Bez kategorii

Dyktando na żądanie

Jak Wam poszło z lapbookami?

Nasz do „Żony modnej” Ignacego Krasickiego wygląda tak: … gotowe do wypełnienia.

Czy znane są Wam przypadki, żeby dziecko prosiło Was o zrobienie… dyktanda? Ja w domu mam aż dwa takie przypadki! Korzystając więc z okazji, dziś będzie o dyktandzie. Ale nie tylko.

W swojej biblioteczce mam trochę książek z ortograficznymi wierszykami i opowiastkami, choćby Pani Małgorzaty Strzałkowskiej. „Gramatyka na wesoło i na serio” Witolda Gawdzika, samozwańczego Profesora Przecinka, to też HIT! Ale kiedy dzieci mi wyrosły z rymowanych wierszyków, próbowałam szukać czegoś w sieci. I tu oczywiście materiałów nie brakuje, ale… najczęściej jest to zlepek przypadkowych zdań suto okraszony wyjątkami czy też wyrazami z „h”, „ż” czy „ó”. Dyktanda te są więc sztucznymi tekstami stworzonymi tylko po to, żeby użyć jak największej liczby wyrazów mogących sprawiać trudności ortograficzne. Pomyślałam więc, że zamiast tego użyję fragmentów lektur czy też książek popularnonaukowych. Korzystam np. z „Uczeni w anegdocie” W. Gołembowicza albo – moja ulubiona – „101 faktów&przedwiedzy naukowej” (2009, Eternal Productions), bo przecież w języku polskim prawie w każdym wyrazie można zrobić jakiś błąd;), czyż nie? Dobierając teksty w taki sposób, można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i z dyktanda mogą się dzieci czegoś dowiedzieć albo przyswoić cytat z jakiegoś dzieła.

Przyznam, że przy okazji czytania książek zaznaczam sobie fragmenty, które przydadzą mi się do dyktanda albo takie, które wykorzystuję później do ćwiczenia tzw. dykcji. A kiedy uczyłam się roli Pani Dobrójskiej do „Ślubów panieńskich” Aleksandra Fredry, napotkałam tam kilka niezgorszych łamańców językowych!

Tu można obejrzeć „Śluby panieńskie”: https://www.youtube.com/watch?v=IIrlNLPT92c

A wy jakie macie sposoby na radzenie sobie z ortografią?

Wspomnienie

Kiedy dzieci były małe, przygotowywałam im kartki z wierszykami do przepisywania. Ćwiczenie to służyło nauce starannego pisania, ale też zapamiętywania trudnych ortograficznie czy też nowych wyrazów. Wykorzystywałam też ten sposób do uczenia dzieci wersetów z Biblii.

W pierwszej klasie liniatura była trochę większa, w kolejnych klasach ją zmniejszałam. Czasem pisałam też pytania do tekstów, a czasem robiłam to samo z zadaniami matematycznymi z tekstem, szczególnie jeśli tekst odwoływał się do rzeczywistości, a nie był tylko wymyślony na potrzeby zastosowania w nim matematycznego działania.

Takie dyktando kończyliśmy ortograficznym praniem – na ścianie był zawieszony sznurek, do którego przyczepialiśmy, klamerkami do prania, kartoniki z wyrazami, które sprawiły dzieciom trudność. Na kartoniku dzieci zapisywały prawidłowo wyraz i dodawały swój, zazwyczaj dowcipny, rysunek. Tak, żeby zbudować skojarzenie.

Oto kilka kartek sprzed lat (do wykorzystania):

Jana 3,16 Wierszyki Krysi Pstrysi

3 thoughts on “Dyktando na żądanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *