Bez kategorii

po… RACHUNKI

To mój zaległy, wrześniowy wpis. Ale nasza podróż do USA była tak niesamowita, że mam wrażenie, że było to coś takiego, jak wizyta Łucji w Narnii, czyli jakby w Polsce nie było nas tylko kilka minut…
Rozmawiamy sobie z przyjaciółką o naszych przygotowaniach do podróży za ocean. Zaczęłam mówić o grach edukacyjnych, które zakupiłam jako prezenty dla znajomych i ona nagle pyta: – A co myślisz o „Łatwej matmie”? Myślę sobie, skąd ona wie, że właśnie wpadłam na nią, wchodząc do księgarni? … i to w doskonałej cenie!
https://www.naukowa.pl/Ksiazki/latwa-matma-1449255

No właśnie, jakie jest prawdopodobieństwo, że koleżanka odgadnie, jaką właśnie zakupiłaś książkę? A kiedy dodam, że jest wrzesień, zaczął się rok szkolny i że koleżanka bywa na Fb częściej niż ja i że właściciel księgarni też tam zapewne bywa, to prawdopodobieństwo rośnie w niepokojącym tempie.

Sprawdziłam, że książka jest jeszcze do kupienia. Wszystkim zaczynającym edukację domową szczerze ją polecam. Dla rodziców, którzy edukują od kilku lat książka, nie będzie niczym nowym, bo są tu zebrane metody i pomysły, które często wykorzystywaliśmy do uczenia naszych dzieci matematyki. Ale my musieliśmy szukać pomysłów w różnych miejscach, różnych książkach (np. rewelacyjna „Jak nauczyć dzieci sztuki konstruowania gier?” Gruszczyńskiej, Dobosz i Zielińskiej), co było czasochłonne. Teraz dzięki „Łatwej matmie” wszystko zostało zebrane i bardzo przyjemnie wydane. Myślę, że autorki, choć doskonale wykształcone, a także doświadczone w pracy z dziećmi (co nie jest takie oczywiste), musiały przejść podobną drogę do nas – pionierów edukacji domowej – i szukać prostych sposobów na nauczenie dzieci matematyki.
Książka jest skierowana przede wszystkim do rodziców i kiedy przeczytałam „Zasady nauczania”, to stwierdziłam, że kierowałam się identycznymi zasadami, bo są one po prostu zdroworozsądkowe! Przykład: „Nie przystępujcie do nauki, kiedy dzieci są zmęczona albo głodne. Uczniowie muszą być gotowi do pracy!” (Anne Lene Johnsen i Elin Natas, „Łatwa matma”, str. 74.)
Najpierw myślałam, że książka służy do nauczania wyłącznie dzieci młodszych, które zaczynają naukę matematyki, ale nie do końca tak jest. W książce znalazł się dział poświęcony geometrii oraz równaniom i funkcjom. Dlatego jeśli trzeba nadrobić zaległości albo wytłumaczyć krok po kroku coś, z czym dziecko wciąż sobie nie radzi, to z pomocy dodatku metodycznego rodzice dzieci z późniejszych klas podstawówki też mogą skorzystać. Choć zaznaczam, że są to tylko dwa rozdziały i nie wiem, czy warto dla nich kupować całą książkę… Fajne jest też odniesienie do tzw. sytuacji życiowych czy konkretnych gier planszowych.
Niestety, strona poświęcona nauce pisania symboli liczb jest trochę chybiona, ponieważ zawiera krój cyfr pisanych w krajach anglosaskich, nie w Polsce…

WSPOMNIENIE:

Uwielbiam polską złotą jesień. Nie co roku możemy się nią cieszyć, dlatego dziękuję Bogu, że tak wszystko wspaniale stworzył i że w tym roku jest pięknie i tak kolorowo. W Stanach Zjednoczonych jesień pachnie „pumpkin pie spice”. A nasza jesień, oprócz istnej eksplozji kolorów, kojarzy mi się z kasztanami. Ach, pamiętam, kiedy wyruszaliśmy z dziećmi na wyprawę, by szukać kasztany. Zadaniem było zebranie ich aż… stu!
Jakby to wczoraj było…
Wyprawa była nie byle jaka, bo na naszym osiedlu trudno o kasztany, więc najpierw wyruszaliśmy na poszukiwanie drzew kasztanowych. Z tego, co pamiętam, za pierwszym razem zajęło nam to całe przedpołudnie, bo odnaleźć drzewo – to jedno, ale znaleźć pod nim kasztany – to drugie. Kiedy w końcu udało nam się znaleźć takie miejsce, gdzie nie zdążyli jeszcze z grabieniem, wystarczyło wyliczyć i przytaszczyć te sto sztuk do domu. Potem kasztany służyły dzieciom do zabawy. Dodawaliśmy, odejmowaliśmy i budowaliśmy figury przestrzenne.
Przy trzeciej córce sprawa się skomplikowała, bo starsze dzieci nie były zainteresowane liczeniem do stu… Owszem, figury można porobić, ale cóż to jest tylko sto kasztanów. Nie chcąc, żeby nasze mieszkanie zamieniło się w skład kasztanów, musiałam poszukać czegoś innego dla najmłodszej córki. I znalazłam. Kalendarz z notatnikiem i ćwiczeniami w zakresie stu. Choć kalendarz zaczyna się od sierpnia, można zacząć prowadzić go od dowolnego miesiąca.
I choć od tamtego czasu upłynęło już kilka lat, wyobraźcie sobie, że sprawdziłam i jeszcze jest dostępny, do pobrania na tej stronie:
https://www.homeschoolcreations.net/calendar-notebook-binder-printables/
Trzeba zjechać na dół do tekstu wyróżnionego na zielono: Download the Free Calendar Notebook!! (do użytku osobistego). Do wyboru wersja czcionką normalną lub kursywą.

Oczywiście ja przerobiłam to na nasz ojczysty język i pozaklejałam angielskie nazwy polskimi, które sama sobie wydrukowałam, a następnie zalaminowałam trzy strony: od 2 do 4. Do nazw miesięcy po angielsku dopisałam nazwy polskie, zakupiłam flamastry do pisania na szkle (window markers) i gotowe. Pisaki suchościeralne średnio się sprawdzają, bo łatwo je rozmazać w trakcie pisania.
Ćwiczenie było bardzo przydatne, uczyło m.in. systematyczności i wytrwałości. Wbrew pozorom trudno wytrwać sto dni i codziennie wypełniać te same rubryczki…
Kilka razy wykorzystałam też to jako prezent dla dzieci znajomych. Zakupiłam zestaw kilku flamastrów, drukowałam i laminowałam kartki i darowywałam dzieciom gotowe zestawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *