W kwietniu miałem nieprzyjemność przysłuchiwać się dyskusji panelowej filozofów “IV Spór kreacjonizmu z ewolucjonizmem w świetle nauki współczesnej” podczas konferencji naukowej “Ewolucjonizm czy kreacjonizm” na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jej uczestnikami byli:
prof. dr hab. Józef ZON (KUL) – Ewolucjonizm czy kreacjonizm? Kiedy ‘czy’ a kiedy ‘oraz’?
prof. dr hab. Kazimierz JODKOWSKI (Uniwersytet Zielonogórski) – Fikcja teistycznego ewolucjonizmu
ks. prof. dr hab. Piotr LENARTOWICZ (WSF-P Ignatianum), dr Jolanta KOSZTEYN (Instytut Oceanologii PAN) – Ewolucja a niepodzielność i substancjalność form żywych
prof. Kenneth KEMP (St. Paul University, USA) – Evolution and Creation: Complements, not Contraries (Ewolucja i kreacja: dopełnienie a nie przeciwieństwo)

Temat panelu niezmiernie ciekawy, uczestnicy z najwyższej półki (szczególnie ostrzyłem sobie zęby na temat: “Fikcja teistycznego ewolucjonizmu”), a efekt… totalna nuda (nieco lepszy poziom zademonstrowała jedynie Koszteyn). Już sama forma prezentacji części referatów – od niechcenia, monotonnym głosem, czytanie z ekranu tyłem do słuchaczy – pozostawiała wiele do życzenia. Czułem się jak w państwowej służbie zdrowia – państwo płaci lekarzowi, to co ja go obchodzę? Zawartość merytoryczna też nie zwalała z nóg. Trochę goręcej zrobiło się jedynie na linii Jodkowski – Kemp, gdy pierwszy zawyrokował, że teistycznego ewolucjonizmu po prostu nie ma, gdyż teizm to wiara w celowe ingerencje Boga, a ewolucjonizm to założenie przypadkowości zachodzących zjawisk. Tu Kemp dał przykład ruletki, która choć działa na zasadzie zdarzeń losowych, przynosi stały zysk właścicielowi kasyna (3%). Na moją uwagę, że to przecież inteligentny projekt – ktoś ją zaprojektował ze ściśle określonym celem (a ewolucjonizm zakłada brak takiego celu), profesor Kemp nie odpowiedział, zapewne z powodu bariery językowej. Z braku czasu dalszą dyskusję niestety przerwano.

Ciekawym aspektem argumentowania naszych filozofów było powoływanie się na wypowiedzi JP2, ale do uzasadnienia … przeciwstawnych tez. Jodkowski zacytował papieża mówiącego o celowości zjawisk: “Tym wszystkim wskazówkom istnienia Boga Stwórcy niektórzy przeciwstawiają moc przypadku lub mechanizmów właściwych materii. Mówienie o przypadku w kosmosie, który jest tak bardzo złożony w swoich elementach i tak cudownie celowy w swoim [dynamizmie] życia, oznaczałoby rezygnację z poszukiwania wyjaśnienia tego, co w tym świecie dostrzegamy. Byłoby to uznanie skutków bez przyczyny. Byłaby to abdykacja naszej ludzkiej inteligencji, wyrzekającej się poszukiwań i dążenia do rozwiązywania problemów”. Piękna wypowiedź! Problem w tym (co wykorzystał Kemp), że ten sam człowiek powiedział również: “Dzisiaj, niemal pół wieku po ukazaniu się encykliki Piusa XII “Humani Generis”, nowe dowody prowadzą do tego, że teoria ewolucji jawi się czymś więcej niż tylko hipotezą…” Próżno kardynał Schonborn dwoi się i troi, by udowodnić, ze papieżowi nie chodziło o to, o co chodziło, że on wcale nie uznaje ewolucjonizmu. W świat poszło medialne przesłanie: “Papież mówi, że pochodzimy od małpy”; “Papież zawarł pokój z Darwinem”. Cóż to z autorytet, który nie chce albo nie umie wyrażać się jednoznacznie, z którego słów każdy może wywnioskować, co zechce?

Zobacz też:  Pasożyty - część 2

Smutno zabrzmiała też odpowiedź Jodkowskiego na pytanie studentki KULawej teologii: “Jakie jest osobiste zdanie Pana Profesora w kontrowersji stworzenie/ewolucja?”. Profesor z Zielonej Góry (który też swego czasu długo wykładał na UMCS w Lublinie) odparł: “Mam w pamięci czasy, gdy w PRL-u oficerowie SB ciągle wypytywali mnie o moje “osobiste zdanie”. Ja na takie pytanie nie odpowiadam.” Czy ta trauma wywarła niezatarte piętno w sercu Profesora, czy też uważa on, że dalej żyjemy w cieniu PRL-u, niestety nie dane nam było się dowiedzieć. Jeśli jednak filozof nie odpowiada na tak podstawowe pytanie, to do czego jest potrzebny?

Stanisław Michalkiewicz o filozofach: “…już tylko niewielu z nich stara się udzielać odpowiedzi na egzystencjalne pytania.
Nic więc dziwnego, że inni ludzie zaczynają traktować ich z lekceważeniem, a nawet pogardą. Rozterek każdy może naprodukować sobie sam, ile tylko dusza zapragnie i do tego żadnych filozofów mu nie potrzeba.
Jeśli jednak filozofowie nie potrafią dostarczyć pewności, jeśli nie potrafią być przewodnikami wśród rozterek, to nie są nikomu do niczego potrzebni. W tej sytuacji nawet postulat włączenia filozofii do programu nauczania w szkołach średnich jawi się jedynie jako z lekka tylko zakamuflowany sposób wzięcia na utrzymanie podatników kolejnych filutów.”

michalkiewicz.pl