Strona główna Tagi Dyskusja

Tag: dyskusja

Historyjka „Thanks, atheism!”, czyli przypadki się przecież zdarzają…

Mieczysław Pajewski Założyciel Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (PTKr) Redaktor naczelny Problemów Genezy Profesor filozofii przyłapał swoich dwóch studentów, że przepisali całe paragrafy prac pisemnych z artykułów w Wikipedii. Studenci...

ZAKAZANA DEBATA NAUKOWA: ewolucja vs kreacjonizm/FORBIDDEN DEBATE: evolution vs creation

Debata naukowców: prof. Michała Gintera z Uniwersytetu Warszawskiego z prof. Stephenem Taylorem z University of Liverpool. EWOLUCJA vs STWORZENIE - "Skąd się wzięliśmy - przez przypadek czy w wyniku projektu?".


{youtube}jVBzINMd-Ck{/youtube}

 

Debata naukowców: prof. Michała Gintera z Uniwersytetu Warszawskiego z prof. Stephenem Taylorem z University of Liverpool.

EWOLUCJA vs STWORZENIE - "Skąd się wzięliśmy - przez przypadek czy w wyniku projektu?".

 

PRELEGENCI:
prof. Michał Ginter, Wydział Geologii, Uniwersytet Warszawski
prof. Stephen Taylor, Wydział Inżynierii Technicznej i Elektroniki, University ofLiverpool

ORGANIZATORZY:
Studenckie Koło Naukowe Adesse
Fundacja Twój Ruch

Uniwersytet Przyrodniczy w Lublinie, 2015 r.

Wesprzyj telewizję Idź Pod Prąd: http://idzpodprad.pl/wsparcie
Polub nas na Facebooku: http://facebook.com/idzpodprad
-----------------
A debate of scientists: Professor Michał Ginter from Warsaw University and Professor Stephen Taylor from University of Liverpool. EVOLUTION vs CREATIONISM - “Where did we come into being, as a coincidence or a project?”.

SPEAKERS:
Professor Michał Ginter, Geology Department, Warsaw University
Professor Stephen Taylor, Electrical Engineering and Electronics Department, University of Liverpool

ORGANIZERS:
Science Students Association “Adesse”
Your Move Foundation

University of Life Sciences in Lublin, 2015

Support Go Against the Tide TV: http://idzpodprad.pl/wsparcie
Like us on Facebook: http://facebook.com/idzpodprad

 

Jak odpowiadać głupiemu??

W BIBLII JEST WIELE ŁATWO ZROZUMIAŁYCH PRAWD. NA PRZYKŁAD W EWANGELII ŚW. MATEUSZA ZNAJDUJEMY SŁOWA JEZUSA: „KAŻDE KRÓLESTWO, WEWNĘTRZNIE SKŁÓCONE, PUSTOSZEJE” (MAT. 12:25). WEWNĘTRZNA NIEZGODA MA NISZCZĄCY CHARAKTER. BARDZO WYRAŹNIE WIDAĆ TO W PRZEDSTAWIANYCH W TRAKCIE DYSKUSJI ARGUMENTACH. JEŚLI JAKIŚ ARGUMENT JEST WEWNĘTRZNIE SPRZECZNY, TO DLA NIKOGO NIE ULEGA WĄTPLIWOŚCI, ŻE JEST BŁĘDNY.
 
W czasie dyskusji z ewolucjonistami często przychodzi nam się ścierać z głupcami. Biblia mówi, jak z nimi dyskutować, ale... jej recepty na pierwszy rzut oka są wewnętrznie sprzeczne. Przyjrzyjmy się im:


Nie odpowiadaj głupiemu według jego głupoty,
byś nie stał się jemu podobnym:
Głupiemu odpowiadaj według jego głupoty,
by nie pomyślał, że mądry (Prz. 26:4-5)


Inaczej niż to jest z Księgą Rodzaju, Księga Przysłów zawiera hebrajską poezję, która przekazuje treści przy pomocy paralelizmów. [1] Może to polegać na porównywaniu spraw podobnych, spraw przeciwnych, części z całością itd. Oba cytowane wyżej wiersze należy porównać ze sobą, aby zrozumieć złożoną prawdę, jaką Bóg nam przy ich pomocy przekazuje. Ta złożona prawda ma bardzo praktyczny charakter, gdyż często mamy do czynienia z zadufanymi w sobie głupcami.


Wypowiadając się na temat Prz. 26:4-5, dr Jason Lisle ostrzega, że nie wolno nam przyjmować głupich założeń, gdy toczymy spór z głupim. Pisze on tak:
„W wierszu 4 dowiadujemy się, że nie wolno akceptować głupoty niewierzącego, bo staniemy się do niego podobnymi. Ale wiersz 5 poucza nas, że mamy pokazać, gdzie zaprowadziłaby jego głupota, gdyby była prawdziwa. [...] Jasne jest, że nie przyjmujemy jego standardów (w. 4), ale gdybyśmy hipotetycznie to robili, to doszlibyśmy do absurdalnego wniosku; głupi więc nie może myśleć, że jest mądry (w. 5)”. [2]


Ktoś mógłby sądzić, że w obu wierszach używa się tego samego czasownika „odpowiadaj”, w rezultacie czego oba wiersze sobie zaprzeczają. Tak jednak nie jest. Złudzenie jest skutkiem tego, że czytamy polskie tłumaczenie, a nie hebrajski oryginał. Chociaż wspomniany czasownik użyty w obu wierszach pochodzi od hebrajskiego czasownika „anah”, to wiersze te używają dwu odmiennych form tego czasownika, co skutkuje odmiennymi znaczeniami. W rezultacie oba wiersze nie zaprzeczają sobie, ale się uzupełniają.


Czasownik użyty w wierszu 4 (ta’an) jest niedokonany, opisuje sytuację, kiedy głupiemu się nie odpowiedziało. Ale czasownik użyty w wierszu 5 (eneh) jest w trybie rozkazującym, nakazując czytelnikowi podjęcie działania. Wiersz 4 ma charakter opisowy - mówi nam, jak głupi się zachowuje, jeśli jego głupocie nie stawiamy oporu. Ale wiersz 5 jest nakazem - nakazuje nam sprzeciwienie się głupiemu, bo w przeciwnym wypadku będzie myślał, że jest mądry. Dlatego w cytowanym fragmencie Księgi Przysłów chodzi o to, że jeśli nie odpowiadamy głupiemu, to sami będziemy wyglądali na głupich. Ale gdy obalamy twierdzenia głupiego (a powinniśmy to robić), to zobaczy on, że nie jest tak mądry, jak myśli.


Realizacja tego, o czym mówi Księga Przysłów 26:5, jest właśnie tym, co jako kreacjoniści robimy.

 

(James J.S. Johnson, J.D., Th.D., “How Do We Answer Fools?”, Acts & Facts, October 2014, vol. 43, no. 10, s. 20.)

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

Przypisy:
[1] Patrz James J.S. Johnson, „Genesis is History, Not Poetry: Exposing Hidden Assumptions about What Hebrew Poetry Is and Is Not”, Acts & Facts 2011, vol. 40, no. 6, s. 8-9.
[2] Jason Lisle, The Ultimate Proof of Creation, Master Books, Green Forest, AR 2009, s. 71, 74.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


DLACZEGO NALEŻY NIEUSTANNIE DEMASKOWAĆ ZAGROŻENIA ZE STRONY EWOLUCJONIZMU?

Czy możecie sobie wyobrazić życie w świecie, w którym chrześcijaństwo nie posiada żadnego wpływu? Świat, w którym współczucie uważa się za słabość? Gdzie aborcji dokonuje się tylko dlatego, że dziecko uznaje się za niedopasowane lub niepożądane, albo nawet dlatego, że jest niewłaściwej płci?

Brzmi to jak zarys horroru science fiction. Ale tak nie jest, to dzisiejsza rzeczywistość. Narodowi socjaliści Adolfa Hitlera zabili w Auschwitz i w innych obozach, także i na ulicach miast podbitych krajów, miliony ludzi (nie tylko Żydów, jak się myśli na Zachodzie). Cywilizowani mieszkańcy Niemiec do tego stopnia przejęli się fałszywą ideologią narodowego socjalizmu, że bez cienia litości byli w stanie mordować innych ludzi, nawet dzieci. Łatwo znajdziemy w Internecie filmowe relacje, jak to trupy ludzkie są spychane buldożerami do masowego grobu. Powszechnie uważa się to za świadectwo najohydniejszych zbrodni w całej ludzkiej historii. A jednak niedawno wyprodukowany film nowozelandzkiego ewangelisty, Raya Comforta, szokuje z jeszcze innego powodu. Pokazuje on, jak wielu studentów uniwersytetu nie ma zielonego pojęcia, kim był Adolf Hitler. [1]

Reżim Hitlera mordował nie tylko przedstawicieli innych narodowości. Dokonał też eutanazji ponad 70 tysięcy upośledzonych Niemców, aby usunąć ich geny z populacji i zapewnić tym samym czystość rasy. Mieszkańców Niemiec ogłupiono przy pomocy filmów propagandowych wykorzystujących "naukę". Jeden z nich zatytułowany "Ofiara przeszłości" z 1937 roku pokazywał kalekiego i zeszpeconego człowieka, a obrazowi towarzyszył komentarz o wyraźnie darwinowskim zabarwieniu: "Wszystko, co w przyrodzie jest słabe, ulega nieuchronnemu zniszczeniu. Ludzkość w ostatnich kilku dziesiątkach lat bardzo grzeszyła przeciwko prawu doboru naturalnego. Nie tylko podtrzymywano nic niewarte życie, ale pozwalano nawet, by się mnożyło." [2] Zwykli Niemcy poddani takiej obróbce propagandowej masowe morderstwa traktowali obojętnie albo nawet ich nie zauważali, chociaż miały miejsce tuż przed ich nosami.

Wszystkie te okropności były doskonale zgodne z wysiłkami światowego ruchu, jakim był społeczny darwinizm. Główną jego częścią był ruch eugeniki - poglądu, że należy zabezpieczać "dobre geny", nie pozwalając "gorszym" ludziom się rozmnażać. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało siłą wysterylizowanych, nie tylko w totalitarnym państwie Hitlera, ale nawet w Stanach Zjednoczonych i Skandynawii. [3]

Osiemnastowieczny brytyjski mąż stanu i filozof, Edmund Burke (1729-1797), powiedział, że ci, którzy nie znają historii, będą zmuszeni ją powtarzać. Ta dobrze znana maksyma unaocznia niebezpieczeństwo, przed jakim stoi społeczeństwo zapominające o złu, jakie go wcześniej spotkało. Wydaje się, że właśnie mamy do czynienia z podobnym procesem wybiórczego postrzegania rzeczywistości, z czymś, co kilkadziesiąt lat temu stało się udziałem Niemców. Aborcja na życzenie, wedle upodobań matki, jest zwykłym morderstwem. Liczba bezbronnych dzieci mordowanych na całym świecie każdego roku jest niczym milczący i straszny holocaust. Wspomniany film Raya Comforta przekonuje, że porównanie to nie jest żadną przesadą. Dziś, podobnie jak w czasach hitlerowskiego holocaustu, pewne grupy ludzi uważa się za podludzi i pozbawia ludzkich praw. Coraz częściej mówi się o dzieciach produkowanych wyłącznie po to, by stały się źródłem narządów dla innych ludzi, przy wykorzystaniu embrionalnych komórek macierzystych.

Jeśli w szkołach i uniwersytetach, w prasie, radiu i telewizji uczymy, że ludzie są jedynie wyewoluowanymi zwierzętami, to nie dziwmy się, jeśli będą oni działać zgodnie z tym przekonaniem. I nic ich nie powstrzyma od nadania sobie prawa, by decydować o losie innych "zwierząt".

Richard Dawkins, bardzo szanowany i wpływowy arcykapłan ewolucjonizmu, zaczął ostatnio badać teren, proponując "pozytywną eugenikę". [4] Zdaje on sobie sprawę ze zbrodni reżimu hitlerowskiego, motywowanych względami eugenicznymi, ale uznał, że nadszedł już czas, by przynajmniej zapytać: "Jeśli można hodować krowy, by dawały więcej mleka, konie - by szybciej biegały, i psy - by lepiej pilnowały stada, to dlaczego nie można hodować ludzi ze zdolnościami do matematyki, muzyki czy sportu"? [5] Dawkins pracuje w katedrze popularyzowania nauki uniwersytetu oksfordzkiego, ale bardziej znany jest ze zwalczania religii, a zwłaszcza fundamentalistycznego chrześcijaństwa. [6] Uważa, że nie istnieje moralna różnica między hodowlą muzyków a zmuszaniem dzieci do pobierania lekcji muzyki. Jego przyzwolenie na hodowanie określonych kategorii ludzi, skoro hodujemy określone gatunki zwierząt, wynika po części z tego, że nie widzi on - jak przystało na ewolucjonistę - wielkiej różnicy między zwierzętami i ludźmi. Jest przywódcą ruchu, by małpom człekokształtnym nadać "ludzkie" prawa, skoro duszy nie ma i nie ma moralnej różnicy między tymi małpami i ludźmi.

Wśród żarliwych zwolenników eugeniki i darwinowskiego utylitaryzmu można dziś znaleźć laureatów Nagrody Nobla i wielu czołowych uczonych. Wygłaszają oni skrajnie ateistyczne opinie podobne do tego, o czym mówi Richard Dawkins. Ich zdaniem genetyczne ulepszanie gatunku człowieka to tylko przedłużenie stosowanej praktyki, by przez manipulowanie genami eliminować choroby.

Sojusznik Dawkinsa, Peter Singer z Uniwersytetu w Princeton, tzw. bioetyk, uważa, że nowo narodzonym dzieciom nie przysługują większe prawa niż dzieciom w łonie matki. Proponuje on, aby rodzice mieli kilka miesięcy po urodzeniu dziecka na podjęcie decyzji, czy ma ono żyć. [7] Jako przykład właściwego postępowania wskazywał kultury pogańskie. Gdy wiemy - argumentuje Singer - że człowiek nie został stworzony na obraz Boga, ale wyewoluował z innych zwierząt, argumenty przeciwko dzieciobójstwu przestają obowiązywać.

James Watson, który otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie struktury DNA, jest także zwolennikiem "ulepszania" rasy ludzkiej przy pomocy dziedziczonej modyfikacji genetycznej, na przykład na etapie embrionalnym. Watson jest ateistą, choć nie tak aktywnym jak Dawkins, ale podobnie jak on wyśmiewa nadawanie człowiekowi nadmiernej wartości w porównaniu do zwierząt. Uważa za kompletny nonsens pogląd, że człowiek jest świętością, której nie wolno zmieniać.

W XX wieku więcej ludzi zginęło w wojnach i wskutek ludobójczych rządów niż we wszystkich poprzednich stuleciach razem wziętych. Ale jeszcze więcej zamordowano nienarodzonych dzieci. W samych tylko Stanach Zjednoczonych od czasu rozprawy sądowej Roe v. Wade w 1973 roku ponad 50 milionów dzieci padło ofiarą aborcji. [8] Na całym świecie takich ofiar są setki milionów. A wszystko to wskutek przekonania o prawdziwości teorii o zwierzęcym pochodzeniu człowieka.

Wspomniany już wcześniej Edmund Burke powiedział: "Aby zło tryumfowało, wystarczy, aby dobrzy ludzie nie robili nic". Walka z ewolucjonizmem to nie jest tylko sprawa abstrakcyjnej prawdy jakiejś teorii naukowej, to także problem życia i śmierci dla wielu milionów ludzi.

[email protected]/creationism.org.pl

Przypisy:
[1] http://tiny.pl/hjpbc
[2] Por. Jonathan Sarfati, "Darwinowskie korzenie nazizmu", http://tiny.pl/hjpbd
[3] O tym i o wielu innych sprawach mówi film Grzegorza Brauna "Eugenika - w imię postępu", dostępny na YouTube w czterech odcinkach (http://tiny.pl/hf22d) lub w całości na kilku chomikach (można znaleźć przy wykorzystaniu wyszukiwarki Google).
[4] Por. Hilary White, "Anti-Religion Extremist Dawkins Advocates Eugenics", LifeSiteNews.com Nov. 21, 2006, http://tiny.pl/hjpbf.
[5] Richard Dawkins, "From the Afterword", The Herald, Monday 20 November 2006, http://tiny.pl/hjpb5.
[6] Por. np. Richard Dawkins, Bóg urojony, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2007.
[7] Por. Peter Singer, Rethinking Life and Death: The Collapse of Our Traditional Ethics, Prometheus Books, New York 1995, s. 130, 217; oraz tenże, "Early births fade to grey", The Australian, 3 January 2007, http://tiny.pl/hjpb1. Por. też D. Flynn, Intellectual Morons: How Ideology Makes Smart People Fall for Stupid Ideas, Crown Forum, New York 2004, s. 74; oraz Lita Cosner, "'Bioethicists' and Obama agree: infanticide should be legal", http://tiny.pl/hjpbj.
[8] Por. Dan Gayman, "Innocent Blood Cries Out for Justice in America!", The Watchman Fall 2011, vol. 34, no. 4, s. 12.
(Gary Bates, "Pressing on with Questioning Evolution", Prayer News. The newsletter for Creation Ministries International (UK & Europe), January-March 2012)


NIERZETELNY ZARZUT NIERZETELNOŚCI

W podwójnym numerze "Idź pod prąd" z grudnia 2009 roku i stycznia 2010 roku ukazała się pierwsza część mojego tekstu "Dziesięć największych błędów Darwina". [1] Redakcja "Idź pod prąd" tekst ten pod koniec stycznia tego roku opublikowała w Internecie w popularnym Salonie24. [2] Pod tekstem wywiązała się dyskusja. Między innymi bloger o nicku Matt Kaboom napisał równie krótki, co nieprzyjemny komentarz o następującej treści: "Nierzetelnie pani cytuje. Pozwoliłem sobie to skomentować osobno: salon24.pl/152931,miesiecznik-idz-pod-prad-nierzetelnosc-cytowania". Pod podanym adresem znajduje się niewielki tekst, który zarzut nierzetelności - hm, jak by to nazwać? - rozwija. Po zapoznaniu się z jego treścią uznałam, że szkoda czasu odpowiadać na niego. Jednak jeden z moich bliskich znajomych namawiał mnie mocno, żebym jakoś zareagowała, co niniejszym czynię. Robię to nie tylko dla niego, ale i dlatego, że jest okazja, by oprócz odpowiedzi na marnej jakości zarzut trochę temat podrążyć.

Mattowi Kaboomowi nie spodobał się następujący fragment mojego tekstu:

"Darwin wiedział więc, że znany w jego czasach zapis kopalny nie potwierdza jego teorii. Ale szukał przekonujących usprawiedliwień, dlaczego zapis kopalny jest niekompletny, oraz wierzył, że mimo trudności w miarę upływu czasu potwierdzenia takie, choć nie wszystkie, będą znajdowane w dostatecznych ilościach, by na ich podstawie odtworzyć historię życia na Ziemi. W pierwszym osiągnął sukces. Jego argumenty, że zapis kopalny musi być niekompletny, powtarzają ewolucjoniści do dzisiaj. Ale jego wiara, że sytuacja będzie się poprawiać, poniosła spektakularną, choć mocno przez ewolucjonistów maskowaną, klęskę. [...] Oczekiwania Darwina i jego bezpośrednich następców się nie sprawdziły. Wybitny paleontolog David Raup twierdzi, że sytuacja w omawianej sprawie jest dzisiaj nawet gorsza niż w czasach Darwina: "Jesteśmy obecnie 120 lat po Darwinie i znajomość zapisu kopalnego znacznie się powiększyła. Mamy teraz ćwierć miliona skamieniałych gatunków, ale sytuacja nie zmieniła się zbytnio. Zapis ewolucji jest nadal niespodziewanie szarpany i możemy z ironią stwierdzić, że mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina.""

Co się Mattowi Kaboomowi nie podoba? Nie podoba mu się to, jak zacytowałam Raupa. Napisał: "Rzetelnie podała źródło cytatu [...], ale już sam cytat jest nierzetelny". Dlaczego? Bo jego zdaniem dalszy ciąg wypowiedzi Raupa w żaden sposób nie uzasadnia mojego twierdzenia, że sytuacja dziś jest nawet gorsza niż w czasach Darwina. Matt Kaboom oskarżył mnie więc o to, że wycięłam przy cytowaniu Raupa fragment jego wypowiedzi, oraz że ten pominięty przeze mnie fragment niezgodny jest z wnioskiem, jaki z wypowiedzi Raupa wyciągnęłam.

Zgadzam się, że przy cytowaniu pominęłam resztę krótkiego artykułu Raupa, ale to jest nieodłączna cecha cytowania, na tym ono polega, i nie sądzę, by Matt Kaboom miał mi to za złe. Przyjrzyjmy się więc, czy ma on rację, uważając, że to, co pominęłam, podważa mój pogląd, że według Raupa sytuacja jest dzisiaj gorsza niż w czasach Darwina. Podkreślam, żenie była to moja opinia. Ja tylko streszczałam własnymi słowami to, co o tym myśli Raup, i właśnie to streszczenie Matt Kaboom zakwestionował. Uważał on przy tym, że moje streszczenie tylko dlatego mogłam sformułować, bo celowo (nierzetelnie) nie przytoczyłam pewnego fragmentu.

Jego zarzut nie dotyczy więc obiektywnego stanu rzeczy, ale tego, co powiedział Raup. Skoro Matt Kaboom kwestionuje moje streszczenie poglądów Raupa, że dzisiaj sytuacja, jeśli chodzi o paleontologiczne przykłady darwinowskiej ewolucji, jest jeszcze gorsza niż w czasach Darwina, to znaczy, że jego zdaniem Raup uważa, że dzisiejsza sytuacja nie jest gorsza niż w czasach Darwina (czyli że jest taka sama lub lepsza). Jak to Matt Kaboom uzasadnia? Trzeba powiedzieć, że uzasadnia w dziwny sposób. Przytacza mianowicie ten pominięty przeze mnie fragment, także w oryginale, zostawiając całą resztę czytelnikowi. To czytelnik po przeczytaniu słów Raupa i po ich przemyśleniu ma przyznać rację Mattowi Kaboomowi.

Całą wypowiedź Raupa, a więc włącznie z tym, co pominęłam, Matt Kaboom przytacza tak: "(...) mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina, (...) które wydawały się być prostym postępem, kiedy to stosunkowo niewiele danych było dostępnych; teraz wydaje się, że są one znacznie bardziej złożone, a znacznie mniej gradualistyczne." Ten pominięty przeze mnie fragment znajduje się po nawiasie z wielokropkiem: "które [przykłady przejść ewolucyjnych w czasach Darwina] wydawały się być prostym postępem, kiedy to stosunkowo niewiele danych było dostępnych; teraz wydaje się, że są one znacznie bardziej złożone, a znacznie mniej gradualistyczne." W istocie rzeczy pominięty przeze mnie fragment jest większy, niż to przedstawia Matt Kaboom, co widać, gdy przyjrzymy się angielskiemu oryginałowi. On też pominął pewien fragment.

Cała omawiana wypowiedź Raupa składa się z czterech zdań. Ja zacytowałam pierwsze trzy z nich, a Matt Kaboom uważa, że zrobiłam to nierzetelnie, bo powinnam zacytować także i ostatnie czwarte, a przynajmniej jego część, jak to sam zrobił. Żebyśmy mogli wydać osąd, kto z nas ma rację - ja, że to ostatnie zdanie nie zmienia w istotny sposób sensu pierwszych zdań, czy on, że jednak zmienia - przytoczę już cały omawiany fragment:

"Jesteśmy obecnie 120 lat po Darwinie i znajomość zapisu kopalnego znacznie się powiększyła. Mamy teraz ćwierć miliona skamieniałych gatunków, ale sytuacja nie zmieniła się zbytnio. Zapis ewolucji jest nadal niespodziewanie szarpany i możemy z ironią stwierdzić, że mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina. [Tyle ja przytoczyłam, a teraz ostatnie zdanie, z powodu którego Matt Kaboom oskarżył mnie o nierzetelność:] Rozumiem przez to fakt, że niektóre z klasycznych przykładów przejścia ewolucyjnego w zapisie kopalnym, jakimi dysponowaliśmy w czasach Darwina, takie jak ewolucja konia w Północnej Ameryce, musieliśmy porzucić lub zmodyfikować w wyniku zdobycia bardziej szczegółowych informacji - to, co wydawało się pięknym prostym postępem, gdy dostępnych było względnie niewiele faktów, obecnie wygląda na znacznie bardziej złożone i znacznie mniej gradualistyczne."

Ja nie widzę w tym ostatnim zdaniu niczego, co by podważało moje streszczenie poglądów Raupa, że w sprawie przykładów przejść ewolucyjnych sytuacja dzisiaj jest nawet gorsza niż w czasach Darwina. W cytowanym przeze mnie fragmencie powiedział on przecież, że mamy dzisiaj mniej przykładów ewolucyjnego przejścia niż w czasach Darwina. Skoro mniej, to jest gorzej - to chyba oczywiste. Ostatnie zdanie – to, które pominęłam - niczego tu nie zmienia. Raup wyjaśnia w nim, dlaczego uważa, że mamy dzisiaj mniej przykładów ewolucyjnego przejścia - ano dlatego, że niektórych przykładów, akceptowanych w czasach Darwina, dzisiaj już nie możemy akceptować, bo więcej wiemyna temat zapisu kopalnego.

Ale Matt Kaboom po przytoczeniu tego ostatniego, pominiętego przeze mnie zdania, twierdzi: "Nieprawdą więc jest, że Raup twierdził, iż z zapisem kopalnym jest dziś jeszcze gorzej niż w czasach Darwina. Raup twierdzi, że te przejścia, które kiedyś wydawały się prostsze, dziś wydają się bardziej złożone."

Matt Kaboom uważa więc, że gdy Raup twierdzi, że przejścia dawniej uznawane za ewolucyjne, dziś wydają się bardziej złożone, to jednak nadal są to przykłady ewolucji, tylko bardziej skomplikowane. Niestety, taka interpretacja ostatniego zdania Raupa jest wyraźnie niezgodna z tym, co powiedział wcześniej: "mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina". Mniej przykładów, a nie tyle samo (lub więcej), tylko bardziej złożonych. Skoro jest mniej przykładów, to miałam prawo napisać, że sytuacja w tej sprawie jest obecnie gorsza.

Poza tym Raup nie napisał, że przejścia ewolucyjne są bardziej złożone, jak jego słowa przetłumaczył Matt Kaboom, sugerując, że wg Raupa to nadal są przejścia ewolucyjne. Różnica jest subtelna, ale charakterystyczna. Raup mowi: "to, co wydawało się" dawniej być przejściem ewolucyjnym, obecnie widzimy, że jest dużo bardziej skomplikowane. Dla Raupa to nie są już przejścia ewolucyjne. To jest coś dużo bardziej złożonego. I dlatego uważa on, że przykładów jest dzisiaj mniej niż w czasach Darwina.

Zwykła analiza tekstu, jaki Matt Kaboom przytacza, pozwala odeprzeć jego zarzut, że nierzetelnie cytowałam Raupa i że przekręciłam jego myśli. Raup swoje poglądy powtarzał w innych publikacjach, nie tylko w tym niewielkim tekście, jaki cytowałam w artykule "Dziesięć największych błędów Darwina". Uwzględnienie ich stanowi dodatkowy argument, że Matt Kaboom się myli i bezpodstawnie zarzuca mi nierzetelność.

Oto wypowiedź Raupa z innej publikacji, w której przyznaje, że przewidywania Darwina zakończyły się fiaskiem:

"Darwin przewidywał, że zapis kopalny powinien ujawniać dość gładkie continuum par złożonych z przodka i potomka oraz wystarczająco wiele form pośrednich między większymi grupami. Darwin nawet posunął się tak daleko, że uznał, iż gdyby tego nie znaleziono w zapisie kopalnym, to jego ogólna teoria ewolucji byłaby poważnie zagrożona. W czasach Darwina takich gładkich przejść nie znaleziono i wyjaśniał on częściowo ten stan rzeczy, odwołując się do niekompletności zapisu geologicznego, a częściowo do braku badań tego zapisu. Znajdujemy się obecnie ponad sto lat po Darwinie, a sytuacja niewiele się zmieniła. [...] Faktycznie możemy mieć mniej przykładów gładkiego przejścia, niż mieliśmy w czasach Darwina, gdyż niektóre z dawnych przykładów okazały się nietrafne, gdy je szczegółowo przebadano." [3]

W dalszej części Raup napisał, że odkryto kilka nowych form pośrednich lub przejściowych, ale nie wiadomo, czy uważa, że jest lepiej czy gorzej niż w czasach Darwina. Na pewno dobrze dla darwinowskiego ewolucjonizmu nie jest. Dane kopalne nie popierają tego modelu historii życia, o czym napisał w jeszcze innej publikacji:

"Spora liczba niezłych uczonych spoza biologii ewolucyjnej i paleontologii przyswoiła sobie, niestety, ideę, że zapis kopalny jest bardziej darwinowski, niż jest on w istocie. Przypuszczalnie jest tak wskutek nadmiernego uproszczenia, nieuchronnego w drugorzędnych źródłach: podręcznikach szkolnych, półpopularnych artykułach i tak dalej. Istnieje też prawdopodobnie do pewnego stopnia myślenie życzeniowe. Po Darwinie jego obrońcy mieli nadzieję odnaleźć przewidywane progresje. Ogólnie rzecz biorąc, nie odnaleziono ich - jednak ten optymizm nie ginął i pewna doza czystej fantazji wkradła się do podręczników." [4]

Oczywiście, David Raup jest ewolucjonistą. Ale nie jest ewolucjonistycznym propagandystą. Uczciwie przedstawia niewesoły dla ewolucjonizmu stan rzeczy w dziedzinie, na której się zna – w paleontologii.

Przypisy:

[1] Idź pod prąd grudzień 2009 - styczeń 2010, nr 12-1 (65-66), s. 12-14.
[2] http://idzpodprad.salon24.pl/152683,dziesiec-najwiekszych-bledow-darwina
[3] David M. Raup, "The Geological and Paleontological Arguments of Creationism", w: Larie R. Godfrey (ed.), Scientists Confront Creationism, W.W. Norton & Company, New York - London 1983, s. 156.
[4] David M. Raup, "Evolution and the Fossil Record", Science 1981, vol. 213, s. 289.


SPRÓBUJ ZROZUMIEĆ, ZANIM SKRYTYKUJESZ

Jesteś ewolucjonistą czy kreacjonistą? Pytanie, wydawałoby się, jest dość proste. Ale odpowiedź na nie może nie być tak prosta. Jak to bywa z wieloma słowami, znaczenie może mieć historia i kontekst, w jakim wypowiadamy słowo "kreacjonista". Gdybyśmy przed 1859 rokiem, czyli rokiem wydania głównej książki Darwina, zapytali kogoś, czy jest kreacjonistą, mógłby on odpowiedzieć: "Nie, jestem traducjanistą". Większość współczesnych uczestników sporu o kreacjonizm pewnie by tej odpowiedzi nie zrozumiała.

Przez wiele setek lat, od co najmniej czasów św. Augustyna do czasów Darwina, spór o pochodzenie duszy ludzkiej był jednym z najgoręcej podejmowanych w kościele chrześcijańskim. Głównymi stronami w tym sporze byli kreacjoniści (dusza ludzka jest każdorazowo stwarzana przez Boga) oraz traducjaniści (dusza ludzka, stworzona przez Boga tylko raz, na początku istnienia ludzi, przechodzi na dziecko od rodziców). Większość dzisiejszych chrześcijan sądzi, że kreacjonizm jest jedynym chrześcijańskim stanowiskiem w sporze o pochodzenie duszy ludzkiej. A tak nie jest. Nawet dzisiaj istnieją traducjaniści, choć znajdują się w mniejszości. [1]

Terminu "kreacjonizm" w jego dzisiejszym sensie nie używano aż do XIX stulecia. Ronald Numbers, historyk nauki, a jednocześnie najbardziej wnikliwy historyk kreacjonizmu, wskazuje, że ewolucja znaczenia tego słowa trwała dziesiątki lat. Takich określeń, jak "bezpośredni kreacjonizm", "specjalny kreacjonizm", "obrońcy stworzenia" czy "antyewolucjonizm" używano w bardzo różnych sensach. A w XX wieku doszły jeszcze inne: "creation science" i "scientific creationism", które w języku polskim mają wspólny odpowiednik - "naukowy kreacjonizm", ale które nadal nie dają jasności, w co wierzą ludzie używający tych terminów. [2]

Z ewolucjonizmem wcale nie jest łatwiejsza sprawa. Mamy mikro- i makroewolucję, ewolucjonizm teistyczny i deistyczny, ewolucję konwergentną i dywergentną, ewolucjonizm darwinowski, naturalistyczny i niedarwinowski, saltacjonizm i punktualizm, a nawet ewolucjonizm kreacjonistyczny. I nie są to wcale wszystkie określenia dla stanowisk tej strony sporu.

Słowa mają różne znaczenia. Czasami te różnice są niewielkie, ale zawsze mogą prowadzić do nieporozumień. Ewolucjoniści na przykład często twierdzą, że ewolucja jest udowodnionym faktem. Jeśli, jak to się często zdarza, kreacjonista odpowie: "Nie, to tylko teoria", może być uznany za ignoranta. Bo mówiąc o ewolucji jako udowodnionym fakcie, możemy mieć na myśli badania zięb na Galapagos, które wykazały, że rozmiary dziobów tych ptaków zmieniają się stosownie do zmian środowiska. Ta ewolucja jest rzeczywiście udowodnionym faktem, ale to tylko mikroewolucja (adaptacja), na temat której nie istnieje żaden spór, bo zięby pozostają nadal ziębami, niezależnie od wielkości dzioba. Jeśli odpowiemy komuś, kto właśnie taką ewolucję ma na myśli, że ewolucjonizm to tylko teoria, może nas spotkać zasłużenie opinia, że nie rozumiemy, na czym polega uprawianie nauki.

Zaczynając rozmowę, dobrze jest zapytać, co rozumiemy przez używane słowa. Teolog Kenneth Samples przypomina, że według Złotej Reguły Apologetyki zanim kogoś skrytykujemy, powinniśmy poprawnie zrozumieć jego stanowisko. [3] Staje się to możliwe dzięki zadawaniu pytań. O ile bardziej owocnymi mogłyby się stać dyskusje między kreacjonistami i ewolucjonistami, gdyby obie strony za pierwszorzędny cel postawiły sobie wzajemne zrozumienie się! I gdyby wcześniej odpowiednio się do takich dyskusji przygotowały. Dobrym punktem wyjścia może być zapoznanie się z treścią dostępnej w Internecie książki prof. Kazimierza Jodkowskiego "Spór ewolucjonizmu z kreacjonizmem. Podstawowe pojęcia i poglądy" lub jakiejś innej książki na temat wspomnianego sporu. [4] Ostatnio zresztą ukazało się kilka książek, do których warto zajrzeć. [5]

Dzięki odpowiedniej postawie i przygotowaniu unikniemy wypowiadania niemądrych twierdzeń w rodzaju: "Jeśli ludzie wyewoluowali z małp, to dlaczego jeszcze istnieją małpy?" Bo naszym celem nie powinno być denerwowanie ewolucjonistów, tylko przekonywanie ich, że nie mają racji.

Przypisy:
[1] Traducjanistą jest na przykład ks. prof. Stanisław Ziemiański, jezuita, wykładowca na Ignatianum w Krakowie. Por. jego artykuł "Jedna czy wiele dusz?", Forum Philosophicum 2004, t. 9, s. 73-92, http://www.jezuici.pl/~sziemianski/prace/forum/020.pdf. Por. też krytykę tego artykułu Jolanty Koszteyn ("Problem pochodzenia dusz ludzkich. Refleksje na temat artykułu Stanisława Ziemiańskiego SJ pt. Jedna czy wiele dusz?", tamże, s. 93-106, http://www.jezuici.pl/lenartowicz/articles/BIO/traducjz.pdf) oraz odpowiedź Ziemiańskiego ("Kilka uwag w związku z refleksjami Jolanty Koszteyn", tamże, s. 107-110, http://www.jezuici.pl/~sziemianski/prace/forum/023.pdf).
[2] Por. Ronald L. Numbers, The Creationists. FromScientific Creationism to Intelligent Design, Expanded Edition, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts - London, England 2006.
[3] Kenneth Richard Samples, "The Golden Rule of Apologetics, Part 1 (of 7)", Today's New Reason To Believe, http://www.reasons.org/golden-rule-apologetics-part-1.
[4] Biblioteka Filozoficznych Aspektów Genezy t. 1, Wydawnictwo Megas, Warszawa 2007, http://www.nauka-a-religia.uz.zgora.pl/index.php?action=tekst&id=127.
[5] Phillip E. Johnson, Z otwartym umysłem wobec darwinizmu. Poradnik krytycznego myślenia, Wydawnictwo Wista, Warszawa 2007; Lee Strobel, Dochodzenie w sprawie Stwórcy, Wydawnictwo Credo, Katowice 2007; Jonathan Wells, Ikony ewolucji. Nauka czy mit?, W wyłomie, Gorzów Wielkopolski 2007; James Porter Moreland i John Mark Reynolds (red.), Stworzenie a ewolucja. Trzy ujęcia z perspektywy chrześcijańskiej, Wydawnictwo Credo, Katowice 2008.(Joe Aguirre, "Navigating Verbal Minefields", New Reasons To Believe 2009, vol. 1, no. 1, s. 13.)


NAJNOWSZE ARTYKUŁY