1.6 C
Lublin, PL
21 listopada 2017
Strona główna Przegląd prasy kreacjonistycznej

Przegląd prasy kreacjonistycznej

ZIEMIA TO MA KLAWE ŻYCIE

Standardowym tematem tekstów kreacjonistycznych jest fakt, że nasza planeta jest subtelnie dopasowana do istnienia na niej życia. [1] Ale uczeni niekreacjonistyczni niechętnie ten temat podejmują. Są jednak wyjątki. W marcowym numerze popularnego czasopisma "The Scientist" ukazał się artykuł astrobiologa i geofizyka Davida Walthama, który argumentuje, że „Ziemia jest rzadkim, pięknym i niezwykle szczególnym miejscem - jest to jedna z najszczęśliwszych planet we Wszechświecie”. [2] Zwraca on uwagę, że „większość planet jest za gorąca lub za zimna; za mokra lub za sucha, za mała lub za wielka albo po prostu jest na sto innych powodów niezdatna do życia”. A nasza planeta jest „niemal doskonałym miejscem dla takiego życia, jakie znamy”.


Waltham był dyrektorem Wydziału Nauk o Ziemi w Royal Holloway College, który jest częścią Uniwersytetu Londyńskiego. Ostatnio wydał on książkę, której tytuł po przetłumaczeniu na język polski brzmi: "Szczęśliwa planeta. Dlaczego Ziemia jest wyjątkowa i co to znaczy dla życia we Wszechświecie". [3] Przedstawił w niej w popularnej formie to, o czym wcześniej pisał w czasopismach naukowych. [4]

 

W artykule w "The Scientist" przedstawił trzy możliwe sposoby wyjaśniania tego, że natura naszej planety jest tak przyjazna dla życia:

"Po pierwsze, być może istnieje jakaś fundamentalna zasada, że procesy biogeochemiczne na planetach, na których istnieje życie, powodują stabilizację klimatu. Jeśli tak, to nie możemy być zdziwieni tym, że Ziemia jest odpowiednim miejscem dla życia, gdyż prawa fizykalne, chemiczne i biologiczne Wszechświata gwarantują zaistnienie wielu takich światów. A może jest tak, że życie nadzwyczajnie przystosowuje się do trwania w bardzo szerokim zakresie warunków? W takim przypadku ponownie nie powinniśmy się dziwić, że Ziemia posiada odpowiednie warunki dla życia, ponieważ w rzeczywistości to życie dopasowało się do warunków istniejących na Ziemi. W końcu może być tak, że planety odpowiednie dla istnienia na nich złożonych organizmów występują tylko rzadko i wyłącznie przypadkowo."

 

Sam Waltham opowiada się za tym ostatnim wyjaśnieniem. Jego zdaniem, gdy wyjaśniamy, dlaczego na Ziemi istnieje życie, należy odwołać się do „szczęśliwego trafu”. Ale ten szczęśliwy traf nie odnosi się do inteligentnego projektu:
"Inteligentni obserwatorzy mogą się pojawić tylko na takich planetach, na których panują warunki umożliwiające funkcjonowanie złożonego życia, nawet jeśli znalezienie tak niezwykłego świata wymaga przebadania miliarda galaktyk."

 

Inaczej mówiąc, gdyby na Ziemi panowały odmienne warunki, to nie moglibyśmy tego widzieć, bo by nas nie było. Musimy żyć na planecie zdolnej do podtrzymania życia. Ale czy to tłumaczy niewiarygodne subtelne dopasowanie do życia naszej planety? Poniższy przykład pokaże, dlaczego tego nie tłumaczy.

 

Wyobraźmy sobie, że mamy być rozstrzelani przez pięcioosobowy pluton egzekucyjny. Słyszymy komendy sierżanta „Cel, pal” i salwę karabinową. Ale nadal stoimy, serce nam bije, płuca szybko oddychają - jesteśmy żywi. Mówimy sobie: „Strzelcy musieli chybić, ponieważ gdyby nie chybili, to by mnie nie było i bym o tym nie myślał”. Pewnie to prawda, ale czy to wyjaśnia, dlaczego żołnierze chybili? I podobnie spostrzeżenie, że żyjemy na Ziemi, nie wyjaśnia w najmniejszym stopniu, dlaczego żyjemy na Ziemi.

 

Obserwacja, że mamy duże szczęście, nie rozstrzyga sprawy „przypadek (ewentualnie przypadek + prawo) czy projekt?” Czasami mamy do czynienia z wyraźnie „szczęśliwymi” wydarzeniami, które nie wymagają projektu, bo wystarczy odwołać się do probabilistyki. Ale niekiedy zdarzenia są tak bardzo nieprawdopodobne, że możemy mieć wątpliwości, czy wystarczy mówić o przypadku. Czy przeżycie egzekucji to wynik przypadku, czy projektu? Rozwiązując ten problem, możemy odwołać się do liczb. Wytrenowany strzelec chybia z takiej odległości do celu tylko raz na tysiąc strzałów. Prawdopodobieństwo, że chybi, wynosi więc 1/1000. Ale wówczas prawdopodobieństwo, że pięciu żołnierzy z plutonu egzekucyjnego jednocześnie chybi, wynosi 1/000 000 000 000 000, czyli jeden na biliard razy.

 

Ponieważ na Ziemi nie żyje biliard ludzi i nie dokonano biliarda egzekucji, dochodzimy do wniosku, że odwoływanie się do przypadku nie jest dobrym wyjaśnieniem, dlaczego przeżyliśmy egzekucję. Wiarygodnym wyjaśnieniem jest natomiast to, że strzelcy chybili celowo - czyli, że mamy do czynienia z projektem.

 

Możemy przeprowadzić podobne obliczenia dotyczące przyjaznej dla życia natury naszej planety. I wynik będzie ten sam.

 

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

(Casey Luskin, “University of London Astrobiologist: Earth is Lucky and Almost the Perfect Place for Life”, Evolution News and Views April 2, 2014,http://tiny.pl/qndr4;
Kate Ravilious, “Earthwatch: it’s a wonderful world”, The Guardian Friday 31 January 2014, http://tiny.pl/qnbbw;
David Waltham, “Alone in the Cosmos”, The Chronicle of Higher Education April 7, 2014, http://tiny.pl/qnbbc)
 
Przypisy:
[1] Przykład: Jerry Bergman, „Ziemia - wyjątkowa w całym Wszechświecie”, w: Mieczysław Pajewski, "Stworzenie czy ewolucja?", Wydawnictwo „Duch Czasów”, Bielsko-Biała 1992, s. 191-196.
[2] David Waltham, „Is Earth Special? Reconsidering the uniqueness of life on our planet”, The Scientist, March 1, 2014, http://tiny.pl/qnbv1.
[3] David Waltham, "Lucky Planet. Why Earth is Exceptional - and What That Means for Life in the Universe", Basic Books, 2014.
[4] „On the Absence of Solar-Evolution Driven Warming through the Phanerozoic”, Terra Nova 2014, http://tiny.pl/qnbzm; “Our Large Moon Does Not Stabilize Earth’s Axis”, EPSC Abstracts 2013, vol. 8, EPSC2013-37, http://tiny.pl/qnbzc; “Anthropic selection and the habitability of planets orbiting M and K dwarfs”, Icarus 2011, vol. 215, s. 518-521, http://tiny.pl/qnbz5; “Testing Anthropic Selection: A Climate Change Example”, Astrobiology 2011, vol. 11, s. 105-114, http://tiny.pl/qnbz1; “The large-moon hypothesis:  Can it be tested?”,  International Journal of Astrobiology 2006, vol. 5, s. 327-331, http://tiny.pl/qnbz8; “Anthropic Selection for the Moon’s Mass”, Astrobiology 2004, vol. 4, s. 460-468, http://tiny.pl/qnbzs.
 

idź Pod Prąd, październik 2014


DYSKI PROTOPLANETARNE?

Proplyd w Mgławicy OrionaChmury gazu o dużej masie, zwane w żargonie astronomów proplyds (od angielskiej nazwy PROtoPLanetarYDiskS - protoplanetarne dyski) zaobserwowano początkowo w Mgławicy Oriona. Kilka lat temu doniesiono o zaobserwowaniu ich w gwiazdozbiorze Łabędzia. [1] Uznano, że są to formujące się układy gwiezdne z gwiazdą centralną, wokół której znajduje się dysk, a wszystko otoczone jest czymś w rodzaju gazowego kokonu. Niektórzy sądzą, że obserwacje takie popierają znaną od dawna hipotezę mgławicową na temat powstawania gwiazd i planet. Czasami te struktury nazywa się „gwiezdnym łonem”, bo wierzy się, że obejmują nowonarodzoną gwiazdę  z gazowo-pyłowym dyskiem, w którym mają powstawać planety.

 

Sprawy komplikują niedawne badania takich obiektów, jak Mgławica Carina. Mgławica ta znajduje się w odległości ok. 7500 lat świetlnych od Ziemi w ramieniu Strzelca. Okazało się, że obecne w niej proplydy mogą po prostu być pozostałościami gazowych globul, rozpraszanych przez promieniowanie ultrafioletowe pochodzące z pobliskich gorących gwiazd typu OB i ich asocjacji. Gwiazdy typu OB to gorące (temperatura ich powierzchni waha się od 25 tys. do 50 tys. stopni), masywne gwiazdy istniejące w luźno powiązanych grupach zwanych asocjacjami i emitujące pokaźną ilość promieniowania UV. Promieniowanie to jonizuje otaczające je obłoki gazu. Chmury gazu molekularnego mogą mieć znaczne masy, największe z nich nazywa się gigantycznymi obłokami molekularnymi (GMCs, giant molecular clouds). Mając masy od 10^3 do 10^7 większe od masy Słońca (czyli od tysiąca do dziesięciu milionów mas Słońca), zajmują fantastycznie wielkie przestrzenie - o średnicy 15-600 lat świetlnych. Ukuto dla nich nowy termin - parujące globule gazowe (EGGs, evaporating gas globules).

 

Wspomniane niedawne badania proplydów w Mgławicy Carina wskazują, że „EGGs są najprawdopodobniej wysokiej gęstości koncentracjami pozostałymi w obłoku po przejściu frontów jonizacyjnych. [...] prawdopodobnie nie rozumieliśmy dotąd prawdziwej natury wielu albo nawet wszystkich tych obiektów i niektóre (lub nawet wszystkie) poprzednio sklasyfikowane jako proplydy w Carinie, zwłaszcza o znacznie większym rozmiarze od proplydów w Orionie, naprawdę są frEGGs [free floating EGGs, swobodnie unoszącymi się EGGs]”. [2]

 

Może więc być tak, że owe EGGs będą parować do końca, w miarę jak sąsiednie gwiazdy będą oddziaływały na ich masę. Zamiast gwiazd i planet z rzekomych dysków protoplanetarnych powstaną swobodnie unoszące się atomy. Wygląda na to, że frEGGs pierwotnie gromadziły masę, ale proces ten został zahamowany i odwrócony wskutek zewnętrznego promieniowania. Byłyby one raczej stadiami końcowymi niż początkowymi formowania się gwiazd. Warto zwrócić uwagę, że proplydy w Orionie są mniejsze i być może bardziej już zerodowane niż te, którebyły badane przez Sahaia i współpracowników.

 

Jakie to ma znaczenie dla kreacjonizmu? Kreacjoniści uważają, że „na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. Czy więc obecnie we Wszechświecie powstają nowe gwiazdy i planety? Jeśli powstają i to w tempie wystarczającym do utworzenia nowej generacji gwiazd, wymaga to odpowiedniej kreacjonistycznej kosmologii. Tradycyjna, przypisująca Wszechświatowi wiek 6-10 tys. lat, wyraźnie nie wystarcza. Z drugiej strony, jeśli kreacjoniści mają szanować biblijny opis stworzenia, z tak wyznaczonego wieku nie można zrezygnować. Trzeba jednak pamiętać, że wiek Ziemi został wyznaczony na podstawie genealogii biblijnych, dotyczy więc widzenia świata przez ziemskiego obserwatora.

 

Istnieje kilka kreacjonistycznych propozycji pokazujących, jak to jest możliwe, by obserwator ziemski widział proces stworzenia w ciągu dosłownie rozumianych sześciu dni, a jednocześnie by w odległym Wszechświecie mijały tysiące, miliony, a nawet miliardy lat. Na przykład astrofizyk-kreacjonista, piszący pod pseudonimem Robert Newton, uważa, że Bóg stwarzał kolejne regiony Wszechświata, zaczynając od najdalszych od Ziemi, tak, by światło od nich docierało na Ziemię w odpowiednim dniu (w czwartym dniu tygodnia stworzenia). [3] Ponieważ Wszechświat jest wielki, to, co dla ziemskiego obserwatora trwało tydzień, dla Boga mogło trwać nawet miliardy lat.

 

Najpopularniejszą wśród kreacjonistów propozycją jest kosmologia D. Russella Humphreysa, wykorzystująca relatywistyczny efekt dylatacji czasu. Humphreys odrzucił zasadę kopernikańską, zgodnie z którą Wszechświat wygląda tak samo widziany z każdego miejsca. Gdyby tak było, Wszechświat byłby nieograniczony (choć być może skończony), nie miałby punktu centralnego i zegary w takim Wszechświecie chodziłyby w zasadzie wszędzie jednakowo. Ale jeśli na miejsce kopernikańskiej przyjmiemy zasadę biblijną, że materia Wszechświata ma granice oraz środek i że Ziemia znajduje się blisko tego środka Wszechświata, to po uwzględnieniu Einsteinowskiej ogólnej teorii względności dojdziemy do wniosku, że zegary chodzą w nim z rozmaitą prędkością. Zegary oddalone od środka chodzą szybciej wskutek tego, że oddziałuje na nie większa wypadkowa siła grawitacyjna (więcej materii znajduje się w kierunku do środka Wszechświata niż w kierunku przeciwnym). W przeszłości, gdy ekspandująca materia Wszechświata zajmowała mniejszą przestrzeń, w ciągu jednego dnia upływającego na ziemi można by zaobserwować procesy trwające miliardy lat w odległym Kosmosie. [4]

 

Proplydy i podobne obiekty i zjawiska astronomiczne są bardzo ważne dla kreacjonistycznej kosmologii, umożliwiając wybór takiej, która zgodna jest z biblijnym opisem stworzenia.

 

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller
(Ronald G. Samec, Ph.D., “Putting All the EGGs in One Basket”, Creation Matters May/June 2014, vol. 19, no. 3, s. 1.3)

 

Przypisy:

[1] N. Smith, J. Bally, Y. Shuping, M. Morris, and M. Kassis, “Thermal dust emission from proplyds, unresolved disks, and shocks in the Orion Nebula”, Astronomical Journal 2005, vol. 130, s. 1763, http://tiny.pl/q6q7n.
[2] R. Sahai, R. Gusten, and M.R. Morris, „Are large, cometary-shaped proplyds really (free-floating) evaporating gas globules?, Astronomical Journal Letters 2012, vol. 761, s. L21, http://tiny.pl/q6q74.
[3] Por. Robert Newton, „Distant Starlight and Genesis: Conventions of Time Measurement”, TJ 2001, vol. 15, no. 1, s. 81 [80-85], http://tiny.pl/q6qrh.
[4] D. Russell Humphreys, Starlight and Time, Master Books, GreenForest, AR 1994. W języku polskim znaleźć można następujące publikacje na ten temat: D. Russell Humphreys, „Widok odległych gwiazd z młodym Wszechświecie: nowa kreacjonistyczna kosmologia”, Na Początku... listopad 1997, nr 11A (95), s. 318-328, http://tiny.pl/q6qrx; D. Russell Humphreys, „Siedem lat Starlight and time”, Na Początku... listopad-grudzień 2001, nr 11-12A (148-149), s. 347-353; Kazimierz Jodkowski, „Młodoziemska kosmologia relatywistyczna D. Russella Humphreysa”, Na Początku... listopad-grudzień 2001, nr 11-12A (148-149), s. 326-346, http://tiny.pl/q6qr7

 

idź Pod Prąd, październik 2014


METODOLOGICZNE KORZYŚCI Z ISTNIENIA TEORII KREACJONISTYCZNYCH (*)

W literaturze na temat kreacjonizmu znaleźć można powody, dla których jego istnienie jest korzystne dla nauk przyrodniczych. Karol Sabath, zacięty przeciwnik kreacjonizmu i popularyzator ewolucjonizmu tak streścił te powody:

"Uważam, że nie tylko wolność słowa przemawia za uznaniem prawa kreacjonistów do głoszenia swoich poglądów. Myślę, że ewolucjonizm może skorzystać na tym nie tylko dlatego, że kreacjoniści ożywiają pośrednio zainteresowanie społeczne ewolucjonizmem. Główną zasługą kreacjonistów, jako bezlitosnych krytyków, jest zmuszenie samych ewolucjonistów do aktywnego upowszechniania swoich osiągnięć, a zarazem do zdania sobie sprawy z obszarów własnej niewiedzy, eliminowania luk w argumentacji, zwrócenia uwagi na fakty nie pasujące do utartych schematów." (1)

Czytając krótką polemikę Davida E. Shormanna (2) z antykreacjonistycznym artykułem Davida R. Montgomery'ego (3) zwróciłam uwagę na jego marginalne uwagi dotyczące metanaukowej, metodologicznej płaszczyzny sporu ewolucjonizm-kreacjonizm, a dokładniej na dwa elementy tej płaszczyzny sporu. Wydaje się, że analiza tych elementów może dostarczyć lepszego zrozumienia, czym są nauki przyrodnicze.

Shormann sprzeciwia się nazywaniu teorii ewolucji teorią naukową. Polskiemu czytelnikowi trzeba wyjaśnić, że angielskie słowo "science" ma węższy zakres niż polskie słowo "nauka". Polskie słowo obejmuje także na przykład historię, rozmaite filologie i matematykę, których Anglosasi zwykle nie nazywają science. Angielskie słowo należałoby raczej tłumaczyć jako "nauki empiryczne". Shormann uważa, że ponieważ teoria ewolucji mówi o pochodzeniu dzisiejszych organizmów z organizmów, jakie żyły przed milionami lat, to nie można uważać jej za teorię empiryczną. Nie można bowiem przeprowadzać powtarzalnych obserwacji czy eksperymentów na temat tego, co się działo w zamierzchłej przeszłości. Podobnie jest z kreacjonizmem. Oba te stanowiska, ewolucjonizm i kreacjonizm, są zdaniem Shormanna interpretacją przeszłości, a nie nauką empiryczną. Są czymś, co można nazwać historią naturalną. (4)

Analiza sporu może dostarczyć argumentów na rzecz lub przeciwko wyróżnianiu różnych odmian nauki, na przykład testowalnych nauk empirycznych i historii naturalnych. Wśród kreacjonistów dominuje pogląd, że należy odróżniać naukę operacyjną (testowalną) od nauki o pochodzeniu, która mówi o przeszłych, niepowtarzalnych i unikatowych zdarzeniach. (5)

Ale w tekście Shormanna znalazłam jeszcze inny ciekawy metodologiczny wątek. Skoro ewolucjonizm i kreacjonizm są różnymi interpretacjami tych samych faktów, to znaczy to, że każde z tych stanowisk ma własną - jak ją nazywa autor - interpretatywną ramę roboczą (interpretative framework). 

W geologii obowiązuje obecnie tzw. tektonika płyt, teoria wywodząca się z pomysłu jeszcze sprzed I wojny światowej, kiedy to niemiecki uczony, Alfred Wegener, przedstawił hipotezę dryfu kontynentów. Wedle Wegenera kontynenty, jak kry na rzece, poruszają się względem siebie w różnych kierunkach, łącząc się i rozłączając. Obie strony sporu, ewolucjoniści i kreacjoniści, akceptują teorię tektoniki płyt kontynentalnych, ale dopasowują ją do innej ramy roboczej. Ewolucjoniści przyjmują, że teraźniejszość jest kluczem do przeszłości. Jeśli Ameryka oddala się obecnie od Europy z prędkością, z jaką rosną paznokcie, to musiało minąć wiele milionów lat, by powstał Ocean Atlantycki. Kreacjoniści młodej Ziemi mają jednak inną interpretatywną ramę roboczą dla tej samej teorii.

Na przykład dr John Baumgardner stworzył program komputerowy o nazwie Terra, który zależnie od danych na wejściu potrafi symulować zarówno koncepcję powolnego, jak i szybkiego odsuwania się kontynentów. Baumgardner uważa, że płyty geologiczne pokrywające Ziemię mogły kiedyś poruszać się tysiące razy szybciej niż obecnie. W rezultacie w krótkim czasie mogły zachodzić duże zmiany geologiczne. W modelu Baumgardnera można odtworzyć ogólnoświatowy Potop Noego, w którego historyczność Baumgardner wierzy. Baumgardner uchodzi za czołowego specjalistę modeli numerycznych procesów zachodzących w płaszczu Ziemi. (6)

W filozofii nauki sporo się mówi o zależności obserwacji od wiedzy obserwatora, od jego przekonań, nastawień. (7) Ale istnienie interpretatywnych ram roboczych dla teorii naukowych i dla całej nauki jest w metodologii słabo spostrzegane. Jedną z takich ram, naturalizm, traktuje się dziś, jakby była jedynie możliwa. W 2005 roku prof. Kazimierz Jodkowski z Uniwersytetu Zielonogórskiego wprowadził pojęcie epistemicznego układu odniesienia - zbioru założeń ontologicznych i epistemologiczno-metodologicznych, które są niezbędne do uprawiania nauki, ale których nie da się pod groźbą popełnienia błędnego koła uzasadnić naukowo. Założenia te można przyjąć lub odrzucić, kierując się różnymi - z natury rzeczy pozanaukowymi - powodami. (8) Istnieje wiele możliwych epistemicznych układów odniesienia.

Dr Shormann dał przykład, jak ewolucjonistyczna interpretatywna rama robocza może hamować rozwój nauki. Na początku XX wieku J. Harlen Bretz opublikował badania na temat tzw. skablandów we wschodniej części stanu Washington. Na ponad 15 000 mil kwadratowych twarda, krystaliczna skała lawy jest wyżłobiona przez głębokie kaniony, właśnie te skablandy. Początkowo geologowie zakładali, że są one rezultatem powolnej erozji wywołanej przez strumienie wody płynącej przez miliony lat. Bretz uważał jednak, że powstały one bardzo szybko wskutek katastrofalnych polodowcowych powodzi. Jego idee zaakceptowano dopiero po upływie 40 lat. Mówi się dziś o tzw. powodziSpokane. Jęzor lodowca w pewnym momencie zablokował rzekę Columbia, formując lodowcowe jezioro Missoula. Ale w końcu zapora lodowcowa uległa przerwaniu i podstawowe cechy skablandów powstały nie w ciągu 1 czy 2 milionów lat, lecz w czasie 1 lub 2 dni. (9)

Dlaczego zwycięstwo koncepcji Bretza nastąpiło po blisko półwiekowej zwłoce? Otóż dlatego, że katastroficzna interpretacja mogła stanowić zachętę, by poważnie traktować inne katastroficzne wydarzenie, Potop Noego. Koncepcję Bretza przyjęto dopiero wtedy, gdy wśród uczonych zmniejszyła się niechęć do katastrofizmu.

Metodologowie dążą do odkrycia istotnych cech nauki. Zderzając ze sobą radykalnie odmienne ujęcia, jak ewolucjonizm i kreacjonizm, mają większą szansę na sukces, niż gdy ograniczają się do tzw. nauki głównego nurtu. (David E. Shormann, "The Revolution of Creationism", Creation Matters November/December 2012, vol. 17, no. 6, s. 1-3.)

Przypisy:
(*) Dziękuję prof. Kazimierzowi Jodkowskiemu z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Zielonogórskiego za konsultacje w trakcie pisania niniejszego tekstu.
(1) Karol Sabath, "Na bezdrożach kreacjonizmu <<naukowego>>", Kosmos 1991, vol. 40, z. 2-3, s. 162 [153-163]. Artykuł Sabatha został przedrukowany w książce pod redakcją Eugeniusza Moczydłowskiego, Pan Bóg czy dobór naturalny?, Megas, Białystok 1994, s. 64-82 (książkę tę można nabyć na stronie Wydawnictwa Megas).
(2) David E. Shormann, "The Revolution of Creationism", Creation Matters November/December 2012, vol. 17, no. 6, s. 1-3.
(3) David R. Montgomery, "The evolution of creationism", GSA Today November 2012, vol. 22, no. 11, s. 4-9, http://tiny.pl/h2j79.
(4) Prof. Jodkowski zwrócił mi w tym miejscu uwagę, że opinia ta jest uproszczeniem. Teoria ewolucji jest nie tylko interpretacją przeszłości, ona także mówi o tym, co się z organizmami dzieje aktualnie. I to, co się dzieje, można badać i bada się obserwacyjnie i laboratoryjnie, aczkolwiek istnieje problem, czy procesy makroewolucyjne są zwykłym przedłużeniem procesów mikroewolucyjnych.
(5) Por. Charles B. Thaxton, Walter L. Bradley, Roger Olsen, The Mystery of Life's Origin: Reassessing Current Theories, Philosophical Library, New York 1984, s. 202-206; Duane T. Gish, Creation Scientists Answer Their Critics, Institute for Creation Research, El Cajon, CA 1993, s. 32-34.
(6) Por. Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, Realizm. Racjonalność. Relatywizm t. 35, Wyd. UMCS, Lublin 1998, s. 242-243, http://tiny.pl/hkf3b. Por. też mój artykuł: Marta Cuberbiller, "Ograniczenia metody naukowej", Idź pod prąd, październik 2008, nr 10 (51), s. 10, http://tiny.pl/h2lbg, w którym przedstawiłam treść jednego z artykułów dra Baumgardnera.
(7) Przykład takiej zależności omówiłam w artykule: Marta Cuberbiller, "Efekt Paintera", „idź POD PRĄD” 2011, nr 2 (79), s. 8, http://tiny.pl/h2lb7.
(8) Por. Kazimierz Jodkowski, "Epistemiczne układy odniesienia i "warunek Jodkowskiego"", w: Anna Latawiec, Grzegorz Bugajak (red.), Filozoficzne i naukowo-przyrodnicze elementy obrazu świata 7, Wydawnictwo Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, Warszawa 2008, s. 108-123, http://tiny.pl/hnds2; oraz w: Włodzimierz Zięba przy współpracy Krzysztofa J. Kiliana (red.), Człowiek świadomością istnienia. Prace ofiarowane prof. dr. hab. Andrzejowi L. Zachariaszowi, Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego, Rzeszów 2009, s. 103-115.
(9) Por. Stephen Gould, "The Great Scablands Debate", Natural History, August-September 1978, przedrukowany jako "When the Unorthodox Prevails", New Scientist 1978, September 28, http://tiny.pl/h2lbd (za: Mieczysław Pajewski, Stworzenie czy ewolucja?, Wyd. Duch Czasów, Bielsko-Biała 1992, s. 149-150). Por. też M.J. Oard, The Missoula Flood Controversy, CRS Books, 2004.


BOZON HIGGSA W SUBTELNYM ZESTROJENIU WSZECHŚWIATA

4 lipca 2012 roku uczeni z ośrodka badawczego CERN mieszczącego się w Szwajcarii ogłosili odkrycie tzw. bozonu Higgsa, ostatniej niewykrytej dotąd cząstki elementarnej, której istnienie przewidywał Model Standardowy tych cząstek. Model ten przewidział istnienie 17 nieznanych cząstek, z których 16 odkryto w miarę szybko, ale na ostatnią trzeba było czekać kilkadziesiąt lat. Tak długo, że aż niektórzy uczeni zwątpili w jej istnienie.

Bozony są to cząstki posiadające spin całkowity. Wszystkie cząstki są albo bozonami, albo fermionami. Te ostatnie mają spin niecałkowity. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsze (bozony) podlegają statystyce Bosego-Einsteina, a drugie (fermiony) - statystyce Fermiego-Diraca.

Rok temu polski kreacjonista Mieczysław Pajewski opublikował artykuł pt. "Boska cząstka". [1] Wyjaśniał w nim, dlaczego bozon Higgsa nazwano boską cząstką. [2] Dzisiejszy świat nauki, pisał, jest wrogo nastawiony do religii i nazwa ta jest zawoalowaną kpiną ze Stwórcy. W rzeczywistości bozon Higgsa miał pełnić ważną funkcję, wyjaśniając istnienie bardzo ważnej cechy wielu elementów Wszechświata - masy. Według brytyjskiego fizyka Petera Higgsa istnieje pole fizykalne, znane obecnie jako pole Higgsa, bez którego "cząstki śmigałyby przez Wszechświat z prędkością światła". Istnienie tego pola, a tym samym przenoszących oddziaływania cząstek Higgsa, wyjaśnia więc jedną z fundamentalnych cech świata - posiadanie masy przez cząstki elementarne. Cząstka Higgsa pozwala uczonym zrozumieć, co się działo tuż po początku Wszechświata, po Wielkim Wybuchu - stąd ta ironiczna nazwa. [3]

Amerykański autor kreacjonistyczny Mario Seiglie w niedawno opublikowanym artykule pokazał jednak, że wbrew intencjom fizyków można się doszukiwać jakiegoś uzasadnienia dla nazywania bozonu Higgsa mianem "boskiej cząstki". [4] Odkrycie tej cząstki wymagało niezwykłej dokładności zarówno obliczeń teoretycznych, jak i pomiarów. Seiglie zacytował artykuł w „The Economist”, [5] którego autor ujawnił, że model standardowy wymagał wyznaczenia wartości ok. 20 stałych do 32 miejsca po przecinku. Wstawienie mniej dokładnych wartości prowadzi do tak nonsensownych przewidywań, jak wystąpienie zdarzeń o prawdopodobieństwie większym niż 100%. Anonimowy autor artykułu w „The Economist” nazwał też tę sytuację, czyli potrzebę niezwykłej dokładności, niezadowalającą, niewygodną (uncomfortable). Ale dlaczego dokładność ma być niewygodna?

Seiglie przypomina, że zgodność wielu różnych stałych fizycznych do odległego miejsca po przecinku jest charakterystyczną cechą tzw. subtelnego zestrojenia, o którym się mówi przy okazji zasady antropicznej. Zasada ta głosi, że fundamentalne stałe fizyczne mają z dużą dokładnością, do wielu miejsc po przecinku, takie wartości, które są potrzebne do istnienia życia i samego człowieka oraz że nawet niewielkie zmiany tych wartości uniemożliwiłyby istnienie człowieka i życia biologicznego na Ziemi. Wszechświat okazuje się miejscem idealnie dostosowanym do naszego istnienia.

Termin "zasada antropiczna" został po raz pierwszy użyty przez Brandona Cartera w 1973 roku, [6] ale jeszcze w latach 50. Fred Hoyle, zajmujący się procesami wewnątrz gwiazd, wskazywał, jak dopasowane muszą być stany rezonansowe węgla, aby mógł z niego powstawać tlen. [7] Podobnych przykładów jest bardzo wiele. Gdyby silne oddziaływania jądrowe były nawet 0,3% mocniejsze lub 2% słabsze, to życie we Wszechświecie nie byłoby możliwe. [8] Energie stanu podstawowego 4He, 8Be, 12C i 16O nie mogą być większe lub mniejsze o więcej niż 4%, gdyż we Wszechświecie będzie za mało tlenu i węgla, by mogło istnieć życie. [9] Tempo ekspansji Wszechświata musi być subtelnie dopasowane z dokładnością 1:10^55. [10] Dlatego Hoyle w 1982 roku wnioskował, że "jakiś superintelekt figlował z fizyką, chemią i biologią". [11] Sam Hoyle był ateistą i miał na myśli raczej jakąś supercywilizację kosmiczną niż Boga. Ale inni myśliciele snuli bardziej odważne wnioski. Paul Davies, który jeszcze w 1983 roku popierał ateizm, [12] rok później uznał, że "prawa [fizyki] wydają się być wytworem nadzwyczaj pomysłowego projektu", [13] żeby w 1988 roku uznać, że "istnieją moim zdaniem mocne dane empiryczne, że coś jest poza tym wszystkim. Wrażenie projektu jest wszechwładne". [14]

Większość dzisiejszych uczonych stanowią ewolucjoniści (w szerokim sensie tego słowa), którzy mocno zaakceptowali naturalizm Darwina. Odrzucają oni możliwość, by przedmiotem rozważań w nauce stał się Bóg. Przyjęli oni charakterystyczną postawę, którą dobrze widać w wyznaniu biologa z Harvardu, Richarda Lewontina:

Bierzemy stronę nauki pomimo wyraźnej absurdalności niektórych jej wytworów, pomimo niepowodzenia w zrealizowaniu wielu jej ekstrawaganckich obietnic zdrowia i życia, pomimo tolerowania przez wspólnotę uczonych pustych "takich sobie bajeczek", ponieważ jesteśmy apriorycznie zaangażowani, zaangażowani po stronie materializmu [czyli odrzucenia istnienia czegokolwiek boskiego lub nadnaturalnego].

To nie metody i ustalenia nauki zmuszają nas jakoś do przyjęcia materialistycznego wyjaśnienia świata zjawisk, ale przeciwnie - jesteśmy do tego zmuszeni przez nasze aprioryczne [czyli przyjęte z góry] założenie, że materialne przyczyny doprowadzą do pojawienia się aparatury badawczej i zbioru pojęć, które utworzą materialistyczne wyjaśnienia, bez względu na to, jak wydawałyby się one niezgodne z intuicją czy tajemnicze dla laika. Ponadto materializm ten ma absolutny charakter, ponieważ nie wolno nam pozwolić, by w naszych drzwiach pojawiła się Boska Stopa. [15]

Subtelne dostrojenie wielu cech Wszechświata do potrzeb życia i istnienia człowieka stanowi dla takich uczonych olbrzymi problem. Trudno uznać, że dostrojenie to jest wynikiem przypadku, prawdopodobieństwo byłoby znikome. Naturalistycznie zorientowani uczeni mają nadzieję, że jakaś przyszła "teoria wszystkiego", być może któraś z teorii superstrun, z czasem wyjaśni stan rzeczy. Tylko że takiej teorii jeszcze nie znaleziono. Inni upatrują ratunek w koncepcji wieloświata - nasz Wszechświat byłby tylko jednym z wielu wszechświatów o różnych własnościach i prawach przyrody, a skoro tak, to w jednym z nich czysto przypadkowo mogło nastąpić subtelne zestrojenie. Tylko że nie ma sposobu, by przekonać się o istnieniu równoległych wszechświatów. Idąc śladami Darwina, ateistyczni uczeni zmuszeni są do karkołomnych poszukiwań, jak uniknąć najprostszego i oczywistego rozwiązania. Biblia mówi o tym wyraźnie: Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą wymówić się od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi...
(Rzym. 1:18-22)

Przypisy:
[1] Mieczysław Pajewski, "Boska cząstka" (Kreacjonizm 27), Duch Czasów nr 1, 2012, s. 19-20, http://tiny.pl/h2xmx.
[2] Nazwę taką nadali Leon Lederman i Dick Teresi w książce Boska cząstka. Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996 (wyd. oryg. 1993).
[3] Alexandra Witze, "Higgs discovery helps make sense of matter", Science News December 29, 2012, vol. 182, no. 13, s. 16, http://tiny.pl/h2g1t.
[4] Mario Seiglie, "Higgs Boson: Evidence for Universe's Fine-Tuning", The Good News September/October 2012, s. 23.
[5] "The Higgs Boson: Gotcha! The hunt for physics's most elusive quarry is over", The Economist July 7, 2012, s. 72, http://tiny.pl/h2gck.
[6] Brandon Carter, "Large Number Coincidences and the Anthropic Principle in Cosmology", w: M. S. Longair (ed.), Cosmological Theories with Observational Data (IAU Symposium No. 63), D. Reidel Publishing Company , Dordrecht 1974, s. 291-298, http://tiny.pl/h2gdk. Por. też Michał Heller, Ostateczne wyjaśnienia Wszechświata, Universitas, Kraków 2008, s. 105-107.
[7] Lee Strobel, Dochodzenie w sprawie Stwórcy, Wydawnictwo Credo, Katowice 2007, s. 173.
[8] John D. Barrow and Frank J. Tipler, The Anthropic Cosmological Principle and the Structure of the Physical World, Oxford University Press, New York 1986, s. 318-327, 354-359.
[9] R. E. Davies and R. H. Koch, "All the Observed Universe Has Contributed to Life", Philosophical Transactions of the Royal Society of London, ser. B, 1991, vol. 334, s. 391-403, http://tiny.pl/h2gfv.
[10] Alan H. Guth, "Inflationary Universe: A Possible Solution to the Horizon and Flatness Problems", Physical Review D 1981, vol. 23, no., 2, s. 348 [347-356], http://tiny.pl/h2g5h.
[11] Fred Hoyle, "The Universe: Past and Present Reflections", Annual Reviews of Astronomy and Astrophysics 1982, vol. 20, s. 16 [1-35], http://tiny.pl/h2g5g.
[12] Paul Davies, God and the New Physics, Simon and Schuster, New York 1983 (wyd. polskie: Bóg i nowa fizyka, Cyklady, Warszawa 1996).
[13] Paul Davies, Superforce: The Search for a Grand Unified Theory of Nature, Simon and Schuster, New York 1984, s. 243.
[14] Paul Davies, The Cosmic Blueprint: New Discoveries in Nature's Creative Ability to Order the Universe, Simon and Schuster, New York 1988, s. 203. Późniejsze swoje przemyślenia Davies ujawnił w książkach Plan Stwórcy. Naukowe podstawy racjonalnej wizji świata, Znak, Kraków 1996 (wyd. oryg. 1992) oraz Kosmiczna wygrana. Dlaczego Wszechświat sprzyja życiu?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008 (wyd. oryg. 2007).
[15]  Richard Lewontin, "Billlions and Billions of Demons", The New York Review, Jan. 9, 1997, s. 31, http://tiny.pl/hkwx2.


SKĄD WZIĄŁ SIĘ WSZECHŚWIAT

Znany astronom i kosmolog, a także popularyzator nauki, Carl Sagan, rozpoczął książkę Kosmos [1] od stwierdzenia, że Kosmos to wszystko, co kiedykolwiek istniało lub kiedykolwiek będzie istniało. Gdy słyszymy słowo "Kosmos", myślimy o niezliczonych gwiazdach, jakie widzimy w bezchmurną noc gdzieś poza miejskimi światłami. Ale gwiazdy widoczne na niebie to tylko niewielka część naszej Galaktyki, czyli zgrupowania ok. 100 miliardów gwiazd skupionych w postaci olbrzymiego dysku o średnicy ok. 100 tys. lat świetlnych.

Dzięki odkryciom astronomicznym i zdjęciom wykonanym nie tylko przez teleskopy ziemskie, ale i przez umiejscowione na orbicie wokółziemskiej, jak słynny teleskop Hubble'a, możemy sobie uświadomić, że poza gwiazdami naszej Galaktyki rozpościerają się olbrzymie przestrzenie z miliardami innych galaktyk, mgławic, kwazarów, pulsarów i wieloma fascynującymi zjawiskami. Ocenia się, że w obserwowanym Wszechświecie istnieje ok. 100 miliardów galaktyk, oddalonych od siebie średnio 2-3 milionami lat świetlnych względnej pustki.. Wszechświat jest naprawdę olbrzymi i zawiera niezliczoną liczbę różnorodnych światów.

Skąd się wziął Wszechświat? A może jest wieczny? Przez dziesiątki lat ateiści twierdzili, że Wszechświat nie miał początku i nie będzie miał końca. Takie twierdzenia możemy znaleźć w książkach wydanych w naszym kraju jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Ale już wtedy były one objawem ignorancji. Dzisiaj uczeni mówią nie tylko, że Wszechświat miał początek, ale i że powstał z niczego. „New Scientist” w numerze z 13 stycznia 2012 roku pytanie, skąd się wziął Wszechświat, nazwał problemem Księgi Rodzaju. [2] Autor artykułu wstępnego napisał, że po ostatnich odkryciach wskazujących jednak na to, że Wszechświat miał początek i że Big Bang miał miejsce, "fizycy i filozofowie muszą ostatecznie odpowiedzieć na pytanie, jakie dręczyło ich przez blisko pół wieku: jak otrzymać z niczego wszechświat, razem ze wszystkimi prawami fizyki?".

ROZSZERZAJĄCY SIĘ WSZECHŚWIAT
Przez pewien czas pytania o to, skąd się wziął świat, dlaczego istnieje i dlaczego jest taki, jaki jest, traktowano jako dziedzinę filozofów i teologów. Uczeni istnienie Wszechświata traktowali jako coś, czego nie trzeba wyjaśniać. Wielu z nich sądziło, że jest wieczny. Wszystko to zmieniło się w latach tuż po I wojnie światowej, gdy niektórzy uczeni zaczęli badać modele Wszechświata zbudowane dzięki zastosowaniu wyprowadzonych z ogólnej teorii względności równań pola.

Pierwszy model Wszechświata zbudował twórca ogólnej teorii względności, Albert Einstein, jeszcze przed zakończeniem wojny, bo w 1917 roku. [3] Ponieważ Einstein był przekonany, że Wszechświat nie miał początku, uznał, że jako całość Wszechświat jest statyczny - ani się nie rozszerza, ani się nie kurczy. Aby zapobiec zapadaniu się Wszechświata pod wpływem wzajemnych oddziaływań grawitacyjnych wypełniających go gwiazd (Einstein nie wiedział jeszcze nic o istnieniu galaktyk), do równań pola dodał człon z tzw. stałą kosmologiczną, która równoważyła przyciąganie grawitacyjne. Z podobnym problemem zetknął się 200 lat wcześniej Newton, ale poradził sobie, postulując boskie interwencje - Opatrzność boska dbała o to, by gwiazdy były odpowiednio od siebie oddalone. Pod koniec XIX wieku Hugo von Seeliger i Carl Neumann problem Newtona rozwiązali, modyfikując prawo grawitacji, dodając człon ze stałą, która odpowiadała za stabilność Wszechświata. Zrobili więc to samo, co później zrobił Einstein ze swoją teorią grawitacji. Łatwo zauważyć, że statyczność Wszechświata w modelu Einsteina była wyłącznie rezultatem filozoficznych przekonań twórcy tego modelu. Nauka, wbrew potocznym przekonaniom, to nie tylko sprawa faktów i logiki. Pewne twierdzenia o świecie zawdzięczają swój byt wyłącznie upodobaniom lub niechęciom filozoficznym - co jest niezwykle istotnym spostrzeżeniem ważnym we wszystkich sporach światopoglądowych.

Ale już w 1922 i w 1924 roku rosyjski matematyk, Aleksander Friedman, wykazał, że dla równań Einsteina istnieje nie jedno, ale cała klasa rozwiązań. [4] Wszystkie one, z jednym wyjątkiem (modelem Einsteina) przedstawiają wszechświaty albo kurczące się, albo ekspandujące, czyli niestatyczne. Te teoretyczne osiągnięcia były zgodne z obserwacyjnymi badaniami przesunięć prążków absorpcyjnych w widmach - jak je wówczas nazywano - mgławic galaktycznych (nie wiedziano jeszcze, czy te mgławice to twory istniejące wewnątrz naszej Drogi Mlecznej, czy poza nią). Badania te od 1912 roku prowadził Vesto Slipher. Okazało się, że prawie wszystkie mgławice, za nielicznymi wyjątkami (należy do nich słynna M31, mgławica w gwiazdozbiorze Andromedy, jedyna na naszej półkuli, którą widać gołym okiem), ujawniały przesunięcie ku czerwieni. Ten tzw. w żargonie kosmologów red-shift zinterpretowany dopplerowsko świadczył o tym, że mgławice te oddalają się od siebie. Później, bo w 1929 roku, amerykański astronom, Edwin Hubble, na podstawie kilkudziesięciu takich pomiarów sformułował tzw. prawo Hubble'a: prędkość oddalania się galaktyki jest wprost proporcjonalna do jej odległości od nas.

W 1925 roku belgijski astrofizyk i jednocześnie ksiądz katolicki, Georges Lemaître, badający tzw. model de Sittera, wykazał, że przestrzeń w takim wszechświecie ekspanduje. [5] Lemaître nie ograniczył się jednak do tego odkrycia. Prowadził wnioskowanie dalej. [6] Jeśli Wszechświat się rozszerza, to znaczy, że w przeszłości był mniejszy. Ostatecznie w odległej przeszłości cała materia Wszechświata musiała być gęsto upakowana. Ten początkowy stan Wszechświata Lemaître nazwał "pierwotnym atomem", choć pewnie lepszym określeniem byłoby "pierwotne jądro atomowe", gdyż składać się miało ze stykających się ze sobą nukleonów. Pierwotny atom Lemaître'a miał mieć średnicę mniej więcej wielkości średnicy orbity Ziemi wokół Słońca. Dużo mniejsze atomy są już niestabilne, więc i ten pierwotny atom musiał natychmiast się rozpaść na mniejsze części, a te - na jeszcze mniejsze. Ten gwałtowny wybuch pierwotnego atomu miał odpowiadać za obserwowane rozszerzanie się Wszechświata. Lemaître nie wiedział jeszcze wówczas, że dostatecznie duża masa zapada się grawitacyjnie jeszcze bardziej, bo do punktu matematycznego, a więc że Wszechświat rozszerza się od punktu (wykazali to później Roger Penrose, Stephen Hawking, Robert Geroch i inni).

Pytanie "co było wcześniej?" nie miało sensu, gdyż fizyka nie była w stanie na nie odpowiedzieć. W zerowej objętości punktu matematycznego gęstość i temperatura przybierają nieskończone wartości. Prawa fizyki przestają mieć zastosowanie do materii w takim stanie (stan ten nazwano osobliwością). Ale myśl, że Wszechświat miał początek, wielu uczonym się nie podobała, między innymi Einsteinowi. "Twoje wyliczenia - miał powiedzieć Einstein Lemaître'owi - są w porządku, ale twoje rozumienie fizyki jest okropne". Początek ekspansji Wszechświata za bardzo przypominał religijną ideę stworzenia świata, o której mówi Biblia: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię" (Ks. Rodzaju 1:1).

Lemaître w liście do czasopisma Nature (maj 1931) tak odpowiedział na zarzuty: "Jeśli świat zaczął się od pojedynczego kwantu, to pojęcia przestrzeni i czasu nie miały na początku jakiegokolwiek sensu; mogły one uzyskać ten sens, kiedy pierwotny kwant podzielił się na dostatecznie wiele mniejszych kwantów. Jeśli ta myśl jest poprawna, to początek świata miał miejsce tuż przed początkiem przestrzeni i czasu." [7]

Wrogiem tej idei był również wybitny astronom angielski, Fred Hoyle, który niezamierzenie stał się ojcem określenia "Big Bang". Niezamierzenie, gdyż zwrot "Big Bang", tłumaczony powszechnie jako "Wielki Wybuch", naprawdę należałoby tłumaczyć jako "Wielkie Bum" albo "Wielkie Łup". Hoyle chciał ośmieszyć koncepcję powstania Wszechświata w postaci czegoś, co przypomina wielki wybuch.

Ale ta próba ośmieszenia nie udała się i zwrot "Big Bang" funkcjonuje dziś jako poważne określenie. W dodatku w połowie lat sześćdziesiątych XX wieku Arno Penzias i Robert Wilson odkryli tzw. reliktowe promieniowanie tła, poszukiwane wcześniej przez kosmologów, np. przez George'a Gamowa, jako pozostałość po pierwszym gorącym okresie istnienia Wszechświata. Penzias i Wilson odkryli coś, co można nazwać słabiutkim echem Big Bangu.

SZOKUJĄCE IMPLIKACJE
Dziś hipotezę Big Bangu uważa się za jedną z najlepiej ustalonych teorii naukowych. To, co kiedyś uczonych szokowało, dziś jest akceptowane - że Wszechświat nie zawsze istniał, że był moment "stworzenia", gdy wszystko jakoś się pojawiło. Ale implikacje tego nadal nie pozwalają fizykom spokojnie spać. Wspomniany wyżej artykuł wstępny w New Scientist zauważa: "Big Bang jest obecnie częścią wyposażenia współczesnej kosmologii, ale niepokój Hoyle'a nie przeminął. Wielu fizyków przez dekady walczyło z nim głównie z powodu jego teologicznego wydźwięku. Jeśli mamy nagłe stworzenie, to czy nie potrzebujemy stwórcy?".

Ta walka trwa do dzisiaj. Buduje się stale teorie, które próbują jakoś uniknąć myśli o stworzeniu. Fizycy starają się stworzyć teorię samozwartą (self-contained), czyli taką, która nie czerpałaby z zewnątrz, spoza swojego modelu, warunków początkowych lub brzegowych. Najlepsza z tego punktu widzenia byłaby teoria, która nie wymaga żadnych warunków początkowych, albo taka, która ustala jednoznacznie takie warunki. Propozycje są rozmaite - teoria wieloświata, Wszechświata oscylującego bez początku i bez końca, koncepcja "kosmicznego jaja", z którego rodzą się "wszechświaty dziecięce" itd. - ale żadna z nich nie pasuje tak dobrze do faktów jak koncepcja Big Bangu. W artykule z kwietnia 2012 roku fizycy z Tufts University, Audrey Mithani i Alexander Vilenkin, zbadali trzy teorie, które wydawały się przedstawiać sposób uniknięcia początku Wszechświata. Okazało się jednak, że "żadna z nich nie zapewnia wiecznego istnienia w przeszłości". [8] A na sympozjum "State of the Universe", zorganizowanym z okazji 70-lecia wybitnego fizyka, Stephena Hawkinga, Vilenkin powtórzył swoją opinię: "Wszystkie fakty, jakie znamy, mówią, że Wszechświat miał początek". [9]

Dla fizyków, którzy chcą uniknąć początku świata, problem nie przeminął. Ale ten "problem z Księgi Rodzaju" nie jest żadnym problemem dla tych, którzy wierzą w Księgę Rodzaju. Już w pierwszym zdaniu Bóg stwierdza, że jest Stwórcą nieba i ziemi. Nawet ekspansja Wszechświata ma swoje echo w słowach "On rozciągnął niebiosa jak tkaninę" (Izaj. 40:22; por. Ps. 104:2). Pismo Święte ujawnia przedwiecznego i nadprzyrodzonego Stwórcę wszystkich rzeczy: "niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził" (Ps. 8:4). Skąd się więc wziął wszechświat? Wziął się z umysłu i mocy Wszechmocnego Boga, z Jego chwały i aby spełnił się Jego plan, dotyczący naszego przeznaczenia.

A KIEDY TO BYŁO?
Pozostaje jeszcze napisać kilka zdań na temat wieku Wszechświata. Biblia sugeruje, że stworzenie nieba i ziemi nastąpiło jednocześnie i że miało miejsce niedawno - 6 tys. lat temu, a jeśli uwzględnimy tzw. luki w chronologii biblijnej, to ok. 10 tys., najwyżej 15 tys. lat temu. Jednak kosmologowie umieszczają Big Bang ok. 13,7 miliarda lat temu. Czy biblijni chrześcijanie mogą się więc powoływać na ustalenia współczesnej kosmologii?

Prosty przykład pomoże odpowiedzieć na to pytanie. Wyobraźmy sobie huśtawkę na dziecięcym placu zabaw. Podchodzi do niej pewien człowiek i wprawia ją w ruch. Następnie odchodzi, a po minucie na placu tym pojawia się fizyk, który zauważa huśtawkę w ruchu. Ponieważ fizyk dysponuje teorią ruchu wahadła, to posiadając odpowiednie dane jest w stanie obliczyć, jakie wychylenie miała huśtawka minutę wcześniej. Jest on więc w stanie ustalić stan początkowy ruchu huśtawki. Ale - i to jest najważniejsze - fizyk nie widział momentu wprowadzenia huśtawki w ruch i potrafi on obliczyć wychylenie huśtawki sprzed 2, 3, a może i więcej minut, choć - jak wiemy - huśtawka wówczas była nieruchoma. Fizyk nie znając faktów może cofnąć się za daleko. Big Bang jest najdawniejszym momentem, kiedy Wszechświat mógł powstać. Ale nikt nie obserwował momentu powstania Wszechświata. Bóg mógł go stworzyć w każdym późniejszym momencie.

Rozważania kosmologiczne są ważne dla biblijnego chrześcijanina nie dlatego, że podają wiek Wszechświata, ale dlatego, że pokazują nieudane próby usunięcia Boga-Stwórcy poza horyzont rozważań.

[email protected]
creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

Przypisy:
[1] Polskie wydanie: Wydawnictwo Zysk i S-ka 1997.
[2] "The Genesis problem", New Scientist 13 January 2012, http://tiny.pl/hlmf5
[3] Albert Einstein, "Kosmologische Betrachtungen zur allgemeinen Relativitätstheorie", Sitzungsberichte der Preussischen Akademie der Wissenschaften 1917, Bd. 1, s. 142-152, http://tiny.pl/hlmpd.
[4] A. Friedman, "Über der Krümmung des Raumes", Zeitschrift für Physik 1922, Bd. 11, s. 377-386, http://tiny.pl/hlmp8; tenże, "Über die Möglichkeit einer Welt mit konstanter negativer Krümmung des Raumes", Zeitschrift für Physik 1924, Bd. 21, s. 326-332, http://tiny.pl/hlmps.
[5] Georges Lemaître, "Note on de Sitter's Universe", Journal of Mathematics and Physics 1925, vol. 4, s. 37-41.
[6] Georges Lemaître, "Un Univers homogene de masse constante et de rayon croissant rendant compte de la vitesse radiale des nébuleuses extra-galactiques", Annales de la Societe Scientifique de Bruxelles 1927, A47, s. 49-59.
[7] Cyt. za: J. O'Connor and E.F. Robertson, "Georges Henri-Joseph-Edouard Lemaître", http://tiny.pl/hlmld.
[8] Audrey Mithani, Alexander Vilenkin, "Did the universe have a beginning?", arXiv:1204.4658v1 [hep-th], s. 5, http://tiny.pl/hlmln.
[9] Alexander Vilenkin: "All the evidence we have says that the universe had a beginning", http://tiny.pl/hlm4m.
(Wallace G. Smith, "Where Did the Universe Come From?", Tomorrow's World, July-August 2012, s. 28-29.)


HYBRYDOWE REKINY I EWOLUCYJNE BAJECZKI

Hybryda to osobnik powstały w wyniku skrzyżowania dwóch organizmów rodzicielskich, należących do innych ras, odmian, podgatunków, gatunków lub rodzajów. Gdy biologowie odkryli hybrydowe rekiny w wodach australijskich, Jess Morgan z University of Queensland orzekł, że "jest to wielka niespodzianka, ponieważ nikt nigdy nie widział wcześniej rekinów hybrydowych [...]. To ewolucja w działaniu". [1] Ale co miał na myśli, mówiąc "ewolucja"? Doniesienia Uniwersytetu Queenslandu oraz inne artykuły na temat tych rekinów, by opisać zaobserwowane zmiany, używają takich pojęć jak "adaptacja" i "hybrydyzacja". [2] Tylko że te pojęcia odnoszą się do odmian już istniejących cech i nie mają nic wspólnego z wertykalną ewolucją.

Jeśli powstawanie odmian rekinów rzeczywiście jest ewolucją, to przypadek takiej ewolucji nie zaprzecza modelowi kreacjonistycznemu. Krzyżowanie się rekinów, wskutek czego rozwijają się większe lub mniejsze ciała tych ryb, to naprawdę coś innego niż ewoluowanie rekinów z ryb niebędących rekinami. Ale ewolucjoniści już napisali historyjkę o ewolucyjnym pochodzeniu rekinów. Ich przodkiem miała być ciekawa grupa ryb zwana akantodami (Acanthodi, fałdopłetwe) lub rekinami kolczastymi.

Australijski paleontolog i specjalista od ryb kopalnych, John A. Long, tak jednak o nich napisał:
"Akantody pozostają jedną z najbardziej tajemniczych dawnych grup ryb, o ich anatomii wiemy bardzo niewiele i posiadamy tylko parę wskazówek, co ich łączy z innymi typami ryb." [3]
Największą "zaletą" twierdzenia, że rekiny wyewoluowały z tak słabo znanych ryb, jest fakt, że taką ewolucjonistyczną opowieść trudno jest obalić. Skoro brak jest informacji o akantodach, to twierdzenie o wyewoluowaniu z nich rekinów opiera się na wnioskowaniu z niczego, z braku danych. A reszta tej ewolucyjnej opowieści jest jeszcze bardziej okryta mgłą. Ewolucjoniści uważają, że Selachii (rząd, obejmujący współczesne rekiny) "pojawił się w jurze". [4] Ale pojawianie się w zapisie kopalnym kompletnych i całkowicie ukształtowanych organizmów jest cechą charakterystyczną stworzenia, a nie ewolucji.

Specjalista od kopalnych kręgowców, Edwin Colbert, napisał w 2001 roku, że ryby chrzęstnoszkieletowe i kostnoszkieletowe "pojawiły się w późnym sylurze [wg kreacjonistów to warstwy skał ze skamieniałościami morskimi powstałe w pierwszym roku Potopu] i być może powstały nieco wcześniej, chociaż nie ma danych kopalnych, które by tego dowodziły". [5] Ale nowsze dane kopalne wskazują na coś innego. Paleontologowie opisali skamieniałości w pełni ukształtowanych ryb kościstych w niższych warstwach skały kambryjskiej w Chinach. Według ewolucjonistów warstwy te zostały osadzone 100 milionów lat wcześniej niż skały sylurskie. [6] Większość geologów Potopu uważa skały kambryjskie za pierwsze skały osadowe z okresu Potopu.

Próbując jakoś uporać się z powstałymi trudnościami, ewolucjoniści obecnie zastanawiają się, czy ryby kościste nie powstały przed rybami chrzęstnymi, do których należą rekiny - czyli odwrotnie, niż dotąd sądzono. Ewolucjonista Long napisał w 2011 roku: "Pochodzenie rekinów jest nadal okryte tajemnicą. Niektórzy uczeni uważają rekiny za najbardziej pierwotne ze wszystkich ryb posiadających szczęki, podczas gdy inni postrzegają je jako wysoce wyspecjalizowane formy, które nie wymagały całkowitej ossyfikacji kości [ukształtowania się kości] innych grup ryb. [7]

W ten sposób rekiny są albo wysoko wyspecjalizowanymi tworami eonów ewolucji, albo bardzo prymitywnymi formami, z których powstała większość innych ryb po eonach ewolucji. Oto mętna i płynna natura ewolucyjnych opowiastek. [8] Oto ewolucjonizm w działaniu.

Wszystkie australijskie rekiny są "czarnonose" i posiadają już płetwy. [9] Ale teoria ewolucji wymaga, aby rekiny pochodziły od bezpłetwych przodków. Colbert przyznał, że "pochodzenie parzystych wyrostków w rodzaju płetw u ryb współczesnych jest nierozwiązanym problemem." [10]

Podobny problem ewolucjoniści mają z zębami rekinów. Są one głęboko zakorzenione w skórze, a nie w kości, jak u innych ryb. Zęby rekina przesuwają się z głębi ust do krawędzi, podobnie jak szczeble na kręcącym się kołowrocie. U innych ryb wyrastają one bezpośrednio z dołu. "Kilka ubiegłych lat było świadkami nagłego ożywienia badaniami pochodzenia zębów kręgowców [zwierząt z kostnym lub chrzęstnym szkieletem]. Choć notuje się tu postęp, to nadal nie ma zgody w sprawach szczegółów - kiedy, gdzie, dlaczego i jak pojawiły się pierwsze zęby." [11]

Ewolucjoniści nie są w stanie odtworzyć pochodzenia rekinów (jak też wszystkich innych grup zwierząt) oraz ich struktur anatomicznych. [12] Dane kopalne nie przedstawiają wyraźnie żadnego etapu którejkolwiek wersji ewolucji rekinów. A jak się sprawa przedstawia, jeśli chodzi o australijskie rekiny hybrydowe? Czy rzeczywiście można je uznać za wynik ewolucji w działaniu?

Należy przede wszystkim zwrócić uwagę, że nadal mamy do czynienia z czarnonosymi rekinami tego samego rodzaju Carcharhinus. Należą do niego australijskie rekiny czarnonose Carcharhinus tilstoni oraz bardzo często spotykane czarnonose rekiny Carcharhinus limbatus.

Hybrydyzacja dotyczy krzyżowania się genetycznie różnych rodziców, członków dwu odmiennie klasyfikowanych grup organizmów. Hybrydowe rekiny, o których mowa, ujawniają mieszankę wcześniej istniejących cech u dwu gatunków czarnonosych rekinów. Wertykalna ewolucja rekinów powinna prowadzić do powstawania nowej i użytecznej informacji genetycznej oraz nowych struktur fizycznych w rodzaju płetw czy oczu. Ale niczego takiego tu nie znajdujemy. Uczeni badający rekiny hybrydowe odkryli, że mają one fragmenty DNA obu wymienionych gatunków. Choć istniejąca wcześniej informacja została u nich wymieszana, nie powstała żadna nowa i użyteczna informacja. [13]

Hybrydyzacja jest w pełni zgodna z nakazem Stwórcy z Księgi Rodzaju 1:20-22, aby stworzenia morskie rozradzały się według rodzaju swego. Należy tu zwrócić uwagę, że biblijne pojęcie rodzaju (hebr. min) nie jest tożsame z pojęciem rodzaju, występującym we współczesnej biologii (łac. genus). Biblijny rodzaj, zwany czasami baraminem, rzadko kiedy pokrywa się z biologicznym rodzajem. Najczęściej obejmuje szerszą kategorię organizmów, na poziomie rodziny (łac. familia). Hybrydyzację stale obserwowano w ramach biblijnych rodzajów - na przykład między niedźwiedziem polarnym a szarym (biologiczny rodzaj Ursus) lub między lwami i tygrysami (biologiczny rodzaj Panthera) - ale nigdy jej nie obserwowano między biblijnymi rodzajami.
Adaptacje biologiczne to "cechy i funkcje, które umożliwiają organizmowi pełnić jego rolę w środowisku". [14] Jak zwierzęta mogły spełnić nakaz Boga z Księgi Rodzaju, aby się mnożyły i napełniały ziemię, jeśli występujące na Ziemi środowiska ulegają ciągłym zmianom? Było to możliwe tylko dzięki temu, że Bóg wyposażył stworzone organizmy zwierzęce w możliwość ulepszania, przy przechodzeniu od jednego pokolenia do drugiego, pewnych aspektów ich biologicznej charakterystyki. Stworzony na początku biblijny rodzaj rekina musiał mieć potencjał, by w przyszłych pokoleniach tworzyć konkretne odmiany. Te pierwsze rekiny w rezultacie zróżnicowały się, tworząc gatunki dzisiaj występujące w oceanach.

Rekiny młoty są dobrą ilustracją skoordynowanych ulepszeń wcześniej istniejących cech. Gdyby zarówno głowa w kształcie młota oraz przednie płetwy powiększały się, to ich sumaryczny efekt prowadziłby do wynurzania się przedniej części ciała, co przy odpowiedniej prędkości skutkowałoby przewrotką na plecy. Ale faktycznie rekiny z większymi "młotami" mają mniejsze płetwy piersiowe, i odwrotnie. W rezultacie ich pływanie jest stabilne. [15] Zaprojektowane powstawanie odmian rekina młota umożliwia jednym krążenie na pewnych głębokościach, a innym - na przeczesywaniu dna oceanów w poszukiwaniu pożywienia.

Darwiniści zgadzają się z kreacjonistami, że wszystkie gatunki rekinów Carcharhinus są podobne genetycznie i że powstały z jakiejś ancestralnej formy, prawdopodobnie wskutek segregacji genowej. Tradycyjny ewolucjonizm darwinowski głosi, że zmiany gatunków następują bardzo wolno w długich okresach czasu. W tym jednak przypadku rekiny australijskie były w stanie utworzyć hybrydę w czasie jednego pokolenia. Zdaniem kreacjonistów młodej Ziemi fakt ten lepiej pasuje do biblijnej skali czasu.

Australijski uczony i kreacjonista, John MacKay, opierając się na poglądzie, że Bóg stworzył podstawowe rodzaje zdolne do adaptacji, przewiduje, że w miarę badań nad rekinami i rybami w ogólności będzie się znajdować coraz więcej przykładów hybrydyzacji ryb, dawniej klasyfikowanych jako odmienne gatunki, ale które w rzeczywistości należą do tego samego biblijnego rodzaju. [16]

Hybrydyzacja i adaptacja rekinów nie ma więc nic wspólnego z rzekomą ewolucją rekinów z nierekinów. Jest dokładnie przeciwnie. Rekiny hybrydowe pojawiły się w błyskawicznym tempie, jakiego oczekują kreacjonistyczni biologowie. Poza tym skamieniałe szczątki rekinów, znajdowane w głębokich warstwach skał, wyglądają praktycznie tak samo jak żywe rekiny. Skamieniałości te nie wskazują na ewolucyjne pochodzenie, ale na ten rodzaj projektu, jakiego należy oczekiwać, gdy się potraktuje poważnie opis z Księgi Rodzaju.

Marta Cuberbiller

Przypisy:
[1] Amy Coopes, "First Hybrid Shark Found", Discovery News Tue Jan 3, 2012, http://tiny.pl/hpft2.
[2] Por. "World-first discovery of hybrid sharks off Australia's east coast", The University of Queensland News 22 December 2011, http://tiny.pl/hpfts.
[3] John A. Long, The Rise of Fossil Fishes, The Johns Hopkins University Press, Baltimore, MD 2011, s. 119.
[4] Michael Thain and Michael Hickman, The Penguin Dictionary of Biology, Penguin Books Ltd., London 2004 (11th edition), s. 642.
[5] Edwin H. Colbert, Michael Morales and Eli C. Minkoff, Colbert's Evolution of the Vertebrates, Wiley-Liss, Inc., New York 2001 (5th edition), s. 53.
[6] Por. Erik Stokstad, "Exquisite Chinese Fossils Add New Pages to Book of Life", Science 2001, vol. 291, no. 5502, s. 232-236, http://tiny.pl/hp17z.
[7] Long, The Rise of Fossil Fishes..., s. 95.
[8] Por. Frank Sherwin, Darwinism's Rubber Ruler, "Acts & Facts" 2010, vol. 39, no. 2, s. 17, http://tiny.pl/hpfks.
[9] Por. Frank Sherwin, Sharks Remain Sharks, "Acts & Facts" 2009, vol. 38, no. 8, s. 16, http://tiny.pl/hp1rh; John D. Morris and Frank Sherwin, The Fossil Record, Institute for Creation Research, Dallas, TX, s. 134-140.
[10] Colbert et al., Colbert's Evolution of the Vertebrates..., s. 51.
[11] Peter S. Ungar, Mammal Teeth: Origin, Evolution, and Diversity, The Johns Hopkins University Press, Baltimore, MD 2010, s. 73.
[12] Por. Philip C.J. Donoghue, "Paleontology: Embryonic identity crisis", Nature 2007, vol. 445, no. 7124, s. 155-156, http://tiny.pl/hp176.
[13] Jess A. T. Morgan, Alastair V. Harry, David J. Welch, Raewyn Street, Jimmy White, Pascal T. Geraghty, William G. Macbeth, Andrew Tobin, Colin A. Simpfendorfer and Jennifer R. Ovenden, "Detection of interspecies hybridization in Chondrichthyes: hybrids and hybrid offspring between Australian (Carcharhinus tilstoni) and common (C. limbatus) blacktip shark found in an Australian fishery", Conservation Genetics 2012, vol.13, s. 455-463, http://tiny.pl/hp17s.
[14] Gary E. Parker, Creation: Facts of Life, Master Books, Green Forest, AR 2006, s. 94.
[15] Por. Brian Thomas, "Shark Study Hammers More Nails in Evolution's Coffin", ICR News, June 15, 2010, http://tiny.pl/hp193.
[16] Por. John MacKay, "First Hybrid Shark Found", Evidence News February 2, 2012, http://tiny.pl/hp1wm.
(Frank Sherwin and Brian Thomas, "Hybrid Sharks and Evolutionary Storytelling", Acts & Facts March 2012, vol. 41, no. 3, s. 16-17.)


HITCHENS KONTRA HITCHENS

Młodzi ludzie żyją tak, jakby byli nieśmiertelni. Śmierć dotyka innych. Czasami z jej powodu jest nam przykro, gdy zabierze kogoś bliskiego. Ale gdy przybywa nam lat, powoli zaczynamy myśleć, że pewnego dnia dotknie nas osobiście. Stopniowo kwestia naszego ostatecznego przeznaczenia - co będzie, gdy przejdziemy z życia do wieczności - staje się coraz bardziej paląca.

My, biblijni chrześcijanie, wiemy, że będziemy gotowi stanąć twarzą w twarz śmierci wtedy, gdy uznamy Chrystusa nie tylko jako Stwórcę wszystkich rzeczy, ale także jako Zbawiciela wszystkich ludzi. "I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz. Ap. 4:12).

Wielu, nawet chrześcijanie, oddziela sprawę stworzenia od sprawy zbawienia. Ale obie te sprawy są ze sobą nierozerwalnie związane. Księga Rodzaju mówi o stworzeniu wszechrzeczy, w tym pierwszej pary rodziców całej ludzkości. Opowiada o ich upadku, skutkiem czego cały świat uległ skażeniu. Śmierć pojawiła się w świecie wskutek grzechu Adama. Skutki tego grzechu będą przezwyciężone dzięki ofierze krzyżowej Chrystusa: "jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni" (1Kor. 15:21-22). Gdyby Adam nie istniał, nie byłoby Upadku, a gdyby nie było Upadku, niepotrzebna byłaby ofiara na krzyżu, bo niepotrzebne byłoby zbawienie. [1]

Biblijny kreacjonizm podkreśla te odkrycia naukowe, które potwierdzają zaufanie do Księgi Rodzaju oraz do Chrystusa jako Stwórcy (Rzym. 1:20), a w konsekwencji do Chrystusa jako Zbawiciela. Oto dlaczego czołowi uczeni, media i politycy traktują biblijny kreacjonizm z taką odrazą i zaciekle go zwalczają. Ataki te to skutek nienawiści świata do Jezusa Chrystusa i Słowa Bożego, co sam Jezus przewidział (Jana 17:14).

Christopher Hitchens należał do najgłośniejszych przeciwników biblijnego chrześcijaństwa. Był czołowym przedstawicielem tzw. Ruchu Nowego Ateizmu. Napisał przetłumaczoną na wiele języków świata, także na polski, książkę "Bóg nie jest wielki - jak religia wszystko zatruwa". [2] 29 listopada 2010 roku w programie BBC Newsnight Special udzielił on wywiadu znanemu dziennikarzowi Jeremy'emu Paxmanowi  w związku z wykrytym kilka miesięcy wcześniej złośliwym rakiem przełyku. Okazało się przy tym, że choroba jest w stadium terminalnym. [3]

Zapytany, czy obawia się śmierci, odpowiedział: "Nie, nie boję się tego, że będę martwy. Nie ma co się tego obawiać. Nie można wiedzieć, że się jest martwym". Trudno być w większym błędzie. Prawda może być niełatwa do przyjęcia, ale bez wątpienia Biblia mówi, że "postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd" (Hebr. 9:27). Hitchens doskonale wiedział, jakie jest nauczanie Pisma Świętego w tej sprawie. Powiedział: "Byłbym zdziwiony, gdyby się okazało, że gdy opuszczę ten padół płaczu, stanę przed sądem. Ale gdyby się okazało, że jednak stoję przed sądem, to powiedziałbym Bogu, że naprawdę nie byłem w stanie uwierzyć w twierdzenia wygłaszane przez jego rzeczników na Ziemi".

Mamy do czynienia z człowiekiem, który jak wielu innych jest gotowy ryzykować tym, co najcenniejsze, swoją przyszłością. I mówi, że był niezdolny uwierzyć! Niezliczona liczba osób w dzisiejszym społeczeństwie nie chce wierzyć pomimo ogromu faktów, jakie mają przed oczyma, z Objawienia, jakie Bóg zostawił w stworzonym świecie (Ps. 19:1-4), jak i w Piśmie (Ps. 19:7-11). Jak mówi Drugi List św. Piotra (3:5), nie wiedzą tego ci, którzy tego pragną, którzy nie chcą wiedzieć. Można dodać, że dziś wybierają oni ewolucjonistyczną filozofię życia, by nie czuć swojej odpowiedzialności przed Stwórcą.

Wcześniej w wywiadzie Hitchens przyznał: "Mam pozbawione złudzeń poglądy, że urodziliśmy się, by uczestniczyć w przegranej walce [...] w czymś bezsensownym i przypadkowym [...] to tylko istnienie". Jest to tragiczna ilustracja słuszności tezy, że wybór odpowiedzi na pytanie "Skąd się wziąłem?" wpływa decydująco na odpowiedź na inne wielkie pytania, mianowicie "Dlaczego istnieję?" (jaki jest sens i cel mojego życia) oraz "Co będzie po śmierci?" (jakie jest nasze ostateczne przeznaczenie).

Na barkach każdego chrześcijanina spoczywa tym samym wielka odpowiedzialność. Wielu niewierzących chce rozmawiać na temat tych wielkich pytań, a biblijna idea stworzenia często jest kluczowym zagadnieniem, dzięki któremu zaczynają oni poważnie myśleć na temat swojego przeznaczenia. Pozbawiony złudzeń pogląd na życie, jaki miał Hitchens, wynikał z jego niewiary w Boga i Jego Słowo. Zmasowana propaganda ewolucjonizmu stwarza wrażenie, że jest on słuszny, ale jego przyjęcie często prowadzi do pesymizmu i odrzucenia życia wiecznego. Księga Przysłów mówi: "Jest droga, co komuś zdaje się słuszną, lecz w końcu prowadzi do zguby" (14:12). Dzięki wierze w Syna Bożego i Jego ofiarę na krzyżu my, chrześcijanie, możemy cieszyć się, że zostaliśmy uwolnieni spod prawa grzechu i śmierci (Rzym. 8:2) i postrzegać śmierć jako początek wiecznej przyszłości.

Christopher Hitchens zmarł 15 grudnia 2011 roku.

Rok wcześniej ukazała się książka innego Hitchensa, Petera, rodzonego brata, młodszego o dwa i pół roku. Peter Hitchens opisał w niej swoją drogę do wiary w Boga. [4] Jako nastolatek Peter odrzucił wiarę chrześcijańską, w której został wychowany. Nawet publicznie spalił Biblię i czuł się członkiem pokolenia "zbyt mądrego, by wierzyć". Przyjął wiarę epoki, która obywa się bez wiary, przyjął wiarę, że nauka jest w stanie wyjaśnić wszystko, czego potrzebujemy, bez odwoływania się do Boga.

Swoje poglądy zmieniał powoli i stopniowo, gdy zaczynał widzieć owoce ateizmu. Przyczynił się do tego jego pobyt w Moskwie, gdzie pod koniec istnienia Związku Radzieckiego pracował jako dziennikarz. Opis tego społeczeństwa wychowywanego bez Boga przynosi otrzeźwienie dla każdego czytelnika. [5] W książce można przeczytać o rozruchach, jakie wybuchły, gdy przez tydzień w sklepach brakowało wódki; o łapówkach, by u dentysty otrzymać znieczulenie lub w szpitalu antybiotyki; o zastraszającym poziomie rozwodów i aborcji; o wszechobecnej kontroli; o niekończącym się oficjalnym kłamstwie; manipulacji i prześladowaniach; biedzie, rozpaczy i wszechobecnej nieuprzejmości. Znajdujemy tam ciekawy opis, jak w chwili, gdy w Moskwie zaczął padać deszcz, natychmiast stanął ruch uliczny, gdyż kierowcy wyjmowali ukryte wcześniej wycieraczki i przymocowywali je do zewnętrznych uchwytów. Oczywiście, jeśli je potem na parkingu zapomnieli ponownie schować, to stracili je, bo zostały rozkradzione.

Peter Hitchens uważa, że ateistyczna ideologia państwowa wpłynęła negatywnie nawet na język rosyjski. Rozmawiał kiedyś z potomkiem białego emigranta, którego dziadkowie opuścili Moskwę w epoce Lenina. Ów amerykański Rosjanin nauczony został czystego języka rosyjskiego - eleganckiego, literackiego języka rodziców - ale doznał szoku, gdy odwiedził Rosję po upadku Związku Radzieckiego i słyszał wszędzie ordynarny, wstrętny, przepełniony przekleństwami i biurokratyczny język, którym obecnie mówią tam nawet ludzie wykształceni.

Ale nieuprzejmość i brak dobrego wychowania to nie jest wyłącznie domena Rosji. Gdy po pięciu latach nieobecności Peter Hitchens powrócił do Londynu, od razu spostrzegł wyraźne pogorszenie się relacji międzyludzkich. Napisał "Wydaje się, że w dużym stopniu odpowiada za ten stan szybkie znikanie chrześcijaństwa z życia i świadomości publicznej, gdy pokolenie wychowane w wartościach chrześcijańskich starzeje się i odchodzi. Myślę, że nawet w połowie nie byłbym tak zaszokowany nieuprzejmością i chamstwem Moskwy roku 1990, gdybym nie przybył z kraju, w którym nadal obowiązywały standardy chrześcijańskie. Ale gdybym wówczas zobaczył Londyn w 2010 roku, byłbym równie zaszokowany". Książka Petera Hitchensa jest ostrzeżeniem, jakim społeczeństwem się staniemy, jeśli będziemy nadal odrzucali wiarę chrześcijańską.

Dlaczego coraz większa liczba ludzi odrzuca nauczanie Biblii? Istnieje, oczywiście, wiele powodów, z których przypuszczalnie największym jest umiłowanie grzechu. Ale jednym z nich jest też to, że ludziom wmówiono, iż Biblia to tylko księga mitów. W odpowiedzi na artykuł dziennikarki Melanie Phillips, która broniła biblijnego rozumienia małżeństwa, jeden z czytelników napisał: "Pisma Biblii zostały przelane na papier przez (głównie) starych ludzi, których charakteryzowała kompletna ignorancja (uważali na przykład, że świat został stworzony w ciągu 7 dni około 6 tysięcy lat temu). Wiemy dzisiaj, żeto KOMPLETNY nonsens, dlaczego więc kogokolwiek mają wiązać takie starocie?" [6]

Jest to typowe dzisiaj rozumowanie. Ponieważ nauka wykazała, że Biblia nie ma racji w sprawie pochodzenia świata i człowieka, to nie ma racji także we wszystkich pozostałych sprawach. Wielu szczerze wierzących chrześcijan uważa, że sprawa pochodzenia jest sprawą drugorzędną. Ale zacytowane rozumowanie pokazuje, że tak nie jest. Zamiast potulnie godzić się z nieprawdziwym poglądem, że teoria ewolucji opisuje niepodważalne fakty, należy przestać chować głowę w piasek i oceniać tę teorię tak, jak na to zasługuje. Niestety, wielu chrześcijan nie zdaje sobie sprawy, jak duże szanse mamy, żeby tę walkę wygrać. Istnieje mnóstwo faktów, które nie pasują do teorii ewolucji, ale są zgodne z biblijnym ujęciem stworzenia.

Według apostoła Pawła "od stworzenia świata niewidzialne przymioty Boga - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą wymówić się od winy" (Rzym. 1:20). Gdyby nauka rzeczywiście wykazała, że życie powstało w procesie naturalnym i nie wymagało projektanta, jak dzisiaj wielu twierdzi, wówczas św. Paweł nie miałby racji. Ale im bardziej poznajemy wyniki badań, tym bardziej przekonujemy się, że wielki apostoł miał rację. My, biblijni chrześcijanie, mamy prawdę po naszej stronie, a nasze narody rozpaczliwie potrzebują ją usłyszeć.

Marta Cuberbiller
[email protected] creationism.org.pl

Przypisy: [1] Patrz Marta Cuberbiller, "Miejsce stworzenia w teologii chrześcijańskiej. Bóg Odkupiciel to Bóg Stwórca", Idź pod prąd, kwiecień 2011, nr 4 (81), s. 15-16; http://tiny.pl/hjs9x. [2] Christopher Hitchens, Bóg nie jest wielki - jak religia wszystko zatruwa, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2007. [3] "Christopher Hitchens talks to Jeremy Paxman" , BBC newsnight, http://tiny.pl/hjs26. [4] Peter Hitchens, The rage against God, Continuum International Publishing, London 2010. [5] Jak wyżej, rozdział 6. [6] Melanie Phillips, "Pinch yourself! A Tory prime minister is upholding the idea that traditional morality is bigotry", MailOnline, 14 February 2011; http://tiny.pl/hjsfb. (Philip Bell, "Staring Death in the Face", Prayer News January-March 2011; Dominik Statham, "Britain Needs God", Prayer News April-June 2011.)


DLACZEGO NALEŻY NIEUSTANNIE DEMASKOWAĆ ZAGROŻENIA ZE STRONY EWOLUCJONIZMU?

Czy możecie sobie wyobrazić życie w świecie, w którym chrześcijaństwo nie posiada żadnego wpływu? Świat, w którym współczucie uważa się za słabość? Gdzie aborcji dokonuje się tylko dlatego, że dziecko uznaje się za niedopasowane lub niepożądane, albo nawet dlatego, że jest niewłaściwej płci?

Brzmi to jak zarys horroru science fiction. Ale tak nie jest, to dzisiejsza rzeczywistość. Narodowi socjaliści Adolfa Hitlera zabili w Auschwitz i w innych obozach, także i na ulicach miast podbitych krajów, miliony ludzi (nie tylko Żydów, jak się myśli na Zachodzie). Cywilizowani mieszkańcy Niemiec do tego stopnia przejęli się fałszywą ideologią narodowego socjalizmu, że bez cienia litości byli w stanie mordować innych ludzi, nawet dzieci. Łatwo znajdziemy w Internecie filmowe relacje, jak to trupy ludzkie są spychane buldożerami do masowego grobu. Powszechnie uważa się to za świadectwo najohydniejszych zbrodni w całej ludzkiej historii. A jednak niedawno wyprodukowany film nowozelandzkiego ewangelisty, Raya Comforta, szokuje z jeszcze innego powodu. Pokazuje on, jak wielu studentów uniwersytetu nie ma zielonego pojęcia, kim był Adolf Hitler. [1]

Reżim Hitlera mordował nie tylko przedstawicieli innych narodowości. Dokonał też eutanazji ponad 70 tysięcy upośledzonych Niemców, aby usunąć ich geny z populacji i zapewnić tym samym czystość rasy. Mieszkańców Niemiec ogłupiono przy pomocy filmów propagandowych wykorzystujących "naukę". Jeden z nich zatytułowany "Ofiara przeszłości" z 1937 roku pokazywał kalekiego i zeszpeconego człowieka, a obrazowi towarzyszył komentarz o wyraźnie darwinowskim zabarwieniu: "Wszystko, co w przyrodzie jest słabe, ulega nieuchronnemu zniszczeniu. Ludzkość w ostatnich kilku dziesiątkach lat bardzo grzeszyła przeciwko prawu doboru naturalnego. Nie tylko podtrzymywano nic niewarte życie, ale pozwalano nawet, by się mnożyło." [2] Zwykli Niemcy poddani takiej obróbce propagandowej masowe morderstwa traktowali obojętnie albo nawet ich nie zauważali, chociaż miały miejsce tuż przed ich nosami.

Wszystkie te okropności były doskonale zgodne z wysiłkami światowego ruchu, jakim był społeczny darwinizm. Główną jego częścią był ruch eugeniki - poglądu, że należy zabezpieczać "dobre geny", nie pozwalając "gorszym" ludziom się rozmnażać. Dziesiątki tysięcy ludzi zostało siłą wysterylizowanych, nie tylko w totalitarnym państwie Hitlera, ale nawet w Stanach Zjednoczonych i Skandynawii. [3]

Osiemnastowieczny brytyjski mąż stanu i filozof, Edmund Burke (1729-1797), powiedział, że ci, którzy nie znają historii, będą zmuszeni ją powtarzać. Ta dobrze znana maksyma unaocznia niebezpieczeństwo, przed jakim stoi społeczeństwo zapominające o złu, jakie go wcześniej spotkało. Wydaje się, że właśnie mamy do czynienia z podobnym procesem wybiórczego postrzegania rzeczywistości, z czymś, co kilkadziesiąt lat temu stało się udziałem Niemców. Aborcja na życzenie, wedle upodobań matki, jest zwykłym morderstwem. Liczba bezbronnych dzieci mordowanych na całym świecie każdego roku jest niczym milczący i straszny holocaust. Wspomniany film Raya Comforta przekonuje, że porównanie to nie jest żadną przesadą. Dziś, podobnie jak w czasach hitlerowskiego holocaustu, pewne grupy ludzi uważa się za podludzi i pozbawia ludzkich praw. Coraz częściej mówi się o dzieciach produkowanych wyłącznie po to, by stały się źródłem narządów dla innych ludzi, przy wykorzystaniu embrionalnych komórek macierzystych.

Jeśli w szkołach i uniwersytetach, w prasie, radiu i telewizji uczymy, że ludzie są jedynie wyewoluowanymi zwierzętami, to nie dziwmy się, jeśli będą oni działać zgodnie z tym przekonaniem. I nic ich nie powstrzyma od nadania sobie prawa, by decydować o losie innych "zwierząt".

Richard Dawkins, bardzo szanowany i wpływowy arcykapłan ewolucjonizmu, zaczął ostatnio badać teren, proponując "pozytywną eugenikę". [4] Zdaje on sobie sprawę ze zbrodni reżimu hitlerowskiego, motywowanych względami eugenicznymi, ale uznał, że nadszedł już czas, by przynajmniej zapytać: "Jeśli można hodować krowy, by dawały więcej mleka, konie - by szybciej biegały, i psy - by lepiej pilnowały stada, to dlaczego nie można hodować ludzi ze zdolnościami do matematyki, muzyki czy sportu"? [5] Dawkins pracuje w katedrze popularyzowania nauki uniwersytetu oksfordzkiego, ale bardziej znany jest ze zwalczania religii, a zwłaszcza fundamentalistycznego chrześcijaństwa. [6] Uważa, że nie istnieje moralna różnica między hodowlą muzyków a zmuszaniem dzieci do pobierania lekcji muzyki. Jego przyzwolenie na hodowanie określonych kategorii ludzi, skoro hodujemy określone gatunki zwierząt, wynika po części z tego, że nie widzi on - jak przystało na ewolucjonistę - wielkiej różnicy między zwierzętami i ludźmi. Jest przywódcą ruchu, by małpom człekokształtnym nadać "ludzkie" prawa, skoro duszy nie ma i nie ma moralnej różnicy między tymi małpami i ludźmi.

Wśród żarliwych zwolenników eugeniki i darwinowskiego utylitaryzmu można dziś znaleźć laureatów Nagrody Nobla i wielu czołowych uczonych. Wygłaszają oni skrajnie ateistyczne opinie podobne do tego, o czym mówi Richard Dawkins. Ich zdaniem genetyczne ulepszanie gatunku człowieka to tylko przedłużenie stosowanej praktyki, by przez manipulowanie genami eliminować choroby.

Sojusznik Dawkinsa, Peter Singer z Uniwersytetu w Princeton, tzw. bioetyk, uważa, że nowo narodzonym dzieciom nie przysługują większe prawa niż dzieciom w łonie matki. Proponuje on, aby rodzice mieli kilka miesięcy po urodzeniu dziecka na podjęcie decyzji, czy ma ono żyć. [7] Jako przykład właściwego postępowania wskazywał kultury pogańskie. Gdy wiemy - argumentuje Singer - że człowiek nie został stworzony na obraz Boga, ale wyewoluował z innych zwierząt, argumenty przeciwko dzieciobójstwu przestają obowiązywać.

James Watson, który otrzymał Nagrodę Nobla za odkrycie struktury DNA, jest także zwolennikiem "ulepszania" rasy ludzkiej przy pomocy dziedziczonej modyfikacji genetycznej, na przykład na etapie embrionalnym. Watson jest ateistą, choć nie tak aktywnym jak Dawkins, ale podobnie jak on wyśmiewa nadawanie człowiekowi nadmiernej wartości w porównaniu do zwierząt. Uważa za kompletny nonsens pogląd, że człowiek jest świętością, której nie wolno zmieniać.

W XX wieku więcej ludzi zginęło w wojnach i wskutek ludobójczych rządów niż we wszystkich poprzednich stuleciach razem wziętych. Ale jeszcze więcej zamordowano nienarodzonych dzieci. W samych tylko Stanach Zjednoczonych od czasu rozprawy sądowej Roe v. Wade w 1973 roku ponad 50 milionów dzieci padło ofiarą aborcji. [8] Na całym świecie takich ofiar są setki milionów. A wszystko to wskutek przekonania o prawdziwości teorii o zwierzęcym pochodzeniu człowieka.

Wspomniany już wcześniej Edmund Burke powiedział: "Aby zło tryumfowało, wystarczy, aby dobrzy ludzie nie robili nic". Walka z ewolucjonizmem to nie jest tylko sprawa abstrakcyjnej prawdy jakiejś teorii naukowej, to także problem życia i śmierci dla wielu milionów ludzi.

[email protected]/creationism.org.pl

Przypisy:
[1] http://tiny.pl/hjpbc
[2] Por. Jonathan Sarfati, "Darwinowskie korzenie nazizmu", http://tiny.pl/hjpbd
[3] O tym i o wielu innych sprawach mówi film Grzegorza Brauna "Eugenika - w imię postępu", dostępny na YouTube w czterech odcinkach (http://tiny.pl/hf22d) lub w całości na kilku chomikach (można znaleźć przy wykorzystaniu wyszukiwarki Google).
[4] Por. Hilary White, "Anti-Religion Extremist Dawkins Advocates Eugenics", LifeSiteNews.com Nov. 21, 2006, http://tiny.pl/hjpbf.
[5] Richard Dawkins, "From the Afterword", The Herald, Monday 20 November 2006, http://tiny.pl/hjpb5.
[6] Por. np. Richard Dawkins, Bóg urojony, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2007.
[7] Por. Peter Singer, Rethinking Life and Death: The Collapse of Our Traditional Ethics, Prometheus Books, New York 1995, s. 130, 217; oraz tenże, "Early births fade to grey", The Australian, 3 January 2007, http://tiny.pl/hjpb1. Por. też D. Flynn, Intellectual Morons: How Ideology Makes Smart People Fall for Stupid Ideas, Crown Forum, New York 2004, s. 74; oraz Lita Cosner, "'Bioethicists' and Obama agree: infanticide should be legal", http://tiny.pl/hjpbj.
[8] Por. Dan Gayman, "Innocent Blood Cries Out for Justice in America!", The Watchman Fall 2011, vol. 34, no. 4, s. 12.
(Gary Bates, "Pressing on with Questioning Evolution", Prayer News. The newsletter for Creation Ministries International (UK & Europe), January-March 2012)


O HOMOLOGII I BŁĘDNYM KOLE

Doktor biologii molekularnej i komórkowej, embriolog Jonathan Wells w swej książce "Ikony ewolucji" porusza ciekawy problem niepoprawności logicznej neodarwinowskiego rozumowania na temat tzw. homologii.

Czym jest homologia? W biologii obserwowane są dwa typy podobieństw: funkcjonalne oraz strukturalne. Przykładowo skrzydła motyla i skrzydła ptaka wykazują podobieństwo funkcjonalne (jest to tzw. analogia), a kończyny przednie kręgowców (płetwa morświna, skrzydło nietoperza, ręka człowieka, noga konia) wykazują podobieństwo strukturalne, dotyczące układu kości w tych kończynach – jest to najczęściej przytaczany przykład homologii.

Jak podaje Jonathan Wells, pierwotnie definicja homologii ograniczała się do wskazania, jakie obserwowalne cechy ją charakteryzują (podobieństwo struktury i pozycji), natomiast problem przyczyny jej występowania pozostawał kwestią otwartą.


Definicji w tym kształcie trzymał się jeszcze Darwin, gdy przedstawiał homologię jako dowód na ewolucję (podobieństwo struktur świadczy o wspólnym pochodzeniu). Jednak w późniejszym czasie zwolennicy jego teorii włączyli domniemaną przyczynę występowania homologii jako element definicji tego pojęcia. W ten sposób nabrało ono nowego znaczenia – podobieństwa wynikającego ze wspólnego pochodzenia.

Ta zmiana definicji nie pociągnęła jednak za sobą rezygnacji z traktowania homologii jako dowodu na rzecz ewolucji.

Zaistniała więc sytuacja, w której na pytanie: „Dlaczego dane struktury są do siebie podobne?” odpowiadano: „Ponieważ pochodzą od wspólnego przodka.”, a odpowiedzią na pytanie: „Skąd wiadomo, że pochodzą od wspólnego przodka?” było: „Ponieważ są do siebie podobne.”

Tak powstało błędne koło w rozumowaniu na temat homologii.

Jasne jest, że logiczne zapętlenie nie może być cechą rzetelnego naukowego opisu zjawisk, a trwanie przy takim przedstawianiu zagadnienia z pewnością nie jest uczciwe. Oto jak podsumowuje to Jonathan Wells: „Takie błędne koło w rozumowaniu zachęca studentów do niechlujnego i bezkrytycznego myślenia. Jest to problem nie tylko nauki, ale całego naszego społeczeństwa. Demokracja potrzebuje dobrze wykształconych obywateli, którzy potrafią dostrzegać wadliwe argumenty i myśleć samodzielnie, a nie potulnych mas, które przyjmują wszystko, czym karmią je ludzie z autorytetem.”**

Autor omawia też kilka konkretnych przykładów z dziedziny genetyki i embriologii, które świadczą o tym, że podobieństwa strukturalne mogą pojawiać się bez podobieństwa genów odpowiedzialnych za powstanie tych struktur oraz że formowanie ich może przebiegać inaczej w rozwoju embrionalnym poszczególnych gatunków. Znane są przypadki występowania podobieństw strukturalnych zupełnie niespodziewanych z punktu widzenia teorii ewolucji (najczęściej wymieniane dotyczy budowy oka ośmiornicy i człowieka).

Ponadto autor przywołuje przykład pięciu zwierząt (mysz, kolcogłów, motyl, jeżowiec, pazurnica), u których pomimo wyraźnego podobieństwa genów odpowiedzialnych za rozwój odnóży, struktury te diametralnie różnią się między sobą.

Zatem podobieństwa strukturalne, a nawet podobieństwa genetyczne, mogą być zawodne jako podstawa twierdzenia, że jedne gatunki wyewoluowały z innych.

Warto w związku z tym pamiętać, że istnieje alternatywny wobec ewolucyjnego sposób interpretacji obserwowanych podobieństw – traktowanie ich jako różne dzieła jednego Projektanta, który zastosował w nich pewne sprawdzone schematy, elementy konstrukcyjne czy mechanizmy tak, jak chciał, i tam, gdzie chciał, bez konieczności tłumaczenia się komukolwiek ze swoich decyzji.

*Jonathan Wells, Ikony ewolucji: nauka czy mit?, W wyłomie, Gorzów Wlkp. 2007, przekład z języka angielskiego: Bożena Olechnowicz (tytuł oryginału: Icons of evolution: science or myth?).
**tamże, s. 64.

O SYMBIOZIE GENETYKI I POLITYKI w TRZECIEJ RZESZY

Pod koniec lat 80. Robert Proctor [1] i Paul Weindling [2] napisali książki na temat roli eugeniki w państwie Hitlera, a Michael Kater [3] wyjaśniał rolę lekarzy w Trzeciej Rzeszy. Niemal jednocześnie trzech niemieckich uczonych - Peter Weingart, Jürgen Kroll i Kurt Bayertz - wydało obszerne studium ruchu eugenicznego  w Niemczech [4], a niemiecki genetyk, Benno Müller-Hill, opublikował ważną monografię, sprawdzającą rolę, jaką pełnili genetycy człowieka w zbrodniach hitlerowskich. [5] Książki te utorowały drogę innym badaniom na ten temat. Od lat 80. zaczęła się istna eksplozja prac z historii eugeniki.

Książka Sheily Faith Weiss [6] jest kolejnym opracowaniem na temat roli nauki i eugeniki w czasach III Rzeszy. Jej wcześniejsza książka, "Race Hygiene and National Efficiency. The Eugenics of Wilhelm Schallmayer" z 1987 roku [7], była jednym z pierwszych studiów historycznych na temat eugeniki niemieckiej. Historią eugeniki i pokrewnymi zagadnieniami zajmowała się więc ona przez wiele lat. Uczestniczyła też w szerokim projekcie badającym rolę, jaką w czasach hitleryzmu odgrywały Instytuty Cesarza Wilhelma (Kaiser Wilhelm Institutes, w skrócie KWI). Instytuty Cesarza Wilhelma zostały założone przez rząd Niemiec, a po okresie rządów hitlerowskich ich nazwę zmieniono na Instytuty Maxa Plancka (MPI). Autorka prześledziła wiele źródeł archiwalnych. Większa część książki dotyczy dwu Instytutów Cesarza Wilhelma, jakie zajmowały się genetyką człowieka: Instytutu Cesarza Wilhelma Antropologii, Genetyki człowieka i Eugeniki w Berlinie oraz Instytutu Cesarza Wilhelma Psychiatrii w Monachium.

Szefowie tych instytutów odgrywają centralną rolę w książce: antropolog Eugen Fischer, genetyk Otmar von Verschuer oraz psychiatra Ernst Rüdin. Jeden z rozdziałów książki dotyczy nauczania genetyki człowieka w szkołach niemieckich z okresu Trzeciej Rzeszy.

Książka Weiss jest uszczegółowieniem ogólnej tezy Mitchella Asha, że wzajemna relacja między władzą i uczonymi nie ma jednokierunkowego charakteru. W przypadku Niemiec hitlerowskich retoryka nazistowska zarówno wpływała na postępowanie genetyków niemieckich, jak i była przez badania naukowe wzmacniana. Związek uczonych i rządzących miał charakter symbiotyczny. Władze dostarczały funduszy, a nawet osób niższych rasowo do genetycznych badań eksperymentalnych, a genetycy odpłacali się kapitałem intelektualnym, który wykorzystywano do uzasadniania i rozwijania ideologii rasowej nie tylko w Niemczech, ale i przed międzynarodowymi gremiami naukowymi.

Fischer, Verschuer i Rüdin nie zdawali sobie sprawy,  jaką cenę przyjdzie im zapłacić za współpracę z władzami. Podejmując tę współpracę, znaleźli się na równi pochyłej, stopniowo tracąc etyczną wrażliwość wobec tego, co robili. Weiss wyraźnie pisze, że jej studium jest ostrzeżeniem dla dzisiejszych genetyków. Szkoda, że autorka nie zbadała głębiej filozoficznych i religijnych poglądów osób, o których pisze, także na temat ewolucji, abyśmy mogli zrozumieć, jak ich poglądy wpływały na wybory, jakich dokonywali.

Autorka uważa, że książki nie napisała dla specjalistów. Ale znaleźć w niej można bogate źródło nowych informacji pochodzących z archiwów. Nie ma w niej jakichś radykalnie nowych interpretacji eugeniki czy związku hitlerowskich uczonych z hitlerowską władzą, jednak z pewnością jest to rzetelne studium potwierdzające dotychczasowe wyniki badań w tej kwestii.

Przypisy:
[1] Robert N. Proctor, Racial Hygiene: Medicine Under the Nazis, Harvard University Press, Cambridge 1988.
[2] Paul Weindling, Health, Race and German Politics between National Unification and Nazism, 1870-1945, "Cambridge Studies in the History of Medicine", Cambridge University Press 1989.
[3] Michael H. Kater, Doctors Under Hitler, University of North Carolina Press, Chapel Hill and London 1989.
[4] Peter Weingart, Jürgen Kroll, Kurt Bayertz, Rasse, Blut und Gene. Geschichte der Eugenik und Rassenhygiene in Deutschland, Suhrkamp, Frankfurt am Main 1988.
[5] Benno Müller-Hill, Murderous science: elimination by scientific selection of Jews, Gypsies, and others, Germany 1933-1945, Oxford University Press, Oxford - New York 1988.
[6] Sheila Faith Weiss, The Nazi Symbiosis: Human Genetics and Politics in the Third Reich, University of Chicago Press, Chicago 2010.
[7] University of California Press, Berkeley 1987.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut

PLN - Polski złoty
EUR
4,2290
USD
3,6090
GBP
4,7786
HUF
0,0135