Zdradzili Meksykanów,  dlaczego mają być wierni nam?

„Katyń, który miał w myśl prowokacji hitlerowskiej poróżnić bratnie armie, staje się jeszcze jedną więzią, łączącą nas do wspólnej walki” Jerzy Borejsza, nadzorca życia literackiego komunistycznej Polski, brat kata podziemia Józefa Różańskiego, sprawcy śmierci rotm. Pileckiego, „Nowe Widnokręgi”.

Czy nasi biskupi jednając się z Cerkwią Putina wzorowali się na tych „mądrościach”?

Szczególnie w czasach trudnych rośnie zapotrzebowanie na optymistycznych proroków. Ludzie coraz głośniej jęczą pod jarzmem okoliczności i łapczywie pragną nadziei na lepsze jutro. By przynajmniej na chwilę lepiej się poczuć, wyłączają rozsądek i czekają na sprzedawców złudzeń. Zręczni „iluzjoniści” z ochotą sprzedadzą nam sny, które chcemy śnić – „cóż z tego, że to tylko sen, ale jakże piękny”…

Polacy mają okazję obejrzeć w kinach historię niezwykłego powstania – katolicy, głównie z terenów wiejskich, chwycili za broń, by walczyć o swoje prawa przeciwko socjalistycznemu rządowi i prezydentowi Callesowi. Ich okrzykiem bojowym było: „Viva Cristo Rey!” („Niech Żyje Chrystus Król!”), a nazwano ich Cristeros (Chrystusowcy). Przyświecała im szczytna idea, dowodził zdolny generał, ale skończyli klęską – zdrada przyszła z najmniej spodziewanej strony…

Historia meksykańskich partyzantów ze stosunkowo nieodległych nam czasów powinna być dla nas ważnym ostrzeżeniem. Tamtejsi katolicy w prostocie serca wystąpili przeciw niesprawiedliwościom, gwałtom i dyskryminacji, jakie spadły na tamtejszy Kościół katolicki. Powstanie miało szansę na zwycięstwo, ale zostało zdradzone przez… katolickich hierarchów, którzy dogadali się z antyklerykalnym rządem i wystąpili przeciw broniącym ich Chrystusowcom. Oto, jak opisuje to prof. Jacek Bartyzel, katolicki tradycjonalista:

„Trzecim powodem była ugodowa postawa papieża Piusa XI, który wprawdzie po raz kolejny potępił antyreligijne prześladowania w alokucji konsystorialnej Misericordia Domini (20 XII 1926), lecz polecił biskupom meksykańskim przyjąć ogólnikowe propozycje Callesa. 21 VI 1929 roku, w wyniku negocjacji pomiędzy p.o. prezydenta Emiliem Portesem Gilem (1890-1978) a biskupami: Leopoldem Ruizem (przebywającym na wygnaniu w Waszyngtonie jako delegat apostolski) i Pascualem Diazem oraz papieskim agentem, amerykańskim księdzem Johnem J. Burke’m, przy mediacji ambasadora USA Dwighta W. Morrowa, zawarto porozumienie, zwane arreglos, czyli układami. (…) Cristeros czuli się zdradzeni z powodu ugody zawartej za ich plecami (przeciwko rozpoczętym negocjacjom zdążył jeszcze zaprotestować gen. Gorostieta, a ks. Pedroza prosił w liście do arcybiskupa Ruiza, by pasterze nie wydawali swych owiec katowi), jednak posłuszni biskupom, z nielicznymi wyjątkami, jak Trinidad Mora z Durango, który walczył aż do grudnia 1929 roku, zaniechali walki i wrócili do domów. Ich obawy nie były bezpodstawne: niemal natychmiast po ogłoszeniu amnestii rozpoczęły się represje; jedną z pierwszych ofiar był ks. Aristeo Pedroza, rozstrzelany dwa tygodnie po zawieszeniu broni. Ogółem zamordowano około 500 dowódców i ponad 5000 szeregowych cristeros. (…) Arreglos zostały zawarte również poza plecami polityków i intelektualistów katolickich, tworzących LDNLR i stanowiących polityczne kierownictwo powstania. Przewodniczący LDNLR – Rafael Ceniceros ubolewał nad zaprzepaszczeniem tej zdobyczy cristiady, iż katolicyzm „cierpliwy, uległy, anemiczny i tchórzliwy [wcześniejszych generacji]” (paciente, resignado, anémico y cobarde [de generaciones anteriores]) „został zastąpiony przez katolicyzm skuteczny, żywotny, płomienny, wojowniczy i zaczepny” (se ha trocado en un catolicismo operante, vivo, ardente, batallador y agresivo), który budził strach jego wrogów, pozostając zawsze wiernym papieżowi i Chrystusowi Królowi. Miguel Palomar przywoływał sławne zdanie bpa Wilhelma Emmanuela Kettelera: „najkrwawsze prześladowania przyniosły Kościołowi mniej szkody niż dworski serwilizm biskupów”. Ta opozycja LNDLR doprowadziła do cofnięcia jej uznania przez hierarchię: najpierw (6 XI 1929) Liga została zmuszona do usunięcia ze swojej nazwy przymiotnika Religiosa, stając się odtąd Krajową Ligą Obrony Wolności (LNDL), co sprawiło, że w krótkim czasie utraciła większość swoich członków, a w konsekwencji uległa rozkładowi po upadku „drugiej cristiady” z lat 30., ostatecznie znikając z życia w 1941 roku.” bibula.com

Jeszcze dosadniej opisał to komentator portalu wpolityce.pl:

„Powstanie Cristeros to historia bohaterskiej walki w imię wiary i ideałów, która na skutek zdrady ze strony Kościoła Katolickiego zakończyła się tragicznie. Oglądając ten film, pamiętajmy, co było przyczyną załamania się meksykańskiego Powstania Cristeros (1926-1929). Cristeros byli biednymi, wierzącymi chłopami, którzy walczyli z rewolucyjnym rządem meksykańskim w imię wolności wyznawania wiary w Chrystusa. W 1929 roku hierarchia kościelna, która dotychczasowo popierała powstańców, podpisała porozumienie z ateistycznym rządem meksykańskim zabezpieczające jej przywileje, majątki, wpływy polityczne i… zostawiła powstańców “na lodzie”. Kościół posunął się aż do ogłoszenia ekskomuniki dla powstańców i jej przywódców. Jaki był dalszy los powstańców po tej zdradzie? Oczywiście bardzo smutny!!! Część z nich uciekła do Stanów Zjednoczonych (wyemigrowało około 5% całej ówczesnej populacji Meksyku). Większość, która walczyła do końca w obronie wiary katolickiej, została bezlitośnie unicestwiona. Ostateczny bilans powstania to około 90 000 zabitych. Po zdradzie ze strony Kościoła Katolickiego ponad 500 przywódców powstania i 5000 innych jego uczestników zostało zabitych już po poddaniu się… i to często w swoich domach na oczach rodzin i dzieci. Intensywne prześladowania Cristeros trwały jeszcze przez 12 lat po upadku powstania i zmniejszyły się dopiero na początku lat 40. Rewolucyjna Partia Meksyku, popierana przez hierarchię kościelną, utrzymała się przy władzy ponad 70 lat (!) i straciła ją dopiero w 2000 roku…” Gość z CH

Zobacz też:  OD REDAKCJI

Warto pamiętać, że hierarchowie rzadko kierują się ideałami, a prawie zawsze logiką władzy, która każe im dogadywać się z silniejszym, by zachować swoje wpływy. Na tym poziomie drabiny hierarchicznej trwanie instytucji i zagwarantowanie jej bytu materialnego jest wartością nadrzędną – nawet nad wiernością „Chrystusowi Królowi”. Tak było, jest i będzie, a każdy, kto zechce szukać oparcia dla wartości i ideałów u hierarchów, doświadczy tego samego losu, co dzielni meksykańscy Cristeros.

Z naszej najnowszej, powojennej historii wystarczy przywołać chociażby zdradę Żołnierzy Wyklętych przez episkopat i prymasa Wyszyńskiego, którzy 10.04.1950 r. podpisali ugodę z komunistami:

„Kościół Katolicki, potępiając zgodnie ze swymi założeniami każdą zbrodnię, będzie zwalczać również zbrodniczą działalność band podziemia i będzie piętnował i karał konsekwencjami kanonicznymi duchownych winnych udziału w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej.”

Później mamy wystąpienie prymasa Wyszyńskiego wzywającego robotników sierpnia ’80 „do rozwagi i odpowiedzialności”, kolaborację episkopatu przy okrągłym stole, milczącą zgodę na uwłaszczenie się komunistycznej nomenklatury, na brak lustracji i dekomunizacji, haniebną postawę po katastrofie nad Smoleńskiem, gdy nad trumnami poległych biskupi wzywali do pojednania z Rosją:

„Teraz jednak, po tragicznej katastrofie prezydenckiego samolotu 10 kwietnia br., przekonujemy się, że krew przelana przed 70 laty potrafi łączyć zarówno polityków, jak i zwykłych szarych ludzi. […] Z perspektywy 70 lat widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że niewinnie przelana krew ofiar tego samego, nieludzkiego systemu, która wsiąkła w tę samą ziemię i dzieliła nas przez pokolenia, nie musi koniecznie dzielić, a może także łączyć”. prymas Henryk Muszyński 17.04. 2010
„Siedemdziesiąt lat temu Katyń oddalił dwa narody, a ukrywanie prawdy o niewinnie przelanej krwi nie pozwalało zabliźnić się bolesnym ranom. Tragedia sprzed ośmiu dni wyzwoliła wiele pokładów dobra, tkwiących w osobach i narodach. Współczucie i pomoc, jakiej doświadczyliśmy w tych dniach od braci Rosjan, ożywia nadzieje na zbliżenie i pojednanie naszych dwóch słowiańskich narodów.” kard. Stanisław Dziwisz 18.04.2010

Dalej mamy historię z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, gdzie wysłannicy hierarchów wespół z siepaczami władzy wystąpili przeciw patriotom; wiele obraźliwych wypowiedzi wobec osób upamiętniających smoleńską zbrodnię, by w końcu dokonało się dopełnienie zdrady narodowej 17.08.2012 r. w akcie hołdu wobec Cerkwi Putina za wiedzą i przyzwoleniem Benedykta XVI. Nie należy mieć złudzeń – obecny ugodowy papież będzie dalej dążył do dogadania się z prawosławiem, a „niepojętni” polscy patrioci będą stali temu porozumieniu na przeszkodzie. Jeśli chcemy budować Wolną Polskę, musimy pamiętać, że w obecnym układzie sił hierarchów katolickich będziemy mieć konsekwentnie przeciwko sobie. Można oczywiście żyć naiwnymi stereotypami w rodzaju „Kościół zawsze z narodem”, ale wtedy skazujemy się na tragiczny los Cristeros…

Film „Cristiada” w kinach.