W poprzednim odcinku z tego cyklu wspominałem o lipcowej rocznicy słynnego “małpiego procesu”. Młody nauczyciel w Dayton, w stanie Tennessee, USA, John T. Scopes, został oskarżony o złamanie lokalnego stanowego prawa, zakazującego nauczania o ewolucji człowieka, o pochodzeniu człowieka od niższych zwierząt. Wyjaśniłem, że proces ten był wynikiem spisku środowisk antyreligijnych, że Scopes nie nauczał ewolucjonizmu, nie miał nawet okazji do tego, bo nie był nauczycielem biologii. A przyznał się do pogwałcenia prawa, rzekomo w trakcie zastępstwa za chorego nauczyciela biologii, bo zachęcono go do tego, gwarantując pełne bezpieczeństwo (za pogwałcenie prawa groziła jedynie kara grzywny), a w dodatku oferując stypendium pozwalające skończyć studia uniwersyteckie. Dla prowincjonalnego nauczyciela była to wystarczająca zachęta.

ACLU (American Civil Liberties Union, Amerykański Związek Wolności Obywatelskich), który zainicjował ten proces, nagłośnił całą sprawę w środkach masowego przekazu. Na proces przyjechało stu kilkudziesięciu dziennikarzy, delegowanych ze wszystkich ważniejszych czasopism Stanów Zjednoczonych. Był to także pierwszy proces sądowy relacjonowany przez radio. Przez osiem dni procesu pasjonowały się nim miliony mieszkańców kraju, a także czytelnicy za granicą. Dziennikarze sprzyjali obronie, przedstawiali Scopesa jako ofiarę ciemnoty i zabobonów. Była to wielka lekcja ewolucjonizmu dla milionów Amerykanów. A wynik procesu stanowił w rzeczywistości wielką klęskę fundamentalizmu.

ACLU przedstawiał sam proces jako obronę indywidualnych praw nauczycieli przed absolutyzmem większości. Warto pamiętać o tym, bo dzisiaj w bardzo podobnych procesach ACLU odgrywa niezwykle aktywną rolę, występując przeciw prawom kreacjonistów, którzy próbują wprowadzić zrównoważony program nauczania nauk przyrodniczych, niezależnie od tego, czy stanowią oni większość czy mniejszość. Tu poglądy samych nauczycieli nie mają znaczenia. W procesie Scopesa prawnicy ACLU nie zgadzali się z opinią, że skoro szkoły publiczne utrzymywane są z pieniędzy podatnika, to podatnicy mają bezpośrednie prawo do kontrolowania tego, czego w tych szkołach się naucza. To stanowisko Związek utrzymuje do dzisiaj. Popiera więc traktowanie szkół publicznych jako środka częściowego odbierania dzieci rodzicom i pozbawiania tych ostatnich wpływu na wychowanie dzieci. Proces Scopesa miał więc wyraźne treści polityczne i społeczne, nie był – jak wmawiano wszystkim – sporem między postępową nauką a religijnym dogmatem. Proces Scopesa był tylko jednym z wielu epizodów trwającego stale procesu zmniejszania wolności obywatelskich i zwiększania wpływów władzy.

Pozornie kreacjoniści wygrali ten proces – Scopes został skazany. Ale w rzeczywistości wygrali antykreacjoniści. W rezultacie zmasowanej akcji medialnej kreacjonizm został na tyle skutecznie ośmieszony, że wiele innych stanów, które zamierzały pójść w ślady Tennessee, wycofało się z tych planów. Z 15 stanów bliskich wprowadzenia podobnej ustawy co w Tennessee tylko dwa, Arkansas i Mississippi, ustawodawstwo takie wprowadziły.

Główny oskarżyciel, William Jennings Bryan, liczył na to, że będzie mógł wygłosić mowę końcową, przy pomocy której uda mu się zmienić ukształtowaną przez setki stronniczych korespondencji opinię zwykłych Amerykanów. Ale obrońca, Clarence Darrow, zastosował bardzo sprytny manewr. Inaczej niż zwykli obrońcy, którzy bronią oskarżonego do upadłego, Darrow przyznał, że jego klient jest winny i zwrócił się do sądu o uznanie jego klienta winnym. W ten sposób końcowe przemówienie Bryana stało się niepotrzebne. Ława przysięgłych wydała po 8 minutach narad werdykt: winny, a sędzia nałożył najniższą przewidzianą prawem grzywnę.

Bryan zdecydował, że poinformuje opinię publiczną o treści swego niedoszłego przemówienia, wysyłając jego tekst do czasopism. Zmarł jednak 5 dni po zakończeniu procesu. W pięćdziesiątą rocznicę rozprawy, w 1975 roku, przemówienie to zostało wydrukowane. 1 Jego treść jest aktualna do dzisiaj. Nie tylko wspomina o błędnym użyciu danych naukowych przez ewolucjonistów, ale i o tym, co stanowi istotę “małpiego procesu”: o prawie obywateli do kontrolowania własnych szkół, o prawie rodziców do wychowywania swoich dzieci, o uzurpowaniu sobie przez władze prawa do decydowania, o czym dzieci w szkole mają być uczone, nie licząc się ze zdaniem rodziców, a zwłaszcza o katastrofalnych skutkach propagowania ewolucjonizmu w sferze światopoglądowej i obyczajowej.

Przyjaciele Bryana na jego pamiątkę ufundowali w Dayton chrześcijański college. Powstał pięć lat po jego śmierci. Jest on dzisiaj jednym z najważniejszych ośrodków myśli kreacjonistycznej. Profesor Kurt Wise, który napisał na Uniwersytecie Harvarda pracę doktorską z paleontologii bezkręgowców pod kierunkiem wielkiego przeciwnika kreacjonizmu, Stephena Jaya Goulda, jest najbardziej znanym uczonym z zespołu badawczego, analizującego podstawowe dla kreacjonistycznej biologii pojęcie baraminu.

Co to jest baramin?
Ewolucjoniści często oskarżają kreacjonistów o akceptowanie poglądu o stałości gatunków. Według tego oskarżenia kreacjoniści mieliby wierzyć, że istniejące dziś gatunkipowstały “z ręki Boga” i istnieją w niezmienionej postaci od dnia stworzenia. Trzeba wyraźnie i dobitnie powiedzieć, że ten zarzut ewolucjonistów jest całkowicie chybiony. Żaden liczący się kreacjonista i żadna poważna organizacja kreacjonistyczna nie głosi idei stałości gatunków. Gatunki się zmieniają i czasami nawet przekształcają się w nowe gatunki. Dobór naturalny działa, ale zawsze w pewnych granicach. Te granice nie są granicami gatunku, są szersze. Myśl ta jest wyrażona w wypowiedzi Henry’ego M. Morrisa, czołowego współczesnego kreacjonisty:

Jednoznaczną nauką Pisma Świętego jest to, że Bóg jest Stwórcą wszystkich rzeczy, w tym wszystkich roślin i zwierząt. Równie jasną nauką Pisma Świętego jest to, że zostały one stworzone w oddzielnych grupach zwanych “rodzajami” (hebrajskie min) i że istnieją stałe i wyraźne przerwy między tymi rodzajami (ale z dużymi możliwościami zmiany wewnątrz rodzajów). 2

Biblijny opis stworzenia sugeruje, że obiektywną jednostką taksonomiczną jest stworzony rodzaj, a nie gatunek.
Żeby wyjaśnić tę sprawę, cofnijmy się aż do Arystotelesa. Ten starożytny filozof (żył w IV wieku p.n.e.) przyjął za swoim nauczycielem, Platonem, że aby wiedza była możliwa, jej przedmiot musi być niezmienny, gdyż gdyby wszystko było zmienne, to dzisiejsza wiedza byłaby jutro już nieaktualna. Sam Platon przyjął, że świat poznawalny zmysłami jest zmienny, więc musi istnieć jakiś inny, niż ten obserwowany, świat przedmiotów niezmiennych (inne cechy tych przedmiotów, zwanych potocznie ideami, to wieczność, doskonałość i ogólność). Arystoteles był jednak realistą. Odrzucił pogląd o istnieniu dwu światów. Jego zdaniem zarówno zmienność, jak i niezmienność, ogólność, jak i jednostkowość istnieją w tym świecie jako cechy składników bytu. To ujęcie świata zostało wcielone do teologii chrześcijańskiej za sprawą Tomasza z Akwinu i innych średniowiecznych teologów. Kiedy Linneusz przejął to teologiczne myślenie w swoich badaniach żywych organizmów, rezultatem było przekonanie, iż gatunki biologiczne muszą być niezmienne. Przekonanie to nie było skutkiem uważnej lektury Pisma Świętego, ale bardziej przyjęcia niebiblijnej tradycji widzenia świata. Trwałość i niezmienność gatunków jest pojęciem arystotelesowskim.

Pod koniec życia Linneusz zaczął mieć wątpliwości, czy rzeczywiście gatunki są niezmienne. Zwłaszcza zjawisko międzygatunkowej hybrydyzacji spowodowało, iż zaczął podejrzewać, że to raczej rodzaje, a nie gatunki, są niezmienne w arystotelesowskim sensie. W miarę jak poglądy transformistyczne, przekształcania się jednych form życia w inne, stawały się coraz bardziej popularne (warto pamiętać, że poglądy takie głoszono długo przed Darwinem), prace systematyków świata ożywionego zaczęły być stawiane pod znakiem zapytania. Jak bowiem można sensownie wyróżniać oddzielne grupy organizmów, skoro przechodzą one płynnie jedna w drugą? Georges Cuvier szedł śladem Linneusza – wierzył, że gatunki są niezmienne i sprzeciwiał się transformizmowi, argumentując, że gdyby się one zmieniały, to biologia byłaby niemożliwa. Ewolucjoniści w rodzaju J.B. Lamarcka i E. Geoffroya Saint-Hillaire’a próbowali wykazać, że z gatunku może się wyłonić nowy gatunek, ale nie przedstawili jakiegoś przekonującego mechanizmu, jak by to mogło się dziać. Lamarck sugerował, iż to sam organizm dysponuje wewnętrzną siłą, dążącą do zaspokajania potrzeb organizmu, Geoffroy Saint-Hillaire starał się pokazać istnienie praw morfologicznych, rządzących wyłanianiem się nowego gatunku. Ale dopiero Darwin i Wallace zaproponowali mechanizm przekształcania się gatunków, który zaakceptowali niemal wszyscy uczeni. Bardzo szybko po opublikowania O powstawaniu gatunków Darwinaświat biologów porzucił wiarę w niezmienność oddzielnie stworzonych gatunków i przyjął powszechne pokrewieństwo wszystkich gatunków.

Zobacz też:  Inteligentny projekt

Moc propozycji Darwina uznali nawet biologowie-chrześcijanie. Opór wobec ewolucjonizmu kontynuowała tylko garstka teologów i świeckich chrześcijan. W 1941 roku jeden z nich, Frank Lewis Marsh, opublikował niewielką książkę, 3 w której dokonał czegoś niezwykłego. Przyznał, że specjacja i przekształcanie się gatunków są realnymi zjawiskami, ale odrzucił ideę uniwersalnego drzewa ewolucyjnego. Zamiast niego Marsh twierdził, że Bóg stworzył na początku wiele “rodzajów” (w biblijnym sensie tego słowa, nie w sensie współczesnej biosystematyki) i z tych początkowych “rodzajów” powstały wszystkie współczesne gatunki. Według Marsha przekształcanie się jednego gatunku w drugi jest możliwe, ale tylko w granicach określonych przez Boga. Marsh ukuł termin “baramin”, jako odnoszący się do tych “stworzonych rodzajów”, o których mowa w Biblii. Słowo to pochodzi z hebrajskiego “bara”, co znaczy “stworzyć”, oraz “min”, który znaczy “rodzaj”. Baramin (stworzony rodzaj) można więc zdefiniować jako zbiór gatunków, pochodzących z pierwotnie stworzonej wyjściowej populacji.

Ewolucjoniści używają terminu “ewolucja” na oznaczenie zmian dwojakiego rodzaju: tych nieproblematycznych, stwierdzonych empirycznie, które miały miejsce wewnątrz baraminu, oraz tych, co do których istnieje kontrowersja, które rzekomo zachodziły od jednego baraminu do drugiego. Są to z grubsza, bo niedokładnie!, te same zmiany, które ewolucjoniści nazywają odpowiednio mikro- i makroewolucją. Kreacjoniści więc nie kwestionują, co się im zarzuca, całkowicie występowania zjawiska ewolucji. Odrzucają jedynie możliwość samorzutnego powstawania nowych planów budowy ciała (krótko mówiąc: odrzucają makroewolucję).

Przez większość życia Marsh popularyzował swoje pojęcie baraminu wśród kreacjonistów.4 Jego pomysł w latach 70-tych i 80-tych zeszłego wieku został podjęty przez H.R. Sieglera i A.J. Jonesa. 5 Ale to, co dzisiaj nazywa się baraminologią, w dojrzałej postaci pojawiło się dopiero w 1990 roku za sprawą Waltera ReMine’a i Kurta Wise’a. 6 ReMine rozwijał tzw. nieciągłą systematykę, której celem było wypracowanie narzędzi pozwalających zidentyfikować nieciągłości między grupami gatunków. ReMine zaproponował cztery nowe terminy:

  • polibaramin jest dowolną grupą gatunków
  • monobaramin jest grupą gatunków, posiadających wspólnego przodka
  • apobaramin jest grupą gatunków niepowiązanych z żadnym innym gatunkiem spoza tej grupy
  • holobaramin jest grupą gatunków posiadających wspólnego przodka i niepowiązanych z żadnym innym gatunkiem spoza tej grupy. Holobaramin w przybliżeniu odpowiada baraminowi Marsha.

Terminologię ReMine’a przejął Wise i stworzył baraminologię jako młodoziemską metodę systematyzowania organizmów żywych. Metodą baraminologii jest stopniowe przybliżenie. Marsh opierał się tylko na jednej metodzie określania, które gatunki są elementami tego samego baraminu. Była nią międzygatunkowa hybrydyzacja, możliwość krzyżowania się. Jeśli dwa różne gatunki pomyślnie się krzyżują, to są elementami tego samego baraminu. Taka metoda jednak napotyka na szereg trudności. Wiele gatunków rozmnaża się wyłącznie aseksualnie. Poza tym wiele gatunków znamy tylko w postaci skamieniałości. Z oczywistych powodów nie można ich sklasyfikować przy pomocy metody opartej na próbach krzyżowania. Ale nawet w przypadku gatunków rozmnażających się płciowo, niepowodzenie przy krzyżowaniu się dwu gatunków, A i B, nie dowodzi, że gatunki te nie należą do tego samego baraminu. Istnieć może bowiem (albo gorzej – ­kiedyś istniał, ale już wymarł) trzeci gatunek, C, który skutecznie krzyżuje się zarówno z A, jak i z B. Wówczas A i B należą do tego samego baraminu, choć nie mogą się krzyżować.

Baraminologia Wise’a dopuszcza jeszcze inne kryteria. Ogólnie można je podzielić na dwie grupy. Do pierwszej należą te kryteria, które pozwalają rozszerzać grupę wzajemnie powiązanych gatunków. Drugą grupę stanowią te, które pozwalają oddzielać gatunki niepowiązane. Gdy powiększanie monobaraminu i zmniejszanie apobaraminu osiągnie ten sam zakres, osiągamy holobaramin.

Grupa Badawcza Baraminologii powstała w 1996 roku. Początkowo jej członkowie porozumiewali się przy pomocy e-maili. Dyskutowano nad historią kreacjonistycznej systematyki, metodami baraminologii, biblijnym znaczeniem terminu “min” i teoretyczną definicją baraminu. Pierwsze spotkanie robocze Grupy miało miejsce w Bryan College w 1997 roku. Uczestniczyło w niej sześciu uczonych: Kurt Wise, Todd Wood, Ashley Robinson, David Cavanaugh, Neal Doran i Dave Fouts. Dwa lata później Grupa zorganizowała pierwszą konferencję w Liberty University. Wzięło w niej udział 25 uczestników. A w 2001 roku na konferencji w Cedarville University uczestniczyło już 79 osób. Od tego czasu zorganizowano kolejne konferencje i spotkania. Ich program i głoszone tezy można znaleźć w wydawanych przez Grupę Occasional Papers of the Baraminology Study Group.7 Swoje osiągnięcia opublikowała również w postaci książkowej. 8 W 2005 roku Grupa Badawcza Baraminologii przyjęła nową nazwę, aby odzwierciedlić fakt, że obecnie jej cele są szersze niż tylko systematyka i taksonomia. Obecna nazwa to Grupa Badawcza Biologii Kreacjonistycznej.

W światowym ruchu kreacjonistycznym dominują Amerykanie. Ale warto napomknąć, że w sprawie badań baraminologicznych ważny wkład mają też kreacjoniści europejscy. Niemiecka grupa kreacjonistyczna Wort und Wissen opublikowała zbiór artykułów koncentrujących się na wprowadzonym przez Siegfrieda Scherera pojęciu podstawowego typu. 9

Badania nad teoretyczną definicją baraminu i empirycznymi metodami określania jego zakresu są kluczowe dla rozwoju kreacjonistycznej biologii. Jeśli bowiem kreacjoniści mają zwyciężyć w sporze z ewolucjonistami, nie wystarczy krytykować pojedyncze tezy ewolucjonizmu, trzeba ponadto zaproponować własne ujęcie teoretyczne zagadnień, które na swój sposób rozwiązuje biologia ewolucyjna. Badania baraminologiczne mają również znaczenie, jeśli chodzi o przywracanie naukowej wiarygodności Biblii. Krytycy Biblii często twierdzą, że biblijny opis Potopu jest nieakceptowalny, gdyż Noe nie mógł zmieścić na arce wszystkich istniejących gatunków. Okazuje się, że nie musiał. Musiał jedynie zmieścić przedstawicieli poszczególnych baraminów. A tych było względnie niewiele.

Przypisy:

  1. The Last Message of William Jennings Bryan, William Jennings Bryan College, Dayton, TN, 1975, 32 strony, http://www.ucl.ac.uk/sts/cain/texts/bryan/bryan_1925_last-message.pdf
  2. Henry M. Morris, The Biblical Basis for Modern Science, Baker Books, Grand Rapids, MI 1984, s. 372.
  3. Frank Lewis Marsh, Fundamental Biology, Lincoln, NE 1941.
  4. Por. Frank Lewis Marsh, Evolution, Creation, and Science, Review and Herald Publishing Association, Washington, D.C. 1947; tenże, Studies in Creationism, Review and Herald Publishing, Washington, D.C. 1950; tenże, Life, Man, and Time, Pacific Press Publishing Association, Mountain View, California 1957; tenże, “The Genesis Kind in the Modern World”, Creation Research Society 1964 Annual, s. 30-38; tenże, “The Genesis Kinds and Hybridization: Has Man Ever Crossed with any Animal?”, Creation Research Society 1973, vol. 10, no. 1, s. 31-37; tenże, Variation and Fixity in Nature, Pacific Press Publishing Association, Omaha, Nebraska 1976.
  5. Por. Arthur J. Jones, “A General Analysis of the Biblical “kind” (Min)”, Creation Research Society Quarterly 1972, vol. 9, no. 1, s. 53-57; Arthur J. Jones, “Boundaries of the Min: An Analysis of the Moaic Lists of Clean and Unclean Animals” Creation Research Society Quarterly 1972, vol. 9, no. 2, s. 114-123; Hilbert R. Siegler, “The Magnificence of Kinds as Demonstrated by Canids”, Creation Research Society Quarterly 1974, vol. 11, no. 2, s. 94-97.
  6. Por. Walter ReMine, “Discontinuity Systematics: A New Methodology of Biosystematics Relevant to the Creation Model”, w: Robert E. Walsh and Christopher L. Brooks (eds.), Proceedings of the Second International Conference on Creationism, volume II: Technical Symposium Sessions and Additional Topics, Creation Science Fellowship, Inc., Pittsburgh, PA 1990, s. 207-213; Kurt P. Wise, “Baraminology: A Young-Earth Creation Biosystematic Method”, w: j.w., s. 345-358.
  7. Por. http://www.bryancore.org/bsg/opbsg/index.html
  8. Todd Charles Wood and Megan J. Murray, Understanding the Pattern of Life. Origins and Organization of the Species, Broadman & Holman Publishers, Nashville, Tennessee 2003.
  9. Por. Siegfried Scherer, “Basic Types of Life”, w: Siegfried Scherer (ed.), Typen des Lebens, Pascal-Verlag, Berlin 1993, s. 11-30.