Sąd komunistycznych Chin skazał działacza na rzecz praw człowieka z Tajwanu Lee Ming-che na pięć lat więzienia. Komuniści zarzucili Lee działalność wywrotową.

Jest to pierwszy przypadek skazania Tajwańczyka w Chinach kontynentalnych.

Lee po tym, jak przybył do Chin, zniknął. Rodzina i przyjaciele nie mieli z nim kontaktu. Po dłuższym czasie okazało się, że został zatrzymany przez komunistyczne służby.

We wrześniu stanął przed sądem w prowincji Hunan. Tej samej z której rządem Polska Agencja Handlu i Inwestycji podpisałą wczoraj porozumienie o „partnerstwie strategicnzym”.

 

Lee został oskarżony o współpracę z obywatelami Chin w rozpowszechnianiu i tworzeniu komentarzy atakujących chiński rząd i promujących demokrację we wschodnim stylu. Dowodami w sprawie były m.in. wpisy na portalach społecznościowych, w których Lee promował wielopartyjną demokrację.

Zobacz też:  UE zacieśnia współpracę z komunistycznymi Chinami w dziedzinie lotnictwa