Reporter, tęcza i pani Młynarska, czyli po Marszu Niepodległości

Udostępnij
Przeczytasz tekst w ok. 3 min.

W telewizorze i internecie śmieją się z reportera TV Republika, który dał ponieść się emocjom podczas relacjonowania interwencji policji po rozwiązaniu Marszu Niepodległości. Nabijają się z tego szalika, który został po zatrzymanym i wleczonym jak świnia do kastracji człowieku, a który, według wersji policji, rzucał w policjantów, nie pamiętam czy butelką czy czymś. Ale nie jest to najważniejsze.

Oczywiście, gdy tam był dziennikarz, reporter itp. pracujący we wiodących mediach, to by zachował spokój niczym enkawudzista podczas rozstrzeliwań, wiedziałby, że wleczonym jak świnia obywatelowi Polski nie należy się przejmować, a to dlatego, że Władysław Gomułka, chyba w 1946 r., powiedział, że władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy, że policjanci pracują w służbie procesu dziejowego, w którym to siły postępowe mają pokonać faszystów, że ci faszyści to wróg klasowy i tego wroga należy zwalczać w każdy możliwy sposób, jak nauczał Włodzimierz Lenin, a nie martwić się czy procedury podczas zatrzymania zostały zachowane czy zatrzymany był przytomny i czy na pewno to winowajca. Reporter TV Republika widział w zatrzymanym człowieka, a nie przedstawiciela sił skazanych na zagładę w opisanym przez Karola Marksa nieuchronnym procesie dziejowym. Jest to postawa zupełnie obca dziennikarzom wiodących mediów, którzy swoim zachowaniem, komentarzami itd. przypominają raczej prokuratorów z czasów stalinowskich niż kogokolwiek innego. I pewnie stąd to szydzenie z reportera.

Ale czort z nimi. Zdaje się, że wielkie niezadowolenie warszawskiego ratusza spowodowało spalenie tęczy na Placu Zbawiciela. Pewnie dlatego, że wyszedł na jaw szwindel, oto tęcza miała być niepalna, a paliła się, że aż miło było patrzeć. A ktoś pieniądze wziął, za to, żeby była niepalna. Nie dziwię się więc pani prezydentowej, że jest niezadowolona. Ale niepotrzebnie się martwi, przecież niezależna prokuratura nie wdroży energicznego śledztwa, wiadomo, że pieniądze trafiły do tych kieszeni co powinny, a po drugie, będą mogli wziąć jeszcze raz te 70 tys. złotych. A może i nie raz bo pani prezydentowa zapowiedziała, że za każdym razem, gdy tęcza spłonie zostanie odnowiona. Myślałem, że władze największego miasta w Polsce mają bardziej ambitne cele niż marnowanie pieniędzy podatników na głupoty, ale jest już po referendum, a do wyborów zostało jeszcze trochę czasu.

Niedawno piłkarz trzecioligowej drużyny na stadionie Polonii Warszawa po meczu tak ułożył palec wskazujący i kciuk, że utworzyły literę L. Został zatrzymany za to przez policję a sąd raz dwa wymierzył mu karę 1500 zł. Zdaje się, że chodziło o to, że prowokował kibiców Polonii „elką” Legii. Jeżeli sąd byłby konsekwentny, a nie działał na zamówienie zwierzchników, to ukarałby tych co postawili tą tęczę na Placu Zbawiciela i tych, którzy po każdym podpaleniu tą tęczę odnawiają. W końcu jak na dłoni widać, że owa tęcza prowokuje. I chyba, żeby prowokować jeszcze bardziej, z uporem maniaka, jest odnawiana za każdym razem, gdy pójdzie z dymem. Skąd ten upór? Jednym widać wolno prowokować za nasze pieniądze, bo i wykonawcy tego czegoś i „artystka” pewnie wzięli za to forsę, drugiemunawet palców nie wolno tak ułożyć, jakby chciał. Oto jak wygląda wolność, prawa człowieka itd. w III RP.

Wiadomo, że ta tęcza, niezależnie jaki kit będą nam wciskać, jest symbolem zboczeńców. I coś mi się wydaje, że pełni podobną rolę do tej, jaką kiedyś pełnił Pałac im Stalina, ma jasno wskazywać, kto panuje teraz nad Wisłą. I jak tu się dziwić, że takie „instalacje artystyczne” czy jak to się nazywa, ludziom się nie podobają. Ale normalny człowiek ma być reedukowany, tresowany, indoktrynowany i ma jeszcze za to płacić, podobnie jak za wszystko inne co tylko sobie władza zażyczy, a nie wydziwiać.

Chyba, żeby zasłużyć na posadę, pani Młynarska ta z telewizora, w telewizorze oburzała się, że uczestnicy Marszu Niepodległości skandowali hasło „raz sierpem, raz młotem…”, oczywiście nie dokończyła, tak na wszelki wypadek, żeby niezbyt rozgarnięty widz nie mógł dowiedzieć się, że chodzi o „czerwoną hołotę”. Miało to według niej być nawoływaniem do agresji, albo coś podobnego. Ja nawet panią Młynarską rozumiem, stara się zarobić u „czerwonej hołoty” na miskę zupy i te sumy, które co miesiąc wpłacają jej na konto, a wcale nie muszą. Sto takich jak ona czeka pod bramami telewizji na pracę, niczym panienki pod koszarami, i to młodszych, ładniejszych…

MICHAŁ PLUTA

 

Autor
Redakcja IPP