śmierć cieplna Wszechświata, w tym życia i świadomości, musi prowadzić do pesymizmu i rozpaczy, o ile Wszechświat jest jedyną rzeczywistością.

Ale jeśli Wszechświat nie jest jedyną rzeczywistością, to nasza egzystencja może faktycznie mieć jakiś sens. Jeśli gdzieś poza tym Wszechświatem istnieje "świat doskonały", ludzkość może mieć nadzieję, widzieć swój cel i przeznaczenie.

Oczywiście, prawa fizyczne takiego miejsca musiałyby być odmienne od tych, które rządzą naszym Wszechświatem. Istnienie innych wszechświatów nie jest już tylko domeną religii i autorów powieści science-fiction. Mówi się o nich coraz częściej w naukach przyrodniczych, w fizyce. Ciekawe, że fizycy zakładają, iż w tych równoległych wszechświatach obowiązują inne prawa, a stałe fizyczne mają odmienne wartości od tych, które znamy.

(Hugh Ross, "Why a Decaying Universe?", Reasons September/October 2008, s. 1-2.)


SKĄD WZIĄŁ SIĘ WSZECHŚWIAT

Znany astronom i kosmolog, a także popularyzator nauki, Carl Sagan, rozpoczął książkę Kosmos [1] od stwierdzenia, że Kosmos to wszystko, co kiedykolwiek istniało lub kiedykolwiek będzie istniało. Gdy słyszymy słowo "Kosmos", myślimy o niezliczonych gwiazdach, jakie widzimy w bezchmurną noc gdzieś poza miejskimi światłami. Ale gwiazdy widoczne na niebie to tylko niewielka część naszej Galaktyki, czyli zgrupowania ok. 100 miliardów gwiazd skupionych w postaci olbrzymiego dysku o średnicy ok. 100 tys. lat świetlnych.

Dzięki odkryciom astronomicznym i zdjęciom wykonanym nie tylko przez teleskopy ziemskie, ale i przez umiejscowione na orbicie wokółziemskiej, jak słynny teleskop Hubble'a, możemy sobie uświadomić, że poza gwiazdami naszej Galaktyki rozpościerają się olbrzymie przestrzenie z miliardami innych galaktyk, mgławic, kwazarów, pulsarów i wieloma fascynującymi zjawiskami. Ocenia się, że w obserwowanym Wszechświecie istnieje ok. 100 miliardów galaktyk, oddalonych od siebie średnio 2-3 milionami lat świetlnych względnej pustki.. Wszechświat jest naprawdę olbrzymi i zawiera niezliczoną liczbę różnorodnych światów.

Skąd się wziął Wszechświat? A może jest wieczny? Przez dziesiątki lat ateiści twierdzili, że Wszechświat nie miał początku i nie będzie miał końca. Takie twierdzenia możemy znaleźć w książkach wydanych w naszym kraju jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ale już wtedy były one objawem ignorancji. Dzisiaj uczeni mówią nie tylko, że Wszechświat miał początek, ale i że powstał z niczego. „New Scientist” w numerze z 13 stycznia 2012 roku pytanie, skąd się wziął Wszechświat, nazwał problemem Księgi Rodzaju. [2] Autor artykułu wstępnego napisał, że po ostatnich odkryciach wskazujących jednak na to, że Wszechświat miał początek i że Big Bang miał miejsce, "fizycy i filozofowie muszą ostatecznie odpowiedzieć na pytanie, jakie dręczyło ich przez blisko pół wieku: jak otrzymać z niczego wszechświat, razem ze wszystkimi prawami fizyki?".

ROZSZERZAJĄCY SIĘ WSZECHŚWIAT
Przez pewien czas pytania o to, skąd się wziął świat, dlaczego istnieje i dlaczego jest taki, jaki jest, traktowano jako dziedzinę filozofów i teologów. Uczeni istnienie Wszechświata traktowali jako coś, czego nie trzeba wyjaśniać. Wielu z nich sądziło, że jest wieczny. Wszystko to zmieniło się w latach tuż po I wojnie światowej, gdy niektórzy uczeni zaczęli badać modele Wszechświata zbudowane dzięki zastosowaniu wyprowadzonych z ogólnej teorii względności równań pola.

Pierwszy model Wszechświata zbudował twórca ogólnej teorii względności, Albert Einstein, jeszcze przed zakończeniem wojny, bo w 1917 roku. [3] Ponieważ Einstein był przekonany, że Wszechświat nie miał początku, uznał, że jako całość Wszechświat jest statyczny - ani się nie rozszerza, ani się nie kurczy. Aby zapobiec zapadaniu się Wszechświata pod wpływem wzajemnych oddziaływań grawitacyjnych wypełniających go gwiazd (Einstein nie wiedział jeszcze nic o istnieniu galaktyk), do równań pola dodał człon z tzw. stałą kosmologiczną, która równoważyła przyciąganie grawitacyjne. Z podobnym problemem zetknął się 200 lat wcześniej Newton, ale poradził sobie, postulując boskie interwencje - Opatrzność boska dbała o to, by gwiazdy były odpowiednio od siebie oddalone. Pod koniec XIX wieku Hugo von Seeliger i Carl Neumann problem Newtona rozwiązali, modyfikując prawo grawitacji, dodając człon ze stałą, która odpowiadała za stabilność Wszechświata. Zrobili więc to samo, co później zrobił Einstein ze swoją teorią grawitacji. Łatwo zauważyć, że statyczność Wszechświata w modelu Einsteina była wyłącznie rezultatem filozoficznych przekonań twórcy tego modelu. Nauka, wbrew potocznym przekonaniom, to nie tylko sprawa faktów i logiki. Pewne twierdzenia o świecie zawdzięczają swój byt wyłącznie upodobaniom lub niechęciom filozoficznym - co jest niezwykle istotnym spostrzeżeniem ważnym we wszystkich sporach światopoglądowych.

Ale już w 1922 i w 1924 roku rosyjski matematyk, Aleksander Friedman, wykazał, że dla równań Einsteina istnieje nie jedno, ale cała klasa rozwiązań. [4] Wszystkie one, z jednym wyjątkiem (modelem Einsteina) przedstawiają wszechświaty albo kurczące się, albo ekspandujące, czyli niestatyczne. Te teoretyczne osiągnięcia były zgodne z obserwacyjnymi badaniami przesunięć prążków absorpcyjnych w widmach - jak je wówczas nazywano - mgławic galaktycznych (nie wiedziano jeszcze, czy te mgławice to twory istniejące wewnątrz naszej Drogi Mlecznej, czy poza nią). Badania te od 1912 roku prowadził Vesto Slipher. Okazało się, że prawie wszystkie mgławice, za nielicznymi wyjątkami (należy do nich słynna M31, mgławica w gwiazdozbiorze Andromedy, jedyna na naszej półkuli, którą widać gołym okiem), ujawniały przesunięcie ku czerwieni. Ten tzw. w żargonie kosmologów red-shift zinterpretowany dopplerowsko świadczył o tym, że mgławice te oddalają się od siebie. Później, bo w 1929 roku, amerykański astronom, Edwin Hubble, na podstawie kilkudziesięciu takich pomiarów sformułował tzw. prawo Hubble'a: prędkość oddalania się galaktyki jest wprost proporcjonalna do jej odległości od nas.

W 1925 roku belgijski astrofizyk i jednocześnie ksiądz katolicki, Georges Lemaître, badający tzw. model de Sittera, wykazał, że przestrzeń w takim wszechświecie ekspanduje. [5] Lemaître nie ograniczył się jednak do tego odkrycia. Prowadził wnioskowanie dalej. [6] Jeśli Wszechświat się rozszerza, to znaczy, że w przeszłości był mniejszy. Ostatecznie w odległej przeszłości cała materia Wszechświata musiała być gęsto upakowana. Ten początkowy stan Wszechświata Lemaître nazwał "pierwotnym atomem", choć pewnie lepszym określeniem byłoby "pierwotne jądro atomowe", gdyż składać się miało ze stykających się ze sobą nukleonów. Pierwotny atom Lemaître'a miał mieć średnicę mniej więcej wielkości średnicy orbity Ziemi wokół Słońca. Dużo mniejsze atomy są już niestabilne, więc i ten pierwotny atom musiał natychmiast się rozpaść na mniejsze części, a te - na jeszcze mniejsze. Ten gwałtowny wybuch pierwotnego atomu miał odpowiadać za obserwowane rozszerzanie się Wszechświata. Lemaître nie wiedział jeszcze wówczas, że dostatecznie duża masa zapada się grawitacyjnie jeszcze bardziej, bo do punktu matematycznego, a więc że Wszechświat rozszerza się od punktu (wykazali to później Roger Penrose, Stephen Hawking, Robert Geroch i inni).

Pytanie "co było wcześniej?" nie miało sensu, gdyż fizyka nie była w stanie na nie odpowiedzieć. W zerowej objętości punktu matematycznego gęstość i temperatura przybierają nieskończone wartości. Prawa fizyki przestają mieć zastosowanie do materii w takim stanie (stan ten nazwano osobliwością). Ale myśl, że Wszechświat miał początek, wielu uczonym się nie podobała, między innymi Einsteinowi. "Twoje wyliczenia - miał powiedzieć Einstein Lemaître'owi - są w porządku, ale twoje rozumienie fizyki jest okropne". Początek ekspansji Wszechświata za bardzo przypominał religijną ideę stworzenia świata, o której mówi Biblia: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Ks. Rodzaju 1:1).

Lemaître w liście do czasopisma Nature (maj 1931) tak odpowiedział na zarzuty: "Jeśli świat zaczął się od pojedynczego kwantu, to pojęcia przestrzeni i czasu nie miały na początku jakiegokolwiek sensu; mogły one uzyskać ten sens, kiedy pierwotny kwant podzielił się na dostatecznie wiele mniejszych kwantów. Jeśli ta myśl jest poprawna, to początek świata miał miejsce tuż przed początkiem przestrzeni i czasu." [7]

Wrogiem tej idei był również wybitny astronom angielski, Fred Hoyle, który niezamierzenie stał się ojcem określenia "Big Bang". Niezamierzenie, gdyż zwrot "Big Bang", tłumaczony powszechnie jako "Wielki Wybuch", naprawdę należałoby tłumaczyć jako "Wielkie Bum" albo "Wielkie Łup". Hoyle chciał ośmieszyć koncepcję powstania Wszechświata w postaci czegoś, co przypomina wielki wybuch.

Ale ta próba ośmieszenia nie udała się i zwrot "Big Bang" funkcjonuje dziś jako poważne określenie. W dodatku w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku Arno Penzias i Robert Wilson odkryli tzw. reliktowe promieniowanie tła, poszukiwane wcześniej przez kosmologów, np. przez George'a Gamowa, jako pozostałość po pierwszym gorącym okresie istnienia Wszechświata. Penzias i Wilson odkryli coś, co można nazwać słabiutkim echem Big Bangu.

SZOKUJĄCE IMPLIKACJE
Dziś hipotezę Big Bangu uważa się za jedną z najlepiej ustalonych teorii naukowych. To, co kiedyś uczonych szokowało, dziś jest akceptowane - że Wszechświat nie zawsze istniał, że był moment "stworzenia", gdy wszystko jakoś się pojawiło. Ale implikacje tego nadal nie pozwalają fizykom spokojnie spać. Wspomniany wyżej artykuł wstępny w New Scientist zauważa: "Big Bang jest obecnie częścią wyposażenia współczesnej kosmologii, ale niepokój Hoyle'a nie przeminął. Wielu fizyków przez dekady walczyło z nim głównie z powodu jego teologicznego wydźwięku. Jeśli mamy nagłe stworzenie, to czy nie potrzebujemy stwórcy?".

Ta walka trwa do dzisiaj. Buduje się stale teorie, które próbują jakoś uniknąć myśli o stworzeniu. Fizycy starają się stworzyć teorię samozwartą (self-contained), czyli taką, która nie czerpałaby z zewnątrz, spoza swojego modelu, warunków początkowych lub brzegowych. Najlepsza z tego punktu widzenia byłaby teoria, która nie wymaga żadnych warunków początkowych, albo taka, która ustala jednoznacznie takie warunki. Propozycje są rozmaite - teoria wieloświata, Wszechświata oscylującego bez początku i bez końca, koncepcja "kosmicznego jaja", z którego rodzą się "wszechświaty dziecięce" itd. - ale żadna z nich nie pasuje tak dobrze do faktów jak koncepcja Big Bangu. W artykule z kwietnia 2012 roku fizycy z Tufts University, Audrey Mithani i Alexander Vilenkin, zbadali trzy teorie, które wydawały się przedstawiać sposób uniknięcia początku Wszechświata. Okazało się jednak, że "żadna z nich nie zapewnia wiecznego istnienia w przeszłości". [8] A na sympozjum "State of the Universe", zorganizowanym z okazji 70-lecia wybitnego fizyka, Stephena Hawkinga, Vilenkin powtórzył swoją opinię: "Wszystkie fakty, jakie znamy, mówią, że Wszechświat miał początek". [9]

Dla fizyków, którzy chcą uniknąć początku świata, problem nie przeminął. Ale ten "problem z Księgi Rodzaju" nie jest żadnym problemem dla tych, którzy wierzą w Księgę Rodzaju. Już w pierwszym zdaniu Bóg stwierdza, że jest Stwórcą nieba i ziemi. Nawet ekspansja Wszechświata ma swoje echo w słowach "On rozciągnął niebiosa jak tkaninę" (Izaj. 40:22; por. Ps. 104:2). Pismo Święte ujawnia przedwiecznego i nadprzyrodzonego Stwórcę wszystkich rzeczy: "niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził" (Ps. 8:4). Skąd się więc wziął wszechświat? Wziął się z umysłu i mocy Wszechmocnego Boga, z Jego chwały i aby spełnił się Jego plan, dotyczący naszego przeznaczenia.

A KIEDY TO BYŁO?
Pozostaje jeszcze napisać kilka zdań na temat wieku Wszechświata. Biblia sugeruje, że stworzenie nieba i ziemi nastąpiło jednocześnie i że miało miejsce niedawno - 6 tys. lat temu, a jeśli uwzględnimy tzw. luki w chronologii biblijnej, to ok. 10 tys., najwyżej 15 tys. lat temu. Jednak kosmologowie umieszczają Big Bang ok. 13,7 miliarda lat temu. Czy biblijni chrześcijanie mogą się więc powoływać na ustalenia współczesnej kosmologii?

Prosty przykład pomoże odpowiedzieć na to pytanie. Wyobraźmy sobie huśtawkę na dziecięcym placu zabaw. Podchodzi do niej pewien człowiek i wprawia ją w ruch. Następnie odchodzi, a po minucie na placu tym pojawia się fizyk, który zauważa huśtawkę w ruchu. Ponieważ fizyk dysponuje teorią ruchu wahadła, to posiadając odpowiednie dane jest w stanie obliczyć, jakie wychylenie miała huśtawka minutę wcześniej. Jest on więc w stanie ustalić stan początkowy ruchu huśtawki. Ale - i to jest najważniejsze - fizyk nie widział momentu wprowadzenia huśtawki w ruch i potrafi on obliczyć wychylenie huśtawki sprzed 2, 3, a może i więcej minut, choć - jak wiemy - huśtawka wówczas była nieruchoma. Fizyk nie znając faktów może cofnąć się za daleko. Big Bang jest najdawniejszym momentem, kiedy Wszechświat mógł powstać. Ale nikt nie obserwował momentu powstania Wszechświata. Bóg mógł go stworzyć w każdym późniejszym momencie.

Rozważania kosmologiczne są ważne dla biblijnego chrześcijanina nie dlatego, że podają wiek Wszechświata, ale dlatego, że pokazują nieudane próby usunięcia Boga-Stwórcy poza horyzont rozważań.

[email protected]
creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

Przypisy:
[1] Polskie wydanie: Wydawnictwo Zysk i S-ka 1997.
[2] "The Genesis problem", New Scientist 13 January 2012, http://tiny.pl/hlmf5
[3] Albert Einstein, "Kosmologische Betrachtungen zur allgemeinen Relativitätstheorie", Sitzungsberichte der Preussischen Akademie der Wissenschaften 1917, Bd. 1, s. 142-152, http://tiny.pl/hlmpd.
[4] A. Friedman, "Über der Krümmung des Raumes", Zeitschrift für Physik 1922, Bd. 11, s. 377-386, http://tiny.pl/hlmp8; tenże, "Über die Möglichkeit einer Welt mit konstanter negativer Krümmung des Raumes", Zeitschrift für Physik 1924, Bd. 21, s. 326-332, http://tiny.pl/hlmps.
[5] Georges Lemaître, "Note on de Sitter's Universe", Journal of Mathematics and Physics 1925, vol. 4, s. 37-41.
[6] Georges Lemaître, "Un Univers homogene de masse constante et de rayon croissant rendant compte de la vitesse radiale des nébuleuses extra-galactiques", Annales de la Societe Scientifique de Bruxelles 1927, A47, s. 49-59.
[7] Cyt. za: J. O'Connor and E.F. Robertson, "Georges Henri-Joseph-Edouard Lemaître", http://tiny.pl/hlmld.
[8] Audrey Mithani, Alexander Vilenkin, "Did the universe have a beginning?", arXiv:1204.4658v1 [hep-th], s. 5, http://tiny.pl/hlmln.
[9] Alexander Vilenkin: "All the evidence we have says that the universe had a beginning", http://tiny.pl/hlm4m.
(Wallace G. Smith, "Where Did the Universe Come From?", Tomorrow's World, July-August 2012, s. 28-29.)


Teorie powstania Księżyca

Marta Cuberbiller Do naturalistycznych teorii powstania Księżyca należy hipoteza oderwania się od Ziemi, przechwycenia, kondensacji i zderzenia. Przyjrzyjmy się krótko każdej z nich. Hipoteza oderwania się...

DLACZEGO STAROŻYTNE CYWILIZACJE NA WSZYSTKICH KONTYNENTACH POWSTAWAŁY W TYM SAMYM CZASIE?

Niemieccy archeologowie odkryli niedawno ok. 320 km na północny wschód od Limy, stolicy Peru, najstarsze starożytne pozostałości po cywilizacji w Południowej Ameryce. Datowanie metodą węgla C14 określiło wiek znalezisk na 5 000-5 500 lat temu. Kreacjoniści wiedzą, że w tym przypadku metoda ta jest zawodna i nadaje zbyt duży wiek. Faktyczny wiek wynosi ok. 3 000-4 000 lat temu (czyli jakieś 500-1500 lat po Potopie). Ale akurat nie wiek jest tu istotny, tylko to, że te same metody (np. oparte na węglu radioaktywnym) nadają ten sam wiek cywilizacjom w wielu nawet odległych częściach świata, w tym na Bliskim Wschodzie i w południowej Azji.

Najstarsze starożytne miasto Ameryki Południowej, Caral w Peru, leżące 23 km w głąb lądu od wybrzeży Pacyfiku, zostało odkryte jeszcze w 1948 roku, ale aż do niedawna nie budziło większych zainteresowań uczonych. Dopiero badania peruwiańskiej archeolog Ruth Shady pokazały, jak ciekawe jest to miejsce - na powierzchni 65 hektarów znajduje się tu zespół świątyń, amfiteatr, place i domy mieszkalne. [1] Znaleziska w Caral, jak i to ostatnie niemieckich archeologów skłaniają zdaniem Ruth Shady do postawienia pytania, co spowodowało, że "cywilizacje na całej naszej planecie powstały mniej więcej w tym samym czasie". [2]

Dla biblijnego chrześcijanina nie ma tu żadnej tajemnicy. Księga Rodzaju informuje, że cywilizacja po Potopie rozproszyła się w krótkim czasie spod wieży Babel po całym globie. Wiele z tych grup przyniosło ze sobą umiejętności budowy rozmaitych budynków, co sprawiło wrażenie, że w wielu częściach świata nagle pojawiły się cywilizacje. Inne grupy nie posiadające tej wiedzy musiały zaczynać od jaskiń i prowizorycznych konstrukcji, co szybko doprowadziło do powstania odmiennych rodzajów społeczeństw. Ewolucjoniści mają teraz problem, jak je wszystkie dopasować do swojego ewolucyjnego schematu.

Shady wcześniej wykazała, że złożone centrum miejskie istniało współcześnie do tych w starożytnej Mezopotamii i Egipcie - jakieś półtora tysiąca lat wcześniej, niż poprzednio sądzono. Niedawne odkrycie niemieckich archeologów, dotyczące tworu wyraźnie zaawansowanego technologicznie, przesuwa o dalsze kilkaset lat istnienie tamtejszej cywilizacji, co wzmacnia wnioski Shady. Uznała ona, że ludzie Nowego Świata (czyli Ameryki) mieli tę samą zdolność tworzenia centrów cywilizacyjnych, co zamieszkujący Stary Świat.

Księga Rodzaju mówi, że wspomnianemu wyżej rozproszeniu, które doprowadziło do "wybuchu cywilizacji", towarzyszyło nagłe pojawienie się różnych grup językowych. Grupy te następnie różnicowały się wewnętrznie, co skutkowało zaistnieniem wielu nowych, ale wzajemnie powiązanych języków. Ale żaden język z jednej grupy nie wykazuje podobieństwa do języków z innej grupy językowej, ponieważ ich wyjściowe języki (np. indoeuropejski) powstały nagle i w nadprzyrodzony sposób. Dlatego biblijnego chrześcijanina nie zdziwi komentarz wygłoszony przez pewnego ewolucjonistycznego autora na temat pochodzenia języków:
"Do największych tajemnic prehistorii należy to, jak ludzie w bardzo odległych miejscach nagle i spontanicznie rozwinęli zdolności językowe z grubsza w tym samym czasie. To tak, jakby ludzie w głowach nosili ten sam genetyczny budzik, który jednocześnie spowodował utworzenie języków w bardzo oddalonych od siebie miejscach na każdym kontynencie". [3]
Wystarczy jednak pozbyć się ewolucyjnych założeń i przyjąć treść Księgi Rodzaju, by wydarzenia takie stały się doskonale zrozumiałe.

[1] Ruth Shady Solis, Jonathan Haas, Winifred Creamer, "Dating Caral, a Preceramic Site in the Supe Valley on the Central Coast of Peru", Science 2001, vol. 292, iss. 5517, s. 723-726.
[2] Andrew Whalen, "Ancient ceremonial plaza found in Peru", Associated Press, 26 February 2008, http://www.freerepublic.com/focus/f-news/1976727/posts
[3] Bill Bryson, Mother Tongue, Penguin Books, London 1991, s. 14.

(Carl Wieland, "All at once", Creation, December 2008 - February 2009, vol. 31, No. 1, s. 16.)


Najstarsze starożytne miasto Ameryki Pd.,
Caral w Peru

Czy istnieje życie pozaziemskie?

Marta Cuberbiller Czy na innych planetach może istnieć życie? Czy to możliwe, by Bóg stworzył życie także w odległych układach gwiezdnych, tak jak to zrobił...

CZY ZDOBYWANIE PRZEZ BAKTERIE ODPORNOŚCI NA ANTYBIOTYKI MOŻNA UZNAĆ ZA PRZYKŁAD EWOLUCJI?

Antybiotyki pełnią pożyteczną rolę w leczeniu pewnych chorób. Są to wydzielane przez bakterie i grzyby naturalne substancje, które zabijają inne bakterie w walce o zdobycie pożywienia. Antybiotyki stosowane do leczenia ludzi zwykle pochodzą od tych naturalnych substancji. Niestety, niektóre bakterie stają się po pewnym czasie odporne na antybiotyki, czyniąc je bezużytecznymi. Dzieje się tak wskutek zmian w ich DNA, czyli wskutek mutacji.

Ewolucjoniści często wymieniają zdobywanie przez bakterie odporności na antybiotyki jako przykład ewolucji w działaniu. Czy słusznie? Georgia Purdom, posiadająca doktorat z genetyki molekularnej zdobyty na Ohio State University, odpowiada na to pytanie w ostatnim numerze kreacjonistycznego kwartalnika "Answers".

Purdom przypomina, że antybiotyki odkrył Alexander Fleming w 1928 roku. Odkrycie to doprowadziło do masowej produkcji penicyliny już w latach 40-tych. Ale pod koniec tej dekady ujawniły się szczepy odporne na penicylinę. Doszło do tego, że obecnie ponad 70% bakterii, odpowiedzialnych za infekcje szpitalne, odpornych jest na przynajmniej jeden z używanych tam antybiotyków. Odporność na antybiotyki rozszerza się z wielu powodów: przez zbyt pochopne leczenie nimi pacjentów przez lekarzy, przez niedokończone kuracje antybiotyczne, używanie antybiotyków jako stymulatorów wzrostu zwierząt (głównie w przemyśle spożywczym), powszechne podróże międzynarodowe i przez kiepską higienę w szpitalach.

Bakterie zdobywają odporność przede wszystkim na dwa sposoby:

a) przez mutacje
i b) przez przechwytywanie fragmentów DNA od innych bakterii (proces ten jest zwany poziomym lub horyzontalnym transferem genów).
Antybiotyk zabija komórkę bakteryjną, niszcząc jakąś jej istotną funkcję. Przypomina to działanie sabotażysty, który powoduje rozbicie się wielkiego odrzutowca, przecinając w nim połączenia hydrauliczne. Antybiotyk wiąże się z jakimś białkiem w taki sposób, że białko to nie może właściwie funkcjonować. Zwykle białko uczestniczy w kopiowaniu DNA, w produkowaniu białek lub w tworzeniu ścianek komórek bakterii. Funkcje te są niezbędne, jeśli bakterie mają rosnąć i rozmnażać się.

Jeśli w jakiejś bakterii nastąpi mutacja tego fragmentu DNA, który koduje tego typu białko, to antybiotyk nie może związać się z takim odmienionym białkiem, wskutek czego zmutowana bakteria może dalej funkcjonować, nie ginie. W obecności antybiotyków mamy do czynienia ze zjawiskiem doboru naturalnego - giną oryginalne bakterie, przeżywają zmutowane. A skoro przeżywają, to się namnażają i zarażają pacjentów.

Trzeba jednak pamiętać, że swoją przewagę bakterie zmutowane przejawiają tylko w środowisku, w którym występują antybiotyki (np. w szpitalach). W zwykłym środowisku bakterie niezmutowane skuteczniej niż zmutowane walczą o zasoby pożywienia i szybciej się rozmnażają. Mutacja białka powoduje bowiem, że mniej wydajnie pełni ono swoją funkcję.

Przykład pomoże nam zrozumieć tę sytuację. Po ataku na World Trade Center z 11 września 2001 roku nieznani sprawcy wysyłali pod różne adresy koperty z wąglikiem. Czasami jednak koperty zawierały jakiś proszek, w którym - jak się później okazywało - wąglika nie było. Potencjalnym ofiarom dawano Ciprofloxacin. Należy on do kwinolonów, antybiotyków wiążących się z białkiem girazą, co zmniejsza zdolność bakterii do rozmnażania. W odpornych na kwinolony bakteriach geny, kodujące białko girazę, są zmutowane. Ciprofloxacin nie wiąże się ze zmienioną girazą, dlatego zmutowane bakterie przeżywają w jego obecności.

Ewolucja wymaga pojawiania się nowych funkcjonalnych systemów. Aby na tej drodze pojawił się w końcu człowiek, muszą wcześniej wykształcić się na przykład ramiona, oczy czy mózg. Mutacje i dobór naturalny, prowadzące do zdobycia odporności na antybiotyki, nie są przykładem takiej ewolucji, gdyż prowadzą do utraty pewnych funkcji. W ich wyniku powstają bakterie ze zdefektowanymi białkami, które przestały pełnić normalne funkcje. Jest to raczej zmienność wewnątrz stworzonego rodzaju, mówiąc językiem biblijnym.

Innym sposobem zdobywania odporności na antybiotyki jest pobieranie zmutowanego materiału genetycznego od innych bakterii. Mechanizm wymiany DNA jest konieczny, by bakterie przetrwały w szybko zmieniających się środowiskach, jak w szpitalach. Tego jednak także nie można uznać za ewolucję w działaniu. Nie powstaje żadne nowe DNA. Horyzontalny transfer genów przypomina przekładanie pieniędzy z lewej do prawej kieszeni, od czego nie stajemy się bogatsi.

Zdobywanie odporności przez bakterie jest świadectwem inteligentnego zaprojektowania ich przez Boga, aby przeżyły w świecie skażonym przez grzech.

Na podstawie: Georgia Purdom, Ph.D. "Antibiotic Resistance of Bacteria: An Example of Evolution in Action?", Answers, July-Sept. 2007, vol.2, no.3, s.74-76


BOZON HIGGSA W SUBTELNYM ZESTROJENIU WSZECHŚWIATA

4 lipca 2012 roku uczeni z ośrodka badawczego CERN mieszczącego się w Szwajcarii ogłosili odkrycie tzw. bozonu Higgsa, ostatniej niewykrytej dotąd cząstki elementarnej, której istnienie przewidywał Model Standardowy tych cząstek. Model ten przewidział istnienie 17 nieznanych cząstek, z których 16 odkryto w miarę szybko, ale na ostatnią trzeba było czekać kilkadziesiąt lat. Tak długo, że aż niektórzy uczeni zwątpili w jej istnienie.

Bozony są to cząstki posiadające spin całkowity. Wszystkie cząstki są albo bozonami, albo fermionami. Te ostatnie mają spin niecałkowity. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsze (bozony) podlegają statystyce Bosego-Einsteina, a drugie (fermiony) - statystyce Fermiego-Diraca.

Rok temu polski kreacjonista Mieczysław Pajewski opublikował artykuł pt. "Boska cząstka". [1] Wyjaśniał w nim, dlaczego bozon Higgsa nazwano boską cząstką. [2] Dzisiejszy świat nauki, pisał, jest wrogo nastawiony do religii i nazwa ta jest zawoalowaną kpiną ze Stwórcy. W rzeczywistości bozon Higgsa miał pełnić ważną funkcję, wyjaśniając istnienie bardzo ważnej cechy wielu elementów Wszechświata - masy. Według brytyjskiego fizyka Petera Higgsa istnieje pole fizykalne, znane obecnie jako pole Higgsa, bez którego "cząstki śmigałyby przez Wszechświat z prędkością światła". Istnienie tego pola, a tym samym przenoszących oddziaływania cząstek Higgsa, wyjaśnia więc jedną z fundamentalnych cech świata - posiadanie masy przez cząstki elementarne. Cząstka Higgsa pozwala uczonym zrozumieć, co się działo tuż po początku Wszechświata, po Wielkim Wybuchu - stąd ta ironiczna nazwa. [3]

Amerykański autor kreacjonistyczny Mario Seiglie w niedawno opublikowanym artykule pokazał jednak, że wbrew intencjom fizyków można się doszukiwać jakiegoś uzasadnienia dla nazywania bozonu Higgsa mianem "boskiej cząstki". [4] Odkrycie tej cząstki wymagało niezwykłej dokładności zarówno obliczeń teoretycznych, jak i pomiarów. Seiglie zacytował artykuł w „The Economist”, [5] którego autor ujawnił, że model standardowy wymagał wyznaczenia wartości ok. 20 stałych do 32 miejsca po przecinku. Wstawienie mniej dokładnych wartości prowadzi do tak nonsensownych przewidywań, jak wystąpienie zdarzeń o prawdopodobieństwie większym niż 100%. Anonimowy autor artykułu w „The Economist” nazwał też tę sytuację, czyli potrzebę niezwykłej dokładności, niezadowalającą, niewygodną (uncomfortable). Ale dlaczego dokładność ma być niewygodna?

Seiglie przypomina, że zgodność wielu różnych stałych fizycznych do odległego miejsca po przecinku jest charakterystyczną cechą tzw. subtelnego zestrojenia, o którym się mówi przy okazji zasady antropicznej. Zasada ta głosi, że fundamentalne stałe fizyczne mają z dużą dokładnością, do wielu miejsc po przecinku, takie wartości, które są potrzebne do istnienia życia i samego człowieka oraz że nawet niewielkie zmiany tych wartości uniemożliwiłyby istnienie człowieka i życia biologicznego na Ziemi. Wszechświat okazuje się miejscem idealnie dostosowanym do naszego istnienia.

Termin "zasada antropiczna" został po raz pierwszy użyty przez Brandona Cartera w 1973 roku, [6] ale jeszcze w latach 50. Fred Hoyle, zajmujący się procesami wewnątrz gwiazd, wskazywał, jak dopasowane muszą być stany rezonansowe węgla, aby mógł z niego powstawać tlen. [7] Podobnych przykładów jest bardzo wiele. Gdyby silne oddziaływania jądrowe były nawet 0,3% mocniejsze lub 2% słabsze, to życie we Wszechświecie nie byłoby możliwe. [8] Energie stanu podstawowego 4He, 8Be, 12C i 16O nie mogą być większe lub mniejsze o więcej niż 4%, gdyż we Wszechświecie będzie za mało tlenu i węgla, by mogło istnieć życie. [9] Tempo ekspansji Wszechświata musi być subtelnie dopasowane z dokładnością 1:10^55. [10] Dlatego Hoyle w 1982 roku wnioskował, że "jakiś superintelekt figlował z fizyką, chemią i biologią". [11] Sam Hoyle był ateistą i miał na myśli raczej jakąś supercywilizację kosmiczną niż Boga. Ale inni myśliciele snuli bardziej odważne wnioski. Paul Davies, który jeszcze w 1983 roku popierał ateizm, [12] rok później uznał, że "prawa [fizyki] wydają się być wytworem nadzwyczaj pomysłowego projektu", [13] żeby w 1988 roku uznać, że "istnieją moim zdaniem mocne dane empiryczne, że coś jest poza tym wszystkim. Wrażenie projektu jest wszechwładne". [14]

Większość dzisiejszych uczonych stanowią ewolucjoniści (w szerokim sensie tego słowa), którzy mocno zaakceptowali naturalizm Darwina. Odrzucają oni możliwość, by przedmiotem rozważań w nauce stał się Bóg. Przyjęli oni charakterystyczną postawę, którą dobrze widać w wyznaniu biologa z Harvardu, Richarda Lewontina:

Bierzemy stronę nauki pomimo wyraźnej absurdalności niektórych jej wytworów, pomimo niepowodzenia w zrealizowaniu wielu jej ekstrawaganckich obietnic zdrowia i życia, pomimo tolerowania przez wspólnotę uczonych pustych "takich sobie bajeczek", ponieważ jesteśmy apriorycznie zaangażowani, zaangażowani po stronie materializmu [czyli odrzucenia istnienia czegokolwiek boskiego lub nadnaturalnego].

To nie metody i ustalenia nauki zmuszają nas jakoś do przyjęcia materialistycznego wyjaśnienia świata zjawisk, ale przeciwnie - jesteśmy do tego zmuszeni przez nasze aprioryczne [czyli przyjęte z góry] założenie, że materialne przyczyny doprowadzą do pojawienia się aparatury badawczej i zbioru pojęć, które utworzą materialistyczne wyjaśnienia, bez względu na to, jak wydawałyby się one niezgodne z intuicją czy tajemnicze dla laika. Ponadto materializm ten ma absolutny charakter, ponieważ nie wolno nam pozwolić, by w naszych drzwiach pojawiła się Boska Stopa. [15]

Subtelne dostrojenie wielu cech Wszechświata do potrzeb życia i istnienia człowieka stanowi dla takich uczonych olbrzymi problem. Trudno uznać, że dostrojenie to jest wynikiem przypadku, prawdopodobieństwo byłoby znikome. Naturalistycznie zorientowani uczeni mają nadzieję, że jakaś przyszła "teoria wszystkiego", być może któraś z teorii superstrun, z czasem wyjaśni stan rzeczy. Tylko że takiej teorii jeszcze nie znaleziono. Inni upatrują ratunek w koncepcji wieloświata - nasz Wszechświat byłby tylko jednym z wielu wszechświatów o różnych własnościach i prawach przyrody, a skoro tak, to w jednym z nich czysto przypadkowo mogło nastąpić subtelne zestrojenie. Tylko że nie ma sposobu, by przekonać się o istnieniu równoległych wszechświatów. Idąc śladami Darwina, ateistyczni uczeni zmuszeni są do karkołomnych poszukiwań, jak uniknąć najprostszego i oczywistego rozwiązania. Biblia mówi o tym wyraźnie: Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą wymówić się od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi...
(Rzym. 1:18-22)

Przypisy:
[1] Mieczysław Pajewski, "Boska cząstka" (Kreacjonizm 27), Duch Czasów nr 1, 2012, s. 19-20, http://tiny.pl/h2xmx.
[2] Nazwę taką nadali Leon Lederman i Dick Teresi w książce Boska cząstka. Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996 (wyd. oryg. 1993).
[3] Alexandra Witze, "Higgs discovery helps make sense of matter", Science News December 29, 2012, vol. 182, no. 13, s. 16, http://tiny.pl/h2g1t.
[4] Mario Seiglie, "Higgs Boson: Evidence for Universe's Fine-Tuning", The Good News September/October 2012, s. 23.
[5] "The Higgs Boson: Gotcha! The hunt for physics's most elusive quarry is over", The Economist July 7, 2012, s. 72, http://tiny.pl/h2gck.
[6] Brandon Carter, "Large Number Coincidences and the Anthropic Principle in Cosmology", w: M. S. Longair (ed.), Cosmological Theories with Observational Data (IAU Symposium No. 63), D. Reidel Publishing Company , Dordrecht 1974, s. 291-298, http://tiny.pl/h2gdk. Por. też Michał Heller, Ostateczne wyjaśnienia Wszechświata, Universitas, Kraków 2008, s. 105-107.
[7] Lee Strobel, Dochodzenie w sprawie Stwórcy, Wydawnictwo Credo, Katowice 2007, s. 173.
[8] John D. Barrow and Frank J. Tipler, The Anthropic Cosmological Principle and the Structure of the Physical World, Oxford University Press, New York 1986, s. 318-327, 354-359.
[9] R. E. Davies and R. H. Koch, "All the Observed Universe Has Contributed to Life", Philosophical Transactions of the Royal Society of London, ser. B, 1991, vol. 334, s. 391-403, http://tiny.pl/h2gfv.
[10] Alan H. Guth, "Inflationary Universe: A Possible Solution to the Horizon and Flatness Problems", Physical Review D 1981, vol. 23, no., 2, s. 348 [347-356], http://tiny.pl/h2g5h.
[11] Fred Hoyle, "The Universe: Past and Present Reflections", Annual Reviews of Astronomy and Astrophysics 1982, vol. 20, s. 16 [1-35], http://tiny.pl/h2g5g.
[12] Paul Davies, God and the New Physics, Simon and Schuster, New York 1983 (wyd. polskie: Bóg i nowa fizyka, Cyklady, Warszawa 1996).
[13] Paul Davies, Superforce: The Search for a Grand Unified Theory of Nature, Simon and Schuster, New York 1984, s. 243.
[14] Paul Davies, The Cosmic Blueprint: New Discoveries in Nature's Creative Ability to Order the Universe, Simon and Schuster, New York 1988, s. 203. Późniejsze swoje przemyślenia Davies ujawnił w książkach Plan Stwórcy. Naukowe podstawy racjonalnej wizji świata, Znak, Kraków 1996 (wyd. oryg. 1992) oraz Kosmiczna wygrana. Dlaczego Wszechświat sprzyja życiu?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008 (wyd. oryg. 2007).
[15]  Richard Lewontin, "Billlions and Billions of Demons", The New York Review, Jan. 9, 1997, s. 31, http://tiny.pl/hkwx2.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut