Strona główna Przegląd prasy kreacjonistycznej

Przegląd prasy kreacjonistycznej

ZIEMIA TO MA KLAWE ŻYCIE

Standardowym tematem tekstów kreacjonistycznych jest fakt, że nasza planeta jest subtelnie dopasowana do istnienia na niej życia. [1] Ale uczeni niekreacjonistyczni niechętnie ten temat podejmują. Są jednak wyjątki. W marcowym numerze popularnego czasopisma "The Scientist" ukazał się artykuł astrobiologa i geofizyka Davida Walthama, który argumentuje, że „Ziemia jest rzadkim, pięknym i niezwykle szczególnym miejscem - jest to jedna z najszczęśliwszych planet we Wszechświecie”. [2] Zwraca on uwagę, że „większość planet jest za gorąca lub za zimna; za mokra lub za sucha, za mała lub za wielka albo po prostu jest na sto innych powodów niezdatna do życia”. A nasza planeta jest „niemal doskonałym miejscem dla takiego życia, jakie znamy”.


Waltham był dyrektorem Wydziału Nauk o Ziemi w Royal Holloway College, który jest częścią Uniwersytetu Londyńskiego. Ostatnio wydał on książkę, której tytuł po przetłumaczeniu na język polski brzmi: "Szczęśliwa planeta. Dlaczego Ziemia jest wyjątkowa i co to znaczy dla życia we Wszechświecie". [3] Przedstawił w niej w popularnej formie to, o czym wcześniej pisał w czasopismach naukowych. [4]

 

W artykule w "The Scientist" przedstawił trzy możliwe sposoby wyjaśniania tego, że natura naszej planety jest tak przyjazna dla życia:

"Po pierwsze, być może istnieje jakaś fundamentalna zasada, że procesy biogeochemiczne na planetach, na których istnieje życie, powodują stabilizację klimatu. Jeśli tak, to nie możemy być zdziwieni tym, że Ziemia jest odpowiednim miejscem dla życia, gdyż prawa fizykalne, chemiczne i biologiczne Wszechświata gwarantują zaistnienie wielu takich światów. A może jest tak, że życie nadzwyczajnie przystosowuje się do trwania w bardzo szerokim zakresie warunków? W takim przypadku ponownie nie powinniśmy się dziwić, że Ziemia posiada odpowiednie warunki dla życia, ponieważ w rzeczywistości to życie dopasowało się do warunków istniejących na Ziemi. W końcu może być tak, że planety odpowiednie dla istnienia na nich złożonych organizmów występują tylko rzadko i wyłącznie przypadkowo."

 

Sam Waltham opowiada się za tym ostatnim wyjaśnieniem. Jego zdaniem, gdy wyjaśniamy, dlaczego na Ziemi istnieje życie, należy odwołać się do „szczęśliwego trafu”. Ale ten szczęśliwy traf nie odnosi się do inteligentnego projektu:
"Inteligentni obserwatorzy mogą się pojawić tylko na takich planetach, na których panują warunki umożliwiające funkcjonowanie złożonego życia, nawet jeśli znalezienie tak niezwykłego świata wymaga przebadania miliarda galaktyk."

 

Inaczej mówiąc, gdyby na Ziemi panowały odmienne warunki, to nie moglibyśmy tego widzieć, bo by nas nie było. Musimy żyć na planecie zdolnej do podtrzymania życia. Ale czy to tłumaczy niewiarygodne subtelne dopasowanie do życia naszej planety? Poniższy przykład pokaże, dlaczego tego nie tłumaczy.

 

Wyobraźmy sobie, że mamy być rozstrzelani przez pięcioosobowy pluton egzekucyjny. Słyszymy komendy sierżanta „Cel, pal” i salwę karabinową. Ale nadal stoimy, serce nam bije, płuca szybko oddychają - jesteśmy żywi. Mówimy sobie: „Strzelcy musieli chybić, ponieważ gdyby nie chybili, to by mnie nie było i bym o tym nie myślał”. Pewnie to prawda, ale czy to wyjaśnia, dlaczego żołnierze chybili? I podobnie spostrzeżenie, że żyjemy na Ziemi, nie wyjaśnia w najmniejszym stopniu, dlaczego żyjemy na Ziemi.

 

Obserwacja, że mamy duże szczęście, nie rozstrzyga sprawy „przypadek (ewentualnie przypadek + prawo) czy projekt?” Czasami mamy do czynienia z wyraźnie „szczęśliwymi” wydarzeniami, które nie wymagają projektu, bo wystarczy odwołać się do probabilistyki. Ale niekiedy zdarzenia są tak bardzo nieprawdopodobne, że możemy mieć wątpliwości, czy wystarczy mówić o przypadku. Czy przeżycie egzekucji to wynik przypadku, czy projektu? Rozwiązując ten problem, możemy odwołać się do liczb. Wytrenowany strzelec chybia z takiej odległości do celu tylko raz na tysiąc strzałów. Prawdopodobieństwo, że chybi, wynosi więc 1/1000. Ale wówczas prawdopodobieństwo, że pięciu żołnierzy z plutonu egzekucyjnego jednocześnie chybi, wynosi 1/000 000 000 000 000, czyli jeden na biliard razy.

 

Ponieważ na Ziemi nie żyje biliard ludzi i nie dokonano biliarda egzekucji, dochodzimy do wniosku, że odwoływanie się do przypadku nie jest dobrym wyjaśnieniem, dlaczego przeżyliśmy egzekucję. Wiarygodnym wyjaśnieniem jest natomiast to, że strzelcy chybili celowo - czyli, że mamy do czynienia z projektem.

 

Możemy przeprowadzić podobne obliczenia dotyczące przyjaznej dla życia natury naszej planety. I wynik będzie ten sam.

 

[email protected]
http://creationism.org.pl/Members/mcuberbiller

 

(Casey Luskin, “University of London Astrobiologist: Earth is Lucky and Almost the Perfect Place for Life”, Evolution News and Views April 2, 2014,http://tiny.pl/qndr4;
Kate Ravilious, “Earthwatch: it’s a wonderful world”, The Guardian Friday 31 January 2014, http://tiny.pl/qnbbw;
David Waltham, “Alone in the Cosmos”, The Chronicle of Higher Education April 7, 2014, http://tiny.pl/qnbbc)
 
Przypisy:
[1] Przykład: Jerry Bergman, „Ziemia - wyjątkowa w całym Wszechświecie”, w: Mieczysław Pajewski, "Stworzenie czy ewolucja?", Wydawnictwo „Duch Czasów”, Bielsko-Biała 1992, s. 191-196.
[2] David Waltham, „Is Earth Special? Reconsidering the uniqueness of life on our planet”, The Scientist, March 1, 2014, http://tiny.pl/qnbv1.
[3] David Waltham, "Lucky Planet. Why Earth is Exceptional - and What That Means for Life in the Universe", Basic Books, 2014.
[4] „On the Absence of Solar-Evolution Driven Warming through the Phanerozoic”, Terra Nova 2014, http://tiny.pl/qnbzm; “Our Large Moon Does Not Stabilize Earth’s Axis”, EPSC Abstracts 2013, vol. 8, EPSC2013-37, http://tiny.pl/qnbzc; “Anthropic selection and the habitability of planets orbiting M and K dwarfs”, Icarus 2011, vol. 215, s. 518-521, http://tiny.pl/qnbz5; “Testing Anthropic Selection: A Climate Change Example”, Astrobiology 2011, vol. 11, s. 105-114, http://tiny.pl/qnbz1; “The large-moon hypothesis:  Can it be tested?”,  International Journal of Astrobiology 2006, vol. 5, s. 327-331, http://tiny.pl/qnbz8; “Anthropic Selection for the Moon’s Mass”, Astrobiology 2004, vol. 4, s. 460-468, http://tiny.pl/qnbzs.
 

idź Pod Prąd, październik 2014


Dwie księgi?

Marta Cuberbiller Chrześcijanie i przeciwnicy chrześcijaństwa od dawna zastanawiają się nad relacją nauki do religii, zwłaszcza odkąd nauka zaczęła odnosić wielkie sukcesy i zaczęła się...

Co pająki jadły przed Upadkiem?

Marta Cuberbiller W Księdze Rodzaju znajdujemy dziwne dla współczesnego człowieka słowa: „I rzekł Bóg: «Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i...

DLACZEGO WSZECHŚWIAT POWOLI ZMIERZA DO UPADKU?

Procesy gnicia, psucia się, korozji i im podobne są często przedmiotem naszych obserwacji. Także, niestety, procesy starzenia się, szczególnie dotkliwe dla kobiet (a również dla niektórych mężczyzn). Pewną pociechą może być fakt, że nawet Wszechświat jako całość powoli zmierza do upadku. Ale prawo fizyczne, które tym rządzi, umożliwia jednocześnie działanie rozmaitych maszyn, a nawet samego życia. Jest to drugie prawo termodynamiki, znane także jako prawo wzrostu entropii. Odpowiada ono za przepływ ciepła od ciał gorących do zimnych.

Tempo rozpraszania się ciepła we Wszechświecie jest wysokie. Uczeni obliczyli, że gdyby było tylko nieco niższe, układy galaktyczne więziłyby promieniowanie i w rezultacie gwiazdy nie mogłyby się ukształtować. Wszechświat wypełniałyby bezgwiezdne galaktyki. Z drugiej strony, gdyby tempo rozpraszania się ciepła było nieco większe, to w ogóle żadne galaktyki by nie powstały. Okazuje się więc, że do istnienia Ziemi akurat takie prawo termodynamiki jest niezbędne.

Ale nie tylko do istnienia samej planety, także do istnienia życia na niej. Drugie prawo termodynamiki wpływa na warunki klimatyczne, reakcje chemiczne i tektonikę płyt kontynentalnych. Umożliwia ono takie podstawowe funkcje życiowe, jak oddychanie i trawienie, a nawet zwijanie się cząsteczek białka. Innymi słowy, bez stałego i niezmiennego działania drugiego prawa termodynamiki życie biologiczne by nie istniało.

Gdy jednak zaczniemy stosować to prawo do całego Wszechświata, pojawiają się niewesołe konsekwencje. Już w latach 1851-1852 brytyjski fizyk William Thomson, znany jako lord Kelvin, zauważył, że powszechne rozpraszanie energii mechanicznej nieuchronnie doprowadzi do całkowitego wyrównania temperatur, zaniku ruchu wywoływanego przepływem ciepła i wyczerpania się energii potencjalnej - czyli do stanu śmierci. Nieuchronnie nas oczekująca, jak się ją nazywa, śmierć cieplna Wszechświata, w tym życia i świadomości, musi prowadzić do pesymizmu i rozpaczy, o ile Wszechświat jest jedyną rzeczywistością.

Ale jeśli Wszechświat nie jest jedyną rzeczywistością, to nasza egzystencja może faktycznie mieć jakiś sens. Jeśli gdzieś poza tym Wszechświatem istnieje "świat doskonały", ludzkość może mieć nadzieję, widzieć swój cel i przeznaczenie.

Oczywiście, prawa fizyczne takiego miejsca musiałyby być odmienne od tych, które rządzą naszym Wszechświatem. Istnienie innych wszechświatów nie jest już tylko domeną religii i autorów powieści science-fiction. Mówi się o nich coraz częściej w naukach przyrodniczych, w fizyce. Ciekawe, że fizycy zakładają, iż w tych równoległych wszechświatach obowiązują inne prawa, a stałe fizyczne mają odmienne wartości od tych, które znamy.

(Hugh Ross, "Why a Decaying Universe?", Reasons September/October 2008, s. 1-2.)


Jak Leibniz próbował ewangelizować Chińczyków przy pomocy matematyki

Marta Cuberbiller Gottfried Wilhelm Leibniz żył w drugiej połowie XVII i na początku XVIII stulecia. Podobno z pochodzenia był Polakiem, ze zniemczonej rodziny Lubienieckich. Uchodzi...

MIEJSCE STWORZENIA W TEOLOGII CHRZEŚCIJAŃSKIEJ – BÓG ODKUPICIEL TO BÓG STWÓRCA

Centralnym przesłaniem chrześcijaństwa jest krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. Nazywamy to dobrą nowiną, ewangelią zbawienia grzesznego człowieka dzięki odkupieńczej śmierci Jezusa Chrystusa. Ale to przesłanie jest elementem dużo szerszej prawdy, która stanowi kontekst dla akceptacji, a nawet zrozumienia ewangelii Jezusa Chrystusa. Tą szerszą prawdą jest cała opowieść o tym, jak Bóg traktuje ludzkość. Obejmuje ona ujęcie z Księgi Rodzaju o tym, jak Bóg stworzył świat. Pismo Święte nigdy nie oddziela wiedzy o Bogu Odkupicielu od wiedzy o Bogu Stwórcy. Wiele herezji chrześcijańskich próbowało w jakiś sposób oddzielić Boga Stwórcę od Boga Odkupiciela. Chrześcijaństwo się temu sprzeciwia. Dobra nowina Jezusa Chrystusa nie ma sensu, jeśli nie umieścimy jej w ramach całej opowieści o stwórczym i zbawczym dziele Boga, od Księgi Rodzaju do Księgi Objawienia.

Niektóre środowiska chrześcijańskie próbują unikać Księgi Rodzaju i pomniejszyć jej wartość. Mówi to wiele o ogólnej perspektywie, z jakiej te środowiska patrzą na Biblię, Boga i człowieka. Sam Jezus orzekł, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć Go bez Starego Testamentu (Jana 5:39). Ewangelia Mateusza ciągle wykazuje, że wszystko, co się stało, zaszło po to, aby wypełniło się Pismo. Dla chrześcijanina nie ma sensu sugestia, że autorytet posiada tylko Nowy Testament. To fałszywa nauka, która podważa samą dobrą nowinę. Biblia jest słowem Boga do nas, każde jej słowo jest natchnione przez Boga. Nie do przyjęcia jest postawa, że możemy jako chrześcijanie obyć się bez jakiegoś fragmentu Pisma.

Schizofrenia interpretacji dni stworzenia

Dobrym przykładem trudności, do jakich prowadzi taka postawa, jest przyjęcie stanowiska, że Ziemia liczy sobie wiele miliardów lat. Najczęściej chrześcijanie, którzy akceptują pogląd, że Ziemia jest stara, uznają jednocześnie ewolucję za metodę stworzenia. To tak zwani teistyczni ewolucjoniści. Ale nie musi tak być, że stary wiek Ziemi łączy się z akceptacją ewolucjonizmu. Istnieją nawet kreacjoniści głoszący, że Ziemia jest stara. To tak zwani kreacjoniści starej Ziemi. Pierwszy problem, związany z ideą starej Ziemi, ma naturę egzegetyczną, dotyczy interpretacji Biblii. Jeśli ktoś przyjmuje stanowisko starej Ziemi, to musi interpretować pierwsze trzy rozdziały Księgi Rodzaju w taki sposób, który jest nie do przyjęcia w innych kontekstach biblijnych, w innych księgach Pisma Świętego. Staroziemscy kreacjoniści interpretują dni stworzenia z opisu biblijnego jako długie epoki, być może liczące miliony lub nawet miliardy lat. Ale co wówczas zrobić z następującym tekstem biblijnym z Księgi Wyjścia:

"Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci twego Boga, Jahwe. [...] Bo w sześciu dniach uczynił Jahwe niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął." (Ks. Wyjścia 20:10-11)?

Jeśli dni stworzenia z opisu biblijnego rozumiemy jako dłuższe okresy, jako epoki, to podobnie winniśmy rozumieć dni stworzenia, o których mowa w cytowanym wyżej fragmencie. Ale w tym fragmencie taka interpretacja dni stworzenia nie ma sensu. Przykazanie, nakazujące święcenie szabatu, dotyczy dosłownie rozumianego, czyli literalnego dnia szabatu, a tym samym nakazuje przyjąć takie samo rozumienie pozostałych dni stworzenia.

Nauki przyrodnicze mają hipotetyczny charakter

Zwolennicy starej Ziemi mówią, że akceptują orzeczenia nauki w sprawie pochodzenia świata. Jest to chwalebna postawa, bo nauka ma na swoim koncie wiele spektakularnych sukcesów. Ale nie można zapominać, że poniosła też spektakularne klęski. Wiele teorii, utrzymywanych nawet przez setki lat, w końcu uznawano za nieprawdziwe, chociaż wcześniej znajdowano dla nich wiele potwierdzeń. Tak było z teorią nieruchomej Ziemi, obaloną przez Kopernika i jego następców. Tak było też z newtonowską teorią grawitacji, która została zastąpiona przez ogólną teorię względności Einsteina. Orzeczenia nauki nie są absolutnie pewne, są hipotetyczne i omylne.

A my, chrześcijanie, musimy pamiętać, że nauka mówi także, że zmarli nie zmartwychwstają i że dziewice nie rodzą męskich potomków. Czy można być chrześcijaninem, nie uznając historyczności Zmartwychwstania i Dziewiczego Poczęcia? Uznanie nadrzędności nauki nad Biblią w sprawie pierwszych jej rozdziałów skutkuje olbrzymimi problemami egzegetycznymi i wpływa na rozumienie reszty Pisma Świętego. Nie da się odizolować pierwszej księgi od pozostałych ksiąg, bo skutkuje to swoistą schizofrenią interpretacyjną.

Realność pierwszego i ostatniego Adama

Istnieje też drugi, nawet poważniejszy, problem natury teologicznej, związany z przyjęciem nadrzędności twierdzeń nauki w sprawie wieku Ziemi i pochodzenia człowieka. Jeśli przyjmiemy stanowisko teistycznego ewolucjonizmu ze wszystkimi jego konsekwencjami, to nic nam nie daje werbalne uznanie, że nic istotnego się nie zmieniło, bo nadal uważamy, że Bóg stworzył człowieka, tyle że zrobił to przy pomocy ewolucji. Wówczas bowiem nie jesteśmy w stanie przyjąć, że Adam i Ewa naprawdę istnieli jako prarodzice całej ludzkości. Adam i Ewa dla teistycznych ewolucjonistów mogą być tylko symbolicznymi, realnie nieistniejącymi ludźmi. Według ewolucjonizmu rodzaj ludzki wyłonił się nie z pary osobników, ale z całej grupy, czy nawet grup hominidów. A to prowadzi do nieprzezwyciężalnych problemów teologicznych. Ponownie mamy tę samą sytuację, że tej interpretacji nie możemy stosować poza pierwszymi rozdziałami Księgi Rodzaju. Jeśli Adam nie był postacią historyczną, to jak mamy potraktować słowa Pawła Apostoła o pierwszym Adamie i ostatnim Adamie?

"Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni" (1 Kor. 15:21-22)

Biblia wyraźnie łączy realność zmartwychwstania w Chrystusie z realnością śmierci w Adamie (Rzym. 5:12-19). Jeśli ta druga jest fikcyjna, bo naprawdę Adam nie istniał, to czy mamy prawo spodziewać się realnego, niefikcyjnego zmartwychwstania? Powstaje olbrzymi problem. [1]

Jeśli nie było historycznego Adama, to Upadek, grzech pierwszej pary ludzi, staje się fikcją. Biblia grzeszność rodzaju ludzkiego wywodzi z faktu, że Adam i Ewa zgrzeszyli. Adam jako ojciec ludzkości ważny jest nie tylko z powodu własnego grzechu, ale ponieważ w Adamie wszyscy zgrzeszyliśmy. Księga Rodzaju informuje, że sąd Boży za ten grzech przybrał rozmiary kosmiczne. [2] Jeśli przyjmiemy stanowisko starej Ziemi, nawet jeśli będzie to kreacjonizm starej Ziemi, to bardzo trudno wyjaśnić, dlaczego skutki Upadku - śmierć, strach, choroby i cierpienia - występowały długo przed Adamem i Ewą. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy kilkakrotne zapewnienia, że skutki stworzenia Bóg widział jako bardzo dobre.

Sytuacja w chrześcijaństwie ewangelikalnym

Większość chrześcijan nie zadaje sobie trudu, by problem ten rozstrzygnąć. Nie wnikają oni tak głęboko w problematykę teologiczną. Zadowalają się powierzchownym, werbalnym tylko pogodzeniem ewolucjonizmu i chrześcijaństwa. Dotyczy to głównych wyznań - katolicyzmu, prawosławia, a nawet protestantyzmu. Lepsza sytuacja występuje u tzw. ewangelicznych chrześcijan, bo wielu z nich - niestety, nie wszyscy - odrzuca ewolucjonizm. A są całe denominacje protestanckie, które mocno stoją na gruncie kreacjonizmu młodej Ziemi.

Jeśli chodzi o ewangelikalnych chrześcijan, to w omawianej sprawie można wskazać zarówno na jasną, jak i na ciemną stronę. Ta pierwsza to fakt, że większość z nich odrzuca teorię ewolucji, nigdy nie zdobyła ona ich serc. Ale najczęściej nie rozumieją oni biblijnej doktryny stworzenia i odkupienia. Nie chodzi tu tylko o to, że - mówiąc metaforycznie - nie łączą ze sobą kolejnych punktów w linię prostą. Wiele kościołów ewangelikalnych nie naucza podstawowych prawd biblijnych, czyli nie tworzy tych punktów, które należy ze sobą połączyć. Ewangelikalizm został dotknięty doktrynalnym analfabetyzmem, gdzie tzw. doświadczenie życiowe rządzi wiedzą, a intuicja dominuje nad intelektualnym zaangażowaniem. Ta sytuacja się pogarsza, gdyż kolejne pokolenia chrześcijan ewangelikalnych w coraz większym stopniu akceptują naturalizm i ewolucjonizm wskutek tego, że podlegają nauczaniu i wychowaniu w świeckim środowisku, gdzie naturalizm i ewolucjonizm przyjmuje się z góry, bez dowodu.

Właściwe podejście teologiczne musi dysponować wielką metanarracją biblijną, łączącą Stworzenie, Upadek, Odkupienia i Koniec świata. Nie da się sensownie mówić o odkupieniu, jeśli nie powiemy, od czego. Nie można wyjaśnić grzesznej natury człowieka, nie wspominając o Upadku naszych prarodziców. A Upadku nie da się przedstawić bez odniesienia się do całego Wszechświata jako odbicia chwały Bożej oraz do ludzi jako jedynych stworzeń uczynionych na obraz Boży. Wszystkie te elementy muszą być wstawione do całościowego kontekstu Bożego Objawienia się w Chrystusie. Każdy z tych elementów w izolacji od pozostałych traci sens.

Chrześcijaństwo a kreacjonizm i ruch Inteligentnego Projektu

Koncentrowanie się na stworzeniu bez ewangelii odkupienia nie jest właściwe dla chrześcijanina. Kreacjonizm jest konieczny, ale nie wystarcza. Podobnie jest z teorią Inteligentnego Projektu. To znakomite narzędzie intelektualne. Pozwala niezwykle skutecznie wykazać błędy darwinizmu. Ale sama ta teoria nie przybliży nikogo do Chrystusowej ewangelii. Jeśli idea inteligentnego projektu jest całościowym światopoglądem, to jest to światopogląd bezpłodny. Nie zostaniemy zbawieni przez to, że uznamy Boga za Projektanta. Zbawienie wymaga uznania Boga jako Stwórcy i Odkupiciela w Chrystusie.

Czy zbawienie zależy od przyjęcia idei młodej Ziemi?

1 List do Koryntian 15:17 mówi: "A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach". Jezus w Ewangelii Jana 3:3 powiedział: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego". A List do Rzymian 10:9 wyraźnie wyjaśnia: "Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie".

Wiele innych fragmentów można cytować, ale żaden z nich nie mówi, że aby zostać zbawionym, należy wierzyć w młodą Ziemię. A lista tych, którzy nie wejdą do Królestwa Bożego, jak na przykład tekst z Objawienia św. Jana 21:8, z pewnością nie wymienia "staroziemców".

Wielu wielkich myślicieli chrześcijańskich wierzyło w starą Ziemię. Niektórzy z nich przyjmowali tzw. teorię luki czasowej. Inni - teorię, że dzień stworzenia w opisie biblijnym odnosi się do epoki geologicznej. Jeszcze inni byli teistycznymi ewolucjonistami albo progresywnymi kreacjonistami. Pismo Święte wyraźnie naucza, że warunkiem zbawienia jest wiara w Chrystusa bez żadnych wymogów odnośnie wieku Ziemi lub Wszechświata.

Ale nie znaczy to, że nie ma znaczenia, w co chrześcijanie wierzą w sprawie wieku Ziemi lub Wszechświata. Chociaż nie zależy od tego zbawienie, wiara, że historia Ziemi trwa od milionów lat, prowadzi do bardzo przykrych konsekwencji.

Wiara w miliony i miliardy lat nie pochodzi z Pisma Świętego, ale z metod, jakich świeccy uczeni używają do obliczenia wieku Wszechświata. Metody te, jak wszystkie metody naukowe, mają omylny charakter. Aby dopasować te miliony lat do Biblii, trzeba dokonać odpowiedniej reinterpretacji tekstu biblijnego - na przykład wprowadzić lukę czasową między pierwszym i drugim wierszem Księgi Rodzaju, albo dni stworzenia interpretować jako epoki, albo w jeszcze jakiś inny sposób. Krótko mówiąc, należy jakoś "przystrzyc" tekst biblijny, autorytet Słowa Bożego należy podporządkować omylnym ideom człowieka. Najpierw w tej jednej sprawie, potem w drugiej (bo dlaczego nie, skoro już raz?), trzeciej..., aż mamy to, co mamy - całkowity upadek autorytetu Biblii w świecie Zachodu.

My, chrześcijanie, powinniśmy pamiętać o ostrzeżeniu z Księgi Przysłów: "Do słów Jego nic nie dodawaj, by cię nie skarał" (30:6).

Przypisy:

[1] Por. w tej sprawie Lita Cosner, "Romans 5:12-21: Paul's view of literal Adam", Journal of Creation, August 2008, vol. 22, no. 2, s. 105-107, http://tiny.pl/hc2z7; Lita Cosner, "The Resurrection and Genesis", Creation 2010, vol. 32, no. 3, s. 48-50, http://tiny.pl/hc2zr (tłum. polskie: "Zmartwychwstanie a Księga Rodzaju", http://tiny.pl/hc2z9)

[2] Por. Jonathan Sarfati, "The Fall: a cosmic catastrophe: Hugh Ross's blunders on plant death in the Bible", Journal of Creation 2005, vol. 19, no. 3, s. 60-64, http://tiny.pl/hdr61; Henry B. Smith Jr., "Cosmic and universal death from Adam's fall: an exegesis of Romans 8:19-23a", Journal of Creation 2007, vol. 21, no. 1, s. 75-85, http://tiny.pl/hdr6j.

(Lael Weinberger, "Creation and Redemption. A Conversation with Albert Mohler", Creation 2011, vol. 33, no. 1, s. 16-18; Ken Ham, "Does the Gospel Depend on a Young Earth?", Answers January-March 2011, vol. 6, no. 1, s. 39-40.)


Do czego służy wyrostek robaczkowy

Marta Cuberbiller Przez długi czas biologowie ewolucyjni uważali wyrostek robaczkowy za absolutnie nieprzydatną część ludzkiego organizmu. Ewolucjoniści wskazywali, że 7% osób w krajach rozwiniętych cierpi...

CZY DARWINIZM BYŁ DZIEŁEM DARWINA?


Karol DarwinPytanie postawione w tytule wydaje się nie mieć większego sensu. Kto, jeśli nie Darwin, może być twórcą niezwykle wpływowego sposobu myślenia w biologii nazwanego jego imieniem? Od pewnego czasu jednak niektórzy historycy i popularyzatorzy nauki pytanie to traktują poważnie, a ich odpowiedzi nie zawsze zgodne są z powszechną świadomością na ten temat.

Należy do nich Roy Davies, który dwa lata temu wydał książkę, w której podsumował wszystkie wątpliwości, jakie się na ten temat nagromadziły. [1] Roy Davies nie jest kreacjonistą, jest ewolucjonistą i to zasłużonym. Ćwierć wieku temu wyprodukował dla telewizji BBC program o Darwinie. Wyraził w nim szeroko rozpowszechniony pogląd, że Darwin przez dwadzieścia lat ukrywał tajemnicę, jak powstają gatunki, aż został zmuszony do jej ujawnienia przez fakt, że ktoś inny zaczyna podobnie myśleć. Davies długo i dokładnie studiował zarówno teksty samego Darwina, jak i wyniki badań historyków nauki. Dzisiaj uważa, że ten program telewizyjny sprzed lat nie z jego winy pomijał milczeniem bardzo wiele bardzo ważnych informacji. Dzisiaj Davies twierdzi, że Darwin przed 1858 rokiem nie posiadał dojrzałej idei ewolucji i dopiero wykorzystanie pomysłu Alfreda Russela Wallace'a pozwoliło mu na sformułowanie tego, co dzisiaj nazywa się darwinizmem.

Ale Davies nie tylko oskarża Darwina o splagiatowanie pomysłu Wallace'a. Darwin wykorzystał jeszcze kilka innych pomysłów innych uczonych, nie przyznając się do tego.

Przed Daviesem badane były różne wątki zagadnienia, jak powstał darwinizm, ale żaden z uczonych nie dał szerokiego i spójnego obrazu. Najbliższy utworzenia takiego obrazu był Arnold Brackman, który w 1980 roku wywnioskował, że Darwin splagiatował Wallace'a.

Artykuły Darwingate
Davies w swojej książce omawia całą serię publikacji, jakie ukazały się w ostatnim półwieczu.

Profesor Darlington z Uniwersytetu Oksfordzkiego poszukiwał odpowiedzi na pytanie: "Jak naprawdę rozumował Karol Darwin, gdy dochodził doAlfred Russel Wallace idei ewolucji?" Odpowiedzi jednak nie znalazł. Zwykle, gdy uczony formułuje tak wielką teorię, jak teoria ewolucji, zaczyna od prostszych pomysłów, jakichś zalążków, które następnie rozwija, udoskonala, żeby w końcu przedstawić je jako w miarę dojrzały pomysł. Niczego takiego Darlington w pismach Darwina nie znalazł. Wygląda to tak, jakby cały pomysł pojawił się w głowie Darwina nagle w całości albo że był stopniowo rozwijany, ale tylko w głowie, bez pozostawienia najmniejszych śladów na piśmie: czy to w notatkach, czy w opublikowanych materiałach. Dziwne było też to, że Darwin nie ujawniał, by cokolwiek wiedział o podobnych pomysłach jemu współczesnych lub poprzedników. A przecież różne pomysły o ewolucji życia pojawiały się nawet w czasach starożytnych. Darlington uznał, że Darwin po prostu sam wszystko wymyślił, chociaż gdyby był lepiej zorientowany w literaturze przedmiotu, zrobiłby to szybciej i sprawniej.

Następnym uczonym, którego wyniki badań Davies streszcza, był Loren Eiseley, amerykański historyk i filozof nauki. [2] Eiseley odkrył niezgodność między tym, co Darwin napisał oficjalnie w autobiografii i w notatkach. W autobiografii Darwin stwierdził, że gdy w październiku 1838 roku przeczytał pewien szeroko wówczas znany esej Malthusa, uznał, że w końcu znalazł teorię, na której mógł się oprzeć (chodzi o teorię doboru naturalnego). Ale Eiseley odkrył, że w swoich notatkach półtora roku przed przeczytaniem eseju Malthusa Darwin pisał na dokładnie ten sam temat. Eiseley twierdził, że to nie Malthus, ale Edward Blyth był prawdziwym źródłem owych notatek i pomysłu o doborze naturalnym. Darwin czytał artykuły Blytha na ten temat, ale nie wspomniał, że je wykorzystał. Pomysły Blytha były zbyt podobne do tego, o czym Darwin pisał i dlatego ten ostatni wolał mówić, że natchnienie czerpał z eseju Malthusa. Warto zaznaczyć, że Blyth był kreacjonistą. Pisał o doborze naturalnym jako czynniku konserwującym stworzone gatunki. Darwin uznał dobór za czynnik twórczy.

Barbara Beddall postanowiła obalić sugestię Eiseleya, że Darwin splagiatował Blytha. Zwłaszcza chciała odnaleźć listy między Wallace'em i Darwinem, ale odkryła, że niektórych nie ma. Zaginęły też listy Darwina do Lyella, Hookera i Asy Graya z lat 1853-1858. Beddall doszła do wniosku, że listy te zostały świadomie zniszczone, aby zamazać ślady, w jaki sposób Darwin naprawdę doszedł do sformułowania "swojej" teorii. W jej opinii bez brakujących listów nie da się jasno przedstawić, w jakim stopniu Wallace wpłynął na Darwina.

Plagiat
Davies przebadał łącznie prace dziewięciu uczonych, z których każdy odkrył jakiś fragment ogólnej układanki. Jeśli chodzi o rolę Wallace'a w powstaniu darwinizmu, to istotne znaczenie miał list Wallace'a do Darwina. Do listu Wallace dołączył krótki artykuł przedstawiający nowatorską teorię doboru naturalnego. Właśnie ten artykuł według dotychczasowej interpretacji miał skłonić Darwina do działania. Darwin widząc, że inni już dochodzą do tych samych wniosków, miał ostatecznie zdecydować się na ujawnienie tego, o czym podobno wiedział od 20 lat. Po przeczytaniu tekstu Wallace'a Darwin ogłosił, że jest to znakomite streszczenie jego własnej trzymanej w tajemnicy teorii.

Wallace list do Darwina wysłał z holenderskich Indii Wschodnich (dzisiejszej Indonezji) 2 marca 1858 roku. Darwin twierdził, że list ten dotarł do niego 18 czerwca tego roku. Dokładne daty są tu ważne, gdyż 1 lipca 1858 roku, a więc niecałe 2 tygodnie potem, odbyło się słynne spotkanie w Towarzystwie im. Linneusza w Londynie, na którym przyjaciele Darwina przedstawili rozdział o doborze naturalnym z nieopublikowanej od 14 lat książki Darwina i ogłosili, że wobec tego to Darwin jest twórcą teorii doboru naturalnego, a nie Wallace, który sformułował ją dopiero niedawno.

Davies pokazał jednak, że posiadamy obecnie kompletne dane na temat czasu przewożenia tego listu Wallace'a z holenderskich Indii Wschodnich oraz ostemplowaną kopertę z innym listem, jaki został wysłany jednocześnie z tym słynnym listem do Darwina. Pieczątki z datą pokazują, że ten drugi list dotarł do Anglii 2 czerwca, by dotrzeć do adresata dzień później. Oba listy podróżowały razem, tym samym środkiem transportu452px-EdwardBlyth. Niemożliwe jest więc, by jeden z nich dotarł do celu 2 tygodnie później niż drugi. Davies uznał, że Darwin miał więc nie dwa tygodnie, a prawie miesiąc, by przetrawić zawartość tekstu Wallace'a i dokonać dwu długich zmian w prezentowanym na spotkaniu Linneuszowskim rozdziale o doborze naturalnym. Pozwoliło mu to przypisać sobie pierwszeństwo i ogłosić, że teoretyczne pomysły Wallace'a były tylko replikami jego własnych wcześniejszych, tyle że nieujawnionych pomysłów.

Davies twierdzi, że zachowanie Darwina w 1858 roku nie było czymś jednorazowym. Właśnie dlatego przypisuje on tak duże znaczenie badaniom innych przypadków, na przykład tego, jak Darwin potraktował Blytha. Plagiat z Wallace'a nie był izolowanym przypadkiem, był częścią wzorca zachowywania się Darwina, wynikał z jego osobowości. Darwin zebrał sam i korzystając z literatury przedmiotu mnóstwo danych empirycznych. Ale nie nadawały się one do publikacji. Potrzebował integrującej ramy roboczej, by powiązać ze sobą wszystkie fakty. Nie ma mocnych dowodów, oprócz jego własnych słów, że posiadał ją w 1844 roku, ani nawet, że posiadał ją w 1858 roku przed przeczytaniem opracowania Wallace'a. Jego niechęć do publikowania teorii ewolucji wydaje się mitem, bo nigdy przedtem i nigdy potem takich zahamowań nie miał. Wysyłał do publikacji zarówno krótkie artykuły, jak i długie rozprawy. Jeżeli coś udało mu się odkryć, to zawsze pisał tekst, publikował go, a potem rozbudowywał i ponownie publikował.

Kreacjoniści o plagiacie Darwina

Davies, jak napisałam, nie jest kreacjonistą. Ale kreacjoniści też pisali o tej sprawie. Jerry Bergman przeanalizował dowody, że Darwin pożyczył i w pewnych przypadkach splagiatował innych badaczy, oraz wnioskował, że Darwin był raczej popularyzatorem niż oryginalnym twórcą teorii znanej jako darwinizm. [3] Russell Grigg w dużym stopniu twierdził to samo. [4] Ale zupełnie niedawno i właśnie w reakcji na książkę Daviesa znany kreacjonista Todd C. Wood ogłosił, że nie ma żadnego spisku Darwina. [5] My, kreacjoniści, nie musimy podważać intelektualnej uczciwości Darwina. Nas bardziej interesuje nie to, kim był Darwin, uczonym czy hochsztaplerem, ale co warta jest teoria nazywana jego imieniem.

 

Zdjęcia (od góry): Karol Darwin, Alfred Russel Wallace, Edward Blyth


Przypisy:
[1] Roy Davies, The Darwin Conspiracy - Origins of a Scientific Crime, Golden Square Books, May 2008, ss. 224.
[2] Loren Eiseley, Darwin and the Mysterious Mr X: New Light on the Evolutionists, J. M. Dent, London, Toronto and Melbourne 1979.
[3] Jerry Bergman, "Did Darwin plagiarize his evolution theory?", TJ 2002, vol. 16, no. 3, s. 58-63.
[4] Russell Grigg, "Darwin's illegitimate brainchild", Creation 2004, vol. 26, no. 2, s. 39-41 [tłum. polskie: "Nieślubny płód umysłu Darwina", http://creation.com/darwins-illegitimate- brainchild-polish).
[5] T.C. Wood, "There is no Darwin conspiracy", Answers Research Journal 2009, vol. 2, s. 11- 20; http://www.answersingene- sis.org/contents/379/arj/v2/No_Darwin_Conspiracy.pdf (David Tyler, Review: Roy Davies, The Darwin Conspiracy - Origins of a Scientific Crime (Golden Square Books, May 2008, 224 pages), Origins November 2009, issue 50/51, s. 53- 57).

 


HYBRYDOWE REKINY I EWOLUCYJNE BAJECZKI

Hybryda to osobnik powstały w wyniku skrzyżowania dwóch organizmów rodzicielskich, należących do innych ras, odmian, podgatunków, gatunków lub rodzajów. Gdy biologowie odkryli hybrydowe rekiny w wodach australijskich, Jess Morgan z University of Queensland orzekł, że "jest to wielka niespodzianka, ponieważ nikt nigdy nie widział wcześniej rekinów hybrydowych [...]. To ewolucja w działaniu". [1] Ale co miał na myśli, mówiąc "ewolucja"? Doniesienia Uniwersytetu Queenslandu oraz inne artykuły na temat tych rekinów, by opisać zaobserwowane zmiany, używają takich pojęć jak "adaptacja" i "hybrydyzacja". [2] Tylko że te pojęcia odnoszą się do odmian już istniejących cech i nie mają nic wspólnego z wertykalną ewolucją.

Jeśli powstawanie odmian rekinów rzeczywiście jest ewolucją, to przypadek takiej ewolucji nie zaprzecza modelowi kreacjonistycznemu. Krzyżowanie się rekinów, wskutek czego rozwijają się większe lub mniejsze ciała tych ryb, to naprawdę coś innego niż ewoluowanie rekinów z ryb niebędących rekinami. Ale ewolucjoniści już napisali historyjkę o ewolucyjnym pochodzeniu rekinów. Ich przodkiem miała być ciekawa grupa ryb zwana akantodami (Acanthodi, fałdopłetwe) lub rekinami kolczastymi.

Australijski paleontolog i specjalista od ryb kopalnych, John A. Long, tak jednak o nich napisał:
"Akantody pozostają jedną z najbardziej tajemniczych dawnych grup ryb, o ich anatomii wiemy bardzo niewiele i posiadamy tylko parę wskazówek, co ich łączy z innymi typami ryb." [3]
Największą "zaletą" twierdzenia, że rekiny wyewoluowały z tak słabo znanych ryb, jest fakt, że taką ewolucjonistyczną opowieść trudno jest obalić. Skoro brak jest informacji o akantodach, to twierdzenie o wyewoluowaniu z nich rekinów opiera się na wnioskowaniu z niczego, z braku danych. A reszta tej ewolucyjnej opowieści jest jeszcze bardziej okryta mgłą. Ewolucjoniści uważają, że Selachii (rząd, obejmujący współczesne rekiny) "pojawił się w jurze". [4] Ale pojawianie się w zapisie kopalnym kompletnych i całkowicie ukształtowanych organizmów jest cechą charakterystyczną stworzenia, a nie ewolucji.

Specjalista od kopalnych kręgowców, Edwin Colbert, napisał w 2001 roku, że ryby chrzęstnoszkieletowe i kostnoszkieletowe "pojawiły się w późnym sylurze [wg kreacjonistów to warstwy skał ze skamieniałościami morskimi powstałe w pierwszym roku Potopu] i być może powstały nieco wcześniej, chociaż nie ma danych kopalnych, które by tego dowodziły". [5] Ale nowsze dane kopalne wskazują na coś innego. Paleontologowie opisali skamieniałości w pełni ukształtowanych ryb kościstych w niższych warstwach skały kambryjskiej w Chinach. Według ewolucjonistów warstwy te zostały osadzone 100 milionów lat wcześniej niż skały sylurskie. [6] Większość geologów Potopu uważa skały kambryjskie za pierwsze skały osadowe z okresu Potopu.

Próbując jakoś uporać się z powstałymi trudnościami, ewolucjoniści obecnie zastanawiają się, czy ryby kościste nie powstały przed rybami chrzęstnymi, do których należą rekiny - czyli odwrotnie, niż dotąd sądzono. Ewolucjonista Long napisał w 2011 roku: "Pochodzenie rekinów jest nadal okryte tajemnicą. Niektórzy uczeni uważają rekiny za najbardziej pierwotne ze wszystkich ryb posiadających szczęki, podczas gdy inni postrzegają je jako wysoce wyspecjalizowane formy, które nie wymagały całkowitej ossyfikacji kości [ukształtowania się kości] innych grup ryb. [7]

W ten sposób rekiny są albo wysoko wyspecjalizowanymi tworami eonów ewolucji, albo bardzo prymitywnymi formami, z których powstała większość innych ryb po eonach ewolucji. Oto mętna i płynna natura ewolucyjnych opowiastek. [8] Oto ewolucjonizm w działaniu.

Wszystkie australijskie rekiny są "czarnonose" i posiadają już płetwy. [9] Ale teoria ewolucji wymaga, aby rekiny pochodziły od bezpłetwych przodków. Colbert przyznał, że "pochodzenie parzystych wyrostków w rodzaju płetw u ryb współczesnych jest nierozwiązanym problemem." [10]

Podobny problem ewolucjoniści mają z zębami rekinów. Są one głęboko zakorzenione w skórze, a nie w kości, jak u innych ryb. Zęby rekina przesuwają się z głębi ust do krawędzi, podobnie jak szczeble na kręcącym się kołowrocie. U innych ryb wyrastają one bezpośrednio z dołu. "Kilka ubiegłych lat było świadkami nagłego ożywienia badaniami pochodzenia zębów kręgowców [zwierząt z kostnym lub chrzęstnym szkieletem]. Choć notuje się tu postęp, to nadal nie ma zgody w sprawach szczegółów - kiedy, gdzie, dlaczego i jak pojawiły się pierwsze zęby." [11]

Ewolucjoniści nie są w stanie odtworzyć pochodzenia rekinów (jak też wszystkich innych grup zwierząt) oraz ich struktur anatomicznych. [12] Dane kopalne nie przedstawiają wyraźnie żadnego etapu którejkolwiek wersji ewolucji rekinów. A jak się sprawa przedstawia, jeśli chodzi o australijskie rekiny hybrydowe? Czy rzeczywiście można je uznać za wynik ewolucji w działaniu?

Należy przede wszystkim zwrócić uwagę, że nadal mamy do czynienia z czarnonosymi rekinami tego samego rodzaju Carcharhinus. Należą do niego australijskie rekiny czarnonose Carcharhinus tilstoni oraz bardzo często spotykane czarnonose rekiny Carcharhinus limbatus.

Hybrydyzacja dotyczy krzyżowania się genetycznie różnych rodziców, członków dwu odmiennie klasyfikowanych grup organizmów. Hybrydowe rekiny, o których mowa, ujawniają mieszankę wcześniej istniejących cech u dwu gatunków czarnonosych rekinów. Wertykalna ewolucja rekinów powinna prowadzić do powstawania nowej i użytecznej informacji genetycznej oraz nowych struktur fizycznych w rodzaju płetw czy oczu. Ale niczego takiego tu nie znajdujemy. Uczeni badający rekiny hybrydowe odkryli, że mają one fragmenty DNA obu wymienionych gatunków. Choć istniejąca wcześniej informacja została u nich wymieszana, nie powstała żadna nowa i użyteczna informacja. [13]

Hybrydyzacja jest w pełni zgodna z nakazem Stwórcy z Księgi Rodzaju 1:20-22, aby stworzenia morskie rozradzały się według rodzaju swego. Należy tu zwrócić uwagę, że biblijne pojęcie rodzaju (hebr. min) nie jest tożsame z pojęciem rodzaju, występującym we współczesnej biologii (łac. genus). Biblijny rodzaj, zwany czasami baraminem, rzadko kiedy pokrywa się z biologicznym rodzajem. Najczęściej obejmuje szerszą kategorię organizmów, na poziomie rodziny (łac. familia). Hybrydyzację stale obserwowano w ramach biblijnych rodzajów - na przykład między niedźwiedziem polarnym a szarym (biologiczny rodzaj Ursus) lub między lwami i tygrysami (biologiczny rodzaj Panthera) - ale nigdy jej nie obserwowano między biblijnymi rodzajami.
Adaptacje biologiczne to "cechy i funkcje, które umożliwiają organizmowi pełnić jego rolę w środowisku". [14] Jak zwierzęta mogły spełnić nakaz Boga z Księgi Rodzaju, aby się mnożyły i napełniały ziemię, jeśli występujące na Ziemi środowiska ulegają ciągłym zmianom? Było to możliwe tylko dzięki temu, że Bóg wyposażył stworzone organizmy zwierzęce w możliwość ulepszania, przy przechodzeniu od jednego pokolenia do drugiego, pewnych aspektów ich biologicznej charakterystyki. Stworzony na początku biblijny rodzaj rekina musiał mieć potencjał, by w przyszłych pokoleniach tworzyć konkretne odmiany. Te pierwsze rekiny w rezultacie zróżnicowały się, tworząc gatunki dzisiaj występujące w oceanach.

Rekiny młoty są dobrą ilustracją skoordynowanych ulepszeń wcześniej istniejących cech. Gdyby zarówno głowa w kształcie młota oraz przednie płetwy powiększały się, to ich sumaryczny efekt prowadziłby do wynurzania się przedniej części ciała, co przy odpowiedniej prędkości skutkowałoby przewrotką na plecy. Ale faktycznie rekiny z większymi "młotami" mają mniejsze płetwy piersiowe, i odwrotnie. W rezultacie ich pływanie jest stabilne. [15] Zaprojektowane powstawanie odmian rekina młota umożliwia jednym krążenie na pewnych głębokościach, a innym - na przeczesywaniu dna oceanów w poszukiwaniu pożywienia.

Darwiniści zgadzają się z kreacjonistami, że wszystkie gatunki rekinów Carcharhinus są podobne genetycznie i że powstały z jakiejś ancestralnej formy, prawdopodobnie wskutek segregacji genowej. Tradycyjny ewolucjonizm darwinowski głosi, że zmiany gatunków następują bardzo wolno w długich okresach czasu. W tym jednak przypadku rekiny australijskie były w stanie utworzyć hybrydę w czasie jednego pokolenia. Zdaniem kreacjonistów młodej Ziemi fakt ten lepiej pasuje do biblijnej skali czasu.

Australijski uczony i kreacjonista, John MacKay, opierając się na poglądzie, że Bóg stworzył podstawowe rodzaje zdolne do adaptacji, przewiduje, że w miarę badań nad rekinami i rybami w ogólności będzie się znajdować coraz więcej przykładów hybrydyzacji ryb, dawniej klasyfikowanych jako odmienne gatunki, ale które w rzeczywistości należą do tego samego biblijnego rodzaju. [16]

Hybrydyzacja i adaptacja rekinów nie ma więc nic wspólnego z rzekomą ewolucją rekinów z nierekinów. Jest dokładnie przeciwnie. Rekiny hybrydowe pojawiły się w błyskawicznym tempie, jakiego oczekują kreacjonistyczni biologowie. Poza tym skamieniałe szczątki rekinów, znajdowane w głębokich warstwach skał, wyglądają praktycznie tak samo jak żywe rekiny. Skamieniałości te nie wskazują na ewolucyjne pochodzenie, ale na ten rodzaj projektu, jakiego należy oczekiwać, gdy się potraktuje poważnie opis z Księgi Rodzaju.

Marta Cuberbiller

Przypisy:
[1] Amy Coopes, "First Hybrid Shark Found", Discovery News Tue Jan 3, 2012, http://tiny.pl/hpft2.
[2] Por. "World-first discovery of hybrid sharks off Australia's east coast", The University of Queensland News 22 December 2011, http://tiny.pl/hpfts.
[3] John A. Long, The Rise of Fossil Fishes, The Johns Hopkins University Press, Baltimore, MD 2011, s. 119.
[4] Michael Thain and Michael Hickman, The Penguin Dictionary of Biology, Penguin Books Ltd., London 2004 (11th edition), s. 642.
[5] Edwin H. Colbert, Michael Morales and Eli C. Minkoff, Colbert's Evolution of the Vertebrates, Wiley-Liss, Inc., New York 2001 (5th edition), s. 53.
[6] Por. Erik Stokstad, "Exquisite Chinese Fossils Add New Pages to Book of Life", Science 2001, vol. 291, no. 5502, s. 232-236, http://tiny.pl/hp17z.
[7] Long, The Rise of Fossil Fishes..., s. 95.
[8] Por. Frank Sherwin, Darwinism's Rubber Ruler, "Acts & Facts" 2010, vol. 39, no. 2, s. 17, http://tiny.pl/hpfks.
[9] Por. Frank Sherwin, Sharks Remain Sharks, "Acts & Facts" 2009, vol. 38, no. 8, s. 16, http://tiny.pl/hp1rh; John D. Morris and Frank Sherwin, The Fossil Record, Institute for Creation Research, Dallas, TX, s. 134-140.
[10] Colbert et al., Colbert's Evolution of the Vertebrates..., s. 51.
[11] Peter S. Ungar, Mammal Teeth: Origin, Evolution, and Diversity, The Johns Hopkins University Press, Baltimore, MD 2010, s. 73.
[12] Por. Philip C.J. Donoghue, "Paleontology: Embryonic identity crisis", Nature 2007, vol. 445, no. 7124, s. 155-156, http://tiny.pl/hp176.
[13] Jess A. T. Morgan, Alastair V. Harry, David J. Welch, Raewyn Street, Jimmy White, Pascal T. Geraghty, William G. Macbeth, Andrew Tobin, Colin A. Simpfendorfer and Jennifer R. Ovenden, "Detection of interspecies hybridization in Chondrichthyes: hybrids and hybrid offspring between Australian (Carcharhinus tilstoni) and common (C. limbatus) blacktip shark found in an Australian fishery", Conservation Genetics 2012, vol.13, s. 455-463, http://tiny.pl/hp17s.
[14] Gary E. Parker, Creation: Facts of Life, Master Books, Green Forest, AR 2006, s. 94.
[15] Por. Brian Thomas, "Shark Study Hammers More Nails in Evolution's Coffin", ICR News, June 15, 2010, http://tiny.pl/hp193.
[16] Por. John MacKay, "First Hybrid Shark Found", Evidence News February 2, 2012, http://tiny.pl/hp1wm.
(Frank Sherwin and Brian Thomas, "Hybrid Sharks and Evolutionary Storytelling", Acts & Facts March 2012, vol. 41, no. 3, s. 16-17.)


NIERZETELNY ZARZUT NIERZETELNOŚCI

W podwójnym numerze "Idź pod prąd" z grudnia 2009 roku i stycznia 2010 roku ukazała się pierwsza część mojego tekstu "Dziesięć największych błędów Darwina". [1] Redakcja "Idź pod prąd" tekst ten pod koniec stycznia tego roku opublikowała w Internecie w popularnym Salonie24. [2] Pod tekstem wywiązała się dyskusja. Między innymi bloger o nicku Matt Kaboom napisał równie krótki, co nieprzyjemny komentarz o następującej treści: "Nierzetelnie pani cytuje. Pozwoliłem sobie to skomentować osobno: salon24.pl/152931,miesiecznik-idz-pod-prad-nierzetelnosc-cytowania". Pod podanym adresem znajduje się niewielki tekst, który zarzut nierzetelności - hm, jak by to nazwać? - rozwija. Po zapoznaniu się z jego treścią uznałam, że szkoda czasu odpowiadać na niego. Jednak jeden z moich bliskich znajomych namawiał mnie mocno, żebym jakoś zareagowała, co niniejszym czynię. Robię to nie tylko dla niego, ale i dlatego, że jest okazja, by oprócz odpowiedzi na marnej jakości zarzut trochę temat podrążyć.

Mattowi Kaboomowi nie spodobał się następujący fragment mojego tekstu:

"Darwin wiedział więc, że znany w jego czasach zapis kopalny nie potwierdza jego teorii. Ale szukał przekonujących usprawiedliwień, dlaczego zapis kopalny jest niekompletny, oraz wierzył, że mimo trudności w miarę upływu czasu potwierdzenia takie, choć nie wszystkie, będą znajdowane w dostatecznych ilościach, by na ich podstawie odtworzyć historię życia na Ziemi. W pierwszym osiągnął sukces. Jego argumenty, że zapis kopalny musi być niekompletny, powtarzają ewolucjoniści do dzisiaj. Ale jego wiara, że sytuacja będzie się poprawiać, poniosła spektakularną, choć mocno przez ewolucjonistów maskowaną, klęskę. [...] Oczekiwania Darwina i jego bezpośrednich następców się nie sprawdziły. Wybitny paleontolog David Raup twierdzi, że sytuacja w omawianej sprawie jest dzisiaj nawet gorsza niż w czasach Darwina: "Jesteśmy obecnie 120 lat po Darwinie i znajomość zapisu kopalnego znacznie się powiększyła. Mamy teraz ćwierć miliona skamieniałych gatunków, ale sytuacja nie zmieniła się zbytnio. Zapis ewolucji jest nadal niespodziewanie szarpany i możemy z ironią stwierdzić, że mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina.""

Co się Mattowi Kaboomowi nie podoba? Nie podoba mu się to, jak zacytowałam Raupa. Napisał: "Rzetelnie podała źródło cytatu [...], ale już sam cytat jest nierzetelny". Dlaczego? Bo jego zdaniem dalszy ciąg wypowiedzi Raupa w żaden sposób nie uzasadnia mojego twierdzenia, że sytuacja dziś jest nawet gorsza niż w czasach Darwina. Matt Kaboom oskarżył mnie więc o to, że wycięłam przy cytowaniu Raupa fragment jego wypowiedzi, oraz że ten pominięty przeze mnie fragment niezgodny jest z wnioskiem, jaki z wypowiedzi Raupa wyciągnęłam.

Zgadzam się, że przy cytowaniu pominęłam resztę krótkiego artykułu Raupa, ale to jest nieodłączna cecha cytowania, na tym ono polega, i nie sądzę, by Matt Kaboom miał mi to za złe. Przyjrzyjmy się więc, czy ma on rację, uważając, że to, co pominęłam, podważa mój pogląd, że według Raupa sytuacja jest dzisiaj gorsza niż w czasach Darwina. Podkreślam, żenie była to moja opinia. Ja tylko streszczałam własnymi słowami to, co o tym myśli Raup, i właśnie to streszczenie Matt Kaboom zakwestionował. Uważał on przy tym, że moje streszczenie tylko dlatego mogłam sformułować, bo celowo (nierzetelnie) nie przytoczyłam pewnego fragmentu.

Jego zarzut nie dotyczy więc obiektywnego stanu rzeczy, ale tego, co powiedział Raup. Skoro Matt Kaboom kwestionuje moje streszczenie poglądów Raupa, że dzisiaj sytuacja, jeśli chodzi o paleontologiczne przykłady darwinowskiej ewolucji, jest jeszcze gorsza niż w czasach Darwina, to znaczy, że jego zdaniem Raup uważa, że dzisiejsza sytuacja nie jest gorsza niż w czasach Darwina (czyli że jest taka sama lub lepsza). Jak to Matt Kaboom uzasadnia? Trzeba powiedzieć, że uzasadnia w dziwny sposób. Przytacza mianowicie ten pominięty przeze mnie fragment, także w oryginale, zostawiając całą resztę czytelnikowi. To czytelnik po przeczytaniu słów Raupa i po ich przemyśleniu ma przyznać rację Mattowi Kaboomowi.

Całą wypowiedź Raupa, a więc włącznie z tym, co pominęłam, Matt Kaboom przytacza tak: "(...) mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina, (...) które wydawały się być prostym postępem, kiedy to stosunkowo niewiele danych było dostępnych; teraz wydaje się, że są one znacznie bardziej złożone, a znacznie mniej gradualistyczne." Ten pominięty przeze mnie fragment znajduje się po nawiasie z wielokropkiem: "które [przykłady przejść ewolucyjnych w czasach Darwina] wydawały się być prostym postępem, kiedy to stosunkowo niewiele danych było dostępnych; teraz wydaje się, że są one znacznie bardziej złożone, a znacznie mniej gradualistyczne." W istocie rzeczy pominięty przeze mnie fragment jest większy, niż to przedstawia Matt Kaboom, co widać, gdy przyjrzymy się angielskiemu oryginałowi. On też pominął pewien fragment.

Cała omawiana wypowiedź Raupa składa się z czterech zdań. Ja zacytowałam pierwsze trzy z nich, a Matt Kaboom uważa, że zrobiłam to nierzetelnie, bo powinnam zacytować także i ostatnie czwarte, a przynajmniej jego część, jak to sam zrobił. Żebyśmy mogli wydać osąd, kto z nas ma rację - ja, że to ostatnie zdanie nie zmienia w istotny sposób sensu pierwszych zdań, czy on, że jednak zmienia - przytoczę już cały omawiany fragment:

"Jesteśmy obecnie 120 lat po Darwinie i znajomość zapisu kopalnego znacznie się powiększyła. Mamy teraz ćwierć miliona skamieniałych gatunków, ale sytuacja nie zmieniła się zbytnio. Zapis ewolucji jest nadal niespodziewanie szarpany i możemy z ironią stwierdzić, że mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina. [Tyle ja przytoczyłam, a teraz ostatnie zdanie, z powodu którego Matt Kaboom oskarżył mnie o nierzetelność:] Rozumiem przez to fakt, że niektóre z klasycznych przykładów przejścia ewolucyjnego w zapisie kopalnym, jakimi dysponowaliśmy w czasach Darwina, takie jak ewolucja konia w Północnej Ameryce, musieliśmy porzucić lub zmodyfikować w wyniku zdobycia bardziej szczegółowych informacji - to, co wydawało się pięknym prostym postępem, gdy dostępnych było względnie niewiele faktów, obecnie wygląda na znacznie bardziej złożone i znacznie mniej gradualistyczne."

Ja nie widzę w tym ostatnim zdaniu niczego, co by podważało moje streszczenie poglądów Raupa, że w sprawie przykładów przejść ewolucyjnych sytuacja dzisiaj jest nawet gorsza niż w czasach Darwina. W cytowanym przeze mnie fragmencie powiedział on przecież, że mamy dzisiaj mniej przykładów ewolucyjnego przejścia niż w czasach Darwina. Skoro mniej, to jest gorzej - to chyba oczywiste. Ostatnie zdanie – to, które pominęłam - niczego tu nie zmienia. Raup wyjaśnia w nim, dlaczego uważa, że mamy dzisiaj mniej przykładów ewolucyjnego przejścia - ano dlatego, że niektórych przykładów, akceptowanych w czasach Darwina, dzisiaj już nie możemy akceptować, bo więcej wiemyna temat zapisu kopalnego.

Ale Matt Kaboom po przytoczeniu tego ostatniego, pominiętego przeze mnie zdania, twierdzi: "Nieprawdą więc jest, że Raup twierdził, iż z zapisem kopalnym jest dziś jeszcze gorzej niż w czasach Darwina. Raup twierdzi, że te przejścia, które kiedyś wydawały się prostsze, dziś wydają się bardziej złożone."

Matt Kaboom uważa więc, że gdy Raup twierdzi, że przejścia dawniej uznawane za ewolucyjne, dziś wydają się bardziej złożone, to jednak nadal są to przykłady ewolucji, tylko bardziej skomplikowane. Niestety, taka interpretacja ostatniego zdania Raupa jest wyraźnie niezgodna z tym, co powiedział wcześniej: "mamy nawet mniej przykładów przejść ewolucyjnych niż w czasach Darwina". Mniej przykładów, a nie tyle samo (lub więcej), tylko bardziej złożonych. Skoro jest mniej przykładów, to miałam prawo napisać, że sytuacja w tej sprawie jest obecnie gorsza.

Poza tym Raup nie napisał, że przejścia ewolucyjne są bardziej złożone, jak jego słowa przetłumaczył Matt Kaboom, sugerując, że wg Raupa to nadal są przejścia ewolucyjne. Różnica jest subtelna, ale charakterystyczna. Raup mowi: "to, co wydawało się" dawniej być przejściem ewolucyjnym, obecnie widzimy, że jest dużo bardziej skomplikowane. Dla Raupa to nie są już przejścia ewolucyjne. To jest coś dużo bardziej złożonego. I dlatego uważa on, że przykładów jest dzisiaj mniej niż w czasach Darwina.

Zwykła analiza tekstu, jaki Matt Kaboom przytacza, pozwala odeprzeć jego zarzut, że nierzetelnie cytowałam Raupa i że przekręciłam jego myśli. Raup swoje poglądy powtarzał w innych publikacjach, nie tylko w tym niewielkim tekście, jaki cytowałam w artykule "Dziesięć największych błędów Darwina". Uwzględnienie ich stanowi dodatkowy argument, że Matt Kaboom się myli i bezpodstawnie zarzuca mi nierzetelność.

Oto wypowiedź Raupa z innej publikacji, w której przyznaje, że przewidywania Darwina zakończyły się fiaskiem:

"Darwin przewidywał, że zapis kopalny powinien ujawniać dość gładkie continuum par złożonych z przodka i potomka oraz wystarczająco wiele form pośrednich między większymi grupami. Darwin nawet posunął się tak daleko, że uznał, iż gdyby tego nie znaleziono w zapisie kopalnym, to jego ogólna teoria ewolucji byłaby poważnie zagrożona. W czasach Darwina takich gładkich przejść nie znaleziono i wyjaśniał on częściowo ten stan rzeczy, odwołując się do niekompletności zapisu geologicznego, a częściowo do braku badań tego zapisu. Znajdujemy się obecnie ponad sto lat po Darwinie, a sytuacja niewiele się zmieniła. [...] Faktycznie możemy mieć mniej przykładów gładkiego przejścia, niż mieliśmy w czasach Darwina, gdyż niektóre z dawnych przykładów okazały się nietrafne, gdy je szczegółowo przebadano." [3]

W dalszej części Raup napisał, że odkryto kilka nowych form pośrednich lub przejściowych, ale nie wiadomo, czy uważa, że jest lepiej czy gorzej niż w czasach Darwina. Na pewno dobrze dla darwinowskiego ewolucjonizmu nie jest. Dane kopalne nie popierają tego modelu historii życia, o czym napisał w jeszcze innej publikacji:

"Spora liczba niezłych uczonych spoza biologii ewolucyjnej i paleontologii przyswoiła sobie, niestety, ideę, że zapis kopalny jest bardziej darwinowski, niż jest on w istocie. Przypuszczalnie jest tak wskutek nadmiernego uproszczenia, nieuchronnego w drugorzędnych źródłach: podręcznikach szkolnych, półpopularnych artykułach i tak dalej. Istnieje też prawdopodobnie do pewnego stopnia myślenie życzeniowe. Po Darwinie jego obrońcy mieli nadzieję odnaleźć przewidywane progresje. Ogólnie rzecz biorąc, nie odnaleziono ich - jednak ten optymizm nie ginął i pewna doza czystej fantazji wkradła się do podręczników." [4]

Oczywiście, David Raup jest ewolucjonistą. Ale nie jest ewolucjonistycznym propagandystą. Uczciwie przedstawia niewesoły dla ewolucjonizmu stan rzeczy w dziedzinie, na której się zna – w paleontologii.

Przypisy:

[1] Idź pod prąd grudzień 2009 - styczeń 2010, nr 12-1 (65-66), s. 12-14.
[2] http://idzpodprad.salon24.pl/152683,dziesiec-najwiekszych-bledow-darwina
[3] David M. Raup, "The Geological and Paleontological Arguments of Creationism", w: Larie R. Godfrey (ed.), Scientists Confront Creationism, W.W. Norton & Company, New York - London 1983, s. 156.
[4] David M. Raup, "Evolution and the Fossil Record", Science 1981, vol. 213, s. 289.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY