ŻYCIE Z PERSPEKTYWY ŚMIERCI

Jaka szkoda, że musiałem czekać do teraz, kiedy moje ciało jest przeżarte przez raka, żeby nauczyć się, jak trzeba żyć – jeden z pacjentów doktora Irvina Yaloma, amerykańskiego terapeuty, ateisty. Cytat z jego książki: „Patrząc w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci”.

Australijska pisarka Bronnie Ware, szukając sensu w swoim życiu i pracy zawodowej, zdecydowała się na niezwykły krok – podjęła się opieki nad osobami umierającymi. Mając za sobą wiele rozmów z ludźmi, którym zostało kilka tygodni lub co najwyżej kilka miesięcy życia, jest pod wrażeniem dojrzałych zmian, jakie powoduje perspektywa rychłego rozstania się z tym światem. Podobne obserwacje miał król Salomon.

Bronnie Ware spisała pięćrzeczy, które jej rozmówcy wymieniali,oceniając swoje życie z perspektywy hospicjum:

1. Szkoda, że nie miałem odwagi żyć tak, jak naprawdę chciałem, a nie tak, jak inni tego ode mnie chcieli.

2. Żałuję, że tyle pracowałem.

3. Szkoda, że nie miałem odwagi wyrazić prawdziwych uczuć.

4. Mogłem więcej czasu poświęcić na utrzymanie kontaktu z przyjaciółmi.

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwszym.

(więcej tu: http://tiny.pl/q3qbx, po polsku: http://tiny.pl/q3qbm)

Kiedy jesteśmy młodzi, zdrowi i silni, ulegamy iluzji, że stan ten będzie trwał wiecznie i wszystko zdążymy jeszcze zrobić. Gdy budzimy się w realnym świecie - bliskości śmierci, bezpowrotnej utraty zdrowia, swobody ruchów, siły itp., na wiele zmian w życiu jest już za późno. Dociera do nas świadomość zmarnowanego czasu, odkładania na później rzeczy naprawdę ważnych czy wymieniania czasu z bliskimi i przyjaciółmi na pracę lub inne „obowiązki”. Warto więc od czasu do czasu spojrzeć na nasze życie z perspektywy jego kresu. Może zauważymy potrzebę niezbędnych korekt?

Król Salomon przejmująco, aczkolwiek realistycznie, opisuje starość i nadchodzący koniec:

Zanim się zaćmi słońce i światło, księżyc i gwiazdy, i znowu powrócą obłoki po deszczu, A są to dni, gdy będą drżeć stróże domowi i uginać się silni mężowie, gdy ustaną w pracy młynarki, bo ich będzie za mało, a wyglądające oknami będą zamglone. Gdy zawrą się drzwi na zewnątrz, gdy ścichnie łoskot młyna, dojdzie do tonu świergotu ptasząt, i wszystkie pieśni brzmieć będą cicho. Gdy nawet pagórka bać się będą i strachy czyhać będą na drodze; gdy drzewo migdałowe zakwitnie i szarańcza z trudem wlec się będzie, a kapar wyda swój owoc, bo człowiek zbliża się do swojego wiecznego domu, a płaczący snują się po ulicy. Zanim zerwie się srebrny sznur i stłucze złota czasza, i rozbije się dzban nad zdrojem, a pęknięte koło wpadnie do studni. Wróci się proch do ziemi, tak jak nim był, duch zaś wróci do Boga, który go dał. Kazn. 12:2-7

Niezmiernie ciekawy i konkretny jest jego wniosek, który z tej sytuacji powinien wysnuć każdy człowiek będący jeszcze w pełni sił:

Pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie swojego wieku, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: Nie podobają mi się. Kazn. 12:1

Mojżesz podobnie pouczał swoich współczesnych i potomnych:

Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt, a gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt; a to, co się ich chlubą wydaje, to tylko trud i znój, gdyż chyżo mijają, a my odlatujemy. Któż zna moc gniewu twego? Kto boi się ciebie w uniesieniu twoim? Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce!

Ps. 90:10-12

Co więc znaczy to mądre serce czy życie dla swego Stwórcy? Podobne pytanie zadano kiedyś Jezusowi:

Rzekli więc do niego: Cóż mamy czynić, aby wykonywać dzieła Boże? Odpowiedział Jezus i rzekł im: To jest dzieło Boże: wierzyć w tego, którego On posłał. Jan. 6:28-29

Można zrobić i przeżyć w swoim życiu wiele wspaniałych rzeczy, ale jeśli zabraknie w nim tej jednej – zaufania Jezusowi, z perspektywy wieczności okaże się ono zmarnowane. Ap. Jan stawia sprawę bardzo jasno:

Kto wierzy w Syna Bożego, ten ma w sobie świadectwo Boga, kto nie wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, bo nie uwierzył świadectwu, jakie Bóg dał o swoim Synu. A świadectwo jest takie:  że Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Ten, kto ma Syna, ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia. O tym napisałem do was, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie życie wieczne. 1 Jan 5:10-13 (BT)

Wielu ludziom w Polsce wiara w Jezusa kojarzy się z religią, nudnymi rytuałami, powierzchownością czy wręcz faryzejską obłudą. Jest to prosty skutek wpływu religii katolickiej, która wydaje taki właśnie owoc. Jezus przedstawiony w Biblii, w którego uwierzyli apostołowie i pierwsi chrześcijanie, krańcowo odbiega od religijnych wyobrażeń. Zrozumiał to świetnie ap. Paweł, człowiek na wskroś religijny, a wręcz fanatyczny:

Chociaż ja mógłbym pokładać ufność w ciele. Jeżeli ktoś inny sądzi, że może pokładać ufność w ciele, to tym bardziej ja:

Obrzezany dnia ósmego, z rodu izraelskiego, z pokolenia Beniaminowego, Hebrajczyk z Hebrajczyków, co do zakonu faryzeusz, co do żarliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany.

Ale wszystko to, co mi było zyskiem, uznałem ze względu na Chrystusa za szkodę. Lecz więcej jeszcze, wszystko uznaję za szkodę wobec doniosłości, jaką ma poznanie Jezusa Chrystusa, Pana mego, dla którego poniosłem wszelkie szkody i wszystko uznaję za śmiecie, żeby zyskać Chrystusa i znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary, żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania. Nie jakobym już to osiągnął albo już był doskonały, ale dążę do tego, aby pochwycić, ponieważ zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa. Filip. 3:4-12

Gdy ap. Paweł zrozumiał, kim jest Jezus, i zdecydował się Mu zaufać, jego życie diametralnie się zmieniło. Odrzucił religijne sposoby zasługiwania sobie na przychylność Boga - uznał je wręcz za szkodzący człowiekowi gnój, śmiecie - i całe swoje zaufanie złożył w tym, co Jezus zrobił na krzyżu: zdobył dla niego sprawiedliwość (usprawiedliwienie) w oczach Boga Ojca. Dalsze swoje życie na ziemi widzi jako pasjonującą przygodę służenia Jezusowi, do którego już na zawsze należy. Starzejąc się tu, na ziemi, widząc więdnięcie swojego ciała, nie ma przed oczyma straconego czasu, poczucia zmarnowanych okazji i możliwości, ale dostrzega całkiem nową, nieporównywalnie lepszą i ciekawszą rzeczywistość:

Dlatego nie upadamy na duchu: bo choć zewnętrzny nasz człowiek niszczeje, to jednak ten nasz wewnętrzny odnawia się z każdym dniem. Albowiem nieznaczny chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały, nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to, co niewidzialne, jest wieczne. 2 Kor. 4:16-18

Bronnie Ware po latach spędzonych z ludźmi odchodzącymi z tego świata tak podsumowuje swoje obserwacje:

„Wiele osób dopiero na końcu drogi zdało sobie sprawę z tego, że bycie szczęśliwym to wybór. Niestety, za życia za bardzo trzymali się tradycyjnych schematów i nawyków. Brak odwagi, by przełamywać bariery, rzucił cień na ich emocje i całe życie. Obawa przed zmianą zmusiła ich, by udawali przed innymi, a także przed samymi sobą, że są szczęśliwi, podczas gdy gdzieś głęboko w środku tęsknili do tego, by w ich życiu znów pojawiły się szczery uśmiech i beztroska”.

Najlepszy czas na decyzję zmiany życia jest więc… TERAZ!

 

 

 

                                      

                                          

idźPod Prąd, styczeń-luty 2015


RZYM Z WŁOSKIEJ PERSPEKTYWY

Bombardowani jesteśmy ostatnio w Polsce wciąż nowymi wieściami z frontu walki o ekumenizm. Kolejne alianse, koncerty i eventy to wywieszanie białej flagi i przyjmowanie rzymskich doktryn jako akceptowalnych, a niekiedy nawet jako własnych. Rzym też jakby zmiękł i z dobrodusznością godną matki wszelkich religii pochyla się nad zagubionymi owcami, mamrocząc zaklęcie o jednym pasterzu i jednej owczarni.

Ma ruch ekumeniczny i swoich proroków. Od jednego z nich, luteranina (a jakże!), wyszło pojęcie „jedności w różnorodności”, określające postawę akceptowania u domniemanych braci w wierze doktrynalnych różnic. Jest w tym pojęciu iście złowieszcza mieszanina prawdy z kłamstwem. Choć bowiem Pismo wzywa do akceptowania różnic u słabszych, niedojrzałych braci, to jednocześnie braterstwo w Biblii oparte jest na wierze w ewangelię o zbawieniu jedynie na podstawie zaufania Jezusowi Chrystusowi, który zbawienie ofiarowuje wyłącznie ze swojej łaski. Nazywanie bratem osoby, która wierzy w rzymskie dogmaty, jest zatem odrzuceniem podstawowych prawd, które Bóg jasno objawił w swoim Słowie. Tymczasem obecna soteriologia Rzymu tak różni się od biblijnej, jak trydencka msza od zebrania wierzących w pierwszym wieku. I pomyśleć, że Paweł apostoł radził tym, którzy chcieli dodać do wiary w Jezusa jeden tylko ruch noża, aby odcięli sobie i całe przyrodzenie (Gal 5:12). Jaką radę od Pawła usłyszałby teolog katolicki dzisiaj – aż strach pomyśleć.

Skąd zatem takie parcie na ekumenizm wśród wyznających Jezusa między Odrą a Bugiem? Między innymi z duchowej ślepoty i bezbożnej naiwności jego propagatorów. Co im radzić? Może powinni pójść po rozum do głowy albo - jeśli taka podróż wydaje się im zbyt daleka - po radę do wierzących w Jezusa we Włoszech, mieszkających tam, gdzie tron ma sam Pontifex Maximus, a którzy „trzymają się mocno imienia Jezusa i nie zaparli się wiary w Niego” (Obj 2:13). Owi bracia (ok. 85% wszystkich włoskich chrześcijan ewangelicznych), obyci z imperialnym Kościołem rzymskim, wystosowali 19 lipca 2014 roku takie oto wezwanie:

W następstwie okrągłego stołu z udziałem the Italian Evangelical Alliance, the Federation of Pentecostal Churches, the Assemblies of God in Italy, the Apostolic Church oraz the Pentecostal Congregations, jaki miał miejsce w Aversea 19 lipca 2014 roku w Zielonoświątkowym Kolegium Studiów Religijnych (the Pentecostal College of Religious Sciences), wspomniane wyżej kościoły i organizacje, zaalarmowane ostatnimi ekumenicznymi działaniami ze strony chrześcijan ewangelicznych oraz kręgów zielonoświątkowych w odniesieniu do Kościoła rzymskokatolickiego i jego obecnego zwierzchnika, nie osądzając wiary poszczególnych członków tego kościoła, uważają, iż jest niezgodne z nauczaniem Pisma twierdzenie, że kościół może być pośrednikiem w kwestii zbawienia czy też przedstawiać inne osoby jako pośredników łaski, ponieważ Boża łaska jest dostępna wyłącznie przez wiarę w Jezusa Chrystusa (Ef 2:8) bez udziału pośredników (1 Tym 2:5).

Uważamy również za niemożliwe dopogodzenia z Pismem istnienie kościoła, którego sercem jest państwo polityczne będące spuścizną kościoła „imperialnego”, od którego bierze ono swoje tytuły oraz prerogatywy. Kościoły chrześcijańskie muszą powstrzymywać się od naśladowania „książąt tego świata” i iść za przykładem Jezusa, który przyszedł, aby służyć, nie zaś, aby Mu służono (Mk 10:42-45).

Wierzymy również, że to, co w niektórych elementach wydaje się podobne do ewangelicznej wiary i duchowości, nie pozwala żywić nadziei, że w Kościele rzymskokatolickim dokonała się prawdziwa przemiana. Z powodu wszystkich teologicznych i etycznych różnic te podobieństwa nie mogą usprawiedliwić inicjowania ekumenicznych kroków wobec Kościoła rzymskokatolickiego.

Wzywamy chrześcijan ewangelicznych w kraju i na forum międzynarodowym do stosowania zdrowej biblijnej metody badania (1 Jan 4:1) bez popadania w unifikacyjne inicjatywy, które są sprzeczne z Pismem, oraz do odnowienia swego oddania sprawie zaniesienia ewangelii Jezusa Chrystusa do całego świata (Mt 28:18-20).

Powyższy tekst, choć napisany formalnym i wygładzonym stylem, i tak byłby niedopuszczalnie sekciarski dla dużej części polskich „ewangelikałów”. Oduczyli się oni biblijnej ostrości, a w imię fałszywej jedności z ziemską potęgą Rzymu na indeks wersetów zakazanych wpisali i ten:

Dlatego, mając tę służbę, która nam została poruczona z miłosierdzia, nie upadamy na duchu, lecz wyrzekliśmy się tego, co ludzie wstydliwie ukrywają, i nie postępujemy przebiegle ani nie fałszujemy Słowa Bożego, ale przez składanie dowodu prawdy polecamy siebie samych sumieniu wszystkich ludzi przed Bogiem. A jeśli nawet ewangelia nasza jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną,  w których bóg świata tego zaślepił umysły niewierzących, aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga. 2 Kor 4:1-4 

Oby wszyscy wierzący w Polsce mogli te słowa szczerze za Pawłem powtórzyć!

 

  

 

 

 

 

idź Pod Prąd, styczeń-luty 2015, s.7


KTO JEST ELITĄ? INTELEKTUALIŚCI?

Przyjęło się powszechnie uważać, że ludzie mądrzy, wykształceni i usytuowani stanowią elitę narodu. Szczególną estymą w tym względzie obdarza się obecnie profesorów wyższych uczelni. Warto zbadać ten pogląd w świetle biblijnej relacji o narodzie żydowskim z czasów Jezusa.

Zdefiniujmy na wstępie pojęcie elity narodu. Nie chodzi o ludzi najbogatszych czy najlepiej urodzonych. Nie chodzi też o osoby aktualnie sprawujące nad narodem władzę - Hans Frank czy Bolesław Bierut mieli władzę nad Polakami, ale trudno zaliczyć ich w poczet naszej elity. Intuicyjnie oczekujemy od elity wpływu na los narodu z właściwych motywacji - z troski o jego dobro. W tym znaczeniu używa się niekiedy pojęcia elita rycerska. Ludzie ci mają więc wyróżniać się mądrością, prawością charakteru, stawianiem dobra wspólnego ponad własne oraz zdolnością i odwagą do podejmowania decyzji za innych.

W sytuacji upadku autorytetu polskich polityków, duchownych, o dowódcach wojskowych nawet nie wspomnę, naród gorączkowo szuka kandydatów na elity rycerskie. Stosunkowo mało skompromitowaną grupą wydają się „ludzie nauki”. Dobrze tę tendencję odczytało Prawo i Sprawiedliwość, otaczając się wianuszkiem profesorów. Czy możemy jednak zaufać polskim profesorom?

Po pierwsze, większość z nich „naukę” uprawiała już za komuny. A nawet dziecko wiedziało wtedy, że karierę robi się w tym systemie nie dzięki walorom rzeczywistym…

Po drugie, III RP nawet w symbolicznym stopniu nie oczyściła się z „naukowego” dziedzictwa PRL. Co więcej, centralny system grantów uczynił naukowców jeszcze bardziej zależnymi od władzy i „układów”. Nic więc dziwnego, że nie tylko etos rycerza, ale nawet odważne szukanie prawdy jest w tym środowisku wartością niezmiernie rzadką.

Po trzecie, cywilizacja Zachodu weszła w okres terroru poprawności politycznej oraz dogmatu naturalizmu. Każdy naukowiec zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że odwołując się do Boga, prawdy objawionej w Biblii lub wypowiadając swoje zdanie pod prąd lewackiej ideologii, ogranicza lub kończy swoją karierę.

Biorąc pod uwagę tylko te trzy przesłanki, należy się spodziewać, że wśród naukowców niełatwo znajdzie się kandydatów na rycerzy… Raczej na klakierów władzy lub co najwyżej „tajnych wyznawców” Prawdy. Do nich chciałbym zaadresować refleksję nad smutnym casusem Nikodema.

A był człowiek z faryzeuszów imieniem Nikodem, dostojnik żydowski.

Ten przyszedł do Jezusa w nocy i rzekł mu: Mistrzu! Wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel; nikt bowiem takich cudów czynić by nie mógł, jakie Ty czynisz, jeśliby Bóg z nim nie był. Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić. Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha. Odpowiedział Nikodem i rzekł do niego: Jakże to się stać może? Odpowiedział Jezus i rzekł mu: Jesteś nauczycielem w Izraelu, a tego nie wiesz? Jan. 3:1-10

Profesor tamtych czasów, Nikodem, nie miał wątpliwości, że Jezus przyszedł od Boga. Nie miał jednak odwagi, by udać się do Niego jawnie, w dzień. Wiedział doskonale, jakie opinie na temat Jezusa panują w jerozolimskim PAN-ie i wolał się nie narażać. Przyszedł więc w ukryciu, nocą. Przy okazji konwersacji z Jezusem dowiedział się jeszcze jednej ciekawej rzeczy o sobie - jego tytuł, pozycja, wiedza, kultura nie dają mu wystarczającego mandatu do bycia prawdziwym nauczycielem narodu. Jeśli ktoś nie umie jasno wskazać autentycznej duchowej rzeczywistości, nie umie wskazać maluczkim drogi do zbawienia, to pomimo całej swojej wiedzy na inne tematy, nie posiada dostatecznych kwalifikacji, by być elitą narodu. Może być co najwyżej elitką, która prowadzi naród szeroką drogą do zatracenia.

Prof. Nikodem pojawia się ponownie w narracji biblijnej, tym razem już w sytuacji publicznej, w debacie ze swoimi kolegami po fachu. Oto Jezus staje się coraz większym problemem dla autorytetów Izraela. W polemice z Nim postanawiają sięgnąć do rozstrzygnięć siłowych i nasyłają na niego policję. Niestety, sprawy się komplikują:

Przyszli tedy słudzy do arcykapłanów i faryzeuszów, którzy ich zapytali: Dlaczego nie przyprowadziliście go? Słudzy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze człowiek tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi. Wtedy odpowiedzieli im faryzeusze: Czy i wy daliście się zwieść?

Czy kto z przełożonych lub z faryzeuszów uwierzył w niego? Tylko ten motłoch, który nie zna zakonu, jest przeklęty. Rzekł do nich Nikodem, ten, który przyszedł przedtem do niego, jeden z ich grona:

Czyż zakon nasz sądzi człowieka, jeżeli go wpierw nie przesłucha i nie zbada, co czyni?

Odpowiadając mu, rzekli:

Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj Pisma i dowiedz się, że prorok nie z Galilei się wywodzi.

I rozeszli się, każdy do domu swego.

Jan. 7:45-53

Dowódcy straży świątynnej, zamiast aresztować Jezusa, składają świadectwo o Jego wyjątkowości. To musiało zaboleć autorytety! W odpowiedzi sięgają po stare, wypróbowane metody - dyskredytację przeciwnika i jego zwolenników (jego nauka to zwodzenie niewarte naukowej analizy; wyznawcy to zacofany motłoch) oraz powagę autorytetów (czy kto z profesorów…). Nikodem wiedział, że teraz powinien się odezwać, że dalsze milczenie w sprawie Prawdy dyskwalifikuje go jako jej obrońcę. Całe jego dotychczasowe życie było realizacją doktryny „tisze jediesz, dalsze budiesz”. Ale teraz nadszedł czas na działanie! Zbierając w sobie wszystkie nieliczne pokłady odwagi, zabiera głos i jasno staje w obronie… procedur. Tu jednak czeka go zimny prysznic - warknięcie ze strony „towarzystwa”, że jeszcze słowo, a sam może zostać zaliczony w poczet motłochu. Nikodem wie doskonale, że Jezus nie pochodzi z Galilei, ale z Betlejem, wie, że jego mocni w gębie koledzy są zwykłymi ignorantami i mógłby to łatwo wykazać. Ale strach i umiłowanie profesorskich przywilejów wygrywają. Kładzie uszy po sobie i potulnie idzie do domu, by dalej w ukryciu „walczyć z systemem”. Jego naukowa intuicja nie prowadzi go jednak do oczywistego wniosku, że dzięki takim jak on Zło bezkarnie triumfuje…

Tchórzliwego profesora spotykamy jeszcze raz na kartach Biblii. Jest już po wszystkim, autorytety wespół z władzą  opanowały zagrożenie, a Wichrzyciel leży w grobie. Nikodem przyniósł umarłemu kadzidło…

Przyszedł też Nikodem, ten, który poprzednio przybył w nocy do Jezusa, niosąc około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu.

Jan. 19:39

 

  idź Pod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015


Czy broń wywołuje agresję?

W wielu dyskusjach o posiadaniu i noszeniu broni bywa przywoływana teza, jakoby broń - nawet sam jej widok - wywoływała lub potęgowała w ludziach agresję. Część psychologów nazwała to „efektem broni.” Jednak wiele źródeł wskazuje, że nie tylko nie jest to prawdą, ale nawet zależność może być odwrotna.

Badania prowadzone w Teksasie pokazały, że ludzie posiadający pozwolenie na przenoszenie broni w ukryciu (Concealed Carry Permit) są zdecydowanie bardziej praworządni niż większość społeczeństwa. Wśród posiadaczy CCP było niemal sześciokrotnie mniej aresztowanych za przestępstwa z użyciem przemocy niż wynosi średnia dla całej populacji. [1] [2]

Dean Weingarten - instruktor strzelectwa w Arizonie i długoletni pracownik Centrum Badań Rozwoju i Inżynierii armii amerykańskiej i popularyzator strzelectwa - tak podsumował swoje doświadczenia instruktorskie:

Podczas mojej 15-letniej kariery instruktora Concealed Carry moi kursanci byli wyjątkowo uprzejmymi, opanowanymi, pomocnymi i odpowiedzialnymi osobami, znacznie ponad normę społeczną. Mogło być to wynikiem zarówno autoselekcji, ponieważ tylko opanowane i spokojne osoby aplikują o pozwolenie CC, jak i tego, że sama obecność broni popycha człowieka do odpowiedzialnego zachowania. Mogła też nastąpić kombinacja obu powyższych okoliczności. Podejrzewam, że po trochu z obu. [3]

Podobnie rzecz ma się z myśliwymi. Profesor Dietmar Heubrock - dyrektor Instytutu Psychologii Prawa na Uniwersytecie w Bremie - stwierdził w niedawnym wywiadzie dla magazynu „Fluter”: [...] potencjał agresji u aktywnych myśliwych jest mniejszy niż przeciętna w społeczeństwie [4]

Jednak te obserwacje dotyczą ludzi, którzy przechodzą przez rygorystyczną selekcję przed otrzymaniem pozwolenia   na broń oraz kończą kursy przygotowawcze. Co z innymi?

Najbardziej podatne na wpływ takich zewnętrznych bodźców powinny być dzieci. Wspomniany profesor Heubrock przed laty czynnie angażował się w akcje dążące do wyeliminowania zabawkowej broni z pokojów dziecięcych. Wynikało to z przekonania, że nawet sam widok broni i udawane posługiwanie się nią zwiększają agresję. Po czasie jednak zmienił zdanie. Teraz jednoznacznie ocenia tamte działania: To było ideologiczne. Z perspektywy czasu powiedziałbym: Te akcje nie były humanitarne.

Twierdzi, że nie ma powodu zabraniać dzieciom bawić się plastikowymi karabinami: Zabawa z bronią nie prowadzi wcale do tego, że ktoś rozwija się jako bandyta czy szaleniec. Broń sama w sobie nie powoduje choroby.

Podobne zarzuty jak do zabawkowej broni wysuwane są wobec gier komputerowych zawierających sceny przemocy. Jednak sądy w wielu przypadkach odrzuciły badania twierdzące, że gry komputerowe pokazujące agresję wywierają na dzieci tak szkodliwy wpływ.

W sprawie „Brown vs. EMA” sędzia Antonin Scalia uzasadniał: Dowody stanu nie są przekonujące. Kalifornia opiera się głównie na badaniach dr. Craiga Andersona i kilku innych psychologów, których prace próbowały wykazać zależność między używaniem gier komputerowych zawierających sceny przemocy i szkodliwymi skutkami u dzieci. Te opracowania zostały odrzucone przez każdy sąd, który je rozpatrywał [...] Nie dowodzą, że brutalne gry komputerowe powodują u nieletnich zachowania agresywne.

[...] niemal wszystkie badania wykazują korelację, nie wykazując związku przyczynowego, a także większość tych opracowań posiada znaczące błędy metodologiczne [5]

Prof. Heubrock zauważa: Kiedy popatrzymy, który gracz-strzelec faktycznie kogoś zranił lub zabił z użyciem broni, to ta liczba jest znikoma. Oczywiście, ta dyskusja pojawia się, kiedy dowiadujemy się, że bandyci, tacy jak Robert Steinhäuser, grali w takie gry. Ale to robi 70 procent męskiej młodzieży.

Heubrock twierdzi również, że rygorystyczne prawo nie chroni przed atakiem z użyciem broni: To byłoby dopiero wtedy możliwe, gdyby wszelka broń zniknęła z cywilnej części społeczeństwa. To po prostu nierealne.

Tych kilka wybranych faktów i opinii pokazuje, że samo obcowanie z bronią nie wzmaga agresji. A jeśli robimy to w sposób odpowiedzialny, to może mieć nawet pozytywny wpływ na psychikę.

Potwierdza to wielowiekowe doświadczenie. Już Thomas Jefferson zalecał swemu siostrzeńcowi ćwiczenia z bronią: Jest to umiarkowane ćwiczenie dla ciała, ale kształtuje śmiałość, inicjatywę i niezależność myśli. [6]

 

Przypisy:

[1] http://www.ncpa.org/pub/ba324

[2] http://www.txchia.org/sturdevant2000.htm

[3] http://www.thetruthaboutguns.com/2015/01/dean-weingarten/question-day-gun-training-cause-people-less-violent/ (tłum. Sylwester Witek)

[4] http://www.fluter.de/de/138/thema/13127/ (tłum. Maciej Stadnicki)

[5] http://volokh.com/2011/06/27/47830/

[6] http://avalon.law.yale.edu/18th_century/let31. asp

 

 

 

 

 

 

idź Pod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015


Pastor z karabinem

John Correia jest starszym pastorem w kościele West Greenway Bible Church w miejscowości Glendale w Arizonie i wykwalifikowanym instruktorem strzelectwa organizacji National Rifle Association (NRA, Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki).
Dla tego ojca czworga dzieci nie ma niczego nienormalnego w głoszeniu Słowa Bożego i jednoczesnym posiadaniu broni palnej.

Correia mieszka wraz ze swoją żoną Laurą (38 l.) oraz czwórką dzieci: Phoenix (17 l.), Jamesem (15 l.), Sarą (12 l.) i ośmioletnią Abby w Phoenix w Arizonie.

Z czworga jego dzieci tylko najstarsza córka Phoenix nie interesuje się bronią. Za to jej młodszy brat szkoli się na instruktora strzelectwa NRA. Posiada swój własny karabin Browning BLR, strzelbę Remington 870, kilka karabinów kal. 22 oraz pistolet Kahr CW9. Sara jest dumną posiadaczką strzelby, zaś 8-letnia Abby otrzymała na swoje urodziny karabin Crickett 22 w kolorze różowym.

Correia, były żołnierz Marynarki Wojennej USA, posiada swój własny arsenał liczący ponad 20 sztuk broni. Ten ewangeliczny chrześcijanin ma trzy strzelby, pistolet Glock 19 oraz karabin AR-15. Ten ostatni jest „cywilną" wersją M16, karabinu szturmowego używanego podczas wojny w Wietnamie, ale nie ma ustawienia strzelania automatycznego.

Wycieczka z przewodnikiem po wszystkich rodzajach broni, jakie posiadam, zajęłaby trochę czasu - mówi Correia i dodaje: Ludzie żartują, że jeśli wiesz, ile sztuk broni posiadasz, to prawdopodobnie masz jej za mało.

38-letni pastor widzi uzasadnienie posiadania i ewentualnego użycia broni jako wynikające z Biblii.

Co napędza moją pasję związaną z bronią i samoobroną? Przede wszystkim moja chrześcijańska wiara. Chciałbym, aby wszyscy się z sobą dogadywali i byli dla siebie mili, ale tak nie jest i aż do nadejścia idealnego świata, do którego weźmie nas Jezus, musimy być w stanie się bronić. Jezus powiedział w Ewangelii Łukasza 22:36: „kto nie ma miecza, niech sprzeda suknię swoją i kupi".
Ludzie ciągle mnie pytają: „A co z pokojem i dobrą wolą wobec innych?" Oczywiście, mocno wierzę w słowa Pawła Apostoła z Listu do Rzymian 12:18: „Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie". Kocham pokój i jestem przyjazny w stosunku do ludzi. Tylko wiesz co? Są ludzie, którzy nie będą chcieli z tobą pokoju.

Choć członkowie kościoła prowadzonego przez pastora zgadzają się z jego podejściem do broni, nie dla wszystkich wierzących wspólne strzelanie było do zaakceptowania i część z nich odeszła ze wspólnoty z tego powodu.

John Correia prowadzi strony internetowe poświęcone aktywnej samoobronie oraz stronę na FB propagującą strzelectwo wśród kobiet. Twierdzi, że ze względu na to, iż są słabsze fizycznie, kobiety powinny umieć posługiwać się samoobroną z dystansu, w czym broń palna jest szczególnie skuteczna.

Ciekawe, że Correia i jego żona wychowali się w Kalifornii, stanie drastycznie ograniczającym dostęp do broni, a już szczególnie w porównaniu z Arizoną. Laura przyznaje, że w dzieciństwie bardzo obawiała się broni, a sam kontakt z bronią w sklepie, w którym pracowała, napawał ją przerażeniem. Kiedy jednak jej mąż zdecydował się zakupić broń do obrony domu, postanowiła przezwyciężyć swój strach i nauczyć się bronią władać. Dzisiaj mówi: Czuję się teraz kompetentna i bezpieczna. Czuję się też silna, ale nie w tym popularnym sensie: „Patrz, mam broń i mogę jej użyć, więc nie zadzieraj ze mną". Myślę o broni w sensie defensywnym, wiem, że mam możliwość skutecznej obrony przed kimś, kto chciałby zrobić mi krzywdę.

John regularnie chodzi z dziećmi na polowania i na strzelnicę. Podoba się to jego 8-letniej córce: Lubię strzelać, bo to fajna zabawa. Moi znajomi w szkole uważają, że broń jest bardzo niebezpieczna i nie powinno się jej posiadać. Ja myślę, że posiadanie broni jest OK, jeśli się wie, jak jej używać i tak samo używanie broni jest OK, jeśli używa się jej, kiedy trzeba.

Gdy po strzelaninie w Sandy Hook idea posiadania broni znalazła się pod szczególną krytyką, zdeterminowało to pastora jeszcze bardziej do przekazywania umiejętności strzeleckich w swojej rodzinie.

Patrzcie, ten morderca z Sandy Hook zamordował najpierw swoją matkę, aby ukraść jej broń, a potem popełnił poważne przestępstwa, przewożąc ją i wnosząc na teren szkoły. Zabił kolejne 25 osób, a kiedy przestał? Wtedy, gdy nadjechały policyjne wozy. Odebrał sobie życie, bo pojawili się dobrzy ludzie z bronią. Karabin w ręku dobrego człowieka jest dobry, a karabin w ręku człowieka złego jest zły. Co Bóg sądzi o broni? To tylko narzędzie.

Oboje małżonkowie mają pozwolenie na noszenie broni w ukryciu, ale dzieci mają dostęp do broni tylko pod ścisłą kontrolą rodziców. Broń w moim domu jest niezwykła i atrakcyjna dla moich dzieci w tym samym stopniu, co mop w kuchni - mówi John.

Pastor mocno wierzy w Drugą Poprawkę do Konstytucji USA zezwalającą na posiadanie broni. Jak zareagowałbym, gdyby rząd chciał odebrać mi broń? Wierzę, że jakikolwiek rząd USA, który by próbował to zrobić, przestałby być rządem legalnym.

Moim pierwszym i bezpośrednim zwierzchnikiem jest Jezus Chrystus. Gdybyś powiedział, że Jezus przyszedł i każe oddać mi broń, to pod warunkiem, że byłby to rzeczywiście Jezus, oddałbym ją, ponieważ to Jemu jestem winien posłuszeństwo w pierwszej kolejności. Jezus tak jednak nie mówi. Mówi raczej „John, nosisz w sobie podobieństwo Boga, więc chroń je. Chroń je w mądry sposób". Uważam, że broń palna jest dziś najlepszym na taką ochronę sposobem.

 

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2738052/Pastor-John-Correia-teaches-flock-shoot-automatic-assault-rifles-spread-word-Lord.html

https://www.youtube.com/watch?v=LNXf1DS7Ym0

 

streszczenie i tłumaczenie Paweł Machała

fot. kadr z filmu „Gun Of A Preacher Man: Evangelical Pastor Says Jesus Justifies Firearms”, reż. Dave Cruz
źródło: Barcroft TV (https://www.youtube.com/watch?v=ZV1nonDZ5PM)

 

 

 

iPod Prąd, nr 1-2 (126-127), styczeń-luty 2015

 


Kiedy USA wyjawią prawdę o Smoleńsku?

W kontekście rewelacji Jürgena Rotha o zamachu smoleńskim warto rozważyć, co na ten temat pisał pastor Paweł Chojecki w styczniu 2012 roku:

 

Kiedy USA wyjawią prawdę o Smoleńsku?

Odpowiedź jest prosta. Wtedy, kiedy będzie to się im opłacało. A kiedy to nastąpi? Szacuję, że w dwóch przypadkach.


Pierwszy dotyczy naszej kondycji. Gdyby Polskę zamieszkiwał świadomy i zorganizowany naród, z którym trzeba byłoby się liczyć, USA już dawno przekazałyby nam swoją wiedzę, umacniając sojusznicze więzi i naszą pozycję w regionie. Amerykanie zdają sobie jednak sprawę, że Polskę zamieszkuje już nie naród, lecz społeczeństwo, w którym Polacy stanowią zanikającą mniejszość. Do tego społeczeństwo głupie, podzielone i gnuśne (najaktywniejsze jednostki na masową skalę opuściły Polskę w dwu falach – na życzenie komunistów, po stanie wojennym, i na życzenie eurosocjalistów, po wejściu do UE). To społeczeństwo, choć posiada sympatie proamerykańskie związane z dolarem - z jego siłą i uosobieniem dobrobytu, łatwo z powrotem zgonić do rosyjskiej strefy wpływów. To społeczeństwo nie posiada godności – wybrało winnych śmierci swoich elit ponownie do rządzenia. Takiego społeczeństwa i takiej władzy nie można traktować poważnie i nic nie wskazuje na zmianę tej sytuacji w najbliższej przyszłości. Pozostaje więc powód drugi.

Nie jest on od nas zależny, co już samo w sobie daje poważną nadzieję na jego zaistnienie. Związany jest z nową doktryną polityczną USA. Pisałem o niej w 2010 roku, kiedy jeszcze żadnemu Arabowi nie były w głowie „spontaniczne rewolucje”:

Ciekawe wieści dochodzą też z amerykańskiego podwórka. Oto Robert Kagan, jeden z najbardziej znanych i wpływowych neokonserwatystów, w artykule "America: Once engaged, now ready to lead" w The Washington Post z 1 października 2010 obwieszcza, że USA z roli zaangażowania w politykę międzynarodową przechodzą znowu do fazy przewodzenia jej. Powołuje się między innymi na wizytę w Polsce sekretarz stanu USA Hilary Clinton, która skrytykowała państwa autorytarne (wymieniając z nazwy Chiny, Rosję i Egipt) za "powolne tłamszenie społeczeństwa obywatelskiego i ludzkiego ducha". Tak kończy swój tekst: W tych okolicznościach starzy demokratyczni sojusznicy w Azji i Europie jawią się jako lepsze oparcie dla polityki USA. Demokracja wydaje się być lepszą niż autorytaryzm odpowiedzią na wiele światowych wyzwań, podobnie jak amerykańskie przywództwo to lepsza opcja niż dogadywanie się z autorytarnymi potęgami. Przygotujcie się na Drugą Fazę. „Yankee come home”, Idź POD PRĄD, październik 2010

Amerykanie są poważnym narodem i nie rzucają słów na wiatr. Z Egiptem i Północną Afryką już sobie poradzili. Akcja przeniosła się do Iranu i Syrii. To już bezpośredni sojusznicy Rosji i Chin (z podobnych powodów tak długo trwało „przywracanie demokracji” w Libii). Uderzenie na Iran wywołałoby ostrą reakcję – być może nawet militarną - Rosji i Chin. Potrzebne więc będą działania równoległe. Wojna z Iranem musi wydarzyć się w czasie, gdy Rosja i Chiny zajęte będą czymś innym. W przypadku Chin taką sprawą może być Korea Płn. lub Tajwan. Na wywołanie niepokojów wewnętrznych jest tam chyba jeszcze za wcześnie.

Inaczej jest jednak w Rosji. Sam główny ideolog Kremla, Siergiej Karaganow, nie ukrywa napiętej sytuacji w swojej ojczyźnie (wypowiedź z 2010 roku):

Problemem jest to, że rządząca Rosją elita ciągle nie chce takiej modernizacji, która by wymagała rezygnacji z masowej korupcji i stosunkowo spokojnego życia po długich latach wyrzeczeń i chaosu. Na szczęście rosyjska nowa inteligencja zaczęła wreszcie się budzić i żądać zmian, przede wszystkim rezygnacji z kapitalizmu stagnacyjno-korupcyjnego z dużym udziałem państwa, który wykształcił się w naszym kraju, a jest coraz mniej konkurencyjny zarówno w gospodarce, jak i sferze wojskowo-technicznej. (…) Napisałem już tu sporo gorzkich rzeczy pod adresem mojej ojczyzny. Ta będzie ostatnia: jeśli tendencje antymodernizacyjne w Rosji utrzymają się jeszcze kilka lat, nie będziemy w stanie pozwolić sobie na rolę samodzielnego gracza pierwszej klasy. I jeśli nie zjednoczymy naszych wysiłków z Europą, w sposób nieunikniony będziemy dryfować ku roli surowcowego dodatku do Chin. wyborcza.pl

Jak oszczędnie nas informowano przed świętami, na ulice Moskwy już wychodzą kilkudziesięciotysięczne manifestacje, a Putin musi ściągać wojsko i czołgi do walki z własnym narodem. Wybory prezydenckie zapowiedziano w Rosji na 4 marca 2012 roku. Komentatorzy są zgodni, że to może być moment zapalny i obecne protesty wybuchną przed wyborami ze zdwojoną siłą. Gdyby dodatkowo udało się skompromitować Putina na arenie międzynarodowej, to neutralizacja, a może i kompletna destabilizacja Rosji stałaby się realnym scenariuszem. A cóż byłoby lepszym sposobem na skompromitowanie Putina niż pokazanie światu prawdy o katastrofie nad Smoleńskiem?

Może się więc okazać, że triumf Kremla nad trumną naszego Prezydenta i towarzyszących mu osobistości, który z nieukrywana butą opisywał w lecie 2010 r. Karaganow w gazecie Michnika (już nie przeszkadzają „różni Juszczenkowie”), był początkiem jego klęski.

Jak to jednak wpłynie na Polskę? Zapewne nieco otrzeźwiająco. Na chwilę zamilkną „autorytety” dziś obśmiewające wysiłki Antoniego Macierewicza i jego komisji badającej przyczyny katastrofy, ale społeczeństwa to wielce nie odmieni. Dalej pozostaniemy z naszymi wadami i fatalną kondycją. Może nawet PiS obejmie władzę, którą będzie trochę mniej niezdarnie niż ostatnio sprawował. Ameryka załatwi swoje interesy, pozostawiając nam na klika lat demokratyczny (w najlepszym wypadku) chaos na Wschodzie i Niemcy pochłonięte ratowaniem strefy euro na Zachodzie. Nasuwa się tu prosta analogia do roku 1918. Ale wtedy okazało się, że mamy prawdziwy naród, choć posklejany z trzech zaborów. Dziś będziemy musieli zbudować go od podstaw – na nowych fundamentach. Czy jednak ktoś nad tym już zawczasu pracuje? Okno otworzy się tylko na krótko…

Bezbronni, utuczeni na ubój

Rzeź dokonana w centrum Paryża unaocznia nawet ślepawym konsumentom medialnej papki stan, do jakiego doprowadzono Europę. Niestety, wydaje się, że pacjent nie jest już zdolny do powrotu do zdrowia.

 

Co zrobiłoby normalne społeczeństwo w odpowiedzi na tak bestialski atak bandziorów? A co stało się we Francji? Po ataku na redakcję „Charlie Hebdo” wzrosła sprzedaż… no czego? Broni? Nie! Psów obronnych, drzwi antywłamaniowych czy systemów alarmowych? Nie! Tabuny Francuzów ruszyły do aptek po środki nasenne i  uspokajające…

 

Dokładnie taką samą reakcję zaprezentowała lewicowa młodzież na norweskiej wyspie Utoja. Ich oprawca przez dwie godziny krążył po wysepce i strzelał jak do kaczek do pięciuset osób! Tylko 1 (słownie: jeden) młodzieniec próbował mu się przeciwstawić. Reszta chowała się w swoich namiotach lub co najwyżej pisała alarmujące notki na Facebooku. (Taką samą mentalność prezentuje szefowa rządu III RP - w konfrontacji z uzbrojonym napastnikiem uciekłaby do domu i zamknęła drzwi).

 

Niezrozumiałe zachowanie Europejczyków w obliczu agresji jest wynikiem specyficznego wychowania i kultu państwa opiekuńczego. Jednostka nie jest uczona odpowiedzialności za siebie. Wszystkie swoje wolności (z wyjątkiem rozrywki) scedowała na państwo, a ono gwarantuje opiekę i bezpieczeństwo. Dodatkowo młody EU-citizen nie jest szkolony wojskowo, nie ma żadnego obycia z bronią, nie mówiąc o jej posiadaniu. Wpojono mu mantrę, że najważniejsze jest życie, więc stara się je chronić, uciekając i chowając głowę w piasek. Nie słyszał o czymś takim, jak rycerskość, poświęcenie życia w obronie wyższych wartości czy innych ludzi. Nie zna archaicznych pojęć w rodzaju: trud, ryzyko, dyscyplina; obce mu jest działanie zbiorowe (poza lajkowaniem oczywiście); zatracił zdolność kojarzenia faktów i przewidywania. Żyje sobie spokojnie jak… prosię w ciepłym chlewie przy pełnym korycie, zapominając, że nieuchronnie zbliża się świniobicie...

 

Wielu próbuje bić na alarm i ratować upadającą cywilizację Białego Człowieka. Jedną z takich polskich prób jest ROMB (Ruch Obywatelski Miłośników Broni), który stara się ponownie spopularyzować strzelectwo i szerszy dostęp do broni palnej. Kierunek wydaje się słuszny - człowiek posiadający broń palną staje się bardziej odpowiedzialny, samodzielny i trzeźwiej patrzy na życie. Jednak to nie sam brak broni uczynił z niegdyś dumnych i rycerskich Europejczyków bezwolne społeczeństwa utuczone dobrobytem na rzeź. Osią naszej cywilizacji był Chrystus, a drogowskazem Biblia. Bez powrotu do Źródła cywilizacja się nie odrodzi.

 

 

idź Pod Prąd, luty 2015


Franciszek – fałszywy prorok?

BIBLIA PRZESTRZEGA NAS, ŻE PRZECIWNIK BOGA BĘDZIE PRZYWDZIEWAŁ SZATY ANIOŁA ŚWIATŁOŚCI. JEZUS UŻYWA OBRAZU WILKA PRZEBRANEGO W SKÓRĘ OWCY. KSIĘGA APOKALIPSY WPROWADZA NA SCENĘ PRZYSZŁYCH WYDARZEŃ OSOBĘ FAŁSZYWEGO PROROKA, KTÓRY ZWIEDZIE MIESZKAŃCÓW ZIEMI, BY UKORZYLI SIĘ PRZED ANTYCHRYSTEM. WARTO GŁĘBIEJ ZASTANOWIĆ SIĘ NAD TYMI OSTRZEŻENIAMI, BY POJĄĆ PERFIDIĘ I NIEBEZPIECZEŃSTWO POCZYNAŃ WROGA.


Dla chrześcijan, czyli ludzi narodzonych na nowo dzięki zaufaniu Jezusowi, zwodnicza i zwalczająca Prawdę rola rzymskiego papiestwa jest sprawą powszechnie znaną. Dobrze opisuje ją apostoł Jan słowami:
A kobieta była przyodziana w purpurę i w szkarłat, i przyozdobiona złotem, drogimi kamieniami i perłami; a miała w ręce swej złoty kielich pełen obrzydliwości i nieczystości jej nierządu. A na czole jej wypisane było imię o tajemniczym znaczeniu: Wielki Babilon, matka wszetecznic i obrzydliwości ziemi. I widziałem tę kobietę pijaną krwią świętych i krwią męczenników Jezusowych. Obj. 17:4-6


W czasach ostatecznych pojawi się jednak konkretny człowiek zwany w Biblii fałszywym prorokiem, który będzie arcykapłanem Antychrysta, przygotowując ludzkość do odwrócenia się od Chrystusa i zwrócenia się ku fałszywemu mesjaszowi z piekła rodem.


I widziałem inne zwierzę, wychodzące z ziemi, które miało dwa rogi podobne do baranich, i mówiło jak smok. A wykonuje ono wszelką władzę pierwszego zwierzęcia na jego oczach. Ono to sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszemu zwierzęciu, którego śmiertelna rana była wygojona. I czyni wielkie cuda, tak że i ogień z nieba spuszcza na ziemię na oczach ludzi. I zwodzi mieszkańców ziemi przez cuda, jakie dano mu czynić na oczach zwierzęcia, namawiając mieszkańców ziemi, by postawili posąg zwierzęciu, które ma ranę od miecza, a jednak zostało przy życiu. I dano mu tchnąć ducha w posąg zwierzęcia, aby posąg zwierzęcia przemówił i sprawił, że wszyscy, którzy nie oddali pokłonu posągowi zwierzęcia, zostaną zabici. On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia. Obj. 13:11-17


Gdy Jezus po swoim powrocie „wyrwie już wszystkie chwasty”, widzimy optymistyczny opis końca Antychrysta i jego fałszywego proroka:
I pojmane zostało zwierzę, a wraz z nim fałszywy prorok, który przed nim czynił cuda, jakimi zwiódł tych, którzy przyjęli znamię zwierzęcia i oddawali pokłon posągowi jego. Zostali oni obaj wrzuceni żywcem do jeziora ognistego, gorejącego siarką. Obj. 19:20


W tym kontekście należy oceniać rewolucyjne posunięcia papieża Franciszka I. Już samo przybranie imienia ubogiego średniowiecznego świętego miało oczywisty wymiar pijarowy i natychmiast zostało „właściwie zinterpretowane” przez mass media będące w rękach światowej lewicy. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku media wykreowały Jana XXIII na tzw. „dobrego papieża”. Rzeczywistość była jednak bardzo odrażająca. Po czasach Piusa XII, który w geopolityce postawił na Hitlera, Watykan zmienił kierunek swych umizgów. Celem stały się Moskwa i zjednoczenie z prawosławiem. W imię tego poświęcono Prawdę – na bezpośrednie żądanie Kremla usunięto z programu II soboru watykańskiego oficjalne potępienie komunizmu, zdradzając tym samym miliony katolików żyjących w państwach za żelazną kurtyną. Tak opisał to Sławomir Cenckiewicz w wartościowym tekście „Sobór w cieniu Kremla” Rzp 11.10.2012: „(Watykan) znalazł się w pułapce własnych idei i stanął przed dramatycznym wyborem: jeśli uroczyście potępi ideologię komunizmu, to tym samym pogrzebie ekumeniczny charakter soboru, bo zbojkotują go prawosławni, jeśli zaś zrezygnuje z anatemy i przymknie oko na prześladowanie Kościoła pod rządami bolszewików, to zdradzi swoich wiernych, ale kontrolowani przez Moskwę prawosławni przystąpią do dialogu i wyślą na sobór swoich obserwatorów.” Warto zaznaczyć, że Jan XXIII nie był pozbawiony bezpośrednich informacji z Imperium Zła oraz głosu biskupów jasno widzących śmiertelne zagrożenie bratania się z komunistami. Wybitnym tego przykładem jest węgierski kardynał Josef Mindszenty, który po powstaniu 1956 r. schronił się w ambasadzie USA w Budapeszcie i przebywał tam przez 15 lat. „Prymas Węgier stwierdził, że „dotychczasowe formy walki Kościoła z komunizmem (wykluczenie, klątwa) są dalece niewystarczające". „Sobór – pisał kardynał – powinien dokładnie skonkretyzować rodzaj represji wobec członków partii komunistycznych i współdziałających z nimi katolików, zażądać od katolików krajów socjalistycznych, by nie uznawali konstytucji swoich państw, oraz podjąć uchwałę stwierdzającą, że niepodporządkowanie się komunistycznemu ustawodawstwu nie jest grzechem" (j.w.). „Dobry”, komunizujący papież Jan sprowadził jednak na świat ogromne zagrożenie pomieszania wartości i ideę bezpiecznego kolaborowania z antywartościami marksizmu. Rodzi się oczywiste pytanie, do jakiego etapu doprowadzi podstępną walkę z Prawdą ten, który w tym roku beatyfikował Jana XXIII?


Oto niektóre z ciosów już zadanych fundamentom chrześcijaństwa przez papieża-jezuitę stylizującego się na nowego św. Franciszka:
1) Niewiara i ateizm nie zamykają drogi do zbawienia.
„Jezus przytuli nawet niewierzących! – A czy nawet ateiści będą zbawieni? – Nawet oni. Wszyscy. Wszyscy mamy obowiązek czynienia dobra.” Fragment kazania F1 wygłoszonego w Rzymie 22.05.2013 r.
2) Homoseksualiści nie podlegają osądowi moralnemu:
„Jeśli ktoś jest homoseksualistą i poszukuje Boga oraz ma dobrą wolę, to kim ja jestem, by go osądzać?” F1 w samolocie, wracając ze Światowych Dni Młodzieży (Brazylia) 20.08.2013 r.
3) Wielki wybuch, ewolucja - tak, wszechmocny Bóg mitem.
„Wielki Wybuch umieszczany dziś u początku świata nie zaprzecza Bożej interwencji stwórczej, ale jej wymaga. Ewolucja natury nie jest przeciwna pojęciu stworzenia, bo zakłada stworzenie bytów ulegających ewolucji. (…) Gdy czytamy o stworzeniu w Księdze Rodzaju, istnieje ryzyko, że zaczniemy sobie wyobrażać Boga jako magika, który używając magicznej różdżki, może zrobić wszystko. Ale to nie jest tak.” Przemówienie F1 na końcowej sesji Papieskiej Akademii Nauk 27.10.2014 r.
4) Jedność chrześcijan z pominięciem dojścia do teologicznej prawdy.
„Jeśli będziemy czekać na to, aż teolodzy się porozumieją, nigdy nie nadejdzie ten dzień. (…) "Wyślijmy teologów na wyspę, niech dyskutują, a my idźmy naprzód.” F1 w samolocie powracając ze Stambułu 30.11.2014 r.
5) ONZ powinna mieć monopol na akcje militarne wobec agresji.
„Słuszną rzeczą jest zatrzymać niesprawiedliwą agresję. (...) stosowne środki należy jeszcze rozważyć i że powinna się tym zająć ONZ, a nie jedno państwo.” F1 zapytany 18.08.2014 r., czy popiera amerykańskie bombardowania w Iraku.
6) „ORGANIZACJA RELIGII ZJEDNOCZONYCH” konieczna dla światowego pokoju
„Powinna powstać Karta Religii Zjednoczonych, tak jak jest Karta Narodów Zjednoczonych. Nowa karta stwierdzałaby w imieniu wszystkich religii (…) potrzebny jest niekwestionowany autorytet moralny, który powie wyraźnie, że Bóg czegoś nie chce albo na coś nie pozwala. (…) na czele Organizacji Religii Zjednoczonych powinien stanąć papież Franciszek.” Były prezydent Izraela Szimon Peres 4.09.2014.
Rzecznik Watykanu, o. Federico Lombardi: „Papież przez dłuższy czas rozmawiał z panem Peresem, którego uznaje za człowieka pokoju i choć nie wydano oficjalnych oświadczeń, długość tej rozmowy świadczy o tym, że propozycje Szimona Peresa zainteresowały papieża. Zapewnił Peresa, że istnieją w Watykanie instytucje, które zajmują się podobnymi inicjatywami”.
7. Chrześcijańscy fundamentaliści tak samo groźni jak islamscy terroryści.
„I szczerze wierzę, że nie można powiedzieć, iż wszyscy wyznawcy islamu są terrorystami, tak jak nie można powiedzieć, że wszyscy chrześcijanie są fundamentalistami, choć także wśród nas są fundamentaliści, takie grupki są we wszystkich religiach.” F1 w samolocie, powracając ze Stambułu 30.11.2014 r.


Trzeba zaznaczyć, że Watykan wycofywał się z niektórych twierdzeń Franciszka (np. o ateistach) lub je później reinterpretował (np. wspólną modlitwę z Wielkim Mufim Stambułu, która „nie była wspólną modlitwą papieża i muftego”, ks. Frederico Lombardi). To typowa taktyka zwodzenia, dzięki której zadowoleni są zarówno katoliccy progresiści, jak i konserwatyści. Po prostu każdy wybiera sobie wersję zgodną ze swoim światopoglądem. Tezę, że papież jest nieporadny w operowaniu językiem należy stanowczo odrzucić. To przecież jeden z czołowych jezuitów wyrobionych w swoim rzemiośle. Mądrzej jest przyjąć, że niejednoznaczność wypowiedzi Franciszka jest kolejnym dowodem na jego antyboży charakter:
Niechaj więc mowa wasza będzie: Tak - tak, nie - nie, bo co ponadto jest, to jest od złego. Mat. 5:37


Franciszek nie wyczerpuje wszystkich znamion fałszywego proroka, ale z pewnością podąża w jego duchu. Sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna i z pretendenta może się niebawem stać głównym wypełnieniem apokaliptycznych proroctw…

 

 

Tacy bowiem są fałszywymi apostołami, pracownikami zdradliwymi, którzy tylko przybierają postać apostołów Chrystusowych. I nic dziwnego; wszak i szatan przybiera postać anioła światłości. Nic więc nadzwyczajnego, jeśli i słudzy jego przybierają postać sług sprawiedliwości; lecz kres ich taki, jakie są ich uczynki. 2 Kor. 11:13-15

 

Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi! Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Mat. 7:15-16

 

"Po raz pierwszy w historii prezydent naszego kraju otwarcie zaproponował zmianę jednego z najbardziej fundamentalnych praw społeczeństwa mówiącego, że małżeństwo powinni zawierać mężczyzna i kobieta. (…) Nie sugeruję, że to prezydent Obama jest antychrystem, ale fakt, że zaproponował taką zmianę w Bożym prawie i mimo to uzyskał reelekcję z wygodną przewagą, pokazuje, jak przyszły przywódca świata będzie mógł sprzeciwiać się Bożym prawom bez żadnych reperkusji. (…) Nie twierdzę, że prezydent jest złym człowiekiem, który stara się zniszczyć nasze społeczeństwo, ale Amerykanie sami oddają swoją wolność na rzecz czegoś, co przedstawiono im jako większe dobro. Przyszły dyktator świata przejmie władzę właśnie pod pozorem większego dobra dla świata." Pastor Robert Jeffress, chnnews.pl

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


Broń dla ochrony miru domowego – próba podsumowania

Od marca 2014 roku Ruch Obywatelski Miłośników Broni prowadził akcję społeczną zmierzającą do ustanowienia nowej kategorii pozwolenia na broń - broni dla ochrony miru domowego. 

 

Pomysł początkowo był krytykowany wewnątrz środowiska członków i sympatyków ROMB. Zarzucano mu kojarzenie broni i środowisk strzeleckich z przemocą, zamiast ze sportem i rekreacją. W końcu pomysł znalazł jednak społeczne uznanie. Nieoczekiwanym naszym „sprzymierzeńcem” stała się wojna na Ukrainie. Pomysł ROMB wówczas spotkał się ze sporym zainteresowaniem medialnym. Wojna na Ukrainie zmusiła do przestawienia myślenia. Okazało się, że broń - jak sama nazwa wskazuje - służy jednak do obrony i jest potrzebna. Od momentu rozpoczęcia się konfliktu ukraińskiego temat broni dla ochrony miru domowego niósł się po przeróżnych mediach. Niosła się i informacja o stowarzyszeniu ROMB, staliśmy się dostrzegani społecznie. Gdy zbankrutowała wizja Europy bez wojen, wielu zrozumiało, że bezbronność jest stanem bardzo groźnym dla egzystencji Polaków.

 

Projekt zaczął trafiać do posłów i senatorów dzięki akcji pod hasłem „Idź do swojego posła i senatora”. Wiele osób spośród członków ROMB poświęciło własny czas na spotkania z parlamentarzystami i mówienie o projekcie. Dziękuję wszystkim tym, którzy podjęli trud działania!

 

Projekt wysyłaliśmy również do tzw. polityków rządzących. Okazało się, że od tych adresatów niczego dobrego spodziewać się nie można. Nikt chyba nie ma już w Polsce wątpliwości, że tzw. politykowi obywatel jest potrzebny tyko w chwili głosowania i wówczas obdarzony jest niezwykłą mądrością, gdy na tzw. polityka głosuje. Po wyborach niezwłocznie staje się człowiekiem zwyczajnie niebezpiecznym dla sąsiadów, dybiącym na ich mienie i życie, niegodnym powierzenia mu czegokolwiek innego niż zaszczytnego obowiązku płacenia podatków!

 

Projekt trafił również do Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy okazji dyskusji, zainicjowanej przez Szefa BBN, o roli organizacji społecznych w systemie bezpieczeństwa narodowego. Od Ministra Stanisława Kozieja otrzymałem odpowiedź. Jakkolwiek odpowiedź nie jest zgodna z postulatami stawianymi przez ROMB, dziękuję za jej udzielenie.

 

Po pierwsze, jest to odpowiedź jedyna. Żaden z urzędników, posłów, senatorów nie „zniżył się” do poziomu ludzkiego i nie „zaszczycił” Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni odpowiedzią. Okazuje się, że żałosny jest stan wyższych urzędników naszej Ojczyzny. Gdy na tak ważki społecznie temat, jakim jest dostęp do broni palnej w czasie ogarniającego Europę coraz poważniejszego kryzysu, odpowiada wyłącznie jeden Minister, innych określeń nie znajduję!

 

Po drugie, z treści udzielonej odpowiedzi rzeczywiście wynika, że nad projektem przygotowanym przez ROMB w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego się pochylono, a proponowane przez nas zmiany ustawy o broni i amunicji zostały przeanalizowane. Rzeczywiście proponowane przez ROMB zmiany w ustawie o broni i amunicji opierają się na odmiennej od dotychczasowej „filozofii”. Projekt ROMB zakładał rozszerzenie dostępu do broni palnej – przyjął podejście inne niż to, które wciąż w Polsce pokutuje z minionych czasów, tj. metodycznego rozbrajania Polaków. Proponowane przez nas rozszerzenie założone zostało jednak wyłącznie dla praworządnych i zdrowych psychicznie obywateli, tak aby uprzywilejować prawego Polaka wobec bandytów. Projekt ROMB przyjmuje odmienną od dotychczasowej „filozofię”, albowiem u jego podstaw leży założenie, że praworządny obywatel jest odpowiedzialny i na takie traktowanie zasługuje. U podstaw pomysłu utworzenia kategorii broni dla ochrony miru domowego leży przekonanie, że Polakom są potrzebne skuteczne środki indywidualnego bezpieczeństwa. To przekonanie uzupełnia oczywistą prawdę, że policjanta nie da się postawić przy każdym, a przestępca czyni daleko idące starania, aby przestępstwa nie popełnić w obecności stróża prawa. Ta „filozofia” jest odmienna od dotychczasowej, wynikającej z ustawy o broni i amunicji, bo „filozofia ustawowa” jest zła, niemoralna, szkodliwa i demoralizująca postawy społeczne. Nieeuropejska to „filozofia”. Reglamentacja, restrykcja, konieczność dowodzenia niewinności - to bije z aktualnej ustawy, a źródło swoje ma w innym, bo sowieckim systemie wartości. Mamy w Europie wzorce niemieckie, czeskie, skandynawskie. To jest „filozofa” europejska, tej „filozofii” się w polskim prawodawstwie domagamy.

 

Po trzecie, odpowiedź udzielona przez Ministra Stanisława Kozieja wydaje się nie kończyć sprawy definitywnie. Minister Stanisław Koziej wskazał, że skorzystanie przez Prezydenta z inicjatywy ustawodawczej musiałoby być poprzedzone szeroką debatą publiczną. Na taką debatę, jako Ruch Obywatelski Miłośników Broni, jesteśmy gotowi. Takiej debaty oczekujemy. Prawdą jest, że najlepsze są te rozwiązania prawne, które są powszechnie akceptowane społecznie. Projekt przygotowany przez ROMB w istocie taką debatę rozpoczął. Chcemy tę debatę kontynuować. Oczekujemy od naszych członków i sympatyków, od dziennikarzy, aby nie pozwolili zagrzebać tak ważnej kwestii w gąszczu tematów zastępczych! Gotowi jesteśmy na każde działania i rozmowy, które pozwolą nam prezentować słuszne postulaty i ich uzasadnienie.

 

Andrzej Turczyn, adwokat, ekspert prawny, prezes ROMB

[email protected]

 

 

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


Ja, Polak, domagam się możliwości obrony siebie i swojej rodziny – LIST OTWARTY

Panie i Panowie politycy!

Powoli chyba trzeba zacząć mówić nieco głośniej do Was, politycy! Zadziwiające jest to, że nie dostrzegacie potrzeb społecznych. Postaram się zatem Wam, politykom, te potrzeby wyartykułować prostymi słowami.

 

Domagam się, nie tylko ja, ale i tysiące Polaków, abyście jak najszybciej uchwalili zmiany w kodeksie karnym oraz w ustawie o broni i amunicji. Domagamy się od Was, polityków, wprowadzenia w kodeksie karnym zmian regulujących zasady obrony koniecznej. Domagamy się tego, aby nie istniała odpowiedzialność karna w przypadku przekroczenia granic obrony koniecznej, gdy dobrem zagrożonym zamachem jest bezpieczeństwo powszechne, życie, zdrowie, wolność. Domagamy się też zmian w ustawie o broni i amunicji. Chcemy mieć prawo do posiadania broni palnej dla ochrony naszych domów, dla ochrony miru domowego.

 

My, Polacy, chcemy mieć niezachwianą pewność, że broniąc siebie, naszych rodzin i bliskich, nie będziemy gnili w kryminałach, gdy okaże się, że zamiast potraktować należycie bandziora, powinniśmy dzwonić i czekać na Policję! My, Polacy, chcemy mieć niezachwianą pewność, że broniąc siebie, naszych rodzin i bliskich, będziemy mieli do dyspozycji środki skuteczne i należycie odstraszające złoczyńców.

 

My, Polacy, nie wierzymy Wam, politykom, że jesteśmy bezpieczni! Może Wy, politycy, w twierdzach Waszych urzędów, za kordonami funkcjonariuszy jesteście bezpieczni. My, Polacy, w naszych domach tego bezpieczeństwa nie mamy!

 

Wydarzenia we Francji pokazują, że Europa jest zagrożona. Europa to też Polska! Będziecie, politycy, mieli krew na rękach, jeżeli w Polsce dojdzie do tragedii podobnej jak we Francji, a my, Polacy, nie będziemy mieli zagwarantowanych prawnych i faktycznych środków obrony!

 

Uwierzcie nam, Polakom, Wy, politycy, że jesteśmy w zdecydowanej większości praworządni i zdrowi psychicznie. Nie uwłaczajcie nam, Polakom, Wy, politycy, twierdząc, że wystarczy nam 1 karabin na 100 mieszkańców. Niemcy mają 30 karabinów na 100 mieszkańców i to jest średnia europejska! Wy, politycy, utrzymujecie nas, Polaków, w roli najbardziej bezbronnego ludu w Europie. Zmieńcie to, póki jest na to czas! Zmieńcie to, bo na trwałe powstanie podział na my, Polacy i Wy, politycy!

 

Ja, Polak - Andrzej Turczyn, adwokat


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut