17 października 2018

Marian Kowalski: W tym roku nie jadę na Marsz Niepodległości

Nie wiem, jakim interesom politycznym ta inicjatywa będzie teraz służyć, nie chcę brać w tym udziału! Marian Kowalski w programie "Kowalski & Chojecki NA ŻYWO"...

TRATOWISKO

Właśnie zmarła trzecia ofiara bydgoskich otrzęsin. Przypomnę, że miała to być impreza, na której wprowadza się pierwszaków w życie studenckie.

Kiedyś otrzęsiny miały charakter wesołej zabawy, na której starsze roczniki urządzały powitanie, poddając nowicjuszy m.in. dowcipnym testom i śmiesznym niby-torturom. Z czasem z wieczorku zapoznawczego otrzęsiny zmieniły się w zwykłe imprezy  - w huku głośnej muzyki, w rzekach alkoholu, a ostatnio dopalaczy. W Bydgoszczy bawiono się na dwóch salach, które dzieliło wąskie przejście. Uczestnicy zabawy w pewnym momenciezaczęli przemieszczać się w przeciwnych kierunkach, tłocząc się w wąskim korytarzu i tratując nawzajem. Gdy jedni tracili przytomność w niebywałym ścisku, przy wejściach z obu stron napierał wesoły, roztańczony tłum. Dotychczas podobne sceny miały miejsce na pielgrzymkach hinduistycznych i muzułmańskich, ale uczestników tamtych wydarzeń ciągle uważamy za niecywilizowanych dzikusów.

Pamiętam imprezy studenckie organizowane przez pokolenie mojej starszej siostry. Ktoś tam czytał wiersze, brzdąkał na gitarze, a taca kanapek i dwie butelki wina wystarczały na cały wieczór. Ówczesny student był brodaczem w swetrze do kolan i w wieku 21 lat już miał zrujnowany wzrok od ciągłego ślęczenia nad książkami. Moi rówieśnicy w latach 80. to już całkiem inne pokolenie studentów. Studia były przepustką do wycieczek zagranicznych o charakterze biznesowym i okazją do uniknięcia zasadniczej służby wojskowej, a dla dziewcząt miejscem do znalezienia sobie małżonka. Już wtedy zauważało się odejście od pędu do wiedzy ku utylitaryzmowi. Może to było trochę cyniczne, ale świadczyło jednak o zaradności życiowej. Dzisiaj każda impreza studencka to pijatyka i bijatyka, niczym się nie różni od gminnej imprezy plenerowej sponsorowanej przez browar.

Co spowodowało, że elita narodu tratuje się jak bezrozumne bydło? Dlaczego młodzi ludzie, często z małych miejscowości, nie stawiają sobie poprzeczki wysoko, by być lepszymi i dawać przykład, a przywłóczą do kampusów obyczajowość z postpegieerowskich czworaków? No cóż, przyczyn jest wiele: prymitywna rozrywka lansowana przez media, archaiczny feudalny system kadrowo-profesorski i demokracja.

Gdy telewizja nadawała dwa programy, radio jeden muzyczny i nie było Internetu, spotykaliśmy się w kilka osób po domach i rozkoszowaliśmy się płytą przywiezioną z Zachodu. Na byle co nie traciliśmy czasu i wyrabialiśmy sobie gusta. Niezależnie od upodobań mieliśmy swoje ikony, każdy, kto przyłączał się do fanklubu, znajdował się w lepszym towarzystwie. Dzisiaj na stu kanałach telewizyjnych, radiowych i internetowych króluje muzyczna sieczka „wzbogacona” obrazem rozpląsanych idiotów bazgrzących po ścianach lub chlapiących się w basenie. Całe szczęście, że większość jest bełkotana po angielsku, bo dzięki temu nie zapada w pamięć mojemu pokoleniu karmionemu w szkole językiem rosyjskim. Jest to bowiem twórczość w stylu wczesnego Liroya, obecnie kolegi z ławy poselskiej moich byłych  współpracowników z Ruchu Narodowego. Ciekaw jestem, jak artystyczny temperament nowego kolegi będzie współgrał z ich świątojebliwością. Myślę, że jednak wysokość diety poselskiej złagodzi kryteria.

Dzisiejsze wyższe uczelnie są dowodzone przez klany profesorskie wykreowane w wyniku weryfikacji stanu wojennego i nieopatrznie przetransferowane w nową rzeczywistość. Te utytułowane pacany w gruncie rzeczy są urzędnikami na państwowym etacie mającymi zapobiec pojawieniu się myśli niepokornych. Niejednokrotnie pisaliśmy o debatach, które się nie odbyły, i rzuceniu na kolana studentów, którym przyszło do głowy zadawać się z niewłaściwymi osobami i ideami. Właśnie dzwonił do mnie dawny kolega z UPR-u, który chciał zorganizować debatę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Gdy władze uczelni dowiedziały się, że mam wziąć w niej udział, stanowczo odmówiły, tłumacząc, że to nie miejsce na politykę, a ja przecież teraz nawet nie kandydowałem do sejmu. Parę dni wcześniej jednak popisywał się tam Lech Wałęsa. Myślę sobie, że nowego Kopernika to się raczej nie doczekamy.

Winna jest też demokracja. Przecież żaden kandydat nie powie, że studia powinny być płatne i elitarne. W istocie tylko zaoczni i studiujący na prywatnych uczelniach są zdeterminowani, bo ponoszą koszta. Państwowe uczelnie „darmowe” to relikt i wrzód niszczący tkankę intelektualną narodu. Dodatkową patologią są studenci z Ukrainy. Te rzekome dzieci wojny nie dość, że mają darmochę, to celowo nie przykładają się do nauki, by studiować jak najdłużej. Jak tak dalej pójdzie, to za 10 lat osoba starająca się o dobrą pracę będzie musiała udawać ledwie piśmiennego prostaczka, bo dyplom wyższej uczelni może stać się okolicznością obciążającą.

 

 

 

 

 

 

 

 

idź Pod Prąd 10-11 (135-136) 2015

 


NAIWNIACY

 Ślimacząca się wojna rosyjsko-ukraińska daje sporo okazji polskim politykom do zabrania głosu. Niejeden uchodził za prawdziwego mędrca, dopóki nie otworzył ust. Na początku 2015 roku mamy prawdziwą epidemię tego zjawiska. Zbigniew Bujak - legenda solidarnościowego podziemia - milczał przez wiele lat, by nagle objawić, że Polska powinna zaangażować się zbrojnie po stronie ukraińskiej. Pisowski kandydat na prezydenta Andrzej Duda (nie mylić z Piotrem – to nie są bliźniacy) w czasie radiowego wywiadu wprawdzie dość pokrętnie, ale nie wykluczył takiego scenariusza. Minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna też błysnął, oznajmiając, że obóz w Oświęcimiu wyzwalali ukraińscy żołnierze. Nie będę rozwijał wątku wyzwolenia. Uważam bowiem, że w roku 1944 i 1945 Polska nie została wyzwolona, a jedynie zmieniła okupanta. Nie ma też za co całować w rękę wyzwolicieli obozu, bo zrobili to niejako po drodze. W wypowiedzi Pana Schetyny wyczuwam chęć rewanżu wobec Ukraińców, ale byłbym ostrożny, bo wszyscy doskonale wiemy, że w kontekście obozu w Auschwitz Ukraińcy zapisali się co najwyżej jako okrutni strażnicy obozowi, a nie wyzwoliciele. Jednoznaczny był też fakt wyściskania się w parlamencie prezydentów Komorowskiego i Poroszenki. Widać gołym okiem, że scena polityczna od PO po PiS zasilona głosem solidarnościowej legendy ma dziwny sentyment do obecnej ekipy rządzącej w Kijowie, a oznacza to jednocześnie ostry kurs antyrosyjski. Doskonale rozumiem, że Polska powinna uprawiać własną politykę, ale potrzebuje do tego kilku rzeczy: pieniędzy, armii i powodów. Dwie pierwsze sprawy możemy od razu pominąć z oczywistych względów. A jakie mamy powody, by w tym konflikcie stanąć po stronie Ukrainy? Czy otrzymamy korzyści terytorialne? Wątpię. Czy pokochają nas Ukraińcy chowani na kulcie Bandery? Marna nadzieja. Może nawiążemy jakieś relacje gospodarcze? Tego nie wiadomo, ale można to załatwić bez wojny. Powody „za” mogą być następujące: chcemy wkurzyć Ruskich, bo akurat nie mamy nic lepszego do roboty, albo ktoś każe nam wybadać przeciwnika na własnej skórze. Tu można rozmaicie spekulować. Nie widzę też powodu, by wspierać Rosję, bo doskonale da sobie radę sama, a nie sądzę, żeby z wdzięczności oddali nam Obwód Królewiecki. Tylko to byłoby interesujące. Zwróćmy uwagę, że odzyskanie niepodległości Polski w 1918 r. było możliwe, gdy państwa zaborcze wzięły się za łby. Gdzie dwóch się bije...

Wojna chachłów z kacapami to też niezła okazja dla nas, by coś ugrać i to niskim kosztem – nie robiąc nic. Oba te narody w swej historii po wielokroć pokazały, jak kochają Polaków. Ukraińcy łatwo dawali się na nas napuszczać, niech teraz zaznają moskiewskiego braterstwa. Może ta lekcja da efekty. Pamiętają Państwo, jak jeszcze za prezydentury Juszczenki przestrzegałem Ukraińców przed budowaniem swej świadomości narodowej na etosie banderowskim. Tak jak przewidywałem, dało to pretekst Moskwie do rozpętania krucjaty antyfaszystowskiej. Wprawdzie nie wiemy, jak mocno pójdą Rosjanie w konflikt, ale mają spore możliwości militarne, mimo że, a może zwłaszcza że cena ropy spadła o połowę. Niektórzy się cieszą, że Rosja przeżywa trudności finansowe, ale w historii nieraz zdeterminowany tyran w takiej sytuacji gotów był pójść na całość. Wprawdzie dziwię się, dlaczego Rosjanie nie wjechali na Ukrainę regularną armią. Czyżby Kijów miał asa w rękawie? Kijów już ponad 20 lat temu pozbył się broni jądrowej, ale kto wie, jak to wyglądało naprawdę w postsowieckim bajzlu, gdy każdy generał handlował bronią, jak chciał.

Wszystko to bardzo mi się nie podoba, bo podobnie jak w 1939 r. nieuzbrojona a napinająca wątłe muskuły Polska pierwsza padnie ofiarą swej naiwności i cynizmu sojuszników.

Jako kandydat na prezydenta RP daję słowo honoru, że zrobię wszystko, by Polska nie dała się wrobić w tę wojnę, a na pewno nie pozwolę, by weszła do niej jako pierwsza. Nie będziemy umierać za Kijów, podczas gdy Paryż sprzedaje Rosji okręty i konserwy. To pokazuje najlepiej, że Unia Europejska jest oszustwem mającym na celu zniszczenie naszego kraju.

 

 

 

 

 

 

 

 

idźPod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015


Marsch auf suden

Tegoroczne lato nie skąpi nam upałów. Temperatury przekraczające grubo 30°C stały się normą i jak tak dalej pójdzie, już wkrótce nie będzie sensu wyjeżdżać latem za granicę. Barierą może być jedynie to, że Polska staje się krajem droższym od tradycyjnie urlopowych tropików. Co ważne, u nas póki co nie dokazują jeszcze radykalni islamiści, ale to tylko kwestia czasu. Donald Tusk, przejmując władzę 8 lat temu, wskazywał Grecję jako kierunek docelowy i zapewniał, że będziemy za jakiś czas mieli dużo wspólnych cech. Całkiem niepostrzeżenie Grecja z wzorca stała się przestrogą dla innych państw Europy. Unijna biurokracja robi, co może, by przeciąć grecki wrzód, ale idzie to niemrawo. Komitet Centralny zarządzający Europą próbuje odzyskać wpompowane w Grecję pieniądze, straszy nawet, że wysiuda Greków ze strefy euro. Wygląda to tak, jakby kolebka europejskiej cywilizacji realizowała jakąś własną politykę i od początku bycia w Unii cechowała się niesubordynacją. Prawda jest całkiem inna. Gdy ponad 40 lat temu ojczyzna Homera integrowała się z Zachodem, przytrafił jej się wpływowy protektor i adwokat w postaci Francji. Gdy Grecy wracali na łono demokracji po rządach wojskowych, przypuszczali, że wystarczy wykonywać rozkazy mateczki Europy, a nawet g.. obróci się w złoto. Początki jak zwykle były szaleńczo obiecujące. Forsa płynęła szerokim strumieniem, dokonywano spektakularnych inwestycji, które ładnie wyglądają, ale w dłuższej perspektywie stają się kamieniem u szyi. Przykładem tu są dziś niszczejące obiekty sportowe po letnich igrzyskach olimpijskich z roku 2004.Trudno Grekom odmówić typowo ludzkich cech. Skoro forsę można dostać za darmo, to po co siać i orać, skoro Unia daje, to po cóż znój i trud codziennej pracy? Faktycznie Grecja się zmodernizowała, wygląda ładnie, a nawet Polacy wyjeżdżali tam nie tylko wypoczywać, ale także do pracy, zwłaszcza pod koniec lat 80. Dziwnym trafem ten misterny plan nagle się zawalił i sztandarowy przykład modernizacji i sukcesu stał się przestrogą i jeszcze trochę, a niegrzeczne dzieci będzie się Grecją straszyło. Tak dotychczas hojni Francuzi, którzy sprzedawali Grekom np. samoloty bojowe na udzielony przez siebie kredyt, czują się zrobieni w trąbę sami przez siebie. Stara Unia żąda zwrotu pieniędzy, a rząd Grecki wywraca kieszenie i jak się nieźle wkurzy, zrobi za przeproszeniem „słonia”.

 

Jeszcze kilka lat temu w Grecji uprawiano ostentacyjną konsumpcję, zwykli śmiertelnicy kupowali sobie jachty i wypasione bryki. Niejednokrotnie robili biurokratów w konia, te niewykończone a zamieszkałe wille, sztuczne plantacje winorośli, kilkudziesięciu ogrodników zatrudnionych w ateńskim szpitalu. Lokalni biurokraci nie żałowali unijnej manny z nieba nawet pasterzom kóz. Grecy przyzwyczaili się do słodkiego, miłego życia i trudno mieć o to do nich pretensje, szczególnie że strona francuska (zwłaszcza) pomagała w szwindelkach, akceptowała wirtualną księgowość, jak w wypadku wspomnianych myśliwców, na które wydatki pozwalała księgować w następnym roku. M.in. w ten sposób kumulowano dług na później.

 

Ogólnounijna koncepcja polegająca na wmawianiu nowym państwom członkowskim, że można tworzyć gospodarkę bez „dymiących kominów”, a opartą na micie wysokich technologii, innowacyjności i innych tego typu zaklęciach uprawianych przez bisurmanów nieznających pracy, to droga do katastrofy. Europa miała stać się kontynentem bez śmierdzących fabryk i deficytowych kopalni i płaci za to wysoką cenę. Te kraje, które uwierzyły w mit manny z nieba, już zaczęły ponosić konsekwencje. Gdyby Grecy w tym wszystkim zachowali narodową walutę, to różnice kursów byłyby najskuteczniejszym sygnałem ostrzegawczym. No ale skoro greckie euro stało się równe niemieckiemu, to nawet wsiowy głupek mógł przewidzieć rozwój wydarzeń. Kraj, który miał do zaoferowania wyłącznie urocze krajobrazy i ciepłe słoneczko, nie mógł długo utrzymać równego kroku z niemiecką gospodarką, która nie brzydzi się produkcji nie tylko samochodów, ale także gwoździ, którymi hojnie zawala póki sklepów Obi wyrastających także w Polsce jak grzyby po deszczu. Stara Unia straszy Greków wykluczeniem ze strefy euro, ale czy od tego pojawią się pieniądze? Czy można czymkolwiek straszyć Greków, skoro wprawdzie mają dziadowską gospodarkę, ale jakże łakome położenie namapie. To położenie jest nadzwyczaj atrakcyjne zwłaszcza dla obecnego lokatora Kremla, który z mapy naprawdę potrafi korzystać. Wprawdzie Rosja może póki co nie mieć dość gotówki, żeby spłacić greckie długi, ale ma dość siły przebicia, by stać się o wiele skuteczniejszym adwokatem greckiej sprawy niż była Francja. Nikt jeszcze tego głośno nie mówi, ale Grecy tradycyjnie żywią prorosyjski sentyment, a szczerze nienawidzą Berlina.

 

Obawiam się, że gdy sprawy będą toczyć się tak nadal, to Grecja będzie najdalej wysuniętą na zachód flanką imperium Putina. Integralności Ukrainy już nikt nie traktuje poważnie. Przykład Grecji pokazuje dobitnie, ze protektorat cynicznych państw Zachodu, księgowe szacherki-macherki, socjalistyczna darmocha, a przede wszystkim ukrywanie przed obywatelami realiów ekonomicznych może doprowadzić nie tylko do wzburzenia tłumów, bolesnego otrzeźwienia, wyjścia ze strefy euro albo i z Unii, ale także może stać się początkiem zmian geopolitycznych owocujących odbudową rosyjskich wpływów bez jednego wystrzału. Martwi mnie jednak przede wszystkim to, że Rzeczpospolita podąża drogą podobną do greckiej. Polityczne pięknoduchy skutecznie przekonały tubylców, że prawdziwe bogactwo bierze się z brukselskiej jałmużny i kredytu bankowego, a huty i stocznie są do niczego niepotrzebne. Mam nadzieję, że jeśli ktoś przeczyta te wersy za jakieś 20 lat, uzna je wyłącznie za fantasmagorie zgorzkniałego durnia, które się jednak nie ziszczą między Odrą a Bugiem.

 

idź Pod Prąd, nr 7-9 (132-134), lipiec-wrzesień 2015, s. 22


Naiwniacy

Ślimacząca się wojna rosyjsko-ukraińska daje sporo okazji polskim politykom do zabrania głosu. Niejeden uchodził za prawdziwego mędrca, dopóki nie otworzył ust. Na początku 2015 roku mamy prawdziwą epidemię tego zjawiska. Zbigniew Bujak - legenda solidarnościowego podziemia - milczał przez wiele lat, by nagle objawić, że Polska powinna zaangażować się zbrojnie po stronie ukraińskiej. Pisowski kandydat na prezydenta Andrzej Duda (nie mylić z Piotrem – to nie są bliźniacy) w czasie radiowego wywiadu wprawdzie dość pokrętnie, ale nie wykluczył takiego scenariusza. Minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna też błysnął, oznajmiając, że obóz w Oświęcimiu wyzwalali ukraińscy żołnierze. Nie będę rozwijał wątku wyzwolenia. Uważam bowiem, że w roku 1944 i 1945 Polska nie została wyzwolona, a jedynie zmieniła okupanta. Nie ma też za co całować w rękę wyzwolicieli obozu, bo zrobili to niejako po drodze. W wypowiedzi Pana Schetyny wyczuwam chęć rewanżu wobec Ukraińców, ale byłbym ostrożny, bo wszyscy doskonale wiemy, że w kontekście obozu w Auschwitz Ukraińcy zapisali się co najwyżej jako okrutni strażnicy obozowi, a nie wyzwoliciele. Jednoznaczny był też fakt wyściskania się w parlamencie prezydentów Komorowskiego i Poroszenki. Widać gołym okiem, że scena polityczna od PO po PiS zasilona głosem solidarnościowej legendy ma dziwny sentyment do obecnej ekipy rządzącej w Kijowie, a oznacza to jednocześnie ostry kurs antyrosyjski. Doskonale rozumiem, że Polska powinna uprawiać własną politykę, ale potrzebuje do tego kilku rzeczy: pieniędzy, armii i powodów. Dwie pierwsze sprawy możemy od razu pominąć z oczywistych względów. A jakie mamy powody, by w tym konflikcie stanąć po stronieUkrainy? Czy otrzymamy korzyści terytorialne? Wątpię. Czy pokochają nas Ukraińcy chowani na kulcie Bandery? Marna nadzieja. Może nawiążemy jakieś relacje gospodarcze? Tego nie wiadomo, ale można to załatwić bez wojny. Powody „za” mogą być następujące: chcemy wkurzyć Ruskich, bo akurat nie mamy nic lepszego do roboty, albo ktoś każe nam wybadać przeciwnika na własnej skórze. Tu można rozmaicie spekulować. Nie widzę też powodu, by wspierać Rosję, bo doskonale da sobie radę sama, a nie sądzę, żeby z wdzięczności oddali nam Obwód Królewiecki. Tylko to byłoby interesujące. Zwróćmy uwagę, że odzyskanie niepodległości Polski w 1918 r. było możliwe, gdy państwa zaborcze wzięły się za łby. Gdzie dwóch się bije...

 

Wojna chachłów z kacapami to też niezła okazja dla nas, by coś ugrać i to niskim kosztem – nie robiąc nic. Oba te narody w swej historii po wielokroć pokazały, jak kochają Polaków. Ukraińcy łatwo dawali się na nas napuszczać, niech teraz zaznają moskiewskiego braterstwa. Może ta lekcja da efekty. Pamiętają Państwo, jak jeszcze za prezydentury Juszczenki przestrzegałem Ukraińców przed budowaniem swej świadomości narodowej na etosie banderowskim. Tak jak przewidywałem, dało to pretekst Moskwie do rozpętania krucjaty antyfaszystowskiej. Wprawdzie nie wiemy, jak mocno pójdą Rosjanie w konflikt, ale mają spore możliwości militarne, mimo że, a może zwłaszcza że cena ropy spadła o połowę. Niektórzy się cieszą, że Rosja przeżywa trudności finansowe, ale w historii nieraz zdeterminowany tyran w takiej sytuacji gotów był pójść na całość. Wprawdzie dziwię się, dlaczego Rosjanie nie wjechali na Ukrainę regularną armią. Czyżby Kijów miał asa w rękawie? Kijów już ponad 20 lat temu pozbył się broni jądrowej, ale kto wie, jak to wyglądało naprawdę w postsowieckim bajzlu, gdy każdy generał handlował bronią, jak chciał.

 

Wszystko to bardzo mi się nie podoba, bo podobnie jak w 1939 r. nieuzbrojona a napinająca wątłe muskuły Polska pierwsza padnie ofiarą swej naiwności i cynizmu sojuszników.

 

Jako kandydat na prezydenta RP daję słowo honoru, że zrobię wszystko, by Polska nie dała się wrobić w tę wojnę, a na pewno nie pozwolę, by weszła do niej jako pierwsza. Nie będziemy umierać za Kijów, podczas gdy Paryż sprzedaje Rosji okręty i konserwy. To pokazuje najlepiej, że Unia Europejska jest oszustwem mającym na celu zniszczenie naszego kraju.

 

MARIAN KOWALSKI - KANDYDAT NA PREZYDENTA RP

 

 

Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "idź Pod Prąd".
Magazyn znaleźć można w kioskach RUCH, Garmond i EMPiK.


CZEGO OCZY NIE WIDZĄ, TEGO SERCU NIE ŻAL

Od czasu do czasu w Europie mają miejsce wydarzenia, o których lepiej Polakom nie mówić, a już na pewno nie wolno tego pokazywać w telewizji. Na szybko przychodzą mi do głowy trzy, dość mocno zatajane. Pierwsze to kilkudniowa naparzanka z policją na ulicach w Brukseli, drugie to demolki żydowskich sklepów w kilku miastach Francji, a trzecie - antyislamska demonstracja w Niemczech połączona ze spaleniem meczetu.

 

Brukselska rewolta wyglądała imponująco. Koktajle Mołotowa, barykady, zastępy policji. A cóż to tak zbulwersowało dotąd flegmatycznych Belgów? A no to, że rząd próbował im podnieść wiek emerytalny. Polski sejm załatwił sprawę migusiem i niewiele to kogoś obeszło, że została złamana jedna z fundamentalnych umów społecznych. Oczywiście nikt oprócz Ruchu Narodowego nie śmie zakwestionować sensu wypłacania starym komuchom gigantycznych emerytur, bo rzekomo jedno z drugim nie ma związku. Nawet sam Janusz Korwin-Mikke stoi na straży tego kretyństwa. Tylko w Polsce okradanie ludzi z owoców ich pracy może przejść bezboleśnie. Niejako za jednym zamachem rząd Tuska dokonał skoku na kasę otwartych funduszy emerytalnych i tu też nikt zbytnio się nie bulwersował.

 

Francuzi, a właściwie przybysze z Afryki okupujący ten kraj na znak solidarności ze swoimi muzułmańskimi pobratymcami z  Bliskiego Wschodu, przeszli radosnymi pochodami przez ulice miast, paląc i plądrując żydowskie sklepy. Dokonali tego w imię walki z syjonizmem i wyrównywania różnic społecznych. Jakoś nikt nie nazywa Francji matecznikiem antysemityzmu, chociaż parę pejsatych głów mocno poturbowano.

 

Nasi ukochani sąsiedzi Niemcy już na tyle okrzepli gospodarczo, że postanowili w radosnym ulicznym pląsie wyrazić dezaprobatę dla inwazji islamu, przy okazji spalono meczecik. Wcale tego nie dokonała „skrajnie prawicowa” NPD, a był to ot taki odruch obywatelskiej troski. Stacje telewizyjne o największej sile rażenia wiele zrobiły, by te informacje nie były zbytnio eksponowane. Ciekawe dlaczego?

 

W Polsce od kilku lat 11 listopada organizowany jest Marsz Niepodległości, o którym też się nie mówi, a jak się mówi, to źle. Zawsze dochodzi do jakiejś zadymy, której inicjatorów nikt z uczestników nie zna. Podobne marsze, choć nieco mniejsze, organizuje Ruch Narodowy np. 13 grudnia i 1 marca w Lublinie, Łodzi, Wrocławiu. Ani tam, ani gdzie indziej nikt nie atakuje policji i nie interesuje się infrastrukturą. Podejrzewam, że wynika to z faktu, że na imprezach lokalnych wszyscy się znają i prowokatorzy nie mieliby posłuchu. Na warszawski marsz zjeżdża cała Polska i tu łatwiej o anonimowość. Zresztą ta władza robi, co może, by zniechęcić obywateli do odwiedzania stolicy celem krytykowania.

 

Sądzę, że jest też drugie oblicze sprawy. Im więcej awantury, tym więcej policjantów trzeba ściągnąć z całego kraju na przyszłoroczną imprezę. Oczywiście tych chwatów trzeba dostarczyć, wyżywić, zakwaterować. Na tym ktoś zarabia. O ile w poprzednich latach unkcjonariusze  sypiali na materacach ułożonych na podłodze, to ostatnio rezydują w hotelach i pensjonatach wokół Warszawy.

 

Tak więc, mimo zapewnień brukselskich mądrali, Europa nie jest jakąś oazą spokoju i powszechnej szczęśliwości.

 

Komunizm uważał, że jak znikną państwa, religie, tradycyjna rodzina i własność prywatna,  zapanuje powszechna szczęśliwość. Ta zbrodnicza idea realizowana rękoma Rosjan była dość prymitywna, bo wprowadzano ją przy pomocy czołgów, mordów, terroru i indoktrynacji. Nowy komunizm zachodnioeuropejski próbowano wprowadzić metodami soft - likwidacja państwa przez integrację europejską, religii przez multikulti, własności prywatnej przez fiskalizm, a rodziny przez promocję pedalstwa. Widać jednak, że nawet zachodni Europejczycy potrafią wymknąć się spod kontroli i narobić kłopotu swym właścicielom. Myślę, że to dopiero początek, a system robi bokami, próbuje ratować się rozpaczliwie, co potwierdziły nasze wybory samorządowe. Padły oskarżenia nawet o fałszerstwa. Niby w sondażach koalicja PO–PSL cieszy się umiłowaniem społeczeństwa, ale ktoś tam majstrował przy liczeniu głosów. Wprawdzie sam pan prezydent zapewniał, że widział, jak nie fałszują, ale to chyba za mało. Rozśmieszyła mnie jednak propozycja PiS-u, by urny były przezroczyste, a lokale okamerowane. No i co z tego miałoby wyniknąć? Skoro już, to czy nie lepiej, by urny były zabierane od razu po zakończeniu głosowania do komisji wojewódzkich, żeby tam głosy liczyły całkiem obce sobie osoby. Niechby trwało to nawet miesiąc i było nadzorowane przez obserwatorów i media.

 

Czy PiS jest tak głupi, czy tylko udaje? A może rola wiecznej, koncesjonowanej opozycji bardzo im odpowiada?

 

MARIAN KOWALSKI - KANDYDAT NA PREZYDENTA RP

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


MIELIŚMY PAPIEŻA, MAMY CESARZA

Ledwie Donald Tusk otrzymał stanowisko prezydenta Unii Europejskiej, a sam Janusz Palikot oznajmił Polakom, że po papieżu Polaku to drugi zaszczyt, jakiego dostąpił nasz naród. No, skoro sam pedalski führerogłasza taki komunikat, to chyba wie, co mówi. W końcu nie jest żadnym menelem spod GS-u, bo jak wiemy, żeby wytrąbić buteleczkę wina z Aleksandrem Kwaśniewskim, specjalnie w tym celu udaje się do Szwajcarii. Wspomniany Aleksander Kwaśniewski też był stręczony m. in. na szefa NATO, ale żadnej godności nie dostąpił, pewnie dlatego, że potrafi sobie golnąć częściej i bliżej. Wprawdzie zdychająca cywilizacja białego człowieka podniosła do rangi cnoty najrozmaitsze słabostki i nałogi, ale żeby tak po prostu moczyć mordę? Co to, to nie!

 

Reżimowe media urządziły prawdziwą akademię ku czci ekspremiera i same nie wiedzą, w co go za to wywyższenie całować. I choć do Gwiazdki zostało ponad 100 dni, PiS doczekałnajwspanialszego daru od losu, bo Tusk przestał być premierem. Partia ta zresztą od dawna traktowała to jako jedyny cel i sens swych poczynań i teraz śmiało może się rozwiązać. Chyba, że…

 

Obdarowanie Tuska taką godnością wcale nie jest nagrodą za jego nadzwyczajne osiągnięcia w rządzeniu Polską. Myślę sobie, że dziejowa misja Tuska dopiero przed nim. Ślimaczący się konflikt zbrojny ukraińsko – rosyjski ma swój sens i logikę. Celem Rosji jest odepchnięcie Banderlandu od Morza Czarnego i trwałe pozbawienie przemysłowego wschodu. Wschód i Krym już diabli wzięli, teraz krok po kroczku trzeba doczłapać do Naddniestrza i Mołdawii. Rosja musi mieć swobodne wyjście na Morze Śródziemne i przez Kanał Sueski na Bliski Wschód. Turcji wprawdzie nie połknie, ale przynajmniej chwiejne państwo ukraińskie nie będzie żadnym zagrożeniem. I co by tu nie mówić o Ruskich, nieźle kombinują w kategoriach dziesięcioleci, nie tak jak nasi mężykowie staniku od wyborów do wyborów.

 

Rzecz jasna, Niemcy póki co są powściągliwe w hamowaniu putinowskich zapędów, ale w końcu pieprzną pięścią w stół. I jako naród rozsądny wolą, by ta pięść była im posłuszna i nie zabolała, jeśli rąbnie w coś twardego. Któż do tej roli pięści nadaje się lepiej niż odwieczni frajerzy Europy, czyli my – Polacy? Za wolność waszą..., przedmurze czegoś tam, za poklepywanie po plecach, tytuły i ordery wpakujemy się znowu w katastrofalną awanturę. Już jestem w stanie sobie wyobrazić kolejnych Kolumbów gnijących w podkijowskich okopach, drzemiących przy banderowskich dumkach nuconych przez towarzyszy niedoli. Jeżeli Unia dowodzona przez Berlin wyda ustami Tuska rozkaz „bij Moskala”, to nawet prezes Kaczyński podskoczy z zachwytem. W końcu wówczas będzie to kolejny sukces PiS-u, bo Tusk zrealizuje drugie marzenie tej partii. Wszystkie stronnictwa polityczne tego Sejmu łykną ten rozkaz z zachwytem jak młody pelikan. A i nie bez powodu Schetyna został nowym Sikorskim. Wprawdzie ten pan z Donaldem byli wzajemnie sfochowani, ale jak trzeba będzie polskimi rękoma znów wyprać gacie historii, to ręczę, że mogą być zgranym duecikiem niczym Flip i Flap. Dlaczego Unia rządzona przez Niemcy potrzebuje wojować z Putinem per prokura? Bo jak wszystko pójdzie dobrze, to będzie ich sukces, a jak źle, to znów będzie winna Polska z tym jej „Gdańskiem” lub jaką inną cholerą.

 

Chociaż jakieś plusy można znaleźć. Po pierwsze: nawet najgłupszy prezydent USA będzie musiał być czujny w temacie Moskwa. Po drugie: Ukraińcy na własnej d... poczuli, że Moskal nie był i nie jest dla nich bratem. Po trzecie wreszcie: Ukraina pozbawiona zaplecza surowcowo–energetycznego tym chętniej może opróżnić nasze hałdy węglowe.

 

Jeśli nie damy się wpędzić w wojnę albo zrobimy to jak najpóźniej, a naród polski przy wyborach oprócz tyłka ruszy także głową, przeflekowana Ukraina może wrócić w orbitę naszych wpływów, co obu stronom wyjdzie na zdrowie.

 

Nie dziwi mnie także fakt, że pewne osoby w Polsce kibicują Putinowi. Idiotów nigdy nie brakowało, a niektórzy nie wiedzieć czemu każą tytułować się narodowcami. Ruch Narodowy identyfikujący się z tradycją Żołnierzy Wyklętych nie widzi najmniejszego powodu, by kibicować spadkobiercom idei strzelania w tył głowy jeńcom wojennym. Nie będziemy się też przyjaźnić za darmo ze spadkobiercami myśli Bandery. Stawiamy sobie za cel uchronienie młodych Polaków od kolejnej bezsensownej daniny krwi. W najgorszym wypadku do wojny mamy wejść jak najpóźniej i określić jasno warunki przystąpienia.

 

W tej bezsensownej, głupiej i niejasnej dla przeciętnego wyborcy sytuacji mamy szansę osiągnąć realne korzyści znacznie ważniejsze niż zaszczytny tron naszego ekspremiera.

 

idź Pod Prąd, październik 2014


JUBILEUSZ

Szanowni czytelnicy, za kilka dni skończę 50 lat. Mimo że zagraniczna maszynka znajdująca się w siłowni, w której pracuję, pokazuje, że mój wiek metaboliczny wynosi 35 lat, podchodzę do upływu czasu z należną powagą. Na stan mojego ducha dobrze wpływa towarzystwo koleżanek i kolegów z Ruchu Narodowego - większość jest połowę młodsza ode mnie.

 

Mając za sobą tę pięćdziesiątkę i towarzystwo młodych osób zainteresowanych niedawną historią, dokonuję porównań czasu obecnego z tym sprzed 25 lat. Zawsze twierdziłem, że obecny establishment tym różni się od poprzedniego z lat 80., że tamci od godziny 8 do 15 budowali socjalizm, by w godzinach późniejszych na niego psioczyć. Podejrzewałem, że obecni „przywódcy” wierzą w system także prywatnie. I tutaj się myliłem. Afera podsłuchowa pokazała wszystkim, że Sikorski, Belka, Nowak i inni bohaterowie wydarzeń prywatnie też wiedzą, że to „ch..., dupa i kamieni kupa” i że to państwo nie istnieje, a służy wyłącznie załatwianiu szacherków-macherków i nawpieprzaniu się ośmiorniczek na koszt nas – gołodupców. Nie będę tutaj sięgał po wiele cytatów, które mieli Państwo okazję już poznać. Ważne jest to, że PO z PSL-em, tak jak wtedy PZPR z ZSL, robią nas w konia i nawet tego zbytnio nie kryją. Doszło nawet do tego, że w dzień przed głosowaniem, które mogło obalić rząd Tuska, bezpieka wpadła do mieszkania i biura koalicyjnego posła. Wiadomo, że PSL żeruje na naiwności i głupocie przeciętnego mieszkańca wsi, działacze tej partii kręcą lody w branży rolnej i w każdej chwili, gdyby poszperać, można im się dobrać do tyłka. Czekam tylko dnia, gdy na głosowanie sejmowe zostaną przywiezieni posłowie PSL-u prosto z aresztu w kajdankach i zagłosują, podnosząc obie ręce naraz. Oczywiście za komuny taka sytuacja nie mogła się wydarzyć. Kręcono wówczas lody na o wiele mniejszą skalę i bezpieka mniej demonstracyjnie dbała o pion moralny polityków. Swoją drogą środowiska patriotyczne powinny Belkom, Sienkiewiczom, Nowakom i Karpińskim przyznać honorowe członkostwo w swoich organizacjach. Przecież my od lat trąbimy, że Polska jest krajem niesuwerennym, fasadowym i realizuje idiotyczne cele w polityce zagranicznej, a tu ciach - takie figury potwierdziły nasze diagnozy i to całkiem za darmo. Znacznie ułatwi nam to robotę, gdy już znajdą się w więzieniu. Obejrzałem także ostatnio po ponad 20 latach film „Ostatni dzwonek”. Film ten pokazuje nastroje panujące wśród licealistów w 1988 roku. Muszę przyznać, że byłem zaskoczony, jak niewiele się przez to ćwierćwiecze zmieniło w relacjach oni – my, młodzi – starzy. Bardzo proszę o obejrzenie tego filmu.

 

Skoro wiemy, że obóz władzy jest taki sam jak wtedy, to czym się różni opozycja? Do Okrągłego Stołu reprezentantów narodu zaprosił generał bezpieki – Kiszczak. Dzisiaj też lansuje się opozycję nie tę, która chce zmiany systemu i wychodzi na ulicę, tak jak Ruch Narodowy i jest prześladowana przez policję, a tę, która gada o potrzebie zmiany jedynie premiera. A więc tak jak wtedy - wasz prezydent, nasz premier. PiS już dawno stetryczało, a przy każdej okazji relacjonuje się kongresy zjednoczeniowe, czyli powrót do macierzy posłów niegdyś ni stąd, ni zowąd wygnanych. Opozycja ta cały swój potencjał wystrzela w bratobójczej wojence przy układaniu list przy kolejnych wyborach i zabraknie jej amunicji na jakże potrzebną rozprawę z brukselskim systemem. Sukces Kongresu Nowej Prawicy także nachalnie lansowanego w telewizji wcale nie zmieni sytuacji. Wprawdzie Janusz Korwin-Mikke zgodnie z zapowiedzią wystrzelał Boniego po mordzie i bardzo mi się to podoba, ale w istocie nie naruszył fundamentu zła. Po pierwsze, JKM chwali ustawę ministra Wilczka z 1988 roku o działalności gospodarczej, a to ta ustawa otworzyła drogę komunistom do prawdziwego biznesu. Po drugie, pan prezes nadal uważa, że byłym ubekom i sekretarzom należą się gigantyczne emerytury. Po trzecie, nadal uważa pułkownika Kuklińskiego za zdrajcę. Każdy z tych punktów musi podobać się beneficjentowi przemian z komunistycznym rodowodem, a to, żeby państwo nie wtrącało się do gospodarki, oznacza jedynie, że nasza pozycja państwa postkolonialnegobędącego rynkiem zbytu i rezerwuarem parobków się utrwali. Dalsze tzw. liberalizowanie gospodarki wg pomysłu KNP nie naruszy stanu posiadania czerwonej burżuazji. Chyba, że... No właśnie.

 

W aferze podsłuchowej wyszło na jaw ciekawe zjawisko. Otóż politycy przy pomocy aparatu państwa mogą odstrzelić, kogo zechcą, łącznie z czerwonymi oligarchami, padły nawet nazwiska. Jeśli weźmie się pod uwagę, że rząd Tuska to agentura Brukseli i Berlina, może w przyszłości dojść do zderzenia interesów Zachodu i tutejszych czerwonych oligarchów. Komu pozostaną lojalni Nowaki, Sienkiewicze i inni, doskonale wiemy, a jedyną siłą polityczną, która zechce ratować płonące tyłki oligarchów, może okazać się paradoksalnie Ruch Narodowy. W końcu te czerwone wieprzki jakby nie było zatrudniają Polaków, jakby nie brzmiało to przewrotnie - klepią nasz dochód narodowy. Proszę nie myśleć, że mam jakąkolwiek ochotę dbać o ich interesy, ale wolę pić mleko od polskich krów, przetwarzane i sprzedawane przez Polaków, niż przywiezione z Francji. Stanisław Michalkiewicz już w połowie lat 90. przewidywał scenariusz, że kiedy system zacznie się sypać, zgłoszą się do małych i ambitnych środowisk politycznych (wtedy UPR) smutni panowie z walizkami i różnymi propozycjami. Być może niedługo nastąpi ten moment, gdy pan Jakubas zauważy, że obecny układ władzy może nie tylko odebrać mu majątek, ale i wpakować do więzienia.

 

A więc historia zatoczyła koło, z tą różnicą, że przywódcy Polski Ludowej przez parę lat wyhodowali sobie opozycję, z którą podzielili się władzą 4 czerwca 1989 roku. Obecni mają o wiele mniej rozumu, są skłóceni ze wszystkimi, a nawet - jak minister Nowak - jako łapówkę dają sobie wcisnąć zegarek-podróbkę o wartości 500 zł!!! Ten brak rozumu połączony z pazernością stanowi swoistą wartość, bo nikt do Okrągłego Stołu zasiadał więcej nie będzie, chyba że prezes Kaczyński dalej będzie snuł fantasmagorie o technicznym, czyli ponadpartyjnym premierze.

 

Przy okazji warto zauważyć, że nad Ukrainą roz…y został malezyjski samolot i cały świat nie ma wątpliwości, że to robota putinowskiej Rosji. Tutaj cytuję prezydenta Rosji: „Odpowiedzialność ponosi państwo, na którego terytorium doszło do zdarzenia”. Ciekawe, dlaczego nie powiedział tak 10. 04. 2010 r.?

 

W dniu, gdy piszę ten tekst, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Nelsona Mandeli. Jak świat ma oprzeć się terrorowi Kremla, skoro świeckim świętym uczynił rasistowskiego bandytę, który utopił w gnoju i krwi jedno z najpiękniejszych państw świata?

 

lipiec 2014


Starzy wyjadacze i mężykowie staniku

 Wiele osób zadaje sobie pytanie, dlaczego doszło do najazdu Rosji na Ukrainę? Jeśli spojrzymy na mapę, zauważymy, że od granicy ukraińskiej do Moskwy jest przysłowiowy „rzut beretem”. Od XVIII wieku do dziś granica ta miała charakter administracyjny tak jak u nas między województwami. Uzyskanie przez Ukrainę niepodległości przed 20 laty spowodowało, że to niestabilne państwo krążyło między wschodem i zachodem, ale ostatecznie związałoby się albo z Rosją, albo z Unią. Wkrótce miały się odbyć wybory prezydenckie, a prorosyjski Janukowycz był mocno skompromitowany. Pazerność jego i zaprzyjaźnionych oligarchów mocno wkurzała zwykłych ludzi. Istniało więc realne zagrożenie, że wybory wygra jakiś porządny facet przywiązany do opcji prozachodniej, a granica rosyjsko–ukraińska stanie się realnym faktem po raz pierwszy w historii.


Oczywiście Putin nie mógł dopuścić do tego, by ktoś przez okno zaglądał mu w garnki. Zaprzepaściłby w ten sposób ponad 500-letni dorobek polityczno–wojskowy Rosji i sam padłby ofiarą jakiegoś Majdanu na Placu Czerwonym. Zdestabilizowanie Ukrainy okazało się dziecinnie proste. Prorosyjski Janukowycz obiecał realizować politykę prozachodnią. W ciągu jednego dnia wyciął woltę, a na Majdanie pojawiły się barykady. Część majdaniarzy wprost nawiązywała do tradycji hitlerowsko–banderowskiej. Wróble ćwierkają, że dniówka na Majdanie wynosiła 300$, a tajemnicą nie jest, że partia Kliczki finansowana była częściowo przez oligarchów sprzyjających Janukowyczowi. W atmosferze ogólnej rozpierduchy łatwo podsycić antagonizmy między wschodnią banderowską Ukrainą a zachodnią leninowską. Wynik wyborów lub jakichkolwiek uzgodnień byłby i stał się łatwy do podważenia dla Rosji. Gdy podlano to sosem walki z faszyzmem i obrony zagrożonych Rosjan, Putin miał otwartą drogę do realizacji planu zajęcia części, a być może całej Ukrainy.
 
Często na spotkaniach zadaję publiczności pytanie: „Jak nazywa się państwo, w którym żyją faktycznie dwa zwaśnione, choć mówiące tym samym językiem narody, władza utrzymuje się dzięki przychylności sąsiedniego mocarstwa, a lwia część środków publicznych trafia do kieszeni oligarchów?” Padają dwie odpowiedzi. Ukraina i Polska. Różnica polega jedynie na tym, że na Ukrainie jeden naród mieszka bardziej na wschodzie, a drugi na zachodzie państwa. W Polsce natomiast oba narody są przemieszane. Wydarzenia spod Pałacu Prezydenckiego po Smoleńsku unaoczniły ten podział. Wobec posunięć Putina cały Zachód okazał się bezradny i jedynie potrafi ględzić. Tamtejsi politycy walczą o klimat, hołubią zboczeńców i niszczą swoją cywilizację. Rosja natomiast konsekwentnie dba o swoje interesy i zawsze jest o krok do przodu przed tamtymi łajzami. Dodam, że tylko idiota mógł uwierzyć, że Rosja zaryzykuje utratę baz czarnomorskich, które są przepustką do rozgrywania polityki na Kaukazie, w pobliskiej rozczarowanej Unią Grecji i na Bałkanach, a także w gorącej Syrii, Egipcie i całym Bliskim Wschodzie. Rosja, carska czy sowiecka, zawsze konsekwentnie realizuje swoje interesy i wcale mi się to nie podoba.
 
Przypominam, że od 20 lat nienaruszalność granic Ukrainy jest gwarantowana przez Francję i Wielką Brytanię. Znacie Państwo ten kawał?: „W publicznej toalecie po sąsiedzku zasiada dwóch dżentelmenów. Jeden pyta: Czy jest może u Pana papier toaletowy? Niestety nie. A może ma Pan chusteczki albo jakąś gazetę? No niestety. A może rozmieni mi Pan banknot na drobne papierowe? Przykro mi, mam tylko bilon. No to mam kłopot. Niech Pan się nie martwi, mam całą teczkę francuskich i brytyjskich gwarancji.”
 
Mimo że Rosjanie zdobywają kolejne ukraińskie bazy wojskowe, Francuzi zapewniają, że kontrakt na budowę okrętów dla Rosji nie jest zagrożony. I tak na naszych oczach spełnia się przepowiednia Lenina: „Kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy.” Jako że startuję w wyborach do Europarlamentu jestem pytany, co jako eurosceptyk mam zamiar tam robić? Odpowiadam: będę dążył do powołania funkcji komisarza ds. handlu zagranicznego. Komisarz ten będzie miał za zadanie wynegocjować z Rosją cenę na gaz i ropę jedną dla wszystkich członków Unii i interweniować, gdy Rosja nakłada kolejne embargo na nasze mięso. Teraz Niemcy płacą za gaz mniej niż Polska. Połowa budżetu armii Putina to pieniądze za gaz i ropę z zachodu. Unia może sprowadzać te surowce z południa i północy. Jak Rosja nie sprzeda nam, to za kilka miesięcy będzie mieć majdan u siebie.
 
Mąż stanu od polityka różni się tym, że kombinuje w kategoriach pokoleń, a nie od wyborów do wyborów. Albo Unia będzie roztropna i solidarna, albo zajęta lewackimi kretynizmami straci rację bytu, a jej przywódcy obudzą się w lesie z odbitym na dupie śladem sowieckiego buciora. W międzyczasie Polaków trzeba uzbroić, co jest moim hasłem na wybory krajowe. W końcu oprócz wędzonej kiełbasy (jeszcze dozwolonej) zawsze mieliśmy najlepszą na świecie partyzantkę. Piszę to 20 marca 2014 r.
 
PS Ciekawe, gdzie dziś są te mądrale, co jeszcze miesiąc temu
wyciągały swoje banderowskie łapy po Przemyśl i Chełm.
 

TRZEBA INNYM ROBIĆ DOBRZE

Znakomita większość krajowych mediów sekunduje, być może i słusznie, w tzw. sprawie ukraińskiej. Na kijowski Majdan wybierają się podniecać tłumu prawie wszyscy „nasi” politycy. Od Palikota po Kaczyńskiego wykrzykują zebranym, że Ukraina powinna być wolna, czyli wejść do Unii Europejskiej. Skoro dla tych panów wolność oznacza Unię Europejską, to nie dziwmy się, że wciąż utrzymuje się spory odsetek osób uważających Jaruzelskiego za polskiego patriotę. Oczywiście politycy mogą sobie pozwolić na to, by być durniami lub oszustami, bo zarabiają znacznie więcej od każdego z nas. Nie mogę się jednak nadziwić, że ci sami pyskacze, którzy kazali zapomnieć o sprawie smoleńskiej, by nie drażnić Rosji, teraz popierają ukraińską opozycję.


Znakomita większość krajowych mediów sekunduje, być może i słusznie, w tzw. sprawie ukraińskiej. Na kijowski Majdan wybierają się podniecać tłumu prawie wszyscy „nasi” politycy. Od Palikota po Kaczyńskiego wykrzykują zebranym, że Ukraina powinna być wolna, czyli wejść do Unii Europejskiej. Skoro dla tych panów wolność oznacza Unię Europejską, to nie dziwmy się, że wciąż utrzymuje się spory odsetek osób uważających Jaruzelskiego za polskiego patriotę. Oczywiście politycy mogą sobie pozwolić na to, by być durniami lub oszustami, bo zarabiają znacznie więcej od każdego z nas. Nie mogę się jednak nadziwić, że ci sami pyskacze, którzy kazali zapomnieć o sprawie smoleńskiej, by nie drażnić Rosji, teraz popierają ukraińską opozycję. Może się nie znam na mentalności rosyjskiej, ale myślę, że chętniej oddadzą sto wraków samolotów, niż pozwolą, by od granicy ukraińskiej w UE do Moskwy była odległość jak z Krakowa do Gdańska. Uważam, że Putin użyje wszelkich sił, a ma czego użyć, by do tego nie doszło. Być może zaraz po igrzyskach zimowych wreszcie przychyli się do próśb Kozaków Dońskich i udzieli bratniej pomocy legendarnemu bądź co bądź prezydentowi Ukrainy. Gdyby Rosja zgodziła się na to, by Zachód zaglądał w jej „garnki”, zaprzepaściłaby cały swój ponad 500-letni dorobek polityczno-militarny, a nic mi nie wiadomo o tym, by armia rosyjska przestała istnieć.

 

Politycy niemieccy dyplomatycznie zapraszają przywódców buntujących się Ukraińców na rozmowy do Berlina, a nasze dyplomatołki wydziczają się na oczach tysięcy ludzi. Oczywiście,  jak „marsz na wschód” się uda, to zasługi przypisze sobie dyplomacja europejska,  czyli niemiecka, a jak sprawa się sfajda, to winne będą durne polaczki z tym nieznośnym Kaczyńskim na czele. No, gdyby jeszcze opozycja ukraińska obiecywała nam wieczną przyjaźń i współpracę, to co innego, ale oni jeszcze chodzą w rajtuzach z gilem do pasa, a już chcą nam odbierać Przemyśl. No to przepraszam, za taki interes to ja dziękuję.

 

I tak patrzę sobie głęboko w głowę i nadziwić się nie mogę, że jeszcze niedawno uważałem PiS za patriotów. Przecież oni dokonują dokładnie tego, czego życzy sobie Wyborcza, z tym że na całkiem przyzwoitych swoich zwolennikach, do których serc i umysłów Michnik nie miałby dostępu inaczej niż za pośrednictwem Jarosława Kaczyńskiego.

 

Żeby nie było nieporozumień, bardzo bym chciał, żeby Ukraina była niepodległa i oddzielała nas od Rosji. Życzę też Ukraińcom, by rządzili nimi przyzwoici ludzie, a tego sam nie mogę doczekać się u siebie. Dlatego uważam, że dopóki nie mamy armii silniejszej niż Rosja, nie podniecajmy wzburzonych tłumów na Majdanie. Jakie mamy prawo urządzać innym przyszłość, skoro jedyną perspektywą i nadzieją na istnienie tej Rzeczypospolitej jest brukselska jałmużna, która skończy się za 5 lat? Za co wtedy utrzymamy te stadiony, aquaparki i autostrady? Wprawdzie prezydent Komorowski ocknął się i ubolewa, że nie mamy przemysłu, no ale skoro najwybitniejszy prezydent w dziejach ma taki refleks i lotny umysł, jedynie, co możemy zrobić, to wystawić go na mistrzostwach świata w szachach dla debili.

 

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut