23 kwietnia 2019

#NiePochodzęOdMałpy – genetyka a teza o ewolucji człowieka

Małgorzata Gazda Tytułowym hasztagiem nawiązuję do akcji, która pojawiła się i rozniosła w „polskim Internecie” na fali medialnego zainteresowania żartami Mariana Kowalskiego z teorii ewolucji....

Czy nauka nawróci się do Boga? wywiad z prof. Andrzejem Zybertowiczem

Wywiad przeprowadzony w grudniu 2015 r. Ukazał się w Idź Pod Prąd nr 137-138, s. 2. Z profesorem Andrzejem Zybertowiczem rozmawia pastor Paweł Chojecki. Paweł Chojecki:...

Znajdowanie Adama i Ewy w naszym DNA (cz. I)

Marta Cuberbiller Biblia wyraźnie naucza, że pochodzimy od tylko dwojga ludzi - Adama i Ewy (Ks. Rodzaju 1:26-28). Jednak dzisiejsi uczeni zaprzeczają tej biblijnej doktrynie....

Do czego służy wyrostek robaczkowy

Marta Cuberbiller Przez długi czas biologowie ewolucyjni uważali wyrostek robaczkowy za absolutnie nieprzydatną część ludzkiego organizmu. Ewolucjoniści wskazywali, że 7% osób w krajach rozwiniętych cierpi...

KREACJONIZM A TEORIA INTELIGENTNEGO PROJEKTU

"Acts & Facts" to miesięcznik wydawany w ponad 100 tysiącach egzemplarzy przez Institute for Creation Research w El Cajon, Kalifornia. W lipcowym numerze z tego roku dyrektor Instytutu dr John D. Morris omówił stosunek klasycznego kreacjonizmu, którego jest zwolennikiem, do modnej w ostatnich latach teorii inteligentnego projektu. Przypomniał na wstępie, że już w czasach Darwina popularne było pojęcie inteligentnego projektu. Używał go Sir Richard Paley, argumentując, że projekt wymaga projektanta. To Paley sformułował znany argument o zegarku znalezionym na wrzosowisku. Skoro jest to funkcjonujące urządzenie zbudowane z wielu współpracujących części i każda z tych części pełni jakąś cząstkową funkcję przyczyniającą się do realizacji funkcji całego zegarka, to nie może on być rezultatem działania pozbawionych myśli naturalnych przyczyn. Projekt widoczny w zegarku wymaga istnienia jakiegoś umysłu, inteligentnego projektanta, zegarmistrza. Paley uważał, że skoro tak łatwo uznajemy istnienie inteligentnego projektanta zegarka, to tym bardziej powinniśmy uznać istnienie inteligentnego projektanta przyrody ożywionej, gdyż organizmy żywe - rośliny i zwierzęta, nie mówiąc o człowieku - są dużo bardziej skomplikowane niż względnie prosty mechanizm zegarka. Paley sformułował ten argument kilka lat przed narodzinami Darwina, ale Darwin doskonale znał publikacje Paleya i przez wiele lat znajdował się pod ich urokiem. Ostatecznie jednak odrzucił je, uznając, że proces doboru naturalnego może bez udziału inteligencji stworzyć to, co nazywamy projektem. Niedostrzegalne drobne zmiany, przyczyniające się jednak do sukcesu organizmu w przetrwaniu i wydaniu potomstwa, miały się kumulować, tworząc widoczny dzisiaj projekt (dokładniej, na co zwrócił uwagę Richard Dawkins: pozór projektu). Dawkins nawiązał do Darwina i do Paleya w swojej głośnej książce "Ślepy zegarmistrz". Przekonywał w niej, że dzięki Darwinowi ateista dzisiaj nie musi się martwić argumentami typu Paleya, Darwin bowiem wyjaśnił, jak mogła powstać cała przyroda ożywiona bez najmniejszej ingerencji Boga. Dawkins jest znanym ateistą, ale jego książki mają niewątpliwie charakter religijny, propagują bowiem religię czy światopogląd naturalistyczny: rzeczywistość ma charakter materialny, nie istnieją żadne bóstwa, a skoro nie istnieją, to i nie mogą w świecie działać.

Istnieje oczywista różnica między naturalistami a kreacjonistami. Ci pierwsi uważają dzisiaj, że projekt jest skutkiem pojawiania się przypadkowych mutacji, z których dobór naturalny odsiewa te korzystne i usuwa niekorzystne. Kreacjoniści, których widzenie świata jest ukształtowane przez Biblię, twierdzą jednak, że widoczny w przyrodzie projekt jest skutkiem celowego działania rozumnego Stwórcy, o którym czytamy w Piśmie Świętym. Kreacjoniści twierdzą tak o projekcie od dawna, od setek lat, ale dzisiaj pojęcie inteligentnego projektu zostało przejęte w latach 90-tych przez tzw. Ruch Inteligentnego Projektu, Ruch ID. Należą do niego uczeni z różnych dziedzin nauki i wyznający rozmaite światopoglądy. Są wśród nich agnostycy, zwolennicy New Age, chrześcijanie, a nawet ewolucjoniści (tyle że niedarwinowscy). Zwolennicy teorii inteligentnego projektu twierdzą, że przypadkowe mutacje i dobór naturalny są w stanie utworzyć jedynie niewielkie zmiany w organizmach żywych, że widoczny w tych ostatnich projekt leży poza zasięgiem tych czysto przyrodniczych procesów. Uważają też, że wyjaśnianie przyrody tylko przy pomocy przyczyn naturalnych jest czymś w rodzaju religii bez Boga.

     Publikacje przedstawicieli teorii inteligentnego projektu mają ściśle świecki charakter: nie odwołują się nigdy do świętych ksiąg jakiejkolwiek religii i nigdy nie utożsamiają inteligentnego projektanta z Bogiem religii. Na temat tożsamości inteligentnegoprojektanta nie wypowiadają się, gdyż ustalenie tej tożsamości wymaga wyjścia poza rozważania naukowe. Niektórzy z nich, posiłkując się filozofią lub teologią, ujawniają, kogo rozumieją pod nazwą "inteligentny projektant", ale ich odpowiedzi są różne. Może to być Bóg, ale także jakaś inteligentna siła przenikająca Wszechświat, obce cywilizacje kosmiczne, a nawet podróżnicy w czasie. Trzeba jednak pamiętać, że gdy takie odpowiedzi słyszymy, to nie są one wygłaszane na terenie teorii inteligentnego projektu. Ta ostatnia wg zgodnej opinii jej zwolenników jest zbyt słaba, by ustalić tożsamość inteligentnego projektanta.

Zwolennicy teorii inteligentnego projektu (ID) uważają, że ich koncepcja lepiej odpowiada znanym faktom przyrodniczym i jako taka powinna być w jakimś stopniu obecna w szkołach. Trzeba jednak pamiętać, że główny ośrodek Ruchu Inteligentnego Projektu, tzw. Discovery Institute w Seattle, w stanie Oregon, nie zaleca wprowadzania do szkół publicznych nauczania tej teorii. Jednak niektóre rady szkolne w Ameryce próbowały umieścić w podręcznikach wzmiankę o istnieniu tej teorii. Spotkało się to z olbrzymią kampanią propagandową mass mediów amerykańskich, opanowanych tak jak w Polsce przez siły lewicowe, laickie i ateistyczne. Kampania ta miała głównie charakter dezinformujący - oskarżano teorię ID o ukryte propagowanie biblijnego kreacjonizmu, a nawet o utożsamianie inteligentnego projektanta z Bogiem. W dzisiejszych czasach siła mediów jest decydująca i zakazano w podręcznikach szkolnych nawet wymieniania teorii inteligentnego projektu. Wolność edukacyjna w Ameryce polega na tym, że uczniowie mogą uczyć się tylko o teorii ewolucji w jej darwinowskim (naturalistycznym) wydaniu.

Dr John D. Morris uważa, że teoria inteligentnego projektu ma wiele zalet, głównie to, że podkreśla pozanaukowy (światopoglądowo-filozoficzny, religijny) charakter współczesnego darwinowskiego ewolucjonizmu. Ma jednak też duże wady, których tradycyjny kreacjonizm jest pozbawiony. Podstawową wadą jest obywanie się bez nauczania biblijnego. Biblia odpowiada na ważne pytania dotyczące życia człowieka, sensu życia, celu życia. Na te same pytania odpowiada naturalizm, tylko inaczej. Ale teoria inteligentnego projektu w tych sprawach milczy. Nie oddaje ona też należnego Bogu hołdu za Jego dzieło, nie próbując zidentyfikować inteligentnego projektanta, o którym mówi. Kreacjonizm nie tylko demaskuje religijny charakter współczesnego ateistycznego ewolucjonizmu, jak to robi teoria inteligentnego projektu, nie tylko jest zainteresowany jak ta teoria w uprawianiu dobrej nauki, ale także troszczy się o właściwe zrozumienie relacji między przyrodą i jej Stwórcą, między człowiekiem i jego Zbawcą. Wszyscy kreacjoniści wierzą w istnienie inteligentnego projektu w przyrodzie, ale nie wszyscy zwolennicy teorii ID wierzą w Boga. Niektórzy nawet Jego istnienie odrzucają - istnieje na przykład ateistyczna quasi-religijna sekta raelian, utożsamiająca inteligentnego projektanta z jakąś cywilizacją kosmiczną. Ruch ID, ściśle rzecz biorąc, nie ma chrześcijańskiego charakteru, dlatego biblijni kreacjoniści, choć popierają wiele twierdzeń tego ruchu, nie mogą się do niego organizacyjnie przyłączyć.

(John D. Morris, "Intelligent Design: Strenghts, Weaknesses, and the Differences", Acts & Facts July 2007, vol. 36, No. 7, s. 1-2)

 

OD REDAKCJI
Stanowisko kreacjonistów reprezentowanych przez dr. Johna D. Morrisa smuci nas i dziwi. To, co dr Morris wytyka jako wadę ID ("obywanie się bez nauczania biblijnego"), uznajemy za ogromną zaletę całkowicie zgodną z wolą Boga Biblii. Naukowcy Ruchu Inteligentnego Projektu potwierdzają jeden z celów stworzenia - objawienie światu cech Projektanta:

Ponieważ to, co o Bogu wiedzieć można, jest dla nich jawne, gdyż Bóg im to objawił. Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem, tak iż nic nie mają na swoją obronę, Rzym. 1:19-20
Zgoda, że zwolennicy ID nie realizują tego celu do końca - zatrzymują się tylko na fakcie istnienia Projektanta i na Jego wielkiej inteligencji. W drodze do Jego dalszego zidentyfikowania pozostawiają człowieka samego. Ale przecież nauki przyrodnicze nie mają za zadanie opisywanie Boga!

Kolejny argument za wspieraniem przez chrześcijan wysiłków naukowców ID wypływa z naszego kontekstu kulturowego. Upadek cywilizacji osiągnął już tak niski poziom, że w kręgach naukowych wszelka wzmianka o Bogu skazuje badacza na miano oszołoma i ostracyzm środowiska (przykład Profesora Macieja Giertycha). W Biblii wzywani jesteśmy do roztropności:

Oto Ja posyłam was jak owce między wilki, bądźcie tedy roztropni jak węże i niewinni jak gołębice. Mat. 10:16

W środowisku postępowych wilków tylko pochwalić należy podejście, które wytrąca im ich główny oręż w walce z biblijnym chrześcijaństwem. Walczą z nami za pomocą tępego cepa: wzmianka o Bogu = przesąd, zabobon, legenda bez najmniejszego związku z podejściem naukowym. Jeśli więc bez używania pojęcia Boga i Biblii uda się na gruncie tylko naturalistycznie pojmowanej nauki wskazać na konieczność istnienia Stwórcy (przed czym właśnie drżą nasi prawdziwi wrogowie), to skaczmy z radości!!! Wspomagajmy takie działania i wysiłki - co oczywiście nie oznacza, że jako chrześcijanie nie mamy iść dalej i nie wskazywać na wszystkie cnoty i dzieła naszego Boga.

Prosimy o praktyczną refleksję - w jakim środowisku łatwiej głosić ewangelię Boga Stwórcy i Zbawiciela: w przekonanym głęboko o naturalistycznym pochodzeniu świata, życia i człowieka czy w przekonanym o istnieniu nieznanego Projektanta?

Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Mar. 9:40 (BT)


Jak odczytywać Księgę Rodzaju?

"Nie uprawiamy liberalnej teologii - my tylko interpretujemy inaczej Biblię". Tak mówi wielu ewangelicznych chrześcijan, gdy porzuca tradycyjne rozumienie niektórych fragmentów Pisma Świętego. Często to słychać dzisiaj, jeśli chodzi o Genesis (Księga Rodzaju).
W ujęciu tradycyjnym Księga Rodzaju daje nam rzetelną informację: mówi w zarysie, jak Bóg stworzył świat i pierwsze istoty ludzkie oraz jak popadły one w grzech. Chociaż `stworzenie ex nihilo jest tak dalekie od naszego codziennego doświadczenia, że trudno nam interpretować jego szczegóły, to jednak możemy z tekstu wyprowadzić pewne rozumienie zdarzeń, jakie rzeczywiście miały miejsce. Bóg stworzył Wszechświat i pierwsze istoty żywe. Adam i Ewa zostali stworzeni, nie zaś - wyewoluowani. Podjęli oni decyzję, by sprzeciwić się Bogu i złamali bliską społeczność, jaką się z Nim cieszyli.

Dziś jednak istnieje mocna tendencja, by traktować Genesis jako księgę niehistoryczną. Nawet niektórzy, przyjmujący resztę Biblii za rzetelną historię, unikają traktowania w ten sam sposób Księgi Rodzaju. Zamiast tego rozdziały od pierwszego do trzeciego tej księgi uważają za przenośne. Traktują je jako przypowieść, sagę, hymn chwały, poetyckie ujęcie procesu stworzenia, który sam w sobie jest niewyrażalny słowami, albo uznają za religijną polemikę z ideami pogańskimi. Mówi się, że celem Genesis 1-3 nie jest dostarczenie jakiejś informacji poznawczej, ale nakłanianie do uwielbienia Boga. Rozdziały te mają zawierać język obrazowy, którego nie należy rozumieć dosłownie, ale jedynie jako środek przekazania prawd duchowych.

Kto ma rację? Które ujęcie Genesis jest poprawne? Odpowiadając na to pytanie, moglibyśmy potraktować Księgę Rodzaju jak każdą inną literaturę i użyć zwykłych zasad interpretacji. Poszukując zrozumienia tekstu literackiego, moglibyśmy zadać tego typu pytania: Jaki rodzaj materiału chce on przedstawić? Jakim stylem literackim jest napisany? Jaki jest jego kontekst? Jak wygląda na tle innych pism z tego samego okresu?

Ci, którzy nalegają, iż Pismo Święte jest historycznie dokładne, nie rozumieją przez to, że zawiera ono tylko narrację prozą. W Piśmie Świętym znajdujemy różnorodność stylów literackich, zależnie od celu stawianego przez autora: poezję, pieśń, przypowieść, nakazy etyczne, nauczanie doktrynalne, modlitwę i tak dalej. Analizując konkretny fragment, musimy najpierw określić, jakim stylem został on napisany. Byłoby niemądre na przykład interpretowanie przypowieści Jezusa jako historię, ponieważ zostały one wyraźnie nazwane przypowieściami. Podobnie byłoby niezasadne interpretowanie fragmentu historycznego jako przypowieść tylko dlatego, że trudno nam weń uwierzyć. Jeśli mamy być biblijni, to musimy określić, co sama Biblia twierdzi o danym fragmencie i nie narzucać mu jakiejś innej interpretacji z pogwałceniem tekstu.

Styl
Jak odczytujemy opis stworzenia i upadku w pierwszych trzech rozdziałach Księgi Rodzaju? Najpierw, czym ten opis nie jest? Nie jest on poezją; widać to, porównując go z poetyckimi opisami stworzenia w innych częściach Pisma (np. Psalm 14 i Hioba 38). Te inne fragmenty korzystają z powszechnych narzędzi poetyckich jak metafora czy porównanie, których brak w Genesis 1. Nie jest to też przypowieść. Nie ma wprowadzenia, jakiego Jezus używał, gdy zaczynał Swoje przypowieści ("Królestwo Boże jest jak..."). Nie jest to wizja, bowiem brakuje mu zwrotów używanych przez Ezechiela, Daniela i Jana, gdy szczegółowo opisywali swoje wizje i sny ("... niebiosa się otworzyły").

Krótko mówiąc, nie ma niczego w literackim stylu Genesis 1-3, co by wskazywało, że należy tekst rozumieć jako coś innego niż narracja historyczna. Forma jest naturalna i opisuje rzeczy dalekie od naszego zwykłego doświadczenia (stworzenie i świat przed upadkiem), ale nie ma żadnej wskazówki, że należy ją brać za coś innego niż ujęcie wydarzeń, jakie faktycznie miały miejsce. Kreacjonista E.H. Andrews tak pisze na ten temat:

Wewnętrzna struktura tych tekstów wskazuje na bezpośrednią narrację, bez świadectwa typowych hebrajskich form poetyckich i bez "komentarza" sugerującego, że opisanych wydarzeń nie powinno się traktować dosłownie. [1]

Andrews czyni tu aluzję do kluczowej sprawy: nie jak my rozumiemy Księgę Rodzaju, ale jak starożytny Hebrajczyk mógł ją rozumieć. Zwroty, które brzmią dziwnie dla naszego ucha, mogą się wydawać poetyckimi, ale to nie jest ważne - ważne jest, czy jest to hebrajska forma poezji. Jeśli chcemy wiedzieć, co dany fragment znaczy, musimy zrozumieć, jak autor chciał, by jego słowa rozumiano: obrazowo, ironicznie, alegorycznie czy jako zwykłe stwierdzenie.

Aby odkryć intencję autora, musimy zwrócić uwagę na odkrycia archeologów, jeśli chodzi o starożytną literaturę Bliskiego Wschodu. Zwykło się sądzić, że starożytni nie interesowali się historią jako taką; że starożytne zapisy należy rozumieć jako legendę i mit. Sądzono, że pewne opowieści mogły być oparte na wydarzeniach, które zaszły w pewnej epoce, ale zostały zapisane dopiero później, gdy obrosły mocno legendą. Wiemy już, że nie jest to prawda. W starożytności wydarzenia zapisywano wówczas, gdy one zachodziły albo wkrótce po ich zajściu. Chociaż tradycja ustna często rozwijała się równoległe do pisemnego zapisu, to jednak standardową praktyką było rejestrowanie wszystkich większych wydarzeń na piśmie.

Dzisiejsi uczeni dużo bardziej szanują historyczną prawdziwość starożytnej literatury, niż zwykli to robić w przeszłości. Starożytni Hebrajczycy okazują się być szczególnie troskliwymi rejestratorami wydarzeń. R.K. Harrison tak pisze na ten temat:

Porównawcze studia historiograficzne wykazały, że obok Hetytów starożytni Hebrajczycy należeli do najdokładniejszych, najbardziej obiektywnych i odpowiedzialnych rejestratorów wydarzeń historii Bliskiego Wschodu. [2]

W rezultacie dużo większe zaufanie pokłada się obecnie we wczesnych fragmentach Starego Testamentu, które pretendują do historyczności, niż to było poprzednio. Nie możemy bezmyślnie mówić, że dawni ludzie po prostu nie byli zainteresowani historią. Przeciwnie, wykonali oni wspaniałą pracę rejestrowania wydarzeń historycznych.

Prawdą jest, że Księga Rodzaju jest napisana z religijnego punktu widzenia; nie jest ona po prostu suchym, pedantycznym ujęciem faktów, jaki mógłby wyjść spod ręki sądowej stenotypistki. Ma ona cel religijny: nauczać nas o Bogu i grzechu oraz o kondycji człowieka. Ale samo to nie znaczy, że autor manipulował faktami, aby dostarczyć przesłania religijnego albo że wymyślał w całości te opowieści, lub że uczniowie wymyślili historię o zmartwychwstaniu Jezusa, aby przekazać religijne przesłanie o nowym życiu w Bogu. Jak już powiedzieliśmy, dla autorów biblijnych znaczenie teologiczne jest zawsze uwikłane w faktach.

Mamy ponadto dane świadczące, że mentalność ta była powszechna na starożytnym Bliskim Wschodzie. Zwykle pisano historię z przesłaniem religijnym lub ideologicznym, ale mimo to pisano ją dokładnie. Zacytujmy znowu Harrisona:

Liczne wydobyte teksty klinowe pokazują, jak mezopotamscy autorzy wczesnego historiograficznego materiału wyrażali się w kategoriach obrazu świata, podobnie jak to było w przypadku pierwszych kilku rozdziałów Księgi Rodzaju, wskazując przez to, że materiału tego nie należy traktować jako mitu, lecz jako mezopotamską historiografię. [3]

Starożytni nie pisali historii w ten sam sposób, jak my to robimy, co wielu doprowadziło do stwierdzenia, że Stary Testament nie jest w ogóle historią. Ale to jest niewiarygodnie zaściankowy sposób myślenia. Jeśli chcemy zrozumieć jakiś utwór literacki, pochodzący z innej epoki lub kultury, to musimy polegać nie na tym, jak literatura ta oddziałuje na nas dzisiaj, lecz na tym, czego dowiedzieliśmy się z archeologii o kulturze i czasach, w których była napisana.

Umieszczenie w kontekście
Aby zrozumieć jakiś fragment, musimy zobaczyć, jak pasuje on do otaczającego go kontekstu. Większość ewangelicznych chrześcijan akceptuje treść Księgi Rodzaju od rozdziału 12 do końca jako rzetelnie historyczną (ujęcie dziejów Abrahama i powstanie narodu hebrajskiego). Często jednak kwestionuje się Genesis 1-11, zwłaszcza ujęcia stworzenia, upadku i potopu.

Jeśli jednak zbadamy sam tekst, to zobaczymy, że nie ma żadnej przerwy między tymi epizodami, które są kwestionowane, a resztą Księgi Rodzaju. Po opisie stworzenia i upadku w Genesis 1-3 następują w ciągły sposób genealogie rozdziałów 4 i 5, które bez wątpienia mają historyczną treść. Te z kolei w gładki sposób przechodzą w rozdziały 6-9, opis potopu, po którym z kolei następują gładko genealogie w rozdziałach 10 i 11 (z wplecioną między nie opowieścią o wieży Babel), a w końcu o powołaniu Abrahama w rozdziale 12. Nie ma żadnego świadectwa w samym tekście, które by wskazywało, że stworzenie, upadek, potop czy wieżę Babel należy rozumieć odmiennie od genealogii czy opisu dziejów Abrahama.

Całość Księgi Rodzaju jest ponadto związana w literackim stylu przez okresowe powtarzanie zwrotu "Oto są pokolenia..." Refren ten występuje w 2:4; 5:1; 6:9; 10:1; 11:10; 25:12; 36:1 oraz 37:2 [od tłumacza: Biblia Tysiąclecia różnie ten zwrot tłumaczy]. Łączy on nierozerwalnie opisy stworzenia i potopu z tymi fragmentami Genesis, które uznaje się za historyczne.

Nad dokładnym znaczeniem zwrotu "Oto są pokolenia..." teologowie głowili się przez długi czas. I wówczas w 1936 roku P.J. Wiseman wysunął hipotezę, że był to kolofon (jak u Babilończyków), wskazujący na istnienie tabliczek, jakie powszechnie znajdujemy w miejscach wykopalisk w Mezopotamii. Tabliczki te zwykle mają tytuł, potem następuje treść dokumentu - list lub dokument prawny - a na końcu znajduje się kolofon. Jeśli w kolekcji znajduje się więcej niż jedna tabliczka, kolofon zwykle obejmuje tytuł tabliczki, a potem imię skryby lub właściciela tabliczki (może to być ta sama osoba) oraz datę.

Jeśli interpretujemy zwrot "Oto są pokolenia..." jako kolofon, to sugeruje to, że Księga Rodzaju oparta jest na zbiorze takich tabliczek. Termin "pokolenia" naprawdę znaczy "historie" albo "zapisy rodzinne" i implikuje, że te zapisy rodzinne troskliwie zachowywano od czasów Adama. Jest 11 takich zwrotów w Genesis. Jeśli każda oznacza koniec zbioru glinianych tabliczek, to wskazują one, że Mojżesz miał przed sobą taki ciąg tabliczek, jakich powszechnie używano w starożytnej Mezopotamii, i użył ich jako źródła dla Księgi Rodzaju.

Archeologiczne odkrycia ubiegłego stulecia wskazują, że było to możliwe. Umiejętność pisania była dobrze rozwinięta długo przed narodzeniem się Abrahama, a zapisy skrupulatnie zachowywano, jak już wcześniej powiedzieliśmy. Ponadto tabliczki te posiadają tę samą postać jak wiele wykopanych w Mezopotamii; nawet materiał genealogiczny jest dość typowy. Zaletą tej tabliczkowej teorii Księgi Rodzaju jest to, że uwzględnia ona rzeczywiste bliskowschodnie metody pisania i w naświetlaniu literackich źródeł Genesis nie zależy jedynie od naszych współczesnych prekoncepcji. [4]

Reszta Pisma Świętego
Przy poszukiwaniu zrozumienia pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju ważny jest nie tylko ich bezpośredni kontekst, ale także i reszta Pisma Świętego. Biblijne ujęcie Genesis musi uwzględniać, jak inni autorzy biblijni traktowali wydarzenia tam opisane.

Reszta Pisma Świętego często wspomina stworzenie i upadek, za każdym razem traktując je jako całkowicie historyczne. Nigdy nie ma choćby najmniejszej sugestii, że opisy stworzenia czy życia Adama i Ewy mają obrazowy lub mitologiczny charakter. Najmocniejszy przykład znajduje się w Liście do Rzymian 5:12 i dalej, gdzie Paweł przedstawia czytelnikowi potrójną paralelę między Adamem i Chrystusem. Istnienie wszystkich trzech uznawane jest na równi za historyczne.

Paralela między Adamem i Chrystusem występuje ponownie w 1 Liście do Koryntian 15. Podobnie Łukasz zakłada, że Adam jest rzeczywistą osobą, śledząc genealogię Jezusa aż do niego (Łuk. 3:38). Paweł oczekuje, że czytelnicy przyjmują także historyczność Ewy (1 List do Tymoteusza 2:13-14, 1 List do Koryntian 11:8-9, 2 List do Koryntian 11:3). Piotr uważa stworzenie za tak samo historyczne jak potop i sąd ostateczny (2Piotra 3:3-8).

Nie ulega wątpliwości, że autorzy Nowego Testamentu wierzyli, iż Adam i Ewa byli rzeczywistymi ludźmi. Istnieje w Nowym Testamencie ponad dziesięć cytatów lub bezpośrednich odniesień do Genesis 1-11 i każdy z nowotestamentowych autorów odnosi się do tej części Księgi Rodzaju gdzieś w swoich pismach. Sam Jezus odwoływał się do tych rozdziałów przynajmniej sześć razy. [5]

Autorzy starotestamentowi również odwoływali się często do Księgi Rodzaju. W grę wchodzi więc nie sama Księga Rodzaju, nie sam opis stworzenia, ale autorytet całej Biblii. Jeśli Adam i Ewa nie byli historycznymi osobami, to Paweł się mylił, a Jezus błądził. A jeśli Jezus i autorzy biblijni mylili się, gdy traktowali Księgę Rodzaju historycznie, to nie ma powodu uważać, że mieli rację w jakichkolwiek innych twierdzeniach, które wypowiadali. Nic dziwnego, że uznający to słabe ujęcie Księgi Rodzaju niemal nieuchronnie zauważają, że prowadzi ono - jeśli nie w ich umysłach, to w umysłach ich dzieci - do osłabionego ujęcia autorytetu całej Biblii. [6]

Nie "tylko" historia
Przeciwnicy często przedstawiają kreacjonistów jako zainteresowanych jedynie historyczną treścią Księgi Rodzaju. Podkreślanie historycznej prawdy rozdziałów 1-3 - zarzucają krytycy - to widzenie ich jedynie jako płaskiego, faktualnego ujęcia i pomijanie ich bogatego duchowego przesłania. Posłuchajmy na przykład słów Howarda Van Tilla, astrofizyka z Calvin College:

Jestem jednak przekonany, że początkowe rozdziały Księgi Rodzaju nigdy nie miały nauczać niczego o szczegółach kosmicznej historii (...) Genesis 1 jest mocną polemiką z pogańskimi ideami na temat statusu Kosmosu. Redukowanie go do prymitywnego technicznego raportu z historii Kosmosu jest pomijaniem jego ważnych nauk (...). [7]

Zwróćmy uwagę, że dla Van Tilla dostrzeganie historii w Księdze Rodzaju jest "pomijaniem" jej nauk teologicznych. Jest to kompletny nonsens. Podkreślanie jednej (historycznej) strony dla pewnych celów nie jest zaprzeczaniem istnienia wielu innych stron. Kreacjoniści zwracają uwagę na historyczny element w Genesis nie dlatego, że uważają, iż jest to wszystko, co tam istnieje, ale ponieważ jest to element obecnie atakowany.

Kreacjoniści argumentują, że stworzenie i upadek jako doktryny teologiczne muszą opierać się na wydarzeniach, które rzeczywiście miały miejsce. Nie ma tu różnicy z postawą, jaką wszyscy ewangeliczni chrześcijanie przyjmują wobec zmartwychwstania - w tym bez wątpienia i Van Till. Bogate duchowe przesłanie nowego życia, które trwa na wieki, nie ma sensu, jeśli Jezus rzeczywiście, historycznie nie powstał z martwych. Ponadto kreacjoniści podkreślają, że gdy już przyjmiemy Księgę Rodzaju za opis wydarzeń, jakie naprawdę miały miejsce, to musimy przyjąć poważnie, co ona mówi o świecie przyrody, jako ramę roboczą dla nauki.
KONIEC

Nancy Pearcey

Źródło: Archiwum "Na początku...", Zeszyt 8, Warszawa 1998. Księga Rodzaju a historia, Na Początku... 1997, nr 7b(89), s. 170-181. (Did It Really Happen? - Genesis and History, Bible-Science Newsletter, March 1987, vol.25, No.3, s.6-9; za zgodą Autora)

Przypisy:
[1] E. H. Andrews, God, Science, and Evolution, Creation-Life Publishers, San Diego 1980, s. 69.
[2] R. J. Harrison, Historical and Literary Criticism of the Old Testament, w: Frank E. Gaebelein (ed.), The Expositor's Bible Commentary, Zondervan, Grand Rapids 1979, vol. 1, s. 232.
[3] Tamże, s. 233.
[4] Więcej na temat tabliczkowej teorii patrz tamże, s. 242-243. Patrz też R.K. Harrison, Introduction to the Old Testament, Eerdmans, Grand Rapids 1969, s. 543 ff; oraz Henry M. Morris, The Genesis Record, Baker Book House, Grand Rapids 1976, s. 27-30.
[5] Morris, The Genesis..., s. 21.
[6] Niektórzy pytają, co zrobić z faktem, że dzisiejsi chrześcijanie nie praktykują już wszystkiego, czego Biblia naucza, na przykład starotestamentowego prawa? Odpowiedź wygląda następująco: kiedy samo Pismo Święte daje nam zasadę, by już nie stosować jego pewnych fragmentów (jak rytuały świątynne Starego Testamentu), to możemy je porzucić, nie podcinając reszty jego nauczania, bowiem w takim przypadku działamy na podstawie Biblii. Ale kiedy zaczynamy odrzucać fragmenty Pisma Świętego, ponieważ subiektywnie nam się one nie podobają, to wówczas przedkładamy nasze własne rozumienie tego, co jest słuszne lub prawdziwe, ponad to, czego naucza Biblia. Wtedy w zasadzie porzucamy ideę, że Biblia jest objawieniem i że to nie my mamy ją osądzać.
[7] Howard Van Till, The Cosmos: Nature or Creation?, Occasional Papers from Calvin College, vol. 3, No. 1, January 1984, s. 33 (podkr. w oryginale).

Bibliografia
1. E.H. Andrews, God, Science, and Evolution, Creation-Life Publishers, SanDiego 1980.
2. Gleason Archer, Alleged Errors and Discrepancies in the Original Manuscripts of the Bible, w: Norman L. Geisler (ed.), Inerrancy, Zondervan, Grand Rapids 1979.
3. R.K. Harrison, Historical and Literary Criticism of the Old Testament, w: Frank E. Gaebelein (gen. ed.), The Expositor's Bible Commentary, vol. 1, Zondervan, Grand Rapids 1979.
4. Walter C. Kaiser, Jr., Legitimate Hermeneutics, w: Geisler (ed.), Inerrancy...
5. Henry M. Morris, The Genesis Record, Baker Book House, Grand Rapids 1976.
6. Francis Schaeffer, Genesis in Space and Time, InterVarsity Press, Downers Grove 1972.
7. Howard Van Till, The Cosmos: Nature or Creation?, Occasional Papers from Calvin College, January 1984, vol. 3, No. 1.
8. Nancy Pearcey, Did It Really Happen? - Genesis and History, Bible-Science Newsletter, March 1987, vol. 25, No. 3, s. 6-9; z jęz. ang. za zgodą Redakcji i Autorki tłum. Mieczysław Pajewski)
9. Źródło: Archiwum "Na początku...", Zeszyt 8, Warszawa 1998. Księga Rodzaju a historia, Na Początku... 1997, nr 7b(89), s. 170-181. (Did It Really Happen? - Genesis and History, Bible-Science Newsletter, March 1987, vol.25, No.3, s.6-9; za zgodą Autorki )
10. http://creationism.org.pl/artykuly/NPearcey5


STWORZENIE ŚWIATA – DWA OPISY CZY JEDEN?

Artykuł pochodzi z nr 48-49 (lipiec/sierpień 2008) Idź Pod Prąd.   Jeśli ktoś chce wykazać, że Pismo Święte nie jest księgą bezbłędną, bardzo często szuka argumentów...

Teorie powstania Księżyca

Marta Cuberbiller Do naturalistycznych teorii powstania Księżyca należy hipoteza oderwania się od Ziemi, przechwycenia, kondensacji i zderzenia. Przyjrzyjmy się krótko każdej z nich. Hipoteza oderwania się...

Znajdowanie Adama i Ewy w naszym DNA (cz. II)

zobacz: Znajdowanie Adama i Ewy w naszym DNA (cz. I) Marta Cuberbiller Anglikański prymas kościoła Irlandii z XVII wieku, James Ussher (1581-1656), potraktował poważnie genealogie biblijne...

BOZON HIGGSA W SUBTELNYM ZESTROJENIU WSZECHŚWIATA

4 lipca 2012 roku uczeni z ośrodka badawczego CERN mieszczącego się w Szwajcarii ogłosili odkrycie tzw. bozonu Higgsa, ostatniej niewykrytej dotąd cząstki elementarnej, której istnienie przewidywał Model Standardowy tych cząstek. Model ten przewidział istnienie 17 nieznanych cząstek, z których 16 odkryto w miarę szybko, ale na ostatnią trzeba było czekać kilkadziesiąt lat. Tak długo, że aż niektórzy uczeni zwątpili w jej istnienie.

Bozony są to cząstki posiadające spin całkowity. Wszystkie cząstki są albo bozonami, albo fermionami. Te ostatnie mają spin niecałkowity. Różnica między nimi polega na tym, że pierwsze (bozony) podlegają statystyce Bosego-Einsteina, a drugie (fermiony) - statystyce Fermiego-Diraca.

Rok temu polski kreacjonista Mieczysław Pajewski opublikował artykuł pt. "Boska cząstka". [1] Wyjaśniał w nim, dlaczego bozon Higgsa nazwano boską cząstką. [2] Dzisiejszy świat nauki, pisał, jest wrogo nastawiony do religii i nazwa ta jest zawoalowaną kpiną ze Stwórcy. W rzeczywistości bozon Higgsa miał pełnić ważną funkcję, wyjaśniając istnienie bardzo ważnej cechy wielu elementów Wszechświata - masy. Według brytyjskiego fizyka Petera Higgsa istnieje pole fizykalne, znane obecnie jako pole Higgsa, bez którego "cząstki śmigałyby przez Wszechświat z prędkością światła". Istnienie tego pola, a tym samym przenoszących oddziaływania cząstek Higgsa, wyjaśnia więc jedną z fundamentalnych cech świata - posiadanie masy przez cząstki elementarne. Cząstka Higgsa pozwala uczonym zrozumieć, co się działo tuż po początku Wszechświata, po Wielkim Wybuchu - stąd ta ironiczna nazwa. [3]

Amerykański autor kreacjonistyczny Mario Seiglie w niedawno opublikowanym artykule pokazał jednak, że wbrew intencjom fizyków można się doszukiwać jakiegoś uzasadnienia dla nazywania bozonu Higgsa mianem "boskiej cząstki". [4] Odkrycie tej cząstki wymagało niezwykłej dokładności zarówno obliczeń teoretycznych, jak i pomiarów. Seiglie zacytował artykuł w „The Economist”, [5] którego autor ujawnił, że model standardowy wymagał wyznaczenia wartości ok. 20 stałych do 32 miejsca po przecinku. Wstawienie mniej dokładnych wartości prowadzi do tak nonsensownych przewidywań, jak wystąpienie zdarzeń o prawdopodobieństwie większym niż 100%. Anonimowy autor artykułu w „The Economist” nazwał też tę sytuację, czyli potrzebę niezwykłej dokładności, niezadowalającą, niewygodną (uncomfortable). Ale dlaczego dokładność ma być niewygodna?

Seiglie przypomina, że zgodność wielu różnych stałych fizycznych do odległego miejsca po przecinku jest charakterystyczną cechą tzw. subtelnego zestrojenia, o którym się mówi przy okazji zasady antropicznej. Zasada ta głosi, że fundamentalne stałe fizyczne mają z dużą dokładnością, do wielu miejsc po przecinku, takie wartości, które są potrzebne do istnienia życia i samego człowieka oraz że nawet niewielkie zmiany tych wartości uniemożliwiłyby istnienie człowieka i życia biologicznego na Ziemi. Wszechświat okazuje się miejscem idealnie dostosowanym do naszego istnienia.

Termin "zasada antropiczna" został po raz pierwszy użyty przez Brandona Cartera w 1973 roku, [6] ale jeszcze w latach 50. Fred Hoyle, zajmujący się procesami wewnątrz gwiazd, wskazywał, jak dopasowane muszą być stany rezonansowe węgla, aby mógł z niego powstawać tlen. [7] Podobnych przykładów jest bardzo wiele. Gdyby silne oddziaływania jądrowe były nawet 0,3% mocniejsze lub 2% słabsze, to życie we Wszechświecie nie byłoby możliwe. [8] Energie stanu podstawowego 4He, 8Be, 12C i 16O nie mogą być większe lub mniejsze o więcej niż 4%, gdyż we Wszechświecie będzie za mało tlenu i węgla, by mogło istnieć życie. [9] Tempo ekspansji Wszechświata musi być subtelnie dopasowane z dokładnością 1:10^55. [10] Dlatego Hoyle w 1982 roku wnioskował, że "jakiś superintelekt figlował z fizyką, chemią i biologią". [11] Sam Hoyle był ateistą i miał na myśli raczej jakąś supercywilizację kosmiczną niż Boga. Ale inni myśliciele snuli bardziej odważne wnioski. Paul Davies, który jeszcze w 1983 roku popierał ateizm, [12] rok później uznał, że "prawa [fizyki] wydają się być wytworem nadzwyczaj pomysłowego projektu", [13] żeby w 1988 roku uznać, że "istnieją moim zdaniem mocne dane empiryczne, że coś jest poza tym wszystkim. Wrażenie projektu jest wszechwładne". [14]

Większość dzisiejszych uczonych stanowią ewolucjoniści (w szerokim sensie tego słowa), którzy mocno zaakceptowali naturalizm Darwina. Odrzucają oni możliwość, by przedmiotem rozważań w nauce stał się Bóg. Przyjęli oni charakterystyczną postawę, którą dobrze widać w wyznaniu biologa z Harvardu, Richarda Lewontina:

Bierzemy stronę nauki pomimo wyraźnej absurdalności niektórych jej wytworów, pomimo niepowodzenia w zrealizowaniu wielu jej ekstrawaganckich obietnic zdrowia i życia, pomimo tolerowania przez wspólnotę uczonych pustych "takich sobie bajeczek", ponieważ jesteśmy apriorycznie zaangażowani, zaangażowani po stronie materializmu [czyli odrzucenia istnienia czegokolwiek boskiego lub nadnaturalnego].

To nie metody i ustalenia nauki zmuszają nas jakoś do przyjęcia materialistycznego wyjaśnienia świata zjawisk, ale przeciwnie - jesteśmy do tego zmuszeni przez nasze aprioryczne [czyli przyjęte z góry] założenie, że materialne przyczyny doprowadzą do pojawienia się aparatury badawczej i zbioru pojęć, które utworzą materialistyczne wyjaśnienia, bez względu na to, jak wydawałyby się one niezgodne z intuicją czy tajemnicze dla laika. Ponadto materializm ten ma absolutny charakter, ponieważ nie wolno nam pozwolić, by w naszych drzwiach pojawiła się Boska Stopa. [15]

Subtelne dostrojenie wielu cech Wszechświata do potrzeb życia i istnienia człowieka stanowi dla takich uczonych olbrzymi problem. Trudno uznać, że dostrojenie to jest wynikiem przypadku, prawdopodobieństwo byłoby znikome. Naturalistycznie zorientowani uczeni mają nadzieję, że jakaś przyszła "teoria wszystkiego", być może któraś z teorii superstrun, z czasem wyjaśni stan rzeczy. Tylko że takiej teorii jeszcze nie znaleziono. Inni upatrują ratunek w koncepcji wieloświata - nasz Wszechświat byłby tylko jednym z wielu wszechświatów o różnych własnościach i prawach przyrody, a skoro tak, to w jednym z nich czysto przypadkowo mogło nastąpić subtelne zestrojenie. Tylko że nie ma sposobu, by przekonać się o istnieniu równoległych wszechświatów. Idąc śladami Darwina, ateistyczni uczeni zmuszeni są do karkołomnych poszukiwań, jak uniknąć najprostszego i oczywistego rozwiązania. Biblia mówi o tym wyraźnie: Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą wymówić się od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych, stali się głupimi...
(Rzym. 1:18-22)

Przypisy:
[1] Mieczysław Pajewski, "Boska cząstka" (Kreacjonizm 27), Duch Czasów nr 1, 2012, s. 19-20, http://tiny.pl/h2xmx.
[2] Nazwę taką nadali Leon Lederman i Dick Teresi w książce Boska cząstka. Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 1996 (wyd. oryg. 1993).
[3] Alexandra Witze, "Higgs discovery helps make sense of matter", Science News December 29, 2012, vol. 182, no. 13, s. 16, http://tiny.pl/h2g1t.
[4] Mario Seiglie, "Higgs Boson: Evidence for Universe's Fine-Tuning", The Good News September/October 2012, s. 23.
[5] "The Higgs Boson: Gotcha! The hunt for physics's most elusive quarry is over", The Economist July 7, 2012, s. 72, http://tiny.pl/h2gck.
[6] Brandon Carter, "Large Number Coincidences and the Anthropic Principle in Cosmology", w: M. S. Longair (ed.), Cosmological Theories with Observational Data (IAU Symposium No. 63), D. Reidel Publishing Company , Dordrecht 1974, s. 291-298, http://tiny.pl/h2gdk. Por. też Michał Heller, Ostateczne wyjaśnienia Wszechświata, Universitas, Kraków 2008, s. 105-107.
[7] Lee Strobel, Dochodzenie w sprawie Stwórcy, Wydawnictwo Credo, Katowice 2007, s. 173.
[8] John D. Barrow and Frank J. Tipler, The Anthropic Cosmological Principle and the Structure of the Physical World, Oxford University Press, New York 1986, s. 318-327, 354-359.
[9] R. E. Davies and R. H. Koch, "All the Observed Universe Has Contributed to Life", Philosophical Transactions of the Royal Society of London, ser. B, 1991, vol. 334, s. 391-403, http://tiny.pl/h2gfv.
[10] Alan H. Guth, "Inflationary Universe: A Possible Solution to the Horizon and Flatness Problems", Physical Review D 1981, vol. 23, no., 2, s. 348 [347-356], http://tiny.pl/h2g5h.
[11] Fred Hoyle, "The Universe: Past and Present Reflections", Annual Reviews of Astronomy and Astrophysics 1982, vol. 20, s. 16 [1-35], http://tiny.pl/h2g5g.
[12] Paul Davies, God and the New Physics, Simon and Schuster, New York 1983 (wyd. polskie: Bóg i nowa fizyka, Cyklady, Warszawa 1996).
[13] Paul Davies, Superforce: The Search for a Grand Unified Theory of Nature, Simon and Schuster, New York 1984, s. 243.
[14] Paul Davies, The Cosmic Blueprint: New Discoveries in Nature's Creative Ability to Order the Universe, Simon and Schuster, New York 1988, s. 203. Późniejsze swoje przemyślenia Davies ujawnił w książkach Plan Stwórcy. Naukowe podstawy racjonalnej wizji świata, Znak, Kraków 1996 (wyd. oryg. 1992) oraz Kosmiczna wygrana. Dlaczego Wszechświat sprzyja życiu?, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 2008 (wyd. oryg. 2007).
[15]  Richard Lewontin, "Billlions and Billions of Demons", The New York Review, Jan. 9, 1997, s. 31, http://tiny.pl/hkwx2.


NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Kursy walut