Strona główna Przegląd prasy kreacjonistycznej

Przegląd prasy kreacjonistycznej

Jak odpowiadać głupiemu??

W BIBLII JEST WIELE ŁATWO ZROZUMIAŁYCH PRAWD. NA PRZYKŁAD W EWANGELII ŚW. MATEUSZA ZNAJDUJEMY SŁOWA JEZUSA: „KAŻDE KRÓLESTWO, WEWNĘTRZNIE SKŁÓCONE, PUSTOSZEJE” (MAT. 12:25). WEWNĘTRZNA NIEZGODA MA NISZCZĄCY CHARAKTER. BARDZO WYRAŹNIE WIDAĆ TO W PRZEDSTAWIANYCH W TRAKCIE DYSKUSJI ARGUMENTACH. JEŚLI JAKIŚ ARGUMENT JEST WEWNĘTRZNIE SPRZECZNY, TO DLA NIKOGO NIE ULEGA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST BŁĘDNY.
 
W czasie dyskusji z ewolucjonistami często przychodzi nam się ścierać z głupcami. Biblia mówi, jak z nimi dyskutować, ale... jej recepty na pierwszy rzut oka są wewnętrznie sprzeczne. Przyjrzyjmy się im:


Nie odpowiadaj głupiemu według jego głupoty,
byś nie stał się jemu podobnym:
Głupiemu odpowiadaj według jego głupoty,
by nie pomyślał, że mądry (Prz. 26:4-5)


Inaczej niż to jest z Księgą Rodzaju, Księga Przysłów zawiera hebrajską poezję, która przekazuje treści przy pomocy paralelizmów. [1] Może to polegać na porównywaniu spraw podobnych, spraw przeciwnych, części z całością itd. Oba cytowane wyżej wiersze należy porównać ze sobą, aby zrozumieć złożoną prawdę, jaką Bóg nam przy ich pomocy przekazuje. Ta złożona prawda ma bardzo praktyczny charakter, gdyż często mamy do czynienia z zadufanymi w sobie głupcami.


Wypowiadając się na temat Prz. 26:4-5, dr Jason Lisle ostrzega, że nie wolno nam przyjmować głupich założeń, gdy toczymy spór z głupim. Pisze on tak:
„W wierszu 4 dowiadujemy się, że nie wolno akceptować głupoty niewierzącego, bo staniemy się do niego podobnymi. Ale wiersz 5 poucza nas, że mamy pokazać, gdzie zaprowadziłaby jego głupota, gdyby była prawdziwa. [...] Jasne jest, że nie przyjmujemy jego standardów (w. 4), ale gdybyśmy hipotetycznie to robili, to doszlibyśmy do absurdalnego wniosku; głupi więc nie może myśleć, że jest mądry (w. 5)”. [2]


Ktoś mógłby sądzić, że w obu wierszach używa się tego samego czasownika „odpowiadaj”, w rezultacie czego oba wiersze sobie zaprzeczają. Tak jednak nie jest. Złudzenie jest skutkiem tego, że czytamy polskie tłumaczenie, a nie hebrajski oryginał. Chociaż wspomniany czasownik użyty w obu wierszach pochodzi od hebrajskiego czasownika „anah”, to wiersze te używają dwu odmiennych form tego czasownika, co skutkuje odmiennymi znaczeniami. W rezultacie oba wiersze nie zaprzeczają sobie, ale się uzupełniają.


Czasownik użyty w wierszu 4 (ta’an) jest niedokonany, opisuje sytuację, kiedy głupiemu się nie odpowiedziało. Ale czasownik użyty w wierszu 5 (eneh) jest w trybie rozkazującym, nakazując czytelnikowi podjęcie działania. Wiersz 4 ma charakter opisowy - mówi nam, jak głupi się zachowuje, jeśli jego głupocie nie stawiamy oporu. Ale wiersz 5 jest nakazem - nakazuje nam sprzeciwienie się głupiemu, bo w przeciwnym wypadku będzie myślał, że jest mądry. Dlatego w cytowanym fragmencie Księgi Przysłów chodzi o to, że jeśli nie odpowiadamy głupiemu, to sami będziemy wyglądali na głupich. Ale gdy obalamy twierdzenia głupiego (a powinniśmy to robić), to zobaczy on, że nie jest tak mądry, jak myśli.


Realizacja tego, o czym mówi Księga Przysłów 26:5, jest właśnie tym, co jako kreacjoniści robimy.

 

(James J.S. Johnson, J.D., Th.D., “How Do We Answer Fools?”, Acts & Facts, October 2014, vol. 43, no. 10, s. 20.)

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

Przypisy:
[1] Patrz James J.S. Johnson, „Genesis is History, Not Poetry: Exposing Hidden Assumptions about What Hebrew Poetry Is and Is Not”, Acts & Facts 2011, vol. 40, no. 6, s. 8-9.
[2] Jason Lisle, The Ultimate Proof of Creation, Master Books, Green Forest, AR 2009, s. 71, 74.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


SKUTKI “MAŁPIEGO PROCESU”

Proces Scopesa, który miał miejsce w 1925 roku, doczekał się wielu analiz w artykułach, książkach, a nawet kręcono o nim dwukrotnie film "Kto sieje wiatr" (wyjątkowo kłamliwy, nawiasem mówiąc). Zainteresowanie to jest w pełni zrozumiałe, gdyż proces ten stanowi punkt zwrotny w historii kreacjonizmu. John D. Morris, dyrektor kalifornijskiego Instytutu Badań Kreacjonistycznych, wraca do niego jeszcze raz w lipcowym numerze miesięcznika "Acts & Facts".

Tłem procesu była rosnąca akceptacja darwinizmu na początku XX wieku. Od 1859 roku, kiedy Darwin opublikował książkę "O powstawaniu gatunków", zyskiwał on coraz większą przychylność w kręgach naukowych. Nadszedł w końcu czas, gdy darwiniści, zdając sobie doskonale sprawę z negatywnych dla religii i tradycyjnej moralności konsekwencji darwinowskiego ewolucjonizmu, zaczęli naciskać, by koncepcję tę wprowadzić do szkolnych programów nauczania. W reakcji na ich wysiłki niektóre stany amerykańskie, w tym Tennessee, uchwaliły po I wojnie światowej prawo zakazujące nauczania w szkołach tego, że człowiek pochodzi od zwierząt. Ustawodawcy tego stanowego prawa nie zakazywali więc nauczania o ewolucji, a tylko o zwierzęcym pochodzeniu człowieka, uważając, że nauczanie to przyniesie opłakane skutki w świadomości uczniów. Nie ulega wątpliwości, że mimo dobrych intencji nie było to fortunne posunięcie, bo stwarzało wrażenie, że religia jest wrogo nastawiona do nauki. Do uchylenia tego prawa dążył zwłaszcza niewiele wcześniej powstały Amerykański Związek Wolności Obywatelskich (ACLU). Aktywiści ACLU propagowali świecką wizję rzeczywistości opartą na darwinowskim naturalizmie. Jest oczywiste, że wspomniane prawo od razu stało się celem ataków dla tej organizacji.

ACLU zastosowało skuteczną strategię. W wielu czasopismach, wychodzących w stanie Tennessee, umieszczono ogłoszenia, że poszukuje się jakiegoś nauczyciela, który zgodziłby się przyznać do pogwałcenia prawa zakazującego nauczania o zwierzęcym pochodzeniu człowieka. Obiecywano pokrycie wszystkich kosztów sądowych oraz ufundowanie stypendium na studia wyższe. Biznesmeni z niewielkiego miasta Dayton namówili Johna Scopesa, by wziął udział w operacji ACLU, mając nadzieję, że będzie ona reklamą dla ich miasta. Scopes nie był jednak nauczycielem biologii, tylko czasami brał zastępstwa za chorych nauczycieli. Sam prowadził zajęcia z wychowania fizycznego. Scopes twierdził, że właśnie podczas jakiegoś zastępstwa uczył o ewolucji człowieka. Żeby jednak nie było cienia wątpliwości o jego winie, prawnicy ACLU przyprowadzili do niego jednego ucznia, któremu Scopes prywatnie opowiadał o teorii Darwina i pochodzeniu człowieka.

Proces Scopesa, zwany ironicznie "małpim procesem", stał się znany na całym świecie. Do Dayton przybyli dziennikarze prasowi i radiowi. Zbierali się też uczeni popierający ewolucjonizm, ale ponieważ sędzia nie rozstrzygał o słuszności lub niesłuszności ewolucjonizmu, zamiast wypowiadania się na sali sądowej udzielali oni wywiadów obecnym w Dayton dziennikarzom. Proces Scopesa stał się wielką okazją do propagowania ewolucjonizmu i naturalizmu, z czego skwapliwie skorzystano. Chrześcijaństwo i chrześcijanie byli nieustannie wyśmiewani.
Skutki procesu Scopesa trwają w Ameryce do dzisiaj. Choć formalnie Scopes został uznany za winnego i skazany na niewielką grzywnę (później wyrok unieważniono z powodu błędu popełnionego przez sędziego), to jednak chrześcijanie ponieśli miażdżącą propagandową klęskę. Wierzący schronili się w kruchcie, porzucając całkowicie szkoły, media oraz sferę publiczną. Ten stan rzeczy trwa do dzisiaj, a nawet się stopniowo pogarsza. Choć większość Amerykanów przyznaje się do wiary chrześcijańskiej, szkolnictwo wyższe, prasa, radio i telewizja, także kinematografia są zdominowane przez ludzi i organizacje niechętne, a nawet wrogie chrześcijaństwu.

Niektórzy aktywiści chrześcijańscy, prawnicy i nauczyciele chcieli kilkakrotnie odwrócić tę niedobrą sytuację, wychodząc z inicjatywami ustawodawczymi, ale jak dotąd bez skutku. Kreacjoniści zdają sobie dziś sprawę, że nie ma i nie powinno być powrotu do stanu sprzed 1925 roku. Jedyne, o co można walczyć i o co należy walczyć, to prawo do poznawania alternatywnych ujęć, prawo do pluralizmu w programach szkolnych. Niestety, rządzące elity wrogo nastawione do biblijnego chrześcijaństwa uznają, że w programach szkolnych jest miejsce tylko dla darwinowskiego ewolucjonizmu. W ten sposób program szkolny stał się narzędziem sekularyzacji i ateizacji amerykańskiego społeczeństwa, gwałcąc tym samym zasadę wolności przekonań.

Jak wybrnąć z pułapki, w jakiej znaleźli się chrześcijanie po "małpim procesie"? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Zdaje się, że jedynym skutecznym sposobem jest żmudne oddolne odzyskiwanie terenu przez propagowanie na każdym kroku zaufania do Biblii, w tym do jasno wyłożonego na jej kartach kreacjonizmu.


ŚLADY STWORZENIA W PIŚMIE CHIŃSKIM

Pismo chińskie używa obrazków ideograficznych (w którym znaki odpowiadają poszczególnym pojęciom). Rozwinęło się ono z pisma obrazkowego na starożytnych kościach modlitewnych - czegoś w rodzaju hieroglifów języka chińskiego. Dlatego każdy znak można rozbić na części składowe. Na przykład zapis chińskiego słowa "życie" składa się z "ruch" oraz "Pan", co oddaje starożytne przekonanie Chińczyków, że Bóg jest stwórcą wszelkiego życia. "Wierzyć" składa się także z dwóch składników: "osoba" oraz "słowo", co znaczy, że zaufanie do słowa uważa się za akt wiary. Wydaje się to nieskomplikowane, ale nabiera nieoczekiwanej głębi, jeśli umieści się je w kontekście biblijnym. W Ewangelii Łukasza 7:2-10 znajduje się historia rzymskiego setnika. Jezus zauważył, że wiara tego człowieka w Jego Słowo przewyższała to, co można było znaleźć w Izraelu.

Według badań pisany język chiński mógł powstać ok. 2500 lat przed Chrystusem [1], co ściśle odpowiada szacunkowemu czasowi wielkiego rozproszenia się ludzkości spod wieży Babel, jak wynika z biblijnych genealogii. [2] Kiedy cały rodzaj ludzki został podzielony na grupy językowe i rozproszony po całym obliczu Ziemi, dotyczyło to także starożytnych Chińczyków, posiadających dokładne dane na temat wczesnej historii człowieka. Ich wiedza na temat stworzenia i wielkiego Potopu musiała być świeża, gdyż prawdopodobnie żyli oni współcześnie z Noem, który żył jeszcze 350 lat po Potopie (Ks. Rodzaju 9:28) i z pewnością poznał rozmaite szczegóły stworzenia od swojego ojca, Lamecha. A Lamech miał już 56 lat, gdy umierał Adam. W okresie, w którym średni wiek człowieka wynosił 912 lat, 56-latek musiał uchodzić za względnie młodego człowieka (Ks. Rodzaju 5:1-11).

Ciekawe, że starożytny zapis Feng-su T'ung-yi (Pełne ujęcie zwyczajów) mówi, że wszyscy ludzie na Ziemi pochodzą od "Nu-ue". (Niektórzy przypuszczali, że jest to wersja biblijnego imienia Noe, które znajdujemy w innych tekstach chińskich.) [3] Chińczycy znani byli z robienia dokładnych zapisków od czasu dynastii Hsia w 2205 p.n.e. Według zbioru starożytnych rękopisów Shu Jing (Księga Historii) wielu kolejnych władców Chin podczas corocznego Poświęcenia Granicy głosiło chwałę ShangDi, Pana na Niebiosach, stworzyciela wszechświata i jedynego prawdziwego Boga. Tekst ten mówił, że na samym pradawnym początku istniał wielki bezkształtny i ciemny chaos, planety nie krążyły i nie świeciło Słońce oraz Księżyc. Dopiero, gdy przyszedł duchowy Władca, uczynił niebiosa, ziemię i człowieka, a także wszystkie istoty posiadające władzę rozmnażania się.

Tekst ten brzmi bardzo podobnie do treści pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju.

Przypisy:
[1] C.H. Kang and E.R. Nelson, The Discovery of Genesis: How the Truths of Genesis Were Found Hidden in the Chinese Language, Concordia Publishing House, St. Louis, MO 1979, s. xiii.
[2] James J.S. Johnson, "How Young Is the Earth? Applying Simple Math to Data Provided in Genesis", Acts & Facts 2008, vol. 37, no. 10, s. 4-5.
[3] Patrz "Genesis According to the Miao People", translated by Edgar A. Truax, Impact No. 214, Acts & Facts April 1991, vol. 20, No. 4. (Ava Ford, M.D., "Uncovering creation truth in ancient cultures", Acts & Facts November 2008, s. 4-5.)


Badania laboratoryjne potwierdzają prawdziwość pewnej biblijnej opinii

Jednym z głównych problemów filozofii jest pochodzenie wiedzy.Na pewno na temat świata i nas samych wiele wiemy z obserwacji. Ale czy wszystko? I nie chodzi tu o to, że słuchamy też radia, czytamy gazety, przeglądamy Internet. Karl Popper całkiem poważnie twierdził, że jego głównym źródłem wiedzy jest "The Times". Ale ci, którzy mówią w radiu i piszą w gazetach też skądś muszą czerpać swoją wiedzę. Czy wszystko, co ludzie wiedzą, pochodzi pośrednio lub bezpośrednio z obserwacji świata?

Jeszcze w starożytności pojawiły się główne odpowiedzi na to pytanie. Arystoteles żyjący w IV wieku p.n.e. uważał, że cała wiedza ludzka pochodzi z doświadczenia, ze zmysłów. Człowiek, jego zdaniem, rodzi się jako czysta, niezapisana tablica, na której dopiero późniejsze doświadczenie zapisuje rozmaite treści. Filozofowie taki pogląd nazywają empiryzmem (od słowa „empiria”, które znaczy „doświadczenie”).  Ale jego nauczyciel, Platon, był innego zdania. Uważał on, że dusza ludzka dysponuje wiedzą wrodzoną. Co więcej, ta wrodzona wiedza wg Platona obejmuje całą wartościową wiedzę. Bo Platon odróżniał wiedzę wartościową (niepowątpiewalną, ogólną, zawsze prawdziwą) od wiedzy codziennej (hipotetycznej, niepewnej, dotyczącej jednostkowych zdarzeń). Na pytanie, skąd dusza ludzka ma taką wartościową wiedzę, Platon miał prostą odpowiedź. Dusza ludzka istniała przed naszym urodzeniem. Przebywała wówczas w innym świecie, w tzw. świecie idei, czyli przedmiotów doskonałych, wiecznych, niezmiennych i tam właśnie zdobyła całą wartościową wiedzę (np. matematyczną, ale i każdą inną), jednak w momencie urodzenia doznała takiego szoku, że wszystko zapomniała. I teraz musi sobie żmudnie wszystko przypominać, w czym pomagają rodzice, a zwłaszcza nauczyciele.

Pogląd Platona, że posiadamy jakąś wiedzę bez udziału doświadczenia, filozofowie nazywają aprioryzmem (od greckiego zwrotu „a priori” - „przed doświadczeniem”, „z góry”). Jeśli ta aprioryczna wiedza ma być człowiekowi wrodzona, to pogląd taki nazywają natywizmem (od łacińskiego słowa „nativus” - „wrodzony”). Arystoteles był więc empirystą, a Platon - apriorystą-natywistą. I te stanowiska, tylko w niewielkim stopniu zmodyfikowane, trwają do dziś. W epokach, w których dominowała myśl Arystotelesa, przyjmowano bez zastrzeżeń stanowisko empiryzmu. Na przykład wybitny filozof i teolog średniowieczny, św. Tomasz z Akwinu, twierdził, że nie ma niczego w umyśle, czego by nie było wcześniej w zmysłach. Ale w innych epokach, także i współcześnie, niektórzy filozofowie, psychologowie czy językoznawcy uważają, że słuszne jest stanowisko natywistyczne. Tylko uzasadniają je inaczej niż Platon, bo mówią o dziedziczeniu zamiast o przebywaniu w jakimś fikcyjnym świecie idei. Większość stanowią jednak empiryści, naśladowcy Arystotelesa i Tomasza.

Jednym z nich był siedemnastowieczny filozof, polityk i ekonomista John Locke. W traktacie zatytułowanym „Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego” z 1690 roku napisał, co następuje: „jeśli uważnie przyjrzymy się nowonarodzonym dzieciom, nie znajdziemy powodu, by sądzić, że przynoszą one na świat jakieś idee”. (1) Proponował, by myśleć o niemowlętach jak o białej kartce papieru, „pozbawionej liter, bez żadnej myśli”. Bo myśli - uważał - w tym poczucie dobra i zła, są wytworami późniejszych doświadczeń. Ten pogląd Locke’a zdominował nauki społeczne przez następne 300 lat.

Okazuje się, że w tej sprawie wypowiada się także Biblia, tylko inaczej niż Locke. W drugim rozdziale Listu do Rzymian znajdujemy takie słowa: „poganie, którzy Prawa nie mają, idąc za naturą, czynią to, co Prawo nakazuje, chociaż Prawa nie mają, sami dla siebie są Prawem. Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające” (Rzym. 2:14-15). Paweł Apostoł uważa więc, że istnieje coś takiego jak natura człowieka, która pozwala rozróżniać dobro i zło. Zmysł moralny jest zapisany w sercach ludzi, a późniejsze doświadczenie życiowe, wychowanie, przebywanie we właściwym lub niewłaściwym środowisku może jedynie ten zmysł moralny utrwalić lub wypaczyć.

Kto w tym sporze ma rację? Czy rodzimy się, znając różnicę między dobrem i złem? Czy może moralność ofiarowują nam dopiero rodzice i społeczeństwo?

W New Haven, w stanie Connecticut, na sławnym uniwersytecie Yale funkcjonuje Centrum Dziecięcego Poznania, zwane The Baby Lab. Kieruje nim dr Karen Wynn, która ze współpracownikami od kilkudziesięciu lat bada umysły i zachowanie się dzieci. Osiem lat temu rozpoczęła ona serię badań dzieci poniżej 24 miesięcy życia, aby przekonać się, w jakim stopniu rozróżniają one dobre i złe postępowanie.

Pierwszy test polega na tym, że pokazuje się dziecku przykład najpierw dobrego zachowania, potem przykład złego zachowania i niech dziecko decyduje, które przypada mu do gustu. Dziecko ogląda przedstawienie kukiełkowe. Szary kotek próbuje otworzyć duże plastykowe pudełko. Próbuje wielokrotnie, ale bez skutku, pokrywka nie ustępuje. Pojawia się króliczek w zielonej koszulce i pomaga kotkowi otworzyć pudełko. Potem pojawia się króliczek w pomarańczowej koszulce i zanim odejdzie, zatrzaskuje pokrywkę. Zielony króliczek jest miły i pomaga. Pomarańczowy króliczek jest niemiły i przeszkadza.

I wtedy dziecku prezentuje się oba króliczki z przedstawienia. Przynosi je członek zespołu badawczego, który nie widział przedstawienia i nie wie, jaką rolę każdy z króliczków pełnił. Chodzi o to, by nawet podświadomie nie zachęcał dziecka do wyboru „właściwego” króliczka. Mama dziecka, która je trzyma na rękach i która widziała przedstawienie, ma zamknąć oczy, by w żaden sposób niczego dziecku nie sugerować.

Którego króliczka dzieci wybierają? Ponad 80% badanych dzieci wolało dobrego króliczka albo wyciągając do niego rączki, albo przynajmniej patrząc na niego z uśmiechem. A u trzymiesięcznych dzieci ten odsetek jest jeszcze większy, bo sięga 87%. Ponieważ pojawiały się zarzuty, że dzieci wybierają raczej kolor koszulki albo że preferują króliczka przychodzącego z jednej strony, w kolejnych badaniach zmieniano te parametry. Wyniki były niezależne od miejsca i koloru koszulki.

Profesor psychologii w Yale University Paul Bloom, który prywatnie jest mężem Karen Wynn, w niedawno wydanej książce pisze, że omawiane badania wykazały, iż zanim dzieci nauczą się mówić lub chodzić, oceniają działania innych jako dobre i złe, ponieważ urodziły się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości. (2)

Badania te wiele mówią o naturze człowieka. Stanowią też wyzwanie dla innych światopoglądów, zwłaszcza dla darwinowskiego materializmu. Jeśli jesteśmy tylko wyewoluowanymi zwierzętami, których instynkty służyły jedynie przetrwaniu, to jak wyjaśnimy to dążenie do sprawiedliwości zwłaszcza wtedy, gdy zagraża ono naszemu przetrwaniu? Materialiści mogą wyjaśnić zło, jakie czasami czynimy, by zachować swoje zdrowie lub życie, ale nie są w stanie wyjaśnić, dlaczego nawet wtedy wewnętrznie oceniamy to negatywnie, dlaczego mamy wyrzuty sumienia. I to od samego dzieciństwa.

Marta Cuberbiller
[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller
(Susan Chun, Are we born with a moral core? The Baby Lab says 'yes', CNN February 15, 2014, http://tiny.pl/qpmcc; Eric Metaxas, Babies and the Not-So-Blank Slate. Morality Isn’t Invented, "Breakpoint" February 21, 2014,http://tiny.pl/qpmc1)
 
Przypisy
(1) John Locke, An Essay Concerning Human Understanding, George Routledge and Sons, London 1894, s. 42.
(2) Por. Paul Bloom, Just Babies: The Origins of Good and Evil, Crown Publishing Group, New York 2013.


Ograniczenia metody naukowej

Marta Cuberbiller Dr John Baumgardner jest emerytowanym geofizykiem ze znanej firmy Los Alamos National Laboratory. Jednocześnie zawsze był i jest kreacjonistą młodej Ziemi. Należy do...

Co pająki jadły przed Upadkiem?

Marta Cuberbiller W Księdze Rodzaju znajdujemy dziwne dla współczesnego człowieka słowa: „I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i...

DZIESIĘĆ NAJWIĘKSZYCH BŁĘDÓW DARWINA

Nie ulega wątpliwości, że Darwin to jeden z najbardziej wpływowych ludzi w dziejach ludzkości, zwłaszcza ostatniego okresu. Wydana 150 lat temu książka ukształtowała nie tylko biologię, której bezpośrednio dotyczyła, ale także filozofię, socjologię, etykę, a nawet religię. Ale w książce tej oraz w teorii Darwina znaleźć możemy wielkie błędy. Uświadomienie ich sobie pozwoli nam budować własny światopogląd uwolniony od fałszywych założeń, przynajmniej tych Darwinowskich z pochodzenia.

1. Teoria "ciepłego bajorka"
W ostatnim zdaniu książki "O powstawaniu gatunków" Darwin pisał, jak wzniosła jest myśl, że Stwórca natchnął życiem jedną lub więcej form. [1] Ale naprawdę nie wierzył, by Bóg stworzył życie. W liście prywatnym do swego dobrego przyjaciela Josepha Hookera napisał, że życie mogło być wynikiem przemian chemicznych "w jakimś ciepłym bajorku zawierającym wszystkie rodzaje soli amonowych i fosforanowych, zaopatrzonym w ciepło, światło, elektryczność etc." [2]

W jego czasach niektórzy uczeni nadal wierzyli w spontaniczne powstawanie życia, w to, że życie mogło powstać z tego, co nieożywione. Przekonanie o samorództwie było zwalczane od XVII wieku (Francesco Redi - 1668r.), ale ostateczny cios zadała mu seria eksperymentów dokonanych przez żyjącego współcześnie z Darwinem Ludwika Pasteura. 150 lat, jakie upłynęły od wydania książki Darwina, potwierdziły pogląd Pasteura, że życie wywodzi się z tego, co żywe. Jest tak, bo życie jest znacznie bardziej skomplikowanym zjawiskiem, niż to sobie Darwin wyobrażał.

Pół wieku temu sądzono, że na powstanie życia rzuci snop światła sławny eksperyment Millera-Ureya. Podgrzewając mieszankę gazów i przepuszczając przez nią wyładowania elektryczne, otrzymano substancję smołowatą, w której znaleziono niektóre aminokwasy (składniki budulcowe białek). Ale dzisiaj wiemy, że eksperyment ten jest niewiarygodny, gdyż sztucznie uzyskiwane produkty izolowano od tlenu, który ma niszczące własności. Uczeni wnioskują dzisiaj, że tlen był obecny w ziemskiej atmosferze, gdy życie pojawiło się na naszej planecie. [3]

Ale nawet gdy zapomnimy o problemie tlenu, trzeba pamiętać, że nie otrzymano tylu aminokwasów, by osiągnąć następny etap budowy życia - formowanie złożonych białek, które należy dokładnie zintegrować do postaci wyrafinowanego systemu. Eksperyment Millera-Ureya doprowadził do powstania niektórych cegiełek życia, ale nie do zbudowania z nich budynku. Jak z luźnych cegiełek zbudować elegancki i dobrze funkcjonujący budynek mający wszystkie składowe na właściwym miejscu? Ten budynek musi posiadać fundamenty, ściany, drzwi, okna, dach, musi być wyposażony w energię elektryczną i kanalizację. A w dodatku musi być zdolny do odtwarzania się.

Ten budynek to oczywiście żywa komórka o złożonej strukturze, którą trudno sobie wyobrazić. W rzeczywistości najprostsza komórka jest bardziej skomplikowana niż najbardziej wyrafinowane budynki. Darwiniści mają jednak łatwą odpowiedź na pytanie, jak mogły powstać tak niewiarygodnie skomplikowane struktury. Mówią wówczas o milionach i setkach milionów lat. Odpowiedź ta się załamuje, gdy twierdzenia darwinistów zacznie się traktować poważnie, stosując do nich coś więcej niż intuicję, bo matematykę. Robił to brytyjski astronom i matematyk Fred Hoyle. [4] Jego zdaniem od eksperymentu Millera-Ureya do udowodnienia, że życie mogło wyewoluować w podobny sposób, jest jeszcze daleka droga. Nikt bowiem nie wykazał, że poprawne ułożenie aminokwasów na przykład w najprostszych enzymach można otrzymać tą metodą. To Hoyle propagował dobrze znany przykład z huraganem wiejącym na złomowisku, na którym leżą części do Boeinga 747. Powstanie najprostszego enzymu jest w jego opinii równie prawdopodobne, co złożenie się wskutek wichury z porozrzucanych części kompletnego i gotowego do lotu Boeinga. [5]

2. Rzekomo prosta budowa komórki
Kiedy Karol Darwin oglądał pod mikroskopem komórkę bakterii, widział coś w rodzaju kropli tzw. protoplazmy z kilkoma innymi elementami. Wydawało się wówczas, że powstanie czegoś takiego nie powinno być trudne. Ale dzisiaj wiadomo, że komórka bakterii zawiera złożone mechanizmy molekularne i przypomina fabrykę samochodów z licznymi zautomatyzowanymi stanowiskami pracy oraz skomplikowanym centrum kontrolnym.

Komórki bakterii są tzw. prokariontami, czyli komórkami pozbawionymi jądra. Są to najprostsze formy życia, ale to nie znaczy, że prokarionty same w sobie są proste. Jeśli eukarionty (komórki z jądrami) porównamy do laptopów, to prokarionty znajdą się na poziomie telefonów komórkowych. Nie ma żadnych dowodów istnienia wcześniejszych, prostszych form życia, z których prokarionty mogłyby wyewoluować. [6]

komórka zwierzęcaOba typy komórek charakteryzuje wiele wyrafinowanych cech i mechanizmów:
- przetwarzanie informacji, jej magazynowanie i odzyskiwanie,
- sztuczne języki i systemy ich dekodowania,
- wykrywanie błędów, mechanizmy kontroli jakości w postaci sprawdzania błędów i ich korygowania,
- technologia cyfrowego zapisywania danych,
- automatyczne adresowanie przesyłek (analogicz-ne do kodów pocztowych),
- procesy budowania większych całości z części, wykorzystujące prefabrykaty i konstrukty modularne,
- aamoreprodukujące się centra energetyczne.

Okazuje się, że komórki są dużo bardziej złożone i wyrafinowane, niż to sięDarwinowi mogło przyśnić. Jak przypadek mógłby je utworzyć, skoro nie jest w stanie tego dokonać człowiek, wykorzystując planowanie i zdolności inżynieryjne? W żadnym laboratorium nie odtworzono nawet jednego ludzkiego włosa.

3. Przekonanie o niewielkiej informacji zawartej w komórkach

Za czasów Darwina uczeni nie znali ani rodzaju, ani ilości informacji zawartej w komórce. Darwin zakładał, że była nieznaczna, że było to zaledwie kilka instrukcji, jak komórka ma funkcjonować. W związku z tym popierał teorię pangenezy, według której komórki mogły generować przypadkowo olbrzymi zakres zmienności. Teoria ta później okazała się kompletnie fałszywa.

Informacja zawarta w komórkach zapiera dech w piersiach. Okazuje się, że komórki dysponują językiem genetycznym wyposażonym w czteroliterowy alfabet cyfrowy oraz reguły gramatyczne. Znacznie przewyższa to wszystkie języki komputerowe zaprojektowane przez człowieka. Bill Gates, założyciel Microsoftu, powiedział, że "DNA jest jak program komputerowy, ale dużo bardziej rozwinięty, niż jakikolwiek dotąd wymyślony". [7] Wewnątrz jądra każdej ludzkiej komórki znajdują się tysiące uporządkowanych instrukcji (zwanych genami), które muszą być przetłumaczone, przetransportowane i odtworzone. Informacja nie jest materialna - nie ma masy, długości czy szerokości - ale materia może ją przenosić. Nikt nie wykazał, że informacja może ewoluować dzięki mutacjom albo być przez nie ulepszana. Każda cząsteczka DNA człowieka zawiera ok. trzech miliardów genetycznych liter. Niewiarygodne, ale gdy mechanizmy edytujące wykonają swoją pracę, tylko jedna litera na 10 miliardów jest błędnie skopiowana.

Jak bardzo zminiaturyzowany i upakowany jest sposób zapisywania informacji w komórce, wyjaśnia Jonathan Sarfati: "[...] najprostszy znany żywy organizm ma 482 geny, kodujące białka. W sumie daje to 580 tys. "liter". Ludzie mają ich w każdym jądrze trzy miliardy. [...] Ilość informacji, jaką można zmagazynować w objętości główki szpilki, jest równoważna stosowi książek 500 razy większym niż odległość Ziemi od Księżyca." [8]

Czy ewolucja i dobór naturalny, bez pomocy jakiejś inteligencji, mogły stworzyć tak dokładne i wyrafinowane instrukcje DNA - w tym instynkty właściwe dla każdego gatunku, które pozwalają organizmom przetrwać? Trzeba mieć dużą wiarę, by sądzić, że ślepa przypadkowa ewolucja mogła dojść do tak zdumiewająco bogatej informacji; wiarę dużo większą niż przekonanie, że za ten zaskakująco dokładny zakodowany język odpowiada Inteligentny ProjDNAektant.

Odkrycie tego typu informacji wewnątrz komórki doprowadziło znanego filozofa i czołowego ateistę Sir Antony’ego Flew z Wielkiej Brytanii do odwołania przekonania, że nie istnieje inteligencja odpowiedzialna za istniejące organizmy. W jego opinii DNA pokazuje, dzięki swej niewiarygodnej złożoności potrzebnej do utworzenia życia, że jakaś inteligencja musiała jednak interweniować, aby te składniki razem funkcjonowały. "Chodzi o nadzwyczajną złożoność wielu składników i nadzwyczajną subtelność sposobu ich wspólnego funkcjonowania. Ich przypadkowe pojawienie się we właściwym czasie jest po prostu niezwykle mało prawdopodobne. To, że życie zależy od tak niezwykłej złożoności, wygląda mi na dzieło inteligencji." [9]

Wszystko, co wiemy o DNA, wskazuje, że stanowi on program ograniczający gatunki do pozostawania w ramach ogólnego typu. Zmiany genetyczne są zwykle niewielkie i nieukierunkowane, podczas gdy wielkie mutacje nie tworzą ulepszonych nowych układów, ale są przeszkodą dla przetrwania organizmów.

Darwin zakładał, że informacja zawarta w komórce okaże się niewielka, ale się mylił. Okazała się ona zaskakująco bogata ilościowoi jakościowo oraz niezwykle złożona.

4. Oczekiwania wobec pośrednich skamieniałości
Darwin zdawał sobie doskonale sprawę, że aby skamieniałości stanowiły poparcie dla jego teorii, powinny występować w postaci ciągu subtelnie łączącego różne gatunki zwierząt. Takich form pośrednich powinny być wówczas miliony. Myśl tę Darwin wyraził następująco: "Według teorii doboru naturalnego wszystkie żyjące gatunki łączyły się z gatunkami rodzicielskimi za pośrednictwem form, których nie dzieliły różnice większe od po dziś dzień znajdowanych pomiędzy dzikimi a domowymi odmianami tego samego gatunku; te zaś wygasłe obecnie gatunki rodzicielskie ze swej strony w podobny sposób łączyły się z jeszcze starszymi gatunkami i tak coraz dalej, i dalej wstecz, aż wreszcie wszystkie schodziły się u wspólnego przodka każdej wielkiej grupy. Z tych względów liczba pośrednich i przejściowych ogniw pomiędzy żyjącymi a wygasłymi gatunkami musiała być nadzwyczaj wielka. Ale z pewnością, jeśli teoria ta jest prawdziwa, formy takie żyły kiedyś na ziemi." [10]

Jeśli żyły, to czy zostały jakieś ślady ich istnienia? Darwin wiedział, jak należało odpowiadać na to pytanie w jego czasach: "jest jednak jeden [zarzut], który nastręcza wielkie trudności, a mianowicie - odrębność form gatunkowych oraz okoliczność, że te ostatnie nie łączą się ze sobą za pośrednictwem licznych ogniw przejściowych." [11] "Ponieważ zaś proces takiej zagłady odbywał się na olbrzymią skalę, to liczba odmian pośrednich, które przedtem znajdowały się na ziemi, musiała być też bez wątpienia olbrzymia. Dlaczego więc każda formacja geologiczna, każda warstwa nie są przepełnione takimi ogniwami pośrednimi? Geologia nie odsłania nam bynajmniej takiego nieprzerwanego szeregu organizmów i to jest może najsilniejszy i najpoważniejszy zarzut, jaki można postawić mojej teorii." [12]

Darwin wiedział więc, że znany w jego czasach zapis kopalny nie potwierdza jego teorii. Ale szukał przekonujących usprawiedliwień, dlaczego zapis kopalny jest niekompletny, oraz wierzył, że mimo trudności w miarę upływu czasu potwierdzenia takie, choć nie wszystkie, będą znajdowane w dostatecznych ilościach, by na ich podstawie odtworzyć historię życia na Ziemi. W pierwszym osiągnął sukces. Jego argumenty, że zapis kopalny musi być niekompletny, powtarzają ewolucjoniści do dzisiaj. Ale jego wiara, że sytuacja będzie się poprawiać, poniosła spektakularną, choć mocno przez ewolucjonistów maskowaną, klęskę.

Przyjrzyjmy się wypowiedziom kilku biologów ewolucyjnych, którzy zdecydowali się tej prawdy nie ukrywać.

"Darwin postrzegał ewolucję jako serię stopniowych zmian, zbyt powolnych, by można je było obserwować na bieżąco. W owych czasach nie poznano jeszcze na tyle dobrze danych zapisanych w skamieniałościach, by odtworzyć tę wielką historię zwaną obecnie "makroewolucją". Darwin wierzył, że takie dane zostaną odkryte i spodziewał się, że nowe odkrycia dostarczą ostatecznie tak bogatej dokumentacji, że można będzie narysować drogi ewolucji, "łącząc kropki" odpowiadające znaleziskom z różnych jej etapów. Tak się nie stało." [13]

"Sam Darwin [...] prorokował, że przyszłe pokolenia paleontologów zapełnią te luki pracowitymi badaniami. [...] Sto dwadzieścia lat badań paleontologicznych później stało się aż nadto jasne, że zapis kopalny nie potwierdzi tej części przewidywań Darwina." [14]

"Przewidywanie Darwina bujnej, chociaż stopniowej zmiany, wpływającej na wszystkie linie rozwojowe w czasie, zostało odrzucone. Zapis istnieje i ten zapis przemawia za potężnym konserwatyzmem anatomicznym. Zmiany, jakiej oczekiwał Darwin, po prostu nie znajduje się w zapisie kopalnym." [15]

"Zapis kopalny zmiany ewolucyjnej w ramach pojedynczych linii ewolucyjnych jest niezwykle ubogi. Jeśli ewolucjonizm jest prawdziwy, gatunki powstają wskutek zmian gatunków poprzednich: można by oczekiwać, że zobaczymy to w zapisie kopalnym. Faktycznie dostrzegalne może być to rzadko. W 1859 roku Darwin nie był w stanie przytoczyć ani jednego przykładu." [16]

Oczekiwania Darwina i jego bezpośrednich następców się nie sprawdziły. Wybitny paleontolog David Raup twierdzi, że sytuacja w omawianej sprawie jest dzisiaj nawet gorsza niż w czasach Darwina: "Jesteśmy obecnie 120 lat po Darwinie i znajomość zapisu kopalnego znacznie się powiększyła. Mamy teraz ćwierć miliona skamieniałych gatunków, ale sytuacja nie zmieniła się zbytnio. Zapis ewolucji jest nadal niespodziewanie szarpany i możemy z ironią stwierdzić, że mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina." [17]

A cytowany już wyżej znany paleontolog Niles Eldredge uważa, że cechy zapisu kopalnego wyjaśniają, dlaczego paleontologowie tak długo unikali mówienia o ewolucji. Zapis ten bowiem wygląda tak, jakby ewolucji nigdy nie było. Widoczne są zmiany w różnych kierunkach, niewielkie oscylacje wokół jakiegoś punktu lub niewielkie akumulacje zmian w ciągu milionów lat. Wszystko w tempie zbyt wolnym, by realnie wyjaśnić zmiany, jakie miały miejsce w ewolucyjnej historii. Według Eldredge’a, kiedy widzimy w zapisie kopalnym jakąś nowość w budowie ciała, to zwykle występuje ona nagle i bez oznak jakiejkolwiek ewolucji. Nie można ciągle twierdzić, że ewolucja zachodziła, ale nie tam, gdzie ją chcemy badać. [18]

Nie jest to odosobniona opinia. Otto Schindewolf, jeden z czołowych paleontologów XX wieku, pisał, że skamieniałości stoją w bezpośredniej sprzeczności z Darwinowską teorią ewolucji. A Steven Stanley, również czołowy paleontolog, którego książki są tłumaczone na język polski, napisał w jednej z nich, że zapis kopalny nie dokumentuje przekonująco ani jednego przejścia międzygatunkowego. [19]

Innymi słowy, zapis kopalny obala poglądy Darwina. Nadal brakuje "niezliczonych" brakujących ogniw zwierząt i roślin. Odkryto tylko odmiany żywotnych i dobrze zaprojektowanych gatunków, które przystosowują się do środowiska, ale nie są to stopniowe korzystne odmiany, prowadzące do nowych planów budowy ciała, jakich wymaga darwinowska teoria gradualistycznej ewolucji.

5. Darwin nie zauważał ograniczeń dla zmienności gatunku
Swoje rozważania na temat doboru naturalnego Darwin oparł częściowo na obserwacjach doboru sztucznego. Zauważył na przykład, że hodowcy gołębi otrzymali w końcu bardzo wiele ich odmian. Sądził, że dysponując odpowiednio dużym czasem, z tej różnorodności odmian można otrzymać w końcu jakieś inne typy ptaków.

Nietrudno zauważyć, że żaden hodowca gołębi nie otrzymał niczego innego jak tylko gołębie. Nikt poważnie nie kwestionuje istnienia zmian biologicznych. Różnimy się od naszych rodziców i dziadków. Nie to jednak stanowi przedmiot sporu ewolucjonistów z kreacjonistami. Dotyczy on tego, jak mikroorganizmy, owady, ryby, ptaki, tygrysy, niedźwiedzie, a nawet ludzie, stawali się w długich okresach czasu tym, czym są obecnie.

W dyskusjach z kreacjonistami ewolucjoniści często dają przykłady tzw. mikroewolucji, czyli zmian wewnątrzgatunkowych. Ale kreacjoniści nieWebsters dogs mają żadnego problemu z akceptacją mikroewolucji, w której swoją rolę odgrywają mutacje i dobór naturalny. Wszyscy znają przykłady tych niewielkich przystosowań organizmów - odporność mikrobów na antybiotyki, modyfikacje oczu i skrzydeł muszek owocowych czy zmiany rozmiarów dzioba zięb na Galapagos. Istotne jest to, że te mikroby są nadal mikrobami, muszki owocowe - nadal muszkami owocowymi, a zięby - nadal ziębami. Jeśli ktoś chce te nowe odmiany nazywać nowymi gatunkami (a niektórzy tak właśnie robią, korzystając z braku dobrej definicji gatunku), to kreacjoniści mogą przyjąć nawet i taki rodzaj ewolucji, chociaż sami ewolucjoniści mówią już o makroewolucji.

Ten Darwinowski ewolucjonizm, któremu sprzeciwiają się kreacjoniści, opiera się na trzech założeniach: 1) wszystkie organizmy pochodzą od wspólnego przodka; 2) zasadniczym mechanizmem tych zmian jest dobór naturalny, działający na zmutowane organizmy; oraz 3) procesy ewolucyjne mają niekierowany, naturalny charakter, co znaczy, że nie działa poprzez nie żadna inteligencja. Ale czy wśród obecnych form żywych albo w zapisie kopalnym widzimy, by organizmy zmieniały się powoli, mutując od jednego gatunku do drugiego? Nigdy. Najwyraźniej istnieją jakieś obiektywne bariery uniemożliwiające nieograniczoną ewolucję.

Biochemik i agnostyk Michael Denton zwrócił uwagę na to, że w ciągu ubiegłych lat tylko jeden aspekt teorii Darwina znalazł poparcie w empirii - ten, który dotyczył zjawisk mikroewolucyjnych. "Jego ogólna teoria, że wszelkie życie na Ziemi powstało i rozwijało się przez stopniową sukcesywną akumulację szczęśliwych mutacji, jest nadal, tak jak to było w czasach Darwina, wysoce spekulatywną hipotezą, której całkowicie brak faktualnego poparcia i której daleko jest do przekształcenia się w samooczywisty aksjomat, co bardziej agresywni jej obrońcy chcieliby nam wmówić." [20]

Zoolog Pierre Grassé, nieżyjący już Przewodniczący Francuskiej Akademii Nauk, śmiało orzekł, że przystosowania wewnątrzgatunkowe faktycznie nie mają nic wspólnego z ewolucją. Są to tylko fluktuacje wokół stabilnego genotypu - przypadki niewielkich ulepszeń ekologicznych. Porównał te zmiany do lotu motyla w cieplarni, który jest w stanie latać tylko tam i z powrotem w ograniczonej przestrzeni.

Darwin żywił nadzieję, że dalsze badania i odkrycia wykażą stopniowe przejścia między milionami żyjących i wymarłych gatunków. Brakowało mu jednak wiedzy na temat praw dziedziczenia i solidnych barier genetycznych, jakie istnieją w świecie ożywionym.


Część druga: http://idzpodprad.pl/index.php/archiwum/nauka/item/112-dziesiec-najwiekszych-bledow-darwina-czesc-2

Przypisy:
[1] Por. Karol Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt, DeAgostini, Altaya, Warszawa 2001, s. 560.
[2] Cyt. za: Leslie E. Orgel, "Narodziny życia na Ziemi", Świat Nauki 1994, nr 12 (40), s. 51.
[3] Por. Jonathan Wells, Ikony ewolucji. Nauka czy mit?, W wyłomie, Gorzów Wlkp. 2007, s. 18-20.
[4] Por. Fred Hoyle, Matematyka ewolucji, Wydawnictwo Megas, Warszawa 2003. Również Lee Spetner sprawdzał matematyczne podstawy dla darwinowskiego przeświadczenia, że w ciągu setek milionów lat mechanizmy ewolucji doprowadzą do powstania nowych struktur biologicznych (por. Lee Spetner, Not By Chance! Shattering the Modern Theory of Evolution, The Judaica Press, Inc., New York 1997). Wnioski Spetnera były katastrofalne dla darwinizmu.
[5] Por. Fred Hoyle, The Intelligent Universe, M. Joseph, London 1983, s. 18-19.
[6] Por. William Dembski and Jonathan Wells, How to Be an Intellectually Fulfilled Atheist (or not), ISI Books, Wilmington, Delaware 2008, s. 4.
[7] Bill Gates, with Nathan Myhrvold and Peter Rinearson, The Road Ahead, Viking Penguin 1995, s. 188.
[8] Jonathan Sarfati, DNA. Marvelous messages or mostly mess?", Creation March-May 2003, vol. 25, no. 2, s. 28 [26-31].
[9] Antony Flew with Roy Abraham Varghese, There Is a God. How the World’s Most Notorious Atheist Changed His Mind, Harper One 2007, s. 75 (wypowiedź z konferencji, jaka miała miejsce w maju 2004 roku).
[10] Darwin, O powstawaniu gatunków, s. 351.
[11] J.w., s. 349.
[12]J.w., s. 350.
[13] Michael Benton, "Życie i czas", w: Stephen Jay Gould (red.), Dzieje życia na Ziemi. Od bakterii do homo sapiens, Świat Książki, Warszawa 1998, s. 29 [22-35].
[14] Niles Eldredge and Ian Tattersall, The Myths of Human Evolution, Columbia University Press, New York 1982, s. 45-46.
[15] J.w., s. 48.
[16] Mark Ridley, The Problems of Evolution, Oxford University Press, New York 1985, s. 11.
[17] David Raup, Conflicts between Darwin and Paleontology", Field Museum of Natural History Bulletin, January 1979, vol. 50, No. 1, s. 25 [22-29].
[18] Por. Niles Eldredge, Reinventing Darwin: The Great Debate at the High Table of Evolutionary Theory, Wiley 1995, s. 95.
[19] Por. George Sim Johnston, An Evening with Darwin in New York", Crisis April 2006, vol. 24, no. 3, s. 32-37;

METODOLOGICZNE KORZYŚCI Z ISTNIENIA TEORII KREACJONISTYCZNYCH (*)

W literaturze na temat kreacjonizmu znaleźć można powody, dla których jego istnienie jest korzystne dla nauk przyrodniczych. Karol Sabath, zacięty przeciwnik kreacjonizmu i popularyzator ewolucjonizmu tak streścił te powody:

"Uważam, że nie tylko wolność słowa przemawia za uznaniem prawa kreacjonistów do głoszenia swoich poglądów. Myślę, że ewolucjonizm może skorzystać na tym nie tylko dlatego, że kreacjoniści ożywiają pośrednio zainteresowanie społeczne ewolucjonizmem. Główną zasługą kreacjonistów, jako bezlitosnych krytyków, jest zmuszenie samych ewolucjonistów do aktywnego upowszechniania swoich osiągnięć, a zarazem do zdania sobie sprawy z obszarów własnej niewiedzy, eliminowania luk w argumentacji, zwrócenia uwagi na fakty nie pasujące do utartych schematów." (1)

Czytając krótką polemikę Davida E. Shormanna (2) z antykreacjonistycznym artykułem Davida R. Montgomery'ego (3) zwróciłam uwagę na jego marginalne uwagi dotyczące metanaukowej, metodologicznej płaszczyzny sporu ewolucjonizm-kreacjonizm, a dokładniej na dwa elementy tej płaszczyzny sporu. Wydaje się, że analiza tych elementów może dostarczyć lepszego zrozumienia, czym są nauki przyrodnicze.

Shormann sprzeciwia się nazywaniu teorii ewolucji teorią naukową. Polskiemu czytelnikowi trzeba wyjaśnić, że angielskie słowo "science" ma węższy zakres niż polskie słowo "nauka". Polskie słowo obejmuje także na przykład historię, rozmaite filologie i matematykę, których Anglosasi zwykle nie nazywają science. Angielskie słowo należałoby raczej tłumaczyć jako "nauki empiryczne". Shormann uważa, że ponieważ teoria ewolucji mówi o pochodzeniu dzisiejszych organizmów z organizmów, jakie żyły przed milionami lat, to nie można uważać jej za teorię empiryczną. Nie można bowiem przeprowadzać powtarzalnych obserwacji czy eksperymentów na temat tego, co się działo w zamierzchłej przeszłości. Podobnie jest z kreacjonizmem. Oba te stanowiska, ewolucjonizm i kreacjonizm, są zdaniem Shormanna interpretacją przeszłości, a nie nauką empiryczną. Są czymś, co można nazwać historią naturalną. (4)

Analiza sporu może dostarczyć argumentów na rzecz lub przeciwko wyróżnianiu różnych odmian nauki, na przykład testowalnych nauk empirycznych i historii naturalnych. Wśród kreacjonistów dominuje pogląd, że należy odróżniać naukę operacyjną (testowalną) od nauki o pochodzeniu, która mówi o przeszłych, niepowtarzalnych i unikatowych zdarzeniach. (5)

Ale w tekście Shormanna znalazłam jeszcze inny ciekawy metodologiczny wątek. Skoro ewolucjonizm i kreacjonizm są różnymi interpretacjami tych samych faktów, to znaczy to, że każde z tych stanowisk ma własną - jak ją nazywa autor - interpretatywną ramę roboczą (interpretative framework). 

W geologii obowiązuje obecnie tzw. tektonika płyt, teoria wywodząca się z pomysłu jeszcze sprzed I wojny światowej, kiedy to niemiecki uczony, Alfred Wegener, przedstawił hipotezę dryfu kontynentów. Wedle Wegenera kontynenty, jak kry na rzece, poruszają się względem siebie w różnych kierunkach, łącząc się i rozłączając. Obie strony sporu, ewolucjoniści i kreacjoniści, akceptują teorię tektoniki płyt kontynentalnych, ale dopasowują ją do innej ramy roboczej. Ewolucjoniści przyjmują, że teraźniejszość jest kluczem do przeszłości. Jeśli Ameryka oddala się obecnie od Europy z prędkością, z jaką rosną paznokcie, to musiało minąć wiele milionów lat, by powstał Ocean Atlantycki. Kreacjoniści młodej Ziemi mają jednak inną interpretatywną ramę roboczą dla tej samej teorii.

Na przykład dr John Baumgardner stworzył program komputerowy o nazwie Terra, który zależnie od danych na wejściu potrafi symulować zarówno koncepcję powolnego, jak i szybkiego odsuwania się kontynentów. Baumgardner uważa, że płyty geologiczne pokrywające Ziemię mogły kiedyś poruszać się tysiące razy szybciej niż obecnie. W rezultacie w krótkim czasie mogły zachodzić duże zmiany geologiczne. W modelu Baumgardnera można odtworzyć ogólnoświatowy Potop Noego, w którego historyczność Baumgardner wierzy. Baumgardner uchodzi za czołowego specjalistę modeli numerycznych procesów zachodzących w płaszczu Ziemi. (6)

W filozofii nauki sporo się mówi o zależności obserwacji od wiedzy obserwatora, od jego przekonań, nastawień. (7) Ale istnienie interpretatywnych ram roboczych dla teorii naukowych i dla całej nauki jest w metodologii słabo spostrzegane. Jedną z takich ram, naturalizm, traktuje się dziś, jakby była jedynie możliwa. W 2005 roku prof. Kazimierz Jodkowski z Uniwersytetu Zielonogórskiego wprowadził pojęcie epistemicznego układu odniesienia - zbioru założeń ontologicznych i epistemologiczno-metodologicznych, które są niezbędne do uprawiania nauki, ale których nie da się pod groźbą popełnienia błędnego koła uzasadnić naukowo. Założenia te można przyjąć lub odrzucić, kierując się różnymi - z natury rzeczy pozanaukowymi - powodami. (8) Istnieje wiele możliwych epistemicznych układów odniesienia.

Dr Shormann dał przykład, jak ewolucjonistyczna interpretatywna rama robocza może hamować rozwój nauki. Na początku XX wieku J. Harlen Bretz opublikował badania na temat tzw. skablandów we wschodniej części stanu Washington. Na ponad 15 000 mil kwadratowych twarda, krystaliczna skała lawy jest wyżłobiona przez głębokie kaniony, właśnie te skablandy. Początkowo geologowie zakładali, że są one rezultatem powolnej erozji wywołanej przez strumienie wody płynącej przez miliony lat. Bretz uważał jednak, że powstały one bardzo szybko wskutek katastrofalnych polodowcowych powodzi. Jego idee zaakceptowano dopiero po upływie 40 lat. Mówi się dziś o tzw. powodziSpokane. Jęzor lodowca w pewnym momencie zablokował rzekę Columbia, formując lodowcowe jezioro Missoula. Ale w końcu zapora lodowcowa uległa przerwaniu i podstawowe cechy skablandów powstały nie w ciągu 1 czy 2 milionów lat, lecz w czasie 1 lub 2 dni. (9)

Dlaczego zwycięstwo koncepcji Bretza nastąpiło po blisko półwiekowej zwłoce? Otóż dlatego, że katastroficzna interpretacja mogła stanowić zachętę, by poważnie traktować inne katastroficzne wydarzenie, Potop Noego. Koncepcję Bretza przyjęto dopiero wtedy, gdy wśród uczonych zmniejszyła się niechęć do katastrofizmu.

Metodologowie dążą do odkrycia istotnych cech nauki. Zderzając ze sobą radykalnie odmienne ujęcia, jak ewolucjonizm i kreacjonizm, mają większą szansę na sukces, niż gdy ograniczają się do tzw. nauki głównego nurtu. (David E. Shormann, "The Revolution of Creationism", Creation Matters November/December 2012, vol. 17, no. 6, s. 1-3.)

Przypisy:
(*) Dziękuję prof. Kazimierzowi Jodkowskiemu z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego za konsultacje w trakcie pisania niniejszego tekstu.
(1) Karol Sabath, "Na bezdrożach kreacjonizmu <<naukowego>>", Kosmos 1991, vol. 40, z. 2-3, s. 162 [153-163]. Artykuł Sabatha został przedrukowany w książce pod redakcją Eugeniusza Moczydłowskiego, Pan Bóg czy dobór naturalny?, Megas, Białystok 1994, s. 64-82 (książkę tę można nabyć na stronie Wydawnictwa Megas).
(2) David E. Shormann, "The Revolution of Creationism", Creation Matters November/December 2012, vol. 17, no. 6, s. 1-3.
(3) David R. Montgomery, "The evolution of creationism", GSA Today November 2012, vol. 22, no. 11, s. 4-9, http://tiny.pl/h2j79.
(4) Prof. Jodkowski zwrócił mi w tym miejscu uwagę, że opinia ta jest uproszczeniem. Teoria ewolucji jest nie tylko interpretacją przeszłości, ona także mówi o tym, co się z organizmami dzieje aktualnie. I to, co się dzieje, można badać i bada się obserwacyjnie i laboratoryjnie, aczkolwiek istnieje problem, czy procesy makroewolucyjne są zwykłym przedłużeniem procesów mikroewolucyjnych.
(5) Por. Charles B. Thaxton, Walter L. Bradley, Roger Olsen, The Mystery of Life's Origin: Reassessing Current Theories, Philosophical Library, New York 1984, s. 202-206; Duane T. Gish, Creation Scientists Answer Their Critics, Institute for Creation Research, El Cajon, CA 1993, s. 32-34.
(6) Por. Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 35, Wyd. UMCS, Lublin 1998, s. 242-243, http://tiny.pl/hkf3b. Por. też mój artykuł: Marta Cuberbiller, "Ograniczenia metody naukowej", Idź pod prąd, październik 2008, nr 10 (51), s. 10, http://tiny.pl/h2lbg, w którym przedstawiłam treść jednego z artykułów dra Baumgardnera.
(7) Przykład takiej zależności omówiłam w artykule: Marta Cuberbiller, "Efekt Paintera", „idź POD PRĄD” 2011, nr 2 (79), s. 8, http://tiny.pl/h2lb7.
(8) Por. Kazimierz Jodkowski, "Epistemiczne układy odniesienia i "warunek Jodkowskiego"", w: Anna Latawiec, Grzegorz Bugajak (red.), Filozoficzne i naukowo-przyrodnicze elementy obrazu świata 7, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2008, s. 108-123, http://tiny.pl/hnds2; oraz w: Włodzimierz Zięba przy współpracy Krzysztofa J. Kiliana (red.), Człowiek świadomością istnienia. Prace ofiarowane prof. dr. hab. Andrzejowi L. Zachariaszowi, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2009, s. 103-115.
(9) Por. Stephen Gould, "The Great Scablands Debate", Natural History, August-September 1978, przedrukowany jako "When the Unorthodox Prevails", New Scientist 1978, September 28, http://tiny.pl/h2lbd (za: Mieczysław Pajewski, Stworzenie czy ewolucja?, Wyd. Duch Czasów, Bielsko-Biała 1992, s. 149-150). Por. też M.J. Oard, The Missoula Flood Controversy, CRS Books, 2004.


DZIESIĘĆ NAJWIĘKSZYCH BŁĘDÓW DARWINA – część 2

6. Lekceważenie eksplozji kambryjskiej
Darwin wiedział o tym, co dzisiaj się nazywa eksplozją kambryjską, czyli o niezwykłym bogactwie skamieniałości, ujawniających złożone formy życia, które pojawiają się nagle, bez poprzedników, w zapisie kopalnym na tym samym niskim poziomie (datowanym przez ewolucjonistów na ok. 530 mln lat temu). W oczywisty sposób nie pasowały te odkrycia do jego ewolucyjnego modelu życia, rozwijającego się od form prostych do złożonych.

Zamiast nielicznych powiązanych ewolucyjnie organizmów, występujących w najmłodszych pokładach zapisu kopalnego, istnieje prawdziwa eksplozja form życia. 32 z 33 typów, jakie dziś widzimy, wydaje się pojawiać nagle w mniej więcej tym samym czasie. Gdybyśmy chcieli to porównać do rozwoju techniki, wyglądałoby to tak, jakby toster, zmywarka, lodówka, mikrofalówka i samochód pojawiły się nagle bez poprzednio istniejących podobnych urządzeń.

"Organizmy [...] zmaterializowały się nagle jak zjawy. W wybuchu twórczości, jakiej nie było ani przedtem, ani potem, przyroda zarysowała schematy praktycznie całego królestwa zwierząt. Ten wybuch biologicznego zróżnicowania uczeni opisują jako biologiczny Big Bang". [20] Ten Wielki Wybuch całkowicie odmiennych organizmów głęboko w zapisie kopalnym stanowił olbrzymi problem dla Darwina:

"Na pytanie, dlaczego nie posiadamy obfitujących w skamieniałości pokładów z tych najwcześniejszych jakoby okresów poprzedzających kambr, nie mam wystarczającej odpowiedzi." [21] "[...] bardzo jest jednak trudno wytłumaczyć sobie nieobecność wielkich i bogatych w skamieniałości pokładów pod warstwami systemu kambryjskiego. [...] Fakt ten musi pozostać nierozwiązany i słusznie uważany być może za poważny zarzut przeciw rozwijanym tu poglądom." [22]

Skamieniałości z wybuchu kambryjskiego teoria Darwina nie jest w stanie wyjaśnić, dlatego zaproponowano pewną jej odmianę, zwaną teorią przerywanej równowagi. Ale gdy spojrzymy na tę sprawę z perspektywy informacjibiologicznej, to najlepszym wyjaśnieniem jest inteligencja odpowiedzialna za to zjawisko. Wybuch kambryjski to olbrzymie i nagłe pojawienie się radykalnie nowych planów budowy ciała. Wymaga to wielkiej ilości nowej informacji biologicznej. Jej część jest zakodowana w DNA, ale jak powstała ta informacja, jest nadal nierozwiązanym problemem dla darwinistów. A skąd się wzięła informacja, która nie jest przypisana do DNA? Jak rozwija się hierarchicznie uporządkowane ułożenie komórek, tkanek, organów i planów budowy ciała? [23]

Po 150 latach poszukiwania wyjaśnienia kambryjskiego zapisu kopalnego nie mamy nadal ewolucyjnego mechanizmu zadowalająco tłumaczącego nagłe pojawienie się tak wielu całkowicie odrębnych form życia. I nie były to pojedyncze organizmy albo kilka stopniowo ewoluujących, ale prawdziwy ogród zoologiczny - bujna różnorodność złożonych form życia, w pełni rozwiniętych niemal na samym spodzie zapisu kopalnego.

7. Darwinowska teoria homologii
Jeszcze przed Darwinem zwrócono uwagę na to, że różne typy organizmów mają wspólne cechy, takie jak pięć palców w ludzkiej ręce, w skrzydle nietoperza czy w płetwie delfina. Darwin uznał, że to podobieństwo u różnych gatunków, zwane homologią, jest dowodem wspólnoty pochodzenia. Argument jest jednak słaby, gdyż w zapisie kopalnym nie obserwuje się stopniowej ewolucji tych kończyn u różnych gatunków. Poza tym istnieje prostszy sposób wyjaśnienia tych wspólnych cech. Zamiast odwoływać się do wspólnego przodka, można ich istnienie wyjaśnić jako wynik wspólnego projektu.

350px-Handskelett MK1888Ten wspólny projekt widoczny jest w wielu urządzeniach zbudowanych przez człowieka. Budujemy samochód, wózek i odkurzacz wyposażone w cztery koła, ale to nie znaczy, że mają one wspólnego przodka. Mają natomiast wspólny projekt. Cztery koła dają większą stabilność i lepiej rozkładają ciężar niż trzy koła. Można wnioskować, że z tych samych powodów mądry projektant użyłby modelu czterech nóg, zamiast trzech.

Podobnie jest z pięcioma palcami w rękach, skrzydłach i płetwach. Wskazują one na dobry projekt, mający na celu otrzymywanie optymalnych wyników. To samo można powiedzieć o dwojgu oczach, dwojgu uszach i czterech kończynach. Co jest bardziej sensowne - czy to, że projektant użył tych samych wzorców, ponieważ dobrze funkcjonują, czy że ślepy przypadek w działaniu doboru naturalnego i mutacji akurat sprawił, że otrzymaliśmy optymalny projekt po wielu próbach na chybił trafił? Jeśli to ostatnie jest prawdą, to gdzie są dowody istnienia bardzo wielu nieudanych modeli, które powinny kończyć swoje istnienie na śmietnisku zapisu kopalnego, jak to Darwin przewidywał? Żadnych takich dowodów nie znaleziono.

Kiedy organizmy oddalone od siebie na ewolucyjnym drzewie posiadają te same rozwinięte cechy (jak oczy), to ewolucjoniści utrzymują, że cechy te wyewoluowały niezależnie od siebie. Niektórzy twierdzą na przykład, że oczy wyewoluowały niezależnie kilkadziesiąt razy, co najmniej czterdzieści, a być może nawet sześćdziesiąt razy w wielu grupach królestwa zwierząt. [24] Jakie jest prawdopodobieństwo, by te same złożone cechy przypadkowo wyewoluowały wiele razy? Ponownie wspólny projekt jest wyraźnie dużo logiczniejszym wyjaśnieniem.

8. Teoria, że ludzie wyewoluowali z małp
W swojej drugiej pod względem popularności książce "O pochodzeniu człowieka" Darwin wypowiedział myśl, że ludzie wyewoluowali z pewnego typu małpy człekokształtnej, ściśle spokrewnionej z szympansem. Ale gdy przyjrzymy się tej sprawie bliżej, zobaczymy bardzo wiele różnic między szympansami a człowiekiem. Często spotykany pogląd, że mamy 99% wspólnego DNA z szympansami, został obalony, gdy zbadano genom szympansa. Podobieństwo to obniżono obecnie do 93%, ale te wyniki badań jakoś dziwnym trafem nie przedostały się do nagłówków gazet. Istnieją oczywiste podobieństwa między szympansami i ludźmi, ale także wielkie różnice w budowie ciała, mózgu, funkcjonowaniu intelektu i pod względem zachowania. [25]

Ponownie musimy postawić w tym miejscu pytanie: czy podobieństwo między szympansami i ludźmi zachodzi dzięki wspólnemu przodkowi, czy wspólnemu Projektantowi? Prawa genetyki nie pozwalają, by szympans stał się kimś innym niż szympans, a człowiek kimś innym niż człowiek. Po 150 latach badań żyjących form oraz zapisu kopalnego nie znaleziono dowodów na subtelną przemianę gatunku z małpy człekokształtnej do człowieka.

9. Drzewo życia
W "O powstawaniu gatunków" Darwin umieścił tylko jeden rysunek. Przedstawia on fragment tzw. drzewa życia, czyli schemat przekształcania się wspólnego przodka (korzeń) w różne gatunki dzisiaj obserwowane (gałązki). [26] Ale idea drzewa życia, jednoczącego wszystkie organizmy żywe, faktycznie opiera się na niewielkich zmianach w ramach gatunku. Darwin znacznie przekroczył dostępne doświadczenie empiryczne. Ekstrapolował fakty, mówiące o ograniczonej zmienności przystosowań wewnątrzgatunkowych na wszystkie wyższe poziomy. Ta ekstrapolacja była czystą spekulacją. Nie miał argumentów przemawiających na rzecz tej idei. Wystarczyło mu, że nie zna przeciwwskazań. "Nie widzę powodu - pisał - dlaczego by opisany proces przekształcania miał się ograniczyć tylko do tworzenia rodzajów." Ponieważ nie znał ograniczeń procesu drobnej zmienności gatunków, założył, że ograniczeń tych nie ma.

Najbardziej podstawowy problem ewolucjonizmu - pochodzenia gatunków - pozostaje nierozwiązany. Mimo stuleci sztucznej hodowli i dziesiątkówDarwins tree of life 1859 lat eksperymentów laboratoryjnych nikt nigdy nie zaobserwował powstawania nowych gatunków (przekształcenia się jednego gatunku w inny). To, co Darwin mówi o wszystkich gatunkach, nie zostało wykazane nawet dla jednego z nich. [27] Ponieważ definicja gatunku w biologii ewolucyjnej jest nieprecyzyjna i pozwala na pewien stopień arbitralności (niektórzy taksonomowie, tzw. splitters, uznają niekiedy odmiany za odrębne gatunki), kreacjoniści obiektywnie istniejące granice zmienności umiejscawiają z reguły nieco wyżej niż granice gatunku - na poziomie rodzaju, a nawet rodziny. Te obiektywnie istniejące podstawowe jednostki życia kreacjoniści nazywają stworzonymi typami, podstawowymi typami lub baraminami. Jeżeli w tym artykule używamy terminologii ewolucjonistycznej (gatunki itd.), to tylko dlatego, że chcemy być lepiej zrozumiani.
Zamiast więc jednego drzewa życia, które zaczyna się od jednego lub kilku wspólnych przodków i rozgałęzia się z upływem czasu na boki, obejmując wszystkie organizmy żywe, kreacjoniści proponują tzw. sad życia - wiele drzewek-baraminów, rozgałęziających się do pewnej nieprzekraczalnej granicy z pierwotnie stworzonych organizmów rodzicielskich.

Istnieje jeszcze jeden problem z Darwinowskim drzewem życia - idea ta jest niezgodna z tym, co widzimy w zapisie kopalnym. Odkrycia w tzw. łupkach z Burgess pokazują, że drzewo życia należy postawić do góry nogami czy raczej: do góry korzeniami. W zamierzchłej przeszłości obserwuje się w zapisie kopalnym więcej typów niż obecnie, gdyż niektóre z nich już wymarły. "Dziesięć lat temu istniała jeszcze nadzieja, że dane molekularne uratują drzewo, ale najnowsze odkrycia nadzieję tę pogrzebały. Chociaż nie przeczytacie tego w podręcznikach biologii, Darwinowskie drzewo życia zostało wyrwane z korzeniami". [28]

10. Odrzucenie biblijnego ujęcia stworzenia
Dziadek Karola Darwina, Erazm, który pisał także o ewolucji, był niewierzący. Niewierzącym był też ojciec Karola, Robert. Obaj mieli duży wpływ na Karola, zwłaszcza ojciec, ale także dziadek, choć pośrednio, gdyż zmarł przed urodzeniem się Karola. Karol powoli tracił wiarę, aż utracił ją całkowicie. Traumatycznym wydarzeniem w jego życiu była śmierć ukochanej córki, Annie, w wieku 10 lat. Darwin nie potrafił pogodzić istnienia zła w świecie z istnieniem kochającego Boga Stwórcy. "Od tej chwili Darwin stał się absolutnym, nieprzejednanym ateistą, jego jedynym bogiem był racjonalizm, jedynym zbawieniem nauka i logika, i temu poświęcił resztę swojego życia." [29]

Jedenaście lat po opublikowaniu "O powstawaniu gatunków" przyznał on szczerze, jakie były główne jego cele w tej książce: "Na moje usprawiedliwienie niech mi wolno będzie wyjaśnić, że chodziło mi o dwa różne cele: po pierwsze, o wykazanie, że gatunki nie zostały stworzone oddzielnie, i po drugie, że dobór naturalny był głównym czynnikiem zmienności [...].Niejedni z tych, którzy przyjmują zasadę ewolucji, ale odrzucają dobór naturalny, zdają się zapominać, krytykując moje dzieło, iż miałem w nim na widoku dwa wyżej wymienione cele. Jeśli tedy zbłądziłem, to nie dlatego, że przypisywałem doborowi naturalnemu ogromne znaczenie, lecz, co jest w zasadzie możliwe, przeceniając jego rolę. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej pomogłem do odrzucenia dogmatu o oddzielnych aktach stworzenia." [30]

Warto zwrócić uwagę, że pierwszy powód napisania tej książki miał religijny charakter, ponieważ jej autor chciał odrzucić dogmat o oddzielnych aktach stworzenia. Innymi słowy, dążył do odrzucenia religijnej wersji pochodzenia świata i człowieka, jaką przedstawia Biblia. Popierał coś, co można nazwać naukowym materializmem - pogląd, że przy wyjaśnianiu życia, jakie widzimy, wystarczy odwołać się do czynników materialnych, doboru naturalnego i zmienności. Lektura jego prywatnych notatek skłania do wniosku, że świadomie okłamywał współczesnych, że jest agnostykiem. Notatki te obfitują w wypowiedzi wojowniczego materializmu, którego ostatecznym celem było zdobycie "cytadeli", czyli nadanie materialistycznej interpretacji umysłowi ludzkiemu, gdyby materializm jego teorii ewolucji odniósł zwycięstwo. [31]

Jednak zamiast gromadzenia danych, wskazujących na ślepe przypadkowe przyczyny, tworzące rzekomo świat, ostatnie 150 lat badań molekularnych, chemicznych, biologicznych i astronomicznych coraz bardziej przekonuje o istnieniu inteligentnego Projektanta wszechrzeczy. Phillip E. Johnson, założyciel Ruchu Inteligentnego Projektu, wyraził tę myśl następująco: "Darwinowski ewolucjonizm z jego tezą o ślepym zegarmistrzu wyobrażam sobie jako wielki okręt wojenny na oceanie rzeczywistości. Burty jego są mocno uzbrojone w filozoficzne przeszkody dla krytyki, a jego pokład jest zapełniony wielkimi retorycznymi działami, które mają na celu odstraszenie ewentualnych atakujących. [...] Ale okręt nagle zaczął przeciekać metafizycznie i co inteligentniejsi oficerowie zaczęli rozumieć, że nie uratuje go cała siła ognia okrętu, jeśli przecieku się nie zatka. Oczywiście, będą trwały heroiczne wysiłki, by uratować okręt. [...] Widowisko będzie fascynujące i walka będzie trwała długo. Ale w końcu rzeczywistość odniesie zwycięstwo." [32]

W 2009 roku przeżywaliśmy dwustulecie urodzin Karola Darwina i sto pięćdziesięciolecie wydania jego głównej książki. Są to piękne jubileusze, ale Phillip E. Johnson przewiduje, że idee Darwina wylądują w końcu na śmietniku historii. "Każda historia dwudziestego wieku wymienia trzech szczególnie wpływowych myślicieli: Darwina, Marksa i Freuda. [...] Jednak Marks i Freud upadli [...]. Jestem przekonany, że Darwin jest następny w kolejce. Jego upadek będzie największy spośród tych trzech." [33]

Przypisy
[20] Madeline Nash, When Life Exploded, Time Dec. 4, 1995, s. 58.
[21] Darwin, O powstawaniu gatunków..., s. 378.
[22] j.w., s. 379.
[23] Por. Lee Strobel, Dochodzenie w sprawie Stwórcy, Wydawnictwo Credo, Katowice 2007, s. 314.
[24] Por. Ernst Mayr, What Evolution Is?, Basic Books, New York 2001, s.113; Richard Dawkins, Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, s. 167.
[25] Por. Stephan Anitei, How Much DNA Do We Share With Chimps?", Softpedia Nov. 20, 2006, s. 1.
[26] Por. Darwin, O powstawaniu gatunków..., s. 129.
[27] Por. Jonathan Wells, The Politically Incorrect Guide to Darwinizm and Intelligent Design, Regnery Publishing, Inc., Washington, DC 2006, s. 64.
[28] j.w., s. 51.
[29] Michael WHITE, John GRIBBIN, Darwin. Żywot uczonego, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 1998, s. 170.
[30] Karol DARWIN, O pochodzeniu człowieka, w: tenże, Dzieła wybrane, tom IV, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1959, s. 117-118.
[31] Por. Stanley Jaki, The Savior of Science, Regnery Gateway, Washington, D.C. 1988, s. 126.
[32] Phillip E. Johnson, Darwin on Trial, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1993, s. 169-170 [w polskim tłumaczeniu tej książki, Sąd nad Darwinem, Vocatio, Warszawa 1997 brak jest ostatniego rozdziału książki].
[33] Phillip E. Johnson, Z otwartym umysłem wobec darwinizmu. Poradnik krytycznego myślenia, Wydawnictwo Wista, Warszawa 2007, s. 110. (Mario Seiglie, "10 Ways Darwin Got It Wrong", The Good News November-December 2009, vol. 14, no. 6, s. 8-13.)


JAKI JEST WIEK ZIEMI?

Uczeni określili, że wiek Ziemi wynosi ok. 4,5 miliarda lat. Jak można pogodzić to ustalenie z biblijnym przekonaniem, że wiek ten wynosi zaledwie ok. 6 tysięcy lat?

W odpowiedzi postawmy najpierw inne pytanie: dlaczego mamy wierzyć, że nauka dokładnie określa wiek Ziemi? Czy jakikolwiek uczony widział, jak Ziemia powstawała? Bo jeśli nie, to jasne jest, że bezpośredni pomiar wieku Ziemi jest niemożliwy.

Uczeni dysponują sposobami szacowania wieku Ziemi. Ogólnie rzecz biorąc jest tak, że uczeni obserwują aktualny stan rzeczy, mierzą tempo jakiegoś procesu, zakładają to i owo na temat przeszłości oraz obliczają, jak długo ten proces musiał trwać, aby powstał aktualny stan. Obserwowanie, mierzenie i obliczanie to czynności, jakie uczeni wykonują bardzo dobrze. Jeśli możemy wątpić w końcowy wynik ich oszacowania, to najprawdopodobniej wskutek przyjmowanych założeń.

Powszechnie przyjmowany wiek Ziemi zmieniał się znacznie w ostatnich kilkuset latach. Ostatnie oszacowanie na 4,6 miliarda lat oparte jest na pomiarach radiometrycznych meteorytu o nazwie Allende. Jest to meteoryt kamienny, należący do chondrytów węglistych. 40 lat temu spadł on, a raczej jego liczne szczątki, w Meksyku. Trudno nawet powiedzieć, jaką miał masę. Zebrano 2-3 tony pozostałości i niektórzy oceniają, że zanim się rozpadł w atmosferze, mógł mieć masę 5 ton, czyli miał wielkość samochodu. Meteoryt Allende uchodzi za najlepiej zbadany meteoryt w historii. Zawiera on liczne duże inkluzje wapniowo-aluminiowe. Właśnie badanie tych inkluzji pozwoliło uznać, że powstały one w epoce formowania się planet naszego Układu Słonecznego. [1] Na Ziemi nie znajduje się tak starych skał. Uważa się, że jest to skutek metamorfozy ziemskich skał pod wpływem głównie ciśnienia i temperatury. Uznano, że meteoryt Allende albo jest materiałem, z którego formowały się planety, albo jest fragmentem jakiejś planety, która się rozpadła wkrótce po powstaniu. Dlatego uważa się, że wyniki badań radiometrycznych tego meteorytu pozwalają oszacować wiek Ziemi. [2]

Datowanie radiometryczne jest możliwe po przyjęciu kilku założeń. Po pierwsze, ponieważ nie obserwuje się warunków początkowych, należy je założyć. Po drugie, zakłada się, że żaden z izotopów poddawanych mierzeniu nie dostał się do meteorytu ani się z niego nie wydostał po jego powstaniu. W końcu zakłada się, że rozpad pierwiastków promieniotwórczych zachodził w stałym tempie. Na pierwszy rzut oka założenia te wyglądają dość rozsądnie, ale istnieją powody, by je kwestionować. [3]

Na wyniki pomiarów datowania radiometrycznego łatwiej byłoby się zgodzić, gdyby otrzymywane wyniki były ze sobą zgodne. Niestety, często są one wzajemnie niezgodne. Różne techniki wyznaczają odmienny wiek meteorytu Allende. Nawet ta sama technika, ale zastosowana do różnych fragmentów meteorytu wyznacza różne oszacowania jego wieku. [4] Ostatecznie więc uczeni dysponowali rozmaitymi datami do wyboru i przyjęli taką, która im najbardziej odpowiadała. I ten wiek podali do publicznej wiadomości. Ale istnieją liczne inne metody, których można użyć do oszacowania wieku Ziemi. Większość metod opartych na technikach radiometrycznych daje stary wiek Ziemi (miliardy lat), ale niektóre dają wiek zbyt mały, by je ewolucjoniści mogli zaakceptować. [5] Szczególnie interesująca dla kreacjonistów jest metoda oparta na tempie wycieku helu, będącego produktem rozpadu promieniotwórczego, z kryształów cyrkonu. [6] Badane cyrkony to kryształy krzemianu cyrkonu (ZrSiO4), tkwiące jako wrostki w biotycie, wydobywanym w trakcie wierceń gorącej prekambryjskiej skały granitowej. W cyrkonach występują promieniotwórcze atomy uranu i toru. Atom uranu-238 na przykład, zanim przekształci się w ołów-206, uwalnia osiem cząstek alfa (czyli jąder helu). Badając ilość helu w kryształach cyrkonu oraz mierząc tempo ich wydostawania się na zewnątrz, można oszacować wiek cyrkonu. Użycie tej metody dało wiek 6 tys. lat (błąd pomiarowy 2 tys. lat). Wspomniane badania sugerują też, że założenie stałego tempa rozpadu promieniotwórczego jest wątpliwe, a założenie to należy do najważniejszych przy technikach radiometrycznych.

Najlepiej by było, gdyby przynajmniej niektóre z tych metod można było sprawdzić, stosując je do obiektów, których wiek znamy. Jeśli jakaś metoda daje w takim przypadku dość dokładne wyniki, można mieć zaufanie także do jej wyników w przypadku obiektów o nieznanym wieku. W ten właśnie sposób można sprawdzać metody radiometryczne. Według teorii, na których opierają się te metody, zegar radiometryczny zaczyna tykać, kiedy lawa zastyga w postaci skały. I takie skały, które powstały wskutek wypływów lawy, jakie ktoś obserwował, można badać. Ponieważ techniki radiometryczne mają dawać najlepsze wyniki dla starszych skał, wyklucza się badanie zupełnie niedawno powstałych.

Badano liczne historyczne wypływy lawy. Często otrzymane wyniki każą przypisywać dużo starszy wiek skale niż rzeczywisty wiek znany z historii. [7] W wielu przypadkach wiek radiometryczny jest dziesiątki tysięcy razy większy niż wiek znany z historii. [8] A to, niestety, nie sprzyja zaufaniu do dokładności aktualnie używanych technik radiometrycznego wyznaczania wieku obiektów.

Należy też zwrócić uwagę na oczywistą sprawę - same nauki przyrodnicze nie dostarczają efektywnego sposobu wyznaczania wieku Ziemi. A powodem jest to, że wiek Ziemi jest zagadnieniem historycznym, a nie przyrodniczym. Kreacjoniści podkreślają istotne różnice między naukami historycznymi a naukami przyrodniczymi. W tych drugich czymś naturalnym jest powtarzalność obserwacji i eksperymentów. Ta powtarzalność pozwala na dokładną kontrolę wypowiadanych przez przyrodników twierdzeń. Nauki historyczne, jak geologia historyczna (nawiasem mówiąc, należy do nich również biologia ewolucyjna) muszą się zadowolić znacznie słabszymi odmianami kontroli, pośrednimi.

Najlepszym sposobem wyznaczenia wieku Ziemi byłoby przesłuchanie lub odczytanie świadectwa jakiegoś naocznego świadka. Ale kto był obecny, gdy powstawała Ziemia? Według Biblii obecny był Bóg, gdyż to on stworzył Ziemię. Biblia dostarcza wystarczająco dużo informacji, by oszacować wiek Ziemi na ok. 6 tysięcy lat. Nie ma naukowego powodu, by ten wiek odrzucać. Jeśli ktoś tak robi, to robi to z powodów światopoglądowych.

Niektórym wprawdzie wydaje się, że skoro wiele metod radiometrycznych daje większy wiek niż ten zarejestrowany w Biblii, to jest to powód naukowy, a nie światopoglądowy. Ale przypomnijmy sobie, że metody te zależą od niesprawdzalnych empirycznie założeń, np. tego, że tempo danego rozpadu promieniotwórczego jest stałe w czasie. Przyjmując takie niesprawdzalne empirycznie założenie nie tylko wykraczamy poza naukę, ale także poddajemy w wątpliwość zapis biblijny w tej sprawie. Od tej decyzji nie ma ucieczki - albo akceptujemy zapis biblijny, albo dopuszczamy, że jest on błędny. A każda z tych dwu wzajemnie wykluczających się decyzji ma charakter światopoglądowy, nawet jeśli sobie z tego nie zdajemy sprawy.

Historycznie rzecz biorąc pogląd, że Ziemia liczy sobie miliony i miliardy lat, powstał wskutek zmian w filozofii, a nie wskutek jakiegoś odkrycia naukowego. [9] Nawet dzisiaj utrzymuje się go, odrzucając historyczne ujęcie z Księgi Rodzaju. Stronniczość tych uczonych, którzy wierzą, że Ziemia liczy sobie miliardy lat, uwidacznia się w tym, że uznają za błędne wszystkie te dane, które są niezgodne z ich oczekiwaniami. Zwykle nie słyszymy o takich wynikach, natomiast od razu nagłaśniane są te, które pasują do aktualnego paradygmatu.

Jak by nie patrzeć, pogląd, że Ziemia liczy sobie ok. 6 tysięcy lat, jest bardzo rozsądnym przekonaniem. Oparte jest ono na historii zarejestrowanej w Biblii. Sama nauka nie jest w stanie rozstrzygająco zdecydować, które ujęcie jest słuszne - młodszej (ok. 6 tysięcy lat) czy starszej Ziemi (ok. 4,5 miliarda lat). A wiele danych geologicznych łatwiej wyjaśnić, odwołując się do modelu biblijnego niż do ewolucyjnego. Autor monografii na temat młodej Ziemi, John D. Morris, wymienia i omawia szereg takich danych. [10]

[email protected], creationism.org.pl

PRZYPISY

[1] Yuri Amelin, Alexander Krot, "Pb isotopic age of the Allende chondrules", Meteoritics & Planetary Science (University of Arizona), July/August 2007,  vol. 42, nos. 7/8, s. 1321-1335.
[2] John D., Morris, The Young Earth. The Real History of the Earth. Past, Present, and Future, Master Books, Green Forest, AR., 2007, s 59.
[3] J.w., s. 50-54.
[4] J.w., s. 59-60.
[5] Por. D. Russell Humphreys, "Evidence for a young world", Acts & Facts, June 2005, vol. 34, no. 6, Impact #384, s. i-ii, www.icr.org/article/1842/.
[6] Por. D. Russell Humphreys, Steven A. Austin, John R. Baumgardner, and Andrew A. Snelling, "Helium Diffusion Age of 6,000 Years Supports Accelerated Nuclear Decay", Creation Research Society Quarterly 2004, vol. 41, no. 1, s. 1-16.
[7] Por. Larry Vardiman, Andrew A. Snelling, and Eugene F. Chaffin (eds.), Radioisotopes and the Age of the Earth. A Young Earth Creationist Research Initiative, Institute for Creation Research, El Cajon, CA, and Creation Research Society, Chino Valley, AZ. 2000, s. 126-129, 189.
[8] Por. Morris, The Young Earth..., s. 51-52.
[9] Por. Terry Mortenson and Thane Hutcherson Ury (eds.), Coming to Grips with Genesis. Biblical Authority and the Age of the Earth, Master Books, Green Forst, AR 2008.
[10] Por. Morris, The Young Earth..., s. 96-119. (Jean K. Lightner, "How Old is the Earth?", Creation Matters, May/June 2011, vol. 16, no. 3, s. 5.)