1.6 C
Lublin, PL
21 listopada 2017

KONTRATAK I PORAŻKA – SŁOMIANY OGIEŃ cz. 16

Edykt wydany w grudniu 1550 roku przez króla Zygmunta Augusta wzbudził wielkie nadzieje wśród polskich gorliwych obrońców katolicyzmu skupionych wokół prymasa Mikołaja Dzierzgowskiego i energicznego biskupa warmińskiego Stanisława Hosego, zwanego najczęściej Hozjuszem. Musiało im się wydawać, że mogą wreszcie odwrócić tak fatalny z ich punktu widzenia bieg wydarzeń.

 

Strategię rozprawy z herezją opracowano na synodzie, który zebrał się w Piotrkowie w roku 1551. Biskup Hozjusz przedstawił na nim Confessio fidei catholicae Chrystiana. Z tego dokumentu, który miał być probierzem prawowierności, każdy polski katolik mógł się dowiedzieć, że jest zobowiązany okazywać posłuszeństwo i cześć papieżowi, wierzyć, że istnieje czyściec, a msza jest ofiarą za grzechy. Confessio pouczało też wiernego, że modląc się, powinien szukać wstawiennictwa świętych, obowiązkowe posty i celibat duchownych wprowadzono zgodnie z wolą Boga, a święcenie wody i ziół to przejawy prawdziwej pobożności. Prymas Dzierzgowski nakazał wszystkim kapłanom podpisanie tego wyznania wiary, po czym przesłał je królowi. Sugerował Zygmuntowi Augustowi, że powinien zmusić swoich urzędników i całą szlachtę, a zwłaszcza senatorów, by też w ten sposób wyrazili swoje oddanie wierze katolickiej. Obradujący w Piotrkowie kapłani musieli zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli król ich posłucha, może dojść do wojny domowej. Świadczą o tym przygotowania, które czynili. Duchowni w Polsce w zasadzie nie płacili podatków, nawet w czasie wojny z wrogiem zewnętrznym, ale tym razem byli skłonni współuczestniczyć w kosztach wystawienia wojska. Królowi obiecywali, że będzie mógł konfiskować majątki heretyków.1 Zdecydowali też ustanowić w każdej diecezji inkwizytora, zapewnić mu utrzymanie i bezpieczeństwo.2

 

Synod obradował w maju, ale polscy protestanci już wcześniej musieli zdawać sobie sprawę z tego, co się szykuje. Po Wielkanocy 1551 roku kalwińscy kaznodzieje w Małopolsce ukryli się.3 Byli to najczęściej ludzie „nisko urodzeni”, którzy na ochronę prawa w Polsce specjalnie liczyć nie mogli. Podobno sygnałem ostrzegawczym było to, co stało się w Kurowie. Tamtejszy proboszcz imieniem Mikołaj, który zaczął głosić swym parafianom nauki protestanckie, udzielał komunii pod dwiema postaciami, a sam ożenił się, został porwany przez ludzi biskupa Zebrzydowskiego i zamęczony w więzieniu na zamku w Lipowcu pod Chrzanowem. Tak twierdził inny kalwiński minister, Marcin Krowicki, który popełnił podobne „występki”. Sam Krowicki uciekł do Pińczowa, pod opiekę właściciela miasta i współwyznawcy Mikołaja Oleśnickiego.4 Podobnie postąpili wspierający polskich protestantów cudzoziemcy: Włoch Stancaro i Grek Lismanin. Inny wybitny kaznodzieja, Feliks Krzyżak ze Szczebrzeszyna, skorzystał w Wielkopolsce z ochrony Jakuba Ostroroga.5 Najoryginalniejszą kryjówkę wybrał sobie Szymon Zacjusz – Żak, katolicki ksiądz ekskomunikowany za głoszenie nauk reformacyjnych w Bochni i Wieliczce.6 Przez dwa lata przebywał na dworze biskupa kujawskiego Jana Drohojowskiego. Biskup ten był skrytym protestantem i umierając, żałował, że nie porzucił katolicyzmu otwarcie.7

 

Jednak główną siłą reformacji w Polsce byli szlacheccy patroni zborów i to nimi przede wszystkim należało się zająć. Pierwszą próbą wykorzystania królewskiego edyktu do tego celu było wezwanie przed krakowski sąd biskupi Konrada Krupki. Oskarżonego wybrano bardzo sprytnie. Ten niewątpliwie zaangażowany w szerzenie nauki Kalwina szlachcic jeszcze niedawno był mieszczaninem. Prawdopodobnie spodziewano się, że ogół szlachty nie przejmie się jego losem. Nadzieja ta okazała się płonna. W sądzie Krupce towarzyszyło kilku wpływowych szlachciców, jego współwyznawców, którzy zdawali sobie sprawę, że chodzi tu o stworzenie precedensu i jeśli proces przebiegnie po myśli biskupów, będą następne. Sam Krupka odważnie przyznał się do swojej wiary. Gdy biskup Zebrzydowski obiecał mu „przebaczenie”, jeżeli od niej odstąpi, odmówił. Został skazany na śmierć i konfiskatę majątku. Od tego momentu sprawa zaczęła się komplikować. Wyrok wywołał powszechne oburzenie szlachty. Nie tylko zwolennicy reformacji, lecz także katolicy widzieli w nim zagrożenie dla swojej wolności. Wykonać musiała go władza świecka, a o tym, kto konkretnie to zrobi, miał zdecydować kanclerz Jan Ocieski. Można się domyślać, że ten zdecydowany zwolennik katolicyzmu życzył heretykowi jak najgorzej. Wobec nastrojów panujących w kraju uznał jednak, że ta egzekucja przyniesie jego religii więcej szkody niż pożytku i nie upoważnił do jej przeprowadzenia nikogo. Wszystko skończyło się dla Krupki wyłącznie ekskomuniką, którą chyba się specjalnie nie przejął.8

 

Prawdziwą klęskę przyniosła próba użycia królewskiego edyktu przeciwko różnowiercom wobec szlachcica w sukni duchownej. Przemyski kanonik Stanisław Orzechowski nie ukrywał, że jest przeciwko celibatowi. To, że miał dwoje dzieci ze swoją gospodynią, nie było czymś niezwykłym, ale napisał także rozprawę, w której stwierdzał, że księża powinni mieć prawo się żenić. Posiłkował się protestanckimi argumentami, które poznał na studiach i od swego krewnego - Mikołaja Reja.9 W roku 1551 przeszedł od słów do czynów, żeniąc się z Magdaleną Chełmicką. Wyklęty i skazany na wygnanie z diecezji przez biskupa Jana Dziaduskiego potrafił wejść do świątyni podczas nabożeństwa i ogłosić wszystkim zebranym, że to on ma rację, a nie biskup. Mógł się nie bać. Wojewoda krakowski Piotr Kmita nie zamierzał iść pod prąd nastrojom i egzekwować wyroku duchownego sądu.10 Orzechowski pozwał swego biskupa do sądu koronnego i domagał się uznania swego małżeństwa przez papieża, pisząc do niego napastliwe listy. Szybko stał się bardzo poczytnym pisarzem, ulubieńcem rzesz panów braci i w końcu głównym ideologiem szlacheckiej „złotej wolności”. W tym przełomowym czasie jak nikt inny obezwładnił biskupów. Dopiero po kilku latach, gdy zmarła mu żona, zmienił front i zaczął atakować protestantyzm równie zajadle, co katolicyzm wcześniej.11


W roku 1552 zebrał się Sejm. Nastroje panujące na nim chyba najlepiej przewidział członek kościoła braci czeskich Rafał Leszczyński. Zrezygnował z godności senatorskiej i został posłem. Na mszy poprzedzającej otwarcie obrad nie klęknął podczas podniesienia i nawet nie zdjął czapki. Wybrano go na marszałka. Nawet większość katolików chciała ograniczenia władzy biskupów. Posłowie województwa ruskiego, gdzie wpływy Orzechowskiego były największe, domagali się zniesienia sądów duchownych. Uchwały sejmowe musiały jednak zapadać jednomyślnie, dlatego w tym wypadku rozstrzygnął król. Zdecydował, że duchowieństwo zachowa prawo sądzenia herezji, lecz nie będzie mogło nakładać kar cywilnych i kryminalnych. Oburzeni biskupi opuścili obrady i grozili, że zrzekną się godności senatorskich. Ponieważ jednak nikt się tym nie przejął, wrócili.12

 

Prawny fundament wolności sumienia w Polsce został założony.
cdn.    

 

Przypisy:

1 Walerian Krasiński, „Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce” t.I, Zwiastun Ewangeliczny, Warszawa 1903, str.112 – 113.
2www.racjonalista.pl/rtf.php/s,2776
3 Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.30.
4 Walerian Krasiński, op. cit., str.114 – 115.
5 Józef Łukaszewicz, „Dzieje kościołów wyznania helweckiego w dawnej Małej Polsce”, Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego, Poznań 1853, str.16.
6 http://www.bochenskiedzieje.pl/index.php/postacie/pedagodzy/197-szymon-zacjusz
7 http://pl.wikipedia.org/wiki/Szymon_Zacjusz
8 Walerian Krasiński, op. cit., str.108 – 109.
9 Julian Bukowski, „Dzieje Reformacyi w Polsce” t.II, W. Anczyc i S-ka, Kraków 1886, str.92 – 93.
10 Walerian Krasiński, op. cit., str.119 – 120.
11 Walerian Krasiński, op. cit., str.126 – 128.
12 Walerian Krasiński, op. cit., str.119 – 120.


idź Pod Prąd, październik2014


KWESTIA PEWNEGO MAŁŻEŃSTWA – SŁOMIANY OGIEŃ cz. 15

Łatwość, z jaką protestantyzm w połowie XVI wieku szerzył się na terenie Polski i Litwy, musiała szokować ludzi mieszkających w tym czasie w innych krajach. Także dziś ktoś, kto zna historię konfrontacji między zwolennikami i przeciwnikami reformacji na zachodzie Europy, może być nią zdziwiony. W Niemczech, Niderlandach, Francji, Anglii i Hiszpanii uznawanych za wyżej stojące pod względem kulturalnym od Polski tolerowanie odmiennych poglądów w sprawach duchowych było wtedy potępiane jako przejaw obojętności wobec Boga. Niewątpliwie jest w tej ocenie wiele racji. Na tolerancję łatwo jest nam się zdobyć tylko w sprawach, które niewiele nas obchodzą. Korzystając z tej „mody na gorliwość”, biskupi i inkwizytorzy byli w stanie zmobilizować katolików przeciwko swym zarażonym herezją rodakom i zadawać im mocne ciosy. Protestanci z kolei, tam gdzie zdobyli władzę, z podobnych powodów i w podobny sposób prześladowali katolików i wyznawców innych nurtów protestantyzmu.

 

W państwie polsko-litewskim żyło wtedy 10 milionów ludzi. W czasie, gdy zainteresowanie reformacją osiągnęło swój szczyt, wyznawcy wszystkich jej odłamów mogli liczyć około 200 tysięcy. Stanowiąc wyraźną mniejszość, podejmowali oni działania, które ich współwyznawcom na Zachodzie przy takiej liczebnej przewadze katolików nie przyszłyby nawet na myśl. Byli wśród nich politycy, którzy zupełnie nie kryli się ze swoimi przekonaniami i nie szkodziło to ich karierze. Byli też artyści, którzy swoimi utworami starali się szerzyć biblijne przesłanie. Potomność zapamiętała Mikołaja Reja, ale działało ich więcej, i to nie tylko pisarzy. Zapomnianego dziś Wacława z Szamotuł do czasów Fryderyka Chopina uważano za najwybitniejszego polskiego kompozytora.1 W tych czasach najwydajniejszym sposobem docierania do ludzkich umysłów było posługiwanie się słowem drukowanym. Polscy różnowiercy wiedzieli o tym i podejmowali odpowiednie działania. Zapamiętano, że wydali Biblię Brzeską, ale duże znaczenie miał też fakt, że po prostu drukowali więcej od katolików. Wydawali najróżniejsze pozycje, od traktatów teologicznych po poradniki rolnicze. Jeszcze pod koniec XVI wieku, gdy zwolenników reformacji w Rzeczpospolitej ubywało, mieli oni 24 drukarnie, a katolicy 21.2 Ten sukces mógł być jeszcze większy, gdyby nie pazerność protestanckiej szlachty, która zagarniała dobra katolickich parafii i klasztorów i często trwoniła je na swe zachcianki, skąpiąc Bogu każdego grosza.3

 

Podobnie rzecz miała się ze szkołami. Najbardziej znane było gimnazjum pińczowskie, ale także niektóre inne szkoły zborowe osiągały bardzo wysoki poziom. Mogło ich być więcej, mówiło się nawet o protestanckim uniwersytecie, ale nie udało się zebrać funduszy.4 Także w tej dziedzinie katolicy długo nie przeszkadzali, ale tacy patroni, jak Mikołaj Rej, który budował szkoły i nawet zbory, należeli do rzadkości.5

 

Polscy protestanci z reguły używali świątyń odebranych katolikom, z których usuwali obrazy, rzeźby i krucyfiksy. Jezuici zarzucali im profanację około 2000 świątyń.6 Najprawdopodobniej przesadzali, ale można uznać, że było kilkaset takich przypadków. Na zachodzie Europy znacznie drobniejsze incydenty wywoływały wojny religijne. W Polsce i na Litwie wyznawcy religii panującej znosili to spokojnie. Czy zabrakło wtedy w naszym kraju gorliwych katolików?

 

Rzeczywiście nie było ich wielu, ale przecież podobnie rzecz się miała także na Zachodzie. Tam jednak rozumiało się samo przez się, że władza państwowa musi jakąś religię popierać i zwalczać wszystkie inne. Prymas Dzierzgowski starał się, by tak też było w Polsce. Okazja nadarzyła się wkrótce i w dużym stopniu stworzyli ją sami protestanci. Wkrótce po wstąpieniu Zygmunta Augusta na tron okazało się, że po kryjomu zalegalizował swój długoletni romans, żeniąc się z Barbarą Radziwiłłówną. Oczywiście innym wielkim rodom magnackim nie w smak był taki sukces Radziwiłłów, ale nie tylko one chciały ich pognębić. Radziwiłłowie dążyli zawsze do zachowania możliwie dużej niezależności Litwy wobec Korony. Wyrażała się ona między innymi w tym, że Polacy nie mogli posiadać na Litwie majątków.7 Rzecz jasna ci, którzy marzyli o założeniu folwarku na żyznych ziemiach ukraińskich należących wtedy jeszcze do Wielkiego Księstwa, dążyli do osłabienia pozycji przeciwników „integracji”. Rozgłaszali słowem i drukiem, jak źle prowadzi się Barbara i uznawali małżeństwo króla za „mezalians”. Zgodnie domagali się jego unieważnienia katolicy i protestanci. Ani jedni, ani drudzy nie widzieli w tym niczego niestosownego. Początkowo także prymas Dzierzgowski przyłączył się do tej kampanii, obiecując zwolnić monarchę z przysięgi i rozłożyć winę wiarołomstwa na wszystkich poddanych. Widząc jednak, że Zygmunt August niezłomnie trwa przy żonie, zmienił front i w roku 1550 ukoronował ją.8 Oczywiście nie zrobił tego za darmo. 12 grudnia 1550 roku król zobowiązał się nie dopuszczać heretyków do senatu i urzędów, a zatwardziałych wyganiać z kraju. Nakazał też starostom pod groźbą kar pilną obronę praw i przywilejów duchowieństwa oraz ściganie różnowierców.9

 

Wyegzekwowanie tych edyktów okazało się niemożliwe i można podejrzewać, że Zygmunt August przewidywał to już, wydając je. Stan szlachecki w Polsce zazdrośnie strzegł praw, które mu przysługiwały, i umiał je stosować. Urzędnicy i sędziowie królewscy też do niego należeli i rozumieli, że ukaranie jednego z panów braci za wyznawanie niewłaściwej religii może stać się wstępem do odebrania im wolności, jakiej nikt inny na świecie nie miał. Dlatego niezależnie od swych poglądów w kwestii wiary kierowali się stanową solidarnością. Zarządzenia króla sabotowano na różne sposoby. Edykty przeciwko różnowiercom zostały wydane bez zgody szlachty, a przecież w myśl konstytucji sejmowej Nihil novi żadne nowe prawo nie mogło być bez niej ustanowione. Zatem mogły zostać uznane za bezprawne. Można też było twierdzić, że edykty są niejasne. Wielu ludzi czekało wtedy, jakie stanowisko w sprawie nauk reformatorów zajmie obradujący niespiesznie sobór trydencki. Skoro nie wypowiedział się on jeszcze, to skąd wiadomo, kto jest heretykiem i kogo należy ścigać?

 

Polscy protestanci nie ucierpieli zbytnio w tym prześladowaniu. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że przez swoją interesowność stracili bardzo wiele nieco wcześniej. Barbara Radziwiłłówna, wielka miłość Zygmunta Augusta, zmarła w roku 1551. Wkrótce potem po stronie reformacji zaangażował się jej brat cioteczny Mikołaj Radziwiłł zwany Czarnym. To on sam sfinansował druk Biblii Brzeskiej, bo magnatom małopolskim szkoda było na to pieniędzy.10 Być może pamięć o tym, jak kiedyś współwyznawcy potraktowali jego krewną, popchnęła go potem w kierunku arianizmu.11 Być może z tej przyczyny rodzony brat Barbary, Mikołaj Radziwiłł Rudy, przyjął kalwinizm znacznie później, w roku 1564. W postępowaniu króla Zygmunta Augusta wobec zwolenników reformacji trudno dopatrzyć się czegoś więcej niż czystej polityki i niezdecydowania. Być może okazując trochę szacunku małżeństwu, zdobyliby jego prawdziwą przychylność. Oczywiście pewności, co by było gdyby, mieć nie można.
cdn.

 

Przypisy:

1 http://pl.wikipedia.org/wiki/Wac%C5%82aw_z_Szamotu%C5%82
2 http://www.reformowani.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=7&Itemid=4&limit=1&limitstart=2
3 Andrzej Tokarczuk, „Ewangelicy polscy”, Interpress, Warszawa 1988, str.34.
4 Aleksander Brückner, „Dzieje kultury polskiej” t.2, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.185–189.
5 Wacław Urban, „Epizod Reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.28.
6 Janusz Tazbir, „Historia kościoła katolickiego w Polsce (1460 – 1795), Wiedza Powszechna, Warszawa 1966, str.59.
7 http://pl.wikipedia.org/wiki/Unia_lubelska
8 Walerian Krasiński, „Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce”t.1, Zwiastun Ewangeliczny, Warszawa 1903, str.99 – 100.
9 Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, ISKRY, Warszawa 2009, str.59 – 60.
10 Aleksander Brückner, „Różnowiercy polscy”, Księgarnia Naukowa, Warszawa 1905, str.5.
11 http://pl.wikipedia.org/wiki/Miko%C5%82aj_Radziwi%C5%82%C5%82_Czarny

 

lipiec 2014


PIERWSZE SUKCESY – SŁOMIANY OGIEŃ cz. 13

Lata 1550 -1562 to okres największych sukcesów reformacji w Polsce. Za jego początek można uznać to, co stało się w Pińczowie. Właściciel miasta Mikołaj Oleśnicki wygnał paulinów z miejscowego klasztoru, usunął z katolickiej świątyni obrazy i zaprosił do głoszenia „szczerego Słowa Bożego” Jakuba Leśniaka ze Śmiłowic. 25 listopada 1550 roku odbyło się w Pińczowie pierwsze publiczne nabożeństwo protestanckie. Namówił Oleśnickiego do tego Francesco Stancaro, włoski ksiądz i wykładowca języka hebrajskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Za publiczną krytykę kultu świętych trafił on do więzienia biskupiego w Lipowcu, skąd dzięki pomocy polskich szlachciców podzielających jego pogląd udało mu się uciec. Oleśnicki udzielił mu schronienia. Przez kilkadziesiąt lat Stankar, jak go nazywano, miał odgrywać wśród polskich protestantów ważną, choć nie zawsze pozytywną rolę.


Lata 1550 -1562 to okres największych sukcesów reformacji w Polsce. Za jego początek można uznać to, co stało się w Pińczowie. Właściciel miasta Mikołaj Oleśnicki wygnał paulinów z miejscowego klasztoru, usunął z katolickiej świątyni obrazy i zaprosił do głoszenia „szczerego Słowa Bożego” Jakuba Leśniaka ze Śmiłowic. 25 listopada 1550 roku odbyło się w Pińczowie pierwsze publiczne nabożeństwo protestanckie. (1) Namówił Oleśnickiego do tego Francesco Stancaro, włoski ksiądz i wykładowca języka hebrajskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Za publiczną krytykę kultu świętych trafił on do więzienia biskupiego w Lipowcu, skąd dzięki pomocy polskich szlachciców podzielających jego pogląd udało mu się uciec. Oleśnicki udzielił mu schronienia. (2) Przez kilkadziesiąt lat Stankar, jak go nazywano, miał odgrywać wśród polskich protestantów ważną, choć nie zawsze pozytywną rolę.

 

Wydarzenia w Pińczowie odbiły się w kraju głośnym echem.Religia katolicka poniosła dużą stratę. Protestancki zbór powstał w sporym mieście, a nie jak do tej pory gdzieś na uboczu, zaś jego patron był postacią znaczącą. Ród Oleśnickich zawdzięczał swoją potęgę biskupowi Zbigniewowi – pierwszemu polskiemu kardynałowi i pogromcy polskich husytów. Ktoś taki nie musiał obawiać się sądu biskupiego.

 

Na rozprawę stawił się w towarzystwie swoich przyjaciół i dworzan. Było ich tylu i zachowywali się w taki sposób, że sędziowie nie odważyli się rozpocząć posiedzenia. Jednak wypędzenie zakonników z Pińczowa było sprawą poważną, a biskup krakowski Andrzej Zebrzydowski nie należał do ludzi ugodowych. Zdecydował się wezwać na pomoc władzę państwową.

 

Swoją drogą człowiek ten przebył zadziwiającą przemianę. Zaledwie kilka lat wcześniej skłaniał się ku reformacji, czemu dawał wyraz, uczestnicząc w spotkaniach u Andrzeja Trzecieskiego. Gdy został katolickim dostojnikiem, zwrócił się przeciwko niej. Z ówczesnych polskich biskupów chyba właśnie on w najbardziej aktywny sposób zwalczał protestantów. Nie robił tego dla Boga. Otwarcie głosił zasadę: wierz sobie nawet w kozła, jeśli zechcesz, bylebyś mi dziesięcinę płacił. (3) Chciał pieniędzy dla siebie i swojej rodziny, a protestanci płacić nie chcieli.

 

Proces w sprawie profanacji klasztoru w Pińczowie toczył się przed królem i senatem i przerodził się w debatę światopoglądową. W obronę Oleśnickiego zaangażował się Mikołaj Rej, który dowodził, że katolicyzm jest złą religią i nie należy karać kogoś, kto pokazuje rodakom prawdziwie chrześcijańskie nabożeństwo. Zebrzydowski nawet nie próbował bronić go argumentami teologicznymi czy biblijnymi. Zapowiadał tylko, że skutkiem odrzucenia religii katolickiej będzie anarchia podobna do tej, która panowała w Niemczech. Skończyło się na tym, że Oleśnicki nie poniósł kary. Obiecał tylko zwrócić paulinom klasztor, czego zresztą nie zrobił. (4) Król zlecił egzekwowanie zwrotu klasztoru staroście z Nowego Korczyna Andrzejowi Gnojeńskiemu, który sam był protestantem i w roku 1552 utworzył zbór w Żarnowcu koło Miechowa. (5) Z pewnością więc nie naciskał w tej sprawie Oleśnickiego zbyt mocno.

 

Pińczów na kilkadziesiąt lat stał się najważniejszym w Polsce ośrodkiem reformacji. Niedługo po wygnaniu paulinów odbył się w nim pierwszy synod polskich kalwinistów. Takich synodów w latach 1550 – 1570 odbyło się sumie 92, z czego w Pińczowie 20. (6) Mury zamku zapewniały bezpieczeństwo. O tym, że miało to znaczenie, świadczy przebieg synodu w roku 1555. Andrzej Zebrzydowski wysłał oddział ze sfałszowanym mandatem królewskim zakazującym takich zebrań. Ludzi biskupa nie wpuszczono i obrady toczyły się dalej. (7) Trudno powiedzieć, czy biskup krakowski zamierzał jego uczestników tylko rozpędzić, czy też uwięzić.

 

Daniel z Łęczycy założył w Pińczowie protestancką drukarnię. W budynkach klasztoru działało gimnazjum, które ze względu na wysoki poziom nauczania stało się sławne w całej Europie. Kierował nim przysłany przez Kalwina Pierre Statorius, który przeszedł pieszo 1500 kilometrów, aby dostać się do Polski. (8) Zmienił on potem nazwisko na Stoiński. Jego dziełem jest pierwszy podręcznik gramatyki języka polskiego. (9) Były też plany utworzenia w Pińczowie protestanckiego uniwersytetu, ale skończyło się na planach. Na jednym z synodów powstał pomysł przetłumaczenia Pisma Świętego z języków oryginalnych na polski. Przekładu dokonali w latach 1556 – 63 przebywający wtedy w Pińczowie Grzegorz Orszacki, Piotr Statorius, Jan Thenandus, Andrzej Trzecieski, Marcin Krowicki, Szymon Zaciusz – Żak i Grzegorz Paweł z Brzezin. (10) Ponieważ wydrukowano go w Brześciu, nazywany jest najczęściej Biblią brzeską, choć nazwa „pińczowska” też jest używana.

 

Przykład Oleśnickiego wywołał reakcję łańcuchową. Drobniejsza szlachta zwykle wzorowała się na ludziach, których uznawała za wybitnych. Dodatkowo na Ponidziu była ona najczęściej ze sobą spokrewniona, co dodatkowo ośmielało niektórych do zastosowania w praktyce nauki, którą musieli już znać. W krótkim czasie na obszarze między Nidą a Szreniawą, zwaną wtedy heretycką rzeką, powstało duże skupisko zborów kalwińskich. (11)

 

Kalwinizm szerzył się zresztą w całej Polsce i właściwie wszędzie wydarzenia przebiegały podobnie. Najpierw jakiś miejscowy magnat zamieniał katolicką świątynię w protestancki zbór, a potem znajdował naśladowców. W roku 1551 Stanisław Mateusz Stadnicki założył zbór w Dubiecku, a wkrótce potem w Łańcucie. Stadnicki miał też majątki pod Sandomierzem i tam też powstawały zbory. W roku 1552 na dwór Mikołaja Radziwiłła zwanego Czarnym trafił kalwiński kaznodzieja Szymon Zacjusz – Żak. Już w roku następnym kalwińskie nabożeństwa odbywały się w pałacu księcia w Wilnie. W ciągu następnych kilku lat zbory powstały w należących do niego miejscowościach, a było ich sporo. Po śmierci Radziwiłła Czarnego protektorem kalwinizmu na Litwie został jego stryjeczny brat Mikołaj Radziwiłł Rudy. (12) Za tym przykładem szli Kiszkowie, Naruszewiczowie, Billewiczowie…

 

Reformowane zbory nie pojawiły się właściwie tylko na Mazowszu. Tam magnatami byli wyłącznie duchowni, a szlachta była od nich mocno uzależniona ekonomicznie. Zazwyczaj wieś mazowiecka pozostająca w rękach świeckich miała kilku właścicieli. Trudno było w takich warunkach wprowadzać „nową wiarę”. Tworzenie zboru oznaczało też wydatki, które tylko nieliczni byli w stanie ponieść. (13)

 

Także w Krakowie, pod bokiem króla, obecność protestantów była widoczna, choć oczywiście nie mogło być mowy o zmienianiu świątyń w zbory. Protektorem miejscowych kalwinistów był burgrabia krakowski Jan Boner. Spotykali się początkowo w Willi Decjusza na Woli Justowskiej, a potem w należących do Bonera ogrodach za Bramą Mikołajską. Kaznodzieją był Grzegorz Paweł z Brzezin.

 

Historycy dotąd nie potrafią stwierdzić, ile reformowanych zborów istniało wtedy w państwie polsko – litewskim. Szacuje się, że w roku 1570, czyli w czasie, gdy protestantyzm u nas zaczął się już cofać, istniało ponad 420 zborów kalwińskich. Luterańskich było ponad 140, tym ponad 30 polskich. (14) W momencie największego rozkwitu z pewnością było ich więcej.

 

cdn. 

 

Przypisy:

1. Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.29.

2. Walerian Krasiński, „Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce”, Zwiastun Ewangeliczny., Warszawa 1903, str.133.

3. Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, ISKRY, Warszawa 2009, str.118.

4. Walerian Krasiński, op. cit., str.110 – 112.

5. Wacław Urban, op. cit., str.29.

6. Wacław Urban, op. cit., str.31.

7. Janusz Tazbir, op. cit., str.64.

8. http://www.pinczow.com/kultura/przechadzka/hist1.htm

9. http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Stoi%C5%84ski

10. Andrzej Tokarczyk, Ewangelicy polscy”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1988, str.34.

11. Janusz Tazbir, “Reformacja, kontrreformacja, tolerancja”, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996, str.33.

12. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Ewangelicko-Reformowany_w_RP

13. Janusz Tazbir, op. cit., str.24.

14. Wacław Urban, op. cit., str.30.

 

DLACZEGO KALWINIZM – SŁOMIANY OGIEŃ cz. 12

Trudno uwierzyć, by główną przyczyną życzliwości polskiej szlachty dla reformacyjnych nauk i ich wyznawców było poszukiwanie Boga. Ludzie, dla których ta sprawa jest ważna, zawsze byli i są mniejszością. Znacznie bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego zjawiska była niechęć do katolickich kapłanów powszechna w tych czasach w Polsce. Taka już jest natura człowieka, że nie lubi tych, którzy mają więcej praw i więcej pieniędzy od niego, i skłonny jest robić im na złość.


Trudno uwierzyć, by główną przyczyną życzliwości polskiej szlachty dla reformacyjnych nauk i ich wyznawców było poszukiwanie Boga. Ludzie, dla których ta sprawa jest ważna, zawsze byli i są mniejszością. Znacznie bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego zjawiska była niechęć do katolickich kapłanów powszechna w tych czasach w Polsce. Taka już jest natura człowieka, że nie lubi tych, którzy mają więcej praw i więcej pieniędzy od niego, i skłonny jest robić im na złość. Już sam fakt, że szlachcic zobowiązany był do płacenia księdzu dziesięciny, a także kilku innych danin, mógł być przyczyną antyklerykalnego nastawienia. Pogłębiał je sposób wymuszania tych danin. Spory, jakie wynikały między świeckimi a duchownymi, rozpatrywały sądy duchowne. Nietrudno się domyślić, czyją brały stronę. Miały one prawo nałożyć klątwę na tego, kogo uznały za winnego. [1] Nawet jeśli wyklęty uważał, że niekoniecznie oznacza to, iż pójdzie do piekła, i nie przejmował się tym, co myślą o nim inni ludzie, kara ta miała także swoje materialne konsekwencje. Teoretycznie taki człowiek tracił prawa obywatelskie, a starosta powinien skonfiskować cały jego majątek na rzecz królewskiego skarbu. [2]

 

Potęga polskiego katolicyzmu nie opierała się zresztą na opłatach pobieranych przez proboszczów. Jeśli wierzyć raportowi nuncjusza Ruggieriego w roku 1565, arcybiskup gnieźnieński posiadał 360 wsi i miast, a biskup krakowski ponad 300 wsi i 4 miasta. [3] A byli przecież jeszcze inni biskupi i drobniejsi dygnitarze, którzy też coś posiadali. Klasztory także miały wielkie beneficja i było ich sporo. Przez setki lat wykorzystując układy polityczne i dążenie ludzi do zjednania sobie przychylności Boga, instytucja wytrwale gromadziła dobra materialne, które były jednym z fundamentów jej politycznego znaczenia. W połowie XVI wieku należało do niej przynajmniej 10 procent powierzchni państwa polsko – litewskiego. [4]

 

Ten ogromny majątek był niemal całkowicie zwolniony od podatków na rzecz państwa. Duchowni w zasadzie płacili tylko daniny papieżowi i w razie nadzwyczajnej potrzeby, czyli zazwyczaj wojny, tak zwane subsydium charitativum do skarbu królewskiego. To budziło oburzenie szlachty. Już od roku 1520 zaczęła otwarcie je wyrażać na sejmach. Posłowie domagali się stałego opodatkowania duchowieństwa na rzecz obronności kraju i oczywiście ograniczenia sądownictwa duchownego nad świeckim. [5]

 

Czas sprzyjał takim postulatom. Wojna z Turcją była realnym zagrożeniem, a najazdy Tatarów i Mołdawian pustoszyły południowo-wschodnie obszary Polski właściwie co roku. Wybuch nastrojów antyklerykalnych nastąpił w latach 1536 – 37. Najpierw na Sejmie domagano się odebrania duchowieństwu wszystkich dóbr nadanych po 1382 roku. Potem w roku 1537 zwołanopospolite ruszenie szlacheckie przeciwko Mołdawii. Szlachta zebrała się pod Lwowem i zamiast wyruszyć w pole, zaczęła radzić „o dobru publicznym”. Nazwano to „wojną kokoszą”, ponieważ przy okazji wyrżnięto w okolicy wszystkie kury. Postulat zwolnienia szlachty od danin dla duchownych był jednym z ważniejszych. Jak to zwykle bywa w politycznych sporach, ukazywał on w nienajlepszym świetle obie strony. Szlachta, tak „zatroskana” o los kraju, rozjechała się do domów, nie postanawiając czegokolwiek, gdy tylko pojawił się projekt uchwalenia podatku na stałe wojsko, które zastąpiłoby pospolite ruszenie. [6] Natomiast dla duchowieństwa nawet samodzielne utrzymanie około trzech tysięcy żołnierzy „obrony potocznej”, broniącej granicy południowo-wschodniej, nie mogło być wielkim obciążeniem. Chodziło tak naprawdę o to, kto jest w Polsce ważniejszy. Wśród szlachty tacy, którzy dla osiągnięcia zwycięstwa w tej walce gotowi byli porzucić „wiarę ojców”, nie stanowili większości, ale było ich wielu.

 

Oczywiście wprowadzenie reformacji luterańskiej byłoby skutecznym sposobem złamania potęgi kleru. To, co działo się za zachodnią granicą, było tego najlepszym dowodem. Jednak Polacy wiedzieli, że Luter oparł swoją reformę na wsparciu książąt i poddał tworzący się kościół ich władzy. Duchowni zależeli od władcy, a świeccy nie mieli wielkiego wpływu na duchownych. Wprowadzenie luteranizmu oznaczałoby wzmocnienie władzy króla, a szlachta widziała w tym zagrożenie dla swoich przywilejów. Pojawił się jednak reformator, który znacznie bardziej jej odpowiadał.

 

Francuz Jean Cauvin zwany u nas Janem Kalwinem swoją najważniejszą książkę, Institutio religionis Christianae, opublikował w roku 1536. Był to pierwszy kompletny wykład teologii protestanckiej i arcydzieło literatury francuskiej. Pewnie jednak niewielu polskich kalwinistów przez nią przebrnęło. Ważna była dla nich raczej nie teologia, lecz postulowany przez niego ustrój kościoła. Kalwin zorganizował go w Genewie. Od początków XV wieku miasto walczyło z hrabiami Sabaudii, którzy starali się je sobie podporządkować. Tradycje były tam zdecydowanie republikańskie, a nawet demokratyczne i Kalwin, tworząc swoją wzorcową gminę chrześcijańską, musiał je uwzględnić. Na jej czele stał konsystorz, w którego skład oprócz kaznodziejów wchodziło także 12 świeckich wybieranych przez radę miasta. Kalwinizm nie miał skłonności do ulegania woli władcy i stwarzał okazję do sejmikowania także w sferze ducha.

 

Co prawda w rządzonej przez Kalwina Genewie polski szlachcic raczej nie czułby się dobrze. Cichy intelektualista objął władzę w mieście, które po wygnaniu katolickich kapłanów pogrążyło się w anarchii i położył jej kres. Przy okazji uregulował mieszkańcom wszystkie dziedziny życia. Znormalizował suknie kobiet. Zabronił fryzowania włosów, gry w karty, picia alkoholu, tańców i urządzania widowisk teatralnych. Każdy wiedział, co mu wolno i co stanie się z nim, gdy zrobi to, czego mu nie wolno. Nieobecność na nabożeństwie karana była grzywną, a herezja i czary śmiercią. [7] Tylko w latach 1542 - 46 stracono w Genewie 58 osób, a wygnano 78. [8] Jak na społeczność liczącą około 20 tysięcy ludzi to całkiem sporo.

 

W polskich warunkach idee Kalwina wydały całkiem inny owoc. Zaczęły do nas docierać pod koniec lat czterdziestych XVI wieku. Na początek przekonało się do nich sporo polskich luteran - większości z nich o interesowność posądzać nie można, należał do nich na przykład Mikołaj Rej. Trafiły też do serc i umysłów niektórych katolickich kapłanów. Zaczynali głosić tę naukę i najczęściej żenili się. Tylko nielicznych udało się biskupom osadzić w więzieniu. [9] Niekiedy szlachcic i ksiądz zmieniali wspólnie katolicką świątynię w kalwiński zbór. Najczęściej jednak szlachcic wyganiał księdza i osadzał na jego miejscu kalwińskiego kaznodzieję nazywanego „ministrem”. Słowo to znaczy „sługa”, choć może trudno w to uwierzyć. W tym  czasie umarł Zygmunt Stary i władzę przejął jego syn. O Zygmuncie Auguście powszechnie wiedziano, że nie jest tak religijny, jak ojciec. Obawy przed reakcją władzy państwowej się zmniejszyły. Do bezinteresownych dołączyli interesowni i ruszyła lawina. Sądy duchowne nie mogły tego procesu zatrzymać. Starostowie nie egzekwowali ich wyroków wobec „panów braci”, nawet gdy nie podzielali ich poglądów.

 

Powstała sytuacja wręcz wymarzona dla szlacheckich patronów takich zborów. Decydowali o wszystkim. Mogli dowolnie dysponować majątkiem, który pozostał po parafii czy klasztorze, i często zabierali go sobie. Ministrowie byli zazwyczaj ludźmi niskiego pochodzenia i całkowicie od nich zależnymi. Rzadko napominali.

 

Słowa papieża Pawła IV dobrze świadczą o Kalwinie. Siłą tego heretyka jest to, że pieniądz nie wywiera na nim żadnego wrażenia. [10] Niestety jego polskim zwolennikom tej siły brakowało.

cdn.
 
Przypisy:
1 Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, PIW, Warszawa 1967, str. 58 – 59.
2 Andrzej Wiencek (red.), „Dzieje Kościoła w Polsce” , Wydawnictwo Szkolne PWN, Bielsko – Biała 2008, str. 211.
3 http://publicdisorder.wordpress.com/2012/04/1
6 /chlopi-a-biskupi-andrzej-nowicki-e-book/
4 Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.10.
5 Janusz Tazbir, „Reformacja, kontrreformacja, tolerancja”, Wyd. Dolnośląskie, Wrocław 1996, str.8 – 9.
6 Maria Bogucka, „Historia Polski do roku 1864”, Ossolineum, Wrocław 1999, str.124 – 126.
7 Andrzej Tokarczyk, „Jan Kalwin”, KAW, Warszawa 1989, str.81 – 83.
8 http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Kalwin
9 Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, PIW, Warszawa 1967, str. 68.
10 Andrzej Tokarczyk, op. cit., str. 141.
 

Słomiany ogień cz.1 – Jak ręką odjął

Patrząc na dzisiejszą Polskę, trudno uwierzyć, że protestantyzm mógł kiedyś być w niej jakąś poważną siłą. A jednak w XVI wieku, gdy wyznania reformowane powstawały, budziły u nas duże zainteresowanie i zyskiwały wielu wyznawców. Bóg zdawał się tym duchowym poszukiwaniom błogosławić. Ten czas nazywa się często naszym „złotym wiekiem”. Rzeczpospolita Obojga Narodów należała wtedy do największych mocarstw w Europie. Jej znaczenie polityczne nie wynikało tylko ze zwycięstw militarnych, choć i tych nie brakowało. Ogromny kredyt udzielony przez królową Bonę królowi Hiszpanii Filipowi II dowodzi potęgi ekonomicznej państwa, choć o przezorności panujących nie najlepiej świadczy. Naukowy i kulturalny dorobek tych lat wciąż jest dla nas powodem do dumy. Ludzie, którzy doprowadzili do rozkwitu kraju uważanego za cywilizacyjne peryferie, często, choć w różny sposób, pozostawali pod wpływem myśli reformacyjnej. Naszaliteratura stanowi rzecz jasna przykład sztandarowy. Jej ojcem nazywany jest Mikołaj Rej – gorliwy protestant. Pisał między innymi po to, by szerzyć swoją wiarę. Wprowadził też „modę” na polszczyznę. Oczywiście katolik, Jan Kochanowski, (z badań m. in. prof. Janusza Małłka z UMK wynika, że mógł być protestantem, przyp. red.) góruje nad nim zdecydowanie, ale był on przecież stypendystą luteranina – księcia Albrechta Hohenzollerna. Odszedł od katolicyzmu Andrzej Frycz Modrzewski – pierwszy pisarz polityczny w Europie, który domagał się równości ludzi wobec prawa. Prawdopodobnie umarł jako arianin. Protestantem był sekretarz, historyk i dyplomata króla Zygmunta Starego, Alzatczyk z urodzenia, a Polak z wyboru Just Ludwik Decjusz. Najwybitniejszy chyba polityk polski przełomu XVI i XVII wieku, Jan Zamojski, urodził się jako kalwin. Podobne przykłady z innych dziedzin można mnożyć, choć związków Kopernika z protestantyzmem dopatrzyć się trudno.


Reformacja w Polsce właściwie nie tknęła niższych warstw społecznych. Największym wyjątkiem od tej zasady był skrawek Śląska, który pozostał w granicach Rzeczypospolitej. Jeszcze w roku 1630 w starostwie lipnickim mieszkał tylko jeden katolik. Wieś Kozy, pomimo wysiłków władz, trwała przy kalwinizmie jeszcze w XVIII wieku. Gdy odebrano budynek zborowy, chłopi wybudowali drugi, gdy i ten odebrano, spotykali się w lasach. W końcu w roku 1770 ponad 300 mieszkańców Kóz uciekło do Prus, gdzie mogli swobodnie praktykować swoją wiarę.1 W XVI wieku podobna sytuacja istniała jeszcze na pograniczu wielkopolsko – śląskim i w okolicach Nowego Sącza.2 Jednak w swej masie polscy chłopi trwali w katolicyzmie nawet wtedy, gdy protestantami byli ich panowie. Luteranizm w miastach miał licznych wyznawców wśród Niemców, ale bariery narodowościowej właściwie nie przekroczył.3 Bardziej otwarta na reformację była warstwa herbowa. Historycy oceniają, że w połowie XVI wieku przynajmniej jedna szósta polskiej szlachty mogła wyznawać protestantyzm. Z reguły byli to ludzie dobrze wykształceni i aktywni politycznie.4 Dążącym do poszerzenia swoich swobód politycznych „panom braciom” najbardziej odpowiadał kalwinizm. Dla samego Kalwina, sprawującego w Genewie dyktatorską władzę, mogło być to pewnym szokiem. Jeszcze ciekawsza sytuacja panowała wśród polskich magnatów. Reprezentacją tej warstwy był senat. W roku 1569 w jego skład wchodziło 58 protestantów i 70 katolików. Trzeba pamiętać, że w senacie z urzędu zasiadało 15 katolickich biskupów.5 Wśród świeckich senatorów protestanci mieli większość. Byli też wśród biskupów. Można przyjąć, że w tym czasie w najwyższych sferach Rzeczypospolitej około połowę stanowili protestanci. Zwykle zaś jest tak, że naród przejmuje poglądy i zachowania swoich elit.

Katolicyzm jako religia panująca w Polsce wydawał się zagrożony z różnych stron. Protestanccy posłowie w Sejmie umieli wykorzystywać prawo z korzyścią dla swoich kościołów. Królowi trudno było zrobić cokolwiek bez zgody Sejmu, a oni blokowali obrady tak długo, aż uchwalono kolejne prawo zabezpieczające wolność wyznania. Czy nie można było spodziewać się lawinowego wzrostu ilości protestantów, skoro można było wyznawać tę wiarę właściwie bez ryzyka? Możliwy wydawał się również wariant angielski. Powołanie kościoła narodowego omawiano już w szczegółach. Obrzędów nie zamierzano zmieniać, ale miały być odprawiane po polsku, celibat zniesiony, kapłani wybierani przez szlachtę. Trwały dyskusje, czy ma on być podporządkowany królowi, czy Sejmowi oraz czy ma być to jedna organizacja, czy raczej luźna federacja kościołów.6

Król Zygmunt August twierdził, że nie wie, jakiej wiary są polscy biskupi. Rzeczywiście, można się było pogubić. Prymas Jakub Uchański chętnie stanąłby na czele kościoła narodowego. Pilnie studiował też heretyckie książki. Miał ich całą bibliotekę. Na łożu śmierci nie przyjął sakramentów. Biskup krakowski Andrzej Zebrzydowski, jeśli wierzyć jego własnym kapłanom, był ateistą. Biskup włocławski Jan Drohojowski umierając żałował, że nie przystał do prawdziwej, czyli ewangelickiej wiary.7 Nie był jednak całkiem bierny. Przez dwa lata ukrywał w swym pałacu Bartłomieja Zacjusza – byłego katolickiego księdza, który został kalwińskim ministrem.8 Biskup wileński Jerzy Pietkiewicz sprzyjał otwarcie protestantom, ale i poganom.9 Przypadek biskupa kijowskiego Mikołaja Paca to historia sama w sobie. Otwarcie deklarował się jako kalwinista, choć raczej niewiele z tej nauki rozumiał. Nadal jednak chodził w szatach biskupa. Nie oddawał też przypisanych do tej godności majątków. Nawet po ostrej nocie papieża  nadal zasiadał w senacie jako biskup.10

Nuncjusz Lippomano, który uważał, że wystarczy ściąć ośmiu, może dziesięciu protestanckich magnatów, a wszystko wróci do normy i otwarcie doradzał Zygmuntowi Augustowi to rozwiązanie, zupełnie nie nadawał się na swoje stanowisko.11 Nie rozumiał narodu, z którym miał do czynienia i chyba nerwy miał za słabe. W Rzymie zresztą szybko to zauważono. Byli jednak wśród katolickich hierarchów ludzie, którzy sytuacji w Polsce nie uważali za tragiczną. Twierdzili, że choć w konfrontacji z protestantami nie można liczyć na pomoc władzy państwowej, to ich sukcesy są przejściowe i nie tracili wiary w zwycięstwo. Mieli rację. Ogień zgasł równie szybko, jak się zapalił. Walka była właściwie bezkrwawa. Zabici zaczęli padać, gdy była już rozstrzygnięta. Polacy dobrowolnie wrócili do katolicyzmu, tak jak dobrowolnie od niego odchodzili. W ciągu kilkudziesięciu lat protestantyzm stał się nieznacznym marginesem i tak już zostało. Warto się jednak przyjrzeć, jak nasi przodkowie nabrali ochoty na reformę swej wiary i jak ją stracili.      
cdn.

Przypisy:
1Radosław Truś, „Beskid Mały; przewodnik”, Wydawnictwo „Rewasz”, Pruszków 2008, str. 35 – 36.
2Janusz Tazbir, „Historia kościoła katolickiego w Polsce 1460 -1795”, Wiedza Powszechna, Warszawa 1966, str.78.
3Janusz Tazbir, op. cit., str.45
4 Janusz Tazbir, op. cit., str.44.
5http://www.reformowani.pl
6Janusz Tazbir, op. cit. str.46.
7Janusz Tazbir, „Dzieje polskiej tolerancji”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1973, str.85.
8http://pl.wikipedia.org/wiki/Szymon_Zacjusz
9http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Pietkiewicz_(biskup)
10Józef Wolf, „Pacowie – materiały historyczno – genealogiczne”, Petersburg 1885, str. 21 – 27.
11Janusz Tazbir, „Historia kościoła katolickiego w Polsce 1460 -1795”, str.52.

Słomiany ogień cz.2 – Korzenie polskiej tolerancji

Angielski purytanin Edwin Sandys w swojej wydanej w 1599 roku książce „Opisanie położenia religii” z dezaprobatą wyrażał się o krajach Europy Środkowej. Powodem była wielka mnogość religii, które się w nich roją, zwłaszcza w Polsce, o której mówią przysłowiowo, że jeśli ktoś utracił swoją religię, to niechaj jej poszukuje w Polsce, a znajdzie ją z pewnością. Jeśli nie, to będzie mógł uznać, że zniknęła ze świata.1 Rzeczywiście w Siedmiogrodzie w latach 1551–72 podjęto decyzję o równouprawnieniu najpierw dwóch, a potem czterech konfesji. Natomiast w Rzeczpospolitej nie było właściwie żadnych ograniczeń. Uchwalona w 1573 roku konfederacja warszawska gwarantowała równość wobec prawa członkom wszystkich społeczności wyznaniowych określających się jako „chrześcijańskie” oraz muzułmanom.2 Legalizowała ona zresztą tylko istniejący od dawna stan rzeczy. W tych czasach, gdy w uznanych za najbardziej kulturalne i godne naśladowania krajach trwała walka między protestantyzmem i katolicyzmem, panująca u nas wolność wyznania zapewniła Rzeczpospolitej Obojga Narodów szokujący Zachód pokój religijny.


W zasadzie gorszyli się nim w równym stopniu najbardziej gorliwi po obydwu stronach konfliktu. Jezuici nie mogli się pogodzić z tym, że każdy heretyk znajduje schronienie w Polsce i wszystko mu tu wolno bezkarnie. Również Teodor Beza, następca Kalwina, potępiał panującą u nas diabelską wolność sumienia. Gdy śmierć zaglądała w oczy, poglądy się trochę zmieniały. Jezuici w Anglii zachwalali polską tolerancję tropiącym ich anglikanom, a hugenoci we Francji wyrzynającym ich katolikom. Wielu mieszkańców  Europy Zachodniej odnosiło się z sympatią do kraju, który potrafił uniknąć związanych ze sporami religijnymi wybuchów nienawiści. Niektórzy zauważali, że z polskiego przypadku wypływa ciekawy wniosek. Wolność sumienia nie musi prowadzić do zaburzeń w państwie, a właśnie obawa przed nimi skłaniała władców państw europejskich do prześladowań religijnych.3

Z czasem coraz więcej polityków zauważało, że lepiej jest innowierców pozostawić w spokoju, niż zwalczać. W następnych wiekach na Zachodzie tolerancja stała się „modna”, a u nas wręcz przeciwnie. Pod koniec XVIII wieku dążący do likwidacji państwa polskiego sąsiedzi próbowali uzasadnić swoje działania między innymi tym, że nie zapewniało ono „dysydentom” odpowiednich praw. Niektórym krajom można było w tym względzie zarzucić więcej. Jednak ten pretekst wystarczył, by wielu oświeceniowych filozofów zaakceptowało zniknięcie Rzeczpospolitej z mapy świata, nie pytając Katarzyny II, jakie prawa mają innowiercy w jej państwie.

Właściwie od samego początku unii Polski i Litwy istniała w niej duża swoboda religijna. Wymusiła ją różnorodność zamieszkujących ją narodów i religii. Katolicyzm wyznawali właściwie wszyscy etniczni Polacy. Ich przodkowie nie przyjęli go jednak, by zaspokoić duchowy głód. Niewiele wiemy o tym, jak przebiegała „chrystianizacja Polski”. Gall Anonim w swej kronice wspomina o mieczu nauczania i towarzyszącym mu mieczu zniszczenia przeznaczonym dla opornych.4 O tym, że narzucona religia się zakorzeniła, nie zdecydował jednak miecz. Polaków zawsze poruszał majestat obrzędów, wystrój świątyń i śpiewy. Zakonnicy uczyli ich nowych sposobów uprawy ziemi i rzemiosł. Kapłani prowadzili szkoły, które dawały szansę społecznego awansu, przytułki dla starców i inne formy działalności charytatywnej. To wszystko wraz z „ochrzczeniem” niektórych pogańskich tradycji wytworzyło szczere przywiązanie do „wiary ojców” i akceptację nakładanych przez nią ciężarów. Co prawda, niektóre ruchy będące problemem dla zachodniego katolicyzmu znajdowały zwolenników wśród Polaków – waldensi, biczownicy i przede wszystkim husyci. Było ich jednak niewielu i zwykle niezbyt gorliwych. Rzadko palono naszych przodków na stosach, choć zdarzały się takie przypadki. Na Litwie katolicyzm przyjęli możni, bo tak rozkazał książę. Prosty lud w swej masie trwał przy pogaństwie i do nowej wiary przyciągano go podobnymi metodami, jak w Polsce. Skutek był pewny, ale trzeba było trochę poczekać. Katolikami byli też przybysze z Zachodu, którzy osiedlali się w krajach rządzonych przez Jagiellonów. Najczęściej byli to Niemcy.

Katolicyzm był bezsprzecznie religią dominującą, ale jego wyznawcy nie stanowili większości. Liczniejsi od razem wziętych Polaków, Litwinów i Niemców byli prawosławni Rusini, choć także oni prawdopodobnie stanowili mniej niż połowę ludności unii. W przyszłości mieli się oni podzielić na Białorusinów i Ukraińców, ale w XV i XVI wieku nie mieli właściwie świadomości narodowej. Mówili jeszcze jednym językiem, który najbliższy był dzisiejszemu białoruskiemu. W tych czasach nazywano go „litewskim”, ponieważ w Wielkim Księstwie spisywano w nim urzędowe dokumenty. Rusini mieli mniejsze prawa od katolików, ale nie zmuszano ich do zmiany wiary. Była to mądra polityka, o czym świadczą wydarzenia wywołane jej zmianą. Pod koniec XVI wieku podjęto próbę narzucenia im władzy papieża poprzez tak zwaną unię brzeską. Większość duchowieństwa prawosławnego przystąpiła do nowego obrządku. Jednak rolę obrońców starego prawosławia przyjęli Kozacy.5 Ich bunty wybuchały z coraz większą siłą. Konflikt społeczny połączony z religijnym wyczerpywał Rzeczpospolitą, aż w końcu w wojnę domową wmieszała się Rosja…

Jagiellonowie panowali także nad Tatarami. Już książę Witold osadził jeńców tatarskich pod Wilnem i sprzyjał ich dobrowolnemu osiedlaniu się w Wielkim Księstwie. Podobnie postępowali jego następcy. Napływ Tatarów trwał przez cały XV wiek. Oczywiście mieszkając na Litwie, nie najeżdżali jej i nie łupili. Wręcz przeciwnie, walczyli za nią, jak na przykład pod Grunwaldem. Jednak ceną za to było tolerowanie islamu, co dla Zachodu było prawdziwym skandalem.

Dla władcy wybór straży przybocznej jest sprawą życia i śmierci. Najlepiej, jeśli składa się ona z ludzi, którzy na zmianie panującego mogą tylko stracić. Księcia Witolda strzegli Karaimowie, którym zapewnił swobodę wyznawania ich religii.

Już w czasach piastowskich wypędzani i prześladowani w wielu państwach Żydzi napływali do Polski, gdzie traktowano ich lepiej. Polscy władcy często potrzebowali pieniędzy i pożyczali je od żydowskich bankierów. Trudno było o innych, bo katolicyzm potępiał pożyczanie pieniędzy na procent. Niewypłacalni monarchowie mogli ustanowić jakieś korzystne dla nich prawo, coś wydzierżawić. Na przykład kopalnię soli. Poza tym Żydzi znali się na medycynie, zarządzaniu i wielu innych sprawach, o których Polacy nie mieli większego pojęcia i nie chcieli mieć. Jagiellonom również brakowało pieniędzy, z tym że pod ich rządami więcej do powiedzenia miała szlachta. Nietrudno było zdobyć jej przychylność. Pan, któremu nie chciało się gospodarzyć, wypuszczał w arendę młyn, karczmę czy ziemię. Otrzymywał stałą roczną opłatę, a dzierżawca „odbijał” ją sobie na jego poddanych.6 Nienawiść niższych stanów do Żydów oczywiście rosła, ale dopóki państwo było w miarę stabilne, mogli się czuć bezpiecznie.

Tolerancja dla Ormian wyznających monofizytyzm też rozpoczęła się jeszcze za Piasta. Kazimierz Wielki, obejmując władzę nad Lwowem, zagwarantował poszanowanie ich religii. Podobnie jak Żydzi, Ormianie pożyczali królom pieniądze, oddawali duże usługi polskiej dyplomacji na wschodzie i wprowadzili modę na noszenie kontusza.7

Trudno się dziwić, że gdy XVI wieku pojawiła się kolejna „nowa wiara”, niewielu mieszkańców Polski i Litwy chciało tępić ją ogniem i mieczem.
cdn.

Przypisy:
1Richard Mackenney, „Europa XVI wieku”, PIW, Warszawa 1997, str.24.
2Elżbieta Elena Wróbel [w], „Dzieje Kościoła w Polsce”, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa – Bielsko – Biała 2008, str.216.
3Janusz Tazbir, „Dzieje polskiej tolerancji”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1973, str.76 – 77.
4Janusz Rajman [w], „Dzieje Kościoła w Polsce”, str.32.
5Aleksander Brückner, „Dzieje kultury polskiej” tom II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.365
6http://www.tygielkultury.eu/4_6_2004/aktual/2ram.htm
7http://pl.wikipedia.org/wiki/Ormianie_w_Polsce

Słomiany ogień cz.3 – Echa niemieckiego wybuchu

Jak można dostać się do nieba? Wciąż jeszcze zdarzają się ludzie, dla których to pytanie nie jest bezsensowne ani dziecinne. Najczęściej znalezienie odpowiedzi odkładają, bo mają różne „pilniejsze” sprawyna głowie, są „za młodzi” - do czasu, gdy staną się „za starzy”. Krótko mówiąc, problem ich niepokoi, ale zabrać się za jego rozwiązanie nie chcą. Zwykle na starość oddają się gorliwie praktykom religijnym i nie dopuszczają do siebie myśli, że Bóg może oczekiwać od nich czegoś więcej.

Takich, którzy zabierają się za ten problem poważnie, jest znacznie mniej. Mają różne pomysły na to, jak zadowolić Boga. Próbujący osiągnąć ten cel ma okazję poznać siebie. Dowiaduje się bez cienia wątpliwości, że jest tchórzem, leniem, kłamcą, a przede wszystkim egoistą. Podejmuje próby wykorzenienia tych cech, ale dają one dość żałosne wyniki. Przy okazji coraz lepiej rozumie, że grzech zasługuje na karę, a dobre uczynki nie „zmazują” winy. Gaśnie ostatnia nadzieja na uniknięcie wiecznego potępienia…


W czasach Marcina Lutra takich ludzi było chyba więcej niż dziś. On sam, pragnąc zadowolić Boga, wstąpił do zakonu. Chcąc osiągnąć doskonałość, gotów był na różne wyrzeczenia. Studiował Pismo i teologię, ale długo nie mógł zrozumieć stwierdzenia apostoła Pawła, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie i jego słów o Bożej sprawiedliwości. Ale teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy. I to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy. Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej. I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. W końcu doznał olśnienia, że nigdy poprzez swoje wysiłki nie zbliży się do Boga. Nie odwróci od siebie Jego gniewu ani nie zjedna przychylności. To Jezus Chrystus zrobił wszystko, co było potrzebne. Umierając na krzyżu, przyjął karę, która należała się każdemu z nas. Aby zostać usprawiedliwionym, czyli uznanym przez Boga za sprawiedliwego, wystarczy w to uwierzyć. Ta wiara, jeżeli jest prawdziwa, wyrazi się w czynach, choć na tym świecie wierzący nie zostanie uwolniony od skłonności do grzechu.

Na pewno było w tym czasie więcej takich, którzy znali dobrą nowinę o zbawieniu z łaski przez wiarę. Jacques Lefevre d’Etaples doszedł do podobnych wniosków, ale mówił o nich tylko w klasztorze, a oskarżony o herezję szybko zamilkł.2 Dopiero, gdy umarł, zaczęto zwracać uwagę na to, co napisał. To przełożony Lutra w klasztorze, Johan Staupitz, pomógł mu zrozumieć znaczenie śmierci Jezusa na krzyżu i uwierzyć w miłosierdzie Boga.3 Wydaje się, że można też do nich zaliczyć Biernata z Lublina, który już w 1515 roku pisał: wierzyć należy tylko w Ewangelię; bez ludzkich przepisów możemy się obejść.4 Jednak tylko jeden z nich zdecydowany był zmienić świat tak, by do niej pasował.

Skoro zbawienie jest z łaski, to sprzedaż odpustów jest grzechem, z którym należy skończyć. Skoro Jezus umarł za nasze grzechy raz, to odprawianie mszy jako ofiary za grzechy jest bluźnierstwem i należy go zaprzestać. Skoro nie ma już potrzeby składania ofiar za grzechy, stan kapłański nie ma racji bytu. Skoro w chrześcijaństwie nie ma wyróżnionego stanu kapłańskiego, każdy wierzący powinien poznawać Biblię i opierając się na niej decydować o swoim życiu. Skoro wierzący powinien znać Biblię, należy mu ją udostępnić w jego ojczystym języku. Skoro pisma Ojców Kościoła i inne elementy katolickiej tradycji przeczą Pismu Świętemu, nie można uważać ich za objawioną przez Boga prawdę. Skoro papież nie zgadza się z takim pojmowaniem chrześcijaństwa, należy wymówić mu posłuszeństwo…

Luter nie stworzył jakiegoś „zamkniętego” sytemu teologicznego, w którym można znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie miał zresztą zbyt wiele czasu, by zajmować sięteologią. Chcąc położyć kres handlowi odpustami, napisał traktat teologiczny Disputatio contra scholasticam theologiam, który przeszedł niezauważony.5 Zrozumiał, że nie tędy droga. Trzeba pytać matkę w domu, dzieci na ulicy, mężczyznę na rynku i patrzeć na gębę, jak mówią i według tego tłumaczyć. Wtedy też to zrozumieją i zauważą, że rozmawia się z nimi po niemiecku.6 Stał się agitatorem. W latach 1517–20 napisał 30 traktatów, które wydano w łącznym nakładzie ponad trzystu tysięcy egzemplarzy. Chodziło tylko o to, by czytelnicy przyswoili sobie kilka prostych zasad.7 Mieli je zrozumieć i stać się ich aktywnymi zwolennikami.

Początkowo chodziło mu tylko o ukrócenie handlu odpustami i naprawdę wierzył, że papież da się do tego przekonać. Gdy jednak zrozumiał, że dla osiągnięcia swojego celu musi wywrócić do góry nogami istniejący od wieków porządek rzeczy, nie cofnął się przed tym. Wydaje się, że trudności tylko wzmagały jego energię. W apelu do władców i szlachty Rzeszy, by wbrew papieżowi i cesarzowi dokonali naprawy chrześcijaństwa, nie było wielkiej teologii. Mamy nazwę państwa, ale papież ma od nas dobro, honor, ciało, życie, duszę i wszystko, co mamy. Tak należy Niemców za nos wodzić i zamianą oszukiwać […] mieniąc się panami, staliśmy się sługami najchytrzejszych tyranów i mamy, co prawda, tytuł i herb cesarski, ale skarb, władzę, prawo i wolność posiada papież.8 Znalazł posłuch. Wykorzystując wynalazek druku i rozpowszechnioną już umiejętność czytania, stał się przywódcą wielkiego ruchu, formalnie nie posiadając żadnej władzy.

Wybuch, do którego doszło za naszą zachodnią granicą, musiał obrzucić Polskę odłamkami. Wieści krążą z ust do ust, a książki z rąk do rąk. Luter nazywał naukę, którą głosił, „teologią niemiecką” i początkowo w Polsce przyjmowali ją wyłącznie jego rodacy. Z tego, co wiemy, pierwszy aktywny zwolennik Lutra pojawił się w Gdańsku i to tam, gdzie pozornie najmniej można by się tego spodziewać – w zakonie dominikanów. Nazywał się Jakub Knade i prawdopodobnie głosił Ewangelię już w roku 1518. Niedługo później gdańscy marynarze dzielili się swoją wiarą z mieszkańcami Londynu.9 Do byłego dominikanina przyłączali się kolejni katoliccy kapłani – Bienewald, Bonfeld i inni. Gdy w roku 1523 biskup Drzewiecki próbował uwięzić Knadego, wywołał takie wzburzenie wśród mieszkańców, że sam uciekł z miasta.10 W Toruniu, gdzie również Niemcy przeważali, musiało być w roku 1520 wielu zwolenników reformy. Gdy wysłannik papieża chciał urządzić w tym mieście publiczne palenie portretu Lutra, doszło do tumultu.11

Król Zygmunt I zareagował szybko i zgodnie ze wskazówkami papieskich legatów. W roku 1520 zakazał sprowadzania do Polski pism Lutra pod karą konfiskaty dóbr i banicji. W roku 1523 kolejny edykt wprowadził za tę zbrodnię, podobnie jak za wyznawanie i szerzenie reformacyjnej nauki, karę śmierci.

cdn. 

Przypisy:
1www.newadvent.org/cathen/09114b.htm
2Heiko Oberman, „Marcin Luter, człowiek między Bogiem a diabłem”, Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1996, str.140 – 141.
3Walerian Krasiński, „Zarys dziejów reformacji w Polsce” t. I, Warszawa 1903, str.72.
4http://pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Luter
5Heiko Oberman, op. cit., str.129.
6Paul Johnson, “Historia chrześcijaństwa”, Wydawnictwo ATEXT, Gdańsk.1993, str.362 – 363.
7Heiko Oberman, op. cit., str.37.
8Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.16.
9Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t. II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.126.
10Wacław Urban, tamże.
11Janusz Tazbir, „Państwobez stosów”, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2009, str.34.

Słomiany ogień cz. 4 – Posłuszny papieżowi

Historycy zarzucają Zygmuntowi I zwanemu Starym, że marnował okazje. Mógł usunąć Krzyżaków z ziem, które zajęli. W roku 1525 nie byli już w stanie prowadzić wojny. Pozwolił im stworzyć świeckie państwo pruskie, które w przyszłości miało wymazać Polskę z mapy świata. Nie zainteresował go też projekt unii pomorsko – polskiej przedstawiony przez księcia szczecińskiego Bogusława X, a dawała ona możliwość opanowania wybrzeża Bałtyku aż po Rugię. To chyba najpoważniejsze zarzuty. Jednak wśród swych poddanych na ogół cieszył się wielkim szacunkiem. Szanował ich prawa i wolności, niechętnie stosował przemoc, dbał o skarb państwa, dotrzymywał słowa, był sprawiedliwy i bezinteresowny. Właściwie wszystkie świadectwa pozostawione przez ludzi, którzy go znali, stwierdzają, że posiadał te cechy w stopniu rzadko spotykanym. Oczywiście wokół panującego jest zawsze wielu pochlebców, ale w tym wypadku można podejrzewać, że te deklaracje były szczere. Żałoba po śmierci Zygmunta Starego trwała przez rok.1 Wydaje się, że w czasach, gdy nie było środków masowego przekazu, a techniki manipulacji społecznej bardzo prymitywne, tylko śmierć naprawdę uczciwego władcy mogła wywołać tak powszechny smutek.


Poczynania Zygmunta I po wystąpieniu Lutra wydają się nie pasować do tego wizerunku i chyba nikt, kto żył pod jego rządami w latach dwudziestych XVI wieku, nie spodziewał się, że już niedługo Polska swoją tolerancją dla herezji zgorszy całą Europę. Król był niewątpliwie gorliwym katolikiem i starał się powstrzymać luterańską propagandę, dbając, by polskie prawo pozostawało w pełnej harmonii z postanowieniami, które w tej sprawie zapadały w Rzymie. Nie podejmowano ich zbyt szybko i trudno mi nie dopatrywać się w tym działania Bożej Opatrzności. Papież chyba nie miał wątpliwości, co należy zrobić, ale nie był pewny, czy znajdzie posłuch. Gdy się zdecydował, było już trochę za późno. Około 30 broszur Lutra wydano w sporych nakładach i ludzie je przeczytali…

Dopiero 15 czerwca roku 1520 Leon X pierwszy raz oficjalnie odniósł się do nauczania teologa z Wittenbergii. Bulla Exurge Domine potępiała 41 głoszonych przez niego tez. Tym, którzy chcieli uważać się za katolików, zabraniała czytania, drukowania, pochwalania i rozpowszechniania dzieł Lutra. Na duchownych, zwłaszcza biskupów, nakładała obowiązek wyszukiwania ich i publicznego palenia.2 Już 24 lipca tego roku w Toruniu król Polski wydał edykt zakazujący sprowadzania pism luterańskich do kraju i wprowadzający cenzurę wydawnictw religijnych. Miejsce ogłoszenia tego prawa nie było chyba przypadkowe.

Od 1519 roku prowadzona przez Lutra intensywna akcja propagandowa objęła także Prusy. Najbardziej widocznym jej objawem były napisane przez niego ulotki, które w znacznych ilościach trafiały do rąk mieszkańców pruskich miast.3 Szczególnie skuteczna okazała się ona w miastach, które pozostawały pod rządami Krzyżaków, gdzie z różnych, niekiedy całkiem przyziemnych powodów trafiała do przekonania nie tylko świeckim, lecz także członkom Zakonu (z wielkim mistrzem na czele) i biskupom.4 Także w tak zwanych Prusach Królewskich nauki Lutra zyskiwały coraz więcej zwolenników.

Król Polski musiał już wyrobić sobie o nich zdanie. Uznał, że zdradzili Boga. Cóż może ich powstrzymać przed zdradą ziemskiego władcy? Reprezentujący papieża Leona X legat Zachariasz Ferreri z pewnością pomógł mu dojść do tego wniosku. Obaj nie zamierzali się biernie przyglądać, jak „zaraza” się szerzy. Edykt przewidywał za sprowadzanie do kraju pism Lutra karę banicji i konfiskaty majątku. Warto zwrócić uwagę, że Zygmunt Stary wkraczał w kompetencje duchowieństwa. Najwyraźniej nie spodziewał się po nim żadnych energicznych działań.5

Prawo obowiązuje oczywiście w całym państwie. Wspomnienia studiującego wtedy w Krakowie Andrzeja Frycza Modrzewskiego pokazują, jak ludzie zareagowali, gdy władze zajęły w końcu zdecydowane stanowisko. Świadczą też o tym, że sympatyków niemieckiego reformatora w Polsce spotykało się już nie tylko w Prusach i nie tylko wśród jego rodaków. Przywożono do nas księgi (Lutrowe) z Niemiec, w samej Akademii Krakowskiej publicznie je sprzedawano. Rozczytywało się w nich wielu miłośników wszystkiego, co nowe, z potakiwaniem i pochwałami; nasi też teologowie ich nie potępiali. Aż wtem papież (Leon X, r. 1520) zakazał ich czytania (pod karą ekskomuniki). Zdjęci przestrachem mistrzowie nasi nie tylko, że zaprzestali czytania ksiąg zabronionych, ale nawet rzucali je w ogień, obawiając się je przechowywać.6

Reakcja profesorów Akademii Krakowskiej na wystąpienie Lutra była dość typowa dla europejskiego uniwersytetu. Przekonanie, że skostniała instytucja nazywająca się „Kościołem chrześcijańskim”, wyciągająca od społeczeństwa ogromne pieniądze i niedająca mu właściwie nic w zamian, musi się zmienić, było powszechne. Z interpretacją Pisma przedstawioną przez Lutra też trudno było dyskutować. Naukowców jednak łatwo przywołać do porządku, bo zwykle im więcej człowiek ma inteligencji, tym mniej odwagi. Frycz Modrzewski przypisywał główną rolę strachowi przed ekskomuniką, ale perspektywa doczesnych kar przewidzianych przez edykt toruński też chyba była nie bez znaczenia.

Wydaje się, że tylko pod bokiem króla był on jakoś realizowany, bo o procesach o sprzyjanie herezji luterańskiej poza Krakowem brak wzmianek. W Małopolsce i na Podkarpaciu żyło w tym czasie sporo kolonistów niemieckich szczególnie do niej skłonnych. Pierwszy oskarżony nazywał się Marcin Beyer i był księdzem z Biecza. Sądzono go w roku 1522.7 Prawdopodobnie wyrok nie był zbyt surowy, bo w przeciwnym wypadku polscy protestanci pamiętaliby o nim. Od 7 III 1523 roku za wyznawanie i propagowanie nauki Lutra groziła już kara śmierci. Król nakazał też przeprowadzanie w mieszczańskich domach rewizji w celu poszukiwania protestanckich ksiąg. Z faktu, że ich nie znaleziono, można wnioskować, że szukający niezbyt się przykładali. Nowy edykt nie wpłynął też na krakowskie sądy. W pierwszej połowie XVI w. przeprowadziły one około trzydziestu procesów o sprzyjanie herezji. Przeważnie kończyły się one upomnieniem.8 Przyczyną mogła być i pobłażliwość sędziów, i ustępliwość oskarżonych. Najwidoczniej też król większej surowości nie wymagał…

W roku 1523 Zygmunt I zaostrzył prawo przeciwko luteranom, bo był posłuszny papieżowi. Natomiast Luter i jego zwolennicy, paląc bullę Exurge Domine, okazali mu oczywiste nieposłuszeństwo. Leon X stwierdził już w roku 1516 w swojej bulli Pastor aeternus gregem, że powinno ono być karane śmiercią.9 Nie można powiedzieć, że wydarzenia, które nastąpiły wkrótce, zupełnie go zaskoczyły.

Cesarz Karol V i uczestnicy sejmu w Wormacji zrozumieli, jak wypada im postąpić. Zrozumiał też król Polski, choć karę śmierci za wyznawanie nauki Lutra wprowadził dopiero ponad dwa lata po wyklęciu go.
cdn.

Przypisy:
1Samuel Orgellbrand, „Encyklopedia Powszechna” t.XVI, Wydawnictwo S. Orgelbranda Synów, Warszawa 1904, str.175.
2ww.papalencyclicals.net/Leo10/l10exdom.htm
3http://pl.wikipedia.org/wiki/Edykt_toru%C5%84ski
4Mariusz Markiewicz, „Historia Polski 1492 – 1795”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004, str.
5Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2009, str.34.
6Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t.II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.133.
7http://www.geobagus.za.pl/geo-przewodnik/historia/historia4.htm
8Janusz Tazbir, tamże.
9http://pl.wikipedia.org/wiki/Unam_Sanctam

Słomiany ogień cz. 5 – Hołd pruski

Jeśli wierzyć oficjalnym deklaracjom, Zakon Szpitala Najświętszej Panny Marii Domu Niemieckiego skupiał niemieckich rycerzy gotowych walczyć i ginąć za religię katolicką. Ktoś żyjący w XV lub XVI wieku, kto by w to uwierzył, nie byłby zdziwiony, że król Jan Olbracht złożył im propozycję przeniesienia się na Podole.1 Państwo zakonne graniczyło przecież wyłącznie z krajami katolickimi, a na pograniczu polsko – tureckim okazji do walki z muzułmanami z pewnością Krzyżakom by nie brakowało. Oczywiście ludzi tak naiwnych, by spodziewać się, że zakon będzie tym zainteresowany i wyprowadzi się z państwa, które stworzył, nie mogło być wielu. Po kilkuset latach doświadczeń wiadomo było, czego można się po nim spodziewać. Mimo to kolejni władcy Polski ponawiali tę kłopotliwą ofertę.


Książę Konrad Mazowiecki, zapraszając Krzyżaków w roku 1226, liczył na to, że stworzy problem sąsiadom – pogańskim plemionom pruskim. Nie przewidział własnych. Pierwszych dwóch Krzyżaków przybyło w roku 1228, potem jeszcze siedmiu w 1230. Ich liczba rosła powoli. Największą liczebność zakon osiągnął przed bitwą pod Grunwaldem – około 950 braci. 2Jego siłą było powszechne przekonanie, że walka z niewiernymi to święty obowiązek. Na przykład w wyprawie na Prusów zorganizowanej w roku 1253 wzięło udział około 60 tysięcy krzyżowców z Czech i południowych Niemiec.3 Inni przysyłali pieniądze lub nadawali zakonowi majątki. Krzyżacy mogli też liczyć na poparcie cesarza i papieża. Przekonał się o tym już Konrad Mazowiecki, gdy po kilku latach legat papieski uznał za autentyczny sfałszowany akt nadający zakonowi ziemię chełmińską oraz wszystko, co zdobędzie na Prusach na własność, a nie jako lenno.

Pokonanie Prusów zajęło około 50 lat. Na zdobytych ziemiach zakon budował najpierw zamki, potem miasta, osadzał na bardzo atrakcyjnych warunkach kolonistów z Niemiec, Holandii, Czech i Polski. Wchłonięcie zakonu kawalerów mieczowych powiększyło państwo o tereny dzisiejszej Łotwy i Estonii. Tak zwane Inflanty miały pewną autonomię. Zakon zagarnął też polskie Pomorze Gdańskie i pomimo zgodnych wyroków dwóch sądów papieskich zdobyczy nie oddał.

Strasznym ciosem dla Krzyżaków był chrzest Litwy. Płynący z zachodu strumień ludzi i pieniędzy zaczął wysychać. Aby utrzymać odpowiednią siłę militarną, nakładali na poddanych coraz wyższe podatki. Bitwa pod Grunwaldem pokazała, że i tak nie są już w stanie sprostać w otwartym polu unii polsko – litewskiej.

Przekonanie narodów zachodniej Europy, że Polacy i Litwini tylko udają katolików, a w gruncie rzeczy są poganami, było ostatnią szansą zakonu na odzyskanie przewagi. Polska delegacja na soborze w Konstancji udaremniła tę próbę. Hans Falkenberg głoszący pogląd, że Polaków należy wytępić, został uznany za heretyka. Paweł Włodkowic stwierdził, że przyjęli Polacy Krzyżaków, żeby im tarczą byli, a oni drapieżcy w bicz się przemienili i wyciągnął z tego zaskakujący wniosek, że wiara nie ma być z przymusu.4 W Polsce uznano, że używana przeciwko Krzyżakom nauka nadaje się też na użytek wewnętrzny.

Wraz z wysokością podatków w państwie zakonnym rosła niechęć do niego. W roku 1454 mieszczanie i szlachta skupieni w tajnym Związku Pruskim podnieśli bunt i poprosili Kazimierza Jagiellończyka o przyłączenie Prus do Polski. Zostali wysłuchani, ale wojna trwała 13 lat. Gdy Krzyżakom zabrakło pieniędzy na opłacenie wojsk zaciężnych, musieli przyjąć polskie warunki. Na mocy pokoju zawartego w Toruniu Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska i Warmia stały się Prusami Królewskimi. Resztę ziem zakon zachował jako lenno króla Polski.

Pierwszą próbę „odegrania się” Krzyżacy podjęli w roku 1478. Zawarli sojusz z toczącymi wojnę z Polską Węgrami i rozpoczęli działania zbrojne. Papieski legat Baltazar de Piscia zwolnił ich od podległości królowi polskiemu, rzucił na niego klątwę i wezwał ludność Prus Królewskich do powrotu pod władzę zakonu. Kazimierz Jagiellończyk nie ugiął się i wymógł na papieżu zajęcie bardziej neutralnego stanowiska.5 Król Węgier Maciej Korwin, któremu brakowało pieniędzy na wojsko, poprosił o pokój. Wielkiemu mistrzowi Martinowi Truchsesowi pozostało tylko prosić o przebaczenie.6

W następnych latach, w miarę jak narastał konflikt polsko – turecki, Krzyżacy coraz mniej kryli się z tym, ze ich zdaniem pokój toruński jest nieważny – ludność Prus Królewskich podniosła bunt przeciwko legalnej władzy i dopuściła się kradzieży mienia kościelnego. Poza tym układ nie został zatwierdzony przez papieża.7 Polacy zbyt późno spostrzegli, że z podpisu papieskiego legata na tym dokumencie właściwie nic nie wynika.

Wielki mistrz Fryderyk Wettyn odmówił otwarcie złożenia hołdu lennego. Ród, z którego pochodził, był na tyle możny, żeby uzyskać w Rzeszy poparcie dla zakonu. Dlatego go wybrano. Po jego śmierci w roku 1511 Krzyżacy jeszcze raz powtórzyli ten manewr. Wybrali Albrechta Hohenzollerna. Pochodził z równie znakomitego rodu, a jego matką była siostra Zygmunta Starego, Zofia.

Najmłodszy wielki mistrz w historii zakonu od początku działał z rozmachem. W maju 1512 roku na posiedzeniu Reichstagu w Trewirze mówił o „nieważnym” traktacie toruńskim i o swym państwie jako o „Nowej Germanii”.8 Rozumiało się samo przez się, że „Stara Germania” powinna pomóc. W tym samym roku wojska moskiewskie zaatakowały Litwę. Polska szykowała pomoc. Król Zygmunt zażądał od Krzyżaków udziału w tej wyprawie. Albrecht, dążący do zawarcia przymierza z Rzeszą i Rosją, zdecydowanie odmówił. Polskiej dyplomacji udało się zapewnić neutralność Rzeszy. Krzyżacy uzupełnili koalicję o Danię, uznali księcia moskiewskiego Wasyla III za swojego protektora i zażądali od Polski zwrotu ziem „zagrabionych” w roku 1466 i odszkodowania za ich bezprawne użytkowanie w wysokości 30 tysięcy złotych za każdy rok.9 W roku 1519 Zygmunt Stary, pomimo trwającej wciąż wojny na wschodzie i papieskich legatów potępiających go za podniesienie ręki na chrześcijańskie rycerstwo, zdecydował, że uderzy pierwszy.10

Krzyżacy jak zwykle okazali w walce męstwo i biegłość, ale klęska zwerbowanych w Rzeszy wojsk zaciężnych na Kaszubach przesądziła o wyniku wojny. W roku 1521 król Zygmunt przystał na czteroletni rozejm. Węgry, gdzie panował jego bratanek, Ludwik Jagiellończyk, były zagrożone tureckim najazdem, a siostrzeniec mógł trochę poczekać.

Już w czasie walk w latach 1519 – 1521 większość braci zakonnych była zwolennikami Lutra.11 Udawali już tylko katolików. Podczas rozejmu także sam wielki mistrz zaczął się interesować jego nauką i spotykał się z nim osobiście. To właśnie Luter poradził Albrechtowi, jak wyjść z sytuacji bez wyjścia. Tworząc państwo luterańskie, Krzyżacy czynili sobie wrogów ze swoich głównych popleczników – Habsburgów i papieży. Myślącym o wojnie z Turcją Polakom to wystarczało. Same Prusy były za słabe, by im szkodzić.

Motywy braci, których zakon chronił zwykle przed biedą lub wyrokami sądowymi mogły być różne, ale wybór dość prosty: albo podzielenie między siebie zakonnego majątku, możliwość ożenku i nowe życie, albo klęska, a potem może przenosiny nad granicę turecką. Kończący wojnę traktat krakowski podpisano 8 kwietnia 1525 roku. Dwa dni później książę Albrecht złożył swemu wujowi hołd lenny.

Przy okazji dokonał przełomu. Za przykładem Prus poszły księstwa niemieckie, Szwecja, Dania… Także dla zwolenników reformacji w Polsce wsparcie pierwszego luterańskiego państwa miało znaczenie ogromne. Godzi się wspomnieć, jak powstało.
cdn.                                                                     

Przypisy:
1Marian Biskup, „Polska a zakon krzyżacki w Prusach w początkach XVI wieku”, Wyd. Pojezierze, Olsztyn 1983, str.47.
2pl.wikipedia.org/wiki/Stosunki_polsko-krzy%C5%BCackie
3Bernt Engelmann, „Prusy – kraj nieograniczonych możliwości”, Wyd. Poznańskie, Poznań 1984, str. 45.
4Feliks Konieczny, op. cit., str.96 – 98.
5Marian Biskup, op. cit., str.32 – 33.
6Feliks Konieczny, op. cit., str.194 – 195.
7Marian Biskup, op. cit., str.272.
8Marian Biskup, op. cit., str.342.
9Marian Biskup, op. cit., str.481.
10pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_polsko-krzy%C5%BCacka_1519-1521
11Feliks Konieczny, op. cit., str.269.

Słomiany ogień cz8. – Protektor

SŁOMIANY OGIEŃ CZ.8

Z DZIEJÓW POLSKIEJ REFORMACJI - PROTEKTOR

Pierwszy znany „luterański misjonarz” w Polsce, Jakub z Iłży, prawdopodobnie nie spodziewał się, jak bardzo wpłynie na historię swego kraju. Ludzie, którzy pod jego wpływem uwierzyli w Dobrą Nowinę o darmowym zbawieniu w łaski przez wiarę w Jezusa, przez następne kilkadziesiąt lat odgrywali w dziejach polskiej reformacji znaczące role. W większości pozostali wierni luteranizmowi, choć Feliks Krzyżak ze Szczebrzeszyna został pierwszym superintendentem zborów kalwińskich w Małopolsce.1

Trzeba jednak uznać, że po zdemaskowaniu ksiądz Jakub źle wybrał schronienie. Co prawda Wrocław leżał blisko polskiej granicy i mieszkało w nim wielu Polaków, okazało się jednak, żemógł stamtąd tylko wysyłać listy, które w znikomym stopniu wpływały na sytuację w kraju. Kolejni polscy zwolennicy reformacji obawiający się wyroków sądów biskupich nie powtarzali już tego błędu i uciekali do Prus Książęcych. Albrechtowi Hohenzollernowi z wielu względów bardzo zależało na szerzeniu swojej wiary wśród Polaków.


Znaczną część jego poddanych stanowili Mazurzy, potomkowie osadników, którzy od XIV wieku napływali z Mazowsza na ziemie państwa zakonnego. Zachowywali jednak swój język i obyczaje. Po przyjęciu luteranizmu dawni Krzyżacy zaczęli go narzucać wszystkim swoim poddanym, bo oczywiście tolerować katolicyzmu nie zamierzali. Początkowo szerzyli swą nową wiarę starymi metodami. Dobrym przykładem jest los sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Zabrali „świętą” figurkę. Zniszczyli kaplicę, w której stała, a na jej miejscu postawili szubienicę.2

Z czasem niektórzy z nich zauważyli, że o sukcesie Lutra zdecydowało to, że jego przesłanie docierało do Niemców w ich ojczystym języku. Wyciągnęli z tego wniosek, że żyjącym pod ich rządami Polakom trzeba głosić reformacyjne nauki po polsku, Litwinom po litewsku, a Prusom po prusku. W roku 1537 Biskup Paul Speratus zauważył, jaką okazją jest przyjęcie luteranizmu przez polskiego szlachcica, który niedawno przeprowadził się do Prus. Jan Malecki pochodził z Nowego Sącza, był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Wybrał dość oryginalny dla człowieka z jego sfery zawód. Był drukarzem.

Speratus przekonał niechętnego do jego pomysłu księcia, że należy mianować tego Polaka pastorem i posłać do Mazurów. Malecki nauczał ich i drukował dla nich książki. Z faktu, że otrzymał dwa majątki ziemskie, można się domyślać, że rezultaty jego misji oceniono pozytywnie.3 Co prawda luteranizm Mazurów był trochę dziwny. Kult maryjny pozostał w nim żywy i zachowało się wiele katolickich świąt i obrzędów.4 Najwidoczniej cześć dla kobiecości i odruch szukania protekcji są bardzo głęboko zakorzenione w naszym charakterze narodowym. Może jednak niektórzy zrozumieli, że po zbawienie należy zwracać się bezpośrednio do Jezusa…

Albrecht Hohenzollern nie był jedynym luterańskim władcą, który panował nad Polakami. Książę Wacław II Adam z dynastii Piastów od roku 1545 wprowadzał luteranizm na Śląsku Cieszyńskim.5 Jego dzieło okazało się trwałe. Do dziś są tam największe skupiska protestantów w Polsce. Jednak Wacław  Adam ograniczał się tylko do swojej dziedziny. Były wielki mistrz krzyżacki postawił sobie cel bardziej ambitny. Chciał przekonać do luteranizmu poddanych swego wuja, Zygmunta Starego. Dla osiągnięcia tego celu właściwie wykorzystał zdolności polskich współwyznawców chroniących się na jego ziemiach. Broszury Andrzeja Samuela, który do Prus Książęcych przybył z Poznania w roku 1543, drukowano i przemycano do Polski prawdopodobnie na koszt księcia. Nie zachowały się do naszych czasów.6 Można jednak domyślać się, że wywołały spore zainteresowanie. Zygmunt Stary w dekrecie wydanym 10 lipca 1544 roku stwierdził, że Samuel swój jad w królestwie naszym szczepi i książeczki po polsku pisane a błędem herezji zarażone między ludem szerzy. Król groził starostom, którzy nie będą zapobiegać rozpowszechniani tego jadu surowymi karami.7 Sam autor został zaocznie skazany na śmierć.8

Pruskiemu księciu bardzo przydał się też współpracownik Andrzeja Samuela, który uciekł z Poznania nieco później, Jan z Siekluk, zwany Seklucjanem. Na polecenie Hohenzollerna już w latach 1533 i 1535 opracowano polskie katechizmy. Jednak polszczyzna Niemców, którzy je pisali, była fatalna.9 Wzorując się na Małym Katechizmie Lutra, Seklucjan napisał bardziej zrozumiały. Drukowano go w Królewcu i przemycano do Polski, podobnie jak inne prace tego autora.

Odpowiedzią na Rozmowę o pogrzebie krześciańskim i papieskim Seklucjana była prezentująca katolicki punkt widzenia Rozmowa nowa niektórego pielgrzyma z gospodarzem o niektórych ceremoniach kościelnych Stanisława Morawickiego ze Szczodrkowic.10 Z czasem powstały też katolickie katechizmy…

Do tej pory wykształceni Polacy niechętnie pisali po polsku. Twierdzili nie bez racji, że tą samą myśl można wyrazić po łacinie mniejszą ilością słów równie dobrze, a nawet lepiej. Narzucona przez Albrechta Hohenzollerna polemika wyznaniowa wymagała jednak dotarcia do możliwie szerokiego kręgu czytelników. Rozwój ojczystego języka literackiego okazał się najtrwalszym owocem polskiej reformacji.

Chroniący się w Prusach przed prześladowaniami Litwin Abraham Kulwieć dobrze uczył języka greckiego w gimnazjum partykularnym w Królewcu. Jan z Siekluk postanowił przełożyć Nowy Testament z greki na polski. Zadanie go przerosło, ale wychowanek Kulwiecia, który pogłębił swoją wiedzę w Wittenberdze, Stanisław Murzynowski, poradził z nim sobie. Książę Albrecht zapewnił mu warunki do pracy. Ten prawdopodobnie pierwszy pełny tekst Nowego Testamentu w naszym języku ukazał się nakładem Seklucjana w Królewcu w roku 1553. W tym samym roku zmarł jego autor. Zdążył jeszcze napisać pierwszą pracę o polskiej pisowni. Miał 25 lat.11

Książę w roku 1544 przekształcił gimnazjum partykularne w uniwersytet Albertina, mający kształcić urzędników dla państwa pruskiego i wspierać luteranizm w Polsce i na Litwie. Finansował naukę niektórych studentów. Potem Erazm Gliczner gorliwie szerzył luteranizm w Wielkopolsce. Jakub Niemojewski i Stanisław Sarnicki krzewili kalwinizm mową i słowem drukowanym. Jan Niemojewski został arianinem. Jan Kochanowski, jego brat Andrzej i bratanek Piotr pozostali, zdaje się, przy katolicyzmie. Właściwie wszyscy Polacy, którym Albrecht Hohenzollern przyznał swoje stypendia, okazali się ludźmi w jakiś sposób wybitnymi. O niektórych z nich pamięta się do dziś.

Nie prowadził tych wszystkich przedsięwzięć wyłącznie dla nagrody w niebie. Zawsze stawiał przed sobą wielkie cele. Jako wielki mistrz Krzyżaków chciał anachronicznej organizacji, jaką był już w XVI wieku zakon rycerski, przywrócić dawną świetność. Jako protestant chciał polskiego tronu, dla siebie lub swojego potomka.

Było to możliwe, choć trudne do osiągnięcia. Królami elekcyjnymi nazywa się tych, którzy panowali w Polsce po śmierci ostatniego Jagiellona. Jednak w gruncie rzeczy Jagiellonowie też byli „królami elekcyjnymi”. Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta wybrał zjazd szlachecki, Aleksandra sejm, a Zygmunta Starego senat. Pojawiały się inne kandydatury, ale chęć utrzymania unii z Litwą zawsze przeważała. Gdyby jednak większość polskiej i litewskiej szlachty przeszła na luteranizm, to książę pruski jako pół-Jagiellon, członek senatu i współwyznawca miałby spore szanse w wyborach…

Dążąc do tego celu, inwestował niemal ponad siły.12 Nie osiągnął go, ale z pewnością przyczynił się do tego, że wielu Polaków rozpoczęło duchowe poszukiwania. W większości wybrali kalwinizm. Niektórzy z nich mogli się z Albrechtem Hohenzollernem równać majątkiem i znaczeniem. Ofiarnością i zdolnością strategicznego planowania nie dorównał mu niestety żaden.                           
cdn

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut

PLN - Polski złoty
EUR
4,2290
USD
3,6090
GBP
4,7786
HUF
0,0135