W ostatnich miesiącach władze trzech chińskich prowincji wydaliły kilkuset południowokoreańskich misjonarzy i pastorów oraz zamknęły prowadzone przez nich kościoły.

W Changchun, stolicy prowincji Jilin, we wrześniu zamknięto wszystkie kościoły prowadzone przez misjonarzy z Korei Południowej.

Komunistyczne władze nie podały powodu takiego postępowania. Dziennik „Korean Herald” podaje, że władze Chin zalecały misjonarzom powrót do domu, ponieważ uważały, że południowokoreańscy pastorzy w regionach graniczących z Koreą Północną angażowali się w pomoc dla osób uciekających z tego kraju.

Mówi się również, że mogą być to środki podejmowane przed wprowadzeniem przez Chiny nowych regulacji w sprawach religijnych, które wejdą w życie 1 lutego w przyszłym roku.

Nowe wytyczne wprowadzają wysokie grzywny dla ludzi organizujących niezatwierdzone przez władze praktyki religijne. Nowe prawo przekazuje pieczę nad takimi sprawami niższym szczeblom administracji, co spowoduje zaostrzenie kontroli.

Chiny odsyłają uciekinierów z Północnej Korei w ręce reżimu, który poddaje ich torturom. Szczególnie ostro traktowani są uciekinierzy, którzy spotykali się z misjonarzami.

Jest to oczywiste złamanie konwencji ONZ, jednak władze komunistycznych Chin twierdzą, że nie można uznać tych uciekinierów za uchodźców.

Zobacz też:  Dymisja ministra przez sprawę sprzed 15 lat