“Zabrania się zabraniać” − pisano na murach Paryża w 1968 roku. Lewicowi buntownicy domagali się wolnych uniwersytetów, które miały być miejscem niczym nieskrępowanej wymiany poglądów. Wcześniej, bo na przełomie lat 1964−65, lewicujący amerykański studencki Ruch Wolności Słowa w University of California w Berkeley wysuwał podobne postulaty. Kontestująca starą, socjaldemokratyczną i marksistowsko-leninowską, lewicę Nowa Lewica w młodych intelektualistach, których niezbywalnym prawem miała być swoboda wypowiedzi, upatrywała głównej siły rewolucyjnej, zdolnej do dokonania przemian współczesnego świata. Efektem tych przemian miało być wolne społeczeństwo, w którym wszyscy jego członkowie, wszystkie organizacje, partie i związki wyznaniowe miały prawo bronić właściwego sobie sposobu życia i wszystkich, tkwiących u jego podstaw, zasad.

 

Dnia 3 listopada 2014 r. w lubelskiej Chatce Żaka Fundacja Twój Ruch zorganizowała projekcję filmu „Ewolucja kontra Bóg”. Film składa się z dwóch części. W pierwszej przedstawiane są dylematy związane z procesem zachodzenia ewolucji, w drugiej mówi się o moralnych dylematach łączących się z akceptacją postawy ateistycznej. Po filmie odbyła się dyskusja nakierowana na poruszane w filmie sprawy z udziałem doktorantów różnych polskich uczelni, którzy przyznali się do tego, że są kreacjonistami. Jeden z widzów poczuł się tym najwyraźniej dotknięty − po wypowiedzeniu kilku gorzkich słów pod adresem organizatorów opuścił salę. Nie ma w tym nic dziwnego, nie pierwszy to i nie ostatni raz ktoś publicznie wyraża swoje niezadowolenie.

 

Widz ten − polonista, etyk i filozof, upatrujący w racjonalizmie jedynej alternatywy wobec przemocy [1] − swoją konsternację postanowił przelać na papier i w lubelskiej Wyborczej opublikował tekst zatytułowany „Kompromitacja Chatki Żaka UMCS. Kiedy konferencja szamanów?” [2] W tym również nie ma nic dziwnego. „Każdy ma prawo pisać i mówić wszystko, co mu się podoba, bez żadnych ograniczeń” [3] − przekonywał zaniepokojonych komunistów nawet starolewicowy Włodzimierz Lenin.

 

Ostry ton wypowiedzi zdenerwowanego uczestnika (np. wynajęto salę „na potrzeby religijnych obłąkańców, którzy urządzili tam rodzaj sabatu”), choć może razić, też nie jest niczym nadzwyczajnym. Filozofom w gorących, ideologicznych polemikach  przytrafia się używanie mocnych słów (np. „«klechostwo naukowe » filozofii idealistycznej” − grzmiał Lenin − „jest po prostu przedsionkiem jawnego klechostwa” [4]).

 

„Nie jest chyba zbyt dużym słowem skandal” − pisał przeciwnik przemocy − „na określenie tego, że na terenie uniwersytetu i w obiekcie będącym jego własnością dokonuje się pokaz propagandy ignorancji i irracjonalizmu”. Takie „skandale” zdarzały się już wcześniej. O jednym z nich oraz o powodach jego wywołania będzie mowa w dalszej części tego tekstu.

 

Następstwem działań wspomnianego widza, znanej w lewicowym środowisku Lublina postaci, było zerwanie współpracy z Twoim Ruchem przez Chatkę Żaka. I to już nie jest normalne. Nie jest bowiem tajemnicą, że znaczna część lewicy współczesnej, zachodniej Europy to ludzie, którzy aktywnie brali udział w rewoltach 1968 roku, a ich młodsi koledzy są spadkobiercami tych, którzy zabraniali zabraniać i snuli wizje wolnego społeczeństwa. Sukcesorzy idei wolnego społeczeństwa − szafując hasłami tolerancji, która dla nich oznacza teraz jedynie zgodność z lansowanymi przez nich poglądami [5] − stają się teraz jej nieprzejednanymi wrogami.

 

Twórcą jednej z najbardziej radykalnych wizji wolnego społeczeństwa był, luźno związany z Nową Lewicą, filozof Paul Karl Feyerabend (1924−1994), wieloletni wykładowca University of California w Berkeley i berlińskiego Freie Universität. Pomimo że był niezbyt przychylnie nastawiony do chrześcijaństwa („Bóg chrześcijan nie jest moim przyjacielem” [6]), utrzymywał, że w wolnym społeczeństwie „wszystkie tradycje mają równe prawa: zwyczajny fakt, że pewni ludzie poukładali swoje życie w zgodzie z określoną tradycją, wystarcza, aby zapewnić tej tradycji wszystkie podstawowe prawa społeczeństwa, w jakim tradycja ta funkcjonuje”. [7] Miał to być pluralizm grup, które − wedle własnych upodobań − wyznawać mogą różne poglądy i bronić ich krytycznie albo obstawać przy nich dogmatycznie. W wolnym społeczeństwie „każdy człowiek i każda grupa mają tyle wolności, ile można” po to, „by mogli oni urzeczywistniać swoje własne pragnienia, jakkolwiek byłyby one różne od naszych własnych”. [8] Przyznawał jednak, iż zachodnie społeczeństwo nie jest jeszcze w pełni gotowe do wprowadzenia równouprawnienia wszystkich tradycji, dlatego że „wielu ludzi nie osiągnęło jeszcze dojrzałości do życia w wolnym społeczeństwie (odnosi się to przede wszystkim do niektórych uczonych i innych racjonalistów)”. [9]

 

Propozycja Feyerabenda zaadresowana była przede wszystkim do tych, którym wmawia się, że ich własne tradycje nie przystają do rzeczywistości i dlatego powinny zostać porzucone. Zaś występuje przeciwko tym, którzy nie są w stanie zrozumieć, że ich własny, nawet opracowany w najdrobniejszych szczegółach i doskonale uzasadniony, punkt widzenia może okazać się zaledwie jednym z możliwych sposobów układania sobie życia, ważnym jedynie dla tkwiących w określonej tradycji. Dla innych tradycji taki punkt widzenia stanowić może przeszkodę w nieskrępowanym rozwoju lub może być przez nie uznany za nieinteresujący.

 

Warto w tym miejscu nadmienić, że nie były to jedynie deklaracje. Idee, które propagował, również sam realizował. „Mój wykład z filozofii nauki” − informował swojego najlepszego przyjaciela, węgierskiego filozofa Imrego Lakatosa (1922−1974) − „rozpocząłem od obrony Maxa Rafferty’ego,” (1917−1982, konserwatywnego  epublikanina, filozofa edukacji, wykładowcy Troy University w Troy, Alabama), który proponował, aby Księga Rodzaju i teoria ewolucji nauczane były jako dwie alternatywne teorie, a nie jako bajka i «fakt»”; [10] „wciąż dopinguję [studentów] do opracowywania Księgi Rodzaju celem uczynienia z niej skutecznej alternatywy dla teorii ewolucji”; [11] „zorganizowałem [dla studentów w Berkeley] debatę «Stworzenie kontra ewolucja». Facet, który mówił o ewolucji, był cienki, zaś ten od Księgi Rodzaju był bojaźliwy i w sumie wyszła z tego wielka nuda. Oczywiście ten od Genesis mówił, aby nie brać jej dosłownie, że jest to dokument o charakterze moralnym itp., itd. No cóż, przede wszystkim nie ma racji, a po drugie, nauka często czyniła postępy, biorąc na serio fragmenty dziwnych doktryn i używając ich do ataku na dobrze ustalone i precyzyjne poglądy.” [12]

 

Domagał się też, by wszystkie istotne kwestie dotyczące sposobów nauczania tego, co ma być nauczane oraz sprawy „prawdziwości podstawowych przekonań”, takich jak np. teoria ewolucji, pozostawić w gestii płacących podatki, bezpośrednio zainteresowanych kształceniem ludzi: „obywatel ma wpływ na funkcjonowanie instytucji, do której daje finansowy wkład, czy to prywatnie, czy to jako podatnik: średnie szkoły stanowe, uniwersytety stanowe, instytucje badawcze podtrzymywane podatkami, takie jak Narodowa Fundacja Nauki, są poddawane ocenie podatników, podobnie sprawy się mają z każdą taką szkołą podstawową. Gdyby podatnicy Kalifornii chcieli, aby ich uniwersytety stanowe uczyły Voodoo, medycyny ludowej, astrologii, ceremonii tańców deszczowych, to wtedy uniwersytety te będą musiały tego uczyć”. [13]

Zobacz też:  OD REDAKCJI - CZAS RZEŁOMU

 

Rodzice, którzy mają prawo decydować o tym, czy ich dzieci będą się uczyły religii, czy też będzie ona nauczana wyłącznie jako zjawisko historyczne, powinni mieć analogiczne prawo do decydowania, w jaki sposób ich potomstwo zapoznawać się będzie z osiągnięciami nauki, czy np. będzie się uczyło teorii ewolucji albo zamiast tej teorii będzie się uczyło Księgi Rodzaju, albo też czy będzie się ich uczyło równolegle. Ten typ kształcenia, w którym nie ma miejsca na żadną wyróżnioną ideologię czy tradycję, ułatwić miał w przyszłości wybór drogi życiowej i przygotować do pełnienia określonej roli w społeczeństwie.

 

Feyerabend lubił prowokować i był z tego powszechnie znany. Jednak bardzo często jego prowokacje miały inny cel niż tylko wprawienie w zakłopotanie adwersarzy. Miały być pewnego rodzaju szkołą tolerancji, bez której nie może funkcjonować wolne społeczeństwo. Każdego rozumnego człowieka przykłady takie zmuszają do myślenia wedle odmiennych standardów niż te, które on wyznaje, stając się tym samym dobrymi narzędziami krytycyzmu wobec tego, co zostało już zaakceptowane i nie jest dalej kwestionowane. Są one również dobrymi instrumentami pozwalającymi na nabranie dystansu w stosunku do płytko rozumianego dialogu i wąsko pojmowanej − wykluczającej znoszenie tych poglądów, które w żaden sposób nie przystają do naszych własnych opinii − tolerancji.

 

Ostoją wolnego społeczeństwa miały być inicjatywy obywatelskie − konkretne działania, uzależnione od konkretnych warunków, wiedzy i życzeń zainteresowanych obywateli, zmierzające do realizacji konkretnych celów, „najlepsza i jedyna szkoła dla wolnych obywateli”. Jedynym ograniczeniem dla tych inicjatyw miało być przestrzeganie dwóch bardzo praktycznych zasad, którymi rządzić się miało wolne społeczeństwo.

 

W myśl pierwszej z nich, nie ma żadnych wspólnych zasad postępowania, z wyjątkiem tych, które członkowie społeczeństwa doraźnie przyjmą dla realizacji konkretnych celów.

 

Druga zasada to zaczerpnięta od Johna S. Milla, zasada minimalnej ingerencji, zgodnie z którą „jedynym celem usprawiedliwiającym ograniczanie przez ludzkość, indywidualnie lub zbiorowo, swobody działania jakiegokolwiek człowieka jest samoobrona, […] jedynym celem, dla osiągnięcia którego ma się prawo sprawować władzę nad członkiem cywilizowanej społeczności, wbrew jego woli, jest zapobieżenie krzywdzie innych. […] Każdy jest odpowiedzialny przed społeczeństwem jedynie za tę część swojego postępowania, która dotyczy innych. W tej części, która dotyczy wyłącznie jego samego, jest absolutnie niezależny; ma suwerenną władzę nad sobą, nad swoim ciałem i umysłem”. [14]

 

Zasady te połączone ze swobodą wypowiadania się miały iść w parze z otwartą wymianą osiągnięć między różnymi tradycjami. (Feyerabend odróżniał wymianę otwartą od kierowanej. Obydwie są sposobami zbiorowego decydowania w jakiejś sprawie. Wymiana kierowana to taka, w której tylko jedna tradycja stanowi punkt odniesienia dla oceny podejmowanych decyzji i działań, zaś wymiana otwarta nie wartościuje żadnej tradycji w ten sposób, dopuszcza ona przenikanie się różnych sposobów myślenia, postrzegania i odczuwania świata, czego efektem są zmieniające się pod wpływem owych czynników skale ocen.) Standardy kierujące wymianą między różnymi tradycjami miały być akceptowane, ulepszane lub eliminowane stosownie do okoliczności przez zainteresowane nimi tradycje. Standardom tym towarzyszyć miała swoboda w wyborze zachowań połączona ze świadomością możliwości odwetu za zachowania agresywne w stosunku do innych ludzi i zbiorowości. Połączenie takie ma z jednej strony chronić różne tradycje, z drugiej zaś skutecznie neutralizować działania mające na celu zdominowanie jednej tradycji przez inną.

 

Wytworem wolnego społeczeństwa, o czym teraz „nie pamiętają” spadkobiercy idei wolnego społeczeństwa, miał być dojrzały obywatel, który ma wiedzieć, jak kształtować własny umysł i świadomie wybierać to, co jest dla niego najbardziej korzystne lub to, co wydaje mu się najbardziej atrakcyjne. Nie został on wyuczony jakiejś konkretnej teorii, światopoglądu czy ideologii, został przygotowany do ich wyboru: studiowania i działania w ich ramach.

 

Dr hab. Krzysztof J. Kilian jest profesorem Uniwersytetu Zielonogórskiego, Kierownikiem Zakładu Ontologii i Teorii Poznania w Instytucie Filozofii UZ.

 

 Przypisy:

1 http://paderewski.lublin.pl/liceum/nauczyciel/dr-adam-kalbarczyk
2 Por. Adam Kalbarczyk, „Kompromitacja Chatki Żaka UMCS. Kiedy konferencja szamanów?”, 28.11.2014, http://lublin.gazeta.pl/lublin/1,35640,17036857,Kompromitacja_Chatki_Zaka_UMCS__Kiedy_konferencja.html
3 Włodzimierz I. Lenin, „Organizacja partyjna a partyjna literatura” (1905), [w:] idem, Dzieła. Tom 10. Listopad 1905-czerwiec 1906, przekład (anonimowy) z czwartego wydania rosyjskiego przygotowanego przez Instytut Marksa-Engelsa-Lenina przy KC WKP(b), Książka i Wiedza, Warszawa 1955, s. 32 [29-35].
4 Idem, Dzieła. Tom 14. 1908 (Materializm a empiriokrytycyzm), przekład (anonimowy) z czwartego wydania rosyjskiego przygotowanego przez Instytut Marksa-Engelsa-Lenina przy KC WKP(b), Książka i Wiedza, Warszawa 1955, s. 388.
5 Por. np. http://wyborcza.pl/1,75968,15075819,Co_to_jest__ideologia_gender__Nowe_narzedzie_walki.html
6 List Feyerabenda z 18 września 1969 r. do Imrego Lakatosa, [w:] Matteo Motterlini (ed.), For and Against Method. Imre Lakatos and Paul Feyerabend, The University of Chicago Press, Chicago and London, 1999, s. 176.
7 Paul Karl Feyerabend, Science in a Free Society, New Left Books, London 1978, s. 83.
8 Por. idem, „Jak obronić społeczeństwo przed nauką”, [w:] Kazimierz Jodkowski (red.), Czy sprzeczność może być racjonalna? Realizm Racjonalność Relatywizm t. 4, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1986, s. 323 [309-324].
9 Feyerabend, Science in a Free Society…, s. 106.
10 List Feyerabenda z 18 września 1969 r.…, s. 176.
11 List Feyerabenda z 6 lutego 1970 r.…, s. 191.
12 List Feyerabenda z 11 marca 1970 r.…, s. 197.
13 Feyerabend, Science in a Free Society…, s. 87.
14 John S. Mill, O wolności, Wydawnictwo Akme, Warszawa 2002, s. 25.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014