18 czerwca 2019
Strona główna Tagi Historia nauki

Tag: historia nauki

80. rocznica procesu Scopesa (“małpiego procesu”), cz. 1

Mieczysław Pajewski W lipcu 2005 roku minęła 80 rocznica bardzo ważnego wydarzenia w sporach o pochodzenie. Uczestnicy tego wydarzenia nazwali je „małpim procesem” i tak...

Choroba Darwina

Charles Robert Darwin, według dziewiętnastowiecznego polskiego i słusznie dziś zarzuconego zwyczaju tłumaczenia imion 1 - Karol Darwin, urodził się 12 lutego 1809 roku w Downe, dwadzieścia kilometrów na południowy wschód od Londynu. Gdy miał osiem lat, zmarła mu matka i życia uczyły go siostry. W Autobiografii napisanej, gdy miał 67 lat, wspomniał, że w ogóle matki nie pamięta. Za młodu lubił strzelanie do ptaków. Później interesował się owadami, motylami itp. Około osiemnastego roku życia zaczął zbierać muszle jaja, pieczątki, monety itd. Uważał później, że pasja kolekcjonowania "miała wyraźnie wrodzony charakter". Trzy lata później przyglądał się, jak jego starszy brat dokonuje eksperymentów chemicznych i bardzo go to interesowało. Zbierając minerały, interesował się przede wszystkim ich nazwami, nie usiłując ich klasyfikować.

W wieku szesnastu lat uważano go za zwykłego chłopca, stojącego intelektualnie raczej poniżej średniej - jak skromnie zapisał w Autobiografii. Nie odnosił sukcesów w dziedzinach wymagających racjonalnego myślenia, jak metafizyka czy matematyka. Przejawiał niewielką inicjatywę, by rozumieć ogólne zasady. 2 Temat ewolucji w rodzinie Darwinów był znany długo przedtem, zanim Karol przyszedł na świat. Dziadek Karola, Erazm Darwin, w latach 1794-1796 wydał książkę Zoonomia. Odrzucił w niej mechanistyczną interpretację człowieka, popularyzowaną w tamtych czasach przez takich myślicieli jak hrabia de Buffon (1707-1788) czy Julian Offray de la Mettrie (1709-1751). Zwłaszcza tytuł książki napisanej przez tego ostatniego - Człowiek maszyna - wiele mówił o pojmowaniu istoty człowieka przez materialistów oświeceniowych.

Babcia Karola, czyli żona Erazma, zmarła na nieznaną chorobę i strach przed nią dręczył ich potomków. Sam Erazm korespondował ze swoim synem, Robertem, ojcem Karola, na temat prawdopodobieństwa dziedziczenia chorób. Robert pojął za żonę Zuzannę ze znanej rodziny Wedgwoodów. Członkowie tej rodziny byli raczej sceptycznie usposobieni do religii. Jednym z nielicznych wyjątków była Emma Wedgwood, która została żoną Karola. Matka Karola miała brata i Emma była jego córką. Dla Karola była więc bliską krewną, siostrą cioteczną. Niewykluczone, że to właśnie było przyczyną śmierci kilkorga dzieci Karola i Emmy, a pośrednio wpłynęło w istotny sposób na pojawienie się darwinowskiej teorii ewolucji. 3 Wcześniej Karol był zakochany w Fanny Owen, ale poślubiła ona Roberta Biddulpha, gdy Karol uczestniczył w znanej wyprawie na statku "Beagle".

Ojciec Karola, Robert, był mężczyzną olbrzymiej postury. Przy wzroście blisko 190 cm ważył 175 kg. Sam Karol opisał go jako najpotężniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek widział. Jak twierdziła Emma, żona Karola, jego ojciec nie rozumiał syna i nie lubił go. Utrzymywał w rodzinie surową dyscyplinę, a Karol uważał go za światłego człowieka. Właśnie to połączenie - osobowej wspaniałości i surowego charakteru - miało doprowadzić Karola, zdaniem niektórych komentatorów, w tym lekarzy, do choroby psychosomatycznej. Według jednego z tych lekarzy, Douglasa Hubble'a,

choroba Karola Darwina wyrosła z tłumienia i nierozpoznawania bolesnych emocji. Takim emocjom zawsze towarzyszy strach, gwałt lub nienawiść [...]. U Karola Darwina emocje te pochodziły z jego związku z ojcem.

Diagnoza ta ukazała się najpierw w brytyjskim czasopiśmie medycznym, Lancet, a w Autobiografii Darwina umieściła ją jego wnuczka, Nora Barlow, która zdecydowała się wydać nieokrojony tekst. 4 Do podobnego wniosku, jak Hubble, doszli trzej inni lekarze, wymienieni w tej książce: Walter Alvarez, Rankine Good i E.J. Kempf. Do zdrowotnych problemów Darwina należały zawroty głowy, zmęczenie psychiczne, bóle mięśni, bóle żołądka i nieprawidłowości skórne. 5

Dr Ralph Colp, psychiatra, zauważył, 6 że chociaż Karol Darwin cierpiał na palpitacje serca, zanim w grudniu 1831 roku wyruszył z Plymouth na wyprawę statkiem "Beagle", w trakcie samej wyprawy i po powrocie do Anglii w październiku 1836 roku, to jednak stan ten jeszcze się pogorszył w 1836 roku, kiedy rozpoczął spisywać w tajemnicy swoje ewolucjonistyczne poglądy. W następnym roku, między 1837 i 1838, palpitacje i rozstrój żołądka - choroby mające psychologiczne źródło - zaczęły się powtarzać z trudną do wytrzymania regularnością. Zdaniem Colpa prawdopodobnie główną przyczyną intensywnego charakteru choroby była ta tajna praca na temat ewolucji. Uważa on też, że początki tej choroby mogły być wywołane przez stres psychiczny związany z rozważaniami na ten sam temat. Choć Darwin wówczas jeszcze mógł wierzyć w odległego od spraw świata Boga, to musiał zdawać sobie sprawę, że konsekwencje światopoglądowe idei ewolucjonistycznych nie mogły przypaść do gustu nie tylko znanym mu uczonym, będącym także duchownymi (np. Sedgwickowi, Foxowi i Henslowowi), ale nawet jego własnej żonie.

Colp uważa więc, że Darwin cierpiał na chorobę psychiczną i to ona miała spowodować, że stał się kaleką, samotnikiem w wieku trzydziestu lat. Darwin mianowicie miał uświadamiać sobie, jak wielkie zamieszanie i spustoszenie wywoła jego teoria w świecie intelektualnym. 7 Co ciekawe, choroba miała się zacząć od myśli na temat teorii ewolucji, a stan zdrowia polepszył się, gdy już teoria ewolucji została zaakceptowana i Darwin przestał nad nią pracować. 8

Analogicznego spostrzeżenia dokonał Irving Stone, że nie tylko Darwin, ale także Joseph Hooker i Thomas Huxley byli hipochondrykami. Wszyscy oni uważali, że ich praca jest najważniejszą sprawą w ich życiu. Wskutek nadmiernej pracy podatni byli na realne i wyimaginowane choroby, a lekarstwem mogło być oderwanie się od pracy, np. w postaci wycieczki, albo zmiana tempa życia. 9

W liście do New York Timesa z 4 sierpnia 1991 roku dr Colp podał dalsze szczegóły na temat zdrowia Darwina. Po śmierci matki w 1817 roku, gdy miał zaledwie osiem lat, jego siostry nauczyły go, by nie wyrażał słowami uczuć żalu i zmartwienia. To wtedy zaczął je wyrażać objawami fizycznymi: bólami żołądka i zmianami skórnymi, kołataniem serca, zawrotami i bólem głowy. W dorosłym życiu przecierpiał trzy okresy szczególnego wzrostu choroby: w latach 1840-1841, 1848-1849 i 1863-1865. Był wówczas niemal niezdolny do pracy i bał się, że umrze. Zdaniem Colpa przyczyn należy szukać w połączeniu stresów psychologicznych: zamartwianie się narodzinami, opieką i zdrowiem jego dziesięciorga dzieci, trudności w udowodnieniu teorii ewolucji, obawa przed krytyką za antyreligijne implikacje tej teorii, a także żal po utracie ojca.

Ślady choroby Darwina można zauważyć i dzisiaj, zwiedzając jego dom. W rogu pokoju, w którym uczony pisał swoje dzieła, za zasłoną znajdował się porcelanowy pojemnik na wymioty. Darwin często podczas pisania zmuszony był do szybkiego przerywania pracy i zwracania całej zawartości żołądka. Zdaniem Johna Darntona, który zwiedził dom twórcy ewolucjonizmu, 10 Darwin w ten sposób płacił osobistą cenę za to, że wyciągał logiczne wnioski, postępując wedle wskazań naukowych, niezależnie od tego, gdzie one go prowadziły. A prowadziły go one - według Darntona - do tego, że stał się narzędziem pozwalającym obalić pusty dogmat religii Zachodu.

Ten ostatni pogląd domaga się korekty. To nie było tak, że Darwin zaczął rygorystycznie stosować się do obiektywnej metody naukowej, w rezultacie czego "pusty dogmat religii Zachodu" stanął pod znakiem zapytania. Darwin - owszem - stosował się do metody naukowej, ale do tej, którą sam stworzył. To Darwin dopiero zaczął konsekwentnie stosować się do - jak ją nazywają filozofowie - zasady naturalizmu metodologicznego, czyli zakazu odwoływania się w wyjaśnieniach naukowych do przyczyn nadnaturalnych, do czegoś więcej jak tylko zjawisk i praw przyrody. Obalanie religii było więc nie skutkiem stosowania metody naukowej, ale jej założeniem. Darwin na samym początku przyjął postawę wykluczania Boga z jakichkolwiek wyjaśnień tego, co obserwujemy w świecie. Jeśli Bóg istnieje i działa lub działał w świecie, takie założenie musi prowadzić do istotnego zniekształcenia prawdy. Niestety, to arbitralne założenie rozpowszechniło się i dziś jest traktowane jako element definiujący naukę.

John Darnton nie za dobrze uświadamia sobie różnicę między założeniem i konsekwencją. Nie ma wątpliwości - pisze autor cytowanego artykułu - że Darwin zdawał sobie sprawę z olbrzymich światopoglądowych implikacji swego dzieła. W O powstawaniu gatunków nie atakował bezpośrednio idei Boga, ale jego teoria ewolucji drogą doboru naturalnego nie pozostawiała żadnego miejsca dla biblijnego stwórcy.

Z upływem lat ateistyczne przekonania Darwina stawały się coraz mocniejsze. Odwiedzającym go gościom ten znany już i szanowany na całym świecie myśliciel przedstawiał się chętnie jako niewierzący, a przynajmniej jako agnostyk. W autobiografii napisanej, gdy miał 73 lata, porównał dążenia religijne do zwykłego zachowania instynktownego, podobnego do obawy małpy przed wężami.

Janet Browne, autorka biografii Darwina, 11 przedstawiła go jako stalowy intelekt, akceptujący z odwagą myśl o wszechświecie bez Boga. Nie bał się spoglądać głęboko w pustą przestrzeń. Jeśli bowiem zwierzęta i rośliny są wynikiem nieosobowych, niezmiennych sił, to świat przyrody nie ma żadnego celu i moralności. My wszyscy, psy i rzepy przyczepiające się do ich ogonów, gołębie i chwasty, jesteśmy tym samym w oczach przyrody, równie ważni i równie zbędni.

Ponieważ całkiem często duchowni różnych wyznań, zwłaszcza katoliccy, wmawiają niezorientowanym, że między darwinizmem i religią nie ma konfliktu, przyjrzyjmy się paru cytatom z jednej tylko publikacji zmarłego parę lat temu czołowego biologa ewolucyjnego, Ernsta Mayra. Cytaty pochodzą z artykułu "Wpływ Darwina na myśl współczesną", Świat Nauki, wrzesień 2000, Nr 9 (109), s. 59-63:

"Przełomowe znaczenie zasady doboru naturalnego polega na tym, że pozwala ona zrezygnować z odwoływania się do 'przyczyn celowych' - czyli jakichś teleologicznych sił prowadzących do określonego z góry celu" (s. 60);
"[?] w połowie XIX wieku praktycznie wszyscy wielcy uczeni byli chrześcijanami. Uznawali, że świat został stworzony przez Boga, który - jak twierdzili teologowie przyrody - ustanowił mądre prawa, dzięki którym wszystkie organizmy są doskonale dostosowane do środowiska" (s. 61);
"Darwinizm odrzuca wszelkie zjawiska nadprzyrodzone. Teoria ewolucji drogą doboru naturalnego tłumaczy przystosowania i zróżnicowanie świata w sposób czysto materialny. Nie wymaga to Boga jako stwórcy ani projektanta [?]" (s. 61);
"Każdy aspekt 'cudownego projektu' [?] można wytłumaczyć doborem naturalnym" (s. 61);
"Eliminacja Boga z nauki utorowała drogę czysto racjonalnym wyjaśnieniom wszelkich zjawisk przyrodniczych" (s. 61);
"Dobór naturalny w odniesieniu do grup społecznych wystarcza, by wyjaśnić powstanie i utrzymywanie się altruistycznych systemów etycznych [?]" (s. 63).

Deistyfikacja
Jezuita George Coyne, dyrektor Obserwatorium Watykańskiego, znany jest z gwałtownej obrony darwinizmu i wypowiadania teologicznie ryzykownych twierdzeń. Niedawno na pytanie "czy potrzebujemy Boga do wyjaśnienia pochodzenia życia?" odparł:

"Odpowiadam krótko i węzłowato - nie". 12 Coyne należy do tych myślicieli, którzy uważają, że między nauką i religią nie może istnieć konflikt, gdyż obie te dziedziny dotyczą rozłącznych sfer. Nauka mówi o związkach przyczynowo-skutkowych zachodzących w materialnym świecie, religia zaś - o świecie nadprzyrodzonym, o sensie i celu życia, ewentualnie o aktywności Boga w sferze pozaempirycznej. Jeśli chodzi o to ostatnie, to niektórzy filozofowie mówią o podtrzymywaniu przez Boga istnienia świata.

Poglądy takie są niezwykle bliskie deizmowi. Deizm to pogląd przypisujący Bogu aktywność jedynie "na początku". Bóg według deistów miał się potem, po stworzeniu świata, ostatecznie wycofać z ingerowania w bieg wydarzeń. Ponieważ deizm jest uznawany przez główne wyznania chrześcijańskie za herezję, Coyne i jemu podobni nie przyznają się do niego. Mówią, dla zatarcia niedobrego wrażenia, o stałym działaniu Boga, tyle że w dziedzinie nieempirycznej, np. o stałym podtrzymywaniu istnienia świata. Głoszą więc w praktyce deizm przy jednoczesnej mistyfikacji, że go nie głoszą. Proponuję połączyć oba te słowa - "deizm" i "mistyfikacja" - i utworzyć nowe: "deistyfikacja" oraz "deistyfikatorzy", aby adekwatnie odnosić się do tego, z czym mamy do czynienia.

Pismo Święte, jak wiemy, obfituje w opisy ingerencji Boga w bieg zdarzeń. Niektóre z nich deistyfikatorzy pozbawiają dosłownego sensu. Tak traktują opis stworzenia świata w ciągu 6 dni i wszystko to, co jest opisane w pierwszych 11 rozdziałach Księgi Rodzaju. Nie wiem jak Coyne, ale niektórzy o zbliżonych do niego poglądach podobnie zaczynają już traktować nowotestamentowe opisy działalności Jezusa. Przemienił wodę w wino w Kanie Galilejskiej? Chodził po wodzie? Rozmnożył żywność dla potrzebujących tłumów? Wskrzesił umarłego? I - w końcu - zmartwychwstał?

Jeśli jacyś deistyfikatorzy nie mają jeszcze odwagi, by zakwestionować dosłowność wszystkich tych opisów, zwłaszcza ostatniego, to są niekonsekwentni. Jeśli bowiem Bóg mógł działać w I wieku naszej ery, to dlaczego tak zdecydowanie mamy zaprzeczać Jego aktywności w innych okresach historycznych? Dlatego, że takie jest założenie współczesnej nauki? Jeśli przyjrzymy się historii nauki, to dostrzec możemy wiele jej założeń, które później upadły. Dwutysiącletnia tradycja chrześcijaństwa mówi, że za niektóre wydarzenia odpowiada bezpośrednio sam Bóg (należy tu m.in. stworzenie świata, życia, jego różnych form i w końcu człowieka), a za inne - stworzona przyroda razem z obowiązującymi w niej prawami. Od 150 lat w nauce obowiązuje tradycja inna - że Bóg nie odpowiada bezpośrednio, jako tzw. przyczyna pierwszorzędna, za żadne empirycznie wykrywalne wydarzenie. Za wszystkie bezpośrednio odpowiada przyroda i jej prawa. Mamy więc do czynienia ze zderzeniem dwóch tradycji.

Jeśli deistyfikatorzy opowiadają się za tą drugą, to trzeba mieć świadomość tego, co robią. Odrzucają mianowicie tradycyjnie rozumiane chrześcijaństwo.

Przypisy:

  1. Polskim koszmarnym zwyczajem XIX wieku było nie tylko spolszczanie imion, ale i nazwisk: Waszyngton, Marks, Szekspir, Szopen itd. Ciekawe, że ci dzisiejsi tradycjonaliści, którzy krzyczą, że należy spolszczać imiona współcześnie żyjących osób, nie robią tego także i w odniesieniu do nazwisk. Mielibyśmy Busza, Blera, Szyraka, a nieco wcześniej Degola, Żyskara Destenia, Czerczila, Taczer i inne dziwolągi.
  2. Por. Geoffrey WEST, Charles Darwin: A Portrait, Yale University Press, New Haven 1938, s. 335.
  3. O roli, jaką w kształtowaniu się światopoglądu Karola Darwina odegrała śmierć jego ukochanej córeczki, Annie, por. w "Meandry 1" (Idź pod prąd maj 2005, nr 5 (10), s. 8-9).
  4. Charles DARWIN, The Autobiography of Charles Darwin, 1809-1882, Appendix and Notes by Granddaughter Nora Barlow, W.W. Norton & Company, New York 1958.
  5. Por. John BOWLBY, Charles Darwin: A New Life, W.W. Norton, New York 1991.
  6. Por. Ralph COLP, To Be an Invalid: The Illness of Charles Darwin, University of Chicago Press, Chicago 1977, s. 9-11, 14.
  7. Tamże, s. 20.
  8. Por. Richard MILNER, "Darwin's shrink: a noted Darwin historian proves the naturalist's inner life", Natural History November 2005, http://www.findarticles.com/p/articles/mi_m1134/is_9_114/ai_n15792476
  9. Por. Irving STONE, The Origin: A Biographical Novel of Charles Darwin, Doubleday&Company Inc., New York 1980, s. 614 (za: Larry AZAR, Evolution and Other Fairy Tales, AuthorHouse, Bloomington, Indiana 2005, s. 472).
  10. Por. John DARNTON, "Darwin paid for the fury he unleashed. How a believer became an iconoclast", San Francisco Chronicle September 25, 2005; http://sfgate.com/cgi-bin/article.cgi?f=/c/a/2005/09/25/INGAUERQK01.DTL&hw=darwin&sn=001&sc=1000
  11. Charles Darwin: Voyaging, Knopf 1995 oraz Charles Darwin: The Power of Place, Knopf, 2002.
  12. Wg Stephen BARR, "On the Square. Observation & Contentions", http://www.firstthings.com/ June 2, 2006 (http://creationism.org.pl/groups/ptkrmember/nauka-religia/document.2006-06-02.6585640674)

Zmarł Henry M. Morris, odnowiciel współczesnego kreacjonizmu


25 lutego b.r. w szpitalu pod San Diego w Kalifornii zmarł Henry M. Morris. Miał 87 lat. Z wykształcenia inżynier, posiadał doktorat z inżynierii wodnej, pracował na kilku świeckich uczelniach amerykańskich, m.in. przez 13 lat kierował wydziałem w Virginia Polytechnic Institute, Blacksburg, Virginia. To od wydania jego książki w 1961 roku, The Genesis Flood (Potop z Księgi Rodzaju), historycy datują odrodzenie ruchu kreacjonistycznego zniszczonego, wydawałoby się, do samych fundamentów przez Darwina i jego następców. Morris od 1970 roku poświęcił się wyłącznie kreacjonizmowi, pracując głównie w założonym przez siebie Instytucie Badań Kreacjonistycznych (Institute for Creation Research) w El Cajon, w pobliżu San Diego, w południowej Kalifornii.

1959 - rok Darwina
Zaledwie dwa lata przed wydaniem The Genesis Flood obchodzono z wielką pompą stuletnią rocznicę wydania głównego dzieła Darwina, O powstawaniu gatunków. Kreacjonizm wydawał się zepchnięty na kompletny margines. Przyznawali się do niego tylko członkowie niewielkich grup religijnych, z reguły ludzie niewykształceni i z pobudek religijnych, nie naukowych. Oczywiście były wyjątki od tej reguły, ale w I połowie XX wieku kreacjonistów, którzy byli w stanie coś opublikować, można było policzyć zaledwie na palcach obu rąk. Ewolucjoniści jawnie tryumfowali. Oto kilka wypowiedzi Sir Juliana Huxleya z przemówienia wygłoszonego 26 listopada 1959 roku (w dokładną setną rocznicę wydania dzieła Darwina) na Uniwersytecie w Chicago:

[...] wszystkie aspekty rzeczywistości są podporządkowane ewolucji, od atomów i gwiazd do ryb i kwiatów, od ryb i kwiatów do ludzkich społeczeństw i wartości - faktycznie cała rzeczywistość jest jednym wielkim procesem ewolucji.

[...] W ewolucyjnym wzorcu myślenia nie ma już ani potrzeby, ani nawet miejsca na element nadprzyrodzony. Ziemia nie została stworzona, lecz wyewoluowała. Podobnie zwierzęta i rośliny, które ją zamieszkują, w tym i ludzie, umysł i dusza, jak też mózg i ciało. Także religia.

[...] Człowiek ewolucyjny nie może już nadal uciekać od swej samotności w ramiona istniejącego tylko w wyobraźni boskiego ojca, którego sam stworzył, czy uciekać od odpowiedzialności związanej z podejmowaniem decyzji, chroniąc się pod parasolem Boskiego Autorytetu, ani też unikać stawiania czoła aktualnym problemom, planując swą przyszłość zgodnie z wolą wszechwiedzącej, ale - niestety - zagadkowej, Opatrzności.

[...] W końcu, wizja ewolucyjna umożliwia nam dostrzec, przynajmniej w zarysie, cechy nowej religii, jaka z pewnością powstanie, by zaspokajać potrzeby nadchodzącej epoki. 1

Huxley nie był byle kim. To jeden z twórców współczesnej syntezy ewolucyjnej, czyli neodarwinizmu (według którego ewolucja następuje przez przypadkowe mutacje i dobór naturalny). W takiej atmosferze intelektualnej przyszło Morrisowi walczyć o uznanie wiarygodności kreacjonizmu. Wszystkie książki napisane na cześć Darwina i seminaria gloryfikujące myśl ewolucyjną głosiły śmierć kreacjonizmu. Nawet American Scientific Affiliation, organizacja zrzeszająca amerykańskich uczonych, przyznających się do wiary w Boga, skapitulowała wobec teistycznego ewolucjonizmu. Prawie wszystkie chrześcijańskie college'e i seminaria duchowne poszły ich śladem. Te kilka z nich, które nadal odrzucały teistyczny ewolucjonizm, nauczały albo progresywnego kreacjonizmu (stworzenie odbywało się etapami co wiele milionów lat), albo teorii luki czasowej (między pierwotnym stworzeniem Wszechświata a stworzeniem życia naZiemi istniała potężna, może nawet wielomiliardoletnia, luka czasowa).

Współpraca
Ale w tym samym roku 1959 Morris ukończył wstępną wersję książki, która przyczyniła się w decydującym stopniu do odrodzenia kreacjonizmu - tylko już nie wśród teologów, lecz uczonych-przyrodników. Książką tą był The Genesis Flood (Potop z Księgi Rodzaju). Jej współautorem był biblista, specjalizujący się w problematyce Starego Testamentu, John C. Whitcomb.

Whitcomb po ukończeniu studiów historycznych w 1948 roku zaczął studiować teologię. Morris i Whitcomb spotkali się osobiście w 1953 roku na zjeździe American Scientific Affiliation. Morris przedstawił na nim referat pt. "Biblical Evidence for a Recent Creation and Universal Deluge" (Biblijne dowody na rzecz niedawnego stworzenia i powszechnego potopu). Whitcomb w napisanym zaraz potem liście do Morrisa wyraził swoje uznanie dla treści referatu. Jego zdaniem wnioski, do których Morris doszedł, są całkowicie zgodne z Biblią i powinny być w przyszłości poparte przez rzetelne świadectwo geologiczne. Tak rozpoczęła się ich przyjaźń, której punktem kulminacyjnym było późniejsze wspólne autorstwo The Genesis Flood. Gdy w 1955 roku Whitcomb podjął decyzję, by pisać pracę doktorską z teologii na temat ogólnoświatowego potopu, zwrócił się do Morrisa o pomoc, o dane bibliograficzne i szczegółowe sugestie.

Morris należał do tych kreacjonistów, którzy troskliwie przez lata przygotowywali się do kompetentnego zajmowania się kreacjonizmem. Już w 1947 roku zdecydował się pracować nad doktoratem z hydrologii, z uboczną specjalnością w geologii. Uważał, że takie połączenie umożliwi mu stworzenie rzetelnego ujęcia geologii potopu (geologia potopu była wcześniej rozwijana przez niektórych kreacjonistów, ale w połowie XX wieku ich ujęcia były już przestarzałe.) Maszynopis książki Morrisa na temat Potopu Noego, gdy Whitcomb zwrócił się do niego o pomoc i sugestie, obejmował 4 rozdziały liczące ok. 300 stron.

W 1957 roku Morris, po pracy na kilku amerykańskich uczelniach, przeniósł się do Virginia Polytechnic Institute, gdzie zaczął kierować wydziałem inżynierii niewojskowej. W tym samym roku Whitcomb obronił doktorat z teologii na temat potopu. Morris uznal, że pierwsze rozdziały pracy Whitcomba na temat biblijnych i historycznych aspektów Potopu były znakomite, ale pozostałe rozdziały w gruncie rzeczy streszczały jedynie argumenty jednego z dawniejszych teoretyków geologii potopu (George'a McCready Price'a). Były więc przestarzałe, gdyż od publikacji Price'a upłynęło 30 lat. Whitcomb nie miał jednak odpowiedniego przygotowania fachowego, by tę część swojej pracy uaktualnić. Obaj panowie uznali więc, że najlepszym wyjściem będzie napisanie wspólnej książki, w której Morris napisze dwa 50-stronicowe rozdziały kolejno na temat krytyki uniformitaryzmu geologicznego oraz przedstawiając zarys biblijnej ramy roboczej dla danych z geologii historycznej.

Ostatecznie jednak Morris przygotował 350 stron książki, a Whitcomb - 150. Whitcomb był autorem pierwszych czterech rozdziałów i dwu dodatków, a Morris - pozostałych trzech rozdziałów. Ale czytali wzajemnie przygotowywane przez siebie rozdziały i sugerowali wiele poprawek. Książka była naprawdę ich wspólnym tworem.

Pracę nad nią powinno się datować od 1947 roku, gdy Morris rozpoczął swój rękopis nigdy nieopublikowanej książki Creation and Destruction of the World (Stworzenie i zniszczenie świata). Whitcomb pisał swoją pracę doktorską od 1955 roku. Ostatecznie The Genesis Flood wydano w 1961 roku.

Zanim to się stało, Morris wysyłał rękopis do niektórych znanych sobie uczonych, aby zapoznać się z oceną tak wielu kompetentnych naukowców, na ile to możliwe. Lista uczonych w podziękowaniach, przytoczonych w książce, obejmuje nazwiska 21 przyrodników, 9 teologów i 2 filologów. W ten sposób utworzyła się początkowo nieformalna dyskusyjna grupa korespondencyjna, która w końcu przekształciła się w Creation Research Society (Towarzystwo Badań nad Stworzeniem). CRS to najpoważniejsza dziś organizacja kreacjonistyczna na świecie, do której należeć mogą tylko te osoby, które ukończyły studia wyższe z jakiejś dziedziny nauki. Wydanie książki w 1961 roku powszechnie uchodzi za punkt zwrotny w historii kreacjonizmu. 2 A jej wpływ można zauważyć choćby w tym, że przez następne kilkadziesiąt lat była ciągle wznawiana. 3 Łączna liczba wydanych egzemplarzy wynosi kilkaset tysięcy. 4

Antynaturalizm
Książka została napisana w sposób nie do zaakceptowania przez współczesnych uczonych. Ma charakter naukowy (ewolucjoniści powiedzieliby: z pozoru naukowy), mianowicie wypełniona jest argumentami z nauk przyrodniczych, ale zaczyna się od przyjęcia słownej nieomylności Pisma Świętego. Jak autorzy wyjaśnili we wstępie, argumenty zawarte w książce oparte są na założeniu, że Biblia jest prawdziwa. Nie używając współczesnej terminologii filozoficznej, autorzy odrzucili więc powszechnie akceptowany postulat naturalizmu metodologicznego, według którego w nauce nie wolno odwoływać się do przyczyn nadprzyrodzonych. Naturalizm jest więc połączeniem materializmu i praktycznego ateizmu. Nie głosi nieistnienia Boga, ale tak funkcjonuje, jakby Go nie było. Morris uważał, że jeśli Bóg istnieje i działa w świecie, to założenie, że w nim nie działa, musi prowadzić do fałszywych wniosków. Jeśli celem nauki jest dociekanie prawdy o świecie, to nauka nie może udawać, że nic nie wie o aktywności stwórczej Boga. W szczególności nauka nie może zakładać, że aktywności tej nie było.

Więcej - jeśli aktywność Boża w świecie została poprawnie opisana w Piśmie Świętym, to wyniki badań naukowych nie tylko nie mogą tej prawdzie zaprzeczać, ale nawet mogą i powinny być wsparte przez te faktualne twierdzenia, jakie znaleźć można w Biblii. Biblijny opis stworzenia i potopu uznać można za wyznaczenie terenu, na którym dopiero można prowadzić rzetelne, to jest nakierowane na prawdę, badania naukowe, uszczegóławiające ogólne z natury rzeczy twierdzenia Biblii. Poszukiwania naukowe winny być tak prowadzone, aby dopasowywać się do tych ogólnych biblijnych ram. Postawę badawczą Morrisa i Whitcomba uznać więc można za fundamentalizm - uznanie priorytetu poznawczego Biblii nad badaniem naukowym.

Trzeba pamiętać, że książka została napisana dla chrześcijan, a nie dla świata jako takiego, zwłaszcza tego zeświecczonego. Jej podstawową przesłanką była nieomylność Słowa Bożego. A jej celem było wezwanie tych chrześcijan, którzy akceptowali autorytet Biblii, by powrócili do prawdziwego kreacjonizmu. Trzeba bowiem pamiętać, że nawet wśród biblijnych chrześcijan w połowie XX wieku niewielu było takich, którzy wierzyli, że Biblia naprawdę mówi to, co jest w niej napisane. Przeważały poglądy, że dni stworzenia należy interpretować niedosłownie, jako epoki, a sam Potop Noego miał ograniczony zasięg. Zdaniem autorów książka wykazała rozstrzygająco, że Biblia naucza niedawnego stworzenia i potopu, który zniszczył poprzednio istniejący świat. Nie można pogodzić Biblii czy to z teorią potopu lokalnego, który miał miejsce na przykład jedynie na terenie Mezopotamii, czy z teorią co prawda potopu globalnego, ale przebiegającego spokojnie. Opis biblijny ogólnoświatowego kataklizmu, wodnej katastrofy ogarniającej i niszczącej cały poprzednio istniejący świat, należy przyjąć jako rzeczywisty opis historyczny. Wynika z niego, oczywiście, że dane geologiczne były w głównym nurcie nauki niewłaściwie interpretowane - tak, aby umożliwić zaakceptowanie długotrwałych epok geologicznych bez globalnego potopu. Jeśli jednak potop naprawdę miał miejsce, co Biblia wyraźnie opisuje, to wynika z tego, że wiele, a może nawet większość formacji geologicznych musiała powstać pod jego wpływem. Autorzy próbowali wykazać, że dane geologiczne można tak zinterpretować, by dopasować je do twierdzeń biblijnych, ale ciągle podkreślali, że ich wnioski geologiczne są tymczasowe, próbne, podatne na modyfikację pod wpływem wyników dalszych badań, o ile tylko przyjmie się, że nie można zmienić podstawowych nauk biblijnych na temat globalnego kataklizmu. Wszystkie fakty odkryte przez geologię i inne nauki przy poprawnym ich zinterpretowaniu muszą potwierdzić rzeczywisty charakter stworzenia i potopu. Prawdą jest, że te same fakty uczeni głównego nurtu interpretują inaczej, ale jest to wynik wcześniejszego zaangażowania po stronie naturalizmu. Jeśli apriorycznie przyjmiemy, że Bóg nie działał stwórczo w dziedzinie empirycznej i że biblijne opisy potopu nie są prawdziwe, to musimy dojść do wniosku, że Wszechświat jest stary, że warstwy geologiczne Ziemi powstawały w ciągu milionów lat i że wszystkie organizmy żywe musiały wyewoluować. Tyle że wnioski te zawarte są już we wcześniej przyjętych założeniach. Moc ewolucjonizmu wypływa z jego metodologii.

Ewolucjoniści zwykle krytykują fakt, iż Morris (i inni kreacjoniści) czerpią z Biblii najogólniejszą ramę roboczą dla późniejszych analiz naukowych. Założenie, iż świat został stworzony ok. 10 tys. lat temu i że parę tysięcy lat później miał miejsce ogólnoświatowy potop, uważają za niedopuszczalną ingerencję religii w sprawy nauki. Jednak należy zauważyć, że oba założenia - Wszechświat został stworzony i Wszechświat nie został stworzony - mają tę samą moc. Jeśli pierwsze jest niedopuszczalną ingerencją religii w sprawy nauki, to drugie jest niedopuszczalną ingerencją ateizmu w sprawy nauki. Ale jedno z tych założeń musi być prawdziwe, a bez któregoś z nich nie da się uprawiać nauki.

Ktoś niezorientowany mógłby sądzić, że nauka może obyć się bez tych założeń, że może dopiero na drodze badań naukowych ustalić, które z nich jest prawdziwe. Ale to złudzenie. Nie da się uprawiać nauki bez przyjęcia jednego lub drugiego założenia. Zanim zaczniemy poszukiwać przyczyn dla zjawisk z otaczającego nas świata, musimy rozstrzygnąć - arbitralnie - gdzie tych przyczyn będziemy poszukiwali. Naturalistycznie zorientowani uczeni poszukują ich w samym świecie, odrzucając możliwość przyczyn nadnaturalnych. Tę możliwość odrzuca się, zanim jeszcze rozpocznie się jakiekolwiek badania. Nauka nie dowodzi, bo nie może tego zrobić, prawdziwości naturalizmu. Naturalizm można tylko założyć albo go odrzucić.

Skoro jedni uczeni mogą z góry wykluczać stwórcze działanie Boga, to inni, zwłaszcza wierzący w Pismo Święte chrześcijanie, mogą, a nawet powinni przyjmować założenie przeciwne. Jedynym sposobem argumentowania, która z obu omawianych postaw jest lepsza, są osiągane wyniki. Który system wiedzy - naturalistyczny czy nadnaturalistyczny - ma mniej kłopotów z wyjaśnianiem świata? Który jest bardziej spójny? Który jest prostszy? Który jest bardziej owocny?

Niestety, taka porównawcza ocena nie jest tak prosta, jak się może wydawać. Nie jest prosta, gdyż obie rywalizujące strony przywiązują inne znaczenie dla zalet i wad głoszonych przez siebie i przez adwersarzy systemów wiedzy. Dla kreacjonistów kluczową wartością jest zgodność z Biblią, podczas gdy dla naturalistów nie ma ona żadnej wartości. I odwrotnie: brak odwoływania się do czynników nadprzyrodzonych, podstawowa w opinii naturalistów zaleta systemu naturalistycznego, jest wadą w oczach kreacjonistów. Obie strony nie tylko głoszą inne aktualne twierdzenia na temat rzeczywistości. Przyjmują one także inne kryteria wydawania ocen, wartościowania wygłaszanych twierdzeń, co praktycznie uniemożliwia rzeczową dyskusję na temat wartości całych systemów wiedzy. Możliwe są tylko dyskusje cząstkowe, dla których uda się znaleźć wspólną płaszczyznę.

Systematyka kreacjonizmów
Henry M. Morris ustanowił dzisiejszy obraz standardowego kreacjonisty. Zanim zaczął swoją działalność, większość kreacjonistów traktowała opis biblijny niedosłownie i uznawała starożytność Ziemi i Wszechświata. Byli to więc kreacjoniści starej Ziemi. Spór o wiek Ziemi to najpoważniejszy spór w łonie kreacjonizmu. Kreacjoniści młodoziemscy uważają, że zawarte w Biblii chronologie nie pozwalają na tradycyjne datowania wieku Ziemi i Kosmosu. Wprawdzie chronologie te nie są kompletne, ale nie na tyle, by wiek Ziemi liczyć w miliardach lat. Jeśli zsumowanie podawanych okresów życia patriarchów biblijnych daje ok. 6 tys. lat, to istniejące luki w chronologiach pozwalają wydłużyć ten wiek do ok. 10 tys. lat (najodważniejsi kreacjoniści młodoziemscy mówią o ok. 15 tys. lat). Ponieważ ewolucjoniści, zwalczając młody wiek Ziemi, powołują się na rozmaite datowania radiometryczne, kreacjoniści poświęcają wiele wysiłku krytyce tych metod. 5

Zdaniem Morrisa świat powstał z niczego wskutek Boskiego "niech się tak stanie". Odrzuca tym samym pogląd tzw. kreacjonistów progresywnych, według których nowe organizmy żywe powstawały dzięki indukowanym przez Boga rearanżacjom materiału genetycznego. Bóg w ujęciu Morrisa jest Bogiem Stwórcą, a nie inżynierem genetycznym.

Należy też pamiętać o rozróżnianiu kreacjonistów biblijnych od kreacjonistów naukowych. Ci pierwsi uzasadniają szczegółowe twierdzenia, odwołując się do analiz biblijnych - w ten sposób można wykazać, jak nazywali się pierwsi rodzice lub ile osób uratowało się w czasie potopu. Kreacjoniści naukowi zaś prawdziwość swoich twierdzeń uzasadniają odwołując się wyłącznie do badań empirycznych. Kwalifikacji tej nie zmienia fakt, iż to Biblia ustala najogólniejszą ramę roboczą badań kreacjonistycznych.

Dziedzictwo i przyszłość
Henry M. Morris zmarł. Ale prąd intelektualny, do odrodzenia którego w decydujący sposób się przyczynił, trwa i rozwija się. Przypisy:

  1. Sir Julian HUXLEY, "The Evolutionary Vision: The Convocation Address", w: Sol TAX and Charles CALLENDER (eds.), Evolution after Darwin. The University of Cicago Centennial, vol. III. Issues in Evolution. The University of Chicago Centennial Discussions, The University of Chicago Press 1960, s. 249-261.
  2. Por. Ronald L. NUMBERS, "Creationism in 20th Century America", Science 5 Nov. 1982, vol. 218, s. 542.
  3. Mój własny egzemplarz z 1998 roku pochodzi z 42-go wznowienia.
  4. Por. Ronald L. NUMBERS, The Creationists. The Evolution of Scientific Creationism, University of California Press, Berkeley - Los Angeles - London 1992, s. 209.
  5. Najpoważniejsze prace tego rodzaju to John Woodmorappe, The Mythology of Modern Dating Methods, Institute for Creation Research, El Cajon 1999 oraz Larry Vardiman, Andrew A. Snelling, Eugene F. Chaffin (eds.), Radioisotopes and the Age of the Earth. A Young-Earth Creationist Research Initiative, Institute for Creation Research, El Cajon and Creation Research Society, St. Joseph 2000.

Proces w Dover

20 grudnia 2005 roku sąd okręgowy w Pensylwanii wydał wyrok w głośnej sprawie dotyczącej programu nauczania w amerykańskich szkołach publicznych. Na temat samej rozprawy i wydanego wyroku wypowiedziano wiele mylących twierdzeń. Przede wszystkim wmawiano niezorientowanym czytelnikom, że proces dotyczy zastąpienia teorii ewolucji przez kreacjonizm:

     Zamiast powszechnie wykładanej teorii ewolucji Darwina teoria o stworzeniu życia przez Boga? Taką możliwość rozważa zarząd edukacji amerykańskiego stanu Kansas. O tym, która teoria stanie się obowiązującą w stanie Kansas, zadecyduje tygodniowe przesłuchanie [...]. Jednak już dziś nie brakuje głosów, że skład sędziowski zarządu [...] zabroni nauczania teorii Darwina.1 

Ta wypowiedź pochodziła z okresu, kiedy jeszcze w pewnym okręgu w stanie Kansas (nie w całym stanie) dyskutowano nad sprawą, która została później rozstrzygnięta przez radę szkolną, a następnie zaskarżona przez rodziców kilkorga dzieci. Można więc do pewnego stopnia usprawiedliwić niewiedzę autora. Sprawa była względnie nowa, mało znana, dopiero na jaw wychodziły pewne szczegóły. Wprawdzie jak się coś pisze, to należy dokładnie sprawdzić, ale errare humanum est. Gorzej, że dokładnie ten sam błąd (błąd czy świadome wprowadzanie w błąd czytelników?) powtarzano potem w niezliczonych komentarzach we wszystkich językach świata. Nawet w najpoważniejszej chyba gazecie w Polsce:

     Rodzice ośmiorga uczniów nie chcieli, by ich dzieci uczyły się o kreacjonizmie, i skierowali sprawę do sądu w Harrisburgu [...].Włączenie teorii ?inteligentnego projektu" do programu szkół publicznych (wiele prywatnych już to zrobiło) jest rozpatrywane w innych stanach, takich jak Kansas czy Ohio, a wśród jego zwolenników jest prezydent George W. Bush.2 

Z tych słów czytelnik ma prawo wnioskować, że rozprawa sądowa w Pensylwanii dotyczyła uczenia w szkołach kreacjonizmu albo - nie jest to do końca jasne - teorii inteligentnego projektu. Niewykluczone też, że zdaniem autora różnica między kreacjonizmem a teorią inteligentnego projektu nie istnieje albo jest niewielka. Trzeba przyznać, że ostatnie zdanie artykułu w Rzeczypospolitej poprawnie przedstawia, o co naprawdę chodziło radzie szkolnej okręgu Dover w Pennsylvanii. Brzmiało ono tak:

     Richard Thompson, adwokat władz szkolnych, podkreśla jednak, że do programu nauczania włączono jedynie uwagę, że istnieje alternatywna teoria wyjaśniająca pochodzenie życia na Ziemi, i każdy, kto chce, może się z nią zapoznać w książce ?O pandach i ludziach", która wyjaśnia podstawy ?teorii inteligentnego projektu".

Nie chodziło więc o wyrugowanie nauczania ewolucjonizmu. Nie chodziło nawet o nauczanie obok ewolucjonizmu także kreacjonizmu czy teorii inteligentnego projektu (bo kreacjonizm i teoria inteligentnego projektu to nie jest to samo!). Chodziło jedynie o niewielką, parozdaniową wzmiankę w podręcznikach.

O co naprawdę chodziło Radzie Szkolnej w Dover?
Pod koniec 2004 roku Rada Szkolna okręgu Dover, Pensylwania, uznała, że uczniów, którzy uczą się teorii ewolucji, należy poinformować, że teoria ta ma luki i że luki te stara się wypełnić inna teoria: teoria inteligentnego projektu. W rezultacie w podręcznikach winna znaleźć się następująca informacja:

     Standardy szkolne stanu Pennsylwania wymagają od uczniów poznania Darwinowskiej teorii ewolucji, tak by w końcu zdali oni standardowy test, którego częścią jest wiedza o ewolucjonizmie.

     Ponieważ teoria Darwina jest teorią, jest ona stale sprawdzana w miarę odkrywania nowych faktów. Teoria ta nie jest faktem. Istnieją w niej luki niewypełnione żadnymi faktami empirycznymi. Teorię naukową definiuje się jako dobrze sprawdzone wyjaśnienie, unifikujące szeroki zakres obserwacji.

     Odmiennym od Darwinowskiego ujęciem jest teoria inteligentnego projektu. Jeśli uczniowie będą zainteresowani szczegółami teorii inteligentnego projektu, mogą sięgnąć do podręcznika Of Pandas and People.

     Uczniów zachęca się, by z otwartym umysłem podchodzili do każdej teorii. Sprawę pochodzenia życia szkoła pozostawia samym studentom i ich rodzinom. Ponieważ w okręgu szkolnym obowiązują określone standardy, instrukcje dydaktyczne mają na celu przygotowanie uczniów do zdobycia przez nich pozytywnych ocen.3 

I to wszystko. Cały hałas o rzekomym nauczaniu kreacjonizmu, o wyrzucaniu z programu szkolnego ewolucjonizmu to zasłona dymna. Naprawdę chodziło o te kilka zdań. O wyrażone opinie, że teoria ewolucji ma luki, że istnieje alternatywne ujęcie i że jak ktoś chce, to może sięgnąć po konkretną książkę, by dowiedzieć się o tym ujęciu więcej. Ale jak ktoś tego nie chce robić, to nie musi. Nie było mowy o żadnym nauczaniu ani kreacjonizmu, ani teorii inteligentnego projektu. To teoria ewolucji miała być przedmiotem nauczania. Trzeba było też na końcu zdać test z jej znajomości, ze znajomości teorii ewolucji, nie kreacjonizmu czy teorii inteligentnego projektu. A że mówiono o lukach w teorii ewolucji? Czy to coś złego? Każda teoria ma luki, ?każda teoria pływa w morzu anomalii",4 mawiał Imre Lakatos, wybitny filozof nauki, uczeń Karla Poppera. W cytowanej wzmiance była zachęta, by uczniowie traktowali wszystkie teorie, a więc teorię ewolucji, ale też i teorię inteligentnego projektu, z otwartym umysłem, bez uprzedzeń, niedogmatycznie - jednym słowem: krytycznie. Najwyraźniej tego już ewolucjonistom było za wiele. Nie po to dzieci naucza się ewolucjonizmu, by traktowały go one jako jedną z wielu teorii, która ma luki i może nawet być nieprawdziwa.

Manipulacje, ciąg dalszy
Przyjrzyjmy się, jak manipulowano w tej sprawie opinią publiczną w Polsce i za granicą. Tomasz Zalewski tak przedstawiał problem:

     Zarząd oświaty stanu Kansas postanowił, że uczniowie mają się uczyć w szkołach tez podważających teorię ewolucji gatunków Darwina. Decyzja toruje drogę do nauczania religijnych koncepcji kreacjonizmu.5  

Podobnie Zalewski pisał już po wydaniu werdyktu w rozprawie:

     W październiku rada szkolna w miasteczku Dover w Pensylwanii nakazała nauczycielom biologii w miejscowych szkołach informować uczniów, że teoria Darwina ?nie jest udowodniona", w związku z czym należy się też zapoznać z teorią ?rozumnego projektu". Podyktowane nauczycielom oświadczenie odsyłało do podręcznika ?rozumnego projektu" [...].6 

Zwróćmy uwagę na kłamliwe stwierdzenie ?należy się zapoznać". Mała zmiana, prawda? Zamiast ?można" mamy ?należy".
W tych artykułach już nie mówiło się o nauczaniu kreacjonizmu, a tylko o nauczaniu jakichś tajemniczych tez, podważających teorię ewolucji (pewnie chodzi o informację o lukach w teorii albo o otwarty umysł). Tezy te mają jakoś ?torować drogę" do nauczania kreacjonizmu - ale jak torować, już nie wiadomo. Zresztą to ?torowanie" ma być w przyszłości, więc co tu można dokładniej powiedzieć? Pewnie jakoś tak, jak w konserwatywnych stanach południowych i środkowego zachodu, gdzie też dokładnie nie wiadomo, jak się to robi:

     Wtorkowa decyzja w Kansas jest jednak już kolejną z serii podobnych podejmowanych w ostatnich latach w USA, gdzie zwłaszcza na konserwatywnym południu i środkowym zachodzie lokalne władze edukacyjne starają się zastępować teorię ewolucji teorią ?rozumnego projektu".7 

W jakich stanach, kiedy oraz w jaki sposób próby takie podejmowano, autor już nie podaje. Podaje natomiast wyświechtany stereotyp o religijnych ignorantach walczących z nauką, ale bez szczegółów, bo po co? I tak wszyscy ?wiedzą", jak jest. Przy okazji autor daje popis swojej stronniczości:

     Głosi ona [teoria inteligentnego projektu], że wszystkie żywe stworzenia, także człowiek, nie rozwinęły się z jednego organizmu, lecz zostały ?zaprojektowane przez bliżej nieokreśloną istotę rozumną". Teoria ta nie precyzuje, że chodzi o Boga, i jej zwolennicy przedstawiają ją jako alternatywną teorię naukową.

     Przeciwnicy ?rozumnego projektu" - w tym przytłaczająca większość naukowców - uważają, że jest to w istocie pogląd religijny, nowa wersja kreacjonizmu, czyli tezy, że świat i wszystkie istoty żywe zostały stworzone w ciągu siedmiu dni przez Boga.8  

Mamy więc następującą sytuację: teoria inteligentnego projektu wprawdzie nie głosi, że projektantem jest Bóg, ale ?przytłaczająca większość naukowców" - oczywiście ewolucjonistów - uważa, że głosi. Chociaż nie głosi, to jednak głosi. A dlaczego ?przytłaczającej większości naukowców" tak zależy, by teoria inteligentnego projektu głosiła to, czego nie głosi? Odpowiedź jest prosta: bo jeśli głosi, to można ją wtedy uznać za fragment religii i skorzystać z zasady oddzielenia państwa i kościoła. Jeśli jest doktryną religijną, to można jej nauczać w kościołach albo prywatnie, ale nie w publicznych szkołach.

Przedstawianie teorii inteligentnego projektu jako odmiany kreacjonizmu jest standardowym zabiegiem ewolucjonistów na całym świecie. Znany biolog, Jerry Coyne, uważa, że ?Teoria inteligentnego projektu [...] jest najnowszym wcieleniem biblijnego kreacjonizmu popieranego przez Williama Jenningsa Bryana w Dayton."9  Przypominam Czytelnikom, że William Jennings Bryan był oskarżycielem w słynnym ?małpim procesie" (Dayton 1925), w którym Johna Scopesa oskarżono o nauczanie ewolucjonizmu.10  A znany ideolog ewolucjonizmu i propagator ateizmu, Richard Dawkins, uważa, że teoria inteligentnego projektu ?to po prostu kreacjonizm z powodów politycznych zamaskowany pod nową nazwą".11  

Zagraniczni dziennikarze, nawet amerykańscy, manipulują opinią publiczną równie skutecznie jak polscy, nawet w czołowych czasopismach. Oto jak sprawę przedstawiał Time:

     W stanie Kansas konserwatywni członkowie rad szkolnych próbują na nowo sformułować obowiązujące w całym stanie standardy nauczania ewolucjonizmu, by znalazła w nich miejsce teoria inteligentnego projektu, będąca współczesną pasierbicą kreacjonizmu.12 

Wprawdzie nie chodziło o nauczanie kreacjonizmu, ale jego ?pasierbicy", cokolwiek to znaczy. I proszę zwrócić uwagę na ten majstersztyk słowny: ?aby znalazła w nich miejsce teoria inteligentnego projektu". Jak rozumie takie słowa zwykły, niezorientowany czytelnik? Czy tak, ze podaje się tylko nazwę teorii i radę dla zainteresowanych, gdzie można znaleźć więcej informacji, jeśli ktoś tego chce? Z całą pewnością nie. Z całą pewnością normalny czytelnik rozumie, że chodzi o nauczanie ?pasierbicy kreacjonizmu".

Przyjrzyjmy się, jak znany popularyzator nauki i zarazem ewolucjonistyczny propagandysta mąci w umysłach swoich polskich czytelników. Marcin Rotkiewicz pisze tak:

     Szkoły publiczne w USA znów stały się polem bitwy między obrońcami teorii ewolucji a chrześcijańskimi fundamentalistami, którzy domagają się, by dzieci nauczano również kreacjonizmu.

     [...] na lekcjach biologii poświęconych teorii ewolucji uczniowie już na wstępie są informowani, iż ?darwinizm nie jest faktem, ale jedynie pełną luk hipotezą; istnieje natomiast alternatywna koncepcja powstania życia na Ziemi i narodzin człowieka, tzw. teoria inteligentnego projektu, którą obszernie omawia książka ?Of Pandas and People? znajdująca się w szkolnej bibliotece". 13 

Jeśli się pisze ?już na wstępie uczniowie są informowani", to czytelnik ma prawo spodziewać się, że na następnych lekcjach będzie tylko gorzej, że zamiast teorii ewolucji dzieci będą poznawały kreacjonizm. Ma prawo się tego spodziewać, bo pierwsze zdania artykułu mówią wyraźnie o chrześcijańskich fundamentalistach, którzy chcą nauczania kreacjonizmu. A tymczasem na następnych lekcjach, jak widzieliśmy, uczniowie mieli się już uczyć tylko teorii ewolucji i zdać test tylko z jej znajomości. Parozdaniowa informacja była wszystkim, co tak wzburzyło ewolucjonistów. Jak widać, ewolucjoniści nie znoszą, by ktokolwiek, nawet w paru zdaniach, wspominał o lukach w tej teorii i traktowaniu jej z otwartym umysłem. Fizycy, astronomowie, chemicy, geologowie, prawie wszyscy przyrodnicy, nie mają nic przeciwko temu, by wspominać o lukach w ich teoriach. Wszyscy, tylko nie ewolucjoniści. Teoria ewolucji ma być jak żona cezara niezależnie od tego, jak jest naprawdę.

Nie ma się co dziwić, że zasłużona w manipulowaniu polską opinią publiczną Gazeta Wyborcza już po wydaniu werdyktu sędziowskiego nadal ?trzymała linię" zajętą przez ewolucjonistów całego świata:

     Sędzia federalny w USA zakazał uczenia w szkołach teorii uznającej Boga za autora procesu ewolucji. W przynajmniej 20 stanach trwają próby wprowadzenia elementów kreacjonizmu na lekcje biologii w szkołach publicznych.14  

Wprawdzie sędzia rzeczywiście zakazał, ale autor tekstu nie dodał, że teoria inteligentnego projektu nie mówi o Bogu i że nikt nie dążył do tego, co sędzia zakazał Utrwalił w ten sposób w umysłach czytelników Gazety Wyborczej fałszywy stereotyp ?wojny o Darwina".

Orzeczenie sądu w Dover
Cytowana wcześniej parozdaniowa informacja na temat luk w teorii ewolucji, istnieniu teorii inteligentnego projektu, o której można poczytać w książce Of Pandas and People oraz o potrzebie podchodzenia do każdej teorii z otwartym umysłem, została uznana przez sędziego za niezgodną z konstytucją amerykańską (dokładniej: z tzw. pierwszą poprawką do konstytucji), ponieważ rodzice i uczniowie mogliby ją rozumieć jako popieranie religii przez państwo. Orzeczenie sędziego Jonesa liczy sobie 139 stron,15  wypełnione jest informacjami na temat prawnych precedensów i zawiłymi rozumowaniami, ale niesie bardzo wyraźne przesłanie. System prawny Stanów Zjednoczonych nie będzie tolerował ataków na nauczanie ewolucjonizmu, temat religii nie ma miejsca w amerykańskich szkołach, a wierzący w Stwórcę są naiwnymi fanatykami.

W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nastąpiło charakterystyczne odwrócenie ról. Na początku lat 1920-tych wierzący potępiali dogmatycznie teorię ewolucji i odmawiali jej prawa wstępu do szkół. Dzisiaj ewolucjoniści używają tamtego języka wobec kreacjonistów i zwolenników inteligentnego projektu. Wygląda to tak, jakby ślepa wiara w ewolucję sama stała się religią. Z orzeczenia sędziego Johna E. Jonesa III wynika, że wiara w ewolucję jest fundamentem społeczeństwa amerykańskiego. Nie wszyscy jednak ewolucjoniści są do końca zadowoleni z orzeczenia. Wprawdzie sędzia zakazał nawet wzmianki o teorii inteligentnego projektu, ale nie zakazał dyskutowania o niej na lekcjach nauk społecznych. Już pojawiły się głosy, że Bóg i religia powinny być całkowicie zakazane w szkołach.16  Przypomina to pomysł Orwella, że jeśli wyeliminuje się z języka słowa, opisujące pewne idee, to idee te wkrótce przestaną istnieć.

Przypisy:

  1. ?Zbyt konserwatywni na Darwina", http://www.racjonalista.pl/index.php/s,11/t,4195
  2. Piotr Gillert, ?Bóg, Darwin i szkoły", Rzeczpospolita, 28.09.2005, Nr 227, http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_050928/swiat/swiat_a_2.html?k=on;t=2005092820050928
  3. ?Tammy Kitzmiller, et al. v. Dover Area School District, et al.", Case No. 04cv2688, s. 1-2, www.pamd.uscourts.gov/kitzmiller/kitzmiller_342.pdf; ?The Orignal Statement by the Dover School Board", The New York Times December 20, 2005, http://www.nytimes.com/2005/12/20/national/text-dover.html
  4. Anomalie to fakty niezgodne z teorią. Uczeni, którzy akceptują daną teorię, starają się anomalie wyjaśnić. Często im się to po jakimś czasie udaje. Ale nie zawsze. Jeśli jakieś ważne anomalie uporczywie nie dają się usunąć, uczeni mogą zniechęcić się do panującej teorii i uznać, że należy poszukiwać nowej, lepszej.
  5.  Tomasz Zalewski, "Szkoły w Kansas walczą z teorią Darwina", środa, 9 listopada 2005, http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8086252&rfbawp=1131578650.759&ticaid=1841
  6. Tomasz Zalewski, "Sąd przychylił się ku Darwinowi", wtorek, 20 grudnia 2005, http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,wid,8128735,wiadomosc.html
  7. Zalewski, "Szkoły w Kansas...".
  8. Tamże.
  9. Jerry Coyne, ?The Case Against Intelligent Design. The Faith That Dare Not Speak Its Name", The New Republic 22 August, 2005, http://www.tnr.com/doc.mhtml?i=20050822&s=coyne082205&c=1
  10.  O procesie tym pisałem dużo we wrześniowym numerze Idź pod prąd (nr 9, s. 8-9, http://creationism.org.pl/Members/miepaj/moje/meandry/Meandry006/document_view) i trochę w paź­dzier­ni­ko­wym numerze Idź pod prąd (nr 10, s. 8), http://www.podprad.knp.lublin.pl/archiwum-2.php?idg=84&tyt=NAUKA%20%20%20A%20%20%20BIBLIA:%20Meandry%20sporów%20o%20pochodzenie%20%20cz.%207
  11. Richard Dawkins, ?Creationism: God?s Gift to the ignorant", The Times May 21, 2005; http://www.timesonline.co.uk/article/0,,592-1619264,00.html
  12. Charles Krauthammer, ?Let's Have No More Monkey Trials. To teach faith as science is to undermine both", Time Aug. 01, 2005, http://www.time.com/time/columnist/krauthammer/article/0,9565, 1088869,00.html
  13. Marcin Rotkiewicz, ?Ten diabeł Darwin! Wiara czy ewolucja?", Polityka 2005, nr 46, http://wiadomosci.onet.pl/1259421,242,kioskart.html
  14. Marcin Gadziński, ?USA: zakaz nauczania teorii inteligentnego projektu", Gazeta Wyborcza 22.12.2005 r., http://serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34254,3079652.html
  15. http://www.pamd.uscourts.gov/kitzmiller/kitzmiller_342.pdf
  16. Por. Frank Dunkle, ?Intelligent Design v. Evolution: The Latest Battle in the Culture Wars", World News & Prophecy January 2006, vol. 9, no. 1, s. 3.

80. rocznica procesu Scopesa (“małpiego procesu”), cz. 2

W poprzednim odcinku z tego cyklu wspominałem o lipcowej rocznicy słynnego “małpiego procesu". Młody nauczyciel w Dayton, w stanie Tennessee, USA, John T. Scopes, został oskarżony o złamanie lokalnego stanowego prawa, zakazującego nauczania o ewolucji człowieka, o pochodzeniu człowieka od niższych zwierząt. Wyjaśniłem, że proces ten był wynikiem spisku środowisk antyreligijnych, że Scopes nie nauczał ewolucjonizmu, nie miał nawet okazji do tego, bo nie był nauczycielem biologii. A przyznał się do pogwałcenia prawa, rzekomo w trakcie zastępstwa za chorego nauczyciela biologii, bo zachęcono go do tego, gwarantując pełne bezpieczeństwo (za pogwałcenie prawa groziła jedynie kara grzywny), a w dodatku oferując stypendium pozwalające skończyć studia uniwersyteckie. Dla prowincjonalnego nauczyciela była to wystarczająca zachęta.

ACLU (American Civil Liberties Union, Amerykański Związek Wolności Obywatelskich), który zainicjował ten proces, nagłośnił całą sprawę w środkach masowego przekazu. Na proces przyjechało stu kilkudziesięciu dziennikarzy, delegowanych ze wszystkich ważniejszych czasopism Stanów Zjednoczonych. Był to także pierwszy proces sądowy relacjonowany przez radio. Przez osiem dni procesu pasjonowały się nim miliony mieszkańców kraju, a także czytelnicy za granicą. Dziennikarze sprzyjali obronie, przedstawiali Scopesa jako ofiarę ciemnoty i zabobonów. Była to wielka lekcja ewolucjonizmu dla milionów Amerykanów. A wynik procesu stanowił w rzeczywistości wielką klęskę fundamentalizmu.

ACLU przedstawiał sam proces jako obronę indywidualnych praw nauczycieli przed absolutyzmem większości. Warto pamiętać o tym, bo dzisiaj w bardzo podobnych procesach ACLU odgrywa niezwykle aktywną rolę, występując przeciw prawom kreacjonistów, którzy próbują wprowadzić zrównoważony program nauczania nauk przyrodniczych, niezależnie od tego, czy stanowią oni większość czy mniejszość. Tu poglądy samych nauczycieli nie mają znaczenia. W procesie Scopesa prawnicy ACLU nie zgadzali się z opinią, że skoro szkoły publiczne utrzymywane są z pieniędzy podatnika, to podatnicy mają bezpośrednie prawo do kontrolowania tego, czego w tych szkołach się naucza. To stanowisko Związek utrzymuje do dzisiaj. Popiera więc traktowanie szkół publicznych jako środka częściowego odbierania dzieci rodzicom i pozbawiania tych ostatnich wpływu na wychowanie dzieci. Proces Scopesa miał więc wyraźne treści polityczne i społeczne, nie był - jak wmawiano wszystkim - sporem między postępową nauką a religijnym dogmatem. Proces Scopesa był tylko jednym z wielu epizodów trwającego stale procesu zmniejszania wolności obywatelskich i zwiększania wpływów władzy.

Pozornie kreacjoniści wygrali ten proces - Scopes został skazany. Ale w rzeczywistości wygrali antykreacjoniści. W rezultacie zmasowanej akcji medialnej kreacjonizm został na tyle skutecznie ośmieszony, że wiele innych stanów, które zamierzały pójść w ślady Tennessee, wycofało się z tych planów. Z 15 stanów bliskich wprowadzenia podobnej ustawy co w Tennessee tylko dwa, Arkansas i Mississippi, ustawodawstwo takie wprowadziły.

Główny oskarżyciel, William Jennings Bryan, liczył na to, że będzie mógł wygłosić mowę końcową, przy pomocy której uda mu się zmienić ukształtowaną przez setki stronniczych korespondencji opinię zwykłych Amerykanów. Ale obrońca, Clarence Darrow, zastosował bardzo sprytny manewr. Inaczej niż zwykli obrońcy, którzy bronią oskarżonego do upadłego, Darrow przyznał, że jego klient jest winny i zwrócił się do sądu o uznanie jego klienta winnym. W ten sposób końcowe przemówienie Bryana stało się niepotrzebne. Ława przysięgłych wydała po 8 minutach narad werdykt: winny, a sędzia nałożył najniższą przewidzianą prawem grzywnę.

Bryan zdecydował, że poinformuje opinię publiczną o treści swego niedoszłego przemówienia, wysyłając jego tekst do czasopism. Zmarł jednak 5 dni po zakończeniu procesu. W pięćdziesiątą rocznicę rozprawy, w 1975 roku, przemówienie to zostało wydrukowane. 1 Jego treść jest aktualna do dzisiaj. Nie tylko wspomina o błędnym użyciu danych naukowych przez ewolucjonistów, ale i o tym, co stanowi istotę “małpiego procesu": o prawie obywateli do kontrolowania własnych szkół, o prawie rodziców do wychowywania swoich dzieci, o uzurpowaniu sobie przez władze prawa do decydowania, o czym dzieci w szkole mają być uczone, nie licząc się ze zdaniem rodziców, a zwłaszcza o katastrofalnych skutkach propagowania ewolucjonizmu w sferze światopoglądowej i obyczajowej.

Przyjaciele Bryana na jego pamiątkę ufundowali w Dayton chrześcijański college. Powstał pięć lat po jego śmierci. Jest on dzisiaj jednym z najważniejszych ośrodków myśli kreacjonistycznej. Profesor Kurt Wise, który napisał na Uniwersytecie Harvarda pracę doktorską z paleontologii bezkręgowców pod kierunkiem wielkiego przeciwnika kreacjonizmu, Stephena Jaya Goulda, jest najbardziej znanym uczonym z zespołu badawczego, analizującego podstawowe dla kreacjonistycznej biologii pojęcie baraminu.

Co to jest baramin?
Ewolucjoniści często oskarżają kreacjonistów o akceptowanie poglądu o stałości gatunków. Według tego oskarżenia kreacjoniści mieliby wierzyć, że istniejące dziś gatunkipowstały “z ręki Boga" i istnieją w niezmienionej postaci od dnia stworzenia. Trzeba wyraźnie i dobitnie powiedzieć, że ten zarzut ewolucjonistów jest całkowicie chybiony. Żaden liczący się kreacjonista i żadna poważna organizacja kreacjonistyczna nie głosi idei stałości gatunków. Gatunki się zmieniają i czasami nawet przekształcają się w nowe gatunki. Dobór naturalny działa, ale zawsze w pewnych granicach. Te granice nie są granicami gatunku, są szersze. Myśl ta jest wyrażona w wypowiedzi Henry’ego M. Morrisa, czołowego współczesnego kreacjonisty:

Jednoznaczną nauką Pisma Świętego jest to, że Bóg jest Stwórcą wszystkich rzeczy, w tym wszystkich roślin i zwierząt. Równie jasną nauką Pisma Świętego jest to, że zostały one stworzone w oddzielnych grupach zwanych “rodzajami" (hebrajskie min) i że istnieją stałe i wyraźne przerwy między tymi rodzajami (ale z dużymi możliwościami zmiany wewnątrz rodzajów). 2

Biblijny opis stworzenia sugeruje, że obiektywną jednostką taksonomiczną jest stworzony rodzaj, a nie gatunek.
Żeby wyjaśnić tę sprawę, cofnijmy się aż do Arystotelesa. Ten starożytny filozof (żył w IV wieku p.n.e.) przyjął za swoim nauczycielem, Platonem, że aby wiedza była możliwa, jej przedmiot musi być niezmienny, gdyż gdyby wszystko było zmienne, to dzisiejsza wiedza byłaby jutro już nieaktualna. Sam Platon przyjął, że świat poznawalny zmysłami jest zmienny, więc musi istnieć jakiś inny, niż ten obserwowany, świat przedmiotów niezmiennych (inne cechy tych przedmiotów, zwanych potocznie ideami, to wieczność, doskonałość i ogólność). Arystoteles był jednak realistą. Odrzucił pogląd o istnieniu dwu światów. Jego zdaniem zarówno zmienność, jak i niezmienność, ogólność, jak i jednostkowość istnieją w tym świecie jako cechy składników bytu. To ujęcie świata zostało wcielone do teologii chrześcijańskiej za sprawą Tomasza z Akwinu i innych średniowiecznych teologów. Kiedy Linneusz przejął to teologiczne myślenie w swoich badaniach żywych organizmów, rezultatem było przekonanie, iż gatunki biologiczne muszą być niezmienne. Przekonanie to nie było skutkiem uważnej lektury Pisma Świętego, ale bardziej przyjęcia niebiblijnej tradycji widzenia świata. Trwałość i niezmienność gatunków jest pojęciem arystotelesowskim.

Pod koniec życia Linneusz zaczął mieć wątpliwości, czy rzeczywiście gatunki są niezmienne. Zwłaszcza zjawisko międzygatunkowej hybrydyzacji spowodowało, iż zaczął podejrzewać, że to raczej rodzaje, a nie gatunki, są niezmienne w arystotelesowskim sensie. W miarę jak poglądy transformistyczne, przekształcania się jednych form życia w inne, stawały się coraz bardziej popularne (warto pamiętać, że poglądy takie głoszono długo przed Darwinem), prace systematyków świata ożywionego zaczęły być stawiane pod znakiem zapytania. Jak bowiem można sensownie wyróżniać oddzielne grupy organizmów, skoro przechodzą one płynnie jedna w drugą? Georges Cuvier szedł śladem Linneusza - wierzył, że gatunki są niezmienne i sprzeciwiał się transformizmowi, argumentując, że gdyby się one zmieniały, to biologia byłaby niemożliwa. Ewolucjoniści w rodzaju J.B. Lamarcka i E. Geoffroya Saint-Hillaire’a próbowali wykazać, że z gatunku może się wyłonić nowy gatunek, ale nie przedstawili jakiegoś przekonującego mechanizmu, jak by to mogło się dziać. Lamarck sugerował, iż to sam organizm dysponuje wewnętrzną siłą, dążącą do zaspokajania potrzeb organizmu, Geoffroy Saint-Hillaire starał się pokazać istnienie praw morfologicznych, rządzących wyłanianiem się nowego gatunku. Ale dopiero Darwin i Wallace zaproponowali mechanizm przekształcania się gatunków, który zaakceptowali niemal wszyscy uczeni. Bardzo szybko po opublikowania O powstawaniu gatunków Darwinaświat biologów porzucił wiarę w niezmienność oddzielnie stworzonych gatunków i przyjął powszechne pokrewieństwo wszystkich gatunków.

Moc propozycji Darwina uznali nawet biologowie-chrześcijanie. Opór wobec ewolucjonizmu kontynuowała tylko garstka teologów i świeckich chrześcijan. W 1941 roku jeden z nich, Frank Lewis Marsh, opublikował niewielką książkę, 3 w której dokonał czegoś niezwykłego. Przyznał, że specjacja i przekształcanie się gatunków są realnymi zjawiskami, ale odrzucił ideę uniwersalnego drzewa ewolucyjnego. Zamiast niego Marsh twierdził, że Bóg stworzył na początku wiele “rodzajów" (w biblijnym sensie tego słowa, nie w sensie współczesnej biosystematyki) i z tych początkowych “rodzajów" powstały wszystkie współczesne gatunki. Według Marsha przekształcanie się jednego gatunku w drugi jest możliwe, ale tylko w granicach określonych przez Boga. Marsh ukuł termin “baramin", jako odnoszący się do tych “stworzonych rodzajów", o których mowa w Biblii. Słowo to pochodzi z hebrajskiego “bara", co znaczy “stworzyć", oraz “min", który znaczy “rodzaj". Baramin (stworzony rodzaj) można więc zdefiniować jako zbiór gatunków, pochodzących z pierwotnie stworzonej wyjściowej populacji.

Ewolucjoniści używają terminu “ewolucja" na oznaczenie zmian dwojakiego rodzaju: tych nieproblematycznych, stwierdzonych empirycznie, które miały miejsce wewnątrz baraminu, oraz tych, co do których istnieje kontrowersja, które rzekomo zachodziły od jednego baraminu do drugiego. Są to z grubsza, bo niedokładnie!, te same zmiany, które ewolucjoniści nazywają odpowiednio mikro- i makroewolucją. Kreacjoniści więc nie kwestionują, co się im zarzuca, całkowicie występowania zjawiska ewolucji. Odrzucają jedynie możliwość samorzutnego powstawania nowych planów budowy ciała (krótko mówiąc: odrzucają makroewolucję).

Przez większość życia Marsh popularyzował swoje pojęcie baraminu wśród kreacjonistów.4 Jego pomysł w latach 70-tych i 80-tych zeszłego wieku został podjęty przez H.R. Sieglera i A.J. Jonesa. 5 Ale to, co dzisiaj nazywa się baraminologią, w dojrzałej postaci pojawiło się dopiero w 1990 roku za sprawą Waltera ReMine’a i Kurta Wise’a. 6 ReMine rozwijał tzw. nieciągłą systematykę, której celem było wypracowanie narzędzi pozwalających zidentyfikować nieciągłości między grupami gatunków. ReMine zaproponował cztery nowe terminy:

  • polibaramin jest dowolną grupą gatunków
  • monobaramin jest grupą gatunków, posiadających wspólnego przodka
  • apobaramin jest grupą gatunków niepowiązanych z żadnym innym gatunkiem spoza tej grupy
  • holobaramin jest grupą gatunków posiadających wspólnego przodka i niepowiązanych z żadnym innym gatunkiem spoza tej grupy. Holobaramin w przybliżeniu odpowiada baraminowi Marsha.

Terminologię ReMine’a przejął Wise i stworzył baraminologię jako młodoziemską metodę systematyzowania organizmów żywych. Metodą baraminologii jest stopniowe przybliżenie. Marsh opierał się tylko na jednej metodzie określania, które gatunki są elementami tego samego baraminu. Była nią międzygatunkowa hybrydyzacja, możliwość krzyżowania się. Jeśli dwa różne gatunki pomyślnie się krzyżują, to są elementami tego samego baraminu. Taka metoda jednak napotyka na szereg trudności. Wiele gatunków rozmnaża się wyłącznie aseksualnie. Poza tym wiele gatunków znamy tylko w postaci skamieniałości. Z oczywistych powodów nie można ich sklasyfikować przy pomocy metody opartej na próbach krzyżowania. Ale nawet w przypadku gatunków rozmnażających się płciowo, niepowodzenie przy krzyżowaniu się dwu gatunków, A i B, nie dowodzi, że gatunki te nie należą do tego samego baraminu. Istnieć może bowiem (albo gorzej - ­kiedyś istniał, ale już wymarł) trzeci gatunek, C, który skutecznie krzyżuje się zarówno z A, jak i z B. Wówczas A i B należą do tego samego baraminu, choć nie mogą się krzyżować.

Baraminologia Wise’a dopuszcza jeszcze inne kryteria. Ogólnie można je podzielić na dwie grupy. Do pierwszej należą te kryteria, które pozwalają rozszerzać grupę wzajemnie powiązanych gatunków. Drugą grupę stanowią te, które pozwalają oddzielać gatunki niepowiązane. Gdy powiększanie monobaraminu i zmniejszanie apobaraminu osiągnie ten sam zakres, osiągamy holobaramin.

Grupa Badawcza Baraminologii powstała w 1996 roku. Początkowo jej członkowie porozumiewali się przy pomocy e-maili. Dyskutowano nad historią kreacjonistycznej systematyki, metodami baraminologii, biblijnym znaczeniem terminu “min" i teoretyczną definicją baraminu. Pierwsze spotkanie robocze Grupy miało miejsce w Bryan College w 1997 roku. Uczestniczyło w niej sześciu uczonych: Kurt Wise, Todd Wood, Ashley Robinson, David Cavanaugh, Neal Doran i Dave Fouts. Dwa lata później Grupa zorganizowała pierwszą konferencję w Liberty University. Wzięło w niej udział 25 uczestników. A w 2001 roku na konferencji w Cedarville University uczestniczyło już 79 osób. Od tego czasu zorganizowano kolejne konferencje i spotkania. Ich program i głoszone tezy można znaleźć w wydawanych przez Grupę Occasional Papers of the Baraminology Study Group.7 Swoje osiągnięcia opublikowała również w postaci książkowej. 8 W 2005 roku Grupa Badawcza Baraminologii przyjęła nową nazwę, aby odzwierciedlić fakt, że obecnie jej cele są szersze niż tylko systematyka i taksonomia. Obecna nazwa to Grupa Badawcza Biologii Kreacjonistycznej.

W światowym ruchu kreacjonistycznym dominują Amerykanie. Ale warto napomknąć, że w sprawie badań baraminologicznych ważny wkład mają też kreacjoniści europejscy. Niemiecka grupa kreacjonistyczna Wort und Wissen opublikowała zbiór artykułów koncentrujących się na wprowadzonym przez Siegfrieda Scherera pojęciu podstawowego typu. 9

Badania nad teoretyczną definicją baraminu i empirycznymi metodami określania jego zakresu są kluczowe dla rozwoju kreacjonistycznej biologii. Jeśli bowiem kreacjoniści mają zwyciężyć w sporze z ewolucjonistami, nie wystarczy krytykować pojedyncze tezy ewolucjonizmu, trzeba ponadto zaproponować własne ujęcie teoretyczne zagadnień, które na swój sposób rozwiązuje biologia ewolucyjna. Badania baraminologiczne mają również znaczenie, jeśli chodzi o przywracanie naukowej wiarygodności Biblii. Krytycy Biblii często twierdzą, że biblijny opis Potopu jest nieakceptowalny, gdyż Noe nie mógł zmieścić na arce wszystkich istniejących gatunków. Okazuje się, że nie musiał. Musiał jedynie zmieścić przedstawicieli poszczególnych baraminów. A tych było względnie niewiele.

Przypisy:

  1. The Last Message of William Jennings Bryan, William Jennings Bryan College, Dayton, TN, 1975, 32 strony, http://www.ucl.ac.uk/sts/cain/texts/bryan/bryan_1925_last-message.pdf
  2. Henry M. Morris, The Biblical Basis for Modern Science, Baker Books, Grand Rapids, MI 1984, s. 372.
  3. Frank Lewis Marsh, Fundamental Biology, Lincoln, NE 1941.
  4. Por. Frank Lewis Marsh, Evolution, Creation, and Science, Review and Herald Publishing Association, Washington, D.C. 1947; tenże, Studies in Creationism, Review and Herald Publishing, Washington, D.C. 1950; tenże, Life, Man, and Time, Pacific Press Publishing Association, Mountain View, California 1957; tenże, “The Genesis Kind in the Modern World", Creation Research Society 1964 Annual, s. 30-38; tenże, “The Genesis Kinds and Hybridization: Has Man Ever Crossed with any Animal?", Creation Research Society 1973, vol. 10, no. 1, s. 31-37; tenże, Variation and Fixity in Nature, Pacific Press Publishing Association, Omaha, Nebraska 1976.
  5. Por. Arthur J. Jones, “A General Analysis of the Biblical “kind" (Min)", Creation Research Society Quarterly 1972, vol. 9, no. 1, s. 53-57; Arthur J. Jones, “Boundaries of the Min: An Analysis of the Moaic Lists of Clean and Unclean Animals" Creation Research Society Quarterly 1972, vol. 9, no. 2, s. 114-123; Hilbert R. Siegler, “The Magnificence of Kinds as Demonstrated by Canids", Creation Research Society Quarterly 1974, vol. 11, no. 2, s. 94-97.
  6. Por. Walter ReMine, “Discontinuity Systematics: A New Methodology of Biosystematics Relevant to the Creation Model", w: Robert E. Walsh and Christopher L. Brooks (eds.), Proceedings of the Second International Conference on Creationism, volume II: Technical Symposium Sessions and Additional Topics, Creation Science Fellowship, Inc., Pittsburgh, PA 1990, s. 207-213; Kurt P. Wise, “Baraminology: A Young-Earth Creation Biosystematic Method", w: j.w., s. 345-358.
  7. Por. http://www.bryancore.org/bsg/opbsg/index.html
  8. Todd Charles Wood and Megan J. Murray, Understanding the Pattern of Life. Origins and Organization of the Species, Broadman & Holman Publishers, Nashville, Tennessee 2003.
  9. Por. Siegfried Scherer, “Basic Types of Life", w: Siegfried Scherer (ed.), Typen des Lebens, Pascal-Verlag, Berlin 1993, s. 11-30.

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut