Strona główna Przegląd prasy kreacjonistycznej

Przegląd prasy kreacjonistycznej

Homologia – oznaka bezmyślnego doboru czy inteligentnego projektu?

Marta Cuberbiller W przyrodzie powszechne są powtarzające się wzorce i podobieństwa. Księżyc krąży wokół Ziemi, Ziemia wokół Słońca, Słońce wokół środka Galaktyki. Ludzkie odciski palców...

Jak odpowiadać głupiemu??

W BIBLII JEST WIELE ŁATWO ZROZUMIAŁYCH PRAWD. NA PRZYKŁAD W EWANGELII ŚW. MATEUSZA ZNAJDUJEMY SŁOWA JEZUSA: „KAŻDE KRÓLESTWO, WEWNĘTRZNIE SKŁÓCONE, PUSTOSZEJE” (MAT. 12:25). WEWNĘTRZNA NIEZGODA MA NISZCZĄCY CHARAKTER. BARDZO WYRAŹNIE WIDAĆ TO W PRZEDSTAWIANYCH W TRAKCIE DYSKUSJI ARGUMENTACH. JEŚLI JAKIŚ ARGUMENT JEST WEWNĘTRZNIE SPRZECZNY, TO DLA NIKOGO NIE ULEGA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST BŁĘDNY.
 
W czasie dyskusji z ewolucjonistami często przychodzi nam się ścierać z głupcami. Biblia mówi, jak z nimi dyskutować, ale... jej recepty na pierwszy rzut oka są wewnętrznie sprzeczne. Przyjrzyjmy się im:


Nie odpowiadaj głupiemu według jego głupoty,
byś nie stał się jemu podobnym:
Głupiemu odpowiadaj według jego głupoty,
by nie pomyślał, że mądry (Prz. 26:4-5)


Inaczej niż to jest z Księgą Rodzaju, Księga Przysłów zawiera hebrajską poezję, która przekazuje treści przy pomocy paralelizmów. [1] Może to polegać na porównywaniu spraw podobnych, spraw przeciwnych, części z całością itd. Oba cytowane wyżej wiersze należy porównać ze sobą, aby zrozumieć złożoną prawdę, jaką Bóg nam przy ich pomocy przekazuje. Ta złożona prawda ma bardzo praktyczny charakter, gdyż często mamy do czynienia z zadufanymi w sobie głupcami.


Wypowiadając się na temat Prz. 26:4-5, dr Jason Lisle ostrzega, że nie wolno nam przyjmować głupich założeń, gdy toczymy spór z głupim. Pisze on tak:
„W wierszu 4 dowiadujemy się, że nie wolno akceptować głupoty niewierzącego, bo staniemy się do niego podobnymi. Ale wiersz 5 poucza nas, że mamy pokazać, gdzie zaprowadziłaby jego głupota, gdyby była prawdziwa. [...] Jasne jest, że nie przyjmujemy jego standardów (w. 4), ale gdybyśmy hipotetycznie to robili, to doszlibyśmy do absurdalnego wniosku; głupi więc nie może myśleć, że jest mądry (w. 5)”. [2]


Ktoś mógłby sądzić, że w obu wierszach używa się tego samego czasownika „odpowiadaj”, w rezultacie czego oba wiersze sobie zaprzeczają. Tak jednak nie jest. Złudzenie jest skutkiem tego, że czytamy polskie tłumaczenie, a nie hebrajski oryginał. Chociaż wspomniany czasownik użyty w obu wierszach pochodzi od hebrajskiego czasownika „anah”, to wiersze te używają dwu odmiennych form tego czasownika, co skutkuje odmiennymi znaczeniami. W rezultacie oba wiersze nie zaprzeczają sobie, ale się uzupełniają.


Czasownik użyty w wierszu 4 (ta’an) jest niedokonany, opisuje sytuację, kiedy głupiemu się nie odpowiedziało. Ale czasownik użyty w wierszu 5 (eneh) jest w trybie rozkazującym, nakazując czytelnikowi podjęcie działania. Wiersz 4 ma charakter opisowy - mówi nam, jak głupi się zachowuje, jeśli jego głupocie nie stawiamy oporu. Ale wiersz 5 jest nakazem - nakazuje nam sprzeciwienie się głupiemu, bo w przeciwnym wypadku będzie myślał, że jest mądry. Dlatego w cytowanym fragmencie Księgi Przysłów chodzi o to, że jeśli nie odpowiadamy głupiemu, to sami będziemy wyglądali na głupich. Ale gdy obalamy twierdzenia głupiego (a powinniśmy to robić), to zobaczy on, że nie jest tak mądry, jak myśli.


Realizacja tego, o czym mówi Księga Przysłów 26:5, jest właśnie tym, co jako kreacjoniści robimy.

 

(James J.S. Johnson, J.D., Th.D., “How Do We Answer Fools?”, Acts & Facts, October 2014, vol. 43, no. 10, s. 20.)

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

Przypisy:
[1] Patrz James J.S. Johnson, „Genesis is History, Not Poetry: Exposing Hidden Assumptions about What Hebrew Poetry Is and Is Not”, Acts & Facts 2011, vol. 40, no. 6, s. 8-9.
[2] Jason Lisle, The Ultimate Proof of Creation, Master Books, Green Forest, AR 2009, s. 71, 74.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


STWORZENIE Z POZOREM WIEKU?

W środowisku kreacjonistów popularne jest powiedzenie, że Bóg stworzył świat z pozorem wieku. Pismo Święte bowiem mówi, że Adam i Ewa zostali stworzeni jako dorośli ludzie, a nie jako zapłodnione jaja, i byli w stanie posiadać potomstwo. Wyglądali więc, jakby mieli - powiedzmy - 20 lat. Podobnie drzewa w raju zostały stworzone z owocami na gałęziach, a nie jako nasiona w ziemi. Słońce, Księżyc i gwiazdy zostały stworzone w takiej wzajemnej relacji i wobec Ziemi, że od razu mogły pełnić rolę wskaźników czasu - upływających dni, pór roku i lat. Także stworzenia morskie, ptaki i zwierzęta lądowe zostały stworzone jako dorosłe osobniki gotowe do reprodukcji.

Ale zwrot, że Bóg stworzył świat „z pozorem” wieku, nie jest najszczęśliwszy, bo sugeruje, że Bóg dokonał jakiejś sztuczki, w rezultacie której wprowadził wszystkich w błąd.  Stworzenie rzeczywiście wyglądało tak, jakby miało jakąś przeszłą historię, ale nie taki był cel Boga, by nas w tej sprawie mylić. Zamiast o stworzeniu z pozorem wieku lepiej mówić o dojrzałym, w pełni funkcjonalnym stworzeniu. Pozór wieku był tylko nieuchronną konsekwencją dojrzałego stworzenia. W jego rezultacie przyroda była od razu gotowa do działania według praw, jakie Bóg ustanowił na początku.

Idea stworzenia z pozorem wieku jest też wykorzystywana do niewłaściwego celu. Dziewiętnastowieczny kreacjonista, Philip Henry Gosse (1810-1888), użył jej do wyjaśnienia, dlaczego w głębokich warstwach znajdujemy skamieniałości dziwnych, dziś niewystępujących na Ziemi zwierząt. Gosse był kreacjonistą młodej Ziemi i starał się unieważnić odkrycia geologów i paleontologów wskazujących na starożytne pochodzenie Ziemi. A była to epoka, w której zaczęto wydobywać skamieniałości dinozaurów.
Upowszechniał się pogląd, za sprawą wybitnych geologów Jamesa Huttona (1726-1797) i Charlesa Lyella (1797-1875), że epoki geologiczne zmieniały się wolno, a wielkie katastrofy w rodzaju potopu Noego to mity. Sprzeciwiając się tym poglądom, Gosse w dziele zatytułowanym „Omphalos” (co po grecku znaczy „Pępek”) wyjaśniał zawartość warstw geologicznych dokładnie tak samo, jak wyjaśnia się posiadanie pępka przez Adama. Pępek Adama nie świadczył o tym, że Adam się urodził. Bóg stworzył Adama z pępkiem, ponieważ Jego stworzenie miało pozór wieku. I jak Adam miał pępek pozornie wskazujący na jego życie w łonie matki, tak i warstwy geologiczne wg Gossego zostały stworzone, by wyglądały na stare.

Wyjaśnienie Gossego nie jest ani możliwe do zaakceptowania, ani potrzebne. Nie można go przyjąć ze względów teologicznych - Bóg nie jest oszustem. Owszem, dokonał dojrzałego stworzenia, ale nie było jego celem zwodzenie kogokolwiek. Nie ma potrzeby przyjmować, że Bóg stworzył Ziemię i jej warstwy geologiczne od razu ze skamieniałościami, bo istnieje wiarygodny sposób wyjaśnienia, skąd te skamieniałości się wzięły. W dużym stopniu są one wynikiem potopu Noego, jaki miał miejsce ok. 1600 lat po stworzeniu świata.
Również nie do przyjęcia jest hipoteza starej Ziemi. Ma ona dwie dyskwalifikujące wady. Po pierwsze, Bóg w Księdze Rodzaju stwierdza, że do czasu pierwszego grzechu naszych prarodziców całe stworzenie było „bardzo dobre”, a zapis kopalny, który rzekomo ma dotyczyć milionów lat starej Ziemi, pełen jest śmierci, chorób, wymierań i innego naturalnego zła, którego z pewnością nie można nazwać „bardzo dobrym”. Po drugie, język użyty w Księdze Rodzaju wyraźnie wskazuje na młodą Ziemię. Bóg nie miał powodu, by w tej sprawie wypowiadać się zwodniczo. Mógł przecież, gdyby tak było, stwierdzić wielomilionowy wiek Ziemi.
Zapis kopalny pokazuje, że zwierzęta, których szczątki lub skamieniałości się wydobywa, cierpiały na rozmaite choroby, często śmiertelne. Widać to na przykład przy analizie kości dinozaurów. Gdyby człowiek pojawił się na Ziemi wiele milionów lat po dinozaurach, to Bóg nigdy by nie powiedział po stworzeniu człowieka, że Jego dotychczasowe dzieło było bardzo dobre.

Pismo Święte wyjaśnia, że choroby i śmierć są rezultatem grzechu pierwszych ludzi, są wynikiem Upadku, olbrzymiej katastrofy, jaka spotkała świat niedługo po stworzeniu. A zapis kopalny jest głównie skutkiem kolejnej wielkiej katastrofy, globalnego potopu, jaki miał miejsce ok. 4300 lat temu.

(Dr Terry Mortenson, „Did God Create the World with the <<Appearance of Age>>”, Answers Update, Nov.-Dec. 2014, vol. 7, issue 6, s. 16;
Dr Terry Mortenson, „Cancer - Very Good?”, Answers Update, Nov.-Dec. 2014, vol. 7, issue 6, s. 16.)

 

Marta Cuberbiller
[email protected]
creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

 

 

 

 

 

idźPod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015, s. 16

 


DZIESIĘĆ NAJWIĘKSZYCH BŁĘDÓW DARWINA

Nie ulega wątpliwości, że Darwin to jeden z najbardziej wpływowych ludzi w dziejach ludzkości, zwłaszcza ostatniego okresu. Wydana 150 lat temu książka ukształtowała nie tylko biologię, której bezpośrednio dotyczyła, ale także filozofię, socjologię, etykę, a nawet religię. Ale w książce tej oraz w teorii Darwina znaleźć możemy wielkie błędy. Uświadomienie ich sobie pozwoli nam budować własny światopogląd uwolniony od fałszywych założeń, przynajmniej tych Darwinowskich z pochodzenia.

1. Teoria "ciepłego bajorka"
W ostatnim zdaniu książki "O powstawaniu gatunków" Darwin pisał, jak wzniosła jest myśl, że Stwórca natchnął życiem jedną lub więcej form. [1] Ale naprawdę nie wierzył, by Bóg stworzył życie. W liście prywatnym do swego dobrego przyjaciela Josepha Hookera napisał, że życie mogło być wynikiem przemian chemicznych "w jakimś ciepłym bajorku zawierającym wszystkie rodzaje soli amonowych i fosforanowych, zaopatrzonym w ciepło, światło, elektryczność etc." [2]

W jego czasach niektórzy uczeni nadal wierzyli w spontaniczne powstawanie życia, w to, że życie mogło powstać z tego, co nieożywione. Przekonanie o samorództwie było zwalczane od XVII wieku (Francesco Redi - 1668r.), ale ostateczny cios zadała mu seria eksperymentów dokonanych przez żyjącego współcześnie z Darwinem Ludwika Pasteura. 150 lat, jakie upłynęły od wydania książki Darwina, potwierdziły pogląd Pasteura, że życie wywodzi się z tego, co żywe. Jest tak, bo życie jest znacznie bardziej skomplikowanym zjawiskiem, niż to sobie Darwin wyobrażał.

Pół wieku temu sądzono, że na powstanie życia rzuci snop światła sławny eksperyment Millera-Ureya. Podgrzewając mieszankę gazów i przepuszczając przez nią wyładowania elektryczne, otrzymano substancję smołowatą, w której znaleziono niektóre aminokwasy (składniki budulcowe białek). Ale dzisiaj wiemy, że eksperyment ten jest niewiarygodny, gdyż sztucznie uzyskiwane produkty izolowano od tlenu, który ma niszczące własności. Uczeni wnioskują dzisiaj, że tlen był obecny w ziemskiej atmosferze, gdy życie pojawiło się na naszej planecie. [3]

Ale nawet gdy zapomnimy o problemie tlenu, trzeba pamiętać, że nie otrzymano tylu aminokwasów, by osiągnąć następny etap budowy życia - formowanie złożonych białek, które należy dokładnie zintegrować do postaci wyrafinowanego systemu. Eksperyment Millera-Ureya doprowadził do powstania niektórych cegiełek życia, ale nie do zbudowania z nich budynku. Jak z luźnych cegiełek zbudować elegancki i dobrze funkcjonujący budynek mający wszystkie składowe na właściwym miejscu? Ten budynek musi posiadać fundamenty, ściany, drzwi, okna, dach, musi być wyposażony w energię elektryczną i kanalizację. A w dodatku musi być zdolny do odtwarzania się.

Ten budynek to oczywiście żywa komórka o złożonej strukturze, którą trudno sobie wyobrazić. W rzeczywistości najprostsza komórka jest bardziej skomplikowana niż najbardziej wyrafinowane budynki. Darwiniści mają jednak łatwą odpowiedź na pytanie, jak mogły powstać tak niewiarygodnie skomplikowane struktury. Mówią wówczas o milionach i setkach milionów lat. Odpowiedź ta się załamuje, gdy twierdzenia darwinistów zacznie się traktować poważnie, stosując do nich coś więcej niż intuicję, bo matematykę. Robił to brytyjski astronom i matematyk Fred Hoyle. [4] Jego zdaniem od eksperymentu Millera-Ureya do udowodnienia, że życie mogło wyewoluować w podobny sposób, jest jeszcze daleka droga. Nikt bowiem nie wykazał, że poprawne ułożenie aminokwasów na przykład w najprostszych enzymach można otrzymać tą metodą. To Hoyle propagował dobrze znany przykład z huraganem wiejącym na złomowisku, na którym leżą części do Boeinga 747. Powstanie najprostszego enzymu jest w jego opinii równie prawdopodobne, co złożenie się wskutek wichury z porozrzucanych części kompletnego i gotowego do lotu Boeinga. [5]

2. Rzekomo prosta budowa komórki
Kiedy Karol Darwin oglądał pod mikroskopem komórkę bakterii, widział coś w rodzaju kropli tzw. protoplazmy z kilkoma innymi elementami. Wydawało się wówczas, że powstanie czegoś takiego nie powinno być trudne. Ale dzisiaj wiadomo, że komórka bakterii zawiera złożone mechanizmy molekularne i przypomina fabrykę samochodów z licznymi zautomatyzowanymi stanowiskami pracy oraz skomplikowanym centrum kontrolnym.

Komórki bakterii są tzw. prokariontami, czyli komórkami pozbawionymi jądra. Są to najprostsze formy życia, ale to nie znaczy, że prokarionty same w sobie są proste. Jeśli eukarionty (komórki z jądrami) porównamy do laptopów, to prokarionty znajdą się na poziomie telefonów komórkowych. Nie ma żadnych dowodów istnienia wcześniejszych, prostszych form życia, z których prokarionty mogłyby wyewoluować. [6]

komórka zwierzęcaOba typy komórek charakteryzuje wiele wyrafinowanych cech i mechanizmów:
- przetwarzanie informacji, jej magazynowanie i odzyskiwanie,
- sztuczne języki i systemy ich dekodowania,
- wykrywanie błędów, mechanizmy kontroli jakości w postaci sprawdzania błędów i ich korygowania,
- technologia cyfrowego zapisywania danych,
- automatyczne adresowanie przesyłek (analogicz-ne do kodów pocztowych),
- procesy budowania większych całości z części, wykorzystujące prefabrykaty i konstrukty modularne,
- aamoreprodukujące się centra energetyczne.

Okazuje się, że komórki są dużo bardziej złożone i wyrafinowane, niż to sięDarwinowi mogło przyśnić. Jak przypadek mógłby je utworzyć, skoro nie jest w stanie tego dokonać człowiek, wykorzystując planowanie i zdolności inżynieryjne? W żadnym laboratorium nie odtworzono nawet jednego ludzkiego włosa.

3. Przekonanie o niewielkiej informacji zawartej w komórkach

Za czasów Darwina uczeni nie znali ani rodzaju, ani ilości informacji zawartej w komórce. Darwin zakładał, że była nieznaczna, że było to zaledwie kilka instrukcji, jak komórka ma funkcjonować. W związku z tym popierał teorię pangenezy, według której komórki mogły generować przypadkowo olbrzymi zakres zmienności. Teoria ta później okazała się kompletnie fałszywa.

Informacja zawarta w komórkach zapiera dech w piersiach. Okazuje się, że komórki dysponują językiem genetycznym wyposażonym w czteroliterowy alfabet cyfrowy oraz reguły gramatyczne. Znacznie przewyższa to wszystkie języki komputerowe zaprojektowane przez człowieka. Bill Gates, założyciel Microsoftu, powiedział, że "DNA jest jak program komputerowy, ale dużo bardziej rozwinięty, niż jakikolwiek dotąd wymyślony". [7] Wewnątrz jądra każdej ludzkiej komórki znajdują się tysiące uporządkowanych instrukcji (zwanych genami), które muszą być przetłumaczone, przetransportowane i odtworzone. Informacja nie jest materialna - nie ma masy, długości czy szerokości - ale materia może ją przenosić. Nikt nie wykazał, że informacja może ewoluować dzięki mutacjom albo być przez nie ulepszana. Każda cząsteczka DNA człowieka zawiera ok. trzech miliardów genetycznych liter. Niewiarygodne, ale gdy mechanizmy edytujące wykonają swoją pracę, tylko jedna litera na 10 miliardów jest błędnie skopiowana.

Jak bardzo zminiaturyzowany i upakowany jest sposób zapisywania informacji w komórce, wyjaśnia Jonathan Sarfati: "[...] najprostszy znany żywy organizm ma 482 geny, kodujące białka. W sumie daje to 580 tys. "liter". Ludzie mają ich w każdym jądrze trzy miliardy. [...] Ilość informacji, jaką można zmagazynować w objętości główki szpilki, jest równoważna stosowi książek 500 razy większym niż odległość Ziemi od Księżyca." [8]

Czy ewolucja i dobór naturalny, bez pomocy jakiejś inteligencji, mogły stworzyć tak dokładne i wyrafinowane instrukcje DNA - w tym instynkty właściwe dla każdego gatunku, które pozwalają organizmom przetrwać? Trzeba mieć dużą wiarę, by sądzić, że ślepa przypadkowa ewolucja mogła dojść do tak zdumiewająco bogatej informacji; wiarę dużo większą niż przekonanie, że za ten zaskakująco dokładny zakodowany język odpowiada Inteligentny ProjDNAektant.

Odkrycie tego typu informacji wewnątrz komórki doprowadziło znanego filozofa i czołowego ateistę Sir Antony’ego Flew z Wielkiej Brytanii do odwołania przekonania, że nie istnieje inteligencja odpowiedzialna za istniejące organizmy. W jego opinii DNA pokazuje, dzięki swej niewiarygodnej złożoności potrzebnej do utworzenia życia, że jakaś inteligencja musiała jednak interweniować, aby te składniki razem funkcjonowały. "Chodzi o nadzwyczajną złożoność wielu składników i nadzwyczajną subtelność sposobu ich wspólnego funkcjonowania. Ich przypadkowe pojawienie się we właściwym czasie jest po prostu niezwykle mało prawdopodobne. To, że życie zależy od tak niezwykłej złożoności, wygląda mi na dzieło inteligencji." [9]

Wszystko, co wiemy o DNA, wskazuje, że stanowi on program ograniczający gatunki do pozostawania w ramach ogólnego typu. Zmiany genetyczne są zwykle niewielkie i nieukierunkowane, podczas gdy wielkie mutacje nie tworzą ulepszonych nowych układów, ale są przeszkodą dla przetrwania organizmów.

Darwin zakładał, że informacja zawarta w komórce okaże się niewielka, ale się mylił. Okazała się ona zaskakująco bogata ilościowoi jakościowo oraz niezwykle złożona.

4. Oczekiwania wobec pośrednich skamieniałości
Darwin zdawał sobie doskonale sprawę, że aby skamieniałości stanowiły poparcie dla jego teorii, powinny występować w postaci ciągu subtelnie łączącego różne gatunki zwierząt. Takich form pośrednich powinny być wówczas miliony. Myśl tę Darwin wyraził następująco: "Według teorii doboru naturalnego wszystkie żyjące gatunki łączyły się z gatunkami rodzicielskimi za pośrednictwem form, których nie dzieliły różnice większe od po dziś dzień znajdowanych pomiędzy dzikimi a domowymi odmianami tego samego gatunku; te zaś wygasłe obecnie gatunki rodzicielskie ze swej strony w podobny sposób łączyły się z jeszcze starszymi gatunkami i tak coraz dalej, i dalej wstecz, aż wreszcie wszystkie schodziły się u wspólnego przodka każdej wielkiej grupy. Z tych względów liczba pośrednich i przejściowych ogniw pomiędzy żyjącymi a wygasłymi gatunkami musiała być nadzwyczaj wielka. Ale z pewnością, jeśli teoria ta jest prawdziwa, formy takie żyły kiedyś na ziemi." [10]

Jeśli żyły, to czy zostały jakieś ślady ich istnienia? Darwin wiedział, jak należało odpowiadać na to pytanie w jego czasach: "jest jednak jeden [zarzut], który nastręcza wielkie trudności, a mianowicie - odrębność form gatunkowych oraz okoliczność, że te ostatnie nie łączą się ze sobą za pośrednictwem licznych ogniw przejściowych." [11] "Ponieważ zaś proces takiej zagłady odbywał się na olbrzymią skalę, to liczba odmian pośrednich, które przedtem znajdowały się na ziemi, musiała być też bez wątpienia olbrzymia. Dlaczego więc każda formacja geologiczna, każda warstwa nie są przepełnione takimi ogniwami pośrednimi? Geologia nie odsłania nam bynajmniej takiego nieprzerwanego szeregu organizmów i to jest może najsilniejszy i najpoważniejszy zarzut, jaki można postawić mojej teorii." [12]

Darwin wiedział więc, że znany w jego czasach zapis kopalny nie potwierdza jego teorii. Ale szukał przekonujących usprawiedliwień, dlaczego zapis kopalny jest niekompletny, oraz wierzył, że mimo trudności w miarę upływu czasu potwierdzenia takie, choć nie wszystkie, będą znajdowane w dostatecznych ilościach, by na ich podstawie odtworzyć historię życia na Ziemi. W pierwszym osiągnął sukces. Jego argumenty, że zapis kopalny musi być niekompletny, powtarzają ewolucjoniści do dzisiaj. Ale jego wiara, że sytuacja będzie się poprawiać, poniosła spektakularną, choć mocno przez ewolucjonistów maskowaną, klęskę.

Przyjrzyjmy się wypowiedziom kilku biologów ewolucyjnych, którzy zdecydowali się tej prawdy nie ukrywać.

"Darwin postrzegał ewolucję jako serię stopniowych zmian, zbyt powolnych, by można je było obserwować na bieżąco. W owych czasach nie poznano jeszcze na tyle dobrze danych zapisanych w skamieniałościach, by odtworzyć tę wielką historię zwaną obecnie "makroewolucją". Darwin wierzył, że takie dane zostaną odkryte i spodziewał się, że nowe odkrycia dostarczą ostatecznie tak bogatej dokumentacji, że można będzie narysować drogi ewolucji, "łącząc kropki" odpowiadające znaleziskom z różnych jej etapów. Tak się nie stało." [13]

"Sam Darwin [...] prorokował, że przyszłe pokolenia paleontologów zapełnią te luki pracowitymi badaniami. [...] Sto dwadzieścia lat badań paleontologicznych później stało się aż nadto jasne, że zapis kopalny nie potwierdzi tej części przewidywań Darwina." [14]

"Przewidywanie Darwina bujnej, chociaż stopniowej zmiany, wpływającej na wszystkie linie rozwojowe w czasie, zostało odrzucone. Zapis istnieje i ten zapis przemawia za potężnym konserwatyzmem anatomicznym. Zmiany, jakiej oczekiwał Darwin, po prostu nie znajduje się w zapisie kopalnym." [15]

"Zapis kopalny zmiany ewolucyjnej w ramach pojedynczych linii ewolucyjnych jest niezwykle ubogi. Jeśli ewolucjonizm jest prawdziwy, gatunki powstają wskutek zmian gatunków poprzednich: można by oczekiwać, że zobaczymy to w zapisie kopalnym. Faktycznie dostrzegalne może być to rzadko. W 1859 roku Darwin nie był w stanie przytoczyć ani jednego przykładu." [16]

Oczekiwania Darwina i jego bezpośrednich następców się nie sprawdziły. Wybitny paleontolog David Raup twierdzi, że sytuacja w omawianej sprawie jest dzisiaj nawet gorsza niż w czasach Darwina: "Jesteśmy obecnie 120 lat po Darwinie i znajomość zapisu kopalnego znacznie się powiększyła. Mamy teraz ćwierć miliona skamieniałych gatunków, ale sytuacja nie zmieniła się zbytnio. Zapis ewolucji jest nadal niespodziewanie szarpany i możemy z ironią stwierdzić, że mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina." [17]

A cytowany już wyżej znany paleontolog Niles Eldredge uważa, że cechy zapisu kopalnego wyjaśniają, dlaczego paleontologowie tak długo unikali mówienia o ewolucji. Zapis ten bowiem wygląda tak, jakby ewolucji nigdy nie było. Widoczne są zmiany w różnych kierunkach, niewielkie oscylacje wokół jakiegoś punktu lub niewielkie akumulacje zmian w ciągu milionów lat. Wszystko w tempie zbyt wolnym, by realnie wyjaśnić zmiany, jakie miały miejsce w ewolucyjnej historii. Według Eldredge’a, kiedy widzimy w zapisie kopalnym jakąś nowość w budowie ciała, to zwykle występuje ona nagle i bez oznak jakiejkolwiek ewolucji. Nie można ciągle twierdzić, że ewolucja zachodziła, ale nie tam, gdzie ją chcemy badać. [18]

Nie jest to odosobniona opinia. Otto Schindewolf, jeden z czołowych paleontologów XX wieku, pisał, że skamieniałości stoją w bezpośredniej sprzeczności z Darwinowską teorią ewolucji. A Steven Stanley, również czołowy paleontolog, którego książki są tłumaczone na język polski, napisał w jednej z nich, że zapis kopalny nie dokumentuje przekonująco ani jednego przejścia międzygatunkowego. [19]

Innymi słowy, zapis kopalny obala poglądy Darwina. Nadal brakuje "niezliczonych" brakujących ogniw zwierząt i roślin. Odkryto tylko odmiany żywotnych i dobrze zaprojektowanych gatunków, które przystosowują się do środowiska, ale nie są to stopniowe korzystne odmiany, prowadzące do nowych planów budowy ciała, jakich wymaga darwinowska teoria gradualistycznej ewolucji.

5. Darwin nie zauważał ograniczeń dla zmienności gatunku
Swoje rozważania na temat doboru naturalnego Darwin oparł częściowo na obserwacjach doboru sztucznego. Zauważył na przykład, że hodowcy gołębi otrzymali w końcu bardzo wiele ich odmian. Sądził, że dysponując odpowiednio dużym czasem, z tej różnorodności odmian można otrzymać w końcu jakieś inne typy ptaków.

Nietrudno zauważyć, że żaden hodowca gołębi nie otrzymał niczego innego jak tylko gołębie. Nikt poważnie nie kwestionuje istnienia zmian biologicznych. Różnimy się od naszych rodziców i dziadków. Nie to jednak stanowi przedmiot sporu ewolucjonistów z kreacjonistami. Dotyczy on tego, jak mikroorganizmy, owady, ryby, ptaki, tygrysy, niedźwiedzie, a nawet ludzie, stawali się w długich okresach czasu tym, czym są obecnie.

W dyskusjach z kreacjonistami ewolucjoniści często dają przykłady tzw. mikroewolucji, czyli zmian wewnątrzgatunkowych. Ale kreacjoniści nieWebsters dogs mają żadnego problemu z akceptacją mikroewolucji, w której swoją rolę odgrywają mutacje i dobór naturalny. Wszyscy znają przykłady tych niewielkich przystosowań organizmów - odporność mikrobów na antybiotyki, modyfikacje oczu i skrzydeł muszek owocowych czy zmiany rozmiarów dzioba zięb na Galapagos. Istotne jest to, że te mikroby są nadal mikrobami, muszki owocowe - nadal muszkami owocowymi, a zięby - nadal ziębami. Jeśli ktoś chce te nowe odmiany nazywać nowymi gatunkami (a niektórzy tak właśnie robią, korzystając z braku dobrej definicji gatunku), to kreacjoniści mogą przyjąć nawet i taki rodzaj ewolucji, chociaż sami ewolucjoniści mówią już o makroewolucji.

Ten Darwinowski ewolucjonizm, któremu sprzeciwiają się kreacjoniści, opiera się na trzech założeniach: 1) wszystkie organizmy pochodzą od wspólnego przodka; 2) zasadniczym mechanizmem tych zmian jest dobór naturalny, działający na zmutowane organizmy; oraz 3) procesy ewolucyjne mają niekierowany, naturalny charakter, co znaczy, że nie działa poprzez nie żadna inteligencja. Ale czy wśród obecnych form żywych albo w zapisie kopalnym widzimy, by organizmy zmieniały się powoli, mutując od jednego gatunku do drugiego? Nigdy. Najwyraźniej istnieją jakieś obiektywne bariery uniemożliwiające nieograniczoną ewolucję.

Biochemik i agnostyk Michael Denton zwrócił uwagę na to, że w ciągu ubiegłych lat tylko jeden aspekt teorii Darwina znalazł poparcie w empirii - ten, który dotyczył zjawisk mikroewolucyjnych. "Jego ogólna teoria, że wszelkie życie na Ziemi powstało i rozwijało się przez stopniową sukcesywną akumulację szczęśliwych mutacji, jest nadal, tak jak to było w czasach Darwina, wysoce spekulatywną hipotezą, której całkowicie brak faktualnego poparcia i której daleko jest do przekształcenia się w samooczywisty aksjomat, co bardziej agresywni jej obrońcy chcieliby nam wmówić." [20]

Zoolog Pierre Grassé, nieżyjący już Przewodniczący Francuskiej Akademii Nauk, śmiało orzekł, że przystosowania wewnątrzgatunkowe faktycznie nie mają nic wspólnego z ewolucją. Są to tylko fluktuacje wokół stabilnego genotypu - przypadki niewielkich ulepszeń ekologicznych. Porównał te zmiany do lotu motyla w cieplarni, który jest w stanie latać tylko tam i z powrotem w ograniczonej przestrzeni.

Darwin żywił nadzieję, że dalsze badania i odkrycia wykażą stopniowe przejścia między milionami żyjących i wymarłych gatunków. Brakowało mu jednak wiedzy na temat praw dziedziczenia i solidnych barier genetycznych, jakie istnieją w świecie ożywionym.


Część druga: http://idzpodprad.pl/index.php/archiwum/nauka/item/112-dziesiec-najwiekszych-bledow-darwina-czesc-2

Przypisy:
[1] Por. Karol Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt, DeAgostini, Altaya, Warszawa 2001, s. 560.
[2] Cyt. za: Leslie E. Orgel, "Narodziny życia na Ziemi", Świat Nauki 1994, nr 12 (40), s. 51.
[3] Por. Jonathan Wells, Ikony ewolucji. Nauka czy mit?, W wyłomie, Gorzów Wlkp. 2007, s. 18-20.
[4] Por. Fred Hoyle, Matematyka ewolucji, Wydawnictwo Megas, Warszawa 2003. Również Lee Spetner sprawdzał matematyczne podstawy dla darwinowskiego przeświadczenia, że w ciągu setek milionów lat mechanizmy ewolucji doprowadzą do powstania nowych struktur biologicznych (por. Lee Spetner, Not By Chance! Shattering the Modern Theory of Evolution, The Judaica Press, Inc., New York 1997). Wnioski Spetnera były katastrofalne dla darwinizmu.
[5] Por. Fred Hoyle, The Intelligent Universe, M. Joseph, London 1983, s. 18-19.
[6] Por. William Dembski and Jonathan Wells, How to Be an Intellectually Fulfilled Atheist (or not), ISI Books, Wilmington, Delaware 2008, s. 4.
[7] Bill Gates, with Nathan Myhrvold and Peter Rinearson, The Road Ahead, Viking Penguin 1995, s. 188.
[8] Jonathan Sarfati, DNA. Marvelous messages or mostly mess?", Creation March-May 2003, vol. 25, no. 2, s. 28 [26-31].
[9] Antony Flew with Roy Abraham Varghese, There Is a God. How the World’s Most Notorious Atheist Changed His Mind, Harper One 2007, s. 75 (wypowiedź z konferencji, jaka miała miejsce w maju 2004 roku).
[10] Darwin, O powstawaniu gatunków, s. 351.
[11] J.w., s. 349.
[12]J.w., s. 350.
[13] Michael Benton, "Życie i czas", w: Stephen Jay Gould (red.), Dzieje życia na Ziemi. Od bakterii do homo sapiens, Świat Książki, Warszawa 1998, s. 29 [22-35].
[14] Niles Eldredge and Ian Tattersall, The Myths of Human Evolution, Columbia University Press, New York 1982, s. 45-46.
[15] J.w., s. 48.
[16] Mark Ridley, The Problems of Evolution, Oxford University Press, New York 1985, s. 11.
[17] David Raup, Conflicts between Darwin and Paleontology", Field Museum of Natural History Bulletin, January 1979, vol. 50, No. 1, s. 25 [22-29].
[18] Por. Niles Eldredge, Reinventing Darwin: The Great Debate at the High Table of Evolutionary Theory, Wiley 1995, s. 95.
[19] Por. George Sim Johnston, An Evening with Darwin in New York", Crisis April 2006, vol. 24, no. 3, s. 32-37;

CZY DARWINIZM BYŁ DZIEŁEM DARWINA?


Karol DarwinPytanie postawione w tytule wydaje się nie mieć większego sensu. Kto, jeśli nie Darwin, może być twórcą niezwykle wpływowego sposobu myślenia w biologii nazwanego jego imieniem? Od pewnego czasu jednak niektórzy historycy i popularyzatorzy nauki pytanie to traktują poważnie, a ich odpowiedzi nie zawsze zgodne są z powszechną świadomością na ten temat.

Należy do nich Roy Davies, który dwa lata temu wydał książkę, w której podsumował wszystkie wątpliwości, jakie się na ten temat nagromadziły. [1] Roy Davies nie jest kreacjonistą, jest ewolucjonistą i to zasłużonym. Ćwierć wieku temu wyprodukował dla telewizji BBC program o Darwinie. Wyraził w nim szeroko rozpowszechniony pogląd, że Darwin przez dwadzieścia lat ukrywał tajemnicę, jak powstają gatunki, aż został zmuszony do jej ujawnienia przez fakt, że ktoś inny zaczyna podobnie myśleć. Davies długo i dokładnie studiował zarówno teksty samego Darwina, jak i wyniki badań historyków nauki. Dzisiaj uważa, że ten program telewizyjny sprzed lat nie z jego winy pomijał milczeniem bardzo wiele bardzo ważnych informacji. Dzisiaj Davies twierdzi, że Darwin przed 1858 rokiem nie posiadał dojrzałej idei ewolucji i dopiero wykorzystanie pomysłu Alfreda Russela Wallace'a pozwoliło mu na sformułowanie tego, co dzisiaj nazywa się darwinizmem.

Ale Davies nie tylko oskarża Darwina o splagiatowanie pomysłu Wallace'a. Darwin wykorzystał jeszcze kilka innych pomysłów innych uczonych, nie przyznając się do tego.

Przed Daviesem badane były różne wątki zagadnienia, jak powstał darwinizm, ale żaden z uczonych nie dał szerokiego i spójnego obrazu. Najbliższy utworzenia takiego obrazu był Arnold Brackman, który w 1980 roku wywnioskował, że Darwin splagiatował Wallace'a.

Artykuły Darwingate
Davies w swojej książce omawia całą serię publikacji, jakie ukazały się w ostatnim półwieczu.

Profesor Darlington z Uniwersytetu Oksfordzkiego poszukiwał odpowiedzi na pytanie: "Jak naprawdę rozumował Karol Darwin, gdy dochodził doAlfred Russel Wallace idei ewolucji?" Odpowiedzi jednak nie znalazł. Zwykle, gdy uczony formułuje tak wielką teorię, jak teoria ewolucji, zaczyna od prostszych pomysłów, jakichś zalążków, które następnie rozwija, udoskonala, żeby w końcu przedstawić je jako w miarę dojrzały pomysł. Niczego takiego Darlington w pismach Darwina nie znalazł. Wygląda to tak, jakby cały pomysł pojawił się w głowie Darwina nagle w całości albo że był stopniowo rozwijany, ale tylko w głowie, bez pozostawienia najmniejszych śladów na piśmie: czy to w notatkach, czy w opublikowanych materiałach. Dziwne było też to, że Darwin nie ujawniał, by cokolwiek wiedział o podobnych pomysłach jemu współczesnych lub poprzedników. A przecież różne pomysły o ewolucji życia pojawiały się nawet w czasach starożytnych. Darlington uznał, że Darwin po prostu sam wszystko wymyślił, chociaż gdyby był lepiej zorientowany w literaturze przedmiotu, zrobiłby to szybciej i sprawniej.

Następnym uczonym, którego wyniki badań Davies streszcza, był Loren Eiseley, amerykański historyk i filozof nauki. [2] Eiseley odkrył niezgodność między tym, co Darwin napisał oficjalnie w autobiografii i w notatkach. W autobiografii Darwin stwierdził, że gdy w październiku 1838 roku przeczytał pewien szeroko wówczas znany esej Malthusa, uznał, że w końcu znalazł teorię, na której mógł się oprzeć (chodzi o teorię doboru naturalnego). Ale Eiseley odkrył, że w swoich notatkach półtora roku przed przeczytaniem eseju Malthusa Darwin pisał na dokładnie ten sam temat. Eiseley twierdził, że to nie Malthus, ale Edward Blyth był prawdziwym źródłem owych notatek i pomysłu o doborze naturalnym. Darwin czytał artykuły Blytha na ten temat, ale nie wspomniał, że je wykorzystał. Pomysły Blytha były zbyt podobne do tego, o czym Darwin pisał i dlatego ten ostatni wolał mówić, że natchnienie czerpał z eseju Malthusa. Warto zaznaczyć, że Blyth był kreacjonistą. Pisał o doborze naturalnym jako czynniku konserwującym stworzone gatunki. Darwin uznał dobór za czynnik twórczy.

Barbara Beddall postanowiła obalić sugestię Eiseleya, że Darwin splagiatował Blytha. Zwłaszcza chciała odnaleźć listy między Wallace'em i Darwinem, ale odkryła, że niektórych nie ma. Zaginęły też listy Darwina do Lyella, Hookera i Asy Graya z lat 1853-1858. Beddall doszła do wniosku, że listy te zostały świadomie zniszczone, aby zamazać ślady, w jaki sposób Darwin naprawdę doszedł do sformułowania "swojej" teorii. W jej opinii bez brakujących listów nie da się jasno przedstawić, w jakim stopniu Wallace wpłynął na Darwina.

Plagiat
Davies przebadał łącznie prace dziewięciu uczonych, z których każdy odkrył jakiś fragment ogólnej układanki. Jeśli chodzi o rolę Wallace'a w powstaniu darwinizmu, to istotne znaczenie miał list Wallace'a do Darwina. Do listu Wallace dołączył krótki artykuł przedstawiający nowatorską teorię doboru naturalnego. Właśnie ten artykuł według dotychczasowej interpretacji miał skłonić Darwina do działania. Darwin widząc, że inni już dochodzą do tych samych wniosków, miał ostatecznie zdecydować się na ujawnienie tego, o czym podobno wiedział od 20 lat. Po przeczytaniu tekstu Wallace'a Darwin ogłosił, że jest to znakomite streszczenie jego własnej trzymanej w tajemnicy teorii.

Wallace list do Darwina wysłał z holenderskich Indii Wschodnich (dzisiejszej Indonezji) 2 marca 1858 roku. Darwin twierdził, że list ten dotarł do niego 18 czerwca tego roku. Dokładne daty są tu ważne, gdyż 1 lipca 1858 roku, a więc niecałe 2 tygodnie potem, odbyło się słynne spotkanie w Towarzystwie im. Linneusza w Londynie, na którym przyjaciele Darwina przedstawili rozdział o doborze naturalnym z nieopublikowanej od 14 lat książki Darwina i ogłosili, że wobec tego to Darwin jest twórcą teorii doboru naturalnego, a nie Wallace, który sformułował ją dopiero niedawno.

Davies pokazał jednak, że posiadamy obecnie kompletne dane na temat czasu przewożenia tego listu Wallace'a z holenderskich Indii Wschodnich oraz ostemplowaną kopertę z innym listem, jaki został wysłany jednocześnie z tym słynnym listem do Darwina. Pieczątki z datą pokazują, że ten drugi list dotarł do Anglii 2 czerwca, by dotrzeć do adresata dzień później. Oba listy podróżowały razem, tym samym środkiem transportu452px-EdwardBlyth. Niemożliwe jest więc, by jeden z nich dotarł do celu 2 tygodnie później niż drugi. Davies uznał, że Darwin miał więc nie dwa tygodnie, a prawie miesiąc, by przetrawić zawartość tekstu Wallace'a i dokonać dwu długich zmian w prezentowanym na spotkaniu Linneuszowskim rozdziale o doborze naturalnym. Pozwoliło mu to przypisać sobie pierwszeństwo i ogłosić, że teoretyczne pomysły Wallace'a były tylko replikami jego własnych wcześniejszych, tyle że nieujawnionych pomysłów.

Davies twierdzi, że zachowanie Darwina w 1858 roku nie było czymś jednorazowym. Właśnie dlatego przypisuje on tak duże znaczenie badaniom innych przypadków, na przykład tego, jak Darwin potraktował Blytha. Plagiat z Wallace'a nie był izolowanym przypadkiem, był częścią wzorca zachowywania się Darwina, wynikał z jego osobowości. Darwin zebrał sam i korzystając z literatury przedmiotu mnóstwo danych empirycznych. Ale nie nadawały się one do publikacji. Potrzebował integrującej ramy roboczej, by powiązać ze sobą wszystkie fakty. Nie ma mocnych dowodów, oprócz jego własnych słów, że posiadał ją w 1844 roku, ani nawet, że posiadał ją w 1858 roku przed przeczytaniem opracowania Wallace'a. Jego niechęć do publikowania teorii ewolucji wydaje się mitem, bo nigdy przedtem i nigdy potem takich zahamowań nie miał. Wysyłał do publikacji zarówno krótkie artykuły, jak i długie rozprawy. Jeżeli coś udało mu się odkryć, to zawsze pisał tekst, publikował go, a potem rozbudowywał i ponownie publikował.

Kreacjoniści o plagiacie Darwina

Davies, jak napisałam, nie jest kreacjonistą. Ale kreacjoniści też pisali o tej sprawie. Jerry Bergman przeanalizował dowody, że Darwin pożyczył i w pewnych przypadkach splagiatował innych badaczy, oraz wnioskował, że Darwin był raczej popularyzatorem niż oryginalnym twórcą teorii znanej jako darwinizm. [3] Russell Grigg w dużym stopniu twierdził to samo. [4] Ale zupełnie niedawno i właśnie w reakcji na książkę Daviesa znany kreacjonista Todd C. Wood ogłosił, że nie ma żadnego spisku Darwina. [5] My, kreacjoniści, nie musimy podważać intelektualnej uczciwości Darwina. Nas bardziej interesuje nie to, kim był Darwin, uczonym czy hochsztaplerem, ale co warta jest teoria nazywana jego imieniem.

 

Zdjęcia (od góry): Karol Darwin, Alfred Russel Wallace, Edward Blyth


Przypisy:
[1] Roy Davies, The Darwin Conspiracy - Origins of a Scientific Crime, Golden Square Books, May 2008, ss. 224.
[2] Loren Eiseley, Darwin and the Mysterious Mr X: New Light on the Evolutionists, J. M. Dent, London, Toronto and Melbourne 1979.
[3] Jerry Bergman, "Did Darwin plagiarize his evolution theory?", TJ 2002, vol. 16, no. 3, s. 58-63.
[4] Russell Grigg, "Darwin's illegitimate brainchild", Creation 2004, vol. 26, no. 2, s. 39-41 [tłum. polskie: "Nieślubny płód umysłu Darwina", http://creation.com/darwins-illegitimate- brainchild-polish).
[5] T.C. Wood, "There is no Darwin conspiracy", Answers Research Journal 2009, vol. 2, s. 11- 20; http://www.answersingene- sis.org/contents/379/arj/v2/No_Darwin_Conspiracy.pdf (David Tyler, Review: Roy Davies, The Darwin Conspiracy - Origins of a Scientific Crime (Golden Square Books, May 2008, 224 pages), Origins November 2009, issue 50/51, s. 53- 57).

 


Manipulacje językowe ewolucjonistów

Marta Cuberbiller Nikt nie ma wątpliwości, że dzieci różnią się do pewnego stopnia od swoich rodziców. Zjawisko to nazywamy zmiennością. Wiemy z genetyki, że te...

Czy ważny jest wiek Ziemi?

Marta Cuberbiller Kreacjoniści z grubsza dzielą się na dwa niechętnie do siebie się odnoszące obozy: kreacjonistów młodej i starej Ziemi. Ale spór między nimi nie...

RELIGIA EWOLUCJONIZMU

W debacie, jak powstało życie, często zapomina się o równie ważnej kwestii, dlaczego życie powstało? Odnosząc to do każdego z nas, możemy zadać pytanie, dlaczego istnieję? Jaki jest cel mojego życia?

Wszystkie religie próbują odpowiedzieć na to pytanie, a także na pytanie ściśle z poprzednim powiązane, czy istnieje życie po śmierci? Niektórzy uważają nawet, że odpowiadanie na to pytanie jest główną funkcją religii. Jeśli ewolucjoniści zaprzeczają istnieniu Stwórcy i twierdzą, że życie powstało spontanicznie, to muszą wkroczyć na teren religii: stawić czoło pytaniom o sens życia. I wielu z nich to robi. Ich odpowiedź jest prosta: ponieważ życie powstało i ewoluowało wskutek wielu przypadkowych zdarzeń, to nasze życie nie ma znaczenia ani celu. Jesteśmy niczym więcej, jak tylko rezultatem przypadku.

Teoria ewolucji w darwinowskim wydaniu pełni więc nie tylko funkcję opisu i wyjaśniania świata ożywionego. Pełni ona również funkcje eschatologiczne. Łatwo zauważyć, że nie każda teoria jest w stanie takie funkcje pełnić. Można zaryzykować twierdzenie, że niemal żadna, za wyjątkiem darwinowskiej teorii ewolucji. Teoria ta oferuje prosty i czytelny schemat, pozwalający odpowiadać na pytania o rzeczy ostateczne: skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy? A odpowiada tak, jak brzmi tytuł książki polskiego ewolucjonisty, Władysława J.H. Kunickiego-Goldfingera, "Znikąd donikąd".[1] Teoria ta odpowiada także na trzecie eschatologiczne pytanie: kim jesteśmy? - jesteśmy jednym z gatunków zwierząt. "My, zwierzęta..." - tymi słowami jeden z najbardziej znanych ewolucjonistów, Richard Dawkins, rozpoczął swoją słynną książkę "Ślepy zegarmistrz".[2]

Społeczeństwa muszą posiadać tzw. mit stworzenia, opowieść, skąd się wszystko wzięło. Religie takie opowieści przedstawiają. Ale nie tylko religie. Także ewolucjonizm. Phillip E. Johnson zauważył, że jest to wymyślona historia o tym, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Jest ona swego rodzaju mitem o stworzeniu, stanowiącym naturalny punkt wyjścia dla spekulacji o tym, jak mamy żyć i jak wartościować.[3] Jako mit stworzenia, wypływający z nauki, ewolucjonizm nadaje się znakomicie, by zastąpić religię. Nauka bowiem w dzisiejszych technologicznych społeczeństwach przeciwstawiana jest religii i cieszy się wielkim autorytetem. Autorytetem niewątpliwie zasłużonym, dodajmy. Ale teorii ewolucji jej zwolennicy nadają znacznie większe znaczenie niż innym teoriom naukowym. Damian Leszczyński pisze, że ewolucjonizm ma dziś mniej więcej taki sam charakter, jak opowieści o bogach olimpijskich w starożytności czy skandynawskie eposy we wczesnym średniowieczu: pełni funkcję mitu porządkującego rzeczywistość.[4] Leszczyński odróżnia teorię ewolucji od ewolucjonizmu (nieprzekonująco, bo nie da się ich oddzielić inaczej, jak tylko werbalnie - ale pominę tę sprawę). Ten drugi, czyli ewolucjonizm, obejmuje szereg poglądów metafizycznych, etycznych i eschatologicznych, a broni się go niczym prawdy objawionej.

Arcybiskup Życiński na przykład uważa, że poza garstką pryncypialnych fundamentalistów [...] nikt nie wątpi w ukazane przez Darwina związki biologiczne, które łączą człowieka z resztą przyrody.[5] A zmarły parę lat temu wybitny paleontolog, Stephen Jay Gould, gloryfikując teorię ewolucji, używa religijnej terminologii - teoria ewolucji jego zdaniem obdarzona jest niezniszczalnym imprimatur.[6]

Niektórzy nie widzą w tym żadnego problemu, ale wyeliminowanie Boga z obrazu świata musi doprowadzić także do wyeliminowania celu, jaki postawił On przed nami. Ewolucjonizm nie tylko odrzuca Boga, ale i jakikolwiek duchowy sens naszego istnienia. Przekonanie, że nasze życie ma sens, wpływa na postępowanie ludzi i społeczeństw. Jeśli odrzucimy sens życia, to etyka, moralność i prawo, rządzące jednostkami i społeczeństwami, straci swój absolutny i nienaruszalny charakter.

Przykład, jak funkcjonuje moralność i prawo po odrzuceniu Boga, znajdujemy w niedawnym numerze "Niezależnej Gazety Polskiej - Nowego Państwa": Dwa lata temu żony tajwańskich biznesmenów doznały szoku na jednym z chińskich przyjęć. Pomoc domowa, pani Liu, w przypływie szczerości wyznała zebranym paniom, że najlepszym sposobem na zachowanie zdrowia i urody (gładkiej cery) jest jedzenie zupy z poaborcyjnych płodów. Jak zapewniła chińska gospodyni, ważne, aby płód był dojrzały. Najlepiej z aborcji dokonanych w 7. lub 8. miesiącu. Dziennikarz [...] udał się do miejsca wskazanego przez panią Liu, gdzie przygotowywane są 'rarytasy' pozwalające zachować zdrowie i urodę. Krojąc męski płód, kucharka zachęcała dziennikarza do konsumpcji: Nie bój się, to przecież tylko mięso pochodzące ze zwierzęcia wyższego gatunku.[7]

Zwróćmy uwagę na to ostatnie zdanie. To przecież tylko mięso pochodzące ze zwierzęcia wyższego gatunku. Jakie jest źródło tego barbarzyńskiego przekonania? Czy trzeba odpowiadać na to pytanie?

Czołowi ewolucjoniści mieli świadomość, że szeroka akceptacja teorii ewolucji nieuchronnie wywoła rewolucję w moralności. Jeden z nich, sir Julian Huxley, opisał ewolucjonizm jako "religię bez objawienia". Napisał też: Wielu uważa, że porzucenie hipotezy boga oznacza porzucenie wszelkiej religii i wszelkich sankcji moralnych. To po prostu nie jest prawda. Ale prawdą jest, że gdy już pozbędziemy się przestarzałej ideologii, będziemy musieli zbudować coś na jej miejsce.[8]

Należy zauważyć, że zdaniem Huxleya nie istnieje fundamentalna niezgoda między nauką i religią. Jednak zaproponował on radykalne rozwiązanie - nie tylko nowe spojrzenie na pochodzenie życia, ale i co ono znaczy dla światopoglądu. Uznał, że konieczna staje się drastyczna reorganizacja myśli religijnej, koncentrowanie się nie na bogu, ale na ewolucji.

Kto więc ma zająć miejsce Boga? Kto będzie nowym autorytetem? Gdy pozbędziemy się Boga, tylko jednostka ludzka może zająć jego miejsce - a wielu tyranów i despotów z przyjemnością przyjmie taką rolę. Człowiek więc staje się najwyższym autorytetem we wszystkich istotnych sprawach, jedynym twórcą i arbitrem w sprawach celu, sensu, moralności i etyki.

Ewolucjonizm jako religia nie pozbywa się Boga, a jedynie zastępuje Go ludzkimi bogami. Widać to bardzo wyraźnie w tych krajach, w których prowadzono lub prowadzi się walkę z religią - na przykład w Rosji za czasów Stalina, w Niemczech hitlerowskich czy dzisiaj w Korei Północnej, gdzie panował tzw. kult jednostki. Skutkiem odrzucenia Boga jako podstawy moralności i prawa jest obok wywyższenia jednostki zniewolenie pozostałych ludzi. Ewolucjonizm, oczywiście, nie musi prowadzić do tego typu patologii, ale do jakiejś patologii prowadzić musi, niszcząc naturalne związki człowieka z jego Stwórcą. Nieprzypadkowo zauważa się, że wielu ewolucjonistów w ewolucjonizmie widzi ideologię jakiejś przyszłej postchrześcijańskiej cywilizacji.[9] Niedawny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który nakazał Włochom wypłatę odszkodowania za wiszący w szkolnej klasie krzyż, w połączeniu z rezolucją sprzed dwóch lat Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, która wzywała instytucje oświatowe, by ostro sprzeciwiały się próbom przedstawiania kreacjonizmu jako dyscypliny naukowej, jest wyraźnym znakiem, o jakiej cywilizacji marzą aktualni decydenci Unii Europejskiej i gdzie dla tej cywilizacji szukają ideologicznych fundamentów.

(Clyde Kilough, "The Religion of Evolution", The Good News, November/December 2009, s. 2.)

Przypisy:

1. Władysław J.H. Kunicki-Foldfinger, Znikąd donikąd, Biblioteka Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1993.
2. Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, Biblioteka Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994, s. 21.
3. Phillip E. Johnson, Sąd nad Darwinem, Vocatio, Warszawa 1997, s. 163.
4. Damian Leszczyński, "Małpia mina Darwina", Opcja na prawo, grudzień 2009, nr 12/96, s. 50 [49-51].
5. Józef Życiński, "W kręgu filozoficznych pytań ewolucji, w: Michał Heller i Józef Życiński, Dylematy ewolucji, Polskie Towarzystwo Teologiczne, Kraków 1990, s. 10 [10-18].
6. Stephen Jay Gould, Niewczesny pogrzeb Darwina, Biblioteka Myśli Współczesnej, Warszawa 1991, s. 325.
7. Hanna Shen, "Made in China. Poaborcyjny towar", Niezależna Gazeta Polska - Nowe Państwo 11/2009, s. 49 [48-49].
8. Wypowiedzi Huxleya cytuję za: Clyde Kilough, "The Religion of Evolution", The Good News, November/December 2009, s. 2.
9. Por. Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, Realizm. Racjonalizm. Relatywizm t. 35, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1998, s. 199-202; http://tiny.pl/hx8g3.

MNOGIE MUTACJE – PRZESZKODA DLA DARWINIZMU

Richard LenskiRichard Lenski jest znany dzięki prowadzeniu najdłuższego i bardzo szczegółowo opisanego eksperymentu z ewolucją w laboratorium. Eksperyment dotyczy bakterii Escherichia coli i prowadzony jest przez około dwadzieścia lat w laboratorium Uniwersytetu Stanu Michigan. Ponieważ jest to szybko rozmnażający się organizm, w czasie eksperymentu zaobserwowano ponad 40 tysięcy pokoleń tej jednej wyjściowej bakterii. Można na tej podstawie sporo powiedzieć o ewolucji, przynajmniej o ewolucji tej bakterii.

Potomków bakterii Lenski podzielił na 12 laboratoryjnych populacji, obserwując, jakim zmianom będą one podlegały w trakcie eksperymentu. Większość zmian była podobna. Wszystkie 12 populacji wykształciły na przykład większe komórki, jak też zwiększyły tempo wzrostu, gdy były żywione glukozą. Ale w jednej z tych populacji około 31500-nej generacji wydarzyło się coś nadzwyczajnego - uważa Lenski. Bakterie nagle uzyskały zdolność metabolizowania cytrynianu. Zwykle E. coli nie korzystają z takiego pokarmu. Bakteriologowie nawet odróżniają po tej cesze E. coli od innych bakterii. Zmutowane bakterie zwiększyły dzięki nowemu pokarmowi rozmiary populacji i jej zróżnicowanie.

Lenski obliczył, że do tego momentu wyhodował wystarczającą liczbę komórek bakteryjnych, by uznać, że wszystkie proste mutacje musiały już zajść wiele razy. Wywnioskował więc, że zdolność do wykorzystywania cytrynianu jako pożywienia musiała być wynikiem czegoś szczególnego - jakiejś niezwykle mało prawdopodobnej mutacji, np. rzadkiej inwersji chromosomalnej albo nagromadzenia się kilku kolejnych mutacji pod rząd. Jednym słowem, Lenski wnioskował o zmianie takiego charakteru, na temat którego trwają spory ewolucjonistów z kreacjonistami.

Aby wykryć, co się stało, Lenski korzystał z zamrażarki, w której wcześniej poumieszczał próbki każdej populacji co 500 pokoleń. Pozwoliło mu to powtarzać zdarzenia od takiego punktu wyjściowego, jaki wybrał. Po prostu odmrażał bakterie i umożliwiał im ponowną ewolucję. Miało to odpowiedzieć na pytanie, czy ta sama populacja wyewoluuje ponownie zdolność metabolizowania cytrynianu, czy też równie prawdopodobne będzie wyewoluowanie tej zdolności przez którąkolwiek z pozostałych populacji?

Spośród bilionów komórek bakteryjnych tylko oryginalna populacja była w stanie powtórzyć swój sukces, a i to tylko wtedy, gdy powtórna ewolucja rozpoczynała się od generacji 20 000-nej lub późniejszej. Znaczy to, że w okolicach tej generacji zdarzyło się coś, co później pozwoliło uzyskać zdolność odżywania się cytrynianem. Tylko co to było? Lenski nie potrafi jeszcze udzielić odpowiedzi na to pytanie (Proceedings of the National Academy of Science, June 10, 2008, vol. 105, no. 23, s.7899-7906).

Brak tej odpowiedzi nie powstrzymuje jednak ewolucjonistów od okrzyków tryumfu. Znany biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Chicago Jerry Coyne uważa wynik Lenskiego za dowód, że w trakcie ewolucji może nastąpić to, co negują kreacjoniści - powstanie złożonych cech organizmu przez połączenie mało prawdopodobnych wydarzeń. Przypuszczalnie w jednej z 12 linii pojawiła się jakaś szczęśliwa mutacja potrzebna do tego, by w połączeniu z drugą mutacją wytworzyć nową zdolność organizmu. Inne linie komórek nie zdobyły tej pierwszej koniecznej mutacji, wskutek czego nawet jeśli pojawiła się u nich ta druga mutacja, wspomniana zdolność organizmu się nie ukształtowała. Sam Lenski uważa, że tym samym potwierdził się pogląd Stevena Jaya Goulda, zmarłego kilka lat temu wybitnego biologa, że ewolucja jest pełna przypadkowych wydarzeń. Przypadkowe mutacje mogą skierować ewolucję w tę lub inną stronę i gdyby ktoś zapoczątkował jeszcze raz proces ewolucji na Ziemi, to najprawdopodobniej potoczyłaby się ona zupełnie inaczej i doprowadziła do bardzo odmiennych skutków.

Przedwczesny tryumf
Czy rzeczywiście wynik badań Lenskiego jest sukcesem ewolucjonistów w walce z kreacjonistami? Czy Lenski otrzymał w laboratorium ten rodzaj ewolucji, który kreacjoniści odrzucają? Przypomnijmy, że kreacjonizm nie jest zwykłą negacją ewolucjonizmu. Kreacjoniści uznają za realną pewną odmianę ewolucji, tzw. mikroewolucję, i robią to od czasów co najmniej o dwadzieścia lat uprzedzających opublikowanie głównego dzieła Darwina. Nawet pojęcie doboru naturalnego zostało wymyślone przez kreacjonistę Edwarda Blytha, który przy jego pomocy tłumaczył niewielkie różnice występujące w ramach tego samego gatunku lub na niewiele wyższym poziomie (rodzaju). Spór między kreacjonistami i ewolucjonistami dotyczy jedynie tzw. makroewolucji albo lepiej: powstawania nowych planów budowy ciała organizmów, czyli zmian na poziomie co najmniej rodziny.

Wyniki badań Lenskiego skomentował na swoim blogu znany przedstawiciel koncepcji inteligentnego projektu Michael Behe. Behe komentował wcześniejsze wyniki osiągnięte w trwającym 20 lat eksperymencie Lenskiego w siódmym rozdziale książki "The Edge of Evolution", wydanej w 2007 roku. Okazało się, że wszystkie korzystne mutacje wykryte w czasie badań miały degradujący charakter. Znaczyło to, że w tych przypadkach pewne funkcjonujące geny były wyciszone (genetycy mówią "znokautowane") albo mniej aktywne. Wynikało z tego, że przypadkowe mutacje dużo łatwiej niszczą geny, niż je budują - i to nawet w tych sytuacjach, gdy pomagają organizmowi przetrwać. Był to bardzo ważny wniosek. Proces, który tak łatwo niszczy geny, na pewno nie służy do budowania złożonych z wielu białek, spójnie działających układów molekularnych, jakich jest pełno w komórce.

Jak teraz Behe ocenia doniesienie Lenskiego, że po ok. 30 tysiącach pokoleń jedna z linii komórek rozwinęła zdolność odżywiania się na cytrynianie w obecności tlenu, czego dzikie szczepy E. coli nie potrafią? Okazuje się, że te dzikie szczepy posiadają już wiele enzymów, które wykorzystują cytrynian i mogą go trawić, czyli że nie jest to dla nich jakiś egzotyczny związek chemiczny, którego nigdy "na oczy nie widziały". Tyle że dzikiej bakterii brakuje jednego istotnego elementu - enzymu o nazwie "permeaza cytrynianu", który jest w stanie przetransportować cytrynian z zewnątrz do wnętrza komórki przez jej ścianę, membranę komórkową. Bakterii E. coli brakowało więc nie całego mechanizmu, a jedynie znalezienia sposobu, jak przenosić cytrynian do wnętrza komórki. Cała reszta mechanizmu, potrzebna do metabolizmu cytrynianu, już się tam znajduje. Sam Lenski wyznał to w cytowanym wyżej artykule: "Jedyną znaną przeszkodą, by bakterie rozwijały się w powietrzu na pożywce z cytrynianu, była ich niezdolność do transportu cytrynianu w warunkach tlenowych". Zmiana, jaka się dokonała w jednej z 12 linii rozwojowych bakterii w laboratorium Lenskiego, nie polegała więc na zdobyciu całej skomplikowanej zdolności odżywiania się na nowym rodzaju pokarmu, jak mógłby sądzić ktoś mniej zorientowany. Polegała ona tylko na uzupełnieniu o jeden element już istniejącej skomplikowanej maszynerii metabolicznej.

Behe wspomina również innych badaczy (cytowanych także przez Lenskiego), którzy w ostatnich kilkudziesięciu latach wyróżnili zmutowaną E. coli, zdolną do odżywiania się cytrynianem. W jednym przypadku nie znaleziono odpowiedzialnej za to mutacji (B.G. Hall, Chromosomal mutation for citrate utilization by Escherichia coli K-12, "Journal of Bacteriology" 1982, vol. 151, s. 269-273). W innym przypadku pojawiła się nadekspresja (kodowanego przez gen o nazwie citT) białka, które zwykle transportuje cytrynian przy nieobecności tlenu. To nadekspresywne białko umożliwiło E. coli wzrost na cytrynianie w obecności tlenu (K.M. Pos, P. Dimroth, and M. Bott, The Escherichia coli citrate carrier CitT: a member of a novel eubacterial transporter family related to the 2-oxoglutarate/malate translocator from spinach chloroplasts, Journal of Bacteriology 1998, vol. 180, s. 4160-4165). Lenski jeszcze nie odkrył poszukiwanej mutacji, ale przypuszczalnie - mówi Behe ? mutanty Lenskiego okażą się korzystać albo z tego, albo z innego genu, nieco ulepszonego tak, by umożliwić transport cytrynianu przez membranę w obecności tlenu.

Trudności probabilistyczne
Behe uważa, że wyniki badań Lenskiego znacznie lepiej pasują do poglądów z "The Edge of Evolution". W książce tej Behe przekonywał, że gdyby uzyskanie nowej zdolności organizmu zależało tylko od jednej mutacji, to darwinowski ewolucjonizm miałby niewielki problem z jej znalezieniem. Ale jeśli potrzeba więcej niż jednej mutacji, to prawdopodobieństwo wystąpienia ich wszystkich niezwykle maleje. Przypomnijmy, że prawdopodobieństwo dwóch niezależnych zdarzeń jest równe iloczynowi ich prawdopodobieństw. Jeśli dla przykładu każde z dwóch zdarzeń ma prawdopodobieństwo wystąpienia 1/1000, to prawdopodobieństwo ich łącznego wystąpienia wynosi 1/1000 000. A prawdopodobieństwo mutacji jest dużo, dużo mniejsze niż 1/1000 - w organizmach wielokomórkowych w najlepszym wypadku 1/100 000 000 (a z reguły jeszcze niższe o rząd lub dwa rzędy wielkości). Ujmując to słowami Behe'ego: "Jeśli zanim wystąpi korzystny skutek, potrzebne są dwie mutacje, i jeśli przy tym stan pośredni [tzn. po pierwszej mutacji] jest niekorzystny dla organizmu, czyli mniej dopasowany do środowiska niż stan wyjściowy - to mamy już wielki problem dla teorii ewolucji" (Michael Behe, "The Edge of Evolution: The Search for the Limits of Darwinism", Free Press, New York 2007, s. 106). A jeśli potrzeba więcej niż dwumutacji, z których dopiero ostatnia daje zmutowanym organizmom przewagę nad innymi, to zadanie takie przekracza możliwości przypadkowych mutacji, na których opiera się darwinowski model ewolucji.

Niektórzy biologowie ewolucyjni, co prawda, rozpatrywali już możliwość wielokrotnych mutacji (np. H.A. Orr, A minimum on the mean number of steps taken in adaptive walks, "Journal of Theoretical Biology" 2003, vol. 220, s. 241-247), ale z reguły unikają takich wyjaśnień jak diabeł święconej wody, gdyż prowadzą one do katastrofalnych wniosków probabilistycznych. Wolą znajdować wyjaśnienia przy pomocy serii korzystnych mutacji, gdyż wówczas ma zastosowanie idea doboru kumulatywnego. Tym razem sam Lenski stwierdził, że poszukiwana przezeń mutacja jest prawdopodobnie ostatnią z serii wielokrotnych mutacji, a poprzednia lub poprzednie nie miały korzystnego charakteru. Taka wielokrotna mutacja o ograniczonym skutku (przypomnijmy, że niemal cały mechanizm trawienia cytrynianu jednak już istniał) jest jeszcze do przyjęcia dla kreacjonistów, zwłaszcza jeśli cała seria składała się tylko z dwu mutacji.

Ale jeśli powstanie wielu złożonych cech komórki wymagało wielokrotnych, więcej niż dwu, mutacji, z których dopiero ostatnia przynosiła korzystny efekt dla komórki, to darwinowski ewolucjonizm nie jest w stanie ich wyjaśnić. Sytuacja w sporze ewolucjonizm-kreacjonizm po odkryciach Lenskiego pod tym względem się nie zmieniła.

(Multiple Mutation Needed for E. Coli, "Michael Behe's Amazon Blog, 3:35 PM PDT, June 6, 2008, http://www.amazon.com/gp/blog/post/PLNK3U696N278Z93O)


Jak ewolucjoniści bronią „faktu” ewolucji

Marta Cuberbiller Wszyscy jesteśmy bombardowani twierdzeniem, że ewolucja to fakt. Słyszymy to w szkole, na uniwersytecie, w środkach masowego przekazu. Mówią o tym nawet duchowni...

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut