Stany Zjednoczone zaostrzają kurs wobec Rosji. Wczoraj ambasador USA przy Organizacji Narodów Zjednoczonych  obarczyła Rosję odpowiedzialnością za sytuację w Syrii. Trzymała w rękach zdjęcia dzieci zabitych w ataku chemicznym armii Baszara el- Assada w mieście Idlib w północnej Syrii, gdzie zginęło ponad 70 osób.

– Rosja stała na drodze rozliczenia syryjskiego rządu. W ten sposób przymknęła oczy na barbarzyństwo. Rosja nie może uciec od odpowiedzialności za to, co się wydarzyło. Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, żeby Rosja zaczęła się przejmować?

Ambasador Haley ostrzegła, że jeśli Rada Bezpieczeństwa nie podejmie zdecydowanych kroków w sprawie Syrii, Stany Zjednoczone wdrożą jednostronne działania.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump potępił atak podczas spotkania z królem Jordanii Abdullahem II:
– Wczorajszy atak chemiczny – przerażający atak chemiczny w Syrii, przeciwko niewinnym ludziom, kobietom, dzieciom, a nawet niemowlętom. Ich śmierć jest obrazą dla ludzkości. Te haniebne działania reżimu Assada nie mogą być dłużej tolerowane.

Amerykański wiceprezydent Mike Pence zapewnił w wypowiedzi dla Fox News, że Waszyngton rozważa różne sposoby zareagowania na atak i że “możliwe są różne scenariusze, które są w zasięgu ręki”. Sekretarz Stanu Rex Tillerson zapowiedział, że Rosjanie powinni teraz przemyśleć swe dalsze poparcie dla Baszara el-Asada.
Nie mają na to dużo czasu. 11 kwietnia Tillerson ma odwiedzić Moskwę.

Zobacz też:  Akcja bilbordowa „German death camps” wraca do Polski