Skąd idzie zagłada Polski? Artykuł pastora Chojeckiego w nowym numerze “Idź Pod Prąd”

Na tak postawione pytanie każdy chrześcijanin z łatwością odpowie – z piekła! Racja, diabeł jest naszym wrogiem, jest „zwodzicielem narodów” (Obj. 20:3), a jego...
szubienica - kara śmierci

Czy przyzwoity człowiek może popierać karę śmierci?

Coraz więcej tak zwanych autorytetów moralnych głosi wszem i wobec, że kara śmierci jest okrutną i prymitywną pozostałością czasów, gdy "postęp" ludzkości nie osiągnął...

Dlaczego hierarchowie nadal kolaborują z Moskalami?

Rewelacja Radia Wnet (Chodzi o notatkę informacyjną Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych—wywiad - z 23 lipca 1980 r.): „Według informacji ks. Stanisława Dziwisza, podczas poufnej rozmowy papieża z Carterem J.P. II opowiedział się za koniecznością utrzymania pokoju, ale zachował pozycje konfrontacji ideologicznej z komunizmem (...)” IPN BU O 449/53/18 – autor: Tomasz Turowski (agent 10682, ps. „Orsom” i „Ritter”) to tylko maleńki fragment rzeczywistości, która rozgrywała się wokół Jana Pawła II za Spiżową Bramą. Maleńki, ale bardzo znaczący. Oto jeden z najlepszych (zdekonspirowanych) agentów komuny pozyskuje informacje o najtajniejszym spotkaniu papieża od jego najbardziej zaufanego współpracownika - OSOBISTEGO SEKRETARZA! Co więcej, ten obecnie wysoki hierarcha polskiego katolicyzmu usadowił się przy Karolu Wojtyle na wiele lat przed przeprowadzką do Watykanu (od roku 1966). Jeśli Turowski zdobył jego zaufanie i przejmował od niego najtajniejsze informacje, to kto jeszcze korzystał z łatwowierności i wylewności krakowskiego hierarchy?



Takich pytań w normalnym państwie i społeczeństwie powinno się postawić o wiele więcej i to bardzo dawno temu. U nas mamy jednak zgodną zmowę milczenia - komuniści chronią swoje źródła i używają ich dalej do swoich celów (od iście prozaicznych, w rodzaju Stella Maris, do politycznych, o skali pojednania z cerkwią Putina), hierarchowie chronią swoją przeszłość lub osłaniają kolegów w imię korporacyjnej solidarności zwanej dla zmyłki "dobrem Kościoła", naród zamyka oczy i uszy na prawdę, bo katolicyzm to ostatni bastion na drodze zagłady Polski. Nawet najmądrzejsi przedstawiciele naszych elit nie poruszają bolesnego tematu kolaboracji hierarchów za PRL i dziwnych zdarzeń z otoczenia JP2 w obawie przed niezrozumieniem i gniewem ludu, który okrzyknie ich „stronnikami Palikota”.

Na tym milczeniu najbardziej korzysta Moskwa. Ma w hierarchach posłusznych wykonawców swojej polityki, dalej bezkarnie uzależnia od siebie państwo polskie, mając pewność, że ci, którzy mogliby przywrócić narodowi czujność, będą go dalej utrzymywać w bezbolesnej nirwanie.

Bez lustracji biskupów i zbadania pod kątem działań agenturalnych pontyfikatu Karola Wojtyły Polska nie stanie samodzielnie na własnych nogach. Tu spoczywa klucz do autentycznej wolności narodu. Niestety, nawet „nasze autorytety” paraliżuje strach przed poruszeniem zagadnień „kluczowych” - zamiast tego będziemy mieli nadal radosne kibicowanie sondażom i organizację niezmieniających niczego marszów...

Dziś mało kto wie, że za rządów Pawła VI Stolica Apostolska wymusiła na frankistowskiej Hiszpanii, wbrew woli samych władz hiszpańskich (sic!), zmianę hiszpańskiej konstytucji, która broniła religii katolickiej i ustanawiała ją jedyną religią państwową. Podobnie stało się z Portugalią. Jak dziś wyglądają te państwa, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Masowa apostazja, barbarzyńskie, sprzeczne z naturą prawodawstwo to dzisiejsza rzeczywistość Hiszpanii. Podobnie nikt nie zdaje sobie sprawy, że to za czasów Jana Pawła II wymuszono na Włochach zmianę ich prawodawstwa, które chroniło religię katolicką.
Bartłomiej Gajos, NGO Opole

ZDRADZILI MEKSYKAŃSKICH KATOLIKÓW

Zdradzili Meksykanów,  dlaczego mają być wierni nam?

„Katyń, który miał w myśl prowokacji hitlerowskiej poróżnić bratnie armie, staje się jeszcze jedną więzią, łączącą nas do wspólnej walki” Jerzy Borejsza, nadzorca życia literackiego komunistycznej Polski, brat kata podziemia Józefa Różańskiego, sprawcy śmierci rotm. Pileckiego, „Nowe Widnokręgi”.

Czy nasi biskupi jednając się z Cerkwią Putina wzorowali się na tych „mądrościach”?

Szczególnie w czasach trudnych rośnie zapotrzebowanie na optymistycznych proroków. Ludzie coraz głośniej jęczą pod jarzmem okoliczności i łapczywie pragną nadziei na lepsze jutro. By przynajmniej na chwilę lepiej się poczuć, wyłączają rozsądek i czekają na sprzedawców złudzeń. Zręczni „iluzjoniści” z ochotą sprzedadzą nam sny, które chcemy śnić – „cóż z tego, że to tylko sen, ale jakże piękny”…


Polacy mają okazję obejrzeć w kinach historię niezwykłego powstania – katolicy, głównie z terenów wiejskich, chwycili za broń, by walczyć o swoje prawa przeciwko socjalistycznemu rządowi i prezydentowi Callesowi. Ich okrzykiem bojowym było: „Viva Cristo Rey!” („Niech Żyje Chrystus Król!”), a nazwano ich Cristeros (Chrystusowcy). Przyświecała im szczytna idea, dowodził zdolny generał, ale skończyli klęską - zdrada przyszła z najmniej spodziewanej strony…

Historia meksykańskich partyzantów ze stosunkowo nieodległych nam czasów powinna być dla nas ważnym ostrzeżeniem. Tamtejsi katolicy w prostocie serca wystąpili przeciw niesprawiedliwościom, gwałtom i dyskryminacji, jakie spadły na tamtejszy Kościół katolicki. Powstanie miało szansę na zwycięstwo, ale zostało zdradzone przez… katolickich hierarchów, którzy dogadali się z antyklerykalnym rządem i wystąpili przeciw broniącym ich Chrystusowcom. Oto, jak opisuje to prof. Jacek Bartyzel, katolicki tradycjonalista:

„Trzecim powodem była ugodowa postawa papieża Piusa XI, który wprawdzie po raz kolejny potępił antyreligijne prześladowania w alokucji konsystorialnej Misericordia Domini (20 XII 1926), lecz polecił biskupom meksykańskim przyjąć ogólnikowe propozycje Callesa. 21 VI 1929 roku, w wyniku negocjacji pomiędzy p.o. prezydenta Emiliem Portesem Gilem (1890-1978) a biskupami: Leopoldem Ruizem (przebywającym na wygnaniu w Waszyngtonie jako delegat apostolski) i Pascualem Diazem oraz papieskim agentem, amerykańskim księdzem Johnem J. Burke’m, przy mediacji ambasadora USA Dwighta W. Morrowa, zawarto porozumienie, zwane arreglos, czyli układami. (…) Cristeros czuli się zdradzeni z powodu ugody zawartej za ich plecami (przeciwko rozpoczętym negocjacjom zdążył jeszcze zaprotestować gen. Gorostieta, a ks. Pedroza prosił w liście do arcybiskupa Ruiza, by pasterze nie wydawali swych owiec katowi), jednak posłuszni biskupom, z nielicznymi wyjątkami, jak Trinidad Mora z Durango, który walczył aż do grudnia 1929 roku, zaniechali walki i wrócili do domów. Ich obawy nie były bezpodstawne: niemal natychmiast po ogłoszeniu amnestii rozpoczęły się represje; jedną z pierwszych ofiar był ks. Aristeo Pedroza, rozstrzelany dwa tygodnie po zawieszeniu broni. Ogółem zamordowano około 500 dowódców i ponad 5000 szeregowych cristeros. (…) Arreglos zostały zawarte również poza plecami polityków i intelektualistów katolickich, tworzących LDNLR i stanowiących polityczne kierownictwo powstania. Przewodniczący LDNLR – Rafael Ceniceros ubolewał nad zaprzepaszczeniem tej zdobyczy cristiady, iż katolicyzm „cierpliwy, uległy, anemiczny i tchórzliwy [wcześniejszych generacji]” (paciente, resignado, anémico y cobarde [de generaciones anteriores]) „został zastąpiony przez katolicyzm skuteczny, żywotny, płomienny, wojowniczy i zaczepny” (se ha trocado en un catolicismo operante, vivo, ardente, batallador y agresivo), który budził strach jego wrogów, pozostając zawsze wiernym papieżowi i Chrystusowi Królowi. Miguel Palomar przywoływał sławne zdanie bpa Wilhelma Emmanuela Kettelera: „najkrwawsze prześladowania przyniosły Kościołowi mniej szkody niż dworski serwilizm biskupów”. Ta opozycja LNDLR doprowadziła do cofnięcia jej uznania przez hierarchię: najpierw (6 XI 1929) Liga została zmuszona do usunięcia ze swojej nazwy przymiotnika Religiosa, stając się odtąd Krajową Ligą Obrony Wolności (LNDL), co sprawiło, że w krótkim czasie utraciła większość swoich członków, a w konsekwencji uległa rozkładowi po upadku „drugiej cristiady” z lat 30., ostatecznie znikając z życia w 1941 roku.” bibula.com

Jeszcze dosadniej opisał to komentator portalu wpolityce.pl:

„Powstanie Cristeros to historia bohaterskiej walki w imię wiary i ideałów, która na skutek zdrady ze strony Kościoła Katolickiego zakończyła się tragicznie. Oglądając ten film, pamiętajmy, co było przyczyną załamania się meksykańskiego Powstania Cristeros (1926-1929). Cristeros byli biednymi, wierzącymi chłopami, którzy walczyli z rewolucyjnym rządem meksykańskim w imię wolności wyznawania wiary w Chrystusa. W 1929 roku hierarchia kościelna, która dotychczasowo popierała powstańców, podpisała porozumienie z ateistycznym rządem meksykańskim zabezpieczające jej przywileje, majątki, wpływy polityczne i... zostawiła powstańców "na lodzie". Kościół posunął się aż do ogłoszenia ekskomuniki dla powstańców i jej przywódców. Jaki był dalszy los powstańców po tej zdradzie? Oczywiście bardzo smutny!!! Część z nich uciekła do Stanów Zjednoczonych (wyemigrowało około 5% całej ówczesnej populacji Meksyku). Większość, która walczyła do końca w obronie wiary katolickiej, została bezlitośnie unicestwiona. Ostateczny bilans powstania to około 90 000 zabitych. Po zdradzie ze strony Kościoła Katolickiego ponad 500 przywódców powstania i 5000 innych jego uczestników zostało zabitych już po poddaniu się... i to często w swoich domach na oczach rodzin i dzieci. Intensywne prześladowania Cristeros trwały jeszcze przez 12 lat po upadku powstania i zmniejszyły się dopiero na początku lat 40. Rewolucyjna Partia Meksyku, popierana przez hierarchię kościelną, utrzymała się przy władzy ponad 70 lat (!) i straciła ją dopiero w 2000 roku...” Gość z CH

Warto pamiętać, że hierarchowie rzadko kierują się ideałami, a prawie zawsze logiką władzy, która każe im dogadywać się z silniejszym, by zachować swoje wpływy. Na tym poziomie drabiny hierarchicznej trwanie instytucji i zagwarantowanie jej bytu materialnego jest wartością nadrzędną – nawet nad wiernością „Chrystusowi Królowi”. Tak było, jest i będzie, a każdy, kto zechce szukać oparcia dla wartości i ideałów u hierarchów, doświadczy tego samego losu, co dzielni meksykańscy Cristeros.

Z naszej najnowszej, powojennej historii wystarczy przywołać chociażby zdradę Żołnierzy Wyklętych przez episkopat i prymasa Wyszyńskiego, którzy 10.04.1950 r. podpisali ugodę z komunistami:

„Kościół Katolicki, potępiając zgodnie ze swymi założeniami każdą zbrodnię, będzie zwalczać również zbrodniczą działalność band podziemia i będzie piętnował i karał konsekwencjami kanonicznymi duchownych winnych udziału w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej.”

Później mamy wystąpienie prymasa Wyszyńskiego wzywającego robotników sierpnia ’80 „do rozwagi i odpowiedzialności”, kolaborację episkopatu przy okrągłym stole, milczącą zgodę na uwłaszczenie się komunistycznej nomenklatury, na brak lustracji i dekomunizacji, haniebną postawę po katastrofie nad Smoleńskiem, gdy nad trumnami poległych biskupi wzywali do pojednania z Rosją:

„Teraz jednak, po tragicznej katastrofie prezydenckiego samolotu 10 kwietnia br., przekonujemy się, że krew przelana przed 70 laty potrafi łączyć zarówno polityków, jak i zwykłych szarych ludzi. [...] Z perspektywy 70 lat widać wyraźniej niż kiedykolwiek, że niewinnie przelana krew ofiar tego samego, nieludzkiego systemu, która wsiąkła w tę samą ziemię i dzieliła nas przez pokolenia, nie musi koniecznie dzielić, a może także łączyć". prymas Henryk Muszyński 17.04. 2010
„Siedemdziesiąt lat temu Katyń oddalił dwa narody, a ukrywanie prawdy o niewinnie przelanej krwi nie pozwalało zabliźnić się bolesnym ranom. Tragedia sprzed ośmiu dni wyzwoliła wiele pokładów dobra, tkwiących w osobach i narodach. Współczucie i pomoc, jakiej doświadczyliśmy w tych dniach od braci Rosjan, ożywia nadzieje na zbliżenie i pojednanie naszych dwóch słowiańskich narodów.” kard. Stanisław Dziwisz 18.04.2010

Dalej mamy historię z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, gdzie wysłannicy hierarchów wespół z siepaczami władzy wystąpili przeciw patriotom; wiele obraźliwych wypowiedzi wobec osób upamiętniających smoleńską zbrodnię, by w końcu dokonało się dopełnienie zdrady narodowej 17.08.2012 r. w akcie hołdu wobec Cerkwi Putina za wiedzą i przyzwoleniem Benedykta XVI. Nie należy mieć złudzeń – obecny ugodowy papież będzie dalej dążył do dogadania się z prawosławiem, a „niepojętni” polscy patrioci będą stali temu porozumieniu na przeszkodzie. Jeśli chcemy budować Wolną Polskę, musimy pamiętać, że w obecnym układzie sił hierarchów katolickich będziemy mieć konsekwentnie przeciwko sobie. Można oczywiście żyć naiwnymi stereotypami w rodzaju „Kościół zawsze z narodem”, ale wtedy skazujemy się na tragiczny los Cristeros…

Film „Cristiada” w kinach.


T


ALTERNATYWA DLA NIEMIEC

Nowa partia w Niemczech. Wielkie Niemcy wpatrzone w małą Szwajcarię.

14.04.2013 r. na kongresie założycielskim w Berlinie przedstawiono program wyborczy nowej partii, której współzałożycielem i rzecznikiem prasowym jest prof. makroekonomii Bernd Lucke z Uniwersytetu w Hamburgu. Podstawowym punktem programowym Alternatywy dla Niemiec (AfD) jest postulat kontrolowanej likwidacji strefy euro poprzez powrót do walut narodowych, najpierw państw południowej Europy, które najbardziej ucierpiały wskutek wprowadzenia euro (wzrost zadłużenia i bezrobocia), a następnie wystąpienie z niej Niemiec (przywrócenie DM nie powinno być tematem tabu). Stąd żądanie zmiany traktatów europejskich, tak aby umożliwić każdemu państwu wyjście ze strefy euro i samodzielne demokratyczne zdecydowanie o swej walucie. Dopuszcza się również tworzenie mniejszych i bardziej stabilnych (niż euro) unii walutowych.

Jeden z założycieli, obecnie przewodniczący rady naukowej nowej partii, prof. ekonomii J. Starbatty, zgłaszał w 1998 r. oraz 2001 r. do Trybunału Konstytucyjnego zażalenia przeciw wprowadzeniu euro i EMS. Całkowicie zrozumiałe z punktu widzenia niemieckiego podatnika wydaje się żądanie, aby koszty tzw. polityki ratunkowej były pokrywane nie z płaconych przez niego podatków, lecz przez banki, fundusze czy prywatnych dużych inwestorów, czyli te podmioty finansowe, które teraz czerpią korzyści z tej polityki. W kryzysie zadłużeniowym banki (lub ich wierzyciele) muszą same pokrywać własne straty. Żądanie natychmiastowego zakazu skupu papierów dłużnych państw zadłużonych przez EBC jest tak logiczne, jak to, że inflacja nie może pożerać oszczędności obywateli. Państwom zadłużonym bez szansy na spłatę swych zobowiązań, jak Grecja, długi powinny zostać anulowane. Powrót do walut narodowych jest podstawowym lekarstwem na przywrócenie gospodarek państw Europy południowej do normalnego funkcjonowania. Postulat ten został przez lewicowych i europoprawnych komentatorów do tego stopnia wyolbrzymiony, że Alternatywa dla Niemiec nazywana jest niekiedy partią jednego postulatu. Nie jest to oczywiście prawdą.

W kwestii polityki międzynarodowej partia opowiada się za Europą suwerennych państw ze wspólnym rynkiem, niczym nieograniczonym budżetem parlamentów narodowych oraz ich całkowitą niezależnością ustawodawczą, zdecydowanie odrzuca scentralizowane państwo europejskie, postuluje reformę UE w celu likwidacji brukselskiej biurokracji, popiera transparentność rządów oraz ich większą wrażliwość na sprawy obywatelskie.

Osobnym ważnym punktem o fundamentalnym znaczeniu jest państwo prawa i demokracja. Działania rządu niemieckiego są ograniczone przez prawa człowieka, konstytucję oraz traktaty europejskie. Praktycznym wyrazem wzmocnienia demokratycznych praw obywatelskich ma być wprowadzenie referendów i inicjatyw na wzór szwajcarski. Szczególnie dotyczy to sytuacji zrzekania się ważnych praw na rzecz UE. Więcej demokracji bezpośredniej potrzeba też partiom w ich wewnętrznym funkcjonowaniu. W kwestii finansów publicznych partia zwraca uwagę na zbyt wysokie zadłużenie Niemiec i konieczność jego ograniczenia, a w kwestii podatków - ich uproszczenie, tak aby każdy obywatel rozumiał, dlaczego i w jakiej wysokości jest opodatkowany. Kryzys euro zagraża wszystkim formom zabezpieczeń emerytalnych. Dlatego wysokość rent ma być gwarantowana, a nie zależna od stanu kasy. Republika Federalna ma za mało dzieci. Z tego powodu ubezpieczenia emerytalne i zdrowotne stoją na glinianych nogach. Dlatego Afd opowiada się za ochroną rodziny jako inwestycją na przyszłość.

Nie jest to idealna partia wolnościowa, skoro B. Lucke opowiada się za likwidacją rajów podatkowych, ale jest to z pewnością ciekawa alternatywa dla obecnych rządów niewidzących odwrotu od wspólnej waluty.


PROTESTANT, PATRIOTA, PREMIER

Recepta Orbana na zwycięstwo nie jest skomplikowana. To skorumpowani karierowicze muszą zatrudniać rzesze marketingowców, aby zawładnąć umysłami ludzi i wygrać wybory, pomimo beznadziejnej oferty....

Z SIECI

Zapraszanie do Lednicy wroga krzyża, człowieka rechoczącego nad trumnami ofiar Smoleńska, jest pospolitym draństwem. (B. Komorowskiego na zlot katolickiej młodzieży – przyp. red.) Aleksander Ścios , Twitter

Oto dramatyczny przykład mizerii "naszych" - nawet lider "obrońców Krzyża" okazał się prowokatorem z ramienia P-kta! Paweł Chojecki, Twitter

T. Mazowiecki twierdzi, że "nazywanie katastrofy zamachem" niszczy demokrację. Ale czy nazywanie zamachu katastrofą jest zupełnie nieszkodliwe? Paweł Chojecki, Twitter

***

„Sprawa jest prosta: Solorz zarabia, bo jak można zarobić, to na wszystkim zarabia, ale decyzja ma charakter polityczny. Dlaczego?

Idzie odwilż spowodowana wymianą politycznej ekipy wynajętej do ochrony interesów bezpieczniackich elit. By wymiana była sprawna i dała wyjść z kryzysu, muszą być ofiary - Tusk (błędy i wypaczenia) oraz symulacrum wolności, czyli odwilż, czyli Republika, że niby teraz będzie wolność. Idzie odnowa.

Musimy z tego skorzystać, wstawić nogę w uchylone drzwi, by już ich nie mogli zamknąć.

Według planu, gdy nowe kierownictwo - Schetyna - decydent wynajęty przez oligarchię i Gowin - twarz dla prawicy, która mózgu nie ma, bo w mózgu jest pamięć - oraz jak się da zwerbować Rokita - potrzebna "nowa" twarz, a bezmózgi przecież nie pamiętają, co było wczoraj i przyjemnie jest mieć poczucie, że teraz już będzie dobrze - już się umocni pod patronatem Komoruskiego, czyli Rosja przypieczętuje wypchnięcie Niemiec z Polski, wtedy dojdzie do selekcji i ci, co się przystosują w Republice pozostaną, a inni - nieprzystosowani, co nie zrozumieli - znikną.
Nasze zadanie - by to się nie udało.”

  Józef Darski, naszeblogi.pl
 
Moja muzyka trafia m.in. do ludzi, którzy nie mają jeszcze utrwalonych poglądów, ponieważ wpadli w machinę, która nazywa się "entertainment" i ciężko im się z niej wydostać. Kiedy człowiek wplątany jest w chomiczy kołowrotek pogoni za gadżetami, pieniędzmi, zbytkiem, czego świadkami jesteśmy, wówczas wyjaławia się go z uczuć. Z poczucia prawdziwych wartości. Zabiera mu się tożsamość poprzez instrumentalizację życia. Wmówiono tym biednym ludziom, że pochodzą od zwierząt, i oni teraz pędzą – jak te zwierzęta.    Raper Piotr Kowalczyk Medium, onet.pl

Na temat wydarzeń z przełomu lat 80-90 kłamią wszystkie podręczniki szkolne wydane w III RP. Kłamstwo to było utwierdzane przez ośrodki propagandy medialnej, rządy i instytucje państwowe. To zaś oznacza, że przez dwie dekady wyhodowano pokolenia historycznych analfabetów, którzy nie tylko nie mają pojęcia, czym był komunizm i PRL, ale nie znają genezy obecnej państwowości.

Obawiam się, że dla naprawienia tego stanu nie wystarczą krótkie informacje. Procesodkłamywania historii to zadanie na dziesięciolecia, bo łatwiej jest wpoić sto fałszywych informacji niż odbudować jedną prawdę. W taki proces musieliby zaangażować się nie tylko rzetelni historycy (których deficyt dziś odczuwamy), ale przede wszystkim uczciwe media, rodzice i nauczyciele. Ponieważ jednym i drugim brakuje sumiennej wiedzy, koło się zamyka.

Czytając dzisiejsze publikacje "naszych" mediów i wypowiedzi niektórych polityków opozycji, uświadamiam sobie, jak wielka jest skala zafałszowania i jak ogromna praca czeka przyszłe pokolenia. Aleksander Ścios, bezdekretu.blogspot.com, 4.06.2013

Ale w zasadzie chodzi mi o coś zupełnie innego. O głęboko wdrukowaną w ludziach potrzebę kultu jednostki, o przeświadczenie, że jacyś „starsi i mądrzejsi” muszą im zawsze przewodzić, a oni mogą tylko - symbolicznie rzecz biorąc - parzyć im herbatę. Chodzi mi o to wyuczone, wdrukowane poczucie bezradności i niemocy, o którym pisałam.

***
 

Michalkiewicz, podobnie jak Janusz Korwin Mikke, jest antykomunistyczny w gębie, ale tak jakoś dziwnie się składa, że skutki aktywności publicystycznej i politycznej jednego i drugiego wzmacniają imperialną ofensywę Putina. Ich aktywność publiczna powiększa dezinformację, która w warunkach monopolu medialnego jest głównym środkiem podboju kraju i uderza w polskich polityków przeszkadzających najbardziej powiększaniu wpływów Kremla.

O ile podłączenie JKM pod rosyjską agenturę wpływu staje się oczywiste dla coraz większej liczby osób, o tyle Michalkiewicza obchodzi się z dużą wyrozumiałością. A przecież to, o czym Pan pisze, co jest tylko małą cząstką podobnych "nieścisłości" pozostałych jego tekstów nie pozostawia wątpliwości, że świadomie posługuje się kłamstwem i świadomie dezinformuje, mówiąc wprost, łże jak pies!

W dodatku porusza się na granicy antysemityzmu, dostarczając razwiedce materiał, dający przerobić się w obraz "ciemnego Polaka prawicowca" na użytek zachodniej opinii publicznej, by ta przypadkiem swoich sympatii nie przeniosła z "postępowców" na "faszystów". Spełnia zatem rolę jakościowo podobną do tzw. "pogromu kieleckiego", oczywiście w innej skali. Janko Walski, naszeblogi.pl

„…gwarantem jej interesów (Moskwy – przyp. red.) jest ośrodek prezydencki. Dlatego jakiekolwiek roszady na scenie politycznej, bez rozbicia tego ośrodka, będą zaledwie kosmetyką i nie zagrożą interesom Kremla. Obecny proces wymiany Tuska na mniej zużyty model jest również nadzorowany i inspirowany przez Belweder.” Aleksander Ścios, bezdekretu.blogspot.com


Dlaczego spowiedź jest niebezpieczna

Tzw. spowiedź uszna jest wynalazkiem późnego średniowiecza (XIII w.). Nie ma o niej mowy w Biblii. Wiele by można powiedzieć o zgubnym duchowym wpływie wiary w skuteczność tego obrządku, ale tym razem skoncentruję się tylko na wymiarze czysto praktycznym. Punktem wyjścia do naszego wnioskowania niech będzie informacja prasowa sprzed dwóch lat:

– Był spowiednikiem żony jednego z obecnych polskich ambasadorów, pana Cz. Wysłuchał jej grzechów w Paryżu. Przychodziły do niego również, by powierzyć mu swoje najskrytsze winy i dostać rozgrzeszenie, także inne osoby z kręgów ówczesnej emigracji – twierdzi nasz rozmówca.


– U jezuitów w Rzymie spowiadali się dyplomaci i wojskowi z krajów należących do NATO. Niewykluczone, że Turowski spowiadał więc także obcokrajowców – komentuje dr Leszek Pietrzak. Jak mówi historyk, bardzo często oficerowie wywiadu PRL zlecali współpracującym duchownym spowiadanie w celu uzyskania informacji. Tak było w wielu polskich środowiskach we Francji i we Włoszech.” „Kto się spowiadał u Turowskiego?”, Leszek Misiak, Grzegorz Wierzchołowski, GP




Kim był Turowski, nie będę przypominał. Mamy więc sytuację, w której agent służb PRL spowiada zarówno pod bokiem Jana Pawła II, jak i w jezuickich ośrodkach we Francji. Dzięki temu ma wgląd w życie intymne emigracji politycznej, dyplomatów i wojskowych. Co ważne, większość ludzi traktuje spowiedź szczerze – czyli agent w koloratce zdobywał najpilniej strzeżone sekrety osobiste z „pierwszej ręki”. Nie były to historie o hobby czy zainteresowaniach, ale dane najbardziej wrażliwe, dotyczące słabości, uzależnień czy pokus. Co więcej, mogły dawać wskazówki dotyczące osób trzecich (np. wyznanie grzechu cudzołóstwa). O możliwościach operacyjnego użytku takich informacji nie trzeba nikogo przekonywać.

Ciekawą historię opowiedział kiedyś ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Otóż SB chciała pozyskać tajną informatorkę spośród sióstr zakonnych (zdaje się, że z Zakładu dla Niewidomych w Laskach). Choć „wytężono siły”, żadna z czterdziestu sióstr nie zdecydowała się na współpracę. Udało się jednak pozyskać kapelana ośrodka, u którego wszystkie pobożne siostry szczerze się spowiadały…

Mając na uwadze powyższe przykłady, rozsądny człowiek poważnie rozważy wyjawianie w konfesjonale sekretów swoich i bliźnich – skąd może wiedzieć, że z drugiej strony nie siedzi jakiś Turowski?

Tych, których dręczy pytanie : „A co z moimi grzechami?”, zachęcam do refleksji nad słowami Pisma:

Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie - odpuszczenie grzechów. Kol 1:12-14

I was, którzy umarliście w grzechach i w nieobrzezanym ciele waszym, wespół z nim ożywił, odpuściwszy nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża;
Kol. 2:13-14

A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: Wykonało się! I skłoniwszy głowę, oddał ducha. Jan. 19:30

Świątynie nowoczesności

Nie ma znaczenia, skąd pochodzisz, czym się zajmujesz, co lubisz, w co wierzysz czy ile masz lat - w świątyni nowoczesności każdy znajdzie coś dla siebie. Świątynia przygarnie i zaopiekuje się każdym. Zaspokoi wszystkie Twoje potrzeby. A jeśli wydaje Ci się, że już zaspokoiła, to masz rację – tylko Ci się wydaje; przedmioty nieodczuwanych jeszcze przez Ciebie potrzeb są już na etapie produkcji.

Galeria handlowa, niegdyś zwana skromnie centrum, słusznie zmieniła swoją nazwę. Przestała bowiem być wyłącznie siedzibą handlową, a stała się swoistym ośrodkiem kultu konsumpcji. Wprawdzie na próżno tu szukać Damy z Gronostajem lub Venus z Milo, lecz bez problemu w licznych witrynach sklepowych odnajdziemy bezcenne arcydzieła użytkowej sztuki masowej.

Świątynie nowoczesności są otwarte dla swoich wiernych całymi dniami. W godzinach porannych i wczesnopołudniowych można tu spotkać rzesze młodych ludzi, zawiedzionych niskim poziomem gimnazjalnej edukacji, poszukujących swojej tożsamości, nazywanych przez złośliwych wagarowiczami. Mijają się oni z poważnymi biznesmenami, którzy korzystając z przerwy na lunch, popijając drugą kawę, spoglądają z pogardą, znad najnowszego numeru Forbesa, na młodzieńczy tłum i pozostałych uczestników kultu. Godziny popołudniowe i wieczorne to czas dla wszystkich. Przez automatycznie otwierane obrotowe wrota świątyni przelewają się całe rodziny, rody, klany. Kilkuletnie dzieci pośrodku szerokich alejek siedzą w kolorowych pociągach i samolotach lub spędzają niezapomniane chwile z obcą, wysoko wykwalifikowaną opiekunką w małych dziecięcych zoo, spoglądając przez grube szyby na przechodzącą gawiedź niczym małe, ciekawe świata zwierzątka. Pozwala to ich rodzicom w spokoju brać udział w rytuale i dokonywać trafnych wyborów dzieł sztuki masowej. Obok szczęśliwych rodzin przechadzają się wzdłuż alejek zakochani; para; ona i on; dziewczyna i chłopak. Czy może raczej – bardziej nowocześnie – partnerzy życiowi, czy też inni wspólnicy. Ona - całą sobą chłonie każdą cząstkę estetycznych wartości bijących jaskrawo-cekinowym blaskiem z kolorowych witryn. On, nieco bardziej powściągliwy w okazywaniu swoich emocji, oparty o balustradę spogląda zmęczonym wzrokiem w dół na niższe piętra świątyni, szukając zrozumienia w oczach innego młodego mężczyzny, podobnie jak on opartego o barierkę, z wyrazem twarzy tęskniącej za spokojem. Dwa piętra wyżej młoda para wspólników skończyła właśnie romantyczną kolację w McDonaldzie. On wykazał się niespotykanym wręcz heroizmem, przeciskając się przez długą kolejkę, by ostatecznie zamówić dwa BicMaki w powiększonym zestawie z dużymi frytkami i dietetyczną Colą. Ona dowiodła swojej anielskiej cierpliwości, oczekując przez pół godziny, aż jej luby przebrnie z mozołem przez długą kolejkę szybkoobsługowego baru.

W świątyni nowoczesności każdy znajdzie to, czego potrzebuje lub czego jeszcze nie wie, że potrzebuje; zaspokoi pragnienia duszy i ciała. Po wyjściu od fryzjera można, u pobliskiego agenta ubezpieczeniowego, bez trudu ubezpieczyć się przeciw porywistym wiatrom. Wychodząc z kina, obejrzawszy najnowsze, wybitne dziecko rodzimej kinematografii pt. „Miłość na lodowisku”, będącej kontynuacją kultowej już „Miłości na ławce w parku”, można udać się do fotografa, aby na zawsze utrwalić ten niewzruszony filmowy zachwyt bijący z naszych twarzy.

Jeśli komuś się wydaje, że z powodu braku pieniędzy nie może uczestniczyć w kulcie – jest w błędzie. Świątynia szczyci się również działalnością charytatywną. W bocznej nawie znaleźć można kącik kulturalny, w którym posłuchasz najnowszej platynowej płyty Mandaryny, a jeśli jesteś bibliofilem, to dwa rzędy za Dialogami Platona i jeden przed Pismem Świętym znajdziesz najnowsze bestsellerowe arcydzieła Katarzyny Grocholi i Dana Browna. Jeżeli natomiast jesteś wspomnianym młodym krytykiem gimnazjalnego systemu edukacji, możesz bez trudu poszukać swojej tożsamości, kradnąc samochody i napadając na przechodniów w najnowszej odsłonie gry GTA na Xboxa 360.

Jeśli jesteś znudzony swoją szarą rzeczywistością, musisz koniecznie odwiedzić to miejsce. Czas się tutaj zatrzymuje. Brak okien, naturalnego światła oraz zegarków sprawia, że czas przestaje się dla Ciebie liczyć. Stajesz się częścią enklawy. Galeria handlowa to swoiste miasto w mieście, tylko nieco lepiej zorganizowane. Sklepy, salony usługowe i centra rozrywki znajdują się o kilka kroków od siebie. Ruchome schody zawiozą Ciebie i Twoje zmęczone nogi na wybrany poziom. Zgubiłeś się? Nie ma problemu. Nie musisz już pytać ludzi o drogę, narażając się na niepotrzebną i męczącą rozmowę z nimi, która zawsze może grozić nawiązaniem nowych znajomości. Odpowiednie mapki GPS, ustawione w całej galerii, powiedzą Ci dokładnie, gdzie jest Twoje miejsce.

Galeria handlowa, jak na świątynie przystało, z okazji każdego święta wprawia w ruch swoje wielkie dzwony, których dźwięk rozchodzi się na dziesiątki kilometrów, informując wiernych o najnowszych mega- i hiperpromocjach, rabatach, okazjach i trwających miesiącami wyprzedażach związanych z likwidacją konkretnego sklepu. Wystarczy przyjść. Kapłani i kapłanki służą dobrym słowem. A w razie potrzeby rozgrzeszą Cię z niepewności co do słuszności dokonanego zakupu. Jeszcze tylko mały, symboliczny datek na tacę i możesz iść dalej, oddawać się mistycznej ekstazie.

P.Wiatr

 

 

 

 


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut