Pewnego razu Kalikst Fino, spacerując po lesie, ujrzał jakiegoś mężczyznę duszącego kobietę. Dusił ją i dusił, aż w końcu osunęła się na ziemię martwa. Kalikst dokładnie przyjrzał się mordercy, po czym niezwłocznie zawiadomił o wszystkim policję.

Policja już od dłuższego czasu szukała mordercy wielu kobiet grasującego w erskich lasach. Badano ślady, przesłuchiwano wielu ludzi, ale sprawca wciąż pozostawał nieznany. Jednak dzięki doniesieniu Kaliksta śledztwo zaczęło rozwijać się bardzo szybko. Wkrótce więc dusiciel został schwytany.

Odbyła się rozprawa sądowa. Oskarżonemu groził najwyższy wymiar kary: pięć lat więzienia bez możliwości oglądania telewizji.

– Wysoki sądzie! – zawołał tubalnym głosem adwokat – domagam się natychmiastowego uniewinnienia mego klienta.
– Pan żartuje! – odparł sędzia i roześmiał się.
– Wręcz przeciwnie. Wprawdzie oskarżony zabił kobietę, ale nie popełnił przestępstwa. Zabił on bowiem, aby zaspokoić swoje potrzeby seksualne. A więc nie zrobił nic złego, gdyż każdy ma do tego prawo, nawet stosując niezwykłe metody. Przypominam, że KonstytucjaRepubliki R zapewnia wszelkie prawa mniejszościom seksualnym. Kodeks Karny mówi zaś jednoznacznie, iż „Kto prześladuje kogokolwiek z powodu jego
upodobań seksualnych, podlega karze więzienia do lat czterech”.

Sędzia od razu pojął, że skazanie oskarżonego może przysporzyć mu rozlicznych kłopotów, z utratą stanowiska włącznie. Bardzo chciał tego uniknąć.

– Szanowny panie – zwrócił się do zabójcy – Na mocy przysługujących mi uprawnień uznaję pana za niewinnego.

Winnym natomiast okazał się Kalikst Fino. Za perfidne prześladowanie reprezentanta mniejszości seksualnej odsiedział w obozie karnym cztery lata.

 
 
Zobacz też:  "ŚLADY KRWI: PRZYPADKI HENRYKA HARSYNOWICZA"