21 października 2018
Strona główna Tagi Reformacja w polsce

Tag: reformacja w polsce

Słomiany ogień cz.1 – Jak ręką odjął

Patrząc na dzisiejszą Polskę, trudno uwierzyć, że protestantyzm mógł kiedyś być w niej jakąś poważną siłą. A jednak w XVI wieku, gdy wyznania reformowane powstawały, budziły u nas duże zainteresowanie i zyskiwały wielu wyznawców. Bóg zdawał się tym duchowym poszukiwaniom błogosławić. Ten czas nazywa się często naszym „złotym wiekiem”. Rzeczpospolita Obojga Narodów należała wtedy do największych mocarstw w Europie. Jej znaczenie polityczne nie wynikało tylko ze zwycięstw militarnych, choć i tych nie brakowało. Ogromny kredyt udzielony przez królową Bonę królowi Hiszpanii Filipowi II dowodzi potęgi ekonomicznej państwa, choć o przezorności panujących nie najlepiej świadczy. Naukowy i kulturalny dorobek tych lat wciąż jest dla nas powodem do dumy. Ludzie, którzy doprowadzili do rozkwitu kraju uważanego za cywilizacyjne peryferie, często, choć w różny sposób, pozostawali pod wpływem myśli reformacyjnej. Naszaliteratura stanowi rzecz jasna przykład sztandarowy. Jej ojcem nazywany jest Mikołaj Rej – gorliwy protestant. Pisał między innymi po to, by szerzyć swoją wiarę. Wprowadził też „modę” na polszczyznę. Oczywiście katolik, Jan Kochanowski, (z badań m. in. prof. Janusza Małłka z UMK wynika, że mógł być protestantem, przyp. red.) góruje nad nim zdecydowanie, ale był on przecież stypendystą luteranina – księcia Albrechta Hohenzollerna. Odszedł od katolicyzmu Andrzej Frycz Modrzewski – pierwszy pisarz polityczny w Europie, który domagał się równości ludzi wobec prawa. Prawdopodobnie umarł jako arianin. Protestantem był sekretarz, historyk i dyplomata króla Zygmunta Starego, Alzatczyk z urodzenia, a Polak z wyboru Just Ludwik Decjusz. Najwybitniejszy chyba polityk polski przełomu XVI i XVII wieku, Jan Zamojski, urodził się jako kalwin. Podobne przykłady z innych dziedzin można mnożyć, choć związków Kopernika z protestantyzmem dopatrzyć się trudno.


Reformacja w Polsce właściwie nie tknęła niższych warstw społecznych. Największym wyjątkiem od tej zasady był skrawek Śląska, który pozostał w granicach Rzeczypospolitej. Jeszcze w roku 1630 w starostwie lipnickim mieszkał tylko jeden katolik. Wieś Kozy, pomimo wysiłków władz, trwała przy kalwinizmie jeszcze w XVIII wieku. Gdy odebrano budynek zborowy, chłopi wybudowali drugi, gdy i ten odebrano, spotykali się w lasach. W końcu w roku 1770 ponad 300 mieszkańców Kóz uciekło do Prus, gdzie mogli swobodnie praktykować swoją wiarę.1 W XVI wieku podobna sytuacja istniała jeszcze na pograniczu wielkopolsko – śląskim i w okolicach Nowego Sącza.2 Jednak w swej masie polscy chłopi trwali w katolicyzmie nawet wtedy, gdy protestantami byli ich panowie. Luteranizm w miastach miał licznych wyznawców wśród Niemców, ale bariery narodowościowej właściwie nie przekroczył.3 Bardziej otwarta na reformację była warstwa herbowa. Historycy oceniają, że w połowie XVI wieku przynajmniej jedna szósta polskiej szlachty mogła wyznawać protestantyzm. Z reguły byli to ludzie dobrze wykształceni i aktywni politycznie.4 Dążącym do poszerzenia swoich swobód politycznych „panom braciom” najbardziej odpowiadał kalwinizm. Dla samego Kalwina, sprawującego w Genewie dyktatorską władzę, mogło być to pewnym szokiem. Jeszcze ciekawsza sytuacja panowała wśród polskich magnatów. Reprezentacją tej warstwy był senat. W roku 1569 w jego skład wchodziło 58 protestantów i 70 katolików. Trzeba pamiętać, że w senacie z urzędu zasiadało 15 katolickich biskupów.5 Wśród świeckich senatorów protestanci mieli większość. Byli też wśród biskupów. Można przyjąć, że w tym czasie w najwyższych sferach Rzeczypospolitej około połowę stanowili protestanci. Zwykle zaś jest tak, że naród przejmuje poglądy i zachowania swoich elit.

Katolicyzm jako religia panująca w Polsce wydawał się zagrożony z różnych stron. Protestanccy posłowie w Sejmie umieli wykorzystywać prawo z korzyścią dla swoich kościołów. Królowi trudno było zrobić cokolwiek bez zgody Sejmu, a oni blokowali obrady tak długo, aż uchwalono kolejne prawo zabezpieczające wolność wyznania. Czy nie można było spodziewać się lawinowego wzrostu ilości protestantów, skoro można było wyznawać tę wiarę właściwie bez ryzyka? Możliwy wydawał się również wariant angielski. Powołanie kościoła narodowego omawiano już w szczegółach. Obrzędów nie zamierzano zmieniać, ale miały być odprawiane po polsku, celibat zniesiony, kapłani wybierani przez szlachtę. Trwały dyskusje, czy ma on być podporządkowany królowi, czy Sejmowi oraz czy ma być to jedna organizacja, czy raczej luźna federacja kościołów.6

Król Zygmunt August twierdził, że nie wie, jakiej wiary są polscy biskupi. Rzeczywiście, można się było pogubić. Prymas Jakub Uchański chętnie stanąłby na czele kościoła narodowego. Pilnie studiował też heretyckie książki. Miał ich całą bibliotekę. Na łożu śmierci nie przyjął sakramentów. Biskup krakowski Andrzej Zebrzydowski, jeśli wierzyć jego własnym kapłanom, był ateistą. Biskup włocławski Jan Drohojowski umierając żałował, że nie przystał do prawdziwej, czyli ewangelickiej wiary.7 Nie był jednak całkiem bierny. Przez dwa lata ukrywał w swym pałacu Bartłomieja Zacjusza – byłego katolickiego księdza, który został kalwińskim ministrem.8 Biskup wileński Jerzy Pietkiewicz sprzyjał otwarcie protestantom, ale i poganom.9 Przypadek biskupa kijowskiego Mikołaja Paca to historia sama w sobie. Otwarcie deklarował się jako kalwinista, choć raczej niewiele z tej nauki rozumiał. Nadal jednak chodził w szatach biskupa. Nie oddawał też przypisanych do tej godności majątków. Nawet po ostrej nocie papieża  nadal zasiadał w senacie jako biskup.10

Nuncjusz Lippomano, który uważał, że wystarczy ściąć ośmiu, może dziesięciu protestanckich magnatów, a wszystko wróci do normy i otwarcie doradzał Zygmuntowi Augustowi to rozwiązanie, zupełnie nie nadawał się na swoje stanowisko.11 Nie rozumiał narodu, z którym miał do czynienia i chyba nerwy miał za słabe. W Rzymie zresztą szybko to zauważono. Byli jednak wśród katolickich hierarchów ludzie, którzy sytuacji w Polsce nie uważali za tragiczną. Twierdzili, że choć w konfrontacji z protestantami nie można liczyć na pomoc władzy państwowej, to ich sukcesy są przejściowe i nie tracili wiary w zwycięstwo. Mieli rację. Ogień zgasł równie szybko, jak się zapalił. Walka była właściwie bezkrwawa. Zabici zaczęli padać, gdy była już rozstrzygnięta. Polacy dobrowolnie wrócili do katolicyzmu, tak jak dobrowolnie od niego odchodzili. W ciągu kilkudziesięciu lat protestantyzm stał się nieznacznym marginesem i tak już zostało. Warto się jednak przyjrzeć, jak nasi przodkowie nabrali ochoty na reformę swej wiary i jak ją stracili.      
cdn.

Przypisy:
1Radosław Truś, „Beskid Mały; przewodnik”, Wydawnictwo „Rewasz”, Pruszków 2008, str. 35 – 36.
2Janusz Tazbir, „Historia kościoła katolickiego w Polsce 1460 -1795”, Wiedza Powszechna, Warszawa 1966, str.78.
3Janusz Tazbir, op. cit., str.45
4 Janusz Tazbir, op. cit., str.44.
5http://www.reformowani.pl
6Janusz Tazbir, op. cit. str.46.
7Janusz Tazbir, „Dzieje polskiej tolerancji”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1973, str.85.
8http://pl.wikipedia.org/wiki/Szymon_Zacjusz
9http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Pietkiewicz_(biskup)
10Józef Wolf, „Pacowie – materiały historyczno – genealogiczne”, Petersburg 1885, str. 21 – 27.
11Janusz Tazbir, „Historia kościoła katolickiego w Polsce 1460 -1795”, str.52.

Słomiany ogień cz.2 – Korzenie polskiej tolerancji

Angielski purytanin Edwin Sandys w swojej wydanej w 1599 roku książce „Opisanie położenia religii” z dezaprobatą wyrażał się o krajach Europy Środkowej. Powodem była wielka mnogość religii, które się w nich roją, zwłaszcza w Polsce, o której mówią przysłowiowo, że jeśli ktoś utracił swoją religię, to niechaj jej poszukuje w Polsce, a znajdzie ją z pewnością. Jeśli nie, to będzie mógł uznać, że zniknęła ze świata.1 Rzeczywiście w Siedmiogrodzie w latach 1551–72 podjęto decyzję o równouprawnieniu najpierw dwóch, a potem czterech konfesji. Natomiast w Rzeczpospolitej nie było właściwie żadnych ograniczeń. Uchwalona w 1573 roku konfederacja warszawska gwarantowała równość wobec prawa członkom wszystkich społeczności wyznaniowych określających się jako „chrześcijańskie” oraz muzułmanom.2 Legalizowała ona zresztą tylko istniejący od dawna stan rzeczy. W tych czasach, gdy w uznanych za najbardziej kulturalne i godne naśladowania krajach trwała walka między protestantyzmem i katolicyzmem, panująca u nas wolność wyznania zapewniła Rzeczpospolitej Obojga Narodów szokujący Zachód pokój religijny.


W zasadzie gorszyli się nim w równym stopniu najbardziej gorliwi po obydwu stronach konfliktu. Jezuici nie mogli się pogodzić z tym, że każdy heretyk znajduje schronienie w Polsce i wszystko mu tu wolno bezkarnie. Również Teodor Beza, następca Kalwina, potępiał panującą u nas diabelską wolność sumienia. Gdy śmierć zaglądała w oczy, poglądy się trochę zmieniały. Jezuici w Anglii zachwalali polską tolerancję tropiącym ich anglikanom, a hugenoci we Francji wyrzynającym ich katolikom. Wielu mieszkańców  Europy Zachodniej odnosiło się z sympatią do kraju, który potrafił uniknąć związanych ze sporami religijnymi wybuchów nienawiści. Niektórzy zauważali, że z polskiego przypadku wypływa ciekawy wniosek. Wolność sumienia nie musi prowadzić do zaburzeń w państwie, a właśnie obawa przed nimi skłaniała władców państw europejskich do prześladowań religijnych.3

Z czasem coraz więcej polityków zauważało, że lepiej jest innowierców pozostawić w spokoju, niż zwalczać. W następnych wiekach na Zachodzie tolerancja stała się „modna”, a u nas wręcz przeciwnie. Pod koniec XVIII wieku dążący do likwidacji państwa polskiego sąsiedzi próbowali uzasadnić swoje działania między innymi tym, że nie zapewniało ono „dysydentom” odpowiednich praw. Niektórym krajom można było w tym względzie zarzucić więcej. Jednak ten pretekst wystarczył, by wielu oświeceniowych filozofów zaakceptowało zniknięcie Rzeczpospolitej z mapy świata, nie pytając Katarzyny II, jakie prawa mają innowiercy w jej państwie.

Właściwie od samego początku unii Polski i Litwy istniała w niej duża swoboda religijna. Wymusiła ją różnorodność zamieszkujących ją narodów i religii. Katolicyzm wyznawali właściwie wszyscy etniczni Polacy. Ich przodkowie nie przyjęli go jednak, by zaspokoić duchowy głód. Niewiele wiemy o tym, jak przebiegała „chrystianizacja Polski”. Gall Anonim w swej kronice wspomina o mieczu nauczania i towarzyszącym mu mieczu zniszczenia przeznaczonym dla opornych.4 O tym, że narzucona religia się zakorzeniła, nie zdecydował jednak miecz. Polaków zawsze poruszał majestat obrzędów, wystrój świątyń i śpiewy. Zakonnicy uczyli ich nowych sposobów uprawy ziemi i rzemiosł. Kapłani prowadzili szkoły, które dawały szansę społecznego awansu, przytułki dla starców i inne formy działalności charytatywnej. To wszystko wraz z „ochrzczeniem” niektórych pogańskich tradycji wytworzyło szczere przywiązanie do „wiary ojców” i akceptację nakładanych przez nią ciężarów. Co prawda, niektóre ruchy będące problemem dla zachodniego katolicyzmu znajdowały zwolenników wśród Polaków – waldensi, biczownicy i przede wszystkim husyci. Było ich jednak niewielu i zwykle niezbyt gorliwych. Rzadko palono naszych przodków na stosach, choć zdarzały się takie przypadki. Na Litwie katolicyzm przyjęli możni, bo tak rozkazał książę. Prosty lud w swej masie trwał przy pogaństwie i do nowej wiary przyciągano go podobnymi metodami, jak w Polsce. Skutek był pewny, ale trzeba było trochę poczekać. Katolikami byli też przybysze z Zachodu, którzy osiedlali się w krajach rządzonych przez Jagiellonów. Najczęściej byli to Niemcy.

Katolicyzm był bezsprzecznie religią dominującą, ale jego wyznawcy nie stanowili większości. Liczniejsi od razem wziętych Polaków, Litwinów i Niemców byli prawosławni Rusini, choć także oni prawdopodobnie stanowili mniej niż połowę ludności unii. W przyszłości mieli się oni podzielić na Białorusinów i Ukraińców, ale w XV i XVI wieku nie mieli właściwie świadomości narodowej. Mówili jeszcze jednym językiem, który najbliższy był dzisiejszemu białoruskiemu. W tych czasach nazywano go „litewskim”, ponieważ w Wielkim Księstwie spisywano w nim urzędowe dokumenty. Rusini mieli mniejsze prawa od katolików, ale nie zmuszano ich do zmiany wiary. Była to mądra polityka, o czym świadczą wydarzenia wywołane jej zmianą. Pod koniec XVI wieku podjęto próbę narzucenia im władzy papieża poprzez tak zwaną unię brzeską. Większość duchowieństwa prawosławnego przystąpiła do nowego obrządku. Jednak rolę obrońców starego prawosławia przyjęli Kozacy.5 Ich bunty wybuchały z coraz większą siłą. Konflikt społeczny połączony z religijnym wyczerpywał Rzeczpospolitą, aż w końcu w wojnę domową wmieszała się Rosja…

Jagiellonowie panowali także nad Tatarami. Już książę Witold osadził jeńców tatarskich pod Wilnem i sprzyjał ich dobrowolnemu osiedlaniu się w Wielkim Księstwie. Podobnie postępowali jego następcy. Napływ Tatarów trwał przez cały XV wiek. Oczywiście mieszkając na Litwie, nie najeżdżali jej i nie łupili. Wręcz przeciwnie, walczyli za nią, jak na przykład pod Grunwaldem. Jednak ceną za to było tolerowanie islamu, co dla Zachodu było prawdziwym skandalem.

Dla władcy wybór straży przybocznej jest sprawą życia i śmierci. Najlepiej, jeśli składa się ona z ludzi, którzy na zmianie panującego mogą tylko stracić. Księcia Witolda strzegli Karaimowie, którym zapewnił swobodę wyznawania ich religii.

Już w czasach piastowskich wypędzani i prześladowani w wielu państwach Żydzi napływali do Polski, gdzie traktowano ich lepiej. Polscy władcy często potrzebowali pieniędzy i pożyczali je od żydowskich bankierów. Trudno było o innych, bo katolicyzm potępiał pożyczanie pieniędzy na procent. Niewypłacalni monarchowie mogli ustanowić jakieś korzystne dla nich prawo, coś wydzierżawić. Na przykład kopalnię soli. Poza tym Żydzi znali się na medycynie, zarządzaniu i wielu innych sprawach, o których Polacy nie mieli większego pojęcia i nie chcieli mieć. Jagiellonom również brakowało pieniędzy, z tym że pod ich rządami więcej do powiedzenia miała szlachta. Nietrudno było zdobyć jej przychylność. Pan, któremu nie chciało się gospodarzyć, wypuszczał w arendę młyn, karczmę czy ziemię. Otrzymywał stałą roczną opłatę, a dzierżawca „odbijał” ją sobie na jego poddanych.6 Nienawiść niższych stanów do Żydów oczywiście rosła, ale dopóki państwo było w miarę stabilne, mogli się czuć bezpiecznie.

Tolerancja dla Ormian wyznających monofizytyzm też rozpoczęła się jeszcze za Piasta. Kazimierz Wielki, obejmując władzę nad Lwowem, zagwarantował poszanowanie ich religii. Podobnie jak Żydzi, Ormianie pożyczali królom pieniądze, oddawali duże usługi polskiej dyplomacji na wschodzie i wprowadzili modę na noszenie kontusza.7

Trudno się dziwić, że gdy XVI wieku pojawiła się kolejna „nowa wiara”, niewielu mieszkańców Polski i Litwy chciało tępić ją ogniem i mieczem.
cdn.

Przypisy:
1Richard Mackenney, „Europa XVI wieku”, PIW, Warszawa 1997, str.24.
2Elżbieta Elena Wróbel [w], „Dzieje Kościoła w Polsce”, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa – Bielsko – Biała 2008, str.216.
3Janusz Tazbir, „Dzieje polskiej tolerancji”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1973, str.76 – 77.
4Janusz Rajman [w], „Dzieje Kościoła w Polsce”, str.32.
5Aleksander Brückner, „Dzieje kultury polskiej” tom II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.365
6http://www.tygielkultury.eu/4_6_2004/aktual/2ram.htm
7http://pl.wikipedia.org/wiki/Ormianie_w_Polsce

Słomiany ogień cz.3 – Echa niemieckiego wybuchu

Jak można dostać się do nieba? Wciąż jeszcze zdarzają się ludzie, dla których to pytanie nie jest bezsensowne ani dziecinne. Najczęściej znalezienie odpowiedzi odkładają, bo mają różne „pilniejsze” sprawyna głowie, są „za młodzi” - do czasu, gdy staną się „za starzy”. Krótko mówiąc, problem ich niepokoi, ale zabrać się za jego rozwiązanie nie chcą. Zwykle na starość oddają się gorliwie praktykom religijnym i nie dopuszczają do siebie myśli, że Bóg może oczekiwać od nich czegoś więcej.

Takich, którzy zabierają się za ten problem poważnie, jest znacznie mniej. Mają różne pomysły na to, jak zadowolić Boga. Próbujący osiągnąć ten cel ma okazję poznać siebie. Dowiaduje się bez cienia wątpliwości, że jest tchórzem, leniem, kłamcą, a przede wszystkim egoistą. Podejmuje próby wykorzenienia tych cech, ale dają one dość żałosne wyniki. Przy okazji coraz lepiej rozumie, że grzech zasługuje na karę, a dobre uczynki nie „zmazują” winy. Gaśnie ostatnia nadzieja na uniknięcie wiecznego potępienia…


W czasach Marcina Lutra takich ludzi było chyba więcej niż dziś. On sam, pragnąc zadowolić Boga, wstąpił do zakonu. Chcąc osiągnąć doskonałość, gotów był na różne wyrzeczenia. Studiował Pismo i teologię, ale długo nie mógł zrozumieć stwierdzenia apostoła Pawła, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie i jego słów o Bożej sprawiedliwości. Ale teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy. I to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy. Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej. I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. W końcu doznał olśnienia, że nigdy poprzez swoje wysiłki nie zbliży się do Boga. Nie odwróci od siebie Jego gniewu ani nie zjedna przychylności. To Jezus Chrystus zrobił wszystko, co było potrzebne. Umierając na krzyżu, przyjął karę, która należała się każdemu z nas. Aby zostać usprawiedliwionym, czyli uznanym przez Boga za sprawiedliwego, wystarczy w to uwierzyć. Ta wiara, jeżeli jest prawdziwa, wyrazi się w czynach, choć na tym świecie wierzący nie zostanie uwolniony od skłonności do grzechu.

Na pewno było w tym czasie więcej takich, którzy znali dobrą nowinę o zbawieniu z łaski przez wiarę. Jacques Lefevre d’Etaples doszedł do podobnych wniosków, ale mówił o nich tylko w klasztorze, a oskarżony o herezję szybko zamilkł.2 Dopiero, gdy umarł, zaczęto zwracać uwagę na to, co napisał. To przełożony Lutra w klasztorze, Johan Staupitz, pomógł mu zrozumieć znaczenie śmierci Jezusa na krzyżu i uwierzyć w miłosierdzie Boga.3 Wydaje się, że można też do nich zaliczyć Biernata z Lublina, który już w 1515 roku pisał: wierzyć należy tylko w Ewangelię; bez ludzkich przepisów możemy się obejść.4 Jednak tylko jeden z nich zdecydowany był zmienić świat tak, by do niej pasował.

Skoro zbawienie jest z łaski, to sprzedaż odpustów jest grzechem, z którym należy skończyć. Skoro Jezus umarł za nasze grzechy raz, to odprawianie mszy jako ofiary za grzechy jest bluźnierstwem i należy go zaprzestać. Skoro nie ma już potrzeby składania ofiar za grzechy, stan kapłański nie ma racji bytu. Skoro w chrześcijaństwie nie ma wyróżnionego stanu kapłańskiego, każdy wierzący powinien poznawać Biblię i opierając się na niej decydować o swoim życiu. Skoro wierzący powinien znać Biblię, należy mu ją udostępnić w jego ojczystym języku. Skoro pisma Ojców Kościoła i inne elementy katolickiej tradycji przeczą Pismu Świętemu, nie można uważać ich za objawioną przez Boga prawdę. Skoro papież nie zgadza się z takim pojmowaniem chrześcijaństwa, należy wymówić mu posłuszeństwo…

Luter nie stworzył jakiegoś „zamkniętego” sytemu teologicznego, w którym można znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie miał zresztą zbyt wiele czasu, by zajmować sięteologią. Chcąc położyć kres handlowi odpustami, napisał traktat teologiczny Disputatio contra scholasticam theologiam, który przeszedł niezauważony.5 Zrozumiał, że nie tędy droga. Trzeba pytać matkę w domu, dzieci na ulicy, mężczyznę na rynku i patrzeć na gębę, jak mówią i według tego tłumaczyć. Wtedy też to zrozumieją i zauważą, że rozmawia się z nimi po niemiecku.6 Stał się agitatorem. W latach 1517–20 napisał 30 traktatów, które wydano w łącznym nakładzie ponad trzystu tysięcy egzemplarzy. Chodziło tylko o to, by czytelnicy przyswoili sobie kilka prostych zasad.7 Mieli je zrozumieć i stać się ich aktywnymi zwolennikami.

Początkowo chodziło mu tylko o ukrócenie handlu odpustami i naprawdę wierzył, że papież da się do tego przekonać. Gdy jednak zrozumiał, że dla osiągnięcia swojego celu musi wywrócić do góry nogami istniejący od wieków porządek rzeczy, nie cofnął się przed tym. Wydaje się, że trudności tylko wzmagały jego energię. W apelu do władców i szlachty Rzeszy, by wbrew papieżowi i cesarzowi dokonali naprawy chrześcijaństwa, nie było wielkiej teologii. Mamy nazwę państwa, ale papież ma od nas dobro, honor, ciało, życie, duszę i wszystko, co mamy. Tak należy Niemców za nos wodzić i zamianą oszukiwać […] mieniąc się panami, staliśmy się sługami najchytrzejszych tyranów i mamy, co prawda, tytuł i herb cesarski, ale skarb, władzę, prawo i wolność posiada papież.8 Znalazł posłuch. Wykorzystując wynalazek druku i rozpowszechnioną już umiejętność czytania, stał się przywódcą wielkiego ruchu, formalnie nie posiadając żadnej władzy.

Wybuch, do którego doszło za naszą zachodnią granicą, musiał obrzucić Polskę odłamkami. Wieści krążą z ust do ust, a książki z rąk do rąk. Luter nazywał naukę, którą głosił, „teologią niemiecką” i początkowo w Polsce przyjmowali ją wyłącznie jego rodacy. Z tego, co wiemy, pierwszy aktywny zwolennik Lutra pojawił się w Gdańsku i to tam, gdzie pozornie najmniej można by się tego spodziewać – w zakonie dominikanów. Nazywał się Jakub Knade i prawdopodobnie głosił Ewangelię już w roku 1518. Niedługo później gdańscy marynarze dzielili się swoją wiarą z mieszkańcami Londynu.9 Do byłego dominikanina przyłączali się kolejni katoliccy kapłani – Bienewald, Bonfeld i inni. Gdy w roku 1523 biskup Drzewiecki próbował uwięzić Knadego, wywołał takie wzburzenie wśród mieszkańców, że sam uciekł z miasta.10 W Toruniu, gdzie również Niemcy przeważali, musiało być w roku 1520 wielu zwolenników reformy. Gdy wysłannik papieża chciał urządzić w tym mieście publiczne palenie portretu Lutra, doszło do tumultu.11

Król Zygmunt I zareagował szybko i zgodnie ze wskazówkami papieskich legatów. W roku 1520 zakazał sprowadzania do Polski pism Lutra pod karą konfiskaty dóbr i banicji. W roku 1523 kolejny edykt wprowadził za tę zbrodnię, podobnie jak za wyznawanie i szerzenie reformacyjnej nauki, karę śmierci.

cdn. 

Przypisy:
1www.newadvent.org/cathen/09114b.htm
2Heiko Oberman, „Marcin Luter, człowiek między Bogiem a diabłem”, Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1996, str.140 – 141.
3Walerian Krasiński, „Zarys dziejów reformacji w Polsce” t. I, Warszawa 1903, str.72.
4http://pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Luter
5Heiko Oberman, op. cit., str.129.
6Paul Johnson, “Historia chrześcijaństwa”, Wydawnictwo ATEXT, Gdańsk.1993, str.362 – 363.
7Heiko Oberman, op. cit., str.37.
8Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.16.
9Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t. II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.126.
10Wacław Urban, tamże.
11Janusz Tazbir, „Państwobez stosów”, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2009, str.34.

Słomiany ogień cz. 4 – Posłuszny papieżowi

Historycy zarzucają Zygmuntowi I zwanemu Starym, że marnował okazje. Mógł usunąć Krzyżaków z ziem, które zajęli. W roku 1525 nie byli już w stanie prowadzić wojny. Pozwolił im stworzyć świeckie państwo pruskie, które w przyszłości miało wymazać Polskę z mapy świata. Nie zainteresował go też projekt unii pomorsko – polskiej przedstawiony przez księcia szczecińskiego Bogusława X, a dawała ona możliwość opanowania wybrzeża Bałtyku aż po Rugię. To chyba najpoważniejsze zarzuty. Jednak wśród swych poddanych na ogół cieszył się wielkim szacunkiem. Szanował ich prawa i wolności, niechętnie stosował przemoc, dbał o skarb państwa, dotrzymywał słowa, był sprawiedliwy i bezinteresowny. Właściwie wszystkie świadectwa pozostawione przez ludzi, którzy go znali, stwierdzają, że posiadał te cechy w stopniu rzadko spotykanym. Oczywiście wokół panującego jest zawsze wielu pochlebców, ale w tym wypadku można podejrzewać, że te deklaracje były szczere. Żałoba po śmierci Zygmunta Starego trwała przez rok.1 Wydaje się, że w czasach, gdy nie było środków masowego przekazu, a techniki manipulacji społecznej bardzo prymitywne, tylko śmierć naprawdę uczciwego władcy mogła wywołać tak powszechny smutek.


Poczynania Zygmunta I po wystąpieniu Lutra wydają się nie pasować do tego wizerunku i chyba nikt, kto żył pod jego rządami w latach dwudziestych XVI wieku, nie spodziewał się, że już niedługo Polska swoją tolerancją dla herezji zgorszy całą Europę. Król był niewątpliwie gorliwym katolikiem i starał się powstrzymać luterańską propagandę, dbając, by polskie prawo pozostawało w pełnej harmonii z postanowieniami, które w tej sprawie zapadały w Rzymie. Nie podejmowano ich zbyt szybko i trudno mi nie dopatrywać się w tym działania Bożej Opatrzności. Papież chyba nie miał wątpliwości, co należy zrobić, ale nie był pewny, czy znajdzie posłuch. Gdy się zdecydował, było już trochę za późno. Około 30 broszur Lutra wydano w sporych nakładach i ludzie je przeczytali…

Dopiero 15 czerwca roku 1520 Leon X pierwszy raz oficjalnie odniósł się do nauczania teologa z Wittenbergii. Bulla Exurge Domine potępiała 41 głoszonych przez niego tez. Tym, którzy chcieli uważać się za katolików, zabraniała czytania, drukowania, pochwalania i rozpowszechniania dzieł Lutra. Na duchownych, zwłaszcza biskupów, nakładała obowiązek wyszukiwania ich i publicznego palenia.2 Już 24 lipca tego roku w Toruniu król Polski wydał edykt zakazujący sprowadzania pism luterańskich do kraju i wprowadzający cenzurę wydawnictw religijnych. Miejsce ogłoszenia tego prawa nie było chyba przypadkowe.

Od 1519 roku prowadzona przez Lutra intensywna akcja propagandowa objęła także Prusy. Najbardziej widocznym jej objawem były napisane przez niego ulotki, które w znacznych ilościach trafiały do rąk mieszkańców pruskich miast.3 Szczególnie skuteczna okazała się ona w miastach, które pozostawały pod rządami Krzyżaków, gdzie z różnych, niekiedy całkiem przyziemnych powodów trafiała do przekonania nie tylko świeckim, lecz także członkom Zakonu (z wielkim mistrzem na czele) i biskupom.4 Także w tak zwanych Prusach Królewskich nauki Lutra zyskiwały coraz więcej zwolenników.

Król Polski musiał już wyrobić sobie o nich zdanie. Uznał, że zdradzili Boga. Cóż może ich powstrzymać przed zdradą ziemskiego władcy? Reprezentujący papieża Leona X legat Zachariasz Ferreri z pewnością pomógł mu dojść do tego wniosku. Obaj nie zamierzali się biernie przyglądać, jak „zaraza” się szerzy. Edykt przewidywał za sprowadzanie do kraju pism Lutra karę banicji i konfiskaty majątku. Warto zwrócić uwagę, że Zygmunt Stary wkraczał w kompetencje duchowieństwa. Najwyraźniej nie spodziewał się po nim żadnych energicznych działań.5

Prawo obowiązuje oczywiście w całym państwie. Wspomnienia studiującego wtedy w Krakowie Andrzeja Frycza Modrzewskiego pokazują, jak ludzie zareagowali, gdy władze zajęły w końcu zdecydowane stanowisko. Świadczą też o tym, że sympatyków niemieckiego reformatora w Polsce spotykało się już nie tylko w Prusach i nie tylko wśród jego rodaków. Przywożono do nas księgi (Lutrowe) z Niemiec, w samej Akademii Krakowskiej publicznie je sprzedawano. Rozczytywało się w nich wielu miłośników wszystkiego, co nowe, z potakiwaniem i pochwałami; nasi też teologowie ich nie potępiali. Aż wtem papież (Leon X, r. 1520) zakazał ich czytania (pod karą ekskomuniki). Zdjęci przestrachem mistrzowie nasi nie tylko, że zaprzestali czytania ksiąg zabronionych, ale nawet rzucali je w ogień, obawiając się je przechowywać.6

Reakcja profesorów Akademii Krakowskiej na wystąpienie Lutra była dość typowa dla europejskiego uniwersytetu. Przekonanie, że skostniała instytucja nazywająca się „Kościołem chrześcijańskim”, wyciągająca od społeczeństwa ogromne pieniądze i niedająca mu właściwie nic w zamian, musi się zmienić, było powszechne. Z interpretacją Pisma przedstawioną przez Lutra też trudno było dyskutować. Naukowców jednak łatwo przywołać do porządku, bo zwykle im więcej człowiek ma inteligencji, tym mniej odwagi. Frycz Modrzewski przypisywał główną rolę strachowi przed ekskomuniką, ale perspektywa doczesnych kar przewidzianych przez edykt toruński też chyba była nie bez znaczenia.

Wydaje się, że tylko pod bokiem króla był on jakoś realizowany, bo o procesach o sprzyjanie herezji luterańskiej poza Krakowem brak wzmianek. W Małopolsce i na Podkarpaciu żyło w tym czasie sporo kolonistów niemieckich szczególnie do niej skłonnych. Pierwszy oskarżony nazywał się Marcin Beyer i był księdzem z Biecza. Sądzono go w roku 1522.7 Prawdopodobnie wyrok nie był zbyt surowy, bo w przeciwnym wypadku polscy protestanci pamiętaliby o nim. Od 7 III 1523 roku za wyznawanie i propagowanie nauki Lutra groziła już kara śmierci. Król nakazał też przeprowadzanie w mieszczańskich domach rewizji w celu poszukiwania protestanckich ksiąg. Z faktu, że ich nie znaleziono, można wnioskować, że szukający niezbyt się przykładali. Nowy edykt nie wpłynął też na krakowskie sądy. W pierwszej połowie XVI w. przeprowadziły one około trzydziestu procesów o sprzyjanie herezji. Przeważnie kończyły się one upomnieniem.8 Przyczyną mogła być i pobłażliwość sędziów, i ustępliwość oskarżonych. Najwidoczniej też król większej surowości nie wymagał…

W roku 1523 Zygmunt I zaostrzył prawo przeciwko luteranom, bo był posłuszny papieżowi. Natomiast Luter i jego zwolennicy, paląc bullę Exurge Domine, okazali mu oczywiste nieposłuszeństwo. Leon X stwierdził już w roku 1516 w swojej bulli Pastor aeternus gregem, że powinno ono być karane śmiercią.9 Nie można powiedzieć, że wydarzenia, które nastąpiły wkrótce, zupełnie go zaskoczyły.

Cesarz Karol V i uczestnicy sejmu w Wormacji zrozumieli, jak wypada im postąpić. Zrozumiał też król Polski, choć karę śmierci za wyznawanie nauki Lutra wprowadził dopiero ponad dwa lata po wyklęciu go.
cdn.

Przypisy:
1Samuel Orgellbrand, „Encyklopedia Powszechna” t.XVI, Wydawnictwo S. Orgelbranda Synów, Warszawa 1904, str.175.
2ww.papalencyclicals.net/Leo10/l10exdom.htm
3http://pl.wikipedia.org/wiki/Edykt_toru%C5%84ski
4Mariusz Markiewicz, „Historia Polski 1492 – 1795”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004, str.
5Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2009, str.34.
6Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t.II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.133.
7http://www.geobagus.za.pl/geo-przewodnik/historia/historia4.htm
8Janusz Tazbir, tamże.
9http://pl.wikipedia.org/wiki/Unam_Sanctam

Słomiany ogień cz. 5 – Hołd pruski

Jeśli wierzyć oficjalnym deklaracjom, Zakon Szpitala Najświętszej Panny Marii Domu Niemieckiego skupiał niemieckich rycerzy gotowych walczyć i ginąć za religię katolicką. Ktoś żyjący w XV lub XVI wieku, kto by w to uwierzył, nie byłby zdziwiony, że król Jan Olbracht złożył im propozycję przeniesienia się na Podole.1 Państwo zakonne graniczyło przecież wyłącznie z krajami katolickimi, a na pograniczu polsko – tureckim okazji do walki z muzułmanami z pewnością Krzyżakom by nie brakowało. Oczywiście ludzi tak naiwnych, by spodziewać się, że zakon będzie tym zainteresowany i wyprowadzi się z państwa, które stworzył, nie mogło być wielu. Po kilkuset latach doświadczeń wiadomo było, czego można się po nim spodziewać. Mimo to kolejni władcy Polski ponawiali tę kłopotliwą ofertę.


Książę Konrad Mazowiecki, zapraszając Krzyżaków w roku 1226, liczył na to, że stworzy problem sąsiadom – pogańskim plemionom pruskim. Nie przewidział własnych. Pierwszych dwóch Krzyżaków przybyło w roku 1228, potem jeszcze siedmiu w 1230. Ich liczba rosła powoli. Największą liczebność zakon osiągnął przed bitwą pod Grunwaldem – około 950 braci. 2Jego siłą było powszechne przekonanie, że walka z niewiernymi to święty obowiązek. Na przykład w wyprawie na Prusów zorganizowanej w roku 1253 wzięło udział około 60 tysięcy krzyżowców z Czech i południowych Niemiec.3 Inni przysyłali pieniądze lub nadawali zakonowi majątki. Krzyżacy mogli też liczyć na poparcie cesarza i papieża. Przekonał się o tym już Konrad Mazowiecki, gdy po kilku latach legat papieski uznał za autentyczny sfałszowany akt nadający zakonowi ziemię chełmińską oraz wszystko, co zdobędzie na Prusach na własność, a nie jako lenno.

Pokonanie Prusów zajęło około 50 lat. Na zdobytych ziemiach zakon budował najpierw zamki, potem miasta, osadzał na bardzo atrakcyjnych warunkach kolonistów z Niemiec, Holandii, Czech i Polski. Wchłonięcie zakonu kawalerów mieczowych powiększyło państwo o tereny dzisiejszej Łotwy i Estonii. Tak zwane Inflanty miały pewną autonomię. Zakon zagarnął też polskie Pomorze Gdańskie i pomimo zgodnych wyroków dwóch sądów papieskich zdobyczy nie oddał.

Strasznym ciosem dla Krzyżaków był chrzest Litwy. Płynący z zachodu strumień ludzi i pieniędzy zaczął wysychać. Aby utrzymać odpowiednią siłę militarną, nakładali na poddanych coraz wyższe podatki. Bitwa pod Grunwaldem pokazała, że i tak nie są już w stanie sprostać w otwartym polu unii polsko – litewskiej.

Przekonanie narodów zachodniej Europy, że Polacy i Litwini tylko udają katolików, a w gruncie rzeczy są poganami, było ostatnią szansą zakonu na odzyskanie przewagi. Polska delegacja na soborze w Konstancji udaremniła tę próbę. Hans Falkenberg głoszący pogląd, że Polaków należy wytępić, został uznany za heretyka. Paweł Włodkowic stwierdził, że przyjęli Polacy Krzyżaków, żeby im tarczą byli, a oni drapieżcy w bicz się przemienili i wyciągnął z tego zaskakujący wniosek, że wiara nie ma być z przymusu.4 W Polsce uznano, że używana przeciwko Krzyżakom nauka nadaje się też na użytek wewnętrzny.

Wraz z wysokością podatków w państwie zakonnym rosła niechęć do niego. W roku 1454 mieszczanie i szlachta skupieni w tajnym Związku Pruskim podnieśli bunt i poprosili Kazimierza Jagiellończyka o przyłączenie Prus do Polski. Zostali wysłuchani, ale wojna trwała 13 lat. Gdy Krzyżakom zabrakło pieniędzy na opłacenie wojsk zaciężnych, musieli przyjąć polskie warunki. Na mocy pokoju zawartego w Toruniu Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska i Warmia stały się Prusami Królewskimi. Resztę ziem zakon zachował jako lenno króla Polski.

Pierwszą próbę „odegrania się” Krzyżacy podjęli w roku 1478. Zawarli sojusz z toczącymi wojnę z Polską Węgrami i rozpoczęli działania zbrojne. Papieski legat Baltazar de Piscia zwolnił ich od podległości królowi polskiemu, rzucił na niego klątwę i wezwał ludność Prus Królewskich do powrotu pod władzę zakonu. Kazimierz Jagiellończyk nie ugiął się i wymógł na papieżu zajęcie bardziej neutralnego stanowiska.5 Król Węgier Maciej Korwin, któremu brakowało pieniędzy na wojsko, poprosił o pokój. Wielkiemu mistrzowi Martinowi Truchsesowi pozostało tylko prosić o przebaczenie.6

W następnych latach, w miarę jak narastał konflikt polsko – turecki, Krzyżacy coraz mniej kryli się z tym, ze ich zdaniem pokój toruński jest nieważny – ludność Prus Królewskich podniosła bunt przeciwko legalnej władzy i dopuściła się kradzieży mienia kościelnego. Poza tym układ nie został zatwierdzony przez papieża.7 Polacy zbyt późno spostrzegli, że z podpisu papieskiego legata na tym dokumencie właściwie nic nie wynika.

Wielki mistrz Fryderyk Wettyn odmówił otwarcie złożenia hołdu lennego. Ród, z którego pochodził, był na tyle możny, żeby uzyskać w Rzeszy poparcie dla zakonu. Dlatego go wybrano. Po jego śmierci w roku 1511 Krzyżacy jeszcze raz powtórzyli ten manewr. Wybrali Albrechta Hohenzollerna. Pochodził z równie znakomitego rodu, a jego matką była siostra Zygmunta Starego, Zofia.

Najmłodszy wielki mistrz w historii zakonu od początku działał z rozmachem. W maju 1512 roku na posiedzeniu Reichstagu w Trewirze mówił o „nieważnym” traktacie toruńskim i o swym państwie jako o „Nowej Germanii”.8 Rozumiało się samo przez się, że „Stara Germania” powinna pomóc. W tym samym roku wojska moskiewskie zaatakowały Litwę. Polska szykowała pomoc. Król Zygmunt zażądał od Krzyżaków udziału w tej wyprawie. Albrecht, dążący do zawarcia przymierza z Rzeszą i Rosją, zdecydowanie odmówił. Polskiej dyplomacji udało się zapewnić neutralność Rzeszy. Krzyżacy uzupełnili koalicję o Danię, uznali księcia moskiewskiego Wasyla III za swojego protektora i zażądali od Polski zwrotu ziem „zagrabionych” w roku 1466 i odszkodowania za ich bezprawne użytkowanie w wysokości 30 tysięcy złotych za każdy rok.9 W roku 1519 Zygmunt Stary, pomimo trwającej wciąż wojny na wschodzie i papieskich legatów potępiających go za podniesienie ręki na chrześcijańskie rycerstwo, zdecydował, że uderzy pierwszy.10

Krzyżacy jak zwykle okazali w walce męstwo i biegłość, ale klęska zwerbowanych w Rzeszy wojsk zaciężnych na Kaszubach przesądziła o wyniku wojny. W roku 1521 król Zygmunt przystał na czteroletni rozejm. Węgry, gdzie panował jego bratanek, Ludwik Jagiellończyk, były zagrożone tureckim najazdem, a siostrzeniec mógł trochę poczekać.

Już w czasie walk w latach 1519 – 1521 większość braci zakonnych była zwolennikami Lutra.11 Udawali już tylko katolików. Podczas rozejmu także sam wielki mistrz zaczął się interesować jego nauką i spotykał się z nim osobiście. To właśnie Luter poradził Albrechtowi, jak wyjść z sytuacji bez wyjścia. Tworząc państwo luterańskie, Krzyżacy czynili sobie wrogów ze swoich głównych popleczników – Habsburgów i papieży. Myślącym o wojnie z Turcją Polakom to wystarczało. Same Prusy były za słabe, by im szkodzić.

Motywy braci, których zakon chronił zwykle przed biedą lub wyrokami sądowymi mogły być różne, ale wybór dość prosty: albo podzielenie między siebie zakonnego majątku, możliwość ożenku i nowe życie, albo klęska, a potem może przenosiny nad granicę turecką. Kończący wojnę traktat krakowski podpisano 8 kwietnia 1525 roku. Dwa dni później książę Albrecht złożył swemu wujowi hołd lenny.

Przy okazji dokonał przełomu. Za przykładem Prus poszły księstwa niemieckie, Szwecja, Dania… Także dla zwolenników reformacji w Polsce wsparcie pierwszego luterańskiego państwa miało znaczenie ogromne. Godzi się wspomnieć, jak powstało.
cdn.                                                                     

Przypisy:
1Marian Biskup, „Polska a zakon krzyżacki w Prusach w początkach XVI wieku”, Wyd. Pojezierze, Olsztyn 1983, str.47.
2pl.wikipedia.org/wiki/Stosunki_polsko-krzy%C5%BCackie
3Bernt Engelmann, „Prusy – kraj nieograniczonych możliwości”, Wyd. Poznańskie, Poznań 1984, str. 45.
4Feliks Konieczny, op. cit., str.96 – 98.
5Marian Biskup, op. cit., str.32 – 33.
6Feliks Konieczny, op. cit., str.194 – 195.
7Marian Biskup, op. cit., str.272.
8Marian Biskup, op. cit., str.342.
9Marian Biskup, op. cit., str.481.
10pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-krzy%C5%BCacka_1519-1521
11Feliks Konieczny, op. cit., str.269.

Słomiany ogień cz8. – Protektor

SŁOMIANY OGIEŃ CZ.8

Z DZIEJÓW POLSKIEJ REFORMACJI - PROTEKTOR

Pierwszy znany „luterański misjonarz” w Polsce, Jakub z Iłży, prawdopodobnie nie spodziewał się, jak bardzo wpłynie na historię swego kraju. Ludzie, którzy pod jego wpływem uwierzyli w Dobrą Nowinę o darmowym zbawieniu w łaski przez wiarę w Jezusa, przez następne kilkadziesiąt lat odgrywali w dziejach polskiej reformacji znaczące role. W większości pozostali wierni luteranizmowi, choć Feliks Krzyżak ze Szczebrzeszyna został pierwszym superintendentem zborów kalwińskich w Małopolsce.1

Trzeba jednak uznać, że po zdemaskowaniu ksiądz Jakub źle wybrał schronienie. Co prawda Wrocław leżał blisko polskiej granicy i mieszkało w nim wielu Polaków, okazało się jednak, żemógł stamtąd tylko wysyłać listy, które w znikomym stopniu wpływały na sytuację w kraju. Kolejni polscy zwolennicy reformacji obawiający się wyroków sądów biskupich nie powtarzali już tego błędu i uciekali do Prus Książęcych. Albrechtowi Hohenzollernowi z wielu względów bardzo zależało na szerzeniu swojej wiary wśród Polaków.


Znaczną część jego poddanych stanowili Mazurzy, potomkowie osadników, którzy od XIV wieku napływali z Mazowsza na ziemie państwa zakonnego. Zachowywali jednak swój język i obyczaje. Po przyjęciu luteranizmu dawni Krzyżacy zaczęli go narzucać wszystkim swoim poddanym, bo oczywiście tolerować katolicyzmu nie zamierzali. Początkowo szerzyli swą nową wiarę starymi metodami. Dobrym przykładem jest los sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Zabrali „świętą” figurkę. Zniszczyli kaplicę, w której stała, a na jej miejscu postawili szubienicę.2

Z czasem niektórzy z nich zauważyli, że o sukcesie Lutra zdecydowało to, że jego przesłanie docierało do Niemców w ich ojczystym języku. Wyciągnęli z tego wniosek, że żyjącym pod ich rządami Polakom trzeba głosić reformacyjne nauki po polsku, Litwinom po litewsku, a Prusom po prusku. W roku 1537 Biskup Paul Speratus zauważył, jaką okazją jest przyjęcie luteranizmu przez polskiego szlachcica, który niedawno przeprowadził się do Prus. Jan Malecki pochodził z Nowego Sącza, był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Wybrał dość oryginalny dla człowieka z jego sfery zawód. Był drukarzem.

Speratus przekonał niechętnego do jego pomysłu księcia, że należy mianować tego Polaka pastorem i posłać do Mazurów. Malecki nauczał ich i drukował dla nich książki. Z faktu, że otrzymał dwa majątki ziemskie, można się domyślać, że rezultaty jego misji oceniono pozytywnie.3 Co prawda luteranizm Mazurów był trochę dziwny. Kult maryjny pozostał w nim żywy i zachowało się wiele katolickich świąt i obrzędów.4 Najwidoczniej cześć dla kobiecości i odruch szukania protekcji są bardzo głęboko zakorzenione w naszym charakterze narodowym. Może jednak niektórzy zrozumieli, że po zbawienie należy zwracać się bezpośrednio do Jezusa…

Albrecht Hohenzollern nie był jedynym luterańskim władcą, który panował nad Polakami. Książę Wacław II Adam z dynastii Piastów od roku 1545 wprowadzał luteranizm na Śląsku Cieszyńskim.5 Jego dzieło okazało się trwałe. Do dziś są tam największe skupiska protestantów w Polsce. Jednak Wacław  Adam ograniczał się tylko do swojej dziedziny. Były wielki mistrz krzyżacki postawił sobie cel bardziej ambitny. Chciał przekonać do luteranizmu poddanych swego wuja, Zygmunta Starego. Dla osiągnięcia tego celu właściwie wykorzystał zdolności polskich współwyznawców chroniących się na jego ziemiach. Broszury Andrzeja Samuela, który do Prus Książęcych przybył z Poznania w roku 1543, drukowano i przemycano do Polski prawdopodobnie na koszt księcia. Nie zachowały się do naszych czasów.6 Można jednak domyślać się, że wywołały spore zainteresowanie. Zygmunt Stary w dekrecie wydanym 10 lipca 1544 roku stwierdził, że Samuel swój jad w królestwie naszym szczepi i książeczki po polsku pisane a błędem herezji zarażone między ludem szerzy. Król groził starostom, którzy nie będą zapobiegać rozpowszechniani tego jadu surowymi karami.7 Sam autor został zaocznie skazany na śmierć.8

Pruskiemu księciu bardzo przydał się też współpracownik Andrzeja Samuela, który uciekł z Poznania nieco później, Jan z Siekluk, zwany Seklucjanem. Na polecenie Hohenzollerna już w latach 1533 i 1535 opracowano polskie katechizmy. Jednak polszczyzna Niemców, którzy je pisali, była fatalna.9 Wzorując się na Małym Katechizmie Lutra, Seklucjan napisał bardziej zrozumiały. Drukowano go w Królewcu i przemycano do Polski, podobnie jak inne prace tego autora.

Odpowiedzią na Rozmowę o pogrzebie krześciańskim i papieskim Seklucjana była prezentująca katolicki punkt widzenia Rozmowa nowa niektórego pielgrzyma z gospodarzem o niektórych ceremoniach kościelnych Stanisława Morawickiego ze Szczodrkowic.10 Z czasem powstały też katolickie katechizmy…

Do tej pory wykształceni Polacy niechętnie pisali po polsku. Twierdzili nie bez racji, że tą samą myśl można wyrazić po łacinie mniejszą ilością słów równie dobrze, a nawet lepiej. Narzucona przez Albrechta Hohenzollerna polemika wyznaniowa wymagała jednak dotarcia do możliwie szerokiego kręgu czytelników. Rozwój ojczystego języka literackiego okazał się najtrwalszym owocem polskiej reformacji.

Chroniący się w Prusach przed prześladowaniami Litwin Abraham Kulwieć dobrze uczył języka greckiego w gimnazjum partykularnym w Królewcu. Jan z Siekluk postanowił przełożyć Nowy Testament z greki na polski. Zadanie go przerosło, ale wychowanek Kulwiecia, który pogłębił swoją wiedzę w Wittenberdze, Stanisław Murzynowski, poradził z nim sobie. Książę Albrecht zapewnił mu warunki do pracy. Ten prawdopodobnie pierwszy pełny tekst Nowego Testamentu w naszym języku ukazał się nakładem Seklucjana w Królewcu w roku 1553. W tym samym roku zmarł jego autor. Zdążył jeszcze napisać pierwszą pracę o polskiej pisowni. Miał 25 lat.11

Książę w roku 1544 przekształcił gimnazjum partykularne w uniwersytet Albertina, mający kształcić urzędników dla państwa pruskiego i wspierać luteranizm w Polsce i na Litwie. Finansował naukę niektórych studentów. Potem Erazm Gliczner gorliwie szerzył luteranizm w Wielkopolsce. Jakub Niemojewski i Stanisław Sarnicki krzewili kalwinizm mową i słowem drukowanym. Jan Niemojewski został arianinem. Jan Kochanowski, jego brat Andrzej i bratanek Piotr pozostali, zdaje się, przy katolicyzmie. Właściwie wszyscy Polacy, którym Albrecht Hohenzollern przyznał swoje stypendia, okazali się ludźmi w jakiś sposób wybitnymi. O niektórych z nich pamięta się do dziś.

Nie prowadził tych wszystkich przedsięwzięć wyłącznie dla nagrody w niebie. Zawsze stawiał przed sobą wielkie cele. Jako wielki mistrz Krzyżaków chciał anachronicznej organizacji, jaką był już w XVI wieku zakon rycerski, przywrócić dawną świetność. Jako protestant chciał polskiego tronu, dla siebie lub swojego potomka.

Było to możliwe, choć trudne do osiągnięcia. Królami elekcyjnymi nazywa się tych, którzy panowali w Polsce po śmierci ostatniego Jagiellona. Jednak w gruncie rzeczy Jagiellonowie też byli „królami elekcyjnymi”. Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta wybrał zjazd szlachecki, Aleksandra sejm, a Zygmunta Starego senat. Pojawiały się inne kandydatury, ale chęć utrzymania unii z Litwą zawsze przeważała. Gdyby jednak większość polskiej i litewskiej szlachty przeszła na luteranizm, to książę pruski jako pół-Jagiellon, członek senatu i współwyznawca miałby spore szanse w wyborach…

Dążąc do tego celu, inwestował niemal ponad siły.12 Nie osiągnął go, ale z pewnością przyczynił się do tego, że wielu Polaków rozpoczęło duchowe poszukiwania. W większości wybrali kalwinizm. Niektórzy z nich mogli się z Albrechtem Hohenzollernem równać majątkiem i znaczeniem. Ofiarnością i zdolnością strategicznego planowania nie dorównał mu niestety żaden.                           
cdn

Słomiany ogień cz.10 – Na królewskim dworze

NA KRÓLEWSKIM DWORZE

Zygmunt I Stary do końca swojego życia pozostał gorliwym katolikiem, a skłaniających się ku innowierstwu poddanych straszył groźnie brzmiącymi edyktami. Gdy jednak Johan Eck zadedykował mu swoją książkę O mszy i wzywał go w niej do zdecydowanych represji przeciwko luteranom, odpowiedział mu: Pozwól mi być królem owiec i kozłów.i Tylko raz, w Gdańsku, z jego rozkazu stracono luteranów, ale bezwzględność króla miała raczej z przyczyny polityczne. Podobnie jak właściwie wszyscy Jagiellonowie, niechętnie stosował przemoc, uniknięcie konfliktu było dla niego ważniejsze niż zgodność własnych słów z czynami. Przed biskupim sądem w Krakowie na podstawie wydanych przez niego edyktów toczyły się procesów o wyznawanie luteranizmu. Oczywiście oskarżeni nie byli szlachcicami. Natomiast w jego bezpośrednim otoczeniu zwolenników herezji było dość sporo i wydaje się, że starał się o tym nie wiedzieć.


Jost Ludwik Dietz urodził się w Alzacji, ale szybko wyruszył z niej w świat. Mieszkał w różnych krajach. Zajmował się handlem, górnictwem i biciem monet. W końcu trafił do Krakowa. Jego krewny, bankier Jakub Boner, polecił go Zygmuntowi Staremu. Swoją karierę Dietz, którego u nas nazwano Justem Decjuszem, zaczął od stanowiska królewskiego sekretarza. Gdy wykazał się na tym stanowisku zdolnościami i uczciwością, zaczęto go wysyłać w misjach dyplomatycznych. W końcu został zarządcą królewskich mennic. Jego posiadłość jest dziś dzielnicą Krakowa i nadal nazywa się Wola Justowska. Miał rozległe zainteresowania. Napisał kilka książek o historii Polski i niewątpliwie czuł się Polakiem. Szukał też prawdy o Bogu. Pierwszy protestancki zbór w Krakowie zbierał się w jego domu, tak zwanej Willi Decjusza, która stoi do dziś.iiW liście do Albrechta Hohenzollerna z 8 stycznia 1542 roku napisał: Tu u nas Słowo Boże i Ewangelia są głoszone po polsku we wielu miejscach i czysto i wieloma dobrymi nadziejami także w obecności pana arcybiskupa.

Jednym z tych, którzy w tym głoszeniu gorliwie brali udział, był bibliotekarz Andrzej Trzecieski Starszy, bardzo wykształcony człowiek, władający biegle łaciną, greką i hebrajskim, korespondujący ze współpracownikiem Lutra, Filipem Melanchtonem. Ci, którzy zbierali się w jego domu, z wielką chęcią, gorliwością do szczerej Ewangeliej Pana Jezusowej znajomości cisnęli się i garnęli. iiiOczywiście odkrywali, że wiele nauk, które im wpojono, kłóci się z tą Ewangelią. Byli wśród nich dwaj nadworni kaznodzieje Zygmunta Augusta – Wawrzyniec Niezgoda i Jan Koźmińczyk. Obydwaj byli uczniami Jakuba z Iłży i w przyszłości mieli odegrać w dziejach polskiej reformacji znaczące role.iv To, że młody król dość długo dawał im posłuch i oddalił dopiero pod naciskiem biskupów, zauważono w kraju i za granicą. Jan Kalwin zadedykował mu swój komentarz do Listu do Hebrajczyków.v Liczyli na jego poparcie polscy protestanci, a także zwolennicy kościoła narodowego. Te nadzieje nie ziściły się. Zygmunt August był tolerancyjny w sprawach wiary, bo mało go one obchodziły, a poza tym zjednywał sobie w ten sposób zwolenników. Jednak dokonanie poważnych zmian religijnych w Polsce uważał najwidoczniej za zbyt ryzykowne z politycznego punktu widzenia, a inne względy nie miały wielkiego znaczenia.

Inną bardzo ważną i zagadkową postacią Koła Trzecieskiego był Franciszek Lismanin. Z pochodzenia był Grekiem, do Krakowa przybył wraz z Boną Sforzą. W Polsce został spowiednikiem i kapelanem królowej, a także prowincjałem zakonu franciszkanów. Niektórzy w nim widzą faktycznego przywódcę Koła. Być może jego wpływowi należy przypisać to, że królowa Bona, córka Hiszpanki, nie usiłowała walczyć w z reformacją w Polsce w sposób hiszpański.vi Mogła być trudnym przeciwnikiem, w przeciwieństwie do męża politykę prowadziła „po męsku”. Postawiwszy sobie jakiś cel, dążyła do niego konsekwentnie, bezwzględnie łamiąc opór. W końcu Lismanin, wysłany przez Zygmunta Augusta do Genewy po protestanckie książki, posłuchał rady Kalwina. Wystąpił z zakonu i ożenił się.vii Po powrocie do Polski został superintendentem kalwińskich zborów małopolskich. Gdy okazało się, że jest zwolennikiem antytrynitaryzmu, wykluczono go ze zboru. W roku 1563 popełnił samobójstwo.viii

Uczestniczył w spotkaniach Koła ksiądz Jakub Uchański, w tym czasie pełniący urząd referendarza wielkiego koronnego. Zdecydował się pozostać w katolicyzmie i z czasem został arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem. Jednak przez znaczną część polskiej hierarchii katolickiej był podejrzewany był o wyznawanie herezji.ix

Andrzej Zebrzydowski to kolejny kapłan katolicki będący członkiem Koła Trzecieskiego. W jego przypadku był to etap prowadzący do, jak się zdaje, całkowitego ateizmu. Nie przeszkodziło mu to w osiągnięciu godności arcybiskupa krakowskiego. Zapamiętano go jako wielkiego zdziercę i lubieżnika. Podobno publicznie nazwał Mojżesza Mahometa i Chrystusa trzema znakomitymi szarlatanami.x Zwykle sądzimy innych według siebie.

Przychodził też do domu Trzecieskiego Andrzej Frycz Modrzewski. Myśl przewodnia jego broszury Łaski, czyli o karze za mężobójstwo wydaje się oczywista. Władza państwowa powinna ścigać i karać morderców i w żadnym wypadku nie powinna być za tę zbrodnię wymierzana kara grzywny. Jednak ludziom żyjącym wtedy w Polsce poglądy Modrzewskiego musiały się wydawać nie tylko szokujące, ale też całkiem oderwane od rzeczywistości. Jeszcze większe wzburzenie wywołało kolejne jego dzieło, Mowa Prawdomówcy Perypatetyka. Stwierdzenie, że postanowienie Sejmu zakazujące mieszczanom kupowania i posiadania wsi jest okrutnie niesprawiedliwe, napisane wbrew rozumowi i wbrew prawom boskim i ludzkimxinie mogło się podobać szlachcie. Prawdopodobnie ten najwybitniejszy polski pisarz polityczny umarł jako arianin.

Uczestniczący w pracach Koła Bernard Wojewódka kilka lat później stworzył Drukarnię Radziwiłłowską w Brześciu Litewskim. Dostarczała ona polskim protestantom katechizmów, śpiewników i wiele innych książek. Już po śmierci Wojewódki wydrukowano w niej Biblię Brzeską.xii Do jej powstania przyczynił się jako tłumacz Andrzej Trzecieski Młodszy, syn królewskiego bibliotekarza, podobnie jak ojciec poliglota i erudyta, a przy tym niezły poeta.xiiiNiestety zasłynął także z pijaństwa.xiv

Kres działalności Koła położyła śmierć Andrzeja Trzecieskiego Starszego w roku 1547. Jednak straciło ona rozmach już wcześniej, gdy jego uczestnicy poróżnili się w kwestii boskości Jezusa.xv Nietrudno też zauważyć, że zainteresowanie Bogiem u wielu z nich było dość teoretyczne. Mniej skłonni byli dostosować swoje życie do tego, czego się dowiedzieli. Te same przyczyny miały przesądzić zresztą o porażce polskich protestantów, choć na razie rzeczywiście mogli mieć dobre nadzieje.

cdn. Piotr Setkowicz

i Jerzy Samuel Bandtke, „Dzieje Królestwa Polskiego” t.2, Wyd. Wilhelma Bogumiła Korna, Wrocław 1820, str.

iii Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.20.

vi Walerian Krasiński” Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce” t.1, Zwiastun Ewangeliczny, Warszawa 1903, str.89 – 90.

vii Emil Jelinek, „Z ufnością w przyszłość – studia ekumeniczne” Polska Rada Ekumeniczna, Warszawa 1975, str.45 – 54.

viii Walerian Krasiński” op. cit.,, str.174.

x Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t.II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.120.

xi Bogumiła Kosmanowa, „Modrzewski i jego przeciwnicy”, LSW, Toruń 1977, str.76 – 77.

xiv Wacław Urban, op. cit., str.20.

xv Walerian Krasiński, op. cit.,, str.90.

Słomiany ogień cz.9 – Nagiego Chrystusa ukrzyżowanego sługa

SŁOMIANY OGIEŃ cz. 10

NAGIEGO CHRYSTUSA UKRZYŻOWANEGO SŁUGA

W latach trzydziestych i czterdziestych XVI wieku w Królestwie Polskim reformacja nie budziła jeszcze zbyt wielkiego zainteresowania. Więcej jej zwolenników było w Wielkim Księstwie Litewskim. Prawdopodobnie był to skutek działań Abrahama Kulwiecia.i Jednak niewielka grupa Polaków skłonnych do duchowych i intelektualnych poszukiwań rozumiała, że na zachodzie dzieje się coś niezwykle ważnego i trzeba się jakoś wobec tego określić. Swoimi decyzjami, po której stronie sporu jest słuszność, oddziaływali na wielu innych. Podjęcie tych decyzji zajmowało im niekiedy lata i musiało być procesem bardzo bolesnym. Warto wspomnieć o najwybitniejszym z nich


Ksiądz Jan Łaski, żeniąc się i porzucając religię katolicką, wywołał w kraju wielkie poruszenie, bo pochodził ze znanego rodu. Jego zmarły w 1531 roku stryj, również Jan i również katolicki kapłan, był jednym z największych mężów stanu w dziejach Polski. W 1501 roku Jan Łaski Starszy został sekretarzem króla Aleksandra Jagiellończyka, a w roku 1503 jego kanclerzem. Konstytucja sejmowa Nihil novi z 1505 roku, której uchwalenie uważa się za początek polskiej demokracji szlacheckiej, była jego dziełem. W roku 1506 ukazał się drukiem tak zwany Statut Łaskiego – spis wszystkich aktów prawnych obowiązujących w Królestwie Polskim. Był on fundamentem polskiego prawa aż do rozbiorów. W roku 1510 Jan Łaski został prymasem Polski i złożył urząd kanclerza. Nie przestał jednak angażować się w politykę. Nadal też dążył do poddania władzy państwowej kontroli prawa i ograniczenia wpływów magnaterii. Współtworzył szlachecki ruch egzekucji praw, który zapisał wiele pięknych kart w naszej historii. Co ciekawe, był przeciwny przywilejom duchowieństwa. Jego Statut pomija niektóre z nich. Uważał też, że powinno ono płacić podatki.ii

Reformacja była jednym z większych problemów, przed którymi stanął jako prymas. Uważał ją za wielkie zło i gorliwie starał się, by nie znalazła zwolenników wśród Polaków. Wprowadził cenzurę książek. Próbował też, choć bez powodzenia, stworzyć polską inkwizycję. Księża chyba nie garnęli się do tej służby.iii Być może pewną rolę odegrały tu doświadczenia zebrane w walce z polskim husytyzmem. Wynikało z nich, że w Polsce inkwizytorowi trudno odnieść sukces, a konflikt ze szlachcicem – heretykiem może mieć dla niego przykre konsekwencje.

Ród Łaskich był bogaty, choć za magnatów uznać ich nie można. Będąc ludźmi z głową na karku i mając reprezentanta na szczytach piramidy władzy, liczyli się w wyścigu po urzędy i zaszczyty. Ukoronowaniem kariery brata biskupa Jana, Jarosza, czyli jak dziś byśmy powiedzieli Jarosława, był urząd wojewody sieradzkiego. Jarosz Łaski wcześnie oddał swoich synów bratu na wychowanie. Wszyscy trzej zamieszkali w krakowskiej rezydencji prymasa. Uczyli się tam i nabierali obycia, a stryj do końca życia dbał o ich kariery.iv Wszyscy też studiowali we Włoszech. Potem każdy poszedł swoją drogą. Najstarszy, Hieronim, wybrał karierę polityka, Jan został duchownym, a najmłodszy Stanisław żołnierzem.v

Spośród trzech braci Jan był najsłabszy fizycznie. Odznaczał się też, zdaje się, rzadką szlachetnością. Świadczą o tym dobitnie słowa Erazma z Rotterdamu, u którego Jan Łaski Młodszy mieszkał przez kilka miesięcy. Ja starzec, stałem się lepszy w pożyciu z tym młodzieńcem; starzec nauczyłem się od młodzieńca, czego młodzieniec raczej winien się nauczyć ode mnie: trzeźwości, powściągliwości w mowie, prawości. Nawet przywódca polskiej kontrreformacji, kardynał Stanisław Hozjusz, który protestantów uważał za sługi diabła, wyrażał się o nim z uznaniem.vi Być może wybrał stan duchowny sam, być może zdecydował stryj – prymas, który z pewnością doceniał przymioty charakteru swojego bratanka, a także niepospolite zdolności umysłowe. Nietrudno się domyślić, że widział w nim przyszłego biskupa, a może nawet prymasa… Robił, co mógł, aby przygotować go do tych funkcji. Zabierał ze sobą w podróże zagraniczne, by poznał najważniejszych ludzi w Europie. Wysyłał też za granicę samego, żeby mógł studiować u najlepszych profesorów, i powierzał funkcje, które dawały dochody pozwalające sfinansować naukę.

Historia Jan Łaskiego Starszego uczy, że często działania człowieka przynoszą skutki odwrotne do tych, których pragnął. Bardzo chciał „obronić” Polskę przed reformacją. Jednak w kilkadziesiąt lat po jego śmierci ruch egzekucji praw, który współtworzył, został opanowany przez polskich różnowierców i wykorzystany przez nich do zdobycia tolerancji wyznaniowej. Natomiast jego ukochany bratanek poświęcił życie krzewieniu kalwinizmu i wykorzystując to, czego nauczył się dzięki stryjowi, okazał się bardzo skuteczny.

Młody Jan Łaski, podróżując po Europie, nabywał wiedzy, uczył się języków. Poznał nie tylko humanistów z Erazmem z Rotterdamu na czele, lecz także wielu przywódców reformacji: Wilhelma Farela Johana Oecolampadiusa i Ulricha Zwinglego. Pod wpływem tego ostatniego zaczął zgłębiać Biblię.vii Nadal jednak uważał, że reformacja to zaraza.viii

Dzięki polityce ród Łaskich osiągnął świetność i przez nią ją stracił. Po śmierci Ludwika Jagiellończyka na Węgrzech wybuchła wojna domowa. Szlachta wybrała na króla Jana Zapolyę, a magnaci Ferdynanda Habsburga. Łascy stanęli po stronie Zapolyi. Hieronim Łaski starał się dla niego o pomoc turecką. Zapłacił za to Jan Łaski Starszy. Potępiony przez papieża za sprzyjanie islamowi zmarł ze zgryzoty. Później, poróżniwszy się z Zapolyą, bracia przeszli na stronę Habsburgów. Wyszli z tej awantury skompromitowani w kurii rzymskiej, skłóceni z dworem królewskim i zrujnowani finansowo.ix Od tej pory ksiądz Jan miał dużo czasu na studiowanie Pisma Świętego, do czego swego czasu namawiał go Zwingli, i jego stosunek do reformacji zwolna się zmieniał. W roku 1539 wyjechał z Polski.

Nie wiadomo, jak trafił do „Braci i Sióstr Wspólnego Życia”w Louvain. Ludzie ci, chcący żyć pobożnie, mieszkali wspólnie, razem pracowali, uczyli się, wspierali potrzebujących, modlili się, studiowali Biblię i zakładali rodziny. Wywarli na nim ogromne wrażenie. Takie wspólnoty powstawały w Niderlandach od XIV wieku. To dzięki nim idee reformacyjne znajdowały taki posłuch. Jan Łaski znalazł tam też żonę. Podobno nazywała się Małgorzata i była córką tkacza.x

Zawiadomił biskupa Łukasz Górkę, że porzuca religię katolicką. Ciężko mi było zaprawdę, przyznaję szczerze (…) porzucić ojczyznę najdroższą, przyjaciół najukochańszych, wreszcie wszystko, co mam; ciężko też było samemu się wprost narazić na niebezpieczeństwo nędzy i znoszenia krzywdy. Ale Bogu niech będą dzięki, że dał mi męstwo, żem to uczynił. Podpisał się: Jan Łaski, niegdyś wieloma tytułami znakomity, teraz nagiego Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego sługa.xi

Wezwany przez umierającego brata Hieronima wrócił do Polski w roku 1542 i zrobił coś, co pozostaje plamą na jego honorze. Złożył przysięgę oczyszczającą, w której zadeklarował pełne oddanie kościołowi rzymskiemu i wyparł się wszelkich związków z protestantyzmem. Co go do tego skłoniło? Bał się stosu? Uległ prośbom rodziny? Próbował jakiejś gry z polskimi biskupami, której celem było wprowadzenie kalwinizmu podstępem? Nie wiadomo. W każdy razie nie trwało to długo. Wyjechał znów na zachód, zrzekł się wszystkich godności i przypisanych do nich majątków. Zdobył rozgłos, zakładając „dziwne” kościoły, w których nie było szat liturgicznych i ozdób, a wszyscy wierni mieli być równi bez względu na pozycję społeczną i pochodzenie.xii Jest jedynym polskim protestantem, który zagranicznym historykom wydaje się godny uwagi. Do Polski wrócił na ostatnie kilka lat życia i niewiele w niej dokonał.

cdn. Piotr Setkowicz

i Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str. 19.

iii Andrzej Wiencek (red), „Dzieje Kościoła w Polsce”, Wydawnictwo Szkolne PWN Warszawa – Bielsko Biała 2008, str.

iv Oskar Bartel, „Jan Łaski”, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 1999, str.64.

v Oskar Bartel, op. cit., str.47 – 48.

vi Oskar Bartel, op. cit., str.87.

vii Oskar Bartel, op. cit., str.92.

viii Oskar Bartel, op. cit., str.99.

ix Oskar Bartel, op. cit., str101 – 110.

x Oskar Bartel, op. cit., str.121.

xi Oskar Bartel, op. cit., str.123.

Słomiany ogień cz.7 – Faza utajona

Marcin Luter na różne sposoby starał się budzić wśród Niemców poczucie dumy i jedności narodowej. Nawet swoją naukę nazwał „teologią niemiecką”. Ułatwiało mu to szerzenie jej wśród rodaków, ale czyniło ją obcą dla innych narodów. Mimo to luteranizm przekroczył barierę narodowościową, zyskując zwolenników i wyznawców także wśród Polaków. Władza duchowna i świecka obserwowały ten proces z niepokojem i starały się mu przeciwdziałać. Od roku 1527 polscy biskupi zaczęli wyznaczać inkwizytorów do walki z herezją. Ci jednak, pozbawieni poparcia władz i otoczeni powszechną wrogością, nie odnosili sukcesów.1 W tych czasach wielu młodych Polaków wyjeżdżało na studia do Niemiec. Król Zygmunt Stary dostrzegał związane z tym niebezpieczeństwo. Przyszła elita kraju mogła „zarazić się” herezją. W roku 1534 nakazał swoim poddanym studiującym na kacerskich uniwersytetach powrót, grożąc nieposłusznym, że nie zostaną dopuszczeni do sprawowania urzędów. W roku 1540 kolejny edykt zakazał studiów w krajach opanowanych przez herezję pod groźbą kary śmierci. Mimo to Polacy nadal studiowali na luterańskich uniwersytetach, choć w mniejszej liczbie. Ci, którzy się na to decydowali, uważali, że król nie spełni swoich gróźb, i mieli rację.2




Bywało też, że niemieccy profesorowie wykładali w Polsce. To także była okazja, by poza specjalistyczną wiedzą przekazać coś jeszcze. Najbardziej znany jest przypadek Krzysztofa Hegendorfera, który w latach 1529 – 34 był dziekanem wydziału nauk wyzwolonych w tak zwanym Kolegium Lubrańskiego w Poznaniu. Formalnie była to szkoła średnia, ale ze względu na poziom nauczania nazywano ją „Akademią”. Niemała była w tym zasługa Hegendorfera, który wprowadził nowe metody nauczania i stał się bardzo popularny wśród uczniów i ich rodziców. W końcu jednak duchowieństwo zażądało usunięcia go i, co prawda po ciężkiej walce, postawiło na swoim.3

Kontakty z luteranami wpływały na Polaków. Trudno powiedzieć, jaka część z nich przyjmowała luteranizm, ale wszyscy mieli okazję obserwować zawiązane z nim wzorce zachowań i niekiedy podejmowali próby przeniesienia ich na polski grunt. W 1534 roku zebrana w Środzie szlachta wielkopolska domagała się książek pisanych po polsku. I tam prosimy, aby nam książa nie bronili imprymować po polsku historyk, kronik, praw naszych i też inszych rzeczy, a zwłaszcza o Bibliją.(…) Tu nam się wielka krzywda widzi od książej. Albowiem każdy jązyk ma swym jązykiem pisma, a nam książa każą głupimi być…4 To poczucie krzywdy mogło się zrodzić tylko u ludzi dobrze wiedzących, że tak, jak teraz jest w Polsce, wcale być nie musi. Być może uczestnicy tego sejmiku studiowali w Niemczech lub przy jakiejś innej okazji zauważyli zasadniczy przełom, który za sprawą Lutra tam się dokonał. Biblia stała się dostępna w ojczystym języku. Można się domyślać, że o nią autorom tej rezolucji chodziło najbardziej, choć wymienili ją na końcu.

Rok 1534 to w dziejach polskiej reformacji przekroczenie pewnego progu. Wykryto pierwszego Polaka – luteranina. Był nim ksiądz Jakub z Iłży, który prowadził swoją działalność misyjną wśród małopolskich mieszczan i na Uniwersytecie Jagiellońskim. Trwała ona dość długo. Pierwszy raz upomniano go za nieprawomyślne nauczanie już w roku 1528. Wtedy wyparł się wszelkich związków z luteranizmem, a biskup Tomicki dał temu wiarę. Za drugim razem świadków było już tak wielu, że sąd biskupi nie mógł mieć cienia wątpliwości, co ksiądz głosi. Jakub z Iłży obiecał publicznie wyprzeć się swoich przekonań, ale nie stawił się na tę uroczystość. Uciekł do Wrocławia, skąd nadal starał się propagować idee reformacyjne poprzez listy.5 Zostawił też uczniów, którzy kontynuowali jego dzieło.

Jeden z nich, działający w Poznaniu dominikanin Andrzej Samuel, postępował bardzo podobnie. Oskarżony w roku 1541 o szerzenie luteranizmu, wszystkiego się wypierał i sąd biskupi oddalił zarzuty. Nie czekał jednak, aż zostanie oskarżony po raz drugi. Po procesie wyjechał „na dalsze studia” do Wittenbergii i Lipska. Tam ożenił się i w końcu osiadł w Prusach Książęcych. Został pastorem i pisał rozprawy teologiczne.6 Uczeń i współpracownik Samuela, Jan z Siekluk zwany Seklucjanem uciekł przed sądem biskupim i dołączył do niego w roku 1544. Przełożył katechizm Lutra na język polski.7

Inny uczeń Jakuba z Iłży, Wawrzyniec z Przasnysza, nazywany ze względu na swoją kłótliwość Discordia, czyli Niezgoda, był przez pewien czas nadwornym kaznodzieją Zygmunta Augusta. Wydalony został z dworu w roku 1547, gdy biskupi zebrani na synodzie w Łęczycy uznali go za heretyka.8

Również pod wpływem Jakuba z Iłży podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim luteraninem został litewski książę Abraham Kulwieć. Studia teologii, języków starożytnych i filozofii kontynuował w Wittenberdze. Zdobył olbrzymią wiedzę. Stał się najwybitniejszym lingwistą i znawcą kultury starożytnej w państwie polsko – litewskim swoich czasów. Nie krył się ze swymi przekonaniami. Wtrącono za to do więzienia jego rodziców. Abraham powrócił na Litwę w roku 1538 i dzięki znajomości z królem zdołał ich uwolnić. Zaczął organizować odczyty, na których starał się przekonać do swojej wiary. W roku 1540 za zgodą Zygmunta Starego utworzył szkołę, do której przysyłały swoich synów najznakomitsze rody z Litwy i Korony. Biskup wileński Paweł Holszański rozumiejąc, że głównym celem tego przedsięwzięcia jest propagowanie reformacji, wymógł na królu w roku 1542 wydanie edyktu nakazującego Kulwieciowi stawienie się przed sądem biskupim i przyjęcie wyznaczonej kary. W razie odmowy lub ucieczki jego majątek miał być skonfiskowany. Abraham Kulwieć wybrał ucieczkę do Prus Książęcych, gdzie został profesorem utworzonego przez Albrechta Hohenzollerna uniwersytetu w Królewcu. Objął tam katedrę języka greckiego. Wykładał też hebrajski. Jego matkę znów wtrącono do więzienia. Została uwolniona dzięki wstawiennictwu królowej Bony. Musiała przysiąc, że nie będzie się kontaktować z synem. Gdy w roku 1546 zachorowała, syn „załatwił” sobie glejt na powrót do Wilna. Miał przy okazji odbyć debatę z katolikami, ale nagle poczuł się źle, pojechał do domu matki i zmarł. Być może przyczyną była choroba płuc, na którą cierpiał, ale podejrzewano też otrucie.9

Późniejszy rozwój kościołów reformowanych na Litwie jest w znacznym stopniu zasługą Abrahama Kulwiecia. Przetłumaczył na litewski luterański katechizm, który został wydrukowany w Królewcu już po jego śmierci i z pewnością trafił do wielu rąk. Jest też współautorem kancjonału "Gesmes Chrikszczioniszkai" (Pieśni Chrześcijańskie).10 Jego los pozwala też lepiej zrozumieć postępowanie Jakuba z Iłży, Andrzeja Samuela czy Jana Seklucjana. Oni nie pochodzili z książęcych rodów i nie znali osobiście króla. Mogli spodziewać się gorszego.
cdn.                                                                   


Przypisy:
z dziejów polskiej reformacji
1http://pl.wikipedia.org/wiki/Inkwizycja_w_Polsce
2Karol Górski, „Zarys dziejów katolicyzmu polskiego”, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2008, str.164.
3http://pl.wikipedia.org/wiki/Akademia_Lubra%C5%84skiego
4Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.18.
5http://www.dziejekrakowa.pl/biogramy/index.php?id=1474
6http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Samuel
7http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Seklucjan
8http://pl.wikipedia.org/wiki/Wawrzyniec_z_Przasnysza
9http://archiwum2000.tripod.com/488/rodowo.html
10http://pl.wikipedia.org/wiki/Abraham_Kulwie%C4%87

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut