22 kwietnia 2019
Strona główna Przegląd prasy kreacjonistycznej

Przegląd prasy kreacjonistycznej

KREACJONIZM A TEORIA INTELIGENTNEGO PROJEKTU

"Acts & Facts" to miesięcznik wydawany w ponad 100 tysiącach egzemplarzy przez Institute for Creation Research w El Cajon, Kalifornia. W lipcowym numerze z tego roku dyrektor Instytutu dr John D. Morris omówił stosunek klasycznego kreacjonizmu, którego jest zwolennikiem, do modnej w ostatnich latach teorii inteligentnego projektu. Przypomniał na wstępie, że już w czasach Darwina popularne było pojęcie inteligentnego projektu. Używał go Sir Richard Paley, argumentując, że projekt wymaga projektanta. To Paley sformułował znany argument o zegarku znalezionym na wrzosowisku. Skoro jest to funkcjonujące urządzenie zbudowane z wielu współpracujących części i każda z tych części pełni jakąś cząstkową funkcję przyczyniającą się do realizacji funkcji całego zegarka, to nie może on być rezultatem działania pozbawionych myśli naturalnych przyczyn. Projekt widoczny w zegarku wymaga istnienia jakiegoś umysłu, inteligentnego projektanta, zegarmistrza. Paley uważał, że skoro tak łatwo uznajemy istnienie inteligentnego projektanta zegarka, to tym bardziej powinniśmy uznać istnienie inteligentnego projektanta przyrody ożywionej, gdyż organizmy żywe - rośliny i zwierzęta, nie mówiąc o człowieku - są dużo bardziej skomplikowane niż względnie prosty mechanizm zegarka. Paley sformułował ten argument kilka lat przed narodzinami Darwina, ale Darwin doskonale znał publikacje Paleya i przez wiele lat znajdował się pod ich urokiem. Ostatecznie jednak odrzucił je, uznając, że proces doboru naturalnego może bez udziału inteligencji stworzyć to, co nazywamy projektem. Niedostrzegalne drobne zmiany, przyczyniające się jednak do sukcesu organizmu w przetrwaniu i wydaniu potomstwa, miały się kumulować, tworząc widoczny dzisiaj projekt (dokładniej, na co zwrócił uwagę Richard Dawkins: pozór projektu). Dawkins nawiązał do Darwina i do Paleya w swojej głośnej książce "Ślepy zegarmistrz". Przekonywał w niej, że dzięki Darwinowi ateista dzisiaj nie musi się martwić argumentami typu Paleya, Darwin bowiem wyjaśnił, jak mogła powstać cała przyroda ożywiona bez najmniejszej ingerencji Boga. Dawkins jest znanym ateistą, ale jego książki mają niewątpliwie charakter religijny, propagują bowiem religię czy światopogląd naturalistyczny: rzeczywistość ma charakter materialny, nie istnieją żadne bóstwa, a skoro nie istnieją, to i nie mogą w świecie działać.

Istnieje oczywista różnica między naturalistami a kreacjonistami. Ci pierwsi uważają dzisiaj, że projekt jest skutkiem pojawiania się przypadkowych mutacji, z których dobór naturalny odsiewa te korzystne i usuwa niekorzystne. Kreacjoniści, których widzenie świata jest ukształtowane przez Biblię, twierdzą jednak, że widoczny w przyrodzie projekt jest skutkiem celowego działania rozumnego Stwórcy, o którym czytamy w Piśmie Świętym. Kreacjoniści twierdzą tak o projekcie od dawna, od setek lat, ale dzisiaj pojęcie inteligentnego projektu zostało przejęte w latach 90-tych przez tzw. Ruch Inteligentnego Projektu, Ruch ID. Należą do niego uczeni z różnych dziedzin nauki i wyznający rozmaite światopoglądy. Są wśród nich agnostycy, zwolennicy New Age, chrześcijanie, a nawet ewolucjoniści (tyle że niedarwinowscy). Zwolennicy teorii inteligentnego projektu twierdzą, że przypadkowe mutacje i dobór naturalny są w stanie utworzyć jedynie niewielkie zmiany w organizmach żywych, że widoczny w tych ostatnich projekt leży poza zasięgiem tych czysto przyrodniczych procesów. Uważają też, że wyjaśnianie przyrody tylko przy pomocy przyczyn naturalnych jest czymś w rodzaju religii bez Boga.

     Publikacje przedstawicieli teorii inteligentnego projektu mają ściśle świecki charakter: nie odwołują się nigdy do świętych ksiąg jakiejkolwiek religii i nigdy nie utożsamiają inteligentnego projektanta z Bogiem religii. Na temat tożsamości inteligentnegoprojektanta nie wypowiadają się, gdyż ustalenie tej tożsamości wymaga wyjścia poza rozważania naukowe. Niektórzy z nich, posiłkując się filozofią lub teologią, ujawniają, kogo rozumieją pod nazwą "inteligentny projektant", ale ich odpowiedzi są różne. Może to być Bóg, ale także jakaś inteligentna siła przenikająca Wszechświat, obce cywilizacje kosmiczne, a nawet podróżnicy w czasie. Trzeba jednak pamiętać, że gdy takie odpowiedzi słyszymy, to nie są one wygłaszane na terenie teorii inteligentnego projektu. Ta ostatnia wg zgodnej opinii jej zwolenników jest zbyt słaba, by ustalić tożsamość inteligentnego projektanta.

Zwolennicy teorii inteligentnego projektu (ID) uważają, że ich koncepcja lepiej odpowiada znanym faktom przyrodniczym i jako taka powinna być w jakimś stopniu obecna w szkołach. Trzeba jednak pamiętać, że główny ośrodek Ruchu Inteligentnego Projektu, tzw. Discovery Institute w Seattle, w stanie Oregon, nie zaleca wprowadzania do szkół publicznych nauczania tej teorii. Jednak niektóre rady szkolne w Ameryce próbowały umieścić w podręcznikach wzmiankę o istnieniu tej teorii. Spotkało się to z olbrzymią kampanią propagandową mass mediów amerykańskich, opanowanych tak jak w Polsce przez siły lewicowe, laickie i ateistyczne. Kampania ta miała głównie charakter dezinformujący - oskarżano teorię ID o ukryte propagowanie biblijnego kreacjonizmu, a nawet o utożsamianie inteligentnego projektanta z Bogiem. W dzisiejszych czasach siła mediów jest decydująca i zakazano w podręcznikach szkolnych nawet wymieniania teorii inteligentnego projektu. Wolność edukacyjna w Ameryce polega na tym, że uczniowie mogą uczyć się tylko o teorii ewolucji w jej darwinowskim (naturalistycznym) wydaniu.

Dr John D. Morris uważa, że teoria inteligentnego projektu ma wiele zalet, głównie to, że podkreśla pozanaukowy (światopoglądowo-filozoficzny, religijny) charakter współczesnego darwinowskiego ewolucjonizmu. Ma jednak też duże wady, których tradycyjny kreacjonizm jest pozbawiony. Podstawową wadą jest obywanie się bez nauczania biblijnego. Biblia odpowiada na ważne pytania dotyczące życia człowieka, sensu życia, celu życia. Na te same pytania odpowiada naturalizm, tylko inaczej. Ale teoria inteligentnego projektu w tych sprawach milczy. Nie oddaje ona też należnego Bogu hołdu za Jego dzieło, nie próbując zidentyfikować inteligentnego projektanta, o którym mówi. Kreacjonizm nie tylko demaskuje religijny charakter współczesnego ateistycznego ewolucjonizmu, jak to robi teoria inteligentnego projektu, nie tylko jest zainteresowany jak ta teoria w uprawianiu dobrej nauki, ale także troszczy się o właściwe zrozumienie relacji między przyrodą i jej Stwórcą, między człowiekiem i jego Zbawcą. Wszyscy kreacjoniści wierzą w istnienie inteligentnego projektu w przyrodzie, ale nie wszyscy zwolennicy teorii ID wierzą w Boga. Niektórzy nawet Jego istnienie odrzucają - istnieje na przykład ateistyczna quasi-religijna sekta raelian, utożsamiająca inteligentnego projektanta z jakąś cywilizacją kosmiczną. Ruch ID, ściśle rzecz biorąc, nie ma chrześcijańskiego charakteru, dlatego biblijni kreacjoniści, choć popierają wiele twierdzeń tego ruchu, nie mogą się do niego organizacyjnie przyłączyć.

(John D. Morris, "Intelligent Design: Strenghts, Weaknesses, and the Differences", Acts & Facts July 2007, vol. 36, No. 7, s. 1-2)

 

OD REDAKCJI
Stanowisko kreacjonistów reprezentowanych przez dr. Johna D. Morrisa smuci nas i dziwi. To, co dr Morris wytyka jako wadę ID ("obywanie się bez nauczania biblijnego"), uznajemy za ogromną zaletę całkowicie zgodną z wolą Boga Biblii. Naukowcy Ruchu Inteligentnego Projektu potwierdzają jeden z celów stworzenia - objawienie światu cech Projektanta:

Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, Rzym. 1:19-20
Zgoda, że zwolennicy ID nie realizują tego celu do końca - zatrzymują się tylko na fakcie istnienia Projektanta i na Jego wielkiej inteligencji. W drodze do Jego dalszego zidentyfikowania pozostawiają człowieka samego. Ale przecież nauki przyrodnicze nie mają za zadanie opisywanie Boga!

Kolejny argument za wspieraniem przez chrześcijan wysiłków naukowców ID wypływa z naszego kontekstu kulturowego. Upadek cywilizacji osiągnął już tak niski poziom, że w kręgach naukowych wszelka wzmianka o Bogu skazuje badacza na miano oszołoma i ostracyzm środowiska (przykład Profesora Macieja Giertycha). W Biblii wzywani jesteśmy do roztropności:

Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice. Mat. 10:16

W środowisku postępowych wilków tylko pochwalić należy podejście, które wytrąca im ich główny oręż w walce z biblijnym chrześcijaństwem. Walczą z nami za pomocą tępego cepa: wzmianka o Bogu = przesąd, zabobon, legenda bez najmniejszego związku z podejściem naukowym. Jeśli więc bez używania pojęcia Boga i Biblii uda się na gruncie tylko naturalistycznie pojmowanej nauki wskazać na konieczność istnienia Stwórcy (przed czym właśnie drżą nasi prawdziwi wrogowie), to skaczmy z radości!!! Wspomagajmy takie działania i wysiłki - co oczywiście nie oznacza, że jako chrześcijanie nie mamy iść dalej i nie wskazywać na wszystkie cnoty i dzieła naszego Boga.

Prosimy o praktyczną refleksję - w jakim środowisku łatwiej głosić ewangelię Boga Stwórcy i Zbawiciela: w przekonanym głęboko o naturalistycznym pochodzeniu świata, życia i człowieka czy w przekonanym o istnieniu nieznanego Projektanta?

Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Mar. 9:40 (BT)


Znajdowanie Adama i Ewy w naszym DNA (cz. I)

Marta Cuberbiller Biblia wyraźnie naucza, że pochodzimy od tylko dwojga ludzi - Adama i Ewy (Ks. Rodzaju 1:26-28). Jednak dzisiejsi uczeni zaprzeczają tej biblijnej doktrynie....

Do czego służy wyrostek robaczkowy

Marta Cuberbiller Przez długi czas biologowie ewolucyjni uważali wyrostek robaczkowy za absolutnie nieprzydatną część ludzkiego organizmu. Ewolucjoniści wskazywali, że 7% osób w krajach rozwiniętych cierpi...

Teorie powstania Księżyca

Marta Cuberbiller Do naturalistycznych teorii powstania Księżyca należy hipoteza oderwania się od Ziemi, przechwycenia, kondensacji i zderzenia. Przyjrzyjmy się krótko każdej z nich. Hipoteza oderwania się...

BOZON HIGGSA W SUBTELNYM ZESTROJENIU WSZECHŚWIATA

4 lipca 2012 roku uczeni z ośrodka badawczego CERN mieszczącego się w Szwajcarii ogłosili odkrycie tzw. bozonu Higgsa, ostatniej niewykrytej dotąd cząstki elementarnej, której istnienie przewidywał Model Standardowy tych cząstek. Model ten przewidział istnienie 17 nieznanych cząstek, z których 16 odkryto w miarę szybko, ale na ostatnią trzeba było czekać kilkadziesiąt lat. Tak długo, że aż niektórzy uczeni zwątpili w jej istnienie.

Bozony są to cząstki posiadające spin całkowity. Wszystkie cząstki są albo bozonami, albo fermionami. Te ostatnie mają spin niecałkowity. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsze (bozony) podlegają statystyce Bosego-Einsteina, a drugie (fermiony) - statystyce Fermiego-Diraca.

Rok temu polski kreacjonista Mieczysław Pajewski opublikował artykuł pt. "Boska cząstka". [1] Wyjaśniał w nim, dlaczego bozon Higgsa nazwano boską cząstką. [2] Dzisiejszy świat nauki, pisał, jest wrogo nastawiony do religii i nazwa ta jest zawoalowaną kpiną ze Stwórcy. W rzeczywistości bozon Higgsa miał pełnić ważną funkcję, wyjaśniając istnienie bardzo ważnej cechy wielu elementów Wszechświata - masy. Według brytyjskiego fizyka Petera Higgsa istnieje pole fizykalne, znane obecnie jako pole Higgsa, bez którego "cząstki śmigałyby przez Wszechświat z prędkością światła". Istnienie tego pola, a tym samym przenoszących oddziaływania cząstek Higgsa, wyjaśnia więc jedną z fundamentalnych cech świata - posiadanie masy przez cząstki elementarne. Cząstka Higgsa pozwala uczonym zrozumieć, co się działo tuż po początku Wszechświata, po Wielkim Wybuchu - stąd ta ironiczna nazwa. [3]

Amerykański autor kreacjonistyczny Mario Seiglie w niedawno opublikowanym artykule pokazał jednak, że wbrew intencjom fizyków można się doszukiwać jakiegoś uzasadnienia dla nazywania bozonu Higgsa mianem "boskiej cząstki". [4] Odkrycie tej cząstki wymagało niezwykłej dokładności zarówno obliczeń teoretycznych, jak i pomiarów. Seiglie zacytował artykuł w „The Economist”, [5] którego autor ujawnił, że model standardowy wymagał wyznaczenia wartości ok. 20 stałych do 32 miejsca po przecinku. Wstawienie mniej dokładnych wartości prowadzi do tak nonsensownych przewidywań, jak wystąpienie zdarzeń o prawdopodobieństwie większym niż 100%. Anonimowy autor artykułu w „The Economist” nazwał też tę sytuację, czyli potrzebę niezwykłej dokładności, niezadowalającą, niewygodną (uncomfortable). Ale dlaczego dokładność ma być niewygodna?

Seiglie przypomina, że zgodność wielu różnych stałych fizycznych do odległego miejsca po przecinku jest charakterystyczną cechą tzw. subtelnego zestrojenia, o którym się mówi przy okazji zasady antropicznej. Zasada ta głosi, że fundamentalne stałe fizyczne mają z dużą dokładnością, do wielu miejsc po przecinku, takie wartości, które są potrzebne do istnienia życia i samego człowieka oraz że nawet niewielkie zmiany tych wartości uniemożliwiłyby istnienie człowieka i życia biologicznego na Ziemi. Wszechświat okazuje się miejscem idealnie dostosowanym do naszego istnienia.

Termin "zasada antropiczna" został po raz pierwszy użyty przez Brandona Cartera w 1973 roku, [6] ale jeszcze w latach 50. Fred Hoyle, zajmujący się procesami wewnątrz gwiazd, wskazywał, jak dopasowane muszą być stany rezonansowe węgla, aby mógł z niego powstawać tlen. [7] Podobnych przykładów jest bardzo wiele. Gdyby silne oddziaływania jądrowe były nawet 0,3% mocniejsze lub 2% słabsze, to życie we Wszechświecie nie byłoby możliwe. [8] Energie stanu podstawowego 4He, 8Be, 12C i 16O nie mogą być większe lub mniejsze o więcej niż 4%, gdyż we Wszechświecie będzie za mało tlenu i węgla, by mogło istnieć życie. [9] Tempo ekspansji Wszechświata musi być subtelnie dopasowane z dokładnością 1:10^55. [10] Dlatego Hoyle w 1982 roku wnioskował, że "jakiś superintelekt figlował z fizyką, chemią i biologią". [11] Sam Hoyle był ateistą i miał na myśli raczej jakąś supercywilizację kosmiczną niż Boga. Ale inni myśliciele snuli bardziej odważne wnioski. Paul Davies, który jeszcze w 1983 roku popierał ateizm, [12] rok później uznał, że "prawa [fizyki] wydają się być wytworem nadzwyczaj pomysłowego projektu", [13] żeby w 1988 roku uznać, że "istnieją moim zdaniem mocne dane empiryczne, że coś jest poza tym wszystkim. Wrażenie projektu jest wszechwładne". [14]

Większość dzisiejszych uczonych stanowią ewolucjoniści (w szerokim sensie tego słowa), którzy mocno zaakceptowali naturalizm Darwina. Odrzucają oni możliwość, by przedmiotem rozważań w nauce stał się Bóg. Przyjęli oni charakterystyczną postawę, którą dobrze widać w wyznaniu biologa z Harvardu, Richarda Lewontina:

Bierzemy stronę nauki pomimo wyraźnej absurdalności niektórych jej wytworów, pomimo niepowodzenia w zrealizowaniu wielu jej ekstrawaganckich obietnic zdrowia i życia, pomimo tolerowania przez wspólnotę uczonych pustych "takich sobie bajeczek", ponieważ jesteśmy apriorycznie zaangażowani, zaangażowani po stronie materializmu [czyli odrzucenia istnienia czegokolwiek boskiego lub nadnaturalnego].

To nie metody i ustalenia nauki zmuszają nas jakoś do przyjęcia materialistycznego wyjaśnienia świata zjawisk, ale przeciwnie - jesteśmy do tego zmuszeni przez nasze aprioryczne [czyli przyjęte z góry] założenie, że materialne przyczyny doprowadzą do pojawienia się aparatury badawczej i zbioru pojęć, które utworzą materialistyczne wyjaśnienia, bez względu na to, jak wydawałyby się one niezgodne z intuicją czy tajemnicze dla laika. Ponadto materializm ten ma absolutny charakter, ponieważ nie wolno nam pozwolić, by w naszych drzwiach pojawiła się Boska Stopa. [15]

Subtelne dostrojenie wielu cech Wszechświata do potrzeb życia i istnienia człowieka stanowi dla takich uczonych olbrzymi problem. Trudno uznać, że dostrojenie to jest wynikiem przypadku, prawdopodobieństwo byłoby znikome. Naturalistycznie zorientowani uczeni mają nadzieję, że jakaś przyszła "teoria wszystkiego", być może któraś z teorii superstrun, z czasem wyjaśni stan rzeczy. Tylko że takiej teorii jeszcze nie znaleziono. Inni upatrują ratunek w koncepcji wieloświata - nasz Wszechświat byłby tylko jednym z wielu wszechświatów o różnych własnościach i prawach przyrody, a skoro tak, to w jednym z nich czysto przypadkowo mogło nastąpić subtelne zestrojenie. Tylko że nie ma sposobu, by przekonać się o istnieniu równoległych wszechświatów. Idąc śladami Darwina, ateistyczni uczeni zmuszeni są do karkołomnych poszukiwań, jak uniknąć najprostszego i oczywistego rozwiązania. Biblia mówi o tym wyraźnie: Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą wymówić się od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi...
(Rzym. 1:18-22)

Przypisy:
[1] Mieczysław Pajewski, "Boska cząstka" (Kreacjonizm 27), Duch Czasów nr 1, 2012, s. 19-20, http://tiny.pl/h2xmx.
[2] Nazwę taką nadali Leon Lederman i Dick Teresi w książce Boska cząstka. Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996 (wyd. oryg. 1993).
[3] Alexandra Witze, "Higgs discovery helps make sense of matter", Science News December 29, 2012, vol. 182, no. 13, s. 16, http://tiny.pl/h2g1t.
[4] Mario Seiglie, "Higgs Boson: Evidence for Universe's Fine-Tuning", The Good News September/October 2012, s. 23.
[5] "The Higgs Boson: Gotcha! The hunt for physics's most elusive quarry is over", The Economist July 7, 2012, s. 72, http://tiny.pl/h2gck.
[6] Brandon Carter, "Large Number Coincidences and the Anthropic Principle in Cosmology", w: M. S. Longair (ed.), Cosmological Theories with Observational Data (IAU Symposium No. 63), D. Reidel Publishing Company , Dordrecht 1974, s. 291-298, http://tiny.pl/h2gdk. Por. też Michał Heller, Ostateczne wyjaśnienia Wszechświata, Universitas, Kraków 2008, s. 105-107.
[7] Lee Strobel, Dochodzenie w sprawie Stwórcy, Wydawnictwo Credo, Katowice 2007, s. 173.
[8] John D. Barrow and Frank J. Tipler, The Anthropic Cosmological Principle and the Structure of the Physical World, Oxford University Press, New York 1986, s. 318-327, 354-359.
[9] R. E. Davies and R. H. Koch, "All the Observed Universe Has Contributed to Life", Philosophical Transactions of the Royal Society of London, ser. B, 1991, vol. 334, s. 391-403, http://tiny.pl/h2gfv.
[10] Alan H. Guth, "Inflationary Universe: A Possible Solution to the Horizon and Flatness Problems", Physical Review D 1981, vol. 23, no., 2, s. 348 [347-356], http://tiny.pl/h2g5h.
[11] Fred Hoyle, "The Universe: Past and Present Reflections", Annual Reviews of Astronomy and Astrophysics 1982, vol. 20, s. 16 [1-35], http://tiny.pl/h2g5g.
[12] Paul Davies, God and the New Physics, Simon and Schuster, New York 1983 (wyd. polskie: Bóg i nowa fizyka, Cyklady, Warszawa 1996).
[13] Paul Davies, Superforce: The Search for a Grand Unified Theory of Nature, Simon and Schuster, New York 1984, s. 243.
[14] Paul Davies, The Cosmic Blueprint: New Discoveries in Nature's Creative Ability to Order the Universe, Simon and Schuster, New York 1988, s. 203. Późniejsze swoje przemyślenia Davies ujawnił w książkach Plan Stwórcy. Naukowe podstawy racjonalnej wizji świata, Znak, Kraków 1996 (wyd. oryg. 1992) oraz Kosmiczna wygrana. Dlaczego Wszechświat sprzyja życiu?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008 (wyd. oryg. 2007).
[15]  Richard Lewontin, "Billlions and Billions of Demons", The New York Review, Jan. 9, 1997, s. 31, http://tiny.pl/hkwx2.


Dlaczego problematyka stworzenia jest tak ważna dla chrześcijan?

Marta Cuberbiller Problematyka stworzenia występuje w wielu wyznaniach, nie tylko w chrześcijańskich. Ale dla chrześcijan odgrywa kluczową rolę. Nie wszyscy chrześcijanie z tym się zgadzają....

SKĄD WZIĄŁ SIĘ WSZECHŚWIAT

Znany astronom i kosmolog, a także popularyzator nauki, Carl Sagan, rozpoczął książkę Kosmos [1] od stwierdzenia, że Kosmos to wszystko, co kiedykolwiek istniało lub kiedykolwiek będzie istniało. Gdy słyszymy słowo "Kosmos", myślimy o niezliczonych gwiazdach, jakie widzimy w bezchmurną noc gdzieś poza miejskimi światłami. Ale gwiazdy widoczne na niebie to tylko niewielka część naszej Galaktyki, czyli zgrupowania ok. 100 miliardów gwiazd skupionych w postaci olbrzymiego dysku o średnicy ok. 100 tys. lat świetlnych.

Dzięki odkryciom astronomicznym i zdjęciom wykonanym nie tylko przez teleskopy ziemskie, ale i przez umiejscowione na orbicie wokółziemskiej, jak słynny teleskop Hubble'a, możemy sobie uświadomić, że poza gwiazdami naszej Galaktyki rozpościerają się olbrzymie przestrzenie z miliardami innych galaktyk, mgławic, kwazarów, pulsarów i wieloma fascynującymi zjawiskami. Ocenia się, że w obserwowanym Wszechświecie istnieje ok. 100 miliardów galaktyk, oddalonych od siebie średnio 2-3 milionami lat świetlnych względnej pustki.. Wszechświat jest naprawdę olbrzymi i zawiera niezliczoną liczbę różnorodnych światów.

Skąd się wziął Wszechświat? A może jest wieczny? Przez dziesiątki lat ateiści twierdzili, że Wszechświat nie miał początku i nie będzie miał końca. Takie twierdzenia możemy znaleźć w książkach wydanych w naszym kraju jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ale już wtedy były one objawem ignorancji. Dzisiaj uczeni mówią nie tylko, że Wszechświat miał początek, ale i że powstał z niczego. „New Scientist” w numerze z 13 stycznia 2012 roku pytanie, skąd się wziął Wszechświat, nazwał problemem Księgi Rodzaju. [2] Autor artykułu wstępnego napisał, że po ostatnich odkryciach wskazujących jednak na to, że Wszechświat miał początek i że Big Bang miał miejsce, "fizycy i filozofowie muszą ostatecznie odpowiedzieć na pytanie, jakie dręczyło ich przez blisko pół wieku: jak otrzymać z niczego wszechświat, razem ze wszystkimi prawami fizyki?".

ROZSZERZAJĄCY SIĘ WSZECHŚWIAT
Przez pewien czas pytania o to, skąd się wziął świat, dlaczego istnieje i dlaczego jest taki, jaki jest, traktowano jako dziedzinę filozofów i teologów. Uczeni istnienie Wszechświata traktowali jako coś, czego nie trzeba wyjaśniać. Wielu z nich sądziło, że jest wieczny. Wszystko to zmieniło się w latach tuż po I wojnie światowej, gdy niektórzy uczeni zaczęli badać modele Wszechświata zbudowane dzięki zastosowaniu wyprowadzonych z ogólnej teorii względności równań pola.

Pierwszy model Wszechświata zbudował twórca ogólnej teorii względności, Albert Einstein, jeszcze przed zakończeniem wojny, bo w 1917 roku. [3] Ponieważ Einstein był przekonany, że Wszechświat nie miał początku, uznał, że jako całość Wszechświat jest statyczny - ani się nie rozszerza, ani się nie kurczy. Aby zapobiec zapadaniu się Wszechświata pod wpływem wzajemnych oddziaływań grawitacyjnych wypełniających go gwiazd (Einstein nie wiedział jeszcze nic o istnieniu galaktyk), do równań pola dodał człon z tzw. stałą kosmologiczną, która równoważyła przyciąganie grawitacyjne. Z podobnym problemem zetknął się 200 lat wcześniej Newton, ale poradził sobie, postulując boskie interwencje - Opatrzność boska dbała o to, by gwiazdy były odpowiednio od siebie oddalone. Pod koniec XIX wieku Hugo von Seeliger i Carl Neumann problem Newtona rozwiązali, modyfikując prawo grawitacji, dodając człon ze stałą, która odpowiadała za stabilność Wszechświata. Zrobili więc to samo, co później zrobił Einstein ze swoją teorią grawitacji. Łatwo zauważyć, że statyczność Wszechświata w modelu Einsteina była wyłącznie rezultatem filozoficznych przekonań twórcy tego modelu. Nauka, wbrew potocznym przekonaniom, to nie tylko sprawa faktów i logiki. Pewne twierdzenia o świecie zawdzięczają swój byt wyłącznie upodobaniom lub niechęciom filozoficznym - co jest niezwykle istotnym spostrzeżeniem ważnym we wszystkich sporach światopoglądowych.

Ale już w 1922 i w 1924 roku rosyjski matematyk, Aleksander Friedman, wykazał, że dla równań Einsteina istnieje nie jedno, ale cała klasa rozwiązań. [4] Wszystkie one, z jednym wyjątkiem (modelem Einsteina) przedstawiają wszechświaty albo kurczące się, albo ekspandujące, czyli niestatyczne. Te teoretyczne osiągnięcia były zgodne z obserwacyjnymi badaniami przesunięć prążków absorpcyjnych w widmach - jak je wówczas nazywano - mgławic galaktycznych (nie wiedziano jeszcze, czy te mgławice to twory istniejące wewnątrz naszej Drogi Mlecznej, czy poza nią). Badania te od 1912 roku prowadził Vesto Slipher. Okazało się, że prawie wszystkie mgławice, za nielicznymi wyjątkami (należy do nich słynna M31, mgławica w gwiazdozbiorze Andromedy, jedyna na naszej półkuli, którą widać gołym okiem), ujawniały przesunięcie ku czerwieni. Ten tzw. w żargonie kosmologów red-shift zinterpretowany dopplerowsko świadczył o tym, że mgławice te oddalają się od siebie. Później, bo w 1929 roku, amerykański astronom, Edwin Hubble, na podstawie kilkudziesięciu takich pomiarów sformułował tzw. prawo Hubble'a: prędkość oddalania się galaktyki jest wprost proporcjonalna do jej odległości od nas.

W 1925 roku belgijski astrofizyk i jednocześnie ksiądz katolicki, Georges Lemaître, badający tzw. model de Sittera, wykazał, że przestrzeń w takim wszechświecie ekspanduje. [5] Lemaître nie ograniczył się jednak do tego odkrycia. Prowadził wnioskowanie dalej. [6] Jeśli Wszechświat się rozszerza, to znaczy, że w przeszłości był mniejszy. Ostatecznie w odległej przeszłości cała materia Wszechświata musiała być gęsto upakowana. Ten początkowy stan Wszechświata Lemaître nazwał "pierwotnym atomem", choć pewnie lepszym określeniem byłoby "pierwotne jądro atomowe", gdyż składać się miało ze stykających się ze sobą nukleonów. Pierwotny atom Lemaître'a miał mieć średnicę mniej więcej wielkości średnicy orbity Ziemi wokół Słońca. Dużo mniejsze atomy są już niestabilne, więc i ten pierwotny atom musiał natychmiast się rozpaść na mniejsze części, a te - na jeszcze mniejsze. Ten gwałtowny wybuch pierwotnego atomu miał odpowiadać za obserwowane rozszerzanie się Wszechświata. Lemaître nie wiedział jeszcze wówczas, że dostatecznie duża masa zapada się grawitacyjnie jeszcze bardziej, bo do punktu matematycznego, a więc że Wszechświat rozszerza się od punktu (wykazali to później Roger Penrose, Stephen Hawking, Robert Geroch i inni).

Pytanie "co było wcześniej?" nie miało sensu, gdyż fizyka nie była w stanie na nie odpowiedzieć. W zerowej objętości punktu matematycznego gęstość i temperatura przybierają nieskończone wartości. Prawa fizyki przestają mieć zastosowanie do materii w takim stanie (stan ten nazwano osobliwością). Ale myśl, że Wszechświat miał początek, wielu uczonym się nie podobała, między innymi Einsteinowi. "Twoje wyliczenia - miał powiedzieć Einstein Lemaître'owi - są w porządku, ale twoje rozumienie fizyki jest okropne". Początek ekspansji Wszechświata za bardzo przypominał religijną ideę stworzenia świata, o której mówi Biblia: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Ks. Rodzaju 1:1).

Lemaître w liście do czasopisma Nature (maj 1931) tak odpowiedział na zarzuty: "Jeśli świat zaczął się od pojedynczego kwantu, to pojęcia przestrzeni i czasu nie miały na początku jakiegokolwiek sensu; mogły one uzyskać ten sens, kiedy pierwotny kwant podzielił się na dostatecznie wiele mniejszych kwantów. Jeśli ta myśl jest poprawna, to początek świata miał miejsce tuż przed początkiem przestrzeni i czasu." [7]

Wrogiem tej idei był również wybitny astronom angielski, Fred Hoyle, który niezamierzenie stał się ojcem określenia "Big Bang". Niezamierzenie, gdyż zwrot "Big Bang", tłumaczony powszechnie jako "Wielki Wybuch", naprawdę należałoby tłumaczyć jako "Wielkie Bum" albo "Wielkie Łup". Hoyle chciał ośmieszyć koncepcję powstania Wszechświata w postaci czegoś, co przypomina wielki wybuch.

Ale ta próba ośmieszenia nie udała się i zwrot "Big Bang" funkcjonuje dziś jako poważne określenie. W dodatku w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku Arno Penzias i Robert Wilson odkryli tzw. reliktowe promieniowanie tła, poszukiwane wcześniej przez kosmologów, np. przez George'a Gamowa, jako pozostałość po pierwszym gorącym okresie istnienia Wszechświata. Penzias i Wilson odkryli coś, co można nazwać słabiutkim echem Big Bangu.

SZOKUJĄCE IMPLIKACJE
Dziś hipotezę Big Bangu uważa się za jedną z najlepiej ustalonych teorii naukowych. To, co kiedyś uczonych szokowało, dziś jest akceptowane - że Wszechświat nie zawsze istniał, że był moment "stworzenia", gdy wszystko jakoś się pojawiło. Ale implikacje tego nadal nie pozwalają fizykom spokojnie spać. Wspomniany wyżej artykuł wstępny w New Scientist zauważa: "Big Bang jest obecnie częścią wyposażenia współczesnej kosmologii, ale niepokój Hoyle'a nie przeminął. Wielu fizyków przez dekady walczyło z nim głównie z powodu jego teologicznego wydźwięku. Jeśli mamy nagłe stworzenie, to czy nie potrzebujemy stwórcy?".

Ta walka trwa do dzisiaj. Buduje się stale teorie, które próbują jakoś uniknąć myśli o stworzeniu. Fizycy starają się stworzyć teorię samozwartą (self-contained), czyli taką, która nie czerpałaby z zewnątrz, spoza swojego modelu, warunków początkowych lub brzegowych. Najlepsza z tego punktu widzenia byłaby teoria, która nie wymaga żadnych warunków początkowych, albo taka, która ustala jednoznacznie takie warunki. Propozycje są rozmaite - teoria wieloświata, Wszechświata oscylującego bez początku i bez końca, koncepcja "kosmicznego jaja", z którego rodzą się "wszechświaty dziecięce" itd. - ale żadna z nich nie pasuje tak dobrze do faktów jak koncepcja Big Bangu. W artykule z kwietnia 2012 roku fizycy z Tufts University, Audrey Mithani i Alexander Vilenkin, zbadali trzy teorie, które wydawały się przedstawiać sposób uniknięcia początku Wszechświata. Okazało się jednak, że "żadna z nich nie zapewnia wiecznego istnienia w przeszłości". [8] A na sympozjum "State of the Universe", zorganizowanym z okazji 70-lecia wybitnego fizyka, Stephena Hawkinga, Vilenkin powtórzył swoją opinię: "Wszystkie fakty, jakie znamy, mówią, że Wszechświat miał początek". [9]

Dla fizyków, którzy chcą uniknąć początku świata, problem nie przeminął. Ale ten "problem z Księgi Rodzaju" nie jest żadnym problemem dla tych, którzy wierzą w Księgę Rodzaju. Już w pierwszym zdaniu Bóg stwierdza, że jest Stwórcą nieba i ziemi. Nawet ekspansja Wszechświata ma swoje echo w słowach "On rozciągnął niebiosa jak tkaninę" (Izaj. 40:22; por. Ps. 104:2). Pismo Święte ujawnia przedwiecznego i nadprzyrodzonego Stwórcę wszystkich rzeczy: "niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził" (Ps. 8:4). Skąd się więc wziął wszechświat? Wziął się z umysłu i mocy Wszechmocnego Boga, z Jego chwały i aby spełnił się Jego plan, dotyczący naszego przeznaczenia.

A KIEDY TO BYŁO?
Pozostaje jeszcze napisać kilka zdań na temat wieku Wszechświata. Biblia sugeruje, że stworzenie nieba i ziemi nastąpiło jednocześnie i że miało miejsce niedawno - 6 tys. lat temu, a jeśli uwzględnimy tzw. luki w chronologii biblijnej, to ok. 10 tys., najwyżej 15 tys. lat temu. Jednak kosmologowie umieszczają Big Bang ok. 13,7 miliarda lat temu. Czy biblijni chrześcijanie mogą się więc powoływać na ustalenia współczesnej kosmologii?

Prosty przykład pomoże odpowiedzieć na to pytanie. Wyobraźmy sobie huśtawkę na dziecięcym placu zabaw. Podchodzi do niej pewien człowiek i wprawia ją w ruch. Następnie odchodzi, a po minucie na placu tym pojawia się fizyk, który zauważa huśtawkę w ruchu. Ponieważ fizyk dysponuje teorią ruchu wahadła, to posiadając odpowiednie dane jest w stanie obliczyć, jakie wychylenie miała huśtawka minutę wcześniej. Jest on więc w stanie ustalić stan początkowy ruchu huśtawki. Ale - i to jest najważniejsze - fizyk nie widział momentu wprowadzenia huśtawki w ruch i potrafi on obliczyć wychylenie huśtawki sprzed 2, 3, a może i więcej minut, choć - jak wiemy - huśtawka wówczas była nieruchoma. Fizyk nie znając faktów może cofnąć się za daleko. Big Bang jest najdawniejszym momentem, kiedy Wszechświat mógł powstać. Ale nikt nie obserwował momentu powstania Wszechświata. Bóg mógł go stworzyć w każdym późniejszym momencie.

Rozważania kosmologiczne są ważne dla biblijnego chrześcijanina nie dlatego, że podają wiek Wszechświata, ale dlatego, że pokazują nieudane próby usunięcia Boga-Stwórcy poza horyzont rozważań.

[email protected]
creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

Przypisy:
[1] Polskie wydanie: Wydawnictwo Zysk i S-ka 1997.
[2] "The Genesis problem", New Scientist 13 January 2012, http://tiny.pl/hlmf5
[3] Albert Einstein, "Kosmologische Betrachtungen zur allgemeinen Relativitätstheorie", Sitzungsberichte der Preussischen Akademie der Wissenschaften 1917, Bd. 1, s. 142-152, http://tiny.pl/hlmpd.
[4] A. Friedman, "Über der Krümmung des Raumes", Zeitschrift für Physik 1922, Bd. 11, s. 377-386, http://tiny.pl/hlmp8; tenże, "Über die Möglichkeit einer Welt mit konstanter negativer Krümmung des Raumes", Zeitschrift für Physik 1924, Bd. 21, s. 326-332, http://tiny.pl/hlmps.
[5] Georges Lemaître, "Note on de Sitter's Universe", Journal of Mathematics and Physics 1925, vol. 4, s. 37-41.
[6] Georges Lemaître, "Un Univers homogene de masse constante et de rayon croissant rendant compte de la vitesse radiale des nébuleuses extra-galactiques", Annales de la Societe Scientifique de Bruxelles 1927, A47, s. 49-59.
[7] Cyt. za: J. O'Connor and E.F. Robertson, "Georges Henri-Joseph-Edouard Lemaître", http://tiny.pl/hlmld.
[8] Audrey Mithani, Alexander Vilenkin, "Did the universe have a beginning?", arXiv:1204.4658v1 [hep-th], s. 5, http://tiny.pl/hlmln.
[9] Alexander Vilenkin: "All the evidence we have says that the universe had a beginning", http://tiny.pl/hlm4m.
(Wallace G. Smith, "Where Did the Universe Come From?", Tomorrow's World, July-August 2012, s. 28-29.)


O metodach datowania radioaktywnego

METODY DATOWANIA WIEKU ZIEMI NA PODSTAWIE ZJAWISK PROMIENIOTWÓRCZYCH UCHODZĄ W NAUCE ZA PODSTAWOWE. NIEKTÓRZY UCZENI WROGO NASTAWIENI DO CHRZEŚCIJAŃSTWA UŻYWAJĄ TYCH METOD DO PODWAŻANIA WIARY CHRZEŚCIJAN. PONIEWAŻ METODY TE WSKAZUJĄ NA WIĘKSZY NIŻ PODANY W BIBLII WIEK ZIEMI, MY CHRZEŚCIJANIE MAMY UZNAĆ, ŻE BIBLIA JEST BŁĘDNA, A OPIS STWORZENIA Z KSIĘGI RODZAJU W NAJLEPSZYM PRZYPADKU NALEŻY TRAKTOWAĆ METAFORYCZNIE. ALE CZY METODOM RADIODATOWANIA MOŻNA ZAUFAĆ?
 
Naturalną promieniotwórczość odkryto w 1896 roku. Zasługę przypisuje się francuskiemu fizykowi Henriemu Becquerelowi. Amerykański pionier radiochemii, Bertram Borden Boltwood, zauważył, że stosunek ołowiu do uranu był w starszych skałach większy niż w młodych skałach i skorzystał z sugestii Ernesta Rutherforda, by na tej podstawie wyznaczać wiek tych skał. Boltwood mianowicie uznał - poprawnie, jak dzisiaj wiadomo - że ołów jest końcowym produktem rozpadu uranu i że znając tempo rozpadu uranu oraz stosunek ołowiu do uranu, można wyznaczać wiek skał. Podobną metodę, ale w odniesieniu do materii organicznej oraz przy użyciu C14, zaczął stosować Willard Libby w połowie lat 40. XX wieku. Libby zwrócił uwagę, że powszechny w materii ożywionej węgiel może zawierać obok zwykłego niepromieniotwórczego węgla C12 także izotop promieniotwórczy C14. Za badania przy użyciu C14 Libby otrzymał Nagrodę Nobla w 1960 roku.


Dlaczego istnieje zjawisko naturalnej promieniotwórczości? Jak wiadomo, każdy atom składa się z protonów i neutronów (tzw. nukleonów) skupionych w środku atomu, w jego jądrze, wokół którego krążą elektrony. Jądro atomu ma średnicę od 1,75 fermiego (w skrócie fm) w przypadku atomu wodoru do 15 fermich w przypadku atomu uranu. Fermi to jednostka stosowana do odległości wewnątrz jądra atomowego i wynosi 10^-15 metra (inaczej: jedną bilionową milimetra). Jądro zawiera w przybliżeniu 99,94% całej masy atomu.


Najmniejszy atom wodoru ma rozmiary 1,06 angstrema. Angstrem to jednostka stosowana do odległości między atomami i wynosi 10^-10 metra (czyli jedną dziesięciomilionową milimetra). Łatwo zauważyć, że jeden angstrem to 100 tysięcy fermich. Atom uranu ma średnicę ponad trzykrotnie większą niż atom wodoru. Elektrony najbardziej zbliżone do jądra znajdują się mniej więcej 100 000 razy dalej od środka jądra niż najbardziej od tego środka oddalone zewnętrzne nukleony.


Jak bardzo puste są atomy, może nam uświadomić następujące porównanie. Gdyby jądro atomu wodoru było wielkości złotówki, to orbita jedynego elektronu, jaki w nim krąży, znajdowałaby się w odległości ok. jednego kilometra. Do 1911 roku sądzono, że atomy stanowią zwartą materię o dodatnim ładunku, w której, jak rodzynki w cieście, tkwią niewielkie obdarzone ładunkiem ujemnym elektrony. Ten model atomu, zwany żartobliwie modelem ciasta z rodzynkami, wprowadził w 1897 roku fizyk brytyjski Joseph J. Thomson. Ale w 1911 roku Ernest Rutherford przeprowadził eksperyment, w którym na bardzo cienką folię złota wystrzeliwał cząstki alfa (dzisiaj wiemy, że są to jądra helu składające się z dwóch protonów i dwóch neutronów). Olbrzymia większość cząstek alfa przechodziła przez folię złota bez najmniejszych kłopotów, co świadczyło, że objętość atomów stanowi w większości pustka.


Chemiczne własności atomów wyznaczone są przez liczbę protonów w jądrze i odpowiadającą im liczbę elektronów. Ale jądra atomów mogą zawierać (z wyjątkiem atomu wodoru nawet muszą zawierać) także neutrony, i to w różnych ilościach. W ten sposób mamy do czynienia z izotopami, odmianami tego samego pierwiastka różniącymi się tylko liczbą neutronów w jądrze. Właśnie te neutrony decydują o stabilności bądź niestabilności jąder atomów. Okazuje się, że prawie każdy pierwiastek od wodoru (liczba protonów Z=1) do bizmutu (Z=83) ma przynajmniej jeden stabilny izotop (z wyjątkiem technetu i prometu). Wszystkie pierwiastki powyżej bizmutu na tablicy Mendelejewa są niestabilne, czyli stale uwalniają energię, rozpadają się.


Rozpad typu alfa występuje tylko w cięższych nuklidach promieniotwórczych, czyli tzw. radionuklidach, o łącznej liczbie protonów i neutronów równej lub większej niż 146 (radionuklid to każde jądro niestabilne radioaktywnie). Dla emisji alfa energia rozpadu manifestuje się jako energia kinetyczna wyrzucanej cząstki alfa. Właśnie ten typ rozpadu promieniotwórczego tworzy radioaureole w minerałach tkwiących w skałach. [1] Każdy radionuklid wyrzuca cząstki alfa o określonej energii charakterystycznej tylko dla siebie. Cząstki alfa, przemieszczając się w minerałach, niszczą ich krystaliczną strukturę, pozostawiając na swej drodze sygnaturę w postaci serii odbarwionych kręgów koncentrycznych - właśnie radioaureol - charakterystycznych dla danego radionuklidu produkującego cząstki alfa. Ciekawe, że te radioaureole są najlepszym pośrednim świadectwem obserwacyjnym popierającym wielomilionowe okresy rozpadu promieniotwórczego, o ile mierzy się je przy założeniu współczesnego tempa rozpadu. Radioaureole powstają z maleńkich punktowych inkluzji uranu U238 albo jakiegoś innego radioizotopu występującego naturalnie w krysztale.


Radioaureole wywołane obecnością, jak się wydaje, pierwotnego polonu [2] Po218 (pierwotnego, czyli takiego, który nie powstał z rozpadu uranu) stały się przedmiotem burzliwej dyskusji między kreacjonistami i antykreacjonistami. Ponieważ półokres rozpadu Po218 wynosi tylko 3 minuty, Robert V. Gentry wywnioskował, że musiał on być stworzony momentalnie razem ze skałą, gdyż roztopiona skała stygnie przez tysiące lat. [3]


Do również ciekawych wniosków prowadzi porównanie tempa samorzutnego rozpowszechniania się helu He4, wytwarzanego w kryształachprzez powiązane łańcuchy rozpadu, oraz zawartości He4 w atmosferze. Wygląda na to, że rozpad ten trwał zaledwie kilka tysięcy lat. [4]


Obie te sprawy zasługują na bliższe przyjrzenie się im w przyszłości.


Oprócz rozpadu alfa istnieje jeszcze kilka innych rodzajów rozpadu radionuklidów. Jeśli znana jest wyjściowa liczba radionuklidów w czasie kształtowania się badanej próbki skały, ta sama liczba w obecnym czasie oraz tempo rozpadu, to można wyliczyć wiek próbki.


Świecko zorientowani uczeni wierzą, że rozpad promieniotwórczy trwa od powstania świata przyrody ponad 13 miliardów lat temu i że przez cały ten czas tempo rozpadu dla różnych radioizotopów pozostawało stałe w czasie. Jest to uniformitarystyczne widzenie przyrody. Uniformitaryzm stanowi kamień węgielny świeckiego światopoglądu i stanowi źródło przekonania o starej Ziemi i starym Wszechświecie. Postawa ta została dobrze

 

opisana w Piśmie Świętym:
„...przyjdą w ostatnich dniach szydercy pełni szyderstwa, którzy będą postępowali według własnych żądz i będą mówili: «Gdzie jest obietnica Jego przyjścia? Odkąd bowiem ojcowie zasnęli, wszystko jednakowo trwa od początku świata»” (2 Pt. 3:3-4).


Uniformitarystyczne ujęcie cierpi na szereg poważnych problemów, jeśli chodzi o radiodatowanie. Niedawne wyniki eksperymentów pokazują, że tempo rozpadu radioizotopów może się znacznie różnić od aktualnie przyjmowanych wartości - procesy te przy obecności pewnych czynników środowiskowych mogą przebiegać nawet miliard razy szybciej. [5] Szczególnie interesujące jest, że tempo rozpadu alfa toru Th228 zwiększa się 10000 razy w warunkach, w których powstają fale o wysokim ciśnieniu. [6] Warunki takie mogły łatwo powstać w trakcie Potopu Noego. Można się tylko zastanawiać, jak przebiegają procesy rozpadu jądrowego wewnątrz gwiazd lub w dużych egzoplanetach.


Istnieją też inne poważne problemy związane z obecnie stosowaną metodą datowania radioaktywnego, na przykład założenie, że badane próbki stanowiły przez miliony lat układ zamknięty. Przez miliony lat? Czy jakikolwiek układ może przez miliony lat być wolny od wpływu środowiska?


Biblia jasno stwierdza, że Ziemia jest względnie młoda, liczy sobie nieco ponad 6 tysięcy lat. Argumenty na rzecz tego stwierdzenia przedstawiano przez setki lat. Poprawnie stosowana nauka nie zaprzecza temu stanowisku. Fragmenty Biblii - takie jak Psalm 18:7-8, Księga Habakuka 3:8-10 oraz Księga Powtórzonego Prawa 32:22 - wydają się sugerować, że rozpad promieniotwórczy mógł nie być częścią oryginalnego stworzenia. Prawdopodobnie promieniotwórczość pojawiła się po raz pierwszy jako reakcja na grzech człowieka, początkowo, w okresie przedpotopowym, w głębinach Ziemi, a wypchnięta została na powierzchnię wskutek aktywności tektonicznej w okresie Potopu.


Biblia mówi, że Upadek pierwszych rodziców przyniósł katastrofalne skutki nie tylko dla nich osobiście, ale także dla całego świata przyrody.


(Vernon R. Cupps, Ph.D., “Clocks in Rocks? Radioactive Dating Part 1”, Acts & Facts, October 2014, vol. 43, no. 10, s. 8-11.)
 
[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller
 
Przypisy:
[1] Por. Andrew Snelling, „Radiohalos”, w: Larry Vardiman, Andrew Snelling, and Eugene Chaffin (eds.), Radioisotopes and the Age of the Earth, vol. I, Institute for Creation Research, Dallas, TX 2000, s. 381-468.
[2] Polon został odkryty przez Marię Curie-Skłodowską i nazwany tak od łacińskiejnazwy Polski - Polonia.
[3] Robert V. Gentry, „Giant Radioactive Halos. Indicator of Unknown Alpha-Radioactivity”, Science, August 1970, vol. 169, no. 3946, s. 670-673,http://tiny.pl/qvsvs; tenże, “Spectacle Haloes”, Nature, October 1975, vol. 258, no. 5532, s. 269-270; tenże, “Radioactive Halos”, Annual Review of Nuclear Science, October 1973, vol. 23, no. 1, s. 347-362, http://tiny.pl/qvsbh; tenże, “Radiohalos in a Radiochronological and Cosmological Perspective”, Science, October 1974, vol. 184, no. 4132, s. 62-66, http://tiny.pl/qvsbq; tenże, Creation Tiny Mystery, Earth Science Associates 1992, http://tiny.pl/qvsbm.
[4] Por. D. Russell Humphreys, „Young Helium Diffusion Age of Zircons Supports Accelerated Nuclear Decay”, w: Larry Vardiman, Andrew Snelling, and Eugene Chaffin (eds.), Radioisotopes and the Age of the Earth, vol. II, Institute for Creation Research, Dallas, TX 2005.
[5] F. Bosch et al., „Observation of Bound-State Beta-Decay of Fully Ionized Re187: Re187-Os187 Cosmochronometry”, Physical Review Letters 1996, vol. 77, no. 26, s. 5190-5193, http://tiny.pl/qvsb8; J.H. Jenkins, D.W. Mundy, and E. Fischbach, “Analysis of environmental influences in nuclear half-life measurements exhibiting time-dependent decay rates”, Nuclear Instruments and Methods in Physics Research Section A: Accelerators, Spectrometers, Detectors and Associated Equipment 2010, vol. 620, no. 2-3, s. 332-342.
[6] F. Cardone et al., “Piezonuclear decay of thorium”, Physics Letters A, 2009, vol. 373, no. 3795, s. 1956-1958.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


Jak odpowiadać głupiemu??

W BIBLII JEST WIELE ŁATWO ZROZUMIAŁYCH PRAWD. NA PRZYKŁAD W EWANGELII ŚW. MATEUSZA ZNAJDUJEMY SŁOWA JEZUSA: „KAŻDE KRÓLESTWO, WEWNĘTRZNIE SKŁÓCONE, PUSTOSZEJE” (MAT. 12:25). WEWNĘTRZNA NIEZGODA MA NISZCZĄCY CHARAKTER. BARDZO WYRAŹNIE WIDAĆ TO W PRZEDSTAWIANYCH W TRAKCIE DYSKUSJI ARGUMENTACH. JEŚLI JAKIŚ ARGUMENT JEST WEWNĘTRZNIE SPRZECZNY, TO DLA NIKOGO NIE ULEGA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST BŁĘDNY.
 
W czasie dyskusji z ewolucjonistami często przychodzi nam się ścierać z głupcami. Biblia mówi, jak z nimi dyskutować, ale... jej recepty na pierwszy rzut oka są wewnętrznie sprzeczne. Przyjrzyjmy się im:


Nie odpowiadaj głupiemu według jego głupoty,
byś nie stał się jemu podobnym:
Głupiemu odpowiadaj według jego głupoty,
by nie pomyślał, że mądry (Prz. 26:4-5)


Inaczej niż to jest z Księgą Rodzaju, Księga Przysłów zawiera hebrajską poezję, która przekazuje treści przy pomocy paralelizmów. [1] Może to polegać na porównywaniu spraw podobnych, spraw przeciwnych, części z całością itd. Oba cytowane wyżej wiersze należy porównać ze sobą, aby zrozumieć złożoną prawdę, jaką Bóg nam przy ich pomocy przekazuje. Ta złożona prawda ma bardzo praktyczny charakter, gdyż często mamy do czynienia z zadufanymi w sobie głupcami.


Wypowiadając się na temat Prz. 26:4-5, dr Jason Lisle ostrzega, że nie wolno nam przyjmować głupich założeń, gdy toczymy spór z głupim. Pisze on tak:
„W wierszu 4 dowiadujemy się, że nie wolno akceptować głupoty niewierzącego, bo staniemy się do niego podobnymi. Ale wiersz 5 poucza nas, że mamy pokazać, gdzie zaprowadziłaby jego głupota, gdyby była prawdziwa. [...] Jasne jest, że nie przyjmujemy jego standardów (w. 4), ale gdybyśmy hipotetycznie to robili, to doszlibyśmy do absurdalnego wniosku; głupi więc nie może myśleć, że jest mądry (w. 5)”. [2]


Ktoś mógłby sądzić, że w obu wierszach używa się tego samego czasownika „odpowiadaj”, w rezultacie czego oba wiersze sobie zaprzeczają. Tak jednak nie jest. Złudzenie jest skutkiem tego, że czytamy polskie tłumaczenie, a nie hebrajski oryginał. Chociaż wspomniany czasownik użyty w obu wierszach pochodzi od hebrajskiego czasownika „anah”, to wiersze te używają dwu odmiennych form tego czasownika, co skutkuje odmiennymi znaczeniami. W rezultacie oba wiersze nie zaprzeczają sobie, ale się uzupełniają.


Czasownik użyty w wierszu 4 (ta’an) jest niedokonany, opisuje sytuację, kiedy głupiemu się nie odpowiedziało. Ale czasownik użyty w wierszu 5 (eneh) jest w trybie rozkazującym, nakazując czytelnikowi podjęcie działania. Wiersz 4 ma charakter opisowy - mówi nam, jak głupi się zachowuje, jeśli jego głupocie nie stawiamy oporu. Ale wiersz 5 jest nakazem - nakazuje nam sprzeciwienie się głupiemu, bo w przeciwnym wypadku będzie myślał, że jest mądry. Dlatego w cytowanym fragmencie Księgi Przysłów chodzi o to, że jeśli nie odpowiadamy głupiemu, to sami będziemy wyglądali na głupich. Ale gdy obalamy twierdzenia głupiego (a powinniśmy to robić), to zobaczy on, że nie jest tak mądry, jak myśli.


Realizacja tego, o czym mówi Księga Przysłów 26:5, jest właśnie tym, co jako kreacjoniści robimy.

 

(James J.S. Johnson, J.D., Th.D., “How Do We Answer Fools?”, Acts & Facts, October 2014, vol. 43, no. 10, s. 20.)

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

Przypisy:
[1] Patrz James J.S. Johnson, „Genesis is History, Not Poetry: Exposing Hidden Assumptions about What Hebrew Poetry Is and Is Not”, Acts & Facts 2011, vol. 40, no. 6, s. 8-9.
[2] Jason Lisle, The Ultimate Proof of Creation, Master Books, Green Forest, AR 2009, s. 71, 74.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


DLACZEGO NALEŻY NIEUSTANNIE DEMASKOWAĆ ZAGROŻENIA ZE STRONY EWOLUCJONIZMU?

Czy możecie sobie wyobrazić życie w świecie, w którym chrześcijaństwo nie posiada żadnego wpływu? Świat, w którym współczucie uważa się za słabość? Gdzie aborcji dokonuje się tylko dlatego, że dziecko uznaje się za niedopasowane lub niepożądane, albo nawet dlatego, że jest niewłaściwej płci?

Brzmi to jak zarys horroru science fiction. Ale tak nie jest, to dzisiejsza rzeczywistość. Narodowi socjaliści Adolfa Hitlera zabili w Auschwitz i w innych obozach, także i na ulicach miast podbitych krajów, miliony ludzi (nie tylko Żydów, jak się myśli na Zachodzie). Cywilizowani mieszkańcy Niemiec do tego stopnia przejęli się fałszywą ideologią narodowego socjalizmu, że bez cienia litości byli w stanie mordować innych ludzi, nawet dzieci. Łatwo znajdziemy w Internecie filmowe relacje, jak to trupy ludzkie są spychane buldożerami do masowego grobu. Powszechnie uważa się to za świadectwo najohydniejszych zbrodni w całej ludzkiej historii. A jednak niedawno wyprodukowany film nowozelandzkiego ewangelisty, Raya Comforta, szokuje z jeszcze innego powodu. Pokazuje on, jak wielu studentów uniwersytetu nie ma zielonego pojęcia, kim był Adolf Hitler. [1]

Reżim Hitlera mordował nie tylko przedstawicieli innych narodowości. Dokonał też eutanazji ponad 70 tysięcy upośledzonych Niemców, aby usunąć ich geny z populacji i zapewnić tym samym czystość rasy. Mieszkańców Niemiec ogłupiono przy pomocy filmów propagandowych wykorzystujących "naukę". Jeden z nich zatytułowany "Ofiara przeszłości" z 1937 roku pokazywał kalekiego i zeszpeconego człowieka, a obrazowi towarzyszył komentarz o wyraźnie darwinowskim zabarwieniu: "Wszystko, co w przyrodzie jest słabe, ulega nieuchronnemu zniszczeniu. Ludzkość w ostatnich kilku dziesiątkach lat bardzo grzeszyła przeciwko prawu doboru naturalnego. Nie tylko podtrzymywano nic niewarte życie, ale pozwalano nawet, by się mnożyło." [2] Zwykli Niemcy poddani takiej obróbce propagandowej masowe morderstwa traktowali obojętnie albo nawet ich nie zauważali, chociaż miały miejsce tuż przed ich nosami.

Wszystkie te okropności były doskonale zgodne z wysiłkami światowego ruchu, jakim był społeczny darwinizm. Główną jego częścią był ruch eugeniki - poglądu, że należy zabezpieczać "dobre geny", nie pozwalając "gorszym" ludziom się rozmnażać. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało siłą wysterylizowanych, nie tylko w totalitarnym państwie Hitlera, ale nawet w Stanach Zjednoczonych i Skandynawii. [3]

Osiemnastowieczny brytyjski mąż stanu i filozof, Edmund Burke (1729-1797), powiedział, że ci, którzy nie znają historii, będą zmuszeni ją powtarzać. Ta dobrze znana maksyma unaocznia niebezpieczeństwo, przed jakim stoi społeczeństwo zapominające o złu, jakie go wcześniej spotkało. Wydaje się, że właśnie mamy do czynienia z podobnym procesem wybiórczego postrzegania rzeczywistości, z czymś, co kilkadziesiąt lat temu stało się udziałem Niemców. Aborcja na życzenie, wedle upodobań matki, jest zwykłym morderstwem. Liczba bezbronnych dzieci mordowanych na całym świecie każdego roku jest niczym milczący i straszny holocaust. Wspomniany film Raya Comforta przekonuje, że porównanie to nie jest żadną przesadą. Dziś, podobnie jak w czasach hitlerowskiego holocaustu, pewne grupy ludzi uważa się za podludzi i pozbawia ludzkich praw. Coraz częściej mówi się o dzieciach produkowanych wyłącznie po to, by stały się źródłem narządów dla innych ludzi, przy wykorzystaniu embrionalnych komórek macierzystych.

Jeśli w szkołach i uniwersytetach, w prasie, radiu i telewizji uczymy, że ludzie są jedynie wyewoluowanymi zwierzętami, to nie dziwmy się, jeśli będą oni działać zgodnie z tym przekonaniem. I nic ich nie powstrzyma od nadania sobie prawa, by decydować o losie innych "zwierząt".

Richard Dawkins, bardzo szanowany i wpływowy arcykapłan ewolucjonizmu, zaczął ostatnio badać teren, proponując "pozytywną eugenikę". [4] Zdaje on sobie sprawę ze zbrodni reżimu hitlerowskiego, motywowanych względami eugenicznymi, ale uznał, że nadszedł już czas, by przynajmniej zapytać: "Jeśli można hodować krowy, by dawały więcej mleka, konie - by szybciej biegały, i psy - by lepiej pilnowały stada, to dlaczego nie można hodować ludzi ze zdolnościami do matematyki, muzyki czy sportu"? [5] Dawkins pracuje w katedrze popularyzowania nauki uniwersytetu oksfordzkiego, ale bardziej znany jest ze zwalczania religii, a zwłaszcza fundamentalistycznego chrześcijaństwa. [6] Uważa, że nie istnieje moralna różnica między hodowlą muzyków a zmuszaniem dzieci do pobierania lekcji muzyki. Jego przyzwolenie na hodowanie określonych kategorii ludzi, skoro hodujemy określone gatunki zwierząt, wynika po części z tego, że nie widzi on - jak przystało na ewolucjonistę - wielkiej różnicy między zwierzętami i ludźmi. Jest przywódcą ruchu, by małpom człekokształtnym nadać "ludzkie" prawa, skoro duszy nie ma i nie ma moralnej różnicy między tymi małpami i ludźmi.

Wśród żarliwych zwolenników eugeniki i darwinowskiego utylitaryzmu można dziś znaleźć laureatów Nagrody Nobla i wielu czołowych uczonych. Wygłaszają oni skrajnie ateistyczne opinie podobne do tego, o czym mówi Richard Dawkins. Ich zdaniem genetyczne ulepszanie gatunku człowieka to tylko przedłużenie stosowanej praktyki, by przez manipulowanie genami eliminować choroby.

Sojusznik Dawkinsa, Peter Singer z Uniwersytetu w Princeton, tzw. bioetyk, uważa, że nowo narodzonym dzieciom nie przysługują większe prawa niż dzieciom w łonie matki. Proponuje on, aby rodzice mieli kilka miesięcy po urodzeniu dziecka na podjęcie decyzji, czy ma ono żyć. [7] Jako przykład właściwego postępowania wskazywał kultury pogańskie. Gdy wiemy - argumentuje Singer - że człowiek nie został stworzony na obraz Boga, ale wyewoluował z innych zwierząt, argumenty przeciwko dzieciobójstwu przestają obowiązywać.

James Watson, który otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie struktury DNA, jest także zwolennikiem "ulepszania" rasy ludzkiej przy pomocy dziedziczonej modyfikacji genetycznej, na przykład na etapie embrionalnym. Watson jest ateistą, choć nie tak aktywnym jak Dawkins, ale podobnie jak on wyśmiewa nadawanie człowiekowi nadmiernej wartości w porównaniu do zwierząt. Uważa za kompletny nonsens pogląd, że człowiek jest świętością, której nie wolno zmieniać.

W XX wieku więcej ludzi zginęło w wojnach i wskutek ludobójczych rządów niż we wszystkich poprzednich stuleciach razem wziętych. Ale jeszcze więcej zamordowano nienarodzonych dzieci. W samych tylko Stanach Zjednoczonych od czasu rozprawy sądowej Roe v. Wade w 1973 roku ponad 50 milionów dzieci padło ofiarą aborcji. [8] Na całym świecie takich ofiar są setki milionów. A wszystko to wskutek przekonania o prawdziwości teorii o zwierzęcym pochodzeniu człowieka.

Wspomniany już wcześniej Edmund Burke powiedział: "Aby zło tryumfowało, wystarczy, aby dobrzy ludzie nie robili nic". Walka z ewolucjonizmem to nie jest tylko sprawa abstrakcyjnej prawdy jakiejś teorii naukowej, to także problem życia i śmierci dla wielu milionów ludzi.

[email protected]/creationism.org.pl

Przypisy:
[1] http://tiny.pl/hjpbc
[2] Por. Jonathan Sarfati, "Darwinowskie korzenie nazizmu", http://tiny.pl/hjpbd
[3] O tym i o wielu innych sprawach mówi film Grzegorza Brauna "Eugenika - w imię postępu", dostępny na YouTube w czterech odcinkach (http://tiny.pl/hf22d) lub w całości na kilku chomikach (można znaleźć przy wykorzystaniu wyszukiwarki Google).
[4] Por. Hilary White, "Anti-Religion Extremist Dawkins Advocates Eugenics", LifeSiteNews.com Nov. 21, 2006, http://tiny.pl/hjpbf.
[5] Richard Dawkins, "From the Afterword", The Herald, Monday 20 November 2006, http://tiny.pl/hjpb5.
[6] Por. np. Richard Dawkins, Bóg urojony, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2007.
[7] Por. Peter Singer, Rethinking Life and Death: The Collapse of Our Traditional Ethics, Prometheus Books, New York 1995, s. 130, 217; oraz tenże, "Early births fade to grey", The Australian, 3 January 2007, http://tiny.pl/hjpb1. Por. też D. Flynn, Intellectual Morons: How Ideology Makes Smart People Fall for Stupid Ideas, Crown Forum, New York 2004, s. 74; oraz Lita Cosner, "'Bioethicists' and Obama agree: infanticide should be legal", http://tiny.pl/hjpbj.
[8] Por. Dan Gayman, "Innocent Blood Cries Out for Justice in America!", The Watchman Fall 2011, vol. 34, no. 4, s. 12.
(Gary Bates, "Pressing on with Questioning Evolution", Prayer News. The newsletter for Creation Ministries International (UK & Europe), January-March 2012)


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut