DZiENNIKARZE ŚLEDCZY

Cz. 1 Cezary Gmyz

Stosunkowo niedawno zaczęłam się interesować niezwykłymi ludźmi, do jakich zaliczają się dziennikarze śledczy, i doceniać rolę , jaką odgrywają w życiu społecznym i politycznym Polski. Teraz już mam świadomość, że wiedzą oni więcej niż większość historyków, politologów, a nawet wybitnych publicystów po naszej stronie sceny politycznej i że ich żmudna i niebezpieczna praca nie ogranicza się bynajmniej do rozpracowywania wyłącznie afer korupcyjnych i problemów gospodarczych, jak do niedawna sądziłam.

Nie sposób w ramach felietonu wymienić wszystkich dziennikarzy śledczych zasługujących na szczególną uwagę. Postanowiłam więc skupić się jedynie na trzech, a mianowicie na Witoldzie Gadowskim, Cezarym Gmyzie iAnicie Gargas.

Jak do tego doszło, że wybitny dziennikarz „ Rzeczpospolitej’, znany jednak głównie w kręgu najbliższych współpracowników i kolegów redakcyjnych, z dnia na dzień stal się postacią pierwszoplanową i znalazł się na czołówkach wszystkich gazet? Stało się to 5 listopada 2012 r., w dniu, w którym po przesłuchaniu w redakcji „Rzeczpospolitej” wręczono mu wypowiedzenie z pracy ze skutkiem natychmiastowym. 6 listopada zorganizowano pikietę protestacyjną pod siedzibą redakcji, w której wzięło udział wielu dziennikarzy ( m.in. Jan Pospieszalski, Anita Gargas, Andrzej Horubała, Jerzy Jachowicz, Piotr Zaremba, Przemysław Babiarz) i czytelników. Ale wszystko zaczęło się o wiele wcześniej, w połowie października 2012 r., gdy nastąpiła wizyta prokuratorów i biegłych w Smoleńsku. Po ich powrocie zapanowało dziwne poruszenie w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej i w Prokuraturze Generalnej. Miały miejsce liczne konsultacje między Jerzym Artymiakiem i Andrzejem Seremetem. Wiadomości te przekazał C. Gmyzowi jeden z jego informatorów. Mniej więcej po tygodniu następny informator doniósł, że na fotelach i centropłacie Tupolewa odkryto ślady trotylu, nitrogliceryny i C-4 oraz że odnaleziono kolejne szczątki samolotu. Po dokładnym sprawdzeniu wszystkich źródeł C. Gmyz napisał o tym artykuł. Decyzję o druku podjął naczelny „Rzeczpospolitej” Tomasz Wróblewski. Później okazało się , że poinformował on Hajdarowicza o tym tekście, a ten z kolei zapoznał z nim rzecznika rządu Pawła Grasia. Tekst trafił do drukarni 29 października w nocy, a na stronie internetowej „ Rzeczpospolitej” ukazało się niesławne oświadczenie „ Pomyliliśmy się”. Co było dalej – o tym powszechnie wiadomo.

Pojawiły się sugestie, że informatorzy Gmyza to ludzie należący do PIS-u lub powiązani z tą partią. C.Gmyz oczywiście nie ujawnia swoich źródeł informacji, ale stwierdza, że Jarosław Kaczyński już 2 tygodnie przed publikacją jego artykułu nadmieniał, że spodziewa się jakiejś zmiany w sprawie Smoleńska, zaś Antoni Macierewicz, który przez ponad 2 lata nie używał słów „zamach” i „ zbrodnia”, w połowie października wprowadził je już do swojego słownika. Jest faktem niezbitym, że niektórzy członkowie PiS-u wiedzieli wcześniej o nieoczekiwanym zwrocie w śledztwie smoleńskim. Nie chcieli jednak ujawniać tej wiedzy przed 6 listopada, mając nadzieję, że Obama nie przejdzie w wyborach prezydenckich. Można sobie wyobrazić, że nie było im na rękę, gdy C. Gmyz przyszedł do redakcji Rzepy, witając kolegów słowami: „ Mam newsa, który może zmienić bieg historii”.

Niestety, frekwencja na obchodach 3. rocznicy zamachu nad Smoleńskiem, jak również raczej modlitewny, niż patriotyczny i ofensywny charakter uroczystości sprawił, że bieg historii jeszcze się nie zmienił.

Jednym z ciekawszych wątków pracy C. Gmyza było jego zaangażowanie w lustrację znanych hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego. Szczególnie cenne informacje zdobył na temat bpa Życińskiego i bpa Wielgusa, opierając się na materiałach IPN, przy współpracy z Piotrem Gontarczykiem i Sławomirem Cenckiewiczem. Wprawdzie teczki hierarchów będących tajnymi współpracownikami SB zostały w większości zlikwidowane, ale nawet na podstawie nielicznych pozostałych dokumentów C. Gmyz potrafił rozwinąć swoje prywatne śledztwo. Zachowała się m.in. teczka zmarłego abpa Bronisława Dąbrowskiego, który wysyłał donosy do SB podczas trwania soboru watykańskiego II, oraz bpa włocławskiego Wiesława Meringa. Wśród duchownych niższej rangi znaleźli się ks. Michał Czajkowski i ks. Mieczysław Maliński.

Mając za sobą duże doświadczenie w badaniu sprawy pozyskiwania do współpracy z SB duchownych katolickich, C. Gmyz zajął się sprawą lustracji Kościoła Ewangelicko- Augsburskiego. W Kościele ewangelickim o najważniejszych sprawach decyduje Synod, będący jednoizbowym parlamentem, któremu podlegają synody diecezjalne, stanowiące odpowiednik katolickich diecezji. C. Gmyz jest obecnie członkiem synodu diecezji warszawskiej oraz Synodu Kościoła. Dla celów lustracji powołano Komisję Historyczną, której zadaniem był wgląd do dokumentów IPN dotyczących związków wyznaniowych. Natomiast drugi organ, Kolegium Komisji Historycznej, złożony z najwyższych dostojników Kościoła, głównie biskupów, miał za zadanie ocenę pracy Komisji.

C. Gmyz opracował własny, szeroko zakrojony projekt badawczy pod nazwą „Kościoły Polskiej Rady Ekumenicznej wobec bezpieki”. Był to rok 2008. Pierwszą teczką, z którą się zapoznał, była założona w roku 1998 teczka personalna Janusza Jaguckiego, zwierzchnika Kościoła Ewangelicko- Augsburskiego. Gmyz wyznaje, że było dla niego wielkim szokiem, iż J. Jagucki współpracował z SB i to nadzwyczaj gorliwie. Donoszenie było pasją jego życia. A był to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Wstępne rozeznanie wykazało, że we współpracę z SB mogło być uwikłanych około 30 % duchownych ewangelickich. Większość dzisiejszych biskupów Kościoła ewangelickiego była w czasach PRL zarejestrowana jako TW Służby Bezpieczeństwa. Zwierzchnicy luteranów byli gorliwymi konfidentami. Oczywiście i tu zdarzały się chlubne wyjątki, o których wspomina Cezary Gmyz.

Zobacz też:  POWÓD NASZYCH NIESZCZĘŚĆ

W podsumowaniu stwierdza: „ Poradziliśmy sobie z tym (z lustracją) ciut lepiej niż Kościół rzymskokatolicki, dużo lepiej niż Kościół prawosławny/…/ ale to nie znaczy, że poradziliśmy sobie dobrze”.

Cezary Gmyz ciężko przeżywa fakt, że z SB współpracowali ludzie znani mu osobiście, którzy dawali ślub jego rodzicom, chrzcili go, z którymi bywał na obozach ewangelickich. „Nie ma nas wielu, więc każdy badany przeze mnie przypadek dotyczył albo kogoś, kogo znałem sam, albo kogoś, kogo znał inny członek mojej rodziny lub któryś ze znajomych”.

Do najważniejszych osiągnięć Cezarego Gmyza należy rozpracowywanie agenta wszechczasów, Tomasza Turowskiego. W chwili obecnej pracuje nad książką, której tytuł będzie brzmiał „Zaraza za spiżową braną”. Tytuł ten kojarzył mi się z przypuszczalną krytyką Jana Pawła II, jako że wyznaczony czasokres dotyczy właśnie pontyfikatu tego papieża i zamyka się w roku 1990, kiedy to nastąpiła likwidacja Służby Bezpieczeństwa. Pomyliłam się jednak, ponieważ określenie „zaraza” odnosi się wyłącznie do działania agentury w Watykanie. Pisał o tym również Leszek Szymowski w książce „Agenci SB kontra Jan Paweł II”. W latach 80. liczba agentów działających w Watykanie przekraczała setkę. Jan Paweł II wiedział, że jest obiektem zainteresowania nie tylko szpiegów z Polski i Rosji, lecz także pracujących dla NATO i CIA i był bardzo ostrożny.

Istnieją informacje, że Turowski mógł być poprzez rodzinę bardzo zaprzyjaźniony z rodziną Karola Wojtyły. Turowscy to rodzina o tradycjach lekarskich, a przyszły papież utrzymywał stosunki z takimi kręgami inteligencji krakowskiej. Tomasz Turowski był studentem filologii rosyjskiej. W marcu 68 podczas zamieszek studenckich został zatrzymany i był przesłuchiwany przez SB. Być może wtedy pozyskano go jako źródło informacji.

Od momentu, gdy zaczęły się ukazywać pierwsze publikacje Gmyza odnośnie Turowskiego, ten ostatni stał się tematem tabu i nikt nie chciał ujawniać żadnych informacji z nim związanych. Turowski należał do najbliższego otoczenia papieża i nie mógł być człowiekiem znikąd. Był na ty z większością polskich hierarchów i księży w Watykanie. Jan Paweł II ufał ludziom i krąg tych, z którymi się spotykał, był szeroki, ale jednak ograniczony do ludzi związanych z dominikańskim duszpasterstwem akademickim w Krakowie, tzw. „Beczką” bądź duszpasterstwem inteligencji. Gmyz podkreśla, że Tomasz Turowski miał świetne dojścia do ówczesnego sekretarza Jana Pawła II, dzisiejszego metropolity krakowskiego Stanisława Dziwisza. W wyniku prywatnego śledztwa Turowski jawi się jako agent doskonały – bezcenny dla bezpieki, ceniony przez wielu wybitnych przedstawicieli opozycji, były jezuita, przyjaciel Janusza Krupskiego, wiceprezesa IPN, który wraz z Januszem Kurtyką zginął w zamachu nad Smoleńskiem. Przyjaźni się ze wszystkimi, donosi na wszystkich i wciąż nie można mu niczego udowodnić. Wiadomo, że był bardzo zaangażowany w sprawę apelu o pojednanie biskupów polskich i rosyjskich. Będąc już emerytem, wraca niespodziewanie do pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych i po 3 dniach zatrudnienia zostaje mianowany szefem Wydziału Politycznego Ambasady w Moskwie, otrzymując zadanie przygotowania wizyt premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Staje się osobą ważniejszą od ówczesnego ambasadora RP w Rosji, Jerzego Bahra. W Smoleńsku Donalda Tuska wita Putin, a Jarosława Kaczyńskiego Turowski. To on prowadzi go do zwłok Lecha Kaczyńskiego.

Do dziś nie są odkryte kulisy kariery arcyszpiega T. Turowskiego. Wierzę, że Cezary Gmyz tego dokona. Czytając wywiad, jakiego udzielił Piotrowi Goćkowi, miałam możność poznania jego osobowości. To człowiek prawy, uczciwy, rzetelny, dla którego dążenie do odkrywania prawdy jest priorytetem. Jako dziennikarz śledczy jest dociekliwy, cierpliwy i ostrożny, a ponadto obdarzony wielką intuicją.

Jeszcze jedną pozytywną cechą Cezarego Gmyza jest jego obiektywizm w stosunku do ludzi innego wyznania. Będąc w Watykanie w charakterze zawodowym, miał wiele okazji do krytykowania Jana Pawła II. Być może miał zastrzeżenia do sposobu uprawiania polityki tego papieża, ale nie podjął tego wątku. Uważał go za człowieka ufnego, kochającego ludzi. A gdy Piotr Gociek zapytał go, czyją biografię chciałby napisać, odpowiedział: „Jana Pawła II. Ale biografię, a nie hagiografię”.

Wszystkie informacje opisane przeze mnie w tej części felietonu są zaczerpnięte z wydanej w tym roku książki pt. ”Zawód – dziennikarz śledczy” (aut .Cezary Gmyz – Piotr Gociek, wyd. Fronda)

Krystyna Szczyrek

Cd. w następnym nr IPP