Jak Jarosław Kaczyński powinien się zachować podczas operacji wymiany Donalda Tuska na nowszy model, prowadzonej przez Bronisława Komorowskiego? Od mądrości szefa opozycji zależy nie tylko byt jego partii – zastosowanie złej taktyki to niebezpieczeństwo zabetonowania „wiecznej przyjaźni z CCCP” na dziesięciolecia.

Jak na razie Kaczyński popełnia mnóstwo błędów. Celnie punktuje jeden z ostatnich prawicowych analityków, którego warto czytać:

„Z rosnącą irytacją i zdumieniem obserwuję cyrk rozpętany wokół prominentnej postaci PO – Jana Rokity. Nie dziwi mnie, że autorami spektaklu są dziennikarze portalu wPolityce i bliskie im grono „niepokornych” żurnalistów. Po nagłaśnianiu dywagacji Staniszkis, żenującej inscenizacji z Gowinem i grze wokół Wiplera – trzeba wielkich pokładów prostoduszności, by upierać się, że mamy do czynienia z poważnymi „analitykami” życia politycznego lub nie dostrzegać intencji tego środowiska.

Irytuje natomiast, że ten niewybredny spektakl, rozgrywany w fatalnej obsadzie i przewidywalnym scenariuszu, znajduje tylu bezkrytycznych odbiorców, a nawet jest wspierany przez polityków opozycji. W państwie, w którym tysiące zwykłych obywateli jest krzywdzonych i prześladowanych przez kastę komorniczą i tzw. wymiar sprawiedliwości, deklaracja Jarosława Kaczyńskiego o udzieleniu pomocy Rokicie, brzmi co najmniej niemądrze.” Aleksander Ścios, „ROKITIADA – O SUKCESORACH MICHNIKOWSKIEJ METODY”, bezdekretu.blogspot.com, podkreślenie autora

Jak jednak Kaczyński powinien się ustawić w rozgrywającej się na naszych oczach walce? Obojętność nic nie pomoże; wspieranie Komorowskiego przeciw Tuskowi (co najczęściej PiS obecnie robi) przy jednoczesnym rozejmie z Belwederem jest taktyką najgłupszą z możliwych. Komorowski wygra, a następnie zrobi porządek z opozycją, mając w ręku pełnię instrumentów władzy – prawodawstwo, służby specjalne, media i rozgrzanych sędziów. Licząc, że po wyeliminowaniu Tuska da się rozprawić z Komorowskim, Kaczyński wykazałby się skrajną naiwnością – zakrawającą na sabotaż. Za Belwederem stoi Moskwa, a w Polsce jej „delegatura” w postaci zdelegalizowanych służb wojskowych.

Zobacz też:  Raport rotmistrza Pileckiego cz. 52

Z dostępnych rozdanych opcji można wskazać dwie. Jedna nierealna i druga jak najbardziej. Zacznę od nierealnej. W przypadku konfliktu dwu moich wrogów, z których jeden jest zdecydowanie słabszy, kogo powinienem poprzeć? Oczywiście słabszego. W naszych realiach ten scenariusz jest jednak nie do zrealizowania – po pierwsze, konflikt Tusk/Komorowski nie jest do końca rzeczywisty. To raczej rozgrywka w jednej bandzie o miejsce przy korycie. Tusk nie walczy z Komorowskim, ale raczej negocjuje dla siebie jak najlepsze warunki odejścia. Po drugie, po Smoleńsku Tusk jest tak umoczony, że otwarte wpieranie go przez PiS nie dałoby się „sprzedać” twardemu elektoratowi (ale jednocześnie da się łatwo sprzedać koncepcja Adama Lipińskiego – koalicja z post(?)komunistami z SLD…).

Pozostaje więc tylko wariant „zespawania”. Trzeba wykorzystać medialną nagonkę na Tuska i ogólnie na PO, by na dno szedł również Komorowski. Przy każdym medialnym ataku mediów głównego ścieku na Tuska i PO, Kaczyński powinien zwoływać konferencję prasową i pokazywać zażyłość Tuska i Komorowskiego, wzajemne deklaracje poparcia obu panów, sztywne powiązania Komorowskiego z PO od samego jej początku itp. Odbiorcy mediów na wzór psów Pawłowa powinni nabawić się odruchu kojarzenia Komorowskiego z Tuskiem i dołującą w sondażach Platformą. „Nasze media” nie powinny zajmować się niczym innym.

Postępując w ten sposób, wykorzystalibyśmy ogromną machinę medialno-służbową nakierowaną obecnie na zatopienie Tuska, do podtopienia największego zagrożenia dla Polski. Do tej rozgrywki można by dodać i inne demokratyczne elementy dla „bardziej oburzonych”…