Strona główna Przegląd prasy kreacjonistycznej

Przegląd prasy kreacjonistycznej

MIEJSCE STWORZENIA W TEOLOGII CHRZEŚCIJAŃSKIEJ – BÓG ODKUPICIEL TO BÓG STWÓRCA

Centralnym przesłaniem chrześcijaństwa jest krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. Nazywamy to dobrą nowiną, ewangelią zbawienia grzesznego człowieka dzięki odkupieńczej śmierci Jezusa Chrystusa. Ale to przesłanie jest elementem dużo szerszej prawdy, która stanowi kontekst dla akceptacji, a nawet zrozumienia ewangelii Jezusa Chrystusa. Tą szerszą prawdą jest cała opowieść o tym, jak Bóg traktuje ludzkość. Obejmuje ona ujęcie z Księgi Rodzaju o tym, jak Bóg stworzył świat. Pismo Święte nigdy nie oddziela wiedzy o Bogu Odkupicielu od wiedzy o Bogu Stwórcy. Wiele herezji chrześcijańskich próbowało w jakiś sposób oddzielić Boga Stwórcę od Boga Odkupiciela. Chrześcijaństwo się temu sprzeciwia. Dobra nowina Jezusa Chrystusa nie ma sensu, jeśli nie umieścimy jej w ramach całej opowieści o stwórczym i zbawczym dziele Boga, od Księgi Rodzaju do Księgi Objawienia.

Niektóre środowiska chrześcijańskie próbują unikać Księgi Rodzaju i pomniejszyć jej wartość. Mówi to wiele o ogólnej perspektywie, z jakiej te środowiska patrzą na Biblię, Boga i człowieka. Sam Jezus orzekł, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć Go bez Starego Testamentu (Jana 5:39). Ewangelia Mateusza ciągle wykazuje, że wszystko, co się stało, zaszło po to, aby wypełniło się Pismo. Dla chrześcijanina nie ma sensu sugestia, że autorytet posiada tylko Nowy Testament. To fałszywa nauka, która podważa samą dobrą nowinę. Biblia jest słowem Boga do nas, każde jej słowo jest natchnione przez Boga. Nie do przyjęcia jest postawa, że możemy jako chrześcijanie obyć się bez jakiegoś fragmentu Pisma.

Schizofrenia interpretacji dni stworzenia

Dobrym przykładem trudności, do jakich prowadzi taka postawa, jest przyjęcie stanowiska, że Ziemia liczy sobie wiele miliardów lat. Najczęściej chrześcijanie, którzy akceptują pogląd, że Ziemia jest stara, uznają jednocześnie ewolucję za metodę stworzenia. To tak zwani teistyczni ewolucjoniści. Ale nie musi tak być, że stary wiek Ziemi łączy się z akceptacją ewolucjonizmu. Istnieją nawet kreacjoniści głoszący, że Ziemia jest stara. To tak zwani kreacjoniści starej Ziemi. Pierwszy problem, związany z ideą starej Ziemi, ma naturę egzegetyczną, dotyczy interpretacji Biblii. Jeśli ktoś przyjmuje stanowisko starej Ziemi, to musi interpretować pierwsze trzy rozdziały Księgi Rodzaju w taki sposób, który jest nie do przyjęcia w innych kontekstach biblijnych, w innych księgach Pisma Świętego. Staroziemscy kreacjoniści interpretują dni stworzenia z opisu biblijnego jako długie epoki, być może liczące miliony lub nawet miliardy lat. Ale co wówczas zrobić z następującym tekstem biblijnym z Księgi Wyjścia:

"Dzień zaś siódmy jest szabatem ku czci twego Boga, Jahwe. [...] Bo w sześciu dniach uczynił Jahwe niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest w nich, w siódmym zaś dniu odpoczął." (Ks. Wyjścia 20:10-11)?

Jeśli dni stworzenia z opisu biblijnego rozumiemy jako dłuższe okresy, jako epoki, to podobnie winniśmy rozumieć dni stworzenia, o których mowa w cytowanym wyżej fragmencie. Ale w tym fragmencie taka interpretacja dni stworzenia nie ma sensu. Przykazanie, nakazujące święcenie szabatu, dotyczy dosłownie rozumianego, czyli literalnego dnia szabatu, a tym samym nakazuje przyjąć takie samo rozumienie pozostałych dni stworzenia.

Nauki przyrodnicze mają hipotetyczny charakter

Zwolennicy starej Ziemi mówią, że akceptują orzeczenia nauki w sprawie pochodzenia świata. Jest to chwalebna postawa, bo nauka ma na swoim koncie wiele spektakularnych sukcesów. Ale nie można zapominać, że poniosła też spektakularne klęski. Wiele teorii, utrzymywanych nawet przez setki lat, w końcu uznawano za nieprawdziwe, chociaż wcześniej znajdowano dla nich wiele potwierdzeń. Tak było z teorią nieruchomej Ziemi, obaloną przez Kopernika i jego następców. Tak było też z newtonowską teorią grawitacji, która została zastąpiona przez ogólną teorię względności Einsteina. Orzeczenia nauki nie są absolutnie pewne, są hipotetyczne i omylne.

A my, chrześcijanie, musimy pamiętać, że nauka mówi także, że zmarli nie zmartwychwstają i że dziewice nie rodzą męskich potomków. Czy można być chrześcijaninem, nie uznając historyczności Zmartwychwstania i Dziewiczego Poczęcia? Uznanie nadrzędności nauki nad Biblią w sprawie pierwszych jej rozdziałów skutkuje olbrzymimi problemami egzegetycznymi i wpływa na rozumienie reszty Pisma Świętego. Nie da się odizolować pierwszej księgi od pozostałych ksiąg, bo skutkuje to swoistą schizofrenią interpretacyjną.

Realność pierwszego i ostatniego Adama

Istnieje też drugi, nawet poważniejszy, problem natury teologicznej, związany z przyjęciem nadrzędności twierdzeń nauki w sprawie wieku Ziemi i pochodzenia człowieka. Jeśli przyjmiemy stanowisko teistycznego ewolucjonizmu ze wszystkimi jego konsekwencjami, to nic nam nie daje werbalne uznanie, że nic istotnego się nie zmieniło, bo nadal uważamy, że Bóg stworzył człowieka, tyle że zrobił to przy pomocy ewolucji. Wówczas bowiem nie jesteśmy w stanie przyjąć, że Adam i Ewa naprawdę istnieli jako prarodzice całej ludzkości. Adam i Ewa dla teistycznych ewolucjonistów mogą być tylko symbolicznymi, realnie nieistniejącymi ludźmi. Według ewolucjonizmu rodzaj ludzki wyłonił się nie z pary osobników, ale z całej grupy, czy nawet grup hominidów. A to prowadzi do nieprzezwyciężalnych problemów teologicznych. Ponownie mamy tę samą sytuację, że tej interpretacji nie możemy stosować poza pierwszymi rozdziałami Księgi Rodzaju. Jeśli Adam nie był postacią historyczną, to jak mamy potraktować słowa Pawła Apostoła o pierwszym Adamie i ostatnim Adamie?

"Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni" (1 Kor. 15:21-22)

Biblia wyraźnie łączy realność zmartwychwstania w Chrystusie z realnością śmierci w Adamie (Rzym. 5:12-19). Jeśli ta druga jest fikcyjna, bo naprawdę Adam nie istniał, to czy mamy prawo spodziewać się realnego, niefikcyjnego zmartwychwstania? Powstaje olbrzymi problem. [1]

Jeśli nie było historycznego Adama, to Upadek, grzech pierwszej pary ludzi, staje się fikcją. Biblia grzeszność rodzaju ludzkiego wywodzi z faktu, że Adam i Ewa zgrzeszyli. Adam jako ojciec ludzkości ważny jest nie tylko z powodu własnego grzechu, ale ponieważ w Adamie wszyscy zgrzeszyliśmy. Księga Rodzaju informuje, że sąd Boży za ten grzech przybrał rozmiary kosmiczne. [2] Jeśli przyjmiemy stanowisko starej Ziemi, nawet jeśli będzie to kreacjonizm starej Ziemi, to bardzo trudno wyjaśnić, dlaczego skutki Upadku - śmierć, strach, choroby i cierpienia - występowały długo przed Adamem i Ewą. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy kilkakrotne zapewnienia, że skutki stworzenia Bóg widział jako bardzo dobre.

Sytuacja w chrześcijaństwie ewangelikalnym

Większość chrześcijan nie zadaje sobie trudu, by problem ten rozstrzygnąć. Nie wnikają oni tak głęboko w problematykę teologiczną. Zadowalają się powierzchownym, werbalnym tylko pogodzeniem ewolucjonizmu i chrześcijaństwa. Dotyczy to głównych wyznań - katolicyzmu, prawosławia, a nawet protestantyzmu. Lepsza sytuacja występuje u tzw. ewangelicznych chrześcijan, bo wielu z nich - niestety, nie wszyscy - odrzuca ewolucjonizm. A są całe denominacje protestanckie, które mocno stoją na gruncie kreacjonizmu młodej Ziemi.

Jeśli chodzi o ewangelikalnych chrześcijan, to w omawianej sprawie można wskazać zarówno na jasną, jak i na ciemną stronę. Ta pierwsza to fakt, że większość z nich odrzuca teorię ewolucji, nigdy nie zdobyła ona ich serc. Ale najczęściej nie rozumieją oni biblijnej doktryny stworzenia i odkupienia. Nie chodzi tu tylko o to, że - mówiąc metaforycznie - nie łączą ze sobą kolejnych punktów w linię prostą. Wiele kościołów ewangelikalnych nie naucza podstawowych prawd biblijnych, czyli nie tworzy tych punktów, które należy ze sobą połączyć. Ewangelikalizm został dotknięty doktrynalnym analfabetyzmem, gdzie tzw. doświadczenie życiowe rządzi wiedzą, a intuicja dominuje nad intelektualnym zaangażowaniem. Ta sytuacja się pogarsza, gdyż kolejne pokolenia chrześcijan ewangelikalnych w coraz większym stopniu akceptują naturalizm i ewolucjonizm wskutek tego, że podlegają nauczaniu i wychowaniu w świeckim środowisku, gdzie naturalizm i ewolucjonizm przyjmuje się z góry, bez dowodu.

Właściwe podejście teologiczne musi dysponować wielką metanarracją biblijną, łączącą Stworzenie, Upadek, Odkupienia i Koniec świata. Nie da się sensownie mówić o odkupieniu, jeśli nie powiemy, od czego. Nie można wyjaśnić grzesznej natury człowieka, nie wspominając o Upadku naszych prarodziców. A Upadku nie da się przedstawić bez odniesienia się do całego Wszechświata jako odbicia chwały Bożej oraz do ludzi jako jedynych stworzeń uczynionych na obraz Boży. Wszystkie te elementy muszą być wstawione do całościowego kontekstu Bożego Objawienia się w Chrystusie. Każdy z tych elementów w izolacji od pozostałych traci sens.

Chrześcijaństwo a kreacjonizm i ruch Inteligentnego Projektu

Koncentrowanie się na stworzeniu bez ewangelii odkupienia nie jest właściwe dla chrześcijanina. Kreacjonizm jest konieczny, ale nie wystarcza. Podobnie jest z teorią Inteligentnego Projektu. To znakomite narzędzie intelektualne. Pozwala niezwykle skutecznie wykazać błędy darwinizmu. Ale sama ta teoria nie przybliży nikogo do Chrystusowej ewangelii. Jeśli idea inteligentnego projektu jest całościowym światopoglądem, to jest to światopogląd bezpłodny. Nie zostaniemy zbawieni przez to, że uznamy Boga za Projektanta. Zbawienie wymaga uznania Boga jako Stwórcy i Odkupiciela w Chrystusie.

Czy zbawienie zależy od przyjęcia idei młodej Ziemi?

1 List do Koryntian 15:17 mówi: "A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach". Jezus w Ewangelii Jana 3:3 powiedział: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego". A List do Rzymian 10:9 wyraźnie wyjaśnia: "Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie".

Wiele innych fragmentów można cytować, ale żaden z nich nie mówi, że aby zostać zbawionym, należy wierzyć w młodą Ziemię. A lista tych, którzy nie wejdą do Królestwa Bożego, jak na przykład tekst z Objawienia św. Jana 21:8, z pewnością nie wymienia "staroziemców".

Wielu wielkich myślicieli chrześcijańskich wierzyło w starą Ziemię. Niektórzy z nich przyjmowali tzw. teorię luki czasowej. Inni - teorię, że dzień stworzenia w opisie biblijnym odnosi się do epoki geologicznej. Jeszcze inni byli teistycznymi ewolucjonistami albo progresywnymi kreacjonistami. Pismo Święte wyraźnie naucza, że warunkiem zbawienia jest wiara w Chrystusa bez żadnych wymogów odnośnie wieku Ziemi lub Wszechświata.

Ale nie znaczy to, że nie ma znaczenia, w co chrześcijanie wierzą w sprawie wieku Ziemi lub Wszechświata. Chociaż nie zależy od tego zbawienie, wiara, że historia Ziemi trwa od milionów lat, prowadzi do bardzo przykrych konsekwencji.

Wiara w miliony i miliardy lat nie pochodzi z Pisma Świętego, ale z metod, jakich świeccy uczeni używają do obliczenia wieku Wszechświata. Metody te, jak wszystkie metody naukowe, mają omylny charakter. Aby dopasować te miliony lat do Biblii, trzeba dokonać odpowiedniej reinterpretacji tekstu biblijnego - na przykład wprowadzić lukę czasową między pierwszym i drugim wierszem Księgi Rodzaju, albo dni stworzenia interpretować jako epoki, albo w jeszcze jakiś inny sposób. Krótko mówiąc, należy jakoś "przystrzyc" tekst biblijny, autorytet Słowa Bożego należy podporządkować omylnym ideom człowieka. Najpierw w tej jednej sprawie, potem w drugiej (bo dlaczego nie, skoro już raz?), trzeciej..., aż mamy to, co mamy - całkowity upadek autorytetu Biblii w świecie Zachodu.

My, chrześcijanie, powinniśmy pamiętać o ostrzeżeniu z Księgi Przysłów: "Do słów Jego nic nie dodawaj, by cię nie skarał" (30:6).

Przypisy:

[1] Por. w tej sprawie Lita Cosner, "Romans 5:12-21: Paul's view of literal Adam", Journal of Creation, August 2008, vol. 22, no. 2, s. 105-107, http://tiny.pl/hc2z7; Lita Cosner, "The Resurrection and Genesis", Creation 2010, vol. 32, no. 3, s. 48-50, http://tiny.pl/hc2zr (tłum. polskie: "Zmartwychwstanie a Księga Rodzaju", http://tiny.pl/hc2z9)

[2] Por. Jonathan Sarfati, "The Fall: a cosmic catastrophe: Hugh Ross's blunders on plant death in the Bible", Journal of Creation 2005, vol. 19, no. 3, s. 60-64, http://tiny.pl/hdr61; Henry B. Smith Jr., "Cosmic and universal death from Adam's fall: an exegesis of Romans 8:19-23a", Journal of Creation 2007, vol. 21, no. 1, s. 75-85, http://tiny.pl/hdr6j.

(Lael Weinberger, "Creation and Redemption. A Conversation with Albert Mohler", Creation 2011, vol. 33, no. 1, s. 16-18; Ken Ham, "Does the Gospel Depend on a Young Earth?", Answers January-March 2011, vol. 6, no. 1, s. 39-40.)


CZY DARWINIZM PROWADZI DO ATEIZMU?

Profesor Kazimierz Jodkowski napisał kiedyś artykuł "Dlaczego ewolucjonizm prowadzi do ateizmu?" [1] Ten sam temat podjął Jerry Bergman w niedawnym numerze "Creation Matters". Obaj autorzy należą do tych nielicznych, którzy uważają, że ortodoksyjny darwinizm jest nierozerwalnie związany z ateizmem. Ponieważ świadomość tego faktu znacznie utrudniłaby propagowanie ewolucjonizmu, zwolennicy tego ostatniego często wmawiają wszystkim i sobie też, że darwinowski ewolucjonizm jest doskonale zgodny z wiarą religijną.

Tak postąpił sędzia Jones w wyroku wydanym w słynnym procesie sprzed paru lat. W 2005 roku w Dover, w Pensylwanii, toczył się proces o to, czy w podręcznikach do biologii do szkół średnich tego stanu może znaleźć się parozdaniowa wzmianka o istnieniu innej niż darwinizm teorii, próbującej wyjaśniać pochodzenie układów żywych. Wbrew kłamliwej propagandzie nie chodziło w tym procesie o możliwość nauczania teorii inteligentnego projektu. Podręcznik nauczał jedynie teorii ewolucji, a od uczniów wymagano tylko wiedzy o teorii ewolucji. Zawarta tam była jednak informacja, że istnieje też inna teoria niż teoria ewolucji i podano tytuł omawiającej ją książki. W wyroku sędzia Jones zakazał publikowania w podręczniku tej parozdaniowej informacji, a w obszernym uzasadnieniu twierdził m.in., że między darwinizmem a teizmem nie ma sprzeczności (tak jakby celem teorii inteligentnego projektu było ratowanie religii, ale pomińmy to):
"[...] wielu z czołowych zwolenników ID [teorii inteligentnego projektu] przyjmuje całkowicie fałszywe podstawowe założenie. Zakładają oni mianowicie, że teoria ewolucji jest niezgodna z wiarą w istnienie jakiegoś najwyższego bytu i z religią w ogólności. W czasie tej rozprawy eksperci naukowi powoda [czyli ewolucjonistów] ciągle poświadczali, że teoria ewolucji jest dobrą nauką, że jest akceptowana przez przeważającą większość wspólnoty uczonych i że w żaden sposób nie wchodzi w konflikt i nie zaprzecza istnieniu boskiego stwórcy". [2]

Darwin Fish 01

Ale wypowiedzi znakomitych biologów pozwalają odrzucić taki pogląd. Na przykład nieżyjący już profesor z Harwardu, Stephen Jay Gould, jeden z najlepiej znanych biologów ewolucyjnych, uznał, że żadna rewolucja naukowa nie podważyła tak bardzo ludzkich przekonań, jak Darwinowska. Zdaniem Goulda przekonanie, że Bóg ukształtował nas bezpośrednio na swój obraz, abyśmy panowali nad całą ziemią i wszystkimi stworzeniami, zostało przez Darwina zastąpione wyjaśnieniem naturalistycznym, które nie daje już takiej pociechy. [3] Wnioskował w związku z tym, że gatunek ludzki to tylko "niewielka i całkowicie przypadkowa ewolucyjna gałązka [...] niewielki późny pomysł ssaków z ciekawą ewolucyjną refleksją", zwaną ludzkim mózgiem. [4] Wyewoluowanie człowieka jest skrajnie nieprawdopodobne, ale Gould odrzucił myśl, by świadczyło to o jakimś boskim zamiarze. [5] Gatunek człowieka jest raczej niedawnym ewolucyjnym nabytkiem "z ostatniej mikrosekundy naszego planetarnego roku" [6]. Darwinizm pociąga w konsekwencji ateizm:
"[...] chociaż organizmy mogą być dobrze zaprojektowane, a ekosystemy - harmonijne, te cechy życia wyłoniły się jedynie w rezultacie nieświadomej walki indywidualnych organizmów o osobisty sukces reprodukcyjny, a nie jako bezpośredni wynik jakiejś przyrodniczej zasady, działającej jawnie w kierunku osiągania takich "wyższych" celów. [...] Darwinowski "zimny prysznic" i kontakt z prawdziwą rzeczywistością pozwalają ostatecznie porzucić naczelną fałszywą nadzieję wszystkich wieków - że przyroda może powiedzieć nam, jaki jest sens życia, przez wykazanie wyższości rodzaju ludzkiego lub udowodnienie, że ewolucja istnieje tylko po to, by stworzyć człowieka jako szczytowe osiągnięcie życia." [7]

Sędzia Jones zadeklarował, że między dwoma światopoglądami, darwinowskim i religijnym, nie ma konfliktu, ale profesor biologii z Kansas State University, Scott Todd, jest innego zdania:
"Podstawowa różnica między wiarą kreacjonistów a tym, co akceptują zwolennicy teorii ewolucji, dotyczy sprawy, czy życie powstało dzięki przypadkowi, czy wskutek aktywności inteligentnego stwórcy". [8]
Profesor Nigel Williams wypowiada się nawet bardziej kategorycznie, pisząc, że Darwin "zniszczył najmocniejsze świadectwo XIX wieku na rzecz istnienia Boga". [9] Profesor Francisco J. Ayala wyjaśnił dokładnie, dlaczego ewolucjonizm wyklucza teizm - darwinizm mianowicie odrzuca potrzebę odwoływania się do inteligentnego stwórcy. Dodał przy tym, że "największy wkład Darwina do nauki" polegał na tym, że wskazał drogę, na której prawa przyrody mogą tworzyć całą rzeczywistość. Istnienie "organizmów można obecnie wyjaśniać [...] jako rezultat procesów przyrodniczych, bez odwoływania się do Inteligentnego Projektanta". [10]

W umysłach wielu biologów rewolucja darwinowska polega na wyjaśnianiu przy pomocy ślepych nieinteligentnych praw przyrodniczych tego, co dawniej domagało się Stwórcy. Wg Ayali jest tak dlatego, że "Darwinowska teoria doboru naturalnego wyjaśnia "projekt" organizmów i ich nadzwyczajną różnorodność jako wynik procesów przyrodniczych, stopniowego gromadzenia spontanicznie powstałej zmienności (mutacji), sortowanych przez dobór naturalny". [11] Wnioski Ayali są następujące:
"Mutacje i dobór wspólnie uruchamiają ten cudowny proces, który poczynając od mikroskopijnych organizmów doprowadził do powstania storczyków, ptaków i ludzi. Teoria ewolucji mówi o przypadku i konieczności, przypadku i determinizmie [...]. Podstawowe odkrycie Darwina polegało na tym, że istnieje proces twórczy, chociaż nieświadomy". [12]

A jakie było stanowisko samego Darwina?
Darwin wiedział, że jego teoria nie tylko dawała poparcie ateizmowi, ale że ateizm był jej logiczną konsekwencją. Hiram Caton zauważył, że "chociaż Darwinowi nie podobały się wojownicze argumenty przeciwko religii, ponieważ odnosiły niewielki skutek, to jednak pośrednio popierał używanie swojej teorii do propagowania ateizmu". [13] Przytacza też słowa Darwina z 1880 roku: "Wydaje mi się (słusznie lub niesłusznie), że bezpośrednie argumenty przeciwko chrześcijaństwu [sic] i teizmowi nie przynoszą skutku." Zdaniem Darwina zamiast polemizować bezpośrednio z chrześcijaństwem, najlepiej nawracać ludzi na ateizm, "popierając stopniowe oświecanie ludzkich umysłów, co następuje przez rozwój nauki [czyli ewolucjonizmu]. Dlatego zawsze unikałem pisania na temat religii, ograniczając się do nauki". [14]
Darwin kiedyś powiedział, [15] że jest myślami z ateistami, chociaż woli słowo "agnostyk" niż "ateista".

Co na ten temat sądzą dzisiejsi uczeni?
Badania znanych ewolucjonistów ujawniają, że większość z nich podziela stanowisko Darwina. Greg Graffin zdobył stopień doktora biologii ewolucyjnej na Uniwersytecie Cornell pod kierunkiem prof. Williama Provine'a. Rozprawa dotyczyła religijnych poglądów czołowych biologów ewolucyjnych. Graffin zwrócił się do 271 uczonych, z których 151, czyli 56% odpowiedziało. Spośród tych ostatnich 98,7%, czyli wszyscy za wyjątkiem jednej osoby, odrzucali tradycyjny światopogląd teistyczny wskutek, jak wnioskował Graffin, akceptacji ewolucjonizmu. Teizm zdefiniował on jako wiarę w istnienie osobowego Boga Stwórcy, zgodnie z tym, czego nauczają religie chrześcijańska, żydowska i muzułmańska.

Ponad 84% uczonych spośród tych, którzy odpowiedzieli na kwestionariusz, odrzuciło jakiekolwiek religie teistyczne, a większość uznała, że ewolucjonizm zastępuje im teizm. W tych badaniach światowej sławy uczonych okazało się rzadkością, by ktoś z nich próbował łączyć darwinizm z teizmem, co według sędziego Jonesa było bardzo łatwe. Tylko niewielu uczonych próbowało uzgadniać darwinizm z teizmem, a jeszcze mniej twierdzić, jak jeden z paleontologów, że ewolucja jest owocem "Bożej miłości". Niemal każdy badany uczony uznawał istnienie przepaści między ewolucjonizmem a teizmem. [16]
Badania Graffina pokazały, że ortodoksyjny neodarwinizm, którego centralną tezą jest naturalizm, oraz teizm są skrajnie przeciwnymi stanowiskami. Zdaniem Graffina "w poglądach większości biologów ewolucyjnych nie istnieje konflikt między ewolucjonizmem i religią, ale pod jednym istotnym warunkiem: jeśli religia ma ateistyczny charakter". [17] Badania Graffina wykazały, że "naturalizm jest młodą nową religią", która obecnie dominuje wśród czołowych darwinistów. [18]

Jeśli badania te były poprawne, a wygląda na to, że były, to orzeczenie sędziego Jonesa należy rozumieć jako zakaz nauczania w szkołach stanowych teistycznego światopoglądu i umożliwienie, a nawet nakazanie nauczania w tych szkołach tylko światopoglądu darwinowskiego. Jak zauważył cytowany już wyżej prof. Scott Todd, "Nawet gdyby wszystkie dane wskazywały na inteligentnego projektanta, to taką hipotezę wyklucza się z nauki, ponieważ nie ma ona naturalistycznego charakteru". [19] A profesorowie Matthew Cobb i Jerry Coyne uznali, że:
"[...] nauka poszukuje materialistycznych wyjaśnień świata. [...] Z drugiej strony, religia dotyczy myśli człowieka, że bojaźń, zadziwienie i szacunek prowadzą do zrozumienia stworzonego przez Boga Wszechświata. [...] Istnieje tu fundamentalny konflikt, którego nie da się usunąć, aż religie przestaną wypowiadać się na temat natury rzeczywistości. W naukowym badaniu religii pojawia się mnóstwo wielkich pytań, między innymi dlaczego wierzenia religijne są negatywnie skorelowane z akceptacją ewolucjonizmu". [20]

Cobb i Coyne stwierdzili w konkluzji, że wysiłek zharmonizowania religii i nauki nie zbliży ich obu ani nie doprowadzi do "postępu myśli teologicznej", gdyż "jedynym wkładem nauki do idei religii jest ateizm". [21]

Dlaczego ateiści bronią nauczania ewolucjonizmu w szkołach?
Ateiści doskonale zdają sobie sprawę, że ewolucjonizm powszechnie prowadzi do ateizmu i z tego powodu zaciekle go bronią. Uważają, że nauka udowodniła ewolucję od cząsteczki do człowieka i w rezultacie "im więcej nauki, tym mniej religii. Jest to uniwersalne zjawisko [...]". [22] Właśnie dlatego tak bardzo starają się zapewnić darwinizmowi, i tylko darwinizmowi, miejsce w szkołach.

Ale teistów martwi nie tylko przepaść między ewolucjonizmem i teizmem. Niektórzy sprzeciwiają się ewolucjonizmowi z innych powodów. Laureat Nagrody Nobla Robert Laughlin uznał ewolucjonizm za faktyczną antynaukę. Jego zdaniem duża część "dzisiejszej wiedzy biologicznej ma ideologiczny charakter". Polega to na tym, że formułuje ona wyjaśnienia, które "[...] nie mają żadnych implikacji i nie można ich stestować. Nazywam je antyteoriami, gdyż mają dokładnie odwrotny skutek od realnych teorii: zatrzymują myśl, zamiast ją stymulować. Na przykład Karol Darwin wymyślił pierwotnie wielką teorię ewolucji wskutek doboru naturalnego, ale później zaczęła ona funkcjonować bardziej jako antyteoria, do której odwoływano się, aby zamaskować kłopotliwe niepowodzenia eksperymentalne i usprawiedliwić odkrycia w najlepszym przypadku wątpliwe, a w najgorszym - nawet błędne." [23]
Organizmy żywe potrafią walczyć z prawem grawitacji? - ironizuje Laughlin. - Wszystko to zasługa ewolucji. Skomplikowana sieć reakcji chemicznych tworzy w jaju pisklę? Ewolucja! Mózg ludzki stosuje zasady logiczne, których żaden komputer nie naśladuje? Przyczyną jest ewolucja. Jeśli czegoś nie umiemy wyjaśnić, stosujemy pseudowyjaśnianie, odwołując się do ewolucji.

Konkluzja
Jest oczywiste, że większość znakomitych współczesnych biologów zgadza się i jasno to formułuje, że między darwinizmem i teizmem istnieje wyraźna i nie do pokonania sprzeczność. Twierdzenia w rodzaju sędziego Jonesa, że nie ma sprzeczności, są nie tylko naiwne, ale i w dużym stopniu oparte na niewiedzy.
(Jerry Bergman, Does Orthodox Darwinism Demand Atheism?, "Creation Matters" January/February 2009, vol. 14, no. 1, s. 1.8-9.)

Przypisy:
[1] W: Józef Dębowski, Marek Hetmański (red.), Poznanie. Człowiek. Wartości, Wyd. UMCS, Lublin 2000, s. 65-76; http://tiny.pl/6cb4.
[2] John E. Jones III, "Kitzmiller v. Dover Area School District", s. 136; http://tiny.pl/z4q7.
[3] Por. Stephen Jay Gould, Introduction, w: Carl Zimmer, Evolution: The Triumph of an Idea, Harper Collins, New York 2001, s. xi.
[4] Stephen Jay Gould, Bully for Brontosaurus, W.W. Norton, New York 1991, s. 13.
[5] Por. tamże, s. 15.
[6] Tamże, s. 18.
[7] Gould, Introduction..., s. xiii.
[8] Scott C. Todd, A View from Kansas on that evolution debate, "Nature" 1999, vol. 401, s. 423.
[9] Nigel Williams, Darwin celebrations begin, "Current Biology" 2008, vol. 18, no. 14, s. R579 [R579-R580].
[10] Francisco J. Ayala, Darwin's greatest discovery: design without designer, PNAS" 2007, vol. 104, s. 8568 [8567-8573].
[11] Tamże.
[12] Tamże.
[13] Hiram Caton, The Darwin Legend, Institute of Medical Research, Queensland 2008, s. 3.
[14] Cyt. za: Caton, j.w.
[15] Por. Edward B. Aveling, The Religious Views of Charles Darwin, Freethought Publishing Company, London 1883, s. 5.
[16] Greg W. Graffin, Evolution, Monism, Atheism, and the Naturalist World-View, Polypterus Press, Ithaca, N.Y. 2004, s. 78.
[17] Tamże, s. 21-22.
[18] Tamże, s. 38.
[19] Todd, A View from Kansas..., s. 423.
[20] Matthew Cobb and Jerry Coyne, Atheism could be science's contribution to religion, "Nature" 2008, vol. 454, s. 1049; http://richarddawkins.net/article,3040,n,n.
[21] Tamże.
[22] A.C. Grayling, Origin of the specious: A.C. Grayling dissects a new defense of Intelligent Design, "New Humanist" 2008, vol. 123, issue 5, s. 29 [27-30].
[23] Robert B. Laughlin, A Different Universe, Basic Books, New York 2005, s. 168-169.


Homologia – oznaka bezmyślnego doboru czy inteligentnego projektu?

Marta Cuberbiller W przyrodzie powszechne są powtarzające się wzorce i podobieństwa. Księżyc krąży wokół Ziemi, Ziemia wokół Słońca, Słońce wokół środka Galaktyki. Ludzkie odciski palców...

CZY ZDOBYWANIE PRZEZ BAKTERIE ODPORNOŚCI NA ANTYBIOTYKI MOŻNA UZNAĆ ZA PRZYKŁAD EWOLUCJI?

Antybiotyki pełnią pożyteczną rolę w leczeniu pewnych chorób. Są to wydzielane przez bakterie i grzyby naturalne substancje, które zabijają inne bakterie w walce o zdobycie pożywienia. Antybiotyki stosowane do leczenia ludzi zwykle pochodzą od tych naturalnych substancji. Niestety, niektóre bakterie stają się po pewnym czasie odporne na antybiotyki, czyniąc je bezużytecznymi. Dzieje się tak wskutek zmian w ich DNA, czyli wskutek mutacji.

Ewolucjoniści często wymieniają zdobywanie przez bakterie odporności na antybiotyki jako przykład ewolucji w działaniu. Czy słusznie? Georgia Purdom, posiadająca doktorat z genetyki molekularnej zdobyty na Ohio State University, odpowiada na to pytanie w ostatnim numerze kreacjonistycznego kwartalnika "Answers".

Purdom przypomina, że antybiotyki odkrył Alexander Fleming w 1928 roku. Odkrycie to doprowadziło do masowej produkcji penicyliny już w latach 40-tych. Ale pod koniec tej dekady ujawniły się szczepy odporne na penicylinę. Doszło do tego, że obecnie ponad 70% bakterii, odpowiedzialnych za infekcje szpitalne, odpornych jest na przynajmniej jeden z używanych tam antybiotyków. Odporność na antybiotyki rozszerza się z wielu powodów: przez zbyt pochopne leczenie nimi pacjentów przez lekarzy, przez niedokończone kuracje antybiotyczne, używanie antybiotyków jako stymulatorów wzrostu zwierząt (głównie w przemyśle spożywczym), powszechne podróże międzynarodowe i przez kiepską higienę w szpitalach.

Bakterie zdobywają odporność przede wszystkim na dwa sposoby:

a) przez mutacje
i b) przez przechwytywanie fragmentów DNA od innych bakterii (proces ten jest zwany poziomym lub horyzontalnym transferem genów).
Antybiotyk zabija komórkę bakteryjną, niszcząc jakąś jej istotną funkcję. Przypomina to działanie sabotażysty, który powoduje rozbicie się wielkiego odrzutowca, przecinając w nim połączenia hydrauliczne. Antybiotyk wiąże się z jakimś białkiem w taki sposób, że białko to nie może właściwie funkcjonować. Zwykle białko uczestniczy w kopiowaniu DNA, w produkowaniu białek lub w tworzeniu ścianek komórek bakterii. Funkcje te są niezbędne, jeśli bakterie mają rosnąć i rozmnażać się.

Jeśli w jakiejś bakterii nastąpi mutacja tego fragmentu DNA, który koduje tego typu białko, to antybiotyk nie może związać się z takim odmienionym białkiem, wskutek czego zmutowana bakteria może dalej funkcjonować, nie ginie. W obecności antybiotyków mamy do czynienia ze zjawiskiem doboru naturalnego - giną oryginalne bakterie, przeżywają zmutowane. A skoro przeżywają, to się namnażają i zarażają pacjentów.

Trzeba jednak pamiętać, że swoją przewagę bakterie zmutowane przejawiają tylko w środowisku, w którym występują antybiotyki (np. w szpitalach). W zwykłym środowisku bakterie niezmutowane skuteczniej niż zmutowane walczą o zasoby pożywienia i szybciej się rozmnażają. Mutacja białka powoduje bowiem, że mniej wydajnie pełni ono swoją funkcję.

Przykład pomoże nam zrozumieć tę sytuację. Po ataku na World Trade Center z 11 września 2001 roku nieznani sprawcy wysyłali pod różne adresy koperty z wąglikiem. Czasami jednak koperty zawierały jakiś proszek, w którym - jak się później okazywało - wąglika nie było. Potencjalnym ofiarom dawano Ciprofloxacin. Należy on do kwinolonów, antybiotyków wiążących się z białkiem girazą, co zmniejsza zdolność bakterii do rozmnażania. W odpornych na kwinolony bakteriach geny, kodujące białko girazę, są zmutowane. Ciprofloxacin nie wiąże się ze zmienioną girazą, dlatego zmutowane bakterie przeżywają w jego obecności.

Ewolucja wymaga pojawiania się nowych funkcjonalnych systemów. Aby na tej drodze pojawił się w końcu człowiek, muszą wcześniej wykształcić się na przykład ramiona, oczy czy mózg. Mutacje i dobór naturalny, prowadzące do zdobycia odporności na antybiotyki, nie są przykładem takiej ewolucji, gdyż prowadzą do utraty pewnych funkcji. W ich wyniku powstają bakterie ze zdefektowanymi białkami, które przestały pełnić normalne funkcje. Jest to raczej zmienność wewnątrz stworzonego rodzaju, mówiąc językiem biblijnym.

Innym sposobem zdobywania odporności na antybiotyki jest pobieranie zmutowanego materiału genetycznego od innych bakterii. Mechanizm wymiany DNA jest konieczny, by bakterie przetrwały w szybko zmieniających się środowiskach, jak w szpitalach. Tego jednak także nie można uznać za ewolucję w działaniu. Nie powstaje żadne nowe DNA. Horyzontalny transfer genów przypomina przekładanie pieniędzy z lewej do prawej kieszeni, od czego nie stajemy się bogatsi.

Zdobywanie odporności przez bakterie jest świadectwem inteligentnego zaprojektowania ich przez Boga, aby przeżyły w świecie skażonym przez grzech.

Na podstawie: Georgia Purdom, Ph.D. "Antibiotic Resistance of Bacteria: An Example of Evolution in Action?", Answers, July-Sept. 2007, vol.2, no.3, s.74-76


KATASTROFY A POCHODZENIE ŚWIATA

Kreacjonistom często stawia się zarzut, że wierzą w potop Noego, katastrofę, która wydarzyła się dawno temu i jest niepowtarzalna, a przez to wiara w nią znajduje się poza nauką. Ale jeśli ewolucjonistów razi ta jedna katastrofa, to dlaczego spokojnie odwołują się do niekończącej się serii również niepowtarzalnych katastrof, których wymaga hipoteza mgławicowa?

Biblia mówi, że po stworzeniu Ziemi Bóg stworzył niebiosa czwartego dnia tygodnia. Obejmuje to Słońce, planety, nasz Księżyc i księżyce innych planet, asteroidy, komety itd. Ale standardowy ewolucjonistyczny model mówi, że nasz Układ Słoneczny ukształtował się z chmury gazu i pyłu - z tzw. mgławicy. Ten gaz i pył, kurcząc się grawitacyjnie, miał kondensować się do postaci kamieni i skał, które dalej łącząc się utworzyły planety, krążące wokół centralnie położonego Słońca. Ten pomysł zwie się mgławicową hipotezą powstania naszego układu planetarnego albo hipotezą Kanta-Laplace'a, od nazwisk dwu myślicieli, którzy niezależnie od siebie jeszcze w XVIII wieku głosili podobny pogląd.

Niektórzy biologowie zżymają się, gdy widzą, że słowo "ewolucja" stosowane jest do czegoś innego niż procesu przekształcania się istniejących już gatunków biologicznych. Ale uczeni pojęcie to stosują nie tylko do zjawisk biologicznych. Kosmologowie mówią na przykład o ewolucji Wszechświata, o hipotetycznym rozwoju od Big Bangu do czasów obecnych. Astronomowie mówią o ewolucji gwiazd, o stopniowym przesuwaniu się na diagramie Hertzsprunga-Russella. Także teoretycy kultury, językoznawcy, historycy mówią często o ewolucji. Słowo to ma więc szeroki zakres zastosowań, a przez to wiele różnych znaczeń. Właśnie w tym niebiologicznym sensie mówimy tu o ewolucjonistycznym modelu powstania Układu Słonecznego, któremu przeciwstawiamy model biblijny.

Model ewolucjonistyczny promowany jest nieustannie w podręcznikach, czasopismach naukowych i popularnonaukowych, w programach telewizyjnych i w szkole. Ale mimo wspaniałych efektów animacji komputerowej pokazującej, jak było, model ten ma podstawową wadę. Nie pokazuje, jak mógł powstać realnie istniejący Układ Słoneczny ze wszystkimi znanymi cechami.

Wiedza o naszym układzie planetarnym zaprzecza hipotezie mgławicowej pod wieloma względami.

Planeta najbliższa Słońcu, Merkury, jest zbyt gęsta. Według hipotezy Kanta-Laplace'a powinna mieć dużo mniejszą gęstość. Dlatego uważa się, że posiadała pierwotnie dużo mniejszą gęstość. Ale później jakaś masywna asteroida uderzyła w Merkurego, wskutek czego cały lżejszy materiał został wyrzucony w przestrzeń kosmiczną. Widzimy obecnie to, co po tym zderzeniu pozostało.

Ziemia ma Księżyc, ale teoria mgławicowa nie wyjaśnia, skąd się wziął. Jest bowiem za duży w porównaniu z planetą, którą obiega. Na dobrą sprawę układ Ziemia-Księżyc można by traktować jako planetę podwójną obiegającą Słońce, co jest ewenementem w całym Układzie. Dlatego zwolennicy hipotezy mgławicowej uważają, że pierwotna Ziemia nie posiadała żadnego księżyca. Dopiero później, ponad 3,5 miliarda lat temu, w tzw. epoce wielkiego bombardowania jakaś masywna planetoida o mniej więcej masie Marsa zderzyła się z Ziemią, ale pod takim kątem i z taką prędkością, że wybiła w kosmos sporą część dawnej Ziemi. Duża część tego gruzu kosmicznego ukształtowała później nasz Księżyc. Zderzenie miało dostarczyć Ziemi takiej ilości energii, że uległa ona całkowitemu stopieniu. Dzisiejsza Ziemia ma być więc pozostałością pierwotnej Ziemi oraz owej hipotetycznej planetoidy, po której oczywiście nie ma śladu. Nie przeszkodziło to jednak nadać jej nazwę - Theia.

Wenus, obiegająca Słońce po orbicie między orbitami Merkurego i Ziemi, nie ma księżyców. Ale skoro Ziemia uzyskała swój księżyc wskutek kolizji z asteroidą w epoce wielkiego bombardowania, to i Wenus powinna wówczas jakiś księżyc uzyskać. Wenus i Ziemia są tak blisko siebie położone, że powinny mieć podobne dzieje. Dlatego niektórzy astronomowie uważają, że Wenus musiała zdobyć jakiś księżyc wskutek podobnego zderzenia, jaki stał się udziałem Ziemi. [1] Dlaczego więc tego księżyca nie widać? Ponieważ po ok. 10 milionach lat drugie gigantyczne zderzenie doprowadziło do jego zniszczenia. Autorzy tej hipotezy podwójnego gigantycznego impaktu z Wenus wyjaśniają w ten sposób także obserwowaną wsteczną rotację tej planety, niezgodną z rotacją innych planet i niezgodną z hipotezą mgławicową. Pierwotnie Wenus miałaby rotować prawidłowo, ale rotacja ta uległa zmianie wskutek zderzenia z asteroidą. (Autorzy hipotezy przyznają jednak: "Nie udało się nam ustalić jakiegoś jasnego obserwacyjnego testu dla tego modelu".)

Mars ma dzisiaj niezwykle rzadką atmosferę. Jednak z różnych powodów uczeni chcą, by Mars miał w przeszłości gęstą atmosferę. Jak już się czytelnicy mogą domyślić, za zmianę odpowiada zderzenie z masywną asteroidą. Wskutek zderzenia Mars utracił pole magnetyczne i atmosfera marsjańska została rozproszona przez wiatr słoneczny.

Jowisz posiada wiele "nieregularnych" księżyców. Większość z nich krąży wokół Jowisza w kierunku przeciwnym do kierunku rotacji tej planety. Według hipotezy mgławicowej żaden z nich nie mógł powstać na obecnej orbicie. Większość uczonych wierzy, że obiekty te powstały gdzie indziej i zostały grawitacyjnie przechwycone w późniejszym czasie. Ale takie przechwycenia są skrajnie nieprawdopodobne: "Żaden z sugerowanych mechanizmów [...] nie pasuje przekonująco do charakterystycznych cech tych nieregularnych satelitów. Nie zidentyfikowano także źródła tych satelitów". [2] A znamy obecnie ponad 90 nieregularnych księżyców Jowisza. Ulubionym sposobem rozwiązywania zagadki, jak powstały te księżyce, jest odwoływanie się do zderzeń z innymi obiektami kosmicznymi. W modelu Tsiganisa planety zewnętrzne migrowały w pierwotnym dysku planetezymalnym, przechodząc blisko siebie, co powodowało przechwytywanie obiektów z tego dysku. Jowisz jednak w tym modelu nie notował bliskich spotkań z planetami zewnętrznymi, co znaczy, że jego nieregularne księżyce musiały powstać na innej drodze. Jednak "pierwotny rozkład pod względem wielkości nieregularnych księżyców musiał znacznie ewoluować pod wpływem zderzeń, tworząc w końcu ich obecne populacje". [3]

Saturn również posiada wiele nieregularnych księżyców. Ich istnienie wyjaśnia się także jako wynik przechwyceń i zderzeń.

Uran wiruje wokół swojej osi inaczej niż inne planety, gdyż ta oś jest równoległa do płaszczyzny orbity wokółsłonecznej. Uran więc "toczy się" na orbicie jak piłka turlająca się po murawie boiska albo jak wprawiona w ruch beczka. Ta cecha według hipotezy mgławicowej nie mogła powstać wskutek mechanizmu tworzącego planety. Dlatego uczeni uważają, że Uran pierwotnie miał "normalnie" skierowaną oś obrotu, ale jakaś późniejsza kolizja spowodowała, że obrócił się na bok. Dopiero wtedy przechwycił swoje księżyce, ponieważ ich orbity wokół Urana są skierowane ukośnie względem płaszczyzny orbity Urana wokół Słońca. Jednym z księżyców Urana jest Miranda. Aby wyjaśnić jej własności, niektórzy astronomowie odwołują się nie do jednego czy dwu zderzeń, ale do co najmniej dwunastu. [4]

Wokół Neptuna krąży po wstecznej orbicie wielki księżyc o nazwie Tryton. Ponieważ jego orbita niezgodna jest z hipotezą Kanta-Laplace'a, problem ten wyjaśnia się, również odwołując się do kosmicznego zderzenia. Według jednej z wersji tego wyjaśniania Tryton był księżycem planety o nazwie Amphitrite, dopóki Neptun nie skradł jej tego księżyca. Oczywiście dzisiaj planety o nazwie Amphitrite nie ma. Nie ma też po niej śladu. A dlaczego? Ano dlatego, że zderzyła się ona z Neptunem lub z Uranem i uległa zniszczeniu. [5]

*
Łatwo zauważyć, że kosmiczne zderzenia są potrzebne do wyjaśnienia długiej listy problemów, z jakimi boryka się hipoteza mgławicowa powstania Układu Słonecznego. Kreacjonistom często stawia się zarzut, że wierzą w potop Noego, katastrofę, która wydarzyła się dawno temu i jest niepowtarzalna, a przez to wiara w nią znajduje się poza nauką. Ale jeśli ewolucjonistów razi ta jedna katastrofa, to dlaczego spokojnie odwołują się do niekończącej się serii również niepowtarzalnych katastrof, których wymaga hipoteza mgławicowa?

Nauka podobno oparta jest na materiale empirycznym. Ale jakim materiałem empirycznym dysponują uczeni, którzy mówią o tylu kosmicznych zderzeniach w zamierzchłej przeszłości?

Oczywiście, kreacjoniści nie zaprzeczają, że w naszym układzie słonecznym zachodziły zderzenia kosmiczne. [6] Ich pozostałości widzimy w wielu miejscach. Sporo ciał niebieskich, w tym sama Ziemia, ma kratery i baseny impaktowe. Wiemy, że te zderzenia zaszły, gdyż pozostały po nich ślady. Ale większość kosmicznych zderzeń potrzebnych do ratowania hipotezy mgławicowej takich śladów nie pozostawiła.

Jest nawet przeciwnie. Na przykład niedawna analiza gruntu księżycowego ujawniła, że Księżyc nie mógł powstać z gigantycznego zderzenia pierwotnej Ziemi z planetoidą wielkości Marsa. W gruncie księżycowym odkryto mianowicie wodę. Jednak jeśli Księżyc ukształtował się w wyniku gigantycznej kolizji, to nie powinno jej tam być: "Trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym jakieś gigantyczne zderzenie topi całkowicie Księżyc, a jednocześnie pozwala mu utrzymać jego zasoby wody. To naprawdę jest bardzo trudny węzeł do rozplątania" - orzekł Erik Hauri, geochemik z Wydziału Magnetyzmu Ziemskiego Carnegie Institution w Waszyngtonie. [7] Innym przykładem są księżyce Urana, które uniemożliwiają przyjęcie poglądu, że oś wirowania planety przechyliła się wskutek zderzenia planety z obiektem kosmicznym.

Ewolucjoniści posuwają się tak daleko, że wymyślają, a nawet nazywają nieistniejące planety, dla których także nie ma empirycznie wykrywalnych śladów. Wszystko to przekonuje, że choć ewolucjoniści twierdzą, że konstruują naukowe modele, to rzeczywistość jest inna. Układ Słoneczny - czyli faktyczny materiał empiryczny - ma własności niezgodne z hipotezą mgławicową. Aby ją uzgodnić z faktami, ewolucjonistyczni astronomowie zmuszeni są odwoływać się do wymyślonego długiego szeregu "takich sobie bajeczek".

Przypisy:
[1] Alex Alemi, D. Stevenson, "Why Venus has No Moon", American Astronomical Society, DPS meeting #38, #07.03; Bulletin of the American Astronomical Society 2006, vol. 38, s. 491, http://tiny.pl/hwfrm.
[2] David Jewitt, Nader Haghighipour, "Irregular Satellites of the Planets: Products of Capture in the Early Solar System", Annual Review of Astronomy and Astrophysics 2007, Vol. 45, s. 261-295, http://tiny.pl/hwfrq.
[3] David Nesvorný, David Vokrouhlický and Alessandro Morbidelli, "Capture of Irregular Satellites during Planetary Encounters", The Astronomical Journal 2007, vol. 133, no. 5, s. 1962-1976, http://tiny.pl/hwfrc.
[4] Solar System Exploration, Voyager 2 (Uranus), http://tiny.pl/hwf9q.
[5] Steve Desch and Simon Porter, "Amphitrite: A Twist on Triton's Capture", http://tiny.pl/hwf9w.
[6] Por. Danny Faulkner, "A biblically-based cratering theory", Technical Journal April 1999, vol. 13, no. 1, s. 100-104, http://tiny.pl/hwf98; Wayne R. Spencer, "Response to Faulkner's 'biblically-based cratering theory'", Technical Journal April 2000, vol. 14, no. 1, s. 46-49, http://tiny.pl/hwf92.
[7] Nell Greenfieldboyce, "Glass Beads From Moon Hint Of Watery Past", July 9, 2008, http://tiny.pl/hwfwq.
(Jonathan Sarfati, "Solar system origin: Nebular Hypothesis", Creation 2010, vol. 32, no. 3, s. 34-35; Spike Psarris, "Cosmic catastrophes", Creation 2010, vol. 32, no. 4, s. 14-17.)


Manipulacje językowe ewolucjonistów

Marta Cuberbiller Nikt nie ma wątpliwości, że dzieci różnią się do pewnego stopnia od swoich rodziców. Zjawisko to nazywamy zmiennością. Wiemy z genetyki, że te...

EWOLUCJONISTYCZNE KORZENIE ETYKI HITLERA

(Na marginesie niedawnej książki Richarda Weikarta)

Darwinizm i Holocaust były mocno powiązane przyczynowo. Powiązanie to jest dobrze udokumentowane w literaturze naukowej. Ale większość tej dokumentacji istnieje w języku niemieckim, a dzisiaj językiem nauki jest język angielski. Richard Weikart, profesor nowożytnej historii Europy w California State University, próbuje zasypać istniejącą lukę. Jego niedawna książka "Hitler's Ethic: The Nazi Pursuit of Evolutionary Progress" [Etyka Hitlera. Nazistowskie dążenie do postępu ewolucyjnego] opiera się na licznych źródłach, w tym także niemieckojęzycznych.

Weikart umieścił w książce olbrzymią ilość wypowiedzi Hitlera, jakie znalazł w ocalałych jeszcze dokumentach nazistowskich w archiwach niemieckich. Wiele z nich nie było dotąd przetłumaczonych na język angielski. Pochodzą one z publicznych mów Hitlera i jego bliskich towarzyszy oraz zarejestrowanych prywatnych wystąpień. Na przykład w książce zacytowana jest taka wypowiedź Hitlera: Działałem tak, jak działa przyroda, nie brutalnie, ale raczej zgodnie z rozumem, aby zapewnić zwycięstwo lepszych [czyli aryjczyków] i w tym celu musiałem zwolnić setki tysięcy stanowisk. [1]

Hitler obiecał, że stanowiska te obejmą dobrzy Niemcy. Eliminowanie niższych ewolucyjnie Żydów, aby zrobić miejsce dla wyżej położonych na ewolucyjnej drabinie Niemców było według Hitlera naturalnym procesem ewolucyjnym. Dla Hitlera było jasne, że zasada ta określała jego etykę: Uznajemy tylko jedną zasadę, mianowicie utrzymanie naszej rasy, utrzymanie naszego gatunku. Wszystko, co służy tej zasadzie, jest słuszne. Wszystko, co jej szkodzi, jest fałszem. W tej mowie, wygłoszonej pod koniec wojny, Hitler usprawiedliwiał zabijanie Żydów, odwołując się do swojej etyki. [2] Gdy czytamy słowa Hitlera o utrzymaniu rasy, przypomina się często przemilczany podtytuł głównej książki Darwina "O utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt".

Wcześniej Weikart wydał książkę "From Darwin to Hitler". [3] Obecnie dalej uzasadnia konkluzję zawartą we wcześniejszej książce, a mianowicie że darwinizm wywarł wyraźny wpływ na Hitlera icały ruch narodowosocjalistyczny. Hitler połączył społeczny darwinizm z antysemityzmem, podkreślając, że żydostwo to "głównie nie religia, ale rasa", niższa rasa, która zanieczyszcza wyższą rasę aryjską. [4] Jak powiedział: Kwestia rasowa to klucz nie tylko do historii świata, ale do całej kultury ludzkiej. [...] Dla nas nie istnieje walka klas, ale walka ras. [5] Warto tu przypomnieć, że socjaliści międzynarodowi, ci od Marksa i Lenina, opisywali rzeczywistość społeczną w kategoriach walki klas. Hitler, też socjalista, ale narodowy, wolał odwoływać się do Darwinowskiej walki ras.

Każdy, kto chce zrozumieć historię Europy XX wieku, musi przeczytać książkę Weikarta. "Hitler's Ethic" przyczynia się znacznie do wyjaśnienia wielu aspektów najgorszych 12 lat w historii świata, które kosztowały ludzkość 100 milionów ofiar i których tworem był Holocaust. Książka przedstawia szczegółowo naturę wpływu Darwina i darwinizmu na Hitlera i niemiecki nazizm.


Weikart uzasadnia pogląd, że całe zło hitleryzmu można wyjaśnić tylko wtedy, gdy uwzględnmy wpływ darwinowskiej eugeniki na niemiecki świat nauki i niemieckich polityków. Jest to oczywiste dla każdego dobrze zorientowanego badacza historii ruchu hitlerowskiego. Weikart używa niezliczonych źródeł, by wykazać, że dla głównych celów nazizmu istotny był nie tylko darwinizm, ale nauka w ogóle. Hitler cieszył się poparciem wielu czołowych uczonych, wymienianych przez Weikarta z nazwiska. Ponadto "Hitler był zauroczony nowoczesną nauką i technologią", częściowo dlatego, że uważał je za "wytwór aryjskiej pomysłowości" [6]. Autor zwraca uwagę, że wielu czołowych niemieckich uczonych i lekarzy popierało Hitlera w jego dążeniu do wyeliminowania Żydów. Światowej sławy genetyk Lenz napisał w wydanej w 1936 roku książce, której był współautorem, że Żydzi są szkodliwą "rasą pasożytów" i że organizmy "lepiej się mają bez pasożytów", po ich eliminacji. W 1943 roku, gdy już Żydów mordowano na masową skalę, Rüdin chwalił politykę nazistowską, w tym "walkę z pasożytniczymi rasami obcej krwi, takimi jak Żydzi i Cyganie". Wielu niemieckich antropologów współpracowało z władzami niemieckimi, które wdrażały rasowe standardy. Niektórzy lekarze nawet bezpośrednio w tym uczestniczyli, jak znani eugenicy Otmar von Verschuer i Joseph Mengele, posiadający doktoraty z antropologii fizycznej i medycyny. Mengele nawet wysyłał z Auschwitz do Verschuera próbki tkanek zamordowanych przedstawicieli "niższych ras". [7]

Powszechnie uważa się, że Hitlera charakteryzował brak zasad moralnych. Zdaniem Weikarta jest to błędny pogląd. Hitler był głęboko etycznym człowiekiem, tylko że jego etyka nie miała nic wspólnego z etyką chrześcijańską czy nawet z klasyczną etyką. Była to etyka ewolucjonistyczna. Książka Weikarta zawiera zaskakującą konkluzję, że postrzegana przez nas niemoralność Hitlera nie była wytworem ignorowania lub odrzucania etyki, ale przyjęcia spójnej, tyle że obcej dla nas etyki. Hitler inspirował się etyką ewolucjonistyczną i dążył do utopijnego programu ulepszenia rasy ludzkiej. Te głęboko zakorzenione przekonania dotyczące etyki i moralności kształtowały jego politykę.

Etyka ewolucjonistyczna leżała u podstaw polityki hitlerowskiej, a więc eugeniki (czyli prób ulepszania dziedziczonych cech człowieka, w tym przymusowej sterylizacji), eutanazji, rasizmu, ekspansji ludnościowej, ofensywnego stylu prowadzenia wojen oraz rasowej eksterminacji. Fundamentem ideologii i polityki Hitlera było dążenie do postępu ewolucyjnego i uniknięcia degeneracji biologicznej własnej rasy.

Według Weikarta wszystkie dążenia polityczne Hitlera, w tym polityka ekspansji terytorialnej zwanej Lebensraum, ostatecznie miały realizować cele eugeniczne. Likwidacja osób z chorobami dziedzicznymi, rasowa eksterminacja, przymusowa sterylizacja oraz ekspansja ludności niemieckiej na tereny zamieszkałe przez inne narodowości miały zredukować degenerację biologiczną i doprowadzić do wzrostu liczebnego tych, którzy według hitlerowców należeli do wyższej rasy. Właśnie dlatego Hitler uważał, że można eksploatować "niższe istoty ludzkie", choćby przez zmuszanie do pracy "niższych rasowo", w tym Żydów, Słowian i Murzynów. [8]

Wyższa rasa aryjska z naukowych powodów ma prawo eliminować "niższe istoty ludzkie". Żeby zrealizować tak radykalne plany, Hitler musiał stosować podwójny język - inaczej mówić do zwykłych ludzi i inaczej do bliskich sobie osób. Weikart bardzo skutecznie oddzielił często mylące wypowiedzi nazistów od faktycznych celów Hitlera i jego towarzyszy. Zauważył, że tylko nieliczni historycy zwrócili uwagę na etykę ewolucjonistyczną, której wczesnodwudziestowieczną rasistowską wersję przyjął Hitler. Wielu uczonych uwzględniało zaangażowanie Hitlera po stronie darwinizmu społecznego, ale niemal nikt nie analizował jego etycznego wymiaru.

Celem książki było przeanalizowanie i scharakteryzowanie właśnie tego wymiaru. Między innymi Weikart udokumentował istotny i często pomijany aspekt hitleryzmu, a mianowicie determinację Hitlera, by zniszczyć chrześcijaństwo. Pragnienie to doskonale pasuje do ewolucjonistycznej etyki niemieckiego przywódcy. Odrzucał on etykę chrześcijańską głównie dlatego, że sprzeciwia się ona bezlitosnej filozofii opartej na Darwinowskim mechanizmie doboru naturalnego, na doktrynie przeżycia najlepiej przystosowanego oraz przekonaniu, że naturalnym stanem przyrody są gwałty i okrucieństwo. Etyka chrześcijańska sprzeciwia się, krótko mówiąc, temu wszystkiemu, czego Hitler chciał użyć, by wzmacniać wyższą rasę i rozszerzać jej wpływy i panowanie. Chrześcijaństwo uczy bowiem, jak ważna jest pomoc chorym, słabym, kalekom, biednym, pozbawionym praw oraz poniżonym. Temu wszystkiemu Hitler się sprzeciwiał. Etyka Hitlera stoi w ostrym kontraście do tego, co większość ludzi uznaje za moralne.

Wiele z nazistowskich idei i celów wywodzi się otwarcie z darwinizmu. Na przykład centralna idea niemieckiego nazizmu - przekonanie, że jednostka jest niczym, a naród wszystkim - to był powszechny pogląd wśród darwinistów pod koniec XIX i na początku XX wieku. [9] Nawiasem mówiąc przekonanie to, z zamianą narodu i rasy na klasę społeczną, było powszechne także w systemach komunistycznych i tak samo tłumaczy 80 milionów ludzi zamordowanych przez chińskich komunistów, 80 milionów ludzi zabitych przez komunistów w Związku Radzieckim, jak i 60 milionów osób wymordowanych przez niemieckich nazistów.

Każdy, kto chce zrozumieć historię Europy XX wieku, musi przeczytać książkę Weikarta. "Hitler's Ethic" przyczynia się znacznie do wyjaśnienia wielu aspektów najgorszych 12 lat w historii świata, które kosztowały ludzkość 100 milionów ofiar i których tworem był Holocaust. Książka przedstawia szczegółowo naturę wpływu Darwina i darwinizmu na Hitlera i niemiecki nazizm.


Przypisy:
[1] Cyt. za: Richard Weikart, Hitler's Ethic: The Nazi Pursuit of Evolutionary Progress, Palgrave Macmillan, New York, NY 2009, s. 194.
[2] Por. tamże.
[3] Richard Weikart, From Darwin to Hitler, Palgrave, Macmillan, New York, NY 2004.
[4] Cyt. za: Weikart, Hitler's Ethic..., s. 75.
[5] Cyt. za: j.w., s. 76.
[6] Weikart, Hitler's Ethic...;, s. 79.
[7] Por. tamże, s. 194.
[8] Por. tamże, s. 76.
[9] Por. tamże, s. 114. (Jerry Bergman, Book Review: Hitler's Ethic. The Nazi Pursuit of Evolutionary Progress, by Richard Weikart, "Creation Research SocietyQuarterly" Fall 2010, vol. 47, no. 2, s. 137-138)


O SYMBIOZIE GENETYKI I POLITYKI w TRZECIEJ RZESZY

Pod koniec lat 80. Robert Proctor [1] i Paul Weindling [2] napisali książki na temat roli eugeniki w państwie Hitlera, a Michael Kater [3] wyjaśniał rolę lekarzy w Trzeciej Rzeszy. Niemal jednocześnie trzech niemieckich uczonych - Peter Weingart, Jürgen Kroll i Kurt Bayertz - wydało obszerne studium ruchu eugenicznego  w Niemczech [4], a niemiecki genetyk, Benno Müller-Hill, opublikował ważną monografię, sprawdzającą rolę, jaką pełnili genetycy człowieka w zbrodniach hitlerowskich. [5] Książki te utorowały drogę innym badaniom na ten temat. Od lat 80. zaczęła się istna eksplozja prac z historii eugeniki.

Książka Sheily Faith Weiss [6] jest kolejnym opracowaniem na temat roli nauki i eugeniki w czasach III Rzeszy. Jej wcześniejsza książka, "Race Hygiene and National Efficiency. The Eugenics of Wilhelm Schallmayer" z 1987 roku [7], była jednym z pierwszych studiów historycznych na temat eugeniki niemieckiej. Historią eugeniki i pokrewnymi zagadnieniami zajmowała się więc ona przez wiele lat. Uczestniczyła też w szerokim projekcie badającym rolę, jaką w czasach hitleryzmu odgrywały Instytuty Cesarza Wilhelma (Kaiser Wilhelm Institutes, w skrócie KWI). Instytuty Cesarza Wilhelma zostały założone przez rząd Niemiec, a po okresie rządów hitlerowskich ich nazwę zmieniono na Instytuty Maxa Plancka (MPI). Autorka prześledziła wiele źródeł archiwalnych. Większa część książki dotyczy dwu Instytutów Cesarza Wilhelma, jakie zajmowały się genetyką człowieka: Instytutu Cesarza Wilhelma Antropologii, Genetyki człowieka i Eugeniki w Berlinie oraz Instytutu Cesarza Wilhelma Psychiatrii w Monachium.

Szefowie tych instytutów odgrywają centralną rolę w książce: antropolog Eugen Fischer, genetyk Otmar von Verschuer oraz psychiatra Ernst Rüdin. Jeden z rozdziałów książki dotyczy nauczania genetyki człowieka w szkołach niemieckich z okresu Trzeciej Rzeszy.

Książka Weiss jest uszczegółowieniem ogólnej tezy Mitchella Asha, że wzajemna relacja między władzą i uczonymi nie ma jednokierunkowego charakteru. W przypadku Niemiec hitlerowskich retoryka nazistowska zarówno wpływała na postępowanie genetyków niemieckich, jak i była przez badania naukowe wzmacniana. Związek uczonych i rządzących miał charakter symbiotyczny. Władze dostarczały funduszy, a nawet osób niższych rasowo do genetycznych badań eksperymentalnych, a genetycy odpłacali się kapitałem intelektualnym, który wykorzystywano do uzasadniania i rozwijania ideologii rasowej nie tylko w Niemczech, ale i przed międzynarodowymi gremiami naukowymi.

Fischer, Verschuer i Rüdin nie zdawali sobie sprawy,  jaką cenę przyjdzie im zapłacić za współpracę z władzami. Podejmując tę współpracę, znaleźli się na równi pochyłej, stopniowo tracąc etyczną wrażliwość wobec tego, co robili. Weiss wyraźnie pisze, że jej studium jest ostrzeżeniem dla dzisiejszych genetyków. Szkoda, że autorka nie zbadała głębiej filozoficznych i religijnych poglądów osób, o których pisze, także na temat ewolucji, abyśmy mogli zrozumieć, jak ich poglądy wpływały na wybory, jakich dokonywali.

Autorka uważa, że książki nie napisała dla specjalistów. Ale znaleźć w niej można bogate źródło nowych informacji pochodzących z archiwów. Nie ma w niej jakichś radykalnie nowych interpretacji eugeniki czy związku hitlerowskich uczonych z hitlerowską władzą, jednak z pewnością jest to rzetelne studium potwierdzające dotychczasowe wyniki badań w tej kwestii.

Przypisy:
[1] Robert N. Proctor, Racial Hygiene: Medicine Under the Nazis, Harvard University Press, Cambridge 1988.
[2] Paul Weindling, Health, Race and German Politics between National Unification and Nazism, 1870-1945, "Cambridge Studies in the History of Medicine", Cambridge University Press 1989.
[3] Michael H. Kater, Doctors Under Hitler, University of North Carolina Press, Chapel Hill and London 1989.
[4] Peter Weingart, Jürgen Kroll, Kurt Bayertz, Rasse, Blut und Gene. Geschichte der Eugenik und Rassenhygiene in Deutschland, Suhrkamp, Frankfurt am Main 1988.
[5] Benno Müller-Hill, Murderous science: elimination by scientific selection of Jews, Gypsies, and others, Germany 1933-1945, Oxford University Press, Oxford - New York 1988.
[6] Sheila Faith Weiss, The Nazi Symbiosis: Human Genetics and Politics in the Third Reich, University of Chicago Press, Chicago 2010.
[7] University of California Press, Berkeley 1987.


SPRÓBUJ ZROZUMIEĆ, ZANIM SKRYTYKUJESZ

Jesteś ewolucjonistą czy kreacjonistą? Pytanie, wydawałoby się, jest dość proste. Ale odpowiedź na nie może nie być tak prosta. Jak to bywa z wieloma słowami, znaczenie może mieć historia i kontekst, w jakim wypowiadamy słowo "kreacjonista". Gdybyśmy przed 1859 rokiem, czyli rokiem wydania głównej książki Darwina, zapytali kogoś, czy jest kreacjonistą, mógłby on odpowiedzieć: "Nie, jestem traducjanistą". Większość współczesnych uczestników sporu o kreacjonizm pewnie by tej odpowiedzi nie zrozumiała.

Przez wiele setek lat, od co najmniej czasów św. Augustyna do czasów Darwina, spór o pochodzenie duszy ludzkiej był jednym z najgoręcej podejmowanych w kościele chrześcijańskim. Głównymi stronami w tym sporze byli kreacjoniści (dusza ludzka jest każdorazowo stwarzana przez Boga) oraz traducjaniści (dusza ludzka, stworzona przez Boga tylko raz, na początku istnienia ludzi, przechodzi na dziecko od rodziców). Większość dzisiejszych chrześcijan sądzi, że kreacjonizm jest jedynym chrześcijańskim stanowiskiem w sporze o pochodzenie duszy ludzkiej. A tak nie jest. Nawet dzisiaj istnieją traducjaniści, choć znajdują się w mniejszości. [1]

Terminu "kreacjonizm" w jego dzisiejszym sensie nie używano aż do XIX stulecia. Ronald Numbers, historyk nauki, a jednocześnie najbardziej wnikliwy historyk kreacjonizmu, wskazuje, że ewolucja znaczenia tego słowa trwała dziesiątki lat. Takich określeń, jak "bezpośredni kreacjonizm", "specjalny kreacjonizm", "obrońcy stworzenia" czy "antyewolucjonizm" używano w bardzo różnych sensach. A w XX wieku doszły jeszcze inne: "creation science" i "scientific creationism", które w języku polskim mają wspólny odpowiednik - "naukowy kreacjonizm", ale które nadal nie dają jasności, w co wierzą ludzie używający tych terminów. [2]

Z ewolucjonizmem wcale nie jest łatwiejsza sprawa. Mamy mikro- i makroewolucję, ewolucjonizm teistyczny i deistyczny, ewolucję konwergentną i dywergentną, ewolucjonizm darwinowski, naturalistyczny i niedarwinowski, saltacjonizm i punktualizm, a nawet ewolucjonizm kreacjonistyczny. I nie są to wcale wszystkie określenia dla stanowisk tej strony sporu.

Słowa mają różne znaczenia. Czasami te różnice są niewielkie, ale zawsze mogą prowadzić do nieporozumień. Ewolucjoniści na przykład często twierdzą, że ewolucja jest udowodnionym faktem. Jeśli, jak to się często zdarza, kreacjonista odpowie: "Nie, to tylko teoria", może być uznany za ignoranta. Bo mówiąc o ewolucji jako udowodnionym fakcie, możemy mieć na myśli badania zięb na Galapagos, które wykazały, że rozmiary dziobów tych ptaków zmieniają się stosownie do zmian środowiska. Ta ewolucja jest rzeczywiście udowodnionym faktem, ale to tylko mikroewolucja (adaptacja), na temat której nie istnieje żaden spór, bo zięby pozostają nadal ziębami, niezależnie od wielkości dzioba. Jeśli odpowiemy komuś, kto właśnie taką ewolucję ma na myśli, że ewolucjonizm to tylko teoria, może nas spotkać zasłużenie opinia, że nie rozumiemy, na czym polega uprawianie nauki.

Zaczynając rozmowę, dobrze jest zapytać, co rozumiemy przez używane słowa. Teolog Kenneth Samples przypomina, że według Złotej Reguły Apologetyki zanim kogoś skrytykujemy, powinniśmy poprawnie zrozumieć jego stanowisko. [3] Staje się to możliwe dzięki zadawaniu pytań. O ile bardziej owocnymi mogłyby się stać dyskusje między kreacjonistami i ewolucjonistami, gdyby obie strony za pierwszorzędny cel postawiły sobie wzajemne zrozumienie się! I gdyby wcześniej odpowiednio się do takich dyskusji przygotowały. Dobrym punktem wyjścia może być zapoznanie się z treścią dostępnej w Internecie książki prof. Kazimierza Jodkowskiego "Spór ewolucjonizmu z kreacjonizmem. Podstawowe pojęcia i poglądy" lub jakiejś innej książki na temat wspomnianego sporu. [4] Ostatnio zresztą ukazało się kilka książek, do których warto zajrzeć. [5]

Dzięki odpowiedniej postawie i przygotowaniu unikniemy wypowiadania niemądrych twierdzeń w rodzaju: "Jeśli ludzie wyewoluowali z małp, to dlaczego jeszcze istnieją małpy?" Bo naszym celem nie powinno być denerwowanie ewolucjonistów, tylko przekonywanie ich, że nie mają racji.

Przypisy:
[1] Traducjanistą jest na przykład ks. prof. Stanisław Ziemiański, jezuita, wykładowca na Ignatianum w Krakowie. Por. jego artykuł "Jedna czy wiele dusz?", Forum Philosophicum 2004, t. 9, s. 73-92, http://www.jezuici.pl/~sziemianski/prace/forum/020.pdf. Por. też krytykę tego artykułu Jolanty Koszteyn ("Problem pochodzenia dusz ludzkich. Refleksje na temat artykułu Stanisława Ziemiańskiego SJ pt. Jedna czy wiele dusz?", tamże, s. 93-106, http://www.jezuici.pl/lenartowicz/articles/BIO/traducjz.pdf) oraz odpowiedź Ziemiańskiego ("Kilka uwag w związku z refleksjami Jolanty Koszteyn", tamże, s. 107-110, http://www.jezuici.pl/~sziemianski/prace/forum/023.pdf).
[2] Por. Ronald L. Numbers, The Creationists. FromScientific Creationism to Intelligent Design, Expanded Edition, Harvard University Press, Cambridge, Massachusetts - London, England 2006.
[3] Kenneth Richard Samples, "The Golden Rule of Apologetics, Part 1 (of 7)", Today's New Reason To Believe, http://www.reasons.org/golden-rule-apologetics-part-1.
[4] Biblioteka Filozoficznych Aspektów Genezy t. 1, Wydawnictwo Megas, Warszawa 2007, http://www.nauka-a-religia.uz.zgora.pl/index.php?action=tekst&id=127.
[5] Phillip E. Johnson, Z otwartym umysłem wobec darwinizmu. Poradnik krytycznego myślenia, Wydawnictwo Wista, Warszawa 2007; Lee Strobel, Dochodzenie w sprawie Stwórcy, Wydawnictwo Credo, Katowice 2007; Jonathan Wells, Ikony ewolucji. Nauka czy mit?, W wyłomie, Gorzów Wielkopolski 2007; James Porter Moreland i John Mark Reynolds (red.), Stworzenie a ewolucja. Trzy ujęcia z perspektywy chrześcijańskiej, Wydawnictwo Credo, Katowice 2008.(Joe Aguirre, "Navigating Verbal Minefields", New Reasons To Believe 2009, vol. 1, no. 1, s. 13.)


Dwie księgi?

Marta Cuberbiller Chrześcijanie i przeciwnicy chrześcijaństwa od dawna zastanawiają się nad relacją nauki do religii, zwłaszcza odkąd nauka zaczęła odnosić wielkie sukcesy i zaczęła się...

NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut