W miejscowości, w której mieszkam, jakiś czas temu aresztowano policjantów pod zarzutem, że to niby brali od kierowców łapówki. Jak tam było, nie wiem, i jak sprawa się skończy, też nie  wiem. Radziłbym jednak policjantom, żeby powołali się na przykład Beaty Sawickiej, która mimo że wzięła całą torbę forsy w ramach korumpowania się, to nie jest winna ani trochę. Ale może to nie najlepsza rada, bo sądy nie działają zgodnie z prawem, ale na rozkaz. Jaki rozkaz dostaną, taki wydadzą wyrok. Nie wiem tylko, czy również w ramach rozkazu dostają uzasadnienie wyroku, ale chyba tak jest, o czym może świadczyć to, co nagadał ten sędzia z resortowej rodziny, który orzekał w sprawie słynnego już chirurga. Ale czort z nimi wszystkimi. Wracajmy do policjantów.

Jak wspomniałem, policjantów aresztowano pod zarzutem korupcji. A czego się panowie komendanci główny, wojewódzcy, powiatowi, szef MSW itp. spodziewali? Gdy kończyłem szkołę średnią, do policji przyjmowali tylko po znajomości i nieważne było, czy mały i garbaty, aby miał plecy. Nie sądzę, żeby od tamtego czasu coś się zmieniło. Skoro ktoś w nieuczciwy sposób został zatrudniony, to co tu się dziwić, że w nieuczciwy sposób postępuje. Raz uczestniczył w szwindlu, jakim było przyjęcie go do pracy (te wszystkie rzucania piłką lekarską i rozmowy z panią psycholog, podczas których pani psycholog włazi pod stół i szczeka), to dlaczego ma nie uczestniczyć w drugim, trzecim i czwartym szwindlu, tym razem w pracy? To po pierwsze, a po drugie ryba psuje się od głowy.

Skoro była grupa przestępcza w Komendzie Głównej Policji, co to zdaje się przetargi ustawiała, to dlaczego policjant z małego miasteczka ma sobie odmawiać paru stów? Co więcej, taki policjant jeden z drugim może i brał łapówki, ale nie zdradził Polski, czego nie można powiedzieć o tych politykach, których mordy ciągle zmuszeni jesteśmy oglądać w telewizorze, i nikt tych dziadów nie tropi, nie wsadza do pierdla i nie wiesza. A zdrada państwa to chyba poważniejsza sprawa niż korupcja w policji w małym miasteczku.

A teraz z innej beczki. Doktor Łukasz Kamiński, obecnie prezes IPN, zajmował się oporem społecznym w Polsce w latach 1944-48. W swojej pracy doktorskiej zaproponował bardzo szeroką definicję oporu społecznego. Najogólniej można powiedzieć, że za opór społeczny w państwie totalitarnym uznał takie dziania, które obiektywnie lub subiektywnie szkodziły władzy. Według niego formami oporu były więc wówczas i strajk, i antykomunistyczny napis w toalecie, i obijanie się w fabryce, itd. Dla ścisłości zaznaczę, że nie uznał za formy oporu zjawisk kryminalnych. Ale czy łapówka w III RP to zjawisko kryminalne? Raczej norma postępowania, wystarczy popatrzeć na rządzących.

Zobacz też:  JA NIE PAŃSKI, NIE HETMAŃSKI... CZYLI DLACZEGO BRONIĄ NAM BRONI?

Biorąc pod uwagę tendencję władz do trzymania nas coraz krócej za twarze, tresurę, indoktrynację dzieci w szkole, zgony „bez udziału osób trzecich”, obowiązywanie w sferze publicznej tylko jednej, europejskiej ideologii itd., można powiedzieć, że jeśli nie żyjemy w państwie totalitarnym, to zbliżamy się do tego ideału. I jeśli uwaga ta jest słuszna, to stawia ona w zupełnie innym świetle policjantów biorących łapówki. Oczywiście pod warunkiem, że policjanci nie wymuszali łapówek, tylko brali, że tak napiszę, z inicjatywy wręczających w zamian za odstąpienie od czynności.

Oto bowiem działania i tych dających, i tych biorących jawią się jako forma oporu społecznego. Pamiętajmy, że minister finansów zaplanował sobie ogromne korzyści z karania kierowców mandatami. Sabotowanie wykonania planu ministra Rostowskiego jest podobne do sabotowania wykonania planu sześcioletniego za komuny. Po drugie, policjanci pozwolili uniknąć kierowcy pewnie dotkliwszej kary (bo inaczej po co by kierowca dawał łapówkę), np. mandatu i kolejnych punktów karnych, których pewna ilość powoduje utratę prawa jazdy. Zaznaczmy też, że obok karania np. za spowodowanie wypadku, wymuszenie pierwszeństwa, wyprzedzanie na pasach, przepisy nakazują karać kierowcę za brak gaśnicy, zapiętych pasów, ubezpieczenia czy jazdę bez świateł w dzień. Posiadacz samochodu pewnie by takich obowiązków nakładanych na kierowcę potrafił wymienić więcej.

Wychodzi na to, że wspomniani policjanci to nie straszni przestępcy, ale tacy mniej więcej ludzie w mundurach, jak ci żandarmi niemieccy ze starych filmów, którzy w pociągach jadących z prowincji do Warszawy brali pieniądze od podróżnych w zamian za przymykanie oka na przewożone kiełbasy, balerony i inne fragmenty świni. Bez tego przemytu, możliwego pewnie dzięki łapówkom, w Warszawie byłoby mniej żywności, a więc byłoby gorzej, a nie lepiej. A co więcej, bez łapówek dawanym carskim paru więcej powstańców styczniowych powędrowałoby na Syberię. A jak już pisałem, nadchodzą takie czasy, że miejsce uczciwych ludzi będzie albo w lesie, albo w więzieniu, więc oby więcej takich funkcjonariuszy państwa, którzy za parę stów odstąpią od czynności służbowych, czy jak to tam się u nich nazywa. Niestety, takie czasy.