WIELKA UCIECZKA PRZED ŻYCIEM NIJAK

1. Będę czynił wszystko, aby państwo polskie było silne, aby potrafiło ochronić słabszych, aby traktowało równo wszystkich obywateli, aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo – tak mówił o swoich pragnieniach i staraniach w 2009 roku śp. Pan Prezydent Lech Kaczyński.
Od tych pragnień tragicznie zmarłego Prezydenta jesteśmy coraz dalsi. Niestety państwo polskie jest słabe, nie potrafi albo nie chce chronić słabszych, nie traktuje równo wszystkich obywateli, a uczciwość bardzo często przegrywa z cynizmem i draństwem.
Dlatego kto może, ten z tego państwa ucieka.

2. Wiadomość z dzisiejszej „Rzepy”.
Ponad 70 proc. naszych emigrantów nie ma 40 lat. Demografowie: krwawimy ludźmi, to wielka strata.
Z 2 mln Polaków, którzy są za granicą, ponad 1,4 mln ma 39 lat lub mniej. W tym jest 226 tys. dzieci do 15. roku życia – wynika z najnowszych danych GUS. Urząd pierwszy raz, na podstawie spisu powszechnego z 2011 r., podał informację o wieku naszych emigrantów. – Te dane zatrważają. Krwawimy ludźmi – mówi „Rz" prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. Ekonomiści wyliczają, że brak młodych to niższy wzrost gospodarczy, mniejsza konsumpcja, mniejszy potencjał rozwojowy, wyższe wydatki socjalne. – To także mniej przełomowych idei, pomysłów, kreatywnych przedsiębiorców i innowatorów – dodaje Łukasz Hardt, ekonomista z UW.
Z danych GUS wynika, że najliczniejszą grupą emigrantów są osoby w wieku 25–34 lata. Jest ich 726 tys. Urodzili się w latach 1977–1986, a na świat przyszło wtedy 6,85 mln dzieci. Oznacza to, że wyjechało 10,6 proc. wszystkich urodzonych wtedy osób. – To bardzo niepokojące. Ci ludzie są w najlepszym wieku, by zakładać rodziny i mieć dzieci. Nie znają socjalizmu, to miała być nasza nadzieja. Tracąc ich, ponosimy olbrzymią stratę – mówi „Rz" prof. Irena Kotowska, demograf z SGH i szefowa zespołu ekspertów, który przygotował prezydentowi program prorodzinny.
GUS wskazał też po raz pierwszy, skąd wyjeżdżają Polacy. Okazuje się, że głównie ze ściany wschodniej. Na przykład Podkarpacie i Podlasie opuściło prawie 10 proc. ludności. – To wielki ubytek dla tych regionów, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że wyjeżdżają tzw. liderzy zmian – ocenia prof. Iglicka.

3. Pisząc kilka dni temu „Piosenkę współczesnego polskiego emigranta”, jeszcze nie znałem tych wstrząsających danych, ale diagnoza zawarta w rymach, ułożonych do melodii „Piosenki gruzińskiej” Okudżawy, była trafna. Młodzi Polacy uciekają, bo doprawdy już nie wiedzą, nie umieją na ziemi tej żyć... Co dziesiąty młody człowiek szuka już nie szczęścia, ale w ogóle życia za granicą.
I nawet już nie pyta – jak żyć, bo dobrze wie, że nijak.
Praca, jeśli ją nawet znajdziesz po wielkich trudach, to na umowie śmieciowej. Ochrona żadna. Poznałem ostatnio całą serię spraw o wypadki przy pracy. Kazano chłopakowi bez zabezpieczenia wejść na wysokie rusztowanie. Spadł i zabił się, ale wszyscy pracownicy zgodnie zeznali, że szef nie kazał mu tam wchodzić (jakby zeznali co innego, straciliby pracę). Postępowanie umorzone, rodzina bez żadnego odszkodowania. Inny pracował bez kasku na wagonie, dostał łyżką koparki, pół głowy mu urwało – pracownicy zgodnie zeznali, ze sam tam wszedł, gdzie nie powinien – sprawa umorzona, odszkodowania dla dzieci brak. Jeszcze innemu kazano trzymać jakieś deski podczas pracy na torowisku, drezyna zmiażdżyła mu stopę – nikt nie winien, sprawa umorzona, odszkodowania brak.
Człowiek ginie, policja i prokuratura nawet oględzin miejsca wypadku nie robią, bo za ciemno było.

4. Tak się pracuje na cudzym, a na własnym? Proszę bardzo, zakładaj firmę, na przykład transportową. Kup samochód na kredyt, zacznij zarabiać. Urząd skarbowy ustali, ze kupowałeś mafijne paliwo. Mafii nic nie zrobią, a ciebie z torbami puszczą.
Rolnikiem zostałeś, masz ziemię, trochę inwentarza, ktoś najedzie z tyłu na twój traktor, gdy wracałeś po orce z pola – wpakują cię do więzienia, bo lusterko miałeś za krzywe.
Albo na ziemię ci kopalnia wchodzi, nawet się nie pyta, z sądu dostaje postanowienie i włazi na twój grunt jak na własny. Znam dziesiątki takich spraw.
Próbujesz handlu, zakładasz jakiś sklepik – jedenasty supermarket ci w mieście postawili – i leżysz, bo nie wytrzymasz konkurencji z wielką siecią, która w dodatku podatków w Polsce nie płaci.

5. A co potrafi zrobić z ludźmi tak zwany wymiar sprawiedliwości, to już przekracza wszelkie ludzkie pojęcie. Bogu ducha winnych ludzi skazują bez żadnych dowodów, tak jak Grzegorza Wiechę spod Kielc czy Ptaszyńskiego z Białegostoku, bez żadnych, ale to żadnych dowodów. Majątek rozwiedzionych małżonków tak podzielą, że żona utrzymująca dzieci zostaje puszczona z torbami i jeszcze męża trutnia musi spłacać.
Gdzie się nie ruszysz, tam cię kopią. Nie znasz dnia ani godziny, gdzie i od kogo oberwiesz, a od państwa najpierwej.
I dlatego młodzi ludzie uciekają, nie pytając nawet - jak żyć, panie premierze, bo dobrze wiedzą, że nijak.


MARYCHA I SPRAWA POLSKA

Miesiąc temu na jednym z portali przeczytałam dyskusję poświęconą problemowi narkotyków. Jeden z dyskutantów, o dość znanym nazwisku, obiecał, że jego ugrupowanie rozwiąże ten problem natychmiast. Kara śmierci dla dilerów i po kłopocie. Pomyślałam sobie, że w takim razie, gdyby ich ugrupowanie miało jakąkolwiek szansę dojść do władzy, zagłosowałabym nawet na Millera, żeby do tego nie dopuścić, choć jestem bezwzględną przeciwniczką narkotyków.

Wiele rzeczy mogę darować, ale do nich nie należy bezgraniczna głupota. Trzeba być kompletnym idiotą, żeby nie rozumieć, że narkotyki każdemu można łatwo podrzucić i takie prawo dałoby  każdej władzy nieograniczone możliwości wykańczania przeciwników. Niekoniecznie politycznych - biznesowych też.

Zastanawiając się nad tym głębiej, doszłam do wniosku, że niektóre programy, zwłaszcza te pełne tromtadrackiego patriotyzmu oraz represyjnej religijności, to czarny PR dla prawicy. Nie twierdzę, że takie koncepcje formułują agenci, czyli ludzie specjalnie zadaniowani - wystarczy, że są bezgranicznie głupi.

Mam dużo do czynienia z młodzieżą licealną w wieku maturalnym. Ponieważ jestem im życzliwa, zwierzają mi się z takich problemów, o których wolałabym nigdy nie słyszeć. Po ostatnich wyborach pewien młody człowiek przyznał mi się, że głosował na partię osobnika ze świńskim ryjem i gumowym penisem (jego nazwisko nie przejdzie mi przez klawiaturę). Skrzywiłam się tylko  i tyle. Przyszedł do mnie po lekcjach i powiedział: „Chciałbym, żeby pani wiedziała, że jestem gejem i ateistą”. „Uczę cię matematyki, a nie religii i wychowania seksualnego” – odparłam kwaśno.

Zauważyłam wprawdzie, że przychodzi na lekcje w marynarce z kwiaciastą podszewką i ma jakąś torbę na książki w tęczowe paski, ale nie miałam najmniejszej ochoty na dyskusje. Upierał się jednak, że chce usłyszeć moją opinię na ten temat. Zastrzegłam, że powiem mu, co myślę, ale tylko raz i może to nie być przyjemne. Przystał na to. „Ładujesz sobie gnój widłami na głowę” – powiedziałam. „ Czy naprawdę chcesz już w wieku 25 lat chodzić w pampersie?” I dodałam jeszcze kilka mocnych słów na temat praktyk homoseksualnych, których nie będę tu cytować. Nie obraził się, odszedł zamyślony.

Za kilka dni powiedział mi, że wycofał się - jak to nazwał - z „układu”. Okazało się, że gra w jednym z warszawskich teatrów, wybiera się do szkoły teatralnej i wszedł w ten „układ” dla kariery. Pochodzi z rodziny prostego ogrodnika i chciał się wkupić w tak zwane środowisko. Nie wracałam już potem do rozmów na ten temat, ale zauważyłam, że zaczął ubierać się jak człowiek, więc pewnie powiedział prawdę. Mam nadzieję, że nie będzie już głosował na obrońcę swoich (wyimaginowanych zresztą) odchyleń. Do kościoła go nie doprowadzę - musi sam tam trafić. Jak twierdził, boi się opresyjnego państwa wyznaniowego. Tak myśli duża część młodzieży i nie ma co udawać, że jest inaczej. Na pewno nie zagłosują na program odbierający im ich swobody.

Osobiście nie mam nic przeciwko państwu wyznaniowemu. W moim wieku żadne swobody nie są mi potrzebne. Na pewnym zebraniu, gdzie to właśnie postulowano, powiedziałam: „To zróbcie wreszcie to państwo wyznaniowe, jeżeli potraficie, ale o tym nie gadajcie. Czy nie rozumiecie, że tym gadaniem napędzacie elektorat PO?”

Nietrudno chyba zrozumieć, że ludzie, których na prawicowych portalach nazywa się motłochem, ludzie, którzy rzekomo powinni być trzymani za mordę przez jakiegoś - nie wiadomo skąd wziętego - króla, ludzie, których trzeba przekuć, wychować, pouczyć i nauczyć, zrobią wszystko, żeby ich samozwańczy wychowawcy nie dorwali się do władzy. Bo ludzie nie chcą być przekuwani (pierekowka już była) ani kształtowani według cudzej wizji. A każdy program, który zaczyna się od stwierdzenia, że aby go wdrożyć, trzeba stworzyć nowego człowieka, jest w najlepszym wypadku utopią, w najgorszym – totalitarną zbrodnią. 


Diabeł ubrał się w ornat

Na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie od lat funkcjonuje kawiarnia „Parana”. Kiedyś była to kawiarnia wyścigowa. Czasami odwiedzałam to miejsce z podobnych przyczyn, dla których  początkująca aktorka w Hollywood stara się postawić stopę na czerwonym dywanie. Bywanie w „Paranie” było nobilitujące, choć dla mnie właściwie bezsensowne. Jako jeździec amator, czyli najniższa w hierarchii wyścigowej istota, i tak nie miałam dostępu do wyścigowych tajemnic. Docierały do mnie w postaci plotek. Dla wszystkich, w tym dla samego amatora, było przecież najlepiej, żeby amator jak najmniej wiedział o „ustawianych” wyścigach i innych wyścigowych  przekrętach.


Na ulicy Marszałkowskiej w Warszawie od lat funkcjonuje kawiarnia „Parana”. Kiedyś była to kawiarnia wyścigowa. Czasami odwiedzałam to miejsce z podobnych przyczyn, dla których  początkująca aktorka w Hollywood stara się postawić stopę na czerwonym dywanie. Bywanie w „Paranie” było nobilitujące, choć dla mnie właściwie bezsensowne. Jako jeździec amator, czyli najniższa w hierarchii wyścigowej istota, i tak nie miałam dostępu do wyścigowych tajemnic. Docierały do mnie w postaci plotek. Dla wszystkich, w tym dla samego amatora, było przecież najlepiej, żeby amator jak najmniej wiedział o „ustawianych” wyścigach i innych wyścigowych  przekrętach.

 

W „Paranie” pracowała jako kelnerka pewna miła pani, której w widoczny sposób brakowało sporej części czaszki. Wszyscy wiedzieli, że brała udział w Powstaniu Warszawskim i była kiedyś więźniem gestapo. Jak się okazało, nie miała żadnej renty ani kombatanckich przywilejów. Opowiedziała mi w chwili szczerości, że gdy zgłosiła się do ZBOWID-u w celu potwierdzenia swoich uprawnień, przyjął ją człowiek, który przesłuchiwał ją kiedyś na gestapo. Rozpoznał ją. Powiedział: „Droga pani, wojna to straszna rzecz, wszyscy cierpieliśmy. A po której stronie? Jakie to teraz ma znaczenie?”.

 

Zaszokowana wybiegła i długo wymiotowała na trawniku. Nigdy do lokalu ZBOWID-u już nie wróciła. Renty nie dostała.

 

Miła pani nie dorosła po prostu do podobnej zmiany perspektywy. Zbyt szybki zwrot spowodował zawrót głowy i torsje.

 

Obecnie jesteśmy świadkami wielu podobnie spektakularnych nawróceń i odwróceń, które u osób mniej odpornych mogą spowodować zawrót głowy, a nawet torsje.

 

Od lat tresowano nas na przykład w przeświadczeniu, że Polska jest zupełnie bezpieczna, że nikt, ale to zupełnie nikt nie ma zamiaru zrobić jej najmniejszej krzywdy. Polska jest jak brzydka stara panna bez posagu, która uroiła sobie, że jej coś zagraża ze strony jurnego mołojca.

 

Pamiętamy, jak lekceważąco były wyśmiewane wszelkie uwagi na temat rozbrojenia kraju przez PO oraz jak gorąco propagowany był model polskiej armii złożonej z zawodowych najemników, udzielających się dla  pieniędzy w cudzych konfliktach nazywanych dla niepoznaki misjami pokojowymi.

 

Nagle okazuje się, że stara panna wyładniała albo mołojec się napił. Tej brzydkiej starej pannie bez posagu może jednak coś grozić. Okazuje się, że potrzebne są nam gwarancje ze strony sojuszników, że do Polski przylatują dziesiątki bojowych amerykańskich samolotów z obsługą (liczoną w setki), a ktoś w mediach poważnie rozważa ewentualność grzebania zabitych w parkach i na skwerach. Okazuje się, że mamy w naszych starych niepokojach niespodziewanych i to prominentnych sojuszników.

 

Czy to znaczy, że są oni, jak to się mówi w języku wywiadów, "odwróceni", a w języku chrześcijańskiego miłosierdzia – "nawróceni"?

 

Nie, to tylko znaczy, że diabeł ubrał się w ornat i ogonem na Mszę dzwoni.

 

36 milionów Pawlików Morozowów

Po wypadku w Kamieniu Pomorskim, w którym pijany kierowca zabił 6 osób, specjaliści, fachowcy, dziennikarze i policjanci karnie jak na rozkaz odpowiadali na leninowskie pytanie, co robić. Część z nich doszła do wniosku, że to „zwykli ludzie” powinni informować policję o tym, że ktoś jedzie autem wężykiem albo ktoś, będąc pod wpływem alkoholu, wsiada do samochodu. W tym drugim przypadku szczególny obowiązek powiadomienia policji o zdarzeniu spoczywałby na rodzinie bibosza za kółkiem. Oczywiście podano, jak taki donos w formie telefonicznej ma wyglądać, i zachwalano, jak skutecznie przebiegła akcja zatrzymania „niedoszłego mordercy”.


Niedawno w telewizji pokazano reportaż o donosach trafiających do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wiele osób inaczej odczytuje ten skrót, sugerując, że zakład ów zajmuje się utylizacją, ale pozostanę przy nazwie zaczerpniętej z Wikipedii. Swoją drogą, rzeczniczka prasowa jednego z oddziałów ZUS-u powiedziała, że zatrudniająca ją instytucja donosy, które dotyczą spraw niebędących w kompetencji ZUS-u, odsyłał do „właściwych organów”. Ciekaw jestem, jak brzmi podstawa prawna uprawniająca „organy” do przekazywania sobie donosów. Ale czort a nią. Podano oczywiści, jak ma wyglądać wzór takiego donosu, przy czym z reportażu jasno wynikało, że osobą, na którą trzeba donosić, jest ktoś utrzymujący się z drobnego handlu. W żadnym wypadku tzw. samorządowiec tracący stołek i w związku z tym zapadający natychmiast na zdrowiu na pół roku czy rok, dzięki czemu, oprócz odpraw, bierze przez ten czas te kilkanaście tysięcy miesięcznie. Co to, to nie. (PS Nie uważam unikania płacenia składek do ZUS-u przez osoby prowadzące działalność gospodarczą za coś złego. Tak mogą uważać ci, którzy kosztem uczciwych ludzi siedzą na stołkach państwowych albo opłacanych przez samorząd. A niechęć do płacenia ZUS-u traktują jako podcinanie gałęzi, na której siedzą.)

 

Nie trzeba było długo czekać, aż telewizja poinformowała, że dentyści strasznie wyłudzają od Narodowego Funduszu Zdrowia pieniądze za usługi, jakich tak naprawdę nie wykonali, i że pacjenci powinni się zainteresować, co figuruje w ich dokumentacji, a co tak naprawdę zrobił dentysta, a o różnicach oczywiście powinni donosić. Proceder wyłudzania przez dentystów pieniędzy trwa od lat i jakoś nikt z NFZ nie poszedł siedzieć za to, że stworzył złodziejski system i że tolerował jego istnienie. Najpierw pozwalają kraść, a później nie ma na leczenie choćby ludzi chorych na raka.

 

W Polsce jest mnóstwo służb specjalnych, policja, niezależna prokuratura, niezawisłe sądy, straż miejska, ale gdy władze chcą wykryć przestępstwa, to armię tą ma wyręczyć donos od podatnika, który tę całą armię zmuszony jest utrzymywać. Widać oni, wychowani na donoszeniu, innego systemu nie potrafią zbudować. Ale to chyba zbyt optymistyczne wyjaśnienie. Gdyby ten fakt świadczył o nieudolności organów, to byłoby jeszcze pół biedy. Gorzej, że raczej im chodzi o zerwanie więzi między ludźmi i tworzenie, jak to się ładnie określa, zatomizowanego społeczeństwa, gdzie jeden drugiego będzie się bał, że jak powie coś nie tak, zrobi coś nie tak, to ten drugi od razu pobiegnie napisać donos, bojąc się, że ten pierwszy szybciej biega i zdąży wcześniej nie tylko napisać donos, ale w dodatku złożyć go u właściwego organu. Takim społeczeństwem łatwiej się rządzi, takie społeczeństwo nie wytworzy opozycji mogącej odgonić rządzących od koryta itd. Słowem, dla władzy same plusy.

 

Dla nich ideałem jest Związek Sowiecki. A my według nich mamy być takimi Pawlikami Morozowami, oczywiście po pracy, podczas której niczym Stachanow wykonamy, podaję za Wikipedią, 1475% normy. Proszę, czego doczekaliśmy się po 25 latach od przesławnej transformacji ustrojowej, podczas której została obalona komuna.
PS Oczywiście wiem, że z Pawlikiem sprawa wyglądała inaczej, niż przedstawiała to sowiecka propaganda, ale to sprawa na inny artykuł.

 

(michalpluta.bloog.pl)

 

Skąd przyjdzie nowa siła

III RP to państwo gnijące w coraz szybszym tempie. Już ponad dwa miliony obywateli porzuciło wiarę w jej naprawę w przewidywalnej przyszłości, a skala emigracji ciągle narasta. Porażka wydawałoby się prostego do wygrania referendum w Warszawie pokazała po raz kolejny słabość obozu patriotycznego i jego brak szans w systemie pseudodemokratycznym PRL-bis. Kto nadal twierdzi, że można odzyskać Polskę kolejnymi wyborami czy lepszą organizacją patriotów, jest albo naiwniakiem, albo funkcjonariuszem systemu, który celowo kanalizuje wysiłki Polaków na bezowocne tory. Jeśli mamy powstrzymać upadek państwa i narodu, musimy sięgnąć po rozwiązania prawdziwe, a nie pozorne. Wpierw jednak trzeba przeprowadzić diagnozę naszego stanu. Musi to jednak być diagnoza „bez znieczulenia”, bez sztucznego podtrzymywania nadziei i ducha za pomocą fałszywych mitów czy zaklęć.

 

W co jeszcze można was bić, gdy nadal trwacie w odstępstwie? Cała głowa chora i całe serce słabe. Od stóp do głów nic na nim zdrowego: tylko guzy i sińce, i świeże rany; nie opatrzone ani nie przewiązane, ani nie zmiękczone oliwą. Wasz kraj pustynią, wasze miasta ogniem spalone, plony waszej ziemi obcy na waszych oczach pożerają; spustoszenie jak po zniszczeniu Sodomy. Izaj. 1:5-7


 

Diagnoza – totalna ruina

 

Gdzie „przyłożyć słuchawkę”, by w polskim państwie czy narodzie usłyszeć objawy zdrowia? Instytucje państwa są w odwrocie lub stają się tylko uciążliwością dla zwykłych ludzi. Przykładem z ostatniej chwili niech będzie policja, której głównym celem jest wyrobienie odpowiedniego planu mandatowego. Komu potrzebna taka policja? Kto będzie ją miał w poważaniu? O armii szkoda pisać, bo już dawno przekształciła się w kilka niewielkich jednostek ekspedycyjnych, a projekt Narodowych Sił Rezerwowych poniósł spektakularną porażkę, wykazując, że nie ma chętnych do obrony III RP.

Do niedawna dość powszechnie uważano katolicyzm za ostoję i kościec polskości. Ale i na tym polu wiele się ostatnio zmieniło – hierarchowie poszli na ostentacyjną współpracę z cerkwią Putina, licząc na zachowanie swego stanu posiadania. Biskupi widać nie czytają Biblii, bo nie wiedzieli, że nie wolno paktować ze Złem. Po wykorzystaniu kościoła katolickiego zaczęła się na niego bezpardonowa, medialna nagonka. Oto świadectwo jednego z warszawskich księży:

 

„Jesteśmy zaczepiani, proboszcz został wyzwany bardzo dobitnie, ja także idąc do szkoły słyszałem okrzyki pod moim adresem nawiązujące do pedofilii. (…) Podobnych sytuacji nie było nawet w ostatnich latach. Nawet idąc ulicą czuć w spojrzeniach ludzi nienawiść na widok księdza. A jeszcze parę miesięcy temu tego się nie odczuwało. (…) Pojedynczy kapłan, taki jak ja, jest bezsilny. Rozmawiam ze swoimi uczniami na ten temat, ale chyba nie za wiele mogę zrobić. Również wśród moich kolegów – księży widzę taką bezradność. Polecam ich oczywiście w modlitwie, również ludzi, którzy to nakręcają, ale nie mam dobrych pomysłów, jak się temu przeciwstawić. (…) W naszych rozmowach między księżmi dominuje pogląd, że to się raczej będzie nasilać.” ks. Tomasz Chruścik, wpolityce.pl

Podobnego zdania jest współautor tej nagonki:

„Na naszych oczach Kościół przemienia się m.in. dzięki śp. Ruchowi Palikota w pajaca bitego ku radości tłumu”

Jerzy Urban, Nie

Mam jak najgorsze zdanie o duchowej roli katolicyzmu w kształtowaniu losów naszego narodu, ale nie można mu odmówić spełniania funkcji moralnego gorsetu dla większości Polaków. Z faktu, że był to tylko gorset zewnętrzny, bez głębi ducha i serca, nie wynika, że zniszczenie go przyniesie poprawę. Sceny, które z inicjatywy lokatora Pałacu Namiestnikowskiego rozegrały się na Krakowskim Przedmieściu przed smoleńskim krzyżem, nie pozostawiają nam w tej kwestii złudzeń – czeka nas okres zalewu barbarzyństwa.

Stan psychiczny społeczeństwa opisują trzy wektory – głupota, tchórzostwo i bezideowość.

 

„Trudno mi wręcz zrozumieć, jak to możliwe, że po 10 kwietnia 2010 roku ludzie uważający się za polskich patriotów mogą pleść bzdury o wyższości zagrożenia niemieckiego nad rosyjskim, a okraszać to jeszcze dyrdymałami o roszczeniach Izraela. Gdzież tu proporcje i elementarna wiedza o świecie. Dla nabycia rozumu najwyraźniej nie wystarczyło tym ludziom: ani 50 lat sowieckiej okupacji ani dwudziestolecie rządów moskiewskich miernot ani nawet zamordowanie naszych rodaków w Smoleńsku. Trzeba pytać: co jeszcze Rosja miałaby uczynić, by Polacy wreszcie zmądrzeli?

Aleksander Ścios, aleksanderscios.pl

„Przykładem jest zachowanie lokatora Belwederu, który najpierw wypowiadał się przeciwko referendum, a nawet przygotował projekt noweli utrudniającej odwoływanie lokalnych kacyków, a dziś deliberuje o "obywatelskiej demokracji" i wysyła tow. Nałęcza w roli tłumacza "z polskiego na nasze". Na tym przecież polega klasyczna "mądrość etapu", wsparta na wierze w głupotę polskiego społeczeństwa.”

Aleksander Ścios, j.w.

„Ludzie nie szli nie z powodu braku plakatów, tylko ze strachu. Każdy, z kim rozmawiałem, wiedział, że jest referendum i gdzie jego komisja wyborcza, ale podważał sens, czyli racjonalizował własny strach. Powszechny strach i służalczość powinny być punktem wyjścia analiz.(…) Strach jest najważniejszym instrumentem rządzenia w III RP, a nie jakieś argumenty.”

Józef Darski, naszeblogi.pl

„Zdrada 1989 udowodniła ludziom, że walka o zmiany całościowe nie ma sensu, bo będą wykiwani. Nie dobro wspólne zatem gwarantuje poprawę losu, tylko podczepienie się pod perspektywicznych rozdrapywaczy. Podczepią się nieliczni, ale większość ma nadzieję, co wywołuje postawy: ja będę tym, kto potrafi się urządzić.” Józef Darski, j.w.

 

Mamy więc głupie, bezideowe i tchórzliwe społeczeństwo, nieudolne bądź serwilistyczne elity i spróchniały, wykiwany w grze z Putinem kościół.

 

Rozwiązania pozorne lub płytkie

 

1) Nawrót do kościoła i odnowa duchowości.

To najczęściej powtarzane na prawicy zaklęcia. Co bardziej zaślepieni wyznawcy tej drogi wskazują nam przykład Węgier, gdzie rzekomo w wyniku odmawiania różańca… protestanci doszli do władzy i na poważnie wzięli się za sanację swego państwa. My nie mamy najmniejszych szans na pójście drogą Orbána, bo nie mamy zaplecza w postaci prawie dwóch milionów (16% populacji) członków patriotycznie nastawionego kościoła reformowanego, który od XVI w. jest ostoją węgierskości - pielęgnował ją w obliczu ataków Turków, Austryjaków i komunistów. Nasze kadry patriotyczne trafnie opisał mózg „Gazety Polskiej”:

 

„Gdybym był płk. SB i ruskim agentem, przypilnowałbym, by PiS jednak wygrał wybory parlamentarne, bo jego kadry są gwarancją całkowitego bezpieczeństwa systemu i takiej kompromitacji w sytuacji katastrofy gospodarczej, że żadnej już partii antysystemowej nie będzie NIGDY.”

Józef Darski, j.w.

Aleksander Ścios idzie jeszcze dalej:

„PiS wprawdzie dobrowolnie przyjął rolę "konstruktywnej" opozycji, jednak na straży tej postawy stoją zastępy "naszych" autorytetów, doradców, ekspertów i publicystów. To ci ludzie, z których większość doskonale funkcjonuje w obecnym systemie, dbają o "przestrzeganie standardów demokracji" i są głównymi piewcami "ewolucyjnych przemian".

aleksanderscios.pl

Warto dodać, że ci ludzie, „nasze prawicowe kadry”, mają usta pełne religijnych frazesów i uważają się za przykładnych katolików. Za takich też uchodzą w odbiorze społecznym. Jaskrawym, ale bynajmniej nie odosobnionym, przykładem jest desygnowany przez Jarosława Kaczyńskiego na premiera Kazimierz Marcinkiewicz, który głosząc na rekolekcjach dla polityków nauki o świętości małżeństwa, miał romans z Isabel. Widać wyraźnie, że katolicyzm ani wewnętrznie (sumienie), ani zewnętrznie (ostracyzm, dyscyplina kościelna) nie przeszkadza prawicowym elitom w prowadzeniu podwójnego życia. Takie charaktery z pewnością nie poprowadzą narodu do sanacji…

Kościół hierarchiczny kontynuuje tymczasem tradycję „walki z komunistami”, będąc z nimi w głębokiej komitywie. Najpierw potępił w roku 1950 Żołnierzy Wyklętych i zagwarantował sobie prawne i ekonomiczne możliwości funkcjonowania w ludowej ojczyźnie, potem wsparł Gomułkę w okiełznaniu rewolucyjnych nastrojów, by na koniec pomóc wykastrować zryw Solidarności i przekazać przy okrągłym stole władzę… komunistom – tym razem z przedrostkiem „post”. Pokładanie wiary w zdolnościach sanacyjnych tego rodzaju ludzi jest więcej niż zbrodnią - jest czystą głupotą.

Religijność pospolita, ludowa też nie stanowi podstaw do odnowy. Większość Polaków to pokropieni wodą święconą poganie, którzy nie mają większego pojęcia o chrześcijaństwie. Już dawno ten rodzaj „pobożności” opisał trafnie anonimowy poeta z czasów saskich:

Ukrajemy szyneczki, umaczamy w chrzanie; jakżeś dobrze uczynił, żeś zmartwychwstał, Panie!"

 

Jeśli kogoś nie przekonują powyższe argumenty, proszę spojrzeć na owoce. JP2 zapowiadał, że Polacy wchodząc do UE przyczynią się do jej reewangelizacji. Czy dziś znajdzie się jeszcze jakiś naiwny, który będzie dalej podtrzymywał ten nonsens? Po wejściu do UE Polska wydała Palikota z 10% poparciem, a Owsiak gromadzi corocznie pół miliona młodzieży! To jest prawdziwe pokolenie JP2!

Polski katolicyzm nie ma żadnego pomysłu ani potencjału do duchowej odnowy narodu. Hierarchowie będą cicho siedzieli na smyczy Putina i Komorowskiego. Od czasu do czasu wytypują jednego czy dwóch do powiedzenia paru ostrzejszych słów, by patriotyczna gawiedź nie straciła wiary w mit „kościoła z narodem”, a potem z powrotem zasiądą w przedsionkach rydwanu władzy.

 

2) Archipelag polskości

Profesor Zybertowicz rzucił hasło archipelagu polskości, który ma zbudować sieć kontaktów pomiędzy rozdrobnionymi środowiskami propaństwowymi, pokazać ich siłę i atrakcyjność oraz uzbroić w zdobycze współczesnej socjologii i psychologii. O utopijności tego projektu pisałem na łamach „iPP” w maju 2012 roku w tekście „RAFY NA DRODZE ARCHIPELAGU POLSKOŚCI”, więc teraz ograniczę się tylko do „żołnierskiej” opinii Józefa Darskiego:

„…rady Zybertowicza, by dyskutować i przekonywać, są do d.... Sam swojej nauczycielki nie przekonał, gdy ze strachu go zaatakowała. Ale rad udziela chętnie na dziesiątkach spotkań akurat z tymi, którzy się nie boją i którzy stanowią MNIEJSZOŚĆ. 2-3 mln to ZA MAŁO. Tym bardziej, że są to ludzie wyklęci, w większości emeryci, którzy nie mogą stracić pracy.”

naszeblogi.pl

 

3) Leczenie narodowego obłędu Zychowiczem

Ta metoda jest mi najbliższa, choć niestety również nieskuteczna. Red. Piotr Zychowicz przejął pałeczkę od wielkich umysłów w rodzaju Józefa Mackiewicza czy prof. Pawła Wieczorkiewicza i zdecydował się na leczenie prawdą narodowych mitów historycznych. Faktem jest, że do młodych ludzi to przemawia i otwiera im oczy na głupotęprzodków. Pytaniem zasadniczym jest jednak źródło tej głupoty czy, jak to ujmuje Zychowicz, „mistycznych skłonności samobójczych”. Jeśli go nie odkryjemy i nie usuniemy, to nawet poprawna ocena II wojny światowej nie pomoże nam w mądrym kształtowaniu współczesności. Jako naród musimy zrozumieć, co stało się w punkcie kulminacyjnym naszej państwowości, gdy byliśmy panami Moskwy, a w czterdzieści lat potem zniknęliśmy z mapy świata. Od potopu szwedzkiego próbujemy się podnosić, ale każda kolejna inicjatywa ponosi klęskę albo jest bardzo nietrwała. Warto przy tej okazji sięgnąć do opinii byłego sowieckiego speca od „pokojowej wojny”, jaką po klęsce II wojny światowej przyjął do swego arsenału komunizm (piszę klęsce, bo w zamierzeniu Stalina ta wojna miała przynieść mu dominację nad całym światem). Otóż sowieci, nie mogąc podbić świata militarnie, przenieśli swoje działania w obszar dywersji ideologicznej, a precyzyjniej ideowej. Celem komunistycznych imperialistów jest obecnie moralna demoralizacja i destrukcja zachodnich społeczeństw. Zaskakująca jest jednak obrona, na jaką wskazuje Bezmienow:

„Idee poruszające społeczeństwo i utrzymujące ludzkość jako społeczność istot ludzkich to inteligentni moralni agenci Boga. Fakty, prawda materialna mogą stanowić wiedzę lub nie. Nawet najbardziej zaawansowane technologie i komputery nie są w stanie zabezpieczyć społeczeństwa przed rozpadem i ostatecznym wyginięciem. (…) Nigdy nie spotkałem osoby, która powie: „2x2=4 to prawda i za tę prawdę jestem gotów zginąć.” Ale miliony oddały swoje życie, wolność, majątek - wszystko! – dla kogoś takiego, jak Bóg, jak Jezus Chrystus. (…) Jest coś niematerialnego, co porusza społeczeństwo i co pomaga mu przetrwać. To działa też w drugą stronę – w momencie, w którym prawdę z poziomu 2x2=4 czynimy przewodnią zasadą naszego życia, naszej egzystencji, umrzemy. Wiara w Jezusa Chrystusa jest jedyną metodą, by uchronić się przed przewrotem ideologicznym.”

Polscy ateiści zaprosili niedawno czołowego amerykańskiego ewolucjonistę prof. Jerrego Coyne’a, który jasno zdefiniował cel wojującego ateizmu: zniszczyć wiarę w Jezusa Chrystusa. Inne religie - buddyzm, konfucjanizm itp. - nie przeszkadzają mu. W świetle wniosków Bezmienow łatwo sobie odpowiedzieć, dlaczego.

Historyczna prawda, choć konieczna do ozdrowienia narodu, sama jednak nie wystarczy. Kluczem jest Prawda przez duże „P”- czyli prawda duchowa o Jezusie Chrystusie!

 

Metoda naprawy RzeczYpospolitej

 

Jest ona zdumiewająco prosta. Symbolicznie przedstawił ją Jezus:

Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana.

Wyjesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze.

Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. Mat. 5:13-16

 

By narody nie błądziły w ciemności, potrzebują ludzi, których Jezus nazywa solą ziemi lub światłością świata. Dodatkowo ci ludzie muszą być widoczni, wyeksponowani, by inni mogli się na nich orientować. Mówiąc językiem współczesnej socjologii, naród musi mieć światłe elity i one muszą dysponować narzędziami medialnego oddziaływania na społeczeństwo. Ta zasada działa w świecie materialnym niezależnie od poziomu duchowego czy wiary elity. Ludzie prości, a takich jest ponad 95% (szacunek prof. Kazimierza Dąbrowskiego), potrzebują drogowskazów. Od tego, jakie to będą drogowskazy, zależeć będzie ogólny stan mentalny społeczeństwa. Pytanie o naród to w rzeczywistości pytanie o jednostki, które on naśladuje. Te wzorcowe jednostki mogą albo same się przebić do uwagi większości, albo zostać jej zasuflowane. Media głównego ścieku pełnią właśnie tę rolę suflowania narodowi autorytetów. Majstersztykiem kreacji tego rodzaju jest Jerzy Owsiak - człowiek, którego można posądzać o wszystko poza walorami intelektualno-moralnymi. A jednak to on jest „światłością” dla bardzo znacznej części polskiej młodzieży. Przykładem samodzielnego boju o uwagę „maluczkich” jest ks. Tadeusz Rydzyk. Ten nikomu nieznany jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych zakonnik w ciągu paru lat stał się punktem odniesienia dla kilku milionów polskich katolików – i to niezależnie, a nawet wbrew, elitom formalnym (biskupom) tego kościoła.

Na ważność kształtowania elit w społeczeństwie zwrócił też uwagę Antonio Gramsci, komunistyczny ideolog z Włoch zniechęcony brakiem postępu walki komunistycznej w latach dwudziestych XX w. Jego myśl dobrze scharakteryzował Dariusz Rohnka w książce „Fatalna fikcja. Nowe oblicze bolszewizmu - stary wzór”:

„Gramsci odkrył istotny mechanizm, który rządzi współczesnym społeczeństwem: o zakresie wpływów nie decyduje wyłącznie władza polityczna, ale także instytucje społeczne, kulturalne, religijne. Zwycięstwo w tych obszarach aktywności zapewni również władzę polityczną. Potrzebny jest "długi marsz poprzez instytucje" - media, uniwersytety, kościoły, centra władzy i kultury.

Mamy więc zgodne świadectwo Biblii i komunistycznego ideologa, że „kadry są najważniejsze” i że los narodu kształtują ci, którzy są „na świeczniku” instytucji oddziaływujących na masy.

 

Sprawa ratunku dla Polski wydaje się więc prosta – wystarczy, że naszymi ludźmi obsadzimy wszystkie „świeczniki”. Tu jednak zaczynają się schody, jak mawiał adiutant Józefa Piłsudskiego, gen. Wieniawa-Długoszowski.

Po pierwsze, obóz patriotyczny zaaferowany jest walką polityczną i nie dostrzega jej wtórności wobec walki ideologicznej. Nie umie wygrać walki politycznej i zamiast wyciągnąć z tego wnioski, wali głową w mur jeszcze mocniej…

Są nieliczni, którzy rozumieją fundamentalną rolę „długiego marszu przez instytucje”, ale napotykają na problem wierności. Cóż z tego, że wypromujemy „naszych” na kluczowe stanowiska, jeśli szybko przechodzą oni na „drugą stronę”? Klasycznym przykładem takiego obrotu sprawy jest droga Wiesława Walendziaka, wielkiej nadziei katolickiej prawicy (szef TVP i Kancelarii Premiera w rządzie Buzka), którego kariera zakończyła się w… Prokom Investments Ryszarda Krauzego.

Mamy więc podwójny problem – prawie nikt w Polsce nie zajmuje się formacją młodych elit zdolnych do „długiego marszu przez instytucje”,, a ci nieliczni, którzy to robią, nie mają sposobu, by kształtować „rycerzy o niezłomnym sercu”.

Do ukształtowania prawdziwie niezłomnego serca potrzebne są dwa czynniki. Pierwszy to osobiste odrodzenie duchowe. Każdy człowiek jest z natury grzeszny, czyli nieodporny na pokusy. Inaczej mówiąc – każdy ma swoją cenę. Jedynym antidotum na tę przypadłość jest nowe narodzenie następujące w wyniku uwierzenia w Jezusa, w Jego zastępczą śmierć na Krzyżu za moje grzechy. Podkreślam – nie za „nasze”, ale za MOJE grzechy. W ten właśnie sposób człowiek staje się solą ziemi i światłością świata. Drugim warunkiem jest realne doświadczanie wspólnoty z innymi rycerzami. Ta wspólnota musi być na tyle atrakcyjna, by rycerz z jednej strony widział sens walki dla niej, a z drugiej bał się wykluczenia z tego elitarnego kręgu. Taką wspólnotę może zapewnić jedynie Kościół Nowego Testamentu, ale nie w rozumieniu instytucji, ale żywej, organicznie funkcjonującej społeczności.

Tylko tak ukształtowani i ciągle wspierani młodzi ludzie mogą wykonać stojące przed nami zadanie „długiego marszu przez instytucje”, by zbudować prawdziwie Wolną Polskę.

 

Tyle teorii. Czas na praktykę. Zrealizowanie powyższego scenariusza w Polsce dla wielu wydaje się czczą mrzonką – płytki, ludowy katolicyzm narodu, elity patriotyczne fanatycznie przywiązane do katolicyzmu i traktujące wrogo biblijnych chrześcijan, skompromitowane kosmopolityzmem i kolaboracją z komunistami kościoły protestanckie, brak zaplecza intelektualnego, materialnego i medialnego – można by jeszcze długo wymieniać bariery. Wielkie rzeczy zaczynają się jednak od małych, lekceważonych przez ludzi zjawisk. Na początku musi być myśl, wizja – i tę już mamy. Potem musi pojawić się człowiek, który zapali innych i zorganizuje ich, by ideały „z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość”.

Dwa lata temu z młodzieżą z kościoła, który prowadzę, dużo rozmawialiśmy o zmienieniu Polski. Zrodził się pomysł stworzenia ruchu, który będzie łączył konserwatywne wartości z nowoczesną formą wyrazu; którypołączy wartościowych ludzi zarówno w sieci, jak i w realu; który da każdemu, niezależnie od tego, skąd startuje, szansę na kolejny krok wzwyż w rozwoju duchowym i intelektualnym; który doprowadzi do wyłonienia się nowej elity dla Polski. Tak powstał Twój Ruch.

Jeszcze kilka tygodni temu nikt by się nie spodziewał, że dowie się o nim cała Polska. Odczytuję to jako przejaw Bożego błogosławieństwa – choć mam świadomość zaistnienia w tym całkiem ludzkich, nawet złych interesów. To tylko dowodzi, że Bóg jest prawdziwym Panem historii, a „serca królów są w jego ręku”. (Przyp. 21:1 )

Jeśli dobrze odczytuję zamiary Boga, kolejnym krokiem powinien być odzew ludzi z całej Polski, którym to samo w duszy gra. Zamiar, przed którym stoimy, jest wielki. To przerasta siły garstki ludzi, którzy aktualnie tworzą Twój Ruch. Ale jestem przekonany, że Bóg ma jeszcze w naszym narodzie wystarczające zasoby – zarówno ludzi o rycerskich sercach, jak i środków materialnych – by odwrócić bieg historii. Nie udało się naszym Przodkom, ale my nie jesteśmy deterministycznie skazani na klęskę czy emigrację. Musimy się tylko spotkać, zorganizować i zwyciężyć.

 

Na rozgrzewkę Bóg dał nam za przeciwnika Palikota z jego spirytusowymi milionami i rzeszą głośnych wesołków. To jest „chrzest bojowy” Twojego Ruchu i sprawdzian, na jakie poparcie w narodzie możemy liczyć. Niebawem okaże się, kto z naszych Rodaków uświadomi sobie, że „Bóg czeka na Twój ruch”?

 

Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną

Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,

Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno

Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.

 

Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,

Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową

Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

 

Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,

która na oślep leci bez oręża,

Lecz tę, co sama niezdobytym wałem

Przeciwne losy stałością zwycięża.

 

Przestańmy własną pieścić się boleścią,

Przestańmy ciągłym lamentem się poić:

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,

Mężom przystało w milczeniu się zbroić...

 

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

I przechowywać ideałów czystość;

Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość

 

Adam Asnyk

 

Strach jest najważniejszym instrumentem rządzenia w III RP, a nie jakieś argumenty. Dyskurs służy tylko racjonalizacji (usprawiedliwieniu) tchórzliwych zachowań. Kluczowym problemem jest więc ośmielenie ludzi, złamanie bariery strachu, a nie przekonywanie do słusznych tez, bo co komu po słuszności bez pracy i z sądem na karku. Inaczej można się bawić w kartki wyborcze ad Calendas Graecas, czyli do usranej śmierci. Mamy totalitaryzm, który używa metod w naszej sytuacji najskuteczniejszych. Jak się okażą nieskuteczne - użyje tradycyjnych, a na razie nie ma potrzeby.

Józef Darski, naszeblogi.pl

TR ŁĄCZY LUDZI… NAD MORZEM ;)

Dowiedziałam się o "Twoim Ruchu" dzięki Wektorom (sprawdź wektorzy.com), których bardzo serdecznie pozdrawiam! Polecili mi odwiedzenie Waszej strony, w razie gdyby brakowało mi kontaktu z ambitną i aktywną młodzieżą. Weszłam i postanowiłam zostać na dłużej. :) Spodobało mi się to, że angażujecie się w sprawy kraju i dbacie o wartości chrześcijańskie, które są mi bardzo bliskie. Wszystko to sprawiło, że postanowiłam trochę pomóc w promocji TR i rozłożyć Wasze ulotki na mojej uczelni. Dzięki temu, że Kornelia przysłała ich dość sporo, mogłam podzielić się nimi z Wektorami i tak oto zobaczyłam w trójwymiarze Wojtka (Może kiedyś będzie mi też dane spotkać Mikołaja). :D

Organizujecie wiele atrakcyjnych wydarzeń, jak rajdy górskie czy warsztaty różnego typu, co również mnie przyciąga. Jeszcze się nie spotkaliśmy „w realu”, ale myślę, że to jedynie kwestia czasu. :) Mam nadzieję, że takich „przypadkowych” natrafień na Was i Waszą stronę będzie jak najwięcej, bo uważam, że warto zainteresować się tym, co robicie. Oby tak dalej. :)


REPUBLIKA R CZ.12 – NIEZŁOMNY BOJOWNIK

W Republice R prawo zabraniało handlowania, posiadania i zażywania narkotyków. Narzekali na to nie tylko narkomani, lecz przede wszystkim ci, którym były drogie idee właściwie pojętej wolności.

Zmieniło się to, gdy premierem został Brandon Trut. Sprawił on, że narkotyki stały się powszechnie dostępne. Każdy mający powyżej 12 lat mógł je kupić w markecie lub sklepiku ze słodyczami.

Pewnego razu Trut wrócił po posiedzeniu rządu do swego domu. W kieszeni miał pudełko z „Bubelem”, specyfikiem, którym chciał sobie umilić wieczór. Wtem przybiegła jego suka, Dolores. Obwąchała pudełko z narkotykiem, po czym zaczęła skomleć, jak zwykle, gdy chciała coś uzyskać od swojego pana.

- Chcesz tego? - zapytał premier.

Zwierzę zaskomlało z jeszcze większą mocą.

- Doprawdy, nie mogę ci tego odmówić, Dolores. Przecież o to właśnie walczyłem. - pogłaskał ją po głowie i wyjął jedną tabletkę „Bubelu”.

Dolores skwapliwie połknęła dawkę narkotyku.  Przez chwilę stała z rozdziawionym pyskiem i ciężko dyszała. Potem zaczęła groźnie warczeć,spoglądając jednocześnie na Truta. Premier nie zdążył nawet krzyknąć, gdy z niezwykłą siłą rzuciła się na niego, od razu go przewracając. Jej celem była jego szyja, w którą wgryzła się ostrymi kłami. W nekrologach napisano o Trucie: „Niezłomny bojownik o prawo do zażywania narkotyków”.


O przypadku BOGDANA CHAZANA i hienach

Bogdana Chazana, dyrektora ginekologiczno-położniczego Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie, władze stolicy (a pisząc wprost Hanna Gronkiewicz-Waltz, która jest oczywiście katoliczką, ale przede wszystkim dygnitarzem Platformy Obywatelskiej) wywaliły z roboty. Zdaje się, że pretekstem jest jakieś drobne niedociągnięcie, a przynajmniej tak postępowanie Chazana zostałoby określone, gdyby był urzędnikiem urzędu skarbowego i działając niezgodnie z prawem, wykończył jakąś firmę, urzędnikiem ZUS-u i doprowadził do śmierci człowieka, sędzią i wydał wyrok nijak mający się do litery prawa. A gdyby był politykiem i przeszedł na stronę Niemców, to już wszystko byłoby z pewnością na miejscu, w porządku i na czasie.


Bogdana Chazana, dyrektora ginekologiczno-położniczego Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie, władze stolicy (a pisząc wprost Hanna Gronkiewicz-Waltz,która jest oczywiście katoliczką, ale przede wszystkim dygnitarzem Platformy Obywatelskiej) wywaliły z roboty. Zdaje się, że pretekstem jest jakieś drobne niedociągnięcie, a przynajmniej tak postępowanie Chazana zostałoby określone, gdyby był urzędnikiem urzędu skarbowego i działając niezgodnie z prawem, wykończył jakąś firmę, urzędnikiem ZUS-u i doprowadził do śmierci człowieka, sędzią i wydał wyrok nijak mający się do litery prawa. A gdyby był politykiem i przeszedł na stronę Niemców, to już wszystko byłoby z pewnością na miejscu, w porządku i na czasie.


To ciekawe, że gdy jakiś spryciarz nagrał kiedyś nauczycielkę, która na lekcji, całkiem serio, uczyła dzieci, że Krzysztof Kolumb był Polakiem, to nikt z pracy jej nie wywalił. Tylko szkolenia, kursy ideologiczne, przecież to taka dobra towarzyszka z oddaniem pracująca na odcinku edukacji. Podobnie jak nikt nie wywala z pracy nieuczciwych i niekompetentnych urzędników, policjantów-łapówkarzy, sędziów zależnych od UB, lekarzy, którzy mają w nosie swoje obowiązki i śpią w godzinach pracy albo gdzieś łażą, zamiast odbierać poród.


Rzeczniczka Praw Pacjenta, która tam jakoś po swojemu się nazywa, oceniła, że Bogdan Chazan naruszył prawa pacjenta. Oczywiście, gdy władze wyznaczają limity na leczenie, w wyniku czego chorym odmawia się pomocy medycznej, gdy pacjenci umierają w kolejce do leczenia onkologicznego, gdy jednemu wyznaczają termin zabiegu za 10 lat, a drugiemu, np. jakiemuś miejscowemu dygnitarzowi, po znajomości za dwa dni, gdy pacjent nie ma możliwości dowiedzieć się czegoś o swoim stanie zdrowia, to nie jest naruszanie praw pacjenta. Kiedyś w telewizji był reportaż, zdaje się był to pogram Elżbiety Jaworowicz, o człowieku, któremu lekarz zalecił zażywanie jakiegoś medykamentu, ale nie powiedział, że osłonowo trzeba zażywać inny medykament. Człowiek teraz jest kaleką. I jakoś wszystko jest w porządku, Rzecznik Praw Pacjenta nikogo nie piętnuje, lekarza nikt nie zwalnia, dziennikarze nie domagają się niczyjej głowy.


Można więc między bajki włożyć wrażliwość Rzecznika Praw Pacjenta. Raczej postępuje zgodnie z otrzymanym rozkazem, czyli jest dobrym urzędnikiem. Działa wg wytycznych UB, ma więc szanse na karierę. Taka pani marszałek Ewa Kopacz w swoim czasie twierdziła, że Rosjanie przekopywali ziemię w miejscu katastrofy polskiego Tu-154 w Smoleńsku na głębokość 1,5 metra i proszę, jaką karierę zrobiła - została marszałkiem sejmu! A przecież nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa! Kto wie, może za cztery lata znajdzie się nawet w Parlamencie Europejskim, gdzie będzie mogła zbijać kokosy.


A wracając do sprawy Bogdana Chazana. Oto w telewizorze pojawiało się mnóstwo różnych hien, które niby to pochylają się w trosce, niby drżą o matkę, niby zabiegają o przestrzeganie prawa, ale tak naprawdę mają pretensje do Chazana, że nie zabił nienarodzonego dziecka. Skoro tak bardzo pragnęli śmierci tego człowieka, skoro to miało być dla biednego maluszka takie szczęcie zostać zabitym, to dlaczego nikt z tych mądrali nie zamordował dziecka po jego narodzeniu?! Jeśli być rozszarpanym szczypcami to takie wielkie szczęście, to bardzo proszę, niech ci wszyscy miłośnicy aborcji korzystają z tego szczęścia! Najpierw niech sobie uszarpią nogę, później rękę, drugą nogę i niech tam jakoś wykombinują, jak tu uszarpać sobie ostatnią kończynę. Chyba że najpierw wolą odjąć sobie głowy. Wolno im, w końcu od 25 lat mamy podobno wolność.


Ale kiedy będzie Wigilia, to te różne telewizyjne hieny będą śpiewały jedna przez drugą kolędy, składały życzenia, dzieliły się opłatkiem, przed Wielkanocą będą malować jajka (swoją drogą pewnie oni myślą, że Wielkanoc to takie święto malowania jajek, bo prawda o tym, że Jezus Chrystus zmartwychwstał, mogłaby kogoś obrazić), będą np. w rocznicę urodzin na wyścigi wspominać w programach telewizyjnych o Janie Pawle II, a kiedy przyjedzie może kiedyś nad Wisłę papież Franciszek, to będą cmokać i się zachwycać itd., itp. Słowem, diabeł pozostaje diabłem nawet wtedy, gdy od czasu do czasu przebierze się w ornat i na mszę dzwoni, czy jakoś tak.


Na koniec przydałoby się napisać coś optymistycznego. Ale co tu napisać? Oni mają władzę i mogą robić z nami, co tylko chcą.

 

lipiec 2014

OPIUM NA CZAS TRANSFORMACJI

JAK TO MOŻLIWE, ŻE NARÓD, KTÓRY W CIĄGU PARU TYGODNI ZBUDOWAŁ ANTYSYSTEMOWY I ANTYSOWIECKI RUCH SPOŁECZNY ZRZESZAJĄCY 25% WSZYSTKICH SWOICH OBYWATELI, STAŁ SIĘ W CIĄGU KILKUNASTU LAT NARODEM NIEWOLNIKÓW? JAK TO MOŻLIWE, ŻE NARÓD, KTÓRY W 1980 ROKU ZERWAŁ SIĘ DO WOLNOŚCI, W 1989 PRZYJĄŁ NA PIERWSZEGO PREZYDENTA „WOLNEJ POLSKI” KOMUNISTYCZNEGO AGENTA I ZBRODNIARZA, KTÓREGO NIEDAWNO POCHOWANO Z HONORAMI JAKO „SŁUGĘ BOŻEGO WOJCIECHA”?

 

Dziś w tzw. „naszych mediach” można znaleźć głosy, które jasno opisują to, co stało się w roku 1989. Oto jeden z nich:

„Kolaboranci i oprawcy umówili się przy okrągłym stole, aby zatrzymać władzę oraz kontynuować układ, który został stworzony przez Stalina w Polsce centralnej i zachodniej zwanej PRL-em po 1944 roku.” prof. M.J Chodkiewicz, Czy polskie elity wyginęły?


Komuniści tuż po wojnie dogadali się z katolicką hierarchią co do pomocy w utrzymaniu władzy ludowej. Gdy Żołnierze Wyklęci broczyli po lasach krwią, katoliccy duchowni układali się z komunistami. W lipcu 1949 roku na wniosek kard. Wyszyńskiego (tego, co niby „non possumus”) episkopat utworzył z sowieciarzami Komisję Mieszaną, a niespełna rok później, za cenę koncesji materialnych i swobód dla siebie, episkopat (za zgodą Piusa XII) podpisał porozumienie z „rządem”, w którym zobowiązał się do potępienia „band podziemia”, nadużywania uczuć religijnych w celach antypaństwowych oraz obiecał akceptację dla tworzenia kołchozów. Na zarzut paktu z diabłem prymas Wyszyński zastosował następującą obronę: "Nie można porozumiewać się z diabłem" - "zupełnie słusznie, z diabłem nie można się porozumiewać, ale z ludźmi tak". Dalej już idzie z górki, kler sprytnie tłumaczy swoje kolejne k…stwa, a durni Polacy do dziś to łykają.

Porozumienie zawarte między przedstawicielami Rządu Rzeczpospolitej Polskiej i Episkopatu Polski (fragmenty)

14 kwietnia 1950 roku, Kraków

„W celu zapewnienia Narodowi, Polsce Ludowej i jej obywatelom najlepszych warunków rozwoju oraz możności wszechstronnej i spokojnej pracy” - Rząd Rzeczypospolitej, który stoi na stanowisku poszanowania wolności religijnej oraz Episkopat Polski, mający na względzie dobro Kościoła i współczesnąpolską rację stanu - regulują swe stosunki w sposób następujący:

Episkopat wezwie duchowieństwo, aby w pracy duszpasterskiej zgodnie z nauką Kościoła nauczało wiernych poszanowania prawa i władzy państwowej.

Wychodząc z założenia, że misja Kościoła może być realizowana w różnych ustrojach społeczno-gospodarczych, ustanowionych przez władzę świecką, Episkopat wyjaśni duchowieństwu, aby nie przeciwstawiało się rozbudowie spółdzielczości na wsi, ponieważ wszelka spółdzielczość w istocie swej jest oparta na etycznym założeniu natury ludzkiej, dążącej do dobrowolnej solidarności społecznej, mającej na celu dobro ogółu.

Kościół - zgodnie ze swymi zasadami - potępiając wszelkie wystąpienia antypaństwowe będzie przeciwstawiał się zwłaszcza nadużywaniu uczuć religijnych w celach antypaństwowych.

Kościół katolicki, potępiając zgodnie ze swymi założeniami każdą zbrodnię, zwalczać będzie również zbrodniczą działalność band podziemia oraz będzie piętnował i karał konsekwencjami kanonicznymi duchownych, winnych udziału w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej.” wyróżnienie autora

Za każdym razem, gdy naród burzył się i był gotowy siłą zmieść komunistyczną władzę, ta mogła liczyć na hierarchów, że uspokoją nastroje. Nawet w gorącym sierpniu 1980 roku PZPR mogła liczyć na stojącego nad grobem kardynała. Oto fragment jego homilii z jasnej Góry z 26 sierpnia: „W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku sumienia. Jeżeli budzi się w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa. (...) Odpowiedzialność jest więc wspólna. Dlaczego? Bo wspólna jest i wina”. Dalej wezwał robotników „do spokoju i pokoju oraz dojrzałości narodowej i obywatelskiej”. Komuniści nie mogli otrzymać lepszego prezentu, a robotnicy, podobnie jak trzydzieści lat wcześniej Żołnierze Wyklęci, bardziej bolesnego ciosu w plecy.


Wyszyński oddał nieocenione usługi komunistom, ale potrzebny był pomnik bardziej trwały. A więc dostaliśmy papieża-Polaka. Że będzie on stał nieugięcie na stanowisku „pojednania” z komunistami, Partia już wiedziała po Soborze Watykańskim II, gdzie Karol Wojtyła był jednym z liderów frakcji „liberałów” i głosił walkę z komunizmem za pomocą... miłości. Gdyby ktoś zaproponował taką strategię przeciw Hitlerowi, to nawet najzagorzalszy katolik by go wyśmiał, co innego jednak tow. Stalin i jego dzieci…


Można bez cienia przesady powiedzieć, że JP2 ściskając dłonie Jaruzelskiego czy później Castro legalizował ich jako polityków naszej cywilizacji. Demonstracyjne obwożenie w papamobile wśród wiwatujących tłumów komunistycznego kacyka Kwaśniewskiego było tego prostą kontynuacją.


Tylko niewielu miało odwagę pisać prawdę o zwodzeniu JP2. Do nich należy Waldemar Łysiak (szacun!):

Jeszcze większym cudem był fakt, że papież ugościł „Kwacha” w papamobile jako jedynego spośród licznych znajomych polityków. Cudem to było bulwersującym, zważywszy, iż tego zaszczytu nie dostąpił nawet żaden spośród katolickich dygnitarzy, co mieli z papieżem okoliczność, a ów jedyny wyróżniony „prezio” latami demonstrował tak wojowniczy „antyklerykalizm”, że jego doradcy musieli mu podczas kampanii wyborczych nieomal zatykać dłońmi usta. (…) Czymże innym jak nie cudem można więc tłumaczyć papieski gest faworyzujący ateistę wojującego?

Niektórzy wszakże interpretują to w bardziej racjonalny sposób, wskazując przyczynę inną: bezgraniczne miłosierdzie, którego kult szerzył „con amore” Karol Wojtyła. Pewni uczeni w Piśmie podnoszą zresztą, iż było ono tyle samo bezgraniczne, co i bezwarunkowe (nie warunkowane skruchą grzesznika), a zatem sprzeczne z Pismem Świętym, gdyż Chrystus – jeśli wierzyć „Nowemu Testamentowi” – mówił nie tylko o miłości i wybaczaniu, lecz również o gniewie i karach; nie tylko o Raju, lecz i o Piekle, gdzie męki czekają grzesznika zatwardziałego. Już „Kisiel” (Stefan Kisielewski), komentując papieskie wizyty, pisał, że w homiliach Jana Pawła II brakuje mu problemów zła, przestrogi przed złem, kary za zło, szatana itp. Fakt – brakuje tego we wszystkich egzegezach pisanych i mówionych Ojca Świętego. Można rzec, iż Karol Wojtyła postępowo ocenzurował Pismo Święte, radykalnie wycinając wszelkie fragmenty tyczące gniewu Bożego, tudzież nierozgrzeszania i karania łotrów (…). Pytanie: czy komukolwiek wolno tak wybiórczo traktować testamentowe słowa Jezusa? GP nr 649


Łysiak idzie dalej i pozwala sobie na pytanie wręcz obrazoburcze:
Ale może też więcej sensu i przyzwoitości miałoby wcześniejsze wyniesienie na ołtarze księdza Popiełuszki, kapłana, którego kilkudniowa kagiebowska katorga (ze zrywaniem płatów skóry, wydłubaniem oczu, wyrwaniem języka itp.) była najbardziej makabrycznym męczeństwem świętego, jakie można sobie wyobrazić. Czemu Jan Paweł II, kreator i dysponent „szybkich ścieżek” beatyfikacyjnych, kanonizacyjny rekordzista liczbowy, przez tyle lat nie uświęcił księdza Jerzego? Wielkie marzenie o podróży do Rosji i ciągłe starania o kremlowską zgodę były warte takiego zaniedbania, Ojcze Święty?


Posądzenie JP2 o kupczenie ks. Jerzym w rozgrywkach z Moskwą to zarzut z najwyższej półki. W tym samym jednak artykule rzeczony Łysiak kompromituje się powielaniem obiegowych banialuk o obaleniu komuny:

Jan Paweł II jest istotnie Święty, choć był tylko człowiekiem. Szukają świadków jego cudów. Tymczasem świadków są miliony, a właściwie miliardy, zaś cuda są bezsporne. Miliardy wiedzą, że kilka rzuconych w Polsce słów („Niech zstąpi Duch Twój i odmieni oblicze tej Ziemi”) odmieniło Polskę, Europę i cały świat.


Komuna niestety żyje i ma się najlepiej od czasów swego powstania. Dokonała operacji przepoczwarzenia się w wyższą i bardziej niebezpieczną (bo zakamuflowaną) formę deprawowania cywilizowanego świata. Papież-Polak (jak i cały kościół katolicki) odegrał rolę strażnika nastrojów społecznych i uwiarygodnienia zbrodniarzy jako europejskich polityków i mężów stanu. W tej sytuacji Polacy nie są w stanie zrozumieć swej najnowszej historii i bieżącej fatalnej kondycji. Czynnik JP2, który obalił komunę, „przebaczył” Jaruzelskiemu i namaścił Kwaśniewskiego na prezydenta nadal pełni rolę zasłony dymnej nad przekrętem wszech czasów.


Diabeł ma więc w naszym narodzie dwa podstawowe środki zwodzenia – średniowieczny, bałwochwalczy kult maryjny, który skutecznie osłania Polaków przed zaufaniem Jezusowi Biblii oraz kult JP2, którym komuniści zręcznie pozbawiają Polaków politycznego zrozumienia i woli walki o autentyczną wolność i niepodległość.

 

Józef Piłsudski o polskim ludzie wychowanym przez kler katolicki:

Po wsiach panuje strach, zabobon i ślepe przywiązanie do istniejącego dotąd panowania i bata.

Wałęsa, który walnie przyczynił się do upadku zrywu Solidarności i działał pod dyktando komunistycznych władz, wskazał narodowi patronów: Maryję i JP2 (znaczek w klapie i 40-centymetrowy długopis z wizerunkiem papieża). W czyim interesie działał?

Wchodzący na ekrany film „Służby specjalne”, który gloryfikuje WSI, przedstawia katolicyzm i JP2 jako ostoję moralną. W czyim interesie?
    
Pozostawanie polskich patriotów w cieniu zabobonów i fałszywych kultów jest marzeniem komunistów.

 

idź Pod Prąd, październik 2014