W opisach męki Jezusa znajdujących się w Ewangeliach można przeczytać o towarzyszących jej cudach i znakach. Według Mateusza od szóstej godziny do godziny dziewiątej ciemność zaległa całą ziemię (Mat. 27:45), a w chwili śmierci zatrzęsła się ziemia i skały popękały (Mat. 27:51). Relacje Marka i Łukasza są bardzo podobne. To, co się działo, wywarło wielkie wrażenie na żołnierzach, którzy wykonywali egzekucję. A setnik i ci, którzy z nim byli i strzegli Jezusa, ujrzawszy trzęsienie ziemi i to, co się działo, przerazili się bardzo i rzekli: Zaiste, ten był Synem Bożym (Mat. 27:54). Podobnie zareagowali Żydzi. A wszystkie te rzesze, które zeszły się na to widowisko, ujrzawszy to, co się stało, bijąc się w piersi zawracały (Łk. 23:48). Oczywiście można do tych relacji podejść w sposób „nowoczesny” i uznać, że ewangeliści tylko „dawali wyraz swojej wierze”. Ponieważ uznali Jezusa za Stworzyciela świata, oczekiwali, że Jego śmierć wstrząśnie całym stworzeniem i wymyślili sobie towarzyszące jej „efekty specjalne”. To samo podejście trzeba wtedy zastosować do przemówienia Piotra po zesłaniu Ducha Świętego. Apostoł przypomniał zebranym proroctwo Joela o ostatecznych dniach. Znakiem, że się one zaczynają, miało być wylanie Ducha na wszelkie ciało, ale nie tylko. Joel zapowiedział też, że Słońce przemieni się w ciemność, a księżyc w krew. Zanim przyjdzie Dzień Pański wielki i wspaniały (Dz. Ap. 2:14). Pojawia się tu jednak pewien problem. Jeśli wydarzenia nie przebiegały tak, jak przedstawia je Biblia, dlaczego w Jerozolimie powstał kościół chrześcijański?

Ludzie tworzący tę wspólnotę decydowali się na porzucenie tradycji, w której wyrośli. Stawiali się poza swoim narodem, okazując nieposłuszeństwo jego „autorytetom moralnym”. O konsekwencjach, które miała dla nich ta decyzja, można przeczytać w Liście do Hebrajczyków: byliście wystawieni na publiczne zniewagi i udręki (…) przyjęliście z radością grabież waszego mienia (Hbr. 10:33–34). Żyd, którego wyłączono z synagogi, był poza prawem. Można go było okradać, bić, nawet zabić. Ci, którzy przyłączali się do nowej „sekty”, musieli być świadomi ryzyka. Los samego Jezusa był wystarczającą przestrogą. Mimo to, jeśli wierzyć znanemu z dokładności Łukaszowi, zaraz po zesłaniu Ducha Świętego pozyskanych zostało (…) około trzech tysięcy dusz (Dz. Ap. 2:41). Co ich motywowało? Zmartwychwstałego Jezusa widziało około pięciuset osób (1 Kor. 15:6). Co przekonało te tysiące, które przyłączyły się w dniu Zielonych Świąt i w następnych? Wypełnienie się znanej, zapisanej prawie 900 lat wcześniej przepowiedni Joela mogło dać im pewność, że stają po właściwej stronie. Jednak aby uznać, że tak się stało, nie wystarczyło zobaczyć ludzi z językami ognia nad głowami przemawiających różnymi językami. Prorok zapowiadał niezwykłe znaki na niebie.

Niemal dokładnie trzydzieści lat temu, w grudniu 1983 roku, ukazał się w czasopiśmie „Nature” artykuł pod tytułem „Datowanie Ukrzyżowania”, który wywołał wielkie poruszenie nie tylko wśród naukowców. Dwaj profesorowie fizyki z uniwersytetu Cambridge, Humphreys i Waddington, wyjaśnili w nim, jak mogło wypełnić się w całkowicie naturalny sposób proroctwo, że księżyc przemieni się w krew. Zaćmienie Księżyca ma miejsce wtedy, gdy wchodzi on w cień rzucany przez Ziemię. Zawsze, zanim stanie się całkowicie lub częściowo niewidoczny, zmienia barwę. Atmosfera ziemska rozszczepia światło słoneczne podobnie jak pryzmat. Księżyc, zanim wejdzie w stożek całkowitego cienia, jest oświetlany światłem fioletowym, niebieskim, a potem kolejnymi barwami aż do czerwonej. Może się też zdarzyć tak zwane zaćmienie półcieniowe. Wtedy księżyc w ogóle nie wchodzi w stożek całkowitego cienia Ziemi, zmienia tylko barwę.

Nie jest dzisiaj problemem obliczenie położenia każdego ciała wchodzącego w skład Układu Słonecznego w dowolnym momencie przeszłości i przyszłości. Okazuje się, że jedno z zaćmień Księżyca miało miejsce 3 kwietnia 33 roku n.e. Było to zaćmienie częściowe, ale w momencie, gdy cień Ziemi „dotknął” powierzchni Księżyca, nie był on widoczny z obszaru Bliskiego Wschodu.1 Był to piątek, a następnego dnia przypadała żydowska Pascha. Według Prawa Mojżeszowego w ten dzień należało zabić baranka.

Wszystko tak, jak opisano w Ewangeliach. Mieszkańcy Jerozolimy widzieli Księżyc w takim położeniu, jak na ilustracji. Czy taki widok nie mógł nasunąć  im myśli, że krew przelana w ten dzień zmieni cały Wszechświat?

Pismo Święte przedstawia Boga jako istotę panującą nad absolutnie wszystkim, co dzieje się we wszechświecie, a życie Jezusa jako realizację szczegółowego planu, którego najważniejszym elementem było złożenie ofiary za nasze grzechy. Był on na to przeznaczony już przed założeniem świata (1 Piotr 1:20). Przyszedł na świat, gdy nadeszło wypełnienie czasu (Gal. 4:4). W opisach, jak Jezus wychodził z niebezpiecznych sytuacji, powtarza się zwrot, że jeszcze nie nadeszła jego godzina. Gdy pozostało niewiele czasu do ukrzyżowania, powiedział: przyszedłem na tę godzinę (Jan 12:27). Artykuł Humphreysa i Waddingtona pozwala lepiej zrozumieć, co biblijni autorzy mieli na myśli. Nawet położenie ciał niebieskich było elementem planu.

Geologowie badający warstwy osadów nad Morzem Martwym znaleźli w nich ślady trzęsienia ziemi, do którego doszło na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych pierwszego wieku naszej ery i dopuszczają możliwość, że to o nim jest mowa w Ewangelii Mateusza. Ich zdaniem nie było ono wystarczająco silne, by doprowadzić do pękania skał, o którym można przeczytać w tej relacji. Czy jednak na podstawie przemieszczeń warstw osadów na brzegu Morza Martwego można dokładnie ocenić natężenie wstrząsów w odległej o około 20 km Jerozolimie? Poza tym opis, który pozostawił Mateusz, jest bardzo krótki, a jedyna szkoda, o której wspomina, to rozdarta zasłona przybytku świątyni. Trudno chyba stanowczo orzec, że w swym opisie przesadzał. Oczywiście nie sposób ustalić dokładnej daty trzęsienia. Można uważać, że wydarzyło się przed lub po ukrzyżowaniu, a Mateusz trochę „naciągnął”, ale możliwości, że wydarzenia te się zbiegły, wykluczyć też nie można.2

Zobacz też:  Dlaczego hierarchowie nadal kolaborują z Moskalami?

Jeśli wierzyć Ewangeliom, najbardziej spektakularnym zjawiskiem, które miało miejsce w dniu śmierci Jezusa, była ciemność, która od szóstej godziny do godziny dziewiątej zaległa całą ziemię (Mat. 27:46). Według naszej rachuby czasu trwało to od 12 do 15. Trudno uwierzyć, żeby apostoł Piotr uznał za spełnienie proroctwa Joela burzę piaskową czy jakąś wyjątkowo dużą chmurę. Jego słów słuchali Żydzi, którzy przybyli na te święta z całego Imperium. Trudno uwierzyć, żeby potraktowali poważnie jego mowę, wiedząc, że tam, gdzie byli w dniu poprzedzającym Paschę, ciemności w samo południe nie zapadły. Jeśli coś takiego rzeczywiście się stało, to nie sposób znaleźć jakieś naturalistyczne wytłumaczenie. Księżyc był w pełni i zaćmienie Słońca „z definicji” nie wchodziło w grę. Zresztą zaćmienie może trwać najwyżej kilka minut. Poza tym Joel pisał, że słońce przemieni się w ciemność, a nie, że coś je zasłoni…

Coraz trudniej jest twierdzić, że teksty Pisma Świętego, którymi dysponujemy obecnie, różnią się od tych z pierwszego wieku. Oznacza to, że czytali je ludzie, którzy przeżyli ten dzień w różnych miejscach naszego globu i z własnego doświadczenia mogli ocenić, czy jego opis odpowiada rzeczywistości. Znali je nie tylko wierzący, lecz także ci, którym nowa wiara się nie podobała i na różne sposoby starali się ją skompromitować. Jednak nie zarzucali chrześcijanom rozpowszechniania bzdur o tym, że w samo południe zgasło słońce. Czy nie dostrzegli okazji do osiągnięcia swojego celu, czy też z jakiegoś powodu uznawali, że lepiej tej sprawy nie poruszać? Niewiele z tego, co napisano w starożytności, zachowało się do naszych czasów. Zachowały się jednak wzmianki o dwóch niewierzących autorach, na których powoływali się chrześcijanie piszący na ten temat.

Jednym z nich był żyjący w I wieku n.e. rzymski historyk Thallus. W trzecim tomie swojej Historii wspomniał o niezwykłych ciemnościach, które zapadły pewnego dnia. Chrześcijański apologeta Sykstus Juliusz zwany Afrykańskim powołał się na to świadectwo, pisząc o dniu ukrzyżowania. Oczywiście odrzuca podane przez Thallusa wyjaśnienie tego zjawiska zaćmieniem Słońca. O tym, że zaćmienie Słońca podczas pełni jest niemożliwe, wiedziano wtedy równie dobrze, jak dziś.3 Drugim był wyzwoleniec cesarza Hadriana Grek Flegon z Tralles. Najbardziej znanym i największym jego dziełem było Zestawienie zwycięzców olimpijskich i czasów. W 16 tomach opisał 229 igrzysk olimpijskich, które odbyły się między 776 rokiem p.n.e. a 137 n.e. Napisał też w Zestawieniu nieco o tym, co poza igrzyskami poruszało wtedy ludzi. Wspomniał między innymi o tym, że w 4 roku 203 olimpiady słońce uległo zaćmieniu większemu niż kiedykolwiek, tak, że w ciemności o godzinie 6 widać było gwiazdy, a równoczesne trzęsienie ziemi w Bitynii w gruzy obróciło wiele domów w Nicei.4 4 rok 203 olimpiady przypadał na 32 i 33 rok n.e., a reszta opisu dziwnie przypomina ten z Ewangelii. Na Flegonta poza Juliuszem Afrykańskim powoływali się też Orygenes i Euzebiusz z Cezarei.5

Ateiści i agnostycy mają swoje argumenty. Nie zachowało się do naszych czasów żadne dzieło Juliusza Afrykańskiego. O tym, że pisał o ciemności podczas ukrzyżowania, wiemy z Kroniki Paschalnej napisanej w IX wieku przez bizantyjskiego mnicha Georgiosa Synkellosa,6 który mógł do cytowanych tekstów dodać to i owo. Z Historii Thallusa też nie zachowało się nic, a ze starożytnego „skarbu kibica” Flegonta z Tralles tylko niewielki fragment dotyczący olimpiad 72–68 p.n.e., więc skąd wiadomo, co naprawdę było tam napisane? W roku 29 n.e. miało miejsce normalne zaćmienie Słońca. Można się było o kilka lat pomylić. Ludzie religijni niekiedy przesadzają i komentatorzy sportowi również. Nie ma wzmianki o niezwykłych ciemnościach u Seneki, Tacyta, Swetoniusza czy Pliniusza. Pamiętajmy jednak, że są fakty, o których lepiej nie wspominać, ponieważ wynikają z nich zbyt daleko idące wnioski. Wielcy myśliciele rozpoznają je szybciej od tych mniej wybitnych.

Powszechny był wtedy przesąd wiążący zaćmienie Słońca ze śmiercią wielkiego króla.7 To, co stało się w dniu śmierci Jezusa, było manifestacją mocy Boga, a przy tym znakiem, że umarł ktoś większy. Przesłanie do świata poręczone cudami i znakami było proste. Dzięki tej śmierci grzeszny człowiek może pojednać się z Bogiem i uniknąć kary. Oferta jest ważna przez wyznaczony czas, który rzeczywiście trudno nazwać inaczej niż dniami ostatecznymi. Okazuje się, że trwa on dostatecznie długo, by umocnił się pogląd, że cudów nie ma, a lęk przed karą za grzechy świadczy o psychicznych problemach…
To też element próby

Przypisy:
1http://eclipse.gsfc.nasa.gov/5MCLE/5MCLE-Figs-05.pdf
2http://news.discovery.com/history/religion/jesus-crucifixion-120524.htm
3http://www.reasonablefaith.org/thallus-on-the-darkness-at-noon
4Tadeusz Sinko, „Literatura grecka” t. III, cz. 1, PAU Kraków 1951, str.455.
5http://pl.wikipedia.org/wiki/Flegon_z_Tralles
6http://pl.wikipedia.org/wiki/Sekstus_Juliusz_Afryka%C5%84ski
7http://www.jgrchj.net/volume8/JGRChJ8-8_Carrier.pdf