Pani sędzia Katarzyna Zaczek-Czech z Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów okazała dobre serce i wypuściła na wolność za poręczeniem w wysokości 300 tysięcy zł Arkadiusza Ł.

49-letni Arkadiusz Ł., ps. „Hoss”, został zatrzymany pod koniec ubiegłego tygodnia przez funkcjonariuszy stołecznego Centralnego Biura Śledczego Policji. To on jest uważany za pomysłodawcę mechanizmu wyłudzeń metodą „na wnuczka”. Ukradł w ten sposób starszym ludziom co najmniej 3 mln złotych. Przez blisko półtora roku ukrywał się przed organami ścigania nie tylko z Polski, ale także z innych europejskich krajów. Wreszcie wpadł w zasadzkę funkcjonariuszyCBŚP na warszawskiej Woli.

I teraz cała praca śledczych, która niemało przecież kosztowała podatników, została zmarnowana.

Pani sędzia stwierdziła, że nie ma obaw matactwa ze strony podejrzanego i na pewno będzie się on stawiał na wezwanie sądu w swojej sprawie. Problem polega jednak na tym, że nie wiadomo, jak mu dostarczyć wezwanie na sprawę, ponieważ oszust podał kilka adresów zamieszkania w Poznaniu, nie jest nigdzie zameldowany, a sąd nie zabrał mu paszportu.

Oczywiście po wyjściu z aresztu mężczyzna zniknął i ślad po nim zaginął.

Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro skrytykował decyzję sędzi Zaczek-Czech. Co nam jednak po tej krytyce, kiedy sędziowie kpią sobie ze sprawiedliwości i wyjątkowo łaskawie traktują przestępców, karząc bezwzględnie prostych ludzi, walczących z chorym systemem nadzwyczajnej kasty prawniczej.

Zobacz też:  Amerykańskie wojska dotarły już do Rumunii