25 kwietnia 2019

Słomiany ogień cz.10 – Na królewskim dworze

NA KRÓLEWSKIM DWORZE

Zygmunt I Stary do końca swojego życia pozostał gorliwym katolikiem, a skłaniających się ku innowierstwu poddanych straszył groźnie brzmiącymi edyktami. Gdy jednak Johan Eck zadedykował mu swoją książkę O mszy i wzywał go w niej do zdecydowanych represji przeciwko luteranom, odpowiedział mu: Pozwól mi być królem owiec i kozłów.i Tylko raz, w Gdańsku, z jego rozkazu stracono luteranów, ale bezwzględność króla miała raczej z przyczyny polityczne. Podobnie jak właściwie wszyscy Jagiellonowie, niechętnie stosował przemoc, uniknięcie konfliktu było dla niego ważniejsze niż zgodność własnych słów z czynami. Przed biskupim sądem w Krakowie na podstawie wydanych przez niego edyktów toczyły się procesów o wyznawanie luteranizmu. Oczywiście oskarżeni nie byli szlachcicami. Natomiast w jego bezpośrednim otoczeniu zwolenników herezji było dość sporo i wydaje się, że starał się o tym nie wiedzieć.


Jost Ludwik Dietz urodził się w Alzacji, ale szybko wyruszył z niej w świat. Mieszkał w różnych krajach. Zajmował się handlem, górnictwem i biciem monet. W końcu trafił do Krakowa. Jego krewny, bankier Jakub Boner, polecił go Zygmuntowi Staremu. Swoją karierę Dietz, którego u nas nazwano Justem Decjuszem, zaczął od stanowiska królewskiego sekretarza. Gdy wykazał się na tym stanowisku zdolnościami i uczciwością, zaczęto go wysyłać w misjach dyplomatycznych. W końcu został zarządcą królewskich mennic. Jego posiadłość jest dziś dzielnicą Krakowa i nadal nazywa się Wola Justowska. Miał rozległe zainteresowania. Napisał kilka książek o historii Polski i niewątpliwie czuł się Polakiem. Szukał też prawdy o Bogu. Pierwszy protestancki zbór w Krakowie zbierał się w jego domu, tak zwanej Willi Decjusza, która stoi do dziś.iiW liście do Albrechta Hohenzollerna z 8 stycznia 1542 roku napisał: Tu u nas Słowo Boże i Ewangelia są głoszone po polsku we wielu miejscach i czysto i wieloma dobrymi nadziejami także w obecności pana arcybiskupa.

Jednym z tych, którzy w tym głoszeniu gorliwie brali udział, był bibliotekarz Andrzej Trzecieski Starszy, bardzo wykształcony człowiek, władający biegle łaciną, greką i hebrajskim, korespondujący ze współpracownikiem Lutra, Filipem Melanchtonem. Ci, którzy zbierali się w jego domu, z wielką chęcią, gorliwością do szczerej Ewangeliej Pana Jezusowej znajomości cisnęli się i garnęli. iiiOczywiście odkrywali, że wiele nauk, które im wpojono, kłóci się z tą Ewangelią. Byli wśród nich dwaj nadworni kaznodzieje Zygmunta Augusta – Wawrzyniec Niezgoda i Jan Koźmińczyk. Obydwaj byli uczniami Jakuba z Iłży i w przyszłości mieli odegrać w dziejach polskiej reformacji znaczące role.iv To, że młody król dość długo dawał im posłuch i oddalił dopiero pod naciskiem biskupów, zauważono w kraju i za granicą. Jan Kalwin zadedykował mu swój komentarz do Listu do Hebrajczyków.v Liczyli na jego poparcie polscy protestanci, a także zwolennicy kościoła narodowego. Te nadzieje nie ziściły się. Zygmunt August był tolerancyjny w sprawach wiary, bo mało go one obchodziły, a poza tym zjednywał sobie w ten sposób zwolenników. Jednak dokonanie poważnych zmian religijnych w Polsce uważał najwidoczniej za zbyt ryzykowne z politycznego punktu widzenia, a inne względy nie miały wielkiego znaczenia.

Inną bardzo ważną i zagadkową postacią Koła Trzecieskiego był Franciszek Lismanin. Z pochodzenia był Grekiem, do Krakowa przybył wraz z Boną Sforzą. W Polsce został spowiednikiem i kapelanem królowej, a także prowincjałem zakonu franciszkanów. Niektórzy w nim widzą faktycznego przywódcę Koła. Być może jego wpływowi należy przypisać to, że królowa Bona, córka Hiszpanki, nie usiłowała walczyć w z reformacją w Polsce w sposób hiszpański.vi Mogła być trudnym przeciwnikiem, w przeciwieństwie do męża politykę prowadziła „po męsku”. Postawiwszy sobie jakiś cel, dążyła do niego konsekwentnie, bezwzględnie łamiąc opór. W końcu Lismanin, wysłany przez Zygmunta Augusta do Genewy po protestanckie książki, posłuchał rady Kalwina. Wystąpił z zakonu i ożenił się.vii Po powrocie do Polski został superintendentem kalwińskich zborów małopolskich. Gdy okazało się, że jest zwolennikiem antytrynitaryzmu, wykluczono go ze zboru. W roku 1563 popełnił samobójstwo.viii

Uczestniczył w spotkaniach Koła ksiądz Jakub Uchański, w tym czasie pełniący urząd referendarza wielkiego koronnego. Zdecydował się pozostać w katolicyzmie i z czasem został arcybiskupem gnieźnieńskim i prymasem. Jednak przez znaczną część polskiej hierarchii katolickiej był podejrzewany był o wyznawanie herezji.ix

Andrzej Zebrzydowski to kolejny kapłan katolicki będący członkiem Koła Trzecieskiego. W jego przypadku był to etap prowadzący do, jak się zdaje, całkowitego ateizmu. Nie przeszkodziło mu to w osiągnięciu godności arcybiskupa krakowskiego. Zapamiętano go jako wielkiego zdziercę i lubieżnika. Podobno publicznie nazwał Mojżesza Mahometa i Chrystusa trzema znakomitymi szarlatanami.x Zwykle sądzimy innych według siebie.

Przychodził też do domu Trzecieskiego Andrzej Frycz Modrzewski. Myśl przewodnia jego broszury Łaski, czyli o karze za mężobójstwo wydaje się oczywista. Władza państwowa powinna ścigać i karać morderców i w żadnym wypadku nie powinna być za tę zbrodnię wymierzana kara grzywny. Jednak ludziom żyjącym wtedy w Polsce poglądy Modrzewskiego musiały się wydawać nie tylko szokujące, ale też całkiem oderwane od rzeczywistości. Jeszcze większe wzburzenie wywołało kolejne jego dzieło, Mowa Prawdomówcy Perypatetyka. Stwierdzenie, że postanowienie Sejmu zakazujące mieszczanom kupowania i posiadania wsi jest okrutnie niesprawiedliwe, napisane wbrew rozumowi i wbrew prawom boskim i ludzkimxinie mogło się podobać szlachcie. Prawdopodobnie ten najwybitniejszy polski pisarz polityczny umarł jako arianin.

Uczestniczący w pracach Koła Bernard Wojewódka kilka lat później stworzył Drukarnię Radziwiłłowską w Brześciu Litewskim. Dostarczała ona polskim protestantom katechizmów, śpiewników i wiele innych książek. Już po śmierci Wojewódki wydrukowano w niej Biblię Brzeską.xii Do jej powstania przyczynił się jako tłumacz Andrzej Trzecieski Młodszy, syn królewskiego bibliotekarza, podobnie jak ojciec poliglota i erudyta, a przy tym niezły poeta.xiiiNiestety zasłynął także z pijaństwa.xiv

Kres działalności Koła położyła śmierć Andrzeja Trzecieskiego Starszego w roku 1547. Jednak straciło ona rozmach już wcześniej, gdy jego uczestnicy poróżnili się w kwestii boskości Jezusa.xv Nietrudno też zauważyć, że zainteresowanie Bogiem u wielu z nich było dość teoretyczne. Mniej skłonni byli dostosować swoje życie do tego, czego się dowiedzieli. Te same przyczyny miały przesądzić zresztą o porażce polskich protestantów, choć na razie rzeczywiście mogli mieć dobre nadzieje.

cdn. Piotr Setkowicz

i Jerzy Samuel Bandtke, „Dzieje Królestwa Polskiego” t.2, Wyd. Wilhelma Bogumiła Korna, Wrocław 1820, str.

iii Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.20.

vi Walerian Krasiński” Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce” t.1, Zwiastun Ewangeliczny, Warszawa 1903, str.89 – 90.

vii Emil Jelinek, „Z ufnością w przyszłość – studia ekumeniczne” Polska Rada Ekumeniczna, Warszawa 1975, str.45 – 54.

viii Walerian Krasiński” op. cit.,, str.174.

x Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t.II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.120.

xi Bogumiła Kosmanowa, „Modrzewski i jego przeciwnicy”, LSW, Toruń 1977, str.76 – 77.

xiv Wacław Urban, op. cit., str.20.

xv Walerian Krasiński, op. cit.,, str.90.

Słomiany ogień cz.1 – Jak ręką odjął

Patrząc na dzisiejszą Polskę, trudno uwierzyć, że protestantyzm mógł kiedyś być w niej jakąś poważną siłą. A jednak w XVI wieku, gdy wyznania reformowane powstawały, budziły u nas duże zainteresowanie i zyskiwały wielu wyznawców. Bóg zdawał się tym duchowym poszukiwaniom błogosławić. Ten czas nazywa się często naszym „złotym wiekiem”. Rzeczpospolita Obojga Narodów należała wtedy do największych mocarstw w Europie. Jej znaczenie polityczne nie wynikało tylko ze zwycięstw militarnych, choć i tych nie brakowało. Ogromny kredyt udzielony przez królową Bonę królowi Hiszpanii Filipowi II dowodzi potęgi ekonomicznej państwa, choć o przezorności panujących nie najlepiej świadczy. Naukowy i kulturalny dorobek tych lat wciąż jest dla nas powodem do dumy. Ludzie, którzy doprowadzili do rozkwitu kraju uważanego za cywilizacyjne peryferie, często, choć w różny sposób, pozostawali pod wpływem myśli reformacyjnej. Naszaliteratura stanowi rzecz jasna przykład sztandarowy. Jej ojcem nazywany jest Mikołaj Rej – gorliwy protestant. Pisał między innymi po to, by szerzyć swoją wiarę. Wprowadził też „modę” na polszczyznę. Oczywiście katolik, Jan Kochanowski, (z badań m. in. prof. Janusza Małłka z UMK wynika, że mógł być protestantem, przyp. red.) góruje nad nim zdecydowanie, ale był on przecież stypendystą luteranina – księcia Albrechta Hohenzollerna. Odszedł od katolicyzmu Andrzej Frycz Modrzewski – pierwszy pisarz polityczny w Europie, który domagał się równości ludzi wobec prawa. Prawdopodobnie umarł jako arianin. Protestantem był sekretarz, historyk i dyplomata króla Zygmunta Starego, Alzatczyk z urodzenia, a Polak z wyboru Just Ludwik Decjusz. Najwybitniejszy chyba polityk polski przełomu XVI i XVII wieku, Jan Zamojski, urodził się jako kalwin. Podobne przykłady z innych dziedzin można mnożyć, choć związków Kopernika z protestantyzmem dopatrzyć się trudno.


Reformacja w Polsce właściwie nie tknęła niższych warstw społecznych. Największym wyjątkiem od tej zasady był skrawek Śląska, który pozostał w granicach Rzeczypospolitej. Jeszcze w roku 1630 w starostwie lipnickim mieszkał tylko jeden katolik. Wieś Kozy, pomimo wysiłków władz, trwała przy kalwinizmie jeszcze w XVIII wieku. Gdy odebrano budynek zborowy, chłopi wybudowali drugi, gdy i ten odebrano, spotykali się w lasach. W końcu w roku 1770 ponad 300 mieszkańców Kóz uciekło do Prus, gdzie mogli swobodnie praktykować swoją wiarę.1 W XVI wieku podobna sytuacja istniała jeszcze na pograniczu wielkopolsko – śląskim i w okolicach Nowego Sącza.2 Jednak w swej masie polscy chłopi trwali w katolicyzmie nawet wtedy, gdy protestantami byli ich panowie. Luteranizm w miastach miał licznych wyznawców wśród Niemców, ale bariery narodowościowej właściwie nie przekroczył.3 Bardziej otwarta na reformację była warstwa herbowa. Historycy oceniają, że w połowie XVI wieku przynajmniej jedna szósta polskiej szlachty mogła wyznawać protestantyzm. Z reguły byli to ludzie dobrze wykształceni i aktywni politycznie.4 Dążącym do poszerzenia swoich swobód politycznych „panom braciom” najbardziej odpowiadał kalwinizm. Dla samego Kalwina, sprawującego w Genewie dyktatorską władzę, mogło być to pewnym szokiem. Jeszcze ciekawsza sytuacja panowała wśród polskich magnatów. Reprezentacją tej warstwy był senat. W roku 1569 w jego skład wchodziło 58 protestantów i 70 katolików. Trzeba pamiętać, że w senacie z urzędu zasiadało 15 katolickich biskupów.5 Wśród świeckich senatorów protestanci mieli większość. Byli też wśród biskupów. Można przyjąć, że w tym czasie w najwyższych sferach Rzeczypospolitej około połowę stanowili protestanci. Zwykle zaś jest tak, że naród przejmuje poglądy i zachowania swoich elit.

Katolicyzm jako religia panująca w Polsce wydawał się zagrożony z różnych stron. Protestanccy posłowie w Sejmie umieli wykorzystywać prawo z korzyścią dla swoich kościołów. Królowi trudno było zrobić cokolwiek bez zgody Sejmu, a oni blokowali obrady tak długo, aż uchwalono kolejne prawo zabezpieczające wolność wyznania. Czy nie można było spodziewać się lawinowego wzrostu ilości protestantów, skoro można było wyznawać tę wiarę właściwie bez ryzyka? Możliwy wydawał się również wariant angielski. Powołanie kościoła narodowego omawiano już w szczegółach. Obrzędów nie zamierzano zmieniać, ale miały być odprawiane po polsku, celibat zniesiony, kapłani wybierani przez szlachtę. Trwały dyskusje, czy ma on być podporządkowany królowi, czy Sejmowi oraz czy ma być to jedna organizacja, czy raczej luźna federacja kościołów.6

Król Zygmunt August twierdził, że nie wie, jakiej wiary są polscy biskupi. Rzeczywiście, można się było pogubić. Prymas Jakub Uchański chętnie stanąłby na czele kościoła narodowego. Pilnie studiował też heretyckie książki. Miał ich całą bibliotekę. Na łożu śmierci nie przyjął sakramentów. Biskup krakowski Andrzej Zebrzydowski, jeśli wierzyć jego własnym kapłanom, był ateistą. Biskup włocławski Jan Drohojowski umierając żałował, że nie przystał do prawdziwej, czyli ewangelickiej wiary.7 Nie był jednak całkiem bierny. Przez dwa lata ukrywał w swym pałacu Bartłomieja Zacjusza – byłego katolickiego księdza, który został kalwińskim ministrem.8 Biskup wileński Jerzy Pietkiewicz sprzyjał otwarcie protestantom, ale i poganom.9 Przypadek biskupa kijowskiego Mikołaja Paca to historia sama w sobie. Otwarcie deklarował się jako kalwinista, choć raczej niewiele z tej nauki rozumiał. Nadal jednak chodził w szatach biskupa. Nie oddawał też przypisanych do tej godności majątków. Nawet po ostrej nocie papieża  nadal zasiadał w senacie jako biskup.10

Nuncjusz Lippomano, który uważał, że wystarczy ściąć ośmiu, może dziesięciu protestanckich magnatów, a wszystko wróci do normy i otwarcie doradzał Zygmuntowi Augustowi to rozwiązanie, zupełnie nie nadawał się na swoje stanowisko.11 Nie rozumiał narodu, z którym miał do czynienia i chyba nerwy miał za słabe. W Rzymie zresztą szybko to zauważono. Byli jednak wśród katolickich hierarchów ludzie, którzy sytuacji w Polsce nie uważali za tragiczną. Twierdzili, że choć w konfrontacji z protestantami nie można liczyć na pomoc władzy państwowej, to ich sukcesy są przejściowe i nie tracili wiary w zwycięstwo. Mieli rację. Ogień zgasł równie szybko, jak się zapalił. Walka była właściwie bezkrwawa. Zabici zaczęli padać, gdy była już rozstrzygnięta. Polacy dobrowolnie wrócili do katolicyzmu, tak jak dobrowolnie od niego odchodzili. W ciągu kilkudziesięciu lat protestantyzm stał się nieznacznym marginesem i tak już zostało. Warto się jednak przyjrzeć, jak nasi przodkowie nabrali ochoty na reformę swej wiary i jak ją stracili.      
cdn.

Przypisy:
1Radosław Truś, „Beskid Mały; przewodnik”, Wydawnictwo „Rewasz”, Pruszków 2008, str. 35 – 36.
2Janusz Tazbir, „Historia kościoła katolickiego w Polsce 1460 -1795”, Wiedza Powszechna, Warszawa 1966, str.78.
3Janusz Tazbir, op. cit., str.45
4 Janusz Tazbir, op. cit., str.44.
5http://www.reformowani.pl
6Janusz Tazbir, op. cit. str.46.
7Janusz Tazbir, „Dzieje polskiej tolerancji”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1973, str.85.
8http://pl.wikipedia.org/wiki/Szymon_Zacjusz
9http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Pietkiewicz_(biskup)
10Józef Wolf, „Pacowie – materiały historyczno – genealogiczne”, Petersburg 1885, str. 21 – 27.
11Janusz Tazbir, „Historia kościoła katolickiego w Polsce 1460 -1795”, str.52.

KONTRATAK I PORAŻKA – SŁOMIANY OGIEŃ cz. 16

Edykt wydany w grudniu 1550 roku przez króla Zygmunta Augusta wzbudził wielkie nadzieje wśród polskich gorliwych obrońców katolicyzmu skupionych wokół prymasa Mikołaja Dzierzgowskiego i energicznego biskupa warmińskiego Stanisława Hosego, zwanego najczęściej Hozjuszem. Musiało im się wydawać, że mogą wreszcie odwrócić tak fatalny z ich punktu widzenia bieg wydarzeń.

 

Strategię rozprawy z herezją opracowano na synodzie, który zebrał się w Piotrkowie w roku 1551. Biskup Hozjusz przedstawił na nim Confessio fidei catholicae Chrystiana. Z tego dokumentu, który miał być probierzem prawowierności, każdy polski katolik mógł się dowiedzieć, że jest zobowiązany okazywać posłuszeństwo i cześć papieżowi, wierzyć, że istnieje czyściec, a msza jest ofiarą za grzechy. Confessio pouczało też wiernego, że modląc się, powinien szukać wstawiennictwa świętych, obowiązkowe posty i celibat duchownych wprowadzono zgodnie z wolą Boga, a święcenie wody i ziół to przejawy prawdziwej pobożności. Prymas Dzierzgowski nakazał wszystkim kapłanom podpisanie tego wyznania wiary, po czym przesłał je królowi. Sugerował Zygmuntowi Augustowi, że powinien zmusić swoich urzędników i całą szlachtę, a zwłaszcza senatorów, by też w ten sposób wyrazili swoje oddanie wierze katolickiej. Obradujący w Piotrkowie kapłani musieli zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli król ich posłucha, może dojść do wojny domowej. Świadczą o tym przygotowania, które czynili. Duchowni w Polsce w zasadzie nie płacili podatków, nawet w czasie wojny z wrogiem zewnętrznym, ale tym razem byli skłonni współuczestniczyć w kosztach wystawienia wojska. Królowi obiecywali, że będzie mógł konfiskować majątki heretyków.1 Zdecydowali też ustanowić w każdej diecezji inkwizytora, zapewnić mu utrzymanie i bezpieczeństwo.2

 

Synod obradował w maju, ale polscy protestanci już wcześniej musieli zdawać sobie sprawę z tego, co się szykuje. Po Wielkanocy 1551 roku kalwińscy kaznodzieje w Małopolsce ukryli się.3 Byli to najczęściej ludzie „nisko urodzeni”, którzy na ochronę prawa w Polsce specjalnie liczyć nie mogli. Podobno sygnałem ostrzegawczym było to, co stało się w Kurowie. Tamtejszy proboszcz imieniem Mikołaj, który zaczął głosić swym parafianom nauki protestanckie, udzielał komunii pod dwiema postaciami, a sam ożenił się, został porwany przez ludzi biskupa Zebrzydowskiego i zamęczony w więzieniu na zamku w Lipowcu pod Chrzanowem. Tak twierdził inny kalwiński minister, Marcin Krowicki, który popełnił podobne „występki”. Sam Krowicki uciekł do Pińczowa, pod opiekę właściciela miasta i współwyznawcy Mikołaja Oleśnickiego.4 Podobnie postąpili wspierający polskich protestantów cudzoziemcy: Włoch Stancaro i Grek Lismanin. Inny wybitny kaznodzieja, Feliks Krzyżak ze Szczebrzeszyna, skorzystał w Wielkopolsce z ochrony Jakuba Ostroroga.5 Najoryginalniejszą kryjówkę wybrał sobie Szymon Zacjusz – Żak, katolicki ksiądz ekskomunikowany za głoszenie nauk reformacyjnych w Bochni i Wieliczce.6 Przez dwa lata przebywał na dworze biskupa kujawskiego Jana Drohojowskiego. Biskup ten był skrytym protestantem i umierając, żałował, że nie porzucił katolicyzmu otwarcie.7

 

Jednak główną siłą reformacji w Polsce byli szlacheccy patroni zborów i to nimi przede wszystkim należało się zająć. Pierwszą próbą wykorzystania królewskiego edyktu do tego celu było wezwanie przed krakowski sąd biskupi Konrada Krupki. Oskarżonego wybrano bardzo sprytnie. Ten niewątpliwie zaangażowany w szerzenie nauki Kalwina szlachcic jeszcze niedawno był mieszczaninem. Prawdopodobnie spodziewano się, że ogół szlachty nie przejmie się jego losem. Nadzieja ta okazała się płonna. W sądzie Krupce towarzyszyło kilku wpływowych szlachciców, jego współwyznawców, którzy zdawali sobie sprawę, że chodzi tu o stworzenie precedensu i jeśli proces przebiegnie po myśli biskupów, będą następne. Sam Krupka odważnie przyznał się do swojej wiary. Gdy biskup Zebrzydowski obiecał mu „przebaczenie”, jeżeli od niej odstąpi, odmówił. Został skazany na śmierć i konfiskatę majątku. Od tego momentu sprawa zaczęła się komplikować. Wyrok wywołał powszechne oburzenie szlachty. Nie tylko zwolennicy reformacji, lecz także katolicy widzieli w nim zagrożenie dla swojej wolności. Wykonać musiała go władza świecka, a o tym, kto konkretnie to zrobi, miał zdecydować kanclerz Jan Ocieski. Można się domyślać, że ten zdecydowany zwolennik katolicyzmu życzył heretykowi jak najgorzej. Wobec nastrojów panujących w kraju uznał jednak, że ta egzekucja przyniesie jego religii więcej szkody niż pożytku i nie upoważnił do jej przeprowadzenia nikogo. Wszystko skończyło się dla Krupki wyłącznie ekskomuniką, którą chyba się specjalnie nie przejął.8

 

Prawdziwą klęskę przyniosła próba użycia królewskiego edyktu przeciwko różnowiercom wobec szlachcica w sukni duchownej. Przemyski kanonik Stanisław Orzechowski nie ukrywał, że jest przeciwko celibatowi. To, że miał dwoje dzieci ze swoją gospodynią, nie było czymś niezwykłym, ale napisał także rozprawę, w której stwierdzał, że księża powinni mieć prawo się żenić. Posiłkował się protestanckimi argumentami, które poznał na studiach i od swego krewnego - Mikołaja Reja.9 W roku 1551 przeszedł od słów do czynów, żeniąc się z Magdaleną Chełmicką. Wyklęty i skazany na wygnanie z diecezji przez biskupa Jana Dziaduskiego potrafił wejść do świątyni podczas nabożeństwa i ogłosić wszystkim zebranym, że to on ma rację, a nie biskup. Mógł się nie bać. Wojewoda krakowski Piotr Kmita nie zamierzał iść pod prąd nastrojom i egzekwować wyroku duchownego sądu.10 Orzechowski pozwał swego biskupa do sądu koronnego i domagał się uznania swego małżeństwa przez papieża, pisząc do niego napastliwe listy. Szybko stał się bardzo poczytnym pisarzem, ulubieńcem rzesz panów braci i w końcu głównym ideologiem szlacheckiej „złotej wolności”. W tym przełomowym czasie jak nikt inny obezwładnił biskupów. Dopiero po kilku latach, gdy zmarła mu żona, zmienił front i zaczął atakować protestantyzm równie zajadle, co katolicyzm wcześniej.11


W roku 1552 zebrał się Sejm. Nastroje panujące na nim chyba najlepiej przewidział członek kościoła braci czeskich Rafał Leszczyński. Zrezygnował z godności senatorskiej i został posłem. Na mszy poprzedzającej otwarcie obrad nie klęknął podczas podniesienia i nawet nie zdjął czapki. Wybrano go na marszałka. Nawet większość katolików chciała ograniczenia władzy biskupów. Posłowie województwa ruskiego, gdzie wpływy Orzechowskiego były największe, domagali się zniesienia sądów duchownych. Uchwały sejmowe musiały jednak zapadać jednomyślnie, dlatego w tym wypadku rozstrzygnął król. Zdecydował, że duchowieństwo zachowa prawo sądzenia herezji, lecz nie będzie mogło nakładać kar cywilnych i kryminalnych. Oburzeni biskupi opuścili obrady i grozili, że zrzekną się godności senatorskich. Ponieważ jednak nikt się tym nie przejął, wrócili.12

 

Prawny fundament wolności sumienia w Polsce został założony.
cdn.    

 

Przypisy:

1 Walerian Krasiński, „Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce” t.I, Zwiastun Ewangeliczny, Warszawa 1903, str.112 – 113.
2www.racjonalista.pl/rtf.php/s,2776
3 Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.30.
4 Walerian Krasiński, op. cit., str.114 – 115.
5 Józef Łukaszewicz, „Dzieje kościołów wyznania helweckiego w dawnej Małej Polsce”, Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego, Poznań 1853, str.16.
6 http://www.bochenskiedzieje.pl/index.php/postacie/pedagodzy/197-szymon-zacjusz
7 http://pl.wikipedia.org/wiki/Szymon_Zacjusz
8 Walerian Krasiński, op. cit., str.108 – 109.
9 Julian Bukowski, „Dzieje Reformacyi w Polsce” t.II, W. Anczyc i S-ka, Kraków 1886, str.92 – 93.
10 Walerian Krasiński, op. cit., str.119 – 120.
11 Walerian Krasiński, op. cit., str.126 – 128.
12 Walerian Krasiński, op. cit., str.119 – 120.


idź Pod Prąd, październik2014


Słomiany ogień cz. 4 – Posłuszny papieżowi

Historycy zarzucają Zygmuntowi I zwanemu Starym, że marnował okazje. Mógł usunąć Krzyżaków z ziem, które zajęli. W roku 1525 nie byli już w stanie prowadzić wojny. Pozwolił im stworzyć świeckie państwo pruskie, które w przyszłości miało wymazać Polskę z mapy świata. Nie zainteresował go też projekt unii pomorsko – polskiej przedstawiony przez księcia szczecińskiego Bogusława X, a dawała ona możliwość opanowania wybrzeża Bałtyku aż po Rugię. To chyba najpoważniejsze zarzuty. Jednak wśród swych poddanych na ogół cieszył się wielkim szacunkiem. Szanował ich prawa i wolności, niechętnie stosował przemoc, dbał o skarb państwa, dotrzymywał słowa, był sprawiedliwy i bezinteresowny. Właściwie wszystkie świadectwa pozostawione przez ludzi, którzy go znali, stwierdzają, że posiadał te cechy w stopniu rzadko spotykanym. Oczywiście wokół panującego jest zawsze wielu pochlebców, ale w tym wypadku można podejrzewać, że te deklaracje były szczere. Żałoba po śmierci Zygmunta Starego trwała przez rok.1 Wydaje się, że w czasach, gdy nie było środków masowego przekazu, a techniki manipulacji społecznej bardzo prymitywne, tylko śmierć naprawdę uczciwego władcy mogła wywołać tak powszechny smutek.


Poczynania Zygmunta I po wystąpieniu Lutra wydają się nie pasować do tego wizerunku i chyba nikt, kto żył pod jego rządami w latach dwudziestych XVI wieku, nie spodziewał się, że już niedługo Polska swoją tolerancją dla herezji zgorszy całą Europę. Król był niewątpliwie gorliwym katolikiem i starał się powstrzymać luterańską propagandę, dbając, by polskie prawo pozostawało w pełnej harmonii z postanowieniami, które w tej sprawie zapadały w Rzymie. Nie podejmowano ich zbyt szybko i trudno mi nie dopatrywać się w tym działania Bożej Opatrzności. Papież chyba nie miał wątpliwości, co należy zrobić, ale nie był pewny, czy znajdzie posłuch. Gdy się zdecydował, było już trochę za późno. Około 30 broszur Lutra wydano w sporych nakładach i ludzie je przeczytali…

Dopiero 15 czerwca roku 1520 Leon X pierwszy raz oficjalnie odniósł się do nauczania teologa z Wittenbergii. Bulla Exurge Domine potępiała 41 głoszonych przez niego tez. Tym, którzy chcieli uważać się za katolików, zabraniała czytania, drukowania, pochwalania i rozpowszechniania dzieł Lutra. Na duchownych, zwłaszcza biskupów, nakładała obowiązek wyszukiwania ich i publicznego palenia.2 Już 24 lipca tego roku w Toruniu król Polski wydał edykt zakazujący sprowadzania pism luterańskich do kraju i wprowadzający cenzurę wydawnictw religijnych. Miejsce ogłoszenia tego prawa nie było chyba przypadkowe.

Od 1519 roku prowadzona przez Lutra intensywna akcja propagandowa objęła także Prusy. Najbardziej widocznym jej objawem były napisane przez niego ulotki, które w znacznych ilościach trafiały do rąk mieszkańców pruskich miast.3 Szczególnie skuteczna okazała się ona w miastach, które pozostawały pod rządami Krzyżaków, gdzie z różnych, niekiedy całkiem przyziemnych powodów trafiała do przekonania nie tylko świeckim, lecz także członkom Zakonu (z wielkim mistrzem na czele) i biskupom.4 Także w tak zwanych Prusach Królewskich nauki Lutra zyskiwały coraz więcej zwolenników.

Król Polski musiał już wyrobić sobie o nich zdanie. Uznał, że zdradzili Boga. Cóż może ich powstrzymać przed zdradą ziemskiego władcy? Reprezentujący papieża Leona X legat Zachariasz Ferreri z pewnością pomógł mu dojść do tego wniosku. Obaj nie zamierzali się biernie przyglądać, jak „zaraza” się szerzy. Edykt przewidywał za sprowadzanie do kraju pism Lutra karę banicji i konfiskaty majątku. Warto zwrócić uwagę, że Zygmunt Stary wkraczał w kompetencje duchowieństwa. Najwyraźniej nie spodziewał się po nim żadnych energicznych działań.5

Prawo obowiązuje oczywiście w całym państwie. Wspomnienia studiującego wtedy w Krakowie Andrzeja Frycza Modrzewskiego pokazują, jak ludzie zareagowali, gdy władze zajęły w końcu zdecydowane stanowisko. Świadczą też o tym, że sympatyków niemieckiego reformatora w Polsce spotykało się już nie tylko w Prusach i nie tylko wśród jego rodaków. Przywożono do nas księgi (Lutrowe) z Niemiec, w samej Akademii Krakowskiej publicznie je sprzedawano. Rozczytywało się w nich wielu miłośników wszystkiego, co nowe, z potakiwaniem i pochwałami; nasi też teologowie ich nie potępiali. Aż wtem papież (Leon X, r. 1520) zakazał ich czytania (pod karą ekskomuniki). Zdjęci przestrachem mistrzowie nasi nie tylko, że zaprzestali czytania ksiąg zabronionych, ale nawet rzucali je w ogień, obawiając się je przechowywać.6

Reakcja profesorów Akademii Krakowskiej na wystąpienie Lutra była dość typowa dla europejskiego uniwersytetu. Przekonanie, że skostniała instytucja nazywająca się „Kościołem chrześcijańskim”, wyciągająca od społeczeństwa ogromne pieniądze i niedająca mu właściwie nic w zamian, musi się zmienić, było powszechne. Z interpretacją Pisma przedstawioną przez Lutra też trudno było dyskutować. Naukowców jednak łatwo przywołać do porządku, bo zwykle im więcej człowiek ma inteligencji, tym mniej odwagi. Frycz Modrzewski przypisywał główną rolę strachowi przed ekskomuniką, ale perspektywa doczesnych kar przewidzianych przez edykt toruński też chyba była nie bez znaczenia.

Wydaje się, że tylko pod bokiem króla był on jakoś realizowany, bo o procesach o sprzyjanie herezji luterańskiej poza Krakowem brak wzmianek. W Małopolsce i na Podkarpaciu żyło w tym czasie sporo kolonistów niemieckich szczególnie do niej skłonnych. Pierwszy oskarżony nazywał się Marcin Beyer i był księdzem z Biecza. Sądzono go w roku 1522.7 Prawdopodobnie wyrok nie był zbyt surowy, bo w przeciwnym wypadku polscy protestanci pamiętaliby o nim. Od 7 III 1523 roku za wyznawanie i propagowanie nauki Lutra groziła już kara śmierci. Król nakazał też przeprowadzanie w mieszczańskich domach rewizji w celu poszukiwania protestanckich ksiąg. Z faktu, że ich nie znaleziono, można wnioskować, że szukający niezbyt się przykładali. Nowy edykt nie wpłynął też na krakowskie sądy. W pierwszej połowie XVI w. przeprowadziły one około trzydziestu procesów o sprzyjanie herezji. Przeważnie kończyły się one upomnieniem.8 Przyczyną mogła być i pobłażliwość sędziów, i ustępliwość oskarżonych. Najwidoczniej też król większej surowości nie wymagał…

W roku 1523 Zygmunt I zaostrzył prawo przeciwko luteranom, bo był posłuszny papieżowi. Natomiast Luter i jego zwolennicy, paląc bullę Exurge Domine, okazali mu oczywiste nieposłuszeństwo. Leon X stwierdził już w roku 1516 w swojej bulli Pastor aeternus gregem, że powinno ono być karane śmiercią.9 Nie można powiedzieć, że wydarzenia, które nastąpiły wkrótce, zupełnie go zaskoczyły.

Cesarz Karol V i uczestnicy sejmu w Wormacji zrozumieli, jak wypada im postąpić. Zrozumiał też król Polski, choć karę śmierci za wyznawanie nauki Lutra wprowadził dopiero ponad dwa lata po wyklęciu go.
cdn.

Przypisy:
1Samuel Orgellbrand, „Encyklopedia Powszechna” t.XVI, Wydawnictwo S. Orgelbranda Synów, Warszawa 1904, str.175.
2ww.papalencyclicals.net/Leo10/l10exdom.htm
3http://pl.wikipedia.org/wiki/Edykt_toru%C5%84ski
4Mariusz Markiewicz, „Historia Polski 1492 – 1795”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2004, str.
5Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2009, str.34.
6Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t.II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.133.
7http://www.geobagus.za.pl/geo-przewodnik/historia/historia4.htm
8Janusz Tazbir, tamże.
9http://pl.wikipedia.org/wiki/Unam_Sanctam

PIERWSZE SUKCESY – SŁOMIANY OGIEŃ cz. 13

Lata 1550 -1562 to okres największych sukcesów reformacji w Polsce. Za jego początek można uznać to, co stało się w Pińczowie. Właściciel miasta Mikołaj Oleśnicki wygnał paulinów z miejscowego klasztoru, usunął z katolickiej świątyni obrazy i zaprosił do głoszenia „szczerego Słowa Bożego” Jakuba Leśniaka ze Śmiłowic. 25 listopada 1550 roku odbyło się w Pińczowie pierwsze publiczne nabożeństwo protestanckie. Namówił Oleśnickiego do tego Francesco Stancaro, włoski ksiądz i wykładowca języka hebrajskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Za publiczną krytykę kultu świętych trafił on do więzienia biskupiego w Lipowcu, skąd dzięki pomocy polskich szlachciców podzielających jego pogląd udało mu się uciec. Oleśnicki udzielił mu schronienia. Przez kilkadziesiąt lat Stankar, jak go nazywano, miał odgrywać wśród polskich protestantów ważną, choć nie zawsze pozytywną rolę.


Lata 1550 -1562 to okres największych sukcesów reformacji w Polsce. Za jego początek można uznać to, co stało się w Pińczowie. Właściciel miasta Mikołaj Oleśnicki wygnał paulinów z miejscowego klasztoru, usunął z katolickiej świątyni obrazy i zaprosił do głoszenia „szczerego Słowa Bożego” Jakuba Leśniaka ze Śmiłowic. 25 listopada 1550 roku odbyło się w Pińczowie pierwsze publiczne nabożeństwo protestanckie. (1) Namówił Oleśnickiego do tego Francesco Stancaro, włoski ksiądz i wykładowca języka hebrajskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Za publiczną krytykę kultu świętych trafił on do więzienia biskupiego w Lipowcu, skąd dzięki pomocy polskich szlachciców podzielających jego pogląd udało mu się uciec. Oleśnicki udzielił mu schronienia. (2) Przez kilkadziesiąt lat Stankar, jak go nazywano, miał odgrywać wśród polskich protestantów ważną, choć nie zawsze pozytywną rolę.

 

Wydarzenia w Pińczowie odbiły się w kraju głośnym echem.Religia katolicka poniosła dużą stratę. Protestancki zbór powstał w sporym mieście, a nie jak do tej pory gdzieś na uboczu, zaś jego patron był postacią znaczącą. Ród Oleśnickich zawdzięczał swoją potęgę biskupowi Zbigniewowi – pierwszemu polskiemu kardynałowi i pogromcy polskich husytów. Ktoś taki nie musiał obawiać się sądu biskupiego.

 

Na rozprawę stawił się w towarzystwie swoich przyjaciół i dworzan. Było ich tylu i zachowywali się w taki sposób, że sędziowie nie odważyli się rozpocząć posiedzenia. Jednak wypędzenie zakonników z Pińczowa było sprawą poważną, a biskup krakowski Andrzej Zebrzydowski nie należał do ludzi ugodowych. Zdecydował się wezwać na pomoc władzę państwową.

 

Swoją drogą człowiek ten przebył zadziwiającą przemianę. Zaledwie kilka lat wcześniej skłaniał się ku reformacji, czemu dawał wyraz, uczestnicząc w spotkaniach u Andrzeja Trzecieskiego. Gdy został katolickim dostojnikiem, zwrócił się przeciwko niej. Z ówczesnych polskich biskupów chyba właśnie on w najbardziej aktywny sposób zwalczał protestantów. Nie robił tego dla Boga. Otwarcie głosił zasadę: wierz sobie nawet w kozła, jeśli zechcesz, bylebyś mi dziesięcinę płacił. (3) Chciał pieniędzy dla siebie i swojej rodziny, a protestanci płacić nie chcieli.

 

Proces w sprawie profanacji klasztoru w Pińczowie toczył się przed królem i senatem i przerodził się w debatę światopoglądową. W obronę Oleśnickiego zaangażował się Mikołaj Rej, który dowodził, że katolicyzm jest złą religią i nie należy karać kogoś, kto pokazuje rodakom prawdziwie chrześcijańskie nabożeństwo. Zebrzydowski nawet nie próbował bronić go argumentami teologicznymi czy biblijnymi. Zapowiadał tylko, że skutkiem odrzucenia religii katolickiej będzie anarchia podobna do tej, która panowała w Niemczech. Skończyło się na tym, że Oleśnicki nie poniósł kary. Obiecał tylko zwrócić paulinom klasztor, czego zresztą nie zrobił. (4) Król zlecił egzekwowanie zwrotu klasztoru staroście z Nowego Korczyna Andrzejowi Gnojeńskiemu, który sam był protestantem i w roku 1552 utworzył zbór w Żarnowcu koło Miechowa. (5) Z pewnością więc nie naciskał w tej sprawie Oleśnickiego zbyt mocno.

 

Pińczów na kilkadziesiąt lat stał się najważniejszym w Polsce ośrodkiem reformacji. Niedługo po wygnaniu paulinów odbył się w nim pierwszy synod polskich kalwinistów. Takich synodów w latach 1550 – 1570 odbyło się sumie 92, z czego w Pińczowie 20. (6) Mury zamku zapewniały bezpieczeństwo. O tym, że miało to znaczenie, świadczy przebieg synodu w roku 1555. Andrzej Zebrzydowski wysłał oddział ze sfałszowanym mandatem królewskim zakazującym takich zebrań. Ludzi biskupa nie wpuszczono i obrady toczyły się dalej. (7) Trudno powiedzieć, czy biskup krakowski zamierzał jego uczestników tylko rozpędzić, czy też uwięzić.

 

Daniel z Łęczycy założył w Pińczowie protestancką drukarnię. W budynkach klasztoru działało gimnazjum, które ze względu na wysoki poziom nauczania stało się sławne w całej Europie. Kierował nim przysłany przez Kalwina Pierre Statorius, który przeszedł pieszo 1500 kilometrów, aby dostać się do Polski. (8) Zmienił on potem nazwisko na Stoiński. Jego dziełem jest pierwszy podręcznik gramatyki języka polskiego. (9) Były też plany utworzenia w Pińczowie protestanckiego uniwersytetu, ale skończyło się na planach. Na jednym z synodów powstał pomysł przetłumaczenia Pisma Świętego z języków oryginalnych na polski. Przekładu dokonali w latach 1556 – 63 przebywający wtedy w Pińczowie Grzegorz Orszacki, Piotr Statorius, Jan Thenandus, Andrzej Trzecieski, Marcin Krowicki, Szymon Zaciusz – Żak i Grzegorz Paweł z Brzezin. (10) Ponieważ wydrukowano go w Brześciu, nazywany jest najczęściej Biblią brzeską, choć nazwa „pińczowska” też jest używana.

 

Przykład Oleśnickiego wywołał reakcję łańcuchową. Drobniejsza szlachta zwykle wzorowała się na ludziach, których uznawała za wybitnych. Dodatkowo na Ponidziu była ona najczęściej ze sobą spokrewniona, co dodatkowo ośmielało niektórych do zastosowania w praktyce nauki, którą musieli już znać. W krótkim czasie na obszarze między Nidą a Szreniawą, zwaną wtedy heretycką rzeką, powstało duże skupisko zborów kalwińskich. (11)

 

Kalwinizm szerzył się zresztą w całej Polsce i właściwie wszędzie wydarzenia przebiegały podobnie. Najpierw jakiś miejscowy magnat zamieniał katolicką świątynię w protestancki zbór, a potem znajdował naśladowców. W roku 1551 Stanisław Mateusz Stadnicki założył zbór w Dubiecku, a wkrótce potem w Łańcucie. Stadnicki miał też majątki pod Sandomierzem i tam też powstawały zbory. W roku 1552 na dwór Mikołaja Radziwiłła zwanego Czarnym trafił kalwiński kaznodzieja Szymon Zacjusz – Żak. Już w roku następnym kalwińskie nabożeństwa odbywały się w pałacu księcia w Wilnie. W ciągu następnych kilku lat zbory powstały w należących do niego miejscowościach, a było ich sporo. Po śmierci Radziwiłła Czarnego protektorem kalwinizmu na Litwie został jego stryjeczny brat Mikołaj Radziwiłł Rudy. (12) Za tym przykładem szli Kiszkowie, Naruszewiczowie, Billewiczowie…

 

Reformowane zbory nie pojawiły się właściwie tylko na Mazowszu. Tam magnatami byli wyłącznie duchowni, a szlachta była od nich mocno uzależniona ekonomicznie. Zazwyczaj wieś mazowiecka pozostająca w rękach świeckich miała kilku właścicieli. Trudno było w takich warunkach wprowadzać „nową wiarę”. Tworzenie zboru oznaczało też wydatki, które tylko nieliczni byli w stanie ponieść. (13)

 

Także w Krakowie, pod bokiem króla, obecność protestantów była widoczna, choć oczywiście nie mogło być mowy o zmienianiu świątyń w zbory. Protektorem miejscowych kalwinistów był burgrabia krakowski Jan Boner. Spotykali się początkowo w Willi Decjusza na Woli Justowskiej, a potem w należących do Bonera ogrodach za Bramą Mikołajską. Kaznodzieją był Grzegorz Paweł z Brzezin.

 

Historycy dotąd nie potrafią stwierdzić, ile reformowanych zborów istniało wtedy w państwie polsko – litewskim. Szacuje się, że w roku 1570, czyli w czasie, gdy protestantyzm u nas zaczął się już cofać, istniało ponad 420 zborów kalwińskich. Luterańskich było ponad 140, tym ponad 30 polskich. (14) W momencie największego rozkwitu z pewnością było ich więcej.

 

cdn. 

 

Przypisy:

1. Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.29.

2. Walerian Krasiński, „Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce”, Zwiastun Ewangeliczny., Warszawa 1903, str.133.

3. Janusz Tazbir, „Państwo bez stosów”, ISKRY, Warszawa 2009, str.118.

4. Walerian Krasiński, op. cit., str.110 – 112.

5. Wacław Urban, op. cit., str.29.

6. Wacław Urban, op. cit., str.31.

7. Janusz Tazbir, op. cit., str.64.

8. http://www.pinczow.com/kultura/przechadzka/hist1.htm

9. http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Stoi%C5%84ski

10. Andrzej Tokarczyk, Ewangelicy polscy”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1988, str.34.

11. Janusz Tazbir, “Reformacja, kontrreformacja, tolerancja”, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1996, str.33.

12. http://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_Ewangelicko-Reformowany_w_RP

13. Janusz Tazbir, op. cit., str.24.

14. Wacław Urban, op. cit., str.30.

 

Słomiany ogień cz8. – Protektor

SŁOMIANY OGIEŃ CZ.8

Z DZIEJÓW POLSKIEJ REFORMACJI - PROTEKTOR

Pierwszy znany „luterański misjonarz” w Polsce, Jakub z Iłży, prawdopodobnie nie spodziewał się, jak bardzo wpłynie na historię swego kraju. Ludzie, którzy pod jego wpływem uwierzyli w Dobrą Nowinę o darmowym zbawieniu w łaski przez wiarę w Jezusa, przez następne kilkadziesiąt lat odgrywali w dziejach polskiej reformacji znaczące role. W większości pozostali wierni luteranizmowi, choć Feliks Krzyżak ze Szczebrzeszyna został pierwszym superintendentem zborów kalwińskich w Małopolsce.1

Trzeba jednak uznać, że po zdemaskowaniu ksiądz Jakub źle wybrał schronienie. Co prawda Wrocław leżał blisko polskiej granicy i mieszkało w nim wielu Polaków, okazało się jednak, żemógł stamtąd tylko wysyłać listy, które w znikomym stopniu wpływały na sytuację w kraju. Kolejni polscy zwolennicy reformacji obawiający się wyroków sądów biskupich nie powtarzali już tego błędu i uciekali do Prus Książęcych. Albrechtowi Hohenzollernowi z wielu względów bardzo zależało na szerzeniu swojej wiary wśród Polaków.


Znaczną część jego poddanych stanowili Mazurzy, potomkowie osadników, którzy od XIV wieku napływali z Mazowsza na ziemie państwa zakonnego. Zachowywali jednak swój język i obyczaje. Po przyjęciu luteranizmu dawni Krzyżacy zaczęli go narzucać wszystkim swoim poddanym, bo oczywiście tolerować katolicyzmu nie zamierzali. Początkowo szerzyli swą nową wiarę starymi metodami. Dobrym przykładem jest los sanktuarium maryjnego w Świętej Lipce. Zabrali „świętą” figurkę. Zniszczyli kaplicę, w której stała, a na jej miejscu postawili szubienicę.2

Z czasem niektórzy z nich zauważyli, że o sukcesie Lutra zdecydowało to, że jego przesłanie docierało do Niemców w ich ojczystym języku. Wyciągnęli z tego wniosek, że żyjącym pod ich rządami Polakom trzeba głosić reformacyjne nauki po polsku, Litwinom po litewsku, a Prusom po prusku. W roku 1537 Biskup Paul Speratus zauważył, jaką okazją jest przyjęcie luteranizmu przez polskiego szlachcica, który niedawno przeprowadził się do Prus. Jan Malecki pochodził z Nowego Sącza, był człowiekiem wszechstronnie wykształconym. Wybrał dość oryginalny dla człowieka z jego sfery zawód. Był drukarzem.

Speratus przekonał niechętnego do jego pomysłu księcia, że należy mianować tego Polaka pastorem i posłać do Mazurów. Malecki nauczał ich i drukował dla nich książki. Z faktu, że otrzymał dwa majątki ziemskie, można się domyślać, że rezultaty jego misji oceniono pozytywnie.3 Co prawda luteranizm Mazurów był trochę dziwny. Kult maryjny pozostał w nim żywy i zachowało się wiele katolickich świąt i obrzędów.4 Najwidoczniej cześć dla kobiecości i odruch szukania protekcji są bardzo głęboko zakorzenione w naszym charakterze narodowym. Może jednak niektórzy zrozumieli, że po zbawienie należy zwracać się bezpośrednio do Jezusa…

Albrecht Hohenzollern nie był jedynym luterańskim władcą, który panował nad Polakami. Książę Wacław II Adam z dynastii Piastów od roku 1545 wprowadzał luteranizm na Śląsku Cieszyńskim.5 Jego dzieło okazało się trwałe. Do dziś są tam największe skupiska protestantów w Polsce. Jednak Wacław  Adam ograniczał się tylko do swojej dziedziny. Były wielki mistrz krzyżacki postawił sobie cel bardziej ambitny. Chciał przekonać do luteranizmu poddanych swego wuja, Zygmunta Starego. Dla osiągnięcia tego celu właściwie wykorzystał zdolności polskich współwyznawców chroniących się na jego ziemiach. Broszury Andrzeja Samuela, który do Prus Książęcych przybył z Poznania w roku 1543, drukowano i przemycano do Polski prawdopodobnie na koszt księcia. Nie zachowały się do naszych czasów.6 Można jednak domyślać się, że wywołały spore zainteresowanie. Zygmunt Stary w dekrecie wydanym 10 lipca 1544 roku stwierdził, że Samuel swój jad w królestwie naszym szczepi i książeczki po polsku pisane a błędem herezji zarażone między ludem szerzy. Król groził starostom, którzy nie będą zapobiegać rozpowszechniani tego jadu surowymi karami.7 Sam autor został zaocznie skazany na śmierć.8

Pruskiemu księciu bardzo przydał się też współpracownik Andrzeja Samuela, który uciekł z Poznania nieco później, Jan z Siekluk, zwany Seklucjanem. Na polecenie Hohenzollerna już w latach 1533 i 1535 opracowano polskie katechizmy. Jednak polszczyzna Niemców, którzy je pisali, była fatalna.9 Wzorując się na Małym Katechizmie Lutra, Seklucjan napisał bardziej zrozumiały. Drukowano go w Królewcu i przemycano do Polski, podobnie jak inne prace tego autora.

Odpowiedzią na Rozmowę o pogrzebie krześciańskim i papieskim Seklucjana była prezentująca katolicki punkt widzenia Rozmowa nowa niektórego pielgrzyma z gospodarzem o niektórych ceremoniach kościelnych Stanisława Morawickiego ze Szczodrkowic.10 Z czasem powstały też katolickie katechizmy…

Do tej pory wykształceni Polacy niechętnie pisali po polsku. Twierdzili nie bez racji, że tą samą myśl można wyrazić po łacinie mniejszą ilością słów równie dobrze, a nawet lepiej. Narzucona przez Albrechta Hohenzollerna polemika wyznaniowa wymagała jednak dotarcia do możliwie szerokiego kręgu czytelników. Rozwój ojczystego języka literackiego okazał się najtrwalszym owocem polskiej reformacji.

Chroniący się w Prusach przed prześladowaniami Litwin Abraham Kulwieć dobrze uczył języka greckiego w gimnazjum partykularnym w Królewcu. Jan z Siekluk postanowił przełożyć Nowy Testament z greki na polski. Zadanie go przerosło, ale wychowanek Kulwiecia, który pogłębił swoją wiedzę w Wittenberdze, Stanisław Murzynowski, poradził z nim sobie. Książę Albrecht zapewnił mu warunki do pracy. Ten prawdopodobnie pierwszy pełny tekst Nowego Testamentu w naszym języku ukazał się nakładem Seklucjana w Królewcu w roku 1553. W tym samym roku zmarł jego autor. Zdążył jeszcze napisać pierwszą pracę o polskiej pisowni. Miał 25 lat.11

Książę w roku 1544 przekształcił gimnazjum partykularne w uniwersytet Albertina, mający kształcić urzędników dla państwa pruskiego i wspierać luteranizm w Polsce i na Litwie. Finansował naukę niektórych studentów. Potem Erazm Gliczner gorliwie szerzył luteranizm w Wielkopolsce. Jakub Niemojewski i Stanisław Sarnicki krzewili kalwinizm mową i słowem drukowanym. Jan Niemojewski został arianinem. Jan Kochanowski, jego brat Andrzej i bratanek Piotr pozostali, zdaje się, przy katolicyzmie. Właściwie wszyscy Polacy, którym Albrecht Hohenzollern przyznał swoje stypendia, okazali się ludźmi w jakiś sposób wybitnymi. O niektórych z nich pamięta się do dziś.

Nie prowadził tych wszystkich przedsięwzięć wyłącznie dla nagrody w niebie. Zawsze stawiał przed sobą wielkie cele. Jako wielki mistrz Krzyżaków chciał anachronicznej organizacji, jaką był już w XVI wieku zakon rycerski, przywrócić dawną świetność. Jako protestant chciał polskiego tronu, dla siebie lub swojego potomka.

Było to możliwe, choć trudne do osiągnięcia. Królami elekcyjnymi nazywa się tych, którzy panowali w Polsce po śmierci ostatniego Jagiellona. Jednak w gruncie rzeczy Jagiellonowie też byli „królami elekcyjnymi”. Kazimierza Jagiellończyka i Jana Olbrachta wybrał zjazd szlachecki, Aleksandra sejm, a Zygmunta Starego senat. Pojawiały się inne kandydatury, ale chęć utrzymania unii z Litwą zawsze przeważała. Gdyby jednak większość polskiej i litewskiej szlachty przeszła na luteranizm, to książę pruski jako pół-Jagiellon, członek senatu i współwyznawca miałby spore szanse w wyborach…

Dążąc do tego celu, inwestował niemal ponad siły.12 Nie osiągnął go, ale z pewnością przyczynił się do tego, że wielu Polaków rozpoczęło duchowe poszukiwania. W większości wybrali kalwinizm. Niektórzy z nich mogli się z Albrechtem Hohenzollernem równać majątkiem i znaczeniem. Ofiarnością i zdolnością strategicznego planowania nie dorównał mu niestety żaden.                           
cdn

Słomiany ogień cz.2 – Korzenie polskiej tolerancji

Angielski purytanin Edwin Sandys w swojej wydanej w 1599 roku książce „Opisanie położenia religii” z dezaprobatą wyrażał się o krajach Europy Środkowej. Powodem była wielka mnogość religii, które się w nich roją, zwłaszcza w Polsce, o której mówią przysłowiowo, że jeśli ktoś utracił swoją religię, to niechaj jej poszukuje w Polsce, a znajdzie ją z pewnością. Jeśli nie, to będzie mógł uznać, że zniknęła ze świata.1 Rzeczywiście w Siedmiogrodzie w latach 1551–72 podjęto decyzję o równouprawnieniu najpierw dwóch, a potem czterech konfesji. Natomiast w Rzeczpospolitej nie było właściwie żadnych ograniczeń. Uchwalona w 1573 roku konfederacja warszawska gwarantowała równość wobec prawa członkom wszystkich społeczności wyznaniowych określających się jako „chrześcijańskie” oraz muzułmanom.2 Legalizowała ona zresztą tylko istniejący od dawna stan rzeczy. W tych czasach, gdy w uznanych za najbardziej kulturalne i godne naśladowania krajach trwała walka między protestantyzmem i katolicyzmem, panująca u nas wolność wyznania zapewniła Rzeczpospolitej Obojga Narodów szokujący Zachód pokój religijny.


W zasadzie gorszyli się nim w równym stopniu najbardziej gorliwi po obydwu stronach konfliktu. Jezuici nie mogli się pogodzić z tym, że każdy heretyk znajduje schronienie w Polsce i wszystko mu tu wolno bezkarnie. Również Teodor Beza, następca Kalwina, potępiał panującą u nas diabelską wolność sumienia. Gdy śmierć zaglądała w oczy, poglądy się trochę zmieniały. Jezuici w Anglii zachwalali polską tolerancję tropiącym ich anglikanom, a hugenoci we Francji wyrzynającym ich katolikom. Wielu mieszkańców  Europy Zachodniej odnosiło się z sympatią do kraju, który potrafił uniknąć związanych ze sporami religijnymi wybuchów nienawiści. Niektórzy zauważali, że z polskiego przypadku wypływa ciekawy wniosek. Wolność sumienia nie musi prowadzić do zaburzeń w państwie, a właśnie obawa przed nimi skłaniała władców państw europejskich do prześladowań religijnych.3

Z czasem coraz więcej polityków zauważało, że lepiej jest innowierców pozostawić w spokoju, niż zwalczać. W następnych wiekach na Zachodzie tolerancja stała się „modna”, a u nas wręcz przeciwnie. Pod koniec XVIII wieku dążący do likwidacji państwa polskiego sąsiedzi próbowali uzasadnić swoje działania między innymi tym, że nie zapewniało ono „dysydentom” odpowiednich praw. Niektórym krajom można było w tym względzie zarzucić więcej. Jednak ten pretekst wystarczył, by wielu oświeceniowych filozofów zaakceptowało zniknięcie Rzeczpospolitej z mapy świata, nie pytając Katarzyny II, jakie prawa mają innowiercy w jej państwie.

Właściwie od samego początku unii Polski i Litwy istniała w niej duża swoboda religijna. Wymusiła ją różnorodność zamieszkujących ją narodów i religii. Katolicyzm wyznawali właściwie wszyscy etniczni Polacy. Ich przodkowie nie przyjęli go jednak, by zaspokoić duchowy głód. Niewiele wiemy o tym, jak przebiegała „chrystianizacja Polski”. Gall Anonim w swej kronice wspomina o mieczu nauczania i towarzyszącym mu mieczu zniszczenia przeznaczonym dla opornych.4 O tym, że narzucona religia się zakorzeniła, nie zdecydował jednak miecz. Polaków zawsze poruszał majestat obrzędów, wystrój świątyń i śpiewy. Zakonnicy uczyli ich nowych sposobów uprawy ziemi i rzemiosł. Kapłani prowadzili szkoły, które dawały szansę społecznego awansu, przytułki dla starców i inne formy działalności charytatywnej. To wszystko wraz z „ochrzczeniem” niektórych pogańskich tradycji wytworzyło szczere przywiązanie do „wiary ojców” i akceptację nakładanych przez nią ciężarów. Co prawda, niektóre ruchy będące problemem dla zachodniego katolicyzmu znajdowały zwolenników wśród Polaków – waldensi, biczownicy i przede wszystkim husyci. Było ich jednak niewielu i zwykle niezbyt gorliwych. Rzadko palono naszych przodków na stosach, choć zdarzały się takie przypadki. Na Litwie katolicyzm przyjęli możni, bo tak rozkazał książę. Prosty lud w swej masie trwał przy pogaństwie i do nowej wiary przyciągano go podobnymi metodami, jak w Polsce. Skutek był pewny, ale trzeba było trochę poczekać. Katolikami byli też przybysze z Zachodu, którzy osiedlali się w krajach rządzonych przez Jagiellonów. Najczęściej byli to Niemcy.

Katolicyzm był bezsprzecznie religią dominującą, ale jego wyznawcy nie stanowili większości. Liczniejsi od razem wziętych Polaków, Litwinów i Niemców byli prawosławni Rusini, choć także oni prawdopodobnie stanowili mniej niż połowę ludności unii. W przyszłości mieli się oni podzielić na Białorusinów i Ukraińców, ale w XV i XVI wieku nie mieli właściwie świadomości narodowej. Mówili jeszcze jednym językiem, który najbliższy był dzisiejszemu białoruskiemu. W tych czasach nazywano go „litewskim”, ponieważ w Wielkim Księstwie spisywano w nim urzędowe dokumenty. Rusini mieli mniejsze prawa od katolików, ale nie zmuszano ich do zmiany wiary. Była to mądra polityka, o czym świadczą wydarzenia wywołane jej zmianą. Pod koniec XVI wieku podjęto próbę narzucenia im władzy papieża poprzez tak zwaną unię brzeską. Większość duchowieństwa prawosławnego przystąpiła do nowego obrządku. Jednak rolę obrońców starego prawosławia przyjęli Kozacy.5 Ich bunty wybuchały z coraz większą siłą. Konflikt społeczny połączony z religijnym wyczerpywał Rzeczpospolitą, aż w końcu w wojnę domową wmieszała się Rosja…

Jagiellonowie panowali także nad Tatarami. Już książę Witold osadził jeńców tatarskich pod Wilnem i sprzyjał ich dobrowolnemu osiedlaniu się w Wielkim Księstwie. Podobnie postępowali jego następcy. Napływ Tatarów trwał przez cały XV wiek. Oczywiście mieszkając na Litwie, nie najeżdżali jej i nie łupili. Wręcz przeciwnie, walczyli za nią, jak na przykład pod Grunwaldem. Jednak ceną za to było tolerowanie islamu, co dla Zachodu było prawdziwym skandalem.

Dla władcy wybór straży przybocznej jest sprawą życia i śmierci. Najlepiej, jeśli składa się ona z ludzi, którzy na zmianie panującego mogą tylko stracić. Księcia Witolda strzegli Karaimowie, którym zapewnił swobodę wyznawania ich religii.

Już w czasach piastowskich wypędzani i prześladowani w wielu państwach Żydzi napływali do Polski, gdzie traktowano ich lepiej. Polscy władcy często potrzebowali pieniędzy i pożyczali je od żydowskich bankierów. Trudno było o innych, bo katolicyzm potępiał pożyczanie pieniędzy na procent. Niewypłacalni monarchowie mogli ustanowić jakieś korzystne dla nich prawo, coś wydzierżawić. Na przykład kopalnię soli. Poza tym Żydzi znali się na medycynie, zarządzaniu i wielu innych sprawach, o których Polacy nie mieli większego pojęcia i nie chcieli mieć. Jagiellonom również brakowało pieniędzy, z tym że pod ich rządami więcej do powiedzenia miała szlachta. Nietrudno było zdobyć jej przychylność. Pan, któremu nie chciało się gospodarzyć, wypuszczał w arendę młyn, karczmę czy ziemię. Otrzymywał stałą roczną opłatę, a dzierżawca „odbijał” ją sobie na jego poddanych.6 Nienawiść niższych stanów do Żydów oczywiście rosła, ale dopóki państwo było w miarę stabilne, mogli się czuć bezpiecznie.

Tolerancja dla Ormian wyznających monofizytyzm też rozpoczęła się jeszcze za Piasta. Kazimierz Wielki, obejmując władzę nad Lwowem, zagwarantował poszanowanie ich religii. Podobnie jak Żydzi, Ormianie pożyczali królom pieniądze, oddawali duże usługi polskiej dyplomacji na wschodzie i wprowadzili modę na noszenie kontusza.7

Trudno się dziwić, że gdy XVI wieku pojawiła się kolejna „nowa wiara”, niewielu mieszkańców Polski i Litwy chciało tępić ją ogniem i mieczem.
cdn.

Przypisy:
1Richard Mackenney, „Europa XVI wieku”, PIW, Warszawa 1997, str.24.
2Elżbieta Elena Wróbel [w], „Dzieje Kościoła w Polsce”, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa – Bielsko – Biała 2008, str.216.
3Janusz Tazbir, „Dzieje polskiej tolerancji”, Wydawnictwo Interpress, Warszawa 1973, str.76 – 77.
4Janusz Rajman [w], „Dzieje Kościoła w Polsce”, str.32.
5Aleksander Brückner, „Dzieje kultury polskiej” tom II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.365
6http://www.tygielkultury.eu/4_6_2004/aktual/2ram.htm
7http://pl.wikipedia.org/wiki/Ormianie_w_Polsce

NARODOWY SOBÓR, NARODOWY KOŚCIÓŁ… – SŁOMIANY OGIEŃ cz. 17

Zawieszenie w 1552 roku jurysdykcji sądów duchownych nad szlachtą oznaczające w praktyce gwarancję bezkarności dla wyznających protestantyzm panów braci było oczywiście bardzo dotkliwą klęską katolicyzmu, ale biskupi nie tracili nadziei, że na kolejnym sejmie ją sobie powetują. Tymczasem starali się, by porzucenie katolicyzmu mimo wszystko miało dla heretyków jakieś przykre konsekwencje. Przez kilka lat nakłaniali na przykład władze świeckie, by nie dopuszczały ich do udziału w procesach sądowych i traktowały jako „zmarłych”. Zdaje się, że nawet starostowie, który byli katolikami, nie chcieli w taki sposób szykanować innowierców, ale ich pasterze grozili im klątwą. Dopiero ustawa sejmowa z 1562 roku położyła kres takim praktykom.[1]


Skoro szlachcic nie musiał już obawiać się kary za porzucenie katolicyzmu, próbowano zastraszać niższe warstwy społeczne. W roku 1554 w Poznaniu tamtejszy biskup, Andrzej Czarnkowski, skazał na śmierć poznańskich mieszczan, członków zboru braci czeskich, Jakuba Aptekarza, Serafina Krawca i Grzegorza Grycera. Ten ostatni uciekł, a pozostałych dwóch uzbrojona szlachta uwolniła z ratusza, gdzie oczekiwali na wykonanie wyroku.[2] Biskup i inkwizytor Paweł Sarbin spróbowali jeszcze raz. Za wyznawanie herezji skazany został na śmierć poznański szewc Paweł Organista, który również był bratem czeskim i chętnie dyskutował z katolickimi księżmi na tematy duchowe. Przeszło stu szlachciców, zwolenników reformacji, z Jakubem Ostrorogiem przybyło do Czarnkowskiego i wymusiło zmianę wyroku. Biskup, żegnając się z „gośćmi”, miał powiedzieć: Dziwi mnie mocno, moi panowie, że się tak za szewcem ujmujecie, jakbym któremu z was krzywdę wyrządził. Ostroróg odpowiedział: Nie bierzemy na siebie obrony szewca – ale przewidujemy, izbyś to samo, coby ci się dziś z szewcem udało, zrobił jutro z Marszewskim, Tomickim, Ostrorogiem i innymi.[3] Takie też zapewne rzeczywiście były zamiary wielu polskich biskupów, ale szlachta w tym akurat przypadku dobrze rozumiała, że wolność jest niepodzielna. Albo mają ją wszyscy, albo nikt.


13 stycznia 1555 roku papież Juliusz III wyznaczył biskupa Alojzego Lippomano na pierwszego stałego nuncjusza w Polsce. Z tekstu breve nominacyjnego jasno wynika, że zadanie swojego wysłannika uważał za trudne. Przesławne Królestwo Polskie, nietknięte w przeszłości żadną skazą, tak w ostatnich czasach zostało gwałtownie nawiedzone przez herezję, że jeśli się nie zadba zawczasu o odpowiednie lekarstwo, należy się bać, że cały naród zostanie nią zarażony.[4]


Przebieg sejmu, który zebrał się w roku 1555 w Piotrkowie, potwierdził tę ocenę. Protestanci zdominowali całkowicie obrady. Dopóki nie załatwiono spraw wyznaniowych, nie dopuszczali do podjęcia uchwał w innych sprawach. Król i senatorowie, widząc, że może minąć ustawowe 6 tygodni i posłowie rozjadą się, nie uchwaliwszy nawet podatków, poszli na kompromis. W ten sposób innowiercy nie tylko nie dopuścili do przywrócenia uprawnień sądów duchownych i egzekwowania wydanych już przez nie wyroków, ale uzyskali nowe zdobycze: prawo do swobodnego głoszenia swojej wiary i utrzymywania duchownych swego wyznania. Po raz pierwszy pojawił się też pomysł odbycia soboru narodowego.[5]


Na tym sejmie polityczne wpływy protestantów osiągnęły swój szczyt. Historycy stwierdzili, że uczestniczyło w nim 113 zwolenników reformacji.[6] W tych czasach sejm najczęściej liczył 122 posłów. Ta przytłaczająca większość nie była jednak w stanie się dogadać. Jedni gotowi byli wprowadzić luteranizm. Inni woleli kalwinizm. Zgadzali się chyba tylko w tym, że ten sobór powinien się odbyć i wiązali z nim wielkie nadzieje.


Gdy tylko zrozumiano, że reformacja wywołała trwały rozłam w „chrześcijaństwie”, pojawiła się myśl o zwołaniu soboru, który ten podział zlikwiduje. Wyobrażano to sobie tak, że zwaśnione strony spotkają się, razem przedyskutują sporne kwestie, ustalą, co jest prawdą i wszyscy się z tym zgodzą. To, co od 1545 roku odbywało się w Trydencie, było karykaturą takich marzeń. Katolicy nie zaprosili protestantów, którzy zresztą nie byli już zainteresowani debatą z nimi, a poza tym zażarcie walczyli między sobą. Obrady toczyły się ślamazarnie i przez długi czas wydawało się, że żadne stanowcze decyzje nie zapadną. Niewielu ludzi żyjących wtedy, zarówno protestantów, jak i katolików, traktowało sobór trydencki poważnie.[7] Wielu Polaków uważało, że są w stanie rozwiązać ten problem lepiej. Zobowiązano króla, by zorganizował sobór narodowy. W roku 1556 Zygmunt August wysłał do Rzymu kasztelana sandomierskiego Stanisława Maciejowskiego, by uzyskał zgodę papieża na taki sobór.[8]


Wybitny polityk tamtych czasów, początkowo kalwinista, a potem arianin, Mikołaj Sienicki, marszałek sejmu z 1555 roku (i kilku innych) wyobrażał sobie, że zacznie się on od synodu katolickich biskupów, do którego dołączą protestanci. Spodziewał się, że w wyniku takiego starcia poglądów cały świat zobaczy, kto jest prawdziwym odszczepieńcem.[9]


Logicznym następstwem narodowego soboru wydawał się narodowy kościół. Różnie go sobie wyobrażano. Ta część katolików, która zgadzała się na sobór, chciała, żeby był on autonomiczną częścią katolicyzmu. Liturgia byłaby sprawowana po polsku, komunia udzielana pod dwiema postaciami, a księża mogliby się żenić. Resztę ustalono by na soborze. Za takim rozwiązaniem była nawet część biskupów. W tym samym 1555 roku i też w Piotrkowie zebrał się synod biskupów, który poparł sejmowe postulaty. Do Rzymu wysłany został kanonik krakowski Franciszek Krasiński, który miał wspierać Maciejowskiego u papieża, a jednocześnie zapewnić, że bez jego zgody biskupi żadnych zmian nie wprowadzą.[10]


Protestantom trudniej było określić, jakiego kościoła narodowego chcą. Jakub Przyłuski chciał skopiować wzór luterański, czyli poddać go pod władzę króla.11 Z drugiej strony Andrzej Frycz Modrzewski proponował powrót do pierwszych wieków chrześcijaństwa, czyli kościoła, w którym wierni wybierali przywódców. Prawo głosu mieli mieć wszyscy – szlachta, urzędnicy, mieszczanie i chłopi. Kłopot polegał na tym, że dla szlachty obydwa te pomysły były nie do przyjęcia. Realizacja projektu Przyłuskiego oznaczała wzmocnienie władzy króla, czyli zagrożenie dla jej przywilejów. Wizja Modrzewskiego była zagrożeniem dla jej interesów. W tym czasie można było zarabiać ogromne pieniądze, sprzedając zboże do Anglii. Szlachta powiększała folwarki, w których pracowali chłopi.[12] Gdyby mieli wpływ na wybór duchownego, mogliby zapragnąć wpływu na wymiar pańszczyzny… W tej sytuacji panowie bracia szukali „złotego środka” między tymi programami i zapewne każdy znajdował go gdzie indziej.


Oczywiście Paweł IV nie zgodził się na sobór. Jednym z pierwszych zadań nuncjusza Lippomano było uświadomienie biskupom, którzy chcieli go przeprowadzić, że bardzo zbłądzili i ryzykują wiecznym potępieniem, a już na pewno utratą urzędów. Z pomocą biskupa Hozjusza wywiązał się z niego należycie.[13]


Zygmunt August w całym tym zamieszaniu zachowywał się rozsądnie. Uspokoił wzburzone umysły. Zrobił, czego posłowie sobie życzyli. Gdyby papież wyraził zgodę, umocniłby swoją władzę. Ponieważ odmówił, sprawa była zamknięta. Musiałby, tworząc kościół narodowy, oprzeć się na protestantach. A kto rozsądny opiera się na ludziach, którzy sami nie wiedzą, czego chcą?          

 

cdn.

 

Przypisy:

1 Walerian Krasiński, „Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce” t. I, Zwiastun Ewangeliczny, Warszawa 1903, str.124 - 125.
2 Janusz Tazbir, „Dzieje polskiej tolerancji”, Wydawnictwo INTERPRESS, Warszawa 1973, str. 35 – 36.
3 Jędrzej Moraczewski, „Starożytności polskie” t.I, Księgarnia Jana Żupańskiego, Poznań 1842, str. 180 – 181.
4 http://silesia.edu.pl/slask/index.php?title=Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_w_Polsce_w_dobie_Reformacji_i_reformy_trydenckiej
5 Janusz Tazbir, op. cit.,str.36.
6 http://old.luteranie.pl/www/biblioteka/dhistoria/protestanci-mallek.htm
7 Paul Johnson, „Historia chrześcijaństwa”, Wydawnictwo ATEXT, Gdańsk 1993, str.385 – 387.
8 Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.26.
9 Bogumiła Kosmanowa, „Modrzewski i jego przeciwnicy”, Ludowa Spóldzielnia Wydawnicza 1973, str.171.
10 Andrzej Wiencek [red], „Dzieje Kościoła w Polsce”, Wydawnictwo Szkolne PWN, Warszawa – Bielsko-Biała, 2008, str.213.
11 Andrzej Wiencek [red], tamże.
12 Bogumiła Kosmanowa, op. cit., str.145 – 146.
13 Bogumiła Kosmanowa, op. cit., str.170.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


Słomiany ogień cz.3 – Echa niemieckiego wybuchu

Jak można dostać się do nieba? Wciąż jeszcze zdarzają się ludzie, dla których to pytanie nie jest bezsensowne ani dziecinne. Najczęściej znalezienie odpowiedzi odkładają, bo mają różne „pilniejsze” sprawyna głowie, są „za młodzi” - do czasu, gdy staną się „za starzy”. Krótko mówiąc, problem ich niepokoi, ale zabrać się za jego rozwiązanie nie chcą. Zwykle na starość oddają się gorliwie praktykom religijnym i nie dopuszczają do siebie myśli, że Bóg może oczekiwać od nich czegoś więcej.

Takich, którzy zabierają się za ten problem poważnie, jest znacznie mniej. Mają różne pomysły na to, jak zadowolić Boga. Próbujący osiągnąć ten cel ma okazję poznać siebie. Dowiaduje się bez cienia wątpliwości, że jest tchórzem, leniem, kłamcą, a przede wszystkim egoistą. Podejmuje próby wykorzenienia tych cech, ale dają one dość żałosne wyniki. Przy okazji coraz lepiej rozumie, że grzech zasługuje na karę, a dobre uczynki nie „zmazują” winy. Gaśnie ostatnia nadzieja na uniknięcie wiecznego potępienia…


W czasach Marcina Lutra takich ludzi było chyba więcej niż dziś. On sam, pragnąc zadowolić Boga, wstąpił do zakonu. Chcąc osiągnąć doskonałość, gotów był na różne wyrzeczenia. Studiował Pismo i teologię, ale długo nie mógł zrozumieć stwierdzenia apostoła Pawła, że sprawiedliwy z wiary żyć będzie i jego słów o Bożej sprawiedliwości. Ale teraz niezależnie od zakonu objawiona została sprawiedliwość Boża, o której świadczą zakon i prorocy. I to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa Chrystusa dla wszystkich wierzących. Nie ma bowiem różnicy. Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej. I są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie. W końcu doznał olśnienia, że nigdy poprzez swoje wysiłki nie zbliży się do Boga. Nie odwróci od siebie Jego gniewu ani nie zjedna przychylności. To Jezus Chrystus zrobił wszystko, co było potrzebne. Umierając na krzyżu, przyjął karę, która należała się każdemu z nas. Aby zostać usprawiedliwionym, czyli uznanym przez Boga za sprawiedliwego, wystarczy w to uwierzyć. Ta wiara, jeżeli jest prawdziwa, wyrazi się w czynach, choć na tym świecie wierzący nie zostanie uwolniony od skłonności do grzechu.

Na pewno było w tym czasie więcej takich, którzy znali dobrą nowinę o zbawieniu z łaski przez wiarę. Jacques Lefevre d’Etaples doszedł do podobnych wniosków, ale mówił o nich tylko w klasztorze, a oskarżony o herezję szybko zamilkł.2 Dopiero, gdy umarł, zaczęto zwracać uwagę na to, co napisał. To przełożony Lutra w klasztorze, Johan Staupitz, pomógł mu zrozumieć znaczenie śmierci Jezusa na krzyżu i uwierzyć w miłosierdzie Boga.3 Wydaje się, że można też do nich zaliczyć Biernata z Lublina, który już w 1515 roku pisał: wierzyć należy tylko w Ewangelię; bez ludzkich przepisów możemy się obejść.4 Jednak tylko jeden z nich zdecydowany był zmienić świat tak, by do niej pasował.

Skoro zbawienie jest z łaski, to sprzedaż odpustów jest grzechem, z którym należy skończyć. Skoro Jezus umarł za nasze grzechy raz, to odprawianie mszy jako ofiary za grzechy jest bluźnierstwem i należy go zaprzestać. Skoro nie ma już potrzeby składania ofiar za grzechy, stan kapłański nie ma racji bytu. Skoro w chrześcijaństwie nie ma wyróżnionego stanu kapłańskiego, każdy wierzący powinien poznawać Biblię i opierając się na niej decydować o swoim życiu. Skoro wierzący powinien znać Biblię, należy mu ją udostępnić w jego ojczystym języku. Skoro pisma Ojców Kościoła i inne elementy katolickiej tradycji przeczą Pismu Świętemu, nie można uważać ich za objawioną przez Boga prawdę. Skoro papież nie zgadza się z takim pojmowaniem chrześcijaństwa, należy wymówić mu posłuszeństwo…

Luter nie stworzył jakiegoś „zamkniętego” sytemu teologicznego, w którym można znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie miał zresztą zbyt wiele czasu, by zajmować sięteologią. Chcąc położyć kres handlowi odpustami, napisał traktat teologiczny Disputatio contra scholasticam theologiam, który przeszedł niezauważony.5 Zrozumiał, że nie tędy droga. Trzeba pytać matkę w domu, dzieci na ulicy, mężczyznę na rynku i patrzeć na gębę, jak mówią i według tego tłumaczyć. Wtedy też to zrozumieją i zauważą, że rozmawia się z nimi po niemiecku.6 Stał się agitatorem. W latach 1517–20 napisał 30 traktatów, które wydano w łącznym nakładzie ponad trzystu tysięcy egzemplarzy. Chodziło tylko o to, by czytelnicy przyswoili sobie kilka prostych zasad.7 Mieli je zrozumieć i stać się ich aktywnymi zwolennikami.

Początkowo chodziło mu tylko o ukrócenie handlu odpustami i naprawdę wierzył, że papież da się do tego przekonać. Gdy jednak zrozumiał, że dla osiągnięcia swojego celu musi wywrócić do góry nogami istniejący od wieków porządek rzeczy, nie cofnął się przed tym. Wydaje się, że trudności tylko wzmagały jego energię. W apelu do władców i szlachty Rzeszy, by wbrew papieżowi i cesarzowi dokonali naprawy chrześcijaństwa, nie było wielkiej teologii. Mamy nazwę państwa, ale papież ma od nas dobro, honor, ciało, życie, duszę i wszystko, co mamy. Tak należy Niemców za nos wodzić i zamianą oszukiwać […] mieniąc się panami, staliśmy się sługami najchytrzejszych tyranów i mamy, co prawda, tytuł i herb cesarski, ale skarb, władzę, prawo i wolność posiada papież.8 Znalazł posłuch. Wykorzystując wynalazek druku i rozpowszechnioną już umiejętność czytania, stał się przywódcą wielkiego ruchu, formalnie nie posiadając żadnej władzy.

Wybuch, do którego doszło za naszą zachodnią granicą, musiał obrzucić Polskę odłamkami. Wieści krążą z ust do ust, a książki z rąk do rąk. Luter nazywał naukę, którą głosił, „teologią niemiecką” i początkowo w Polsce przyjmowali ją wyłącznie jego rodacy. Z tego, co wiemy, pierwszy aktywny zwolennik Lutra pojawił się w Gdańsku i to tam, gdzie pozornie najmniej można by się tego spodziewać – w zakonie dominikanów. Nazywał się Jakub Knade i prawdopodobnie głosił Ewangelię już w roku 1518. Niedługo później gdańscy marynarze dzielili się swoją wiarą z mieszkańcami Londynu.9 Do byłego dominikanina przyłączali się kolejni katoliccy kapłani – Bienewald, Bonfeld i inni. Gdy w roku 1523 biskup Drzewiecki próbował uwięzić Knadego, wywołał takie wzburzenie wśród mieszkańców, że sam uciekł z miasta.10 W Toruniu, gdzie również Niemcy przeważali, musiało być w roku 1520 wielu zwolenników reformy. Gdy wysłannik papieża chciał urządzić w tym mieście publiczne palenie portretu Lutra, doszło do tumultu.11

Król Zygmunt I zareagował szybko i zgodnie ze wskazówkami papieskich legatów. W roku 1520 zakazał sprowadzania do Polski pism Lutra pod karą konfiskaty dóbr i banicji. W roku 1523 kolejny edykt wprowadził za tę zbrodnię, podobnie jak za wyznawanie i szerzenie reformacyjnej nauki, karę śmierci.

cdn. 

Przypisy:
1www.newadvent.org/cathen/09114b.htm
2Heiko Oberman, „Marcin Luter, człowiek między Bogiem a diabłem”, Wydawnictwo Marabut, Gdańsk 1996, str.140 – 141.
3Walerian Krasiński, „Zarys dziejów reformacji w Polsce” t. I, Warszawa 1903, str.72.
4http://pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_Luter
5Heiko Oberman, op. cit., str.129.
6Paul Johnson, “Historia chrześcijaństwa”, Wydawnictwo ATEXT, Gdańsk.1993, str.362 – 363.
7Heiko Oberman, op. cit., str.37.
8Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.16.
9Aleksander Brűckner, „Dzieje kultury polskiej” t. II, Książka i Wiedza, Warszawa 1958, str.126.
10Wacław Urban, tamże.
11Janusz Tazbir, „Państwobez stosów”, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2009, str.34.

Słomiany ogień cz.7 – Faza utajona

Marcin Luter na różne sposoby starał się budzić wśród Niemców poczucie dumy i jedności narodowej. Nawet swoją naukę nazwał „teologią niemiecką”. Ułatwiało mu to szerzenie jej wśród rodaków, ale czyniło ją obcą dla innych narodów. Mimo to luteranizm przekroczył barierę narodowościową, zyskując zwolenników i wyznawców także wśród Polaków. Władza duchowna i świecka obserwowały ten proces z niepokojem i starały się mu przeciwdziałać. Od roku 1527 polscy biskupi zaczęli wyznaczać inkwizytorów do walki z herezją. Ci jednak, pozbawieni poparcia władz i otoczeni powszechną wrogością, nie odnosili sukcesów.1 W tych czasach wielu młodych Polaków wyjeżdżało na studia do Niemiec. Król Zygmunt Stary dostrzegał związane z tym niebezpieczeństwo. Przyszła elita kraju mogła „zarazić się” herezją. W roku 1534 nakazał swoim poddanym studiującym na kacerskich uniwersytetach powrót, grożąc nieposłusznym, że nie zostaną dopuszczeni do sprawowania urzędów. W roku 1540 kolejny edykt zakazał studiów w krajach opanowanych przez herezję pod groźbą kary śmierci. Mimo to Polacy nadal studiowali na luterańskich uniwersytetach, choć w mniejszej liczbie. Ci, którzy się na to decydowali, uważali, że król nie spełni swoich gróźb, i mieli rację.2




Bywało też, że niemieccy profesorowie wykładali w Polsce. To także była okazja, by poza specjalistyczną wiedzą przekazać coś jeszcze. Najbardziej znany jest przypadek Krzysztofa Hegendorfera, który w latach 1529 – 34 był dziekanem wydziału nauk wyzwolonych w tak zwanym Kolegium Lubrańskiego w Poznaniu. Formalnie była to szkoła średnia, ale ze względu na poziom nauczania nazywano ją „Akademią”. Niemała była w tym zasługa Hegendorfera, który wprowadził nowe metody nauczania i stał się bardzo popularny wśród uczniów i ich rodziców. W końcu jednak duchowieństwo zażądało usunięcia go i, co prawda po ciężkiej walce, postawiło na swoim.3

Kontakty z luteranami wpływały na Polaków. Trudno powiedzieć, jaka część z nich przyjmowała luteranizm, ale wszyscy mieli okazję obserwować zawiązane z nim wzorce zachowań i niekiedy podejmowali próby przeniesienia ich na polski grunt. W 1534 roku zebrana w Środzie szlachta wielkopolska domagała się książek pisanych po polsku. I tam prosimy, aby nam książa nie bronili imprymować po polsku historyk, kronik, praw naszych i też inszych rzeczy, a zwłaszcza o Bibliją.(…) Tu nam się wielka krzywda widzi od książej. Albowiem każdy jązyk ma swym jązykiem pisma, a nam książa każą głupimi być…4 To poczucie krzywdy mogło się zrodzić tylko u ludzi dobrze wiedzących, że tak, jak teraz jest w Polsce, wcale być nie musi. Być może uczestnicy tego sejmiku studiowali w Niemczech lub przy jakiejś innej okazji zauważyli zasadniczy przełom, który za sprawą Lutra tam się dokonał. Biblia stała się dostępna w ojczystym języku. Można się domyślać, że o nią autorom tej rezolucji chodziło najbardziej, choć wymienili ją na końcu.

Rok 1534 to w dziejach polskiej reformacji przekroczenie pewnego progu. Wykryto pierwszego Polaka – luteranina. Był nim ksiądz Jakub z Iłży, który prowadził swoją działalność misyjną wśród małopolskich mieszczan i na Uniwersytecie Jagiellońskim. Trwała ona dość długo. Pierwszy raz upomniano go za nieprawomyślne nauczanie już w roku 1528. Wtedy wyparł się wszelkich związków z luteranizmem, a biskup Tomicki dał temu wiarę. Za drugim razem świadków było już tak wielu, że sąd biskupi nie mógł mieć cienia wątpliwości, co ksiądz głosi. Jakub z Iłży obiecał publicznie wyprzeć się swoich przekonań, ale nie stawił się na tę uroczystość. Uciekł do Wrocławia, skąd nadal starał się propagować idee reformacyjne poprzez listy.5 Zostawił też uczniów, którzy kontynuowali jego dzieło.

Jeden z nich, działający w Poznaniu dominikanin Andrzej Samuel, postępował bardzo podobnie. Oskarżony w roku 1541 o szerzenie luteranizmu, wszystkiego się wypierał i sąd biskupi oddalił zarzuty. Nie czekał jednak, aż zostanie oskarżony po raz drugi. Po procesie wyjechał „na dalsze studia” do Wittenbergii i Lipska. Tam ożenił się i w końcu osiadł w Prusach Książęcych. Został pastorem i pisał rozprawy teologiczne.6 Uczeń i współpracownik Samuela, Jan z Siekluk zwany Seklucjanem uciekł przed sądem biskupim i dołączył do niego w roku 1544. Przełożył katechizm Lutra na język polski.7

Inny uczeń Jakuba z Iłży, Wawrzyniec z Przasnysza, nazywany ze względu na swoją kłótliwość Discordia, czyli Niezgoda, był przez pewien czas nadwornym kaznodzieją Zygmunta Augusta. Wydalony został z dworu w roku 1547, gdy biskupi zebrani na synodzie w Łęczycy uznali go za heretyka.8

Również pod wpływem Jakuba z Iłży podczas studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim luteraninem został litewski książę Abraham Kulwieć. Studia teologii, języków starożytnych i filozofii kontynuował w Wittenberdze. Zdobył olbrzymią wiedzę. Stał się najwybitniejszym lingwistą i znawcą kultury starożytnej w państwie polsko – litewskim swoich czasów. Nie krył się ze swymi przekonaniami. Wtrącono za to do więzienia jego rodziców. Abraham powrócił na Litwę w roku 1538 i dzięki znajomości z królem zdołał ich uwolnić. Zaczął organizować odczyty, na których starał się przekonać do swojej wiary. W roku 1540 za zgodą Zygmunta Starego utworzył szkołę, do której przysyłały swoich synów najznakomitsze rody z Litwy i Korony. Biskup wileński Paweł Holszański rozumiejąc, że głównym celem tego przedsięwzięcia jest propagowanie reformacji, wymógł na królu w roku 1542 wydanie edyktu nakazującego Kulwieciowi stawienie się przed sądem biskupim i przyjęcie wyznaczonej kary. W razie odmowy lub ucieczki jego majątek miał być skonfiskowany. Abraham Kulwieć wybrał ucieczkę do Prus Książęcych, gdzie został profesorem utworzonego przez Albrechta Hohenzollerna uniwersytetu w Królewcu. Objął tam katedrę języka greckiego. Wykładał też hebrajski. Jego matkę znów wtrącono do więzienia. Została uwolniona dzięki wstawiennictwu królowej Bony. Musiała przysiąc, że nie będzie się kontaktować z synem. Gdy w roku 1546 zachorowała, syn „załatwił” sobie glejt na powrót do Wilna. Miał przy okazji odbyć debatę z katolikami, ale nagle poczuł się źle, pojechał do domu matki i zmarł. Być może przyczyną była choroba płuc, na którą cierpiał, ale podejrzewano też otrucie.9

Późniejszy rozwój kościołów reformowanych na Litwie jest w znacznym stopniu zasługą Abrahama Kulwiecia. Przetłumaczył na litewski luterański katechizm, który został wydrukowany w Królewcu już po jego śmierci i z pewnością trafił do wielu rąk. Jest też współautorem kancjonału "Gesmes Chrikszczioniszkai" (Pieśni Chrześcijańskie).10 Jego los pozwala też lepiej zrozumieć postępowanie Jakuba z Iłży, Andrzeja Samuela czy Jana Seklucjana. Oni nie pochodzili z książęcych rodów i nie znali osobiście króla. Mogli spodziewać się gorszego.
cdn.                                                                   


Przypisy:
z dziejów polskiej reformacji
1http://pl.wikipedia.org/wiki/Inkwizycja_w_Polsce
2Karol Górski, „Zarys dziejów katolicyzmu polskiego”, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2008, str.164.
3http://pl.wikipedia.org/wiki/Akademia_Lubra%C5%84skiego
4Wacław Urban, „Epizod reformacyjny”, KAW, Kraków 1988, str.18.
5http://www.dziejekrakowa.pl/biogramy/index.php?id=1474
6http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Samuel
7http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Seklucjan
8http://pl.wikipedia.org/wiki/Wawrzyniec_z_Przasnysza
9http://archiwum2000.tripod.com/488/rodowo.html
10http://pl.wikipedia.org/wiki/Abraham_Kulwie%C4%87

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut