24 C
Lublin, PL
23 lipca 2018
Strona główna Tagi Stworzenie

Tag: stworzenie

#NiePochodzęOdMałpy – genetyka a teza o ewolucji człowieka

Małgorzata Gazda Tytułowym hasztagiem nawiązuję do akcji, która pojawiła się i rozniosła w „polskim Internecie” na fali medialnego zainteresowania żartami Mariana Kowalskiego z teorii ewolucji....

Naukowiec z USA: Miliony lat to bzdura!

Nie ma naukowych dowodów na tzw. miliony lat. Ewolucjonizm to mit! Nie da się pogodzić Biblii z teorią ewolucji - mówił prof. Terry Mortenson...

Lista wykładów prof. Terry’ego Mortensona z konferencji kreacjonistycznej w Lublinie

W dniach 9-11 marca 2018 w Patriotycznym Centrum Kultury „Idź Pod Prąd” w Lublinie odbyła się konferencja kreacjonistyczna "Odkrywanie prawdy o pochodzeniu" z udziałem prof....

Homologia – oznaka bezmyślnego doboru czy inteligentnego projektu?

Marta Cuberbiller W przyrodzie powszechne są powtarzające się wzorce i podobieństwa. Księżyc krąży wokół Ziemi, Ziemia wokół Słońca, Słońce wokół środka Galaktyki. Ludzkie odciski palców...

Do czego służy wyrostek robaczkowy

Marta Cuberbiller Przez długi czas biologowie ewolucyjni uważali wyrostek robaczkowy za absolutnie nieprzydatną część ludzkiego organizmu. Ewolucjoniści wskazywali, że 7% osób w krajach rozwiniętych cierpi...

16 listopada film o stworzeniu świata przez Boga GENESIS 3D w...

Luiza Butruk: Gratulacje z okazji premiery kinowej filmu „Genesis: Paradise Lost”. Co sprawiło, że powstał taki projekt? Dlaczego tak ważny jest w dzisiejszych czasach...

Problem pochodzenia życia

Ostatnie zdanie głównego dzieła Darwina jest często cytowane przez zwolenników poglądu, że w istocie rzeczy Darwin był człowiekiem wierzącym. Brzmi ono tak:

   Wzniosły zaiste jest to pogląd, że Stwórca natchnął życiem kilka form lub jedną tylko i że gdy planeta nasza, podlegając ścisłym prawom ciążenia, dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż się jeszcze rozwija nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu.2

Darwin, będąc ateistą, zabezpieczał się w ten sposób przed nieprzychylną reakcją ówczesnego środowiska wiktoriańskiej Anglii. Było to bardzo mądre posunięcie z jego strony. O tym, co naprawdę myślał na temat, jak powstało życie na Ziemi, możemy przekonać się dopiero z jego prywatnej korespondencji, którą ujawniono wiele lat po jego śmierci. W liście prywatnym do Josepha Hookera z 1871 roku Darwin wypowiedział opinię, która daje podstawę do tego, by uznawać go za prekursora współczesnego scenariusza ewolucji chemicznej. Otóż przypuszczał on, że życie mogło być wynikiem przemian chemicznych "w jakimś ciepłym bajorku zawierającym wszystkie rodzaje soli amonowych i fosforanowych, zaopatrzonym w ciepło, światło, elektryczność etc.". 3

Kilkadziesiąt lat później, bo w latach 20-tych ubiegłego wieku, rosyjski uczony, A.I. Oparin, oraz angielski uczony, J.B.S. Haldane, podjęli tę ideę Darwina i sugerowali, że wyładowania w pierwotnej atmosferze Ziemi mogły utworzyć chemiczne składniki życia. Przypuszczali oni, że te związki chemiczne rozpuszczały się potem w morzach, tworząc ciepłą rozcieńczoną zupę, w której mogły powstać pierwsze żywe komórki. Hipoteza Oparina-Haldane'a pozostawała niestestowana aż do wczesnych lat 50-tych. W 1953 roku student Stanley Miller oraz promotor jego pracy doktorskiej, Harold Urey, w specjalnie zaprojektowanym urządzeniu, którego schemat znajduje się w każdym podręczniku ewolucjonizmu, przepuszczali iskry elektryczne przez mieszankę gazów, o której sądzili, że stanowi dobre przybliżenie, jeśli w ogóle nie jest identyczna z atmosferą pierwotnej Ziemi. Udało im się w ten sposób otrzymać kilka chemicznych składników żywej komórki.

Eksperyment Millera-Ureya uchodził przez wiele lat za eksperymentalny dowód na to, jak życie mogło powstać bez udziału Istoty Nadprzyrodzonej. Uchodzi za taki nadal, ale tylko wśród laików, bo uczeni od ponad 10 lat wiedzą już, że w eksperymencie tym nie odtworzono warunków, jakie panowały w atmosferze pierwotnej Ziemi. Problemem jesttlen.

Tlen jest potrzebny dzisiejszym organizmom (nie wszystkim, ale pomińmy ten szczegół) do uzyskiwania energii z cząsteczek organicznych (podobnie jak samochód uzyskuje energię z benzyny, spalając ją przy użyciu tlenu). Tlen uzyskujemy z atmosfery dzięki oddychaniu. Oddychanie, które prowadzi do rozpadu cząsteczek organicznych, jest procesem przeciwnym do syntetyzowania, budowania tych cząsteczek. Chemicy proces oddychania nazywają utlenianiem, a proces syntetyzowania - redukowaniem. Otóż ten sam tlen, który jest tak ważny w oddychaniu, jest często przeszkodą w syntezie organicznej. W atmosferze beztlenowej, z którą eksperymentowali Miller i Urey, iskra elektryczna może doprowadzić do utworzenia interesujących cząsteczek organicznych, ale nawet niewielka ilość tlenu może wywołać wybuch. W żywych komórkach kontakt tlenu z procesami syntezy organicznej jest uniemożliwiony. Miller i Urey oddzielali swoją mieszankę gazową od tlenu atmosferycznego specjalnymi pojemnikami.

Obecna atmosfera jest mocno utleniająca. Oparin i Haldane, a później Miller i Urey, zakładali coś przeciwnego o pierwotnej Ziemi. Miała to być atmosfera mocno redukująca, bogata w wodór. Dokładniej rzecz biorąc, postulowali oni, że była ona mieszanką metanu (związku wodoru i węgla), amoniaku (związku wodoru i azotu), pary wodnej (związku wodoru i tlenu) oraz wolnego gazu wodorowego. Oparin i Haldane przewidywali, że błyskawice w takiej atmosferze mogą spontanicznie tworzyć cząsteczki organiczne potrzebne dla żywych komórek. Millerowi udało się najpierw otrzymać glicynę i alaninę, dwa najprostsze aminokwasy znajdowane w białkach, a potem on i inni uczeni otrzymali niewielkie ilości większości biologicznie ważnych aminokwasów, jak też i dodatkowe składniki organiczne znajdowane w komórkach. Jednak już w latach 60-tych zaczęły pojawiać się wątpliwości geochemików, czy warunki na wczesnej Ziemi były dokładnie takie, jakie postulowali Oparin i Haldane.

Atmosfera pierwotnej Ziemi
W 1953 roku i w paru następnych w eksperymentach, które nazwano eksperymentem Millera-Ureya otrzymano większość aminokwasów oraz niektóre składniki organiczne żywych komórek. Eksperyment ten polegał na przepuszczaniu wyładowań elektrycznych o wysokim napięciu przez mieszankę gazów, która miała odpowiadać składowi atmosfery pierwotnej Ziemi. Ponieważ Ziemia miała się ukształtować z chmury międzygwiezdnego pyłu i gazu, Harold Urey, laureat nagrody Nobla z chemii, wysunął rok przed przeprowadzeniem eksperymentu Millera hipotezę, że wczesna atmosfera Ziemi składała się głównie z wodoru, metanu, amoniaku i pary wodnej - zgodnie z wcześniejszą hipotezą Oparina i Haldane'a.

Ale już w tym samym roku, w którym Urey postulował zbliżony skład pierwotnej atmosfery do składu gazu międzygwiezdnego, geochemik z Uniwersytetu Chicagowskiego, Harrison Brown, zwrócił uwagę, że w atmosferze Ziemi znajduje się milion razy mniej tzw. rzadkich gazów (neonu, argonu, kryptonu i ksenonu) niż wynosi średnia kosmiczna, z czego wywnioskował, że Ziemia utraciła bardzo szybko swoją pierwotną atmosferę. Zgodzili się z nim geochemik Heinrich D. Holland (Princeton University, 1962) oraz Philip H. Abelson (Carnegie Institution, 1966), którzy niezależnie wnioskowali, że pierwotna atmosfera Ziemi nie pochodziła z chmur gazu międzygwiezdnego, ale z gazów uwalnianych przez ziemskie wulkany. Ponieważ nie widzieli powodu, by wierzyć, że dawne wulkany różniły się od współczesnych, uznali, że uwalniały one głównie parę wodną, dwutlenek węgla, azot i śladowe ilości wodoru. Ponieważ wodór jest najlżejszym gazem, lżejszym od neonu, argonu kryptonu i ksenonu, to grawitacja Ziemi tym bardziej nie była w stanie go utrzymać i musiał on szybko uciec do przestrzeni kosmicznej.

Ale jeśli jednym z głównych składników pierwotnej atmosfery była para wodna, to musiał się w niej znajdować także niezwiązany tlen. Wiadomo bowiem, że światło słoneczne w górnych częściach atmosfery dokonuje dysocjacji cząsteczek wody na wodór i tlen. Wodór ucieka następnie w Kosmos, a tlen jako cięższy pozostaje w atmosferze. Proces ten nazywa się fotodysocjacją.

Jak wiele tlenu mogło powstać wskutek fotodysocjacji? Czy niewiele, umożliwiając spontaniczne powstawanie aminokwasów i innych związków organicznych wskutek wyładowań atmosferycznych? Uczeni podzielili się w tej sprawie na dwa obozy. Sprawy tej nigdy nie rozstrzygnięto. W 1996 roku paleobiolog Kenneth Towe z Smithsonian Institution dokonał przeglądu dotychczasowego świadectwa empirycznego i doszedł do wniosku, że "najprawdopodobniej wczesna Ziemia posiadała atmosferę zawierającą wolny tlen".4

Ponieważ wodór jako najlżejszy gaz ucieka w przestrzeń kosmiczną, metan i amoniak nie mogły być głównymi składnikami wczesnej atmosfery, jak chcą założenia eksperymentu Millera-Ureya.5 Abelson zaś zauważył, że amoniak wchłania promieniowanie ultrafioletowe ze światła słonecznego i jest szybko przezeń niszczone. Ponadto gdyby w pierwotnej atmosferze obecne były duże ilości metanu, to najstarsze skały zawierałyby dużo cząsteczek organicznych, co nie ma miejsca. Abelson wnioskował, że nie ma świadectwa empirycznego na rzecz metanowo-amoniakowej atmosfery Ziemi, ale wiele przeciwko niej.6 Innymi słowy, scenariusz Oparina-Haldane'a był błędny, a wczesna atmosfera nie przypominała mocno redukującej mieszanki, jakiej użyto w eksperymencie Millera.

Sidney Fox i Klaus Dose przyznali w 1977 roku, że atmosfera redukująca nie wydaje się geologicznie realistyczna, ponieważ świadectwo empiryczne wskazuje, że większość wolnego wodoru prawdopodobnie uciekła w przestrzeń kosmiczną. Według nich eksperyment Millera-Ureya stosował niewłaściwą mieszankę gazów, gdyż poziom wodoru rósł w nim aż do 76%, podczas gdy na wczesnej Ziemi uciekał w Kosmos. Konkluzja Foxa i Dose'a była następująca: "Coraz bardziej rozpowszechniał się wniosek, że synteza Millera nie ma znaczenia geologicznego". 7

Od 1977 roku ten pogląd został niemal jednomyślnie przyjęty przez geochemików, którzy uważają teraz, że "wczesna atmosfera w ogóle nie przypominała symulacji Millera-Ureya".8 Kluczowa jest obecność wodoru, gdyż bez niego, czyli bez metanu i amoniaku, w mieszankach dwutlenku węgla, azotu i pary wodnej, nie powstają żadne aminokwasy.9

W 1983 roku Miller doniósł, że udało mu się wyprodukować niewielką ilość najprostszego aminokwasu - glicynę, przepuszczając iskry elektryczne przez atmosferę zawierającą tlenek węgla i dwutlenek węgla zamiast metanu, ale w obecności wolnego wodoru. Przyznał jednak, że glicyna to było wszystko, co udało mu się uzyskać przy nieobecności metanu.10

Jeśli eksperyment Millera-Ureya przeprowadza się z użyciem realistycznej symulacji pierwotnej atmosfery Ziemi, to nie daje on tego, co miał dawać. Dlatego badacze pochodzenia życia zaczęli poszukiwać czegoś innego. Modna stała się idea świata RNA.

Świat RNA?
Ponieważ eksperyment Millera-Ureya nie wyjaśnił, jak białka mogły się uformować na pierwotnej Ziemi, przyjęto, że to nie białka były pierwotnymi cegiełkami życia. DNA nie był dobrym kandydatem do tej roli, gdyż wymaga wielu złożonych białek, by mogły powstać jego kopie. DNA nie mógł powstać przed białkami.

Takim kandydatem stał się RNA, związek podobny do DNA i używany w żywych komórkach w trakcie procesu tworzenia białek. Około 20 lat temu Thomas Cech i Sidney Altman wykazali, że RNA zachowuje się czasami jak enzym, czyli jak białko.11 Inny biolog molekularny, Walter Gilbert, wysunął myśl, że RNA może sam się syntetyzować przy nieobecności białek, a więc że mógł powstać na pierwotnej Ziemi przed pojawieniem się na niej białek czy DNA.12 Żywe komórki mogły wyłonić się z tego "świata RNA".

Ale biochemik, Gerald Joyce, uznał, że RNA nie nadaje się do roli pierwszych składników życia, "gdyż jest nieprawdopodobne, by był produkowany w znacznych ilościach na pierwotnej Ziemi".13 Nawet gdyby RNA powstawał, to długo by nie przetrwał w warunkach, jakie istnieć miały na pierwotnej Ziemi. Joyce wierzy, że świat RNA poprzedzał świat DNA, ale uważa, że przed RNA musiały istnieć pewnego rodzaju żywe komórki.

Znaczy to, że idea świata RNA, podobnie jak idea pierwszeństwa białek, prowadzi w ślepą uliczkę. Nie wiadomo, jak pierwsze składniki życia mogły powstać na pierwotnej Ziemi. Ale zdjęcia lub rysunki aparatury Millera występują w wielu podręcznikach szkolnych i akademickich, nawet jeśli czasami (bo nie zawsze!) w tekście znajdujemy opinię, że prawdopodobnie atmosfera pierwotnej Ziemi była odmienna od tej, jaką zakładano w eksperymencie Millera-Ureya. W 1986 roku chemik, Robert Shapiro, opublikował książkę odnoszącą się krytycznie do wielu aspektów badań nad pochodzeniem życia. Zwłaszcza krytycznie odniósł się do argumentu, że eksperymenty Millera-Ureya dowiodły, iż pierwotna atmosfera Ziemi miała mocno redukujący charakter. Jego zdaniem jest to raczej mitologia niż nauka.14

  1. Wykorzystałem następujące prace: W.R. Bird, The Origin of Species Revisited. The Theories of Evolution and of Abrupt Appearance, vol. I: Science, Regency, Nashville, Tennessee 1991, s. 325-334; Thomas F. Heinze, How Life Began, Chick Publications 2002; Jonathan Wells, Icons of Evolution. Science or Myth? Why Much of What We Teach About Evolution Is Wrong, Regnery Publishing, Inc., Washington 2000, s. 9-27; Fazale Rana & Hugh Ross, Origins of Life. Biblical and Evolutionary Models Face Off, Navpress, Colorado Springs 2004, s. 109-121.
  2. Karol Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt, DeAgostini, Altaya, Warszawa 2001, s. 560.
  3. Cyt. za: Leslie E. Orgel, "Narodziny życia na Ziemi", Świat Nauki 1994, nr 12 (40), s. 51 [51-58].
  4. Kenneth M. Towe, "Environmental Oxygen Conditions During the Origin and Early Evolution of Life", Advances in Space Research 1996, vol. 18, s. (12)7-(12)15.
  5. Heinrich D. Holland, "Model for the Evolution of the Earth's Atmosphere", w: A.E.J. Engel, Harold L. James and B.F. Leonard (eds.), Petrologic Studies: A Volume in Honor of A.F. Buddington, Geological Society of America 1962, s. 448-449.
  6. Por. Philip H. Abelson, "Chemical Events on the Primitive Earth", Proceedings of the National Academy of Sciences USA 1966, vol. 55, s. 1365-1372.
  7. Sidney W. Fox and Klaus Dose, Molecular Evolution and the Origin of Life, rev. ed., Marcel Dekker, New York 1977, s. 43 i 74-76.
  8. Jon Cohen, "Novel Center Seeks to Add Spark to Origins of Life", Science 1995, vol. 270, s. 1925-1926.
  9. Heinrich D. Holland, The Chemical Evolution of the Atmosphere and Oceans, Princeton University Press, Princeton 1984, s. 99-100.
  10. Gordon Schlesinger and Stanley L. Miller, "Prebiotic Synthesis in Atmospheres Containing CH4., CO, and CO2: I. Amino Acids", Journal of Molecular Evolution 1983, vol. 19, s. 376-382.
  11. Por. Kelly Kruger, Paula J. Grabowski, Arthur J. Zaug. Julie Sands, Daniel E. Gottschling, and Thomas R. Cech, "Self-Splicing RNA: Autoexcision and Autocyclization of the Ribosomal RNA Intgervening Sequence of Tetrahymena", Cell 1982, vol. 31, s. 147-157; Cecilia Guerrier-Takada, Katheleen Gardiner, Terry Marsh, Norman Pace, and Sidney Altman, "The RNA Moiety of Ribonuclease P is the Catalytic Subunit of the Enzyme", Cell 1983, vol. 35, s. 849-857.
  12. Por. Walter Gilbert, "The RNA world", Nature 1986, vol. 319, s. 618.
  13. Gerald F. Joyce, "RNA evolution and the origins of life", Nature 1989, vol. 338, s. 217-224. Por. też Robert Irion, "RNA Can't Take the Heat", Science 1998, vol. 279, s. 1303.
  14. Por. Robert Shapiro, Origins: A Skeptic's Guide to the Creation of Life on Earth, Summit Books, New York 1986, s. 112.

Mniej ludzki

      Pod takim tytułem ukazała się w ostatnim numerze Świata Nauki krótka notka na temat wyników trzyletnich badań genomu szympansa. 1 We wrześniowym numerze Nature opublikowano sekwencję tego genomu i jego pierwsze analizy. Przez wiele lat ewolucjoniści utrzymywali, że szympans jest naszym najbliższym żyjącym krewniakiem i jako dowód wskazywali na podobieństwo sekwencji DNA u obu tych gatunków. Twierdzili, że podobieństwo to sięga 98-99%. 2 Jednak często skupiali oni swoją uwagę na tzw. kodujących fragmentach DNA, które stanowią niewielki ułamek blisko 3 miliardów nukleotydów, z jakich składa się genom człowieka. 3 Genom człowieka jest znany od 2001 roku, ale do niedawna jeszcze genom szympansa był znany tylko fragmentarycznie. Sytuacja się zmieniła, gdy ukazał się specjalny numer Nature poświęcony genomowi szympansa. 4

      Okazuje się, że różnice genetyczne między ludźmi i szympansami wynoszą 4%, czyli dwukrotnie więcej, niż głoszono przez całe lata. Ale to nie przeszkadza ewolucjonistom mówić nadal o pochodzeniu od wspólnego przodka. Procenty nie są tu dla nich ważne. Gdyby różnica wynosiła nawet 10%, mówiliby to samo.

Różnice są większe, niż to wynika z podawanych procentów 5
      Mówienie o procentach zaciemnia jednak tu sprawę. Na przykład 1,23%, czyli blisko jedna czwarta z tej czteroprocentowej różnicy, polega na podstawieniach pojedynczych nukleotydów, z czego 1,06% to trwałe różnice. Szympansy się różnią między sobą. Jedne mają więcej, inne mniej wspólnych nukleotydów w porównaniu z ludźmi. Ta zmienność wewnątrz populacji odpowiada za część różnic. Trwałe różnice dotyczą tych, które są uniwersalne. Dotyczą one tych nukleotydów, które u wszystkich ludzi i u wszystkich szympansów są odmienne. 1,06% czy 1,23% nie wygląda na dużą liczbę. Ale trzeba sobie uświadomić, że to 35 milionów mutacji!

      Ale to tylko początek kłopotów, ponieważ istnieje ponadto 40-45 milionów nukleotydów obecnych u człowieka, których nie ma u szympansów, jak też mniej więcej taka sama liczba nukleotydów obecnych u szympansów i nieobecnych u człowieka. Te dodatkowe nukleotydy nazywane są insercjami lub delecjami (indelami), ponieważ w paradygmacie ewolucyjnym zostały one dodane lub utracone z sekwencji DNA. Większość tych insercji jest niewielka – 96% jest krótsza niż 20 nukleotydów – ale niektóre liczą sobie nawet kilka tysięcy nukleotydów. Minimalna liczba mutacji potrzebnych, aby te insercje zaszły, wynosi 5 milionów. Jeśli je dodamy do liczby mutacji pojedynczych nukleotydów, otrzymujemy liczbę 40 milionów oddzielnych mutacji, które rozdzieliły oba te gatunki. Całkowita liczba różniących się nukleotydów wynosi 125 milionów.

      Warto uświadomić sobie, jak wielkie to są liczby. Typowa strona maszynopisu liczy sobie ok. 2 000 znaków (30 linijek po 60 znaków w linijce). Jeśli każdej mutacji, potrzebnej do rozdzielenia gatunku szympansa i człowieka, odpowiadać będzie jedna litera, to trzeba zapisać 20 tys. stron, czyli ok. 100 dwustustronicowych książek. A jeśli każdemu różniącemu się nukleotydowi odpowiadać będzie jedna litera, to zapis 125 milionów wymagać będzie ponad 60 tys. stron maszynopisu. Za niewielkimi liczbami procentów kryją się naprawdę wielkie liczby.

      A istnieją jeszcze inne spore różnice między ludzkim i szympansim genomem, jeśli chodzi o ruchome elementy genetyczne (transpozony). Ludzie mają dużo więcej krótkich rozproszonych elementów (SINE) niż szympansy, ale szympansy mają dwie nowe rodziny retrowiralnych elementów, których nie ma u człowieka. Porównanie endogennych “składników retrowiralnych” dało 73 insercje charakterystyczne dla człowieka i 45 insercji charakterystycznych dla szympansów. Ludzie posiadają dwie rodziny SINE (Alu), których brak szympansom i ludzie mają znacznie więcej kopii (ok. 7 000 w porównaniu z ok. 2 300 u szympansa). Znaleziono także ok. 2 000 zmian typu L1, które zgodnie z ewolucjonistycznym paradygmatem pojawiły się w czasie między ostatnim wspólnym przodkiem szympansów i ludzi oraz wspólnym przodkiem dla wszystkich ludzi. I, co ważne, nieznana jest zaleta tych modyfikacji z punktu widzenia doboru naturalnego.

Insercje na niewielką skalę to nie jedyne różnice. Główna różnica dotyczy tego, że szympansy mają 48 chromosomów (24 pary), podczas gdy człowiek ma 46 chromosomów (23 pary). Ewolucjoniści twierdzą, że dwa chromosomy u wspólnego przodka ludzi i szympansów połączyły się, stanowiąc ludzki chromosom nr 2. Połączenia chromosomów mogą się zdarzać, ale zwykle redukują sukces reprodukcyjny, gdyż powodują monosomię i trysomię w zygotach, powstałych przez połączenie normalnego genotypu z takim, w którym występuje połączenie chromosomów. Wiele z tych wad chromosomalnych prowadzi do upośledzenia umysłowego. Ewolucjoniści muszą postulować wystąpienie tego samego połączenia chromosomów u dwu organizmów przeciwnej płci w tym samym czasie i w tym samym miejscu, aby mogły one spłodzić samca i samicę zdolnych do życia. Ale prawdopodobieństwo takiego wydarzenia jest niezwykle małe. Ponadto istnieje 9 perycentrycznych inwersji – fragmentów chromosomów wyciętych i wstawionych w przeciwnym kierunku.

      Tylko 29% białek jest identycznych u człowieka i szympansa. Około 5% tych, które się różnią, jest wynikiem insercji lub delecji całego kodonu aminokwasu (trzech nukleotydów). Najbardziej odmiennymi białkami u człowieka są białka zaangażowane w procesie transkrypcji. Co ciekawe, poziom zastąpienia aminokwasów u szympansów i człowieka jest większy niż u myszy i szczurów, chociaż ewolucjoniści uważają, że ludzie i szympansy są sobie bliższe ewolucyjnie niż myszy i szczury.

Czego dowodzi podobieństwo genetyczne?
      Ewolucjoniści wskazywane podobieństwa genetyczne między ludźmi i szympansami traktują jako dowód pochodzenia obu tych gatunków od wspólnego przodka. Ale wniosek taki wynika tylko po przyjęciu bardzo mocnego założenia: że Bóg-Stwórca albo nie istnieje, albo nie miał nic wspólnego z powstaniem człowieka. Kolejne wersje samochodów charakteryzują się również ponad 90-procentowy podobieństwem, ale nie stanowi to dowodu, ze jedna wersja powstała ewolucyjnie z drugiej, tylko że została zaprojektowana przez tego samego konstruktora. W sprawie pochodzenia człowieka istnieją zasadniczo dwie fundamentalnie odmienne koncepcja – ewolucjonistyczna i kreacjonistyczna. Obie one postulują wysoki stopień podobieństwa organizmów żywych. W takim razie powoływanie się na to podobieństwo nie może być dowodem na rzecz jednej z nich. Jeżeli podobieństwo genetyczne ma wykluczać jakąś hipotezę kreacjonistyczną, to tylko tę, że szympansy i człowiek zostały stworzone przez dwu różnych i niewspółpracujących ze sobą bogów. Ta hipoteza jest rzeczywiście obalona przez wyniki badań genomów ludzi i szympansów. Ale nie hipoteza, że życie i różne formy życia stworzył jeden i ten sam Projektant.

Dylemat Haldane’a 6
      Kreacjoniści uważają, że Bóg stworzył Adama z prochu ziemi, jak mówi Biblia. Gdyby prawdą było to, co mówią ewolucjoniści, to znaczyłoby to, że w ciągu 5-7 milionów lat, jakie minęły od czasu, gdy żył wspólny przodek szympansów i ludzi, 7 zaszło 40 milionów oddzielnych mutacji, tysiące modyfikacji transpozonów, modyfikacje długości chromosomu Y, liczne perycentryczne inwersje oraz fuzja chromosomalna. Ale w ciągu 6 milionów lat istniało tylko ok. 300 000 pokoleń – za mało, żeby osiągnąć wszystkie te zmiany.

      Na czym polega współcześnie rozumiany dobór naturalny? Organizmy żywe – rośliny, zwierzęta i drobnoustroje – występują jako odrębne osobniki zdolne do zamiany właściwego dla siebie pożywienia w swoje własne ciało i do produkowania podobnych do siebie osobników. Osobniki te różnią się między sobą i różnice te zwiększają lub zmniejszają ich zdolność do wykorzystywania pożywienia i do własnej reprodukcji. Podobieństwo między osobnikiem i jego potomkiem jest rezultatem tego, że rodzice przekazują potomkom swój program genetyczny, cechy osobników wynikają zaś zarówno z tego programu, jak i z modyfikacji spowodowanych przez środowisko. Warunki zewnętrzne nie zmieniają jednak programu genetycznego, cechy nabyte nie dziedziczą się. Jedyne zmiany możliwe w tym programie to rzadko pojawiające się błędy przekazu, tzw. mutacje. Błędy te nie mają charakteru przystosowawczego. Najczęściej zmniejszają one zdolność do wykorzystania pożywienia, do przeżycia i rozmnażania się. Tylko nieliczne z tych rzadko występujących błędów zdolności te mogą zwiększać. Wówczas zmutowane osobniki z jakiegoś powodu są bardziej płodne lub rzadziej spotyka ich przedwczesna śmierć, dzięki czemu mają w życiu do dyspozycji więcej czasu na wykorzystanie swoich możliwości rozrodczych. Mówi się w związku z tym, że dobór naturalny działa albo przez różnicową płodność, albo przez różnicową przeżywalność. Z punktu widzenia losów życiowych jednostki są to dwa mechanizmy bardzo różne, ale z punktu widzenia ich wpływu na skład populacji (z punktu widzenia ewolucji) ich efekt jest dokładnie taki sam – stopniowe narastanie w populacji odsetka osobników o zmutowanym genotypie. Programy genetyczne, które zapewniają najlepsze przeżycie i największą liczbę wydanego potomstwa, utrzymują się w przyszłych pokoleniach, eliminując programy alternatywne. Cały system działa zatem w kierunku maksymalizacji przez pojedyncze osobniki prawdopodobieństwa przeżycia i liczby wydanego potomstwa. Istota ewolucji biologicznej przez dobór naturalny polega właśnie na tej maksymalizacji.

      W latach 50-tych ubiegłego wieku brytyjski genetyk ewolucyjny, J.B.S. Haldane, wyliczył maksymalny stopień zmian genetycznych wywołanych różnicową przeżywalnością. W rezultacie niechętnie wywnioskował, że istnieje tu poważny problem, znany obecnie jako dylemat Haldane’a. 8 Jego obliczenia wykazują, że wiele gatunków wyższych kręgowców nie mogło wyewoluować w dostępnym czasie.

      Ewolucja wymaga zastąpienia dawnych powszechnie występujących cech przez nowe rzadkie cechy. Jednak istnieją granice dla stopnia, w jakim te zastąpienia mogą mieć miejsce. Granice te zależą głównie od zdolności reprodukcyjnej gatunków. Dylemat Haldane’a dotyczy właśnie tych granic.

      Wyobraźmy sobie populację złożoną ze 100 000 osobników. Wyobraźmy sobie następnie, że w populacji tej pojawiają się dwa osobniki, samiec i samica, posiadające jakąś nową cechę, podczas gdy pozostałe 99 998 organizmów posiada zamiast niej jakąś inną cechę. Wyobraźmy sobie w końcu, że ta nowa cecha powstała ze starej wskutek jakiejś korzystnej mutacji. Zadaniem ewolucji jest zastąpienie tej starej cechy przez nową. Aby to zadanie wykonać, różnicowa przeżywalność musi wyeliminować 99 998 osobników i wszystkich ich potomków.

      Załóżmy, że ewolucja działa stale, pokolenie za pokoleniem przez miliony lat. Jedno pokolenie u człowieka trwa z grubsza trzydzieści lat, 9 a niektórzy przyjmują, że 25 lat. 10 Ponieważ jeszcze inni uważają, że dla ancestralnej linii hominidów ok. 4 milionów lat i wcześniej trwało ono 20 lat, 11 załóżmy taką najkorzystniejszą dla ewolucjonizmu wielkość. Według syntezy neodarwinowskiej zastępowane cechy są zwykle jakąś nową wersją genu-allela. Nowy gen zwykle różni się od starego jakimś zmutowanym nukleotydem. Jak wiele nukleotydów w tym tempie mogło zostać zastąpionych w ciągu 6 milionów lat? Jeśli jeden na pokolenie, to razem 300 000. A samych pojedynczych różniących się nukleotydów w genomach szympansa i człowieka jest 40 milionów. Nie mówiąc o innych typach różnic.

      Czy można w ten sposób wyjaśnić pojawienie się znacznie ulepszonych czaszek, szczęk, zębów, stóp, mowy, postawy wyprostowanej, abstrakcyjnego myślenia i zachwytu dla muzyki?

      A nie można zapominać, że powyższe wyliczenia są nadmiernie optymistyczne dla ewolucjonizmu.

      Po pierwsze, dobór w przyrodzie nie jest tak doskonały, by w każdym pokoleniu ulegały eliminacji wszystkie osobniki ze starymi cechami pozostawały jedynie te dwa, które mają nową cechę i te dwa osobniki odtwarzały od razu całą populację. Ale jeśli dobór nie jest tak intensywny, to zastępowanie cech wymaga więcej czasu.

      Po drugie, korzystne mutacje są niezmiernie rzadkie. Populacja 100 000 osobników prawdopodobnie nie jest zdolna do utworzenia nawet jednej korzystnej mutacji w każdym pokoleniu nawet przy wysokiej dzietności, a to ze względu na niewielkie prawdopodobieństwo mutacji (od jednej stumilionowej do jednej miliardowej na jedną zasadę i jedną replikację). 12

      Po trzecie, nie uwzględniliśmy skutków mutacji niekorzystnych. Muszą one być wyeliminowane przez różnicową przeżywalność, ale to zwiększa koszty procesu.

      Po czwarte, nie braliśmy pod uwagę tych okresów, kiedy populacja osiąga szczyt lokalnego dostosowania, nie podlegając tym samym żadnym zmianom. Zjawisko to znane jako staza jest główną cechą zapisu kopalnego. Punktualiści twierdzą, że gatunki istnieją większość swego czasu w stanie stazy. Na podstawie zapisu kopalnego Gould oszacował, że typowy gatunek trwa przez 90% swego czasu w stazie, kiedy nie występują żadne zmiany morfologiczne. 13 A taka staza morfologiczna prawdopodobnie oznacza też stazę genetyczną.

      [Teoria przerywanej równowagi] ogranicza do pewnego stopnia zmienność genetyczną. Stopniowe i kolejno po sobie następujące zastępowanie genów nie będzie dobrym modele pochodzenia wyższych taksonów w sytuacji, w której przeważa staza. 14

Zjawisko stazy w istotny sposób redukuje czas, jaki jest dostępny dla zastąpień nukleotydów. Liczba takich zastąpień będzie więc wynosiła ok. jednej dziesiątej poprzedniej wartości, czyli ok. 30 tys. (w porównaniu z koniecznymi 40 milionami).

      Po piąte, często cechy nie są zastępowane bezpośrednio przez inne cechy. Może istnieć wiele pośrednich etapów w takim procesie. Na przykład wiele zastąpień wymaga, aby kilka genów pojawiło się we właściwej kolejności i było wzajemnie powiązanych w chromosomach. Tego się nie osiągnie jednym zastąpieniem.

      Po szóste, populacja hominidów nie mogła posiadać zdolności reprodukcyjnej wymaganej do tego procesu. Nie ma sposobu, by samica rodziła średnio 100 000 dzieci, a w mniejszych populacjach radykalnie spada prawdopodobieństwo pojawienia się korzystnej cechy.

      Populacja musi ponosić koszty zastępowania. Ale jeśli nie jest ona w stanie ponosić tych kosztów, to trzeba przyjąć, że wyjaśnienia ewolucyjne nie są wiarygodne.

Przypisy:

  1. L.T., “Mniej ludzki”, Świat Nauki listopad 2005, nr 11 (171), s. 19.
  2. Fujiyama, A., Watanabe, H., Toyoda, A., Taylor, T.D., Itoh, T., Tsai, S.F., Park, H.S., Yaspo, M.L., Lehrach, H., Chen, Z., Fu, G., Saitou, N., Osoegawa, K., de Jong, P.J., Suto, Y., Hattori, M., and Sakaki, Y. 2002. “Construction and analysis of a Human-Chimpanzee Comparative Clone Map”, Science 2002, vol. 295, s. 131-134.
  3. D.E. Wildman, M. Uddin, G. Liu, L.I. Grossman, and M. Goodman, “Implications of natural selection in shaping 99.4% nonsynonymous DNA identity between humans and chimpanzees: Enlarging genus Homo”, Proceedings of the National Academy of Science USA 2003, vol. 100, no. 12, s. 7181-7188.
  4. “The Chimpanzee Sequencing and Analysis Consortium 2005. Initial sequence of the cimpanzee genome and comparison with the human genome”, Nature 2005, vol. 437, s. 69-87.
  5. W tej części wykorzystałem dane z artykułu Davida A. DeWitta, “Chimp genome sequence very different from man”, TJ 2005, vol. 19, no. 3, s. 4-5.
  6. W tej części wykorzystałem następujące źródła: Walter James ReMine, The Biotic Message. Evolution versus Message Theory, St. Paul Science, Saint Paul, Minnesota 1994, s. 208-211; Don Batten, “Haldane’s Dilemma has not been solved”, TJ 2005, vol. 19, no. 1, s. 20-21; Walter James ReMine, “Cost theory and the cost of substitution – a clarification”, TJ 2005, vol. 19, no. 1, s. 113-125.
  7. Sudhir Kumar, Alan Filipski, Vinod Swarna, Alan Walker, and S. Blair Hedges, “Placing confidence limits on the molecular age of the human–chimpanzee divergence”, PNAS December 27, 2005, vol. 102, no. 52, s. 18842–18847, http://www.pnas.org/cgi/reprint/0509585102v1
  8. J.B.S. Haldane, “The Cost of Natural Selection”, Journal of Genetics 1957, vol. 55, s. 511-524, http://www.blackwellpublishing.com/ridley/classictexts/haldane2.pdf.
  9. M. Kimura and T. Ohta, Theoretical Aspects of Population Genetics, Princeton University Press 1971, s. 28.
  10. F.J. Ayala, “Reduction in Biology: A Recent Challenge”, w: D.J. Depew and B.H. Weber (eds.), Evolution at a Crossroads: The New Biology and the New Philosophy of Science, Bradford Books, MIT Press, Cambridge 1985, s. 72 [65-80]; R. Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, Biblioteka Myśli Współczesnej, PIW, Warszawa 1994, s. 357.
  11. G.L. Stebbins, Darwin to DNA, Molecules to Humanity, Published by W.H. Freeman and Company 1982, s. 357-358.
  12. Halina Krzanowska, “Zapis informacji genetycznej”, w: Halina Krzanowska, Adam Łomnicki, Jan Rafiński, Henryk Szarski, Jacek M. Szymura, Zarys mechanizmów ewolucji, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 35 [17-70].
  13. S.J. Gould, “The Meaning of Punctuated Equilibrium and Its Role in Validating a Hierarchical Approach to Macroevolution”, w: R. Milkman (ed.), Perspectives on Evolution, Sinauer Associates 1982, s. 84 [83-104]; S.J. Gould, “Punctuated equilibrium – a different way of seeing”, New Scientist, April 15, s. 137 [137-141].
  14. Gould, “Punctuated equilibrium...”, s. 138.

Dlaczego Bóg stworzył pasożyty?

Przeciwnicy idei stworzenia często uzasadniają swoje poglądy, wskazując na istnienie pasożytów w świecie ożywionym. Istnieją takie organizmy, które jedynie wykorzystują inne organizmy, często z fatalnym skutkiem dla tych drugich. Jeśli Bóg jest stwórcą przyrody - argumentują przeciwnicy stworzenia - to stworzył także pasożyty. Jak istnienie pasożytów można pogodzić z wiarą w kochającego Boga? Czy wszechmocny i kochający Bóg stworzyłby tak odrażające gatunki organizmów?

Istnieją współcześnie teologowie, którzy rozwiązują ten problem (i ogólniej: problem zła w świecie), kwestionując wszechmoc Bożą. To teologowie procesu. Postrzegają oni świat i zasady nim rządzące jako pierwotne. Bóg, ich zdaniem, ma być uwarunkowany tymi zasadami, jest czynnikiem kierującym, który prowadzi świat, lecz jest ograniczony owymi bardziej podstawowymi zasadami. Alfred North Whitehead, wybitny logik, matematyk i filozof, ojciec teologii procesu, był wielkim zwolennikiem Platona. A według Platona to, co pierwotne, to nie osobowy stwórca, lecz doskonałe, odwieczne, niezmienne i ogólne idee, formy, które za sprawą Demiurga (boga-budowniczego świata) znajdują niedoskonałe odzwierciedlenie w przyrodzie. Teologia procesu rozwiązuje problem obecności zła w świecie, ale za cenę rezygnacji z wszechmocy Boga: Bóg jest życzliwy, ale nie jest wszechmocny, chce dobrze, ale w dużej mierze po prostu nie potrafi zapobiec złu. Problem takiego rozwiązania polega na tym, że teologia procesu nie jest teologią chrześcijańską. Dla tej ostatniej bowiem ostateczną rzeczywistością jest Bóg, a nie cokolwiek innego - Bóg, który jest wszechmocny i wolny w swoim stwórczym działaniu.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego istnieją pasożyty, skoro stwórcą świata jest kochający i wszechmocny Bóg, składa się z dwóch części. Dziś zajmiemy się pierwszą z nich.

Upadek
Przede wszystkim należy zauważyć, że świat, jaki obserwujemy wokół siebie, nie jest tym światem, jaki Bóg stworzył. Bóg stworzył świat doskonały. Biblijny opis stworzenia wielokrotnie powtarza znamienne słowa po aktach stwórczych dokonanych w poszczególnych dniach stworzenia: “I widział Bóg, że [rezultaty stworzenia] były dobre". W stworzonym świecie nie było nieporządku, bólu,cierpienia, chorób, walki o byt, dysharmonii i grzechu. A przede wszystkim nie było śmierci. Obecny świat w niewielkim tylko stopniu przypomina tamten. Wszystko chyli się ku upadkowi. Zwierzęta stale walczą z innymi zwierzętami oraz z chorobami. Obowiązuje powszechna zasada starzenia się i śmierci. Dotyczy to także człowieka, zarówno w aspekcie indywidualnym, jak i zbiorowym. Państwa, a nawet całe cywilizacje, powstają, istnieją przez jakiś czas i upadają. Łatwiejsze jest popełnianie zła niż dobra. Świat jest pełen nienawiści, egoizmu, przestępstw, wojen. Stało się coś złego z doskonałym Bożym stworzeniem.

Odpowiedź na pytanie, co się stało, znajdujemy w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju. Paweł apostoł tak mówi o tym rozdziale:

A to dlatego - jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. (Rzym. 5,12)

A nieco dalej:
Całe bowiem stworzenie zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale z woli Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. (Rzym. 8,20-22)

Grzech wszedł na świat przez człowieka. Ale w pierwotnej naturze człowieka nie było niczego, co mogłoby go skłonić do grzechu. Czynnikiem sprawczym musiał być ktoś inny. Biblia mówi o wężu, a dokładniej: o złym duchu, który używał ciała węża. Później tego “węża starodawnego" Biblia utożsamia z diabłem i szatanem (Obj. 12:9; 20:2), kierującym buntem aniołów przeciwko Bogu.

Lucyfer
Zastępy aniołów (posłańców Bożych) zostały stworzone przypuszczalnie pierwszego dnia (na temat daty ich stworzenia Biblia milczy) do bardzo wielu posług wokół tronu Bożego. Byli oni bardzo zróżnicowani co do “mocy i zwierzchności". Bibliści przypuszczają, że o największym z tych duchowych stworzeń mówią fragmenty dwu ksiąg starotestamentowych: Izajasza 14,12-15 oraz Ezechiela 28,11-19. Pierwszy z tych fragmentów jest wzięty z kontekstu mówiącego o królu Babilonu, ale pewne stwierdzenia wydają się wykraczać poza to, co można powiedzieć o ziemskim królu (“spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki"). Drugi fragment dotyczy króla Tyru, ale także pewne stwierdzenia wykraczają daleko poza to, co można o nim powiedzieć (“mieszkałeś w Edenie", “byłeś doskonały w postępowaniu swoim od dni twego stworzenia"). Chociaż Lucyfer został stworzony, jak i inni aniołowie, “do usług (...) na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie" (Hebr. 1,14), serce jego stało się wyniosłe (Ezech. 28,17) i zaczął myśleć, że sam mógłby stać się Bogiem (Izaj. 14,14). Ponieważ znalazła się w nim nieprawość (Ezech. 28,15), spadł z nieba jak błyskawica (Łuk. 10,18), został rzucony na ziemię (Ezech. 28,17), a ostatecznie zostanie wrzucony w ogień wieczny (Mat. 25,41).

Zwiedzenie
Szatan pod postacią węża zaczął delikatnie swoje zwiedzenie od poddania w wątpliwość słowa Bożego: “Czy to prawda, że Bóg powiedział?" Pytanie dotyczyło oczywistej nieprawdy: “Czy to prawda, że Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze WSZYSTKICH drzew tego ogrodu?" (Rdz 3,1). I Ewa, oczywiście, zapewniła go w odpowiedzi, że się myli. Jednak samo wdanie się w rozmowę z Szatanem wywarło na nią niszczycielski wpływ. Przedstawiając słowa Boga, zarówno dodała coś do nich, jak i ujęła z nich. Powiedziała: “Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy", podczas gdy Bóg powiedział, że mogą według upodobania spożywać z wszelkiego drzewa tego ogrodu (Rdz2,16). Bóg powiedział też, że nie wolno jeść z drzewa poznania dobra i zła (Rdz 2,17), ale Ewa dodała “a nawet go dotykać", co było już jej własnym dodatkiem. Historia ta pokazuje, jak niebezpieczne jest zarówno dodawanie czegoś do słów Boga, jak i odejmowanie od nich.

Ale Szatan nie zadowolił się zmianą słów Boga. Poszedł dalej. Zaprzeczył im: “Na pewno nie umrzecie! (...) tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło". Ta pokusa “będziecie jak Bóg" to dokładnie ta sama pokusa, której sam uległ, gdy się zbuntował przeciwko Bogu. Ten schemat również powtarza się w całej późniejszej historii człowieka: zaczyna się od kwestionowania słowa Bożego lub tego, że Bóg jest dobry, a kończy się stawianiem człowieka na piedestale, deifikacją człowieka, kiedy człowiek sam sobie ustala standardy prawdy i sprawiedliwości.

Skuteczność działania Szatana polega na tym, że jego obietnice są częściowo prawdziwe. Oczy naszych prarodziców się otworzyły i poznali dobro i zło - tyle, że nie jak Bóg. Warto o tym pamiętać, gdy rozpatrujemy spór ewolucjonizm-kreacjonizm. Gdyby wszystko to, o czym mówią ewolucjoniści, było fałszem, sprawa byłaby łatwa do rozstrzygnięcia. Problem w tym, że bardzo często mają rację, za wyjątkiem tej najważniejszej: kto stworzył Wszechświat, życie, jego podstawowe formy i człowieka.

Skutki Upadku
W 3. rozdziale Księgi Rodzaju opisana jest największa tragedia, jaka spotkała człowieka w czasie jego historii - Upadek, zerwanie bezpośredniej łączności z Bogiem, utrata stworzonego stanu niewinności, czego rezultatem jest obecny stan grzechu i wyobcowania. Człowiek nie został stworzony jako maszyna, ale jako wolna istota, która mogła wybierać dobro lub zło, miłość Boga lub ją odrzucić. Nie istniał najmniejszy powód, by człowiek musiał wybrać grzech, ale mógł to zrobić, jeśli tego zechciał. Bóg uczynił go istotą doskonałą i umieścił go w doskonałym środowisku, które w pełni zaspokajało jego potrzeby. Człowiek nie dziedziczył grzesznej natury, jak my obecnie, był więc w stanie oprzeć się zewnętrznej presji prowadzącej do grzechu.

Ale popełnił grzech, a przez to wprowadził na świat grzech i śmierć: “przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć" (Rzym. 5,12); “w Adamie wszyscy umierają" (1 Kor. 15,22). Adam otrzymał wyrok śmierci. Była to zasada nałożona na jego biologiczne życie. W rezultacie jego potomkowie dziedziczą również wbudowaną w swoje życie zasadę śmierci. W chwili poczęcia dziecko zaczyna umierać. Dziedziczona jest nie tylko tendencja do śmierci, ale i do grzechu. Każdy z nas w swoim świadomym życiu faktycznie wybrał bądź wybiera zło: “śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli" (Rzym. 5,12). To, że dotyczy nas sąd Boży, nie jest wynikiem jedynie grzechu Adama, ale także naszych własnych grzechów.

Księga Rodzaju 3,14-19 zawiera to, co powszechnie nazywa się Przekleństwem grzechu lub Klątwą grzechu. W rzeczywistości jest tam kilka klątw bądź kilka faz tej samej klątwy: przekleństwo nałożone na królestwo zwierząt, na węża, na kobietę, na Adama i jego potomków oraz na wszystkie składniki ziemi. Ponieważ Adam miał panować nad ziemią, to odkąd zaczął umierać, także ziemia zaczęła “umierać". Ten stan ziemi apostoł Paweł nazwał “niewolą zepsucia", co można także oddać słowami: “stopniowy upadek", “rozpad" (Rzym. 8,21). “Całe bowiem stworzenie zostało poddane marności" (Rzym. 8,20).

Trzy główne aspekty Przekleństwa grzechu odpowiadają trzem podstawowym formom stworzenia opisanym w 1. rozdziale Księgi Rodzaju. Najpierw zostały stworzone fizyczne składniki wszechświata (Rdz 1,1), potem życie (Rdz 1,21), a w końcu duchowa natura człowieka (Rdz 1,27). Inne wielkie wydarzenia Tygodnia Stworzenia polegały na kształtowaniu, porządkowaniu i organizowaniu stworzonych istot w różne “rodzaje" ciał fizycznych i biologicznych (wzmiankę o tym możemy znaleźć w 1 Kor. 15,38-41). I podobnie Przekleństwo spadło na składniki fizyczne (Rdz 3,18), królestwo zwierząt (Rdz 3,14) i na rodzaj ludzki (Rdz 3,16.19), ponieważ te trzy elementy - fizyczny, biologiczny i duchowy - były składnikami bytu ludzkiego, a ludzie porzucili Boga.

Nadzieja
Klątwa Boża została wypowiedziana w takim samym porządku chronologicznym, w jakim popełniony był grzech - najpierw dotyczyła Szatana, potem Ewy, a w końcu Adama. Ale Adam i Ewa zostali poddani Przekleństwu “w nadziei" późniejszego wyzwolenia, odkupienia (Rzym. 8:20-21), zaś wyrok na Szatana był ostateczny i nieodwołalny. Pewnego dnia na świecie miał pojawić się Drugi Adam, poddany pokusom jak my (Hebr. 4,15), ale który pokona je wszystkie (Łuk. 4,1-12). Nadzieja, jaką mamy, polega na tym, że “jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni", a “jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć" (1 Kor. 15,22.26).

* * *

Zło, jakie obserwujemy w świecie, w tym pasożyty, nie są wynikiem Bożego stworzenia. To rezultat Upadku spowodowanego przez grzech pierwszych ludzi.


Skąd wiemy, że Bóg istnieje?

Niektórzy uczeni sądzą, że za wiarę w Boga, podobnie jak za kolor oczu, skóry czy włosów, odpowiadają geny. Twierdzi tak Dean Hamer, autor książki The God Gene. Hamer jest agnostykiem, czyli kimś, kto nie jest pewny, czy Bóg istnieje, czy nie istnieje, i woli się powstrzymać od odpowiadania na to pytanie. Uważa jednak, że duchowość człowieka, jego skłonność do wiary religijnej, a także sposób przeżywania wiary religijnej oparte są na składzie genetycznym każdego z nas. Hamer twierdzi, ze znalazł tytułowy "Boży gen". Ma on u ludzi występować w dwu wariantach: przy jednym z nich istnieje większa skłonność do uczuć i przeżyć religijnych, przy drugim - mniejsza.

Skąd więc wiemy, że Bóg istnieje? Czy nasza wiara naprawdę wywodzi się z genów? A może musieliśmy dokonać wyboru, by wierzyć w Boga lub odrzucić Jego istnienie? Niektórzy uważają, że wiara religijna z natury rzeczy nie może być oparta na dowodach, bo nie byłaby wiarą. Niewątpliwie, jest w tym jakieś racjonalne jądro. Czy to znaczy jednak, że człowiek wierzący jest istotą całkowicie irracjonalną? Pismo Święte wypowiada inną opinię: "Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która jest w was" (1 Piotra 3,15). Jeśli nawołuje się nas do intelektualnej obrony wiary, to znaczy to, że jest to w ogóle możliwe, że wiara nie jest - czy raczej: nie musi być - "skokiem" z zawiązanymi oczyma, że może mieć i ma także racjonalny fundament.

Apologetyka
W ciągu 2000 lat chrześcijaństwo zgromadziło sporą kolekcję tzw. dowodów na istnienie Boga (z logicznego punktu widzenia lepszym określeniem byłyby "argumenty", gdyż słowo "dowód" sugeruje absolutną pewność wniosku). Od greckiego słowa apologia, którego Piotr Apostoł użył w wyżej cytowanej wypowiedzi, pochodzi nazwa całej dyscypliny badawczej - apologetyki. Apologetyka zajmuje się jednak nie tylko dowodami na istnienie Boga. Można w niej znaleźć obronę także innych twierdzeń wiary, jak obronę Biblii, jej autentyczności i wiarygodności, obronę Jezusa, jego historyczności i boskości oraz ogólnie - obronę chrześcijaństwa. Istnieje wiele wartościowych dzieł apologetycznych oraz stron internetowych poświęconych apologetyce. 

Usprawiedliwianie Boga za zło istniejące w świecie
Ściśle mówiąc, samymi dowodami na rzecz istnienia Boga (a także rozważaniami na temat natury Boga) zajmuje się dyscyplina filozoficzna zwana teodyceą lub - trochę szerzej - filozofią Boga. Samo słowo "teodycea" zostało pierwotnie spopularyzowane przez wybitnego niemieckiego filozofa, Gottfrieda Wilhelma Leibniza, który używał go w węższym sensie: teodycea dla Leibniza była usprawiedliwianiem Boga za zło istniejące w świecie. Problem ten stawia wiele osób, zarówno wierzących, jak i niewierzących: jeśli Bóg jest Stwórcą świata, to dlaczego jest w nim tyle zła i cierpienia? Sam Leibniz skonstruował odpowiedź, która nie wszystkich zadowala, ale która - jak się dobrze zastanowić - nie jest zła. Uważał mianowicie, że stworzony świat jest światem najlepszym z możliwych, że każde jego poprawienie tylko pogarsza sprawę. Jeśli przypomnimy sobie XX-wieczne próby "ulepszania" świata przez dwie lewicowe zbrodnicze ideologie - hitleryzm i komunizm - z owocami w postaci stu kilkudziesięciu milionów trupów i setkami milionów ludzi zamienionych na całe dziesięciolecia w niewolników, to możemy dojść do wniosku, że stary Leibniz miał sporo racji.

Ateizm Darwina
Biografowie Karola Darwina, twórcy teorii ewolucji drogą doboru naturalnego, wskazują, że ten sam problem zła, którego Darwin nie potrafił rozwiązać, był jedną z przyczyn jego ateizmu. Ukochana córeczka Darwina, Annie, zachorowała na nieznaną chorobę i jej stan zdrowia pogarszał się przez wiele miesięcy. Rodzice robili, co się tylko dało, żeby ją uratować, ale bezskutecznie. Annie w końcu zmarła. White i Gribbin, biografowie Darwina, tak przedstawiają skutki tego wydarzenia:

Darwin po śmierci córki, Annie, w 1851 roku wracając wiejskimi drogami do Kent, czuł się zdruzgotany, był pogrążony w najgłębszym w swym życiu, porażającym smutku. Tracąc uroczą córeczkę — którą tak bardzo kochał, bo było to dziecko wręcz idealne, miłe i spokojne, które nigdy świadomie nikomu nie zrobiło przykrości, bystre i inteligentne, wesołe i czułe — stracił też wszelkie resztki wiary. Od tej chwili Darwin stał się absolutnym, nieprzejednanym ateistą, jego jedynym bogiem był racjonalizm, jedynym zbawieniem nauka i logika, i temu poświęcił resztę swojego życia. Istnienie jest jedynie nagromadzeniem wydarzeń biologicznych. Życie jest samolubne i okrutne, bezcelowe i nieczułe. Poza biologią nie ma nic.

Niektórzy apologeci opowiadają się za nierozsądną tezą, że Darwin był człowiekiem wierzącym. Teza ta wydaje się "potrzebna" zwłaszcza katolickim myślicielom, skoro papież Jan Paweł II zaakceptował teorię ewolucji - 23 października 1996 roku w liście do członków Papieskiej Akademii Nauk stwierdził on, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Arcybiskup Lublina, ks. prof. Józef Życiński, uważa na przykład, że Darwin był wierzący, a jedynie powodowany właściwą dla uczonego ostrożnością wolał się na tematy teologiczne nie wypowiadać:

"Obdarzony zmysłem krytycyzmu Darwin wiedział o swym braku kompetencji filozoficznych czy teologicznych, stąd też starał się programowo unikać komentarzy, wykraczających poza jego specjalność. [...] [Darwin] zachowywał rezerwę wobec wszelkich form religii instytucjonalnej, ograniczając się do przyjęcia wiary w Boskiego Stwórcę, który kieruje zmiennością gatunków i całym rozwojem przyrody".

Badania historyków nauki pokazują jednak, że Darwin został ateistą wiele lat przed śmiercią swojej córeczki, Annie. Ta śmierć spowodowała tylko umocnienie się ateizmu Darwina (zwróćmy uwagę na opinię White’a i Gribbina: "Od tej chwili Darwin stał się absolutnym, nieprzejednanym ateistą").

Pierwotnie Darwin był wierzący, ale zaczął odchodzić od wiary jeszcze w trakcie słynnej podróży dookoła świata na statku "Beagle" albo w kilku latach po jej zakończeniu. Zaczęło się od wątpliwości na temat wiarygodności pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju. Biblia opisuje, że świat został stworzony w ciągu 6 dni, a następne rozdziały wymieniające rodowody patriarchów sugerują, że nastąpiło to względnie niedawno. W trakcie podróży dookoła świata Darwin czytał 1-szy tom Principles of Geology Charlesa Lyella (drugi tom tej książki, opublikowany już po opuszczeniu Anglii przez Beagle'a, doręczono Darwinowi w Montevideo). Lyell rozwijał ideę Jamesa Huttona, że Ziemia nie jest młoda, jak to sugeruje tekst biblijny, że liczy sobie wiele tysięcy, a może i milionów lat. Książka Lyella wywarła decydujący wpływ na Darwina, czego nigdy się nie wypierał. W ciągu pierwszych dwu lat po powrocie z podróży Darwin sporo, jak pisze w Autobiografii, rozmyślał na temat religii:

"...stopniowo doszedłem do wniosku, że Staremu Testamentowi z jego jawnie fałszywą historią świata, z Wieżą Babel, tęczą jako znakiem itd., itd. i z przypisywaniem Bogu uczuć mściwego tyrana nie należało bardziej ufać niż świętym księgom Hindusów czy wierze barbarzyńców".

Po porzuceniu Starego Testamentu Darwin wyrzekł się też Nowego Testamentu:

"Uświadamiając sobie dalej, że aby jakiś zdrowy na umyśle człowiek uwierzył w cuda, na jakich oparte jest chrześcijaństwo, potrzebne byłoby najjaśniejsze świadectwo - że im więcej wiemy na temat stałych praw przyrody, tym bardziej cuda te stają się niewiarygodne - że ludzie w owych czasach byli ignorantami i łatwowiernymi do stopnia niemal niepojmowalnego przez nas - że nie można udowodnić, iż ewangelie zostały napisane jednocześnie z opisywanymi zdarzeniami - że różnią się w wielu istotnych szczegółach, zbyt ważnych, bym uznał, że są to zwykłe niedokładności naocznych świadków; przez takie refleksje, którym nie nadaję charakteru najmniejszej nowości czy wartości, ale gdy wpłynęły na mnie, stopniowo doszedłem do niewiary w chrześcijaństwo jako boskie objawienie".

Ateizm Darwina był końcowym etapem drogi, której początkiem było zwątpienie w prawdziwość biblijnego opisu stworzenia.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut