23 stycznia 2019

EWOLUCJA A BÓG seans filmu + dyskusja

Już 3 listopada (poniedziałek) o godz. 19.00 Fundacja Twój Ruch zaprasza na seans filmowy!

EWOLUCJA A BÓG
w SALI WIDOWISKOWEJ Chatki Żaka
(Inkubator Medialno-Artystyczny UMCS), ul. Radziszewskiego 16.

Po filmie dyskusja z prelegentami.

Dołącz na Facebooku: facebook.com/events/728596527234103/?fref=ts


RELACJA: Projekcja filmu LUTER / DEBATA Kryzys męskości, kryzys kobiecości?

Galerie zdjęć z DEBATY Kryzys męskości, kryzys kobiecości?, oraz z wczorajszej projekcji filmu LUTER, która odbyła się w sali widowiskowej Chatki Żaka. W obu wydarzeniach wzięło udział ponad 300 osób.


Przedstawiamy galerie zdjęć z DEBATY Kryzys męskości, kryzys kobiecości?, oraz z wczorajszej projekcji filmu LUTER, która odbyła się w sali widowiskowej Chatki Żaka w Lublinie.

W obu wydarzeniach wzięło udział ponad 300 osób.

 

Projekcja filmu LUTER

 

DEBATA Kryzys męskości, kryzys kobiecości?

Debata z udziałem Pawła Chojeckiego, pastora Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie, redaktora naszelnego miesięcznika "idź Pod Prąd", zorganizowana została przez Fundację Twój Ruch oraz Koło Naukowe „Quaero”.

Część I relacji z debaty znajdziecie na naszym kanale YT: http://youtu.be/3WQuUiXVjXw?list=UUrVn_QhQKQEHq9cbxr0uFqg

Śledźcie nasz fanpage na Facebooku! Bądźcie na bieżąco: facebook.com/idzpodprad

 

JUŻ DZIŚ: Projekcja filmu “Luter”

Masz świetną okazję zobaczyć film Luter (2003) w KINIE Ack Umcs Chatka Żaka na dużym ekranie! Zupełnie ZA FREE. To nie lada gratka, ponieważ film był zakazany w polskich kinach (!) To świetny dramat historyczny z gwiazdorską obsadą: Joseph Fiennes, Alfred Molina, Peter Ustinov.

 

29.10 ŚRODA godz. 17:00
PROJEKCJA FILMU "LUTER"
sala widowiskowa, ACK Chatka Żaka, ul. Radziszewskiego 16

https://www.facebook.com/events/319316331588027/?ref=22

 

ZA FILMWEB'em: Film opowiada historię Marcina Lutra, księdza i profesora teologii na uniwersytecie w Wittenberdze, który twierdził, iż wierni sami powinni studiować Biblię, nie muszą odmawiać określonej liczby modlitw czy uczęszczać na nabożeństwa. Tym samym podważył całą organizację Kościoła rzymskokatolickiego. Ogłoszonymi przez siebie 95 tezami zjednał sobie opozycję kościelną, ale naraził się papiestwu...
więcej: http://www.filmweb.pl/film/Luter-2003-34936#

WSTĘP WOLNY!


DZIEJE SIĘ, czyli polecamy w październiku

Jeżeli interesuje cię historia protestantyzmu, jeżeli chciałbyś dowiedzieć się, co Biblia mówi na temat Twojego życia albo masz odwagę podyskutować o sprawach egzystencjalnych – nasza akcja #DZIEJE SIĘ, czyli polecamy w październiku – jest dla Ciebie.

Startujemy już 1 października o 19:30. Będzie krótka prezentacja inicjatywy, a potem warsztaty integracyjne przygotowane przez studentki psychologii UMCS. Zapraszamy w samo serce miasta – na Krakowskie Przedmieście 68/9 (II piętro) do siedziby KNP KNP Kościół NowegoPrzymierza w Lublinie i miesięcznika „idź Pod Prąd”.

Od nowego roku akademickiego ruszamy z nową edycją USB – Uniwersyteckich Spotkań Biblijnych – studium Biblii dla studentów, doktorantów, absolwentów lubelskich uczelni. Zaczynamy od 1 rozdziału Ewangelii Jana. Czytaj – dyskutuj – konfrontuj – pytaj (facebook.com/usblublin) Zapraszamy też na USB vol. 2, czyli kontynuację studium Ewangelii Jana (jesteśmy na 6 rozdziale).

Zapraszamy Was na szereg eventów organizowanych przez nas lub przez organizacje zaprzyjaźnione. Będzie się DZIAŁO!

Dołącz do wydarzenia na Facebooku: www.facebook.com/events/473393462803332/?fref=ts


PROTESTANCI VS. KATOLICY w świetle badań naukowych

O stwierdzenie braku różnic między wiarą protestancką a katolicką podejrzewać możemy jedynie osoby nieobeznane w temacie lub ewentualnie zapędzających się w wymyślaniu nowych pseudoargumentów ekumenistów. Doskonale zdając sobie sprawę z przepaści dzielącej wiarę protestantów i katolików, czasem tworzymy jednak zbyt przerysowane obrazy. Pojawia się pytanie – gdzie kończy się prawda, a zaczyna przesada? Uznałyśmy za zasadne sprawdzić, co może być jedynie naszym wymysłem, a w czym, wykorzystując obiektywne narzędzia naukowe, odnajdziemy przysłowiowe ziarno prawdy. Zbadałyśmy różnice w obrazie Boga, praktyk religijnych, relacji z Bogiem, a także sposób religijnego radzenia sobie ze stresem i wiążące się z tym tendencje do zaburzeń osobowości u katolików i protestantów. Wcześniejszych badań na ten temat w Polsce praktycznie nie ma.


O stwierdzenie braku różnic między wiarą protestancką a katolicką podejrzewać możemy jedynie osoby nieobeznane w temacie lub ewentualnie zapędzających się w wymyślaniu nowych pseudoargumentów ekumenistów. Doskonale zdając sobie sprawę z przepaści dzielącej wiarę protestantów i katolików, czasem tworzymy jednak zbyt przerysowane obrazy. Pojawia się pytanie – gdzie kończy się prawda, a zaczyna przesada? Uznałyśmy za zasadne sprawdzić, co może być jedynie naszym wymysłem, a w czym, wykorzystując obiektywne narzędzia naukowe, odnajdziemy przysłowiowe ziarno prawdy. Zbadałyśmy różnice w obrazie Boga, praktyk religijnych, relacji z Bogiem, a także sposób religijnego radzenia sobie ze stresem i wiążące się z tym tendencje do zaburzeń osobowości u katolików i protestantów. Wcześniejszych badań na ten temat w Polsce praktycznie nie ma.

 

Poprzez analizę wyników naszego badania wysunęłyśmy wniosek, iż religijność w życiu protestantów pełni istotniejszą rolę niż u katolików. Protestanci w większym stopniu samodzielnie motywują się do podążania za zasadami wiary, żyją nimi na co dzień, co wyraża się m.in. w tym, że częściej niż katolicy odnoszą się do wyznawanej religii przy podejmowaniu decyzji. Podobna prawidłowość została także stwierdzona w badaniu Cohena, Pierce'a, Chambersa, Meade'a, Gorvine'a, Koeniga z 2005 r., przeprowadzonym w Stanach Zjednoczonych, z którego wynika, iż protestanci częściej niż katolicy samodzielnie motywują się do postępowania według wyznawanych zasad.

 

Religijne strategie radzenia sobie w trudnych sytuacjach zostały opisane przez Kennetha Pargamenta, autora teorii copingu religijnego, który twierdził, że stres można opanować również poprzez odniesienie się do wartości nadrzędnej – sacrum. Amerykański psycholog wykazał, iż te religijne strategie można podzielić na pozytywne, opierające się głównie na współpracy z Bogiem i zaufaniu Jego woli, oraz negatywne, polegające na kwestionowaniu mocy Boga, niezadowoleniu z Jego działania i przerzucaniu na Niego odpowiedzialności za problemy. Pargament uważał, że skuteczność tego rodzaju radzenia sobie ze stresem zależy od światopoglądu danej osoby, np. wyznawanych wartości. Również nasze badanie dowiodło, iż uznawanie religii za ważną dziedzinę swojego życia wiąże się z częstszym stosowaniem pozytywnych strategii religijnego radzenia sobie ze stresem.


Nasze analizy potwierdziły obserwację, jaką poczynił Pargament wśród wierzących Amerykanów na temat występowania różnorodnych form psychopatologii. Osoby używające negatywnych strategii religijnego radzenia sobie ze stresem (kwestionowanie mocy Boga, niezadowolenie z Jego działania) przejawiają tendencje do zaburzeń osobowości. Co ciekawe, analiza istotności różnic między uzyskanymi wynikami wykazała, iż katolicy są bardziej niż protestanci skłonni do zaburzeń typu maniakalnego, które charakteryzują się nadpobudliwością, euforią i podwyższonym nastrojem, zazwyczaj niedostosowanym do sytuacji. Czyżby wiara katolicka była mniej prozdrowotna od protestanckiej? Taki wynik wskazuje na niebezpieczeństwo pewnej szkody dla zdrowia psychicznego, jaką skutkować może wiara o orientacji zewnętrznej. Wg Pargamenta traktowanie Boga instrumentalnie, powierzchowna relacja z Nim prowadzi do stosowania negatywnych strategii religijnego radzenia sobie ze stresem, a w konsekwencji do zaburzeń osobowości.


Kolejna różnica, jaką zaobserwowałyśmy w badaniach, dotyczy nastawienia społecznego – intelektualnego osądu świata, społeczeństwa. Okazało się, że protestanci są nastawieni bardziej prospołecznie niż katolicy. Również to może łączyć się z personalnym stosunkiem do Boga (realizowanie specyficznej relacji osobowej między człowiekiem a Bogiem) występującym u protestantów – wg badań E. Zasępy ludzie o takim stosunku są mniej podejrzliwi, życzliwie nastawieni, przyjaźni, serdeczni, ufni, bardziej interesujący się sprawami innych niż osoby o apersonalnym stosunku do Boga (traktowanie Boga instrumentalnie).


Na podstawie uzyskanych wyników możemy stwierdzić, że polscy protestanci są bardziej niż katolicy zainteresowani tematem szeroko pojętej religijności. Polscy katolicy są z kolei bardziej sceptyczni wobec koncepcji istnienia życia po śmierci oraz szatana, a także wobec uznawania ingerencji Boga w życie codzienne. Co więcej, protestanci modlą się częściej niż katolicy. Protestanci częściej niż katolicy uczestniczą także w spotkaniach o charakterze religijnym i uznają je za ważniejsze.


Co ciekawe, wyniki są w większości niezgodne z analizami przeprowadzonymi przez Małgorzatę Ramocką na podstawie projektu World Value Survey*, według których to katolicy modlą się częściej niż protestanci, są także bardziej aktywni religijnie oraz częściej postrzegają wiarę jako źródło oparcia. Ponadto według Ramockiej wiara w życie po śmierci, szatana, Boga, piekło i niebo jest silniejsza wśród katolików, a nie wśród protestantów, jak wykazało nasze badanie. Prawdopodobnie rozbieżności między naszym badaniem (i amerykańskimi analizami Cohena i innych), a zestawieniem stworzonym przez Ramocką są spowodowane tym, że w ramach projektu World Value Survey badana jest kulturowa przynależność religijna specyficzna dla danego kraju, nie jest brane natomiast pod uwagę rzeczywiste zaangażowanie religijne. Badania przeprowadzone w USA oraz nasze analizy bazują na osobistej deklaracji każdej z badanych osób. Podsumowując, różnice w wynikach wyżej wymienionych badań można tłumaczyć rozbieżnością między poziomem rzeczywistego zaangażowania religijnego nominalnych katolików lub protestantów, a poziomem zaangażowania zdeklarowanych przedstawicieli tych wyznań.


Uzyskane wyniki, analiza innych badań oraz zagłębienie się w teorie psychologiczne dotyczące religijności ukazują jednoznacznie specyfikę wiary katolików jako wiary o orientacji zewnętrznej, charakteryzującej się heteronomicznością (przyjmowanie zewnętrznych norm i zakazów), pasywnością, naśladownictwem, traktowaniem Boga jako odległego. Protestantów ukazują jako wierzących o orientacji wewnętrznej (budujących specyficzną - osobistą relację z Bogiem). Nie możemy zakładać, że wszyscy katolicy charakteryzują się zewnętrzną orientacją religijną, a wszyscy protestanci przejawiają orientację wewnętrzną – jest tu jedynie mowa o tendencji i istotnych różnicach, które wykazują badania zarówno nasze, jak i innych badaczy. Jedynie analizy Ramockiej mogłyby rzucić cień wątpliwości na tĘ prawidłowość, gdybyśmy nie przejmowali się wadliwą metodologią i uznali je za poprawne.

 

 

* World Values Survey – projekt badawczy dotyczący wartości i przekonań, ich zmian zachodzącychw czasie i wpływu, jakie wywierają one na życie społeczne i polityczne. Badania prowadzone są przez sieć naukowców działających na całym świecie, która od 1981 r. przeprowadziła szereg badań w niemal 100 krajach.

 

Kornelia Chojecka, Maria Milcarz

lipiec 2014

A WIĘC WOJNA!

p.ch2Pod koniec maja papież Franciszek wizytował Ziemię Świętą, gdzie ogłosił:
„Przyzywamy dziś żarliwie Ducha Świętego, prosząc Go, aby przygotował drogę pokoju i jedności”.

 

Potem zaprosił do Watykanu prezydentów Izraela Szimona Peresa i Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa, których nazwał "ludźmi pokoju". W czerwcu w Ogrodach Watykańskich o pokój modliły się razem z Franciszkiem, Peresem, Abbasem i ekumenicznym patriarchą Konstantynopola Bartłomiejem delegacje chrześcijan, żydów i muzułmanów.

 

Z początkiem lipca wybuchła otwarta wojna w Izraelu, nie mówiąc o eskalacji konfliktu z głównym światowym terrorystą na Ukrainie. Widać, jak Bóg traktuje pompatyczne gesty tego, który samozwańczo tytułuje się „zastępcą Chrystusa na ziemi” oraz jego kolegów po fachu z innych religii…

 

Czy to, co się dzieje, to III wojna światowa? Wielu się obruszy - mamy przecież tylko ograniczone konflikty i operacje pokojowe. Niektórzy na Wschodzie i Zachodzie do dziś początku II wojny światowej nie wiążą z datą 1.09.1939 roku…

 

Kiedy więc rozpoczęła się III wojna? Jedni powiedzą - w początku lat 90., od inspirowanej przez Niemcy i Watykan wojny na Bałkanach, inni wskażą rosyjski atak na Gruzję w 2008 r., a nam najbliższa jest data 10.04.2010 r. Po zestrzeleniu przez Rosjan cywilnego samolotu z prawie 300 obywatelami Zachodu nikt już chyba nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z otwartą wojną światową. Wobec nieuznawania tego faktu przez polityków Zachodu i ględzenia o dialogu z Rosją należy się spodziewać kolejnej eskalacji zabijania. Putin już wskazał swój następny krok - dokonał przeglądu wyrzutni głowic atomowych. Oczywiście nie zaryzykuje totalnej wojny jądrowej, ale z pewnością rozważa uderzenie z terytorium „donieckich separatystów” tzw. brudną bombą jądrową na Kijów, a może i na Warszawę. Nu sztoż, zdjełali oszibku, rebiata – znowu usłyszymy taki komunikat zarówno w Moskwie, jak i w Waszyngtonie. A kilka lub kilkadziesiąt tysięcy napromieniowanych Ukraińców lub Polaków – to przecież podludzie…

 

Znajdujemy się w szczególnie groźnym położeniu - armia prawie nie istnieje, gwarancje tylko na papierze - żadnej bazy NATO, władza marionetkowa, naród tchórzliwy, podzielony i ogłupiony, do tego bez przeszkolenia wojskowego i całkowicie bezbronny. Nawet przed zaborami było lepiej…

 

Gdzie nadzieja? Po ludzku nie ma żadnej. Nawet opcja „siedzenia cicho” nie gwarantuje nam już spokoju - Putin przeszedł do czynnej odbudowy CCCP, a Niemcy marzą tylko o tym, by się z nim dogadać i przegnać z Europy „wrednych Jankesów”. Podział Polski wzdłuż 19 południka, jak przewidział dziesięć lat temu Juliusz Machulski? To chyba jeden z bardziej optymistycznych scenariuszy.

 

Co ma w tej sytuacji robić rozsądny człowiek? Po pierwsze, powinien porzucić mrzonki o „pokoju i bezpieczeństwie”, którymi od lat nas karmiła propaganda. Po drugie, powinien odpowiedzieć sobie szczerze na pytanie, czy Bóg jest starym, głuchym dziadkiem lub zegarmistrzem, który nie ingeruje w raz nakręcony zegarek, czy też jest Panem historii i Królem królów? Nadzieja na zmianę jest tylko w tym drugim przypadku.

…kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają. Hebr. 11:6

 

Clipboard01Artykuł ukazał się w najnowszym numerze "idź Pod Prąd" (lipiec 2014).

Miesięcznik można nabyć w kioskach RUCH, EMPiK, GARMOND.

 


ZWODZENIE IDZIE OD ZIELONYCH

CORAZ WYRAŹNIEJ ODSŁANIA SIĘ PLAN ZWIEDZENIA WSPÓŁCZESNEGO CHRZEŚCIJAŃSTWA W STRONĘ ODSTĘPCZEJ, ŚWIATOWEJ RELIGII. SZCZEGÓLNĄ ROLĘ W TYM PLANIE TRADYCYJNIE ODGRYWAJĄ JEZUICI – ZAKON POWOŁANY DO WALKI Z REFORMACJĄ, CZEGO EFEKTEM MIAŁ BYĆ POWRÓT PAŃSTW PROTESTANCKICH POD ZWIERZCHNOŚĆ RZYMU. GŁÓWNY ATAK W NASZYCH CZASACH PRZYSZEDŁ JEDNAK Z NAJMNIEJ OCZEKIWANEJ STRONY. TO, CO POCZĄTKOWO WYDAWAŁO SIĘ NADZIEJĄ NA ODNOWĘ SKOSTNIAŁEGO PROTESTANTYZMU, CO PRZEDSTAWIANE BYŁO JAKO „NOWE WYLANIE DUCHA ŚWIĘTEGO” MAJĄCE UCZYNIĆ KOŚCIÓŁ SKUTECZNYM W EWANGELIZACJI, MAJĄCE PRZYWRÓCIĆ CHRZEŚCIJAŃSTWU GORLIWOŚĆ CZASÓW APOSTOLSKICH, STAŁO SIĘ OTWARCIEM DRZWI DLA „WZORU TEGO ŚWIATA” ORAZ DLA FAŁSZYWEJ JEDNOŚCI ZE STOLICĄ „PIJANĄ KRWIĄ ŚWIĘTYCH JEZUSA”.

 

okladkaPod koniec średniowiecza kościół rzymski osiągnął praktycznie całkowitą dominację nad państwami i sumieniami mieszkańców zachodniego świata. W swojej pysze mógł nie liczyć się z opiniami pobożnych krytyków – miał skuteczne narzędzia do izolowania i uciszania ich przy aprobacie możnych ówczesnego świata. Tragicznym i najszerzej znanym tego przykładem jest los czeskiego księdza Jana Husa, który ufny w dobrą wolę hierarchów rzymskiego kościoła, ich otwartość na prawdę Pisma Świętego oraz zaopatrzony w królewską gwarancję nietykalności udał się do Konstancji na debatę… 


Cud nastąpił dopiero sto lat później, gdy zbiegły się jednocześnie przynajmniej trzy niezwykłe czynniki – oddany reformie chrześcijaństwa lotny umysł, powszechny dostęp do nowego narzędzia propagandy (druku) oraz interes władców politycznych w konflikcie z Rzymem. To, że nie zdławiono niemieckiej reformacji, też jest wynikiem cudu – tak to opisuje Piotr Setkowicz:


„Ktoś, kto przyjrzy się początkom reformacji może się zdziwić ilością „zbiegów okoliczności”, dzięki którym nie została ona zduszona w zarodku. Augustianin Marcin Luter przez kilka lat badał, co Pismo Święte mówi o usprawiedliwieniu człowieka przed Bogiem i dzielił się swoimi odkryciami. Zapatrzeni w pieniądz i skłóceni ze sobą katoliccy hierarchowie nie zwracali na to uwagi, nie widzieli w tym żadnego zagrożenia dla siebie i nie przeszkadzali. Potem, gdy problem stał się widoczny, poparcie księcia Fryderyka Mądrego dla kandydatury Karola Habsburga na cesarza Niemiec było zbyt ważne, by wymagać od niego wydania protegowanego w ręce papieskiego legata. Gdy w końcu papież wyklął teologa z Wittenbergii, okazało się, że ma on już wystarczająco wielu zwolenników, by się tym zbytnio nie przejmować. Sojusznikiem Leona X w walce z rodzącą się herezją był Karol V Habsburg. Jednak najpotężniejszemu władcy ówczesnej Europy zawsze coś utrudniało zajęcie się tym problemem. Musiał tłumić powstanie, które wybuchło w Hiszpanii. Prowadził wojnę z Francją. Jego uwagi wymagały też podbój i kolonizacja Ameryki. Luter nie został ujęty i zdobywał zwolenników w niemieckich rodach panujących. Gdy idąc za przykładem Albrechta Hohenzollerna wprowadzali oni luteranizm w swoich księstwach. Karol V Habsburg toczył akurat wojnę z papieżem Klemensem VII. Mogło się wydawać, że sukcesy reformacji nie będą trwałe. Prędzej czy później papież i cesarz musieli się przecież pogodzić. Wtedy jednak pod Wiedeń podeszli Turcy. Udało się ich odeprzeć, ale od tej pory mimo szczerych nieraz chęci państwa katolickie nie mogły użyć całości swych sił przeciwko państwom protestanckim…” iPP nr 106, maj 2013


Tego impetu nie dało się już powstrzymać. Całe księstwa i królestwa wybierały kierunek na wolność. Na widzialne efekty nie trzeba było długo czekać. Protestantyzm był wielkim krokiem ku wolności duchowej, która zrodziła konsekwencje gospodarcze i społeczne. Kulminacją tego procesu było powstanie protestanckiego państwa na Nowym Kontynencie. Stany Zjednoczone Ameryki szybko stały się potęgą duchową, gospodarczą i polityczną. To one dosłownie zalały świat mnóstwem poświęconych głoszeniu ewangelii Jezusa młodych ludzi. Misje protestanckie opanowały cały glob. Tymczasem pomimo wysiłków jezuitów kościół rzymski chylił się ku upadkowi. W drugiej połowie XIX wieku musiał już walczyć o przetrwanie na swojej własnej ziemi – sami Włosi chcieli zakończyć jego dominację polityczną. Papież po klęsce politycznej i wojskowej ogłosił się „więźniem Watykanu” - wyzwolił go z niej dopiero… Benito Mussolini.


Wobec tej sytuacji - ogromnych sukcesów misyjnych ewangelikalnego protestantyzmu i upadku politycznej potęgi Rzymu - potrzebna była nowa strategia. Nie zdziwiłbym się, gdyby ekumenizm wymyślili jezuici. Trudno o bardziej podstępny i skuteczny plan zwiedzenia ludzi kochających Boga i bliźnich. Ekumenizm to spełnienie Bożych, szczytnych celów ziemskimi środkami. Analogią jest tu kuszenie Jezusa przez diabła oferującego mu panowanie nad światem w zamian za oddanie mu pokłonu. Podobnie ekumeniści oferują demonstrację jedności i miłości za cenę kompromisu z Prawdą. Zakwaszone w ten sposób ewangeliczne chrześcijaństwo przestaje się różnić od odstępczej religii rzymskiej. Traci na tym przynajmniej na trzy sposoby – bierze na siebie odium złego świadectwa moralnego Rzymu, zniekształca u odbiorcy swoje unikatowe przesłanie („wszyscy wierzymy w tego samego Jezusa i tę samą ewangelię”) i, co chyba najważniejsze, uśmierca misyjną gorliwość u autentycznych uczniów Chrystusa, kierując ich bardziej ku działalności charytatywnej i pokojowej filozofii humanistycznej (pastor Rick Warren reklamuje tzw. drugą reformację uczynków - "Pierwsza Reformacja dotyczyła poglądów. Ta powinna dotyczyć postępowania”). W sukurs ekumenicznemu zwodzeniu przyszedł również Zły ze swoją ponadnaturalną, inną duchowością.

 

Początki ruchu zielonoświątkowego (inaczej zwanego ruchem charyzmatycznym) nie wskazywały wyraźnie na dzisiejszą jego postać. Oto u zarania XX wieku (czyli w tym samym czasie, gdy raczkował ruch ekumeniczny) gorliwi protestanci przeżywali coś, co identyfikowali z otrzymaniem Ducha Świętego przez pierwszych chrześcijan w dniu Zielonych Świąt opisanym w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich. Miało to ich uzbroić mocą do lepszej służby i świętego życia. W ciągu kilkudziesięciu lat poprzedniego stulecia teologia i praktyka zielonoświątkowa dotknęła wszystkie główne wyznania protestanckie i… zadomowiła się także w kościele rzymskim! Doszło do tego, że dziś możemy w wiadomościach przeczytać, że podczas mszy w Rzymie „ponad 50 tys. katolickich charyzmatyków modliło się na językach za papieża” ChnNews.pl. Sam uczestniczyłem w latach osiemdziesiątych w pielgrzymce charyzmatyków do Częstochowy, gdzie - ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu - „uduchowieni” charyzmatycy z krakowskiej „Beczki” w językach adorowali Czarną Madonnę. Nie miałem wątpliwości, że to nie Duch Święty jest ich inspiratorem – On nie mógłby prowadzić człowieka do idolatrii. Podobnie też Duch Chrystusa nie prowadziłby do adoracji podczas mszy, która jest bluźnierczym powtarzaniem ofiary za grzech raz na zawsze złożonej przez Chrystusa na Krzyżu Golgoty.


Jaki owoc wydał ruch charyzmatyczny wśród protestantów? Oprócz wielkich niespełnionych nadziei, zamieszania i podziałów w kościołach w sposób oczywisty przeniósł punkt koncentracji chrześcijan z posłuszeństwa Słowu Bożemu na poleganie na znakach, cudach i rzekomych proroctwach. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Rzym skutecznie użył już w XIX wieku tzw. objawień maryjnych do ugruntowania swoich bezpodstawnych nauk. Oto w roku 1854 papież ogłasza dogmat o niepokalanym poczęciu Marii, a już cztery lata później w Lourdes objawia się osoba tytułująca się… „Jestem Niepokalane Poczęcie”! Dziś, kiedy zdecydowana większość ewangelikalnych protestantów to charyzmatycy, diabeł sięga po tę samą broń. Oto „prorok” Kim Clement przypisuje Bogu takie słowa:


„Jest ktoś, kogo wybrałem, kto ukląkł przy krzyżu wiele, wiele razy. Mówię o tym, który bierze swoje imię od św. Franciszka z Asyżu. Duch Pański powiedział, żeby przyszedł i stanął jako przywódca. Ten człowiek nie jest jak ktokolwiek inny - mówi Pan. Został wyznaczony, by połączyć serca osób wiary protestanckiej z tymi katolikami, którzy są wypełnieni Duchem. Uczynię coś wyjątkowego i innego, mówi Pan, ze względu na to, że on zna Moją moc. (…) Wybrałem papieża Franciszka, by był jednym z głosów, które będą przemawiać. (…) 500 lat temu Marcin Luter przybił tezy do drzwi i powiedział: "wierzymy, że jesteśmy zbawieni przez łaskę, która jest darem Boga. Zbawieni dla uczynków, a nie przez uczynki". Boży Duch mówi, że ten człowiek również to powie.” ChnNews.pl


Chrześcijanin ugruntowany na zasadzie sola Scriptura (tylko Pismo Święte) nie ma trudności z poradzeniem sobie z tego rodzaju zwiedzeniem, ale co zrobią rzesze zielonoświątkowców notorycznie przyzwyczajanych do słuchania w swoich zborach przeróżnych mediów i ich rzekomych objawień? Gdy jeszcze nałożymy na to problem znikomej znajomości historii kościoła w kręgach charyzmatycznych, to brednie o drugim Lutrze o imieniu Franciszek na 500-lecie reformacji przestają być śmieszne…


Czasy ostateczne są opisane w Biblii w wielu miejscach. Odwołam się do jednej zapowiedzi ap. Pawła:
A ów niegodziwiec przyjdzie za sprawą szatana z wszelką mocą, wśród znaków i rzekomych cudów, i wśród wszelkich podstępnych oszustw wobec tych, którzy mają zginąć, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, która mogła ich zbawić. I dlatego zsyła Bóg na nich ostry obłęd, tak iż wierzą kłamstwu, aby zostali osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, lecz znaleźli upodobanie w nieprawości. 2 Tes. 2:9-12


Widzimy tu podstępne oszustwa, znaki i rzekome cuda w kontrze do prawdy. Słowo Twoje jest prawdą (Jan. 17:17) - to oczywista oczywistość dla każdego dziecka Bożego. Antychryst całą swoją przebiegłością i mocą będzie odciągał ludzkość od Słowa ku znakom i rzekomym cudom. Dodatkową identyfikacją ofiar jego zwodzenia jest upodobanie w nieprawości. Ciekawą cechą ruchów charyzmatycznych jest bliskość wobec innego prądu w podkulturze - do muzyki pokolenia ’68, czyli buntu przeciw konserwatywnej moralności. Celem tej muzyki jest kierowanie człowieka ku zmysłowości, porywom emocji i łamaniu Bożych zasad moralnych. Kościoły charyzmatyczne są dziś pełne muzyki praktycznie nie do odróżnienia od tej obecnej w upadłej kulturze głównego nurtu. Tak zwani „muzycy chrześcijańscy” bronią się, utrzymując, że słowa ich utworów są jednak różne. Faktem jest jednak, że młodzież zielonoświątkowa przoduje w tolerowaniu czy praktykowaniu niemoralności, szczególnie w dziedzinie seksu. Czy to przypadek?


Miałem ostatnio przykre doświadczenie pokazujące, jak upodobanie do łamania zasad bierze górę nad umiłowaniem prawdy u młodych chrześcijan właśnie za sprawą muzyki. Ojciec to szanowany pastor i przeciwnik ekumenizmu, krytyk protestancko-katolickiego Festiwalu Nadziei, który w czerwcu odbył się w Warszawie. Mimo to jego córka jedzie na FN, usprawiedliwiając się, że owszem, zna argumenty, ale nie może oprzeć się pokusie bycia na żywo na koncercie jakiejś tam chrześcijańskiej kapeli, którą „kocha” od wczesnej młodości.


Dziwnym lub raczej szatańskim trafem te wszystkie anty-Boże czynniki spotykają się w kościołach naszych czasów - ekumenizm, zielonoświątkowe otwarcie na pozabiblijne „objawienia” i powszechna niemoralność, której nośnikiem jest muzyka buntu. Trudno nie zadać pytania, czy żyjemy już w czasach zwodzenia i odstępstwa, które wprowadzi na scenę Antychrysta?

 

A do anioła zboru w Filadelfii napisz: (…) Znam uczynki twoje; oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia. Oto sprawię, że ci z synagogi szatana, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, lecz kłamią, oto sprawię, że będą musieli przyjść i pokłonić się tobie do nóg, i poznają, że Ja ciebie umiłowałem. Ponieważ zachowałeś nakaz mój, by przy mnie wytrwać, przeto i Ja zachowam cię w godzinie próby, jaka przyjdzie na cały świat, by doświadczyć mieszkańców ziemi. Przyjdę rychło… Obj. 3:7-11

 

idź Pod Prąd, lipiec 2014


HODOWANIE WĘŻA

W MAJU TEGO ROKU ZROBIŁO SIĘ GŁOŚNO O ZIELONOŚWIĄTKOWYM PASTORZE, KTÓRY WRAZ Z RODZINĄ PRZESZEDŁ NA KATOLICYZM. ULF EKMAN NA POCZĄTKU LAT 80. ZAŁOŻYŁ W SZWECJI CHARYZMATYCZNĄ DENOMINACJĘ SŁOWO ŻYCIA (LIVETS ORD) I PROWADZIŁ JĄ PRZEZ KILKADZIESIĄT LAT. JUŻ JAKO KATOLIK OPUBLIKOWAŁ ZA POŚREDNICTWEM RADIA WATYKAŃSKIEGO WYWIAD, W KTÓRYM PRZEDSTAWIA SWÓJ „ROZWÓJ” DUCHOWY, JAKI DOPROWADZIŁ GO DO RZYMU, ROZPOZNANIA „CUDU” EUCHARYSTII I KULTU MARII. W PONIŻSZYM OMÓWIENIU CHCIAŁEM JEDNAK ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA STOPIEŃ JAWNOŚCI POSZUKIWAŃ BYŁEGO PASTORA.


hodowanie wezaBy mieć właściwy ogląd sytuacji, warto przywołać nieco historii. Otóż po chwilowym szoku spowodowanym sukcesem działalności Lutra ipojawieniem się pierwszych w historii państw protestanckich (Prusy, Anglia), Rzym przeszedł do zorganizowanej kontrofensywy. Głównym jej narzędziem było powołanie specjalnego zakonu do walki z biblijnym chrześcijaństwem. Jego celem nadrzędnym stało się przywrócenie państw protestanckich z powrotem pod władzę Rzymu. Nic nie krępowało działań ani sumień sług papieża – cel uświęcał wszelkie zbrodnie i niegodziwości. Gdy nie pomagał ogień, miecz, trucizna, sztylet czy spisek, tam posyłano przeszkolonych wcześniej w watykańskich seminariach „pastorów” i „kaznodziejów”. Ciekawym zjawiskiem jest korelacja pomiędzy wyborem na papieża pierwszego w historii jezuity z wysypem „coming outów” protestantów, którzy od lat w ukryciu kochali religię rzymską. Jednym z nich jest właśnie pastor Ekman, który to otwarcie przyznaje:

Było to uwieńczenie długiej drogi, a zarazem otwarcie ku czemuś nowemu. Marzyliśmy o tym od wielu lat, być może od 15 lat (…)

 

Ważne, w jakim kontekście wspólnotowym realizowały się te kilkunastoletnie „marzenia” Ekmana:
Byłem pastorem charyzmatycznego wolnego kościoła. Utworzyliśmy wielki kościół o silnym zaangażowaniu misyjnym. Byłem w to wszystko bardzo zaangażowany.

 

Mówiąc wprost, Ekman marzył, by zostać katolikiem i jednocześnie z wielką gorliwością budował protestanckie wyznanie!? Nie brzmi to wiarygodnie w ustach człowieka, który odebrał pełne wykształcenie w zakresie historii chrześcijaństwa i okołoreformacyjnych sporów teologicznych (wcześniej studiował teologię i został ordynowany na luterańskiego pastora). Biblia poucza nas, że z obfitości serca mówią usta (Mat. 12:34). Warto więc porównać ze sobą te dwie wypowiedzi „oświeconego” Ekmana:

nawrócenie jest czymś bardzo osobistym. Nie byłem do tego w pełni przekonany jeszcze przed rokiem. Przed rokiem znalazłem się w decydującym punkcie.

I muszę też powiedzieć, że liderzy naszego Kościoła, kilkuset wspólnot, przeszli w ciągu ostatnich lat wielką ekumeniczną drogę. Nie zaszli tak daleko, jak ja, ale na pewno zrobili krok naprzód. Byli też kilka razy w Rzymie, bo chciałem, by zrozumieli naszą decyzję. Pod tym względem bardzo dobrze to przygotowaliśmy. Patrząc wstecz, mogę powiedzieć, że wielu moich współpracowników, choć nie podziela naszej decyzji, to jednak ją rozumie i respektuje jej powody. I pozostajemy z nimi w dobrych relacjach.

 

Mamy tu dwa sprzeczne obrazy – uduchowionego charyzmatyka, którego sam Jezus kieruje ku Rzymowi, który się waha i nie ma pewności prawie do samego końca swych poszukiwań, a kilka zdań dalej wyłania nam się obraz pragmatyka kierującego wielkim wyznaniem, które latami z premedytacją i bez wiedzy zainteresowanych prowadzi w ręce Rzymu.

 

Widać, że sprawa jest poważna. Współczesne zwiedzenie protestantów było długo i misternie przygotowywane i realizowane przez Rzym. W tym kontekście trzeba ocenić wszelkie ekumeniczne, protestancko-katolickie inicjatywy w naszych zborach. Za każdą z nich stoi jakiś figurant (osoba nieświadoma pełnego kontekstu realizowanych zadań i szczerze wierząca w ich szlachetność) albo agent Watykanu, który bardzo dobrze przygotowuje swoje owce na rzeź. Nie bez przyczyny Bóg wielokrotnie ostrzega nas w kontekście czasów ostatecznych przed zwiedzeniem i wilkami w owczej skórze. Jeśli Twój pastor prowadzi zbór w kierunku bratania się z katolicyzmem, to z pewnością należy do jednej z powyższych grup - watykańskich figurantów albo agentów. W żadnym jednak przypadku nie ma Bożych kwalifikacji do prowadzenia kościoła uczniów Chrystusa.

 

Ekman w sposób niezamierzony pokazuje nam antidotum na kwas zwodzicieli - „pozostajemy z nimi w dobrych relacjach”. To jest ich metoda! Dalej sączyć jad przez relacje z naiwnymi braćmi z naszego obozu. Ten zwodziciel przez przynajmniej kilkanaście lat oszukiwał tysiące ludzi i teraz, po otwartym kroku zdrady, jest nadal traktowany jak przyjaciel i brat!? Trudno o bardziej naiwną i niebiblijną postawę do węży! Słowo deklaruje jasno:

Nie dajcie się zwodzić przeróżnym i obcym naukom (…). Mamy ołtarz, z którego nie mają prawa jeść ci, którzy służą przybytkowi. Hebr. 13:9-10

 

Przyjaźń z ekumenistami prowadzącymi Lud Boży z powrotem w niewolę Rzymu jest udziałem w ich grzechu.

 

***


Jeden z braci zwrócił mi w liście uwagę na kierunek zwodzenia wszechobecny w dzisiejszych zborach:

Z perspektywy czasu widzę, jak duże zmiany zaszły w moim "macierzystym zborze", którego pastor jest ultrazwolennikiem ekumenii. Wierzący zostali odgórnie wprowadzeni w sidła watykańskiego odstępstwa. Zza kazalnicy nie mówi się już o przystępowaniu do "wieczerzy pańskiej", tylko używa się słowa "komunia"…

 

Na katolickiej stronie dzieło.pl ks. dr Radosław Kimsza w ten sam sposób definiuje cele strony katolickiej:
…jedność chrześcijan nastąpi wówczas, kiedy poszczególne wyznania chrześcijańskie uznają wzajemnie sakrament eucharystii.

 

Kościoły głoszące zbawienie z łaski, wystarczalność i niepowtarzalność odkupienia, za które Jezus złożył raz na zawsze doskonałą Ofiarę z Samego Siebie, mają podeptać swoją podstawową misję głoszenia ewangelii i połączyć się z Rzymem w najbardziej bluźnierczym tajemnym znaku (sakramencie), który w miejsce Chrystusa Biblii wprowadza innego chrystusa zamkniętego na głos kapłana w kawałku wafla. Brr… Czy można lepiej przygotować świat na nadejście Antychrysta?


Drogi Czytelniku, jeśli to rozumiesz i jednocześnie jesteś w takim odstępczym kościele, nie zwlekaj – szukaj wspólnoty braci wiernych Jezusowi. Pan jest blisko! Filip. 4:5

 

idź Pod Prąd, lipiec 2014

Błogosławieństwo Festiwalu Nadziei/Pastorze, jak żyć? odc. 8

Festiwal Nadziei i co dalej? Z pastorem Pawłem Chojeckim z Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie rozmawia grupa młodzieżowa KNP.
Zapraszamy do dyskusji w komentarzach pod filmem, a także na Facebooku miesięcznika "idź Pod Prąd": facebook.com/idzpodprad

 

{youtube}GvkmPeWiBGs{/youtube}

 

Tekst o pastorze P. Chojeckim z ChnNews: http://chnnews.pl/index.php/pl/kraj/i...

Tekst pastor P. Bartosika: http://www.fronda.pl/blogi/fronda-po-...

Tekst o b. szwedzkim pastorze U. Ekmanie: http://chnnews.pl/index.php/pl/europa...


Motywy Biblijne w nowych produkcjach z Hollywood – pastor Chojecki w lublin.com.pl

Eunika Chojecka: Z moim stałym gościem, Pawłem Chojeckim - pastorem Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie, redaktorem naczelnym miesięcznika "idź Pod Prąd", rozmawiamy o powstałych ostatnio filmach o tematyce chrześcijańskiej, m.in. o nowym serialu HBO "Pozostawieni", filmie "Noe: Wybrany przez Boga" Darrena Aronofsky'ego, czy "Exodus: Bogowie i królowie" Ridleya Scotta. Kontynuujemy również wątek odnowy moralnej i duchowej Polaków.

 

{youtube}DPyz-wa6Gko{/youtube}


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut