Już 13 dni trwa oblężenie komisariatu w stolicy Armenii – Erywaniu.

W środę rano atakujący wzięli jako zakładników dwóch lekarzy, pielęgniarkę i ratownika medycznego, którzy weszli do budynku, by udzielić pomocy kilku napastnikom, ranionym podczas wymiany ognia z policją. Dwóch z napastników zostało przewiezionych do szpitala i przeszło operacje. Następnie zostali aresztowani.

Opozycjoniści okupujący komisariat pozwolili wejść załodze karetki, by opatrzyć pozostałych rannych. Potem ogłosili na Facebooku, że nie wypuszczą medyków dopóki minister zdrowia nie zorganizuje szpitala polowego na miejscu. Minister uważa, że ranni powinni być przewiezieni do szpitala, jednak napastnicy opierają się wyjściu z budynku, bo wiedzą, że zostaną aresztowani.

Przypominamy, że w zeszłą niedzielę grupa kilkudziesięciu mężczyzn zaatakowała i zajęła komisariat w dzielnicy Erebuni. W walce zginął jeden policjant. Napastnicy wzięli czterech zakładników. Domagają się ustąpienia prezydenta Armenii i wypuszczenia opozycjonisty Żirajra Sefiljana, który został aresztowany za nielegalne posiadanie broni oraz planowanie ataków na budynki państwowe.

Po kilku dniach napastnicy wypuścili zakładników, jednak władze nie wydały rozkazu ataku na budynek W oficjalnych komunikatach przedstawiciele władzy twierdzą że chcą rozwiązać kryzys bez dalszego rozlewu krwi.

Spory wpływ na zachowanie władz mają z pewnością codzienne demonstracje. Setki ludzi gromadzą się w okolicy budynku, wyrażając poparcie dla opozycjonistów zabarykadowanych w komisariacie. Dochodzi do starć z policją.

Zobacz też:  Imigranci tworzą nową dżunglę pod Calais