Przeczytasz tekst w ok. 3 min.

Mamy dziurawe niebo! Min. Błaszczak bezwzględnie do dymisji! – Tak w wywiadzie dla Idź Pod Prąd TV komentuje incydenty lotnicze nad Polską współtwórca GROM-u ppłk Krzysztof Przepiórka, jeden z pierwszych sześciu żołnierzy zespołu bojowego tej elitarnej jednostki. Opowiada także o kulisach powstania GROM-u oraz o tym, czego nauczyli ich Amerykanie.

ZOBACZ CAŁY WYWIAD:

Podpułkownik Przepiórka tak komentuje wydarzenia związane z ROSYJSKĄ rakietą CH-55, która spadła pod Bydgoszczą:

„Jeżeli na teren Polski wlatuje obiekt latający, podrywane są, jak wynika z oficjalnego raportu, dyżurne pary myśliwców – polska i amerykańska – to kluczowe pytanie jest takie: kto zaniechał, kto dał zezwolenie na to, by przerwać poszukiwania tego obiektu. Co by się stało, gdyby to ujawniono? Wyobraźmy sobie: 16 grudnia obiekt wlatuje nad teren Polski, dwa dni wcześniej gen. Szymczyk odpala granatnik w swoim gabinecie. Jest potężna afera, nie da się jej przykryć wlatującą nad Polskę rakietą, której nie można znaleźć! Wszystko jest podporządkowane słupkom poparcia, a nie racjonalnym podejściem do bezpieczeństwa państwa! Wyobraźmy sobie, gdyby ta rakieta była uzbrojona… Ona może przenosić głowicę nuklearną, ale nawet, gdyby miała ładunek konwencjonalny… Nawet resztki paliwa rakietowego są niezwykle toksyczne i wybuchowe! Jak można było zaniechać odszukania tej rakiety? Dla mnie to jest niepojęte, nieprawdopodobne! Osoba, która podjęła taką decyzję, powinna być wywalona na zbity pysk!”.

Współtwórca GROM-u został też zapytany o oskarżenia, jakie kierował min. Błaszczak wobec gen. Piotrowskiego, Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

„Jeżeli polityk posuwa się do tego, że ruga swojego generała, dowódcę operacyjnego, że czegoś mu nie powiedział, a z drugiej strony mamy głos pierwszego żołnierza w Polsce, gen. Andrzejczaka, Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, że powiadomił swoich przełożonych o incydencie, który miał miejsce właśnie w tym czasie, to mamy coś niebywałego! Ta sytuacja powinna być wyjaśniona w cieniu gabinetów, a nie wynoszona do mediów. Nie wyobrażam sobie teraz współpracy ministra z dowódcą operacyjnym!

Procedury wojska są bardzo proste. Nie wyobrażam sobie, że można zataić taką informację, jednocześnie podrywając lotnictwo polskie i amerykańskie, dowództwo operacji powietrznych. Tylko minister o tym nie wie! Nie, tu chodziło tylko o to, by te słupki poparcia nie poszły w dół”.

Ppłk Przepiórka zapytany, czy po tych wydarzeniach minister Błaszczak powinien zostać zdymisjonowany, odpowiedział:

„Bezwzględnie tak! Dla ministra Błaszczaka nie powinno być miejsca w Rządzie”.

Zapytany o przewidywania co do dalszego ciągu wojenki minister vs. generałowie, współtwórca GROM-u odpowiedział:

„Liczę na NATO. Z Macierewiczem też było podobnie i został zdymisjonowany po tym, jak dowódcy i ministrowie nie widzieli współpracy z Macierewiczem i zmuszono rząd Polski, żeby Macierewicz poleciał”.

W dalszej części wywiadu ppłk Przepiórka został zapytany o kulisy powstania GROM-u oraz o szkolenie w USA.

„Była nas szóstka z Lublińca, zostaliśmy wyselekcjonowani do jednostki specjalnej GROM i byliśmy pierwszymi żołnierzami z jednostki operacyjnej, która przyszła do GROM-u. Ówczesny płk Petelicki pożyczał broń, mieliśmy dwa GAZiki i dwie Nyski i dużo zapału. Byliśmy pierwszym zwartym oddziałem Wojska Polskiego szkolonym w USA. Było nas wtedy około dwudziestu i polecieliśmy tam jeszcze jako żołnierze Układu Warszawskiego, a wróciliśmy już jako żołnierze wolnej Polski, gdyż Układ został rozwiązany właśnie podczas trwania szkolenia. Pierwszy oddział szkolili Amerykanie, a potem ja dostałem zadanie, po 9 miesiącach, żeby tworzyć drugi oddział”.

Podpułkownik zapytany, co spowodowało sukces GROM-u, odparł:

„Myślę, że charyzma naszego dowódcy, gen. Petelickiego, ale też i w nas było dużo zapału, bo to było coś nowego i widzieliśmy w tym sens. Zachłysnęliśmy się tym wszystkim, to była taka euforia, pasja, a gen. Petelicki potrafił to jeszcze podgrzać!”

Ppłk Przepiórka powiedział też, co było największym zaskoczeniem podczas szkolenia w Stanach Zjednoczonych:

„Indywidualnie byliśmy dobrze wyszkoleni, ale brakowało kilku rzeczy. Dam prosty przykład: byłem bardzo dobrym strzelcem, startowałem w zawodach strzeleckich i amerykańscy instruktorzy ustawili tarczę strzelecką 5 metrów ode mnie. Pomyślałem sobie „oni nie widzą, z kim mają do czynienia, ja tutaj wielki mistrz strzelałem na zawodach na 25 metrów do takiego celu, a tutaj mam strzelać na 5 metrów?”. I co się okazało? Ja nie umiem strzelać. Bo tutaj było strzelanie sytuacyjne, stresowe, a tego nas nie uczono. Te szkolenia pokazały nam też, jak wygląda współpraca w zespole, jak trzeba ufać sobie nawzajem. Oni w nas obudzili takie poczucie wspólnoty, współpracy i bezpieczeństwa. Myśmy sobie w grupie bardzo od tego momentu ufali”.