Mieczysław Pajewski

Jak pisałem w majowym numerze Idź Pod Prąd, problem zła istniejącego w świecie, a zwłaszcza osobista tragedia – śmierć ukochanej córki, doprowadziła Darwina do niewiary w Boga. Darwin za życia nie afiszował się swoim ateizmem, wprowadzając wielu w błąd, ale dziś nie ulega wątpliwości, że w Boga nie wierzył. Świadczą o tym jego słowa z Autobiografii:

„[…] niewiara ogarnęła mnie w bardzo wolnym tempie, ale w końcu stała się całkowita. Tempo to było tak wolne, że nie czułem żadnego strapienia i nigdy odtąd nie wątpiłem ani przez sekundę, że mój wniosek był poprawny. Trudno mi sobie rzeczywiście wyobrazić, jak ktokolwiek mógłby chcieć, by chrześcijaństwo było prawdziwe; bo jeśli tak, to zwykły język tekstu wydaje się pokazywać, iż ludzie, którzy nie wierzą – a do tych zaliczałbym mojego Ojca, Brata i prawie wszystkich moich najlepszych przyjaciół, będą przez wieki karani. A to jest przeklęta doktryna”.[1]

Darwin sam przyznał, że niewiara jego stała się całkowita. Ale po dziś dzień wielu błędnie sądzi, że Darwina cechował jakiś rodzaj religijnej wiary. Pół biedy, jeśli tak sądzą bliżej niezorientowani. Gorzej, jeśli te fałszywe przekonania rozpowszechniają ludzie, którzy z racji swojego zawodu i przygotowania znają prawdę. Do osób takich należy arcybiskup Lublina, ks. prof. Józef Życiński. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że jest on najbardziej „zasłużonym” w naszym kraju propagatorem fałszywego twierdzenia o wierzącym Darwinie. Ale propagowanie fałszywego twierdzenia nie jest łatwe. Trzeba omijać fakty, wypaczać ich sens, dokonywać manipulacji. Przyjrzyjmy się bliżej technice manipulacji stosowanej przez arcybiskupa.

W wielu wypowiedziach stara się on przekonać czytelnika, że Darwin był człowiekiem wierzącym, tyle że nie lubił się wypowiadać na tematy wiary, gdyż był przyrodnikiem:

„Obdarzony zmysłem krytycyzmu Darwin wiedział o swym braku kompetencji filozoficznych czy teologicznych, stąd też starał się programowo unikać komentarzy, wykraczających poza jego specjalność. […] [Darwin] zachowywał rezerwę wobec wszelkich form religii instytucjonalnej, ograniczając się do przyjęcia wiary w Boskiego Stwórcę, który kieruje zmiennością gatunków i całym rozwojem przyrody”.[2]

„Darwin był ogromnie ostrożny przy podobnych ekstrapolacjach i […] przyznawał, iż poważnych trudności dostarczały mu zarówno metafizyka, jak i matematyka”.[3]

„Na przekór oczekiwaniom tych współczesnych, którzy odwoływali się do jego autorytetu, by znaleźć odpowiedzi na podstawowe pytania filozofii i teologii, Darwin okazywał ostrożność i niezdecydowanie przy podejmowaniu kwestii wywołujących publiczne emocje. […] Darwin kategorycznie odmówił. […] Decyzja ta doskonale ilustruje osobisty styl, w którym dominowała odpowiedzialność za każde słowo oraz świadomość obiektywnej złożoności dyskutowanych kwestii i własnej niekompetencji w dziedzinie metafizyki”.[4]

Wszystkie te twierdzenia mają gołosłowny charakter. Prawdą jest, że Darwin unikał publicznego wypowiadania się na kontrowersyjne tematy, ale nie dlatego, że wątpił w swoje kompetencje poza naukami przyrodniczymi, ale dlatego, że chciał uniknąć sporów i zachować popularność.[5] Głoszenie poglądów ateistycznych w wiktoriańskiej Anglii z pewnością przysporzyłoby mu kłopotów. W tym świetle należy widzieć słynne ostatnie zdanie jego głównego dzieła O powstawaniu gatunków, które stale cytują zwolennicy poglądu o wierzącym Darwinie:

 „Wzniosły zaiste jest to pogląd, że Stwórca natchnął życiem kilka form lub jedną tylko i że gdy planeta nasza, podlegając ścisłym prawom ciążenia, dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż się jeszcze rozwija nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu”.[6]

Ktoś łatwowierny mógłby pomyśleć, że Darwin wierzył, gdy pisał te słowa, iż życie na Ziemi powstało wskutek „tchnięcia” ze strony Stwórcy (tak mówi Biblia, por. np. Ks. Rodz. 2:7). Dopiero potem włączał się darwinowski dobór naturalny i robił całą resztę. A jednak jest to mylny wniosek. Darwin nie wierzył, że życie jest rezultatem „tchnienia” Stwórcy, bo w ogóle nie wierzył już wtedy w istnienie Stwórcy, o czym pisałem w majowym odcinku. I trudno nawet oskarżać Darwina, że napisał o sobie nieprawdę. Przecież nie napisał on, że wierzy w to, iż Stwórca natchnął życiem kilka form lub jedną z nich. On tylko napisał, że jest to wzniosła idea. Istnieje wiele wzniosłych idei, w których prawdziwość nie wierzymy. Darwin mógł uznawać ideę stworzenia życia przez Stwórcę za wzniosłą, a jednocześnie – o czym świadczą jego prywatne zapiski, opublikowane dopiero po śmierci – kompletnie w nią nie wierzyć.

Wróćmy jednak do lubelskiego arcybiskupa. W jednej ze swoich licznych książek tak starał się przekonać czytelnika, że Darwin był wierzący nawet po opublikowaniu swego głównego dzieła:

„Urzekająca propozycja wypracowania nowej wizji chrześcijańskiego ewolucjonizmu ekscytowała wiele umysłów współczesnych Darwinowi. Harwardzki botanik, Asa Gray, w niespełna trzy lata po opublikowaniu The Origin pisał do autora dzieła, z którym łączyły go więzy przyjaźni: «Jestem zdecydowany ochrzcić je, co chcąc nie chcąc zapewni mu zbawienie»”.[7]

Ale czy Darwinowi spodobał się ten pomysł Asy Graya? Życiński przekonuje, że tak:

„Sam Darwin zdawał się sympatyzować z interpretacją Graya, podkreślał bowiem, iż jego przyjaciel stanowiący hybrydę poety, prawnika, przyrodnika i teologa nie wypowiedział nigdy nawet słowa, które «nie wyrażałoby w pełni moich przekonań»”.

Zobacz też:  NIEOCZEKIWANA JASNOŚĆ BŁĘKITNYCH OLBRZYMÓW I NADOLBRZYMÓW

Czytelnik książki Życińskiego musi teraz przeprowadzić stosunkowo proste wnioskowanie. Darwin uważał, że Asa Gray nigdy nie wypowiedział ani jednego słowa, które nie wyrażałoby przekonań Darwina. Asa Gray napisał do Darwina, że chce nadać chrześcijańską interpretację teorii Darwina. A więc? Chyba wynika z tego, że Darwin sympatyzował z taką interpretacją?

Otóż nie wynika. Trzeba jeszcze uwzględnić daty: kiedy Gray powziął pomysł „ochrzczenia” darwinizmu i kiedy Darwin chwalił Graya. Główne dzieło Darwina zostało wydane w 1859 roku. Asa Gray chciał ochrzcić teorię Darwina trzy lata po opublikowaniu The Origin (O powstawaniu gatunków), czyli w 1862 roku. A opinia Darwina, że Gray nigdy nie wypowiedział ani jednego słowa, które nie wyrażałoby przekonań Darwina, pochodzi nie z 1862 roku lub jakiegoś późniejszego, ale… z 1860 roku, a więc zanim jeszcze Asa Gray powziął pomysł ochrzczenia teorii ewolucji. Na jakiej więc podstawie Życiński twierdzi, że „sam Darwin zdawał się sympatyzować z interpretacją Graya”? A może Darwin później też sympatyzował z poglądami Graya? Niestety, nie:

„Mimo szczerej chęci trudno zgodzić się ze zdaniem prof. Asy Graya, że «przemiany były kierowane wzdłuż pewnych korzystnych linii», podobnie jak rzeki «prowadzone są po określonych i pożytecznych liniach nawodnienia»”.[8]

Czytelnik książki Życińskiego może sam zidentyfikować te daty – pozytywnej opinii Darwina o Grayu z 1860 roku i pomysłu Graya, by ochrzcić ewolucjonizm, z 1862 roku – na podstawie przypisów, jakie Życiński dał w swojej książce. Ten sposób uzasadniania, kiedy wcześniejsza opinia ma dotyczyć późniejszego pomysłu, Kazimierz Jodkowski nazwał „zabawnym”.[9]  Zdaniem Marty Cuberbiller, która zwróciła moją uwagę na tę sprawę, nie ma w tym jednak nic zabawnego. Jest to wyraźna próba wprowadzenia w błąd czytelnika. Co więcej, po ujawnieniu przez Jodkowskiego tej sprawy, najpierw w artykule, potem w książce, arcybiskup nie zrezygnował z tego argumentu. W najnowszej swojej książce powtarza go w niemal niezmienionej postaci. Niemal, bo brakuje teraz przypisów, na podstawie których czytelnik mógł poprzednio zidentyfikować daty, kiedy Darwin chwalił Graya i kiedy Gray chciał ochrzcić darwinizm.[10] Teraz czytelnik tej książki Życińskiego, pozbawiony danych bibliograficznych, nie jest już w stanie sprawdzić, kiedy miały miejsce omawiane zdarzenia i musi uwierzyć w to, że Darwin chwalił pomysł Graya. Prawda została skutecznie zamaskowana.

Marta Cuberbiller, która opublikowała kilka tekstów na temat kreacjonizmu w tygodniku Fakty i Mity, w jednym z nich próbowała ujawnić wspomnianą wyżej manipulację Życińskiego. O dziwo, spotkała się z zaciętym oporem Marka Szenborna, zastępcy redaktora naczelnego Faktów i Mitów. Tekst Marty Cuberbiller nie został przyjęty, a ona sama została pozbawiona możliwości dalszego propagowania kreacjonizmu na łamach tego tygodnika.[11] Tygodnik Fakty i Mity ma podobno charakter antyklerykalny i antykatolicki. Słynie z napastliwych ataków na kościół rzymsko-katolicki. Ale jest jeden hierarcha tego kościoła, który cieszy się ochroną w tym tygodniku. Ciekawe dlaczego? Może dlatego, że im obu, Szenbornowi i Życińskiemu, zależy na tym samym – by ludzie wierzyli, że Darwin był człowiekiem wierzącym? Mogę zrozumieć, dlaczego na tym zależy Szenbornowi – bo „darwinizm jest najlepszą maszynką do produkowania ateizmu, jaką kiedykolwiek wymyślono”.[12] Ale dlaczego na tym zależy Życińskiemu?

Mieczysław Pajewski

Przypisy:

[1] Charles Darwin, The Autobiography of Charles Darwin, 1809-1882, W.W. Norton & Company, New York 1958, s. 87 (cyt. za: Kazimierz Jodkowski, „Naturalizm ewolucjonizmu a wiara religijna. Przypadek Darwina”, Przegląd Religioznawczy 1999, nr 1 (191), s. 24 [17-34], http://www.nauka-a-religia.uz.zgora.pl/przedruki/pliki/download.php?file=29

[2] Józef Życiński, „U źródeł biologii niearystotelesowskiej”, w: Michał Heller, Józef Życiński, Dylematy ewolucji, Polskie Towarzystwo Teologiczne, Kraków 1990, s. 38 [29-39] (wyd. drugie: Michał Heller, Józef Życiński, Dylematy ewolucji, Biblos, Tarnów 1996, s. 54-55).

[3] Tamże, s. 13; wyd. drugie, s. 26.

[4] Tamże, wyłącznie drugie wydanie, s. 178-179.

[5] Pokazuje to wyraźnie Jodkowski w cytowanym artykule „Naturalizm ewolucjonizmu…”.

[6] Karol Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt, DeAgostini, Altaya, Warszawa 2001, s. 560.

[7] Józef Życiński, Ułaskawianie natury, Znak, Kraków 1992,  s. 89-90.

[8] Karol Darwin, Zmienność zwierząt i roślin w stanie udomowienia, cz. II, Dzieła wybrane t. III, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1959, s. 403.

[9] Por. Jodkowski, „Naturalizm ewolucjonizmu…”, s. 27, przypis 50 oraz tenże, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, Wyd. UMCS, Lublin 1998, s. 327, przypis 1005.

[10] Por. Abp Józef Życiński, Bóg i ewolucja. Podstawowe pytania ewolucjonizmu chrześcijańskiego, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 2002, s. 26.

[11] Dziękuję pani Marcie Cuberbiller (m.cuber@wp.pl) za zgodę na wykorzystanie w niniejszym tekście danych z odrzuconego przez redakcję Faktów i Mitów jej materiału oraz za udostępnienie mi pisemnej opinii red. Marka Szenborna.

[12] William B. Provine (profesor biologii na Cornell University, USA), http://fp.bio.utk.edu/darwin/1998/slides_view/Slide_15.html.

 

Idź Pod Prąd 2005, nr 12 (lipiec), s. 9-10.