Moskwa porządkuje Ruch Narodowy

MOSKWA PORZĄDKUJE RUCH NARODOWY

AMATORSZCZYZNA I OBŁUDA
 
Wiązany z Putinem portal WikiLeaks rzekomo wyświadczył przysługę polskim antyfaszystom („znaleźli chwilę żeby zrobić nam nie lada prezent!” – ze strony Antify) i okradł z prywatnej korespondencji czołową postać ONR i Ruchu Narodowego Przemysława Holochera. Warto pokusić się o kilka wniosków wynikających z tej niecodziennej sytuacji ujawniającej zakres ingerencji służb specjalnych w nasze życie polityczne.
 



1) Chłopcy z RN to naiwni amatorzy. Swoje działania i rozmowy polityczne prowadzą za pomocą Facebooka jak nie przymierzając jakieś głupiutkie pensjonarki. Gdyby żył Marszałek Piłsudski, z pewnością powtórzyłby swoje pamiętne słowa: "Wam kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”.
 
2) Rosja przystąpiła do kolejnej fazy porządkowania Ruchu Narodowego pod swoją modłę. Oznacza to, że środowisko narodowe jest w Polsce rokującą siłą polityczną lub zbliża się czas użycia go do ważnych celów. W tym świetle należy ocenić tego, kto skorzysta na tym ciosie w ONR. Rusofilstwo jest poważnym grzechem (i skrajną głupotą) obciążającym wielu liderów Ruchu Narodowego. Z pewnością te tendencje zostaną wzmocnione i RN bez przeszkód będzie wykorzystywany do cichego i często zawoalowanego wspierania obozu Bronisława Komorowskiego.
 
3) Jeśli wypowiedzi Holochera i jego rozmówców są autentyczne (sam zainteresowany już przyznał na FB, że „część materiałów jest prawdziwa”), to ich wizja przyszłej Polski nie napawa optymizmem. Ludzie ci nie potrafią zaakceptować, że kluczem do polskości nie jest katolicka religijność czy dogmatyzm polityczny. Fundamentem polskości jest umiłowanie wolności dla siebie i dla innych. To właśnie Wielka Polska cechowała się otwartymi ramionami dla wszystkich prześladowanych z całej Europy i Azji, którzy chcieli włączyć się w budowanie jej pomyślności. Zapowiedź palenia mnie na stosie (Holocher: „nadejdzie taki czas ze chojeckiego spalimy na stosie” – pisownia oryginalna) dowodzi prymitywizmu mentalnego wodzów tego środowiska. Świadczy też o obłudzie ludzi majach gęby pełne frazesów o wolności, a w sercu nienawiść i podstęp. Czym oni się różnią od polityków obecnie nas zniewalających?
 
Szkoda tylko wielu tysięcy młodych polskich patriotów, którzy pokładają nadzieję w nowej sile politycznej. Pod takim przywództwem jedynym osiągalnym celem jest ‘dół’ z przypowieści Jezusa (Mat. 15:14).
 
PS
Ciekawym zbiegiem okoliczności media opublikowały materiały kompromitujące Holochera w przededniu wyjazdu Mariana Kowalskiego (członka Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego i byłego rzecznika ONR) do Kanady na zaproszenie tamtejszej Polonii.

CZY KATOLICYZM TO CHRZEŚCIJAŃSTWO?

W TYM ROKU MIJA SETNA ROCZNICA WYDARZENIA, KTÓRE „OTWORZYŁO PUSZKĘ PANDORY” WSPÓŁCZESNEGO ŚWIATA. POCZĄTKOWO NIEPOZORNY KONFLIKT WOKÓŁ ZAMACHU W SARAJEWIE SZYBKO PRZEKSZTAŁCIŁ SIĘ W WOJNĘ ŚWIATOWĄ (A WŁAŚCIWIE WOJNY, BO II BYŁA TYLKO DOKOŃCZENIEM I PO DWUDZIESTOLETNIM ROZEJMIE), KTÓRA NIEODWRACALNIE ZAKOŃCZYŁA „PIĘKNĄ EPOKĘ” I ROZPOCZĘŁA ZJAZD NASZEJ CYWILIZACJI PO RÓWNI POCHYŁEJ. UTOROWAŁA DROGĘ DO REWOLUCJI BOLSZEWICKIEJ, KTÓREJ ZAWDZIĘCZAMY INAUGURACJĘ OBECNEGO STULECIA KŁAMSTWA. WARTO ZADAĆ SOBIE PYTANIE, JAK WSZECHOBECNA ANTYKULTURA ZWODZENIA WPŁYNĘŁA NA SFERĘ RELIGII, W SZCZEGÓLNOŚCI NA CHRZEŚCIJAŃSTWO.

 

Największym sukcesem kłamstwa jest odwrócenie świata pojęć i wartości. Zło zostaje uznane za dobro, a dobro za… zło. Zdezorientowani ludzie mają wtedy podwójny powód, by podążać za złem. Po pierwsze, ich cielesne żądze są zaspokajane (to należy do tradycyjnej oferty Złego), a po drugie, o zgrozo, czyniąc zło, doznają zwodniczego uspokojenia sumienia, jakoby szli za głosem dobra! Taki właśnie stan rzeczy zapowiedział Bóg dwa tysiące lat temu:

Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom; 2 Tym. 4:3-4

 

Dzisiaj ten czas przyszedł nie tylko w sferze społecznej czy politycznej, kiedy to najbardziej zbrodnicze w dziejach ludzkości imperium prowadzi swoje podboje i mordy w imię „walki o pokój”, a w tzw. wolnym świecie legalnie rabuje się ludzi i czyni ich niewolnikami w imię „sprawiedliwości społecznej”. Dzisiaj ten czas przyszedł na Kościół! Wielu chrześcijan, którzy dotychczas dość dobrze potrafili wskazać linię graniczną pomiędzy chrześcijaństwem a fałszywymi religiami, dziś wpada w amok propagandy ekumenicznej i z głębokim poczuciem „posłuszeństwa Jezusowi” wspiera diabelskie zwodzenie! Sam Jezus z troską odniósł się do stanu wierzących w okresie poprzedzającym Jego powtórne przyjście na ziemię:

Tylko, czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? Łuk. 18:8

 

W ostatniej księdze Biblii Jezus tak opisuje duchowy konflikt nielicznego, wiernego mu Kościoła z potężną podróbką religijną
czasów końca:

…oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia. Oto sprawię, że ci z synagogi szatana, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, lecz kłamią, oto sprawię, że będą musieli przyjść i pokłonić się tobie do nóg, i poznają, że Ja ciebie umiłowałem. Ponieważ zachowałeś nakaz mój, by przy mnie wytrwać, przeto i Ja zachowam cię w godzinie próby, jaka przyjdzie na cały świat, by doświadczyć mieszkańców ziemi. Przyjdę rychło; Obj. 3:8-11

 

W tym kontekście trzeba spojrzeć na ostatnie deklaracje papieża Franciszka oraz ekumenicznych „aniołów” strony protestanckiej. F I stwierdził, że odłączenie się kościołów protestanckich to wina „ludzkich grzechów nas wszystkich i nieporozumień”, a podający się za protestanta duchowny oznajmił, że „protest Lutra skończył się (…), skoro już nie ma protestu, jak może istnieć Kościół protestancki?” (więcej pisałem o tym miesiąc temu „KOŚCIOŁ BEZ CHRYSTUSA - Rzym zbuduje uniwersalną religię bez Chrystusa”).

 

Obie strony coraz bezczelniej i zuchwalej, żeby użyć trafnego języka Szwejka, wmawiają prostym i zdezorientowanym ludziom, że katolicyzm i protestantyzm w istocie rzeczy niczym się nie różnią, że to tylko dwie tradycje chrześcijaństwa i że obecnie spór z czasów reformacji nie ma już racji bytu, a pragnieniem Chrystusa jest ekumeniczne połączenie wszystkich wyznań w jeden Kościół. Jak więc uczniowie Jezusa mają zareagować na ten diabelski spisek?

 

W takich sytuacjach nie należy „wymyślać prochu”, ale zastosować proste nakazy, wiedząc, od Kogo pochodzą. Musimy pamiętać, że nasz przeciwnik jest o wiele potężniejszy, mądrzejszy i sprytniejszy od nas. On też nie zawaha się użyć przeciw nam wszelkiej swojej amoralnej broni - podstępu, zbrodni czy pozorowania „anielskiej światłości”.

…abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Efez. 6:11-12

Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć. 1 Piotr. 5:8

Tacy bowiem są fałszywymi apostołami, pracownikami zdradliwymi, którzy tylko przybierają postać apostołów Chrystusowych. I nic dziwnego; wszak i szatan przybiera postać anioła światłości. Nic więc nadzwyczajnego, jeśli i słudzy jego przybierają postać sług sprawiedliwości; lecz kres ich taki, jakie są ich uczynki. 2 Kor. 11:13-15

 

Ekumeniczna organizacja religijna czasów końca dysponuje nie tylko diabelskim wsparciem „z powietrza”, ale też ma do dyspozycji ogromne zasoby tego świata. Dlatego właśnie Jezus opisuje w Apokalipsie wierny mu Kościół jako słaby i niewiele znaczący wedle standardów tego świata. Naszą Mocą, Twierdzą, Opoką i Mądrością jest tylko Ten, dzięki któremu już zmartwychwstaliśmy duchowo, a niebawem zmartwychwstaniemy też w ciele, Jezus Chrystus. Naszym podstawowym atutem w tej wojnie jest wierność Jezusowi i posłuszeństwo Jego Słowu. Jak ma to wyglądać w praktyce? Zajrzyjmy ponownie do Źródła – oto wersety poprzedzające opis naszego groźne położenia:

Zaklinam cię tedy przed Bogiem i Chrystusem Jezusem, który będzie sądził żywych i umarłych, na objawienie i Królestwo jego; Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem. Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom; 2 Tym. 4:1-4

 

Paweł używa bardzo silnego określenia – zaklinam Cię na objawienie Jezusa i na Królestwo Jego. W swoich pismach użył go tylko kilkakrotnie, a precyzyjniej można je przetłumaczyć „uroczyście cię wzywam”. Ogólnie cały pierwszy werset napisany jest w bardzo podniosłym tonie, co oznacza, że jest wprowadzeniem do jakiegoś kluczowego nakazu. Zawiera on trzy elementy:

1) Bądź wierny w głoszeniu Słowa,
2) Bądź bezkompromisowy i jednoznaczny,
3) Zachowaj przy tym maksimum cierpliwości i rozwagi, pamiętając, że nie walczysz z ludźmi, tylko ze Złym, który ich inspiruje.

 

Podobne myśli widzimy też w innych fragmentach Biblii:

Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć. Przeciwstawcie mu się, mocni w wierze, wiedząc, że te same cierpienia są udziałem braci waszych w świecie, 1 Piotr. 5:8-9

W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Dlatego weźcie całą zbroję Bożą, abyście mogli stawić opór w dniu złym i, dokonawszy wszystkiego, ostać się, Efez. 6:10-13

Uczniowie Jezusa czasów końca mają być wierni Jezusowi i Jego Słowu, nie dać się zwieść czy zastraszyć przeciwnikom, ale w mocy Bożej mają podjąć działania ofensywne: jasno wytyczyć granicę pomiędzy Kościołem Jezusa a kłamcami podszywającymi się pod Jego autorytet, utrzymywać
zdrową dyscyplinę w swoich szeregach (zawstydzaj, potępiaj, wzywaj - 2 Tym. 4:2) i zrealizować ewangelizacyjną misję przekazaną przez Jezusa, mając świadomość, że niewiele czasu nam zostało.

 

***

Czy rzeczywiście rację mają ekumeniści i marzeniem Jezusa jest powrót „braci odłączonych” na łono jedynego, prawdziwego Kościoła rzymskokatolickiego? Warto przynajmniej pobieżnie zbadać, czy prawdą jest, że powody protestu Lutra ustały i kościoły ewangeliczne nie mają już racji bytu. Zbadajmy więc w świetle obowiązujących dokumentów katolickich, czy fundamenty biblijnej reformacji znalazły już swoje miejsce w nauce katolickiej.

 

SOLA SCRIPTURA (TYLKO PISMO ŚWIĘTE)

Katechizm Kościoła Katolickiego stanowi (wyróżnienia moje):

84 „Święty depozyt wiary (depositum fidei), zawarty w świętej Tradycji i Piśmie świętym, został powierzony przez Apostołów wspólnocie Kościoła”.

85 „Zadanie autentycznej interpretacji słowa Bożego, spisanego czy przekazanego przez Tradycję, powierzone zostało samemu tylko żywemu Urzędowi Nauczycielskiemu Kościoła, który autorytatywnie działa w imieniu Jezusa Chrystusa”, to znaczy biskupom w komunii z następcą Piotra, Biskupem Rzymu.

95 „Jasne więc jest, że święta Tradycja, Pismo święte i Urząd Nauczycielski Kościoła, wedle najmądrzejszego postanowienia Bożego, tak ściśle ze sobą się łączą i zespalają, że jedno bez pozostałych nie może istnieć, a wszystkie te czynniki razem, każdy na swój sposób, pod natchnieniem jednego Ducha Świętego przyczyniają się skutecznie do zbawienia dusz”. Katechizm Kościoła Katolickiego, Pallottinum 1994, s. 34-36.

 

Oto aktualna nauka Rzymu. Czy rzeczywiście „protest Lutra się skończył”, czy też ekumeniści są najzwyklejszymi kłamcami kolaborującymi z systemem religijnym deprecjonującym święte, nieomylne i kompletne Słowo Boże? Po powyższej lekturze odpowiedzi na te pytania są oczywiste nawet bez odwoływania się do treści dodanych do Biblii na Soborze Trydenckim w XVI w. (tzw. księgi deuterokanoniczne).

Idźmy jednak dalej.

 

SOLA FIDE (TYLKO PRZEZ WIARĘ, TYLKO ZAUFANIEM)

1371 Ofiara eucharystyczna jest także składana za wiernych zmarłych w Chrystusie, „którzy jeszcze nie zostali całkowicie oczyszczeni”, by mogli wejść do światłości i pokoju Chrystusa. j.w. s. 329.
1405 …ile razy celebruje się to misterium, „dokonuje się dzieło naszego odkupienia” i „łamiemy jeden chleb, który jest pokarmem nieśmiertelności, lekarstwem pozwalającym nam nie umierać, lecz żyć wiecznie w Jezusie Chrystusie”. j.w. s. 338.
1257 Sam Pan potwierdza, że chrzest jest konieczny do zbawienia. Dlatego też polecił On swoim uczniom głosić Ewangelię i chrzcić wszystkie narody. Chrzest jest konieczny do zbawienia dla tych, którym była głoszona Ewangelia i którzy mieli możliwość proszenia o ten sakrament. Kościół nie zna oprócz chrztu innego środka, by zapewnić wejście do szczęścia wiecznego. j.w. s. 306.


Czy więc twierdzenie o konieczności sakramentów i niewystarczalności samego tylko zaufania Chrystusowi zmieniło się od czasu potępienia przez Rzym Marcina Lutra, czy też ekumeniści są najzwyklejszymi kłamcami kolaborującymi z systemem religijnym, który w miejsce samego zaufania Chrystusowi wprowadza swoje pośrednictwo i konieczność spełniania swoich świętych obrządków?

 

SOLA GRATIA (TYLKO Z ŁASKI)

„Jeśli ktoś twierdzi, że wiara usprawiedliwiająca jest tylko ufnością w miłosierdzie Boga, który odpuszcza grzechy ze względu na Chrystusa, albo że ta ufność jest jedynym źródłem usprawiedliwienia – niech będzie wyłączony”. Sobór Trydencki, Dekret o usprawiedliwieniu, kanon 12

 

Dekrety soborów są w myśl nauki rzymskokatolickiej nieomylne i nieodwołalne. Czy więc kk porzucił twierdzenie o swej nieomylności i odrzucił nauki Soboru Trydenckiego i rzeczywiście „protest Lutra skończył się”? Czy też ekumeniści są najzwyklejszymi kłamcami kolaborującymi z systemem religijnym, który bluźni przeciw Bogu, uznając, że zaufanie Jego miłosierdziu (łasce) jest niewystarczające do zbawienia?

 

SOLUS CHRISTUS (TYLKO CHRYSTUS JEST POŚREDNIKIEM MIĘDZY BOGIEM I LUDŹMI)

Czy Maryja przestała być pośredniczką, czy katolicyzm odrzucił tzw. wstawiennictwo świętych? Wystarczy wejść do dowolnego kościoła katolickiego, by się o tym przekonać. Czy więc „protest Lutra skończył się”? Czy też ekumeniści są najzwyklejszymi kłamcami kolaborującymi z systemem religijnym, który obok lub w miejsce Chrystusa stawia zwykłych ludzi, zwodząc maluczkich do oddawania czci stworzeniu zamiast jedynie Stwórcy.

 

Kłamstwo papieża Franciszka, jakoby to tylko nieporozumienia nas podzieliły, oraz kłamstwa zauszników Rzymu w naszych szeregach o rzekomym „końcu protestu reformacji” są w świetle dokumentów i praktyk katolickich aż nadto oczywiste. Naszą obroną ma być jasne wykazywanie zwodniczej natury ekumenizmu oraz odstępstwa rzymskiego katolicyzmu, który dekretem o usprawiedliwieniu Soboru Trydenckiego odłączył się od Chrystusa objawionego w Biblii – Tego, który raz na zawsze umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał.

Ale choćbyśmy nawet my albo anioł z nieba zwiastował wam ewangelię odmienną od tej, którą myśmy wam zwiastowali, niech będzie przeklęty! Jak powiedzieliśmy przedtem, tak i teraz znowu mówię: Jeśli wam ktoś zwiastuje ewangelięodmienną od tej, którą przyjęliście, niech będzie przeklęty! Gal. 1:8-9

 

KOŚCIÓŁ RZYMSKI W SWEJ NAUCE ZAWIERA WIELE PRAWD CHRZEŚCIJAŃSKICH, SPEŁNIA WIELE PRAKTYK, KTÓRE Z POZORU WYGLĄDAJĄ NA CHRZEŚCIJAŃSKIE, ALE W SPRAWIE NAJBARDZIEJ ZASADNICZEJ – SPOSOBU, W JAKI CZŁOWIEK STAJE SIĘ SPRAWIEDLIWY W OCZACH BOGA – NIE MA Z CHRZEŚCIJAŃSTWEM NIC WSPÓLNEGO. JEST JEGO SUBTELNĄ I PRZEZ TO ŚMIERTELNIE NIEBEZPIECZNĄ PODRÓBKĄ.

 

***


Warto na koniec zadać jeszcze dwa pytania: Jakie są motywacje ekumenicznych zwodzicieli? Co powoduje, że tak wielu idzie za ich głosem? Przedstawił to ap. Paweł:

Patrzcie, jak wielkimi literami własnoręcznie do was napisałem. Ci wszyscy, którzy chcą się podobać od strony cielesnej, zmuszają was do obrzezania, byle tylko nie cierpieć prześladowania dla krzyża Chrystusowego. Gal. 6:11-12

 

Od jego czasów nic się w tej sprawie nie zmieniło. Wierność prawdziwemu Jezusowi nieuchronnie sprowadza na człowieka przeróżne „przykrości”, ale wystarczy pójść na niewielki kompromisik (w czasach Pawła był to tylko kawałek skóry napletka), a już sobie można „wierzyć w Chrystusa” bez obaw i konsekwencji. Dzisiaj analogię stanowi akces do ekumenicznej bandy - potem można już bez obaw być „protestantem”. Ap. Paweł wiedział, jak taki rak działa na Ciało Chrystusa i jak niweczy głoszenie ewangelii o całkowicie darmowym zbawieniu. Dlatego też posunął się do ostrych słów pod adresem współczesnych mu ekumenistów:

A ja, bracia, jeśli jeszcze obrzezanie głoszę, za co jeszcze jestem prześladowany? Przecież wtedy ustaje zgorszenie krzyża. Bodajby siebie uczynili rzezańcami ci, którzy was podburzają. Gal. 5:11-12

 

Tłumacze perfumują nieco ten fragment. Paweł mówi bardziej zrozumiale, po chłopsku: „bodajby sobie całego odcięli”. Niech nasza postawa do tych nędznych tchórzy będzie podobna.

 

A co ze „zbłąkanymi owieczkami”? Ludzie czasów ostatecznych stracą poczucie rzeczywistości. Odwykną od przysłowiowego wąchania prochu, skoncentrują się na swoim cieplutkim i milutkim tu i teraz, miłosierdzie chrześcijańskie sprowadzą do poziomu serduszek Owsiaka, a miłość i poświęcenie dla Jezusa odmierzą miarą swego „porządnego życia”, które nikomu nie szkodzi i… nikogo nie obchodzi. Oferta pokoju wszystkich ze wszystkimi doskonale wypełnia ich wewnętrzne pragnienia. Nic dziwnego, że ekumenizm się szerzy. Do wojny Jezusa trzeba wojowników, a tych u nas jak na lekarstwo.

Sami bowiem dokładnie wiecie, iż dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną. 1 Tes. 5:2-3

 

Jeśli masz duszę żołnierza Chrystusa i rzeczywiście jesteś Jego uczniem, pojmiesz w lot poniższe piękne wezwanie Pisma:

Pamiętajcie na wodzów waszych, którzy wam głosili Słowo Boże, a rozpatrując koniec ich życia, naśladujcie wiarę ich. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki. Nie dajcie się zwodzić przeróżnym i obcym naukom; dobrze jest bowiem umacniać serce łaską, a nie pokarmami; tym, którzy o nie zabiegali, nie przyniosły one pożytku. Mamy ołtarz, z którego nie mają prawa jeść ci, którzy służą przybytkowi. Albowiem ciała tych zwierząt, których krew arcykapłan wnosi do świątyni za grzech, spala się poza obozem. Dlatego i Jezus, aby uświęcić lud własną krwią, cierpiał poza bramą, wyjdźmy więc do niego poza obóz, znosząc pohańbienie jego. Albowiem nie mamy tu miasta trwałego, ale tego przyszłego szukamy. Hebr. 13:7-14

 

PAMIĘTAJ, ZAPRZAŃCY, KTÓRZY IDĄ NA KOLABORACJĘ Z RZYMEM, NIE MAJĄ ŻADNEGO PRAWA PRZEBYWAĆ W GRONIE ŚWIĘTYCH JEZUSA. NIE DAJ WIĘC IM GO! BĄDŹ MĘŻNY! IDĄ TRUDNE CZASY…

 

fot. foter


Czy zdążymy zatrzymać upadek? Myśli praktyczne o ewangelizacji Polski

W poprzednim numerze pisałem o powodach, dla których nowonarodzonym Polakom dotychczas nie udało się odwrócić duchowego upadku naszej ziemskiej ojczyzny. Dziś pragnę przedstawić konkretne rozwiązania zmierzające do zmiany tej sytuacji.


W poprzednim numerze pisałem o powodach, dla których nowonarodzonym Polakom dotychczas nie udało się odwrócić duchowego upadku naszej ziemskiej ojczyzny. Dziś pragnę przedstawić konkretne rozwiązania zmierzające do zmiany tej sytuacji.

 

I. ROZPOZNANIE

 

Klasyczny opis tej taktyki znajdujemy w 17 rozdziale Dziejów Apostolskich:

Czekając na nich w Atenach, obruszał się Paweł w duchu swoim na widok miasta oddanego bałwochwalstwu. Rozprawiał więc w synagodze z Żydami i z pobożnymi, a na rynku każdego dnia z tymi, którzy się tam przypadkiem znaleźli.

Niektórzy zaś z filozofów epikurejskich i stoickich ścierali się z nim. Jedni mówili; Cóż to chce powiedzieć ten bajarz? Drudzy zaś: Zdaje się, że jest zwiastunem obcych bogów. Zwiastował im bowiem dobrą nowinę o Jezusie i zmartwychwstaniu.

Zabrali go i zaprowadzili na Areopag, mówiąc: Czy możemy dowiedzieć się, co to za nowa nauka, którą głosisz? Kładziesz bowiem jakieś niezwykłe rzeczy w nasze uszy; chcemy przeto wiedzieć, o co właściwie chodzi. A wszyscy Ateńczycy i zamieszkali tam cudzoziemcy na nic innego nie mieli tyle czasu, co na opowiadanie lub słuchanie ostatnich nowin. A Paweł, stanąwszy pośrodku Areopagu, rzekł: Mężowie ateńscy! Widzę, że pod każdym względem jesteście ludźmi nadzwyczaj pobożnymi. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości, znalazłem też ołtarz, na którym napisano: Nieznanemu Bogu. Otóż to, co czcicie, nie znając, ja wam zwiastuję.

Dz. Ap. 17:16-23

Zanim ap. Paweł ogłosił ewangelię greckim elitom, zdobył pewne informacje. Można powiedzieć, zbadał stan ducha tego narodu oraz jego dorobek i aktualne trendy (jak czytamy dalej, poznał nawet jego literaturę: Albowiem w nim żyjemy i poruszamy się, i jesteśmy, jak to i niektórzy z waszych poetów powiedzieli; Z jego bowiem rodu jesteśmy. Dz.Ap. 17:28). Dzisiaj oprócz własnych obserwacji mamy do dyspozycji mocno rozwinięty obszar badań ośrodków opinii społecznej oraz opracowania psychologów. Można dzięki temu dowiedzieć się stosunkowo szybko o cechach szczególnych różnych grup społecznych czy pokoleniowych. Przykładowo szczególnie cenne dla kościoła mogą być opracowania na temat pokolenia X czy Y. W planowaniu strategii wobec starszego pokolenia czy elity narodu nieodzowne jest szczegółowe poznanie naszej historii i kultury. Niestety, w sporej części polskich środowisk protestanckich panuje przekonanie, że „Biblia wystarczy”. Tym przekonaniem opacznie usprawiedliwia się brak zainteresowania naszą literaturą, historią czy polityką. Taka postawa nie tylko jest sprzeczna z biblijnym wzorcem, jaki zademonstrował nam największy ewangelista narodów ap. Paweł, ale też skutecznie zamyka dla Jezusa środowiska patriotyczne. Owocem tego jest powszechny kosmopolityzm polskich protestantów i błądzenie w sferach politycznych. Środowiska narodowe postrzegają nas więc jako „element obcy i politycznie niepewny”. Warto przypomnieć, że w I RP to właśnie protestancka szlachta była trzonem ruchów reformatorskich i patriotycznych (np. ruchu egzekucyjnego).

Szczegółowe rozpoznanie stanu współczesnej polskiej duszy wymaga obszerniejszego opracowania, tu ograniczę się tylko do kilku wskazówek dotyczących polskiej elity narodowej oraz młodzieży.

ELITA

Nie ma ona złudzeń co do sprzedajności i upadku moralnego polskiego duchowieństwa. Popieranie katolicyzmu traktuje merkantylnie lub taktycznie. Jednocześnie jest w większości deistyczna lub agnostycka. W protestantyzmie widzi pewną wartość, ale tylko w kontekście państw Zachodu. Polskich protestantów lekceważy (głównie z naszej winy). Prezentuje bardzo niski poziom moralny i obyczajowy, a konserwatyzm czy religijność to dla niej tylko pragmatyczny pozór wobec polskiego katolicyzmu ludowego. Spraw biblijnych nie rozumie i jest sceptycznie nastawiona do idei „żywej wiary”. Wychowana została na ideach marksistowskich i ewolucjonistycznych. Pewne wrażenie robi na niej świadectwo życia wierzących oraz prawidłowo funkcjonujące wspólnoty chrześcijańskie składające się z Myśli praktyczne o ewangelizacji Polski PAWEŁ CHOJECKI CZY ZDĄŻYMY ZATRZYMAĆ UPADEK? „ i d ź P O D P R Ą D ” nr 2/115/2014 wwarby / Foter / CC BY 5 osób z jej środowiska (to niestety w Polsce niesłychana rzadkość).

MŁODZIEŻ

Dużo już napisano o pokoleniu Y – pragmatycznym, niecierpliwym, egoistycznym, pysznym i nieuznającym starych zasad współżycia społecznego czy autorytetów (więcej na str. 10). Na tym tle pojawia się jednak coraz liczniejsza grupa młodzieży szukającej trwałego oparcia dla swego życia, niezafałszowanej rzeczywistości oraz autentycznej pobożności. Ci młodzi ludzie mają sporą wiedzę ogólną i bagaż osobistych doświadczeń, eksperymentów z grzechem. Są podejrzliwi i sceptyczni wobec tradycyjnych form religijnych, powoli nabierają zaufania i są skażeni indywidualizmem. Wizja kontroli ze strony otoczenia czy zależności wzajemnej jest im obca. Mają ambicję do wszystkiego dochodzić samodzielnie - czyli za pomocą wyszukiwarki Google… Nie umieją dobrze odróżniać bodźców emocjonalnych i racjonalnych. Z tego powodu wielu z nich daje się zwieść przedsięwzięciom w rodzaju polskiej podróbki Woodstock.

 

II ROZWIĄZANIE

 

MEGAKOŚCIOŁY

By dotrzeć zarówno do elity, jak i poszukującej młodzieży musimy wykazać niezbicie praktyczne korzyści życia z Jezusem. Oczywiście nie mam tu na myśli teologii sukcesu, której propagatorzy obiecują „bogactwo, zdrowie, młodość i udany seks” w zamian za wiarę w Jezusa. Tu jednak nie wystarczy jednostkowe, osobiste świadectwo poszczególnych chrześcijan. Potrzebna jest „Boża maszyneria”, której niezwykłe funkcjonowanie zadziwi i przyciągnie poszukujących. Tą „maszynerią” są prawidłowo funkcjonujące wspólnoty uczniów Jezusa (kościoły/zbory lokalne). Te kościoły muszą wydawać owoc w postaci przemienionego życia swoich członków, ale nie tylko w obszarze zbawienia i zerwania z grzechem, ale również w mądrości Bożej przejawiającej się w chrześcijańskim zaangażowaniu społecznym. Kościół musi kształtować ludzi, którzy zajmą przywódcze pozycje w społeczeństwie. Oni, jak latarnie morskie, mają wskazywać zagubionym drogę do Przystani, a wspólnota kościoła ma dawać świadectwo, że stan wzajemnych relacji jej członków ma swe nadprzyrodzone Źródło (Jan. 13:35; 17:26). Dopiero tak funkcjonujące i powszechnie rozpoznawalne kościoły Jezusa przełamią dotychczasowe stereotypy dotyczące protestantów i pokażą sceptykom rzeczywistość życia Bożego.

Warto zaznaczyć, że powyższego zadania nie wykonają kościoły powszechnie znane… z głupoty lub szaleństwa. Dziś mamy w Polsce kilka dość licznych kościołów protestanckich. Jednakże ich zaangażowanie społeczne jest żenujące (wizytówką tego kierunku jest poseł Abraham Godson), a niebiblijne formy wyrazu pobożności sprawiają, że ludzie rozsądni „powiedzą, że szalejecie” (1 Kor. 14:23). Ciągle więc czekamy na polski megakościół, który stanie na wysokości zadania postawionego nam przez Chrystusa.

MEDIA

Musimy także znaleźć rozwiązanie dla problemu braku skupisk biblijnie wierzących chrześcijan. Poza niewielkim rejonem Śląska Cieszyńskiego nie ma w Polsce obszaru, gdzie protestanci mieszkaliby w zwartych skupiskach i oddziaływali na całokształt życia społecznego. Gdy nałożymy na to problem walorów intelektualnych potrzebnych do realizowania roli „latarni morskich” w szeroko pojętym oddziaływaniu lokalnym, okazuje się, że na prowincji długo nie będzie wystarczającej liczby potencjalnych kandydatów do tworzenia kościołów, o których mowa powyżej. Owszem, powstają i będą powstawały liczne kościoły domowe. Ich problemem pozostanie jednak brak możliwości pełnego wykształcenia wszystkich funkcji zadanych kościołowi przez Jezusa oraz znikome oddziaływanie na społeczność lokalną.

Przy obecnych możliwościach technologicznych sensownym rozwiązaniem wydaje się wykorzystanie mediów i komunikatorów internetowych do rozwiązania powyższego problemu. W dużych miastach mogą powstawać kościoły średnich i dużych rozmiarów. By jednak wspomóc prowincję i osamotnionych wierzących z dala od zdrowych społeczności kościelnych, powinny budować swoje media oraz interaktywny udział w nabożeństwach i spotkaniach biblijnych. Można to w pewnym uproszczeniu nazwać kościołem internetowym. Służba ta nie kolidowałaby z działaniami kościołów lokalnych na prowincji, ale uzupełniała ich braki. Dla pojedynczych wierzących niemających na co dzień styczności nawet z niewielką grupą uczniów Jezusa, kościół internetowy byłby jedyną formą budowania społeczności z innymi wierzącymi. Dodatkowym atutem takiej symbiozy megakościoła z jego internetową wersją byłaby możliwość przedstawiania przesłania chrześcijańskiego niewierzącym w nieutrudniającej odbioru formie. Wystarczy przejrzeć aktualne polskie produkcje na YT, by przekonać się o słuszności tego postulatu.

W Kościele Nowego Przymierza w Lublinie od dwóch lat testujemy działanie tego systemu. Mamy parę kilkuosobowych grup oraz pojedynczych wierzących rozrzuconych po Polsce. Transmitujemy na żywo (livestream) nasze niedzielne spotkania oraz utrzymujemy podczas nich interakcję za pomocą komunikatorów społecznościowych. Podobnie postępujemy w przypadku spotkań „specjalistycznych” – dla żon, mężczyzn, młodzieży itp. Kontakt internetowy uzupełniamy wspólnymi zjazdami kilka razy do roku oraz spontanicznymi odwiedzinami. Z perspektywy czasu mogę ocenić, że choć nie zastąpi to bezpośredniego kontaktu na bazie codziennej wspólnej służby, to jednak wydaje zachęcające owoce. W najbliższym czasie planujemy poważne rozszerzenie naszej oferty (wszystkich zainteresowanych taką współpracą z nami oraz oglądaniem na żywo transmisji naszych spotkań zapraszam do kontaktu – [email protected], tel. 502 211 360).

Do nietypowych wyzwań musimy podejść z otwartą głową, mądrością i cierpliwością potrzebną do opracowania właściwej metody. Do tej pory nie znaleźliśmy skutecznego sposobu ewangelizacji Polski. Musimy sięgnąć po nowe metody i nauczyć się pracy zespołowej. Małe wspólnoty są wspaniałym miejscem, by doświadczyć bliskości, przyjaźni i miłości, jaką Chrystus dla nas zamierzył. To cudowne przeżycie, które trwale nas zmienia i zapada w pamięć. Jednakże duchową wojnę o zbawienie Polski może wygrać tylko Armia Pana – struktura składająca się z setek i tysięcy oddanych Jezusowi uczniów działających wspólnie.

 

Szarańcze nie mają króla, a jednak wszystkie wyruszają w szeregu. - Przyp. 30:27

 
 
 

Apel papieża – czas Apokalipsy?

Dziś papież wystąpił z wiekopomnym apelem: "Papież Franciszek zaapelował, by katolicy i luteranie poprosili się nawzajem o przebaczenie za wyrządzone sobie zło i swoje winy...

PO CO KOMOROWSKI ZBROI POLSKĘ?

Dziś już nawet papież dostrzegł, że toczy się III wojna światowa. Nic więc dziwnego, że i Bronisław Komorowski ogłosił plan rozbudowy naszej prawie nieistniejącej armii. Tak zwana opozycja gromko temu przyklaskuje: „Musimy zwiększyć wysiłek zbrojeniowy” (J. Kaczyński, Forum Ekonomiczne w Krynicy, wrzesień 2014).


Warto jednak zestawić te zadziwiająco zgodne deklaracje z wcześniejszymi oskarżeniami wobec lokatora Belwederu o reprezentowanie opcji rosyjskiej w naszych władzach. Czy BK przeżył jakieś nawrócenie? Jeśli JK coś na ten temat wie, to warto, by oświecił naród. Ja pozostanę na dotychczasowym stanowisku, które przyjąłem ze względu na rolę BK w 2010 roku, zarówno przed katastrofą nad Smoleńskiem, jak i po niej. O zbudowaniu przez BK ustawowych podwalin reżimu prezydenckiego nie będę się rozpisywał, wspomnę tylko, że odbyło się to za cichym przyzwoleniem JK, który konsekwentnie kierował energię patriotów na zwalczanie nic nieznaczącego Donalda Tuska. Tymczasem BK spokojnie urósł w siłę (i popularność w głupim narodzie), pozbył się DT i został praktycznie sam na placu boju o pełnię władzy w Polsce. Opozycjo, dzię-ku-je-my!!!


Zamiast słuchać głupot wypisywanych przez „nasze media”, zastanówmy się poważnie, dlaczego BK planuje zwiększenie wydatków na wojsko i resorty siłowe?


Po pierwsze, jak przy wszystkich działaniach sowieciarzy, chodzi o osobisty interes. Mówiąc kolokwialnie, trzeba się nakraść. Autostrady już okradzione, a gdzie są lepsze konfitury niż przy procedurach wojskowych? Każdą niepożądaną kontrolę można przepędzić klauzulą „ściśle tajne”, a w „organach” wojskowych sami swoi…


Po drugie, ciągle ubożejące społeczeństwo - przeciętny Polak ma majątek osobisty CZTEROKROTNIE niższy niż Grek - będzie wymagało coraz pilniejszego dozoru. Stąd konieczność utrzymywania w dobrej kondycji osiłków z nowego ZOMO oraz aparatu inwigilacji i propagandy.


Po trzecie, wydatki na zbrojenia to zakupy nowoczesnych technologii w państwach NATO. Czy ktoś ma wątpliwości, gdzie trafią pozyskane w ten sposób tajemnice?


Po czwarte, gdyby przyszło „co do czego”, po której stronie opowiedzą się generałowie i korpus oficerski armii budowanej przez BK? Przykład poddających się bez jednego wystrzału jednostek ukraińskich na Krymie jest aż nadto pouczający. A można sobie wyobrazić scenariusz jeszcze gorszy…


Z powyższych rozważań wypływa prosty wniosek. Putin z pewnością nie musi się obawiać wspólnej inicjatywy zbrojeniowej Komorowskiego i Kaczyńskiego. Zaszkodzić mu to nie zaszkodzi, a na korzyści są spore perspektywy.


Co w takiej sytuacji mają zrobić porządni ludzie, którzy jeszcze z Polski nie wyjechali? Przyszłość jawi się w bardzo czarnych kolorach i nie ma sensu jej zaklinać. Jednak istnieje jeszcze nikła szansa, że naród przejrzy na oczy.  Nie w kontekście politycznym, bo tu już tylko głupi nie widzi totalnej klęski obozu patriotycznego kierowanego przez łżeopozycję, która już układa listy samorządowe wespół z PO. Należy zadać pytania bardziej fundamentalne - dlaczego jedne narody upadają, a inne prosperują? Czy Bóg ma coś w tym temacie do powiedzenia?


Na podstawie Biblii i historii można wysnuć prosty wniosek: narody, które w swej moralności i pobożności kierują się w stronę Prawdy, doznają wyniesienia. Te, które pogrążają się w rozpustę, nieuczciwość i bezbożność, upadają. (Bredzenia o Polsce jako cierpiącym za innych „Chrystusie narodów” zostawiam tytanom intelektu i duchowości w rodzaju Tomasza Terlikowskiego, o zgrozo, nowego naczelnego TV Republika). Z historii Polski po okresie Złotego Wieku, kiedy zatriumfowała u nas na krótko protestancka reformacja, widać jasno, że wybraliśmy złą drogę. Katolicka fałszywa pobożność ściągnęła na nas pasmo klęsk, zaborów, przegranych powstań, moralnej i intelektualnej degrengolady. Kroczenie dalej tą drogą to rychły koniec naszej mizernej państwowości.


Powstanie światłych elit, które rozpoczną ratunek Polski od nawrócenia do prawdziwego Jezusa i skierowania narodu do Źródła poznania Prawdy, do jedynego Nieomylnego Autorytetu, do Biblii, to jedyny właściwy punkt startowy.

Warto dodać, że w upadłych narodach panoszy się duch pacyfizmu:
Oto wojownicy wśród ciebie zniewieścieli: bramy twojej ziemi otworzą na oścież twoim nieprzyjaciołom, ogień pożre twoje zawory. Neh. 3:13


Polska jest całkowicie rozbrojona także na poziomie indywidualnym, zarówno w znaczeniu bezpośrednim  (najmniej sztuk broni w prywatnych rękach w Europie), jak i duchowym – lewactwo i katolicyzm ręka w rękę pracują nad pacyfistyczną mentalnością Polaków. Kłamstwo, jakoby to „miłość i nadstawianie drugiego policzka” były obroną przed uzbrojonymi agresorami, mocno przeorało nasze umysły. Biblijną prawdą natomiast jest to, że dopiero miecz w rękach prawych powstrzymuje zbrodniarzy i najeźdźców.


Zainteresowanie strzelectwem u młodych Polaków jest być może jaskółką odrzucenia fałszywych ideologii, które niewolą nasze umysły.

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze "idź Pod Prąd" (październik 2014).

Miesięcznik można nabyć w kioskach RUCH, EMPiK, GARMOND


Drugi chrzest Polski – mrzonki wariatów czy ostatnia szansa dla...

Paweł Chojecki Od najmłodszych lat wpaja się nam, że Polska to chrześcijański kraj od ponad 1000 lat. Wystarczy jednak spojrzeć na panoramę naszych dziejów, by...

Jak zbudzić ducha w narodzie – Plan ewangelizacji Polski?

Niedawno prof. Andrzej Zybertowicz zamieścił na Twitterze prawie dramatyczny wpis–prośbę? „Noc. Szukam słów. By wyrazić ducha polskości. Uchwycić? Z-re-konstruować? Tekstem?! A co było na początku?” W Polsce to niestety rzadkość, by osoba ze ścisłej elity intelektualnej publicznie stawiała tego rodzaju pytania. Niewielu ma tyle odwagi, by kwestionować stan ducha narodu. Krytyka w tym obszarze uderza bezpośrednio w odwiecznego strażnika polskiego ducha, w Kościół rzymskokatolicki. A przecież atak na Kościół to atak na polskość, to przyłączanie się do ostatnio coraz brutalniejszych ataków lewactwa i barbarzyńców?  Zdecydowana  większość  polskiej  elity  opiniotwórczej  ucieka  od  tego  trudnego  problemu  i  udaje,  że  ze sferą ducha jest w narodzie wszystko w porządku, pozostawiając ją w wyłącznej gestii hierarchów. Taka postawa jest
jednak  bardziej  antypolska  niż  najgorsze  ataki  swołoczy spod znaku biłgorajczyka. To ona właśnie gwarantuje dzikusom sukces w dłuższej perspektywie czasowej. Polska to tylko z nazwy kraj chrześcijański. Od kilku lat nie można już o nas mówić nawet jako o narodzie religijnym (religia to  zespól  działań,  które  ludzie  podejmują,  by  przypodobać  się Bogu/bogom; chrześcijaństwo to osobista odpowiedź na działanie Boga, na ofertę zbawienia złożoną ludziom przez Boga Ojca, który posłał na śmierć za nasze grzechy Swego Jedynego Syna). Stwierdzenie,  że  Kościół  rzymskokatolicki  nie  ma  sposobu  na prowadzenie Polaków do Chrystusa ani nie potrafi w obecnych realiach  utrzymać  ich  w  karbach  postaw  moralnych,  jest  truizmem, „oczywistą oczywistością”. Dlaczego jednak polscy ewangeliczni chrześcijanie nie umieją zagospodarować coraz bardziej widocznej pustki duchowej w swoim narodzie? Odpowiedź na to pytanie stanowi problem bardziej złożony.

PO PIERWSZE: METODA
By  zilustrować  podstawowy  brak  w  ewangelizacji  Polski, sięgnę  do  egzotycznego  przykładu.  Indie  były  od  XVIII  wieku przedmiotem  zainteresowania  wielu  europejskich  ośrodków misyjnych.  Mimo  imponujących  wysiłków  chrześcijaństwo  nie mogło trwale zadomowić się wśród Hindusów. Schemat działania misjonarzy był podobny: zakładali bazę misji i rozpoczynali działalność  charytatywno-ewangelizacyjną,  na  którą  reagowali głównie  przedstawiciele  najniższej  kasty  niedotykalnych.  Po pierwszych ewangelizacyjnych sukcesach misję oblegało tysiące
pariasów  zdanych na pomoc misjonarzy,  co  całkowicie  wiązało im  ręce.  Klasy  wyższe  społeczeństwa  pozostawały  nietknięte. Sytuację zmienił Aleksander Duff, który w 1830 roku przybył ze Szkocji do Kalkuty i nieomal z marszu rozpoczął działalność edukacyjną skierowaną do młodych przedstawicieli hinduskich elit. Nie  prowadził  tradycyjnej  działalności  ewangelizacyjnej,  ale skoncentrował się na założeniu szkoły uczącej elementów kultury Zachodu – nauki, sztuki, obyczajów itp. Poznanie Biblii następowało niejako „przy okazji”. Spotkało się to z dużą otwartością wyższych warstw, które w tym czasie z ciekawością patrzyły na zdobycze cywilizacyjne Zachodu i chętnie posyłały swoje dzieci
do szkoły Duffa. Pierwsze lekcje odbywały się dla sześciu studentów w cieniu drzewa figowego. Po tygodniu zgłosiło się już 300 chętnych!  Przez  szkoły  (wkrótce  powstała  także  żeńska)  Duffa przewinęło się kilkadziesiąt tysięcy młodych Hindusów, ale nawróciły  się  tylko  33  osoby.  Niektórzy  uznaliby  to  za  klęskę  w porównaniu z wieloma tysiącami ochrzczonych pariasów w tradycyjnych misjach. Jednakże dzięki strategii Duffa, którą można by w uproszczeniu nazwać preewangelizacją, elita Indii oswoiła się z Biblią i chrześcijaństwem. Tych trzydziestu trzech nawróconych odegrało znaczącą rolę w budowaniu tamtejszego Kościoła. Bariera izolacji została trwale przełamana. Niedawno  rozmawiałem  z  jednym  z  polskich  pastorów. Zapytałem o metody ewangelizacji jego kościoła. „Chodzimy do aresztu” - odpowiedział. Zaciekawiło mnie, jak ocenia rezultaty. „Trudna sprawa. Wielu tych ludzi chętnie słucha i przychodzi na nasze nabożeństwa, ale po wyjściu na wolność nie umieją sobie
poradzić w normalnym społeczeństwie i często wracają za kratki”. Zapytałem: „Dlaczego więc nie działacie w innych środowiskach?” „Tylko w areszcie chętnie nas słuchają…” – usłyszałem w odpowiedzi. Ta  rozmowa  pokazuje  stan  wielu  polskich  środowisk ewangelicznych.  Nie  mając  sposobu  na  ewangelizację  narodu, skupiają się głównie na działalności charytatywnej (paczki świąteczne,  rozdawanie  żywności itp.)  oraz  na ewangelizacji  środowisk patologicznych. Nie trzeba być wielce przenikliwym obserwatorem, by stwierdzić, że ta metoda (a właściwie jej brak) jest
nierozwojowa. Pomimo wielu lat działań ewangelizacyjnych odsetek  nowonarodzonych  w  Polsce  oscyluje  nadal  na  poziomie krajów arabskich…

PO DRUGIE: KOMPROMIS
Kompromis  w  sprawach  zasadniczych  kończy  się  zwykle podobnie jak historia o myśliwym i niedźwiedziu. Późną jesienią do lasu wybrał się myśliwy w poszukiwaniu futra na zimę oraz głodny miś szukający porządnego posiłku przed snem zimowym. Spotkali się na polanie – myśliwy przyłożył sztucer do ramienia i już  miał  wystrzelić,  gdy  miś  zawołał:  „Po  co  się  tak  śpieszyć!? Zawsze  możemy  porozmawiać!”.  Myśliwy  po  chwili  namysłu przyznał  rację  misiowi  –  „Ze strzałem zawsze zdążę, a  cóż  mi szkodzi  chwila  pogawędki?”  Jak  pomyślał,  tak  uczynił.  Usiadł  z misiem na kłodzie drzewa, by porozmawiać o kompromisie. Po niedługiej  chwili  miś  miał  swój  posiłek,  a  biedny  myśliwy  (w pewnym sensie) futro… Metoda  pozyskania dla Chrystusa  młodych  elit  narodu została już w Polsce zastosowana. Pod koniec lat pięćdziesiątych ks. Franciszek Blachnicki stworzył Ruch Oazowy skoncentrowany na formowaniu duchowości polskiej młodzieży. Do jego sukcesu walnie przyczyniła się protestancka organizacja amerykańska  Campus  Crusade  for  Christ,  z  którą  ks.  Blachnicki  podjął współpracę w połowie lat siedemdziesiątych (za wiedzą i zgodą kard. Karola Wojtyły). Przez pierwsze lata współpraca układała się świetnie. Studenckie grupy Ruchu Światło-Życie powstawały w całej Polsce (jedną z nich miałem okazję prowadzić), a na letnie obozy oazowe wyjeżdżało do kilkuset tysięcy młodych ludzi! Gdy jednak pierwsi liderzy wychowani na protestanckich materiałach  osiągnęli  dojrzałość  w  Chrystusie,  zaczęły  się  poważne
problemy. Naczelną ideą ks. Blachnickiego była próba bezkolizyjnego  połączenia  protestantyzmu  z  katolicyzmem.  Przykładowo wzywano  młodych  ludzi  do  osobistego zaufania  Chrystusowi i uznania  Go za  swojego  Pana  i  Zbawiciela  (czyli  traktowano  jak niewierzących),  a  następnie  wspólnie  odmawiano  różaniec  i uczestniczono w mszy. Na jednym spotkaniu formacyjnym uczono  ludzi,  że  Jezus  od  momentu  zaproszenia  Go  mieszka  w  ich sercu,  nigdy  ich  nie  opuści,  przebaczył  im  wszystkie  grzechy i mają już życie wieczne, a za chwilę na mszy musieli powtarzać sprzeczną z tym formułę: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł  do  mnie,  ale  powiedz  tylko  słowo,  a  będzie  uzdrowiona dusza  moja”  albo  iść  do  spowiedzi,  by  otrzymać  przebaczenie grzechów.  Ludziom  bezmyślnym  te  sprzeczności  nie  przeszkadzały, ale był to ruch skierowany do przyszłej elity, a więc liczba pytań i wątpliwości rosła. Za nimi poszły decyzje. Najpierw jednostki,  a  potem  i  całe  grupy  oazowe  zaczęły  opuszczać  katolicyzm  z  powodu  jego  niewierności  Biblii  –  depozytowi  wiary chrześcijańskiej.  W  odpowiedzi  hierarchia  katolicka  mocno  zaostrzyła  kontrolę  nad  grupami,  ograniczyła  rolę  świeckich  animatorów  i  doprowadziła  do  ponownej  rekatolicyzacji  ruchu, który stracił dawny impet i stał się marginalnym, religijnym dodatkiem do parafii. Pewną odmianę tej metody zastosowali nieco później (’80) protestanci z Campus Crusade for Christ, tworząc własne wspólnoty  luźno  związane  z  katolicyzmem  (opiekunem  kościelnym jednej  z  nich  w  Krakowie  był  w  połowie  lat  osiemdziesiątych ubiegłego wieku ks. Tadeusz Rydzyk). Ludzie ci w sercu byli nowonarodzonymi  protestantami,  ale  zewnętrznie  udawali  katolików. Taka partyzantka nie odegrała jednak jak na razie znaczącej
roli w ewangelizacji Polski. Albo za bardzo udaje katolicyzm i wtedy  nie  potrafi  jasno pokazać potrzeby nowego narodzenia i
radykalizmu nawrócenia, albo zbyt szybko się dekonspiruje i zostaje przegnana z parafii.

PO TRZECIE: TW „ZAŁOŻYCIELE”
Nad  bezproduktywnością  polskich  kościołów  protestanckich  czuwają  konfidenci  rodem  z  realnego  komunizmu  lub  ich młodzi sukcesorzy. Zwykle piastują przywódcze funkcje we władzach kościołów i kontrolują ich majątek. Nawet ujawnienie SB-eckiej przeszłości tych ludzi niekoniecznie powoduje zmiany. To raczej zbyt dociekliwi i prawi członkowie tych wspólnot muszą odejść  lub  są  dyskryminowani.  Tego  rodzaju  przypadek  miał miejsce  w  największym  kościele  protestanckim  w  Polsce.  Jego zwierzchnik okazał się TW „Januszem”, a biskup, który zdecydowanie  dążył  do  odsunięcia  go  od  funkcji  kościelnych,  „zapłacił utratą  stanowiska  za  domaganie  się  pełnej  lustracji  w  Kościele ewangelickim oraz wyjaśnienia afery finansowej, w którą mogły być  zaangażowane  najwyższe  władze  Kościoła  luterańskiego  w
Polsce” (Cezary Gmyz, „Księciunio”, Rp maj 2010). O ile mi wiadomo,  żadne  wyznanie  funkcjonujące  za  pierwszej  komuny  nie przeprowadziło w swoich szeregach skutecznej lustracji. Można więc śmiało założyć, że tymi kościołami nadal kierują (a precyzyjniej:  hamują)  przeróżni  „Janusze”  i  ich  młodsi  protegowani. Czy w takiej sytuacji może dziwić bezwład i uległość wobec wytycznych władzy w polskich kościołach protestanckich?

OD FUNDAMENTÓW
Jeśli więc ma powstać w Polsce autentyczny i skuteczny ruch wierzących, którzy obiorą sobie za cel ruszenie zmurszałych fundamentów  duchowych  narodu, musi zostać zbudowany od podstaw. Oparcie go na jakiejkolwiek istniejącej płaszczyźnie kościelnej lub świeckiej grozi mu zainfekowaniem duchem kompromisu i przejęciem kontroli przez funkcjonariuszy status quo. Koncepcja  budowy  od  fundamentów  rodzi  pytania  o  dojrzałych przywódców i bazę materialną takiego przedsięwzięcia, ale - w obliczu mizerii, zmarnowanych dla sprawy ewangelizacji
kilkudziesięciu ostatnich lat - jawi się ona jako jedyna droga wyjścia z obecnego impasu. Nowy ruch misyjny dla Polski  musi  znaleźć  metodę  dotarcia do polskich elit. Musi umieć wykazać atrakcyjność biblijnego  chrześcijaństwa  dla  polskości,  zarówno  w  kontekście  naszej bogatej  tradycji  protestanckiej  Złotego  Wieku,  jak  również  w rozwiązywaniu  bolączek  teraźniejszości.  Polski  patriota  musi  w orędziu Biblii i w osobie Jezusa Chrystusa zobaczyć jedyny ratunek nie tylko dla siebie, ale i dla swojego narodu. By to osiągnąć, nie  można  bezmyślnie kopiować  wzorów  amerykańskich  czy jakichkolwiek  innych.  Musimy  opracować  naszą  własną,  polską metodę.
Praca od podstaw wymaga od nas ducha pionierów  i całkowitego oddania. Takiego, jakie cechowało ap. Pawła:

A przy tym chlubą moją było głosić ewangelię nie tam, gdzie  imię  Chrystusa  było  znane,  abym  nie  budował  na  cudzym fundamencie,

Rzym. 15:20

PS
Dla naszych stałych Czytelników nie jest tajemnicą, że powyższy cel przyświeca nam od początku istnienia gazety. Każdego,  komu  w  duszy  grają  podobne  myśli,  bardzo  zachęcamy  do kontaktu i połączenia wysiłków. Za miesiąc postaram się napisać o konkretnych zadaniach w dziele ewangelizacji Polski.


ZWYCIĘSTWO, ALE CZY NIE PYRRUSOWE?

Pierwsza faza wydalenia BK z Pałacu Prezydenckiego się udała. Wybory wygrane. To bardzo ważny krok na drodze do Nowej Polski, ale tylko krok. Niestety wydaje się, że obóz patriotyczny odtrąbił już ostateczne zwycięstwo…

 

Nasi dziadowie pokonali kiedyś Krzyżaków w walnej bitwie pod Grunwaldem, ale zabrakło im determinacji i mądrości politycznej, by raz na zawsze rozwiązać problem i zdobyć Malbork. Po krótkim oblężeniu… wrócili do żniw! Trzeba było za pięćdziesiąt lat toczyć nową wojnę. Obawiam się, że i teraz może być podobnie. Jak słusznie zauważa Aleksander Ścios na swoim blogu, dziwnie wygląda szybka depesza gratulacyjna z Moskwy dla prezydenta-elekta oraz spokój Bandy Trzymającej Władzę (BTW). Na to nakłada się słodka deklaracja Andrzeja Dudy o budowaniu wspólnoty i naprawie, nie odbudowie z ruin, Polski („Jestem przeświadczony, że możemy być razem i naprawiać nasz kraj”). Smuci też traktowanie BK jak demokratycznie wybranego prezydenta Polski. Czy AD zapomniał już o udziale BK w grze poprzedzającej zamach smoleński? Czy zarzuty o fałszowanie wyborów już są nieaktualne?

 

Wszystko to razem wygląda mi na zapowiedź kolejnej grubej kreski, dzięki której kolejni polityczni zbrodniarze mają uniknąć odpowiedzialności, jak banda Jaruzelskiego po ’89.

Jaśniejszym punktem na społeczno-politycznej mapie Polski jest wzrost niezadowolenia z rządów BTW wśród ludzi młodych. Widać, że idzie nowe. Minęło już ponad dziesięć lat od uniowstąpienia, które miało rozwiązać wszystkie nasze problemy i wprowadzić nas do normalnego świata. Okazało się, że jedyną realną perspektywą dla młodych ludzi jest emigracja na coraz bardziej zamknięty Zachód albo szmacenie się w korytarzach politycznych kacyków, którzy jedynie mogą dać pracę w PRL-bis. Unia rozbudziła aspiracje, a PO zderzyła je z rzeczywistością. Stąd tak liczny i „antysystemowy” udział młodych.

 

Czy jednak prezydent-elekt wywodzący się i przemawiający w duchu Unii Wolności może oczyścić tę stajnię Augiasza, jaką jest współczesna Polska? Przecież tu potrzebne jest oczyszczenie od poziomu wójta czy dyrektora podstawówki wzwyż! Przykład niemieckiej denazyfikacji to drobiazg w porównaniu z ogromem sanacyjnej pracy, która czeka nas w Polsce. A Duda słodko mantruje o demokracji i naprawie…

 

Obawiam się, że BTW znowu wykołuje obóz patriotyczny, czego zapowiedzią mogą być także niejasne sygnały Pawła Kukiza, który wlał tak wielkie nadzieje w serca ludzi zniechęconych do polityki w dotychczasowym wydaniu. Brak tej składowej w najbliższych wyborach lub jej rozmycie i zastąpienie nowoczesną.inaczej.pl może doprowadzić do sytuacji, gdy za kilka miesięcy będziemy mieli polski majdan albo masową emigrację. Ostatni zgasi światło…

 

***

 

Ja tymczasem jadę na parę tygodni do USA, by na własne oczy zobaczyć to, o czym od lat piszę jako o ideale, do którego powinni dążyć Polacy. Ciekaw jestem, czy zostało tam jeszcze coś z ducha dawnej Tea Party? Proszę na bieżąco śledzić moje relacje z podróży na Fb.

facebook.com/pastorchojecki


JAK POKONAĆ SPISEK?

CZĘSTO MÓWI SIĘ O TEORIACH SPISKOWYCH. JEDNI JE WYŚMIEWAJĄ, INNI TRAKTUJĄ BARDZO POWAŻNIE. FORMUŁUJĄC JE, LUDZIE STARAJĄ SIĘ ODGADNĄĆ, KTO RZĄDZI TYM ŚWIATEM. KRYTYCY PODAJĄ ARGUMENT, ŻE RZECZYWISTOŚĆ JEST ZBYT ZŁOŻONA, BY GRUPA LUDZI, WYPOSAŻONA NAWET W NAJNOWOCZEŚNIEJSZY SPRZĘT, MOGŁA JĄ W PEŁNI KONTROLOWAĆ. CZY BIBLIA ROZSTRZYGA TĘ KONTROWERSJĘ?

 

Obserwując historię ludzkości, można by się pokusić o uogólnienie, że jest ona jednym wielkim pasmem inicjowania i dekonspirowania przeróżnych spisków. Z tego faktu można wyciągnąć przeciwstawne wnioski:
1) spiski rządzą światem;
2) ze względu na działania kontrwywiadowcze oraz niemożliwość pełnego kierowania procesami społecznymi, teorie spiskowe są niewystarczające do opisania świata ludzi.


Jeśli patrzeć na rzeczywistość z punktu widzenia materialnego, należy się przychylić do głosu sceptyków wobec teorii spiskowych. Ilość czynników zaangażowanych w kreowanie zjawisk społecznych jest tak niewyobrażalnie wielka, że prawdopodobieństwo samego tylko przewidzenia ich wypadkowej jest wielce nieprawdopodobne. A kontrolowanie wszystkich tych czynników, to już całkowite science fiction. Wyznawcy tego poglądu nie powinni jednak czuć się uspokojeni swoim poprawnym dedukowaniem. Samo właściwe wnioskowanie nie daje nam gwarancji dojścia do słusznych wniosków. Czynnikiem koniecznym jest jeszcze posiadanie właściwych założeń wstępnych. Materialiści postrzegają świat jako funkcję wyłącznie zjawisk naturalnych. Czy to założenie wstępne jest jednak wiarygodne?

 

Niestety, jak dotąd żaden naukowiec nie dał na to dowodu. Inaczej mówiąc, nikt nie udowodnił, że nie ma tzw. sił nadprzyrodzonych. Co więcej, spora część wielkich umysłów ludzkości obstaje przy twierdzeniu, że one istnieją, a nawet, że wywierają wpływ na historię naturalną (świat materii)!

 

Na przestrzeni dziejów ludzkiej cywilizacji Biblia okazała się najpewniejszym przewodnikiem po świecie nadprzyrodzonym. Zarówno socjologowie przyznają, że Biblia wywarła bardzo pozytywny wpływ na społeczności jej słuchające (np. Max Weber), jak również najzagorzalsi krytycy kapitulują przed jej głównym dowodem na istnienie i działanie sił nadprzyrodzonych, jakim jest zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa (np. prof. Jerry Coyne: „Nie potrafimy obalić zmartwychwstania”). Co więc ona mówi o spiskach?

 

W końcu, bracia moi, umacniajcie się w Panu i w potężnej mocy jego. Przywdziejcie całą zbroję Bożą, abyście mogli ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich. Efez. 6:10-13

 

Już w kontekście tylko krótkiego fragmentu widzimy absolutną niewystarczalność podejścia materialistycznego do właściwego oglądu naszej rzeczywistości. Biblia opisuje historię naturalną (zmagania na poziomie krwi i ciała) jako drobny wycinek autentycznych dziejów wszechświata. Przyjęcie więc założeń naturalistycznych wyklucza zarówno pełne zrozumienie otaczającej rzeczywistości, jak też, co ważniejsze, wyklucza zdiagnozowanie właściwego wroga ludzkości, a co za tym idzie zwycięstwo nad nim.

 

Jak więc należy patrzeć na historię i współczesność ludzkości?

1. Cały czas znajdujemy się na polu bitwy. Nie żyjemy w neutralnej czy przyjaznej nam rzeczywistości – znajdujemy się w centrum „duchowego cyklonu”.

2. Rzeczywistość materialna podlega działaniom sił wyższych, nadprzyrodzonych. Zdarzenia naturalne są wynikiem konfliktów w sferze duchowej.

3. Zasadniczo możemy podzielić siły duchowe na dwie kategorie: stronnictwo Boga (Pana) oraz siły ciemności.

4. Siły ciemności mają do dyspozycji znaczne obszary świata materialnego i normą ich postępowania są działania tajemne, spiski (zasadzki); człowiek jest skazany na klęskę w samotnym starciu z nimi.

5. Głównym celem spisków sił ciemności są ludzie, którzy przeszli na „jasną stronę mocy” (słowo bracia w omawianym wersecie oznacza tych, którzy tak są pełniej opisani: „Dziękując Ojcu, który was zdolnymi uczynił do uczestniczenia w dziedzictwie świętych w światłości, który nas wyrwał z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa Syna swego umiłowanego, w którym mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów” Kol. 1:12-14)

6. Pan sił światła jest dla człowieka jedynym wystarczającym źródłem mocy i obrony przed spiskami sił ciemności.

7. Do zwycięstwa konieczne nam są: świadomość pola walki (przeciwnik prawdziwy i pozorny, realna ocena sił i stosowanej taktyki) oraz kompletny ekwipunek żołnierza sił światła (pełna zbroja – w celu jej poznania odsyłam do dalszej części wzmiankowanego fragmentu Biblii).

 

Wracając więc do naszego kluczowego pytania o „teorie spiskowe” - ich odrzucanie charakterystyczne jest dla ludzi przyjmujących ograniczony w swej istocie światopogląd materialistyczny. Dla ludzi wierzących w Boga Biblii „patrzenie poza kurtynę” oficjalnej wersji dziejów powinno być oczywistą oczywistością. Czyhają tu jednak na nas przynajmniej dwie pułapki – upraszczanie rzeczywistości (bój toczymy nie z krwią i z ciałem) lub lekceważenie przeciwnika oraz niechlujne przygotowywanie się do walki (przywdziejcie całą zbroję).

 

Kolejne ważne wnioski dostrzeżemy, patrząc pod kątem powyższych obserwacji na historię Polski. Od czasów kontrreformacji (przełom XVI i XVII wieku) spadają na nas liczne klęski i nieszczęścia, z których najgroźniejszym jest obecna sytuacja, gdy wrogów postrzegamy jako przyjaciół, a ratunku poszukujemy tam, gdzie czekają nas kolejne zasadzki. Naród może się ostać przed spiskami złych mocy tylko i wyłącznie w przypadku, gdy kierowany jest przez elity realnie oceniające sytuację oraz uzbrojone do walki z zasadzkami wrogów. Jak na razie zarówno naród, jak i jego elity pogrążone są w mrokach fałszywej duchowości katolickiej. Stąd jesteśmy łatwym łupem w duchowej wojnie, która się toczy.

 

Nie nastąpi zasadnicza zmiana w losie Polski, dopóki na jej czele nie staną ludzie w pełnej zbroi Bożej.

 

idź Pod Prąd, grudzień 2014


Cień Marksa nad UMCS?

W ostatnich dniach maja br. miało miejsce w Lublinie niezwykłe wydarzenie. Otóż na terenie Uniwersytetu odbyła się debata naukowa pomiędzy kreacjonistami a ewolucjonistami z tytułami profesorskimi. Ze strony kreacjonistycznej wystąpili naukowcy z Wielkiej Brytanii. Na polskich uczelniach to jak na razie temat tabu i żaden z aktywnych profesorów nie przyznaje się do uznawania biblijnego opisu stworzenia (co innego na „ciemnym” Zachodzie…). Niestety, gościnę debacie wypowiedziały władze Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej na kilka dni przed planowanym terminem jej przeprowadzenia. Z pomocą przyszły władze Uniwersytetu Przyrodniczego, które - jak widać - nie boją się tak panicznie „Gazety Wyborczej”.


W listopadzie zeszłego roku studenci UMCS, którzy są kreacjonistami, zorganizowali na terenie uczelni projekcję filmu „Bóg vs ewolucja” i dyskusję po niej, w której brali udział doktoranci, absolwenci filozofii UMCS oraz ja jako pastor. Temat zgromadził ok. 50 osób i wywołał bardzo ciekawą dyskusję. Na początku zaburzył ją osobnik podający się za pracownika UMCS, który po obrażeniu dyskutantów wymownie opuścił salę, rzucając na odchodne groźbę, że zrobi z nami porządek. Okazało się, że to wybitny inaczej lubelski lewicowiec związany z partią Palikota oraz publicysta GW. Niebawem organ Michnika zamieścił felieton, który lepiej byłoby określić mianem paszkwilu na nasz temat pod znamiennym tytułem: „Kompromitacja Chatki Żaka UMCS. Kiedy konferencja szamanów?”. Kalbarczyk nazwał kreacjonistów „religijnymi obłąkańcami”, dyskusję na uniwersytecie o biblijnej genezie „skandalem” i w sposób niebudzący wątpliwości wezwał władze UMCS do zdecydowanego rozprawienia się z „obskurantyzmem” studentów UMCS zrzeszonych w Fundacji Twój Ruch (dr Kalbarczyk miał do rozwikłania bardzo trudny problem intelektualny z nazwą „Twój Ruch”, którą tak dotychczas poważał, bo w swojej tyradzie po filmie wyraźnie zniesmaczony zakomunikował, że „to wstyd, by „Twój Ruch” urządzał takie dyskusje”).


Na drugi dzień po „felietonie” Kalbarczyka rektor UMCS prof. dr hab. Stanisław Michałowski wezwał moje córki Kornelię (studentkę psychologii UMCS) i Eunikę (doktorantkę politologii UMCS) na godz. 8.00 na „dywanik”. Postawił im zarzut, że na dyskusji po filmie nie było „drugiej strony” oraz że dokonały strasznego nadużycia, ponieważ na dokumencie rezerwacji sali widniał podpis mojej córki, która wynajęła salę na dyskusję światopoglądową, a nie było mowy o współorganizowaniu spotkania przez Fundację Twój Ruch. Następnie anulował wszystkie rezerwacje do końca roku 2014. Trudno nie dostrzec, że zarzuty rektora były tylko pretekstem do wypełnienia żądań „Gazety Wyborczej”. (Warto dodać, że na identycznych zasadach studenci zrzeszeni w Fundacji Twój Ruch zorganizowali wcześniej kilkanaście eventów z udziałem kadry naukowej UMCS i nie było żadnego problemu.)


W bieżącym roku nadarzyła się okazja zaproszenia do Lublina profesorów kreacjonistów z Uniwersytetów w Leeds i Liverpoolu. Studenci z różnych wydziałów z energią włączyli się w organizację debaty i w wyszukanie do niej polskich ewolucjonistów na odpowiednim poziomie naukowym. Udało się uzyskać zgodę prof. Michała Gintera z Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego i prof. Konrada Talmonta-Kamińskiego z Wydziału Psychologii Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie. Salę podjął się zarezerwować student z Koła Neurobiologów Wydziału Biologii i Biotechnologii UMCS, z czego się świetnie wywiązał, o czym świadczą poniższe dokumenty.

 

 

Kiedy rozpoczęto akcję promocyjną debat (czyli w połowie maja), na UMCS podniósł się znowu szum. Władze uczelni spowodowały, że Koło Neurobiologów  wycofało się z organizacji debaty i anulowało rezerwację sal. Rektor i dziekan poproszeni o zajęcie stanowiska w obliczu groźby wywołania międzynarodowego skandalu w odpowiedzi przesłali oficjalne pisma, których skany zamieszczam poniżej.

 

 

Dodatkowo rzecznik UMCS opublikowała następujące oświadczenie:


W odpowiedzi na zarzuty, czynione przez Fundację „Twój Ruch”, jakoby Władze UMCS oraz Wydziału Biologii i Biotechnologii UMCS blokowały organizację debaty pt. „Skąd się wzięliśmy” pragnę przedstawić następujące fakty:
1. Władze Wydziału Biologii i Biotechnologii UMCS nie zostały powiadomione o planach zorganizowania debaty pt. „Skąd się wzięliśmy”, gdyż była to indywidualna inicjatywa wiceprzewodniczącego Koła Naukowego Neurobiologów UMCS, o czym nie wiedział nawet przewodniczący tegoż Koła. Poza tym ani Władze Wydziału ani opiekun Koła nie zostali poinformowani, że współorganizatorem takiego wydarzenia miałaby być Fundacja „Twój Ruch”, która nie jest w żaden sposób związana z Uczelnią.
2. Pragnę zaznaczyć, że UMCS nie blokował i nie blokuje dyskusji i debat, odbywających się na Uniwersytecie. Muszę jednak podkreślić, że Władze Uczelni mają zastrzeżenia do organizatora, jakim jest Fundacja „Twój Ruch”. Przede wszystkim raz już zostaliśmy wprowadzeni w błąd przez tę Fundację, która bez wiedzy Władz UMCS i wykorzystując studentów zorganizowała w murach Uczelni debatę na temat kreacjonizmu z udziałem zwolenników wyłącznie jednego światopoglądu, na czym ucierpiał wizerunek Uniwersytetu. Ponadto Fundacja wielokrotnie nadużyła zaufania zarówno studentów, jak i pracowników Uczelni – reprezentantki Fundacji „Twój Ruch” wiele razy uzyskiwały zgodę na nieodpłatne wynajęcie sal na terenie Uniwersytetu przedstawiając się wyłącznie jako studentki UMCS i zatajając fakt, że w istocie występują w imieniu zewnętrznej organizacji, z którą nie mamy podpisanej żadnej oficjalnej umowy o współpracy.
3. Odnosząc się raz jeszcze do debaty „Skąd się wzięliśmy” warto dodać, że pełną odpowiedzialność za całą sytuację wziął na siebie wiceprzewodniczący Koła Naukowego Neurobiologów, który w piśmie datowanym na 17 maja br., czyli kilkanaście dni przed planowanym wydarzeniem, poinformował Fundację „Twój Ruch” o tym, iż zobowiązuje się do wynajęcia sali w innym miejscu - a zatem informacja, jakoby profesorowie nie mieli się gdzie spotkać, jest nieprawdziwa. Mimo to Fundacja „Twój Ruch” wysyła do Władz Uczelni i Wydziału, a także do mediów alarmujące w tonie doniesienia o rzekomym międzynarodowym skandalu z powodu braku sali na debatę. Można to odczytać wyłącznie jako chęć skłócenia środowiska studentów z władzami Uczelni, na co nie może być przyzwolenia.
Mając na uwadze powyższe fakty, Władze UMCS nie pozwolą w przyszłości na takie manipulacje ze strony Fundacji „Twój Ruch”.

Magdalena Kozak-Siemińska
Rzecznik Prasowy UMCS


Nietrudno zauważyć, że dziekan udaje Greka, rektor zwala winę na studenta, a obaj nie reagują w sposób najprostszy – nie wyznaczają sali do debaty, o co byli proszeni. Trudno nie dostrzec tu cienia „Gazety Wyborczej”, który tak przeraża wyżej wymienionych naukowców. Dodatkowo rektor posuwa się do bulwersującego postulatu, by studenci UMCS nie byli w przyszłości „inspirowani do organizowania debat <pod szyldem> Fundacji”. Z niedowierzaniem przyjąłem do wiadomości, że profesor politologii, który przecież powinien znać konstytucję RP, może wypisywać podobne rzeczy. Że rości sobie prawo decydowania za studentów, z jakimi organizacjami mają współpracować, a legalnie działającej fundacji zabrania działać wśród dorosłych przecież osób. Tchnięty pewnym przeczuciem, przejrzałem sobie dorobek naukowy rektora UMCS. Na jego stronie można znaleźć tytuł habilitacji „Myśl polityczna Polskiej Partii Socjalistycznej (1918-1939)”, a z napisanych artykułów szczególnie zaintrygowała mnie praca: „Sto lat współczesnych wodociągów w Lublinie”.


Władze uczelni nie poprzestały tylko na anulowaniu debaty z udziałem zagranicznych profesorów. Na studentów zaczęto wywierać naciski, by odcięli się od organizowania debaty i kłamali w tej sprawie. Publiczny wyraz tym skandalicznym praktykom dała przewodnicząca innego koła naukowego UMCS uczestniczącego w organizowaniu debaty, która na antenie telewizji Republika opowiedziała, jak była nakłaniana, by podpisać oświadczenie, że nie współorganizowała debaty. Nie ugięła się i nie dała sobie przetrącić moralnego kręgosłupa. Niestety, część studentów nie była na tyle silna…

Kuriozalną sprawą jest oficjalne oświadczenie rzeczniczki UMCS p. Kozak-Siemińskiej. Wbrew dokumentom i faktom twierdzi ona, że organizacja debaty to indywidualna inicjatywa jednego ze studentów. Nie jest też jasne, dlaczego pani rzecznik widzi coś złego w tym, że Fundacja Twój Ruch współorganizuje jakieś wydarzenia wśród studentów? Czyżby nawoływała do dyskryminacji studentów zrzeszonych w Fundacji???

Z punktu widzenia służb specjalnych ciekawy jest również ten wywód pani rzecznik: reprezentantki Fundacji „Twój Ruch” wiele razy uzyskiwały zgodę na nieodpłatne wynajęcie sal na terenie Uniwersytetu, przedstawiając się wyłącznie jako studentki UMCS i zatajając fakt, że w istocie występują w imieniu zewnętrznej organizacji. Pani rzecznik przyznaje, że osoby wynajmujące sale były studentami UMCS, ale jednocześnie zarzuca im konspirację w organizacji zwanej Fundacją Twój Ruch. Czy Pani rzecznik uważa, że każdy student zgłaszający chęć wynajęcia sali na UMCS musi jednocześnie pokazać zaświadczenie od proboszcza lub sekretarza odpowiedniej partii, której jest członkiem? Czy musi także skończyć z zatajaniem, czy jest lub nie jest obrzezany??? Bo w przeciwnym wypadku władze UMCS oskarżą go o manipulację i działanie na szkodę uniwersytetu?

Ciekawe są też rozważania pani rzecznik, że oto w zeszłym roku studenci zorganizowali dyskusję z udziałem tylko jednej strony (kreacjonistów), a teraz, kiedy chcą zorganizować z udziałem obydwu stron, to należy ich na uniwersytet nie wpuścić. Logika wywodu godna poważnej analizy psychiatrycznej…

Władze UMCS ośmieszyły się już kompletnie, twierdząc, że UMCS nie blokował i nie blokuje dyskusji i debat i jednocześnie informując, że debata odbędzie się w innym miejscu. Czyli jednak na UMCS nie mogła się odbyć, nieprawdaż?

Rozważając całą sprawę, doszedłem do wniosku, że mamy do czynienia z sytuacją dobrze charakteryzująca bolączki III RP. Z pozoru wszystko jest ładne, demokratyczne, wolne itp., itd. A tak naprawdę wystarczy jeden felietonik w GW, by odpowiedni decydenci stawali na baczność, ruki po szwam i głośno krzyczeli „Uraaaa” lub potępiali, kogo tam trzeba. Młodych ludzi, tak jak za poprzedniej komuny, zniechęca się do niezależnej aktywności, a jednostkom wychylającym się z tłumu łamie się kręgosłupy za pomocą szantażu, ostracyzmu czy gróźb bezpośrednich. Podzieliłem się więc ze studentami smutną refleksją – dopóki tacy ludzie będą stać na czele wyższych uczelni, zamiast zamiatać ulice, dopóty nie będzie tu Nowej Polski, a tylko stary zaduch komunistycznych onuc pod kolejnym nowym szyldem.

 

iPod Prąd, nr 5-6 (130-131), maj-czerwiec 2015


NAJNOWSZE ARTYKUŁY