Przeczytasz tekst w ok. 4 min.

Śmiałem się z COVID-19. Ale to wirus zadrwił ze mnie, dociskając mnie do łóżka! Trafiłem do szpitala na 19 dni. Choroba zabrała mi 14kg wagi – wyznaje na antenie telewizji Idź Pod Prąd Andrzej Wejngold, aktor znany m.in. z „Polityki” Patryka Vegi, który przeszedł chorobę wywołaną chińskim koronawirusem. W połowie października opublikował nagranie ze szpitala miejskiego w Elblągu z apelem do niewierzących w pandemię, które dotarło do setek tysięcy osób. – Nasi politycy doprowadzili do sytuacji, że jako społeczeństwo przestaliśmy wierzyć w COVID-19. Koronasceptyków zachęcam, by zgłosili się jako wolontariusze na oddział covidowy – dodaje gość IPP TV.

ZOBACZ CAŁĄ ROZMOWĘ Z ANDRZEJEM WEJNGOLDEM:


Dlaczego zdecydował się pan nagrać apel skierowany szczególnie do koronosceptyków?
Film był dedykowany moim bliskim znajomym. Widziałem, jak w internecie mobilizowali się do marszu antymaseczkowego, widziałem, jak lekceważą wszystkie zalecenia. Chciałem dotrzeć do nich, a wiedziałem, że będzie ciężko opisać to, co czuję, więc uznałem, że nagranie będzie najlepszą formą przekazu. Nie spodziewałem się, że będzie to miało taki duży oddźwięk.
Jakie reakcje odbiorców najbardziej pana dotknęły?
Najbardziej zakuły mnie reakcje osób, do których skierowałem moje przesłanie. Zarzucały mi, że dałem się wrobić w koronawirusa, że wmówiono mi tę chorobę, że przechodzę zwykłe przeziębienie czy grypę, a komuś kazano wpisać COVID-19 w historię choroby.
Jakie były pierwsze objawy pana choroby? Kiedy zorientował się pan, że zachorował pan na COVID-19?
Na początku pojawiła się gorączka w granicach 38-39°C, ból mięśni, nie było jeszcze duszności. Myślałem, że poradzę sobie domowymi metodami. Nie przeszło mi przez myśl, że to może być koronawirus. Po prostu wziąłem kilka dni urlopu, nie chodziłem do lekarzy. I tak się zaczęła moja walka z choróbskiem. Po 24h złożyłem broń, bo wiedziałem, że nie dam sobie z tym rady. Wtedy trafiłem do szpitala na 19 dni.
Choroba nie tylko wdarła się do mojego organizmu, lecz także, wychodząc z niego, zabrała mi 14 kg wagi. Jeszcze przez 2-3 miesiące będę przyjmował leki. Trochę potrwa, zanim wrócę do pełni wigoru.

Choroba nie tylko wdarła się do mojego organizmu, lecz także, wychodząc z niego, zabrała mi 14 kg wagi.


A jak doszło do zakażenia koronawirusem w pana przypadku?
Najprawdopodobniej było to zakażenie przez jakiś przypadkowy kontakt. Wprawdzie nosiłem maseczkę, na początku pandemii bardzo dbałem o dezynfekcję rąk, ale później zaczęło się to trochę zmieniać. Nasi politycy doprowadzili do sytuacji, że jako społeczeństwo przestaliśmy wierzyć w ten COVID-19. Najpierw uświadamiali nas, że to groźna choroba i musimy się na nią przygotować. Przy małej liczbie zachorowań zrobiono lockdown, a później zaczęły się wybory, wiece bez maseczek, totalne poluzowanie obostrzeń. Minął jakiś czas i rząd teraz twierdzi, że to ciężka choroba. Więc jak wierzyć tym wszystkim przekazom?

Nasi politycy doprowadzili do sytuacji, że jako społeczeństwo przestaliśmy wierzyć w COVID-19


Jak zatem ocenia pan działania rządu PiS w ciągu pół roku trwania pandemii?
Nie chciałbym być teraz w pozycji jakiegoś ministra, który musi podejmować trudne decyzje, ale uważam, że właśnie przy takich trudnych decyzjach należy prowadzić dialog, konsultować się ze specjalistami. Zabrakło mi troski o nas – mam wrażenie, że głównie dbano o ich własne interesy. Zabrakło mi konsekwencji w działaniu.
Wciąż jest w Polsce duża grupa ludzi, którzy twierdzą, że wirus jest niegroźny, że być może jest to jakiś spisek. Co chciałby pan dzisiaj przekazać tzw. koronosceptykom?
Koronosceptykom mogę powiedzieć: jeżeli naprawdę są tacy odważni i uważają, że to wielkie bohaterstwo wyjść na ulicę bez maseczki, wykrzyczeć, że to wszystko im się nie podoba, to poradziłbym, żeby zgłosili się jako wolontariusze na oddział covidowy i tam pokazali większe męstwo, robiąc coś dobrego dla innych ludzi. Żeby pomogli personelowi medycznemu przynajmniej w sprzątaniu, to też duża pomoc. Nie musieliby mieć strojów ochronnych ani maseczek, bo przecież nie wierzą w wirusa.

Koronosceptykom poradziłbym, żeby zgłosili się jako wolontariusze na oddział covidowy i tam pokazali większe męstwo, robiąc coś dobrego dla innych ludzi.


Czy hejt na ludzi, którzy ostrzegają przed COVID-19, jest według pana zjawiskiem spontanicznym czy raczej sterowanym? 
Wydaje mi się, że jest to krzyk niemocy ludzi źle doinformowanych, którzy opierają się na fake newsach. Może faktycznie jest grupa ludzi, którym zależy na szerzeniu fałszywych informacji i robią wrzutki dla własnych celów.

Śmiałem się z koronawirusa, to teraz wirus zaśmiał się ze mnie, przyciskając mnie do łóżka.


Sam byłem tym karmiony, uwierzyłem w fałszywe informacje i przestałem być czujnym. Śmiałem się z koronawirusa, to teraz wirus zaśmiał się ze mnie, przyciskając mnie do łóżka.
Na koniec rozmowy chciałabym zapytać, co panu dawało nadzieję w tym trudnym czasie, szczególnie, kiedy przebywał pan w szpitalu?
Dużo pozytywnej energii otrzymywałem od personelu medycznego. Przesympatyczni ludzie. Zastanawiałem się, jak pod tymi maseczkami, goglami i kombinezonami wygląda ich uśmiech, bo aż biło od nich to ciepło. To było bardzo budujące, bo człowiek wiedział, że jest w dobrych rękach. Miałem też dużo wsparcia od rodziny. W takich trudnych chwilach wychodzi, kto jest tobie najbardziej bliski. Niestety miałem na sali pacjentów, którzy byli pozbawieni tego kontaktu.
Wiedziałem, że kiedy wyjdę ze szpitala, będę uświadamiał osoby z mojego otoczenia, że to jest naprawdę poważna choroba i dopóki nie znajdziemy na nią leku, to musimy zachowywać dystans, nakładać maseczki, zachowywać higienę osobistą, i myślę, że za kilka miesięcy będziemy mieli opanowaną sytuację.

Współpraca: Agata Machała