Dlaczego spowiedź jest niebezpieczna

Tzw. spowiedź uszna jest wynalazkiem późnego średniowiecza (XIII w.). Nie ma o niej mowy w Biblii. Wiele by można powiedzieć o zgubnym duchowym wpływie wiary w skuteczność tego obrządku, ale tym razem skoncentruję się tylko na wymiarze czysto praktycznym. Punktem wyjścia do naszego wnioskowania niech będzie informacja prasowa sprzed dwóch lat:

– Był spowiednikiem żony jednego z obecnych polskich ambasadorów, pana Cz. Wysłuchał jej grzechów w Paryżu. Przychodziły do niego również, by powierzyć mu swoje najskrytsze winy i dostać rozgrzeszenie, także inne osoby z kręgów ówczesnej emigracji – twierdzi nasz rozmówca.


– U jezuitów w Rzymie spowiadali się dyplomaci i wojskowi z krajów należących do NATO. Niewykluczone, że Turowski spowiadał więc także obcokrajowców – komentuje dr Leszek Pietrzak. Jak mówi historyk, bardzo często oficerowie wywiadu PRL zlecali współpracującym duchownym spowiadanie w celu uzyskania informacji. Tak było w wielu polskich środowiskach we Francji i we Włoszech.” „Kto się spowiadał u Turowskiego?”, Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski, GP




Kim był Turowski, nie będę przypominał. Mamy więc sytuację, w której agent służb PRL spowiada zarówno pod bokiem Jana Pawła II, jak i w jezuickich ośrodkach we Francji. Dzięki temu ma wgląd w życie intymne emigracji politycznej, dyplomatów i wojskowych. Co ważne, większość ludzi traktuje spowiedź szczerze – czyli agent w koloratce zdobywał najpilniej strzeżone sekrety osobiste z „pierwszej ręki”. Nie były to historie o hobby czy zainteresowaniach, ale dane najbardziej wrażliwe, dotyczące słabości, uzależnień czy pokus. Co więcej, mogły dawać wskazówki dotyczące osób trzecich (np. wyznanie grzechu cudzołóstwa). O możliwościach operacyjnego użytku takich informacji nie trzeba nikogo przekonywać.

Ciekawą historię opowiedział kiedyś ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Otóż SB chciała pozyskać tajną informatorkę spośród sióstr zakonnych (zdaje się, że z Zakładu dla Niewidomych w Laskach). Choć „wytężono siły”, żadna z czterdziestu sióstr nie zdecydowała się na współpracę. Udało się jednak pozyskać kapelana ośrodka, u którego wszystkie pobożne siostry szczerze się spowiadały…

Mając na uwadze powyższe przykłady, rozsądny człowiek poważnie rozważy wyjawianie w konfesjonale sekretów swoich i bliźnich – skąd może wiedzieć, że z drugiej strony nie siedzi jakiś Turowski?

Tych, których dręczy pytanie : „A co z moimi grzechami?”, zachęcam do refleksji nad słowami Pisma:

Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie - odpuszczenie grzechów. Kol 1:12-14

I was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża;
Kol. 2:13-14

A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się! I skłoniwszy głowę, oddał ducha. Jan. 19:30

OD REDAKCJI – OBŁĘD’44 CZY OBŁĘD 400 LAT?

Elity narodu, który od ponad czterystu lat doświadcza ciągłego umniejszania swojej potęgi i zasobów, powinny wreszcie „przeorać” swoje aksjomaty i na poważnie zmierzyć się z pytaniem – W czym zbłądziliśmy? Bez rozpoznania przyczyn upadku Rzeczypospolitej niemożliwa jest jej naprawa.

Prof. Paweł Wieczorkiewcz miał odwagę wezwać Polaków: „Mój postulat jest następujący: wymażmy całkowicie całą pisaną historię Polski po 1939 roku i napiszmy ją od nowa”. Mój postulat idzie dalej – odłóżmy na bok nasze narodowe interpretacje przyczyn nieszczęść i klęsk Rzeczpospolitej, odłóżmy na bok stereotypową, szkolną wiedzę o historii i bezstronnie, chłodno (jakbyśmy badali dzieje np. Argentyny) spójrzmy na nasze losy.

Tak jak kiedyś były różne szkoły historyczne, a obozy polityczne formułowały inne, nieraz wykluczające się koncepcje przyczyn upadku Polski, tak niech i teraz na nowo rozgorzeje autentyczna ogólnonarodowa debata na temat powodów obecnego stanu rzeczy.

Narzekamy, że młodzi odwracają się od patriotyzmu, że historię uważają za nudny przedmiot niemający związku z teraźniejszością. To jednak nasza wina – to my uczyniliśmy patriotyzm wartością muzealną, której się składa odświętne hołdy, a historię uczyniliśmy recytacją ckliwych formułek. Ktoś powie: to trend ogólnoświatowy i nic na to nie poradzimy. To ściema godna GW! Inne narody dbają o swoje młode, przyszłe elity. Miałem niedawno okazję obserwować na plaży w okolicach Saint-Tropez grupę bananowej francuskiej młodzieży. Powierzchownie osądzając, myślałem: oto podobne bezmózgowie, jak u nas. Gdy jednak na niebie pojawił się samolot Air France, wszystkie nastolatki zerwały się na równe nogi i zakrzyknęły „Vive la France!”. Oto wychowanie swojej przyszłości w niezbyt wojowniczej Francji, a co dopiero musi dziać się w tym zakresie w Niemczech, Rosji czy USA?

Za czasów świetności polska młodzież wręcz oddychała atmosferą „starodawnych dziejów”, wąchała proch na strzelnicach czy polowaniach i bez wahania pisała kolejne chlubne karty naszego bohaterstwa, umiłowania wolności i Ojczyzny. Musimy wrócić do fundamentów sukcesów państwa Jagiellonów i I RP oraz właściwie rozpoznać jad, który zatruł nasze umysły na przełomie XVI i XVII wieku.

Nawet dziś, w zdemoralizowanej Polsce, gdy pojawia się okazja do autentycznej debaty nad historią czy patriotyzmem, widzę młodych ludzi, którzy z wypiekami na twarzy słuchają ludzi formatu Piotra Zychowicza i dyskutują ze świadomością, że poważny namysł nad przeszłością to najlepsze lekarstwo na przyszłość. Musimy jednak wprowadzić do naszej debaty patriotycznej autentyczny spór – marną hagiografią nie rozpalimy umysłów przyszłej elity.

Kto ma to zrobić? Jest w Polsce kilku młodych historyków, którzy świetnie sobie radzą w pisaniu książek czy formułowaniu śmiałych, kontrowersyjnych tez. Jest kilka małych środowisk, które próbują taką debatę zainicjować – i dalej będziemy to robili. Ale tu potrzebna jest skala. Dziś takie możliwości ma tylko PiS i RM. Jednak obydwa te środowiska wolą na razie poruszać się w bezpiecznym nurcie utartych poglądów, które nie odwróciły naszego dryfu ku katastrofie i nie mają żadnej szansy przykuć uwagi młodego pokolenia. Tu należy upatrywać przyczyn sukcesu Ruchu Narodowego, który przywrócił wielu młodym ludziom nadzieję na uwieńczone sukcesem działanie zbiorowe. Jeśli jednak Jarosław Kaczyński i ks. Tadeusz Rydzyk nie zmienią zachowawczego kursu swojej działalności, ludzi młodych ukradną nam agenci Moskwy, którzy przy zaangażowaniu mediów i Belwederu ponownie „wytłumaczą” im, że „Polsza tylko przy carze powstać może”.

Zarówno PiS, jak i ks. Rydzyk (nie mówię o zaprzańskim episkopacie) mają zasoby materialne oraz organizacyjne, by na nowo rozpalić płomień polskości w młodych głowach.

Jeśli tego nie zrobicie, Bóg „ruszy” pozycję nie tylko waszą, ale i niestety całego narodu.


Dlaczego hierarchowie nadal kolaborują z Moskalami?

Rewelacja Radia Wnet (Chodzi o notatkę informacyjną Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych—wywiad - z 23 lipca 1980 r.): „Według informacji ks. Stanisława Dziwisza, podczas poufnej rozmowy papieża z Carterem J.P. II opowiedział się za koniecznością utrzymania pokoju, ale zachował pozycje konfrontacji ideologicznej z komunizmem (...)” IPN BU O 449/53/18 – autor: Tomasz Turowski (agent 10682, ps. „Orsom” i „Ritter”) to tylko maleńki fragment rzeczywistości, która rozgrywała się wokół Jana Pawła II za Spiżową Bramą. Maleńki, ale bardzo znaczący. Oto jeden z najlepszych (zdekonspirowanych) agentów komuny pozyskuje informacje o najtajniejszym spotkaniu papieża od jego najbardziej zaufanego współpracownika - OSOBISTEGO SEKRETARZA! Co więcej, ten obecnie wysoki hierarcha polskiego katolicyzmu usadowił się przy Karolu Wojtyle na wiele lat przed przeprowadzką do Watykanu (od roku 1966). Jeśli Turowski zdobył jego zaufanie i przejmował od niego najtajniejsze informacje, to kto jeszcze korzystał z łatwowierności i wylewności krakowskiego hierarchy?



Takich pytań w normalnym państwie i społeczeństwie powinno się postawić o wiele więcej i to bardzo dawno temu. U nas mamy jednak zgodną zmowę milczenia - komuniści chronią swoje źródła i używają ich dalej do swoich celów (od iście prozaicznych, w rodzaju Stella Maris, do politycznych, o skali pojednania z cerkwią Putina), hierarchowie chronią swoją przeszłość lub osłaniają kolegów w imię korporacyjnej solidarności zwanej dla zmyłki "dobrem Kościoła", naród zamyka oczy i uszy na prawdę, bo katolicyzm to ostatni bastion na drodze zagłady Polski. Nawet najmądrzejsi przedstawiciele naszych elit nie poruszają bolesnego tematu kolaboracji hierarchów za PRL i dziwnych zdarzeń z otoczenia JP2 w obawie przed niezrozumieniem i gniewem ludu, który okrzyknie ich „stronnikami Palikota”.

Na tym milczeniu najbardziej korzysta Moskwa. Ma w hierarchach posłusznych wykonawców swojej polityki, dalej bezkarnie uzależnia od siebie państwo polskie, mając pewność, że ci, którzy mogliby przywrócić narodowi czujność, będą go dalej utrzymywać w bezbolesnej nirwanie.

Bez lustracji biskupów i zbadania pod kątem działań agenturalnych pontyfikatu Karola Wojtyły Polska nie stanie samodzielnie na własnych nogach. Tu spoczywa klucz do autentycznej wolności narodu. Niestety, nawet „nasze autorytety” paraliżuje strach przed poruszeniem zagadnień „kluczowych” - zamiast tego będziemy mieli nadal radosne kibicowanie sondażom i organizację niezmieniających niczego marszów...

Dziś mało kto wie, że za rządów Pawła VI Stolica Apostolska wymusiła na frankistowskiej Hiszpanii, wbrew woli samych władz hiszpańskich (sic!), zmianę hiszpańskiej konstytucji, która broniła religii katolickiej i ustanawiała ją jedyną religią państwową. Podobnie stało się z Portugalią. Jak dziś wyglądają te państwa, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Masowa apostazja, barbarzyńskie, sprzeczne z naturą prawodawstwo to dzisiejsza rzeczywistość Hiszpanii. Podobnie nikt nie zdaje sobie sprawy, że to za czasów Jana Pawła II wymuszono na Włochach zmianę ich prawodawstwa, które chroniło religię katolicką.
Bartłomiej Gajos, NGO Opole

Zanim wyemigrujesz

Zgodnie z obietnicą Aleksandra Kwaśniewskiego zawartą w broszurze stręczącej nas do głosowania na TAK w euroreferendum, że po wejściu do UE Polacy będą MOGLI emigrować, ta świetlana perspektywa jaśnieje od dekady nad Polską. Polityka tandemu Komorowski/Tusk mocno przyśpieszyła proces wyludniania, szczególnie województw wschodnich (z Podkarpacia i Podlasia wyjechało już ponad 10% ludności!).

Główną przyczyną wyjazdu jest brak perspektyw ekonomicznych. Tego szybko nie zmienimy. Warto jednak, oprócz zysków z emigracji, rozważyć kilka kwestii wątpliwych. Jako że mamy tendencję do unikania trudnych pytań i rozważań nad długofalowymi konsekwencjami naszych działań, postaram się przedstawić problem emigracji z ciemnej strony.




PYTANIA PRZED WYJAZDEM

1) Czy zdajesz sobie sprawę, że już twoje dzieci, a na pewno wnuki, nie będą znały języka polskiego? Jeśli się mocno postarasz, będą umiały sklecić proste zdanie łamaną polszczyzną, ale na tym koniec. Ich myślenie i kody kulturowe ukształtuje nowe środowisko. Nawet  ty sam, jeśli na stare lata wrócisz do Polski, będziesz dożywał swoich dni w samotności. Dla niektórych z nas to nic strasznego – nawet lepiej, że dzieci szybko zapomną o niewdzięcznej ziemi przodków – ale trzeba mieć tego świadomość.

2) Emigrując, wystawiasz się na ryzyko kryzysu tożsamości. Po dłuższym czasie pobytu za granicą nie będziesz do końca wiedział, gdzie jest twój dom – gdy będziesz mówił „u nas”, to co będziesz miał na myśli – wioskę pod Kielcami czy robotniczą dzielnicę Liverpoolu? Nawet kiedy zdecydujesz, że jesteś już Brytyjczykiem czy Niemcem, będzie to tylko pozór. Nigdy do końca nie będziesz się tam czuł u siebie. Co gorsza, nawet gdy zdecydujesz się na powrót do Polski, to i tu nie będziesz całkiem „na miejscu”. Twoje dzieci, szczególnie jeśli urodziły się jeszcze w Polsce, skazujesz na podobne rozterki.

3) Nie przebijesz szklanego sufitu. Każdy naród promuje „swoich”. Ty zawsze pozostaniesz obcy. Twoje dzieci też będą to odczuwać. Jeśli nawet dobrze opanują nowy język i zwyczaje, zawsze zdradzi je nazwisko. W dobie powszechnej globalizacji wydaje się, że to zjawisko zanikło. Rzeczywiście, szczególnie w dużych miastach nie będziesz się z tym często spotykał. Wystarczy jednak jedna poważna przykrość, której doświadczysz na własnej skórze lub co gorsza na skórze swoich dzieci, byś na zawsze czuł się obywatelem drugiej kategorii. Musisz też liczyć się z tym, że będziesz pracował poniżej swoich kwalifikacji czy aspiracji. Poza nielicznymi wyjątkami przybysze z Europy Wschodniej zajmują obszary rynku pracy „niechciane” przez tubylców.
Po ewentualnym powrocie trudno ci będzie zaakceptować pracę za jedną czwartą dotychczasowego wynagrodzenia.

4) Czy bierzesz pod uwagę wzrost zachowań ksenofobicznych na Zachodzie? Bieda postępuje, zagrożenie islamizacją również. Kiedyś nastąpi potężna reakcja na trwającą latami politykę poprawności politycznej i masowy napływ słabo asymilującej się emigracji „zasiłkowej”. Zamieszki w Wielkiej Brytanii, Francji czy Szwecji to dopiero preludium. Gdy zapłoną zachodnie miasta, gdzie się podziejesz? Czy ktoś ci pomoże? Czy zdążysz uciec?
5) Jeśli masz rodzinę, wyjeżdżając w pojedynkę, nawet na krótko, ryzykujesz rozpadem lub problemami swojej rodziny. Oderwanie od kultury i presji obyczajowej bliskiego otoczenia, samotność i tęsknota to potężni wrogowie wartości, jakie wyznajesz. Nawet jeśli sam oprzesz się temu wszystkiemu, to nie pozbędziesz się podejrzeń, czy druga strona, mąż albo żona, równie dzielnie poradzili sobie z rozłąką. Jednego musisz być świadom – nic nie wypełni dzieciom twojego braku w ich życiu. Możesz sobie mnożyć dowolne usprawiedliwienia, ale faktem pozostanie, że uczynisz swoje dzieci emigracyjnymi sierotami, których jest już w Polsce kilkaset tysięcy.

6) Coś stracisz. Nie zabierzesz ze sobą wszystkich bliskich ci osób. Nie zabierzesz ulubionych miejsc, zapachów czy smaków. Podczas twojej nieobecności wiele się zmieni – ktoś umrze, ktoś dorośnie,inny się zestarzeje. Myśląc o bliskiej perspektywie poprawy swojej sytuacji materialnej, nie myślisz o takich „drobnostkach”, ale po kilku latach dopadnie cię nostalgia. Wtedy wiele chciałbyś oddać, by ją uśmierzyć, ale będzie za późno. Weź też pod uwagę, że samo przysyłanie pieniędzy starym rodzicom czy wynajęcie opiekunki nie da im starości przeżywanej pod opieką własnego syna czy córki. Oni poświecili ci najlepsze lata swojego życia…

Jak ptak, który daleko odleciał od gniazda, tak człowiek, który się tuła z dala od ojczyzny. Przyp. 27:8

Z jednego pnia wywiódł też wszystkie narody ludzkie, aby mieszkały na całym obszarze ziemi, ustanowiwszy dla nich wyznaczone okresy czasu i granice ich zamieszkania, Dz.Ap. 17:26

OD REDAKCJI

Zbliżają się wakacje, a wraz z nimi nowa fala emigracji, którą prof. Krystyna Iglicka nazwała „krwawieniem ludźmi”. Tandem Tusk/Komo-rowski kontynuuje dzieło okrągłego stołu i wejścia do UE – niszczą Polską gospodarkę, zmuszając kolejne rzesze młodych Polaków do wyjazdu „za chlebem”.

Co możemy w tej sprawie zrobić? Nie poprawimy szybko sytuacji ekonomicznej, ale możemy wzmacniać pozaekonomiczne czynniki wiążące Polaków z krajem nad Wisłą. Możemy budować u siebie nawzajem poczucie dumy narodowej – poznawać chlubne karty historii, odkłamywać lewacką propagandę deprecjonowania polskości, wykonywać sumiennie swoje powinności i żyć zgodnie z deklarowanymi wartościami. Możemy wzmacniać wzajemne więzi, łączyć się w grupy wsparcia, pomagać mniej zaradnym i tworzyć przyjazny klimat więzi społecznych. Tu jest ogromne pole do aktywności dla kościołów chrześcijańskich – jeśli my nie damy narodowi wzoru, to skąd ma on przyjść?


Warto też skończyć z mitem wyższego wykształcenia. Oto zasłyszana niedawno rozmowa dwojga pracowników hipermarketu: „Co skończyłaś? Polonistykę, a Ty? Politologię…” Jeśli ponad połowa młodych Polaków kończy studia, to jaką one mogą przedstawiać wartość? Musimy naszym dzieciom pomóc rozpoznać, czy studia to nie jest dla nich  strata czasu, czy nie powinni wcześniej wejść w samodzielne życie i rozpocząć żmudną drogę do materialnej niezależności. Trzeba przywrócić szacunek do zawodów rzemieślniczych i do rolników. To w tych obszarach buduje się znaczna część naszej ekonomicznej przyszłości.

Nade wszystko musimy pomóc młodemu pokoleniu przeciwstawić się kulturze braku wartości czy ograniczeniu się do sfery materialnej. Na tym kierunku rozgrywa się główny konflikt w walce o przetrwanie naszej cywilizacji – człowiek bez wartości, bez Boga, żyjący tylko „tu i teraz” to wymarzony obiekt obróbki medialnej dla koncernów oraz politycznych szalbierzy. Niestety hierarchowie kościelni wydają się mało zainteresowani ratowaniem młodych Polaków. Co więcej, zamiast dawać im „pokarm o właściwej porze” (Mat. 24:45), sączą im zgubną truciznę. Bo jak inaczej nazwać zachowanie człowieka obdarzonego przez młodzież ogromnym autorytetem i powołującego się na Jana Pawła II, który daje młodzieży za wzór Bronisława Komorowskiego? Na ks. Janie Górze i dominikanach, którzy zaprosili tę personę do Lednicy, nie pozostawia suchej nitki Aleksander Ścios:

„Po złożeniu homagium przez Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, podpisaniu orędzia z wysłannikiem płk. Putina, publikacji „przesłania” Komorowskiego w śpiewniku uczestników Orszaku Trzech Króli, mamy kolejny akt politycznego serwilizmu. Akt szczególnie niegodziwy i podstępny, bo odnoszący się do młodzieży zgromadzonej na modlitewnym spotkaniu na polach Lednicy.

Zapraszając Komorowskiego na XVII Spotkanie Młodych Lednica 2000, ojcowie dominikanie poczynili wyrazisty gest polityczny pod adresem środowiska Belwederu. Ta decyzja nie znajduje innego uzasadnienia i nie wolno doszukiwać się w niej sensu religijnego czy patriotycznego. Komorowskiego nie zaproszono ze względu na jego życiową postawę lub przymioty osobiste. Nie wpuszczono go dlatego, że swoim życiem zasłużył na miano „ojca narodu” czy „męża stanu”. Ta wizyta leżała w interesie obu stron i tylko w kontekście interesu należy ją oceniać.

Ten, kto podjął decyzję, wykorzystał cynicznie nie tylko tradycję spotkań lednickich, ale potraktował instrumentalnie polską młodzież i świadectwo wiary dawane przez młodych Polaków. (…) W takim działaniu wolno się dopatrywać szczególnie groźnej intencji. Ludzie, którzy chcieliby uczynić z Komorowskiego „wzór ojcostwa” i „konserwatyzmu”, wydają się liczyć na to, że zapomnimy, kim naprawdę jest ten człowiek, jakim wartościom politycznym hołdował, z kim przestawał, co mówił i robił w swojej karierze.

W narzuconej Polakom optyce mamy nie pamiętać, że lokator Belwederu przez lata wspierał „czerwoną generalicję” i środowisko wojskowej bezpieki, stając się najzagorzalszym obrońcą i politycznym patronem ludzi WSI. Mamy zapomnieć jego pełne pogardy słowa na temat przeciwników politycznych i nie pamiętać o nienawiści, jaką żywił wobec prezydenta Kaczyńskiego. Mamy wymazać z pamięci obraz roześmianej twarzy Komorowskiego, gdy nasz prezydent wracał w trumnie z nieludzkiej ziemi.

Mamy nie rozumieć, skąd brała się radość kremlowskich satrapów po wyborze tego człowieka i nie dostrzegać jego rozlicznych kontaktów z ludźmi służącymi Moskwie. Mamy zapomnieć, że jego serdecznym przyjacielem i alter ego jest poseł na P. i to, czego nie mógł zrobić i powiedzieć lokator Belwederu, zawsze wykonywał jego kamrat. Bo i to mamy zapomnieć, że za sprawą Komorowskiego rozpętano walkę z krzyżem upamiętniającym ofiary Smoleńska, że pod jego siedzibą drwiono ze zmarłych, bito i lżono modlących się ludzi. Zapomnieć mamy tym szybciej, że w tym samym czasie polski Episkopat słał do Komorowskiego zadziwiające homagium, a opluwanych i bitych przez motłoch Polaków nazwano „fanatyczną sektą” i ludźmi „zadymionymi PiS-em”.

Jeśli ojciec Góra i podobni mu ludzie Kościoła chcą młodym Polakom stawiać „na wzór” postać Komorowskiego – niech mają dość odwagi, by zmierzyć się z prawdą o tej postaci.” CENA STRACHU, bezdekretu.blogspot.com

Mądra młodzież nie da się nabrać na fałszywe nuty. Potrzebuje autentyzmu i szczerości. Warto zapytać, dlaczego tak wielu młodych ludzi porzuca wiarę i z niechęcią odnosi się do kościoła? Czy czasem przykład nie przyszedł z góry? Czy młodzi nie zaobserwowali letniości i obłudy w wierze swoich rodziców? Czy służąc do mszy, nie poznali prawdziwego oblicza kapłana, który krótko potem zmienia się w „rozmodlonego świętego”? Już apostoł Paweł ostrzegał, skąd bierze się agresywny ateizm:

Ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz?
Który mówisz, żeby nie cudzołożono, cudzołożysz? Który wstręt czujesz do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa?
Który się chlubisz zakonem, przez przekraczanie zakonu bezcześcisz Boga?
Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu. Rzym. 2:21-24

WIELKA UCIECZKA PRZED ŻYCIEM NIJAK

1. Będę czynił wszystko, aby państwo polskie było silne, aby potrafiło ochronić słabszych, aby traktowało równo wszystkich obywateli, aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo – tak mówił o swoich pragnieniach i staraniach w 2009 roku śp. Pan Prezydent Lech Kaczyński.
Od tych pragnień tragicznie zmarłego Prezydenta jesteśmy coraz dalsi. Niestety państwo polskie jest słabe, nie potrafi albo nie chce chronić słabszych, nie traktuje równo wszystkich obywateli, a uczciwość bardzo często przegrywa z cynizmem i draństwem.
Dlatego kto może, ten z tego państwa ucieka.

2. Wiadomość z dzisiejszej „Rzepy”.
Ponad 70 proc. naszych emigrantów nie ma 40 lat. Demografowie: krwawimy ludźmi, to wielka strata.
Z 2 mln Polaków, którzy są za granicą, ponad 1,4 mln ma 39 lat lub mniej. W tym jest 226 tys. dzieci do 15. roku życia – wynika z najnowszych danych GUS. Urząd pierwszy raz, na podstawie spisu powszechnego z 2011 r., podał informację o wieku naszych emigrantów. – Te dane zatrważają. Krwawimy ludźmi – mówi „Rz" prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. Ekonomiści wyliczają, że brak młodych to niższy wzrost gospodarczy, mniejsza konsumpcja, mniejszy potencjał rozwojowy, wyższe wydatki socjalne. – To także mniej przełomowych idei, pomysłów, kreatywnych przedsiębiorców i innowatorów – dodaje Łukasz Hardt, ekonomista z UW.
Z danych GUS wynika, że najliczniejszą grupą emigrantów są osoby w wieku 25–34 lata. Jest ich 726 tys. Urodzili się w latach 1977–1986, a na świat przyszło wtedy 6,85 mln dzieci. Oznacza to, że wyjechało 10,6 proc. wszystkich urodzonych wtedy osób. – To bardzo niepokojące. Ci ludzie są w najlepszym wieku, by zakładać rodziny i mieć dzieci. Nie znają socjalizmu, to miała być nasza nadzieja. Tracąc ich, ponosimy olbrzymią stratę – mówi „Rz" prof. Irena Kotowska, demograf z SGH i szefowa zespołu ekspertów, który przygotował prezydentowi program prorodzinny.
GUS wskazał też po raz pierwszy, skąd wyjeżdżają Polacy. Okazuje się, że głównie ze ściany wschodniej. Na przykład Podkarpacie i Podlasie opuściło prawie 10 proc. ludności. – To wielki ubytek dla tych regionów, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że wyjeżdżają tzw. liderzy zmian – ocenia prof. Iglicka.

3. Pisząc kilka dni temu „Piosenkę współczesnego polskiego emigranta”, jeszcze nie znałem tych wstrząsających danych, ale diagnoza zawarta w rymach, ułożonych do melodii „Piosenki gruzińskiej” Okudżawy, była trafna. Młodzi Polacy uciekają, bo doprawdy już nie wiedzą, nie umieją na ziemi tej żyć... Co dziesiąty młody człowiek szuka już nie szczęścia, ale w ogóle życia za granicą.
I nawet już nie pyta – jak żyć, bo dobrze wie, że nijak.
Praca, jeśli ją nawet znajdziesz po wielkich trudach, to na umowie śmieciowej. Ochrona żadna. Poznałem ostatnio całą serię spraw o wypadki przy pracy. Kazano chłopakowi bez zabezpieczenia wejść na wysokie rusztowanie. Spadł i zabił się, ale wszyscy pracownicy zgodnie zeznali, że szef nie kazał mu tam wchodzić (jakby zeznali co innego, straciliby pracę). Postępowanie umorzone, rodzina bez żadnego odszkodowania. Inny pracował bez kasku na wagonie, dostał łyżką koparki, pół głowy mu urwało – pracownicy zgodnie zeznali, ze sam tam wszedł, gdzie nie powinien – sprawa umorzona, odszkodowania dla dzieci brak. Jeszcze innemu kazano trzymać jakieś deski podczas pracy na torowisku, drezyna zmiażdżyła mu stopę – nikt nie winien, sprawa umorzona, odszkodowania brak.
Człowiek ginie, policja i prokuratura nawet oględzin miejsca wypadku nie robią, bo za ciemno było.

4. Tak się pracuje na cudzym, a na własnym? Proszę bardzo, zakładaj firmę, na przykład transportową. Kup samochód na kredyt, zacznij zarabiać. Urząd skarbowy ustali, ze kupowałeś mafijne paliwo. Mafii nic nie zrobią, a ciebie z torbami puszczą.
Rolnikiem zostałeś, masz ziemię, trochę inwentarza, ktoś najedzie z tyłu na twój traktor, gdy wracałeś po orce z pola – wpakują cię do więzienia, bo lusterko miałeś za krzywe.
Albo na ziemię ci kopalnia wchodzi, nawet się nie pyta, z sądu dostaje postanowienie i włazi na twój grunt jak na własny. Znam dziesiątki takich spraw.
Próbujesz handlu, zakładasz jakiś sklepik – jedenasty supermarket ci w mieście postawili – i leżysz, bo nie wytrzymasz konkurencji z wielką siecią, która w dodatku podatków w Polsce nie płaci.

5. A co potrafi zrobić z ludźmi tak zwany wymiar sprawiedliwości, to już przekracza wszelkie ludzkie pojęcie. Bogu ducha winnych ludzi skazują bez żadnych dowodów, tak jak Grzegorza Wiechę spod Kielc czy Ptaszyńskiego z Białegostoku, bez żadnych, ale to żadnych dowodów. Majątek rozwiedzionych małżonków tak podzielą, że żona utrzymująca dzieci zostaje puszczona z torbami i jeszcze męża trutnia musi spłacać.
Gdzie się nie ruszysz, tam cię kopią. Nie znasz dnia ani godziny, gdzie i od kogo oberwiesz, a od państwa najpierwej.
I dlatego młodzi ludzie uciekają, nie pytając nawet - jak żyć, panie premierze, bo dobrze wiedzą, że nijak.


DLACZEGO BÓG DOPUSZCZA BÓL PO STRACIE BLISKICH?

Wszystkie nasze nieszczęścia i cierpienia to konsekwencja buntu pierwszych Rodziców. To wiemy. Ale przecież Jezus przyszedł na ziemię, by umrzeć za nasze grzechy – zapłacić całkowicie, w pełni należną każdemu z nas osobiście karę. Jeśli więc rozpoznamy ofertę Jezusa i zawołamy do Niego jak łotr ukrzyżowany po prawicy (Łuk. 23:42-43), jesteśmy uratowani, czyli zbawieni. Czyż w takiej sytuacji nie powinniśmy już więcej nie cierpieć? Przecież Jezus wziął na siebie przyczynę naszych cierpień!

Po świecie ciągle krążą duchowi oszuści obiecujący ludziom życie bez cierpienia. Można ich znaleźć nawet w łonie chrześcijaństwa – „uwierz w Jezusa, a będziesz zdrowy, bogaty i szczęśliwy”. Bóg jednak uznał, że cierpienie jest nam potrzebne. Nawet ludzie już uratowani przez Jezusa cierpią. Przykładem jest ap. Paweł:

Od Żydów otrzymałem pięć razy po czterdzieści uderzeń bez jednego, trzy razy byłem chłostany, raz ukamienowany, trzy razy rozbił się ze mną okręt, dzień i noc spędziłem w głębinie morskiej. Byłem często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od rodaków, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi. W trudzie i znoju, często w niedosypianiu, w głodzie i pragnieniu, często w postach, w zimie i nagości. Pomijając te sprawy zewnętrzne, pozostaje codzienne nachodzenie mnie,troska o wszystkie zbory. Jeśli kto słabnie, czy i ja nie słabnę? Jeśli kto się potknie, czy i ja nie płonę?                             2 Kor. 11:24-29

Dlaczego więc Bóg pozostawił dla nas cierpienie? Szczególnie skupię się na cierpieniu po stracie ukochanych. Ten ból nie ominął nawet samego Jezusa, gdy był na ziemi (pełny pełny opis - Jan. 11:1-45):

Panie, gdybyś tu był, nie byłby umarł mój brat. Jezus tedy, widząc ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy z nią przyszli, rozrzewnił się w duchu i wzruszył się, i rzekł: Gdzie go położyliście? Rzekli do niego: Panie, pójdź i zobacz. I zapłakał Jezus. Rzekli więc Żydzi: Patrz, jak go miłował.
Jan. 11:32-36

Śmiercią ludzi obcych mało się przejmujemy – umierają przecież codziennie tysiące. Co innego, gdy śmierć uderza blisko nas – wtedy traktujemy ją osobiście. Wtedy dopiero stajemy oko w oko z czymś, co nas przerasta, każe zamilknąć i wyrwać się z codzienności. Dopiero ten przeszywający serce ból budzi nas z nirwany „wiecznego życia na ziemi”. W pierwszej kolejności dociera do nas  nieodwołalność śmierci – to już się stało i nigdy się nie cofnie. Już nic nie można zrobić. Koniec. Dla niego i dla mojej więzi z nim. Tak, jakbyśmy nagle stanęli nad bezdenną przepaścią. Wszystko wokół znikło lub przynajmniej straciło barwy – widzimy tylko tę nieodwołalność, która świdruje nasze myśli.

Nie jest to jednak bezcelowe doświadczenie. W zależności od naszego związku z Bogiem kieruje nas ono ku różnym zastosowaniom.

Po pierwsze, dla osób niewierzących lub tylko religijnych śmierć bliskich rodzi pytania o to, co dalej. Co z nim się stało? Czy jest teraz w niebie? Czy może człowiek to tylko „garść prochu” i nie ma niczego poza materią? Co będzie ze mną? Czy jeszcze się kiedyś spotkamy?

To jak najbardziej zasadne rozterki. Być może jednym z głównych celów tego bólu jest zmuszenie nas do poważnej refleksji nad życiem wiecznym. Nie warto więc zagłuszać tego bólu i uciekać od ważkich pytań. Gdy znajdziemy na nie prawdziwą odpowiedź, zrozumiemy, jak ciężkie zadanie miał Bóg, by otworzyć nam oczy na duchową rzeczywistość.

Po drugie, ból śmierci przypomina nam o tym, że nie żyjemy w niebie. Człowiek współczesny ma zasadniczo bardzo miłe i łatwe życie – stąd ogromny rozwój przemysłu rozrywkowego. W tym wirze przyjemnych bodźców możemy zasmakować w ziemskim życiu i nie tęsknić do prawdziwego nieba. Śmierć i ból „sprowadzają nas na ziemię”.

I będzie mieszkał z nimi, a oni będą ludem jego, a sam Bóg będzie z nimi, i otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie.                      Obj. 21:3-4

Po trzecie, śmierć przypomina nam o pilności zadania. Dla niezbawionych jest to zadanie nawrócenia, znalezienia prawdziwej (czyli wąskiej - Mat. 7:13-14) drogi powrotu do Ojca. Dla narodzonych na nowo uczniów Jezusa jest to przypomnienie o misji ratowania bliźnich zagrożonych wiecznym potępieniem:

Bóg w Chrystusie świat z sobą pojednał, nie zaliczając im ich upadków, i powierzył nam słowo pojednania. Dlatego w miejsce Chrystusa poselstwo sprawujemy, jak gdyby przez nas Bóg upominał; w miejsce Chrystusa prosimy: Pojednajcie się z Bogiem.
2 Kor. 5:19-20

Szczególnie gdy umrze ktoś, komu nie zdążyliśmy powiedzieć ewangelii o zbawieniu, dociera do nas ogromna ranga misji, jaką realizujemy. To nie wciskanie ludziom jakiegoś kitu, którego tak naprawdę nikt nie potrzebuje – to  ratowanie ludzi przed wieczną śmiercią. I tylko tu na ziemi, w ciągu krótkiego życia, można z tego ratunku skorzystać – potem koniec, nie ma drugiej szansy, nie ma zmiany werdyktu:

…postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd.                                Hebr. 9:27

Kto wierzy w Syna Bożego, ten ma w sobie świadectwo Boga, kto nie wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, bo nie uwierzył świadectwu, jakie Bóg dał o swoim Synu. A świadectwo jest takie: że Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Ten, kto ma Syna, ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia. O tym napisałem do was, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie życie wieczne.
1 Jana 5:10-13

W bólu po stracie bliskiego Bóg przygotował dla na mądrość i poprawę naszego dotychczasowego stanu:
Lepiej iść do domu żałoby, niż iść do domu biesiady; bo tam widzi się kres wszystkich ludzi, a żyjący powinien brać to sobie do serca. Lepszy jest smutek niż śmiech, bo gdy smutek jest na twarzy, serce staje się lepsze. Serce mądrych jest w domu żałoby, lecz serce głupich w domu wesela.
Kazn. 7:2-4

Jeśli nasz ukochany zmarły zaufał w swoim doczesnym życiu Chrystusowi co do swojego zbawienia (i my również należymy do Jezusa), wtedy możemy mieć pewność, że nasza rozłąka jest tymczasowa i że niebawem spotkamy się znowu. Tak właśnie Jezus pocieszał siostrę zmarłego Łazarza:

Zmartwychwstanie brat twój. Odpowiedziała mu Marta: Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym. Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?                                   Jan. 11:23-26

Ważne więc, byś miał pewność, że po śmierci czeka Cię niebo; byś miał ją wypływającą z właściwych przesłanek, a nie fałszywej nadziei (wielu ludzi pociesza się frazesami, że nie są gorsi od innych; że chodzą do kościoła; że w życiu zrobili więcej dobra niż zła i zasługują na niebo; że w ostateczności posiedzą trochę w czyśćcu itp. – tym zalecam lekturę: Filip. 3:4-9). Ważne też, byś miał pewność, że twoi bliscy poznali drogę do nieba – gdy umrą, będzie za późno. Przede wszystkim zaś, byś zastanowił się, czy jest w życiu ważniejsza misja niż nieść tym, którzy nie znają osobiście Jezusa, Jego zbawiającą ewangelię?

Albowiem nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy.
Rzym. 1:16

ALTERNATYWA DLA NIEMIEC

Nowa partia w Niemczech. Wielkie Niemcy wpatrzone w małą Szwajcarię.

14.04.2013 r. na kongresie założycielskim w Berlinie przedstawiono program wyborczy nowej partii, której współzałożycielem i rzecznikiem prasowym jest prof. makroekonomii Bernd Lucke z Uniwersytetu w Hamburgu. Podstawowym punktem programowym Alternatywy dla Niemiec (AfD) jest postulat kontrolowanej likwidacji strefy euro poprzez powrót do walut narodowych, najpierw państw południowej Europy, które najbardziej ucierpiały wskutek wprowadzenia euro (wzrost zadłużenia i bezrobocia), a następnie wystąpienie z niej Niemiec (przywrócenie DM nie powinno być tematem tabu). Stąd żądanie zmiany traktatów europejskich, tak aby umożliwić każdemu państwu wyjście ze strefy euro i samodzielne demokratyczne zdecydowanie o swej walucie. Dopuszcza się również tworzenie mniejszych i bardziej stabilnych (niż euro) unii walutowych.

Jeden z założycieli, obecnie przewodniczący rady naukowej nowej partii, prof. ekonomii J. Starbatty, zgłaszał w 1998 r. oraz 2001 r. do Trybunału Konstytucyjnego zażalenia przeciw wprowadzeniu euro i EMS. Całkowicie zrozumiałe z punktu widzenia niemieckiego podatnika wydaje się żądanie, aby koszty tzw. polityki ratunkowej były pokrywane nie z płaconych przez niego podatków, lecz przez banki, fundusze czy prywatnych dużych inwestorów, czyli te podmioty finansowe, które teraz czerpią korzyści z tej polityki. W kryzysie zadłużeniowym banki (lub ich wierzyciele) muszą same pokrywać własne straty. Żądanie natychmiastowego zakazu skupu papierów dłużnych państw zadłużonych przez EBC jest tak logiczne, jak to, że inflacja nie może pożerać oszczędności obywateli. Państwom zadłużonym bez szansy na spłatę swych zobowiązań, jak Grecja, długi powinny zostać anulowane. Powrót do walut narodowych jest podstawowym lekarstwem na przywrócenie gospodarek państw Europy południowej do normalnego funkcjonowania. Postulat ten został przez lewicowych i europoprawnych komentatorów do tego stopnia wyolbrzymiony, że Alternatywa dla Niemiec nazywana jest niekiedy partią jednego postulatu. Nie jest to oczywiście prawdą.

W kwestii polityki międzynarodowej partia opowiada się za Europą suwerennych państw ze wspólnym rynkiem, niczym nieograniczonym budżetem parlamentów narodowych oraz ich całkowitą niezależnością ustawodawczą, zdecydowanie odrzuca scentralizowane państwo europejskie, postuluje reformę UE w celu likwidacji brukselskiej biurokracji, popiera transparentność rządów oraz ich większą wrażliwość na sprawy obywatelskie.

Osobnym ważnym punktem o fundamentalnym znaczeniu jest państwo prawa i demokracja. Działania rządu niemieckiego są ograniczone przez prawa człowieka, konstytucję oraz traktaty europejskie. Praktycznym wyrazem wzmocnienia demokratycznych praw obywatelskich ma być wprowadzenie referendów i inicjatyw na wzór szwajcarski. Szczególnie dotyczy to sytuacji zrzekania się ważnych praw na rzecz UE. Więcej demokracji bezpośredniej potrzeba też partiom w ich wewnętrznym funkcjonowaniu. W kwestii finansów publicznych partia zwraca uwagę na zbyt wysokie zadłużenie Niemiec i konieczność jego ograniczenia, a w kwestii podatków - ich uproszczenie, tak aby każdy obywatel rozumiał, dlaczego i w jakiej wysokości jest opodatkowany. Kryzys euro zagraża wszystkim formom zabezpieczeń emerytalnych. Dlatego wysokość rent ma być gwarantowana, a nie zależna od stanu kasy. Republika Federalna ma za mało dzieci. Z tego powodu ubezpieczenia emerytalne i zdrowotne stoją na glinianych nogach. Dlatego Afd opowiada się za ochroną rodziny jako inwestycją na przyszłość.

Nie jest to idealna partia wolnościowa, skoro B. Lucke opowiada się za likwidacją rajów podatkowych, ale jest to z pewnością ciekawa alternatywa dla obecnych rządów niewidzących odwrotu od wspólnej waluty.


Z SIECI

Zapraszanie do Lednicy wroga krzyża, człowieka rechoczącego nad trumnami ofiar Smoleńska, jest pospolitym draństwem. (B. Komorowskiego na zlot katolickiej młodzieży – przyp. red.) Aleksander Ścios , Twitter

Oto dramatyczny przykład mizerii "naszych" - nawet lider "obrońców Krzyża" okazał się prowokatorem z ramienia P-kta! Paweł Chojecki, Twitter

T. Mazowiecki twierdzi, że "nazywanie katastrofy zamachem" niszczy demokrację. Ale czy nazywanie zamachu katastrofą jest zupełnie nieszkodliwe? Paweł Chojecki, Twitter

***

„Sprawa jest prosta: Solorz zarabia, bo jak można zarobić, to na wszystkim zarabia, ale decyzja ma charakter polityczny. Dlaczego?

Idzie odwilż spowodowana wymianą politycznej ekipy wynajętej do ochrony interesów bezpieczniackich elit. By wymiana była sprawna i dała wyjść z kryzysu, muszą być ofiary - Tusk (błędy i wypaczenia) oraz symulacrum wolności, czyli odwilż, czyli Republika, że niby teraz będzie wolność. Idzie odnowa.

Musimy z tego skorzystać, wstawić nogę w uchylone drzwi, by już ich nie mogli zamknąć.

Według planu, gdy nowe kierownictwo - Schetyna - decydent wynajęty przez oligarchię i Gowin - twarz dla prawicy, która mózgu nie ma, bo w mózgu jest pamięć - oraz jak się da zwerbować Rokita - potrzebna "nowa" twarz, a bezmózgi przecież nie pamiętają, co było wczoraj i przyjemnie jest mieć poczucie, że teraz już będzie dobrze - już się umocni pod patronatem Komoruskiego, czyli Rosja przypieczętuje wypchnięcie Niemiec z Polski, wtedy dojdzie do selekcji i ci, co się przystosują w Republice pozostaną, a inni - nieprzystosowani, co nie zrozumieli - znikną.
Nasze zadanie - by to się nie udało.”

  Józef Darski, naszeblogi.pl
 
Moja muzyka trafia m.in. do ludzi, którzy nie mają jeszcze utrwalonych poglądów, ponieważ wpadli w machinę, która nazywa się "entertainment" i ciężko im się z niej wydostać. Kiedy człowiek wplątany jest w chomiczy kołowrotek pogoni za gadżetami, pieniędzmi, zbytkiem, czego świadkami jesteśmy, wówczas wyjaławia się go z uczuć. Z poczucia prawdziwych wartości. Zabiera mu się tożsamość poprzez instrumentalizację życia. Wmówiono tym biednym ludziom, że pochodzą od zwierząt, i oni teraz pędzą – jak te zwierzęta.    Raper Piotr Kowalczyk Medium, onet.pl

Na temat wydarzeń z przełomu lat 80-90 kłamią wszystkie podręczniki szkolne wydane w III RP. Kłamstwo to było utwierdzane przez ośrodki propagandy medialnej, rządy i instytucje państwowe. To zaś oznacza, że przez dwie dekady wyhodowano pokolenia historycznych analfabetów, którzy nie tylko nie mają pojęcia, czym był komunizm i PRL, ale nie znają genezy obecnej państwowości.

Obawiam się, że dla naprawienia tego stanu nie wystarczą krótkie informacje. Procesodkłamywania historii to zadanie na dziesięciolecia, bo łatwiej jest wpoić sto fałszywych informacji niż odbudować jedną prawdę. W taki proces musieliby zaangażować się nie tylko rzetelni historycy (których deficyt dziś odczuwamy), ale przede wszystkim uczciwe media, rodzice i nauczyciele. Ponieważ jednym i drugim brakuje sumiennej wiedzy, koło się zamyka.

Czytając dzisiejsze publikacje "naszych" mediów i wypowiedzi niektórych polityków opozycji, uświadamiam sobie, jak wielka jest skala zafałszowania i jak ogromna praca czeka przyszłe pokolenia. Aleksander Ścios, bezdekretu.blogspot.com, 4.06.2013

Ale w zasadzie chodzi mi o coś zupełnie innego. O głęboko wdrukowaną w ludziach potrzebę kultu jednostki, o przeświadczenie, że jacyś „starsi i mądrzejsi” muszą im zawsze przewodzić, a oni mogą tylko - symbolicznie rzecz biorąc - parzyć im herbatę. Chodzi mi o to wyuczone, wdrukowane poczucie bezradności i niemocy, o którym pisałam.

***
 

Michalkiewicz, podobnie jak Janusz Korwin Mikke, jest antykomunistyczny w gębie, ale tak jakoś dziwnie się składa, że skutki aktywności publicystycznej i politycznej jednego i drugiego wzmacniają imperialną ofensywę Putina. Ich aktywność publiczna powiększa dezinformację, która w warunkach monopolu medialnego jest głównym środkiem podboju kraju i uderza w polskich polityków przeszkadzających najbardziej powiększaniu wpływów Kremla.

O ile podłączenie JKM pod rosyjską agenturę wpływu staje się oczywiste dla coraz większej liczby osób, o tyle Michalkiewicza obchodzi się z dużą wyrozumiałością. A przecież to, o czym Pan pisze, co jest tylko małą cząstką podobnych "nieścisłości" pozostałych jego tekstów nie pozostawia wątpliwości, że świadomie posługuje się kłamstwem i świadomie dezinformuje, mówiąc wprost, łże jak pies!

W dodatku porusza się na granicy antysemityzmu, dostarczając razwiedce materiał, dający przerobić się w obraz "ciemnego Polaka prawicowca" na użytek zachodniej opinii publicznej, by ta przypadkiem swoich sympatii nie przeniosła z "postępowców" na "faszystów". Spełnia zatem rolę jakościowo podobną do tzw. "pogromu kieleckiego", oczywiście w innej skali. Janko Walski, naszeblogi.pl

„…gwarantem jej interesów (Moskwy – przyp. red.) jest ośrodek prezydencki. Dlatego jakiekolwiek roszady na scenie politycznej, bez rozbicia tego ośrodka, będą zaledwie kosmetyką i nie zagrożą interesom Kremla. Obecny proces wymiany Tuska na mniej zużyty model jest również nadzorowany i inspirowany przez Belweder.” Aleksander Ścios, bezdekretu.blogspot.com


TWÓJ RUCH – DEBATA CZY EMIGROWAĆ?

CZEGO BAŁA SIĘ GAZETA WYBORCZA, TEGO NIE BAŁ SIĘ TWÓJ RUCH!

Jacek Piotrowski - wiceprezes zarządu Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości UMCS

Bardzo dużo było pesymizmu. Ja jestem optymistą i nie obawiam się instytucji państwa, bo od każdego z nas zależy, co w przyszłości będziemy robić. Oczywiście, że są podatki, jest źle, ale one są wszędzie, nawet Kajmany od nich nie uciekną. W Polsce podatki są horrendalne. Gdy zakładamy działalność gospodarczą w Niemczech, jeśli nie przynosi nam ona zysków, nie musimy płacić żadnych podatków. W Polce po założeniu działalności już w pierwszym miesiącu musimy płacić ZUS.

Jest bardzo dużo minusów, ale można to zmieniać. Uważam, że w Polsce można zarabiać bardzo dobre pieniądze, uważam, że w Lublinie można zarabiać bardzo dobre pieniądze. Moim zdaniem problem nie wynika z tego, że w Polsce jest źle, ale z tego, że w Polsce ludzie w siebie nie wierzą. Nie wierzą, że można zrobić wszystko. Jeśli chcemy obalić rząd, to po prostu wstajemy i to robimy. Bo wszystko zależy od nas. Jeśli chcemy coś osiągnąć, można to zrobić, wierzcie mi.

Wielu ludzi woli narzekać. Dlaczego woli narzekać? Bo tak jest łatwiej. A wziąć się do roboty i zmienić coś wokół siebie? To już troszeczkę jest z tym problem...

Koszty pracy w Polsce są po prostu horrendalne i porównując się z resztą Europy, jesteśmy w tej dziedzinie liderami.

Decyzja, którą wyda urząd skarbowy, obejmuje tylko urząd, który ją wydał. Jeśli robię szkolenie w Kielcach i pytam o coś urząd skarbowy, to on wydaje mi pozwolenie. Jeśli to samo szkolenie przeprowadzę później we Wrocławiu, urząd orzeknie, że złamałem prawo, okradłem państwo, muszę płacić podatki, dlatego że interpretacja jednego urzędu nie wiążą żadnego innego.

Michał Kabaciński - Ruch Palikota, poseł na Sejm RP VII kadencji

Żeby taki zespół zbudować, musi być poczucie zaufania do siebie nawzajem, do swojego sąsiada. Moi rodzice często opowiadają, jak kiedyś mieszkali w bloku na starym osiedlu i wszyscy ludzie, którzy tam mieszkali, rozmawiali ze sobą na klatce, można było pogadać z sąsiadem w sklepie osiedlowym w kolejce. A jak to dzisiaj jest w mojej rzeczywistości? Wszyscy patrzą na siebie wrogo. Sąsiad sąsiadowi nie odpowiada „dzień dobry”. Z czego to wynika? Dzisiaj, szczególnie pośród młodych ludzi, nie budujemy poczucia, że nie możesz myśleć indywidualnie, tylko musisz pamiętać, że w grupie jest raźniej. Musimy odbudować już podczasedukacji w szkole poczucie zespołowego działania. Dlaczego sprawdziany rozwiązujemy indywidualnie, a nie np. w kilkuosobowych zespołach? W ten sposób tworzylibyśmy poczucie, że ze sobą rozmawiamy i jesteśmy zależni od siebie. To by w przyszłości owocowało, umielibyśmy budować relację i zespół.

Niedawno byłem na spotkaniu z profesorem Kołodką. Podczas dyskusji padła myśl, że jeśli nie zmienimy podejścia państw całego świata do gospodarki i zarządzania środkami, możemy doprowadzić do sytuacji, w której będzie wojna. Niejeden powiedział, że wojna jest pewnego rodzaju oczyszczeniem z różnych patologii i właśnie po wojnie budują się nowe gospodarki, a wszystko rozwija się od początku. Są pewne obawy i po części zgodzę się z nimi, że jeśli nic nie zmieni, to za dwadzieścia, trzydzieści czy czterdzieści lat może dojść do dużego konfliktu – prędzej czy później ten balon pęknie.

Paweł Chojecki - pastor Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie, redaktor naczelny miesięcznika "idź Pod Prąd"

Emigracja jest „nagrodą” za wejście Polski do UE! Emigracja tak wielkiej części narodu jest „nagrodą” za głupotę większości Polaków, którzy po 1989 roku wybrali sobie takie elity i którzy wybrali przy dźwiękach „Ody do radości” wejście do UE praktycznie jako niewolnicy, jako tania siła robocza!

Co by było, gdyby ten milion czy dwa miliony młodych, produktywnych, przedsiębiorczych ludzi zostało w Polsce, a nie wyjechało?

Człowiek, który zostanie wprowadzony w kult konsumpcjonizmu, ląduje często w kredytach, poważnie zadłużony. Wtedy ma już pętlę na szyi, nie ma innego wyjścia, jak jechać za granicę, bo tu zostanie bankrutem, zlicytują go etc.

Pomyślcie też o tym aspekcie. Czy swoją nadzieję trzeba lokować w nowym iPhonie, nowym samochodzie, komputerze...

Poczucie bezpieczeństwa. Nasze państwo się zwija. Może się w dalszym ciągu zwijać w ślimaczym tempie, stopniowo zmniejszając nasze poczucie bezpieczeństwa, albo też stanie się to na ostro i dojdzie do zamieszek i rozruchów społecznych. Wtedy żadna policja, która zapewne schowa się i ucieknie, nie zapewni nam bezpieczeństwa. Dlatego zachęcam młodych ludzi do odwiedzania strzelnic i ćwiczenia się w strzelectwie sportowym. Zawsze było to mocną stroną Polaków. Polak, który uważał się za szlachcica, zawsze miał szablę i konia. Dziś o szablę i konia może być ciężko, ale do strzelectwa sportowego bardzo namawiam.

Nasz naród dał już się raz ogłupić pewnej grupie ludzi, później im znowu zaufał, po czym znów wystawili go do wiatru – mam pewne wątpliwości, czy nie potrzeba nam pewnej rewolucji mentalnej. Być może Polacy potrzebują terapii szokowej, aby mogli zobaczyć rzeczywistość w prawdziwych kolorach. W chwili obecnej poprawę odczytałbym jako zjawisko w kategoriach cudu.

Marian Kowalski - członek Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego

Nie znam takiego narodu, który by odniósł sukces, wyzbywając się własnego państwa. Natomiast podam wiele przykładów, które pokazują, że odzyskując albo budując własne państwo, narody osiągają sukces, jak to się stało choćby w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Indiach, Izraelu. Przykładem mogą też być Rosjanie, którzy swego państwa się nigdy nie wyrzekną, choćby ich nie wiadomo jak krzywdzono w tym państwie. Dlatego uczmy się od ludzi rozsądnych. Tymczasem przekonuje się nas, że lepiej wyrzec się swojego państwa, lepiej oddać część kompetencji i suwerenności obcym. Ja nie bardzo wierzę w altruizm. Nigdy w życiu nikt mi nie dał pieniędzy, oprócz osób mi bliskich, napewno nikt obcy. Obcy prędzej człowieka okradną, oszukają, zostawią na lodzie. Dlatego uważam, że Polacy powinni wierzyć we własne państwo, wybierać do władzy ludzi, którzy traktują służbę publiczną jako akt poświęcenia, a nie karierę osobistą.

Nigdy nie słyszałem ani jednego polityka, który powiedział, że koszta pracy są za niskie. Wszyscy mówią, że koszta pracy wywołują bezrobocie, że młodzi uciekają za granicę. Oczywiście, że tak. Z tym, że jest to najłatwiejszy sposób ściągnięcia z ludzi pieniędzy. A te pieniądze są potrzebne. Komu? Potrzebne są systemowi. Politykom, którzy płacą swoim zwolennikom urzędami. Dlatego powstaje biurokracja – bo swoim trzeba dać miejsce w urzędzie. Taki jest mechanizm tej demokracji. Politycy łupią nas z pieniędzy, aby utrzymać swoje „dwory”, urzędników, dać im władzę, dać możliwość pastwienia się nad nami. Inaczej politykom nikt by nie pomagał w kampaniach wyborczych, nie wybierał, nie zostaliby pasożytami na zdrowym ciele narodu. Ale ci politycy nie biorą się z rękawa. Pokazywani są w niektórych telewizjach, lansowani na siłę, zwołuje się konferencje prasowe, na których nie mają nic do powiedzenia, pokazuje się ich jedynie ludziom, w końcu ludzie na nich zagłosują. Tutaj sięgamy jądra systemu. Otóż w Polsce mamy coś takiego, że kilometr autostrady incydentalnie kosztował jedenaście razy drożej, stadiony kosztowały pięć razy drożej i się walą. Wszelkie inwestycje publiczne infrastrukturalne to możliwość kradzieży gigantycznych pieniędzy. Pieniędzy nie kradną krasnoludki. Nie, to są kolesie, którzy przy Okrągłym Stole dostali na tacy od generała Kiszczaka i tzw. opozycji demokratycznej tytuły magnackie i szlacheckie. Suchą nóżką przeszli z systemu do systemu i teraz ich dzieciątka i wnuczęta są na najwyższych stanowiskach. Nasze państwo to dziurawa beczka. Przy każdej z tych dziur siedzi zaprzyjaźniony facet z dawnego układu. Mówimy, że obniżymy koszta pracy – któż by nie chciał obniżyć. Ale musimy najpierw obalić wreszcie system Okrągłego Stołu, odpędzić te świnie od koryta, nim wyciągną nam resztki krwi.

Najbardziej szkoda mi tego, że kolejne pokolenie Polaków, dwudziestopięciolatków, będzie kolejnym zmarnowanym pokoleniem. Mnie już nie czeka nic dobrego, ale resztką sił chcę przekonać was do tego, że jeżeli wasze życie nie ma być zmarnowane, jak nasze, to zróbcie wszystko, by te świnie rozpędzić. Oni nie mają żadnych walorów. Ani intelektualnych, ani moralnych.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut