80. rocznica procesu Scopesa (“małpiego procesu”), cz. 2

W poprzednim odcinku z tego cyklu wspominałem o lipcowej rocznicy słynnego “małpiego procesu". Młody nauczyciel w Dayton, w stanie Tennessee, USA, John T. Scopes, został oskarżony o złamanie lokalnego stanowego prawa, zakazującego nauczania o ewolucji człowieka, o pochodzeniu człowieka od niższych zwierząt. Wyjaśniłem, że proces ten był wynikiem spisku środowisk antyreligijnych, że Scopes nie nauczał ewolucjonizmu, nie miał nawet okazji do tego, bo nie był nauczycielem biologii. A przyznał się do pogwałcenia prawa, rzekomo w trakcie zastępstwa za chorego nauczyciela biologii, bo zachęcono go do tego, gwarantując pełne bezpieczeństwo (za pogwałcenie prawa groziła jedynie kara grzywny), a w dodatku oferując stypendium pozwalające skończyć studia uniwersyteckie. Dla prowincjonalnego nauczyciela była to wystarczająca zachęta.

ACLU (American Civil Liberties Union, Amerykański Związek Wolności Obywatelskich), który zainicjował ten proces, nagłośnił całą sprawę w środkach masowego przekazu. Na proces przyjechało stu kilkudziesięciu dziennikarzy, delegowanych ze wszystkich ważniejszych czasopism Stanów Zjednoczonych. Był to także pierwszy proces sądowy relacjonowany przez radio. Przez osiem dni procesu pasjonowały się nim miliony mieszkańców kraju, a także czytelnicy za granicą. Dziennikarze sprzyjali obronie, przedstawiali Scopesa jako ofiarę ciemnoty i zabobonów. Była to wielka lekcja ewolucjonizmu dla milionów Amerykanów. A wynik procesu stanowił w rzeczywistości wielką klęskę fundamentalizmu.

ACLU przedstawiał sam proces jako obronę indywidualnych praw nauczycieli przed absolutyzmem większości. Warto pamiętać o tym, bo dzisiaj w bardzo podobnych procesach ACLU odgrywa niezwykle aktywną rolę, występując przeciw prawom kreacjonistów, którzy próbują wprowadzić zrównoważony program nauczania nauk przyrodniczych, niezależnie od tego, czy stanowią oni większość czy mniejszość. Tu poglądy samych nauczycieli nie mają znaczenia. W procesie Scopesa prawnicy ACLU nie zgadzali się z opinią, że skoro szkoły publiczne utrzymywane są z pieniędzy podatnika, to podatnicy mają bezpośrednie prawo do kontrolowania tego, czego w tych szkołach się naucza. To stanowisko Związek utrzymuje do dzisiaj. Popiera więc traktowanie szkół publicznych jako środka częściowego odbierania dzieci rodzicom i pozbawiania tych ostatnich wpływu na wychowanie dzieci. Proces Scopesa miał więc wyraźne treści polityczne i społeczne, nie był - jak wmawiano wszystkim - sporem między postępową nauką a religijnym dogmatem. Proces Scopesa był tylko jednym z wielu epizodów trwającego stale procesu zmniejszania wolności obywatelskich i zwiększania wpływów władzy.

Pozornie kreacjoniści wygrali ten proces - Scopes został skazany. Ale w rzeczywistości wygrali antykreacjoniści. W rezultacie zmasowanej akcji medialnej kreacjonizm został na tyle skutecznie ośmieszony, że wiele innych stanów, które zamierzały pójść w ślady Tennessee, wycofało się z tych planów. Z 15 stanów bliskich wprowadzenia podobnej ustawy co w Tennessee tylko dwa, Arkansas i Mississippi, ustawodawstwo takie wprowadziły.

Główny oskarżyciel, William Jennings Bryan, liczył na to, że będzie mógł wygłosić mowę końcową, przy pomocy której uda mu się zmienić ukształtowaną przez setki stronniczych korespondencji opinię zwykłych Amerykanów. Ale obrońca, Clarence Darrow, zastosował bardzo sprytny manewr. Inaczej niż zwykli obrońcy, którzy bronią oskarżonego do upadłego, Darrow przyznał, że jego klient jest winny i zwrócił się do sądu o uznanie jego klienta winnym. W ten sposób końcowe przemówienie Bryana stało się niepotrzebne. Ława przysięgłych wydała po 8 minutach narad werdykt: winny, a sędzia nałożył najniższą przewidzianą prawem grzywnę.

Bryan zdecydował, że poinformuje opinię publiczną o treści swego niedoszłego przemówienia, wysyłając jego tekst do czasopism. Zmarł jednak 5 dni po zakończeniu procesu. W pięćdziesiątą rocznicę rozprawy, w 1975 roku, przemówienie to zostało wydrukowane. 1 Jego treść jest aktualna do dzisiaj. Nie tylko wspomina o błędnym użyciu danych naukowych przez ewolucjonistów, ale i o tym, co stanowi istotę “małpiego procesu": o prawie obywateli do kontrolowania własnych szkół, o prawie rodziców do wychowywania swoich dzieci, o uzurpowaniu sobie przez władze prawa do decydowania, o czym dzieci w szkole mają być uczone, nie licząc się ze zdaniem rodziców, a zwłaszcza o katastrofalnych skutkach propagowania ewolucjonizmu w sferze światopoglądowej i obyczajowej.

Przyjaciele Bryana na jego pamiątkę ufundowali w Dayton chrześcijański college. Powstał pięć lat po jego śmierci. Jest on dzisiaj jednym z najważniejszych ośrodków myśli kreacjonistycznej. Profesor Kurt Wise, który napisał na Uniwersytecie Harvarda pracę doktorską z paleontologii bezkręgowców pod kierunkiem wielkiego przeciwnika kreacjonizmu, Stephena Jaya Goulda, jest najbardziej znanym uczonym z zespołu badawczego, analizującego podstawowe dla kreacjonistycznej biologii pojęcie baraminu.

Co to jest baramin?
Ewolucjoniści często oskarżają kreacjonistów o akceptowanie poglądu o stałości gatunków. Według tego oskarżenia kreacjoniści mieliby wierzyć, że istniejące dziś gatunkipowstały “z ręki Boga" i istnieją w niezmienionej postaci od dnia stworzenia. Trzeba wyraźnie i dobitnie powiedzieć, że ten zarzut ewolucjonistów jest całkowicie chybiony. Żaden liczący się kreacjonista i żadna poważna organizacja kreacjonistyczna nie głosi idei stałości gatunków. Gatunki się zmieniają i czasami nawet przekształcają się w nowe gatunki. Dobór naturalny działa, ale zawsze w pewnych granicach. Te granice nie są granicami gatunku, są szersze. Myśl ta jest wyrażona w wypowiedzi Henry’ego M. Morrisa, czołowego współczesnego kreacjonisty:

Jednoznaczną nauką Pisma Świętego jest to, że Bóg jest Stwórcą wszystkich rzeczy, w tym wszystkich roślin i zwierząt. Równie jasną nauką Pisma Świętego jest to, że zostały one stworzone w oddzielnych grupach zwanych “rodzajami" (hebrajskie min) i że istnieją stałe i wyraźne przerwy między tymi rodzajami (ale z dużymi możliwościami zmiany wewnątrz rodzajów). 2

Biblijny opis stworzenia sugeruje, że obiektywną jednostką taksonomiczną jest stworzony rodzaj, a nie gatunek.
Żeby wyjaśnić tę sprawę, cofnijmy się aż do Arystotelesa. Ten starożytny filozof (żył w IV wieku p.n.e.) przyjął za swoim nauczycielem, Platonem, że aby wiedza była możliwa, jej przedmiot musi być niezmienny, gdyż gdyby wszystko było zmienne, to dzisiejsza wiedza byłaby jutro już nieaktualna. Sam Platon przyjął, że świat poznawalny zmysłami jest zmienny, więc musi istnieć jakiś inny, niż ten obserwowany, świat przedmiotów niezmiennych (inne cechy tych przedmiotów, zwanych potocznie ideami, to wieczność, doskonałość i ogólność). Arystoteles był jednak realistą. Odrzucił pogląd o istnieniu dwu światów. Jego zdaniem zarówno zmienność, jak i niezmienność, ogólność, jak i jednostkowość istnieją w tym świecie jako cechy składników bytu. To ujęcie świata zostało wcielone do teologii chrześcijańskiej za sprawą Tomasza z Akwinu i innych średniowiecznych teologów. Kiedy Linneusz przejął to teologiczne myślenie w swoich badaniach żywych organizmów, rezultatem było przekonanie, iż gatunki biologiczne muszą być niezmienne. Przekonanie to nie było skutkiem uważnej lektury Pisma Świętego, ale bardziej przyjęcia niebiblijnej tradycji widzenia świata. Trwałość i niezmienność gatunków jest pojęciem arystotelesowskim.

Pod koniec życia Linneusz zaczął mieć wątpliwości, czy rzeczywiście gatunki są niezmienne. Zwłaszcza zjawisko międzygatunkowej hybrydyzacji spowodowało, iż zaczął podejrzewać, że to raczej rodzaje, a nie gatunki, są niezmienne w arystotelesowskim sensie. W miarę jak poglądy transformistyczne, przekształcania się jednych form życia w inne, stawały się coraz bardziej popularne (warto pamiętać, że poglądy takie głoszono długo przed Darwinem), prace systematyków świata ożywionego zaczęły być stawiane pod znakiem zapytania. Jak bowiem można sensownie wyróżniać oddzielne grupy organizmów, skoro przechodzą one płynnie jedna w drugą? Georges Cuvier szedł śladem Linneusza - wierzył, że gatunki są niezmienne i sprzeciwiał się transformizmowi, argumentując, że gdyby się one zmieniały, to biologia byłaby niemożliwa. Ewolucjoniści w rodzaju J.B. Lamarcka i E. Geoffroya Saint-Hillaire’a próbowali wykazać, że z gatunku może się wyłonić nowy gatunek, ale nie przedstawili jakiegoś przekonującego mechanizmu, jak by to mogło się dziać. Lamarck sugerował, iż to sam organizm dysponuje wewnętrzną siłą, dążącą do zaspokajania potrzeb organizmu, Geoffroy Saint-Hillaire starał się pokazać istnienie praw morfologicznych, rządzących wyłanianiem się nowego gatunku. Ale dopiero Darwin i Wallace zaproponowali mechanizm przekształcania się gatunków, który zaakceptowali niemal wszyscy uczeni. Bardzo szybko po opublikowania O powstawaniu gatunków Darwinaświat biologów porzucił wiarę w niezmienność oddzielnie stworzonych gatunków i przyjął powszechne pokrewieństwo wszystkich gatunków.

Moc propozycji Darwina uznali nawet biologowie-chrześcijanie. Opór wobec ewolucjonizmu kontynuowała tylko garstka teologów i świeckich chrześcijan. W 1941 roku jeden z nich, Frank Lewis Marsh, opublikował niewielką książkę, 3 w której dokonał czegoś niezwykłego. Przyznał, że specjacja i przekształcanie się gatunków są realnymi zjawiskami, ale odrzucił ideę uniwersalnego drzewa ewolucyjnego. Zamiast niego Marsh twierdził, że Bóg stworzył na początku wiele “rodzajów" (w biblijnym sensie tego słowa, nie w sensie współczesnej biosystematyki) i z tych początkowych “rodzajów" powstały wszystkie współczesne gatunki. Według Marsha przekształcanie się jednego gatunku w drugi jest możliwe, ale tylko w granicach określonych przez Boga. Marsh ukuł termin “baramin", jako odnoszący się do tych “stworzonych rodzajów", o których mowa w Biblii. Słowo to pochodzi z hebrajskiego “bara", co znaczy “stworzyć", oraz “min", który znaczy “rodzaj". Baramin (stworzony rodzaj) można więc zdefiniować jako zbiór gatunków, pochodzących z pierwotnie stworzonej wyjściowej populacji.

Ewolucjoniści używają terminu “ewolucja" na oznaczenie zmian dwojakiego rodzaju: tych nieproblematycznych, stwierdzonych empirycznie, które miały miejsce wewnątrz baraminu, oraz tych, co do których istnieje kontrowersja, które rzekomo zachodziły od jednego baraminu do drugiego. Są to z grubsza, bo niedokładnie!, te same zmiany, które ewolucjoniści nazywają odpowiednio mikro- i makroewolucją. Kreacjoniści więc nie kwestionują, co się im zarzuca, całkowicie występowania zjawiska ewolucji. Odrzucają jedynie możliwość samorzutnego powstawania nowych planów budowy ciała (krótko mówiąc: odrzucają makroewolucję).

Przez większość życia Marsh popularyzował swoje pojęcie baraminu wśród kreacjonistów.4 Jego pomysł w latach 70-tych i 80-tych zeszłego wieku został podjęty przez H.R. Sieglera i A.J. Jonesa. 5 Ale to, co dzisiaj nazywa się baraminologią, w dojrzałej postaci pojawiło się dopiero w 1990 roku za sprawą Waltera ReMine’a i Kurta Wise’a. 6 ReMine rozwijał tzw. nieciągłą systematykę, której celem było wypracowanie narzędzi pozwalających zidentyfikować nieciągłości między grupami gatunków. ReMine zaproponował cztery nowe terminy:

  • polibaramin jest dowolną grupą gatunków
  • monobaramin jest grupą gatunków, posiadających wspólnego przodka
  • apobaramin jest grupą gatunków niepowiązanych z żadnym innym gatunkiem spoza tej grupy
  • holobaramin jest grupą gatunków posiadających wspólnego przodka i niepowiązanych z żadnym innym gatunkiem spoza tej grupy. Holobaramin w przybliżeniu odpowiada baraminowi Marsha.

Terminologię ReMine’a przejął Wise i stworzył baraminologię jako młodoziemską metodę systematyzowania organizmów żywych. Metodą baraminologii jest stopniowe przybliżenie. Marsh opierał się tylko na jednej metodzie określania, które gatunki są elementami tego samego baraminu. Była nią międzygatunkowa hybrydyzacja, możliwość krzyżowania się. Jeśli dwa różne gatunki pomyślnie się krzyżują, to są elementami tego samego baraminu. Taka metoda jednak napotyka na szereg trudności. Wiele gatunków rozmnaża się wyłącznie aseksualnie. Poza tym wiele gatunków znamy tylko w postaci skamieniałości. Z oczywistych powodów nie można ich sklasyfikować przy pomocy metody opartej na próbach krzyżowania. Ale nawet w przypadku gatunków rozmnażających się płciowo, niepowodzenie przy krzyżowaniu się dwu gatunków, A i B, nie dowodzi, że gatunki te nie należą do tego samego baraminu. Istnieć może bowiem (albo gorzej - ­kiedyś istniał, ale już wymarł) trzeci gatunek, C, który skutecznie krzyżuje się zarówno z A, jak i z B. Wówczas A i B należą do tego samego baraminu, choć nie mogą się krzyżować.

Baraminologia Wise’a dopuszcza jeszcze inne kryteria. Ogólnie można je podzielić na dwie grupy. Do pierwszej należą te kryteria, które pozwalają rozszerzać grupę wzajemnie powiązanych gatunków. Drugą grupę stanowią te, które pozwalają oddzielać gatunki niepowiązane. Gdy powiększanie monobaraminu i zmniejszanie apobaraminu osiągnie ten sam zakres, osiągamy holobaramin.

Grupa Badawcza Baraminologii powstała w 1996 roku. Początkowo jej członkowie porozumiewali się przy pomocy e-maili. Dyskutowano nad historią kreacjonistycznej systematyki, metodami baraminologii, biblijnym znaczeniem terminu “min" i teoretyczną definicją baraminu. Pierwsze spotkanie robocze Grupy miało miejsce w Bryan College w 1997 roku. Uczestniczyło w niej sześciu uczonych: Kurt Wise, Todd Wood, Ashley Robinson, David Cavanaugh, Neal Doran i Dave Fouts. Dwa lata później Grupa zorganizowała pierwszą konferencję w Liberty University. Wzięło w niej udział 25 uczestników. A w 2001 roku na konferencji w Cedarville University uczestniczyło już 79 osób. Od tego czasu zorganizowano kolejne konferencje i spotkania. Ich program i głoszone tezy można znaleźć w wydawanych przez Grupę Occasional Papers of the Baraminology Study Group.7 Swoje osiągnięcia opublikowała również w postaci książkowej. 8 W 2005 roku Grupa Badawcza Baraminologii przyjęła nową nazwę, aby odzwierciedlić fakt, że obecnie jej cele są szersze niż tylko systematyka i taksonomia. Obecna nazwa to Grupa Badawcza Biologii Kreacjonistycznej.

W światowym ruchu kreacjonistycznym dominują Amerykanie. Ale warto napomknąć, że w sprawie badań baraminologicznych ważny wkład mają też kreacjoniści europejscy. Niemiecka grupa kreacjonistyczna Wort und Wissen opublikowała zbiór artykułów koncentrujących się na wprowadzonym przez Siegfrieda Scherera pojęciu podstawowego typu. 9

Badania nad teoretyczną definicją baraminu i empirycznymi metodami określania jego zakresu są kluczowe dla rozwoju kreacjonistycznej biologii. Jeśli bowiem kreacjoniści mają zwyciężyć w sporze z ewolucjonistami, nie wystarczy krytykować pojedyncze tezy ewolucjonizmu, trzeba ponadto zaproponować własne ujęcie teoretyczne zagadnień, które na swój sposób rozwiązuje biologia ewolucyjna. Badania baraminologiczne mają również znaczenie, jeśli chodzi o przywracanie naukowej wiarygodności Biblii. Krytycy Biblii często twierdzą, że biblijny opis Potopu jest nieakceptowalny, gdyż Noe nie mógł zmieścić na arce wszystkich istniejących gatunków. Okazuje się, że nie musiał. Musiał jedynie zmieścić przedstawicieli poszczególnych baraminów. A tych było względnie niewiele.

Przypisy:

  1. The Last Message of William Jennings Bryan, William Jennings Bryan College, Dayton, TN, 1975, 32 strony, http://www.ucl.ac.uk/sts/cain/texts/bryan/bryan_1925_last-message.pdf
  2. Henry M. Morris, The Biblical Basis for Modern Science, Baker Books, Grand Rapids, MI 1984, s. 372.
  3. Frank Lewis Marsh, Fundamental Biology, Lincoln, NE 1941.
  4. Por. Frank Lewis Marsh, Evolution, Creation, and Science, Review and Herald Publishing Association, Washington, D.C. 1947; tenże, Studies in Creationism, Review and Herald Publishing, Washington, D.C. 1950; tenże, Life, Man, and Time, Pacific Press Publishing Association, Mountain View, California 1957; tenże, “The Genesis Kind in the Modern World", Creation Research Society 1964 Annual, s. 30-38; tenże, “The Genesis Kinds and Hybridization: Has Man Ever Crossed with any Animal?", Creation Research Society 1973, vol. 10, no. 1, s. 31-37; tenże, Variation and Fixity in Nature, Pacific Press Publishing Association, Omaha, Nebraska 1976.
  5. Por. Arthur J. Jones, “A General Analysis of the Biblical “kind" (Min)", Creation Research Society Quarterly 1972, vol. 9, no. 1, s. 53-57; Arthur J. Jones, “Boundaries of the Min: An Analysis of the Moaic Lists of Clean and Unclean Animals" Creation Research Society Quarterly 1972, vol. 9, no. 2, s. 114-123; Hilbert R. Siegler, “The Magnificence of Kinds as Demonstrated by Canids", Creation Research Society Quarterly 1974, vol. 11, no. 2, s. 94-97.
  6. Por. Walter ReMine, “Discontinuity Systematics: A New Methodology of Biosystematics Relevant to the Creation Model", w: Robert E. Walsh and Christopher L. Brooks (eds.), Proceedings of the Second International Conference on Creationism, volume II: Technical Symposium Sessions and Additional Topics, Creation Science Fellowship, Inc., Pittsburgh, PA 1990, s. 207-213; Kurt P. Wise, “Baraminology: A Young-Earth Creation Biosystematic Method", w: j.w., s. 345-358.
  7. Por. http://www.bryancore.org/bsg/opbsg/index.html
  8. Todd Charles Wood and Megan J. Murray, Understanding the Pattern of Life. Origins and Organization of the Species, Broadman & Holman Publishers, Nashville, Tennessee 2003.
  9. Por. Siegfried Scherer, “Basic Types of Life", w: Siegfried Scherer (ed.), Typen des Lebens, Pascal-Verlag, Berlin 1993, s. 11-30.

Kreacjonizm a porządek społeczny

Tytuł tego odcinka przypomina znane określenie "Słoń a sprawa polska", które stosuje się do tych wszystkich osób, które przesadnie traktują znaczenie tego, co robią i wszystko sprowadzają do tego samego problemu. Poniżej postaram się przekonać Czytelnika, że sprawa propagowania kreacjonizmu i zwalczania ewolucjonizmu (czym sam się zajmuję) nie jest marginalną sprawą, że jest naprawdę istotna dla każdego, komu leży na sercu tradycyjny porządek społeczny.

Wszyscy słyszeliśmy kilka lat temu o uczniach w toruńskim technikum, którzy znęcali się nad nauczycielem języka angielskiego. Wielu z nas dziwi się, jak to było możliwe. Wielu z nas zastanawia się, czy jest to odosobniony przypadek, czy raczej reguła. Ale przecież widzimy, że nie tylko w szkołach źle się dzieje. Niemal każdego dnia słyszymy o przestępstwach i zbrodniach, czasami bardzo szokujących - o znajdowaniu zwłok dzieci w beczkach, o zleceniu wydanym przez matkę, by utopiono jej dziecko itp. Nie czujemy się bezpieczni na ulicach. Bandytyzm rośnie niemal z dnia na dzień. Napadów bandyckich dopuszczają się nawet dzieci. Podobno organizacje przestępcze wykonanie morderstw zlecają także dzieciom, bo im jako nieletnim praktycznie nic nie grozi, jeśli zostaną złapane (pobyt w domu poprawczym do osiągnięcia 21 lat życia).

Niektórzy mówią uspokajająco, że zawsze starsi narzekali na młodzież. Daje się nawet przykład jakiegoś starego zapisu egipskiego, który stwierdzał, a było to jeszcze przed narodzeniem Chrystusa, jak bardzo zepsuła się młodzież. Niewątpliwie młodzież wszystkich epok była zawsze bardziej lekkomyślna i skłonna do wybryków niż starsze pokolenia. Ale niewątpliwie mamy też do czynienia z istotną zmianą, jaka zachodzi naprawdę, nie tylko w wyobraźni starszych osób.

Spostrzeżenie Kena Hama
Ken Ham, przewodniczący kreacjonistycznej organizacji Answers in Genesis w Kentucky, USA, wspomina w jednej ze swych książek, że z tym problemem zetknął się 30 lat temu, gdy był nauczycielem biologii w szkole w Australii (Ham jest Australijczykiem z pochodzenia). Już wtedy nauczyciele zaczynali się skarżyć na młodzież, że coraz trudniej im jest ją kontrolować. Młodzi ludzie nie odnosili się z takim szacunkiem do nauczycieli jak dawniej. Szczególne powody do narzekania mieli nauczyciele religii. Młodzież coraz mniej interesowała się tym, czego ich nauczano, a nauczano ich o podróżach apostoła Pawła, o ewangelii Jezusa Chrystusa, o Jego śmierci i zmartwychwstaniu, o nowej ziemi i nowym niebie, i innych nowotestamentowych nauk. Ale młodzieży szkolnej to w ogóle nie interesowało. Ujawniała ona coraz mniejsze zainteresowanie nauczaniem treści biblijnych.

Ken Ham był wówczas nauczycielem biologii i to pozwoliło mu zrozumieć, skąd bierze się ten niekorzystny dla chrześcijaństwa trend. Zauważył mianowicie, że podręczniki biologii oraz innych nauk były przesiąknięte filozofią ewolucjonizmu. Ewolucję, rozwój od mikrobów do człowieka, przedstawiano w nich jako fakt. Dzieci i młodzież przez wiele lat naucza się, że są tylko zwierzętami, które wyewoluowały z jakiejś pierwotnej zupy miliony lat temu. Indoktrynuje się ich, że ewolucjonizm jest nauką. A ponieważ na co dzień widzą, jak nauka – poprzez zdobycze technologii – ulepsza nasze życie (telewizory, telefony komórkowe, samoloty, samochody, szybka komunikacja naziemna i podziemna, itd., itp.), cokolwiek ma więc charakter naukowy, zasługuje tym samym na wielki szacunek. Ewolucjonizm istnieje nie tylko w biologii. Astronomia uczy, jak nasz Układ Słoneczny powstał samorzutnie z wielkiej chmury gazu i pyłu miliardy lat temu. W geologii naucza się, że Ziemia liczy sobie miliardy lat i że zapis kopalny jest zapisem ewolucji życia. Ewolucjonizm przenika niemal wszystkie lekcje szkolne. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku dzieci wchłaniają “prawdę” o ewolucji, o stopniowym procesie, który pozwolił człowiekowi wydobyć się z półzwierzęcego stanu w epoce kamiennej.

Jak w tym świetle wygląda sprawa religii i Biblii? Patrząc z perspektywy współczesnej nauki, tej wchłanianej przez wiele lat szkolnej edukacji, Biblia jest po prostu przestarzałą księgą religijną. Była być może potrzebna, gdy człowiek dysponował niewielką wiedzą o świecie. Ale co może ona powiedzieć współczesnemu człowiekowi, skoro pochodzi sprzed kilku tysięcy lat? Biblia mówi coś o pochodzeniu świata i o pochodzeniu człowieka, ale czy takie starocie mogą mieć jakąkolwiek wartość? Ken Ham zrozumiał, że współczesny system edukacyjny, że treści wpajane w szkołach i na uniwersytetach są wrogie Biblii, są skierowane przeciw niej, nawet jeśli nic się w nich o Biblii nie mówi. Cała ideologia stopniowego rozwoju nieuchronnie prowadzi do wniosku, że wartościowe jest tylko to, co niedawne, że im starsze poglądy, tym bardziej są fałszywe. Biblia uczy, że pochodzimy od Adama i Ewy, ale przecież z nauki wiemy, że to nieprawda, więc co warte są twierdzenia Biblii? Jeśli ewolucja jest faktem, to nauka dowodzi, że Biblia się myli. To nie Bóg stworzył świat. Wszechświat i życie powstały przez przypadek i rozwijały się w dużym stopniu w przypadkowych procesach. Pochodzimy nie od Adama, ale od małpoludów. Tego typu nauki z konieczności muszą zasiewać wątpliwości co do religii w umysłach młodych ludzi.

Zgubny kompromis
Niektórzy chrześcijanie poszli na kompromis; myślą, że wystarczy pozbyć się pierwszych rozdziałów z Księgi Rodzaju, uznać je za poezję, za coś, czego nie należy traktować dosłownie, a wszystko będzie w porządku. Katoliccy teologowie i filozofowie głoszą to od dawna: [...] Kościół teorii ewolucji nie zwalczał. Darwin miał pogrzeb chrześcijański w katedrze westminsterskiej, a do jednego z witraży wprowadzono nawet jego postać jako człowieka, który przyczynił się do wielkiego postępu nauki. 1

Niestety, pogląd ten głosi wiele kościołów protestanckich, nawet ewangelikalnych, a jeśli nie ma go w oficjalnej doktrynie, to uważa tak wielu wierzących. Sądzą oni, że przecież istotą chrześcijaństwa jest osoba i czyny Jezusa Chrystusa, a nie to, o czym pisze Księga Rodzaju! Skoro jakaś część Biblii jest niezgodna z nauką, odrzućmy tę część – rozumują ci chrześcijanie – a pozbędziemy się kłopotu. Trzeba zauważyć, że chrześcijanie ci mają mocne argumenty: rdzeniem chrześcijaństwa rzeczywiście jest Jezus, a zbawionym można być przecież, nie wierząc w dosłowność opisu stworzenia świata w Księdze Rodzaju. To wszystko prawda, a mimo to chrześcijanie ci tragicznie się mylą. To prawda, że jeśli ktoś wierzy w Jezusa, w Jego ofiarę na krzyżu, śmierć i późniejsze zmartwychwstanie, i jeśli uzna, że Jezus jest jego Panem i Zbawicielem, to będzie zbawiony, ale jak do tej wiary doprowadzić miliony współczesnych ludzi? Każdy, kto choć raz próbował ewangelizować obce osoby, wie, jaka jest najczęstsza reakcja. Ludzie po prostu nie chcą słuchać. Oni nie są zainteresowani sprawami religijnymi. Nie mają, jak to się mówi, “wielkiego nabożeństwa” do religii. A dlaczego? Dlatego, że nie religia, a nauka jest dzisiaj w największym poważaniu. A to, co się ludziom podaje za naukę, jest niezgodne z religią. Ewolucjonizm wpaja ludziom ideę postępu, rozwoju, zmiany. Religia powoli staje się przeżytkiem, reliktem przeszłości. Zanim więc możemy skutecznie mówić ludziom o Jezusie i Jego dziele, muszą oni być przychylnie nastawieni wobec tego, co mamy do powiedzenia. Zanim zasiejemy ziarno prawdy, glebę należy zaorać i spulchnić. Dopiero wtedy treści religijne mają jakieś szanse. Ale jeśli tak, to należy najpierw zadbać o przywrócenie autorytetu dla Biblii. Ewolucja nie jest żadnym faktem. Nie istnieją dowody na jej rzecz, to zwykła hipoteza. Nie było żadnych małpoludów. Ziemia nie liczy sobie miliardów lat itd., itd. Jednym zdaniem, prawdziwa nauka nie tylko nie obaliła Biblii, ale Biblia nadal może służyć jako wskazówka w badaniach naukowych.

Istota kreacjonistycznej ewangelizacji
Ken Ham propaguje tzw. kreacjonistyczną ewangelizację. Skoro współcześni są przekonani, że nauka jest wroga religii, należy pokazać, że błędne są podstawy tego, co dzisiaj przedstawia się jako naukę – czyli ewolucjonizmu. Nie byłoby to potrzebne w epoce, w której religię się szanuje, w której Biblię czyta się w domach na co dzień. W takiej epoce można było od razu zaczynać od spraw najistotniejszych. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj ewangelizacja nawet w tzw. krajach chrześcijańskich, jak Polska, musi przebiegać podobnie jak w krajach o zupełnie innej kulturze. Należy najpierw zrozumieć ową kulturę, a potem ewangelizację prowadzić odpowiednio do jej charakteru.

W Japonii na przykład nie wystarczy mówić po prostu o Bogu, bo w religii szintoizmu jest wiele bogów i Japończyk zrozumie, że mówimy o jednym z nich. Jeśli Japończykom mamy mówić o Bogu z Biblii, to musimy powiedzieć, że mamy na myśli Boga, który wszystko stworzył i którego nie należy mylić ze stworzonym światem. W Polsce tego nie trzeba tłumaczyć. Inna kultura wymaga innego podejścia. Ale znaczy to także, że zmieniające się pod wpływem propagandy ewolucjonistycznej w naszym kraju postawy ludzi wymagają zmiany charakteru ewangelizacji. Do nich trzeba docierać inaczej niż do ich ojców i dziadków.

Prawdą jest, że bez pomocy Boga nie dotrzemy do serc ludzi z przesłaniem o Jezusie. Tylko On może otworzyć serca ludzi, aby słyszeli i rozumieli. Nie znaczy to jednak, że ewangelizację możemy uprawiać byle jak, bo i tak Bóg zrobi resztę za nas. Przykłady, jakie widzimy w Biblii, pokazują, że Bóg zostawił także i nam, wierzącym, wyraźne obowiązki. Wiele przykładów ewangelizacji ludzi o różnych przekonaniach znajdujemy w Dziejach Apostolskich. Często tam występują takie słowa jak “rozprawiał” (9:29; 17:2; 18:4; 18:19), “rozprawiając i przekonując” (19:8-9), “dowodząc” (9:22), “wyjaśniał” (17:3), “dzielnie uchylał twierdzenia (...), wykazując (...)” (18:28). Wszystkie te określenia świadczą, że Paweł Apostoł stosował ewangelizację na najwyższym poziomie intelektualnym i nie polegał jedynie na, niezbędnej skądinąd, łasce od Boga. Paweł używał każdego rozumowania, jakiego mógł użyć, by przekonać swoich słuchaczy do Słowa Bożego, wiedząc, że ostatecznie to nie on, Paweł, przekonuje i to nie on, Paweł, nadaje moc argumentom. “Chodźcie i spór ze mną wiedźcie! – mówi Jahwe” (Iz. 1:18).

W dzisiejszych czasach, w czasach, w których żywi się nabożną cześć dla nauki i w których za naukę przedstawia się ewolucjonizm, ewangelizacja z Biblią w ręku ma sens tylko wówczas, jeśli nasi słuchacze mają dla Biblii szacunek, jeśli nie uważają jej za śmieszny przeżytek sprzed tysięcy lat, “stare legendy Bliskiego Wschodu”, jak ją nazwał Izaak Asimov, znany pisarz Science Fiction i czołowy propagator ewolucjonizmu.2 Ale to jest możliwe tylko wtedy, gdy im wykażemy, że ewolucjonizm nie ma charakteru naukowego, że jest to teoria bez poparcia empirycznego, że główne poparcie czerpie ona z pewnej filozofii i z pewnego światopoglądu, światopoglądu ateistycznego.

Podwójny cel Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego
Jedyną polską organizacją sprzeciwiającą się monopolowi ewolucjonistycznemu jest Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne. PTKr uważa, że zdobyte dotąd fakty lepiej pasują do kreacjonistycznej wizji życia, że przewidywania ewolucjonistów zakończyły się w dużej mierze fiaskiem. Monopol, jaki zapewniają sobie ewolucjoniści, jest, jak każdy monopol, niebezpieczny – w tym wypadku dla prawdy naukowej. Istnieją też powody pozanaukowe działania PTKr. Społeczeństwa końca XX wieku przeżywają kryzys widoczny gołym okiem: rosnąca przestępczość, narkomania, zanik więzi rodzinnych, upadek autorytetów (kościoła, państwa, rodziny) i rosnąca anarchizacja życia społecznego, wzrost relatywizmu moralnego połączony z postawą konsumpcyjną, czego skutkiem są na przykład liczby dokonywanych aborcji, itd., itd. W istocie jest to kryzys moralny, a przyczyną tego kryzysu jest stopniowa utrata wiary w Boga-Stworzyciela, który nie tylko stworzył świat i człowieka, ale który także zostawił mu zasady właściwego życia: stosunku do Boga, do innych ludzi i do świata. Propagowanie kreacjonistycznej wizji rzeczywistości może ten niebezpieczny trend zahamować i odwrócić, a jeśli nawet jest to w ogólnej skali niemożliwe, to przynajmniej niektórym może ono pomóc odzyskać utracone poczucie ładu moralnego.

Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne nie proponuje nauczania kreacjonizmu w szkołach, co często kreacjonistom zarzucają ewolucjoniści. Wiemy, że dzisiejsze rozumienie nauki (tzw. naturalizm metodologiczny) umieszcza kreacjonizm poza nauką. Żądamy jedynie obiektywnego przedstawiania w szkołach nie tylko zalet, ale też wad i słabości ewolucjonizmu. To wystarczy, aby nie pozwolić zindoktrynować młodych pokoleń przez ateistyczno-materialistyczną ideologię.

W tekście wykorzystano książkę Kena Hama pt. Why Won't They Listen? The Power of Creation Evangelism, Answers In Genesis 2002. Mieczysław Pajewski jest założycielem w 1993 roku Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego, a obecnie – redaktorem wydawanego przez PTKr miesięcznika Na Początku... Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne jest niewielką organizacją. Do swego działania potrzebuje nowych członków. Jeśli stać Cię na wydatek 1 zł tygodniowo (4 zł miesięcznie, czyli równowartość dwóch biletów autobusowych, 48 zł rocznie), to wstąp do PTKr, poprzyj właściwą sprawę. W ramach składki będziesz otrzymywał nasze czasopismo i inne publikacje. Konto Towarzystwa: Polskie Towarzystwo Kreacjonistyczne nr 94 1160 2202 0000 0000 3158 4058 (prosimy podawać cel wpłaty, np. składka członkowska, prenumerata, dar na PTK, książka, itp.). Obejrzyj stronę Towarzystwa w internecie: http://www.kreacjonizm.org.pl Kontakt osobisty: Przewodniczący PTKr dr Eugeniusz Moczydłowski, skr. poczt. 88, 00-981 Warszawa, e-mail: [email protected] tel. 0-603 75-11-55.


Czy to sprawiedliwe, jeśli sąsiad pije, a mnie boli głowa?

W ubiegłym miesiącu przedstawiłem pierwszą (i ważniejszą) część odpowiedzi na pytanie “dlaczego dobry i kochający Bóg stworzył pasożyty?" czy ogólniej: “... zło i śmierć?" Pytając tak, zakłada się, że obecny świat, taki jaki widzimy, został stworzony przez Boga. Biblia ujawnia inna prawdę. Bóg stworzył świat doskonały. Ten doskonały świat uległ zmianie z chwilą grzechu naszych prarodziców, zmianie na gorsze. Cała rzeczywistość uległa skażeniu. Wynika z tego, że wiele elementów świata, jaki widzimy, nie wyszło spod ręki Boga. Jeśli mamy trudności z przyjęciem, że jakieś pasożyty zostały stworzone, to mamy rozwiązanie: być może nie zostały stworzone, być może są zdegenerowaną formą czegoś innego, lepszego. Jeśli ktoś chce, może to nazwać ewolucją. Bo kreacjoniści, wbrew potocznym mniemaniom, nie kwestionują w ogóle zachodzenia ewolucji. My jedynie ograniczamy - zgodnie z dostępnymi faktami - jej zasięg do niewielkich rozmiarów. Z grubsza (nie jest to dokładny opis, ale dzisiaj musi nam wystarczyć) kreacjoniści akceptują zachodzenie tzw. mikroewolucji, czyli niewielkich zmian mniej więcej na poziomie gatunku. Taka mikroewolucja mogła, a nawet musiała mieć miejsce, skoro Biblia wspomina, iż obecny zdegenerowany świat nie jest tym światem, jaki Bóg stworzył “na początku". Kreacjoniści sprzeciwiają się natomiast idei zachodzenia tzw. makroewolucji, czyli samorzutnego (pod wpływem przypadkowych mutacji i doboru naturalnego) powstawania nowych planów budowy ciała, a więc zmian zachodzących powyżej poziomu gatunków.

Zanim przejdę do zapowiedzianej miesiąc temu drugiej części odpowiedzi, wspomnę o pewnym problemie, jaki się pojawia, gdy słyszymy o katastrofalnych skutkach grzechu Adama. Nowy Testament mówi, że “zapłatą za grzech jest śmierć" (Rzym. 6:23). Skłonni jesteśmy wtedy uznać i zrozumieć śmierć dorosłych, bo wiemy, jak głęboko prawdziwe są słowa “nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego" (Rzym 3:10), “wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej" (Rzym. 3:23). Ale co z dziećmi, zwłaszcza małymi, na przykład niemowlętami? Przecież one nie miały okazji, ani nawet możliwości zgrzeszyć. Jeśli umierają one wskutek grzechu nie swojego, ale Adama, to mógłby ktoś powiedzieć, że mamy sytuację, gdy sąsiad pije, a mnie boli głowa. Muszę przyznać, że sam mam spory problem ze zrozumieniem faktu śmierci niemowląt. Najlepsze wyjaśnienie, jakie do mnie trafia, jest takie oto: wniosek, że niemowlęta umierają wskutek winy kogoś obcego, jest mylny. Adam nie był kimś obcym, kimś w rodzaju “naszego sąsiada". On był naszym praojcem, wszyscy od niego pochodzimy. A to już potrafimy zrozumieć: jeśli ojciec-alkoholik się schleje i “po pijaku" spłodzi dziecko, które następnie choruje, a może nawet i umrze, to wiadomo, kto jest winien - winien jest ojciec. Otóż to, co zrobił Adam, nasz praojciec, było większą zbrodnią, niż to, co robi rodzic-alkoholik, bo rzutuje swoimi skutkami nie na pojedyncze osoby, ale na całą ludzkość w całej jej historii.

Wróćmy jednak do problemu istnienia pasożytów.
Pasożyty czasami mogą się do czegoś przydać
Istnieje też inne wyjaśnienie występowania pasożytów, choć należy pamiętać, by go nie przeceniać. Pasożyty mianowicie mogą być korzystne z tego czy innego powodu i nie zawsze musimy być tego świadomi. W rezultacie może się nam błędnie wydawać, że pasożyty pełnią wyłącznie negatywną rolę w świecie ożywionym. Przyjrzyjmy się kilku przykładom.

a) kacyki i oropendole
W Panamie żyją ptaki (pewien gatunek kacyków, Scaphidura oryzivora, ptaki z rodziny Icteridae), które mają zwyczajem naszych kukułek podrzucać swoje jaja do gniazd innych ptaków, np. oropendoli. Pisklęta kacyków nie wyrzucają jednak innych jaj i piskląt z gniazda, do którego zostały podrzucone, niemniej jednak są pasożytami gniazdowymi. Okazuje się, że niektóre oropendole w agresywny sposób odpędzają wszystkie pojawiające się w pobliżu ich gniazd kacyki, nie pozwalając tym samym znieść “kukułczego" jaja, ale innym najwyraźniej jest to obojętne. Okazało się, że pisklęta kacyków mają zwyczaj iskać swoich przybranych braci, usuwając z ich skóry larwy gzów ptasich. W rezultacie pisklęta oropendoli, wychowujące się obok pisklęcia kacyka, są zdrowsze i chociaż w ich gniazdach wychowuje się dodatkowe pisklę obcego gatunku, to i tak z takich gniazd średnio wywodzi się więcej piskląt oropendoli niż z tych, w których nie było pasożyta-kacyka. Pasożyt okazuje się tu zwiększać szansę przeżycia młodych piskląt, zmniejszając ich śmiertelność wywołaną przez larwy gzów ptasich.

Dlaczego wobec tego niektóre oropendole odpędzają kacyki, uniemożliwiając tak skuteczną ochronę przed larwami gzów ptasich? Okazuje się, że tak jest tylko wtedy, gdy gniazda oropendoli znajdują się w pobliżu gniazd pewnego gatunku os. Osy te utrudniają gzom docieranie do gniazd oropendoli i dodatkowa ochrona nie jest już tym ostatnim potrzebna.

b) pasożyt chroni przed astmą
Kilka lat temu w brytyjskim czasopiśmie medycznym The Lancet ukazał się artykuł przedstawiający wyniki badań, prowadzonych przez prof. Johna Britona i jego zespół, nad mieszkańcami etiopskich miast i wsi.2  Uczeni sprawdzali, jak wielu mieszkańców cierpi na astmę i ilu z nich nosi w jelitach tęgoryjca dwunastniczego. Tęgoryjec dwunastniczy jest pasożytem z rodziny obleńców, do których należy także glista ludzka. Odżywia się krwią, pobieraną ze ścian jelita cienkiego lub dwunastnicy, powodując niedokrwistość żywiciela. Ich jaja są wydalane z kałem. Wylęgające się z nich larwy mogą przedostać się do organizmów innych żywicieli drogą pokarmową lub przez skórę. Następnie wraz z krwią dostają się do płuc, gardła i przewodu pokarmowego. Opis taki powoduje, że nikt nie ma wątpliwości co do pasożytniczego charakteru tęgoryjców.

A jednak okazało się, że Etiopczycy zarażeni tęgoryjcem o połowę rzadziej chorują na astmę niż ich pozostali rodacy. Uczeni wyjaśniają to skutkami wywoływanymi przez wspomniane obleńce. Pasożyty osłabiają reakcję immunologiczną organizmu, by się łatwiej przemieszczać. Ale tym samym osłabiają reakcję układu odpornościowego na alergeny prowokujące astmę.
Pasożyt co prawda szkodzi, ale w pewnych sytuacjach także pomaga.

c) łykanie robaków pomaga leczyć chorobę Crohna
Choroba Crohna to stan zapalny jelit wywołany silną reakcją odpornościową. Choroba ta jednak rzadko występuje w krajach Trzeciego Świata. Od dawna przypuszczano, że jest to wynik oddziaływania pospolitych tam pasożytów jelitowych. Niski poziom higieny (zanieczyszczona woda i żywność oraz brudne ręce) powodują, że jaja tych pasożytów często trafiają do ludzkiego organizmu. Pasożyty te następnie tłumią zbyt silną reakcję odpornościową w jelicie, przyczynę choroby Crohna.

W trakcie badań prowadzonych głównie przez uczonych z University of Iowa okazało się, że wspomniane przypuszczenie jest trafne. 29 pacjentów chorych od lat na chorobę Crohna przez pół roku co trzy tygodnie wypijało płyn zawierający 2500 żywych jaj włosogłówki świńskiej (Trichuris suis). Poprzednio typowe leczenie im nie pomagało. Teraz jednak u wszystkich za jednym wyjątkiem nastąpiła poprawa, a u 21 objawy ustąpiły całkowicie. Co więcej, nie zaobserwowano szkodliwych skutków obecności pasożyta.
Ponownie się okazało, że pasożyt w szczególnych okolicznościach nie tylko szkodzi, ale może pomagać.

d) pasożyty źródłem leków na astmę i cukrzycę
Przywry z rodzaju Schistosoma są pasożytniczymi robakami, których larwy przenikają z wód jezior przez skórę, a następnie atakują takie narządy wewnętrzne jak pęcherz, wątroba czy jelito grube. Około 200 milionów ludzi jest zarażonych przez te pasożyty, głównie w Afryce i Ameryce Południowej. Mogą one przebywać w organizmie żywiciela przez wiele lat, co prowadzi do znacznego osłabienia układu odpornościowego.

Desiree van der Kleij z Uniwersytetu w Leiden, Holandia, w czasie badań związanych z przygotowywaniem pracy doktorskiej odkryła, że lipidy, substancje występujące w organizmach tropikalnych pasożytów Schistosoma, mogą hamować nadmierną reakcję ludzkiego układu odpornościowego, która jest odpowiedzialna za rozwój alergii. Pewien kwas tłuszczowy wchodzący w skład tych lipidów (niewystępujący w ludzkim organizmie) aktywuje specyficzny receptor tzw. komórek dendrytycznych układu odpornościowego człowieka, które zapoczątkowują rozwój komórek regulatorowych, limfocytów T. Te zaś z kolei tłumią aktywność innych komórek wspomnianego układu odporności. Komórki dendrytyczne wykrywają obecność patogenów w organizmie i kierują rozwojem właściwej reakcji immunologicznej, mającej zwalczyć patogen (może to być bakteria, ale także wirus czy pasożyt).

Cukrzyca typu I i astma są wywołane niewłaściwymi reakcjami immunologicznymi napewne substancje. Cząsteczki posiadające zdolność hamowania tych reakcji, jak cząsteczki lipidów pochodzących od pasożytów Schistosoma, mogą być wykorzystane do tłumienia tych reakcji w procesie leczenia.

e) wnioski
We wszystkich tych przykładach niewątpliwe pasożyty ujawniały też swoją przydatność w pewnych specyficznych warunkach, najczęściej związanych z chorobami. Pasożyty przynosiły wówczas ulgę lub prowadziły do wyzdrowienia. Nie chcę sugerować, że jest tak ze wszystkimi pasożytami, że każdy z nich pełni niekiedy pożyteczną funkcję. Ale na pewno niektóre przynoszą korzyść w niektórych okolicznościach. Prawdopodobnie w przyszłości odkryjemy, że jakieś inne pasożyty również przynoszą taką samą korzyść. Mamy więc dwa wyjaśnienia istnienia w naszym świecie pasożytów. Mogą w pewnych sytuacjach przynosić korzyść. Ale jeśli nawet są takie, które nigdy nie przynoszą nikomu najmniejszej korzyści, to także jest to doskonale zgodne z biblijnym opisem stworzenia. Trzeba tylko pamiętać, że obecny świat skażony skutkami grzechu Adama i Ewy, nie jest tym samym światem, jaki stworzył Bóg, który “widział, że wszystko było dobre".


Dlaczego Bóg stworzył pasożyty?

Przeciwnicy idei stworzenia często uzasadniają swoje poglądy, wskazując na istnienie pasożytów w świecie ożywionym. Istnieją takie organizmy, które jedynie wykorzystują inne organizmy, często z fatalnym skutkiem dla tych drugich. Jeśli Bóg jest stwórcą przyrody - argumentują przeciwnicy stworzenia - to stworzył także pasożyty. Jak istnienie pasożytów można pogodzić z wiarą w kochającego Boga? Czy wszechmocny i kochający Bóg stworzyłby tak odrażające gatunki organizmów?

Istnieją współcześnie teologowie, którzy rozwiązują ten problem (i ogólniej: problem zła w świecie), kwestionując wszechmoc Bożą. To teologowie procesu. Postrzegają oni świat i zasady nim rządzące jako pierwotne. Bóg, ich zdaniem, ma być uwarunkowany tymi zasadami, jest czynnikiem kierującym, który prowadzi świat, lecz jest ograniczony owymi bardziej podstawowymi zasadami. Alfred North Whitehead, wybitny logik, matematyk i filozof, ojciec teologii procesu, był wielkim zwolennikiem Platona. A według Platona to, co pierwotne, to nie osobowy stwórca, lecz doskonałe, odwieczne, niezmienne i ogólne idee, formy, które za sprawą Demiurga (boga-budowniczego świata) znajdują niedoskonałe odzwierciedlenie w przyrodzie. Teologia procesu rozwiązuje problem obecności zła w świecie, ale za cenę rezygnacji z wszechmocy Boga: Bóg jest życzliwy, ale nie jest wszechmocny, chce dobrze, ale w dużej mierze po prostu nie potrafi zapobiec złu. Problem takiego rozwiązania polega na tym, że teologia procesu nie jest teologią chrześcijańską. Dla tej ostatniej bowiem ostateczną rzeczywistością jest Bóg, a nie cokolwiek innego - Bóg, który jest wszechmocny i wolny w swoim stwórczym działaniu.

Odpowiedź na pytanie, dlaczego istnieją pasożyty, skoro stwórcą świata jest kochający i wszechmocny Bóg, składa się z dwóch części. Dziś zajmiemy się pierwszą z nich.

Upadek
Przede wszystkim należy zauważyć, że świat, jaki obserwujemy wokół siebie, nie jest tym światem, jaki Bóg stworzył. Bóg stworzył świat doskonały. Biblijny opis stworzenia wielokrotnie powtarza znamienne słowa po aktach stwórczych dokonanych w poszczególnych dniach stworzenia: “I widział Bóg, że [rezultaty stworzenia] były dobre". W stworzonym świecie nie było nieporządku, bólu,cierpienia, chorób, walki o byt, dysharmonii i grzechu. A przede wszystkim nie było śmierci. Obecny świat w niewielkim tylko stopniu przypomina tamten. Wszystko chyli się ku upadkowi. Zwierzęta stale walczą z innymi zwierzętami oraz z chorobami. Obowiązuje powszechna zasada starzenia się i śmierci. Dotyczy to także człowieka, zarówno w aspekcie indywidualnym, jak i zbiorowym. Państwa, a nawet całe cywilizacje, powstają, istnieją przez jakiś czas i upadają. Łatwiejsze jest popełnianie zła niż dobra. Świat jest pełen nienawiści, egoizmu, przestępstw, wojen. Stało się coś złego z doskonałym Bożym stworzeniem.

Odpowiedź na pytanie, co się stało, znajdujemy w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju. Paweł apostoł tak mówi o tym rozdziale:

A to dlatego - jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. (Rzym. 5,12)

A nieco dalej:
Całe bowiem stworzenie zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale z woli Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. (Rzym. 8,20-22)

Grzech wszedł na świat przez człowieka. Ale w pierwotnej naturze człowieka nie było niczego, co mogłoby go skłonić do grzechu. Czynnikiem sprawczym musiał być ktoś inny. Biblia mówi o wężu, a dokładniej: o złym duchu, który używał ciała węża. Później tego “węża starodawnego" Biblia utożsamia z diabłem i szatanem (Obj. 12:9; 20:2), kierującym buntem aniołów przeciwko Bogu.

Lucyfer
Zastępy aniołów (posłańców Bożych) zostały stworzone przypuszczalnie pierwszego dnia (na temat daty ich stworzenia Biblia milczy) do bardzo wielu posług wokół tronu Bożego. Byli oni bardzo zróżnicowani co do “mocy i zwierzchności". Bibliści przypuszczają, że o największym z tych duchowych stworzeń mówią fragmenty dwu ksiąg starotestamentowych: Izajasza 14,12-15 oraz Ezechiela 28,11-19. Pierwszy z tych fragmentów jest wzięty z kontekstu mówiącego o królu Babilonu, ale pewne stwierdzenia wydają się wykraczać poza to, co można powiedzieć o ziemskim królu (“spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki"). Drugi fragment dotyczy króla Tyru, ale także pewne stwierdzenia wykraczają daleko poza to, co można o nim powiedzieć (“mieszkałeś w Edenie", “byłeś doskonały w postępowaniu swoim od dni twego stworzenia"). Chociaż Lucyfer został stworzony, jak i inni aniołowie, “do usług (...) na pomoc tym, którzy mają posiąść zbawienie" (Hebr. 1,14), serce jego stało się wyniosłe (Ezech. 28,17) i zaczął myśleć, że sam mógłby stać się Bogiem (Izaj. 14,14). Ponieważ znalazła się w nim nieprawość (Ezech. 28,15), spadł z nieba jak błyskawica (Łuk. 10,18), został rzucony na ziemię (Ezech. 28,17), a ostatecznie zostanie wrzucony w ogień wieczny (Mat. 25,41).

Zwiedzenie
Szatan pod postacią węża zaczął delikatnie swoje zwiedzenie od poddania w wątpliwość słowa Bożego: “Czy to prawda, że Bóg powiedział?" Pytanie dotyczyło oczywistej nieprawdy: “Czy to prawda, że Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze WSZYSTKICH drzew tego ogrodu?" (Rdz 3,1). I Ewa, oczywiście, zapewniła go w odpowiedzi, że się myli. Jednak samo wdanie się w rozmowę z Szatanem wywarło na nią niszczycielski wpływ. Przedstawiając słowa Boga, zarówno dodała coś do nich, jak i ujęła z nich. Powiedziała: “Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy", podczas gdy Bóg powiedział, że mogą według upodobania spożywać z wszelkiego drzewa tego ogrodu (Rdz2,16). Bóg powiedział też, że nie wolno jeść z drzewa poznania dobra i zła (Rdz 2,17), ale Ewa dodała “a nawet go dotykać", co było już jej własnym dodatkiem. Historia ta pokazuje, jak niebezpieczne jest zarówno dodawanie czegoś do słów Boga, jak i odejmowanie od nich.

Ale Szatan nie zadowolił się zmianą słów Boga. Poszedł dalej. Zaprzeczył im: “Na pewno nie umrzecie! (...) tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło". Ta pokusa “będziecie jak Bóg" to dokładnie ta sama pokusa, której sam uległ, gdy się zbuntował przeciwko Bogu. Ten schemat również powtarza się w całej późniejszej historii człowieka: zaczyna się od kwestionowania słowa Bożego lub tego, że Bóg jest dobry, a kończy się stawianiem człowieka na piedestale, deifikacją człowieka, kiedy człowiek sam sobie ustala standardy prawdy i sprawiedliwości.

Skuteczność działania Szatana polega na tym, że jego obietnice są częściowo prawdziwe. Oczy naszych prarodziców się otworzyły i poznali dobro i zło - tyle, że nie jak Bóg. Warto o tym pamiętać, gdy rozpatrujemy spór ewolucjonizm-kreacjonizm. Gdyby wszystko to, o czym mówią ewolucjoniści, było fałszem, sprawa byłaby łatwa do rozstrzygnięcia. Problem w tym, że bardzo często mają rację, za wyjątkiem tej najważniejszej: kto stworzył Wszechświat, życie, jego podstawowe formy i człowieka.

Skutki Upadku
W 3. rozdziale Księgi Rodzaju opisana jest największa tragedia, jaka spotkała człowieka w czasie jego historii - Upadek, zerwanie bezpośredniej łączności z Bogiem, utrata stworzonego stanu niewinności, czego rezultatem jest obecny stan grzechu i wyobcowania. Człowiek nie został stworzony jako maszyna, ale jako wolna istota, która mogła wybierać dobro lub zło, miłość Boga lub ją odrzucić. Nie istniał najmniejszy powód, by człowiek musiał wybrać grzech, ale mógł to zrobić, jeśli tego zechciał. Bóg uczynił go istotą doskonałą i umieścił go w doskonałym środowisku, które w pełni zaspokajało jego potrzeby. Człowiek nie dziedziczył grzesznej natury, jak my obecnie, był więc w stanie oprzeć się zewnętrznej presji prowadzącej do grzechu.

Ale popełnił grzech, a przez to wprowadził na świat grzech i śmierć: “przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć" (Rzym. 5,12); “w Adamie wszyscy umierają" (1 Kor. 15,22). Adam otrzymał wyrok śmierci. Była to zasada nałożona na jego biologiczne życie. W rezultacie jego potomkowie dziedziczą również wbudowaną w swoje życie zasadę śmierci. W chwili poczęcia dziecko zaczyna umierać. Dziedziczona jest nie tylko tendencja do śmierci, ale i do grzechu. Każdy z nas w swoim świadomym życiu faktycznie wybrał bądź wybiera zło: “śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli" (Rzym. 5,12). To, że dotyczy nas sąd Boży, nie jest wynikiem jedynie grzechu Adama, ale także naszych własnych grzechów.

Księga Rodzaju 3,14-19 zawiera to, co powszechnie nazywa się Przekleństwem grzechu lub Klątwą grzechu. W rzeczywistości jest tam kilka klątw bądź kilka faz tej samej klątwy: przekleństwo nałożone na królestwo zwierząt, na węża, na kobietę, na Adama i jego potomków oraz na wszystkie składniki ziemi. Ponieważ Adam miał panować nad ziemią, to odkąd zaczął umierać, także ziemia zaczęła “umierać". Ten stan ziemi apostoł Paweł nazwał “niewolą zepsucia", co można także oddać słowami: “stopniowy upadek", “rozpad" (Rzym. 8,21). “Całe bowiem stworzenie zostało poddane marności" (Rzym. 8,20).

Trzy główne aspekty Przekleństwa grzechu odpowiadają trzem podstawowym formom stworzenia opisanym w 1. rozdziale Księgi Rodzaju. Najpierw zostały stworzone fizyczne składniki wszechświata (Rdz 1,1), potem życie (Rdz 1,21), a w końcu duchowa natura człowieka (Rdz 1,27). Inne wielkie wydarzenia Tygodnia Stworzenia polegały na kształtowaniu, porządkowaniu i organizowaniu stworzonych istot w różne “rodzaje" ciał fizycznych i biologicznych (wzmiankę o tym możemy znaleźć w 1 Kor. 15,38-41). I podobnie Przekleństwo spadło na składniki fizyczne (Rdz 3,18), królestwo zwierząt (Rdz 3,14) i na rodzaj ludzki (Rdz 3,16.19), ponieważ te trzy elementy - fizyczny, biologiczny i duchowy - były składnikami bytu ludzkiego, a ludzie porzucili Boga.

Nadzieja
Klątwa Boża została wypowiedziana w takim samym porządku chronologicznym, w jakim popełniony był grzech - najpierw dotyczyła Szatana, potem Ewy, a w końcu Adama. Ale Adam i Ewa zostali poddani Przekleństwu “w nadziei" późniejszego wyzwolenia, odkupienia (Rzym. 8:20-21), zaś wyrok na Szatana był ostateczny i nieodwołalny. Pewnego dnia na świecie miał pojawić się Drugi Adam, poddany pokusom jak my (Hebr. 4,15), ale który pokona je wszystkie (Łuk. 4,1-12). Nadzieja, jaką mamy, polega na tym, że “jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni", a “jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć" (1 Kor. 15,22.26).

* * *

Zło, jakie obserwujemy w świecie, w tym pasożyty, nie są wynikiem Bożego stworzenia. To rezultat Upadku spowodowanego przez grzech pierwszych ludzi.


Skąd wiemy, że Bóg istnieje?

Niektórzy uczeni sądzą, że za wiarę w Boga, podobnie jak za kolor oczu, skóry czy włosów, odpowiadają geny. Twierdzi tak Dean Hamer, autor książki The God Gene. Hamer jest agnostykiem, czyli kimś, kto nie jest pewny, czy Bóg istnieje, czy nie istnieje, i woli się powstrzymać od odpowiadania na to pytanie. Uważa jednak, że duchowość człowieka, jego skłonność do wiary religijnej, a także sposób przeżywania wiary religijnej oparte są na składzie genetycznym każdego z nas. Hamer twierdzi, ze znalazł tytułowy "Boży gen". Ma on u ludzi występować w dwu wariantach: przy jednym z nich istnieje większa skłonność do uczuć i przeżyć religijnych, przy drugim - mniejsza.

Skąd więc wiemy, że Bóg istnieje? Czy nasza wiara naprawdę wywodzi się z genów? A może musieliśmy dokonać wyboru, by wierzyć w Boga lub odrzucić Jego istnienie? Niektórzy uważają, że wiara religijna z natury rzeczy nie może być oparta na dowodach, bo nie byłaby wiarą. Niewątpliwie, jest w tym jakieś racjonalne jądro. Czy to znaczy jednak, że człowiek wierzący jest istotą całkowicie irracjonalną? Pismo Święte wypowiada inną opinię: "Bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która jest w was" (1 Piotra 3,15). Jeśli nawołuje się nas do intelektualnej obrony wiary, to znaczy to, że jest to w ogóle możliwe, że wiara nie jest - czy raczej: nie musi być - "skokiem" z zawiązanymi oczyma, że może mieć i ma także racjonalny fundament.

Apologetyka
W ciągu 2000 lat chrześcijaństwo zgromadziło sporą kolekcję tzw. dowodów na istnienie Boga (z logicznego punktu widzenia lepszym określeniem byłyby "argumenty", gdyż słowo "dowód" sugeruje absolutną pewność wniosku). Od greckiego słowa apologia, którego Piotr Apostoł użył w wyżej cytowanej wypowiedzi, pochodzi nazwa całej dyscypliny badawczej - apologetyki. Apologetyka zajmuje się jednak nie tylko dowodami na istnienie Boga. Można w niej znaleźć obronę także innych twierdzeń wiary, jak obronę Biblii, jej autentyczności i wiarygodności, obronę Jezusa, jego historyczności i boskości oraz ogólnie - obronę chrześcijaństwa. Istnieje wiele wartościowych dzieł apologetycznych oraz stron internetowych poświęconych apologetyce. 

Usprawiedliwianie Boga za zło istniejące w świecie
Ściśle mówiąc, samymi dowodami na rzecz istnienia Boga (a także rozważaniami na temat natury Boga) zajmuje się dyscyplina filozoficzna zwana teodyceą lub - trochę szerzej - filozofią Boga. Samo słowo "teodycea" zostało pierwotnie spopularyzowane przez wybitnego niemieckiego filozofa, Gottfrieda Wilhelma Leibniza, który używał go w węższym sensie: teodycea dla Leibniza była usprawiedliwianiem Boga za zło istniejące w świecie. Problem ten stawia wiele osób, zarówno wierzących, jak i niewierzących: jeśli Bóg jest Stwórcą świata, to dlaczego jest w nim tyle zła i cierpienia? Sam Leibniz skonstruował odpowiedź, która nie wszystkich zadowala, ale która - jak się dobrze zastanowić - nie jest zła. Uważał mianowicie, że stworzony świat jest światem najlepszym z możliwych, że każde jego poprawienie tylko pogarsza sprawę. Jeśli przypomnimy sobie XX-wieczne próby "ulepszania" świata przez dwie lewicowe zbrodnicze ideologie - hitleryzm i komunizm - z owocami w postaci stu kilkudziesięciu milionów trupów i setkami milionów ludzi zamienionych na całe dziesięciolecia w niewolników, to możemy dojść do wniosku, że stary Leibniz miał sporo racji.

Ateizm Darwina
Biografowie Karola Darwina, twórcy teorii ewolucji drogą doboru naturalnego, wskazują, że ten sam problem zła, którego Darwin nie potrafił rozwiązać, był jedną z przyczyn jego ateizmu. Ukochana córeczka Darwina, Annie, zachorowała na nieznaną chorobę i jej stan zdrowia pogarszał się przez wiele miesięcy. Rodzice robili, co się tylko dało, żeby ją uratować, ale bezskutecznie. Annie w końcu zmarła. White i Gribbin, biografowie Darwina, tak przedstawiają skutki tego wydarzenia:

Darwin po śmierci córki, Annie, w 1851 roku wracając wiejskimi drogami do Kent, czuł się zdruzgotany, był pogrążony w najgłębszym w swym życiu, porażającym smutku. Tracąc uroczą córeczkę — którą tak bardzo kochał, bo było to dziecko wręcz idealne, miłe i spokojne, które nigdy świadomie nikomu nie zrobiło przykrości, bystre i inteligentne, wesołe i czułe — stracił też wszelkie resztki wiary. Od tej chwili Darwin stał się absolutnym, nieprzejednanym ateistą, jego jedynym bogiem był racjonalizm, jedynym zbawieniem nauka i logika, i temu poświęcił resztę swojego życia. Istnienie jest jedynie nagromadzeniem wydarzeń biologicznych. Życie jest samolubne i okrutne, bezcelowe i nieczułe. Poza biologią nie ma nic.

Niektórzy apologeci opowiadają się za nierozsądną tezą, że Darwin był człowiekiem wierzącym. Teza ta wydaje się "potrzebna" zwłaszcza katolickim myślicielom, skoro papież Jan Paweł II zaakceptował teorię ewolucji - 23 października 1996 roku w liście do członków Papieskiej Akademii Nauk stwierdził on, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Arcybiskup Lublina, ks. prof. Józef Życiński, uważa na przykład, że Darwin był wierzący, a jedynie powodowany właściwą dla uczonego ostrożnością wolał się na tematy teologiczne nie wypowiadać:

"Obdarzony zmysłem krytycyzmu Darwin wiedział o swym braku kompetencji filozoficznych czy teologicznych, stąd też starał się programowo unikać komentarzy, wykraczających poza jego specjalność. [...] [Darwin] zachowywał rezerwę wobec wszelkich form religii instytucjonalnej, ograniczając się do przyjęcia wiary w Boskiego Stwórcę, który kieruje zmiennością gatunków i całym rozwojem przyrody".

Badania historyków nauki pokazują jednak, że Darwin został ateistą wiele lat przed śmiercią swojej córeczki, Annie. Ta śmierć spowodowała tylko umocnienie się ateizmu Darwina (zwróćmy uwagę na opinię White’a i Gribbina: "Od tej chwili Darwin stał się absolutnym, nieprzejednanym ateistą").

Pierwotnie Darwin był wierzący, ale zaczął odchodzić od wiary jeszcze w trakcie słynnej podróży dookoła świata na statku "Beagle" albo w kilku latach po jej zakończeniu. Zaczęło się od wątpliwości na temat wiarygodności pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju. Biblia opisuje, że świat został stworzony w ciągu 6 dni, a następne rozdziały wymieniające rodowody patriarchów sugerują, że nastąpiło to względnie niedawno. W trakcie podróży dookoła świata Darwin czytał 1-szy tom Principles of Geology Charlesa Lyella (drugi tom tej książki, opublikowany już po opuszczeniu Anglii przez Beagle'a, doręczono Darwinowi w Montevideo). Lyell rozwijał ideę Jamesa Huttona, że Ziemia nie jest młoda, jak to sugeruje tekst biblijny, że liczy sobie wiele tysięcy, a może i milionów lat. Książka Lyella wywarła decydujący wpływ na Darwina, czego nigdy się nie wypierał. W ciągu pierwszych dwu lat po powrocie z podróży Darwin sporo, jak pisze w Autobiografii, rozmyślał na temat religii:

"...stopniowo doszedłem do wniosku, że Staremu Testamentowi z jego jawnie fałszywą historią świata, z Wieżą Babel, tęczą jako znakiem itd., itd. i z przypisywaniem Bogu uczuć mściwego tyrana nie należało bardziej ufać niż świętym księgom Hindusów czy wierze barbarzyńców".

Po porzuceniu Starego Testamentu Darwin wyrzekł się też Nowego Testamentu:

"Uświadamiając sobie dalej, że aby jakiś zdrowy na umyśle człowiek uwierzył w cuda, na jakich oparte jest chrześcijaństwo, potrzebne byłoby najjaśniejsze świadectwo - że im więcej wiemy na temat stałych praw przyrody, tym bardziej cuda te stają się niewiarygodne - że ludzie w owych czasach byli ignorantami i łatwowiernymi do stopnia niemal niepojmowalnego przez nas - że nie można udowodnić, iż ewangelie zostały napisane jednocześnie z opisywanymi zdarzeniami - że różnią się w wielu istotnych szczegółach, zbyt ważnych, bym uznał, że są to zwykłe niedokładności naocznych świadków; przez takie refleksje, którym nie nadaję charakteru najmniejszej nowości czy wartości, ale gdy wpłynęły na mnie, stopniowo doszedłem do niewiary w chrześcijaństwo jako boskie objawienie".

Ateizm Darwina był końcowym etapem drogi, której początkiem było zwątpienie w prawdziwość biblijnego opisu stworzenia.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut