Nie ma znaczenia, skąd pochodzisz, czym się zajmujesz, co lubisz, w co wierzysz czy ile masz lat – w świątyni nowoczesności każdy znajdzie coś dla siebie. Świątynia przygarnie i zaopiekuje się każdym. Zaspokoi wszystkie Twoje potrzeby. A jeśli wydaje Ci się, że już zaspokoiła, to masz rację – tylko Ci się wydaje; przedmioty nieodczuwanych jeszcze przez Ciebie potrzeb są już na etapie produkcji.

Galeria handlowa, niegdyś zwana skromnie centrum, słusznie zmieniła swoją nazwę. Przestała bowiem być wyłącznie siedzibą handlową, a stała się swoistym ośrodkiem kultu konsumpcji. Wprawdzie na próżno tu szukać Damy z Gronostajem lub Venus z Milo, lecz bez problemu w licznych witrynach sklepowych odnajdziemy bezcenne arcydzieła użytkowej sztuki masowej.

Świątynie nowoczesności są otwarte dla swoich wiernych całymi dniami. W godzinach porannych i wczesnopołudniowych można tu spotkać rzesze młodych ludzi, zawiedzionych niskim poziomem gimnazjalnej edukacji, poszukujących swojej tożsamości, nazywanych przez złośliwych wagarowiczami. Mijają się oni z poważnymi biznesmenami, którzy korzystając z przerwy na lunch, popijając drugą kawę, spoglądają z pogardą, znad najnowszego numeru Forbesa, na młodzieńczy tłum i pozostałych uczestników kultu. Godziny popołudniowe i wieczorne to czas dla wszystkich. Przez automatycznie otwierane obrotowe wrota świątyni przelewają się całe rodziny, rody, klany. Kilkuletnie dzieci pośrodku szerokich alejek siedzą w kolorowych pociągach i samolotach lub spędzają niezapomniane chwile z obcą, wysoko wykwalifikowaną opiekunką w małych dziecięcych zoo, spoglądając przez grube szyby na przechodzącą gawiedź niczym małe, ciekawe świata zwierzątka. Pozwala to ich rodzicom w spokoju brać udział w rytuale i dokonywać trafnych wyborów dzieł sztuki masowej. Obok szczęśliwych rodzin przechadzają się wzdłuż alejek zakochani; para; ona i on; dziewczyna i chłopak. Czy może raczej – bardziej nowocześnie – partnerzy życiowi, czy też inni wspólnicy. Ona – całą sobą chłonie każdą cząstkę estetycznych wartości bijących jaskrawo-cekinowym blaskiem z kolorowych witryn. On, nieco bardziej powściągliwy w okazywaniu swoich emocji, oparty o balustradę spogląda zmęczonym wzrokiem w dół na niższe piętra świątyni, szukając zrozumienia w oczach innego młodego mężczyzny, podobnie jak on opartego o barierkę, z wyrazem twarzy tęskniącej za spokojem. Dwa piętra wyżej młoda para wspólników skończyła właśnie romantyczną kolację w McDonaldzie. On wykazał się niespotykanym wręcz heroizmem, przeciskając się przez długą kolejkę, by ostatecznie zamówić dwa BicMaki w powiększonym zestawie z dużymi frytkami i dietetyczną Colą. Ona dowiodła swojej anielskiej cierpliwości, oczekując przez pół godziny, aż jej luby przebrnie z mozołem przez długą kolejkę szybkoobsługowego baru.

W świątyni nowoczesności każdy znajdzie to, czego potrzebuje lub czego jeszcze nie wie, że potrzebuje; zaspokoi pragnienia duszy i ciała. Po wyjściu od fryzjera można, u pobliskiego agenta ubezpieczeniowego, bez trudu ubezpieczyć się przeciw porywistym wiatrom. Wychodząc z kina, obejrzawszy najnowsze, wybitne dziecko rodzimej kinematografii pt. „Miłość na lodowisku”, będącej kontynuacją kultowej już „Miłości na ławce w parku”, można udać się do fotografa, aby na zawsze utrwalić ten niewzruszony filmowy zachwyt bijący z naszych twarzy.

Jeśli komuś się wydaje, że z powodu braku pieniędzy nie może uczestniczyć w kulcie – jest w błędzie. Świątynia szczyci się również działalnością charytatywną. W bocznej nawie znaleźć można kącik kulturalny, w którym posłuchasz najnowszej platynowej płyty Mandaryny, a jeśli jesteś bibliofilem, to dwa rzędy za Dialogami Platona i jeden przed Pismem Świętym znajdziesz najnowsze bestsellerowe arcydzieła Katarzyny Grocholi i Dana Browna. Jeżeli natomiast jesteś wspomnianym młodym krytykiem gimnazjalnego systemu edukacji, możesz bez trudu poszukać swojej tożsamości, kradnąc samochody i napadając na przechodniów w najnowszej odsłonie gry GTA na Xboxa 360.

Jeśli jesteś znudzony swoją szarą rzeczywistością, musisz koniecznie odwiedzić to miejsce. Czas się tutaj zatrzymuje. Brak okien, naturalnego światła oraz zegarków sprawia, że czas przestaje się dla Ciebie liczyć. Stajesz się częścią enklawy. Galeria handlowa to swoiste miasto w mieście, tylko nieco lepiej zorganizowane. Sklepy, salony usługowe i centra rozrywki znajdują się o kilka kroków od siebie. Ruchome schody zawiozą Ciebie i Twoje zmęczone nogi na wybrany poziom. Zgubiłeś się? Nie ma problemu. Nie musisz już pytać ludzi o drogę, narażając się na niepotrzebną i męczącą rozmowę z nimi, która zawsze może grozić nawiązaniem nowych znajomości. Odpowiednie mapki GPS, ustawione w całej galerii, powiedzą Ci dokładnie, gdzie jest Twoje miejsce.

Galeria handlowa, jak na świątynie przystało, z okazji każdego święta wprawia w ruch swoje wielkie dzwony, których dźwięk rozchodzi się na dziesiątki kilometrów, informując wiernych o najnowszych mega- i hiperpromocjach, rabatach, okazjach i trwających miesiącami wyprzedażach związanych z likwidacją konkretnego sklepu. Wystarczy przyjść. Kapłani i kapłanki służą dobrym słowem. A w razie potrzeby rozgrzeszą Cię z niepewności co do słuszności dokonanego zakupu. Jeszcze tylko mały, symboliczny datek na tacę i możesz iść dalej, oddawać się mistycznej ekstazie.

P.Wiatr

 

 

Zobacz też:  Z SIECI